Gość: EWOK
IP: *.acn.waw.pl
09.04.03, 21:34
Pomijam poziom nauczania (Mickiewicz wielkim poetą był, albo co autor chciał
przzez to powiedzieć, nawiasem mówiąc, przeczytałam kiedyś wypowiedź Miłosza
dziwnie zdezorientowanego tym, co według programu szkolnego, chciał
przekazać w swojej poezji). Chodzi mi o zaściankowośc doboru lektur. Czy
fakt, że mieszkamy w Polsce powinien przekładać się na kompletną, wpojoną w
ławach szkolnych, ignorację wobec literatury światowej? Jakoś mi się wydaje,
że nie. Denerwuje mnie spędzanie czasu nad trzema powieściami Żeromskiego,
nie licząc koszmarnych zupełnie krótszych form, takich jak niestrawna
Siłaczka czy grafomańskie Kruki i Wrony w powiązaniu z lekceważeniem
literatury światowej. Jak to się dzieje, że maturzysta może nie zdawać sobie
sprawy z istnienia takich pisarzy jak Tołstoj, Dostojewski, Thackerey,
Dickens, Austen, Flaubert, Bronte, Faulkner? Dlaczego w programie figuruje
Byron przy całkowitym pominięciu Shelley'a? Zapraszam do uzupełniania spisu
lektur obowiązkowych. Jak dla mnie to (kolejnośc niezobowiązująca) : Duma i
uprzedzenie, Anna Karenina, Zbrodnia i kara (z dopuszczeniem polemiki w
sprawie Braci Karamazow), Pani Bovary, Klub Pickwicka, Targowisko
prózności, Wichrowe Wzgórza, Martwe dusze, Wiśniowy sad.