Dodaj do ulubionych

Klapy tłumaczy.

28.09.04, 14:53
Hmmm... widzę, że wątek o najlepszych tłumaczach i ich dziełach rozwija się,
rozwija...
No to może wymieńmy się wrażeniami, jeśli chodzi o klapy tłumaczy.
Ja miałam pianę na ustach przez cały czas czytania "Stu lat samotności"
Marqueza w tłumaczeniu Grażyny Grudzińskiej i Kaliny Wojciechowskiej.
"Droga do Indii" Forstera w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej i Andrzeja
Konarka też porażka. Nie ma to jak oryginał...
Obserwuj wątek
    • pinos Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 14:59
      Wladcia Pierscieni w tlumaczeniu Lozinskiego.
      • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 15:06
        Tha :| Łoziński jest the best :] Jego tłumaczenie "Jak być dobrym" Hornby'ego
        także pozostawia wiele do życzenia...:/
        • Gość: BlueBerry Re: Klapy tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 16:40
          pan lozinski niestety przetlumaczyl tez cykl Herberta Diuna. rowniez dobrze jak
          Trylogie.
          • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 16:58
            I ten pan ciągle dostaje zlecenia, tak? O Jezu...
            • bobofruit99 Re: Klapy tłumaczy. 30.09.04, 01:23
              Wolę tłumaczenie Skibniewskiej, bo to pierwsze jakie poznałem, w młodym wieku
              zresztą. Ale: Łoziński przetłumaczył Trylogię o niebo lepiej, konsekwentnie
              spolszczając nazwy własne zgodnie z zaleceniami autora.
              Gdyby pominąć przyzwyczajenia to "Wolanie" brzmi sensowniej od "Fremeni". Pani
              Łoziński dostaje zlecenia, bo jest dobrym tłuamczem, a jego przekład
              "Fenomenologii ducha" (niedługo zostanie wydany) jest po prostu doskonały.
              • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 30.09.04, 15:15
                Mhm...
              • Gość: niniel Re: Klapy tłumaczy. IP: 195.205.228.* 03.10.04, 19:16
                Zgodnie z zaleceniami? Wszak Tolkien pisał, żeby nie splszczać, w każdym razie
                w listach do Skibniewskiej.
                • aerie_avariel Re: Klapy tłumaczy. 03.10.04, 20:21
                  A jednak z zaleceniemi.
                  A Skibniewska lubimy, bo sie do niej przyzwyczailismy.
                  Patrzac na warsztat Lozinski lepszy jest.
                  Coz z tego jednak, ze to wiem, skoro mnie krzaty w oczy kola...
                  • bobofruit99 Re: Klapy tłumaczy. 08.10.04, 12:15
                    Mnie też bolą, i Trolowe Laski także:)
      • elfhelm Łoziński za LOTR z pewnością!! 30.09.04, 01:09
        czemu oni to wznawiają, mając wybitne tłumaczenie Skibniewskiej???
    • crazy.berserker Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 15:13
      A czytał ktoś książkę o Erzebet Batory(taki damski odpowiednik Draculi) pod
      tyt. Pani na Czachticach-boszzz, tak obłędnego tłumaczenia w życiu nie zapomnę,
      no po prostu miodzio. Książkę tłumaczyła niejaka Cecylia Dmochowska,
      przypuszczam że robiła to w stanie nietrzeżwym.
    • jelonek_k Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 15:21
      Czy tłumaczenie "Stu lat samotności" Grażyny Grudzińskiej i Kaliny
      Wojciechowskiej jest naprawde tak beznadziejne? Miałam zamiar kupić w Świecie
      Książki, ale teraz sie zastanawiam.
      • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 15:47
        Jest po prostu bez-na-dziej-ne. Jestem oburzona. Zniesmaczona. Poirytowana.
        Zdegustowana. Rozgoryczona. Czytałam i waliłam głową w ścianę. Z bezsilności.
        Że marnuję czas na coś, na co długo się przygotowywałam i cieszyłam. I miast
        dostać wypieki i czytać z zapartym, to się podłamałam, że takim tłumaczynom
        zleca się cokolwiek... Katastrofa.
        • Gość: hajota Re: Klapy tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 16:04
          A na czym mniej więcej polega okropność tego tłumaczenia? Z ciekawości pytam,
          bo przyznam ze skruchą, że nie czytałam tej książki. Sprawdziłam za to w
          dostępnych bibliografiach przekładów i wychodzi na to, że od 30 lat wznawiany
          jest ten sam przekład, w wykonaniu dwóch wspomnianych tłumaczek (pierwsze
          wydanie - PIW 1974).
          • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 16:14
            Okropność tego tłumaczenia polega na licznych błędach:
            1) w szyku zdań;
            2) logicznych;
            3) w deklinacji;
            4) gramatycznych;
            5) leksykalnych.
            Ale najbardziej powaliło mnie posłowie Krystyny Rodowskiej, gdzie strzeliła 2
            bykole... Znokautowanam.
            • Gość: hajota Re: Klapy tłumaczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 16:21
              Dzięki za odpowiedź. Może najwyższy czas, żeby ktoś przełożył to na nowo.
              Pamiętam, jak sięgnęłam kiedyś po stary przekład pewnej książki podróżniczej o
              Spitzbergenie (nazwisko tłumacza przemilczę, bo to ś.p. ojciec mojej koleżanki
              z ławy szkolnej). Z przyjemnością i zaciekawieniem czytałam ją w dzieciństwie,
              ale kiedy wróciłam do niej po latach, to aż zgrzytałam, natykając się co chwila
              na rażące błędy językowe.
              • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 16:26
                Hajotko? :) Ty chyba ostro działasz na forum "Wydawnictwa i ich obyczaje" :)
                Gdybyś mogła, proszę, wytłumaczyć mi, jak to się dzieje, że takie paskudztwa
                trafiają do druku? Byłabym Ci niezmiernie wdzięczna :)
                • hajota Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 17:17
                  W wielu wypadkach sama chciałabym to wiedzieć :-)
                  Generalnie i w skrócie: hołdowanie przez niektórych wydawców zasadzie "tanio,
                  byle jak i prędko". Gdzieś tam pałęta się wątek o tłumaczeniu pamiętników Leni
                  Riefenstahl, nie mam w tej chwili czasu go odszukać, ale był zarówno
                  na "Wydawnictwach..", jak i "Książkach". W konkretnym przypadku "Stu lat
                  samotności" myślę, że wznawianie starego przekładu i wypłacanie tantiem
                  tłumaczkom lub ich spadkobiercom kosztuje mniej zachodu i pieniędzy niż
                  zlecenie nowego przekładu. Poza tym - brak rzetelnej oceny i krytyki tłumaczeń.
                  Od czasu do czasu zrywamy się z koleżanką yangą i innymi do walki o podawanie
                  nazwisk tłumaczy przy omówieniach książek, w katalogach wydawnictw itd. Ale z
                  miernym skutkiem.
                  • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 17:31
                    Natomiast ja już od jakiegoś czasu przymierzam się do wystosowania
                    odpowiedniego listu do pewnego wydawnictwa nt regularnego braku kompetencji i
                    profesjonalizmu jego tłumaczy. Ale nie liczę na rezultaty...
        • Gość: xsia Re: Klapy tłumaczy. IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.04, 22:46
          możesz mi wytłumaczyć, co w tym tłumaczeniu jest nie tak?? niestety nie miałam
          okazji przeczytać orginału, dlatego sie zastanawiam...
          • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 22:59
            Proszę zajrzeć do Cecyla na dole.
    • Gość: remedios Re: Klapy tłumaczy. IP: *.sbi.com 28.09.04, 17:07
      Dla mnie totalną porażką jest tłumaczenie książki "Bread upon waters" Ervina
      Shawa. Nie pamietam tłumacza, ale tłumaczenie jest jedno. FATALNE!!! Wołające o
      pomstę do nieba. Już sam tytuł "Chleb na wody płynące" jest dziwny.
      W książce roi się od dosłownych tłumaczeń, błędów składniowych i
      nieistniejących w języku polskim związków frazeologicznych.
      Najbardziej rozbawiło mnie przetłumaczenie słow "kiss of life" jako "pocałunek
      życia", kiedy z kontekstu wynikało, że chodzi drugie znaczenie tych słów
      czyli "sztuczne oddychanie".
      • jelonek_k Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 17:10
        Chodzi Ci oczywiście o Irwina Shawa, a tłumacz to Teresa Lechowska
        • Gość: remedios Re: Klapy tłumaczy. IP: *.sbi.com 28.09.04, 17:53
          Tak chodzi o Irvina Shawa.
      • hajota Re: Klapy tłumaczy. 28.09.04, 17:18
        "Chleb na wody płynące" to cytat biblijny, o ile dobrze kojarzę...
        • Gość: remedios Re: Klapy tłumaczy. IP: *.sbi.com 28.09.04, 17:59
          Nie znam Biblii na tyle dobrze by rozpoznać w tym tytule cytat. Przyjmuję to do
          wiadomości.Ale podtrzymuję swoje zdanie, tłumaczenie jest fatalne.
    • Gość: Kasia Re: Klapy tłumaczy. IP: 129.109.84.* 28.09.04, 17:17
      Zgadzam sie w stu procentach co do tlumaczenia Stu lat samotnosci. Po
      przeczytaniu tej ksiazki postanowilam nigdy wiecej nie siegac po Marqueza i nie
      bardzo rozumialam zachwyty moich znajomych dotyczace tej pozycji. na szczescie
      przeczytalam jeszcze przez przypadek jego Opowiadania i troche zmienily mi sie
      poglady, bo tlumacz byl inny. Mam nadzieje, ze ktos na nowo przetlumaczy te
      powiesc bo faktycznie na naszym rynku dostepne jest chyba tylko to jedno
      tlumaczenie.
      Druga ksiazka, ktora moim zdaniem jest zepsuta przez tlumaczenie to Harry
      Potter - caly cykl. Wlasciwie czytalam te ksiazke tylko w oryginale ale pare
      razy przerzucialam w ksiegarni i u moich siostr wersje polska i wlosy mi
      stanely deba. Dlaczego w tej ksiazce uzywane jest tak brzydkie, zeby nie
      powiedziec wulgarne, slownictwo. Cos okropnego. Chyba slang mlodziezowy nie
      jest az tak paskudny.
      • cecyl Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 28.09.04, 22:02
        Najlepszą krytyką przekładu jest dokonanie własnego przekładu. Na dobrą sprawę
        łatwiej jest wytknąć poszczególne błędy translatorskie niż samemu zmierzyć się
        z przekładem całości. To z jednej strony, bo z drugiej trudno jest chwalić
        dobry przekład i udowodnić, że to dobry przekład, bo dobry przekład w jakiejś
        mierze jest przezroczysty. W związku z tym prośba do madziuszka: poproszę o
        kilka przykładów – cytat z oryginału i jego przekład polski autorstwa Kaliny
        Wojciechowskiej i Grażyny Grudzińskiej i wskazanie owych 5 wymienionych błędów.
        Czytałem „Sto lat samotności” i po hiszpańsku, i po polsku – z ołówkiem w ręku,
        żeby przyłapać tłumaczki na błędach i jakoś mi się nie udało. A i wydawnictwo
        będzie pewnie wdzięczne, bo przecież może zlecić nowy przekład np. znakomitemu
        Filipowi Łobodzińskiemu – marketingowo na pewno by się opłacało. Nie słyszałem
        również, by środowisko iberystyczne poruszało kwestię złego przekładu „Stu lat
        samotności”. Trochę jestem więc zbulwersowany, choć nie wykluczam, że to, co
        było akceptowane lat temu 30 dziś może wzbudzać odruchy opisane przez
        madziuszkę i kasię.
        • madziuszek Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 28.09.04, 22:52
          Fantastycznie jest móc porównać przekład z oryginałem, ale żeby wyłapać błędy
          językowe w przekładzie, nie trza oryginału (pod warunkiem, że sam autor miał
          zamiar popełnienia błędów w stylizowaniu, to się z klasą wycofam).

          1) w szyku zdań - "(...) Kapitan kierujący akcją zdziwił się, znajdując puste
          ruiny i jedynego martwego człowieka w kalesonach, z nienabitym karabinem, który
          jeszcze kurczowo ściskał ramię oderwane od tułowia. (...)" - ja już sama nie
          wiem, kto/co tu kogo/co ściskał.

          2) logicznych - (Jose) Arcadio: "(...) - Powiedzcie mojej żonie - odpowiedział
          głosem opanowanym - żeby dziewczynce nadała imię Urszula. - Przerwał i dodał po
          chwili: - Urszula, jak jej babka. I powiedzcie jej także, że jeżeli urodzi się
          chłopiec, niech nazwie go Jose Arcadio, ale nie na cześć stryja, tylko dziadka.
          (...)" - szkicowałam drzewko genealogiczne, 3 razy czytałam pierwsze 117 stron
          i analizowałam i, niestety, nie zgadza się to z moim drzewkiem. Chętnie poznam
          Twoje. / "(...) Amaranta poświęciła swoje dziewicze wdowieństwo (...)" - ale
          wdowieństwo po kim/czym? Nawet żadne przenośne znaczenie nie przychodzi mi do
          głowy.

          3) w deklinacji - "(...) - Zaprowadźcie ich do kurw. (...)" - mimo, że potem
          pada poprawna forma: "kurew".

          4) gramatycznych - "(...) Przywitaj się z twoim ojcem. (...)" - jeśli
          przymiotnik dzierżawczy odnosi się do rzeczownika użytego w "the nearest
          domain" (nie wiem, jaki jest polski odpowiednik), staje się on zaimkiem
          zwrotnym. / "(...) lecz jedno i drugie była walką (...)" - byŁO / "(...) Nie
          była piękna, tak jak nigdy nie była nią Amaranta. (...)" - zaimki osobowe
          używamy do rzeczowników, nie przymiotników.

          5) leksykalnych - "(...) rurek do kręcenia włosów (...)" - wałków,
          papilotów? / "(...) zobaczyła czarno ubranego mężczyznę (...)" - czyżby jakaś
          kalka? / "(...) atmosfera tak była naprężona (...)", "(...) naprężonej sytuacji
          (...)" - napięta?

          6) posłowie - "Dziadek, emerytowany pułkownik z okresu wojen domowych,
          walczący - jak jego imiennik ze 'Stu lat samotności' - po stronie liberałów
          (...) Pułkownik Nicolas Ricardo Marquez Mejia reprezentował, w oczach małego
          Gabriela, męski, twardy świat walki (...)" - no to jak on miał w końcu na imię?
          Aureliano czy Nicolas? / "Zatopił się w lekturze wielkich Amerykanów:
          Hemingwaya, Joyce'a i przede wszystkim Faulknera." - no Joyce'a zaliczać do
          Amerykanów, to chyba przesada...

          P.S. Chętnie poznam Twoją opinię co do tego, jak to faktycznie wygląda w
          oryginale, bo gniecie mnie to, nie powiem.
          • madziuszek Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 28.09.04, 23:27
            Długawy ten mój poprzedni post i się zaplątałam. Zapomniałam dodać, iż:

            1) nie sądzę, że Marquez miał zamiar użyć niedopowiedzenia, na zasadzie:
            główcie się, moje dziatki, interpretacja należy do was samych - toż to za błaha
            sprawa.

            2) oczywistym jest, że zamierzeniem Marqueza było wprowadzić zamieszanie
            poprzez stałe nadawanie swoim bohaterom takich samych imion. Może sam się
            świadomie pokusił - patrzcie, że sam się już pogubiłem.

            6) sama nic nie wiem na temat tego, że Joyce'owi przyznano obywatelstwo
            amerykańskie.
          • cecyl Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 29.09.04, 00:38
            Ze względu na powagę zarzutów i pory będę
            odnosił sie nie po kolei. I tak odnośnie punktu 2: José Arcadio zwany dla
            uproszczenia tylko Arcadio jest synem Pilar Ternery i Josego Arcadia, brata
            pułkownika Aureliana Buendii; i wnukiem Josego Arcadia, protoplasty rodu. W
            wygłoszonej przezeń prośbie najważniejszą informacją jest to, ze do końca dni
            swoich nie wie kto jest jego ojcem (własnego ojca traktuje jak stryja). To
            istotne jest dla jednego z planów powieści: nieznajomości swej tożsamości. I
            tożsamości innych – czytelnik niczym nie różni się tu od postaci powieści, jak
            widać po twoich kłopotach z genealogią, bo one są wpisane w powieść. Nie wiem,
            gdzie tkwi tu błąd logiczny, wprost przeciwnie, jest to dowód żelaznej
            konsekwencji GGM. W jednym z wątków niniejszego forumu („drzewo”) ktoś oferuje
            się z przekazaniem drzewa genealogicznego Buendiów.
            punkt 2a) Amaranta jest „wdową” po Pietro Crespi i nosi czarny bandaż.
            Reszta, jesli pozwolisz jutro.
            • madziuszek Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 29.09.04, 01:01
              "(...) Powiedzcie mojej żonie - odpowiedział głosem opanowanym - żeby
              dziewczynce nadała imię Urszula. - Przerwał i dodał po chwili: - Urszula, jak
              jej babka. I powiedzcie jej także, że jeżeli urodzi się chłopiec, niech nazwie
              go Jose Arcadio, ale nie na cześć stryja, tylko dziadka. (...)" - Cecylu, ale
              jak (Jose) Arcadio może w ogóle przypuszczać, iż babką jego przyszłej córki
              jest Urszula Iguaran, skoro, jak mówisz, własnego ojca traktuje jak stryja,
              którego przeto rodziców zna? Przecie jego rodzice nie są pokoleniem własnych
              dzieci: Josego Arcadia, Aureliana i Amaranty.
              • cecyl Re: Ciąg dalszy na "dowody" 29.09.04, 11:24
                Poprawniej wg zasad deklinacji jest "kurw" (odmień "morwa"; "morga"), ale uzus
                językowy upowszechnił "kurew" (być może od "kurewski"). "Inny słownik języka
                polskiego" PWN, rok wydania 2000, podaje obie formy, zaznaczając, iż "kurw"
                jest rzadsze.
                Wracając do zdania z karabinem - też mi się nie podoba, ale nie mam teraz
                oryginału i nie mogę sprawdzić o jaki obraz tam chodzi. Językowo jest poprawne,
                gdyż "który" po wtrąceniu cały czas odnosi się do człowieka, a nie do karabinu.
                Skonsultowałem to z kilkoma zawodowo czynnymi redaktorkami i tak to mi
                wytłumaczyły. Co do reszty - cierpliwości.
                • madziuszek Re: Ciąg dalszy na "dowody" 29.09.04, 11:50
                  W porządku, niech nawet już będzie, że poprawniej wg zasad deklinacji
                  jest "kurw", ale dobrze jest kierować się konsekwencją. Jak podałam, później w
                  książce pada forma "kurew".
                  Zdanie językowo jest poprawne, ale czytelnik winien przez nie przebrnąć bez
                  większych kłopotów, skoro nie jest to wcale takie proste, to znaczy, że zdanie
                  winno zostać zmienione na takie, które zrozumie się bez problemu. (Aha, ten
                  człowiek kurczowo ściskał ramię oderwane od tułowia? Drugim ramieniem?)
                • Gość: hajota dygresja dot. "który" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 14:31
                  Może redaktorki mają rację, Cecylu, i czasem trudno takiego sformułowania
                  uniknąć, ale ja zawsze bardzo się pilnuję, mając w pamięci wiekopomny cytat z
                  milicyjnego raportu: "Ustalono, że antypaństwowy plakat namalował Jan Nowak,
                  który był przybity gwoździem do kasztana".
          • klymenystra Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 29.09.04, 11:44
            madziuszku, jestem pod wrazniem (chociaz ja chyba czytalam inne tlumaczenie, bo
            nic mnie nie razilo :))
            ale- rurki do wlosow sa jak najbardziej poprawne :) okreslenie papiloty
            powstalo niedawno, walki to cos troche innego. :)
            pozdrawiam
            • madziuszek Re: Zły przekład "Stu lat samotności"? A dowody? 29.09.04, 11:55
              Mhm... Rurki... Poprawne? Mhm... Kurczę, no po prostu nigdy nie słyszałam
              takiego wyrażenia "rurki do włosów", co, oczywiście, nie jest żadnym
              argumentem. Mnie się ten przekład nie podobał, raziło mnie wiele rzeczy i
              dlatego staram się to wytłumaczyć.
      • Gość: wypierdek mamuta Re: Klapy tłumaczy. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.04, 22:23
        Caly czas sie zastanawiam dlaczego Carlos Marrodan Casas nie wypuscil do tej
        pory swojej wersji przekladu "Stu lat samotnosci". Móglby sie zabrac do roboty,
        nie sadzicie?
        A co powiecie na temat przekladu "Mistrza i Malgorzaty"?
    • yanga Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 12:12
      Tłumaczki jak tłumaczki, ale gdzie był redaktor? To on powinien wyłapać błędy
      gramatyczne. Rurki do włosów... To zależy, czy mówi o nich kobieta czy
      mężczyzna. Chłop ma prawo nie wiedzieć, jak się nazywają takie dziwne
      urządzenia, na których baby kręcą włosy, po prostu opisuje, co widzi.
      • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 12:22
        Droga Yango,
        sama się zastanawiałam, czy to aby na pewno jest błąd tłumaczek. Przeż istnieje
        ponoć instytucja "redaktor", tudzież "korekta". Jeśli szło to przez redaktora i
        korektę i ostatecznie przeszło, to kto tak naprawdę pierwszy zaproponował
        wersję z błędem? Wymaga się od tłumacza nie tylko znajomości języka obcego, z
        którego przekłada (+ oczywiście znajomość kultury kraju, w którym tenże język
        operuje), ale i doskonałą znajomość języka, na który przekłada.
        • cecyl Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 12:40
          Ale książkę tłumaczyły dwie baby i redakcję, jak znam życie, też robiły baby, i
          korektę takoż, więc co - wszystkie przepuściły te nieszczęsne rurki? Zajrzałem
          do Doroszewskiego i proszę bardzo: tom siódmy, str. 1401 "rurka" 3.przestarz.
          b. zwykle w lm "przyrząd do karbowania włosów; karbówki". Sam bym "rurek" nie
          użył, ale widocznie tłumaczki uznały, iż brzmi lepiej od innych możliwości.
          • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 13:01
            Dlaczego tłumaczki użyły przestarzałego zwrotu? Przeto "Sto lat samotności" nie
            jest archaizowane. Ani nawet po części przez choćby jednego bohatera. Sam
            widzisz: ja bym nie użyła, Yanga też nie i Ty sam także nie. "Ale widocznie
            tłumaczki uznały, iż brzmi lepiej od innych możliwości" i właśnie dlatego wg
            mnie popełniły błąd, bo im się źle uznało, skoro już trzech forumowiczów mówi,
            że nie użyliby słowa "rurki".
            • Gość: carlos marrodan Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.muza.com.pl / 212.244.71.* 29.09.04, 13:37
              W odpowiedzi "Wypierdkowi mamuta": kilka lat temu przystąpiłem do lektury
              polskiego przekładu "Stu lat..." z nastawieniem, że znajdę tam kilogramy złego
              przekładu. Dzięki temu bedę mógł bez wyrzutów sumienia przyjąć propozycję
              zrobienia nowego przekładu. Ale ten przekład naprawdę jest dobry, może
              należałoby pewne rzeczy przeredagować (choćby te, które wskazuje "madziuszek"),
              ale przeredagowanie nie jest przekładem. Proszę mi wierzyć, że o niczym innym
              nie marzę jak o przekładzie "Stu lat...", ale spóźniłem się, bo kiedy zacząłem
              myśleć o przekładach "Sto lat..." juz zostało przetłumaczone i - powtarzam -
              bardzo dobrze przetłumaczone. Ale dysputę śledzę uważnie.
              • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 14:24
                Czyli jednak uważasz te błędy za błędy redaktora, tudzież korekty, nie
                tłumaczek?
              • Gość: wypierdek mamuta Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 15:38
                To niech pan wezmie tlumaczenie K. Wojciechowskiej i G. Grudzinskiej
                (ewentualnie tej ostatniej z Piotrem Carlsonem) i na jego podstawie stworzy
                wlasna wersje, a jesli w praniu okaze sie, ze to cos wiecej niz redakcja, to
                bedzie mozna przeciez pana dopisac jako wspóltlumacza.
                I jeszcze jedno (Tak na marginesie.). A o Borgesie pan nie myslal?
                • Gość: wypierdek mamuta Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.04, 15:50
                  Mam na mysli Alefa i Fikcje, bo Powszechna historie nikczemnosci juz pan razem
                  z pania Chadzynska przekladal (jak znalazelem w niecie, a co jeszcze [i byc
                  moze z kim] to nie wiem).
                • Gość: cmc Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.muza.com.pl / 212.244.71.* 29.09.04, 15:53
                  Pan Piotr Carlson jest li tylko spadkobiercą praw autorskich pani Kaliny
                  Wojciechowskiej i o ile mi wiadomo z samym przekładem nie ma nic wspólnego. A
                  jak uznam, że dorosłem do własnego przekładu "Stu lat..." to może i
                  przetłumaczę. Na razie sie nie kwapię, bo lepsze jest wrogiem dobrego. O
                  Borgesie nie myślałem - uwielbiam go czytać, ale niekoniecznie chciałbym
                  tłumaczyć. Zresztą jest tyle wspaniałych jeszcze książek do przetłumaczenia
                  tylko czasu brakuje. Poza tym ostatnio mam poczucie, że tłumaczę w pustkę.
                  Myślałem, że przekonam polskich czytelników do ukochanego przeze mnie Javiera
                  Mariasa ("Serce tak białe" i "Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl"), ale nie
                  przekonałem, więc trzeba się rozejrzeć za kimś innym. Dziękuję za pamięć.
                  • staua Javier Marias 30.09.04, 23:48
                    Jak to "nie przekonalem"? Niska sprzedaz? Bo tutaj juz kilka watkow bylo,
                    wszystkie entuzjastyczne...
                    • Gość: cmc Re: Do Staua (Stauy?) o Mariasie IP: *.muza.com.pl / 212.244.71.* 01.10.04, 10:43
                      No tak, na tyle niska, ze żaden z dotychczasowych wydawców polskich Mariasa nie
                      chce już o nim słyszeć. Zdarza się, bo dzięki Bogu na tym to polega, ze gusta
                      sa bardzo różne. Paradoksalnie w Polsce Marias wrócił do tego czym zawsze w
                      Hiszpanii przed "Sercem tak białym" był, czyli do wybrańców i smakoszy.
                      Karnawałem był nieprawdopodobny sukces "Serca.." i "Bitwy..." w innych krajach,
                      gdzie Marias trafił na listy bestsellerów obok powieści no nie wiem Daniel
                      Steel na przykład. Też się zdarza. Ale trochę mnie przygnebia fakt, ze poza
                      Heleną Zaworską i Martą Misiurą nikt z krytyków nie zajął się ksiązkami
                      Mariasa - zepchnęli go w niebyt. I tu mnie boli, bo dla mnie osobiście ta proza
                      była niezwykłym odkryciem artystycznym i myślowym. No dobra, ale pociszające
                      jest to, ze tak jak piszesz jest całkiem spora grupa czytelników, która tez
                      Mariasem została oczarowana. A to juz dużo, może więcej niz 100.000 sprzedanych
                      egz. czegoś tam.
                      • staua Re: Do Staua (Stauy?) o Mariasie 01.10.04, 15:17
                        Szkoda, ze nikt juz nie chce wydawac- bo ta grupa, ktorej sie spodobal, teraz
                        czeka na wiecej...
                        Pozdrawiam i powodzenia w tlumaczeniu innych autorow!
            • Gość: hajota Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 14:13
              Madziuszku miły, mnie jeszcze daleko do 100 lat, ale metalowe rurki do
              karbowania włosów widziałam w dzieciństwie na własne oczy. Wcale a wcale mnie
              nie rażą. To już jestem drugi forumowicz :-)
              • klymenystra Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 14:15
                ano wlasnie. nie sadze, zeby w czasach, kiedy toczy sie akcja "stu lat"
                istnialo cos takiego, jak papiloty czy walki. poza tym- papiloty to tez cos
                troche innego niz takie rurki :)
                • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 14:38
                  No tak, ale wałki, to chyba istniały, czy nie?
                  • klymenystra Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:45
                    a nie wiem :) ale osobiscie w ksiazkach ktore dotyczyly pierwszej polowy XX
                    wieku (i wczesniej) natykalam sie na rurki.
                    walki? musialabym prabaci spytac. :)
                    • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:51
                      Allle mnie rozbawiłaś tą
                      babcią!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :):):):):):):):):):):):):):):):):):):):)
                      Dobre!! Pozdrawiam (Szanowną Babcię również) :)
              • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 14:34
                Hajotko, sama wiesz, jak jest. To, że ta rurka jest rurką, wcale nie oznacza,
                że przyjęła taką nazwę. Czy rzeczywiście istnieje taki utarty zwrot: "rurki do
                włosów"? Bo to, że w angielskim mówi się: "put a sock on one's foot" wcale nie
                oznacza, że na polski ino zaraz przełożysz: "założyć skarpetkę na stopę" mimo,
                że istnieje taka część ciała, jak stopa, na którą to faktycznie zakłada się
                skarpetkę, ale jednak w polskim przyjął się zwrot: "założyć skarpetkę na nogę"
                mimo, że właściwie zakładamy ją na stopę, a nie nogę :)
                • Gość: hajota Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 14:45
                  Nie mam pod ręką odpowiedniego cytatu, ale na pewno się z tymi nieszczęsnymi
                  rurkami zetknęłam w jakichś powieściach pozytywistycznych i międzywojennych
                  (polskich oczywiście). Ktoś tu zresztą powoływał się na Doroszewskiego.
                  • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 15:24
                    Tak, ale Doroszewski podaje, że "rurka" to określenie przestarzałe. Pisałam już
                    nieco wyżej, że nie rozumiem, dlaczego tłumaczki użyły przestarzałego zwrotu.
                    Przeto "Sto lat samotności" nie jest archaizowane. Ani nawet po części przez
                    choćby jednego bohatera.
                    • bumm Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:02
                      Czytałem "Sto lat samotności" GGM w przekładzie i oryginale i stanowiczo nie
                      mogę zgodzić się z twierdzeniem, że przekład jest zły. Oczywiście wszędzie
                      znajdą się błędy, potknięcia i inne takie "można było lepiej", ale nie wolno na
                      podstawie takich drobiazgów ferować radykalnych wyroków. Madziuszku, wydaje mi
                      się, że nie zachowujesz zdrowego dystansu do sprawy.
                      • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:19
                        Drogi Bummie,
                        masz całkowitą rację, zdecydowanie nie zachowuję zdrowego dystansu do żadnego
                        przekładu. Ale spróbuj mnie zrozumieć: był genialny Marquez, który pisał po
                        mistrzowsku. Jego pozycje to arcydzieła. A tu za jego przekład zabieraja się
                        tłumacz. I robi właśnie takie małe, nieistotne, nie wpływające na zrozumienie
                        treści błędy - dlaczego? Z pośpiechu? Niechlujstwa? A może dlatego, że po
                        prostu nie szanuje swojej pracy i, co gorsze, samego Marqueza. A ja, taki
                        wyczuleniec, się wkurzam, miast oddać się błogości, jaką odczuwam przy czytaniu
                        literatury.
                        • bumm Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:29
                          Madziuszku,
                          nigdy tego nie robiłem, ale gdyby wczytać się bardzo uważnie i z ołówkiem w
                          ręku w oryginalnego Garcię Marqueza, można by pewnie znaleźć jedną czy drugą
                          niedoskonałość stylistyczną albo i rzeczową: często tłumacze "łapią" autorów na
                          takich niekonsekwencjach. I to wcale nie oznacza, że całość szlag trafił.
                          Uważam, że praca Tłumaczek "Stu lat" jest na bardzo godziwym poziomie: jak
                          widzisz, tak samo myśli więcej osób, które wypowiedziały się na tym forum. No i
                          jeszcze mnóstwo czytelników, którzy - nie interesując się ani trochę
                          problematyką tłumaczenia, nie wiedząc pewnie nawet czasem, po jakiemu pisze
                          GGM - uważają tę książkę za świetną. Czyli nie może być tak źle, jak Ci się
                          wydaje.
                          Przypadki całkowitego zarżnięcia książki przez tłumacza nie są takie znowu
                          częste. Ale zdarza się. Ostatnio sięgnąłem po znakomite jakoby "Sprzysiężenie
                          głupców" Kennedy'ego. Nie da się tego czytać. Nie znam oryginału, ale fakt, że
                          autorem przekładu jest cieszący się marną sławą Łoziński, daje do myślenia...
                          • madziuszek Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 29.09.04, 16:41
                            Ale ja napisałam, że to ja miałam pianę na ustach - no to sam sobie odpowiedz
                            na pytanie - czy miałam przyjemność z czytania? Jednych denerwuje jedno,
                            drugich drugie, a mnie właśnie dobił ten przekład. Mógł?
                  • Gość: carlos marrodan Re:Do madziuszka w odpowiedzi IP: *.muza.com.pl / 212.244.71.* 29.09.04, 15:34
                    Błędy w przekładzie są zawsze błędami tłumacza. Zdarza się, że wbrew radom
                    redaktora czy korektora (a raczej redaktorki czy korektorki - tak to juz jest)
                    tłumacz upiera sie przy swojej wersji. Niemniej od wskazanych przez ciebie
                    błędów, z których jak na razie błędem czy raczej niezgrabnością jest
                    tylko "karabin" - choc może rację ma i Cecyl - do fatalnego przekładu daleka
                    droga, a cały ten wątek wziął się stąd, iż uznałaś przekład Stu lat za
                    beznadziejny. Nikt ci za to nie wypomniał, że użyłaś błędnie "przeto". Być może
                    ktoś kiedyś opisze i ujawni kulisy polskiego przekładu "Stu lat...", bo byc
                    może ew. niezgrabności stąd sie właśnie biorą. Inna kwestią, że przekład "Stu
                    lat..." ci się nie podobał, bo może po prostu książka ci się nie podoba, ale to
                    juz inna bajka. A z tymi rurkami daj sobie juz spokój. Tez zajrzałem do
                    Doroszewskiego. Są.
                    • madziuszek Re:Do madziuszka w odpowiedzi 29.09.04, 16:00
                      Dla mnie osobiście to, co wypunktowałam, to błędy. Być może dla Ciebie nie.
                      Co do sugestii, że to być może nie podobała mi się książka, a nie przekład, to
                      grubo się mylisz. Potrafię przeprowadzić granicę między książką a tłumaczeniem.
                      Wg mnie "Sto lat samotności" to kapitalna pozycja, tylko że szkoda, iż została
                      zawalona błędami.
                      Tak, wiem, pozaglądaliście do Doroszewskiego, tylko nie zwróciliście uwagi, że
                      podaje on, iż to określenie przestarzałe. Przecie "Sto lat samotności" nie jest
                      archaizowane. Ani nawet po części przez choćby jednego bohatera.

                      P.S. Dlaczego błędne "przeto"?
                      • agata_to_ja Re:Do madziuszka w odpowiedzi 29.09.04, 17:39
                        Witaj Madziuszku, juz dawno chciałam napomknąć, że czytam w Twoich
                        wypowiedziach zwroty użyte w niewłaściwym znaczeniu. Zazwyczaj sa to archaizmy,
                        które jak widzę lubisz. Dlatego dobrze, że ubiegł mnie znany tłumacz, a więc
                        człowiek parający się zawodowo językiem - pan Carlos Marrodan Cassas
                        (pozdrawiam :)). "Przeto" oznacza we współczesnej polszczyźnie zdaje się "więc"
                        (dokładnie należałoby to sprawdzić, ale chyba tak). Ty używasz tego słowa w
                        znaczeniu "przecież".
                        Pozdrawiam
                        • madziuszek Re:Do madziuszka w odpowiedzi 29.09.04, 18:18
                          Dziękuję. Jakie to zwroty? Byłabym wdzięczna.
                          • staua IZ 30.09.04, 23:40
                            Na przyklad "iz" w znaczeniu "poniewaz":
                            "Wątek ten tworzę, iż natknęłam się na starutkie pytanie" (watek o tym, ile
                            ksiazek czytamy miesiecznie). Co to za konstrukcja?
                            • madziuszek Re: IZ 01.10.04, 00:26
                              Przecie "iż" znaczy "że" - i tak to miało być :|
                              • staua Re: IZ 01.10.04, 02:47
                                To znaczy, ze mialo byc: "Wątek ten tworzę, ZE natknęłam się na starutkie
                                pytanie"???
                                Nie rozumiem w takim razie tego zdania...
                                • madziuszek Re: IZ 01.10.04, 13:35
                                  Niestety, zdarza się napisać, wrócić, namącić, pozmieniać, "zdeletować",
                                  wyciąć, wkleić i kliknąć "a śśślij w cholerę", nie przeczytawszy najnowszej
                                  wersji... :/:] A miało być: "Podobnawy wątek już był. Przyznam, że natknęłam
                                  się na starutkie pytanie... blablabla..." - ale jakoś kiepsko to wyszło i
                                  wróciłam, namąciłam i nie przeczytałam. Buu...
                    • broch Re:Do madziuszka w odpowiedzi 29.09.04, 16:18
                      wlasciwie jedynymi osobami uprawnionymi do oceny pracy tlumacza sa czytelnicy
                      znajacy oryginal jak i tlumaczenie:
                      - bledy mogl popelnic autor (umyslnie czy nieumyslnie to inna sprawa -
                      konsultacja tlumacza z autorem jesli mozliwa, pomoze)
                      - brak "brzmienia" j.w.
                      - czasem czytelnicy widza bledy tam gdzie ich nie ma a uwagi czytelnikow
                      wynikaja bardziej z ich niewiedzy niz bledow tlumacza. Przyklad:
                      jeden z czytelnikow angielskiego tlumaczenia powiesci Antunesa przyczepil sie do
                      niepoprawnej pisowni "Lixbon" zamiast Lisbon. Antunes wyraznie w powiesci
                      napisal "Lixbon". I mialo to znaczenie wziete ze slangu.
                      - oczywiscie ksiazka moze sie po prostu nie podobac, tlumacz nic tu nie poradzi.


                      tlumaczenia pani Chadzynskiej i pana Marrodana bardzo sobie cenilem.
                      • madziuszek Re:Do madziuszka w odpowiedzi 29.09.04, 16:35
                        Broch, masz rację - nie znam oryginału, bom ciućmol z hiszpańskiego :"( Ale nie
                        znając oryginału, a znając jedynie przekład, mogę zauważyć pewne błędy.
                        Oczywiście, od razu napisałam, że jest taka możliwość, iż sam autor świadomie
                        mógł palnąć byka, czego, niestety, nie jestem w stanie sama sprawdzić, dlatego -
                        jak już również wcześniej napisałam - z klasą się wycofam. Ale patrząc na te
                        błędy, nie wydaje mi się, że sam Marquez je popełnił - przecież nie stylizował.
                        Poza tym, nie w stylizacji problem.
                        • cecyl Re:Przeto do madziuszka 29.09.04, 17:53
                          J.Karłowicz, AKryński, W.Niedźwiedzki - SŁownik języka polskiego:
                          Przeto -1.przez to, dlatego, stąd, z tego powodu, z tej przyczyny; 2. więc,
                          tedy, zatym, a zatym.
                          Przyznasz się do błędu?
                          • madziuszek Re:Przeto do madziuszka 29.09.04, 18:22
                            Pewnie, czemu nie? Przyznaję się do błędu, moi kochani. I, co ważne, jestem Wam
                            niezwykle wdzięczna za wytknięcie. Za to Ty gdzieś zwiałeś ze swoimi
                            argumentami co do moich punktów.
                            • cecyl Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 00:04
                              Nie zwiałem, ale odechciało mi się rozmowy. Po pierwsze czytasz nieuważnie, nie
                              tylko "Sto lat..." ale i głosy w dyskusji. Przepisałem dokładnie hasło z
                              Doroszewskiego, łącznie z zaznaczeniem "przestarz." a ty swoje, że nikt nie
                              zwraca na to uwagi. Jeśli z kolei nie chcesz zrozumieć, co rzeczywiście kryje
                              się za zdaniem Arcadia (a kryje się całkowita nieznajomość rzeczywistych
                              koneksji rodzinnych czyli własnej historii, która jest przekleństwem rodu
                              Buendia). Mam wrażenie, że chcesz dyskutować wyłącznie dla dyskusji i dla "kija
                              w mrowisko". Zresztą odezwał się Carlos Marrodan Casas, bądź co bądź
                              marquezolog wybitny i chyba z jego zdaniem warto się liczyć. Koniec.
                              • madziuszek Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 00:26
                                Mnie też się już dawno odechciało gadki, gdyż zapytanam, gdzie są owe błędy,
                                wypunktowuję je jako moje argumenty, których Ty nie potrafisz zbić. Sam gubisz
                                się w drzewku. Nie przeanalizowałeś mojej wypowiedzi o babce Urszuli. (Także
                                sam nie czytasz uważnie.) Co do Doroszewskiego, to powtarzam setny raz: to jest
                                forma przestarzała, więc nie rozumiem, dlaczego tłumaczki się nań pokusiły,
                                skoro "100 lat samotności" nie jest archaizowane. Trochę konsekwencji. I
                                naprawdę nie chce już mi się dyskutować, ale wiem, że nie powinnam teraz stąd
                                zwiać, tylko albo się bronić, albo wycofać się z klasą, ale nie jest mi to
                                dane, bo jak na chwilę obecną przekonałeś mnie jednym - tym nieszczęsnym
                                bandażem, że ja, głup jeden, o tym zapomniałam - no po prostu ciućmol straszny.
                                • Gość: GoscPortalu Re:Przeto do madziuszka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.04, 16:24
                                  p. cecil dal EOT, wiec po co kontynuujesz?
                                  przegralas. Twoje arguemnty zostaly obalone. Nie udalo sie.
                                  A czepianie sie "rurek", na zasadzie "tonacy brzytwy sie chwyta"
                                  doprawdy do niczego nie doprowadza. Ja nie widze nic zlego ze w
                                  niearchaizowanym utworze uzyto przestarzalej formy. Przestarzala ona jest
                                  obecnie, a czy byla kiedy tczy sie akcaj 100 lat???

                                  skoncz ta zenade...

                                  pzdr
                                  GP
                                  • madziuszek Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 16:27
                                    A Ty zanim zaczniesz się kompromitować, wróc na górę i zerknij, że podałam
                                    znacznie więcej argumentów, których nikt nie zbił (prócz w połowie jednego -
                                    przyznałam rację wcześniej), mądrusiu.
                                • klymenystra Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 18:25
                                  madziuszku, pisalam juz o tym wyzej- nie jest archaizowane, ale akcja toczy sie
                                  w czasie, kiedy rurki istnialy. i co z tego, ze teraz sa papiloty? napiszesz
                                  kontusz, zupan zamiast kurtka piszac o ubiorze szlachty, prawda?
                                  • madziuszek Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 22:28
                                    Ano :| (ale rurki mi nie leżą, przetłumaczyłabym "wałki").
                                    • hajota Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 22:46
                                      Miałam już dać spokój rurkom, ale trudno... To nie wałki ani papiloty! Moim
                                      zdaniem chodzi o metalowe rurki, które się rozgrzewało i za ich pomocą
                                      fryzowało się włosy. Przypominam sobie jak przez mgłę, że w jakichś
                                      wspomnieniach czytałam opis takiego zabiegu
                                      • jottka hajota 30.09.04, 22:51
                                        albo sie mylę, albo tobie sie majaczy fragment z 'godziny pąsowej róży':)
                                        starsza siostra andy sie denerwowała, że fryzjer jej włosy spali


                                        a przy okazji chciałam wyrazić uznanie za artykuł w piśmie niszowym o kobietach
                                        w iraku:) spóźnione, ale dopiero teraz zajęłam sie porządną lekturą tego stosu,
                                        co leży wkopany pod tapczan do przeczytania na już
                                        • hajota Re: hajota 30.09.04, 23:22
                                          jottka napisała:

                                          > albo sie mylę, albo tobie sie majaczy fragment z 'godziny pąsowej róży':)
                                          > starsza siostra andy sie denerwowała, że fryzjer jej włosy spali

                                          O to, to, ale nie tylko. Świta mi jeszcze taka książka wspomnieniowa, autorki
                                          dwojga nazwisk, pięknie przedstawiająca różne detale kultury materialnej i
                                          życie codzienne w Warszawie na przełomie XIX i XX wieku. Tylko że nie mam jej u
                                          siebie, ale w domu przodków, gdzie nieprędko będę.

                                          > a przy okazji chciałam wyrazić uznanie za artykuł w piśmie niszowym

                                          Dzięki, miło, że czytasz pismo niszowe.
                                          • jottka Re: hajota 30.09.04, 23:30
                                            mnie też ten kawałek zaczął męczyć i z głębin kiedyś-przeczytanego wypłynęło
                                            info, że do fryzjera bohaterka zwraca sie per 'panie kazimierzu' i że on ją
                                            uspokaja, że to tylko włoski ciut nieświeże były i ten tłuszczyk przypalony tak
                                            pachnie, ale włoski całe - no i nie wiem, jakaś samozwaniec mi sie majaczy:)
                                            ale może to dalej pani krueger



                                            a pismo niszowe jest bardzo dobre i należy pracować nad jego popularyzacją:)
                                            • emka_1 Re: hajota 01.10.04, 01:14
                                              nieno:( oczywiście, że rurki do włosów to takie metalowe niby nożyce, przy
                                              pomocy których robiło sie loki francuskie zwane czasem anglezami:) a karbówka,
                                              to ciut inna odmiana tego narzędzia tortur, używana z kolei do robienia falek w
                                              stylu lat 20 tych(wcześniej zresztą też). papiloty to zupełnie co innego - paski
                                              papieru, na które zakręcało się włosy na noc. można było spokojnie spać ukrywszy
                                              je pod czepkiem nocnym, bo nie uwierały jak druciane wałki.

                                              rurki do włosów wcale nie sa tak archaicznym urządzeniem, jak niektórzy sugerują :)

                                              mam takie, nawet używałam swego czasu:)
                                              • jottka Re: hajota 01.10.04, 01:30
                                                no ale nie chcieliśmy ci publicznie wytykac, że jesteś starsza od papieża:)


                                                poza tym cała dyskusja jest ciut absurdalna, zważywszy, że nikt nie sprawdził,
                                                jak brzmi zwrot oryginalny
                                                • emka_1 Re: hajota 01.10.04, 01:34
                                                  którego?
                                                  • jottka Re: hajota 01.10.04, 01:38
                                                    tego, rzecz jasna, który najstarszy
                                                  • emka_1 Re: hajota 01.10.04, 01:42
                                                    a to nie :)
                                                  • jottka Re: hajota 01.10.04, 01:49
                                                    no widzisz, sama nie pamiętasz, co napisałaś pare minut temu:( nikt poza tobą
                                                    już karbówek nie pamięta
                                                  • emka_1 Re: hajota 01.10.04, 02:21
                                                    błąd w rozumowaniu, ja nie mam sklerozy i pamiętam czego uczyli w szkole:)
                                                    majtki z klapą zapinaną na trzy guziki tez pamiętam.
                                              • madziuszek Re: hajota 01.10.04, 13:37
                                                To sugeruje Pan Doroszewski :)
                                                • jottka madziu 01.10.04, 16:22
                                                  szek, jeśli dobrze rozumiem, to twój ostatni post ma sugerować, że emka
                                                  wytknęła błąd doroszewskiemu, bo rurki do włosów nie są przestarzałe? no nie,
                                                  nie o tym mowa:(


                                                  w długaśnym wątku padła teza, że w '100 latach' tłumaczki użyły przestarzałego
                                                  zwrotu 'rurki' - po pierwsze należałoby sprawdzić, jak brzmi i co znaczy w
                                                  kontekście słowo oryginalne, bo inaczej cała dyskusja sensu nie ma.


                                                  no ale poza tym trzeba też sprawdzić, czy w czasie, kiedy toczy się akcja
                                                  powieści, rurek do włosów można było używać czy też nie, bo tylko w taki sposób
                                                  można by tu anachronizm popełnić. i emka w tym punkcie się sprzeciwiła
                                                  lansowanej powyżej tezie, że rurek to co najwyżej rzepicha z potomstwem
                                                  używała, a potem już nikt - do czasu powieści one pasują.


                                                  natomiast doroszewski jest zjawiskiem z innej bajki - twórca słownika miał
                                                  prawo w latach bodaj 50tych napisać, że 'rurki' są już określeniem
                                                  przestarzałym, co znaczy tyle, że jemu współcześnie już ich nie używano albo
                                                  też rzadko. nie da się tego automatycznie przyłożyc do przekładu powieści i
                                                  oświadczyć 'ooo, wstrętny anachronizm'
                                                  • staua Re: madziu 01.10.04, 16:41
                                                    To moze, Madziuszku, podaj, gdzie dokladniej to slowo sie pojawia, ja pojde do
                                                    biblioteki i sprawdze oryginal :-) Bo to zaczyna byc ciekawe...
                                                  • madziuszek Re: madziu 03.10.04, 16:26
                                                    Str. 252 wyd. Świat Książki :)
                                                  • staua Re: madziu 04.10.04, 01:09
                                                    chodzi mi raczej o rozdzial czy miejsce w tresci - nie mam dostepu do zadnego
                                                    polskiego wydania.
                                                  • hajota Re: madziu 01.10.04, 16:57
                                                    jottka napisała:

                                                    > no ale poza tym trzeba też sprawdzić, czy w czasie, kiedy toczy się akcja
                                                    > powieści, rurek do włosów można było używać czy też nie

                                                    i dodam jeszcze - w kraju, w którym toczy się akcja. To, co Doroszewski uznał
                                                    za przestarzałe w Polsce, mogło być w użyciu w Ameryce Łacińskiej. Poza tym
                                                    wydaje mi się, że wspaniałe, grube i gęste włosy mieszkanek tamtego regionu
                                                    raczej słabo poddawałyby się działaniu papilotów czy wałków i trzeba do nich
                                                    stosować tak radykalne narzędzia, jak rozgrzane metalowe rurki. Ale to tylko
                                                    taka moja supozycja, może p. Carlos się wypowie :-)
                                                  • klymenystra Re: madziu 03.10.04, 17:27
                                                    rurki byly! bede bronic rurek, byly jeszcze na poczatku XX wieku, a akcja "stu
                                                    lat" to chyba tamten okres, o ile nie wczesniej...
                                      • madziuszek Re:Przeto do madziuszka 30.09.04, 23:02
                                        Gdzieś mi dzwoni z tymi rurkami, ale czy rzeczywiście mi to brzmi...??
                                      • katrinko Re:Przeto do madziuszka 05.10.04, 12:47
                                        Nie jestem taka stara, ale raz miałam kręcone włosy właśnie na takich rurkach!
                                        Był stan wojenny, chyba nie mieliśmy elektrycznej lokówki, szłam do pierwszej
                                        komunii i moja chrzestna w ten sposób robiła mi anglezy. Pierwsze pasmo spaliła
                                        oczywiście :)
                                      • Gość: Marta Rurki ,papiloty i lokowki IP: 193.14.171.* 12.10.04, 09:32
                                        Racja Hajota, a ten opis fryzjera jes w ksiazce Godzina pasowej rozy i wielu
                                        innych.rurki to nie to samo co papiloty a papiloty to nie to samo co lokowki.
                                        Pozdrawiam wzburzonych na tym forum
              • millefiori Re: W sprawie przekładu "Stu lat samotności" 04.10.04, 22:42
                Gość portalu: hajota napisał(a):

                > Madziuszku miły, mnie jeszcze daleko do 100 lat, ale metalowe rurki do
                > karbowania włosów widziałam w dzieciństwie na własne oczy. Wcale a wcale mnie
                > nie rażą. To już jestem drugi forumowicz :-)


                Tez sie wlacze w sprawe rurek (za, jako trzeci forumowicz): nie raza zupelnie i
                wystepuja w literaturze pieknej i pamietnikach. Widzialam i rurki, i "zelazka
                do zapiekania wlosow" (w karbowane fale), jak to sie kiedys nazywalo.

                Jeszcze dla scislosci historycznej: papiloty zostaly wynalezione przed rurkami
                (poczatkowo krecono wlosy na papiloty szmaciane; pozniej papierowe).
                • millefiori Rurki raz jeszcze 04.10.04, 22:58
                  jottka napisala:
                  > - twórca słownika miał
                  >prawo w latach bodaj 50tych napisać, że 'rurki' są już określeniem
                  >przestarzałym, co znaczy tyle, że jemu współcześnie już ich nie używano albo
                  >też rzadko. nie da się tego automatycznie przyłożyc do przekładu powieści i
                  >oświadczyć 'ooo, wstrętny anachronizm'.

                  Slusznie. Popatrzcie na fryzury z lat 20. i 30, zakrecone na rurkach i
                  pokarbowane zelazkami. W pamietnikach przewija sie motyw zapachu przypalonych
                  tymi nieszczesnymi rurkami wlosow. Rzesy na zalotkach krecono.

                  A Doroszewski napisal, ze rurki sa przestarzale, bo:
                  1. musial - vide -lata 50 i ich realia w PRL.
                  2. moda sie zmienila,
                  3. w zwiazku z 2. rurki wraz z zalotkami do krecenia rzes jakos nie
                  przystawaly do lansowanego wowczas idealu kobiecosci typu Wanda Wasilewska czy
                  Jadzia -traktorzystka i kojarzyly sie z miniona burzuazyjno-
                  drobnnomieszczanska epoka.

                  Millefiori
                  Wydawnictwa i ich obyczaje
            • yanga Re: rurki 30.09.04, 15:11
              Nie zrozumiałaś moich intencji. Chodziło mi o to, czy czasem owe "rurki" nie
              występują w wypowiedzi narratora-mężczyzny. Bo jeśli tak, to miał prawo użyć
              tego określenia - że niby nie zna się na tych damskich fintifluszkach.
              • madziuszek Re: rurki 30.09.04, 15:14
                Yango, to chyba do Cecyla?? :)
    • Gość: czapski Re: Klapy tłumaczy. IP: *.utp.pl 29.09.04, 18:56
      Jolanta Kozak "Amerykańska sielanka" Za tłumaczenia słownictwa sportowego tej
      pani nalezaloby zakazac dożywotnio wykonywania zawodu
    • klymenystra Re: Klapy tłumaczy. 03.10.04, 17:01
      mnie zastanawia tlumaczenie "jesieni sredniowiecza" huizingi- nie pamietam
      teraz tlumacza. generalnie wszystko wydaje sie byc ok, ale facet uzywa
      terminu "obserwowac zasady"- co jest ewidentna kalka z francuskiego (i pewnie w
      niderlandzkim tez tak jest) bo po polsku sie tak nie mowi. a po drugie-
      namietnie zamiast "pobozny", "poboznosc" uzywa slow "dewot","dewocja" ktore w
      polskim ma znaczenie pejoratywne, natomiast we francuskim wystepuja w znaczeniu
      pozytywnym. zna ktos holenderski i moze mnie oswiecic ?
      • staua Re: Klapy tłumaczy. 05.10.04, 02:45
        Nie znam niderlandzkiego, ale w angielskim tez tak jest "observe the rules",
        wiec w nid. pewnie tez.
        • klymenystra Re: Klapy tłumaczy. 06.10.04, 18:11
          dzieki. czyli tlumacz spapral sprawe :)

          staua napisała:

          > Nie znam niderlandzkiego, ale w angielskim tez tak jest "observe the rules",
          > wiec w nid. pewnie tez.
    • madziuszek Re: Klapy tłumaczy. 03.10.04, 17:50
      Chciałam, tłumaczyłam, byłam baaardzo cierpliwa... Widzę, że wątek zboczył na
      inny tor (nieszczęsnych rurek). Wszyscy wiemy, że podałam o wiele więcej
      przykładów. A to i tak nie wszystkie. Już 100 postów... Aha, pamiętajcie,
      proszę, co napisałam od samej siebie nt przekładu "100 lat samotności" - że to -
      tu cyt. - "ja miałam pianę na ustach" - mnie będą wkurzać takie błędy, innych
      inne. Pozdrawiam.
      • jottka nieno 03.10.04, 19:41
        madziuszek napisała:

        > Chciałam, tłumaczyłam, byłam baaardzo cierpliwa... Widzę, że wątek zboczył na
        > inny tor (nieszczęsnych rurek)


        wiesz co, ale na przykładzie owych rurek dało sie np. zauważyć, że nie
        przykładasz poprawnych kryteriów do oceny tłumaczenia, więc pewną rolę
        pozytywną odegrały:) co do reszty, to hiszpańskiem nie władam, a marqueza
        czytałam 100 lat temu, to sie lepiej nie będę wypowiadać


        a w ogóle - nikomu sie z reguły nie chce pisać całych elaboratów na forum, weź
        napisz o jednej rzeczy, która cie denerwuje i sie będziemy w nią wgryzać:)
    • Gość: hajota Autor-grafoman IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 23:31
      No to ja otworzę inną "puszkę z Pandorą" ;-) Już nie o rurkach.
      Co ma zrobić nieszczęsny tłumacz, jeśli trafił mu się autor-grafoman? Są
      książki, których nie uratuje poprawianie kulawych metafor i niedoróbek stylu
      autora, niezbędne byłoby napisanie ich od początku na kanwie tekstu
      obcojęzycznego – to, co przed wojną nazywało się „spolszczeniem”. Czytam
      właśnie książkę Jean Sasson „Majjada, kobieta Iraku” i szlag mnie trafia.
      Poruszający i aktualny temat został dokumentnie zarżnięty przez egzaltację
      autorki i jej skłonność do kiczu + dosłowny przekład i brak śladu roboty
      redakcyjnej (pewnie Światowi Książki znów się spieszyło...). Nie będę się
      wyżywać na tłumaczce, bo, po pierwsze, znam ją i wiem, że potrafi dobrze sobie
      radzić z tekstem, a po drugie – w początkach swojej tłumackiej kariery sama
      miałam nieszczęście przełożyć część jednej z książek tejże autorki. Myślałam
      wtedy, że trzeba wiernie (ale oczywiście nie dosłownie)... no i redaktorka
      właściwie napisała książkę na nowo. I to nie tylko moją część, ale i drugą,
      przełożoną przez inną osobę, z doświadczeniem w zawodzie. To samo się zdarzyło
      z jeszcze inną książką tejże pani, też uznaną za „fatalny przekład”. Ale to
      stare dzieje. Wracając do „Majjady”. Przytoczę tylko jedno zdanie: „Jej cienkie
      brwi zmarszczyły się w trosce o dziewczynę”. Jestem przeciwniczką wyrywania
      pojedynczych zdań z grubej książki i natrząsania się nad nieudolnością
      tłumacza, bo najlepszemu może się zdarzyć wypadek przy pracy, ale tutaj po
      kilka takich kwiatków można znaleźć na każdej prawie stronie. (Nie wspominając
      o czymś takim, że nawet jeśli amerykańska autorka nie wie, że „Archipelag
      Gułag” nie jest powieścią, to tłumaczka powinna być na takie rzeczy wyczulona,
      a już redaktor ma psi obowiązek).
      • jottka Re: Autor-grafoman 05.10.04, 01:33
        Gość portalu: hajota napisał(a):

        > Co ma zrobić nieszczęsny tłumacz, jeśli trafił mu się autor-grafoman?


        wziąć sie powiesić:)

        to jest chyba jedyna prawidłowa odpowiedź - raz w życiu mnie sie trafiło
        tłumaczyć natchnione dziełko dewocyjne z elementami autorskich aktów
        strzelistych, no starałam sie zachować powagę i pisać nieco obok autora, ale
        jak sobie pomyslę, że ktoś może sie tym posługiwać jako modlitewnikiem, to
        aaaaaaaaaa
        • nobullshit Re: Autor-grafoman 05.10.04, 02:07
          Na szczęście w dzisiejszych czasach mozna wyslać mail do autora
          i spytać, co właściwie miał na myśli. Zazwyczaj są wzruszeni listami
          z dalekiej Polski i uprzejmie odpowiadają. Po czym się okazuje,
          że jakieś zdanie "od czapy" wyrzucili, tylko ichni redaktor nie zauważył,
          i dlatego trafiło do druku. Albo przyznają, że bohater nie może mieć na jednej
          stronie oczu piwnych, a na drugiej czarnych.

          Niemniej za tłumaczenie źle napisanej książki powinno być tłumaczom
          odpuszczone kilka lat czyścca. Z ryby w galarecie nie da się zrobić ryby
          smażonej. Ze złej literatury nie da się zrobić dobrego przekładu.
      • yanga Re: Autor-grafoman 05.10.04, 12:31
        Pisałam już kiedys o tym, jak to Charles Osborne przerabiał sztuki teatralne
        Agathy Christie na powieści. Uznał to za świetną fuchę - bo przecież wystarczy
        przerobić didaskalia na zdania oznajmujące. I tak powstała obsesja drzwi: każda
        postać, zanim coś powiedziała, robiła coś z drzwiami: otwierała je albo
        zamykała, i tak po kilka razy na każdej stronie. W takiej sytuacji tłumacz i
        redaktor pracują za autora, ale oczywiście nie za jego honorarium. Tak dzieje
        się w porządnych wydawnictwach, strach pomyśleć, jak by to wyglądało w ŚK.
    • Gość: Buba Potkniecia z broda IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.10.04, 05:05
      No to, dziewczynki, skoro skonczylyscie z tymi nieszczesnymi rurkami, to ja
      sobie powspominam moje ulubione potkniecia tlumackie, choc wiekszosc ma
      dlugasna brode. A wiec:
      Tytul filmu : "Co sie zdarzylo Baby Jane?" co oczywiscie jest bez sensu i
      powinno bylo byc "Co sie dzieje z Mala Jane?" (chodzi o dalsze losy wyrosnietej
      dzieciecej aktorki)
      Nastepny tytul: "Deszczowy czlowiek" - ze jest to jakis absurd tlumaczowi nie
      przeszkodzilo choc w piosence spiewanej przez glownego bpohatera wyraznie
      chodzi o "zaklinacza deszczu" - stad juz poszly do jezyka koilejne absurdalne
      zwroty jak "deszczowe dzieci" na malych autystykow.
      W kryminale Agaty Christie "two pederstrians" przetlumaczono jako "dwoch
      pederastow".
      Ostatnio zas tytul powiesci mojego ukochanego pisarza Alexandra McCall Smitha -
      Nr 1 Ladies Detective Agency przetlumaczono brutalnie jako "Kobieca agencje
      detektywistyczna Nr 1" choc naprawde nie trzeba wielkiego sluchu literackiego
      aby sie zorientowac, ze nalezalo przetlumaczyc na "damska" a nie "kobieca". Bo
      chodzi o prawdziwe damy - pania Ramotswe i pania Makutswe, Samego przekladu nie
      czytalam, bo sie przestraszylam spieprzonego tytulu.
      Ale prawdziwy wstrzas przezylam kiedy trafila mi do rak oryginalma wersja !Ani
      z Zielonego Wzgorza", za przeproszeniem ja kogo. Otoz okazalo sie, ze wszystkie
      biblijne, a zatem "zydowsko" brzmiace imina zostaly spolszczone: w polskim
      przekladzie nie zostalo Rachel, Rebekki, Dory, Dawida itp, zastaly Lucyna,
      Tosia, Tolek i jakies inne idiotyzmy, sorry.
      • cecyl Re: Potkniecia z broda 05.10.04, 10:47
        "deszczowy człowiek" to jeszcze coś więcej, bo przekręcone imie Raimon (i
        pamięc mnie może zwodzi, ale wydaje mi się, że w Polsce film wyświetlany był
        jako "Rain Man"? Nie?)W takim wypadku tłumacz chyba jest bezradny. A imiona?
        Ostatnio z wielką radością kupiłem w antykwariacie córce (i sobie, i sobie)
        dwie "Agnieszki" ("puka do drzwi" i "wraca" - nijak nie pamiętam jaki tytuł
        miała pierwsza Agnieszka" w przekładzie genialnej Ireny Tuwim. Białe kruki, bo
        w pewnym momencie Agnieszka przestała byc Agnieszka i zaczęła - jak w
        oryginale - być Mary Poppins (czy dlatego, ze film disneyowski z Julie Andrews -
        nie wiem). Ale ja sentyment mam, więc jestem za Agnieszką. I tak nikt tego
        teraz nie wydaje i nie czyta (poza moją córką). Oj, szkoda, szkoda. I na koniec
        z imionami - chyba do jakiegoś czasu w polskiej tradycji spolszczano imiona np
        Jan Wilkołak Goethe - "Pięść. Jedna tragedia"
        • jottka Re: Potkniecia z broda 05.10.04, 12:09
          cecyl napisał:

          > I na koniec z imionami - chyba do jakiegoś czasu w polskiej tradycji
          spolszczano imiona np Jan Wilkołak Goethe - "Pięść. Jedna tragedia"


          jan wilczychód albo wilkołaz (wolf-gang), no ale to dowcip z taaaaaką brodą:)


          poza tym - już na serio - przekład imion to długa i skumplikowana nauka, do tej
          pory stosuje się w razie uzasadnionej potrzeby tego typu zabieg, tyle że
          zrezygnowano z 'uswojszczania' obcego tekstu na siłę, właśnie przez zamiany
          mary na marysię czy pana butter na masłowskiego
        • Gość: Marta Tlumaczenia dzieciece IP: 193.14.171.* 12.10.04, 09:46
          Byly Agnieszki W powiesci P.Travers ale byla tez Fizia Ponczoszanka A.Lindgren.
          Dzisiaj takim straszydlem przekladowym jest Harry Potter-czytajaz original i
          polski przeklad nie bardzo wiedzialam o kim teraz mowa(Najpierw czytalam
          oryginal)
      • yanga Re: Potkniecia z broda 05.10.04, 12:07
        Co do imion w "Ani z Zielonego Wzgórza", to całe pokolenia wychowały się na
        Małgorzacie Linde, Toli, Tadziu itp. Można dyskutować nad słusznością tego
        procederu, ale to jest fakt dokonany. Jeszcze przed wysypem nowych przekładów
        tłumaczyłam dla NK dwa tomiki z serii "Sara w Avonlea" (niestety, marne
        popłuczyny po Lucy, ale cieszyły się powodzeniem). Występuje tam część
        bohaterów "Ań" i wspólnie z redaktorkami doszłyśmy do wniosku, że i tu musi być
        Małgorzata Linde, bo inaczej nikt nie będzie wiedział, o kogo chodzi.
      • yanga Re: Do Buby 05.10.04, 12:22
        W której książce Agathy ci pederaści? Muszę to wiedzieć koniecznie.
        • cecyl Re:Imiona imiona 05.10.04, 12:54
          Moja córka czyta i ogląda wszystko, co z obywatelem Kubusiem Puchatkiem
          związane. I okazuje sie,że świat puchatkowy jest o wiele bogatszy niż sie
          wydaje, bo nagle znika (a może jest obok) Sowa Przemądrzała, a pojawia się Pan
          Sowa (niemal Pana Sonik). Ale dlaczego? Dlaczego? Chyba nie wynika to z ochrony
          praw autorskich, bo w konsekwencji w ogóle nie byłoby juz Kubusia Puchatka.
          • Gość: Nobullshit Re:Imiona imiona IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 05.10.04, 13:25
            Może wynikać z praw autorskich, bo się spadkobiercy Tuwimowej
            czepili. Ja tłumaczyłam filmy - i nie wolno mi było napisać "Puchatek" -
            wyłącznie "goły" Kubuś. Tygrys nie mógł "brykać". A las nie był Stumilowy
            tylko jakiś inny, nie pamiętam. Chyba Stuletni.

            Absurd totalny.
            • cecyl Re:Imiona imiona 05.10.04, 13:56
              To teraz w szkole można łatwo oblać z lektury Kubusia Puchatka (o ile wersją
              obowiązującą jest przekład Ireny Wielkiej Tuwim), bo łatwo sprawdzić kto czytał
              przekład IT, kto zna wersję Wandy Chotomskiej, kto film kinowy,kto telewizyjne
              wersje, kto filmy z pirackich płyt, a kto inne wersje książkowo - zabawkowe.
              Czy to jest wciąż ten sam Kubuś Puchatek? Zresztą Kubuś jako "Kubuś" tez jest
              pomysłem Ireny Tuwim.
              • Gość: Buba Re:Imiona imiona IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.10.04, 14:26
                No nie zapomnijmy o slynnym nie-Kubusiu czyli Fredzi Phi-Phi.
                Z tym "tradycyjnym spolszczaniem" imion bohaterow ksiazek dla dzieci jeszcze
                rozumialabym gdyby bylo to konsekwentne. Ale nie jest - Tom Sawyer ma ciotke
                Sally i przyjaciela Huckelbury Finna, a nie Sabine i Henia, choc sa to
                imiona "dziwniejsze" niz Dawid i Dora, a ksiazki sa adresowane do dzieci
                mlodszych niz czytelniczki Ani z Green Gables. Nigdy zreszta nie przepadalam za
                rudowlosa bohaterka z Kanady, byla dla mnie przeslodzona. Co innego Tom Sawyer,
                Robinson Crusoe czy Guliwer, a zwlaszczaq konie Hhynhm.
                W wypadku "Ani" podejrzewam, ze spolszczenie a wlasciwie wymiana imion zostala
                dokonana tylko dlatego, ze imiona te maja w Polsce skojarzenia zydowskie ( a
                nie w protestanckiej czesci Kanady).
                Agnieszka zamiast Mary Poppins?!!! To groza, nie wiedzialam, ze tak to bylo na
                polski pierwotnie przelozone!
                Jesli chodzi o Deszczowego czlowieka to tak od poczatku byl ten film
                zapowiadany i reklamowany - pozniej zaczeto unikac tego glupawego tytulu. W
                samych dialogach, jak pamietam tez bylo mase bykow: np glowny bohater prosi (i
                dostaje!) o pepperoni pizza i choc kazdy moze zobaczyc na zalaczonym obrazku ze
                chodzi o pizze z kielbasa, przelozone jest jako pizza z pieprzem. Pozniej bylo
                jeszcze cos bardzo smiesznego w czasie jazdy samochodem po autostradzie, ale
                nie poamietam co, tylko, ze bylam setnie rozbawiona.
                W ktorym z kryminalow bylo o "dwoch pederastach" nie pamietam - pokazano mi to
                wiele lat temu w tekscie ksiazki (ci pederasci przechodzili przez jezdnie, byla
                to wzmianka i nigdy w dalszym ciagu narracji sie nie odnalezli - dlaczego
                pederasci, sklad Agata wiedziala, ze byli to pederasci i jaki mieli wplyw na
                popelniona zbrodnie - tajemnicza sprawa...)
                PS. Rosjanie tez kochaja swoj przeklad Kubusia - nazywa sie u nich Wini-Puch i
                nie wolno przekladu krytykowac bo skacza do oczu z krwiozerczym zamiarem.
                • cecyl Re:Imiona imiona 05.10.04, 15:23
                  Żałuję, że nie mam w zwyczaju oglądania filmów z notesem. Ostatnio zdarzyło mi
                  się obejrzeć film ("lepiej późno niz później" chyba) i jego "pirackość"
                  uwidoczniła się nie w jakości kopii, ale w przekładzie (napisy) - tam nie było
                  zdania bez błędu, szyk zdań jakiś bardziej czeski, kalki - NIEPRAWDOPODOBNE.
                  Muszę zdobyc te kopię jako przykład piramidalnych bzdur translatorskich,
                  których nikt sam z siebie nie mógłby wymysleć.No, ale dzięki temu w pełni
                  zrozumiałem istote piractwa w branży filmowej (DVD), choc mam wrażenie, iz
                  najpewniej odbiorcom to w ogóle nie przeszkadza. Pytanie tylko czy widz wersji
                  kinowej i widz wersji pirackiej oglądali ten sam film? Co do Kubusia - mam
                  przyjaciela posiadającego przekład na łacinę.
                • jottka Re:Imiona imiona 05.10.04, 16:49
                  Gość portalu: Buba napisał(a):

                  > Z tym "tradycyjnym spolszczaniem" imion bohaterow ksiazek dla dzieci jeszcze
                  > rozumialabym gdyby bylo to konsekwentne. Ale nie jest - Tom Sawyer ma ciotke
                  > Sally i przyjaciela Huckelbury Finna, a nie Sabine i Henia


                  to jest, a raczej było konsekwentne:) imiona typu george, tom, john, mary, ann
                  niejako automatycznie stawały się jerzym, tomkiem, janem, marią czy anną -
                  imiona, które nie były aż tak zbliżone brzmieniem czy nie aż tak popularne,
                  zostawiano w spokoju albo wymyślano inne, polskie, zależnie od preferencji
                  tłumacza czy wydawcy

                  z imionami zresztą do tej pory są spore trudności np. w piśmiennictwie
                  naukowym - o takim karolu darwinie każdy wie, że to karol, a nie charles, gdyż
                  żył w epoce spolszczającej to, co podobne:) ale dziś jamesa lovelocka, twórcy
                  koncepcji ziemi-gai, nikt nie chrzci z polska jakubem, no i straszny chlew
                  wychodzi w tekstach, kiedy raz mowa o karolu, a raz o jamesie, redaktorzy rwą
                  włosy z głowy i dopraszają się ujednoliceń

                  na co im mówimy radośnie - uzus decyduje:)
                  • Gość: Buba Re:Imiona imiona IP: *.in-addr.btopenworld.com 05.10.04, 19:54
                    Tak i pozniej z tego wychodza rozne nieporozumienia - ja w dziecinstwie
                    myslalam, ze Wawrzyniec i Lorenzo Medici to dwie rozne osoby, choc z tej samej
                    rodziny. Olsnienie przyszlo dopiero jak mialam z 16-17 lat.
                    • jottka Re:Imiona imiona 05.10.04, 20:38
                      Gość portalu: Buba napisał(a):

                      > Tak i pozniej z tego wychodza rozne nieporozumienia


                      no niestety, tradycji przeciwić sie nie sposób:)
                  • yanga Re:Imiona imiona 06.10.04, 13:59
                    Rzeczywiście do dzis są z imionami kłopoty, w beletrystyce także. I właściwie
                    nie wiadomo, jak z tego wybrnąć. Bohater żyje w czasch królowej Elżbiety, a
                    jednocześnie ma żonę Elizabeth. Taka rozbieżność zdarza się czasem na jednej
                    stronie, ba, nawet w nastepnym zdaniu. Redaktor powiada, że tak musi zostać,
                    mnie (byłego redaktora zresztą) okropnie to razi, ale nie umiem zaproponować
                    innego rozwiązania.
    • Gość: monikaannaj Słownictwo techniczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 11:53
      bardzo często sprawia trudności tłumaczom. Nie mogę sobie teraz przypomnieć
      gdzie, ale spotkałam sie z "frekwencją prądu"!
      • Gość: hajota Re: Słownictwo techniczne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 12:11
        Być może są to tacy tłumacze, którzy chwalą się w wydawnictwie: "wie pani, taką
        już mam wprawę, że jak tłumaczyłem tę książkę, to ani razu nie zajrzałem do
        słownika" (autentyczne)
        • Gość: Buba Ojoj, trzymajcie mnie, recenzent w GW tlumaczy ... IP: *.in-addr.btopenworld.com 09.10.04, 13:38
          dzis "oldboya" jako "stary chlopiec"! Powinno byc "absolwent". Ktos mu dal
          slownik do reki i on przeczytal, ze "old" to stary, a "boj" to chlopiec.
          Kolejny "deszczowy" tlumacz!!!
          • eirinn Re: Ojoj, trzymajcie mnie, recenzent w GW tlumacz 09.10.04, 19:52
            Gość portalu: Buba napisał(a):

            > dzis "oldboya" jako "stary chlopiec"! Powinno byc "absolwent". Ktos mu dal
            > slownik do reki i on przeczytal, ze "old" to stary, a "boj" to chlopiec.
            > Kolejny "deszczowy" tlumacz!!!
            Też mi się to nie podoba, ale po pierwsze istnieje już film pt. 'Absolwent', a
            po drugie to ten film chyba nie mówi o absolwentach?
            • klymenystra Re: Ojoj, trzymajcie mnie, recenzent w GW tlumacz 09.10.04, 22:31
              mowi mowi... wlasnie wrocilam i wiem :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka