Dodaj do ulubionych

Marzyciele

IP: 213.255.118.* 30.01.04, 14:00
ktokolwiek odwazy sie isc na ten film skuszony nazwiskiem bertolucci i tym
co do tej pory widzial u tego (chyba) geniusza ekranu naraza sie na szok
trudny do opisania. moje spostrzezenie to tylko: chyba juz w kinie bylo
wszystko a zeby pokazac cos nowego trzeba posunac sie do niesmacznego wrecz
powiem obrzydliwego absurdu. szukalem w tym filmie sensu, do ostatniej
chwili, czegos co mozna wyniesc z kina i przemyslec i staralem sie bardzo
bardzo a jedyna konkluzja byla strata czasu no i kpiny ze strony przyjaciol
ktorych na ten film ze mna wyciagnalem obiecujac wielkie kino.
Obserwuj wątek
    • Gość: gri i/a Re: Marzyciele IP: *.energis.pl 05.02.04, 13:16
      Premierę ostatniego filmu Bernarda Bertolucciego poprzedziło na ekranach
      przypomnienie „Rzymskiej opowieści“, co skłoniło do narzucających się porównań
      i sprawiło, że wielu komentatorów zastanawia się nad nieuniknionym wejściem
      Mistrza w andropauzę. Istotnie, czegoś tym filmom brak, być może nawet
      najważniejszego: duszy! – i nie jest to tylko wynik zawyżonych oczekiwań wobec
      Autora - legendy kinematografii artystycznie skandalizującej. Mimo wielu
      różnic, dzielących telewizyjną produkcję z roku 1998 i ten, z nieporównanie
      większym rozmachem pomyślany film osadzony w konkretnych, historycznych ramach,
      można chyba śmiało wyodrębnić pewne symptomy pewnego zdziecinnienia nie tak
      znowu wiekowego, jak by się zdawało, twórcy.
      Zacząć wypada od podkreślenia wyjątkowej kategorii, z jaką mamy tu do
      czynienia. Nie jest to po prostu kino antyhollywoodzkie – tak zarysowana
      fascynacja młodością jest czymś kompletnie nieporównywalnym z prostą
      idealizacją. Ambicją filmu Bertolucciego, a jednocześnie pierwszym stopniem do
      jego klęski, jest pragnienie pełnej identyfikacji z młodością. Zamiar ten,
      niezupełnie realny, może wszakże przynosić różne efekty. Imponujące, gdy
      artyście uda się zachować dystans do samego siebie (vide Gombrowicz), i mniej
      zachwycające, gdy chęci przeważają nad możliwościami – do tej kategorii
      spadłych z bardzo wysokiego konia wpisał się ostatnio choćby Jerzy Pilch, i
      zaczyna się najwyraźniej wpisywać sam Bernardo Bertolucci.
      Wszyscy, którzy widzieli jego „Ukryte pragnienia“ zapamiętali – obok rozkosznie
      niewinnej Liv Tyler – wielki, od początku mocno zaznaczony nawias przypowieści,
      wyraźnie dystansujący wyestetyzowaną narrację, czego zwieńczeniem było
      umieszczenie, z pełną pogardą dla prawdopodobieństwa, kulminacyjnej sceny
      inicjacji pod wielkim, rozłożystym drzewem.
      Jakże się chciało ulec tej ostentacyjnie podkreślanej symbolice, jakże
      nieistotne stawały się podszepty sceptycznego rozsądku, jak nam się przyjemnie
      zapominało o szarej i splątanej materii rzeczywistości, jakże chętnie
      ignorowaliśmy psychologiczną podszewkę, gdy nam pod oczy podsuwano złotą nicią
      tkany, przepiękny gobelin mitu...
      Prawdopodobnie reżyser dał się ponieść właśnie tej przemożnej pokusie. Na to
      przynajmniej zdają się wskazywać jego ostatnie realizacje. Pierwsze, co stara
      się zamieść pod swój przepyszny dywan, to niewygodna prawda o kobiecie. Zarówno
      Thandie Newton w „Rzymskiej opowieści“ jak Eva Green w „Marzycielach“ pozostają
      piękne i zupełnie puste, służąc bezwiednie jako media przemawiające głosem
      autorów. Jest to zawsze idealizacja – fałszywa, acz atrakcyjna, mimo pewnej
      fascynacji fizjologią – jaką tłumaczyłbym bardzo silne eksponowanie wszelkich
      wydzielin (jakkolwiek da się to odnieść do hermetycznych pism o kobiecie jako
      naczyniu z nieczystościami, współczesne kobiety z trudem są w stanie się w
      takim portrecie rozpoznać). Kolejnym elementem, którego autorska wizja nie chce
      traktować poważnie, jest – mówiąc skrótem – prawda postaci, także męskich. Z
      niewielkimi wyjątkami sposób prowadzenia aktorów wyklucza ich udział w
      zarysowaniu psychologicznych, przekonujących bohaterów. Nie zawsze trafi się na
      osobowości formatu Romy Schneider i Marlona Brando, a każdy aktor tylko na tyle
      podoła zupełnemu wcieleniu w papierowe sylwetki, na ile ulegnie czarowi
      uwodzicielskiego reżysera. Być może trudno mieć żal do Bertolucciego, że nie
      jest już tak demoniczny, jak kiedyś – mógłby jednak, jak w swoim czasie Jerzy
      Grotowski, zdać sobie sprawę z ograniczeń swojego warsztatu i wycofać się z
      publicznego prezentowania swoich prac.
      Niestety, to nie wszystko. O ile powyższe uwagi są raczej przyczynkiem do
      proceduralno-teoretycznego opisu samego warsztatu, to już polityczne tematy
      poruszane przez autora nie są przecież błahe ani ich wybór czysto estetycznym
      szczegółem. Skoro zatem sam twórca niejako wyzywa nas na ten grząski grunt,
      spróbujmy (o horrendum!) podsumować społeczny ładunek tematów, jakie miały
      posłużyć za tło dla ostatnio wyświetlanych w Polsce filmów Bertolucciego.
      Nie sposób jednak, przy całej dobrej woli, przyjąć za oczywiste lub nawet uznać
      za interesujące w ten czy w inny sposób wyrażane przez reżysera i jego
      bohaterów, zwłaszcza młodego Michaela Pitta w roli Matthew, sądy o kinie jako
      jedynej enklawie wolności lub o voyeurystycznej naturze tej sztuki.
      Paryski maj 1968 roku, wbrew pozorom, nie jest wydyrzeniem zamkniętym ani
      jednoznacznym. Wiele procesów kulturowych zostało wówczas rozpoczętych, inne
      uległy silnej erozji. Nikt chyba – łącznie z wypromowanymi wówczas postaciami w
      rodzaju Daniela Cohn Bendita, dziś wzorcowego członka establishmentu – nie
      podsumowałby tego konfliktu z tak sztubacką pewnością siebie. Dlatego
      jednoznaczne poparcie lewackiej „sprawy“ połączone z nieokreoślonym pacyfizmem
      i prostym przeciwstawieniem prywatnej miłości antymieszczańskim koktajlom
      Mołotowa nie jest tylko wyrazem nostalgii młodzieńczej rewolty. W połączeniu z
      ośmieszeniem pokolenia ówczesnych rodziców – intelektualistów sterroryzowanych
      przez rozwydrzoną a niedowarzoną młódź. Tym bardziej problem wojskowych
      despocji i zbrodniczej korupcji wielu krajów afrykańskich nie zasługuje na
      lekceważenie i na dystans.
      Dlatego ta sama wyestetyzowana, beznamiętna narracja bez żadnego tłumaczenia
      motywów czy psychologii, która stała się znakiem firmowym Wielkiego
      Bertolucciego, dzisiaj staje się gwoździem do jego trumny. Można siedzieć w
      szczelnie odizolowanej samotni i grzebać w swoim pępku tak długo, jak długo
      przykuwamy uwagę publiczności zręcznością prestidigitatora. Kiedy jednak nie
      umie się nawet bezbłędnie powtórzyć starych sztuczek, a na dodatek pycha każe
      nam porwać się na sprawy, o których nie mamy nic do powiedzenia – pozostaje
      pustka na widowni i beznamiętna reakcja.
      Czego byśmy nie czytali i czego by nie można powiedzeć dobrego o perfekcyjnie
      dobranej ścieżce dźwiękowej, o sympatycznej (choć pretensjonalnej) zabawie
      operatora, a nawet – w przypadku „Marzycieli“ – całej masy efektownych gier z
      wykorzystaniem słynnych scen z historii kina, służących jedynie czczej
      przechwałce i – last but not least – skaptowaniu młodych kinomaniaków, którzy
      pójdą na ten film kilkanaście razy.
      Każdy, kto uważa się za bardziej wytrawnego wielbiciela kina, a chciałby się
      ponapawać świeżą i naiwną młodością, powinien wybrać się raczej na Miasto Boga.
      Maestria techniczna nie przeszkadza tam, ale właśnie wzmacnia ostrość moralnie
      jednoznacznego przekazu. A o to przecież chodzi w sztuce, czyż nie?
      • agawa76 Re: Marzyciele 10.02.04, 22:22
        zawsze masz tak rozbudowane refleksje po obejrzeniu jakiegos filmu?
        • Gość: eddie Re: Marzyciele IP: *.local.family / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.03.04, 23:31
          po co tak jadowity komentarz? każdy tu broni praw do zabierania głosu, czemu
          zatem piętnować kogoś, kto posługuje się piórem z tak rzadkim w internecie
          wdziękiem? jeżeli tak wyważona i subtelna wypowiedź, zdradzająca nieprzeciętną
          wrażliwośc kinomana, jest "symptomem chorobowym" forum, to znaczy, że nie warto
          tracić czasu na zaglądanie tu. zapachy tu jak z emila zoli, jeśli mainstream
          kultury inetrnetu wyznaczją inwektywy. jerzy pilch się nie pomylił, podsuwając
          pomysł reglamentacji tego dobra.
      • Gość: eFka29 Re: Marzyciele IP: *.wpo.com.pl 18.02.04, 14:54
        chcialas sprawdzic publicznosc przed jakims kolokwium na literaturoznastwie?
        czy moze to cwiczenia przed matura? ja wpadam tutaj na ktrotko,zeby zobaczyc co
        ludzie mysla o niektorych filmach, ogladam ich duzo i lubie tzw dobre ambitne
        kino, jednak cos czego nienawidze to przeestetyzowane gadanie o niczym, a
        raczje o tym, co poeta chcial powiedziec, co powiedzial a czego ne powiedzial
        choc powiedziec powinien, film to obraz, dzwiek, muzyka a nie teoretyczne
        gledolenie, proponuje zmienic portal na inny:)
        pozdrawiam wszyatkie nie-marudy
        • szalony_kucharz A przez ciebie zawiść przemawia? 23.02.04, 14:40
          eFka29 napisał(a):

          > chcialas sprawdzic publicznosc przed jakims kolokwium na literaturoznastwie?

          A może zwyczajny kompleks dyletanta.

          > ja wpadam tutaj na ktrotko,

          No i co z tego?

          > zeby zobaczyc co
          > ludzie mysla o niektorych filmach,

          To ludzie w ogóle myślą o filmach? To jak znajdziesz jakąś tutejszą recenzję
          wykraczającą poza standardowe "podobał mi się, świetna muzyka, doskonała gra,
          super zdjęcia, pozdrawiam wszystkich wielbicieli telentu tego kultowego
          reżysera", to daj mi znać.

          > ogladam ich duzo i lubie tzw dobre ambitne
          > kino,

          Niech zgadnę: nieśmiertelny Kieślowski, "Cube" i "Matrix", ale tylko część
          pierwsza?

          > jednak cos czego nienawidze to przeestetyzowane gadanie o niczym,

          Zagryź, zagryź!!!!

          > film to obraz, dzwiek, muzyka a nie teoretyczne
          > gledolenie,

          To w takim razie siądź sobie wygodnie w fotelu, zapuść muzyczkę i wpatruj się w
          reprodukcję "Słoneczników". Fajny film, co nie? Taki życiowy, do myślenia
          daje...

          > proponuje zmienic portal na inny:)

          After you.



          (-:=3
    • Gość: anioł Re: Marzyciele IP: 213.17.150.* 08.02.04, 17:50
      kochanych masz przyjaciół
      • Gość: gallo Re: Marzyciele IP: *.chello.pl 08.02.04, 20:49
        a mi sie ten film bardzo podoba
        cudo klimat - taka lekkosc , szalenstwo i glupota mlodosci
        piekne zdjecia , cudowna muzyka , paryz , wspaniala gra aktorow
        wszystko mi sie podoba w tym filmie...
        pojde jeszcze raz do kina!
        • Gość: Olga Re: Marzyciele IP: *.chello.pl 09.02.04, 23:28
          Ja mam podobne spostrzeżenia! Kocham Paryż, a w filmie tym udało się
          Bertolucciemu pokazać jego atmosferę. Również w scenach ,,erotycznych" pomimo
          tego całego perwersyjnego szaleństwa i dosłowności, zawarł reżyser pewną
          prawdę i piękno.
          Polecam wszystkim którzy lubią intensywne klimaty.
          • Gość: Anonimus Re: Marzyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.04, 23:49
            Czy wyście Ludzie powariowali!!!! Ten film jest tak niesmaczny, ze na samą mysl
            o nim bierze mnie obrzydzenie. To co widzialem przechodzi wszelkie granice
            dobrego smaku. A Ty Olgo, skoro tak ci sie podobał ten film, pewnie tez lubisz
            swoja krew z pochwy???
            • Gość: neczka Re: Marzyciele IP: *.tnwirtu.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.06.04, 18:29
              nie chciałabym być twoją dziewczyną, a moze z żadną nie byłeś blisko ?
    • Gość: wolontariusz Widzowie marzyciele IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 08.02.04, 23:16
      Poniewaz film teraz mial premiere tagze w USA - ciekawy bylem jak film tam
      wypadnie. Bowiem opinie przed premierom nie byly najgorsze . Okazuje sie jednak
      ze po niej opinie krytki juz nie sa takie dobre: bylo 3.5 jest 3 - co
      oznacza ze ten ambityn film nie jest udany. To potwierdza czesciowo Polska
      Krytka,Czasem i nazwiska zawodzom ,
      • Gość: slownik Re: Widzowie marzyciele IP: *.adb.pl 11.02.04, 11:47
        Proponuje aby kolega wolontariusz kupil sobie slownik :)
    • Gość: JAn Re: Marzyciele IP: 217.153.22.* 11.02.04, 12:36
      Poszedlem na ten film troche przypadkiem - i wyszedlem oczarowany.
      Film pokazuje piekno mlodych cial bez zbednej pruderii, ale i bez epatowania
      seksem. Ludzie reaguja na ten film ze strachem bo wstydza sie swojej nagosci. A
      to wlasnie jest w tym filmie najmilsze - chlopcy i dziewczyna zachowujacy sie
      perwersyjnie, ale jednak naturalnie.
      Watek "rewolucyjny" nie ma wiekszego sensu, jest tylko tlem i pewnie dla filmu
      lepiejh byloby go pominac, ale nie psuje on na szczescie odbioru.
      Wybiore sie na ten film ponownie.
      I wszystkim to polecam!
      • Gość: Concreto Re: Marzyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 23:22
        Wątek "rewolucyjny" jest absolutnie podstawowy...
    • Gość: Zbyszek Re: Marzyciele IP: *.hq.japancars.pl / 81.210.17.* 12.02.04, 13:26
      Mnie się film bardzo podobał. Te wszystkie napuszone negatywne pseudorecenzje
      na jego temat nie przekonują mnie wcale.
      Nie każdy film musi mieć lub zawierać tzw. głębsze wartości, film jest też i
      może być tylko po prostu przyjemnością.
      • Gość: aaaaa Re: Marzyciele IP: 217.11.152.* 12.02.04, 18:08
        no tak, przyjemnością
        ale właśnie na niektóre sceny, i to na te, o których sie tyle gada, bo o niczym
        innym sie nie da, nie patrzy sie z przyjemnością
        z przyjemnościa patrzysz na film lekki, a ten na pewno taki nie jest
    • Gość: mikis właśnie wróciłem.... IP: *.acn.pl 14.02.04, 22:05
      i bardzo mi się podobało - w porównaniu z resztą repertuaru, który oferują nam
      w tej chwili kina jest to naprawdę film wybitny.
      i nie zgadzam się z kytycznymi opiniami, że ten film to kalka, że to już
      wszystko było - mam radę, niech krytycy pójdą do kina i zamiast cały czas
      analizować, analizować, analizować, niech się dadzą wciągnąć i pokierują się
      choć przez chwilę emocjami.
      na taki film trzeba patrzeć duszą, a nie za pomocą chłodnej kalkulacji "za i
      przeciw"
      ech, łza się w oku kręci (jeszcze parę lat temu człowiek sam był na
      studiach....)
      gorąco polecam
      no i ta muzyka...a zwłaszcza temat przewodni - "third stone from the sun" -
      mistrzostwo świata!
      • Gość: Click Re: właśnie wróciłem.... IP: *.sympatico.ca 16.02.04, 13:08
        Ale szmira. Cos jak Kubricka film z Cruisem i Kidman - silenie sie na nie
        wiadomo co i nie wiadomo po co. No, ewentualnie film dla nastolatkow zeby
        podrzucic pare pomyslow na eksperymenty erotyczne i jak skutecznie doic starych.
        Beznadzieja.
    • Gość: Emmy Re: Marzyciele - bardzo dobry film! IP: *.ahold.pl / 213.134.133.* 17.02.04, 12:51
      Film jest na pewno kontrowersyjny, jednak dzięki temu bardziej ciekawy - nic
      mnie w nim nie uraziło, wręcz przeciwnie - wszyscy którzy w swoim życiu
      probowali przekraczać granice tzw norm społecznych jednak tylko w zakresie nie
      raniącym innych ludzi,docenią to co pokazuje Bertolucci. Nie jest to
      pompatyczna holywoodzka produkcja, lecz głębokie stadium młodzieńczych
      fascynacji,miłości, pragnień pokazane bez łagodnych filtrów. Wielu oburzył fakt
      pokazywania krwi, masturbacji itp. - jednak takie jest życie i to, że dłubiemy
      w nosie jak nikt tego nie widzi nie znaczy, że tego nie robimy!
      • pmkowski Re: Marzyciele - bardzo dobry film! 17.02.04, 13:23

        Nie żałuję czasu spędzonego w kinie. Nawet tylko dla sceny z Wensu (kto był,
        wie) warto iść, a takich pięknych scen w tym filmie jest dużo. Piękne zdjęcia i
        piękna, perwersyjna młodość.
      • Gość: R Re: Marzyciele - bardzo dobry film! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 09:54
        Film jakby sztucznie wmontowany w konwencję i stylistyke roku 68 zupełnie nie
        podjął tego wątku. Faktycznie niesamowite momentami sceny zwracały uwagę
        naturalnością, wiernym oddaniem "zwykłych" czynności zycia codziennego i tych
        ukrytych pragnień, które jak ośmiornica oplatają ludzkie namiętności. Zabrakło
        tam jednak ducha, bo pewne rzeczy wyglądały mało przekonująco i pompatycznie.
        Film w sumie dobry ale po nazwisku reżysera należałoby się spodziewać nieco
        więcej.
    • Gość: marta Re: Marzyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 16:37
      Coś niesamowitego. Poszłam na ten film z własnym ojcem (on lat 50, ja 20) i
      jesteśmy oboje oczarowani. Początek bardzo nam się podobał, podczas
      perwersyjnych scen zastanawialiśmy się, czy nie powinniśmy już wyjść z kina,
      ale zakończenie zdecydowanie uratowało całość.
      Na czym polega fenomen tego filmu? Może na tym, że po "Mieście Boga" nie miałam
      ochoty na refleksję? Może właśnie na tym, że trudno jest ostatnio znaleźć w
      kinie film zmuszający widza do myślenia? Może na tym, że każdy widz wychodzi po
      tym filmie z kina z zupełnie innymi wrażeniami? Może na tym, że można próbować
      go zrozumieć na bardzo wiele sposobów?
      Ja przede wszystkim zwracałam uwagę na sprzeczności. Oto jest młody Amerykanin -
      taki schludny, miły, ułożony...i jego przyjaciele z Francji - rodzeństwo. Oni
      są perwersyjni do granic możliwości, koncentrują się na wrażeniach cielesnych.
      On jest skoncentrowany na uczuciach i rozsądku. Oni są całkowicie puści, oprócz
      swoich ciał nie mają widzowi zupełnie nic do zaoferowania. On jest refleksyjny,
      nad wszystkim się zastanawia dostrzegając przy tym dobro swoje i innych. Czy to
      naprawdę nie zmusza do refleksji? Czy sami jesteśmy tak puści, że zwracamy
      uwagę przede wszystkim na sceny związane z cielesnością?
      Film zdecydowanie wyróżniają też dialogi. Scena w wannie to mistrzostwo. Widz
      jest zniesmaczony poprzednimi perwersyjnymi scenami i w tym momencie Amerykanin
      mówi coś w stylu: "Ktoś kiedyś powiedział, że żeby zrobić dobry film, trzeba
      zawstydzić widza tak, żeby zaczął się zastanawiać nad tym czy w ogóle chce ten
      film dalej oglądać". Przecież to prowokacja! Mistrzowska prowokacja.

      Pozwolę sobie jeszcze na uwagę skierowaną do kolegi, który wypowiedział się na
      temat krwi (cytat:"A Ty Olgo, skoro tak ci sie podobał ten film, pewnie tez
      lubisz
      swoja krew z pochwy???")
      . Czy naprawdę myślisz, że kobieta powinna brzydzić się czegoś, co jest obecne
      w jej życiu przez prawie 30 lat? Niby dlaczego? Dlaczego wmawia się kobietom,
      że powinny być zawstydzone w ciągu "tych dni"? Co w tej krwi jest złego?
      Zastanów się nad tym, bo to co napisałeś to głęboki ciemnogród.
      A "Marzycieli" polecam tym, którzy lubią ciężkie i dobre filmy.
      • Gość: arrec Re: Marzyciele IP: 212.106.6.* 23.02.04, 10:11
        Sobota - Warszawa - multipleks - kolekji do kas 50 metrów - na marzycielach
        kilka osób

        To jest na pewno film dla ludzi inteligentnych i ambitnych. I to jest pewnik.
        Inni zanudzą się lub odnajda jakiś sens w estetyce. Od razu po wyjsciu z kina
        myślałem o tym jak ostra dyskusja nawiąze sie wśród tych dojrzalszych widzów.
        Jak wiele będzie głosów krytycznych. I wszystko się zgadza. ja postanowiłem
        bardzo bronić filmu przy każdej okazji - film bardzo dobrze pokazuje młodosć,
        ale nie taką zwykłą tylko taką która nie chce ustąpić, własciwe już jest to
        choroba. Tu mamy nawet dokładną genezę tej choroby - wyłaczeni rodzice, silnie
        związani ze sobą a nie z dziećmi - rezultat bardzo symbiotyczny i szalony
        związek rodzeństwa. Amerykanin był szansą, drogą do normlaności - oni jednak ją
        odrzucili. I czy to dobrze, czy to źle? Tu jest klucz do filmu - normalność czy
        szaleńśtwo, dorzałośc czy jej brak - gdzie jest droga do szczęścia?

        rozumiem głosy krytyczne, wszystko jest troche przerysowane, momentami nużące,
        momentami denerwujące. Ale takie to jest naprawde - wiem to bo problem tego
        filmu jest problemem mojego życia.

        Pozdrawiam
        • Gość: widz12 Marzyciele IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.04, 11:20
          Faktycznie film jest pełen sprzeczności i to na kilku płaszczyznach.
          Z jednej strony zaczyna się żenująco banalnie. Amerykanin mówi, że ten rok w
          Paryżu wiele zmienił w jego zyciu, ze był niezwykle ważny. To rok 1968. Mamy
          więc całą rewolucję, zmiany, burzę ideologiczną.
          Bertolucci jest wielikim erudytą ( w tym miejscu zgadzam się w zupełności z
          wieloma moimi przedmówcami) ale niestety bardzo pustym i często bezsensownym.
          Banał za banałem. Wiele steoretypowych, tanich zestawień: wolność wiodąca lud
          na barykady - paryskie barykady, rzeczywistość filmowa - rzeczywistość,
          moralny, uczciwy Amerykanin - rozposani paryżanie.
          Jest tuttaj papka róznych pomysłow, idei, tanich kolaży, asaocjajcji,
          doskonałej muzyki, pieknej sztuki operatorskiej.
          Z drugiej strony ten niesamowity chaos w samej warstwie reżyserskiej, ten
          wszechobecny banał doskonale łaczą się z tytułem i tematem filmu.
          Maczyciele, rok 1968, chaos mysli przekonań, emocji, rewolucja obyczajowa.
          Moim zdaniem, to też dobry obraz współczesnej europejskiej młodziezy.
          Papka medialno - polityczna, brak autorytetów, wszechobecny kicz i tandeta,
          ukryte pragnienia, niedojrzałość to wszystko elementy współczesnej, zamożnej,
          trochę tradycyjnej, czasami nudnie dekadenckiej Europy.
          Zgadzam sie też, że kierując sie więcej uczuciami, emocjami można ten film
          zobaczyć w kontekście bardzo osobistym, prywatnym. Taki właśnie jest Bertulucci!
          Mimo, ze film nie jest dobry, to oczarowywuje, gra na naszych
          prostych, "kiczowatych" skojarzeniach, marzeniach, marzenia często są
          tandentne...
          Polecam!
          • Gość: Rasa Re: Marzyciele IP: *.ipt.aol.com 28.02.04, 15:48
            Nie ma sie czym podniecac,ja niestety na filmie zasnelam a slyszalam ze
            koncowka byla dobra.
      • Gość: boro Re: Marzyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.04, 17:47
    • Gość: m. Re: Marzyciele IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:55
      zawsze staram sie znalezc w filmie cos dobrego i owszem, Marzyciele to piekne
      zdjecia i piekni aktorzy, ale doprawdy nic wiecej nie moglam z filmu wyłuskac.
      pominmy fakt zniesmaczenia, ktore moze dopasc widza na widok calej tej nagosci,
      bo jest ono uwarunkowane kulturowo, ale ten film wydal mi sie filmem o niczym.
      filmem nudnym i banalnym. odnioslam wrazenie, ze aktorzy zostali (o zgrozo) zle
      poprowadzeni, poniewaz nie udalo im sie sprawic, zeby widz choc odrobine przejal
      sie ich losem. film naprawde mnie rozczarował.
    • Gość: Ramzes Re: Marzyciele IP: 81.168.209.* 23.05.04, 16:26
      Jezeli ten film jest taki obrzydliwy i ogólnie nie ciekawy to ja chce go
      ogladnac. Dzis własnie ide do kina, mysle ze moze mi sie spodobac ;))
      pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka