Dodaj do ulubionych

"Lód" Władimira Sorokina

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 01:17
Obserwuj wątek
    • Gość: mozg "Lód" Władimira Sorokina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 01:19
      auor tej recenzji kompletnie nie ma pojecia o tym o czym pisze. genialna
      ksiazka sorokina. genialna narracja, genialne stop-klatki. i prosze troche
      wiecej wiedziec o wspoleczenym kontekscie tej ksiazki, podobnych tonach w
      kinie i literaturze dzisiejszej rosji. pan kaczorowski niech pisze o czechach
      bo sie na tym zna. o rosji nie ma bladego pojecia.
      • Gość: lacedemończyk Myślenie nie jest grzechem. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.05, 11:27
        ...zapewne Pan Kczorowski przejrzał" Lód" przy porannym goleniu, a głęboką i trafną diagnozę współczesnej cywilizacji przysłoniła mu "lustrzana Marusia". Szanowny Panie, to dojrzała i błyskotliwa literatura! ...,ale zmusza do myślenia...
    • Gość: Pintado Re: "Lód" Władimira Sorokina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 16:48
      Bzdury. Jacy kosmici, jakie manowce? Pan się srogo myli, Panie Kaczorowski.
      "Lód" to genialna powieść, wspaniale splatająca wątki z różnych rejonów kultury,
      przenikliwa, o hipnotycznej narracji. W Polsce jeszcze przez wiele lat nikt nie
      napisz niczego lepszego.
      • lapushkin Re: "Lód" Władimira Sorokina 11.01.05, 21:54
        17 stycznia o godz. 19.00 w Teatrze Rozmaitosci w Warszawie odbedzie sie
        spotkanie autorskie Wladimira Sorokina z okazji wydania powiesci "Lod".


        NOWA DRAMATURGIA I WIECZÓR AUTORSKI W TR (ul. Marszalkowska 8)

        17 stycznia, poniedziałek, godz. 19.00

        Wieczór autorski
        Władimir Sorokin

        Władimir Sorokin (ur. 1955), pisarz i grafik, jeden z czołowych przedstawicieli
        radzieckiego, a później rosyjskiego konceptualizmu. Pisze od 1977 roku. U progu
        swej drogi literackiej był związany z kręgiem moskiewskiego undergroundu lat
        80. W 1985 roku w Paryżu w wydawnictwie „Sintaksis” ukazała się jego pierwsza
        powieść Kolejka.
        Twórczość literacka Sorokina, pełna artystycznych eksperymentów i swobody w
        interpretacji najnowszej historii, przyniosła mu opinię skandalisty, ale
        i „prawdopodobnie ostatniego z długiej listy wielkich pisarzy rosyjskich”. Jest
        autorem opowiadań, dramatów i powieści, takich jak Tridcataja ljubow Mariny,
        Sierdca czetyrioch oraz Gołuboje sało. Książki Sorokina tłumaczono m.in. na
        niemiecki, angielski i francuski.

        Władimir Sorokin, nazywany ikoną rosyjskiego postmodernizmu, w swojej
        najnowszej powieści Lód rezygnuje z eksperymentów formalnych na rzecz
        efektownej i błyskotliwie opowiedzianej fabuły. Tajemnicza sekta poluje w
        Moskwie na ludzi o jasnych włosach i niebieskich oczach, poddając ich okrutnemu
        rytuałowi. Nieliczne ofiary, którym udało się przeżyć, dowiadują się, że należą
        do grona wybrańców: dwudziestu trzech tysięcy bytów, które niegdyś, w wyniku
        fatalnej pomyłki, stworzyły Ziemię i na miliony lat popadły w niewolę,
        zapominając o swej prawdziwej naturze. Wreszcie, za sprawą szczęśliwego
        zrządzenia losu, pierwsza z „nadistot” odkrywa prawdę o sobie i znajduje
        sposób, aby rozpoznać pogrążonych w nieświadomości towarzyszy.
        Sorokin odwołuje się do przetworzonych przez kulturę masową wątków gnostyckich
        oraz idei nietzscheańskiego nadczłowieka, wykorzystując je jako pretekst do
        rozważań nad względnością dobra i zła, dominacją rozumu nad uczuciami.
        Połączenie skrajnie pesymistycznej oceny rzeczywistości, groteski oraz czarnego
        humoru tworzy w tej książce mieszankę wybuchową, wzbogaconą dodatkowo
        mistrzowską narracją i agresywnym, sugestywnym językiem.

        Wieczór autorski zorganizowany we współpracy z wydawnictwem W.A.B. z okazji
        wydania powieści Władimira Sorokina Lód w tłumaczeniu Agnieszki Lubomiry
        Piotrowskiej

        Władimir Sorokin, Dostoevsky-trip,próba czytana
        przekład Agnieszka Lubomira Piotrowska

        W języku angielskim trip oznacza m.in. podróż narkotyczną, tzn. odmienny stan
        świadomości, istniejący na granicy dwóch realności. Rozdwojenie to także jedna
        z bardziej charakterystycznych cech poetyki Dostojewskiego. Bohaterowie sztuki
        Sorokina są uzależnieni, jednak nie od narkotyków, ale od literatury: Nabokova,
        Celine’a, Tołstoja.
        Siedem postaci dramatu czeka na dealera, który proponuje im coś zupełnie
        nowego – Dostojewskiego.
        Podróż w głąb literatury staje się dla bohaterów podróżą w głąb siebie, do
        najskrytszych wspomnień z dzieciństwa. Po drodze do siebie postaci
        przeistaczają się w bohaterów powieści Idiota i przeżywają kryzys świadomości
        bohaterów Dostojewskiego – ludzi przynależących do ginącego świata. Żyją na
        granicy, w wielkim napięciu, kiedy emocje sięgają zenitu. Wszyscy są opętani
        namiętnością (do pieniędzy, kobiet, destrukcji, życia...). Jednak podczas gdy u
        Dostojewskiego wszystko funkcjonuje w atmosferze ciągłego oczekiwania na
        katastrofę, u Sorokina ta katastrofa rozwija się na naszych oczach. Tak jakby
        autor pozbawił swoich balansujących nad przepaścią bohaterów równowagi.
        Narkotyczne działanie Dostojewskiego to „wywracanie siebie na lewą stronę”,
        projekcja wnętrza, intymności na zewnątrz.



        • Gość: gość Dear Sir provocateur! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 01:22
          To przełomowa książka. Proszę ją przeczytać! Jest aktualna i prawdziwa.
    • Gość: babcia Re: "Lód" Władimira Sorokina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.05, 22:01
      Szanowny Panie, Pan chyba niczego z tej ksiazki nie zrozumial. A porownywanie
      Sorokina z Pieliewinem i Dieniezkina jest po prostu kompromitujace. To sa
      nazwiska zupelnie nieznaczace. Pieliewin zabawka dla zachodu i Dieniezkina,
      dziewczatko przypadkowo zaplatane nawet nie w literature, ale w literacki
      marketing. Sorokin to najwiekszy dzis zyjacy rosyjski pisarz. I to czuc po
      Lodzie.
    • jewoczka Re: "Lód" Władimira Sorokina 13.01.05, 09:46
      Książka jest niezła, oryginalnie pomyślana i na pewno nie głupia, a autor - nie
      wiedzieć czemu w Polsce niedoceniany. Ciekawe, czemu tak mało przekładów
      Sorokina wydano u nas dotychaczas, разв 077; и мы пошл 080; вмес 090;е, что ли? ;)

      э
    • Gość: fan? Re: "Lód" Władimira Sorokina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.05, 02:06
      Oczekuje opublikowania pelnej wersji.Sa tam opisane wszystkie 23 tysiace
      przebudzen.
      • jewoczka Re: "Lód" Władimira Sorokina 14.01.05, 10:32
        Gość portalu: fan? napisał(a):

        > Oczekuje opublikowania pelnej wersji.Sa tam opisane wszystkie 23 tysiace
        > przebudzen.


        hehehэ :))

        э
        • kika9 Re: "Lód" Władimira Sorokina 02.02.05, 10:46
          Tu jest ciekawie zinterpretowana ta ksiazka. widac, ze czlowiek ja przeczytal i
          zrozumial - co nie jest czeste...

          www.puls-swiata.subnet.pl

          Zmrożenie
          Do księgarń trafił już polski przekład wydanej dwa lata temu powieści Władimira
          Sorokina „Lód”. Z pozoru jest to thriller – oto w Moskwie znikają blondyni i
          blondynki o niebieskich oczach porywani przez tajemniczą organizację. Wiek i
          status nie mają tu żadnego znaczenia. Poddawani sadystycznemu eksperymentowi –
          biciu ogromnym lodowym młotem – z reguły umierają. Ci, którzy przeżyją,
          dowiadują się, że oto obudzili się ze snu, jakim było ich dotychczasowe życie.
          Teraz dopiero mogą dołączyć do grona wybrańców, delektujących się swą boską
          naturą.
          W rzeczywistości jednak jest to raczej metaforyczna próba oddania ludzkiej
          kondycji, prowadzącej na manowce fascynacji technologią, pragnienia wymknięcia
          się śmierci oraz wzniesienia się ponad problemy i miałkość codzienności. Próba
          bynajmniej nie tak patetyczna, jak powyższe zdanie – w prozie Sorokina jest też
          ożywcza porcja absurdu. Począwszy od nachalnej „aryjskości” tajemniczego
          bractwa spiskowców (które przetrwało przeróżne dziejowe zawieruchy, z epoką
          Związku Radzieckiego włącznie), przez zahaczający o grypserę język dialogów, po
          meteoryt tunguski, który miałby „przynosić nadzieję uśpionym”...
          „Lód” to również dowód biegłości autora w żonglowaniu przeróżnymi tradycjami,
          motywami filozoficznymi i klasyką literatury. To taka synteza Ludluma i
          Nietschego, osadzona na dodatek w realiach Moskwy – gdzie niewyobrażalne,
          przynajmniej dla nas, fortuny sąsiadują ze skrajną biedą.
          Kończący w tym roku 50 lat pisarz i grafik uchodzi już za klasyka
          konceptualizmu. Zarówno jego eksperymentatorskie zapędy, jak i ponura wizja
          rosyjskiego społeczeństwa czy przedstawianie często przejaskrawionych realiów
          życia i historii Rosji przyczyniły się do faktu, iż w kręgach konserwatywnych
          czy nacjonalistycznych jest postrzegany jako skandalista i „szkodnik”. Z
          pewnością „Lód” nie przyczyni się do poprawy tego wizerunku – choćby ze względu
          na widoczną fascynację (choć nie gloryfikację!) złem, w stopniu porównywanym
          przez krytykę do „American Psycho”. Inny utwór Sorokina, „Gołuboju sało”,
          proputinowska organizacja Idący Razem (mająca w ogóle tendencje do cenzurowania
          rosyjskiej sztuki i kultury) uznała za pornograficzny, co skończyło się w
          prokuraturze.
          „Lód” był w Rosji bestsellerem, znalazł się w finale rosyjskiego Bookera. Jego
          powodzenie sprawiło zapewne, że Sorokin zdecydował się dopisać prequel – „Put’
          Bro”.
          (mj/mat. wyd.)
          • lapushkin "Lód" Władimira Sorokina w TV 04.02.05, 14:58
            Podaje za strona wydawnictwa:
            7 stycznia (poniedzialek) - TVP pr I - 22.30 w programie "Tele-nowela" bedzie
            prezentacja ksiazki "Lod",
            a we wtorek 8 stycznia w TVP pr II o 17.05 w Telewizyjnych Wiadomosciach
            Litearckich - rozmowa z Autorem.
            • spaceage Re: "Lód" Władimira Sorokina w TV 05.02.05, 11:49
              chyba lutego??? bo styczen juz byl;)
              • lapushkin Re: "Lód" Władimira Sorokina w TV 05.02.05, 17:54
                tak, tak, jasne, ze lutego!

                spaceage napisała:

                > chyba lutego??? bo styczen juz byl;)
                • lapushkin Re: "Lód" Władimira Sorokina w Rzepie 05.02.05, 17:59


                  ROZMOWA Z WŁADIMIREM SOROKINEM

                  Nieludzki punkt widzenia


                  Mówi Władimir Sorokin

                  Rz: Wiktor Jerofiejew‚ mówiąc o pańskiej powieści "Lód"‚ stwierdził że odnowił
                  pan język rosyjski.
                  WŁADIMIR SOROKIN: On się na tym lepiej zna ode mnie.

                  Na czym ta odnowa językowa polega‚ poza - zrozumiałą - eliminacją sowieckiej
                  nowomowy?
                  Porównałbym język do rzeki. Ze swojej natury płynie ona tam‚ gdzie chce.
                  Bolszewicy koniecznie chcieli ją uregulować‚ wtłoczyć w specjalnie przygotowane
                  koryto i wykorzystywać w elektrociepłowni do wytwarzania energii‚ która miała
                  napędzać komunizm. Oczywiście‚ robili to na siłę‚ przemocą‚ bo inaczej nie
                  potrafili. I ja‚ i Wiktor Jerofiejew‚ i Wieniedikt Jerofiejew‚ i Aleksander
                  Sołżenicyn próbowaliśmy się temu przeciwstawić. I teraz‚ mogę powiedzieć‚ rzeka
                  naszego języka znów płynie jak chce‚ swobodnie.

                  Czyli jest pięknie?
                  Niezupełnie‚ bo literatura dobrze czuje się nie tylko w bystrym nurcie rzeki‚
                  ale i w wodzie stojącej‚ na przykład‚ sadzawce. Na pewno nie zależało nam
                  wszystkim wyłącznie na czystości tej wody. Ja‚ osobiście‚ bardzo lubię bagna.

                  To dlatego portretuje pan w swoich utworach środowiska‚ w których używa się
                  języka, powiedzmy, mało eleganckiego?
                  Staram się maksymalnie indywidualizować język swych bohaterów. Dzisiejsza
                  Moskwa dostarcza mi wspaniałego materiału. Uwielbiam cały ten moskiewski szum‚
                  na który składa się mowa intelektualistów - czasem i pisarzy - i mowa bandytów‚
                  mowa nowych Rosjan i zwykłych‚ szarych ludzi. Lubię podsłuchiwać ten język‚ jak
                  i podglądać zachowania różnych ludzi. Są pisarze ekshibicjoniści. Mnie‚
                  przeciwnie‚ interesują inni.

                  Podsłuchiwanie bandytów może skończyć się nieprzyjemnie‚ tymczasem w pana
                  książkach język gangsterski pojawia się niepokojąco często.
                  W stosunku do pisarzy gangsterzy zachowują się normalnie. Nie mogę powiedzieć‚
                  że to moi przyjaciele‚ ale miałem z nimi kontakty‚ zebrałem pewne
                  doświadczenia‚ dla takiego autora jak ja niesłychanie cenne. Jeśli chcemy być
                  dokładni w tym‚ co robimy‚ wiarygodni‚ w tym‚ co piszemy‚ nie można zamykać się
                  w Wieży z Kości Słoniowej. Choć takich pisarzy w Rosji nie brakuje i to
                  mających o sobie bardzo wysokie mniemanie.

                  Być może dlatego‚ że Rosjanie w ogóle rozpieszczają swoich pisarzy‚ niezmiernie
                  wysoko sytuując ich w hierarchii społecznej.
                  Takie panuje przekonanie‚ natomiast jest faktem‚ że są pisarze‚ starszego
                  pokolenia‚ którzy przez całe życie tworzą - przez duże "T". Jak usiedli przy
                  biurkach 40 lat temu‚ tak siedzą przy nich do dziś‚ pisząc o wieczności‚
                  wartościach ogólnoludzkich‚ ideałach.

                  Pan krócej‚ ale też - było nie było - od ćwierć wieku siedzi przy biurku.
                  Ale nie tym samym‚ cały czas je zmieniam. Nie można oglądać życia przez okno. A
                  książki o wieczności udają się jednemu autorowi na tysiąc‚ cała reszta uprawia
                  rutynowe pisarstwo. To mnie nie interesuje‚ wybrałem inną drogę. Uważam‚ że nie
                  trzeba bać się życia.

                  "Lód" jest pierwszą częścią trylogii. Czy w następnych tomach spotkamy tych
                  samych bohaterów?
                  W większości innych‚ ale zapewniam‚ że utrzymałem i ciągłość problematyki‚ i
                  fabuły. Druga cześć trylogii - "Światła i lodu"‚ jak ją nazwałem - ukazała się
                  już w Rosji pod tytułem "Put' Bro". Teraz piszę trzecią i ostatnią część‚
                  zatytułowaną "23 tysiące".

                  Tylu właśnie - jak wyczytałem w "Lodzie" - ma być ludzi wybranych.
                  Niebieskookich blondynów‚ w których sercach żyje pamięć Światłości. Kiedy się
                  odnajdą‚ stworzą krąg‚ a wtedy ich ziemskie powłoki rozpłyną się wraz z
                  ziemskim światem i oni‚ jako promienie Światłości Pierwotnej‚ powrócą do
                  Wieczności. No i co‚ stworzą ten krąg?
                  Proszę uzbroić się w cierpliwość.

                  Nie czekając na dokończenie trylogii‚ można założyć‚ że dałoby się z "Lodu"
                  zrobić atrakcyjny film.
                  Otrzymałem stosowne propozycje‚ ale nie spieszę się. Też słyszałem‚ że "Lód" to
                  gotowy scenariusz. Najpierw jednak skończę "Światło i lód". To dla mnie nowe‚
                  ważne doświadczenie‚ nad tak dużą‚ epicką formą jeszcze nie pracowałem‚ a w
                  sumie napisanie tej trylogii zajmie mi pięć lat. Niech więc filmowcy poczekają‚
                  tym bardziej że zależy mi‚ by "Lód" nie został potraktowany powierzchownie.

                  Rozumiem‚ że nie jest pan zwolennikiem kina akcji?
                  Nie mam nic przeciw niemu‚ ale "Lód" to jednak poważniejsza historia...

                  ... niż bicie ludzi młotami z lodu w poszukiwaniu blondwłosych übermenschów.
                  To na pewno.

                  Swoją drogą‚ sięgając w powieści do lat wojny i okupacji‚ wskazuje pan na trop
                  nazistowski‚ teorię o wyższości rasy aryjskiej...
                  Przypomnę‚ że blondyni o niebieskich oczach zwracali uwagę już w starożytności‚
                  hitlerowcy nie byli więc zbyt oryginalni. Majaczenia o blond bestiach nie mają
                  z moją książką wiele wspólnego. W "Lodzie" mamy do czynienia z sektą‚ jest nią
                  bowiem w istocie tajemnicza organizacja polująca na ludzi‚ którzy - jak pan to
                  streścił - mają w sobie pamięć Światłości. I‚ jak w każdej sekcie‚ dzielą
                  ludzkość na wtajemniczonych i całą resztę. Faszyści też to robili‚ istotnie‚ na
                  szczęście niezbyt długo‚ bo około piętnastu lat.

                  Bolszewicy mieli znacznie więcej czasu‚ choć oni deklarowali równość‚ w
                  rzeczywistości też dzieląc ludzi na lepszych i gorszych.
                  Jest tu pewna różnica‚ w ZSRR mieliśmy do czynienia z orwellowskim‚ wewnętrznym
                  kręgiem. Taki krąg był już u Dżyngis-chana. Co do mnie‚ spróbowałem w swojej
                  trylogii spojrzeć na ludzkość jakby z nieludzkiego punktu widzenia.

                  Krytycy powiadają‚ że pana fascynuje zło. Ja się akurat tego w "Lodzie" nie
                  doczytałem‚ ale brutalnych - i to bardzo - scen w pana powieści nie brakuje.
                  Przylgnęła do mnie taka etykieta‚ raczej niesłusznie. Kiedyś interesowałem się
                  złem‚ ale w tym sensie‚ że usiłowałem samemu sobie wyjaśnić‚ dlaczego ludzie
                  nie mogą się bez niego obejść. Chyba najbardziej okrutną rzeczą‚ jaką napisałem
                  ponad 15 lat temu‚ był "Miesiąc w Dachau". Ta niewielka powieść powstała po
                  mojej bytności w tym obozie‚ gdzie próbowałem zrozumieć‚ jak unicestwia się
                  człowieka. Próbowałem‚ właśnie odrzucając ludzki punkt widzenia.

                  Temu się nie dziwię. W końcu w Dachau‚ Oświęcimiu czy na Kołymie wszystkie
                  humanistyczne idee wzięły w łeb.
                  Oczywiście. No‚ ale skoro interesowałem się problemem zła‚ pisałem o nim‚ to
                  jasne‚ że znaleźli się czytelnicy‚ którzy dopowiedzieli sobie‚ że jeśli zło
                  jest na kartach moich książek‚ to i ja...

                  Muszę być zły!
                  Powiedzmy‚ że muszę być wyznawcą zła. To‚ naturalnie‚ bzdura.

                  Podobnie jak nie jest pan niebieskookim blondynem‚ tak i w "Lodzie" nie pisze
                  pan o bractwie‚ którego jest członkiem.
                  Członkowie tej sekty ciekawią mnie jako wirtualny fenomen. "Lód" dał mi bardzo
                  dużo‚ pozwolił mi spojrzeć na siebie na nowo. A przy okazji ujrzałem też
                  inaczej wiek XX.

                  Jako zamkniętą epokę?
                  Tak. Ale raczej nie epokę‚ nie proces‚ tylko rzecz. Namawiam do takiego
                  spojrzenia czytelników. Zobaczcie tego "poprawionego" przez wiek XX człowieka‚
                  jeśli oczywiście przeżył eksperymenty‚ jakie fundowano mu i w Rosji‚ i w
                  Niemczech‚ i we Włoszech....

                  ... w Kambodży‚ w Chinach...
                  No właśnie. W gruncie rzeczy postępowano podobnie jak w mojej powieści‚ gdzie
                  zimnym lodem pobudza się świadomość‚ zmuszając ludzi d
                • lapushkin Re: "Lód" Władimira Sorokina w TV 09.02.05, 00:10
                  ups, najwyrazniej na stronie WAB podali bledna info. W takim razie moze
                  o "Lodzie" bedzie mowa 15 lutego, w nastepny wtorek, w kolejnym wydaniu "Tele-
                  noweli"
    • karodzaj Re: "Lód" Władimira Sorokina 13.02.05, 16:46
      Bardzo dobra książka! Czytałam z zapartym tchem (choć może, powiedzieć, że ze
      zmrożonym byłoby bardziej na miejscu), nieco drażnił mnie tylko język,
      szczególnei na początku.
      <szczególne doznania gwarantowane niebieskookim blondynkom i blondynom>
      • rolandd10 Re: "Lód" Władimira Sorokina 19.02.05, 09:35
        Bardzo dobra książka. Czytalem ostatnio wywiad z Muńkiem Staszczykiem. Bardzo
        polecał "Lód". I postanowiłem sprawdzić. Nie żałuję. I polecam dalej.
    • lapushkin Pierwszy pornograf Rosji-rozmowa z Sorokinem 14.02.05, 14:50
      Pierwszy pornograf Rosji. Rozmowa z pisarzem Władimirem Sorokinem
      Anna Żebrowska 14-02-2005, ostatnia aktualizacja 13-02-2005 15:33

      Mój ulubiony pisarz Tołstoj tworzył wspaniałe dzieła i wielkich bohaterów, ale
      ani razu nie zrobił aluzji do tego, że Natasza Rostowa oddala się do toalety na
      siusiu

      Jak komsomolec Sorokin stracił cnotę?

      Dobre pytanie! Próbowałem już jako pionier, ale nic z tego nie wyszło. Miałem
      osiem lat, a moja wybranka, Natasza, chyba z sześć. W zimowy wieczór
      schowaliśmy się na podwórzu za pryzmą węgla. Rozpięliśmy płaszcze, spuściliśmy
      spodnie i rajtuzy. Nie mogłem trafić, strasznie zmarzliśmy... W rezultacie
      straciłem cnotę dziesięć lat później, podczas praktyki robotniczej na pierwszym
      roku studiów. Poznaliśmy się przy taśmociągu w fabryce gaźników samochodowych.
      Ona była z innej uczelni, nie moskwianka. Mieszkała u babci, która co drugą noc
      pracowała jako dozorczyni. Dalej to już była kwestia techniki.

      Co piliście na odwagę?

      Niczego nie mogłem dostać, bo przy stoiskach monopolowych kłębiły się tłumy.
      Żeby nie przyjść z pustymi rękami, kupiłem tort, tłusty radziecki tort z grubą
      warstwą kremu. Jedliśmy go przy świetle świec i potem lepkimi ustami zaczęliśmy
      się całować.

      Wykorzystał Pan to doświadczenie w którymś z utworów?

      Nie. Było niezwykłe tylko dla mnie. Jechałem do obcej dzielnicy, obcy pokój i
      łóżko babci - dozorczyni, która na szczęście nie wróciła przed czasem.

      Pan dorastał jako profesorski synek w podmoskiewskim Bykowie.

      W porównaniu z tłoczną Moskwą Bykowo było rajskim zakątkiem. Solidne piętrowe
      domy z cegły i sosnowy las. Mieszkała tam inteligencja techniczna. Mój ojciec
      był profesorem na wydziale metalurgii, mama inżynierem ekonomistą. Typowi
      radzieccy inteligenci. Bardzo radzieccy.

      Siedzieli w kuchni i narzekali na władzę?

      Siedzieli w pokoju, gdzie były wygodne fotele. Z władzy byli zadowoleni,
      wierzyli, że jest sprawiedliwa. Nie pamiętam rozmów o łagrach ani o
      Sołżenicynie. Rodzice prenumerowali postępowy miesięcznik "Nowyj Mir", czytali
      pisarzy radzieckich i rosyjską klasykę - Tołstoja, Turgieniewa jako
      autora "Zapisków myśliwego". Dziadek i ojciec namiętnie polowali. W młodości
      wyprawiałem się z nimi na kaczki. Potem uznałem, że zabijanie żywych istot jest
      niemoralne.

      Ma Pan fotografię w mundurku pionierskim?

      Z czerwoną chustą? Nie, nie mam. Ale korespondowałem z rówieśnikami z bratniego
      obozu socjalistycznego, z NRD, Bułgarią i chyba z Jugosławią.

      Zachowałam list z Rostowa: "Wyślij mi swoje pióro, a ja ci przyślę chustę
      pionierską". Miałam ładne pióro i zerwałam korespondencję.

      Mnie pozostały kolorowe widokówki. Ale szkołę wspominam jako najczarniejsze
      lata swego życia. Zmieniałem ją czterokrotnie, bo rodzice przeprowadzili się do
      Moskwy, i w każdej było jednakowo koszmarnie. Nuda i przymus, kwintesencja
      systemu. Wtedy nie miałem świadomości, dlaczego tak jest. Czułem jednak, że
      uczą nas niewłaściwi ludzie, nie tego, co należy. Wszystkie żywe odruchy były
      tłumione.

      Ale zakochiwał się Pan?

      To także było strasznym przestępstwem! Kiedy dwoje dzieciaków nie umiało ukryć,
      że czują do siebie sympatię, włączała się cała machina represyjna. Aktyw
      pioniersko-komsomolski, grono nauczycielskie. Zresztą w domu też mogłem liczyć
      tylko na reprymendę: to wszystko głupstwa, za wcześnie, trzeba się uczyć, uczyć
      i uczyć... A już miłość cielesna to było coś okropnie wstydliwego. Tym można
      się było zajmować tylko w ciemności, milcząco i na drugi dzień udawać, że nic
      się nie zdarzyło.

      I nie uprawiano seksu?

      Bardzo aktywnie! Studia zapamiętałem jako pasmo burzliwych ekscesów
      erotycznych. Nie mówię, że moich własnych, to dotyczyło wszystkich wokół.

      Żarliwi komsomolcy, którzy w nocy spółkowali za szafą w korytarzu i na
      schodach - był to dla mnie szok po pobycie w radzieckim akademiku. Przypadkowy
      seks traktowano jak wypicie szklanki wody.

      Kiedy już młodzi ludzie decydowali się złamać tabu, pojmowali, że seks jest
      jedyną odskocznią, jedynym zdrowym zajęciem w ich zakłamanym życiu.

      ŹRÓDŁO:


      A co z antykoncepcją? W aptekach były tylko radzieckie prezerwatywy.

      No nie, tych dętek z apteki nikt chyba nie używał. Pytało się partnerkę: można
      dzisiaj czy nie.

      W moskiewskim akademiku koleżanki radziły sobie, by wkładać do pochwy plasterek
      cytryny. Przepraszam, że opowiadam o takich świństwach.

      To nie świństwa, to życie. O cytrynie nie słyszałem, ale kiedyś w trakcie
      stosunku odczułem, że coś nam przeszkadza, no, coś tam jest w środku... Po
      fakcie dziewczyna wyjaśniła mi, że to tabletka, która rzekomo miała też skutek
      antykoncepcyjny.

      Może polski biseptol, wykorzystywany w demoludach nie tylko jako środek na
      przeziębienie.

      Nie wiem i przyznam szczerze, że mężczyźni radzieccy nie bardzo się tym
      przejmowali. Ochronę przed niepożądaną ciążą zostawiali dziewczynom. Faktem
      jest, że na przekór ideologii moje pokolenie żyło tylko seksem. I jeszcze
      muzyką rockową. Zachodni hard rock, Deep Purple, T-Rex, Led Zeppelin - na
      początku lat 70. były to dla nas boskie imiona. Kwitł czarny rynek, u
      spekulantów kupowaliśmy płyty i zasłuchiwaliśmy się w tej muzyce. Płyty,
      dżinsy, amerykańskie papierosy Camel... Patriotyzm panował tylko w sferze
      napojów wyskokowych. Piwo lało się rzeką, bo na każdym rogu były piwiarnie.
      Głównym napojem studenckim był jednak portwajn po rubel pięćdziesiąt. Pociągano
      na ulicy wprost z butelki.

      Poezja estradowa, recytowana na stadionach, nie rajcowała Pana?

      Żartuje pani? Jewtuszenko z jego sztuką deklamacji przypomina mi postarzałego
      Hitlera. Ale zdumiewa mnie umiejętność poetów chruszczowowskiej odwilży -
      przystosują się do każdego reżimu i jeszcze na tym zarobią.

      Nie śpiewał Pan z gitarą lirycznych piosenek autorskich?

      Nie, wolałem Rolling Stonesów.

      Nie wielbił Pan Okudżawy?

      Bardzo średnia proza. Piosenki słucha się przyjemnie, ot, na przykład jadąc
      podmiejskim pociągiem.

      Nie zbierał Pan nagrań Wysockiego?

      Wysockiego lubiłem, choć nie był moim idolem. Ale okropnie było mi żal, kiedy
      tak nagle umarł.

      Pan nie miał problemów z alkoholem?

      Nie, może dzięki temu, że szybko wyszedłem poza grono uczelnianych znajomych i
      skończyły się dla mnie szczeniackie popijawy. Jako dwudziestolatka w 1975 roku
      przyjęli mnie do swego grona dojrzali artyści z kręgów undergroundu. Później
      nazwano ten ruch moskiewskim konceptualizmem. Prym wiedli malarze, dzisiaj
      bardzo znani: Ilja Kabakow, Erik Bułatow, Wołodia Jankilewski. Z wyjątkiem
      Wołodii Niemuchina wszyscy potem emigrowali. W tym towarzystwie szybko
      przejrzałem na oczy. Związek Radziecki opadł ze mnie jak łuska z karpia pod
      nożem bezlitosnej kucharki.

      Byłam w paryskich pracowniach Bułatowa i Jankilewskiego. Żyją niemal jak
      zakonnicy, uprawiają sztukę.

      Wtedy też była to nietypowa bohema, w odróżnieniu od Pitra, gdzie wódka płynęła
      rzeką i zalewano się do nieprzytomności. W Moskwie spotykaliśmy się w
      pracowniach Kabakowa i Bułatowa, którzy nie pili. Erik zawsze był człowiekiem
      idei. Nienawidził władzy radzieckiej i uprawiał soc-art. Nie była to
      powierzchowna kpina z wzorców socrealizmu, to malarstwo przetrwało próbę czasu
      i trafiło do najlepszych muzeów. Kabakow jest dzisiaj chyba najbardziej znanym
      artystą z Rosji. W ZSRR obrazów w ogóle nie sprzedawali, cała twórczość
      Bułatowa wyjechała na Zachód w bagażu cudzoziemców. Ale żyli komfortowo, to był
      taki paradoks: wszyscy nasi awangardyści ilustrowali książki dla dzieci.
      Książek wydawano mnóstwo, w wielkich nakładach, więc dobrze zarabiali.

      Brał Pan udział w nieoficjalnych wieczorach literackich?

      Tak, pamiętam jak w pracowni Bułatowa na Czystych Prudach czytali wiersze
      Wsiewołod Niekrasow, Dmitrij Prigow, Lew Rubinsztejn. Malarze przynosili nowe
      obrazy. Potem pito herbatę i dyskutowano. To były konstruktywne rozmowy, prawie
      konferencje naukowe. Sp
      • adella1 Re: Pierwszy pornograf Rosji-rozmowa z Sorokinem 14.02.05, 22:00
        swietna rozmowa!
        • appia1 Re: Pierwszy pornograf Rosji-rozmowa z Sorokinem 17.02.05, 14:06
          super wywiad i genialna ksiazka!! niesamowicie szybko i sprawnie poprowadzona
          narracja. ksiazka wciaga i dlugo nie puszcza. ciagle za mna chodzi. "mow serce,
          mow serce..."
          • lapushkin recenzja z radio.com 22.02.05, 19:43

            www.radio.com.pl

            Tytuł: Lód

            Dwa lata temu powieść Władimira Sorokina stała się wielkim bestsellerem na
            rynku niemieckim. Wspominam o tym, bo się trochę Niemcom dziwię, choć zarazem
            zupełnie nie jestem zdumiona ich, tak między innymi okazywaną, rusofilią.
            Literatura rosyjska nadal pozostaje w światowej czołówce, dalej oczarowuje
            rozmachem, pomysłowością i oryginalnością.

            Nie inaczej dzieje się w przypadku Lodu. Zanim jednak pospieszę z wyliczeniem
            jego walorów, muszę wrócić do zadziwienia niemieckimi zachwytami. Otóż dziwią
            mnie one, bo przecież ta powieść drwi sobie z filozoficznych idei, którymi ex-
            władcy globu niegdyś podchwycili (od Nietzschego i jego
            demonicznego „interpetatora”) i które w efekcie „wcielenia” teorii w życie na
            całe dziesięciolecia przyniosły im niesławę. Całkowicie słusznie. Być może
            zatem składając hołd przewrotnemu dziełu Sorokina, chcą zaakcentować to, co po
            latach stało się ideą odrodzonych Niemiec – że winy się nie dziedziczy. Czyli,
            przekładając to już na samą powieść: idea wyższości rasy aryjskiej i eliminacji
            podludzi to już odległa przeszłość, sprawa tych, którzy albo już zostali
            ukarani, albo, w dużej części, już wymarli.

            Jednakowoż Lód w żadnym razie nie jest publicystycznym nawoływaniem do
            niemieckiej ekspiacji. To próba zgłębienia fenomenu zbrodni, którą popełnia się
            w imię mglistej, lepszej przyszłości. Tego rodzaju zło, uogólnijmy, nie leżało
            wyłącznie u podłoża germańskich wyczynów, ale oczywiście było/jest motorem
            działań komunistów i wszelkiej maści utopistów którzy dążyli/dążą do celu po
            trupach. Powieściowych blondynów z niebieskimi oczyma, jacy przez tajemniczą
            sektę – przy pomocy młota z lodu – budzeni są do prawdziwego życia, nie należy
            traktować zbyt dosłownie. Są oni symbolem wszelkich (samozwańczych) wybrańców,
            czego dowodem – osadzenie części powieści w czasach stalinowskich.

            Samej tej metafory nie trzeba szukać zbyt głęboko: wyłożona została na okładce.
            Szkoda, bo tym sposobem czytelnikom odpada samodzielne znajdywanie analogii.
            Jeśli nawet, to ta narzuca się bardzo mocno. Pozostaje więc czytającym
            delektowanie się mistrzostwem konstrukcji, nieokiełznaną wyobraźnią autora i –
            nade wszystko – arcydzielną stylizacją językową, za przetransponowanie której
            wielkie brawa należą się także polskiej tłumaczce powieści. Jest to przyjemność
            z gatunku tych masochistycznych, bo Lód epatuje okrucieństwem, przytłumionym
            tym jedynie, iż zostało tu ono doprowadzone do absurdu (w scenach
            fantastycznych, nie w rekonstrukcji lat terroru) i że gdzie niegdzie okraszono
            je specyficznym rosyjskim poczuciem humoru w stylu: kupiliśmy krowę, ogólnie
            byliśmy szczęśliwi, a po południu Wowa powiesił się w kurniku.

            Klimat tego poetyckiego thrillera tworzy osobliwy kontrast z tegoroczną, ciepłą
            zimą. I dlatego jakoś trudno mi zalecać, by ktoś chciał się dobrowolnie
            ochłodzić. Ale kto wie? Może spowodowana przez lekturę hipotermia dotyka tylko
            tych, którzy nie mają serca? Do takiej – świetnej – literatury.


            Marta Mizuro
            Władimir Sorokin, Lód, tłum. Agnieszka Lubomira Piotrowska, W.A.B, Warszawa
            2004.



            • lapushkin puls-swiata 01.03.05, 19:28

              www.puls-swiata.subnet.pl

              Zmrożenie
              Do księgarń trafił już polski przekład wydanej dwa lata temu powieści Władimira
              Sorokina „Lód”. Z pozoru jest to thriller – oto w Moskwie znikają blondyni i
              blondynki o niebieskich oczach porywani przez tajemniczą organizację. Wiek i
              status nie mają tu żadnego znaczenia. Poddawani sadystycznemu eksperymentowi –
              biciu ogromnym lodowym młotem – z reguły umierają. Ci, którzy przeżyją,
              dowiadują się, że oto obudzili się ze snu, jakim było ich dotychczasowe życie.
              Teraz dopiero mogą dołączyć do grona wybrańców, delektujących się swą boską
              naturą.
              W rzeczywistości jednak jest to raczej metaforyczna próba oddania ludzkiej
              kondycji, prowadzącej na manowce fascynacji technologią, pragnienia wymknięcia
              się śmierci oraz wzniesienia się ponad problemy i miałkość codzienności. Próba
              bynajmniej nie tak patetyczna, jak powyższe zdanie – w prozie Sorokina jest też
              ożywcza porcja absurdu. Począwszy od nachalnej „aryjskości” tajemniczego
              bractwa spiskowców (które przetrwało przeróżne dziejowe zawieruchy, z epoką
              Związku Radzieckiego włącznie), przez zahaczający o grypserę język dialogów, po
              meteoryt tunguski, który miałby „przynosić nadzieję uśpionym”...
              „Lód” to również dowód biegłości autora w żonglowaniu przeróżnymi tradycjami,
              motywami filozoficznymi i klasyką literatury. To taka synteza Ludluma i
              Nietschego, osadzona na dodatek w realiach Moskwy – gdzie niewyobrażalne,
              przynajmniej dla nas, fortuny sąsiadują ze skrajną biedą.
              Kończący w tym roku 50 lat pisarz i grafik uchodzi już za klasyka
              konceptualizmu. Zarówno jego eksperymentatorskie zapędy, jak i ponura wizja
              rosyjskiego społeczeństwa czy przedstawianie często przejaskrawionych realiów
              życia i historii Rosji przyczyniły się do faktu, iż w kręgach konserwatywnych
              czy nacjonalistycznych jest postrzegany jako skandalista i „szkodnik”. Z
              pewnością „Lód” nie przyczyni się do poprawy tego wizerunku – choćby ze względu
              na widoczną fascynację (choć nie gloryfikację!) złem, w stopniu porównywanym
              przez krytykę do „American Psycho”. Inny utwór Sorokina, „Gołuboju sało”,
              proputinowska organizacja Idący Razem (mająca w ogóle tendencje do cenzurowania
              rosyjskiej sztuki i kultury) uznała za pornograficzny, co skończyło się w
              prokuraturze.
              „Lód” był w Rosji bestsellerem, znalazł się w finale rosyjskiego Bookera. Jego
              powodzenie sprawiło zapewne, że Sorokin zdecydował się dopisać prequel – „Put’
              Bro”.
              (mj/mat. wyd.)

              02.02.05.
    • karodzaj jeszcze jedna recenzja 01.03.05, 20:19
      ksiazki.wp.pl/katalog/recenzje/recenzja.html?rid=36140

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka