kolekstas
15.08.04, 08:46
ten kawałek folii nie zaczął mnie gonić. Przestraszyłem się wtedy, wpadłem w
panikę i zacząłem szybko uciekać, ale torba nie dawała za wygraną, była zaraz
za mną. Jeszcze chwila i dopadła by mnie. Myślałem wtedy, że umrę ze strachu.
W ostatniej chwili zatrzasnąłem drzwi klatki schodowej i dyszałem tak jakbym
przebiegł właśnie niewyobrażalny dystans, a raptem było to parę metrów.
Starałem się uspokoić oddech. Udało mi się to, ale zaraz po tym zacząłem
myśleć o krwi płynącej w moich żyłach i znów poczułem strach. Czułem jak od
palców rąk i nóg napływa szybciej i szybciej w kierunku serca. Zaczęła mnie
parzyć. – Boże – pomyślałem – to chyba koniec. Wbiłem się w kąt przy wejściu
do piwnicy i złapałem się za głowę.
- Co ty lubisz?
Zaskoczyło mnie to pytanie, bo po pierwsze nie zastanawiałem się nad tym, a
po drugie nie byłem przygotowany na jakiekolwiek pytania, ze strony Mirka.
- Co ja lubię? – no właśnie – co ja tak naprawdę lubię?
Zbyłem go zdawkową odpowiedzią, ale przyznam się, że to pytanie nurtowało
mnie do końca dnia. Szukałem odpowiedzi, starałem sobie przypomnieć jakieś
przyjemności, bo przecież lubi się to co jest przyjemne, ale nic poważnego
nie przychodziło mi do głowy.
„ Lubi się to co jest przyjemne”. Przyjemne dla kogo? Dla mnie, czy dla kogoś
innego? Co jest w ogóle przyjemne, co to jest przyjemność i co znaczy w
ogóle „ lubić”? Oto problemy, które do końca dnia zaprzątały moja głowę.
Nie chciałem się z nimi zmagać i analizować znaczeń poszczególnych pojęć.
Zresztą nie byłem na to dość dobrze przygotowany. – Dość dobrze? – w ogóle
nie byłem przygotowany.
Teraz właśnie zdałem sobie sprawę, że mam straszne zaległości i nie miałem
książki w ręce od paru miesięcy. Pomyślałem, stojąc na rusztowaniu
zawieszonym na wysokości trzeciego piętra, trzymając w jednej ręce młotek a w
drugiej gwoździe, że z przyjemnością położyłbym się teraz na łóżku i wziął do
ręki coś wartościowego. Starą biżuterię babci znaczy się. Nie... śmieję się,
ale pomyślałem, że tracę czas, że czeka na mnie wiedza, czeka poznanie.
Obróciłem gwóźdź pomiędzy palcami, przyłożyłem do ściany, załapałem lekkim
uderzeniem młotka i następnie kilkoma wprawnymi ruchami dobiłem go tak, aby
nie przybijać sidingu na sztywno. „ Panele muszą mieć luz, materiał pracuje.
W zimie się kurczy, a w lecie rozszerza. A jak nie ma luzu to się wypina”. –
tak zawsze mówił Władysław.
Co ja tak naprawdę lubię? .... Szukam, szukam i nic nie mogę znaleźć.
Aha, lubię jeździć autobusem, patrzeć przez okno, na przemijające obrazy i
myśleć, że tak szybko właśnie przemija życie, że nim zmrużę powieki to będę
stary, że bycie ludzkie nie ma znaczenia w porównaniu do bycia wszechświata.
Lubię zastanawiać się nad tym, czy człowiek mógł wymyślić cos doskonalszego
od tworu zwanego „społeczeństwo”? Lubię rewolucję, bo przynosi zmiany
222 To jest strach przed pustką, strach przed bezsensem życia, przed tym,
że
wszystko się skończy, nic już nie będzie – Władysław był wyraźnie poruszony,
wydawało mi się, jakby chciał wyobrazić sobie tą pustkę – No, bo co, jeżeli
po śmierci nic nie ma? Jeśli nikt tym nie kieruje? Po co to wszystko... dla
kogo? Człowiek całe życie szuka dla siebie sensu... przekonuje siebie, że
warto jest dla czegoś żyć...
223 No właśnie. Ale panu chyba chodziło o rządzenie tutaj. O to, kto
powoduje
taki zamęt na tym świecie?
- Ja mam wrażenie, że bóg nie wyposażył człowieka we wszystko... że kpi sobie
z niego.
224 Co? Zamęt?
225 Zamęt... kto jest za to wszystko odpowiedzialny, czy ktoś tym steruje.
226 A... tak, racja. No, i... macza ktoś w tym palce?
227
ten kawałek folii nie zaczął mnie gonić. Przestraszyłem się wtedy, wpadłem w
panikę i zacząłem szybko uciekać, ale torba nie dawała za wygraną, była zaraz
za mną. Jeszcze chwila i dopadła by mnie. Myślałem wtedy, że umrę ze strachu.
W ostatniej chwili zatrzasnąłem drzwi klatki schodowej i dyszałem tak jakbym
przebiegł właśnie niewyobrażalny dystans, a raptem było to parę metrów.
Starałem się uspokoić oddech. Udało mi się to, ale zaraz po tym zacząłem
myśleć o krwi płynącej w moich żyłach i znów poczułem strach. Czułem jak od
palców rąk i nóg napływa szybciej i szybciej w kierunku serca. Zaczęła mnie
parzyć. – Boże – pomyślałem – to chyba koniec. Wbiłem się w kąt przy wejściu
do piwnicy i złapałem się za głowę.
- Co ty lubisz?
Zaskoczyło mnie to pytanie, bo po pierwsze nie zastanawiałem się nad tym, a
po drugie nie byłem przygotowany na jakiekolwiek pytania, ze strony Mirka.
- Co ja lubię? – no właśnie – co ja tak naprawdę lubię?
Zbyłem go zdawkową odpowiedzią, ale przyznam się, że to pytanie nurtowało
mnie do końca dnia. Szukałem odpowiedzi, starałem sobie przypomnieć jakieś
przyjemności, bo przecież lubi się to co jest przyjemne, ale nic poważnego
nie przychodziło mi do głowy.
„ Lubi się to co jest przyjemne”. Przyjemne dla kogo? Dla mnie, czy dla kogoś
innego? Co jest w ogóle przyjemne, co to jest przyjemność i co znaczy w
ogóle „ lubić”? Oto problemy, które do końca dnia zaprzątały moja głowę.
Nie chciałem się z nimi zmagać i analizować znaczeń poszczególnych pojęć.
Zresztą nie byłem na to dość dobrze przygotowany. – Dość dobrze? – w ogóle
nie byłem przygotowany.
Teraz właśnie zdałem sobie sprawę, że mam straszne zaległości i nie miałem
książki w ręce od paru miesięcy. Pomyślałem, stojąc na rusztowaniu
zawieszonym na wysokości trzeciego piętra, trzymając w jednej ręce młotek a w
drugiej gwoździe, że z przyjemnością położyłbym się teraz na łóżku i wziął do
ręki coś wartościowego. Starą biżuterię babci znaczy się. Nie... śmieję się,
ale pomyślałem, że tracę czas, że czeka na mnie wiedza, czeka poznanie.
Obróciłem gwóźdź pomiędzy palcami, przyłożyłem do ściany, załapałem lekkim
uderzeniem młotka i następnie kilkoma wprawnymi ruchami dobiłem go tak, aby
nie przybijać sidingu na sztywno. „ Panele muszą mieć luz, materiał pracuje.
W zimie się kurczy, a w lecie rozszerza. A jak nie ma luzu to się wypina”. –
tak zawsze mówił Władysław.
Co ja tak naprawdę lubię? .... Szukam, szukam i nic nie mogę znaleźć.
Aha, lubię jeździć autobusem, patrzeć przez okno, na przemijające obrazy i
myśleć, że tak szybko właśnie przemija życie, że nim zmrużę powieki to będę
stary, że bycie ludzkie nie ma znaczenia w porównaniu do bycia wszechświata.
Lubię zastanawiać się nad tym, czy człowiek mógł wymyślić cos doskonalszego
od tworu zwanego „społeczeństwo”? Lubię rewolucję, bo przynosi zmiany
222 To jest strach przed pustką, strach przed bezsensem życia, przed tym,
że
wszystko się skończy, nic już nie będzie – Władysław był wyraźnie poruszony,
wydawało mi się, jakby chciał wyobrazić sobie tą pustkę – No, bo co, jeżeli
po śmierci nic nie ma? Jeśli nikt tym nie kieruje? Po co to wszystko... dla
kogo? Człowiek całe życie szuka dla siebie sensu... przekonuje siebie, że
warto jest dla czegoś żyć...
223 No właśnie. Ale panu chyba chodziło o rządzenie tutaj. O to, kto
powoduje
taki zamęt na tym świecie?
- Ja mam wrażenie, że bóg nie wyposażył człowieka we wszystko... że kpi sobie
z niego.
224 Co? Zamęt?
225 Zamęt... kto jest za to wszystko odpowiedzialny, czy ktoś tym steruje.
226 A... tak, racja. No, i... macza ktoś w tym palce?
227