Uczestnicy: Gurua, Małgosia, Witek, koty - z czego dwa widziane,
reszta to koty Schrodingera, Papuga, Dzidka.
Miejsce - wiadomo.
Czas akcji - 18.00 - 19.10
Wróciłam, jestem już w domu, Papunia zapewne dojeżdża do swojego
I tak jak i mnie, tak i jej banan z busi pewnie nie schodzi.
Papuga zabrała mnie spod domu o 17:15. Podjechałyśmy do kwiaciarni,
gdzie już czekał na nas zamówiony bukiet siedmiu pomarańczowych róż
i nie wiem, chyba mini lilii tygrysich?... W kwiaciarni trochę się
podłamałam, bo pan na mój widok zawołał: - No proszę, kobieta! A
moja mama się upierała, że facet zamówił. - Mam nadzieję, iż nie
oznacza to, iż w dniu zamawiania bukietu wyglądałam jak mężczyzna!
Pojechałyśmy do celu, chociaż pojechałysmy to złe słowo: wlekłyśmy
się jak te ślimaki z ogródka (jeszcze o nich będzie). Niemniej
jednak, byłyśmy na czas.
Papunia to stara wyjadaczka, trzeci raz już szła w te boskie
odwiedziny, za to ja aż umierałam z chęci zobaczenia Tego Domu.
Poznałam go z daleka

Przed domem stał samochód, więc założyłyśmy,
że to wierna straż Guruy przyjechała chronić Ją przed naszą
(ewentualną) zachłannością, nachalnością i chęcią pokradzenia
łyżeczek na pamiątkę (o do licha, dlaczego ja wcześniej o tym nie
pomyślałam? Łyżeczka!)
W rzeczy samej, drzwi otworzyła Pani Małgosia, w głębi czaił się Pan
Witek. Wyjątkowo bez aparatu na szyi.
Tu dygresja: od razu mówię, że żadnych zdjęć nie ma.
Sfotografowałyśmy tylko bukiet, jeszcze na parkingu, żebyście mogły
podziwiać nasz dobry gust. Obie z Papugą, niezależnie od siebie,
doszłyśmy do wniosku, że jednak nie wypada. Gurua zaprosiła nas do
domu, jedziemy do Niej z wizytą, a nie żeby obfotografowywać Ją jak
jakąś rzadką małpę w klatce. Tym bardziej, że ona już ma chyba
trochę dosyć tego ciągłego fotografowania. Aparat zatem spoczywał
przez cały czas w mojej torebce.
Pani Joanna czekała na nas w salonie. Tylko podniosła się z krzesła,
nie ruszyła dalej, bo, jak nam potem wyjaśniła, rano uszkodziła
sobie trochę zdrowie tańcząc trepaka na ślimakach na podjeździe.
Przyjęła kwiatki, zachwyciła się nimi chyba nie tylko z grzeczności,
usiadłyśmy, dostałyśmy kawę i zaczęła się jazda.
Tematy, które zapamiętałam:
- koty, koty i jeszcze raz koty (w obecności bielutkiego Kropka z
dwoma różnymi oczkami)
- węże i tarantule
- ślimaki po wielokroć. Zapomniałyśmy spytać Guruę o nazwę
skutecznego preparatu, którego wszędzie kupuje trzy ostatnie paczki.
Trzeba się dowiedzieć, bo jeżeli każdy z nas kupi gdziekolwiek po
trzy ostatnie paczki, to Gurua będzie miała zapas do roku 2014
KOCIU!!! Oczekuje się Ciebie u Guruy wraz z worem skorupek. To
znaczy Ciebie z worem skorupek, nie że Gurua oczekuje z worem, choć
Gurua niejeden taki wór ma. Czy raczej miała, bo ich nie otworzyła,
skorupki się zaśmiardły i pani Małgosia otworzywszy je trafiła na
OIOM

- jeże, i co im między igłami łazi
- alkoholizm Guruy

, który wg Niej polega na tym, że zawsze gdy
przychodzi Witek, robi Jej dżin z tonikiem. Bez Witka Gurua dżinu
nie robi, bo Jej ciężko ten lód tak ładnie pokruszyć.
(Gurua: - Wstąpiłam do sklepu i myślę, co ja miałam kupić, jakąś
butelkę z jakimś płynem? No to kupiłam Finlandię. Dopiero w domu
przypomniało mi się, że miałam kupić ocet. Niech tam, Finlandia
starczy na kolejne trzy lata do śledzików.)
- spotkania autorskie i męki, jakie z tego wynikają
- imiona popularne przed wojną i teraz
- wyścigi i hazard. Tu uczynię wyznanie osobiste: w pewnym momencie
Papunia poszła do łazienki, pan Witek już wcześniej gdzieś zniknął,
Pani Małgosia na chwilę przeprosiła i także na chwilę sobie poszła,
i zostałam przy stole tylko z Guruą. Mimo iż rozmawiałyśmy o
typowaniu koni, była to dla mnie chwila bardzo głęboko intymna,
wzruszająca, którą, teraz polecę banałem, zawsze zachowam w sercu.
Ponadto:
- z ulgą piłyśmy kawę, bo ciśnienie wyczyniało jakieś dziwne sztuki
i Gurua skarżyła się, że źle się czuje. (To ja wolę sobie nie
wyobrażać, co się wyrabia, kiedy Ona czuje się dobrze.)
- wąchałyśmy kwiaty chrzanu, które pachną jak konwalie!
- odmówiłyśmy wypicia drinka
- dowiedziałyśmy się, po co Guruy był ten Pafnucy!
- oraz kilku innych rzeczy, o których opowiem w sposób nieco mniej
publiczny.
I teraz UWAGA, UWAGA! CHMIELEWSKI NARODZIE!
Pełna mobilizacja sił prawdopodobnie na ÓSMEGO SIERPNIA!!
Robert i reszta przylatują 31 lipca, odlatują 14-go. Wyrazili chęć
spotkania się z nami ósmego.
A więc - to tyle z mojej strony

Będę miała dzisiaj piękne, kolorowe sny...