Dodaj do ulubionych

dwa metry do wiecznosci

24.05.04, 22:11
Dlugo sie zbieralem ,by o tym napisac, ale musze sie z wami podzielic - moze
ostrzec a moze kogos uratowac.

Jechalem po swoim miescie jak zawsze - 60-70 - droge znam na pamiec, wiem
gdzie jest ciasno a gdzie mozna przycisnac.
pogoda fajna mnie sie nie spieszylo - spoko dzien.
Az do tego zakretu.
Wjezdzalem w niego jak zawsze - szesciesiat pare, nie byl ostry i dobrze go
znalem.
Na moim pasie mniej wiecej w polowie luku w lewo leazalo jakie zelastwo -
oimnalbym je ale z przeciwka wchodzil autobus przekraczajac nosem linie
srodkowa a z prawej nie bylo miejsca. Zaczlaem ostro hamowac i prawie sie
udalo - wjechalem na zelastwo - kawalek piora resoru - calkiem juz wolno,
zabraklo miz e dwoch metrow by sie przed tym zatrzymac.
Wjechalem prawym kolem, uslyszalem ogromny huk samochod podskoczyl i
kierownica wyszarpnela mis isie z rak. Zamiast skrecac z lukiem drogi
wyjechalem po stycznej na chodnik i zanikm sie zorientowalemwalnalem w
latarnie przygniatakjac do niej dziewczynke, ktora aku\rat przejezdala
chodnikiem narowerku!

Dziecko zginelo na miejscu, policja stwierdzila ze pioro resoru po najechani
wbilo sie jednym koncem w prog a drukim wlanelo w kolo i wyprostowalo i
zablokowalo w tej pozycji - nie mialem szans na skrecenie kol.

Nie wiemjaki bedzie final prawny .
Tygrys01 wie, czego sie mozna spodziewc po wymiarze sprawiedliwosci i ja tez
wiem, ze nie ma takiej kary, ktora ukoilaby bol rodzicoow.
Moze mnie skaza- mierzono droge hamowania, nie wiem jak bo abs nie blokowal
kol. Wszyscy mowia, ze nie mialem szans by wyhamowac czy ominac i pocieszaja
mnie.
Niezaleznie, co uzna sad,to ja swoje wiem - zabrako\lo mi dwoch metrow by
nic sie nie stalo. I ta swiadomosc nie daje mi spokoju. Gdybym jechal tylko
pare km na godzine wolniej to bym wyhamowal.
jakbym jechal 50 to wyhamowalbym na pewno - ktos liczyl na ty,m forum
roznice drogi hamowania.
Plakalem i myslale: Boze dlaczego JA? Dlaczego nie glupi dresiarz
zapierdalajacy 120 po miescie i majacy w dupie wszystkie przepisy?
dlaczego ja, ktory przepuszcza ludzi na przejsciach, nie przekracza 120 na
dobrej drodze a 60-70 w miescie. Zawsze jezdze w pasach, dzieci w
fotelikach, nie siadam za kolko po kielichu ani po piwie.
Nie trabie, nie wyprzedzam na wariata, jezdze plynnie i spokojnie.
Myslalem ze bezpiecznie.
Na dodatek znalem ta dziewczynke - kolezanke mojej corki.

Co przezylem po wypadku to moze kiedys napisze ale teraz wieciej nie moge.
Mam nadzieje ze moja historia da wam do myslenia amoze kogos uratuje.

pozdraiwam
krajki
Obserwuj wątek
    • sherlock_holmes Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 00:01
      Zawsze sie w takich sytuacjach zastanawiam czemu wypadki nie zdarzaja sie tym, ktorzy na nie zasluguja? (np tym w watku Tomka854 o milym spedzaniu czasu w podrozy...)
      Nie zazdroszcze Ci Twojej sytuacji - jeszcze dlugo bedziesz myslal, ze cos mogles zrobic - nawet przywalic w autobus. Zycia dziecku jednak nic nie wroci :(
      Wspolczuje rodzinie dziewczynki, ale i Tobie rowniez.
    • mejson.e5 Relatywizm 25.05.04, 00:57
      O Ku.wa!

      To zdarzenie to jak koszmar, który może się przyśnić każdemu z odrobiną wyobraźni.
      Ale tutaj to nie sen, tylko okrutna rzeczywistość.

      Każdy, kto ma przynajmniej trochę wyobraźni przewiduje, przez co musi przejść
      uczestnik czy sprawca wypadku, w którym ginie człowiek.
      Faktycznie - dresiarz z mózgiem wielkości orzeszka nie zastanawiałby się nad
      tragedią, tylko nad tym kto jest winien obecności złomu na drodze.
      Krajki na swoje nieszczęście MA rozum i sumienie.

      Mimo całego współczucia dla krajkiego nie mogę zamknąć tematu pocieszeniem, że
      nic nie mógł zrobić, tym bardziej ze on sam wie, że mógł. A raczej mógł NIE
      zrobić - NIE jechać 60-70 tylko 50, jak jest w przepisach.
      Gdyby okazało się, że 50 też było zbyt szybko, by zapobiec wypadkowi, nie miałby
      przynajmniej wyraźnego powodu, by mieć do siebie pretensje. A tak zostanie mu
      pewnie do końca życia zadra, która niezależnie od wyroku sądowego, będzie go
      karać bez końca w sytuacjach codziennych - jak będzie spotykał jej rodziców, czy
      patrzył na swoją córkę.

      SH napisał, że wypadki nie zdarzają się tym, którzy na nie zasługują.
      To nieprawda - zdarzają się i im i tym "spokojniejszym".

      Krajki pisał, ze należy do spokojnych kierowców, uprzejmych i cierpliwych,

      Ale.

      Ale należy do ogromnej grupy kierowców uznających powszechnie obowiązujące
      ograniczenia prędkości za zbyt surowe i dodających do limitu swój współczynnik
      geniusza - 10-20 km/godz.
      Wydaje się to niewiele - przecież ma duże doświadczenie i "wie", gdzie można
      pojechać szybciej.
      Otóż nikt NIE WIE, czy można pojechać szybciej!
      W większości przypadków nic się nie stanie, ale może zdarzyć się ten JEDEN raz!
      Przypadek, że mimo doswiadczenia, ładnej pogody, znanej trasy i samochodu z
      ABS-em zabraknie dwóch metrów, by nie zabrać komuś życia.
      Nie zginęło dziecko, które wtargnęło na drogę, nie zabił jej pirat drogowy
      wyprzedzający przed przejściem, pedzący gubo powyżej dopuszczalnej.
      Ale krajki jechał POWYŻEJ dopuszczalnej prędkości - TYLKO o 10-15 km/godz. więcej.

      Czy to naprawdę TYLKO?

      Liczyliśmy kiedys z SH różnicę w drodze hamowania pomiędzy 50 a 60/godz.
      W idealnych warunkach to było 5 metrów.
      Pięć, a krajkiemu zabrakło dwóch!

      Krajki to wie, a ja wiem, że będzie z tym cierpiał wiele lat, może nawet do
      końca życia.

      A teraz refleksja dla nas - ilu z nas trzyma się ściśle ograniczeń prędkości?
      50 na zabudowanym - w lecie, bez deszczu, mgły , w słoneczny dzień?
      90 poza miastem na dwujezdniowej drodze, 100 na wielopasmowej, 110 na
      ekspresowej i 130 na autostradzie?

      Połowa, dziesięć procent, czy tylko jeden procent?

      Można przejeździć całe życie w tak bezpieczny sposób, jak opisał to krajki -
      spokojnie, bez szaleństw i nic się nie stanie.

      A jeśli stanie się?

      Nie chodzi tu tylko o konsekwencje prawne, choć one nie są bez znaczenia.
      Chodzi o świadomość zadania komuś śmierci, której można było uniknąć w prosty
      sposób. I o konieczność obcowania z rodziną zabitego czy rówieśnicami córki.

      Moje świętoszkowate ględzenie na tym forum pewnie niejednego już nudziło i
      irytowało, ale może przykład krajkiego czegoś nas wszystkich nauczy - nie ma
      usprawiedliwienia relatywizm w przestrzeganiu przepisów - przekraczam, ale
      niedużo, wiem, kiedy można jechac szybciej.

      Żadna oszczędność na czasie - sekundy, może minuty, żadne folgowanie
      temperamentowi czy ułańskiej fantazji nie są warte życia nawet jednego dziecka.

      Krajki to już wie.
      Dzięki niemu wiemy też już my.

      Ale czy rozumiemy?

      Trzymaj się krajki, może jeszcze coś napiszesz, jak ochłoniesz?
      Nawet jeśli Ci nie będzie lżej, to może czegoś nas nauczysz?

      Pozdrawiam,

      Mejson
    • marekatlanta71 Z moich doswiadczen 25.05.04, 04:01
      Ja mialem spotkanie z pijakiem - na pustej drodze w Polsce pijany gosc niasacy
      w siatce 3 butelki denaturatu zdecydowal sie mnie zatrzymac (uwazal chyba ze
      wezme go na pasazera na gape. Niestety nie wpadl na to ze na terenie
      niezabudowanym sie jedzie szybko. No i mi zabraklo 4-5 metrow. Pijaczek
      przelecial mi po masce, wbil sie glowa w szybe a zgrabnym ruchem lamiacej sie
      nogi wgniotl dach. Nastepnie zsunal sie z maski i legl w pozycji niemozliwej do
      zrealizowania bez powaznych zmian w ukladzie szkieletowym. Potem juz standard -
      proby tamowania krwi (sikala jak z weza), pozycja bezpieczna, pogotowie,
      policja, alkomat (0.00%), zeznania itp. Pijaczek przezyl i do dzis jest mi
      winny koszty naprawy samochodu, ale jakos nie staralem sie ich dochodzic. A mi
      zostal uraz do dzis - boje sie ludzi na poboczu, szczegolnie jak maja siatki.

      --
      480 KM w 2 kawalkach. Szkoda ze nie w jednym...
    • typson Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 04:50
      Witaj,

      jesli to Cie pocieszy, tez mialem przykre przezycia zwiazane z samochodem. Otoz
      kiedys jechalem z ojcem na wakacje. Mama zostala w domu, razem z moim bratem -
      23 dniowym bobasem. Niestety na wakacje nie dojechalismy. Mielismy czolowke pod
      Gdanskiem - 12 lipca 1997, te date zapamietam do konca swych dni. Godzina
      17:40, moi koledzy pija sobie wodeczke na mazurach a ja reanimuje wlasnego
      ojca. Droga zablokowana. W okol pelno ludzi, jest policja i straz pozarna.
      Prosze ich o pomoc - wszyscy odmawiaja - "eee tam, jeszcze zrobie cos zle i
      bedzie na mnie". Jako ostatni na miejscu pojawia sie samochod pogotowia
      ratunkowego. Przyszla jakas lekarka, odchylila powieke i powiedziala "nie
      zyje"!!! Ja na to "jakto, nie ma reanimacji, przed chwila jeszcze wyczuwalem
      puls". Pani doktor - "uspokuj sie dziecko, jestes w szoku". Jak na to, ze
      jakims cudem przezylem czolowke przy 100 km/h i reanimowalem wlasnego ojca to o
      szoku nie moglo byc mowy. Jedynego szoku doznalem, gdy Pani doktor jednym
      slowem usmiercila mi ojca.

      Oba samochody zdezyly sie czolowo. Oba wyprzedzaly "na trzeciego", z tym ze
      nasze auto nie przekroczylo osi jezdni. wg prokuratury wina jest 50/50. Dzis od
      biedy moge sie z tym zgodzic, choc wiem, ze gdyby tamten tez nie przekroczyl
      osi jezdni to nic by sie nie stalo. Ale nic to...

      Ojciec byl idealista, szalenie inteligentym czlowiekiem. Wierzyl w nauke a nie
      w legitymacje partyjna. Z tego wzgledu przez 89 powodzilo nam sie marnie.
      Pozniej jednak zaczal rozkladac skrzydla, bo juz wiedza a nie legitymacja byla
      w cenie. Jednak takie zycie niebezpiecznie nabiera kapitalistycznego tempa.
      Zaczynamy sie spieszyc, gonic a czasu wciaz brakuje.

      Bylismy kilka kilometrow od Gdanska, od domu przyjaciol, od wypoczynku. To go
      jakos zacmilo, choc jezdzil od 20 lat bez wypadku, setki tysiecy kilometrow.
      Chcial tylko wyprzedzic kilka aut i usciskac przyjaciol.

      Panstwo w takich sytuacjach zawodzi. Lekaze nawet nie probowali, prokuratura
      przywlaszczyla sobie co fajniejsze bagaze oraz alkochol tlumaczac sie
      koniecznoscia zniszczenia tychze przedmiotow. Za parking policyjny buli sie
      kupe kasy. Transport zwlok, pochowek, etc.

      Czy od tamtego czasu przestrzegam przepisow? I tak i nie. Sa miejsca, gdzie na
      pewno nie przestrzegam ograniczen predkosci. Wyprzedzam czesto - tylko po to by
      nie miec nikogo przed soba. By wszystko widziec. Na pewno zakladam najgorszy
      zbieg okolicznosci gdzie tylko sie da. Widze, ze sporo osob podczas
      wyprzedzania przez ciagla, pod gorke wierzy, ze im sie uda. Ja wiem, ze mi sie
      moze nie udac. Mniej sie denerwuje. Jak widze debila, to zwalniam a nie
      przyspieszam. Debil na drodze daje mi szanse, bym zachowal zycie a nie "bym mu
      pokazal". Jesli widze wypadek to albo udzielam pomocy albo odjezdzam, nie
      jestem gapiem. Nie narazam wlasnych pasazerow, jezdze szybciej, gdy jezdze sam.

      Czy gdybys jechal 5 km/h wolniej to by... To nie ma znaczenia. Byly wypadki,
      gdy pioro resoru podbite przez inny samochod zabijalo kierowce kolejnego auta -
      przebijalo go na wylot. Kiedys cudem ominalem worek cementu lezacy na drodze.
      Ktos zginal udezony pokrywa kanalu podbita przez TIRa. Inny wypadl z zakretu bo
      nie ominal dziury w jezdni. Slowem nie ma wypadku gdzie wina lezy po jednej
      stronie. Kazdy wypadek, za wylaczeniem sytuacji z udzialem ekstremalnych
      debili, jest splotem kilku jak nie kilkunastu malo prawdopodobnych okolicznosci.

      Panstwo ma dbac o drogi, ma je latac i sprzatac. Panstwo nie moze dopuszczac do
      ruchu starych zlomow. Panstwo ma wychowywac. Panstwo ma budowac drogi rowerowe.
      Panstwo ma zadbac o rozwoj wsi, by dzieci nie bawily sie na drodze. Panstwo ma
      poszerzac i prostowac drogi. Panstwo ma zapewnic bezpieczenstwo, opieke, prace.

      My na panstwo pracujemy.

      przez 50 lat komuny panstwo to byli ONI.

      A teraz?
      • bishopandroid Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 09:11
        AMEN.

        • staruch5 Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 12:13
          byc moze sie naraze autorwi watku i uczestnikom forum, ale cos mi pachnie
          podpucha ten watek. Oczywiscie taka sytuacja mogla i moze miec miejsce.
          w tej konkretnej jest spora niedorzecznosc:

          """zabraklo miz e dwoch metrow by sie przed tym zatrzymac.
          Wjechalem prawym kolem, uslyszalem ogromny huk samochod podskoczyl i
          kierownica wyszarpnela mis isie z rak. Zamiast skrecac z lukiem drogi
          wyjechalem po stycznej na chodnik i zanikm sie zorientowalemwalnalem w
          latarnie przygniatakjac do niej dziewczynke, ktora aku\rat przejezdala
          chodnikiem narowerku! """

          Jezeli to prawda, to predkosc w momencie wjechania na przeszkode wynosila 7.2
          km/h. Nie moge uwierzyc, ze przy wjechaniu na przeszkode z taka predkoscia
          (szybko idacy piechur) pozniej stalo sie to, co opisuje autor.
          Byc moze troche podmalowal.
          Ale mnie sie wydaje, ze wymyslil ten watek iumiescil go "ku
          przestrodze".pozdrawiam.
          • sherlock_holmes Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 12:17
            Szczerze - juz po napisaniu mojej opinii tez mi to zaczelo "smierdziec" -
            wlasnie ze wzgledu na te dwa metry... Oby tekst okazal sie prowokacja - ale
            jakze wymowna...
            • jothakam Re: dwa metry do wiecznosci 25.05.04, 12:27
              krajki:
              (...)
              A ci co popieraja autora watku, niech sie szczerze zastanowia, co by zrobili
              skurwielowi, ktory dla hecy spowodowal wypadek, w ktorym ucierpialby ktos bliski
              - dziecko czy matka?
              Ale szczerze!
              (...)

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14718&w=10347436&a=10371852
              krajki, przyznaj się do makabrycznej prowokacji...
              • mejson.e5 Jest pięknie! 25.05.04, 13:10
                jothakam napisał:

                > krajki:
                > (...)
                > A ci co popieraja autora watku, niech sie szczerze zastanowia, co by zrobili
                > skurwielowi, ktory dla hecy spowodowal wypadek, w ktorym ucierpialby ktos blisk
                > i
                > - dziecko czy matka?
                > Ale szczerze!
                > (...)
                >
                > <a
                href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14718&w=10347436&a=10371852"target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14718&w=10347436&a=10371852</a>
                > krajki, przyznaj się do makabrycznej prowokacji...

                No i pięknie - kłopotliwe wnioski, więc pewnie podpucha!

                Jeśli krajki się nie odezwie, to będzie dowód, że koloryzował.

                Jeśli coś napisze, to każdy bedzie szukał dowodu na potwierdzenie teorii spisku.

                A maczał pewnie w tym palce mejson, bo to woda na jego młyn.


                No to fajnie.
                Można wrócić do swoich nawyków a ten wątek potraktować humorystycznie.

                Przecież nic takiego się nie wydarzyło i pewnie się nie wydarzy.

                Pięknie, Ku.wa Pięknie.
                • jothakam Re: Jest pięknie! 25.05.04, 13:38
                  wydarzyło się wiele takich rzeczy.
                  mniej strasznych i o wiele gorszych.
                  szczerze współczuję wszystkim uczestnikom takich zdarzeń.
                  niestety będą miały miejsce nadal, czy tego chcemy czy nie.
                  taka jest cena motoryzacji.

                  ja sam często jadąc po mieście spoglądam na licznik i widzę wskazówkę na 80,
                  chociaż byłem przekonany, że jadę nie więcej niż 60.
                  chwila nieuwagi zazwyczaj wystarczy, a utopić się można w łyżce wody.

                  zapewniam cię, mejson, że jeżeli wątek krajki nie jest prowokacją, to wcale nie
                  odetchnę z ulgą.
                  bo jeśli to nie krajki, to w każdej chwili może to być każdy z nas i każde z
                  naszych dzieci. ja o tym wiem, ale i tak siadam za kółkiem i wciąż popełniam
                  błędy. jak wszyscy. na razie mam farta. tylko tyle.

                  a prowokacji nie lubię, grania na najprostszych uczuciach, stąd mój post.
                  mam nadzieję że to jednak prowokacja. co nie zmienia ciężaru poruszanego w nim
                  problemu.
                  • tomek854 Re: Jest pięknie! 25.05.04, 16:47
                    czy to prowokacja czy nie dalo do myslenia. I o to chodzilo. Niech kazdy pomysli.
                    Ja tam zycze krajkiemu zeby to byla prowokacja...
                    • niknejm Re: Jest pięknie! 25.05.04, 18:11
                      Może to obnaża prymitywizm mej natury, ale... na mnie to wpłynęło...

                      Pzdr
                      Niknejm
                      • marekatlanta71 Re: Jest pięknie! 25.05.04, 21:38
                        A ja juz bylem chyba wplyniety bo jakos mnie cala ta historia nie rusza. Wypadki
                        sie zdarzaja i tak niestety musi byc. Ja i tak jezdze zgodnie z przepisami bo
                        bardziej boje sie mandatu i zwiazanych z nim konsekwencji finansowych
                        (ubezpieczenie) niz czegokolwiek innego. A na rzeczy nieprzewidywalnie jak kawal
                        zelastwa na drodze nie ma mocnych.
    • krajki Scenariusz 27.05.04, 23:50
      Nie wiem czego naprawde sie spodziewlem zaczynajac ten watek. Litosci,
      wspolczucia, porady?
      To faktycznie sie pojawilo ale w ogole nie spodziewalem sie niedowierzania.
      Najpierw bylem oburzony, mialem poczucie ogromnej niesprawiedliwosci. Ja sie
      wywnetrzylem a niektorzy chichotali i puszczali oko piszac bym sie przyznal do
      podpuchy. Ze 2 metry to tyle km na godzine a pewnie 2.5 to byloby wiecej.
      Patrzac na to z innej strony mysle teraz ze nie ma sie co dziwic ze dla wielu z
      was ta historia to jak scenariusz trzeciorzednego filmu.

      Niech i tak bedzie. Ale moze chociaz przez chwile kogos poruszy. Kto nie chce
      niech nie wierzy, zazdroszcze spokoju i normalnosci.
      Bo wiem ze nie macie koszmarow ani obrazow wypalonych pod zamknietymi powiekami.
      Bolu kregoslupa po szarpaniu samochodu by odciagnac of przygniecionego dziecka,
      zgzrytu pogietego rowerka zaplatanego w tablice rejestracyjna, bezwladnego
      cialka na chodniku, tepego zatanawiania sie dlaczego wnetrznosci z rozdrtego
      brzuszka sa biale a nie czerwone, zakrwawione klawisze komorki przed wybraniem
      numeru jej ojca, rozterek przed oddaniem gry komputerowej pozyczonej przez moja
      corke od zmarlej tydzien przed wypadkiem.
      Zyje w odretwieniu jak z ciaglym bolem zeba, swiat obok przelatuje swoim
      beztroskim rytmem ktory mnie w ogole nie interesuje tylko irytuje.

      Kiedys bardzo sobie cenilem tutejsze forum i lubialem czytac wasze wypowiedzi
      choc sam rzadko zabieralem glos.
      Teraz wszystko wydaje mi sie takie plytkie i obojetne. Nie bede raczej tu
      zagladal nie obrazcie sie ale w ogole mnie to przestalo interesowac. Tak wiec
      nie liczcie ze bede polemizowal czy w ogole zabieral glos.
      Nie zegnam sie ale nie mam pojecia czy bede jeszcze cos pisal.

      Chcialem zatytulowac ten post "co wy wiecie o zabijaniu?" ale to wydalo mi sie w
      koncu takie trywialne i nawiazujace do glupiego filmu gdzie smierc nikogo nie
      wzrusza a jest nawet atrakcyjna.
      Ale mimo ze was bardzo cenie, to nie chce mi sie juz z wami gadac.

      Mejson - sprawdz priva.

      Pozdrawiam wszystkich, k
      • undercover_brother Re: Scenariusz 28.05.04, 02:36
        Dlugo sie powstrzymywalem od wypowiedzi. Swoim zwyczajem zakladam, ze mowisz prawde, bo nie wiem po jaka cholere ktos moglby wymyslac podobna historie. Nie mam pojecia co czujesz, bo skad moglbym miec. Nie chce miec. Nie bede tego roztrzasal. Szczerze mowiac, nie bardzo mnie interesuje rozwazanie co zrobilbym w takiej sytucaji. Czemu? Nie chce oszalec. Gdybym mial sie zastanawiac nad kazdym nieszczesciem temu podobnym... coz, chyba skonczylbym w wariatkowie. Wystarczajaco duzo myslenia i rozterek przysparza mi codzienne poruszanie sie po osiedlu (wyjazd z niego), gdzie zastanawiam sie zza ktorego drzewa wypadnie jakis 'szczeniak' goniacy za pilka. Nazwalbym to nieszczesliwym zbiegiem okolicznosci. A to, ze dwa tygodnie temu bezpieczniejsza byla predkosc wyzsza o 10 km\h... coz - nie przecenialbym tego faktu. Moj znajomy zabil pijanego goscia przy niespelna 40 km\h - mozna tylko zalamac rece. Tak sie zdarzylo i juz. Coz powiedziec... zycie, mimo wszystko, toczy sie dalej. Nie zamierzam sobie brac tego zbytnio do serca - jak juz powiedzialem, nie chce oszalec.
      • sherlock_holmes Re: Scenariusz 28.05.04, 09:07
        Na stole lezy czlowiek, nad nim pochylaja sie dwaj lekarze i rozmawiaja:
        - od czego zaczniemy sekcje?
        - od jamy brzusznej
        - a moze od klatki piersiowej?
        Przerazony pacvjent:
        - Panowie, ja jeszcze zyje!
        Na co jeden z lekarzy:
        - Cicho, ordynator stwierdzil, ze pan nie zyje
        I razno zabrali sie za krojenie pacjenta.

        Tak wlasnie zachowaliŚMY sie wobec Krajkiego... Powazne miny, dywagacje na
        temat technicznych mozliwosci powstania takiego wypadku itd.
        Wstyd mi za siebie :( Nie dosc, ze nie pomoglismy komus kto przezywa tragedie,
        to jeszcze potraktowalismy to jako temat jalowej, chorej dyskusji...
        Jedno co nas usprawiedliwia to ze wczesniej pojawilo sie kilka prowokacji w
        podobnym stylu. Tyle ze Krajkiemu to nie pomoze...

        PS. Pare lat temu jechalem nowym (niecaly miesiac od odbioru w salonie), cudzym
        samochodem. Na skrzyzowaniu skrecalem w prawo za innym samochodem. Gosc sie
        zatrzymal, sprawdzil, ze bylo psto i ruszyl, ja za nim. Po czym nagle on sie
        zatrzymal w polowie skret (chyba mial jakies zwidy ze cos jedzie), a ja z
        hamulcem wcisnietym w podloge przezywalem ciezkie pol sekndy, gdy samochod
        pokonywal cale 2m dzielace moj samochod od poprzedzajacego. Wyhamowalem - ale
        skonczyloby sie raptem na szkodzonych zderzakach. Teraz pomyslcie jak sie czje
        ktos, komu braklo tych 2 m i nie uszkodzil zderzaka, ale zabil dziecko
        znajomych...

        Wiem, Krajki, ze to nie pomoze - ale przepraszam!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka