ciotka_lisbeth
12.10.06, 12:16
Matka Julii to wariatka. Nie znoszę tej baby jak cholera, stuknięta
zaraza.
Tej jej wymuskanej córeczki też nie cierpię. Kiedy się poznaliśmy
myślałem, że można będzie się z nią dogadać. Niestety. Panna okazała się być
niedotykalska. Ja jestem facet – jak kogoś lubię, to ściskam porządnie. A ta
od razu w krzyk:
- Zostaw mnie! Nie dotykaj! Zabierz ręce! – paskudna gówniara.
Na początku dałem się nabrać. Te ślepia niebieskie. Te kudły jasne. A
matka? Okularnica. Niby żartobliwym tonem czepiała się i gderała:
- Wijtuś to chyba lubi Juleczkę. Lecz Juleczka nie lubi jak się ją
zaczepia – i gadała coś o wolności osobistej i własnym terytorium. I że każdy
ma prawo do tego, żeby go nie dotykać.
O własnym terytorium to ja coś wiem. Na naszym podwórku jest kilku
takich, co to chcieliby się panoszyć - z wiaderkami i łopatkami, z
piłeczkami, z autkami na sznurku - gówniarzy. Won!
Przestałem Julkę dotykać. Zacząłem szturchać. Nie specjalnie przecież.
Po prostu zawsze stawała mi na drodze. Sama pchała się w łapy.
Aniołek niewinny z błyskiem w oku. A namarszczyła się, a narobiła min
groźnych, że boki zrywać. I zawsze tak jakoś wykręciła, że dostawałem po
uszach.
Jej matka czasem uśmiechała się do mnie. Obłudna gruba krowa. Kiedyś
nawet usiłowała mnie pogłaskać! Co ja dziecko jestem? Odepchnąłem tłuste
paluchy i odwróciłem się ze wstrętem. Jak chce głaskać, to niech sobie kota
kupi!
Kiedy Karolina urządzała urodziny zaprosiła mnie i paru jeszcze kolesi z
naszej grupy. Chociaż głównie dziewczyny. Tak w ogóle to nie lubię bab.
Nie poszedłem w końcu. Starzy zabrali mnie na grilla do znajomych. To ci
była impreza! Bawiłem się do późnej nocy z ich synem. Trochę pośmialiśmy się
z jego głupiej siostry, potem zakładaliśmy się, który z naszych ojców
pierwszy zacznie luzować krawat. Nie żałuję. Zawsze to lepsze niż durnowate
zabawy dla dzieciaków na babskich urodzinach.
Julia pewnie wystroiła się jak królewna. Ona zawsze jest taka akuratna i
cacana, że obrzydzenie bierze. Kudły wyczesane, że ani kosmyk nie wystaje.
Sukieneczki, buciczki i inne dyrdymały. A jej pryszczata matka pewnie
przyprowadziła ją za rączkę i na do widzenia ucałowała. Cmok-cmok. Fuj!
I pewnie jeszcze pogadała do innych, że jak to dobrze, że ten niedobry
Wojtek nie przyszedł. Bo od jakiegoś czasu przestała się do mnie uśmiechać.
A czy to moja wina, że ma głupią córkę? Nie lubię tej dziewuchy, wnerwia
mnie z każdym dniem bardziej. Te miny wyniosłe. Te maniery pańskie. Te gesty,
jakby chciała strząsnąć z siebie ślad po moim spojrzeniu. Ale mamusia
oczywiście będzie zawsze po stronie swojej córuni. Wredna baba.
Jej ostatni wyskok to już naprawdę przekroczył wszelkie granice. A darła
się, a wyzywała. Jakby nie mogła nadejść chwilę później. Trafiła akurat na
moment, kiedy tłumaczyłem jej wypieszczonej córeczce, kto tu jest szefem.
Gówniara rozdarła się, a matka za nią. Wrzeszczała na cały regulator:
- Dosyć! Przez cały zeszły rok ten dzieciak dręczył moją córkę! Ileż
można! – akurat nadeszła moja babka. Ona wie jak się zachować:
- Wojtek, nie zaczepiaj Julki – i po co to się tak drzeć? Jak babka
spokojnie, to ja też.
Matka Julii wrzała. Śmiesznie nawet wyglądała, gdy tuliła do siebie
swoją rozmazaną córeńkę i trzęsła się ze złości.
- Jeśli jeszcze raz uderzysz Juleczkę, to popamiętasz! Nie wolno na
nikogo podnosić ręki! Nikt cię nie będzie lubił ty paskudny dzieciaku!
I dalej w tym tonie. Wkurzyła mnie. Nic się w końcu takiego nie stało,
gówniarze krew nie leci, a ja też mam swój honor i uczucia. Nerwy rzuciły
mnie o ziemię. Paskudna baba spojrzała na mnie z nienawiścią i wyszła.
Po chwili opanowałem się. Wystarczyło tylko, że znikły mi z oczu. Trochę
jeszcze się trzęsłem na wspomnienie niektórych słów tłustego babsztyla.
Złośliwy gnom. Brak wychowania. Niezrównoważenie emocjonalne. Co to za jakieś
bzdury?
Jak ja mogę jej nie nienawidzić? Przez durną babę nie pozwolili mi
oglądać filmu wieczorem. Niby nic, niedługo powtórzą go pewnie na innym
kanale, ale lubię takie mocne obrazki.
Ojciec się wkurzył i zapowiedział, że jak jeszcze raz dotknę tę
histeryczkę, to mi nie kupi obiecanej kasety.
- Czemu właściwie ty ją tłuczesz, synu?
- To lizuska i pieszczoszek mamusi – powiedziałem z pogardą – babcia
sama widziała, że nie ma o co robić awantury…
- Nie zniosę, aby moja matka musiała wysłuchiwać wrzasków jakiejś
wariatki! – wołał wściekły ojciec – może jej rodzina potrzebuje terapii, ale
my jesteśmy normalni! – sięgnął po papierosa – długiego, brązowego, ze złotym
paskiem.
- Człowiek haruje jak wół, żeby dziecko miało to czego potrzebuje, a
jakaś mi tu będzie mówić, że o syna nie dbam! Popielniczkę przynieś!
Pobiegłem do kuchni. Ma ojciec rację, co nam tu jakieś takie będą życie
układać. One niech się tam głaskają, my jesteśmy mężczyźni.
Od babki wara – sama mówiła, że nie będzie mnie wychowywać, bo nie
jestem jej dzieckiem w końcu. A do psychologa to niech zaprowadzi swoją
Juleczkę! Albo sama niech idzie!
Zaniosłem ojcu popielniczkę. Wracając zajrzałem do pokoju mamy. Malowała
się właśnie.
Moja mama jest piękna i zawsze ładnie pachnie. Nie jest gruba i
pryszczata jak matka Julii. Zamiast grubych szkieł nosi cieniutkie kontakty.
W życiu nie pokazałaby się w na ulicy nie umalowana!
Moja mama nigdy nie ubrałaby się w takie łachy jak matka Julii. I nigdy
nie dawałaby się tak całować na do widzenia.
Bo mógłbym jej popsuć makijaż.