Nie nie. Nie chce pisac o swoim szczesciu. Choc bym tak chciala.... Podzielic sie... Pokazac go w sobie. Jednak wiem ze nie powinno sie meczyc glodnego dobrym obiadem.
Czemu dar Amora. W koncu zycie ulozylo mi sie w calosc. Odkrylam swoj sens na ziemi. Mialam pewien dar. Nie wiem czy przyoadkiem juz go nie stracilam. Jaki? Laczylam bratnie dusze.... Zsylalam na nie Anioly. O co chodzi? Dla kazdego mezczyzny (90 kilka % przypadkow) z jakim mialam kontakt bylam przedostatnia droga. Bywalam tez pierwsza.... Po to by nakierowac. Po to by dodac smialosci. Piszac "dla kazdego mezczyzny" nie mowie tylko o zwiazkach. Bylam w 3. Spotkalam sie z.... Hmmmm 15 osobami wirtualnymi. W niektorych przypadkach byly proby bycia, wyjscia za kolezenstwo. Szczesciarze Ci co mnie poznali

bo pomiglam im odnalezc szczescie. Bylo 2 realnych. Moze zaczne od realnych. Oboje chcieli, probowali. Z jednym skonczylo sie na jednym pocslunku. Nie bylam gotowa na coklwiek..... Z drugim nawet nie sprobowalam wyjsc poza kolezentswo. Oni byki pierwsi. Jacy sa teraz? Szczesliwi. Mega. Obaj zonaci. Jakis rok po kontakcie ze mna poznali swoje polowy. Chwile pozniej slub.
Wirtualni? Pierwszego swojego faceta poznalam na tym forum. Ciezki przyoadek.... Napisal ze nigdy nie byl w zwiazku a ma 33 lata. Spotkal kobiete na ktorej mu zalezalo ale nie mogl ruszyc. Napisalam do Niego. Zaczela sie nasza znajomosc. Chcialam Go oswoic a jednoczenie oswoilam siebie. Po rozstaniu, (2 lata zwiazku) balam sie o Niego. Ze ciezko mu bedzie kogos znalzc. Uleczylam go... Siebie tez. .. Ale nie myslalam ze to wystarczy. Mial ciezko. Przez 2 lata nie spotykal sie z zasnym znajomym. Nie mial. Czul strach do ludzi. Po rostaniu ze mna.... Zaczal szukac. Zaczal spotykac sie z ludzmi. Potrzebowal kontaktu. Nie wiedzialam co u Niego. Jakies 3 lata temu ostatni raz odpowiedzial na moje zyczenia urodzinowe. I co,? Przedwczoraj zobaczylam cos pieknego. Zobaczylam Jego szczescie. Pewna kobieta, podejrzewalam ja ze gosci w jego zyciu. I ta kobieta... Zmienila sobie nazwisko na Jego. Jakie bylo moje szczescie. Widzialam ze jest (musi byc,) Szczesliwy. Ten o ktorego najbardziej sie balam. A zyczylam mu dobrze. Zawsze. Nieraz bylam myslami z Nim. Nieraz sprowadzalam na Niego Anioly
Tuz po Nim. Kilka dobrych miechow. Odezwalam sie na forum. Widzialam pewien nick ze sie wyswietlila jego obecnosc. Weszlam w wizytiwke. I zobaczylam ze jest tu rok. Zobaczylam tez ze nigdy sie nie odezwal. Co napisalam? Wiecej smialosci Panie M...

zaczely sie rozmowy. Doszlo do spotkania. Jedno drugie. Na drugim Bieszcady. Wspolna noc. Oczywiscie byla grzeczna. Do tej pory nie znam jego ust. I co? Wiedzialam ze zrobilam swoje. Ze musze mu zejsc z drogi zeby spotkal swoja polowie. Baaaaaaardzo baaaaaardzo mu tego zyczylam. Bo to byl (jest) wspanialy facet, ktory czekal na cos pieknego. I... Doczekal sie..... Znalzl swoja polowe. Zejdzmy na ziemie. Czemu tak sie dzieje. Po prostu myslami o kims o Jego szczesciu zsylam na Niego szczescie.
Pozniej bylo troche takich przypadkow. Ktos mnie poznal kilka spotkan. Czasem kilknaascie i ja ustepowalam.... Wiedzialam ze nie jestem ich szczesciem ze czeka na nich duzo wieksze szczescie. Piekna to radosc gdy zobaczylam w tych osobach ze mimo braku nadziei po spotakniu ze mna odnajdywali swoje Szczescie. Prawdziwe i im pisane.
Ostatnio odezwal sie do mnie Byly. Drugi. Podzielil sie swoim szczesciem. Ma syna!! Stal sie ojcem. 4 lata temu Go poznalam. Rok temu wzial slub. Teraz syn. I czuje ze to jest prawdziwe szczescie.
Gdy wyjechalam ze swoich krain kogos poznalam. Byla proba bycia. Jednak przeszlam na relacje koleznskie. Wyjechalam na zachod. Wiedzialam ze tutaj musze byc. Ze to moje miejsce. Jemu zeszlam z drogi, wiedzac ze inne szczescie Go czeka. Na szczescie szybko znalazl. Jak ich zobaczylam razem... Ech. Jak rodzenstwo. Tak podobni do siebie. Tez sie juz oswiadczyl

3 lata temu go poznalam.
Czekam teraz na Bylego. Z ktorym rozstalam sie przeszlo pol roku temu. Czekam na Jego szczescie. Nieraz mam Go w glowie i dobrze mu zycze. Jest ktos jeszcze.... Ktoremu tak baaaaaaaardzo zycze szczescia. Tak bardzo bardzo. Tak samo jak Panu M. Z forum. Michaly to mega wartosciowi ludzie. Musi do nich dotrzec najpiekniejsse piekno. Ten ostatni to kolega z pracy. Ostatni raz widzialam sie z Nim w lesie w marcu. Proponowal spotkania jednak.... Balam sie o Niego... Marzyciel.... Mam nadzieje ze moje prxytulenie mu wystarczy. Moje przekazanie sily zeby odnalzl swoja polowe.
Tak wiec.... Odkrylam swoj dar na ziemi. Bylam po to by uzdrawiac ludzi, by dodawac im smialosci, by mogli ruszyc i odnalezc swoje SZCZESCIE.
Cos czuje ze juz stracilam takie moce.... Choc.... Kto wie. Moze nadal dzialaja. Wystarczy ze sie do kogos przytule. Kto chetny na spotkanie forumowe? Wszystkich Was bym wysciskala. Wszystkim przekazala te nadajniki i magnetyzm do odnalezienia szczescia. Niemadry Silu. Wystarczylo sie ze mna spotkac i bylbys teraz szczesliwy ze swoja Rusalka i mialbys swoje warkocze. Moze mam jednak jeszcze jakies moce