Dodaj do ulubionych

OBRZYDLIWA "Czekolada"

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 22:50
Kilka dni temu, pełen dobrych chęci, zasiadłem do "Czekolady". Historia o
samotnej matce i jej dziwacznej córeczce jest obliczona na wzruszenie w
sposób tak perfidny, że na dobrych kilka lat mam dosyć tytułowego przysmaku.
Nie chodzi mi o aktorstwo głównych wykonawców, które jest wyśmienite.
Scenariusz opiera się na emocjonalnym szantażu, mogącym zmieścić się w
głupawym przysłowiu: "Przez żołądek do serca". Ja nie dałem się nabrać i
myślę, że wiele kobiet uważa podobne słowa za przestarzały nonsens.
W tym filmie nawet zdolny Johny Deep irytuje postacią Cygana, który wydaje
się być wyjęty z tandetnej opowiastki dla kucharek. Nie to, bym się z góry
zraził: umiem dostrzec plusy. Na przykład ukazanie potraw zbliża się do
artyzmu, a dialog: "W oczach Boga nadal jesteśmy małżeństwem" - "W takim
razie Bóg jest ślepy" jest wyborny. Ale co ma znaczyć scena, gdy mer miasta
nurza się w stercie czekoladowych przysmaków?
Oglądając, przypominały mi się głównie dwa filmy: "Wielkie żarcie" i "Uczta
Babette". Mimo, że wykonanie filmu jest bez zarzutu, więcej w nim z tego
pierwszego. Smakoszom odradzam.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka