Dodaj do ulubionych

kontynuacja "lalki" prusa

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.06, 23:07
witam
dowiedzialem sie niedawno ze ktos podjal sie napisania kontynuacji losow stanislawa wokulskiego, jednak nie moge nic znalezc na temat tej ksiazki. czy ktos jest w stanie poratowac??
Obserwuj wątek
    • tanczacy.z.myslami Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 08:16
      Ratowanie (czytelników) polegałoby na odstrzeleniu przyszłego 'ałtora' takiej
      kontunuacji? :)

      ------------------
      Człowiek wszystko w życiu zniesie, z wyjątkiem jajka ;)
      • meduza7 Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 10:05
        i nie tylko jego, innych "ałtorów" podobnych dzieł też należałoby...
        Niestety, nikt o tym nie pomyślał i dzięki temu mamy "Scarlett", "Eleonorę i
        Mariannę", "Zakochaną Emmę" (potworki!) a nawet "Pierre'a i Nataszę"
        (kontynuacja "Wojny i pokoju").
        • autumna Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 12:55
          > Niestety, nikt o tym nie pomyślał i dzięki temu mamy "Scarlett", "Eleonorę i
          > Mariannę", "Zakochaną Emmę" (potworki!) a nawet "Pierre'a i Nataszę"
          > (kontynuacja "Wojny i pokoju").

          Tudzież "W ręku Boga" - kontynuację Sienkiewiczowskiej trylogii.
          • Gość: M Re: Prus chyba spadłby z pomnika... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.06, 13:17
            Co do "W ręku Boga" zgadzam się,należało szybko chwycić za broń:)
            • jabeta Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 14:59
              Ale jako ćwiczenie literackie "Lalka" nadaje się, i to wyśmienicie.
              Sama ćwiczyłam.
              Byle cwiczyć z dystansem do własnych wypocin.
              • tanczacy.z.myslami Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 15:43
                jabeta napisała:

                > Ale jako ćwiczenie literackie "Lalka" nadaje się, i to wyśmienicie.
                > Sama ćwiczyłam.

                Udostępnisz próbkę? :)

                ------------------
                Człowiek wszystko w życiu zniesie, z wyjątkiem jajka ;)
                • foxie777 Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 16:00

                  Nawet nie rozumiem w jakim celu ktos chcialby
                  kontynuowac Lalke ?.
                  Tam wszystko jest powiedziane, a jak chcemy dopisywac to
                  przeciez mozna puscic wodze wyobrazni.


                  pozd
                • jabeta Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 21:29
                  udostępnię, co mi tam, sam prosiłeś

                  Anihilacja ( Wariacja na temat „Lalki” Bolesława Prusa)

                  -Wszystko nie warte, nie warte – szeptał Wokuski, wpatrzony w rysujące się na
                  tle pochmurnego nieba zarysy kamiennych wież. - Wy też nic nie warte, ot, zimna
                  materia – kopnął stertę kamieni, które ktoś uszykował dla wybrukowania alejki.
                  Widać nie zdążył dokończyć dzieła. „A może się rozmyślił?... Tak jak ja....Nic,
                  tylko głazy, a przecież nawet głaz ma więcej ciepła, niż moje wspomnienia...” -
                  Czy ja mam jeszcze wspomnienia? –westchnął głośno i umilkł, wsłuchany w swoje
                  wnętrze. Próbował przypomnieć sobie choćby jedną ważną rzecz, jakiś przedmiot,
                  wreszcie osobę. – Niczego – zajęczał – jak to możliwe, by nie było w człowieku
                  niczego? Przez chwilę wyglądał tak, jakby miał zamierzał zastygnąć w tym
                  zdziwieniu na wieki. Granatowe skamienienie oczu i ta strzała brwi, połączonych
                  w sile oszołomienia.
                  To trwało minutę, może kilka, a na pewno nie dłużej niż najgłębsze wstrzymanie
                  oddechu. Przyniosło ze sobą niespodziewaną siłę, poczucie panowania nad sobą w
                  piekielnym kamiennym spokoju, który zdawał się rozlewać na wszystko wokół. „Więc
                  to takie proste... Wystarczy wstrzymać oddech i cały świat również przestaje
                  oddychać. Wystarczy chcieć panować nad światem...” Ale czy to wszystko? Musi coś
                  w sobie znaleźć, przecież nie jest duchem! Krzyknął : - Nie jeeestem duchem! -
                  aż z pobliskich drzew uleciały z trzepotem ptaki.
                  I może ten szum powietrza, wzbijanego ptasimi skrzydłami, a może krzyki,
                  wydobywające się z jego i ptasich gardzieli, obudziły go. Poczuł chłód, ożywcze
                  tchnienie gdzieś z głębi jego pustego, zdawałoby się, jestestwa. „Więc jednak
                  coś tam jest...” – wsłuchał się ponownie w siebie. Nie mylił się, coś w nim
                  zawołało: „ Idź naprzód. Naprzód...”. „Jak te ptaki” – odprowadził wzrokiem
                  blednący klucz i zachciało mu się polecieć za nimi. – „ Chcesz uciec?” – ten
                  głos, ironiczny i twardy, śmiał się w jego głowie, ale przerwał mu : „Chcę
                  wyjechać po nowe”. I uświadomił sobie, że to prawda, że nie ucieka. Jeszcze
                  dzień wcześniej, jeszcze godzinę, ale nie teraz... „Jak o tym zapomnisz? Jak się
                  z tym rozliczysz? Gdzie zarachujesz?”- pytał uporczywie głos, którego zaczął już
                  nienawidzić . - Ale z czym mam się rozliczyć? O czym zapomnieć? Przecież
                  wszystko rozpadło się, nie ma tego... nie ma... - odparł głosowi, jednak już bez
                  krzyku, bo przecież nie musiał niczego udowadniać. Wszystko unicestwiło się samo.
                  I nagle rozbłysło w nim światło, ciemne światło zrozumienia. Jakie to wszystko
                  proste... To o tym mówił Geist, kiedy kazał mu przyjść do siebie, gdy nic już mu
                  nie pozostanie... Pustka, a w tej pustce NOWE. Tym większe, im w bardziej
                  rozrzedzonym. Geist zastosował budowę klatkową, ale on pójdzie dalej. Jeszcze
                  bardziej ją rozrzedzi, aż dojdzie do kresu. Do nicości idealnej. Znajdzie na to
                  przepis, tylko do tego trzeba mu drugiego takiego jak on, twardo stąpającego po
                  ziemi, marzyciela. - Geiście, Geiście, gdybyś wiedział, coś we mnie zasiał... –
                  zawołał w uniesieniu - wszystko będzie znikać na jedno moje zawołanie. Rzeczy,
                  machiny, systemy. – „A wspomnienia?”- uporczywy głos nie dawał spokoju. – A
                  choćby i wspomnienia! – krzyknął. - Nie będzie rzeczy, nie będzie konstrukcji,
                  nie będzie wspomnień!
                  I nagle pociemniało mu w oczach. Uprzytomnił sobie, jak wielką sprawę ma przed
                  sobą. Coś więcej niż rozpad, bo ten pozostawia ślady. Tutaj nie ostanie się
                  nic. „ Czy wiesz, co się wydarzy, gdy zajmą się tym szaleńcy?” – głos zyskał na
                  sile. – „A czy świata nie zaludniają wyłącznie szaleńcy? – odpowiedział mu w
                  myśli. Jedni pracują jak muły, bez widoków na przyszłość, zatruwani nieużyteczną
                  egzystencją Łęckich, Krzeszowskich, czy innych Rossich i zależni od łaski takich
                  Wokulskich, jak on. Inni, najmądrzejsi z mądrych, najtrzeźwiejsi z trzeźwych,
                  topią majątki i dusze w realizacji najbardziej ryzykownych pomysłach, wszystko
                  zaś dla społeczeństwa, przez co ono obwołuje ich prawdziwymi wariatami? Rozbić
                  tego nijak się nie da, już to Klein się o tym przekonał, pokonany przez takich
                  Szlangbaumów, którzy wyrośli, nie wiadomo kiedy. Edukować tegoż niepodobna, bo
                  wyższe – w swym chorym mniemaniu – nad wszystkie społeczne edukacje. Te ich
                  artyzmy, gdzie byle piskacz, któremu rzeczywistego talentu nie staje, jeśli
                  ładnie się kłania, dobrze wypomadowany, bryluje w wystawnych salonach, pustych
                  jak ich dusze!
                  Przypomniał mu się pokoik, który zajmował Ignacy, te kilka zniszczonych mebli...
                  Dlaczego on nie bryluje, nie pomaduje się...? „Ech, Ignacy, Ignacy, gdyby dało
                  się Ciebie ocalić z tego morza ścierwa...Ale jeśli przyjdzie na świat ruina, a
                  bez zmian niechybnie przyjdzie, to i Ciebie pogrzebie. Za staryś na rewoltę,
                  która idzie... Zbliża się, Ignacy, wielkimi krokami zbliża się...Już to za
                  sprawą Kleina, a jeśli jemu się nie powiedzie, to Szlaugbauma, który pochytrzy
                  się i na Ciebie. Bo widzisz, Ignacy, romantyku, nie zniesiesz tego, jako i nie
                  zniósł Twój Katz, który zostawił po sobie jeno skrwawioną poduszkę. Ale gdyby
                  tak znaleźć rozsądne zastosowanie mojej anihilacji? Kierownictwo, Ignacy! Mój
                  anihilator miałby mózg. Trzeba wiedzieć, co powinno zniknąć, a co nie.
                  Ocalałbyś, stary, Ty i jeszcze paru innych...I chociażby dla Ciebie to zrobię,
                  ale czy zdążę Cię ocalić?”
                  Wokulski wstał gwałtownie, gotów choćby w tej chwili jechać do Paryża. Nie
                  będzie się nawet pakować. Niech jego przeszłość sama sobie poradzi.
                  Jednak pozostawi po sobie kilka pytań. Dla tych próżniaków : Krzeszowskich i
                  innych...Już widział, jak szukają jego śladów, jak mówią: - „Czyś pan widział,
                  baronie, Wokulskiego, tego... kupca?” – „W interesach pojechał” – odpowie baron,
                  poprawiając eleganckim ruchem binokle. – „Tak bez pożegnania? „ – „Tacy jak on
                  nie wyzbędą się kupieckiej natury, interes to interes, co dla nich cudza
                  wrażliwość...” – „Szefunio dla rubelków gotów nawet na biegun” – zmruży zabójczo
                  piękne oczy Mraczewski, a Maruszewicz, z wymiętą jak zawsze twarzą, odpowie mu:
                  – „Pewnie i tam znajdzie kogoś do stłamszenia!” – „Chyba niedźwiedzia”–
                  zarechoczą zgodnie, i rozejdą się, przekonani o swej moralnej wyższości.
                  „Wybacz mi więc, Ignacy, ten nagły odwrót bez wyjaśnień. Że wystawiam cię na to
                  wszystko: spekulacje na mój temat, które narosną niczym wieżą Babel i niczym
                  ona, rozsypią się pod ciężarem hrabiowskiej i książęcej pogardy, a potem szybkie
                  o mnie zapomnienie. Ale moje zniknięcie to jeszcze nie czysta anihilacja. Tego
                  świat jeszcze nie zna, choć pono święci potrafią, nasi i w Indiach”. - Ale ja
                  nie święty, o nie - uśmiechnął się pod nosem Wokulski, nagle czymś uradowany. –
                  Jestem w dobrym nastroju - rzekł do siebie – więc jednak potrafię się cieszyć.
                  „Muszę to wykorzystać, zaraz zatelegrafuję do Geista, niech przygotuje
                  odczynniki. Tobie, Ignacy, nic nie powiem, boś gotów mnie zatrzymać. Nawet i ty
                  w to nie uwierzysz.. Wszystko, co niepotrzebne, zniknie. Ale muszę pilnować,
                  Ignacy, by nie dorwał się do tego żaden kombinator, których w całym świecie, a
                  już w Paryżu na pewno, mnóstwo. Może tylko kiedyś, jak Geist się zgodzi,
                  przyjmiemy do spółki Ochockiego”. - Jeśli nadal będzie miał głowę na karku i nie
                  zakocha się – dodał po chwili gorzko.
                  I odszedł, nie oglądając się za siebie. Jego kroki stopniowo nabierały
                  sprężystości, a plecy prostowały się. W pewnej chwili zamachnął się ręką,
                  odganiając jakieś wspomnienie, a może tylko muchę, i zagwizdał, czym upodobnił
                  się do wyrostka, którym już dawno przestał być.
                  ***
                  - Cóż tego, Panie Geist, wszyst
                  • jabeta Re: Prus chyba spadłby z pomnika... 12.05.06, 21:31
                    wiem, wiem, Wokulski, nie Wokuski, i końcówkę ucięło

                    - Cóż tego, Panie Geist, wszystko anihilacja.- Anihilacja – powtórzył po chwili
                    i wbił wzrok w naczynie, z którego właśnie zaczęła wydobywać się para. Geist
                    podszedł, zaciekawiony nową nutą w głosie wspólnika. Pochylił się nad
                    pokrywającym się szronem metalem i...przymknął oczy w odruchu obronnym. To
                    niemożliwe! Geniusz, czy szarlatan? Po chwili jednak podniósł powieki, bo nie
                    może, do diaska, stracić takiego przedstawienia.
                    Wkrótce już obaj mieszali w kadzi, dodając jakichś odczynników ( Wokulski) i
                    skrzętnie notując ( Geist). Nawet nie spostrzegli, kiedy do pracowni zakradł się
                    mrok.
    • octavius2 Re: kontynuacja "lalki" prusa 12.05.06, 16:26
      Słyszałem kiedyś, że podobno sam Prus miał coś takiego w planach - miała to być
      podobno powieść, w której Wokulski i Ochocki występowaliby jako współpracownicy
      profesora Geista w Paryżu. Słyszałem to jednakże tak dawno, że nic więcej nie
      pamiętam, wiem tylko, że powieść nie powstała w końcu.
    • zanilk Re: kontynuacja "lalki" prusa 12.05.06, 17:32
      nie poratuję. książka i tak raczej nie będzie dobra.
      • Gość: jaija Re: kontynuacja "lalki" prusa IP: *.elblag.dialog.net.pl 12.05.06, 18:48
        Podobnie, jak 99,9% sequeli literackich i filmowych...
    • Gość: rysiu z klanu Re: kontynuacja "lalki" prusa IP: *.dynamic.mm.pl 26.12.17, 14:32
      Sam sobie odpowiem po 11 latach:
      "STANISŁAW I IZABELA EPILOG LALKI" PIOTR S WIRSKI
      • klaraxl Re: kontynuacja "lalki" prusa 28.08.19, 15:33
        Gość portalu: rysiu z klanu napisał(a):

        > Sam sobie odpowiem po 11 latach:
        > "STANISŁAW I IZABELA EPILOG LALKI" PIOTR S WIRSKI

        I jakie wrażenia po przeczytaniu?
        • ewa9717 Re: kontynuacja "lalki" prusa 10.09.19, 12:25
          Ja to miałam dość dawno temu w ręku. Nie warto. Nawet trzymać w ręku.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka