Dodaj do ulubionych

drobne tłumaczenie

14.04.03, 23:28

Przeglądajc ostatnio pisma mojego prywatnego guru (vide sygnaturka) natknąłem
się na dość ciekawy fragment o stosowaniu rzeczywistości w literaturze.
Pozwoliłem sobie popełnić na tym fragmencie tłumaczenie, wybaczcie
niedociągnięcia, jeśli takiem popełnił.
Tekst wydaje się być formalny, ale nie do końca tak jest. Napiszcie, proszę,
co o tym sądzicie, bardzo jestem ciekaw waszego zdania.

pozdrawiam serdecznie,
Yukka Hakkinen

-----

Erich Chorkchaim: "o rzeczywistości w literaturze"

Rzeczywistość, w której żyjemy nie jest jedyną możliwą, o tym wie
każdy. Oczywiście, rzeczywistości przewidywane przez fizyków czy matematyków
są poważne i uczone, mają na przykład wymiary zwinięte w rurki albo linie
równoległe, które się przecinają. Są takie rzeczywistości. Możemy je sobie z
mniejszym lub większym powodzeniem wyobrazić.
Ale tak naprawdę każde dziecko, które przeszło przez bajkową
socjalizację (choć niektóre wydoroślałe dzieci mówią o bajkowej gehennie)
wie, że wcale nie trzeba uciekać do świata, gdzie mikroskopijne cząstki
dyktują warunki, by poczuć dotknięcie innego świata (wiedzą o tym również
mistycy, ale ich inne światy są nudne i przewidywalne, nie będziemy się nimi
zajmować).
Bajkowe rzeczywistości dzielę na dodatnie, ujemne oraz zmienne.
Innym, osobnym podziałem będzie czas reakcji. Wyróżniamy rzeczywistości z
zerowym czasem reakcji (t0), jak i czasem reakcji wydłużonym (ti).
Pierwszą z bajkowych rzeczywistości jest dodatnia rzeczywistość o
zerowym czasie reakcji. Oznaczę ją sobie +Rt0. Brzmi skomplikowanie, ale
wystarczy sobie przypomnieć bajkę o stoliczku, który na każde życzenie
nakrywał się obrusem i smakołykami, by wiedzieć, że mamy do czynienia z taką
właśnie rzeczywistością. Jest to rzeczywistość spełniających się życzeń i to
natychmiastowo. Dodatnia zaś oznacza, że rzeczy dzieją się dokładnie tak, jak
zostały pomyślane. Może być to magiczny stoliczek dostosowujący się do życzeń
właściciela, czy zaczarowany ołówek rysujący to, co powinien. Bajki dziejące
się w +Rt0 są zarazem najprostsze i najbardziej przewidywalne.
Nieco inaczej ma się z rzeczywistościami +Rti, czyli takimi, w
których co prawda rzeczy dzieją się o myśli bohatera, ale dopiero po
określonym czasie. W rzeczywistościach tych pływa w zasadzie cała literatura
fantastyczna, gdy po wykonaniu pewnych misji można wyciągnąć nogi przed
kominkiem, tak jak się to chciało zrobić zrazu, ale nie bardzo były warunki,
bo smok pustoszył ziemie. Do rzeczywistości tych należą wszystkie bajki,
które kończą się słowami: "wszystko dobre, co się dobrze kończy".
Rzeczywistości +Rti są zazwyczaj bardziej rozbudowane. Podczas, gdy
+Rt0 wykładają od razu co maja najlepszego (i opowieść może się w zasadzie
urwać) o tyle w +Rti na szczęśliwe zakończenie trzeba poczekać.
Nie wchodząc już w podział czasowy określę jeszcze na czym polegają
bajki z rzeczywistością zmienną i – moim zdaniem najciekawszą – ujemną. Bajki
z ~R (rzeczywistością zmienną) bardzo często zawierają tak zwane złe duchy.
Duchy owe obiecują zmienić rzeczywistość bohatera, ale albo robią to w sposób
perfidny i złośliwy (jak dżiny), albo zupełnie przeinaczają sens prośby. W
bajkach, w których rzeczywistość ma charakter zmienny nigdy nie wiadomo jak
będzie wyglądała realizacja zamierzenia, choć można przewidywać, że – czasem
zupełnie niespodziewanie – będzie się mieścić w definicji tego, co się miało
stać. Rzeczywistości zmienne czasem są wykorzystywane w suspensowych
zakończeniach całkowicie niebajkowej prozy – znamy zamierzenie bohatera,
jednak splot okoliczności z jego szczytnych zamierzeń tka własny gobelin
rzeczywistości.
Najciekawszym, a zarazem najtrudniejszym do konsekwentnego
przeprowadzenia jest projekt
–R. W rzeczywistości tej wszystko dzieje się dokładnie na odwrót z zamierzeń.
Rzeczywistość ta ma charakterystykę samoobalającego się proroctwa. Jeśli ktoś
chce być bogaty – zbiednieje do cna. Syty – będzie głodny, zaś piękny
zostanie oszpecony. Im szczytniejsze cele i zamierzenia, tym bardziej żałosna
realizacja, lub nieszczęśliwy splot okoliczności obracający wszystko w
niwecz. Czasami rzeczywistości te są stosowane, na małą skalę, w powieściach
pretendujących do miana naturalistycznych lub realistycznych. Wiadomo, że
wszelkie piękne plany obrócą się na zgoła niepiękną brutalną rzeczywistość.
Jednak plan przeprowadzenia opowiadania dziejącego się w –R niczym
nie różniłby się od opowieści +R! W tej drugiej bowiem, by cos uzyskać należy
powiedzieć wprost, w pierwszej – wystarczy zaprzeczyć. Pod tym względem
rzeczywistości +R i –R są tożsame, pod warunkiem, że przeprowadzane
holistycznie. Rzadko jednak da się postawić między nimi znak równości w
powieściach, szczątkowo je wykorzystujących.
Rzeczywistości +R i –R wymagają od piszącego pewnego rygoru. Musi on
pamiętać o założeniach przyjętych konwencji (o czym, w granicach rozsądku,
może zapomnieć autor rzeczywistości ~R). O tym, jak jest to trudne, przekonać
się może każdy, kto pisząc próbował operować rzeczywistościami.
Obserwuj wątek
    • Gość: Wiktualia Rewelacyjne tłumaczenie!! IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 15.04.03, 00:26
      Tzn. tak naprawdę nie wiem jakie jest tłumaczenie, bo nie znam oryginału i
      nigdy nawet nie słyszałam o nim, ale ten tekst jest urzekający i czuję chęć
      czytania więcej i więcej (jeśli urok owego fragmentu to zasługa wirtuzerii nie
      tylko tłumacza :-) ale i autora). Czy Ericha Chorkchaima wydaje się po polsku?
      • yukka Hmmm... 15.04.03, 12:08

        W 1986 roku wyszedł nakładem chyba (chyba, gdyż niestety nie posiadam tej
        książki, w ogóle jest ona białym krukiem) Colloquia Communia zbiór esejów
        Chorkchaima. CC niestety było wydawnictwem na tyle "niszowym", że obecnie
        znalezienie gdziekolwiek pozycji przezeń wydawanych graniczy niemal z cudem
        (starczy wspomnieć słynne opracowanie dotyczące Szkoły Frankfurckiej...).

        Nie jestem pewien swoich tłumaczeń, bo choć idą mi bardzo powoli (widomy znak,
        że się do nich przykładam), to jednak często napotykam miejsca, co do których
        muszę się zdecydować na "lokalizację" - spolszczenie nie tylko znaczenia, ale i
        kontekstu. Jakiś czas temu zabrałem się za tekst "nieobecność", ale udało mi
        się przetłumaczyć tylko jeden paragraf (z trzech napisanych), na dodatek nie
        jestem z niego za bardzo zadowolony, chyba wymaga jeszcze poprawy... Liczę na
        jakieś sugestie, pomysły, opinie.

        pozdrawiam serdecznie,
        Yukka Hakkinen

        ------------

        Erich Chorkchaim "nieobecność" (fragment)

        W języku polskim obecne są dwa zwroty określające czyjąś absencję. Mam
        na myśli zwrot "pod nieobecność" oraz "być nieobecnym". Rozróżnienie między
        nimi nie jest proste, wydaje mi się, że często ich znaczenia się zazębiają.
        Sformułowania "pod nieobecność" używamy nieco częściej wtedy, gdy
        chcemy powiedzieć o czymś, co się zdarzyło, gdy podmiot był nieobecny i nie
        zwracamy się do samego nieobecnego podmiotu – czyli mamy do czynienia z
        sytuacją relacji. Oto pod nieobecność prezesa rada nadzorcza uchwaliła co
        następuje, zaś pod nieobecność Wojtka wszyscy dobrze się bawili.
        Sformułowanie "być nieobecnym" wydaje się być częściej stosowane w
        sytuacjach bezpośredniego zwracania się do podmiotu. Tak więc byłeś nieobecny,
        gdyśmy się dobrze bawili, zaś pan panie prezesie był nieobecny, gdy rada
        uchwaliła co następuje.
        Tak, jak pisałem na początku, rozróżnienie jest nieco sztuczne, gdyż
        można powiedzieć, że "pod nieobecność pana, panie prezesie" – zwracając się
        bezpośrednio do samego zainteresowanego. Jest to dużo bardziej – wydaje mi się –
        oficjalne.
        Może więc sytuacja relacji – z definicji będąc bardziej formalną –
        wymaga raczej stosowania sformułowania "pod nieobecność", zaś w sytuacjach
        mniej oficjalnych ludzie bywają nieobecnymi po prostu.
        Zmierzam jednak do innej rzeczy. Brakuje mi między jednym a drugim
        pojęciem jeszcze jednego określenia. Niezależnie od powiązań formalnych, oba
        powyższe sformułowania zakładają bierność wobec sytuacji, które się wydarzyły.
        Wiadomo – nieobecni nie mają głosu i w ogóle jedyne, co się zauważa, to ich
        brak.
        Jeżeli się nad tym zastanowić, możliwe jest jednak czynne uczestnictwo
        osoby brakującej. O ile pod nieobecność Wojtka wszyscy się dobrze bawili, to –
        mimo wyraźnego zwrotu w kierunku nieobecnego – nie stanowi on treści dobrej
        zabawy, a jedynie wątek poboczny. Zdanie to mogłoby wyglądać: "pod nieobecność
        Wojtka wszyscy dobrze się bawili, lecz niewykluczone, ze gdyby był zabawa
        byłaby jeszcze lepsza". Zdanie to nie dziwi.
        Brakuje mi w tych określeniach pewnej dozy sprawczości, przeniesienia
        akcentów, uczynienia z osoby nieobecnej kogoś aktywnie brakującego, jeśli mogę
        się tak wyrazić, podobnie jak na stypie osobą aktywnie brakującą jest sam
        zmarły. Stypy nie odbywają się "pod czyjąś nieobecność". Odbywają się "w
        nieobecności". Ta nieobecność jest tłem, przesiąknięte jest nią powietrze,
        wszyscy wiedzą, że oto osoba, dla której wszyscy tu jesteśmy, stanowiąca oś
        całego przedsięwzięcia – jest (i musi być!) nieobecna. Ale jest nieobecna
        aktywnie, dyktuje niejako zachowanie gości, wymusza swoją nieobecnością
        określone zachowania.
        Sytuacje rozgrywające się "w nieobecności" są – jak mi się wydaje –
        dość rzadkie; na pewno rzadsze niż sytuacje rozgrywające się pod nieobecność.
        Ale są sytuacjami, gdy nieobecny ma głos, gdy to właśnie nieobecny decyduje co
        się dzieje. Jest to sytuacja aktywnej nieobecności, o której wspomniałem
        powyżej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka