Dodaj do ulubionych

Najlepsza książka Stephena Kinga

IP: *.tkb.pl / 10.1.74.* 22.10.02, 15:57
Według mnie jest to "Cujo". Bardzo mroczne i dobrze zakreślone sylewtki
bohaterów. Naprawde wciąga i przeraża. Jakie są wasze opinie? Która jego
powieść jest naj...
Obserwuj wątek
    • noico Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 22.10.02, 16:58
      Dla mnie "Worek kości". Spójna od początku do końca. Cały czas trzyma w
      napięciu (wiele innych jego powieści pod sam koniec jest nudna). Nie ma za dużo
      potworó i wampirów. Ciekawe postaci. Ciekawa fabuła.
    • reptar Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 22.10.02, 20:58
      Dla mnie "Lśnienie".

      A tak przy okazji: piszcie proszę, czy Ta Właśnie Wasza Najlepsza książka Kinga
      to jest jedna z pierwszych, które czytaliście? Bo podejrzewam, że może być
      jakaś korelacja. Ja "Lśnienie" czytałem jako pierwsze. A gdybym miał wymienić
      trzy, to wymieniłbym trzy z czterech przeczytanych najwcześniej. Choć potem
      przeczytałem ich jeszcze całkiem sporo.
      • Gość: maszom Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: *.tkb.pl / 10.1.74.* 22.10.02, 22:26
        Perwsze czytalem :Skazani na Shawshank" ale Cujo jest lepsze. Ale to tez niezle.
        • Gość: Sol Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 23.10.02, 09:34
          rowniez uwazam, ze "Lsnienie" (i nie byla to pierwsza jego ksiazka, jaka
          czytalam).
          Za to ostatnio przeczytana przeze mnie ksiazka Kinga byl "worek kosci" i choc
          nie jestem nia zachwycona to chyle czola przed warsztatem pisarskim - wszystko
          jest rozplanowane, kazdy szczegol. Zwroty akcji nastepuja wtedy, kiedy powinny,
          postaci sa starannie dobrane i dobrze skonstruowane, emocje dawkowane
          odpowiednio...
          Szkoda, ze jego tworczosc jest taka nierowna.
          Ale cenie Kinga za to, ze sam przyznaje, ze pisze dla pieniedzy. Niewielu
          potrafi sie do tego przyznac.
          • reptar Zwroty akcji nastepują wtedy, kiedy powinny 23.10.02, 10:01
            Co masz na myśli, pisząc "Zwroty akcji nastepują wtedy, kiedy powinny"?

            Pytam, bo choć generalnie lubię książki Kinga, to jednak coraz mniej. A to
            właśnie przez to, że najczęściej zwroty akcji są wtedy, kiedy czytelnik się ich
            spodziewa. Zupełnie zirytowała mnie pod tym względem "Rose Madder". Precyzyjna
            konstrukcja, doskonałe rozplanowanie - zaleta to czy wada? Ktoś idzie gdzieś i
            wiesz, że tam ktoś inny go dopadnie i posieka albo rozsmaruje, choć do tego
            jeszcze kilkanaście stron. Po kilkunastu stronach okazuje się, że wiedziało się
            dobrze. Posiekany i rozsmarowany wtedy, kiedy powinien.

            Wrócę jeszcze na chwilę do tego pytania, czy książka "najlepsza" była jedną
            z pierwszych czytanych. Mam tak z kilkoma pisarzami (oprócz Kinga są to jeszcze
            J. Carroll i A. Pérez-Reverte), że zachowuję w pamięci życzliwą ocenę tych z ich
            książek, które czytałem najpierw. Im dalej, tym gorzej. Wreszcie przy którejś
            z kolei dochodzi do krachu. Nie wiem - styl jest nazbyt powtarzalny i za bardzo
            mi powszednieje, czy też może rzeczywiście trafiam na te lepsze książki na
            początku...

            Teraz czytam "Sklepik z marzeniami". Wprawdzie Kinga przesunąłem już do "autorów
            przejedzonych", ale dostałem tę książkę w prezencie, więc postanowiłem
            sprawdzić, jak to w końcu jest. No i muszę przyznać, że "Sklepik z marzeniami"
            podoba mi się bardzo, co trochę godzi w moją teorię przejedzenia (choć denerwuje
            mnie w "Sklepiku..." pewna maniera, bardzo dla Kinga charakterystyczna, a
            konkretnie to, co nazywam elokwencją dostępną dla wszystkich).
    • mallina Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 22.10.02, 23:33
      moja to "Smetarz dla zwierzakow" (tlumaczenie tytulu chyba zalezne od
      wydawnictwa)
    • kini Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 23.10.02, 10:18
      Dla mnie: Lśnienie, Misery, Smętarz dla zwierzaków, Wielki Marsz. I wiele
      opowiadań, których tytułów w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć.
      • Gość: Sol do Reptara-o zwrotach akcji IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 23.10.02, 11:00
        piszac scenariusz czy ksiazke powinno sie zrobic plan. Ten plan wyglada
        niezwykle idiotycznie bo mozna go przedstawic w postaci odcinka z zaznaczonymi
        punktami. Jest scisle okreslone w ktorym miejscu ma byc lirycznie a w ktorym
        dramatycznie, kiedy maja nastapic najwazniejsze wydarzenia, pasc
        najistotniejsze slowa etc. Wszystko musi byc zrownowazone. Czytelnik (widz)
        jest obrzydliwie manipulowany : )
        Uwazam, ze King w "worku..." osiagnal mistrzostwo w konstrukcji ksiazki ale o
        dziwo nie draznilo mnie to. Zazwyczaj jest, tak jak piszesz - wszystko jest
        zbyt przewidywalne. U Kinga oczywiscie, ze jest, w kazdej z jego ksiazek, to
        wada (dla niektorych moze zaleta) tego gatunku. Ale uwazam, ze "worek..." jest
        pod tym wzgledem majstersztykiem. Idealnie rozplanowany wciaga czytelnika ale
        nie nuzy.
        • Gość: Sol i jeszcze cos IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 23.10.02, 11:06
          ach, ta moja skleroza : )
          mialam jeszcze napisac o upodobaniu do pierwszej przeczytanej ksiazki danego
          autora. Masz racje, Reptar - niektorzy pisarze kurczowo trzymaja sie nie tylko
          jednego gatunku (to w koncu nie jest blad...) ale rowniez jednego schematu. Ci
          ktorych wymieniles + Wharton, Coelho. Mam to samo odczucie - pierwsza ksiazke
          czytam z mniejszym lub wiekszym zainteresowaniem, jesli siegam po nastepna -
          nudze sie.
          Z drugiej strony - podobna jest cala tworczosc Saramago, Hemingwaya, Hlaski...
          A przeciez ich lubie. Wiec czasem swego rodzaju wtornosc nie razi...
        • reptar Re: manipulowany 26.10.02, 22:30
          Gość portalu: Sol napisał(a):

          > Czytelnik (widz) jest obrzydliwie manipulowany : )


          Taak. Skończyłem wczoraj ten "Sklepik z marzeniami". Podobał mi się bardzo.
          Cały czas czułem się obrzydliwie manipulowany, ale podobał mi się bardzo.
        • reptar Elokwencja dostępna dla wszystkich 29.10.02, 16:06
          Jestem świeżo po przeczytaniu "Sklepiku z marzeniami". Zaznaczyłem sobie parę
          fragmentów, moim zdaniem typowych dla Kinga do bólu.


          "Przemyślałam to sobie w nocy. Zdecydowałam, że kiedy z nią skończę, nie będzie
          już w stanie spalić cebulek czyichkolwiek włosów. Kiedy z nią skończę, będzie
          potrzebowała psa przewodnika, żeby trafić do kibla. A jeśli ty zaczniesz się ze
          mną spierać, Pete, oboje będziecie mogli kupić sobie psy z tego samego miotu
          owczarków alzackich".

          Nie czujecie tutaj przesytu? nadmiaru figur retorycznych? Czy naprawdę sytuacja
          wymagała sprecyzowania, że chodzi o psy z tego samego miotu? Czy na prawdę ta
          sekcja kynologiczna musiała być aż tak rozbudowana i jeszcze zahaczać o kibel?
          No ale dobra, załóżmy, że Wilma Jerzyck tak właśnie mówiła, że taki właśnie
          miała styl. Znam jednego człowieka, który ma taki styl, i gdyby zalał mnie
          podobnym słowotokiem, nie zgłaszałbym zastrzeżeń.

          Tylko - no właśnie: jednego.

          Ile z osób, które znacie, stać na takie krasomówstwo? Dwie? Cztery? Bo u Kinga
          stać na nie każdego, dosłownie każdego.

          Norris Ridgewick mówi: "Chciała pójść na całego. Najwyraźniej zadzwoniła do
          Nettie i powiedziała, że urwie jej głowę i nasra w szyję". Norris tego nie
          cytuje. Jest najzupełniej samodzielnym ojcem tego bon motu.

          Inny bohater, Henry Beaufort, nawet w skrajnym zdenerwowaniu nie zapomina
          języka w gębie. Nie zapomina też rozpatrzyć kwestii pigułek Hugh Priesta, które
          pojawiają się przed czytelnikiem jak deus ex machina, a sam Henry jest chyba
          najmniej powołaną osobą do analizy szczegółów terapii adwersarza. Ale analizuje
          bez najmniejszych zahamowań, choć ktoś inny (rzeczywisty) na jego miejscu tylko
          zmiąłby przekleństwo w ustach. Jednak pamiętajmy, że postaci z książki Kinga
          mrukliwość nie przystoi: "Znowu zacząłeś brać te swoje pigułki na głupotę,
          Hugh, ale po dzisiejszym dniu nie zażyjesz już ani jednej. Masz to jak w banku.
          Masz to jak w jakimś kurewskim banku".

          Nawet zwijanie się z bólu nie przeszkadza bohaterom stawiać przede wszystkim na
          zdobnictwo. Oto Lenny Partridge, naprawdę w niewesołym stanie (patrz: zwijanie
          się z bólu), epatuje Cluta spektakularnymi dowcipami typu: "Nie! Dał mi po
          dupie, a potem odleciał na pierdolonym latającym dywanie! Jasne, że zabrał
          samochód. A jak myślisz, dlaczego tu leżę? Żeby się opalić?". Nadmiar. Co
          najmniej podwójny nadmiar.

          John LaPointe tuż po wypluciu zębów też nie oszczędza bolącego narządu mowy,
          lecz jak przystało na postać stworzoną przez wiadomego mistrza horroru puszcza
          się w oratorstwo jak w tan: "Nie mam zielonego pojęcia, Alan. Po plośtu wsiedł
          i zabawił się w Blusia Lee".

          I tak dalej. I tym podobne.

          Ktoś napisał, że pisarz (a chodziło wtedu o Sapkowskiego) powinien umieć
          rezygnować z pewnych rzeczy. To, co robi King, jest w gruncie rzeczy szalenie
          wdzięczne, i niech on sobie, ten King, popisuje się takimi fajerwerkami na
          konto narratora - o tak, narrator niech będzie elokwentny, niech czaruje
          nas "urywaniem głowy i sraniem w szyję", dywagacjami na temat losu tabletek,
          które mogą nigdy nie być zażyte, jeśli będą miały pecha, albo i ornamentami
          rodem z baśni tysiąca i jednej nocy wzbogaconymi o dwie czy osiem wulgarnych
          przydawek itd. itp. Taak, narrator niech tak mówi, pisze, opowiada, bo to się
          fajowo czyta.

          Ale czy King musi w te wszystkie błyskotki angażować dosłownie każdego jednego
          ze swoich bohaterów?
          • Gość: Dosia Re: Elokwencja dostępna dla wszystkich IP: *.home.cgocable.net 30.10.02, 04:21
            Chyba troche przesadzasz, reptar.Nie wszyscy bohaterowie Kinga wyrazaja sie
            kwieciscie, a u tych , ktore to robia jest to jak najbardziej naturalne, Wilma
            Jerzyck np. jest pyskata jedza i plecie co jej slina na jezyk przyniesie nie
            zastanawiajac sie nad tym czy ma to w ogole jakis sens, a czyjas odpowiedz na
            glupie pytanie niekoniecznie musi sie ograniczac do jednego dosadnego slowa.
            Sprobuj przeczytac to sobie na glos a jeszcze lepiej popros kogos o
            przeczytanie.
      • Gość: Monika Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: *.pol.lublin.pl 23.10.02, 11:07
        Dla mnie te same, co dla kini, a oprócz tego "Christine". Twórczość Kinga jest
        zaiste nierówna, ale cóż... te perełki, które "popełnił" - warte są uwagi.
        Carroll do pięt mu nie dorasta, nudziarz i tyle!
        • kini Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 23.10.02, 12:06
          > Dla mnie te same, co dla kini, a oprócz tego "Christine". Twórczość Kinga
          jest
          > zaiste nierówna, ale cóż... te perełki, które "popełnił" - warte są uwagi.
          > Carroll do pięt mu nie dorasta, nudziarz i tyle!

          Carroll to gorzej niż nudziarz. Po jego ostatnich "dziełach" nazwałabym go
          raczej niedorobionym metafizykiem... Błe. :(((
          Chociaż "Kraina Chichów" jest super.
    • Gość: Beata gadulstwo Kinga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.02, 11:16
      Kinga lubie, nie moge sie oderwac od jego ksiazek.
      Nota bene znalazlam kiedys w ksiegarni podniszczona grubasna ksazke, w ktorej
      tytule byla mowa o polnocy, a moze o godzinie czwartej, nie pamietam...
      zaczelam czytac w ksiegarni, a tam chodzilo o jakies historie z samolotem, z
      ktorego znikneli pasazarowie, zostala tylko ich bizuteria. Pamieta ktos tytul?
      Ksiazka byla ostatnim egzempolarzem, troche droga, cos ponad 40 zl, i bardzo
      podniszczona, wiec jej nie kupialm, a teraz nigdzie jej juz nie widze.
      A swoja droga, czytalam ksiazke w ktorej King opowiada, jak powinno sie pisac,
      tytulu tez nie pomne - i zrazilo mnie jego narcystyczne gadulstwo. Gada, gada,
      toczy miliony slow z ust, czesto banalne, jak nauczyciel przed klasa, ktory sie
      nudzi i gada dla zabicia czasu.
      Czy ktos chcialby wymienic sie kilkoma ksiazkami Kinga? Mam kilka, a kilku
      pozpostalych nie mam, a poniewaz nie sa do ksiazki, do ktorych wracam, tylko
      takie raczej jenodrazowego uzytku, wiec chetnie bym sie wymienila.
      • Gość: Sol Re: gadulstwo Kinga IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 23.10.02, 11:21
        ja Ci bardzo chetnie oddam "miasteczko Salem", ktorego nie znosze w zamian
        za "Lsnienie", ktore pozyczylam na wieczne nieoddanie : (((

        A propos, teraz na HBO bedzie lecialo "Lsnienie" Kubricka z J.Nicolsonem.
        Niewiele jest ekranizacji ksiazek, ktore mnie zachwycaja. Ale ta tak. Z tego co
        pamietam, King mial powazny problem ze swoim (wspomnianym juz tu : ))
        narcyzmem, bo kinowa wersja "Lsnienia" zrobila furore rowna ksiazce. Nakrecil
        swoja ekranizacje....coz...powiedzmy sobie szczerza...porazka... ; )))
      • kini Re: gadulstwo Kinga 23.10.02, 12:08
        Książka "Czwarta po północy", opowiadanie "Langoliery".
    • Gość: Beata gadulstwo Kinga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.02, 11:18
      Kinga lubie, nie moge sie oderwac od jego ksiazek.
      Nota bene znalazlam kiedys w ksiegarni podniszczona grubasna ksazke, w ktorej
      tytule byla mowa o polnocy, a moze o godzinie czwartej, nie pamietam...
      zaczelam czytac w ksiegarni, a tam chodzilo o jakies historie z samolotem, z
      ktorego znikneli pasazarowie, zostala tylko ich bizuteria. Pamieta ktos tytul?
      Ksiazka byla ostatnim egzempolarzem, troche droga, cos ponad 40 zl, i bardzo
      podniszczona, wiec jej nie kupialm, a teraz nigdzie jej juz nie widze.
      A swoja droga, czytalam ksiazke w ktorej King opowiada, jak powinno sie pisac,
      tytulu tez nie pomne - i zrazilo mnie jego narcystyczne gadulstwo. Gada, gada,
      toczy miliony slow z ust, czesto banalne, jak nauczyciel przed klasa, ktory sie
      nudzi i gada dla zabicia czasu.
      Czy ktos chcialby wymienic sie kilkoma ksiazkami Kinga? Mam kilka, a kilku
      pozpostalych nie mam, a poniewaz nie sa do ksiazki, do ktorych wracam, tylko
      takie raczej jenodrazowego uzytku, wiec chetnie bym sie wymienila.
    • martolka Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 23.10.02, 12:46
      No cóż, ja chyba źle zaczęłam, bo od Insomnii (ma to jakiś polski tytuł?).
      Początek dobry, a potem coraz gorzej, zakończenie - rozczarowanie. Ogólnie
      zniechęcona do dalszych lektur. Resztę Kinga znam z wersji filmowych.
      • Gość: grovan Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: proxy / 217.153.35.* 23.10.02, 13:10
        martolka napisała:

        > No cóż, ja chyba źle zaczęłam, bo od Insomnii (ma to jakiś polski tytuł?).
        > Początek dobry, a potem coraz gorzej, zakończenie - rozczarowanie. Ogólnie
        > zniechęcona do dalszych lektur. Resztę Kinga znam z wersji filmowych.

        Ma - "Bezsenność" - i faktycznie nie jest najlepsze. Ale nie zniechęcaj się i
        przeczytaj np. Misery, albo któryś zbiór opowiadań.

        Dla mnie niekiepska jest też "Gra Geralda".
        A co do filmów - to z tym niestety jest nienajlepiej. Jest parę pereł -
        Lśnienie, Skazani... Zielona mila, Misery, Carrie, Christine Dolores, Zostań
        przy mnie. Ale są też supergnioty, które powalają nieudolnością - np. Czerwona
        Róża, którą obejrzałem ostatnio. Potwornie nudne, a obsadzenie Nancy Travis w
        roli głównej to kiepski pomysł - była beznadziejna. Nie polecam.
    • noico Re: King ma szczęscie do reżyserów 23.10.02, 16:40
      jest jednym z niewielu pisarzy, których prozą zajęli się tak dobrzy twórcy
      jak :de Palma, Kubrick. Nie pamiętam kto zrobił "Misery", Skazani na Shwasank,
      Zielona Mila, ale też świetne ekranizacje.
      • martolka Re: King ma szczęscie do reżyserów 23.10.02, 22:31
        Owszem, dużo dobrych filmów zrobiono na podstawie jego książek, ale jakoś nie
        wymieniliście zbyt wielu z nich jako te najlepsze do czytania. Zapewne dlatego,
        że gorsze książki wypadają lepiej na ekranie, bo już nic im nie zaszkodzi, a te
        dobre można tylko spaprać.
    • _dagny Re: Najlepsza książka Stephena Kinga 24.10.02, 00:00
      Jak dla mnie, 'Lsnienie'. Na drugim miejscu postawilabym 'Miasteczko Salem'.
      Jesli nie o powiesci lub opowiadania chodzi, to goraco polecam 'Danse Macabre'
      tegoz wlasnie autora. Swietna ksiazka o horrorze jako o gatunku literackim i
      filmowym
    • Gość: arcoiris Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: 217.153.4.* 24.10.02, 10:52
      Najgorsza to "Mroczna wieża". Nie polecam
      • Gość: grovan Re: Najlepsza książka Stephena Kinga IP: proxy / 217.153.35.* 31.10.02, 14:58
        Gość portalu: arcoiris napisał(a):

        > Najgorsza to "Mroczna wieża". Nie polecam

        No toś poleciał/ła po całości. Mroczna jest cyklem zaplanowanym na siedem
        tomów. W Polsce ukazały się na razie trzy. Już we wcześniejszych książkach
        Kinga wątek mrocznej wieży się pojawia. Cały cykl ma być koronnym dziełem
        Kinga. Ja na razie zbieram - przeczytam jak się ukaże całość, ale nie
        przekreślałbym całego cyklu z góry. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka