qw994
19.09.11, 20:08
Ostatnią odrzuciłam (po przeczytaniu mniej więcej jednej trzeciej) "Wojnę polską-ruską" Masłowskiej z powodu formy. Nie dałam rady przebrnąć przez ten chaos, zmęczyło mnie to śmiertelnie. A szkoda.
Od razu przyszedł mi do głowy Saramago. "Miasto ślepców" wprawdzie przeczytałam do końca, ale też nie mogę zaliczyć tej pozycji do książek, które z przyjemnością "czytają się same". Potem byłam w księgarni, wzięłam w rękę chyba najnowszą jego książkę, zajrzałam do środka - znowu to samo. Nie, dziękuję. Żeby była jasność - raczej nie uważam się za debila nieumiejącego zrozumieć słowa pisanego, ale chodzi mi o odpowiedź na pytanie PO CO? Po co to dodatkowe utrudnianie życia czytelnikowi? Czemu to ma służyć? Jeszcze w "Mieście ślepców" można byłoby jakąś wydumaną teorię do tego dopisać, ale kolejna książka napisana dokładnie w ten sam sposób temu przeczy.
Nie rozumiem tego. Przecież istnieją określone zasady dotyczące pisania, jak stosowanie akapitów, wyróżnianie dialogów... Dlaczego niektórzy pisarze tak utrudniają życie swoim czytelnikom? Jaki jest tego cel? Ja po żadną książkę Saramago już nie sięgnę, bo się zwyczajnie buntuję. Czy to ma być testowanie koncentracji i cierpliwości czytelnika?
A wy co sądzicie na ten temat?