Dodaj do ulubionych

Z nieśmiałą prośbą

23.06.11, 13:43
Witam!
Jestem wciąż przed debiutem. No trudno, być może nigdy. Ostatnio otrzymałem bardzo ciepłą i zachęcającą odmowę od czołowego wydawcy kryminałów, więc żeby jakoś przełknąć tą polukrowaną żabę postanowiłem, że się nieco wychylę i pokornie poproszę o zajrzenie na blog mmlemberg.blogspot.com/ i poczytanie. Zamieściłem tam fragmenty poszukującej wydawcy rzeczy pt. Małe Biesy, poza tym we wpisach umieszczam to, "co akurat ślina mi do głowy strzeli". Rzeczy lekkie i krótkie. Poddaję się pod ocenę, prosząc o krytykę, zapewniając, że swoje para a może pseudoliterackie próby traktuję jak zabawę, czyli bardzo poważnie.
Pozdrawiam, M.M.Lemberg
Obserwuj wątek
    • mmlemberg Z nieśmiałą prośbą2 23.06.11, 14:16
      Dla ułatwienia: próbka tekstu z "Małych Biesów"

      W nocy z dwudziestego czwartego na dwudziesty piąty października na miejsce zgonu Witczak, zwany przez podkomendnych Zerem, pojechał z czystej ciekawości. Wielki Majk podszedł do sceny z informacją o wezwaniu akurat w trakcie dość długiego pasażu, który Zero wykonywał właśnie na swoim saksofonie altowym. Trwała niedzielna sesja jazzowa w klubie Tygmont, na Mazowieckiej. Marek Jaszczak, gitarzysta stojący obok Witczaka, zgrabnie przejął temat i przepuścił Zera, nagradzanego skromnymi brawami publiczności.
      Witczak dopił jeszcze ostatni łyk drinka o skomplikowanej angielskojęzycznej nazwie, której brzmienia nigdy nie potrafił zapamiętać i narzucając krótką kurtkę z błyszczącego materiału podszedł do czekającego nań przed wejściem samochodu. Za kierownicą siedział Hiv, jeden z podwładnych Witczaka. Mężczyzna ledwo mieścił się w kokpicie Opla.
      – Jest dwunastak. – oznajmił Hiv.
      Przezwisko „Hiv” wzięło się z czasów rozpracowywania gangu narkomanów wyłudzających na Dworcu Centralnym portfele. Zaczepiali przypadkowych podróżnych prosząc o gotówkę, a jeśli nagabywany nie chciał podzielić się zawartością swego portfela członkowie gangu grozili mu czerwoną strzałą. Określenie to dotyczyło brunatnego płynu, który w trakcie napadu opisywany był przez narkomana mianem mojej parszywej juchy. W ten sposób, strasząc podróżnych strzykawką z własną krwią owi, jak ich czasem nazywano, kompotowcy zarabiali na codzienną dawkę czarnej euforii. Wodzili Hiva za nos przez trzy miesiące, schwytał ich dopiero po tym, jak spędził pięć bitych dni na dworcowej ławce udając podróżnego.
      Ten ciężki kawałek chleba Hiv odreagowywał polując z zapamiętaniem na lisy, dziczki i inną zwierzynę łowną. W codzienne rozmowy, nie dotyczące bynajmniej tak istotnych spraw jak długość badyli u łosia, jakość fajek odyńca czy futro mykity często wplatał elementy żargonu. Dwunastak w języku myśliwskim oznaczał jelenia z bogatym porożem. Witczak zrozumiał. Ofiara była vipem.
      Hiv, trąbiąc na taksiarzy, parkujących niezgodnie z przepisami, wyminął ich oklejone reklamami korporacji gabloty i ruszył w kierunku Kredytowej.
      Warszawa tej październikowej nocy przypominała Hivowi miasto z ponurych opowiadań fantastycznych: sprószone mokrym światłem neonów kamienice Śródmieścia błyszczały złowrogo niczym przycumowane mityczne statki kosmiczne. Witczak, w tych niedoświetlonych budynkach widział raczej czających się w cieniu olbrzymów, gotowych do zadania nieoczekiwanego ciosu.

      Zaparkowali obok karetki w Alei Róż. Na marmurowych schodach eleganckiej, przedwojennej klatki schodowej czaiło się dwóch reporterów, którzy zapewne dostali cynk od któregoś z sąsiadów, albo od policjanta.
      Mieszkanie ofiary składało się z salonu, kuchni, długiego korytarza, na który wychodziły drzwi prowadzące do sypialni, gabinetu i łazienki. Wszędzie kłębił się tłum ludzi: sanitariusze, policjanci, ktoś z prokuratury, na dodatek parę gapiów stało na klatce schodowej.
      Ofiarę znaleziono w pozycji leżącej, w łazience, nago, z głową opartą o krawędź brodzika. Witczak najpierw zwrócił uwagę na długi warkocz biegnący wzdłuż kręgosłupa na piegowatych plecach. Następnie wzrok policjanta odruchowo ześlizgnął się na płaskie, pomarszczone pośladki i brzydkie, pokryte ciemnymi żyłami uda ofiary.
      Witczak ukląkł na podłodze, aby przyjrzeć się twarzy zmarłej. W miejscu zetknięcia czoła z krawędzią brodzika ujrzał nienaturalne wgłębienie w kości czaszki. Śmierć nastąpiła na miejscu.
      Na umywalce stała opróżniona do połowy butelka szkockiej whisky. Stopy kobiety leżały skrzyżowane, zaplątane w łazienkowy dywanik. Zgon wyglądał na naturalny i Witczak zrozumiał, że wezwano go w zasadzie niepotrzebnie. Teraz ciekaw był już tylko mieszkania należącego do przebrzmiałej gwiazdy kina, Wandy Rosołowskiej, znanej obecnie jako jurorka w popularnym, telewizyjnym show.
      – Czysta sprawa – powiedział ktoś za jego plecami. Witczak wstał i przywitał się z podobnie zaciekawionym człowiekiem z prokuratury, wyciągniętym równie niepotrzebnie w środku nocy z domu.
      – Ta – odpowiedział swoim zwyczajem Witczak i poszedł rozejrzeć się po mieszkaniu. Ściany obwieszono fotografiami przedstawiającymi czasy świetności aktorki. Cała śmietanka Szkoły Polskiej spoglądała ze ścian na intruzów.
      W tłumie Witczak rozpoznał jednego z techników. Chłopak kręcił się po mieszkaniu równie niepotrzebny jak reszta kryminalnych.
      – Skoro już tu jesteś – Witczak wskazał mężczyźnie butelkę z alkoholem pozostawioną w łazience. – Weź to do analizy – poprosił.
      Przeszedł do gabinetu. Uwagę Zera zwrócił stojący na sekretarzyku otwarty laptop. Wcisnął dowolny przycisk, ekran zamigotał, komputer wyszedł ze stanu uśpienia. Oczom Witczaka ukazało się otwarte okienko programu pocztowego. W skrzynce znajdował się tylko jeden list. Jego treść od razu nasunęła Witczakowi podejrzenia. Była to groźba. „Dzisiaj zginiesz”.
      Wytrącony z równowagi Witczak obejrzał się na korytarz. Jeśli teraz miałoby się okazać, że mieli do czynienia z morderstwem, to, zdał sobie sprawę, tłum ciekawskich funkcjonariuszy właśnie zatarł większość śladów. Zaklął w myślach i wyszedł na korytarz.
      – Proszę wszystkich o ciszę! – krzyknął. – Niech nikt się nie rusza! – Wszyscy obecni zamarli, niczym grupa tancerzy na parkiecie w chwili, gdy muzykę przerwano w pół taktu. Witczak z typową dla siebie niechęcią do publicznych wypowiedzi wytłumaczył wszystkim zebranym, dlaczego muszą opuścić mieszkanie.
      – Może zostać tylko technik – zakończył. Policjanci i lekarze wynieśli się jak niepyszni. Witczak mógłby się założyć, że zaraz ktoś nada pismakom szokujący news o morderstwie gwiazdy.
      W mieszkaniu został, zgodnie z rozkazem Witczaka, tylko młody technik wcześniej poproszony o analizę zawartości butelki. Mężczyzna od razu zabrał się do roboty. Cmokał raz po raz, zły na niedawną obecność tylu niepotrzebnych osób.
      Hiv zaś rozpoczął przesłuchiwanie świadków na klatce schodowej.
      Witczak założył plastikowe ochraniacze na buty i jeszcze raz rozejrzał się po mieszkaniu. Podziwiał elegancję i szyk: umeblowanie w stylu zdaje się Ludwika Filipa, mahoniowe biedermeiery w salonie, fotele medalionowe. Wystrój doskonale ilustrujący status społeczny Rosołowskiej. Zawartość barku jasno wskazywała na zaawansowane uzależnienie.
      Witczak poprosił Hiva, aby ściągnął na miejsce Cynę. Dziewczyna odebrała telefon w jakimś klubie. „Ta to potrafi odreagować” – pomyślał z zazdrością Hiv.

      Agnieszka Cynowska pojawiła się w mieszkaniu Rosołowskiej w ciągu następnej godziny.
      – O awruk anolodreip! – zawołała na widok zwłok słynnej aktorki, znanej obecnie raczej jako jurorka „Stylu i Gracji” telewizyjnego show stacji VTV. Cyna znana była ze swej cudownej umiejętności przeklinania wspak. Dzięki niej mogła sobie pozwolić na niecenzuralną jazdę nawet przy przełożonych, których nieodmiennie pozostawiała z wyrazem konsternacji na twarzy.
      Dziewczyna przeszła do wydziału zabójstw zaledwie rok temu. Wcześniej z ramienia policji współpracowała z fundacją Itaka. Niespełna trzydziestoletnia była doskonałą ilustracją przeciętnych wyobrażeń jak powinna wyglądać zbuntowana lesba. Niska, pryszczata, z rzadkimi włosami postawionymi na sztorc przy pomocy jakiegoś taniego żelu, w nieodłącznej skórze z podniesionym kołnierzem przypominała niewydarzonego nastolatka, który ukradł ubranie starszemu bratu. Umiała się bić a dziewczęcą wrażliwość, o którą Zero ją podejrzewał skrywała pod maską cynika. Była równoprawnym detektywem w zespole Witczaka, nieoceniona w przesłuchiwaniu kobiet z półświatka i alfonsów. Znakomicie potrafiła wtopić się w tłum alternatywnej młodzieży, tam gdzie wybitne skądinąd zdolności Zera w tej samej materii okazywały się zgoła zawodne.
    • nawojek Re: Z nieśmiałą prośbą 28.06.11, 02:23
      Podobało mi się, chociaż kryminałów nie kocham. "Homo Faber" to zaskakująca inf, że ktoś ceni zapomnianego/niepopularnego już Maxa Frischa:) Dlaczego nie zainteresujesz tekstem agencji literackiej? Chętnie przeczytam całość, chociaż mam wrażenie, że tkwi w autorze potencjał na temat mniej "pospolity" niż kryminał:) Oczywiście biorę pod uwagę, że dobrze się czujesz w tego typu literaturze, chociaż... wszak MF niczego takiego nie pisał. Pozdrawiam i trzymam kciuki za debiut! Jednym z moich ulubionych tekstów jest "Powiedzmy Gantenbein", więc teoretycznie mamy podobny literacki gust, ale to nie wpływa na moją ocenę tekstu. Mam wrażenie, że dokładne opisy rozczłonkowania ciała raczej wydaniu nie sprzyjają. Drobne potknięcia mało istotne, redaktor też musi z czegoś żyć, jednak wyczyścić nie zaszkodzi:).
      • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 28.06.11, 17:22
        O Boże! Nawojek! Wielkie dzięki za lekturę i jeszcze większe za dobre słowo! Pisanie dla mnie to zabawa, która przemieniła się w przymus, wręcz nieszczęsny nałóg. Próbowałem się wyleczyć, ale jakoś nie wyszło. Pokłosiem tego podejścia jest pisanie "literatury rozrywkowej", gdzie tzw. gatunkowość była by pretekstem i płaszczykiem. Czasem marzy mi się zostać Patricią Highsmith :) Pamiętam jak po ukazaniu się pierwszej powieści Mankella w Polsce pani Bibliotekarka odesłała moją żonę nie na półkę z kryminałami tylko na półkę pt. Literatura skandynawska. O coś takiego mi chodzi.
        Kurczę! Może pomysł z agencją literacką jest dobry?
        • nawojek Re: Z nieśmiałą prośbą 29.06.11, 03:17
          Pisać powinni ci, którzy to lubią, to widać, gdy się czyta. Jest cała masa tekstów "wyciskana" w pocie czoła i czytelnik to czuje.
          Kryminały są chętnie wydawane, więc próbuj dalej. Nawiązanie do Dextera (nieco dokładniejszy opis rozczłonkowania zwłok) czy wpływy Milllenium (Cyna w czarnej skórze, tyle, że brzydka) to chyba pikuś albo zbytnie powiązanie z lit. czy filmem - wszak Grecy i Szekspir wszystko już napisali:) Gorsze rzeczy się ukazują, moim czytelniczym zdaniem, więc nie rezygnuj. Nie zrażaj się - pisarz im starszy, tym lepszy zazwyczaj, w przeciwieństwie do modelki:). Z każdym tekstem będziesz lepszy, tak to działa. Od siebie - ale to moje zdanie tylko - dodam, że wzorowanie się na kimkolwiek nie jest dobrym sposobem na zaistnienie, żaden szwedzki czy angielski autor nie potrzebuje naśladowcy. Klimat szwedzki nie da się w PL powielić, jak również południowoamerykański jest tu nie do podrobienia. Jeśli Ci się takie klimaty podobają, to czytaj, ale pisz "po swojemu". Życzę szczęścia - bo bez tego nawet geniusz się nie przebije:)
          • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 29.06.11, 09:38
            (pop)Kultura zjada swój własny ogon. Z drugiej strony wygląd Cyny wzorowany jest na autentycznym Indywiduum a co do owej sceny rozczłonkowania - no cóż, zdarzyło się autorowi pracować w rzeźni!
            Dzięki za wypunktowanie ;)
            M.M.L.
        • porcelina_melody Re: Z nieśmiałą prośbą 29.06.11, 14:14
          Cytat"Może pomysł z agencją literacką jest dobry?"

          Jest bardzo dobry. Agencja zajęła się moim debiutem i w ciągu 6 miesięcy dostałam umowę od Prószyńskiego, choć nie mam na koncie żadnej publikacji. Współpraca z nimi to czysta przyjemność i same korzyści :D
          • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 29.06.11, 16:41
            W takim razie zobaczymy! Pozdrawiam serdecznie. Zachęcam też do lektury i krytyki!
            • eulalia11 Re: Z nieśmiałą prośbą 07.07.11, 16:27
              Ode\wij się do mnie na priva:)Mam konkretną propozycję.
              • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 07.07.11, 18:49
                Bardzo chętnie się odezwę, tylko kurcze nie wiem jak na tego priva. Podam swój email mateuszlemberg(malpa)gmail(kropka)kom
                Dzięki i pozdrawiam.
                mml
                • wiio_lina Re: Z nieśmiałą prośbą 08.07.11, 09:58
                  mmlemberg napisał:
                  > Bardzo chętnie się odezwę, tylko kurcze nie wiem jak na tego priva.

                  Na priva, jeśli nie zaznaczono inaczej, znaczy - na adres gazetowy. Czyli nick@gazeta.pl
                  Nick danej osoby, oczywiście.

                  • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 08.07.11, 15:19
                    Aha! dzieki!
                    • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 26.07.11, 14:10
                      Może ktoś jeszcze poczyta, oceni?
                      • aramea Re: Z nieśmiałą prośbą 27.08.11, 19:39
                        Mateuszu, tak jak obiecałam - poczytałam, nie mam teraz czasu na bardzo dokładny komentarz (a pewnie na takich najbardziej Ci zależy), ale za parę dni na pewno coś skrobnę,
                        Pozdrawiam

                        A.
                        • mmlemberg Re: Z nieśmiałą prośbą 05.09.11, 14:49
                          Ciekaw jestem Twoich komentarzy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka