Dodaj do ulubionych

Samuel Beckett...

IP: 2.4.STABLE* / 10.10.0.* 26.07.02, 14:17
Witam!

Czy ktoś Go jeszcze czytuje? Jest on obok Ionesco moim ulubionym pisarzem.
Żaden inny literat nie potrafi tak błyskotliwie nakłonić mnie do
egzystencjalnych przemyśleń i uświadomienia sobie własnej nieistotności wobec
wszechświata... Zgłębiając jego twórczość mam nieustające wrażenie, że nie
marnuje czasu - po prostu tego potrzebuje... Pomaga mi zachować konieczny
dystans do otaczającego świata jak również samego siebie... To ważne...

A co Wy sądzicie o panu Beckett?
Obserwuj wątek
    • ydorius Re: Samuel Beckett... 26.07.02, 14:26

      Beckett mnie strasznie dołuje. Jego sztuki zawsze kojarzą mi się z ciemną i
      smutną egzystencją bez nadziei... Ale to może daltego, ze zamiast sobie
      dawkowac to wziąłem się od razu za sztuki zebrane (to się chyba
      nazywało "dzieła dramatyczne" w przekładzie - oczywiście - Libery)...

      Ale to prawda - niesamowicie refleksyjny jest. Tylko, że w moim przypadku były
      to refleksje na temat ogólego bezsensu wszystkiego...

      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • Gość: ugugunan Re: Samuel Beckett... IP: 2.4.STABLE* / 10.10.0.* 26.07.02, 14:58
        ydorius napisał:

        >
        > Beckett mnie strasznie dołuje. Jego sztuki zawsze kojarzą mi się z ciemną i
        > smutną egzystencją bez nadziei... Ale to może daltego, ze zamiast sobie
        > dawkowac to wziąłem się od razu za sztuki zebrane (to się chyba
        > nazywało "dzieła dramatyczne" w przekładzie - oczywiście - Libery)...
        >
        > Ale to prawda - niesamowicie refleksyjny jest. Tylko, że w moim przypadku
        były
        > to refleksje na temat ogólego bezsensu wszystkiego...


        Myślę, że sam Beckett miał bardzo duży dystans do sensu poszukiwań istoty
        bytu... Kamień filozoficzny nie istnieje, a filozofowie to tylko
        rozteoretyzowane darmozjady... *-)

        Musisz omijać zastawione przez niego nihilistyczne pułapki a istnieje szansa,
        że zaczniesz Go odbierać jak trupę Monty Pythona... *-) Wieloznaczeniowość
        beckettowskich treści jest nieprawdopodobnie elastyczna - każdy może ją
        pociągnąć w swoją stronę ucząc się siebie i swoich zachowań...

        Ja nie próbuję odpowiadać już na pytania, na które odpowiedzi po prostu nie ma
        sensu szukać - to strata czasu... Wysysam z Becketta recepty pomagające
        rozwiązać problemy na poziomie jednostki - mnie...

        Odbieram jego twórczość jako coś pozytywnego - pomaga cieszyć mi się
        drobnostkami i nie pozwala martwić drobnostkami... Generuje we mnie pogodę
        ducha...

        Jak myślisz, czy facet nie zdawał sobie sprawy z beznadziejności poszukiwania
        panaceum na ból istnienia? Cały czas w swoich dziełach tylko nas zwodził, że go
        to nurtuje... Wpychając nas do egzystencjalnego labiryntu bez wyjścia
        przygotował w nim jednak bardzo dużo wskazówek przydatnych do poruszania się w
        codziennym życiu... Tak ja to odbieram... *-)

        A Ty ciągle czekasz na Godota? *-)

        PZDR.
        • ydorius Re: Samuel Beckett... 26.07.02, 15:17
          Gość portalu: ugugunan napisał(a):

          > Myślę, że sam Beckett miał bardzo duży dystans do sensu poszukiwań istoty
          > bytu... Kamień filozoficzny nie istnieje, a filozofowie to tylko
          > rozteoretyzowane darmozjady... *-)

          A to akurat prawda :-))

          > Musisz omijać zastawione przez niego nihilistyczne pułapki a istnieje szansa,
          > że zaczniesz Go odbierać jak trupę Monty Pythona... *-)

          U Pythonów rzeczywistość JEST ukazana w krzywym zwierciadle... U Becketta to
          krzywe zwierciadło jest rzeczywistością... Przynajmniej tak to odbieram... Czy
          jestem rozteoretyzowanym darmozjadem? :-)))
          (Przypomina mi się Dilbert. Szef mówi: "Po co komu wieloryby. Cy kiedyś jakiś
          wieloryb się do czegoś przydał? Przyniósł kapcie albo zaparzył herbatę? Nie. Są
          bezużyteczne. Uważam, że świat pełen jest tłustych bezużytecznych ssaków".
          Dilbert: "Też tak sądzę, prosze pana" :-))))

          > Wieloznaczeniowość
          > beckettowskich treści jest nieprawdopodobnie elastyczna - każdy może ją
          > pociągnąć w swoją stronę ucząc się siebie i swoich zachowań...

          Mi jest się ciężko przebić przez smutek i beznadzieję. Ale czytałem to już
          jakiś czas temu (i na dodatek nie był to najszczęśliwszy okres), więc może
          dlatego... Biografia ma wpływ na odczytywanie różnych rzeczy... (coraz bardziej
          czuję się darmozjadem...)

          > Ja nie próbuję odpowiadać już na pytania, na które odpowiedzi po prostu nie
          ma
          > sensu szukać - to strata czasu... Wysysam z Becketta recepty pomagające
          > rozwiązać problemy na poziomie jednostki - mnie...

          Gadamer twierdził, ze tak właśnie należy odczytywac książki. Wypinać się
          na "ponadczasowość" i brac z nich to, co najlepsze i przydatne w jednostkowym
          życiu. Bo nie jesteśmy ponadczasowi. A jednostkowi owszem... Ech, pragmatyzm...

          > Odbieram jego twórczość jako coś pozytywnego - pomaga cieszyć mi się
          > drobnostkami i nie pozwala martwić drobnostkami... Generuje we mnie pogodę
          > ducha...
          >
          > Jak myślisz, czy facet nie zdawał sobie sprawy z beznadziejności poszukiwania
          > panaceum na ból istnienia? Cały czas w swoich dziełach tylko nas zwodził, że
          > go to nurtuje... Wpychając nas do egzystencjalnego labiryntu bez wyjścia
          > przygotował w nim jednak bardzo dużo wskazówek przydatnych do poruszania się
          > w codziennym życiu... Tak ja to odbieram... *-)

          To ja wolę chyba Borgesa. Tam labirynty mają ściany fantastyczne i wiem, że
          miejsce, w którym się znajduję to rzeczywistość fantastyczna. Beckett zaś
          wywołuje matrixowski niepokój... Kurczę, a jak to rzeczywiście tak wygląda..?

          > A Ty ciągle czekasz na Godota? *-)

          Każdy czeka :-))))

          > PZDR.

          i ja.

          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • ugugunana Kim jestem? 26.07.02, 15:50
            ydorius napisał:

            > To ja wolę chyba Borgesa. Tam labirynty mają ściany fantastyczne i wiem, że
            > miejsce, w którym się znajduję to rzeczywistość fantastyczna. Beckett zaś
            > wywołuje matrixowski niepokój... Kurczę, a jak to rzeczywiście tak wygląda..?

            Proponuję P. Dicka - u niego rzeczywistość jest chyba najbardziej względna...*-)

            Pozdrawiam darmozjadów... *-)
      • tiresias samuel koolerski 26.07.02, 14:58
        o panu Beckett sądzę, żę jest cool:))
        bardzo lubię szczególnie powieści - Watt, Murphy - doskonały typ cynicznego
        humoru z dużą dozą smutku egzystencjalnego, świetne językowo pisarstwo
        • ugugunana Re: samuel koolerski 26.07.02, 15:42
          tiresias napisał:

          > o panu Beckett sądzę, żę jest cool:))
          > bardzo lubię szczególnie powieści - Watt, Murphy - doskonały typ cynicznego
          > humoru z dużą dozą smutku egzystencjalnego, świetne językowo pisarstwo
          >
    • retro Re: Samuel Beckett... 26.07.02, 16:41
      W Literaturze na Świecie poświeconej B. napisali, że ten zwierzał się swoim
      znajomym, że pamięta swoje narodziny ( tzw. pamięć płodowa ) i że nie było to
      dla B. najprzyjemniejsze wspomnienie ( właściwie koszmar ). Dziwne co?

      pzdr
      • Gość: Moler Re: Samuel Beckett... IP: *.bci.net.pl 26.07.02, 17:44
        No cóż, na szczęście Beckett chyba ciągle jest czytany...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka