IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.02, 22:58
Czy naprawde podoba wam sie ta ksiazka. Dla mnie to totalna bzdura, ktora nigdy
nie powinna byla sie ukazac. Ktos mowi ze czytal ja kilkanascie razy. Nie
rozumiem jak mozna znosic cos takiego. Potworna to musiala byc meka.
Obserwuj wątek
    • Gość: tycia Re: Ulisses IP: *.chello.pl 30.04.02, 16:25
      Uh, zabierałam się do Ulissesa coś z 10 razy; każdorazowo odpadałam coś po 15
      stronach. Stoi u mnie na półce i zbiera kurz. Nawet polonistka z mojego liceum
      (dawno to było...) twierdziła, że to świetna książka ... jako środek usypiający.
    • Gość: An-Nah Re: Ulisses IP: *.chello.pl / 62.179.0.* 30.04.02, 20:44
      Podpisuję się - doszłam do setnej strony i nadal nie
      miałam pojęcia, o co tam chodzi.
    • Gość: nuzwykrzyknikiem Re: Ulisses IP: *.polsl.gliwice.pl / *.bmj.net.pl 03.05.02, 05:03
      Hmm. Ale to nie tylko z Ulessesem tak jest ale chyba z wieloma
      arcydziełami "współczesnej" literatury europejskiej. "Czarodziejska Góra", "Doktor Faustus", cały Kafka, Proust, Beckett, Musil (Człowiek bez właściwości), Broch...
      I, co ciekawe, to są te książki, do których (teoretycznie) powinno sie
      wracać stale, bo wyczytać sie ich nie da ani za pierwszym ani za
      którymśtam razem.
      Mam wrażenie, że na przykład Ulissesa przecietny czytelnik nie jest rzeczywiście w stanie tak z biegu przeczytać. Powinno się go do
      tego jakoś przygotować, może poprzez jakieś wypisy z obfitym,
      inteligentnym i ciekawym komentarzem? Słomczyński próbował to robić,
      poprzez różne artykuły poprzedzające ukazanie się Ulissesa, i zamieszczając
      intrygujące posłowie. Ukazaniu się polskiego tłumaczenia towarzyszyło także wydanie joyceologicznej, świetnie napisanej ksiązki "Telemach w labiryncie świata" Egona Naganowskiego (chyba było wznowienie). Naganowski jest też autorem ksiązki "James Joyce", która ukazała się (lata temu) w takiej czarnej serii, prezentującej sylwetki słynnych pisarzy. Tłumaczył także ogromną biografię Joyce`a i równie obszerną Musila.
      Ale to było dawno - młodsi czytelnicy mogą w ogóle nie wiedzieć o ich istnieniu, a ich lektura jest dla "odpowiedniej" recepcji Ulissesa wielce przydatna. Ukazała się niedawno książka zawierająca zbiór artykułów joyceologiczych - "Wokół Joyce`a", podobno ciekawa. Zatrważający jest brak literatury krytycznej i popularyzującej dotyczący na przykład
      twórczości Kafki.To są jakieś chyba ze 3/4 książki, które w dodatku
      ukazały sie niewadomo kiedy (dawno). I tak dalej i tak dalej. Słowem, rzeczywiście jest tak (taki modny radiowy zwrot), że bez pewnego wprowadzenia
      czytelnik przyzwyczajony do książek pisanych manierą XIX wieku,
      nie jest w stanie nawet przebrnąć kilkudziesięcu stron takiej
      "nowoczesnej" książki jak "Ulisses". Ale - UWAGA - nie jest to wina tej książki czy też jej autora. Nie sposób bowiem zarzucić Joyce`owi, ze celowo przynudzał. Przeciez tam jest wszystko (odpowiedź na pytanie, o czym jest ta książka). Pisze się w niej o wszystkim i z niemal każdego punktu widzenia.
      Każdy rozdział pisany jest też innym stylem, i na dodatek patrzymy
      na opisywane wydarzenia oczami siedemnastu (bodajże) osób, z uwzględnieniem
      ich indywidualności (pisane techniką tzw. strumieni świadomości.)
      Nie będe się tu wygłupiał ze streszczaniem Ulissesa, ale czytelnik
      świadomy powinien widzieć i chyba widzi, że ma do czynienia z pewnego
      rodzaju doskonałością, z która mało co się może równać. I jest to doskonałość pod bardzo wieloma względami, na przykład pod wzgledem zastosowania (i wynalezienia) wielu chwytów formalnych, które od tego czasu weszły juz do obiegu "normalnej" literatury - co nie znaczy że stosowane są z równą doskonałoscią jak czynił to Joyce. Mówi się o nim, że tą książką postawił literaturze, pisarzom (i czytelnikom tez) tak wysoka poprzeczkę, że odtąd kolejne pokolenia beda żyły tylko w jego cieniu. Że ksiązka ta wynalazła i wyczerpała zarazem całe spektrum środki wyrazu dostepnego prozie, powodując,
      że Joyce stał się zarówno prekursorem jak i klasykiem w jednej osobie. Po lekturze Ulissesa każda następna dowolna książka wydaje się być karzełkiem - tak to wygląda. I to nie są żarty, gdy mówi się, że literatura zachodnia
      dzieli się na do i po Ulissesie. Po prostu każdy następny po Joyce`ie
      poważny pisarz nie mógł nie uwzględnić tego dokonania.
      Podobnie rzecz ma sie z Proustem. Dlaczego tak mało ludzi, wydawałoby się oczytanych, ma za sobą tą, fundamententalną przecież, lekturę? I dostępną
      w tak dobrym przekładzie?
      Na ironię zakrawa fakt, że autorzy bestselerowi, wymienianie na tym
      forum, z pewnością książki te czytali nie raz i nie dwa, i najwiekszym komplementem ( o ile byłby szczery) jaki by mogli usłyszec to
      przyrównanie ich do któregoś z nazwisk wymienionych wcześniej.
      Bo to są przecież największe autotytety liteackie dla wszytkich
      osób piszących tzw. literaturę piekną. Dlatego próbując przeczytać (zmagając się) Ulissesa powinniśmy brać pod uwagę choćby to, że jest to zapewne książka kultowa naszego ulubionego i już nie tak trudnego w czytaniu autora.


      • Gość: mysia200 Re: Ulisses-za mało 'czystego" strumienia świadomo IP: 217.153.19.* 04.05.02, 17:01
        a wiec tak-napalilam sie na Ulissesa po przeczytaniu Wscieklosci i Wrzasku
        Faulknera oraz po portrecie artysty cośtam cośtam Joyce'a bo uważam że
        strumieńświadomości jest suuupeeer!!!!! no i przez cały pierwszy tom wystąpiło
        tylko parę momentów strumienia świadomości(do owego słynnego monologu Molly nie
        dotarłam bo...przeczytałam tylko pierwszy tom)moim zdaniem Joyce "przegiął"
        próbując wcisnąć w jedną książkę za dużo eksperymentów na raz(jakby strumień to
        za mało(a,to nie on wynalazł tą technikę tak przynajmniej twierdzi Tomkiewicz w
        lit.wsp że to pierwsza była książeczka wawrzyny już scięto))tak wiec
        rozczarował mnie fana strumienia.(ps czy znacie inne ksiazki z czystym
        stumieniem swiadomosci-tylko nie Virginia Woolf"do latarni" -to mega
        nudziarstwo!!)
        • Gość: Nu! Re: Ulisses-za mało 'czystego IP: *.bmj.net.pl 05.05.02, 02:19
          Ojej! Za mało? Coś mi sie zdaje, że pod terminem "strumień świadomości"
          rozumiesz jakiś bardzo określony sposób - styl pisania. Chyba taki, jaki ma
          miejsce w słynnym monologu Molly. Trzeba było od razu przejśc do ostatniego
          rozdziału, który stanowi ów monolog, składajacy się , nawiasem mówiąc z jednego
          zdania.

          Ale "strumień świadomości" ma miejsce w Ulissesie cały czas. Rozdział pierwszy
          ma za bohatera Stefana Dedalusa - młodego, inteligentnego studenta - humanistę
          (poniekąd alter ego autora). Jego myśli są pojęciowe. Cały czas świadomie lub
          nie filozofuje, ma liczne litearackie skojarzenia. Dlatego jego "strumień
          świadomości" może wyglądać jak głos narratora, ale to jest wewnętrzny głos
          Stefana - najczęściej. Bardzo często jest to tak, że w jednym ciagu zdań
          wystepuja kolejno; jakby zdanie narratora, potem konkretna, jasno sformułowana
          myśl bohatera, potem jakieś urywane myśli, skojarzenia, potem pojedyńcze słowa -
          pojęcia, itd. Słowem różne poziomy subiektywnosci zarówno pod wzgledem formy
          jak i tresci. Oczywiście nie jest to strumień świadomości w sensie czysto
          psychologicznym czy wręcz fizjologicznym. Przypuszczam, ze nie wystepują w
          owych strumieniach joyceowskich elementy (zdania, słowa), które nie miałyby
          odniesienia do całości książki, które byłyby pomieszczone w tekście ot tak.
          To jest dla tej ksiązki szczególne, że bardzo waże jest wiedzieć, z którego
          poziomu, kto jest "autorem" danego fragmentu, zdania czy słowa. A także z
          jakiego "obszaru mózgu" pochodzi dana "wypowiedź". Czy jest to (przykład) jakaś
          wręcz podswiadoma, mimowolna atomowa myśl - skojarzenie, czy też głęboka
          przemyślana wczesniej i dobrze sformułowana myśl - idea. A może mamy do
          czynienia z cytatem (typowe u Joyce`a)?
          Monolog Molly jest rzeczywiście jakby archetypowy kiedy myśli się o "strumieniu
          świadomości", ale ja bym powiedział, ze jest to poniekąd żartobliwy i poniekąd
          prawdziwy zapis sposobu, w jakim konstruuje się myślenie kobiet - szczególnie
          tych, którym "gęba sie nie zamyka."
          Książka "Wawrzyny już ścięto" - świetny tytuł - jest do przeczytania: to
          cieniutka książeczka, na 6 przystanków autobusem.Trudno tu dokonywac
          jakichkolwiek porównań z Ulissesem.
          • Gość: mysia200 Re: Ulisses-za mało 'czystego IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 09.05.02, 13:24
            Gość portalu: Nu! napisał(a):

            > Ojej! Za mało? Coś mi sie zdaje, że pod terminem "strumień świadomości"
            > rozumiesz jakiś bardzo określony sposób - styl pisania. Chyba taki, jaki ma
            > miejsce w słynnym monologu Molly. Trzeba było od razu przejśc do ostatniego
            > rozdziału, który stanowi ów monolog, składajacy się , nawiasem mówiąc z jednego
            >
            > zdania.
            >
            > Ale "strumień świadomości" ma miejsce w Ulissesie cały czas. Rozdział pierwszy
            > ma za bohatera Stefana Dedalusa - młodego, inteligentnego studenta - humanistę
            > (poniekąd alter ego autora). Jego myśli są pojęciowe. Cały czas świadomie lub
            > nie filozofuje, ma liczne litearackie skojarzenia. Dlatego jego "strumień
            > świadomości" może wyglądać jak głos narratora, ale to jest wewnętrzny głos
            > Stefana - najczęściej. Bardzo często jest to tak, że w jednym ciagu zdań
            > wystepuja kolejno; jakby zdanie narratora, potem konkretna, jasno sformułowana
            > myśl bohatera, potem jakieś urywane myśli, skojarzenia, potem pojedyńcze słowa
            > -
            > pojęcia, itd. Słowem różne poziomy subiektywnosci zarówno pod wzgledem formy
            > jak i tresci. Oczywiście nie jest to strumień świadomości w sensie czysto
            > psychologicznym czy wręcz fizjologicznym. Przypuszczam, ze nie wystepują w
            > owych strumieniach joyceowskich elementy (zdania, słowa), które nie miałyby
            > odniesienia do całości książki, które byłyby pomieszczone w tekście ot tak.
            > To jest dla tej ksiązki szczególne, że bardzo waże jest wiedzieć, z którego
            > poziomu, kto jest "autorem" danego fragmentu, zdania czy słowa. A także z
            > jakiego "obszaru mózgu" pochodzi dana "wypowiedź". Czy jest to (przykład) jakaś
            >
            > wręcz podswiadoma, mimowolna atomowa myśl - skojarzenie, czy też głęboka
            > przemyślana wczesniej i dobrze sformułowana myśl - idea. A może mamy do
            > czynienia z cytatem (typowe u Joyce`a)?
            > Monolog Molly jest rzeczywiście jakby archetypowy kiedy myśli się o "strumieniu
            >
            > świadomości", ale ja bym powiedział, ze jest to poniekąd żartobliwy i poniekąd
            > prawdziwy zapis sposobu, w jakim konstruuje się myślenie kobiet - szczególnie
            > tych, którym "gęba sie nie zamyka."
            > Książka "Wawrzyny już ścięto" - świetny tytuł - jest do przeczytania: to
            > cieniutka książeczka, na 6 przystanków autobusem.Trudno tu dokonywac
            > jakichkolwiek porównań z Ulissesem.

            masz rację chodzi mi o ten typowy sposób pisania.mam pytanie-czy jak przejdę
            bezpośrednio do monologu Molly to czy nie popsuje sobie zabawy z czytania
            Ulissesa,którego oczywiście przeczytam.
            a, i nie chodziło mi o porównanie Ulissesa z "wawrzyny już ścieto" ale o fakt że
            to nie Joyce(jakkolwiek wspaniały) nie wynalazł techniki "srumienia świadomości"
            pozdrowionka
            • Gość: Nu! Re: Ulisses-za mało 'czystego IP: *.polsl.gliwice.pl / *.bmj.net.pl 09.05.02, 14:07
              Myślę, że nie. Mam propozycje: Przeczytaj ten monolog,
              i napisz nam tutaj czy kobiety tak rzeczywiście myślą, jak to
              Joyce przedstawia:)))) Co ty na to?
      • Gość: qwerty Re: Ulisses IP: *.tlsa.pl 24.06.02, 10:42
        Gość portalu: nuzwykrzyknikiem napisał(a):

        > Hmm. Ale to nie tylko z Ulessesem tak jest ale chyba z wieloma
        > arcydziełami "współczesnej" literatury europejskiej. "Czarodziejska Góra", "Dok
        > tor Faustus", cały Kafka, Proust, Beckett, Musil (Człowiek bez właściwości), Br
        > och...

        tu pragne zaprotestowac: "czarodziejska gore" przeczytalem jednym tchem, jest
        rewelacyjna! natomiast do "ulissesa" robilem juz dwa podejscia... moze za trzecim
        razem?
    • ydorius Re: Ulisses 08.05.02, 23:27

      Do kazdej książki, która jest czymś więcej niż tylko łatwym i prostym opisem
      sytuacji należy dobrać odpowiedni klucz czytania. Swego czasu dyskutowałem na
      tym forum na temat Silmarillionu Tolkiena (swoją drogą: osoby owe, z którymi
      dyskutowałem zniknęły, a przynajmniej silmarillionowo nie dają znać o sobie).
      Książka ta jest mitologią i należy ja czytac jak mitologię właśnie. Z takim
      podejściem. Jest łatwiej "chwycić" klimat po prostu.

      Do Ulissesa robiłem dwa podejścia. Pierwsze skończyło się zgonem pacjenta w
      okolicach 320 strony. Wówczas nie rozumiałem, jak należy Ulissesa czytać.
      Jakiś miesiąc temu usiadłem do niego drugi raz i niespiesznie zacząłem przez
      niego wędrować (podobnie jak niespiesznie wędruje Dublinem pan Bloom). Jestem
      obecnie w ładniejszych okolicach niż za pierwszym razem, gdyż szczęśliwie
      minąłem półmetek i jestem książką zachwycony... Nie, to nie żart: jestem
      autentycznie zauroczony zarówno samą treścią jak i jakością tłumaczenia.
      Oprócz tego czerpię radość z tego, że wyobrażam sobie jak było coś napisane w
      oryginale, czego Słomczyńskiemu nie udało się przetłumaczyć. Smakuję to.
      ("Wola którego Willa? - pyta Mulligan. Jak to będzie po angielsku? :-)))

      Nie staram sie zrozumieć wszystkiego, to zresztą byłoby chore (moim zdaniem).
      Mamy do czynienia z próbą przedstawienia wszystkich myśli, jakie przewijają
      się przez ludzki umysł w ciągu jednego dnia. No dobrze - nie przez jeden
      umysł, gdyz strumieni świadomości jest tu klika, generalnie mamy monolog
      wewnętrzny opana Blooma. Bardzo fajnie jest, gdy udaje się w gąszczu tych
      myśli odnaleźć fragmenty wcześniejszych rozważań; ciekawe jest również
      konstruowania historii życia bohatera.

      Jeżeli do Silmarillionu podejdziemy jak do mitologii, do Gry w klasy jako po
      części formalnej zabawy tekstem, to do Ulissesa musimy podejść jak do rzeki.
      Na rzekę można popatrzeć z daleka, można się w niej zanurzyć i chwilę
      pochlapać, można się położyc w wodzie i dać unieść nurtowi, czy też spróbować
      jak najszybciej przedrzeć się na drugi brzeg, by zobaczyć, jak to wygląda z
      tej strony. Ale nie można zrozumieć czym jest rzeka, próbując zatrzymać jej
      bieg i każdej kropli nadać sens; nie można jej zrozumieć znając położenie
      wszystkich kamieni czy liczbę pstrągów, które żyją wjej nurtach. Nie tędy
      droga.

      Weźcie Ulissesa i przejdźcie przez niego powoli. Zbliżcie się do brzegów tej
      opasłej księgi, zanurzcie w jego karty i wyjdźcie szczęśliwi na drugi brzeg.
      Myślę, że warto (sam mam tak nadzieję zrobić).

      pozdrawiam,
      .y.
      • effa Re: Ulisses 09.05.02, 10:49
        Drogi -y-, bedzie troszke nie a propos ale moze teraz, dzieki Twej radzie uda
        mi sie przebrnac przez Gre w klasy bo dotychczas to jakis koszmar senny a nie
        przyjemnoscz czytania;).
        a Ulisses? mnie sprawil ogromna frajde bo czytalam go sbie niespiesznie, po
        kawałeczku, nie doszukujac sie dodatkowych den intelektualnych, choc moze bylo
        mi latwiej bo jestem lekko nienormalna na punkcie Irlandii;)
        milego dnia
        E
        • ydorius Gra w klasy 09.05.02, 14:25
          Dziękuję za życzenia :-))

          Z Grą w klasy jest sprawa trochę bardziej skomplikowana. Bo po części jest to
          gra "formalna" i książka złożona z wielu książek, a z drugiej strony są w niej,
          hmm... ciężkostrawne fragmenty.
          Proponuję (a jest to tylko li propozycja) zacząć od okresu argentyńskiego i
          dopiero po nim przepynąć do Paryża. Podróż twa będzie odwróceniem podróży
          Horacia, ale cały problem z "grą..." moim zdaniem polega na trudnościach z
          przebrnięciem przez pseudoartystyczny bełkot paryskiej bohemy. Ma to swój
          niezaprzeczalny urok (może dlatego, że nie lubię zbyt łatwych lektur?), ale
          okres argentyński jest po prostu łatwiejszy. Lepiej się go czyta...

          pozdrawiam,
          .y.

          P.S. No i na tym polega "Gra w klasy". Możesz z niej zrobić mnóstwo nowych
          książek. :-))
          • tiresias Re: Ulysses 09.05.02, 16:56
            A w krótkim czasie po zakończeniu Ulyssesa, Joyce rozpoczął pisanie swojej
            ostatniej 'powieści' - 'Finnegans Wake', moim zdaniem nieprzetłumaczalnej (z
            powodów, których nie ma miejsca tu omówić) ale niezwykle pięknej z powodu
            języka, nawet już nie angielskiego.
            Poniżej kilka linijek tekstu wraz z objaśnieniami autora o co mu chodziło :)))
            Pzdr
            (For your convenience a copy of FW 3:4-14 along with a relevant
            passage from one of Joyce's letters to Harriet Shaw Weaver follows.)
            4 Sir Tristram, violer d'amores, fr'over the short sea, had passen-
            5 core rearrived from North Armorica on this side the scraggy
            6 isthmus of Europe Minor to wielderfight his penisolate war: nor
            7 had topsawyer's rocks by the stream Oconee exaggerated themselse
            8 to Laurens County's gorgios while they went doublin their mumper
            9 all the time: nor avoice from afire bellowsed mishe mishe to
            10 tauftauf thuartpeatrick: not yet, though venissoon after, had a
            11 kidscad buttended a bland old isaac: not yet, though all's fair in
            12 vanessy, were sosie sesthers wroth with twone nathandjoe. Rot a
            13 peck of pa's malt had Jhem or Shen brewed by arclight and rory
            14 end to the regginbrow was to be seen ringsome on the aquaface.
            from Joyce's Paris. 15/xi/926
            Dear Madam:
            Above please find prosepiece ordered in sample form. Also key to same.
            Hoping said sample meets with your approval
            yrs trly
            Jeems Joker
            Sir Amory Tristram 1st earl of Howth changed his name to Saint Lawrence, b
            in Brittany (North Armorica)
            Tristan et Iseult, passim
            viola in all moods and senses
            Dublin, Laurens Co, Georgia, founded by a Dubliner, Peter Sawyer, on r.
            Oconee. Its motto: Doubling all the time.
            The flame of Christianity kindled by S. Patrick on Holy Saturday in
            defiance of royal orders
            Mishe=I am (Irish) i.e. Christian
            Tauf=baptise (German)
            Thou art Peter and upon this rock etc (a pun in the original Aramaic)
            Lat: Tu es Petrus et super hane petram
            Parnell ousted Isaac Butt from leadership
            The venison purveyor Jacob got the blessing meant for Esau
            Miss Vanhomrigh and Miss Johnson had the same christian name
            Sosie=double
            Willy brewed a peck of maut
            Noah planted the vine and was drunk
            John Jameson is the greatest Dublin distiller
            Arthur Guinness, " " " " brewer
            Arthur Wellesley (of Dublin) fought in the Peninsular war
            rory=Irish=red
            rory=Latin, roridus=dewy
            at the rainbow's end are dew and the colour red
            bloody end to the lie in Anglo-Irish=no lie regginbrow=German
            regenbogen + rainbow
            ringsome=German ringsum, around
            When all vegetation is covered by the flood there are no eyebrows on the
            face of the Waterworld
            exaggerare=to mound up
            themselse=another Dublin 5000 inhabitants
            Isthmus of Sutton a peck of land between Howth head and the plain
            passencore=pas encore and ricorsi storici of Vico
            rearrived=idem
            wielderfight=wiederfechten=refight
            bellowed=the response of the peatfire of faith to the windy words of the
            apostle

            • tiresias Re: Ulysses dla upartych 09.05.02, 17:07
              Jeszcze o imprezie jakich pełno na całym świecie, szczególnie gdy zbliża sie 16
              czerwca - Bloomsday - niestety tylko w oryginale (Słomczyński bardzo dobrze
              tłumaczył ale oryginał jest NIEZASTĄPIONY)
              :]

              ================================================================================
              =
              Bellying Up for a Beer With James Joyce

              UCLA grad students, faculty and celebrities gather for a 271/2-hour
              fund-raising reading of 'Ulysses.'

              By REED JOHNSON, TIMES STAFF WRITER (Los Angeles Times) - 7/5/02

              For a late-night literary pub crawl, it was remarkably clear-headed.
              Elizabeth Graham had just bellied up to the "bar" and launched into the
              "Sirens" section, some erudite blarney about Leopold Bloom, Big Ben Dollard
              and a "candlestick melodeon oozing maggoty blowbags," whatever that means.
              Shadows loomed in the trees and doorways surrounding UCLA's Rolfe Hall
              Sculpture Courtyard, and the nippy air had a touch of old Eire about it.

              It was almost midnight, nearly 12 hours into a marathon reading of
              "Ulysses," James Joyce's madly inventive 1922 novel, and so far a raucous
              band of UCLA graduate students, faculty stalwarts and a Hollywood celebrity
              or two were managing to keep the meandering story on its wayward track. But
              stately, plump Kevin Patrick Cooney (OK, he's really kinda laid-back and
              svelte) knew that in the wee small hours to come it would be hard to stay
              focused on the epic task at hand. Where's Jerry Lewis when you need him?

              "Once we get to 7 a.m. we've pretty much made it, because there's a coffee
              shift that comes in," said Cooney, a third-year grad student and chair of
              the event. Gazing around at the dozen or so people who hadn't nodded off, he
              added, "This is a pretty good audience for this time of night." As things
              turned out, Cooney's scholarly confidence wasn't misplaced. The
              Thursday-into-Friday round-robin recitation went off with nary a glitch, as
              scores of readers plowed through Joyce's 740-page Modernist masterpiece in a
              snappy 27 1/2 hours.

              That's roughly the amount of time that elapses during "Ulysses" itself, an
              episodic distillation of the events of a single day in Dublin--June 16,
              1904--as played out in the lives of three main characters: Stephen Dedalus,
              a smarty-pants young teacher; Leopold Bloom, a bumbling Jewish ad salesman;
              and Molly Bloom, his lusty, acerbic spouse.

              Yet, whether spoken out loud or lying flat on the printed page, reading
              "Ulysses" has never been for the faint of heart or the short of patience.
              For generations, Joyce's alternately bawdy and transcendent book has been
              confounding scholars and baffling undergraduates, some of whom in despair
              have pronounced its title "Useless."

              "Joyce himself was famous for saying that he'd put so many puzzles and
              conundrums in it that it would keep scholars busy for centuries," said UCLA
              English professor Jack Kolb, who gave a talk on "Ulysses" on the first day
              of the marathon. "It took the remainder of the 20th century to recognize the
              achievement of 'Ulysses,' that it was coherent, that it did hold together,
              and that it wasn't, as some early critics said, 'unreadable.'"

              Now in its seventh year, the fund-raising marathon was expected to net about
              $15,000 to support scholarships and study grants for UCLA grad students in
              English. In years past, the annual event has tackled such size XL works as
              "Moby-Dick," "Bleak House" and "Gravity's Rainbow." Over the years, the
              marathons have raised more than $60,000 for graduate activities and
              generated plenty of their own folklore.

              There was the time the lawn sprinklers accidentally went off in the middle
              of "Bleak House," dousing the audience along with a painted backdrop of
              London houses that had been loaned by Paramount studios. "It woke everybody
              up, believe me," said Annie Reynoso, a Hollywood producer and coordinator of
              the Friends of English, an alumni support group.

              Another year, a young man and woman, apparently overcome by the anarchic
              ethos of "Gravity's Rainbow," went streaking nude through the courtyard--and
              straight into a bicycle cop. They barely managed to throw their clothes back
              on before backup officers arrived on the scene.

              Nothing that sensational occurred at this year's marathon, which got
              underway at noon on Thursday. But there were some memorable moments. The
              first was a cameo appearance by actor Elliott Gould, one of a half-dozen
              celebrity readers, who took the opening crack at Chapter 1. "Isn't the sea
              what Algy calls it: a grey sweet mother? The snotgreen sea. The
              scrotumtightening sea. Epi oinopa ponton, " Gould intoned in a fine
              stage-Irish brogue.

              To lend authenticity, the reader's podium was decked out as a replica of
              Barney Kiernan's, the bar that figures prominently in the novel, complete
              with fake beer taps and a large mirror. To one side hung an oversized map of
              turn-of-the-century Dublin, showing all the key landmarks of Joyce's book:
              Martello Tower, the Bloom residence at 7 Eccles Street, and so on. Portraits
              of the artist as a young man stared out from a nearby pair of trees.

              Asked later whether he considered "Ulysses" to be the 20th century's
              greatest novel, as many scholars claim, Gould pondered for a moment. "I
              would select 'Charlotte's Web,'" he said finally. "E.B. White was a nice
              guy."

              Maybe he wasn't joking, because "Ulysses," with its stream-of-consciousness
              interior monologues, obscure historical references and parodies of various
              literary genres, can be a bit of a slog--despite its author's high-minded
              intentions. In telescoping the action of the book and elevating its
              characters to mythic levels, Joyce was recasting (tongue in cheek) everyday
              modern life as an epic. Well-versed readers would also recognize strains of
              Homer's 8th century BC narrative poem "The Odyssey," in which Ulysses, a
              Greek hero of the Trojan War, undergoes 10 years of tribulations before
              reuniting with his long-suffering wife, Penelope. "It's the old
              boy-gets-girl story," said grad student Sean Silver, who was sporting a
              tweedy knit cap and raffish wool vest for the occasion.

              Though the marathon was broken into roughly 15-minute reading segments, some
              participants lasted only a fraction of that time. Several readers confessed
              they'd never made it through the entire novel. Journalist Lawrence Grobel,
              who read immediately after his friend Gould, used a phonetic cheat sheet to
              help him with the Latin phrases sprinkled throughout the book. Actor David
              Birney admitted that he couldn't make much of the book when he read it for
              the first time in college. Reading it aloud, Birney said, made it easier to
              glimpse the story behind Joyce's pyrotechnic style. "When you read it on the
              page you're experiencing only the ghost of the author's voice," he said.

              Yet actor Peter Dennis, who said he'd never seen a page of the book before,
              confirmed its oral suppleness with a note-perfect sight-reading. "It's the
              magic of the words and the rhythm of the words," he observed. "Joyce is
              rhythm."

              Among those listening on a small emerald-green patch of grass were a group
              of sixth-graders from Gael Blair Academy, a private Pasadena school. "There
              are funny things. I caught myself laughing," said Alexandra Haffner, 12. A
              few feet away her teacher, Nick Love, sprawled on the turf, following along
              in his book. "We read the whole 'Odyssey,' the Fagles translation, most of
              Virgil, most of the 'Aeneid,' a lot of Ovid," said Love, who'd doffed his
              shoes, socks and black leather jacket. "I think they're not paying much
              attention, but I think something soaks in."

              As the afternoon ebbed and the audience dwindled to a couple dozen intrepid
              listeners, the reading took on the feel of a college dorm bull
              session-cum-performance art piece. Bottles of Harp beer materialized.
              Sweaters, wool coats and sleeping bags were hauled out. Votive candles were
              lighted and placed around the courtyard, enhancing the ceremonial
              • nuzwykrzyknikiem Re: Ulysses dla upartych 09.05.02, 18:52
                1.Bloomsday urządzano w Krakowie, ale nie wiem, czy w tym roku też.
                2.Zdaje się, ze jest Ulisses utwalony z na płytach z oryginalnym autorskim czytaniem... A może Finnegans Wake?.
                3. W Bloomsday urządza się rytualne czytanie w radio całego Ulissesa non stop. A może ma ktoś empetrójkę z Ulissesem? :)))))))))))))))))))

          • effa Re: Gra w klasy 10.05.02, 09:00
            ydorius napisał(a):

            > Dziękuję za życzenia :-))

            ### cała przyjemność po mojej stronie;)

            kłopot z Grą w klasy polega na tym, że zachwyt nią wrażał kiedyś pewien znany mi
            egzaltowny pseudointelektualista, który potrafiłby obrzydzić swoimi opiniami
            każdą książkę i każdemu (szczęście moje, że Marqueza czytałam wcześniej bo inczej
            pewnie bym po niego nidgy nie sięgnęła;))

            ale może dzięki Twoim radom uda mi sie o przeszłośći zapomnieć i Cortazara, jeśli
            nie polubić to zaakceptować.

            ukłony
            E

            > P.S. No i na tym polega "Gra w klasy". Możesz z niej zrobić mnóstwo nowych
            > książek. :-))

            ### tylko ja chyba taka bardziej konserwatywna jestem i lubię: początek-
            rozwinięcie-koniec, tak chyba raczej Hemingway;)E.
            • ydorius Erni Hemingway 12.05.02, 22:29

              W ten sposób, to my przelecimy całą historię literatury :-)))
              Bardzo lubię Hemingwaya, choć znam go tylko wyrywkowo. Ale dobrze, że
              przypomniałaś mi o nim, to tym razem (jak tylko skończę Ulissesa) pożyczę od
              brata "Pożegnanie z bronią" i sobie przeczytam.
              Hemingway ma uderzająco prosty styl. Bez wywijasów, ozdóbek itp. Ale czytam go
              jednym tchem. Kurczę, czasami jego "wykłady" ludzkiej psychiki są zadziwiająco
              trafne.

              No i Hemingway przyczynił się do mego zainteresowania absyntem (pamiętasz:
              Robert Jordan i picie absyntu szklanicami? To jest wyczyn bo czysty absynt jest
              prawie "niejadalny").
              A po grze w klasy zacząłem pić mate.

              Przeto nie dziwi, że stronię od książek o narkotykach :-)))

              pozdrawiam ponownie,
              .y.
    • Gość: hcnik Re: Ulisses IP: *.math.uu.se 10.05.02, 10:59
      Za pierwsza lektura to moze wygladac to jak totalna
      bzdura.
      Osobiscie utknalem pierwszy raz gdzies w polowie
      (szczerze mowiac nie wiem nawet gdzie to bylo w tym
      labiryncie) i siegnalem po dlaszy ciag pare miesiecy
      pozniej.
      Ale drugi raz jest to czysta rewelacja !
      Dlatego kolejne lektury nie koniecznie sa meka, watpliwe
      zeby ktos czytal Ulissesa kilkanascie razy ze snobizmu,
      wystarczy raz, albo tylko miec na polce.

      Uwazam, ze Ulisseses jest bardzo zabawna ksiazka, chociaz
      moze tego nie widac za pierwszym razem. Czesto humor jest
      polaczony z pewnym smutkiem (zwane jocoserious) i vice
      versa : jak cos jest powazne, to czesto z innego punktu
      widzenia jest to smieszne albo parodystyczne.

      Jak ktos tu napisal literatura dzieli sie na
      przed-Ulissesa i po-Ulissesie. "Przewaga" Ulissesa nad
      innymi arcydzielami polega chyba na tym, ze w U rzeczy
      banalne nabieraja rozmiarow mitologicznych, a czesto w
      innych arcydzielach elementy skrajne (szalenstwo, sen,
      przemoc, absurd...) sa tym co nadaje wielkosci.
      Natomiast Ulisses nie jest uniwersalny, czyli inne
      ksiazki tez spelniaja jakas role, w swoim skromnym
      zakresie ;)

      hcnik

      > Czy naprawde podoba wam sie ta ksiazka. Dla mnie to
      totalna bzdura, ktora nigdy
      >
      > nie powinna byla sie ukazac. Ktos mowi ze czytal ja
      kilkanascie razy. Nie
      > rozumiem jak mozna znosic cos takiego. Potworna to
      musiala byc meka.

    • Gość: Nu! Posłuchajcie samego mistrza ... IP: 212.106.134.* 15.05.02, 18:15
      media.salon.com/mp3s/joyce1.mp3

      To Jame Joyce we własne osobie

      "Listen to an MP3 audio excerpt from "Finnegans Wake," read by James Joyce, available on the collection "James Joyce Reads" (HarperAudio)."
    • Gość: gregos Re: Ulisses IP: 217.98.107.* 16.06.02, 00:01
      Gość portalu: andr napisał(a):

      > Czy naprawde podoba wam sie ta ksiazka. Dla mnie to totalna bzdura, ktora nigdy
      >
      > nie powinna byla sie ukazac. Ktos mowi ze czytal ja kilkanascie razy. Nie
      > rozumiem jak mozna znosic cos takiego. Potworna to musiala byc meka.

      No i co ci gosciu odpowiedziec na takie dictum? Przeczytaj se "Lato Muminkow"
      albo "Kamienie na szaniec" i podziel sie rownie poglebiona refleksja na temat
      tych lektur. Kazal ci ktos znosic 'Ulissesa'? Nie jestem pewien czy ty winienes
      sie ukazac.

    • Gość: imbir Re: Ulisses IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.06.02, 16:26
      Ulisses jest wielki. Pierwszy raz udało mi się osiągnąć 300 stronę i się
      poddałem. Drugi raz przeleciałem jak burza. Teraz czytając książki, widzę dużo
      tzw. zrzynek z Joyce-a. Chociazby wspominany Faulkner (Wscieklosc i wrzask).
      Aktualnie czytam sobie Prousta i jest wyśmienity. Wszyscy mowia, ze to nuda nie
      do wytrzymania, ale po Ulissesie wszystko łykniecie jak pelikan. :-)
      Niestety Ulisses wymaga pewnego oczytania i jeżeli ktoś wcześniej czytał mało,
      bądź w ogole to szkoda czasu. Proponuję podejść do Ulissesa po około 10 latach
      czytania dobrej literatury. Będziecie w I lidze :-)
      pzdr
      • tiresias Re: Ulisses 18.06.02, 10:11
        dużo ciekawych materiałów audio i innych pod adresem:
        www.columbia.edu/itc/english/seidel/courseworks/
        Powodzenia
        białe winko wytrawne z lodówki:)
        eee...
      • Gość: hcnik Re: Ulisses IP: *.math.uu.se 20.06.02, 15:07
        > poddałem. Drugi raz przeleciałem jak burza. Teraz
        czytając książki, widzę dużo
        > tzw. zrzynek z Joyce-a. Chociazby wspominany Faulkner
        (Wscieklosc i wrzask).

        Jesli sie nie myle to Faulkner przeczytal Ulissesa po
        napisaniu Wscieklosci i wrzasku i jesli byl pod wplywem U
        to juz w innych ksiazkach.
        pzdr
        • marcinuss Re: Ulisses 20.06.02, 15:22
          Chyba w to nie wierzysz :-)
          • Gość: hcnik Re: Ulisses IP: 2.2.STABLE* / *.telia.com 21.06.02, 10:56
            marcinuss napisał(a):

            > Chyba w to nie wierzysz :-)

            Sprawdzilem u Ellmana "James Joyce" (s.297 oxford university press, 1983):

            (...) Faulkner, when he wrote his book [Sound and Fury], had read Dubliners and A
            Portrait; he did not read Ulysses until a year later, in 1930, but knew about it
            from excerpts and from the conversation of friends. He has said that he
            considered himself the heir of Joyce in his methods in The Sound and the Fury.

            Czyli w sumie racja, ze Joyce mial na niego wplyw, ale nie Ulisses na WiW.
            Faulkner nie jest "produktem" Joyce'a. Jest o wiele bardziej tragiczny...
            pzdr
        • jejowannabe Siła sugestii 21.06.02, 11:10
          Gość portalu: hcnik napisał(a):
          > Jesli sie nie myle to Faulkner przeczytal Ulissesa po
          > napisaniu Wscieklosci i wrzasku i jesli byl pod wplywem U
          > to juz w innych ksiazkach.
          > pzdr

          Prócz tego że Faulkner był, być może, pod wpływem Ulissesa w innych książkach, to z "Wściekłością i
          wrzaskiem" i tak był pod wpływem. Szekspirowskiego "Makbeta", wnosząc po tytule. Szekspir był pod
          wpływem Holinsheda a sam Makbet pod wpływem szkockiej whisky, o ile ona tak się już nazywała. Tyle
          że Szekspir, jak mówią nie istniał, a jeśli istniał, to się inaczej nazywał. Joyce nazywał się wprawdzie
          Joyce ale się przy "Ulissesie" sugerował, znów wnosząc po tytule, Homerem. Homer, jak na złość, także
          pono nie istniał. Istniał rzeczony Makbet i sugerował się Lady Makbet, którą sugerował się Szostakowicz.
          Który w ogóle nie był pisarzem. Szkocką whisky, gdy już się nazywała szkocką whisky, sugerował się
          Burns. Którym to, wnosząc po, a jakże!, tytule, sugerował się Steinbeck z "Myszami i ludźmi". Sugerują się
          Burnsem i Amerykanie, chrypiący jego Auld Lang Syne każdego Nowego Roku. W którym to Auld Lang
          Syne zaleca się picie (whisky). Wiecie już więc kochani, do czego dążyłam ;))) Do picia ku chwale
          literatury.
          Wasze zdrowie nieustające!
          • ydorius Re: Siła sugestii 21.06.02, 15:08

            Jak już jesteśmy przy piciu, to warto zauważyć, że absynetem sugerował się
            Trent Reznor z grupy Nine Inch Nails, któy za to z całą pewnością nie sugeruje
            się Nowym Rokiem. Zaś nieco wcześniej trunkiem tym sugerował się Ernest
            Hemingway, a z kolei Ernestem sugerowała się Metallica. Metallicą sugerują się
            do dziś różne zespoły, choć sam Hetfield woli sugerować się zwykłą wódką...

            Z kolei Freud był zdecydowanym przeciwnikiem picia, co nie przeszkadzało mu
            być pod dużym wpływem popędów, które właśnie alkohol wyzwala. Z kolei samym
            Freudem sugerowało się tyle osób, że rzeczywiście działał niczym perfect drug,
            upajając całe rzesze apologetów i kontestatorów...

            .y.

            P.S. Jejowannabe, jestem Twoim fanem.
            • jejowannabe Uszło w muzykę. Przypuśćmy, że to wciąż literatura 24.06.02, 11:11
              Trent Reznor niczym się nie sugeruje, bo jest "absynt minded" i ma "head like a hole". Hemingway sugerował się
              skoczem, czyli szkocką whisky z Ameryki. Metallica nie sugerowała się wcale ani Hemingwayem (For Whom The Bell
              Tolls), ani Lovecraftem (The Call of Ktulu), ani świętym Janem (The Four Horsemen), tylko szkocką whisky się
              sugerowała. No bo Whisky In The Jar.
              Z metalu, którzy odszczepieńczo nie sugerował się szkocką whisky był Tankard (który sugerował się piwem),
              Wehrmacht (który sugerował się Tankardem), Cannibal Corpse (który nie sugerował się nigdy niczym) oraz Primus
              (który sugerował się Wodą Sodową z Wywaru na Wieprzowinie). A zespół Sodom optował za wodą sodomą. A
              Voivod za woj wódką.
              Z tych co, owszem, sugerowali się szkocką whisky, choć odszczepili się od metalu, wymieniam The Doors (Morrison
              tak nie mógł znaleźć drogi do kolejnego whisky baru, aż umarł, jak sam prorokował) oraz Riedla (ten się nawet z
              whisky ożenił i sobie chwalił).
              Może być jeszcze wino. Ale tylko teoretycznie może. Oto Steinbeck pisał o winogronach i się zezłościł, że to nie
              szkocka whisky. I tak powstały Grona gniewu.
              Co do Freuda - pełny konsens, Freud nie pił szkockiej whisky. Ale skoro nie pił, to znaczy że był złożony przypadek.
              Oj, przydałaby mu się zdrowa psychoanaliza. A choćby przez rurkę. Donosowo. Chlup ;))
              • valkrissa Post Bibtum 24.06.02, 11:30
                Żeby nie było, że tylko chlejstwo (wishful drinking, jak powiedziałby Wańkowicz) odchodzi w tym wątku, poddam
                pod rozwagę, że Joyce żył w kraju whisky, irlandzkiej wprawdzie, ale cóż, "no land is perfect" (poza Szkocją).
                A jego Finnegans Wake wzięło tytuł od skocz skocznej balladyny o piciu whisky.
                A James kojarzy się z Jameson (whisky) a Joyce z radościami picia (joys).
                BTB, biega pogłoska, że Dzieci kapitana Granta Verne'a to de facto pochwała Grant's (whisky), którą się spił
                pewien kapitan i miał dzieci.
              • Gość: Nu! Re: Uszło w muzykę. Przypuśćmy, że to wciąż literatura IP: 212.106.134.* 25.06.02, 15:09
                A propos Donosa: czytałeś coś jego? Warto? (serio pytam, bo nie wiem).
                • jejowannabe Nunc bibandum est? 26.06.02, 08:30
                  Gość portalu: Nu! napisał(a):
                  > A propos Donosa: czytałeś coś jego? Warto? (serio pytam, bo nie wiem).

                  A jest taki autor: Donos? (serio pytam, bo nie wiem) Coś podobnego! Oświeć, dobry człecze, mnie.
                  Ja tyle wiem, że Donne był (którym się sugerował Hemingway który się sugerował szkocką whisky.).
                  I Dos Passos, który potrafił dos passji szewskiej doprowadzić strumieniem świadomości (w następstwie
                  strumienia szkockiej whisky).
                  • Gość: Nu! Donoso IP: *.bmj.net.pl 27.06.02, 04:27
                    Jose Donoso. Pisarz chilijski. "Plugawy ptak nocy" napisał na przykład.
    • Gość: pixis Re: Ulisses IP: *.devs.futuro.pl 19.06.02, 12:57
      nie potrafię niestety tak głęboko jak niektórzy tutaj pisać o tej książce, ale
      aktualnie ją czytam więc może się wypowiem. Początki były dość intrygujące,
      przy czym muszę przyznać, że gdybym NIC wcześniej nie słyszała, to
      prawdopodobnie bym nie przetrwała. potem, gdzieś w połowie poczułam się
      zamordowana, odłożyłam na trochę, po drodze połknęłam kilka lżejszych pozycji
      no i ostatnio ponownie wielki comeback i zaczynam się wciągać.
      czytam ją według własnej metody,tzn. nie wnikam jakoś strasznie, czytam po-wo-
      li [wiem, że to bardzo trudne] i po prostu 'smakuje' sobie - ma wielki urok.
      pozdrawiam,
    • Gość: Marcel Re: Ulisses IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.06.02, 10:13
      Taaak, pewnie nie to co Harry Potter albo Bridget Jones?
    • Gość: loooser Re: Ulisses IP: *.tosa.pl 25.06.02, 02:04
      Joyce posługuje się słowem jak żaden inny twórca rację miał Beckett pisząc:
      Pisarstwo Joyca nie jest o czymś ,ono samo jest tym czymś...
      Powieść absolutna w moich oczach-rozczaruje się ten komu abstrakcyjne
      rozumowanie jest obce ,wniknijcie w strukturę słowa!
      Co się zaś tyczy Cortazara-kluczem do utworu są słowa jedyną w świecie fałszywą
      rzeczą jest analiza (być może cytat nie jest dokładny).Podobnie jak Gombrowicz w
      Kosmosie ,C. obnaża ludzki pęd do nadawania sensów i znaczeń,szukanie logiki i
      celowości,strach przed okrutną prawda,że życie to oderwane od siebie zdarzenia,
      chwile,że porządek świata nie istnieje
      pozdrawiam
    • Gość: Choga^_^ Re: Ulisses IP: 217.98.105.* 25.06.02, 17:41
      Hm..przeczytałam wszystkie odpowiedzi na wątek "Ulisses" i przyznam że jestem
      nieco zaintrygowana, nie tyle cała dyskusją co ksiażką. Z racji tego, że nigdy
      wcześniej nic o tej książce nie słyszałam to proszę o udzielenie mi kilku odp.
      Co to za gatunek lieracki? Czy każdy może tę ksiązkę czytać? [z listow
      wywnioskowalam, że ksiązka jest trudna] Czy jest w ogóle w polskim przekładzie?
      [cytowane były angielskie] i w ogóle czy warto ją przeczytać?? [chyba tak,
      skoro stała sie tematem na forum].
      Pozdrawiam
      • Gość: imbir Re: Ulisses IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 18:27

        > Czy jest w ogóle w polskim przekładzie?
        >
        Jest. Dla zachęty powiem, że Słomczyński tłumaczył go 12 lat :-)
        Gatunek literacki to chyba horror ;-)
        Pzdr


        • Gość: mordyga Re: Ulisses IP: *.bauboden.com, 26.06.02, 09:02
          Ulisses to ciezka lektura. Zwlaszcza ze w ksiazce tej nie ma zadnych zasad
          interpunkcji i czyta sie to nieco dziwnie, tzn. ja zaczelam i nieskonczylam.
          Opisy w stylu 'smarkozielone morze' podobaly mi sie ale mimo wszystko zabraklo
          mi cierpliowosci. Moze jeszcze kiedys przekonam sie do Ulissesa i sprobuje raz.
          • tiresias Re: Ulisses 28.06.02, 13:35
            zasady interpunkci obowiązują ja najbardziej, oczywiście za wyjątkiem monologu
            Molly, wiec nieprawda
            słóowotwórstwo jest rzeczywiście 'scrotumtightening' - czyli wg.
            Słomy 'mosznękurczące' ale to drobiazg w porównaniu z Finnegans Wake
            czytanie jest ogólnie pożytecznym zajęciem gdyż ... (itd.)
            eee...
            • Gość: GIMcBart Re: Ulisses IP: *.energoprojekt.com.pl 28.06.02, 13:59
              tiresias napisał(a):

              > zasady interpunkci obowiązują ja najbardziej, oczywiście za wyjątkiem monologu Molly,
              [...]
              W monologu Molly jest interpunkcja domyślna. Przez analogię do podmiotu domyślnego. Pzdr :)
              • Gość: mordyga Re: Ulisses IP: *.bauboden.com, 28.06.02, 15:34
                Jesli mnie juz tak przekonujecie do tej interpunkcji to sprobuje Ulissesa
                przeczytac- moze teraz dam rade.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka