Dodaj do ulubionych

biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania

23.08.05, 21:42
Pierwsza w życiu wypożyczona książka- pamiętam, jak pierwszego trupa w pracy-
"Na jagody". Nie miałam kiedy oddać i myślałam, że ogień piekielny mnie
pochłonie za to spóźnienie. Miałam 7 lat. A potem już poleciało... Pani Basia
z wąsami, która zawsze warczała, ale jak odniosłam książki ojca po jego
śmierci, to razem płakałyśmy. Pani Anetka odkładała dla mnie Krzywicką, ale
ją zawiodłam srodze, bo opuściłam bibliotekę i dostałam karę pieniężną
zamiast wyznań gorszycielki- rozwód. Teraz mam taką ulubienicę, która pół
godziny wystukuje moje nazwisko na komp i nie wie, gdzie jest enter. Ale za
to mogę wziąć więcej niż pięć, a ona ciągle znajduje gdzieś i odkłada moją
zagubioną legitymację.Mimo wszystko lubię ginący gatunek polskiej
bibliotekarki.
Obserwuj wątek
    • kubissimo Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 23.08.05, 21:50
      tjaaa
      w jednej z "moich" bibliotek pracuje takie dziewcze, ktore zawsze wyglada,
      jakby za chwile mialo eksplodowac. chroniczny PMS ;) strach o cokolwiek
      zapytac, a nie daj boze cos przetrzymac ;)
      w tej samej bibliotece pracuje pani, ktora np. ma problemy z Proustem (czyt.
      proustem), bo co to i gdzie to i to tytul, czy nazwisko?
      ehhh

      na szczescie w innych bibliotekach pracuja same sympatyczne osoby :)
      • kawa_malinowa Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 23.08.05, 21:54
        > na szczescie w innych bibliotekach pracuja same sympatyczne osoby :)

        I mam nadzieję, że tylko takie będę miała przyjemność znać :) Bibliotekarki z
        biblioteki miejskiej to przeurocze panie gotowe do pomocy, życzliwe,
        podsuwające dzieła pasujące do jakiegoś tematu, przymykające oczy na pożyczanie
        znacznie większych niż regulaminowych ilości...
    • chihiro2 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 23.08.05, 22:05
      Nie pamietam jakos bibliotekarek z dziecinstwa i wieku dojrzewania (moze
      ksiazki mialam w glowie), za to pamietam dwie panie w bibliotece w malej
      miejscowosci pod Warszawa, gdzie mieszkaja moi rodzice. Zdecydowalam sie oddac
      tej bibliotece jakies 50 ksiazek, ktore kupowalam kiedys stopniowo, ktore
      przeczytalam i stwierdzilam potem, ze jednak nie musze ich miec na wlasnosc
      (teraz zaluje sromotnie - ach, interesowna jestem, bo moglam sprzedac na
      allegro i zarobic na poczet nowych zakupow). Najpierw poszlam zapytac, czy
      panie bylyby zainteresowane taka darowizna. Krecily nosem: ach, bo nie wiemy,
      co to za ksiazki, bo to trzeba do katalogu wprowadzac, bo mamy juz duzo
      ksiazek... Uzgodnilysmy, ze przyniose je (tata mnie podwiozl samochodem),zeby
      panie mogly obejrzec. Byly zachwycone: Ach, Hemingway'a pani oddaje? I Williama
      Whartona? (mialam "Spoznionych kochankow", za ktorych sie wstydzilam). Na moja
      odpowiedz, ze nie lubie Whartona, jedna z pan zdziwiona: Naprawde? To taki
      wspanialy pisarz! - a pani miala z 60 lat...
      Uzgodnily, ze w podziekowaniu za ksiazki zaznacza w komputerze, ze biblioteka
      dostala je ode mnie i dadza mi karteczke, na ktorej bedzie napisane, ze nie
      musze placic abonamentu za korzystanie z biblioteki. Bylam lekko
      skonsternowana, bo w zyciu nie slyszalam, zeby w tej bibliotece trzeba bylo
      placic jakis abonament, ale coz....
      • Gość: Aga Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.05, 07:34
        Fajne stereotypy - a nigdy w życiu nie spotaliście bibliotekarki, ktora jest
        komeptentna, biegła w komputerach i językach obcych, naprawdę tylko babibki w
        kapciach i nieco gapowate?
        • kubissimo Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 09:26
          ta moja z PMSem jest kompetentna, tyko bez kija nie podchodz ;)
          w innych bibliotekach, z ktorych korzystam, jest wlasciwy personel na wlasciwym
          miejscu :)
        • chihiro2 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 09:50
          Spotkalam cala mase takich bibliotekarek, glownie w bibliotekach naukowych,
          uniwersyteckich itp., ale nie w Polsce. Nie przecze, ze w Polsce tez sie takie
          zdarzaja, ale ja akurat za krotko studiowalam w Polsce, zeby miec dluzszy
          kontakt z polskimi bibliotekami tego typu. A w zwyklej bibliotece tez tylko za
          granica - w Polsce korzystalam z bibliotek, gdy nie byly jeszcze
          skomputeryzowane, tylko takie siermiezne, z katalogiem na fiszkach w komodce.
          • Gość: stereotyp Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 09:52
            Stereotyp przeze mnie opisany to panie ze zwykłych osiedlowych bibliotek-
            najniżej wśród przedstawicieli tego zawodu.
            • Gość: wacek Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 15.09.05, 07:42
              Uogólnienia bywają niebezpieczne.... Z dzieciństwa pamiętam (połowa lat 80-tych,
              że w takich osiedlowych bibliotekach często lądowały "niewygodne", postępowe
              nauczycielki, które miały szersze horyzonty, niż wtedy wypadałoby mieć. Niektóre
              już pozostały bibliotekarkami..... jedna z nich zaraziła mnie miłością do
              książek...
          • morgen_stern Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:12
            Dużo się pod tym względem zmienia, ale powoli - co do komputeryzacji, to dla
            wielu osiedlowych wypozyczalni jeszcze marzenie, oczywiście ze względu na
            finanse.
            Rzeczywiście zdarzaja sie jeszcze bibliotekarki jakby z zamierzchłej epoki,
            podejrzewam, ze sa to panie z jakiegos nadania, albo zupelnie przypadkowe
            osoby, ktore dostaly sie do biblioteki nie wiadomo po co, bez przygotowania i
            wykształcenia. Teraz to juz nie jest takie proste ;-))
            Kiedys mojej teściowej in spe, starszej pani, wykształconej i oczytanej, ktora
            chciala wypozyczyc Masłowską biblioterka ODRADZAŁA, mówiąc, że to GŁUPIA
            książka i "nie będzie się pani podobać". Wg kodeksu bibliotekarskiego to grzech
            nr 1! Absolutnie nie wolno takich rzeczy robić.
            Nawiasem mówiąc pożyczyłam mojej teściowej z własnych zbiorów tę książkę i
            podobała jej się bardzo :-)))

            Mam fajną anegdotę o bibliotekarce z mojej szkoły podstawowej.
            Pierwsza klasa, właśnie odkryłam radość czytania i połykam co się da. Jestem
            oczywiście zafascynowana młodą, miłą panią bibliotekarką i pewnego dnia mówię
            do niej z zachwytem: "Jak dorosnę, zostanę bibliotekarką". Zaznaczam, rzecz się
            dzieje na Górnym Śląsku. A na to pani z głębokim westchnieniem:
            - Oj, dziecko, to ty sobie musisz męża górnika znaleźć...







            > Spotkalam cala mase takich bibliotekarek, glownie w bibliotekach naukowych,
            > uniwersyteckich itp., ale nie w Polsce. Nie przecze, ze w Polsce tez sie
            takie
            > zdarzaja, ale ja akurat za krotko studiowalam w Polsce, zeby miec dluzszy
            > kontakt z polskimi bibliotekami tego typu. A w zwyklej bibliotece tez tylko
            za
            > granica - w Polsce korzystalam z bibliotek, gdy nie byly jeszcze
            > skomputeryzowane, tylko takie siermiezne, z katalogiem na fiszkach w komodce.
        • Gość: kiniox Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.europarl.eu.int 26.08.05, 11:17
          Hej, ja jestem fajną bibliotekarką. Znam cztery języki obce, robię strony
          internetowe i ... pracuję w bibliotece :) I nawet wyglądam całkiem znośnie.
    • autumna Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 09:56
      Ja pamiętam z I klasy podstawówki głupią babę ze szkolnej biblioteki, która nie chciała mi wypożyczyć "Doliny Muminków", bo uważała, że to dla mnie za grube i wcisnęła mi jakąś książeczkę o przygodach czerwonej piłeczki, która wystarczyła mi na 15 minut czytania - mając lat 7 zasuwałam już z czytaniem jak maszynka.
      A teraz korzystam z małej miejskiej biblioteki, w której urzedują dwie przemiłe panie, ale o odłożenie czegokolwiek nawet nie proszę, bo i tak zawsze mam problem, co wziąć, a z czego zrezygnować - w końcu przetrawić cała klasykę to już duuuża sztuka.
      • meduza7 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:18
        Pmiętam bibliotekarkę z mojej szkolnej biblioteki - tj. jej samej wlaściwie
        nie, ale zestaw lektur, jakimi mnie raczyła. Musiała mieć bardzo ugruntowane
        poglądy, bo przerobiłam caly zestaw rewolucyjnej literatury dla młodzieży,
        Wasilewską, Broniewską itp. ;))))
    • Gość: jaanka Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.imp.lodz.pl / *.imp.lodz.pl 24.08.05, 10:38
      Moja Pani bibliotekarka w podstawówce była rewelacyjna!!! Dawała mi
      najfajniejsze książki dla młodzieży, i to wcale nie tylko te "dla panienek".
      W bibliotekach publicznych bywa różnie, ale na pewno nie mozna generalizować,
      to wielka krzywda dla wielku wspaniałych bibliotekarzy pracujących z wielkim
      zaangażowaniem. Sama spotkałam sympatycznych bibliotekarzy w dzielnicowej
      bibliotece. Niestety, nadal czasami zdarzają się też osoby, które niestety nie
      rozumieją na czym polega praca w bibliotece.
      Gorąco pozdrawiam wszystkich bibliotekarzy i użytkowników bibliotek:)))))
    • autumna zwyczaje bibliotek szkolnych 24.08.05, 10:41
      A czy wpuszczali w Waszych bibliotekach szkolnych między półki? Ja przerabiałam dwie podstawówki, w pierwszej trzeba było prosić o podanie konkretnej książki, ale po pewnym czasie zaczęli mnie wpuszczać, żebym sobie wybrała, bo co mi zaproponowali, to się okazywało, że już czytałam.
      A w drugiej normalnie, bez łaski, wybierało się samemu.
      • chiara76 Re: zwyczaje bibliotek szkolnych 24.08.05, 10:43
        u nas w podstawówce nie wpuszczali, to samo w liceum.
        Pamiętam, że moją pierwszą książką w bibliotece w liceum była książka "My,
        dzieci z dworca ZOO", bo oczywiście w podstawówce pani wypożyczyć nie chciała.
        I tak oto na zasadzie owocu zakazanego to była pierwsza książka, jaką
        wypożyczyłam, a nie lektura;)
      • kawa_malinowa Re: zwyczaje bibliotek szkolnych 25.08.05, 13:22
        Oczywiście! W podstawówce po pewnym czasie, a liceum od razu, bo jakos tak mi
        wzrok płonął, kiedy tam wchodziłam, poza tym bylam marudna i duuuzo książek
        chciałam :)
        A w gimnazjum po drodze każdy chodził sam :)
    • eva.68 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:44
      Ja z podstawówki pamiętam miłą panią, która "dopuszczała" do półek. Wybranych
      czytelników li i jedynie, ale udało mi się załapać. Poza tym była powierniczką
      naszych sercowo-towarzyskich kłopotów.
      Potem bywało różnie. W wieku lat -nastu (może 11?) chciałam wypożyczyć "Za
      minutę pierwsza miłość" Ożogowskiej. Siostra miała własną ale pożyczyła komuś i
      ślad po niej zaginął. Zapytałam więc w wypożyczalni dla młodzieży i... Jako
      diecię wrażliwe bardzo długo pamiętałam minę i ton pani bibliotekarki, która,
      pałając świętym oburzeniem, wyjaśniła mi, że w tej wypożyczalni TAKICH książek
      nie ma.
      Teraz sama jestem bibliotekarką. Prowincjonalną ;-). I mogłabym dla odmiany
      dużo i długo opowiadać o czytelnikach. Są ludzie i Ludzie.
      Pozdrawiam
      • morgen_stern Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:45
        Załóż nowy wątek i opowiadaj! :-)))
        Pozdrawiam prowincjonalną bibliotekarkę :-)
        • eva.68 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:48
          Pomyślę. Za pozdrowienia dziękuję :-)
          • meduza7 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 10:59
            Mnie musiały zacząć wpuszczać między półki, bo im całą kolejkę blokowałam, co
            mi nie zaproponowały, to przeważnie już czytałam...
            • Gość: Liv Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.jgora.dialog.net.pl 24.08.05, 16:48
              To ja troszke z innej beczki - o ksiegarzach. Pytam pewnego razu:
              - Czy dostane "Zbrodnie i kare"?
              Pani po uslyszeniu pytania wzdrygnela sie z lekka i popatrzyla na mnie wzrokiem
              bazyliszka
              - Czyje to?
              - Dostojewskiego. Fiodora.
              - To co mam wpisac w komputer?
              - Dostojewski
              - Nie ma.
              - A może dostane "Klechdy polskie" Bolesława Leśmiana? (potrzebne do pracy
              magisterskiej)
              - Nie. Ale mamy... "Kwiaty polskie".
          • Gość: megiii Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: 213.195.141.* 20.12.05, 16:34
            pozdrowienia z biblioteki szkolnej śle młoda bibliotekarka;)))
            zawsze wiedziałam ze zostane właśnie pania od biblioteki, no tak jest!!!
            lubie swoją prace i lubie teatr, no i uczniowie też polubili, no bo jak!!
    • kubissimo Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 17:04
      na koniec liceum zalapalem sie na wielkie wyroznienie, takie ze OCH i nawet ACH
      no i w ramach wyroznien nieliczni wybrancy mieli otrzymac ksiazki, a ich zakup
      powierzono wlasnie pani bibliotekarce.
      Bibliotekarka stanela na wysokosci zadania - wiedziala, ze przeczytalem 3/4 jej
      zbiorow, klasyke, literature wspolczesna, biografie...
      znala dokladnie moje gusta i wiedziala co lubie, a czego nie
      w zwiazku z czym na zakonczenie liceum dostalem... ilustrowany album o Yeti,
      UFO i Atlantydzie. dla dzieci w wieku od lat 12. yabba
      piekna pamiatka :D
    • gatta13 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 24.08.05, 20:36
      Kurczę, naprawdę nie trafiliście na normalne bibliotekarki? Ja uwielbiam te ze swojej biblioteki. Znają mnie od przedszkolaka, co jakiś czas domagam się karty stałego czytelnika, ale jeszcze nikt takiej nie opracował. ;) No więc chodzę tam już 25 lat (matko, ale jestem stara :( ), panie mówią mi przez te wszystkie lata po imieniu, wyciągają spd biurka nowości (czasem z przykazaniem, żeby oddać jutro, bo teraz jest w kolejce pani Basia, ale ona może przyjść dopiero pojutrze ;) ), plotkujemy sobie o czytaniu, czytelnikach, czytelnictwie...
      Ksiązki mają obstukane, nowości także, żadnych kłopotów z Proustem, Masłowską i Shuty'ego dano mi z komentarzem "przetestujemy na tobie", moją pracę i obronę przeżywały razem ze mną, czasem pożalimy się razem na ten świat okrutny... :)
      Uwielbiam chodzić do biblioteki. :)))
      A, i mimo wieku już dość słusznego, komputerem posługują się biegle. Jeśli szukam czegoś konkretnego, w sekundę dowiaduję się, czy jest, gdzie jest i kiedy będzie. :)
    • beatanu bibliotekarze? 25.08.05, 11:31
      Przeczytałam cały wątek z zainteresowaniem i nagle uderzyła mnie jedna rzecz -
      ani jednego pana bibliotekarza... Zdaję sobie sprawę, że zawód to okrutnie
      sfeminizowany (i między innymi dlatego o niewysokim statusie:( a co za tym
      idzie marnej płacy), z dzieciństwa i młodości też nie przypominam sobie
      jakigokolwiek bibliotekarza ale czy naprawdę ich w Polsce nie ma? Może ktoś
      widział? Słyszał?

      Od kilkunastu lat mieszkam w Szwecji i nie twierdzę, że tutaj pracownicy
      bibliotek zarabiają krocie a ich pozycja społeczna jest bardzo wysoka, o nie.
      Większość nich to w dalszym ciągu kobiety. Tylko tak śmiesznie się składa, że
      mój szwagier (Szwed) jest bibliotekarzem, jeden z najbliższych przyjaciół męża
      jest bibliotekarzem, w mojej osiedlowej bibliotece pracuje dwóch panów (chociaż
      jednego ostatnio dawno nie widziałam, może zrezygnował?), z biblioteki
      uniwersyteckiej też pamiętam dwóch bibliotekarzy...

      B:)
      • chiara76 Re: bibliotekarze? 25.08.05, 11:36
        beatanu napisała:

        > Przeczytałam cały wątek z zainteresowaniem i nagle uderzyła mnie jedna rzecz -

        > ani jednego pana bibliotekarza... Zdaję sobie sprawę, że zawód to okrutnie
        > sfeminizowany (i między innymi dlatego o niewysokim statusie:( a co za tym
        > idzie marnej płacy), z dzieciństwa i młodości też nie przypominam sobie
        > jakigokolwiek bibliotekarza ale czy naprawdę ich w Polsce nie ma? Może ktoś
        > widział? Słyszał?
        >

        Ja znam osobiście jednego. Chłopak młody, znamy się z dzielnicowego forum.
        Niestety, od dłuższego czasu nie znajduje on pracy w zawodzie...oczywiście robi
        co innego. Trochę szkoda tych studiów, prawda?

        I jak się zastanowić, to coś jest na rzeczy, bo to jedyny bibliotekarz, jakiego
        znam...
        • jottka Re: bibliotekarze? 25.08.05, 12:07
          w bibliotekach osiedlowych faktycznie same kobiety kojarzę, ale w bibliotekach -
          ogólnie nazwijmy - akademickich sporo facetów występuje. powody zapewne takie,
          jak beatanu pisze, ale na ogół spotykam się z sensownymi pracownicami i
          pracownikami bibliotek publicznych (geniusze bibliotekarstwa występują w
          goethe-institut w krakowie, dwie rewelacyjne panie:)


          natomiast miałam kiedyś do czynienia z pewnym rokiem bibliotekoznawstwa, na
          którym było dwadzieścia parę dziewczyn plus ksiądz:)
        • scoutek Re: bibliotekarze? 25.08.05, 12:13
          jak faceci przychodza studiowac bibliotekoznawstwo to wszyscy sie smieja ze
          pewnie szykuja sie na stanowisko dyrektora co najmniej biblioteki narodowej...
          rzeczywiscie facetow malo...
          natomiast co sie tyczy wlasciwego tematu tego watku to mysle, ze to efekt
          funkcjonujacych stereotypow.... bibliotekarz to zawod ludzi, ktorzy nie tyle
          kochaja ksiazki (ale to tez, czytanie to tez forma ucieczki) co pragna
          sie "schowac"... z roznych powodow.... a to slabego zdrowia, a to slabej
          kondycji psychicznej itd... to malo eksponowane miejsce pracy, robota raczej
          monotonna, wszystkim sie wydaje, ze lekka i ze "bedziesz tam mogla czytac"....
          ze luz jak na rybach...
          a doswiadczone bibliotekarki, takie raczej "wiekowe", zachowuja sie jak
          wieloletnie nauczycielki, takze w pewien sposob "belfrzeja" i staja sie przez
          to niesympatyczne dla sredniej grupy wiekowej czytelnikow...
          w kazdym zreszta zawodzie znajduja sie ludzie z przypadku i ludzie z powolania,
          ale mowiac o jakiejs grupie zwykle generalizujemy i na podstawie spotkanych
          pieciu mowimy o wszystkich....

          • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 12:27
            Przepraszam, z całym szcunkiem, nie wyobrazam sobie kogos normalnego idącego na
            bibliotekoznawstwo...Przy takim zalewie interesująych kierunków studiów, to
            naprawdą są to ludzie specyficzni...Zawód też nie rozwija...Nie, przepraszam
            wszystkie bibliotekarki, ale mnie cholera by wzięła przy czymś takim - to tak
            jak zostanie salową jesli możesz byc lekarzem...No chyba, że w trakcie jak
            Musil przed 20 lat piszesz ksiązkę:))))))))nikogo nie chce tu obrazic
            oczywiście, ale jakoś tak wyszło, że tylko bibliotekarki i bibliotekarze z
            bibliotek uniwersyteckich jakoś przemawiają do mnie...
            • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 12:33
              dodam tyle, że zazwyczaj po prostu jesteśmy się w stanie dogadać z tymi z
              akademickich, pomijajac dwie uczelniane:))))))0W ogóle to mój problem polega na
              tym, że wyglądam bardzo miło , dopóki sie nie odezwę...a jak już się odezwę to
              nie było biblioteki, które nie miałaby ze mna problemów))))))) I może
              pozdrowię uroczego Tomka z pewnej biblioteki, ktory ostatnio wypozyczył mi
              kilka ksiązek na 1, 5 roku:)))))yeah!
            • scoutek Re: bibliotekarze? 25.08.05, 12:42
              no wlasnie, potwierdzasz stereotyp myslenia o bibliotekarzach....
              widzisz, a ci, ktorzy do Ciebie przemawiaja (czyli bibliotekarze uniwersyteccy)
              sa pewnie normalni i skonczyli studia bibliotekoznawcze... zapewniam Cie, ze
              to nie sa nudne studia, naprawde bardzo ciekawe...
              a to, ze ta praca nie jest rozwijajaca to absolutny blad w mysleniu... pomijam
              dostep do literatury bardzo rozwijajacej (zwykle latwiejszy niz gdzie indziej,)
              to jeszcze teraz przy dostepie do Internetu, czestszych wyjazdach chocby na
              targi ksiazki (Krakow, Warszawa, ze nie wspomne o Frankfurcie) czy mozliwosci
              wyjazdow studyjnych za granice i ogladanie bibliotek austriackich, niemieckich,
              francuskich, dunskich, holenderskich itd. to jest to zupelnie inna forma
              rozwoju....
              zapewniam Cie, ze studiujacy bibliotekoznawstwo to ludzie normalni i ze to
              takze jest interesujacy kierunek... zreszta tego zdania sa setki mlodych,
              ktorzy probowali sie dostac w poprzednich latach i bylo ok. 3 kandydatow na 1
              miejsce na egzaminach wstepnych....
              • chihiro2 Re: bibliotekarze? 25.08.05, 12:56
                Zapytam z ciekawosci - co sie robi na bibilotekoznawstwie? Oprocz tych wyjazdow
                oczywiscie.
                • scoutek Re: bibliotekarze? 25.08.05, 13:09
                  chihiro, zajrzyj sobie na strony uczelni, ktore prowadza ten kierunek, wtedy
                  sie dowiesz jakie sa przedmioty na studiach.... z tego co wiem to takie studia
                  sa na Uniwersytetach Jagiellonskim, Wroclawskim, Slaskim...
                  • kubissimo Re: bibliotekarze? 25.08.05, 14:56
                    i Warszawskim
                    • kamkap Re: bibliotekarze? 16.09.05, 10:42
                      UMK w Toruniu
              • Gość: zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 12:59
                Ale ja wiem, jacy ludzie są na bibliotekoznawstie...zanałam 3 osoby- 3
                zrezygnowały i wyniosły sie na kulturoznawswto:) Hmm...wiesz, ja wiem, co im
                tam przeszkadzało ...także ja nikogo nie chce obrazic naprawdę, tylko...może to
                nie są studia dla ludzi ze sporym temperamentem?:))))))))0
                • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 13:06
                  Albo jeszcze inaczej - ilu ludzi którzy dostali się tam dochodzi z własnj woli
                  do 5 roku?Ja wierzę, że sa bibliotekarze z powołania - niemniej jednak - jest
                  ich niewielu - niewatpliwie mniej niż w zawodzie lekarza chocby...Inni tam
                  składają papiery, bo łatwo się dostać , po odpadnięciu z innych studiów...To
                  jest tak, że na kulturoznawstwo w Łodzi co roku jest 12 osob najedno miejsce=
                  te ktore odpadają , musza gdzieś iść i praktycznie wszyscy walą na
                  bibliotekoznawstwo na rok...
                  • scoutek Re: bibliotekarze? 25.08.05, 13:15
                    Zdanka
                    nie moge odpowiadac za wszystkich, pisze co wiem i wiem takze, ze sa ludzie,
                    ktorzy z filologii polskiej przechodzili na bibliotekoznawstwo... nie wiem,
                    moze latwiej dostac prace w zawodzie bibliotekarza niz po skonczeniu
                    polonistyki? ... wszystko zalezy co kto chce robic, o czym marzy i jak mu sie
                    zycie uklada... nie nalezy jednak jak Ty generalizowac i nazywac wszystkich
                    studiujacych ten kierunek nienormalnymi... bez obrazy....
                    i wcale nie wiesz ilu jest w tych dwoch zawodach (lekarza i bibliotekarza)
                    prawdziwych z powolania... bibliotekarzy pewnie mniej rzeczywiscie, ale tylko
                    dlatego, ze bibliotekarzy generalnie jest mniej ....
                  • eva.68 Re: bibliotekarze? 25.08.05, 13:22
                    Ocenianie całej grupy zawodowej na podstawie znajomości 3 osób, które
                    zrezygnowały ze studiowania bibliotekoznawstwa i kilku spotkanych bibliotekarzy
                    (a raczej bibliotekarek)to małe nadużycie. :-)
                    Nie mówię, że w tym zawodzie wszyscy są na swoim miejscu, ale o żadnym zawodzie
                    powiedzieć tego nie można. To tak, jakby powiedzieć np., że lekarze to
                    rzeźnicy, alkoholicy i aferzyści finansowi, tyle w mediach historii w tym
                    temacie. Wszelkie generalizacje krzywdzą i są niesprawiedliwe.
                    Pozdrawiam
                    prowincjonalna bibliotekarka
                    • Gość: zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 13:32
                      Alez ja nie oceniam bibliotekarzy po 3 studentach...Twierdzę raczej, że
                      naprawdę kompetentny bibliotekarz, tj. taki, do którego wchodzę i pytam o
                      nowości z tanatologii francuskiej, a on mi odpowiada z sensem, to jeden na 1000-
                      siąc...Nie mam też wysokiego mniemania o większości studentów fil.
                      polskiej...co nie znaczy, że wszystkich uwazam za palantów:)))))Po prostu mówię
                      o tym, jak wygląda przekrój studentów bibliotekoznawstwa z Łodzi z ostatnich 4
                      lat mniej więcej...A co do pracy - teraz juz chyba nikt po humanistyce nie
                      twierdzi,że będzie pracować w zawodzie, także kwestaia szukania pracy to rzecz
                      niezwykle wtórna i niewątpliwie ze względu na 4 specjalizacje jednak lepiej
                      skończyć polonistyke...Może cynicznie, ale przynajmniej szczerze.
                      • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 13:36
                        A tak jeszcze cyniczniej to sama napisałaś ,że idą tam ludzie, którzy chcą sie
                        ukryć...Na specjalizację dziennikarską na FP raczej nie pójdą, prawda?:))))
                        • scoutek Re: bibliotekarze? 25.08.05, 14:19
                          .Gość portalu: Zdanka napisał(a):
                          > A tak jeszcze cyniczniej to sama napisałaś ,że idą tam ludzie, którzy chcą
                          sie ukryć...Na specjalizację dziennikarską na FP raczej nie pójdą, prawda?:))))

                          wlasnie to napisalam, bo to stereotyp... kiedys pewnie tak rzeczywiscie bylo...
                          a dokladnie napisalam:
                          ...natomiast co sie tyczy wlasciwego tematu tego watku to mysle, ze to efekt
                          funkcjonujacych stereotypow.... bibliotekarz to zawod ludzi, ktorzy nie tyle
                          kochaja ksiazki (ale to tez, czytanie to tez forma ucieczki) co pragna
                          sie "schowac"... z roznych powodow.... a to slabego zdrowia, a to slabej
                          kondycji psychicznej itd... to malo eksponowane miejsce pracy, robota raczej
                          monotonna, wszystkim sie wydaje, ze lekka i ze "bedziesz tam mogla czytac"....
                          ze luz jak na rybach...
                      • kubissimo Re: bibliotekarze? 25.08.05, 15:23
                        a dlaczego uwazasz, ze bibliotekarz powiniene odpowiedziec z sensem na pytanie
                        o tanatologie francuska? (no chyba, ze to tytul konkretnej ksiazki)
                        on ukonczyl bibliotekoznawstwo, a nie kulturoznawstwo, wiec czemu wymagasz od
                        niego doglebnej znajomosci wszystkich ksiazek w bibliotece?
                        jezeli tylko jeden na tysiac odpowiada z sensem, to raczej dlatego, ze zadajesz
                        debilne pytanie. Inteligentny czlowiek co najwyzej pyta o lokalizacji regalu z
                        interesujaca go tematyka (np. kulturoznawstwo) i sam sobie szuka.
            • morgen_stern Re: bibliotekarze? 25.08.05, 13:52
              > Przepraszam, z całym szcunkiem, nie wyobrazam sobie kogos normalnego idącego
              na
              >
              > bibliotekoznawstwo...

              Nienormalna studentka bibliotekoznawstwa się kłania :-)))
              Po licencjacie przenoszę się na kulturoznawstwo, ale to taka sama przemyślana
              decyzja, jak poprzedni wybór kierunku studiów. Zresztą przenoszę się głównie ze
              względu na rozczarowanie uczelnią i podejściem do studenta, nie kierunkiem.
              Kiedrunek wybrałam hobbystycznie, nie pracuję w zawodzie, choć może kiedyś? Kto
              wie?
              A przedmioty na studiach są baaardzo różne - od elementów matematyki i logiki
              (tak, tak!) do moich ulubionych - historii Polski i historii książki. Niektóre
              fakultatywne są świetne, np. historia kultury czy bibliofilstwo. Dużo
              przedmiotów informatycznych i o językach informacyjno - wyszukiwawczych.
              Ale to trzeba po prostu lubić.
              Oczywiście, że jest sporo przypadkowych osób, ale tak jest chyba na każdym
              kierunku! Na zaocznych jest zawsze bardzo dużo juz pracujących bibliotekarek,
              które się dokształcają i z moich obserwacji wynika, że są one najpilniejszymi
              studentkami :-)))
              I daruj sobie, Zdanko, te stereotypy. Obrażasz bibliotekaryz z pasją, dla
              których te studia są ciekawe, fajne, choć co poniektórym jak widać wydaje się
              to dziwne...
              • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:03
                To jednak dziwne, że jak na bibliotekarza nie przeczytałaś moich 3 poprzednich
                postów. Tak , jestescie madrzejsze niz studenci kulturoznawsta, polonistyki i
                antropologii kulturowej razem wziawszy, jesli tak ma brzmiec coś co nie jest
                stereotypem...Problem w tym,że sama napisalaś , że nie zostaniesz tam dlużej i
                jakoś obie wiemy, dlaczego cię ta uczelnia rozczrowała...Bo uczelnia to i
                kierunek...
                • chiara76 do Zdanki 25.08.05, 14:07
                  Gość portalu: Zdanka napisał(a):
                  Bo uczelnia to i
                  > kierunek...



                  Zdanko, mogę się coś spytać?? Czy dobrze zrozumiałam (może zaraz mnie się też
                  oberwie, że źle przeczytałam), że uczelnia to kierunek??
                  No więc różnie to z tym bywa. Na przykład Histporia Sztuki, co miasto i
                  Uniwersytet , to inny. I poziom i podejście do studentów. Są takie ośrodki,
                  które skutecznie chcą zniechęcić przyszłych historyków sztuki do ich zawodu. A
                  są takie, które rozwijają pasję. I niby na wszystkich nich studiuje się to
                  samo, a różnie i raz milej i ciekawiej, raz nudniej i bardziej dobijająco.

                  Zresztą, widzę, że Lubisz stereotypy i uogólnienia.
                  Ja znam dwie osoby po bibliotekoznastwie, obie nie mogą chyba narzekać na brak
                  energii i temperamentu , ale widzę, że Ty już masz obraz nudnego człowieka,
                  który wybiera taki nudny kierunek i nic tego nie zmieni.
                  • Gość: Zdanka Re: do Zdanki IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:24
                    Tak uwielbiam stereotypy i dodac jeszcze należy , że każdy gej wg mnie chodzi
                    na szpilkach...To nie ośrodki akademickie rozwijają, ale poszczegolnie ludzie w
                    tych osrodkach:) Nic nie da jeden entuzjasta mna 30-stu nudziarzy i ułożony
                    nonsensownie program...Problem mój, jak i iluś ludzi "w tym temacie" brzmi
                    nastepująco:
                    - posługuję się stereotypami zramolałej i nie znajacej nowości bibliotekarki.A
                    jak mam tego nie robić, jesli przez ostatnie 12 lat życia, o co nie zapytam w
                    bibliotekach tego tam nie ma, a większość tych kobiet nie wie, o co ja w ogóle
                    pytam? I przeszlam już naprawdę z racji tego, czym się zajmuję przez 3/4
                    bibliotek w moim miescie, w tym głownie psychologię i antropologię.Od jakichś 4
                    lat mam spokój, poznałam przecudowna Angielkę, której ojciec jest Polakiem ,
                    ona pracuje w 'Questii' i podsyla mi ebooki rzeczy, których w Polsce nie
                    dostałabym i za 5 lat...no więc jak mam nie poslugiwac się stereotypem, jesli
                    na same stereotypy się nadziewam co krok? Po co mam iść do biblioteki
                    akademickiej jesli lepiej załtwię sobie potrzebny mi materiał przez człowieka z
                    USA? Wlasnie, przed dobą internetu do sz\łu doprowadzało mnie to,ze nic w
                    Polsce nie było - dekadentów francuskich w tłumaczeniu angielskim przez kumpelę
                    kumpeli sprowadzałam z UJ.A teraz? Teraz naprawdę radze sobie lepiej niz za
                    posrednictwem wielu bibliotekarzy...
                    Nie rozumiecie jednej rzeczy - ja naprawde nikogo nie chcę i nie obrazam .
                    Stwierdzam jedno - bibliotekarz powinien znać się na nowosciach z pewnych
                    dziedzin i na miejscu , gdzie je znależć, nawet jesli nie ma ich w jego
                    bibliotece. do takiego - kazdy by wracał:)
                    • scoutek Re: do Zdanki 25.08.05, 14:31
                      aaa, kochana... bo zwracasz sie nie do tych co trzeba, slyszalas o tzw.
                      bibliotekarzach dziedzinowych? jesli zapytasz bibliotekarke na wsi o dekadentow
                      francuskich w oryginale to nie dziw sie, ze zrobi oczy.... to tez kwestia kasy,
                      jaka gmina bedzie miec (czy tez ma) na ksiazki i na pensje tej pani...
                      to tez tak jakbys lekarza w przychodni poprosila by Ci przeszczepil watrobe....
                      wierze Ci, ze nie chcesz nikogo obrazic... ja tez nie, ale czytajac Twoje posty
                      dzisiaj moge sobie pomyslec, ze wszyscy wspolczesni studenci to same
                      przemadrzalki....
                      • Gość: Zdanka Re: do Zdanki IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:35
                        Ja juz dwno nie jestem studentem i nikogo na wsi nie pytałam o
                        dekadentów...Oj , kończę te rozmowę , bo zaraz dojdzie do tego, że ktos mi
                        zacznie sugerować , że jestem 20-letnią przemądrzała pannicą...

                        PS. Sprowadzenie owych dekadentów przez biblioteki międzywydziałowe to 5 m-cy...
                        • Gość: Zdanka Re: do Zdanki IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:38
                          Przez Questię - około 3- 5 dni:)
                        • scoutek Re: do Zdanki 25.08.05, 14:40
                          Gość portalu: Zdanka napisał(a):
                          > Ja juz dwno nie jestem studentem i nikogo na wsi nie pytałam o
                          > dekadentów...Oj , kończę te rozmowę , bo zaraz dojdzie do tego, że ktos mi
                          > zacznie sugerować , że jestem 20-letnią przemądrzała pannicą...

                          to tylko porownanie, Zdanka...

                          > PS. Sprowadzenie owych dekadentów przez biblioteki międzywydziałowe to 5 m-
                          cy..

                          aaa, tu masz racje... znaczy tak: panstwowe uczelnie to molochy, ktore sobie
                          zyja wlasnym zastalym zyciem i rzeczywiscie tak jbywa, choc nie zawsze .... ale
                          znam tez prywatne uczelnie i ich biblioteki, ktore dzialaja zupelnie inaczej z
                          roznych przyczyn... i zapewniam Cie, tam na ksiazke czeka sie zdecydowanie
                          krocej...
                          • scoutek Re: do Zdanki 25.08.05, 14:46
                            jeszcze jedno w sprawie oczekiwania na ksiazki - to najczesciej nie wynika z
                            winy bibliotekarzy, lecz roznych innych okolicznosci... np. biblioteki miejskie
                            i uczelniane obowiazuje ustawa o zamowieniach publicznych i to nie jest tak, ze
                            bierze sobie pani bibliotekarka telefon i zamawia wymarzona pozycje, a potem ze
                            swojego "wielkiego" budzetu wywala kase na ksiazke, ktora przeczyta lub
                            przejrzy jedna osoba....
                          • Gość: Zdanka Re: do Zdanki IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:48
                            W to nie wątpię:))) Zazwyczaj są to biblioteki instutycji lub fundacji,
                            wspierane funduszami zagranicznymi lub działające w porozumieniu z fundacją jak
                            Instytut Goethego wymieniony powyżej:). Sama w takim wypadku rozumiesz, ze
                            jeśli ktoś szuka czegoś trudno dostępnego w Polsce, naprawdę ,może sobie
                            darować biblioteki akademickie, bo niewiele tam akurat znajdzie, a nawet jeśli
                            czas oczekiwania bedzie niewspółmierny do rezultatów.:)I to jest przerazajace,
                            bo w Stanach i UK to właśnie biblioteki akademickie mają najlepsze i
                            najszybciej dostepne zbiory...Hmmm...niemniej jednak mam nadzieję, zenasze
                            nieporozumienie jakoś zostało wyjasnione:)
                            • Gość: Zdanka Re: do Zdanki IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:51
                              Dodam tylko,że byc może takowe zamawianie publiczne jest nierentowne ze względu
                              na powszechną dostepnośc o wiele tańszych e-booków. I w tym wypadku naprawdę
                              szybciej i lepiej wychodzi starać się samoistnie niż przez bibliotekę.
                • morgen_stern Re: bibliotekarze? 25.08.05, 14:37
                  Mylisz się, na każdej uczelni, gdzie jest bibliotekoznawstwo inaczej się do
                  tego kierunku podchodzi. I wierz mi, JA wiem o tym lepiej, niż Ty, wiedzą to
                  także lepiej od Ciebie moi wykładowcy :-))))
                  Zawsze bawią mnie ludzie, którzy lepiej wiedzą ode mnie, co sobie myslę...
                  Nie jesteśmy od nikogo mądrzejsze. To znaczy kto właściwie? My, studentki
                  bibliotekoznawstwa? Zadziwiasz mnie. Chcesz mi udowodnić za wszelką cenę, że
                  jestem na beznadziejnym kierunku? Nie uda Ci się, kochana, podoba mi się i mam
                  nadzieję, że na kulturoznawstwie również mi się będzie podobało :-))
                  • Gość: Zdanka Re: bibliotekarze? IP: *.4web.pl 25.08.05, 14:42
                    Alez oczywiście, masz rację , jesteś o wiele mądrzejsza ode mnie w wielu
                    dziedzinach.Wlasciwie w kazdej. Tylko pamiętaj o tym, kiedy wpadne do Ciebie
                    zapytać o cos...Prosze , pamiętaj o tym, że to nie o kierunek chodzi , a o to,
                    żebym znów nie potknęła się o stereotyp, kiedy wyjde od Ciebie z kwitkiem.
                    • morgen_stern Re: bibliotekarze? 25.08.05, 15:05
                      Wytykałas mi, że nie czytałam Twoich postów... a teraz sama sie popisałaś -
                      pisałam wyżej, że nie pracuję w zawodzie :-))))))))
                      Więc raczej się nie spotkamy, KOCHANA, na szczęście :-))))))))))
            • Gość: Basia Re: bibliotekarze? IP: *.gizycko.mm.pl 14.09.05, 16:23
              Nawet sobie nie wyobrazasz, jak barszo rozwija ten zawód. Musisz przynajmniej z
              grubsza orientować się we wszystkich dziedzinach wiedzy: logika, antropologia,
              fizyka jądrowa, histuria sztuki, marketing itd. itp. Ja nie muszę wiedzieć
              dokładnie, co oznacza dane pojęcie, ale MUSZĘ wiedzieć, w jakich książkach tego
              szukać.
            • Gość: Basia Re: bibliotekarze? IP: *.gizycko.mm.pl 14.09.05, 16:31
              Nawet sobie nie wyobrazasz, jak bardzo rozwija ten zawód. Musisz przynajmniej z
              grubsza orientować się we wszystkich dziedzinach wiedzy: logika, antropologia,
              fizyka jądrowa, histuria sztuki, marketing, literatura dla dzieci itd. itp. Ja
              nie muszę wiedzieć dokładnie, co oznacza dane pojęcie, ale MUSZĘ wiedzieć, w
              jakich książkach tego szukać. A pod względem jest o wiele trudniej pracować w
              małych bibliotekach, niż w bibliotece uniwersyteckiej - tam nikt nie będzie
              pytał np. o tytuł najnowszej powieści D. Steel, ani o filofun
            • Gość: Bibliotekarz Re: bibliotekarze? IP: *.gazeta.pl / 192.30.202.* 28.12.05, 16:13

              Az troche zaluje ze juz tego nikt nie przeczyta... Jestem nienormalny (bo
              poszedlem na bibliotekoznawstwo). Zawod nie rozwija w ogole - pracuje teraz w
              kancelarii prawniczej w Toronto, wczesniej m. in. w agencji UE w Salonikach.

              Bibliotekarz
      • eva.68 Re: bibliotekarze? 25.08.05, 13:27
        Ja słyszałam a nawet spotkałam. Miałam kolegów na studiach, pracujących w
        zawodzie, bo były to studia zaoczne. Było ich dwóch! :-) Przynajmniej tych
        dwóch pamiętam. I nie wiem, czy nadal pracują, było to trochę dawno temu. :-)
        Pozdrawiam.
        :-)
      • h.e.r.baciana Re: bibliotekarze? 25.08.05, 14:05
        Zdaję sobie sprawę, że zawód to okrutnie
        > sfeminizowany (i między innymi dlatego o niewysokim statusie:( a co za tym
        > idzie marnej płacy), z dzieciństwa i młodości też nie przypominam sobie
        > jakigokolwiek bibliotekarza ale czy naprawdę ich w Polsce nie ma? Może ktoś
        > widział? Słyszał?

        Oczywiście - widział, słyszał i rozmawiał. W bibliotece z której korzystam jest
        pan bibliotekarz. Biblioteka niewielka, choć sympatyczna. Powróciłam do niej po
        wielu latach, byłam ostatno kila razy i za każdym razem był tylko ten pan (z
        pracowników oczywiście), żadnej pani bibliotekarki na horyzoncie.
      • kubissimo Re: bibliotekarze? 25.08.05, 15:53
        moj kolega jest po bibliotekoznawstwie
        bardzo chcialby pracowac w zawodzie, ale zwyczajnie go na to nie stac
        samotny czlowiek, ktory splaca mieszkanie teraz pracuje w korporacji, zarabia
        kupe kasy, ale marzy o cichych regalach z mnostwem ksiazek
      • gatta13 Re: bibliotekarze? 25.08.05, 22:43
        Jest! Jest bibliotekarz rodzynek w mojej osiedlowej bibliotece. Młodzieńki taki, zaraz po studiach, panie bardzo go hołubią. Sympatyczny chłopak. ;)
    • szejtan Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 25.08.05, 13:15
      A ja jedną bibiotekarkę bardzo kocham i nigdy nie przestanę. Moją mamę. ;)
    • kawa_malinowa Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 25.08.05, 13:27
      A a heszcze raz napiszę,że uwielbiam bibliotekarki z mojej biblioteki
      miejskiej :) Interesowna jestem - biblioteka zamknięta, a ja przyniosłam sobie
      do domku dwie nowe książeczki. Po kilku godzinach siedzenia - obkładania,
      ustawiania książek- mam ochotę na czytanie trzy razy większą niż przed
      przyjściem.....
      • Gość: jim Mężczyzna-bibliotekarz IP: *.il.waw.pl / *.il.waw.pl 25.08.05, 14:18
        Jest jeden mężczyzna, bibliotekarz. Kto chce go zobaczyć na własne oczy:), to
        musi udać się do biblioteki dzielnicowej przy ul. Śmiałej w Warszawie
    • chihiro2 Najslawniejszy bibliotekarz 25.08.05, 14:31
      A tak na marginesie:
      najslawniejszym bibliotekarzem byl chyba Borges, ktory przez kilka lat pracowal
      w Bibliotece Narodowej w Buenas Aires na zwyklym stanowisku, a potem zostal jej
      dyrektorem. A schowal sie tam, aby moc pisac opowiadania (to tam
      powstaly "Fikcje" i "Alef"). Takie produktywne ucieczki bardzo szanuje :)
      • jottka Re: Najslawniejszy bibliotekarz 25.08.05, 14:48
        nieprawda! najsłynniejszy bibliotekarz to Bibliotekarz z powieści świata dysku
        pratchetta:)

        uuk.
        • chihiro2 Re: Najslawniejszy bibliotekarz 25.08.05, 15:01
          Ale ja mialam na mysli realna osobe, z naszego swiata :P
          • Gość: olahabe Re: Najslawniejszy bibliotekarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.05, 17:58
            Mężczyźni bibliotekarze!! Ktoś wspominał o uniwersyteckich?/Oto przykład: Pan
            Orzeł z ISNS UW, ochrzczony tak, bo wyglądał jak prezenter wiadomości
            z "Muppetów", snuł się po tej naszej zatęchłej biblioteczce i z ponurym wyrazem
            twarzy wyganiał nas z kolejki: tego nie ma, tego nie będzie, na to zapisać mogę
            na piątek...itp. Nigdy nie spojrzał człowiekowi w oczy, przemykał między
            regałami.Cudny był!Ale to jeszcze czasy przed nowym BUWem. Teraz być
            bibliotekarką w buwie chciałabym sama być. Robiłabym sobie lans;))Pozdrawiam
            wszystkich przedstawicieli tego zawodu.O.
      • beatanu Re: Najslawniejsi bibliotekarze 26.08.05, 00:24
        Ha! A ja właśnie przeczytałam (w sympatycznym tutejszym czasopiśmie VI)
        króciutką wzmiankę o pięciu bibliotekarzach, którzy stali się sławni.
        David Hume, szkocki filozof, który w latach 1752-57 pracował jako bibliotekarz
        w Edynburgu.
        Casanova - był przez 13 lat bibliotekarzem u hrabiego von Waldsteana.
        August Strindberg - w 1874 pracował w Królewskiej Bibliotece w Sztokholmie.
        Marcel Duchamp - zanim domalował Mona Lisie wąsiki i wystawił pisuar pracował
        jako bibliotekarz w Paryżu.
        Mao Tse Tung - w 1918 roku był asystentem szefa biblioteki uniwersyteckiej w
        Pekinie. Gdy odmówiono mu awansu, znalazł sobie inne zajęcie.

        A może świat wyglądałby inaczej, gdyby pan Mao Tse Tung został w bibliotece...

        :)


    • chihiro2 mezczyzna bibliotekarz 25.08.05, 18:47
      Tez mi sie przypomnial jeden mezczyzna bibliotekarz, pan w srednim wieku,
      pracujacy jakies 10 lat temu (moze nadal tam pracuje?) w malutkiej bibliotece w
      Warszawie na Mariensztacie. Byl bardzo spokojny, cichutki, niesmialy i bardzo
      mnie lubil. W tej bibliotece przy wyjsciu zawsze byly dwie poleczki - jedna z
      ksiazkami do wziecia za darmo i druga z ksiazkami do kupienia (za grosze). Ja
      bylam uprzywilejowana i moglam brac ksiazki za darmo z obu polek :)
      • Gość: gość A propos: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.05, 21:41
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=2004745&a=2004745
        • Gość: Joanna Re: A propos: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 08:59
          Ja pamiętam swoją bibliotekarkę z liceum. MIała wtedy około 30-35 lat, nosiła
          warkocz opleciony na głowie (coś jak w zespole ludowym), miała wąsa i była
          bardzo sympatyczna. To była mała biblioteka i jak się chciała coś wypożyczyć,
          to ona przynosiła sama. Natomiast mi zawsze pozwalała chodzić i szperac do
          woli. To ona podsunęła mi pod nos Irvinga, Wilde'a i wiele innych.
          MIło ją wspominam.
    • ben-oni Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 16.09.05, 12:34
      Bibliotekarkom w pracy nie wolno czytać i to potrafię zrozumieć . Problem w
      tym , że wsród znanych mi bibliotekarek to "nieczytanie" jest i po pracy .
      Więcej , podejrzewam , że one nigdy niczego nie czytały , a pracę w bibliotece
      traktują jak zwykłą pracę biurową . A już trafia mnie gdy do biblioteki
      przychodzą licealiści i ... mogą sobie pogadac z panią biblio. jak z obrazem .
      Oni głupi i ona nie lepsza . ( Neruda to komunista , pisał wiersze rewolucyjne -
      cyt. z bibliotekarki , a uczniowie szukali erotyków , więc namiary mieli
      słuszne ). "Moja" bibliotekarka ma tylko jedną zaletę - zna mnie na tyle
      dobrze , że gdy widzi mnie w drzwiach biblioteki bez słowa i bezbłędnie
      znajduje błyskawicznie moją kartę .
    • nukat Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 13.12.05, 17:12
      Witam!


      Kończyłem Bibliotekoznawstwo i Informację naukową na dużej polskiej uczelni. Z
      tego co wiem, to zmieniła się nieco nazwa tego kierunku i teraz Nazywa się to
      Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo.
      Na moim roku, w grupie 40. osobowej było 12 mężczyzn. 10 uzyskało tytuł magistra.
      Trzech, łącznie ze mną pracuje w zawodzie.
      Uczono nas: historii ogólnej, historii książki, kultury, literatury (olskiej i
      powszechnej, filozofii), socjologi, naukoznawstwa, bibliografii (tworzonych ze
      wszelkich źródeł informacji),bibliotekarstwa, dydaktyki pracy z czytelnikiem,
      katalogowania, informatyki, itp. (tu są szczegóły:
      www.menis.gov.pl/prawo/rozp_170/zal_5.php)
      "Dlaczego bibliotekarz powiniene odpowiedziec z sensem na pytanie
      o tanatologie francuska" - bibliotekarz, jeśli nie wie co to "tanatologia
      francuska" ma z sensem odpowiedzieć: nie wiem co TO jest, ale wiem gdzie TEGO
      szukać.

      PZDR
      • kamkap Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 14.12.05, 10:49
        Dokladnie, nie jestesmy omnibusami. Nie znamy sie na wszystkich dziedzinach,
        ale MUSIMY wiedzieć, gdzie czegoś szukać.
    • mbmm Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 18.12.05, 12:56
      Szkolna biblioteka: po wielokrotnym wypowiedzeniu przeze mnie słów "to czytałam" pozwolono mi szukać na półkach. Ale nagród za czytelnictwo nie miałam;))) - mnóstwo książek w domowej bibliotece nie zachecało do korzystania z tej szkolnej.
      W liceum już lepiej, klasa humanistyczna, zajęcia z bibliotekoznawstwa dawały swobodny dostęp do półek. Panie w miejskiej zawsze mówiły na "ty", krzyczały jak się wchodziło bez kapci (chodziłam do biblioteki na obcasach, żeby nie być zmuszaną do kapci muzealnych;)))i na szczęście nie wyrywały się przesadnie z pomocą.
      Jestem mól książkowy, mogłabym mieszkać w biblotece. Uwielbiam siedzieć w Narodowej, a zreszta i każdej innej bibliotece. Mieszkam w małym mieście na granicy z Rosją, jestem zapisana i aktywnie korzystam z biblioteki miejskiej, pedagogicznej, gminnej, wojskowej i szkolnej;) W sąsiednim mieście jest seminarium duchowne - tez jeżdzę po książki. W drugim sąsiednim duża, dobrze zaopatrzona biblioteka miejska zwana "naukową"- tam też jestem częstym gościem. Mam karty 3 bibliotek w mieście, z którego pochodzę, jestem tam raz na miesiąc i pożyczam. W czasie wakacji byłam przez cały miesiąc we Wrocławiu, zapisałam sie do 3 bibliotek i spędzałam w nich prawie całe dnie.
      Przeważnie spotykam miłe i kompetentne bibliotekarki. Są takie, z którymimożna gawędzić o nowościach i starociach przy cieppłej herbacie, ale i takie, które nie kojarzą nazwisk autorów. Bywa róznie, ale ja jestem chora na książki i żadna pani w bibliotece tego nie zmieni;)
      • Gość: chaucer Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.oskbraniewo.pl 18.12.05, 16:55
        W moim mieście były trzy biblioteki. Pracowały w nich same brzydkie kobiety.
        W większości panie te były miłe, wiedziały, które książki stoją na których półkach, orientowały się w najnowszych trendach i często podzielały rozgoryczenie czytelników, którzy narzekali, że biblioteki nie dysponują najnowszymi pozycjami. Bibliotekarki nie kpiły jawnie z czytelników pożyczających szmirowate książki, ani nie wychwalały gustów tych, którzy wybierali tomy z literaturą najwyższego lotu. Panie pracujące w bibliotece były świadome rangi misji, którą wypełniały. Ale były brzydkie.
        • eva.68 Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 19.12.05, 09:58
          Może świadomość "rangi misji, którą wypełniały" położyła im się na urodzie?
          Cieniem?;)
          P:)
          • jottka eno 19.12.05, 12:16
            po raz setny jak przedmówcy trzeba powtórzyć - przykład to nie dowód

            w mojej bibl osiedlowej pracuje dziewczyna, która mogłaby spokojnie w hitach
            holyłódzkich występować:) włosy ciemne do pasa, oko lodowatobłękitne pod czarną
            brwią, karnacja kremowa, figura jak z amerykańskiej reklamy, czyli wysoka,
            szczupła, a z biustem - no żebym była facetem, to bym trzy razy dziennie książki
            wymieniała, a i tak sie czasem zastanawiam:)

            aha, i zważywszy na to, że co najmniej trzeci rok ją tam widzę, a ona wie, co
            robi, to nie przesiaduje ona w tej bibliotece za sprawą bolesnego przypadku
    • Gość: Mo. Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.oskbraniewo.pl 20.12.05, 16:27
      Zobaczcie:)))
      www.vulcan.edu.pl/biblioteka/inne/gazetki/43/index.html
    • formaprzetrwalnikowa Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 21.12.05, 10:21
      ach, u mnie na wsi byla Cudowna Pani Kazia. Jak miala zly humor, to lepiej bylo
      nie zaczynac rozmowy, tylko wybrac ksiazke, oddac karte i zmykac do domu.
      Pani Kazia (do spolki z moja ciotka) sa winne temu, ze teraz polowe mojego domu
      zajmuja ksiazki. Pani Kazia byla kompetentna, zawsze wyczula, na jakim etapie
      jestem i ksiazki, ktore mi podsuwala byly - z jednym malenkim wyjatkiem -
      zawsze 'na miejscu i na czasie'. Dzieki Niej przeczytalam cala klasyke jeszcze
      przed koncem liceum. Dzieki Niej ta klasyka byla w naszej wiejskioej bibilotece.
      kiedy odeszla (nawet nie bardzo pamietam, czy na emeryture, czy gdzie indziej) -
      juz nigdy nie bylo tak samo.
      Bibliotekarki, ktore spotylakam w moim pozniejszym zyciu byly na ogol
      sympatyczne i kompetentne, ale z drugiej strony - po szkole pani Kazi sama
      potrafilam sobie wyszukac ksiazke w katalogu, odnalezc na polce, nie mowiac o
      wybraniu autora czy tytulu.
      Ech: Na czesc Pani Kazi i innych Jej podobnych: Hip-hip- hurrra!
      :)
      • ben-oni Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania 21.12.05, 11:51
        sama
        > potrafilam sobie wyszukac ksiazke w katalogu,

        Nigdy nie zaglądam do katalogów..??..!!..
        Wparowuję między regały i "zwiedzam" czekając na chwilę natchnienia. Biorę
        książkę do ręki, ważę ją jak grapefruita i albo odkładam na półkę albo
        zblokowuję pod pachą i idę dalej. Tym sposobem mam rozpoznaną całą bibliotekę i
        nie umknie mi żaden nowy nabytek. Ostatnio rzuciło mi się w oczy, że już od
        roku nie ma na półce "Szatańskich wersetów" (dobrze, że korzystając z mojej
        metody zahaczyłem je w stanie dziewiczości jakiś czas temu) i nie wiem czy ktoś
        przetrzymuje czy też spotkał je jakiś bezbożny rapt?

        Co do bibliotekarek: znałem jedną z ZK. (nie siedziałem - była znajomą
        rodzicielki, ksiegowej w tejże placówce) Czasami wycofywała ze zbiorów
        sfatygowane "Winetou" czy "Hrabiego Monte Christo" i dawała mnie. Jezu!! jak ci
        osadzeni żarłocznie czytają! Te książki były tak "przeczytane", że aż serce
        rosło.
        • Gość: megi30wawa Re: biblioteki, bibliotekarki...nauka czytania IP: *.torun.mm.pl 28.12.05, 20:29
          Hehehe
          Smiać mi się chce, jak to wszystko czytam. Stereotyp bibliotekarki - pani w
          szarym sweterku, w kok spiętych włosach, w okularach, szara myszka chyba na
          zawsze już pozostanie.
          Nie zgadza się, że to nierozwijający zawód. Przecież to, czy człowiek chce coś
          osiągnąć zalezy tylko od niego. Można Uczyć się języków obcych, sprawnie
          obsługiwać komputer itp.
          W mojej szkole biblioteka jest najważniejszym miejscem. Z hasłem nad drzwiami -
          Biblioteka dobre miejsce dla człowieka.
          No ale to trzeba chciec. A mi sie chce.;))

          pozdrawiam wszystkie piękne, inteligentne i elokwentne bibliotekarki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka