nienietoperz
28.09.05, 12:10
Czy pisarz musi wierzyc w slusznosc pogladow i trafnosc argumentow
przedstawianych w swoich ksiazkach? Czy wrecz przeciwnie, jest od slow, zdan,
emocji swoich bohaterow calkowicie niezalezny? Wydawac sie moze, ze raczej to
drugie; Elizabeth Costello w zasadzie tez w to wierzy, ale ma powazne
watpliwosci natury etycznej. Czy kazde przedstawienie zla jest wartosciowe?
Czym rozni sie sytuacja autora omijajacego niewygodne fakty czy swiadomie
przerysowujacego pewne argumenty, od czyniacego to samo wykladowcy? Od kobiety
piszacej osobisty list do swojej siostry? I czy mozemy sie domyslac, ze
dylematy Costello sa dylematami Coetzee, czy jest to w ogole istotne?
Zaangazowany post, glownie dlatego, ze 'Elizabeth Costello' to zaangazowana
ksiazka. Jesli macie pelna jasnosc w kwestii odpowiedzi na powyzsze pytania,
polecam przeczytanie. Jesli nie, polecam tym bardziej.
Wasz
nienietoperz