Dodaj do ulubionych

próbka tekstu do oceny

04.04.12, 15:49
(od siebie dodam, że zmądrzałam. Po fali krytyki na tym forum z 8 rozdziału stron zrobiłam 3. Strasznie się oburzyłamc wtedy, że nie powaliłam tekstem na kolana, ale zmądrzałam, dojrzałam i zrozumiałam dlaczego).
Kolejna próba.
Wyżywajcie się, jeśli chcecie.

„Wieruszowiacy to jednak mieli ułańską fantazję”, pomyślał rozbawiony Janek, idąc w stronę Bulwaru Różanego. Był to jeden z jego ulubionych zaułków w miasteczku.
Rzeczywistość wyglądała może mniej poetycko, za to urokliwie. Po jednej stronie wąskiej, łagodnie wijącej się uliczki stały parterowe domy. Czas stanął w miejscu: dachy były pokryte drewnem, a zamiast asfaltu leżały kocie łby. Po drugiej stronie ciągnęły się ogrody, dochodzące do brzegu rzeki. Między gałęziami drzew pobłyskiwała Prosna, prawy dopływ Warty.
„Można tu kręcić filmy historyczne. Nikt by się nie zdziwił, gdyby nagle przejechała dorożka”, pomyślał i usiadł na ławce.
Do końca pierwszej wojny światowej przez Wieruszów przebiegała granica między Prusami i Królestwem Polskim, a zabudowa do dziś nosiła ślady przeszłości. Niskie, parterowe domy stały na ulicach należących do zaboru rosyjskiego. Wyższe, dwupiętrowe budynki znajdowały się na Podzamczu, które nazywało się Wilhelmsbrück do 1918 roku.
„Gdyby Józek się urodził tam, moglibyśmy wyjechać na pochodzenie! Tola jako córka wieruszowianina, urodzonego w Prusach, byłaby potencjalną obywatelką Niemiec. Pięćset metrów może zmienić życie!”, westchnął i wyciągnął paczkę papierosów.
Zamyślony patrzył na rzekę błyszczącą w promieniach słońca. Pomyślał o starszym bracie, z którym się wkrótce miał spotkać.
Stanisław, z wykształcenia ślusarz, z powodu kłótliwego charakteru nie wytrzymał długo na państwowej posadzie i zajął się handlem. Miał niezwykły instynkt i wytropił dobrze zaopatrzone sklepy w okolicy. Sprzedawał co i komu się dało. Szybko znalazł prawdziwą żyłę złota – używane samochody.
Starszy brat Janka poznał lubinianina z niemieckim paszportem, który co parę tygodni przyjeżdżał kolejnym wozem, a w międzyczasie Stach szukał na miejscu potencjalnych nabywców. Z czasem zaczęli pracować na zamówienie, a ich renoma rozniosła się na Zagłębie Miedziowe.
(...)
Po przyjeździe do Niemiec dostał dobrze płatną posadę w fabryce BMW, a ze słabą znajomością niemieckiego nie wszczynał kłótni. Wprawdzie uczył się języka na kursach wieczorowych, ale przy taśmie stał z Turkami. Pracowało tam co prawda paru Ślązaków, tyle że nowo przybyły miał kłopoty z tą gwarą.
W czerwcu zajrzał do mieszkania na Lotniczej, ostatnio często przyjeżdżał do Polski. Kiedy dostał urlop za nadgodziny, od razu wsiadał do kremowego mercedesa.
Nie wszystko wygląda różowo. Wiele rzeczy jak u nas, w fabryce też się możesz napić piwa. Trzeba uważać, żeby nie przesadzać, już ściągali z taśmy takich, co nie mogli ustać. Nasz majster ma wyrobione oko. Ostatnio zjeżdża samochód z bandu, jak oni to nazywają, a tu hałas. Rozkręciłem i patrzę - jakiś dureń pustą butelkę zamontował!
Młodszy brat zapalił papierosa i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Jak przełożony zauważy, że rzadko jesteś trzeźwy, to cię po wyślą na odwyk. Firma płaci bez szemrania. Wyobraź sobie, że ten sam facet krzywo patrzy, jak rano podjeżdżasz mercem. To jest swój, Eryk z Dobrzenia Wielkiego i na przerwie mówi do mnie – kolego, skoro pracujesz w BMW, dlaczego nie kupujesz naszego auta? No wiesz, Jasiu, to nie są złe samochody, sylwetka ładna, motor wydajny i dobry lakier. Ale merc to co innego. Jedziesz i patrzysz przed siebie, a tu gwiazda przed oczyma. Twoja gwiazda...
Przerwał, wyszedł na balkon i spojrzał badawczo w dół. Ośmioletni mercedes 220D stał pod domem.
Skoczymy na chwilę do garażu. Weźmiesz wóz na kanał i posprawdzasz. W Monachium mechanicy kosztują fortunę – Stach wstał, ubrał kurtkę i zapalił papierosa.
Bracia spędzali dużo czasu, krążąc po mieście w sobie tylko znanych celach. Na ulicy rzucali się w oczy. Niższy, krępy Stanisław szedł krok do przodu gestykulując, a donośny głos słychać było z odległości paru metrów. Wyższy, ciemnowłosy Jan dreptał za nim pochylony.
Toż to jak alfons i jej prostytutka – ochrzciła nierówny duet Jolka, znana w rodzinie z ciętego języka.
Od czasu do czasu idyllę przerywała kłótnia i nie rozmawiali parę tygodni. Podczas rodzinnego spotkania, na przykład z okazji Wielkanocy, dochodziło do pojednania.
***
Nie wiadomo skąd wzięła się jego niechęć do starszej siostry Toli i jej rodziny. Czegóż tak nie lubił w sumiennych i zajętych urządzaniem mieszkania krewnych? Akuratności, która kazała im wykorzystać każdy metr trzypokojowego mieszkania, dokładnie obejrzeć każdy grosz i zaplanować każdą chwilę życia? Pilności w wypełnianiu obowiązków? Skrupulatności? A może nie przepadał za skomplikowanym systemem norm i zasad społecznych? Tyle było dla Pyrzaków rzeczy, których się nie robi!
Z rodzinnych spotkań czerpał dziwną energię. Lubił zabawić Mietka rozmową, by go zaraz przydusić opowieściami o życiu za kółkiem. Praca taksówkarza, składająca się z czekania na postoju, banalnych rozmów z kolegami, czytaniu gazet od deski do deski i rozwożenia podpitych gości, wyglądała inaczej. Szwagier słuchał relacji o brawurowych ucieczkach przed rosyjskimi łazikami i nonszalanckich wyścigach z milicją. Wsystkie przygody były okraszone towarzystwem pięknych i lekko zepsutych kobiet. Mieczysław, który nie miał prawa jazdy, słuchał z błyszczącymi oczyma.
A może Janka irytowało coś innego? Podczas wieczornej rozmowy w kuchni Tola wyznała niedawno, dlaczego zostawała dłużej w szkole. Rzeczywistym powodem był nowo założony komitet NSZZ Solidarność w oświacie!
„Co tę kobietę uwiera w socjalizmie?”, pytał w myślach. „Oczywiście są problemy z zaopatrzeniem! Przejściowe, przecież wcześniej tak nie było! To ludzie oszaleli i wykupują do cna wszystko, co się pojawi w sklepie. Żaden zakład nie nadąży z produkcją. A ona przecież skończyła studia i ma porządną pracę. Nie musi jak własna matka sprzedawać na targu czy sprzątać. Ustrój, który chce zwalczać, umożliwił jej społeczny awans!”
Po wybuchu stanu wojennego Antonina znalazła się na liście osób, którym chciano ułatwić azyl polityczny w Szwecji. Władze Solidarności obawiały się represji wobec zaangażowanych działaczy. Tola zrezygnowała z wyjazdu, bo nie wyobrażała sobie życia poza krajem i językiem.
„Takiej szansy też nie potrafiła wykorzystać!”, pomyślał rozgoryczony Janek, rozglądając się po ulicy. „Lata mijają, a tutaj nic się nie zmienia!”, westchnął, a po chwili wstał i skierował kroki w stronę centrum.
Nad rzeką mieszkali starsi ludzie. W upalne dni na ławkach pod oknami siedziały kobiety w ciemnych fartuchach z chustkami na głowach i mężczyźni w czapkach, palący papierosy. Na rogu ulicy, dochodzącej do Wrocławskiej stała otynkowana na szaro, kwadratowa willa-pudełko z tarasem na piętrze. W latach siedemdziesiątych masowo wyrastały na prowincji.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka