Choćby pękł! Gurua ma świętą rację. Bo każda wyobraźnia, nawet ta
najbujniejsza i rozrośnięta, jak perz na ugorze, też ma swoje granice.
Przykład? Proszę bardzo, świeżutki, z dzisiejszego wieczoru:
Idziemy powolutku przez galerię handlową, bo czasu mamy dużo, a plan zakupów
zwięzły i konkretny, więc tylko rzucamy sobie oczkami to tu, to tam, bez
zbaczania z głównej trasy. W pewnym momencie moje oczko pada na znajomą
twarz, zbliżającą się z przeciwnego kierunku, z resztą kadłuba, oczywiście,
należącą do osobnika rodzaju męskiego. Nie widzianego od dwóch lat. Jednak
bez większej tęsknoty, bo facet, choć bardzo dystyngowany, działa na mnie,
jak wampirek energetyczny. Taki, co to nie ugryzie, a krew wypije. Elokwentny
aż do bólu. Czyli - dłuższe spotkanie może grozić uduszeniem, lub co najmniej
ogłuszeniem. Mnie, nie jemu. A udać, że się nie widzi - nie ma mowy. On
zawsze zobaczy pierwszy. Teraz też zobaczył. Nawet rączką zaczął machać,
czyli przepadło. Mąż, jak zwykle dobrze wychowany, życzliwie odmachał, a ja
wzięłam głęboki oddech i idę. Dystyngowanie, jak diabli. A co, niech sobie
nie myśli! Też umiem być "ą" i "ę", jak mi się zechce.
No i nagle, tuż przed facetem, nóżka tak mi się pięknie podwinęła, że zanim
się zorientowałam, że lecę, już przed nim klęczałam. Elegancko, na jednym
kolanku. Prawym. Z rączką opartą na jego bucie! Panowie oczywiście rzucili
się do podnoszenia, a jakże, bardzo przejęci, ale pozbierałam się sama i
godnie oświadczyłam, że mam nadzieję, iż mój gest zostanie doceniony, bo nie
każdego tak witam. Pan odrzekł, że docenia. Ataku śmiechu dostałam dopiero
potem, gdy mój kochany mąż przyznał, że widział, jak się słaniam, ale nie
reagował, bo myślał, że robię to celowo. I nawet zdążył się zdziwić, że
więdnę, jak smętna lilia przed rozmową z panem X, a nie po, albo w trakcie. A
potem, gdy uwierzył w dzieło przypadku, poleciał zobaczyć na czym się
pośliznęłam i stwierdził, że na niczym. Czyli co rzuciło mnie na kolana przed
facetem? I to akurat przed takim narcyzkiem, kurczę blade! Bo przecież nie
piorunujące wrażenie, w żadnym wypadku. Jeśli już, to raczej negatywne
odczucia, których, jak widać, należy się wystrzegać, jak diabeł święconej
wody. Bo się obracają przeciw nam, w mordkę kolczatego jeża.
Wam też życie robi takie siurpryzy, że nie wiadomo: śmiać się, czy płakać? To
znaczy - wiadomo. Tylko się śmiać