margotje
14.08.06, 13:47
Wczoraj prowadzilam sobie pogaduszki z moja psiapsiolka w Warszawce. Wlasnie
wrocila z bardzo krotkich wakacji. Pracodawca dal jej tylko tydzien urlopu.
Ale nie babskie pogaduszki sa istota moich deliberacji, natomiast esencja
jednej z wypowiedzi mojej interlokutorki. Oswiadczyla otoz (wzburzona do
granic wytrzymalosci), ze "cala Polska ma dlugi weekend tylko ona musi ("qwa")
poniedzialek pracowac!!!!"
Gwoli wyjasnienia winna jestem wspomniec, ze psiapsiolka owa pracuje w
renomownej amerykanskiej firmie, ktora za te prace placi jej ..hmm...
kilkadziesiat razy wiecej anizeli srednia krajowa. No moze kilkadziesiat razy
to moze troche przesadzilam, ale w kazdym razie zarabia ponad 20 kawalkow.
Mimo szczerej przyjazni, jaka nas od wielu lat laczy oraz szczerej
(siostrzano-przyjacielskiej) milosci, ktora ja darze, zj...balam ja na drobne.
No to za co - do q-nedzy- chcesz brac te kase????????????????????????
Mozecie mnie rowniez z-bac na drobne, uznac za idiote, ale nie jestem w stanie
zrozumiec polskiej mentalnosci: Dlaczego nikt nie rozumie, ze you can't have
it all??????
A tak na marginesie jeszcze jedno z moich spostrzezen: troche jezdzilam po
swiecie, poznalam pracodawcow i obyczaje. Nigdzie nie stwierdzilam fenomenu
"dlugiego weekendu"...... hm... To jak ma sie ta gospodarka (preznie) rozwijac?