Dodaj do ulubionych

Ot, technika.

28.08.09, 20:11
Pamiętam kiedyś dawno temu na zajęciach z mechaniki kwantowej zostałem
wyznaczony na ochotnika do przygotowaniu referatu o rezonansie magnetycznym.
Napociłem się i namęczyłem, ale w sumie, cytując prof. Kowalskiego-Glikmana,
spełniłem pokładane w przyszłym gimnazjalnym nauczycielu nadzieje i
przygotowałem referat na poziomie gimnazjum :P

W każdym razie pojęcie miałem jak to działa, i dalej mniej więcej to rozumiem,
chociaż matematyki to bym już za chiny ludowe nie powtórzył.

No a dzisiaj miałem przyjemność, jako że moja luba takowy skan odbywała, a ja
siedziałem przy niej i trzymałem ją za nogę (bo reszta była w środku) dla
dodania otuchy, bo jest ona klaustrofobiczką.

No i powiem wam jedno. Kurde mać, to jest maszyna. Co by nie mówić, nowoczesna
technika jest faktycznie nieodróżnialna od magii...

(A tak na marginesie powracając z tego badania sobie porównaliśmy smutnie
takie dwie rzeczy: w Polsce na MRI czeka się dwa lata (tyle ona czekała i się
nigdy nie doczekała), tutaj 10 dni... W Polsce uniwersytecki wykładowca
wpłacając wysoką pierwszą wpłatę bierze skodę fabię na 7 lat na raty, a tu
dwoje pracujących dorywczo studentów bierze auto z podobnego przedziału
cenowego na raty na lat pięć... Gdzie każda miesięczna rata będzie ich
kosztować ok. 5 godzin pracy każde jako tłumacze albo nauczyciele języków...

Niby taki kryzys w UK i tak ciężko, ale wciąż trochę nam jeszcze brakuje :(
Obserwuj wątek
    • sven_b Re: Ot, technika. 28.08.09, 22:09
      Tomku w nawiązaniu do marginesu, zapewniam, w polskim gronie akademickim nie
      jest już tak jak piszesz. W zasadzie jest to lustro społeczeństwa. Są ludzie
      ambitni i są lamerzy, są ci z możliwościami i frustraci. Wśród znajomych
      rodziców jest kilka osób w tym samym stopniu naukowym i całkowicie różnym
      zapleczu materialnym. Myślę że Ernest mógłby Ci powiedzieć o tym trochę więcej.
      • tomek854 Re: Ot, technika. 28.08.09, 23:59
        Wiesz, ja Ci też mogę bardzo dużo powiedzieć, bo to był przykład z mojej
        najbliższej rodziny.

        A mój ojciec bynajmniej nie jest sfrustrowanym lamerem bez ambicji i możliwosci
        (chyba, że za "możliwości" uważasz korzystanie ze znajomości i nieformalnych
        układów, bo z tego akurat to on nie korzysta z własnej woli).

        Ja akurat jestem z niego dumny, bo jest człowiekiem kryształowo uczciwym, co
        przyznają nawet jego właśni studenci na forach, nawet Ci, których oblał i go nie
        lubią (a to się rzadko zdarza).

        Weź pod uwagę, że są wykładowcy takich specjalności, którzy niekoniecznie mogą
        sobie dorobić w prywatnych firmach czy na prywatnych uczelniach (np. astronomia)
        albo np. tacy, którym trudno jest wspiąć się na wyższe poziomy finansowe bez
        ubabrania się w polityce bo taka jest specyfika ich branży (jak mój ojciec).
        • sven_b Re: Ot, technika. 29.08.09, 10:18
          > A mój ojciec bynajmniej nie jest sfrustrowanym lamerem bez ambicji i możliwosci

          Moją intencją było napisanie że jest różnie. Nie wiem dlaczego tak to odebrałeś
          i odniosłeś do rodziców. Tym bardziej, że na starcie podałeś przykład
          defaultowego pracownika naukowego. Pisałem o możliwościach bez cudzysłowu, czyli
          w domyśle warunkach jakie pracownikom potrafi stworzyć sama uczelnia. Możliwości
          wzięte w cudzysłów całkowicie zmieniają klimat dyskusji. To troche poniżej pasa.
          Ogólnie szacun dla rodziców i bez podjazdów proszę:)
      • ernest_linnhoff Re: Ot, technika. 29.08.09, 09:31
        Moich spostrzezen i wrazen na temat polskiej nauki starczyloby na opasłe dziełko, pod tytulem "Wielka niemoc". ;-) Z zastrzezeniem do uczelni technicznych i do tych dziedzin nauki gdzie istnieje potencjalna mozliwosc skomercjalizowania pewnych wynikow badz aplikacji przemyslowych. Skostniały system i mentalnosc pracownikow to w skrocie dwie przyczyny polskiej nauki. System dziala tak, ze np jesli wykonam zlecenie przemyslowe, to 40% w postaci narzutu kasuje uczelnia w postaci kosztow posrednich. Oczywiscie czesc tych pieniedzy pojdzie na "krzykliwą panią Lusię z dziekanatu", badz wymiane okien na portierni itp łatanie dziur. Trudno sie dziwic, ze po wypracowaniu jakiejs pozycji w przemysle, kazdy woli robote wykonac przez prywatną firme. W ubieglym roku pozyskałem z kolegą na uczelnie srodki w wysokosci 2 mln zł. I szybko odechcialo mi sie podobnych działań. Mase czasu straciłem na walce z bezwładnością administracyjną, ksiegowoscia itp. I pomimo ze 30% tej kwoty podzielilismy na wynagrodzenia, to zamiast to roznej masci obiboków zmotywowac, to wywolało zawisc. "No bo tamci to biora rachunki, a ja nie". Jest cała rzesza roznej masci "naukowych obiboków", ktorzy w kolko klepią to samo. A szkoda pisać...
        Podsumowujac trzeba robic swoje i tyle :-)
        • tomek854 Re: Ot, technika. 29.08.09, 15:51

          > Moich spostrzezen i wrazen na temat polskiej nauki starczyloby na opasłe dziełk
          > o, pod tytulem "Wielka niemoc". ;-)

          Ja to nazywam "tradycyjnym polskim niedasieizmem" :-)

          > Podsumowujac trzeba robic swoje i tyle :-)

          No właśnie. I jak ktoś na polskiej uczelni robi swoje (to znaczy udziela
          się naukowo w ramach uczelni i jest rzetelnym dydaktykiem) to jeździ fabią na
          raty. Na zachodzie jednak stać go na wiecej.
          • ernest_linnhoff Re: Ot, technika. 29.08.09, 16:46
            tomek854 napisał:

            > No właśnie. I jak ktoś na polskiej uczelni robi swoje (to znaczy udziela się naukowo w ramach uczelni i jest rzetelnym dydaktykiem) to jeździ fabią na
            > raty. Na zachodzie jednak stać go na wiecej.

            Szkopuł tkwi w tym, kto jest zatrudniony na jakim stanowisku. Stanowisko wykładowcy, to w sumie pensum + działania mające utrzymać wykładowce w gotowości "bojowej" ;-) Adiunkt, profesor to zupelnie inna specyfika.
            I teraz tak - kiedys bedac mlodym adiunktem zalozylem kolo milosnikow filozofii a o prowadzenie go poprosilem pewnego wykladowce, mistrza w dziedzinie filozofii, ktorego prywatna biblioteka liczy iles tysiecy pozycji (wygospodarowanie w bloku miejsca na nie swiadczy o niezlym "pierdolcu" w uprawianiu swej dzialki ;) ). Podczas jakiejs tam rozmowy on wyrazil sie ze zarobki to bolączka, bo majac 50ke na karku nie stac go na taxi przy bolacych kolanach itd itp, ale za to inne walory tej pracy kompensują mu finansowe niedobory. Ja i moi znajomi, ktorzy dzieki pracy nad tekstami w ramach "kołka" poszerzyli swe horyzonty myslowe dostrzegli ze taki gosc jest "niedoszacowany" w ramach pensji, bo z racji uprawiania swej dyscypliny generuje (chociazby wsrod takich ludków jak ja) "wartosc dodaną" :) Tylko ze niestety to nie nalezy do jego obowiazkow. Dlatego na temat wykladowcow i nauk humanistycznych sie nie wypowiadam szerzej, bo to zagadnienie bardziej socjologiczne.
            Natomiast moge sie wypowiedziec o pracownikach z uczelni technicznych. Kiedys przed latami pojawilem sie w okolicach Cieszyna w pewnej fabryczce na zaproszenie goscia ktory kupil ow zaklad. A ze dotychczasowy proces technologiczny przypominal 19 wiek, szukal mozliwosci usprawnien. Rzeklem wtedy: prosze pana, przejechalem 400 km, nie jestem naiwny, ale ma pan w poblizu 3 osrodki naukowe, ktore mogly pomoc. a on odparl: a tak, w jednym mi powiedzieli: moze pan najwierw dorzuci nam troche kasy na organizowana konferencje, w drugim - teraz to nie, bo pan Zdzisio zachorowal, a w trzecim ze trwa semestr i zajecia ze studentami.
            Ludzie boja sie brac odpowiedzialnosc i wolą ssac forse z budzetu. A ze budzet jest jaki jest to i takie finansowanie. Wg strategii lizbonskiej 2/3 srodkow na dzialnosc badawczo-rozwojowa ma pochodzic z sektora pozabudzetowego. W Polsce jest jak dotad dokladnie odwrotnie.
            Z mego punktu widzenia wynika jedno: ktokolwiek chce zarobic forsę i wykorzystac wiedze, powinien wyjsc poza ramy uczelni. Bo skostniale struktury i "leśne dziadki" zawsze beda przeszkadzaly siegnąc po kesz. No chyba, ze ktos jest nauczycielem Kawką z "Syzyfowych prac", badz lubi prace za "czapkę sliwek".
            • tomek854 Re: Ot, technika. 29.08.09, 17:39
              To prawda. Mój ojciec jest starszym wykładowcą. Co prawda pewnie jużby był
              profesorem dawno, ale za komuny mu tak dawali popalić na uczelni (w związku z
              jego działalnością w podziemiu) że sam odszedł i parę lat sprzedawał w sklepie
              motoryzacyjnym. A jak wrócił, to się zmieniła sytuacja i praktycznie musiał się
              przekwalifikować (bo jego dziedzina, jako związana z ekonomią, bardzo zależna
              jest od ustroju). I tyle.

              Trochę sobie dorabia w szkołach prywatnych, ale tu znowu za uczciwy jest, bo nie
              puszcza wszystkich jak leci, tylko uczciwie egzaminuje, więc musi np. "za darmo"
              przychodzić na wrześniową sesję (bo w prywatnych szkołach za egzaminy nie płaci
              się od egzaminu, tylko od studenta, oblewasz = powodujesz, że musisz więcej razy
              widzieć tego samego za te same pieniądze, stąd taka wysoka zdawalność na
              uczelniach prywatnych (i pewnie o to im chodzi skoro ustalają taką formę
              płatności za egzaminy).

              A co do innych rzeczy, to tak jak z tym wykładowcą. Mój tato opiekuje się
              uczelnianym chórem i różne inne tam rzeczy robi "poza swoim pensum"...

              A co do uczelni technicznej: mam takiego wujka, fizyka, który opracował jakąś
              tam metodę nowatorską produkowania jakichś tam części do czegośtam (nie będę
              wchodził w szczegóły, to jednak jest publiczne forum internetowe). Jak się
              pojawił z pomysłem żeby na tym zarabiać u szefowstwa to oni byli bardzo
              niezadowoleni, że zamiast zajęcia ze studentami odbębniać ten im wymyśla jakieś
              wynalazki i oni się potem muszą głowić co z tym zrobić.

              Wujek na uczelni już nie pracuje, firmę swoją ma i bardzo sobie chwali. A
              uczelnia dalej sobie kostnieje i narzeka na brak pieniędzy (jak ja tam miałem
              labolatorium w 2001 roku, to żeśmy software z kasety do komputera Amstrad
              Schneider CPC 64 ładowali....
    • marekatlanta71 Re: Ot, technika. 28.08.09, 22:28
      > (A tak na marginesie powracając z tego badania sobie porównaliśmy smutnie
      > takie dwie rzeczy: w Polsce na MRI czeka się dwa lata (tyle ona czekała i się
      > nigdy nie doczekała), tutaj 10 dni...

      A w USA 30 minut :) Przetestowane
      • tomek854 Re: Ot, technika. 29.08.09, 00:00
        Tu też robią na bieżąco jak ktoś jest w szpitalu. Ale z ulicy to na za dziesięć
        dni nas zarejestrowali (do lekarza zwyczajnego też się czeka kilka dni jak nie
        jest to przypadek nagły).
        • marekatlanta71 Re: Ot, technika. 29.08.09, 04:18
          Chodzi mi o prawie z ulicy - tzn idziesz do lekarza, on cos tam wymacuje i mowi
          ze potrzebuje rezonans. I z marszu Ci robia. Maszyn do rezonansu jest sporo w
          okolicy a ze kosztuje to maly majatek to oczekiwania nie ma zadnego.
          • tomek854 Re: Ot, technika. 29.08.09, 15:52
            A no tak, ale u Was wszystko prywatne ;-) A tu w ramach NHS, tego, co to nie
            tylko Wam, ale i najgorszemu wrogowi brytyjscy politycy nie życzą (ostatnio była
            afera z jednym ptakiem, co w amerykańskiej TV gniazdo własne kalał)...

            Najwyraźniej nie słyszeli tu o NFZ ;-)
      • crannmer Re: Ot, technika. 29.08.09, 00:03
        marekatlanta71 napisał:

        > A w USA 30 minut :) Przetestowane

        A ile to kosztowalo? I czemu nie zostalo pokryte z ubezpieczenia zdrowotnego?
        • marekatlanta71 Re: Ot, technika. 29.08.09, 04:19
          Wszystko zalezy jakie masz ubezpieczenie. Rezonans moze Cie kosztowac rownie
          dobrze $10 jak i $1000 w zaleznosci od ubezpieczenia.
    • edek40 Re: Ot, technika. 31.08.09, 11:20
      Nie mozna powiedziec, cos drgnelo. Gdy w 2001 roku zlamalem sobie dupe, to po
      bardzo powaznych zabiegach dorwalem sie do rezonansu po mniej wiecej miesiacu i
      za 500 zl (bez paragonu). Teraz zas, gdy moja ukochana tesciowa wymagala
      zajrzenia do srodka, to badanie zostalo wyznaczone na za tydzien i kosztowalo
      300 zl (z paragonem). Musze jednak przyznac, ze rezonans ma wlasciwosci
      lecznicze. Huk jaki tam panuje do tego stopnia wystraszyl matke mojej slubnej,
      ze ozdrowiala tak, ze obiecala, ze juz nigdy nie bedzie chora, byle tylko wiecej
      nie wlazic do tej rury.
    • emes-nju Re: Ot, technika. 31.08.09, 11:35
      tomek854 napisał:

      > (A tak na marginesie powracając z tego badania sobie porównaliśmy
      > smutnie takie dwie rzeczy: w Polsce na MRI czeka się dwa lata
      > (tyle ona czekała i się nigdy nie doczekała), tutaj 10 dni...

      Bo, co chyba coraz bardziej widoczne, NFZ rozpoczyna
      brutalne "ciecie kosztow".

      Pacjent, ktory czeka DWA LATA na diagnoze ma bardzo duza szanse na
      niedozycie. Czyli wszystko jest ok. Bo pacjent zdiagnozowany, to
      pacjent leczony a moze nawet wyleczony, co kosztuje majatek. A
      najgorsze jest to, ze nic nie jest bardziej pewne niz to, ze ktos
      raz wyleczony, znowu zachoruje. Lepiej, zeby nie dozyl nawet
      pierwszej diagnozy...

      Najbardziej wkurwiajace jest nie to, ze na NFZetowskie badanie
      trzeba czekac dwa lata, a to, ze nie ma mozliwosci prywatengo
      ubezpieczenia sie. To znaczy mozna. Tylko, ze trzeba od tego
      zaplacic podatek dochodowy, bo nie mozna tego odliczyc. A jezeli
      ubezpiecza pracodawca, to oprocz podaku dochodowego, musi od kwoty
      ubezpieczenia zaplacic jeszcze ZUS... Bo kwota, jaka wydal na
      ubezpieczenie pracownika jest traktowana jako swiadczenie :-/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka