Dodaj do ulubionych

Tfurczość forumowa - w jednym kawałku

10.09.10, 22:47
Ok, pozbierałam wszystko do kupy, ballady osobno, limeryki osobno, wierszyki jajne osobno. I całkiem osobno piosenka dla Lyliki, bo też bym chciała, żeby nie przepadła.
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Ballada z Diabłem 10.09.10, 22:51
      Ballada z Diabłem

      Mieszkał w pałacu hrabia z hrabiną
      On zwał się Lesio, ona Tereska
      A flaga wiała nad ich meliną:
      „Wiwat Gurua, wiwat Chmielewska”

      Kajak ze żaglem miała hrabinia
      Hrabia-architekt siedział nad deską,
      A sąsiad Diabeł (okropna świnia)
      Dybał ze spluwą na J. Chmielewską.

      Próżno hrabinia dołki kopała
      A hrabia na łbie łamał mu deskę,
      Próżno Janeczka napis drapała:
      „Odwal się draniu od tej Chmielewskiej!”

      Aż raz Alicja przybyła z Danii,
      Zmierzyła Diabła okiem królewskiem,
      „Cicho mi wszyscy, w odwłok kopani,
      Ja sama bronić będę Chmielewskiej!”

      Raźno wkroczyła w pałacu ściany,
      Zrobiła bajzel iście k..ewski,
      Pomógł jej Edek, w dupę pijany,
      Co też zapragnął bronić Chmielewskiej.

      Diabeł, będący pod ankoholem
      (ze strachu przed nią zalał się w pestkę)
      Leciał po schodach na antresolę
      I łeb rozwalił – swój, nie Chmielewskiej.

      Wtedy Alicja późnym wieczorem
      Razem z Okrętką tudzież Tereską
      Wsadziła Diabła – siup - w koci worek
      „Ja ci dam, draniu, nękać Chmielewską!”

      I leży Diabeł w bajzlu straszliwem
      Wskrzeszą go chyba moce niebieskie,
      A my gorzałką, winem lub piwem
      Wypijmy teraz zdrowie Chmielewskiej

      Całe zdanie nieboszczyka
      (na melodię „Ballady o Felku Zdankiewiczu)

      Szef mafii w Brazylii był chłopak morowy,
      Miał trzy mercedesy i jacht motorowy.

      Miał hacjendę z palmą, basen godny lorda,
      I licznych goryli, co ich prał po mordach.

      Że mu tego dobra ciągle było mało,
      Zakopał w Rodopach blitu, co się dało.

      Że mu się nie chciało w góry ruszyć tyłka,
      Zlecił to idiocie – i zaszła pomyłka.

      Sprzedał tajemnicę bandzior ciężko ranny
      I wyzionął ducha na łonie Joanny.

      Porwały dziewczynę brazylijskie dranie
      I tak na nią wrzeszczą: "Powiedz całe zdanie!"

      Otwiera Joanna zdumione oczęta:
      "Bym wam powiedziała, ale nie pamiętam"

      Więc jej obiecują szmal nie byle jaki,
      A Joanna myśli: "Łżą jak te sobaki!

      Zostanę jak głupia i to z czystą szyją,
      Bo mnie oszukają, a potem zabiją!

      Od takich perspektyw broń mnie Panie Boże"
      - łajbę im porwała i chodu na morze.

      Po drodze spełniała bohaterskie czyny,
      Kupując na litry trzy wanny benzyny,

      Próbując armaty, czy się fajnie strzela,
      I robiąc samoster z nogi od fotela.

      Tymczasem w hacjendzie trwa pożar w burdelu
      Bo Joanny nie ma – choć jej strzegło wielu.

      Sam szef się narobił najwięcej ze wszystkich,
      Gdy im własną ręką porozbijał pyski.

      A dzielna Joanna gwiżdżąc na ich kanty
      Przepłynęła solo calutki Atlantyk.

      Dotarła do Francji, lecz jak byle gapa
      Dała się oszukać i – niestety – złapać.

      Zamkli ją do lochu, w złości nieprzytomni,
      "Będziesz tutaj kwitła, aż sobie przypomnisz!"

      Więc kwitła, dość mało podobna do kwiecia,
      Mając za pociechę wesołego ciecia.

      Aż się jej udało, choć schudła do kości,
      Wykopać szydełkiem tunel ku wolności.

      Próżno cieć ją woła najczulszymi słowy -
      Ona w Taorminie leczy szok nerwowy.

      Stamtąd wio do Polski - macie głupią babę -
      Gdzie już na nią czeka wytęskniony Diabeł.

      Ledwie przyjechała, ot, rozczarowanie
      Bo ją puścił kantem i tudzież zrobił w banię.

      Poszła na milicję, melduje od kopa:
      "Powiem wam, panowie, o skarbie w Rodopach!"

      Poczciwi gliniarze (patrzcie no, kultura)
      Dali jej obstawę i łysego knura.

      Dybie na nią szajka i Diabeł na czele,
      A tu jej niebiescy bronią przyjaciele.

      Lecz ona w amoku, wzięła ją cholera,
      Sprała milicjantów, na knura naciera.

      W końcu i ta dobra, i ta wredna strona
      Miała mordy zbite jak szefa ochrona.

      Wreszcie wyszło na jaw, kto po stronie czyjej,
      Skarby się znalazły, a Joanna żyje.

      Szef już za swe zbrodnie w pudle odpoczywa,
      A my kończąc książkę golniem sobie piwa.

    • minerwamcg Całe zdanie nieboszczyka 10.09.10, 22:53
      Całe zdanie nieboszczyka
      (na melodię „Ballady o Felku Zdankiewiczu)

      Szef mafii w Brazylii był chłopak morowy,
      Miał trzy mercedesy i jacht motorowy.

      Miał hacjendę z palmą, basen godny lorda,
      I licznych goryli, co ich prał po mordach.

      Że mu tego dobra ciągle było mało,
      Zakopał w Rodopach blitu, co się dało.

      Że mu się nie chciało w góry ruszyć tyłka,
      Zlecił to idiocie – i zaszła pomyłka.

      Sprzedał tajemnicę bandzior ciężko ranny
      I wyzionął ducha na łonie Joanny.

      Porwały dziewczynę brazylijskie dranie
      I tak na nią wrzeszczą: "Powiedz całe zdanie!"

      Otwiera Joanna zdumione oczęta:
      "Bym wam powiedziała, ale nie pamiętam"

      Więc jej obiecują szmal nie byle jaki,
      A Joanna myśli: "Łżą jak te sobaki!

      Zostanę jak głupia i to z czystą szyją,
      Bo mnie oszukają, a potem zabiją!

      Od takich perspektyw broń mnie Panie Boże"
      - łajbę im porwała i chodu na morze.

      Po drodze spełniała bohaterskie czyny,
      Kupując na litry trzy wanny benzyny,

      Próbując armaty, czy się fajnie strzela,
      I robiąc samoster z nogi od fotela.

      Tymczasem w hacjendzie trwa pożar w burdelu
      Bo Joanny nie ma – choć jej strzegło wielu.

      Sam szef się narobił najwięcej ze wszystkich,
      Gdy im własną ręką porozbijał pyski.

      A dzielna Joanna gwiżdżąc na ich kanty
      Przepłynęła solo calutki Atlantyk.

      Dotarła do Francji, lecz jak byle gapa
      Dała się oszukać i – niestety – złapać.

      Zamkli ją do lochu, w złości nieprzytomni,
      "Będziesz tutaj kwitła, aż sobie przypomnisz!"

      Więc kwitła, dość mało podobna do kwiecia,
      Mając za pociechę wesołego ciecia.

      Aż się jej udało, choć schudła do kości,
      Wykopać szydełkiem tunel ku wolności.

      Próżno cieć ją woła najczulszymi słowy -
      Ona w Taorminie leczy szok nerwowy.

      Stamtąd wio do Polski - macie głupią babę -
      Gdzie już na nią czeka wytęskniony Diabeł.

      Ledwie przyjechała, ot, rozczarowanie
      Bo ją puścił kantem i tudzież zrobił w banię.

      Poszła na milicję, melduje od kopa:
      "Powiem wam, panowie, o skarbie w Rodopach!"

      Poczciwi gliniarze (patrzcie no, kultura)
      Dali jej obstawę i łysego knura.

      Dybie na nią szajka i Diabeł na czele,
      A tu jej niebiescy bronią przyjaciele.

      Lecz ona w amoku, wzięła ją cholera,
      Sprała milicjantów, na knura naciera.

      W końcu i ta dobra, i ta wredna strona
      Miała mordy zbite jak szefa ochrona.

      Wreszcie wyszło na jaw, kto po stronie czyjej,
      Skarby się znalazły, a Joanna żyje.

      Szef już za swe zbrodnie w pudle odpoczywa,
      A my kończąc książkę golniem sobie piwa.
    • minerwamcg Wszystko czerwone 10.09.10, 22:55
      Wszystko czerwone
      (ballada monstre)

      Na swej kanapie goniąc spojrzeniem
      Smutna usiadła Alicja
      Pierś rozedmała ciężkim westchnieniem,
      A nad nią sterczy policja.

      „Edka szpikulcem zaciukał zbrodzień,
      Więc niech nam pani odpowie,
      Azali były w pani ogrodzie
      Osoby mrowie a mrowie?”

      „Był tu – Alicja na to życzliwie,
      Świecący sprzęt oblewany,
      Tabuny gości, bardzo ruchliwe
      I Edek w trupa pijany.”

      Gliniarz, lingwistów wszelkich ozdoba,
      Rzecze, iż wieść by się zdała,
      Azali jego jaka osoba
      Zanadto nie miłowała?

      Tak się zaczęły zbrodnie szalone
      W domostwie pod Kopenhagą,
      Gdzie wkrótce wszystko było czerwone,
      Co stwierdzam z całą powagą.

      Sprawę tych zbrodni prowadził pilnie
      Policjant – polszczyzny chluba,
      Co się jej uczył z Biblii rodzinnej
      W przekładzie Wujka Jakuba.

      Główną postacią całej afery
      Jako ofiara niewinna
      Była Alicja o sercu szczerym
      I wstrząsająco gościnna.

      Raz winogrona nabyły rankiem
      Zosia z Joanną szlachetnie
      Więc obiecują jej niespodziankę
      Którą z rozkoszą niech wetnie.

      Wchodzi Alicja w progi salonu
      I w podziw wpada głęboki,
      Bo nie przewidział nikt w całym domu
      Że niespodzianką są zwłoki.

      Nieszczęsny Kazio, oferma rzadka,
      W krzakach z miłości się chował
      I mógł w tej sprawie robić za świadka -
      Widział, kto Edka mordował.

      A zbrodniarz, idąc Lukrecji śladem
      Równie przebiegły jak ona
      Otruł go za to okrutnym jadem,
      Który się krył w winogronach.

      Kazio w szpitalu, bo jednak przeżył,
      Choć ledwie znak życia dawał
      A tu dopiero – choć nikt nie wierzy,
      Się rozpoczyna zabawa.

      Wnet nowi goście siedli do stołu
      I rwetes rozległ się dziki
      Kiedy Alicja z Włodziem pospołu
      Kłócili się o guziki.

      Nieszczęsny Włodzio kawę popija
      Śmiertelne płyną minuty
      Szpilka po szpilce Alicji wbija
      A jest już prawie otruty.

      Co potem było, nikt nie wypowie,
      Nocka - i było po balu
      I przyjechało znów pogotowie,
      Znów dwie ofiary w szpitalu.

      Gość nowy w domu – ruszają panie
      Cioci szykować piernaty,
      Tylko Alicję gnębi pytanie
      „Czym z nią na pani, czy na ty?!”

      Sędziwa dama chyża jak zając
      Za stara nawet na ciotkę -
      Dziesiąty krzyżyk na karku mając
      Ruszała się kurcgalopkiem.

      Zbrodniarz wziął młotek... nie uwierzycie
      Gdy krwawa zmyła się sieczka -
      Cioci zegarek ocalił życie
      I truskawkowa maseczka.

      Wnet pogotowie cioteczkę niesie
      W szpitalu zgoją się rany
      Lecz zostawiła Alicję w stresie
      Z problemem nierozwiązanym.

      Lecz wszystko głupstwo, gdy klątwą bogów
      W domu otwartym się mieszka –
      Bo się zjawiła jak duch na progu
      Sponiewierana Agnieszka.

      Aż strach powiedzieć, co było potem
      Cudem nie padła bez życia -
      Podły morderca znów złapał młotek,
      W pralni podłoga do mycia.

      Nowa ofiara... Wszyscy zdumieni,
      Jakiż ten łotr pracowity!
      Wkrótce on tylko będzie na Ziemi,
      Alicja i pasożyty.

      Choć do profesji swojej wszelako
      Mógł podejśc z większym dystansem...
      Po cóż odwalał normę na akord
      I trzasnąć chciał panią Hansen?

      Wszak to nie była Alicja sama
      Ani osoba jej bliska –
      Zwykła sprzątaczka, nie żadna dama,
      Biedna ofiara nazwiska.

      W takiej to chwili, rzecz oczywista
      (trudno użerać się z losem)
      Zjawił się Bobuś i Biała Glista
      Z wieczną skarpetką pod nosem.

      „Cóż za bałagan, Alicjo droga,
      Wszędzie walają się trupy,
      Mogłabyś kiedyś wreszcie, na Boga,
      Zebrać swój śmietnik do kupy!”

      Biedna Alicja poczuła właśnie
      Że się jej miarka przebiera:
      „Niech się wynoszą, bo bluzgać zacznę
      Albo mnie weźmie cholera!

      Gościnna jestem, ale pomału
      Mam dość obojga po równo
      I choćby mieli dostać zawału,
      Zamiast koniaczku dam gówno!”

      W tej chwili wystrzał rozległ się nowy
      (rura od puszki z parówek)
      I byłby Bobuś stracił pół głowy -
      Na szczęście był to półgłówek.

      Dzwoni telefon – zbrodnicze dzieło
      Złowrogim cieniem się kładzie:
      Auto Alicji właśnie rąbnęło
      W cysternę na autostradzie.

      Thorsten się lekko potłukł, bo upadł,
      Za to maszyna spalona,
      A w środku facet w postaci trupa -
      Zewłoka zawęgielniona.

      Wtem wpada Ewa, bez tchu, bez siły,
      We łzach i z włosem rozwianym
      Bo się objawił dawny jej miły,
      Przystojny Józio Grassani.

      Więc czy mężowi płakać w sweterek
      Czule wzdychając „jam twoja!”,
      Czy też się związać z tym hochsztaplerem,
      I dom porzucić, i Roja?

      „Połóż się – rzecze Alicja mile
      Na tej kanapie i zaśnij,
      Ja jutro z Rojem piwo wypiję,
      I tak się wszystko wyjaśni!”

      Nazajutrz nowe strachu tortury
      Na myśl o świeżej mogile –
      Bo Ewa leży zadkiem do góry,
      A z pleców sterczy jej sztylet.

      Wściekła Alicja syczy z odrazą,
      Joannę chwyta w swe szpony:
      „Po coś pisała, podła zarazo,
      Że serce mam z prawej strony?”

      „Nie napisałam, żeś głupia baba,
      Chociaż mnie swędział atrament!
      Morderca Ewę ledwie udziabał -
      Ciebie by zabił na ament!”

      I znów morderstwo z kiepskim wynikiem -
      Ewa zaledwie draśnięta,
      Roj przy niej ćwiczy akrobatykę
      Gdy ją całuje po piętach.

      Tak to spędzali długie godziny
      Po dniach czuwając i nocach,
      W domu strzeżonym przez duńskie gliny
      Co nie siedziały na oczach.

      Aż raz wieczorem myśli te zacne
      Przyszły Pawłowi do głowy
      By na zbrodniarza zrobić zasadzkę
      Z farby i naczyń stołowych.

      Gdy księżyc srebrem dachy przystrajał
      Przez okno ciut uchylone
      Joanna wlazła w cały ten fajans
      I wszystko było czerwone.

      Wysmarowała odrzwia i ściany
      Wszędzie miotając się z krzykiem
      Rezultat - salon perfumowany
      Bigosem z rozpuszczalnikiem.

      Gdy noc minęła, calutki dzionek
      Przez te zamachy i strachy.
      W domu szalało wszystko czerwone
      Oraz cudowne zapachy.

      Ale ktoś przecież nim dzień ów minął
      Dobrym wykazał się gustem -
      Herbert, gdy przyszedł ze swą hrabiną
      Upojnie wąchał kapustę.

      Wkrótce wieść nowa pobiegła w eter,
      Że zbrodniarz znów chybił celu:
      Pragnąc przejechać autem Elżbietę
      Tylko jej zrzucił kapelusz.

      I kiedy wszyscy mieli już dosyć,
      Tydzień się miał ku niedzieli
      Przyszedł pan Muldgaard aby ogłosić,
      Że już aferę zgryzieli.

      Winna Anita - nieszczęsna flama
      Ciemnolicego gangstera,
      Co się bał strasznie zdemaskowania,
      A w środkach nie zwykł przebierać.

      Biedna Anita snadź go kochała
      Tak jak nikogo na świecie:
      Dla niego knuła i napadała
      Oraz powiła mu dziecię.

      Ma dziś pan Muldgaard dług u Joanny,
      Dług wcale nie byle jaki,
      Dzięki dowodom z Polski przysłanym
      Wsadził huncwota do paki.

      Duński sąd karę wyegzekwował
      Za te zamachy i zbrodnie –
      Zamknął Anitę do wariatkowa
      Na całe cztery tygodnie.
    • minerwamcg Duch 10.09.10, 22:56
      Duch
      (ballada dziadowska)

      Niedaleko od granicy, łoj,
      Tam gdzie chodzą przemytnicy, łoj,
      Jest miejscowość zwana Gnaty, łoj,
      Gdzie waryjat żył bogaty, łojojojoj!

      Każdy chciałby tam pojechać, łoj,
      Ale Gnaty miały pecha, łoj,
      Kłopot z nimi był niemały, łoj,
      Ciągle komuś wypadały, łojojojoj!

      Dwór kolumną był zdobiony, łoj,
      Lecz cokolwiek nawiedzony, łoj,
      Powiadali, że w nim straszy, łoj,
      Widmo pewnej grzesznej Kasi, łojojojoj!

      Był niejeden co miał chrapkę, łoj,
      Zwabić Kasię tę w pułapkę, łoj,
      A tu co i rusz wypada, łoj,
      Taka chryja że wstyd gadać, łojojojoj!

      Ten połamał se golenie, łoj,
      Inny znowu miał widzenie, łoj,
      Że go goni śmiertka z kosą, łoj,
      Aż po śniegu zmykał boso, łojojojoj!

      Aż pewnego roku w ferie, łoj,
      Ukrócono te brewerie, łoj,
      Drżyjcie Gnaty, boście w biedzie, łoj,
      Już ekipa do was jedzie! Łojojojoj!

      Śledcza zmierza tam brygada, łoj,
      I na ciecia obces wsiada, łoj,
      By im rzekł jak na spowiedzi, łoj,
      Ki w tych Gnatach diabeł siedzi? Łojojojoj!

      Według zeznań pana ciecia, łoj,
      Już niejeden na łeb zleciał, łoj,
      Widząc białą jak mydliny, łoj,
      Zjawę pani Katarzyny, łojojojoj!

      Więc skrzyknęli się wieczorem, łoj,
      By zaczaić się na zmorę, łoj,
      Tak zaczęła się zabawa, łoj,
      Bo faktycznie – łazi zjawa! Łojojojoj!

      Od podłogi się rozwija, łoj,
      Gnie się w pasie jak lilija, łoj,
      Nijak nie da się odgonić, łoj,
      Nie dość łazi, jeszcze dzwoni, łojojojoj!

      Pierwszy w toto wpadł Januszek, łoj,
      Ledwie z ducha uniósł duszę, łoj,
      I w ucieczce na przełaje, łoj
      Wleciał pyskiem w kopę jajek, łojojojoj!

      Potem nowa rozpierducha, łoj,
      Bo Okrętka wlazła w ducha, łoj,
      I stwierdziła fakt okropny, łoj,
      Że duch ciepły jest i mokry, łojojojoj!

      Nieszkodliwy jak na ducha, łoj,
      Oprócz ciepła lodem dmucha, łoj,
      W mgłę spowija kogo chwyci, łoj,
      Czyżby miał termostat w rzyci? Łojojojoj!

      By zakończyć tę pogwarkę, łoj
      Złapał Zygmunt za wiertarkę, łoj,
      Chcąc rozwikłać całą polkę, łoj,
      Urządzili tam demolkę, łojojojoj!

      Lustro legło wnet w skorupach, łoj,
      Lecz dokuli się do słupa, łoj,
      A w tym słupie grafa dzieło, łoj,
      Plany wod-kan tudzież ce-o, łojojojoj!

      Wnioski z nich niesamowite, łoj -
      Graf był dupa nie architekt, łoj,
      Instalacje poprzeplatał, łoj,
      Że po prostu - sen wariata, łojojojoj!

      Zjawa wcale nie jest zjawą, łoj,
      To fizyki zwykłe prawo, łoj,
      Kiedy para jest podgrzana, łoj,
      Wali z dołu jak z sagana, łojojojoj!

      Od zamurowania dołu, łoj,
      Graf z idiotą tym pospołu, łoj,
      Co cegłami luft zawalił, łoj,
      Ducha wyprodukowali, łojojojoj!

      Taki morał z tej obławy, łoj,
      Gdy polować chcesz na zjawy, łoj,
      Zanim złapiesz za motykę, łoj,
      Powtórz termodynamikę, łojojojoj!
    • minerwamcg Ballada o Mężu Boszczyku 10.09.10, 22:58
      Ballada o Mężu Boszczyku

      W mieście Warszawie, czy wy wierzycie,
      Żyła kobieta – urody cud,
      Co gotowała wprost znakomicie,
      Poza tym głupia była jak but.

      Mąż był choleryk, tyrana kawał,
      Co otoczeniu nie dawał żyć,
      A biednej żonie zwłaszcza nie dawał,
      Więc z tej rozpaczy zaczęła tyć.

      Raz, jedząc w sosie ziemniaczki młode,
      W ekstazie żując turecki pieprz,
      Rzekł: "ja się z tobą, babo, rozwiodę,
      Ponieważ gruba jesteś jak wieprz.

      Lecz zanim w skrajną wpędzę cię biedę,
      (Będziesz chleb jadła zeschły na kość)
      Zrób mi przyjęcie jeszcze raz jeden -
      Gotujesz bowiem... porządnie dość.

      Zagranicznego mam kontrahenta.
      Chcę z nim przy brydżu rozmowę mieć,
      By gości bawić jesteś zbyt tępa,
      Więc zrób kolację i w kuchni siedź."

      Żonie łzy kapią na tłustą szyję,
      (jadła akurat w śmietanie ryż)
      Myśli "ja ciebie, draniu, zabiję,
      A twój majątek - posiądę tyż."

      Kupiła spluwę, i w dzień bankietu
      Gdy goście siedli, rober już szedł,
      Podeszła z zewnątrz do parapetu
      I wymierzyła w mężowski łeb.

      Co było potem, trudno opisać
      Wody strumienie, szkła brzęk i huk,
      Bo ten pistolet to była lipa,
      Straszak, co ledwie klosz lampy stłukł.

      Mąż jęknął głucho "Wszystko stracone!"
      Lecz goście mokrzy wstają od kart,
      "Wodny fajerwerk? Pięknie zrobione,
      He, he, szefuniu, to świetny żart!"

      I co się dzieje? Dziw to nad dziwy,
      Ostatni akcent rezerwy znikł,
      Kontrahent wyszedł cały szczęśliwy,
      Kontrakt zawarty – sukces jak byk.

      Myśli mąż: "wprawdzie opinia głosi,
      Że żoną głupią skarał mnie los,
      Lecz ta idiotka fart mi przynosi,
      No i gotuje - cudownie wprost!"

      "Żono ma droga, nieoceniona,
      Trudno - bądź sobie głupia jak but,
      Kocham cię czule, pójdź w me ramiona,
      I tylko schudnij... chociaż ciut ciut!"

      Powieść Gurui temat rozwija,
      A ty z niej mądrą naukę bierz:
      Głupiemu zawsze łut szczęścia sprzyja,
      A schudnąć trochę... przyda się też!
    • minerwamcg Elegia na śmierć pangolina 10.09.10, 23:01
      Elegia na śmierć pangolina
      Na melodię "O mój rozmarynie".

      O mój pangolinie, rozkładaj się,
      O mój pangolinie, rozkładaj się
      W krzakach cię przyskrzynię, mój ty pangolinie,
      Załatwię cię.

      Niech cię, pangolinie, pijawka żre,
      Niech cię, pangolinie, pijawka żre,
      Za to żeś nie raczył, ty miocie sobaczy,
      Poślubić mnie.

      Byłeś, pangolinie, skąpy jak cieć,
      Byłeś, pangolinie, skąpy jak cieć,
      Byczki w pomidorach, choćżem biedna chora,
      Musiałam żreć.

      Byłeś, pangolinie, skończony cep,
      Byłeś, pangolinie, skończony cep,
      Wszystkie wredne plany, durniu zakichany,
      Brały mi w łeb.

      Każdy wnet to wiedział, żeś sukinsyn,
      Każdy wnet to wiedział, żeś sukinsyn,
      Ignorantem byłeś, wstyd mi przynosiłeś,
      Ty znawco win.

      Wezmę ci ja siatkę, zamach - i łup!
      Wezmę ci ja siatkę, zamach - i łup!
      Długo nie zabawię, w globus cię zaprawię
      I jesteś trup.

      Tak bolesnej straty nie mogąc znieść,
      Tak bolesnej straty nie mogąc znieść,
      W euforii radosnej machnę sobie mostek
      I gwiazd ze sześć.

      A kiedy ucieknę i zatrę ślad,
      A kiedy ucieknę i zatrę ślad,
      Po mnie z ulgą chętnie Alicja odetchnie,
      Po tobie - świat.
    • minerwamcg Najajne 10.09.10, 23:03
      Tfurczość najajna

      Suknia, gorset, nylony,
      Czas się miesza w dwie strony,
      Krynolina w deriery uwiera...
      Tu morderstwo, tam spadek,
      Wiek przeminął z okładem,
      A kto winien? Przeklęta bariera.

      Rzekł ktoś po rozmowie z Lesiem:
      - Człek nie kura, wszystko zniesie.
      Hipcio złapał się za głowę:
      - Ja z nim zniosę - kwadratowe!"

      Włóż mnie w koszyk, podgrzej grzałką,
      A wysiedzisz Dzikie Białko.
      Zapamiętaj tę zasadę:
      Tak powstaje Kurczę Blade.

      Raz nieboszczyk, wstawion krztynę,
      Wlazł Gurui pod maszynę.
      Wnet rozległo się besztanie:
      "Mów porządnie! Całym zdaniem!"

      Pewien pan (losu to beniaminek)
      Zastosował zasadę "klin klinem".
      Z klina zrobił użytek
      Na rzecz pani architekt,
      Co potwierdził i słowem, i czynem.

      Pewna dama, Alicja z Allerod
      Oświadczyła radośnie: "Grunt to kot!"
      I w jej domu od jutra
      Spały trzy kupy futra,
      Przez co zbrodniarz kręgosłup złamał w lot

      Tańcowała chmurka z rybką,
      Złota mucha też, dość szybko.
      Wynik tej choreografii?
      Trupy. Zliczcie, kto potrafi.

      Pewna dama spod Kopenhagi
      Raz znalazła się w centrum uwagi
      Policjanta z felerem,
      Co gdy gryził aferę
      Nikt nie umiał zachować powagi.

      W majątku stoi dworek,
      We dworku skrytki spore.
      Precjozów amator tup tup -
      Drzwi trzask - na schodach trup.
      Prawnuczko, zmów paciorek.

      Głowa z gipsu i odcięta,
      Jakaś stopa, jakaś pięta,
      Stary problem w nowej szacie:
      "Czy w paradę wejdą gacie?"

      Urok dziwnych przypadków,
      Ciocię Jadzię na zadku
      Zjeżdżającą do Olzy ekspresem,
      Torbę w kratki czerwone,
      Koralowy pierścionek,
      I w ściereczkę ubraną Teresę,
      Ojca (w stawie na środku
      łowił ryby w wychodku),
      I upiorną mamusię z ciotkami -
      To i więcej tych cudów
      Możesz spotkać bez trudu,
      Gdy pojedziesz "Bocznymi drogami"!

      (oraz wersja krótsza)
      Na tyłku skarpą zjeżdża ciotka,
      Teresa w Olzie myje nogi,
      Ojciec nałowił ryb z wychodka...
      Chcesz więcej - skręć na "Boczne drogi"

      W Garwolinie, w tem miasteczku, fiksum pyrtum siudurum,
      Siadło ufo na ryneczku, fiksum pyrtum siudurum.
      Redaktorze, ty nam powiedz, fiksum pyrtum siudurum,
      Czy to ufo czy śmigłowiec, fiksum pyrtum siudurum.
    • minerwamcg Limeryki 10.09.10, 23:05
      Limeryki

      Wielbicielka Gurui z Warszawy
      Rżała jakby naćpała się trawy.
      Rzekł policjant: Sprawdzone -
      Ona "Wszystko czerwone"
      Po raz setny czytała dla wprawy...

      Pan Mirosław Krzewiec z Warszawy
      Nie rokował nadziei poprawy.
      Sadził on raz po razie
      Zarażone chabazie,
      Za co karne go ścigały wyprawy.

      Pewna dama, Alicja z Birkerod
      Wykrzyknęła radośnie: grunt to kot!
      I w jej domu od jutra
      Spały trzy kupy futra,
      Przez co zbrodniarz kręgosłup złamał w lot.

      Pan Bazyli we dworze w Błędowie
      Na klejnoty miał chęć co się zowie.
      No i cóż - zginął marnie
      Cierpiąc przedtem męczarnie,
      Bo pazerność mu nie wyszła na zdrowie.

      Był w pracowni Tadeusz Stolarek
      Co się draniem stał iście nad miarę.
      Aż koledzy go mili
      jajcami udusili,
      W gardło pchając w skorupkach ich parę.

      Pewna miła Joanna z Warszawy
      W tajemnicze wikłała się sprawy.
      I za owo wikłanie
      Boskie przeszła skaranie,
      Tunel kopiąc szydełkiem dla wprawy.

      Raz pan Muldgaard we Wszystkim Czerwonym
      Pod ciężarem padł przygnieciony.
      Sprzęt grający legł na nim,
      A oplótłszy taśmami
      Biała Glista weń wbiła swe szpony.

      Pewien łotr, postać bardzo niemiła,
      Rzekł: "Alicjo, czeka ciebie mogiła!"
      Zamach skończył się skuchą,
      Bo Alicja serducho
      Z prawej strony przezornie ukryła.

      Pewien łobuz ogrodnik w Warszawie
      Ogród spaprał Joannie plugawie
      Partaniny nie lubię,
      Więc niech ktoś go zadzióbie
      Sekatorem, a ja mu poprawię!

      Pewna ślicna panna w Madrycie
      Platonicnie kochała się w Scycie.
      Zekł jej Scyta: "cyt, cyt!
      Jać rozkosy dam scyt!"
      Ona zekła: "Idź prec, troglodycie!"
    • minerwamcg Piosenka dla Lyliki 10.09.10, 23:07
      Piosenka dla Lyliki.

      Stygną w kuchni w garnku sporym
      Nie przetarte pomidory
      Dziś na obiad przecież zupa miała być...
      A w kościele w Chmielewszczanach
      Wiatr gra cicho na organach,
      Ależ smutno nam, cholera, chce się wyć.

      Lylika, Lylika,
      Kto widział wśród dyskusji tak znikać?
      Lylika, Lylika,
      Czy nie mogłaś z nami zostać - choćby wiek?
      Bez Twej werwy i humoru
      Poszarzało nagle forum,
      Kto Ci kazał pchać się tam na tamten brzeg?

      A Lylika roześmiana
      Nad dzwonnicą w Chmielewszczanach
      Rozsypuje ulubione swoje bzy
      "Już w Szwajcarii na mnie czeka
      Kuchnia, ogród, biblioteka,
      Dajcie spokój, będzie dobrze, po co łzy?"

      Lylika, Lylika
      Cała w bzach i trelach słowika,
      Lylika, Lylika
      Nas pociesza ze spokojem wielkich dam:
      "Żadna drama się nie stała,
      Do Szwajcarii wyjechałam,
      Grzeczni bądźcie i dołączcie kiedyś tam".
    • minerwamcg Asiowe - sprawozdanie 10.09.10, 23:09
      Spotkanie regulaminowe Asiowe
      Sprawozdanie.

      W pełni świadoma, że się narażam
      Na miano białej - tfu! - glisty,
      Wtykam swe pióro do kałamarza
      I donos piszę sążnisty.

      Że Towarzystwo Wszystko Chmielewskie
      - każdy dżentelmen i dama -
      To w rzeczy samej ptaki niebieskie
      Co piwo piją po bramach.

      Więc się spotkali w gościnnej Bramie
      Na to czyczenie Asiowe,
      Na śledzia z cuszkiem, plotki i chlanie,
      A jak to było - opowiem.




      Przyszły Bumbeckie, Heniulaa, Gopos,
      Cytrynka, Kocio i Bbzyta,
      Dzidka z Papugą i Starą Gropą -
      A resztę zaraz wyczytam
      :

      Przybyła Asia, prosto zza morza
      Aiso z Pomarańczuchem
      I Spokololarz, i Dorka hoża,
      Obecna ciałem i duchem.

      Zjawił się Baron z Piotrem pospołu,
      I Szkorbut (tudzież Lumbago),
      Tutul i Gaston siedli u stołu,
      Co stwierdzić trzeba z powagą.

      Jeszcze Bałamuk i Eulalija,
      (była tam też Paulina),
      Wybaczcie, jeśli kogoś pomijam!
      I można było zaczynać.



      Więc Towarzystwo siadło za stołem
      W kształcie litery "i" małe,
      Jęło wymieniać plotki wesołe,
      Tudzież się witać z zapałem.

      Po krótkiej chwili już się zaczęły
      Dziwne objawiać zjawiska -
      Komuś zatyczki w nosie utknęły,
      Trąba urosła u pyska...

      Przechodnie chcieli dzwonić do Tworek,
      Lecz ktoś wyjaśnił przytomny,
      Że goście nie są na głowę chore -
      Sprzęt przymierzają ochronny.

      Potem nadeszła chwila pamiętna
      Gdy (piszę nieco na skróty)
      Gromada nowych w poczet przyjęta
      Zżerała siano i gluty.

      Nie, Henio nie jest bydlę i świnia,
      Każdy to głośno odszczekał,
      Z emocji krzepnie piwo w naczyniach -
      Nowa atrakcja już czeka.

      Przez chwilę trudno było powiedzieć:
      Zaraza, pożar czy wojna -
      A to nam Szkorbut otworzył śledzie,
      Woń popłynęła upojna.

      W przelocie zdechły dwie chore wrony,
      Szczur skrył się gdzieś do kanału -
      A przecież Baron nieustraszony
      Pięć sztuk zjadł tego specjału.

      Cześć Ci, Baronie! Wieści szeptane
      Głoszą - to rzecz niewątpliwa,
      Że gdyby tutaj przyszedł Marianek
      Pewnie by puszkę wylizał!



      Konkurs z Gurui - emocje nowe,
      Wszyscy po kilku już baniach,
      Nagrody: piękne torby Asiowe
      I bardzo trudne pytania.

      Lecz co to dla nas - stali w uczuciach,
      Zbrojni w znajomość przedmiotu -
      Ktoś wygrał torbę prawie od Gucia,
      A ktoś we wzór z dzikich kotów

      Ku zachodowi skłonił się dzionek,
      Księżyc już wzniósł się do góry,
      Gdy towarzystwo rozochocone
      Zaczęło grać w kalambury.

      Kto został, będzie miał co wspominać,
      Kto wyszedł wcześniej niech biada,
      Bo skąd się dowie, jak ma "murzyna"
      A jak "męzczyznę" pokazać?

      Północ już biła, kiedy przed Bramę
      Szare wysnuły się cienie -
      Tam się zaczęło wielkie żegnanie,
      A potem kaca leczenie.

      I nikt nie zgadnie, z jakiej przyczyny
      Mijając zsypy na śmieci
      Mam świetny humor, gdy mi z głębiny
      Zapach śledziowy zaleci...
    • minerwamcg Skarga Bieruta - po zwiedzaniu KC 10.09.10, 23:10
      Skarga Bieruta
      (po zwiedzaniu KC)

      Jęczy Bierut siedząc w smole:
      "Poratujcie, nie wydolę,
      Aż mnie cości w dołku gniecie -
      Biba w moim gabinecie!

      Przez Komitet potajemnie
      Idą jakieś typy ciemne,
      Nie działacze, przodownicy,
      Tylko łotry chmielewszczycy!

      W gabinecie moim siedzą,
      Śledzie z pasztetówką jedzą,
      Tyle choć porządni byli,
      Że gazetę podłożyli.

      Za rozmowy ich nagrane
      Kiedyś posłałbym pod ścianę -
      Podważali Partii rolę
      Pijąc wrażą coca-colę!

      Przez Chmielewską w pewnym sensie
      I po śmierci szlag mnie trzęsie:
      Zamiast cicho leżeć sobie
      Ciągle się przewracam w grobie.

      Raz mi baba jedna rzekła:
      "Byś nie wyjrzał, draniu, z piekła!"
      Rację miała jak cholera -
      Nie trza było stąd wyzierać...
    • minerwamcg Życzenia dla Gurui 2010 26.12.10, 14:13
      Już nad światem otwarte upusty niebieskie
      Zaraz Pałac Kultury zmienią w śnieżną kopkę,
      Świat cały czeka Gwiazdki... a Wszystko Chmielewskie
      Do Gurui z pokłonem leci kurcgalopkiem.

      I życzy stu lat zdrowia, stu książek wydanych,
      Setnej z życia uciechy, a żadnych kłopotów,
      I we wszystkich grach z losem najwyższych wygranych,
      Świąt szczęśliwych z Bliskimi i gromadą kotów.
    • asia.sthm Wykopane hurtem z archiwum 07.02.11, 21:42
      forum.gazeta.pl/forum/w,14722,120623679,120623679,Ucieklo_do_archiwum_kryminaltango_.html
    • minerwamcg Szanta o śledziu - dedykowane Asi 10.04.11, 20:44
      Szanta o śledziu
      Asi

      By nie znał człowiek co to głód
      Zesłał Pan śledzia w głębię wód.


      I dziś ze śledzia każdy Szwed
      Przysmaków sto uczyni wnet.

      Śledź z miodem, w czekoladzie śledź
      - potem choć tydzień w kiblu siedź,

      Z musztardą śledź i śledź saute,
      - ze smakiem Szwed spożywa je.

      Lecz dziś z północnym wiatrem gna
      Do Polski Asia - hej, hurra!

      W gościnnej Bramie więc kto żył
      Pod śledzia Asi zdrowie pił.

      Po kilku piwach miły gość
      Wyznał, że śledzi ma już dość.

      A Towarzystwo ceniąc gest
      Wręczyło paczkę - waży fest.

      Co w paczce? Spis na dziesięć kart,
      Lecz efekt był zachodu wart:

      Asia po jublu na swą cześć
      Boczek z kapustą będzie jeść.
    • minerwamcg Auuuuuuuuuuuuu! 18.10.11, 13:07
      Psociem, pijem póki żyjem,
      A po śmierci tylko wyjem.
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
      A mnie przyszła dziś ochota
      Wyjnąć sobie za żywota
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
      Gdy się wyć nauczę ładnie
      trening ducha mi odpadnie
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
      Inne duchy wzniosą szyje:
      Patrzcie! Nowy duch, a wyje!
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
      Czym ta dusza nagrzeszyła,
      Że jak żyła, to już wyła?
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
      A ja na to: Proszę ducha,
      Wyłam na forum TeWuCha!
      Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
    • minerwamcg Pożegnanie Bramnych Aniołów 04.11.11, 23:21
      Kiedy gasły nad światem przebłyski nieśmiałe
      Rozsądku, co go ludzkość żegnała na wieki,
      W pewnym mieście na Rynku w zacienionej Bramie
      Trzepot skrzydeł anielskich rozbrzmiewał daleki.

      Dominika z Beatą, duchy uskrzydlone
      Przygarniały zbłąkanych - na zawsze gotowe
      Eliksiry wykwintne lać w gęby spragnione,
      Dawać plaster na duszę lub okład na głowę.

      Cierpliwe bez granicy, taktowne bez miary,
      Dla dziwactw pobłażliwe, mądre Salomony
      Znosiły kalambury, wygłupy i swary,
      Zdumione rejterady gości nieproszonych.

      Któż nas dzisiaj przytuli, bezdomne sieroty
      Gdy te niebiańskie dusze w jasną dal odlecą?
      Kto, jak one, nakarmi za trzydzieści złotych,
      Dając ciepło i rabat na małe conieco?

      Ach, zaprawdę, należy - pókiśmy wciąż razem
      Wieńczyć Bramne Anioły nimbem pozłocistym,
      Na Archanioły awans dając im zarazem,
      Literackich wariatów patronkom strzelistym.

      Wieńczmy tedy! I zdrowie pełnymi szklankami
      Pijmy, póki za barem nie zabraknie piwa,
      By się godnie pożegnać dziś z Archaniołami
      A ich przyszłość, choć bez nas - by była szczęśliwa.
    • minerwamcg Życzenia świąteczne 2011 30.12.11, 00:26
      Świeci gwiazdka nad Służewcem
      Z życzeniami małpy lecą.
      Wszystko, co się życzyć zechce,
      Niech się spełni - choć co nieco.
      Niech wygrają wszystkie konie
      Te najwyżej obstawione,
      Wielki diament blaskiem płonie,
      Studnie przodków lśnią uśpione.
      Lesio wieszcząc nad kieliszkiem
      Ślepe szczęście przepowiada -
      Ćwierć sukcesu już jest bliskie,
      W Kocie worki Skarby wkłada.
      Niech nie gaśnie w Was otucha,
      Pech spłoszony prędko znika,
      I wybrzęczy Złota mucha
      Całe zdanie nieboszczyka.
    • minerwamcg Kuplety (plagiat ze Starszych Panów) 30.12.11, 00:27
      To ostatni już, ostatni rok TeWuCha,
      Bo niebawem się z nas każdy zmieni w ducha,
      Duch Heniula, Duch Eulalia i te de,
      Lecz czy smuci nas ten projekt? Wcale nie!

      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - jak w sam raz!
      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - jak w sam raz!

      Urozmaici nam w dodatku tę zabawę,
      Że już w wyciu niepoślednią mamy wprawę,
      I choć trudno melodyjny wydać jęk,
      Łańcuchami potrząsanie ma swój wdzięk!

      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - jak w sam raz!
      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - jak w sam raz!

      Więc nie peszy nas bynajmniej koniec świata
      Po zaświatach chętnie każdy z nas polata,
      By chmielewsko-ironiczny spełnić sen,
      Aureola, a na ustach ce refrain:

      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - jak w sam raz!
      Będą duchowie, będą duchowie, będą duchowie z nas,
      Giezełka białe, lica zsiniałe, lecz humor - cały czas!
    • asia.sthm Re: Tfurczość forumowa - w jednym kawałku 11.04.13, 23:59
      Daje sie wykopac watki z archiwum, oj wiec sobie korzystam.
      • se_nka0 Re: Tfurczość forumowa - w jednym kawałku 12.04.13, 07:24
        Ku radości społeczeństwa smile
        Korzystaj - dzięki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka