Dodaj do ulubionych

Dr KrisK w cieniu Ernesta H.

17.03.05, 21:41
Dr KrisK siedzial sobie wygodnie rozparty na polamanym plastykowym krzeselku
(swoja droga, jakie przydatne rzeczy ludzie wyrzucaja na smietnik!), palil
cygaro i rytmicznie wprowadzal do znekanego organizmu spore dawki Taniej
Whisky. W niedalekim dookolu toczylo sie zycie poczciwej amerykanskiej
prowincji, toczonej rakiem nadwagi oraz koniecznosci zabawy za wszelka cene.
Ludziska pedzili w te i wewte olbrzymimi samochodami, zuzywajacymi tyle
benzyny co rozklekotany ruski odrzutowiec, oslabiony dolar wygladal jak
wlasna karykatura, zas przyszlosc rysowala sie niejasno i groznie...
Dr KrisK z niepokojem zauwazal u siebie postepujaca hemingwayzacje:
wieloletnie i poglebiajace sie uwielbienie dla cygar i whisky, uporczywe
odziewanie sie w odziez z demobilu (oraz wszystko co nosilo oznaki zuzycia i
zapomnienia), zamilowanie do lazenia po rozmaitych zakazanych miejscach,
pelnych aligatorow, blota i pustych butelek...
Do tego wszystkiego dolaczyla sie niechec do wyposazania sie w najnowsze
zdobycze techniki, ze szczegolnym wskazaniem na telefonie komorkowa (dr KrisK
raz wyslal SMSa i nie spodobalo mu sie...), rozmaite diwidi, empetrzy, i
takie tam glupoty, niegodne jego uwagi. Nie chodzilo tutaj o zwykle dla wieku
starczego zagubienie w swiecie przyciskow i rozwijanych menu - raczej dr
KrisK zaczynal miec wszystko w ... zreszta niewazne. Jego zainteresowania,
dotychczas poslusznie skupione na swiecie nauki-kultury-i-sztuki, rozlazly
sie po manowcach i wertepach.
Powrocilo wspomnienie Wielkiego Ernesta Ha. Jego domu na Key West, pelnego
kotow i ksiazek. Wisi tam jedno z ostatnich zdjec Ernesta Ha - siedzi na
krzeselku, pali cygaro i pije whisky....
W te niedziele dr KrisK jedzie (po raz pierwszy w zyciu) na ryby...
Ciekawe co bedzie dalej.
KrisK
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. 17.03.05, 21:59
      Plan na potem:
      1)Połów łodzi podwodnych za pomocą siły ego i mitomańskich talentów oratorskich
      2) Z wizytą w zagrodzie, połaczone z własnoręcznym zursusowaniem byka
      3) wysadzenie jakiegokolwiek bądź mostu na oczach mniej lub bardziej ukochanej
      niewiasty
      4) niestety - mimesis bestia wymagająca - atak samobójczy zakończony
      zwycięstwem Krisk'a nad Hemoroidem

      a zawsze mi się zdawało że z Ernesta człowiek się leczy ok .15 roku zycia....
      Pozdrowienia:)
      • dr.krisk Jednakze... 17.03.05, 22:05
        braineater napisał:

        > a zawsze mi się zdawało że z Ernesta człowiek się leczy ok .15 roku zycia....
        > Pozdrowienia:)

        To prawda - ale z wiekiem dziecinnieje! U niektorych dziecinnienie objawia sie
        koniecznoscia noszenia pampersow, u innych kupnem najwiekszego motocykla
        dostepnego w handlu. Niektorzy zas zaczynaja znajdowac upodobanie w rzeczach
        prostych: uzywki, rybolostwo, polowanie z kordelasem w zebach....
        Zreszta sam zobaczysz.
        • braineater Re: Jednakze... 17.03.05, 22:09
          A nie mógłby tak dottore z Malcolmem Lowrym się zidentyfikować? Klimaty jakby
          podobne, używki wręcz identyczne a pisarstwo jakby ciut lepsze
          No i wulkan to nie jakaś tam przyduża szprotka - to Jest wyzwanie:)
          Pozdrowienia:)
          • ada08 Re: Jednakze... 18.03.05, 00:13
            braineater napisał:

            > A nie mógłby tak dottore z Malcolmem Lowrym się zidentyfikować? Klimaty jakby
            > podobne, używki wręcz identyczne a pisarstwo jakby ciut lepsze
            > No i wulkan to nie jakaś tam przyduża szprotka - to Jest wyzwanie:)

            No nie, no nie. Nie wspomniał Krisk o psie. I dobrze, bo u Malcolma koniec
            żałosny, bardziej jeszcze niż u Ernesta. Skończyć kiedyś trzeba, ale żeby zaraz
            tak jak Konsul ? No nie, no nie... Toć Krisk pożyje jeszcze długo i, powiedzmy,
            szczęśliwie (cokolwiek to znaczy). Czego mu życzę :-)
            a.

    • hania55 A kiedy 17.03.05, 22:18
      Doktor rozwinie w sobie miłość do samolotów i zrobi kurs pilota turbośmigłowca
      (a co - jak szaleć to szaleć).
      Pozdrowienia.
      • dr.krisk Kurs pilotazu.. 17.03.05, 22:26
        Tez niezly pomysl. Kupilbym sobie zaraz w sklepie z demobilu taka skorzana
        kurtke, czapke i porteczki typu cargo. Do tego trzydniowy zarost i samolot typu
        Dakota DC3, albo jeszcze lepiej C47. Z obowiazkowymi przestrzelinami na
        skrzydlach....
        Jednak krzeselko chyba tansze.
        Pozdrowienia - KrisK
        • hania55 Re: Kurs pilotazu.. 23.03.05, 21:13
          A może na razie wystarczy czapka, kurtka i porteczki z demobilu? I zdjęcia przy
          dwupłatowcach?

          Tak na rozgrzewkę, Doktorze!
          • dr.krisk Dwuplatowce... 24.03.05, 00:33
            Tez niezly pomysl, ale zaraz mnie tu rozszyfruja, ze udaje i bedzie poruta.
            Utrace na Wiarygodnosci, i moze nawet sie stocze?
            A moze juz sie stoczylem?
            Ide sprawdzic!
            *****
            Jeszcze nie. Ale sa przeslanki.
            Pozdrowienia - KrisK
            P.S. A nie moglby byc np. motocykl z przyczepa? Tanszy bo radziecki (M72)...
            • hania55 A pewnie! 24.03.05, 14:21
              Hemingway by z zazdrości zzieleniał.

              No i strój samolotowy się do tego pojazdu nada.
    • Gość: kwiecienka Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.05, 23:11
      Boze drogi!
      Niech tylko Pan Doktor uwaza z tymi rybami!!!
      Niektore moga byc niebezpieczne...
      Ale Pan Doktor jeszcze mlody i pewnie duzo mo(r)ze...
    • tad9 Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. 18.03.05, 18:54
      dr.krisk napisał:


      > Ciekawe co bedzie dalej.

      Kto wie? Może pojawi się talent? H. go miał.

      :-p


      pozdrawiam
      • dr.krisk Bron Boze! 18.03.05, 19:44
        tad9 napisał:

        > Kto wie? Może pojawi się talent? H. go miał.
        A Bron Boze! Taki talent to tylko klopot, trzeba dawac wyraz i wykazywac sie, a
        to strasznie meczace. No i jeszcze moze czlowiek uwierzyc, ze zjadl wszystkie
        rozumy i jakims (dajmy ba to) Lysiakiem zostac??? Koszmar!
        To juz wole tak jak jest teraz - bez talentu.
        Pozdrawiam.
        KrisK
        • hrabalek i jeszcze może... 18.03.05, 20:02
          a potem będzie "Stary człowiek i (jeszcze ) może(ewentualnie morze)"
          (Wiem, wiem, nie odkryłam Hameryki).
    • dr.krisk Po rybach.... 22.03.05, 19:41
      Tak sobie bylo - mokro i nudnie. Najwyrazniej mam w zaniku instynkty lowieckie
      (oraz wiele innych).
      Pozostaje przy innych ernestowych nawykach.
      Pozdrowienia przedswiateczne!
      KrisK
      • tad9 Re: Po rybach.... 22.03.05, 19:46
        dr.krisk napisał:

        > Tak sobie bylo - mokro i nudnie. Najwyrazniej mam w zaniku instynkty
        >lowieckie (oraz wiele innych).

        To powyżej, to współczesna wersja dzieła "Stary człowiek i morze"? Mówią, że
        kultura współczesna jest kulturą wyczerpania i chyba coś w tym jest. Nuda i
        zanik instynktów.


        • hrabalek ..jest tam kto? 22.03.05, 22:26
          ..hej! to ja stary merlin, szukam faceta co miał mnie złapać na wędkę!Który to?
          • dr.krisk Marlin raczej... 22.03.05, 22:33
            Stary Merlin siedzi przy Okraglym Stole i o magdalenkowej zdradzie mysli.
            W tle Proust zazera sie owymi magdalenkami.
            • hrabalek Re: Marlin raczej... 22.03.05, 22:43
              dr.krisk napisał:

              > Stary Merlin siedzi przy Okraglym Stole i o magdalenkowej zdradzie mysli.
              > W tle Proust zazera sie owymi magdalenkami.

              O tempera o mores! w poście magdalenkami!ryby -się je !po to tu przypłynąłem!
              jak nie to nie, odpływam!Smacznego jajka!
    • brunosch Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. 23.03.05, 12:28
      oby Cię tylko, Doktorze na Kubę nie rzuciło, bo tam żyje taki jeden brodaty,
      kudłaty i źle mu z oczu patrzy, co też lubi w odzieży demobilnej się pokazywać,
      a jak już się pokaże, to nie ma końca ględzeniu, na śmierć zagada, a jak nie to
      choć socjalizm każe budować.
      Dlatego w poszukiwaniu Cygar i Taniego Rumu nie zapuszczaj się na wyspę jak
      wulkan gorącą...
      • sutekh1 Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. 23.03.05, 13:36
        w poszukiwaniu dwudziestodniowego zarostu ernestowego i marnych pomarańcz jedziemy
        na swoich stopach w dno bez okien po bokach ....
    • broch Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. 24.03.05, 04:20
      Key West to jedno z moich ulubionych miejsc wycieczkowych, Niestety, hotel
      trzeba rezerwować jakieś pół roku przed planowanym pobytem. A w knajpie Ernesta
      Dr. był?
      Radzę też zajrzeć do muzeum Dali w St Petersburgu, no i oczywiście przelecieć
      się poduszkowcem po Evergreen. Teraz dobry sezon bo moskity nie dokuczają jeszcze.
      • dr.krisk Key West & okolice 24.03.05, 17:01
        broch napisał:

        > Key West to jedno z moich ulubionych miejsc wycieczkowych, Niestety, hotel
        > trzeba rezerwować jakieś pół roku przed planowanym pobytem.
        Fakt - zwlaszcza podobala mi sie sama podroz droga przez niezliczone wysepki,
        no i slupki milowe nieuchronnie zmierzajace do cyfry 0 (tam zaczyna sie
        Ameryka!). Piekne miejsce.
        Bez problemu zarezerwowalem sobie motel na obrzezach (ale dosc kiepski- w
        innych nie mieszkam!).


        > A w knajpie Ernesta Dr. był?
        A nie byl. Jakos mi umklo. A gdzie to mniej wiecej jest??????

        > Radzę też zajrzeć do muzeum Dali w St Petersburgu,
        Bylem - zreszta sam St. Petersburg bardzo mi sie podobal.... Taki troche
        nieamerykanski. No i to molo... Niezle!

        > no i oczywiście przelecieć
        > się poduszkowcem po Evergreen. Teraz dobry sezon bo moskity nie dokuczają
        > jeszcze.
        Evergalades? Fajnie byloby.... Niestety, przejechalem tylko samochodem :(
        Pozdrowienia - KrisK
        • broch Re: Key West & okolice 24.03.05, 18:30
          Jesli Doktor jeżdzi autem (i ma czas):
          północna Floryda St Augustine - pierwsze osiedle (fantastyczny chleb w
          staroświeckiej piekarni, jeśli amerykańska guma się znudziła, z resztą na Key
          West też jest w stareńkiej piekarni gdzieś w środku??). Jeśli dużo czasu, to
          koniecznie Charleston i Savannah "pirackie" miasta. W Miami, oczywiscie polecam
          restauracje portowe.

          Sloppy Joe's to historyczna knajpa E.H. gdzie Scotch w czasie prohibicji płynął
          To było właśnie to miejsce.. Mieszkańcy Key West nie bardzo się prohibicją
          przejmowali. Nazwę baru (raczej zmianę nazwy) zaproponował sam Ernest. Bar
          miesci się na Duval St.

          Tak, tak Everglades nie Evergreen wczoraj jakiegoś wirusa złapałem... i trochę w
          głowie się mąciło..

          Miłego pobytu na Florydzie i dużo słońca. A droga na Key West jest fantastyczna
          tylko trzeba wcześnie wyjechać aby kolejki ominąć.
          • dr.krisk Re: Key West & okolice 24.03.05, 18:40
            St. Augustine - tez bylem. Fort ciekawy i w ogole milo. Tylko turystow duzo...
            A te knajpe na key West to sobie przypominam - tak w srodku miasta (Duval),
            duza plaska drewniana buda? Wprowadzilem tam do organizmu pokazna ilosc
            cienkiego piwska. Ale nie wiedzialem o tym Hemingway'u...
            Na razie planuje ekskursje do NY. Trzeba przeciez wyryc gwozdzem na Statule
            (Statui???) Wolnosci "Bylem tu - KrisK 2005".
            Pozdrowienia -
            KrisK
          • Gość: kwiecienka Re: Key West & okolice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 20:17
            Ech!
            Pan Doktor i Broch to tacy światowi ludzie...
            I w Hameryce byli... i się na niej znają...
            A są tam krokodyle? Bo na National Geographic powiedzieli, że w Everglades są...
            Może jakąś przygodę z nimi przeżyli? I podzielą się wspomnieniami...
            Pozdrawiam wiosennie z polskiej prowincji,
            K.
            • dr.krisk Wzgledem krokodylow... od swiatowych ludzi!! 24.03.05, 20:30
              Glownie aligatory sa, amerykanski krokodyl jest rzadkoscia. Zreszta aligator to
              nie taki duzy zwierzaczek - do 3 metrow, i mordke ma taka waska.

              A bylo tak!
              Razu jednego idziem z nagonka na te aligatory! Wierny Bambo niesie sztucery,
              patrony, szarpie i chleb z pajeczyna zagnieciony, jakby jakis aligator
              znienacka ukasil, zeby opatrzyc i jad wyssac. Gumiaki opatrzylim sloma, zeby
              cichsiej przez blota podazac, na glowie uszanka dobrze wata podbita - aligator
              swoj rozum ma, od razu do gardla skacze!!!! Idziem, idziem, cicho tak jakos i
              strasznie, tylko po krzakach melodyjnie grzechocza grzechotniki. A tu nagle!!!
              (... tutaj konczy sie rekopis znaleziony na Everglades w nadgryzionym gumiaku
              marki Stomil).

              Pozdrawiam wiosennie ze stron dalekich, ale nie tak bardzo roznych od polskiej
              prowincji!
              KrisK
              • broch Re: Wzgledem krokodylow... od swiatowych ludzi!! 24.03.05, 21:11
                Na poludniu Florydy czasem wskakujac do basenu w ogrodku, okaze sie ze plywa sie
                razem z aligatorem. Ostatni taki przypadek pokazywali w ramach atrakcji w
                porannym wydaniu ABC pare dni temu. Bydle z wody wyjsc nie chcalo i trzeba bylo
                grupowo wyciagac. Straszliwe wypadki raczej sie nie zdarzaja choc zwierzaki
                domowe czasem gina.
                Na Everglades sa rezerwaty gdzie mozna wynajac lodke i plynie sie wsrod
                niesamowicie bujnej zieleni (cos jak dzungla Mowgli'ego - tak to sobie
                wyobrazam). Jesli plynie sie bardzo cichutko (tzn bez amerykanskich turystow w
                okolicy), to mozna podplynac do takiego misia calkiem blisko, a on nawet okiem
                nie lypnie. W czasie powrotu z jednej z takich wycieczek widzialem aligatora
                "pilnujacego" samochodu. Za nic nie chcial wlascicielowi auta oddac.

                W sumie nigdy nie trafilo mi sie nic specjalnego za wyjatkiem ucieczki przed
                rozpedzonym sploszonym losiem w gorach skalistych.

                Ten Stomil to dobry sposob ochronny na aligatory. Meze by taka reklame dla Stomilu:
                Jak na Floryde to tylko w Stomilu! Jesli aligator przezuje, to napewno wypluje.
                • dr.krisk A taki czarny mokasyn, na przyklad... 24.03.05, 22:04
                  Ja specjalnie sie aligatorow nie boje - wielokrotnie plywalem canoe albo
                  kajakiem wsrod lypiacych z zielonej wody oczu, i zawsze to one odplywaly. Ale
                  oczywiscie lepiej nie sprawdzac granic ich tolerancji ...
                  Z zagrozen: raz spotkalem na sciezce na bagnach czarnego mokasyna - taki
                  wstretny, gruby i czarny waz, bardzo jadowity.
                  Nic to w porownaniu z okolicami dworca Warszawa Wilenska, gdzie kiedys w latach
                  siedemdziesiatych z przyczyn ode mnie niezaleznych przebywalem nocy kilka!!!!
                  Zadne grzechotniki mi teraz niestraszne!
                  KrisK
                  • broch Re: A taki czarny mokasyn, na przyklad... 24.03.05, 22:14
                    Doktorze, na Poludniu sa szczegolnie uciazliwe dwie rzeczy:
                    fire ants oraz czarne wdowy (i podobne paskudztwa), reszta gadow i plazow
                    generalnie do przezycia.

                    Trzeba jednak przyznac ze ilosc latajacej na wolnosci dziczyzny jest niepomierna.
                    • dr.krisk Fire ants... 24.03.05, 22:22
                      Kiedys mnie kilka fire ants (po polsku - ogniowe mrowki??) uzarlo - faktycznie,
                      boli jak diabli, i co najgorsze, nie przechodzi po dlugim nawet czasie.
                      Natomiast czarnej wdowy nie spotkalem, i nie za bardzo nad tym boleje. Ogolnie
                      staram sie patrzec pod nogi, nie pchac paluchow w nieznane miejsca, i nie lazic
                      po krzaczorach.
                      W oceanie i Zatoce wystrzegam sie plaszczek i rekinow. Zwlaszcza tych
                      pierwszych, bo sa nawet w plytkich wodach, i nie widac ich, bo zagrzebane w
                      piasku....
                      A taki fajny pajak brazowy, co jak ugryzie to gangrena? jak on sie nazywa...
                      Zapomnialem...
    • Gość: kwiecienka Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 21:48
      Och, ja niedouczona!
      Tyle lat kształcona! Tylem tytułów nazbierała, dyplomy w szufladach się
      piętrzą, a krokodyla od aligatora nie odróżniam... wstyd :-(((
      Oj, przyjdzie mi częściej NG oglądać... uważniej się mordkom przyglądać - a nuż
      trafię kiedyś na Florydę, i co? Nawet nie poznam co mnie dziabnie...
      Pozdrawiam,
      Kwiecienka Uswiadomiona
      • Gość: kwiecienka Re: Dr KrisK w cieniu Ernesta H. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 22:45
        "ilosc latajacej na wolnosci dziczyzny jest niepomierna" :-)))
        oj, to prawie jak w domu... U nas dziczyzny na wolności i pod dostatkiem, i
        nawet w nadmiarze... I kibole Legii, i Młodzież Wszechpolska za flotą
        zagraniczną goniąca...

        A coż to Pan Doktor na tym dworcu robił? Wagary jakieś były? No to upomnieć
        trzeba! No jak to tak?! Pan Doktor jest już ikoną, autorytetem niemalże,
        przykład dawać musi...
        Teraz młodzież hordą na Wileńską zjedzie... (śladami Dra KrisKa, quest taki)
        koczować będą, staruszki zaczepiać, papierki rozrzucać...

        Kwiecienka Zbulwersowana

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka