Dodaj do ulubionych

OT: Jak pomalować sufit w łazience?

24.07.12, 00:32
Jest łazienka, jest sufit który działa bez zarzutu, ale farba odrobinę zaczęła odłazić. Mi tam to nie przeszkadza, ale siła wyższa trochę brzęczy (raptem trzeci rok), że "no popatrz jak to wygląda". No i muszę coś z tym zrobić. Pewnie trzeba zeskrobać starą farbę, czymś tam zagruntować i czymś białym pomalować. A malarstwa to ja najbardziej na świecie nie lubię (zaraz po pracach ogródkowych) i się na tym nie znam kompletnie, w związku z tym pytanie mam takie: czy te gruntowanie i malowanie to wystarczy wykonać tym, co "doradcy" z Liroya czy Castoramy wciskają laikom (jakieś tam specjalne do kuchni i łazienki), czy jednak gdzie indziej szukać towaru? Powinienem skupić się na jakichś konkretnych producentach a innych unikać, czy to wszystko jeden pies? Czy poza tym (skrobaniem, gruntowaniem, malowaniem) jakieś inne czary należy wykonać? Sufit jest podwieszany (zielona płyta gipsowa). Poza łuszczącą się farbą nie widać żadnych pleśni, grzybów czy innych pasożytów.
Help.
Obserwuj wątek
    • pizza987 Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 08:37
      Ja bym na Twoim miejscu podwiesił do tego kolejną płytę. Odpadnie skrobanie, gruntowanie... A tak to pierdolniesz emulsyjną kilka warstw i siła wyższa będzie zadowolona.... I zrobiłbym tak na żywioł, znaczy się wparować z płytą i narzędziami do łazienki w momencie jak siła wyższ akurat myje włosy, robi makijaż itp żeby pokazać jej że Ci zależy, że się słuchasz... masz wtedy gwarantowany spokój na następna pięciolatkę jeżeli chodzi o prace domowe ;)
      • truskava Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 10:13
        pizza987 napisał:

        > Ja bym na Twoim miejscu podwiesił do tego kolejną płytę. Odpadnie skrobanie,
        > gruntowanie...

        Nie przejdzie. Kolejna płyta (czwarta czy piąta już) uniemożliwi swobodne wyprostowanie się pod prysznicem. :P
    • qqbek Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 09:23
      Umyć, zeskrobać to co odłazi.
      Zagruntować (i nie daj się nabrać, im tańsza i bardziej śmierdząca chemią emulsja gruntująca, tym lepiej, na drogie wynalazki nie warto wydawać), poczekać aż przeschnie.
      Ubytki małe traktujemy masą szpachlową (rozrobić, rozprowadzić, poczekać aż przeschnie, wyrównać papierem ściernym, żeby się nie wyróżniało), ubytki duże masą szpachlową na podbudowie z siatki z włókna szklanego (można kupić w formie samoprzylepnej taśmy).
      Potem raz jeszcze grunt (tylko na to, co zapyliło nam się przy wypełnianiu ubytków).
      No i podług "uważania" - ja uważam, że sufity najwygodniej jest malować pędzlem "ławkowcem"... ale to jak się ma sporą wprawę. Ty kup wałek (18 lub 25cm szerokości, trochę dłuższe włosie - tak z 15-18mm), kuwetę i farbę do łazienek (jeżeli sufit mały, starczy litr specjalnej do łazienek-ma ona tę zaletę, że jest wydajniejsza niż zwykłe akryle ścienne). Kup też pędzel z włosiem (35-50mm szerokości wystarczy) i taśmę maskującą (min 25mm szerokości). Taśmą obklejasz to, czego nie chcesz ubabrać (jeżeli masz glazurę to wystarczy na górze przykleić dookoła pasek i do niego podkleić jeszcze lekko odstający pasek z papieru (mogą być na przykład stare gazety)). Zostaje podłoga - albo masz łatwozmywalną powierzchnię, albo będzie wypadało i to zasłonić (albo zasłonisz, bo nie chcesz czyścić zaraz po malowaniu, albo sprzętów trochę masz w łazience). Kup folię ochronną, tylko niech Cię Pan Bozia chroni przed oszczędzaniem i kupnem cienkiej - zaprawdę powiadam ja Tobie, nie raz nad taką cienką zapłaczesz - kup średnią lub grubą - przynajmniej nie porwie się jeszcze zanim przystąpisz do malowania.
      Jeżeli okleiłeś górę paskiem z papieru też, to nie musisz nawet folii równo ze ścianami rzucać, wystarczy, że środek pomieszczenia i sprzęty w miarę dokładnie zakryje.

      Malowanie:
      Wpierw miejsca do których nie sięgnie wałek (oblicz sobie 2/3 średnicy nabytego wałka i na taką głębokość od ściany pomaluj pędzelkiem). Potem wałek... kładziesz jedną wartstwę i sprawdzasz, jak to wygląda... a i nie przejmuj się, gdy dotkniesz ściany... to po to w końcu kleiłeś tę durną gazetę do niej :)

      Taśmę maskującą zerwij zaraz po malowaniu (gdy niezbędna okaże się druga warstwa, pomaluj raz jeszcze "ramkę" pędzlem i zerwij taśmę, zanim farba zaschnie - z wałkiem będziesz się musiał obejść delikatniej przez to, ale przynajmniej farba nie przyschnie do taśmy i nie zechce wraz z nią odejść).

      Ja wczoraj, po pracy, pokój o powierzchni 10mkw na kolor pomalowałem... z łataniem sporej dziury w płycie kartonowo-gipsowej (ach ci studenci) łącznie. Tak więc Tobie robotę obliczam na tyle samo (sufit to mały pikuś przy ścianach, ale ja mam sporo wprawy i przynajmniej 10 lat doświadczeń z lipcowego odświeżania mieszkań po studentach).
      • sven_b Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 09:41
        Najpierw robi się czapeczkę z gazety.
        • truskava Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 09:51
          sven_b napisał:

          > Najpierw robi się czapeczkę z gazety.

          Ale do tego trzeba mieć w zestawie portki na szelkach (ogrodniczki?) założone na gołą klate. A takich nie mam.
          • edek40 Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 26.07.12, 10:50
            > Ale do tego trzeba mieć w zestawie portki na szelkach (ogrodniczki?) założone n
            > a gołą klate. A takich nie mam.

            Nie masz ani ogrodniczek ani golej klaty???

            Z reszta w takich sytuacjach (znaczy sie w ogrodniczkach i w golej klacie) o niebo lepiej prezentuje sie moja malzowina. Mysle nawet, ze to regula, ze kobitka tak sie lepiej prezentuje. Mozna zatem wnosic, ze sa stworzone przez nature do karmienia dzieci i malowania sufitow.
            • truskava Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 26.07.12, 12:10
              edek40 napisał:

              > Nie masz ani ogrodniczek ani golej klaty???

              Gołą klate to może i bym gdzieś znalazł,. Ogrodniczek nie mam.

              > Z reszta w takich sytuacjach (znaczy sie w ogrodniczkach i w golej klacie) o niebo
              > lepiej prezentuje sie moja malzowina. Mysle nawet, ze to regula, ze kobitka
              > tak sie lepiej prezentuje. Mozna zatem wnosic, ze sa stworzone przez nature do
              > karmienia dzieci i malowania sufitow.

              Całkiem zacna teoria. Szkoda, że tak późno ją poznałem.
            • emes-nju Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 26.07.12, 12:41
              edek40 napisał:

              > Z reszta w takich sytuacjach (znaczy sie w ogrodniczkach i w golej klacie)
              > o niebo lepiej prezentuje sie moja malzowina.

              Nie wątpię. Warto więc zadbać o intensyfikację wrażeń z tego prezentowania się - wiadro z farbą musi być na podłodze, żeby małżowina musiała się schylać :D
      • truskava Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 10:08
        qqbek napisał:

        > Ja wczoraj, po pracy, pokój o powierzchni 10mkw na kolor pomalowałem... z łatan
        > iem sporej dziury w płycie kartonowo-gipsowej (ach ci studenci) łącznie.
        > Tak więc Tobie robotę obliczam na tyle samo (sufit to mały pikuś przy ścianach ...).

        Nie no, ja to przewiduje ze 3 dni robocze minimum. I to pod warunkiem, że nie będzie trzeba żadnych ubytków uzupełniać.
        Podziękował za wykład. Folia jest (jak się okazało nawet całkiem gruba). Pędzli różnych przez te wszystkie lata też się zebrało w sumie kilkanaście (oczywiście wszystkie nieużywane). Tacka też jest, tylko widze że wałek ktoś zajumał. Szpachelki do skrobania też są.
        Pozostaje kupić taśmę (jest tylko jakaś wąska) no i te emulsje i farbę. Chyba pora zwlec się z wyra...
        • pizza987 Re: OT: Jak pomalować sufit w łazience? 24.07.12, 10:51
          No i nie możesz zapomnieć o duzej ilości niezbędników. Mogą być w szkalnym opakowaniu, w blaszanym (amelinium), plastikowym (a pfe...). I koniecznie dużo czarnego matu w spraju... a pardą, robisz łazienkę a nie motór, znaczy się czarny mat możesz odpuścić.

          Po ogrodniczki na goła klate wpadnij do pioerwszego z brzegu marketu budowlanego, byle na wysokość były dobre, a że za szerokie-tym sie nie przejmuj, jak jeszcze trochę się sile wyzszej poprezentujesz to jakies dodatkowe atrakcje moga być.

          Za to do prac hydraulicznych obowiązkowo zorganizuj sobie wiadomo jak zachowujące sie na pośladach dżinsy lub robocze bez szelek i absolutnie nie zakładaj żadnych gaci pod spód.... W sumie przy malowaniu też możesz w takich poćwiczyć, jednak nie wiem co na to siła wyższa.
          • qqbek Z niezbędnikami to jest tak... 24.07.12, 13:06
            ...że wpływają one na znaczne wydłużenie czasu pracy i (przy nadmiernym spożyciu) jakość wykonania.
            Ale skoro na sam sufit w łazience są trzy dni, to można od razu kratę niezbędników nabyć, dwa dni "popracować" a trzeciego dnia "skończyć".
            Tylko siłę wyższą należy oddelegować na te trzy dni do Głównej Inspekcji Rodzinnej (zwanej też "mamusia") i wziąć kogoś do pomocy (kumpel/brat/szwagier), coby samodzielnie, do lustra, nie "pracować".
            • truskava Re: Z niezbędnikami to jest tak... 24.07.12, 14:33
              Aparat ucisku wraz z dżuniorem i teściami jest na wywczasie od dwóch tygodni. Jak nic sie nie wydarzy, to wracają w poniedziałek. Nie na moje nerwy jest branie się przy pełnej obsadzie domowej, za coś poważniejszego niż borowanie otworów.
              • pizza987 Re: Z niezbędnikami to jest tak... 24.07.12, 15:34
                truskava napisał:

                > Aparat ucisku wraz z dżuniorem i teściami jest na wywczasie od dwóch tygodni. Jak nic sie nie wydarzy, to wracają w poniedziałek.
                >

                Chłopaku spokojnie, zaczniesz w niedziele po południu, no ewentualnie w poniedziałek rano i szybciorem ogarniesz temat. A jak się nie uda to pinezkami przypnij prześciaradło a Aparatowi Ucisku powiesz że to dla zwiekszenia doznań romantycznych, jeszcze wtedy świece w łazience, białe wion (jeżeli lubi wpisz je na listę niezbędników) i oto staniesz się jej wymarzonym romantycznym maczomenem*


                * pizza nie ponosi odpowiedzialności za skutki sugerowanych działań, jezeli zdecydujesz się z powyższych rad skorzystać robisz to na własne ryzyko, ja nie mam gdzie Ciebie przenocować... gniewnik muszę mieć jako tzw "wszelki wypadek"
    • franek-b dlaczego 24.07.12, 22:49
      A nie zastanawiałeś się dlaczego się łuszczy?
      Czy czasem nie jest zwykła płyta karton-gips użyta? jeśli jest słaba wentylacja, to za chwilę będzie ponownie się łuszczyło. Gips chłonie wodę i dlatego pewnie odłazi.
      • qqbek Re: dlaczego 24.07.12, 23:33
        Też racja... ale porządna dawka gruntu powinna temu zaradzić, na tyle skutecznie, że nic nie odejdzie już.
        Dlatego też pisałem o konieczności zagruntowania... przy zwykłym pokoju sensu to nie ma, chyba, że coś szpachlujesz.
        A gips chłonie grunt jeszcze lepiej niż wodę :)
      • truskava Re: dlaczego 25.07.12, 01:05
        franek-b napisał:

        > A nie zastanawiałeś się dlaczego się łuszczy?
        > Czy czasem nie jest zwykła płyta karton-gips użyta? jeśli jest słaba wentylacja,
        > to za chwilę będzie ponownie się łuszczyło. Gips chłonie wodę i dlatego pewnie odłazi.

        Płyta gipsowa jest OK. (zielona), wentylacja raczej też wydolna (wentylator niby dedykowany do 3x większej łazienki). Nie jestem tylko pewien czy poprzednio została użyta właściwa farba, ale to chyba i tak bez znaczenia, bo prawdopodobnie problem jest nieco innej natury. Po prostu małża jest ciepłolubna i zwykła kąpać się w ukropie, tak że po jej kąpieli woda prawie ciurkiem spływała po ścianach - nie żartuję.
        Jak zaczęło z sufitu odpadać, to wprowadziłem embargo na saunę, co wymiernie spowolniło destrukcję (chociaż liczyłem po cichu, że sufit samoczynnie wróci do poprzedniego stanu ;-) )

        PS.
        Na poprzednim kwadracie było tak samo, tyle że tam faktycznie wentylacja była do doopy.
    • truskava Zacząłem skrobać... 26.07.12, 11:57
      i lekka załamka. Farba nie chce odłazić :-/
      Tam, gdzie się łuszczy, to jakość odchodzi, ale w innych miejscach to masakrycznie sie uchwyciła podłoża. Do tego jeszcze zdarza mi się zły kąt natarcia przyjąć i zajechać troche po gładzi, co to jest pod spodem :-/
      Powinno się na całej malowanej powierzchni tą farbe zeskrobać? Czy wystarczy tylko tam gdzie da się ją usunąć, a reszte zmatowić papierem ?
      • bassooner Re: Zacząłem skrobać... 26.07.12, 12:35
        ja bym zeskrobał co luźne, pociągnął wszystko leciutko gipsem, zagruntował i pomalował... ;-)))
        • qqbek Procedura: 26.07.12, 13:54
          piwo (wspomaga procesy myślowe)
          zeskrobujemy luźne, resztę traktujemy środkiem do zmywania i szczotką ryżową
          piwo (wspomaga koncentrację i poprawia wydajność pracy)
          masa szpachlowa, szpachelka i uzupełniamy to co podrapane (po wyschnięciu wyrównać papierem ściernym na klocku, lub gąbką ścierną, żeby się nie odróżniało)
          piwo (wspomaga proces schnięcia masy szpachlowej)
          grunt (równomiernie po całości)
          piwo (wspomaga proces wiązania podłoża przez grunt)
          farba
          piwo (o ile jeszcze damy radę)

          Odespać, sprawdzić, ewentualnie poprawić niedoróbki spowodowane nadmiernym pośpiechem/spożyciem.
          Czyli zgadzam się z bassoonerem częściowo - nie ma sensu gipsować całości, bo tylko ryzykujemy, że nam ten gips potem odleci... zwłaszcza jeżeli nie odtłuścimy powierzchni przed malowaniem/szpachlowaniem :)
          • jerry.s Re: Procedura: 26.07.12, 19:33
            pozwolisz że wydrukuję ... przyda się za rok ...
            choć jak to czytam ... to tak się zastanawiam, czy można w tej procedurze pominąć pewne wydawało by się zbędne czynności ...

            j
            • truskava Re: Procedura: 26.07.12, 20:15
              jerry.s napisał:

              > ... tak się zastanawiam, czy można w tej procedurze pominąć pewne wydawało by się
              > zbędne czynności ...

              No pewnie, że można.
              W zeszłym tygodniu zacząłem dobierać się do pralki (bo z lekka podciekała) i miałem przygotowaną na tę okoliczność procedurę o dość zbliżonym kształcie. Jej pech (a potem i mój) polegał na tym, że wydała mi się przydługa, więc zacząłem realizować tylko nieparzyste punkty... Tak po prawdzie to sąsiad wpadł po drodze (tylko nie wiem jak, bo mieszkam na ostatnim piętrze) i mi wywrócił algorytm do góry nogami.
              W końcu udało mi się poskładać to wszystko do kupy, ale dwa dni obsuwy były.
              I nie wiem, czy czegoś nie spier...liłem, bo żadne luźne śrubki mi nie zostały.

              Dziś dla bezpieczeństwa skupiam się na parzystych punktach procedury - ale wcale mi qrwa szybciej nie idzie...
        • franek-b Re: Zacząłem skrobać... 26.07.12, 14:11
          > ja bym zeskrobał co luźne, pociągnął wszystko leciutko gipsem, zagruntował i po
          > malował... ;-)))

          Gips jest wdzięcznym materiałem ale niestety zupełnie nie nadaje się do miejsc gdzie jest jakakolwiek wilgoć.
          • edek40 Re: Zacząłem skrobać... 26.07.12, 15:20
            > Gips jest wdzięcznym materiałem ale niestety zupełnie nie nadaje się do miejsc
            > gdzie jest jakakolwiek wilgoć.

            Nie rozpusci sie. Jesli go zagruntujesz, to powinno byc OK.

            Mozesz oczywiscie kupic gotowa mase szpachlowa, ktora ja chetnie stosuje. W odroznieniu od gipsu jest gotowa do uzycia, szczelnie zamknieta nie schnie, a gips w torebce moze skamieniac od absorbowanej wilgoci. No i ten luksus poprawek, bo jeszcze nie zdarzylo mi sie, aby moj osobisty kapo (znaczy moje oczy) nie dostrzegl nierownosci po pierwszym slifowaniu. Wada: nie mozna uzupelniac glebokich dziur. Tu rzeczywiscie gips z grubsza, a potem masa szpachlowa i lizanie do gladkosci.

            A ta frajda, gdy malzowinka otrzepie sie z bialego pylu, posprzata katy i bibelot, a nazajutrz ja znowu nakladam kolejna warstwe :)))) Bo przeciez ta masa jest zawsze gotowa do uzycia :))))

            Tak powaznie, to ten gowniany pyl moze uszkodzic np. dvd. A unosi sie to gowno wszedzie. Bywa, ze mocuje do sciany wilgotna szmate i takaz klade na podlodze. Troche pomaga.
            • franek-b Re: Zacząłem skrobać... 26.07.12, 15:29
              > Nie rozpusci sie. Jesli go zagruntujesz, to powinno byc OK.

              Nie rozpuści, ale pięknie przyjmie wodę i potem będzie odchodzić płatami po tym jak chwilę przeschnie...
              • edek40 Re: Zacząłem skrobać... 26.07.12, 15:53
                > Nie rozpuści, ale pięknie przyjmie wodę i potem będzie odchodzić płatami po tym
                > jak chwilę przeschnie...

                Grunt na podloze, gips, wyszlifowac, zagruntowac, poprawic, wyszlifowac, zagruntowac. U mnie dziala, choc mam wciaz spierdolona wentylacje i w zimie duzo wilgoci.

                W przyszlym roku czas na rekuperacje.
                • wujaszek_joe skrobię i skrobię 26.07.12, 21:08
                  1 września planujemy wprowadzkę do naszego domu. rok wyjęty z życia, choć wiele się przy nim nie narobiłem. kredyt mam jak rząd grecki.
                  Tynki (gipsowe) wyszły na tyle równo, że uparłem się nie płacić malarzom, nie robię gładzi tylko sam to ręcznie szlifuję. ohydna robota. 30% już za mną. Myślę to potem zagruntować, a wykryte ubytki załatwić gotową masą gipsową. Pytanie mam takie, czy nowe ściany wystarczy zagruntować gruntem z wodą 1:1 i potem już farbki, czy jeszcze coś?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka