Dodaj do ulubionych

tłumaczenia w tłumaczeniu

12.12.03, 10:58
fragment czytanej książki:
"Miał do czytania dwie książki: "Tha Case of the Velvet Claws" z cyklu o
Perrym Masonie oraz powieść science fiction Clifforda Simaka "Pierścień wokół
Słońca"."

jak to jest, dlaczego jedna pozycja jest przetłumaczona a druga nie? Czy nie
tłumaczy się tytułów książek nie wydanych w Polsce? (np by uniknąć pomyłek
czy nieścisłości gdy znajdzie się już wydawca i przetłumaczy tytuł zupełnie
inaczej?). Wydaje mi się, że tak samo jest z tytułami filmów wymienianych w
książkach.
Obserwuj wątek
    • Gość: monika_kot Re: tłumaczenia w tłumaczeniu IP: 195.216.116.* 12.12.03, 11:04
      Witaj!
      Też zauważyłam taką zależność. jak pojawia się w ksiązce tytuł który był wydany
      w Polsce jest tłumaczony a ksiązki jeszcze nie wydane pozostają w wersji
      oryginalnej. I chyba własnie z powodu różnic w tłumaczeniach, tak jak piszesz
      pomyłek jakie mogłyby wyniknąć gdyby później dana ksiązkę wydano pod innym
      tytułem tłumacze pozostaja przy oryginalnej pisowni i nazwie. Pozdrawiam!
    • Gość: yaga Re: tłumaczenia w tłumaczeniu IP: *.chello.pl 12.12.03, 11:36
      Jest tak, jak pisze Monika. Jeśli tłumacz zna książkę, może i powinien
      dołączyć "robocze" tłumaczenie tytułu w nawiasie kwadratowym albo w przypisie.
      Jeśli nie zna, lepiej tego nie robić, bo to prowadzi do różnych nieporozumień.
    • reptar tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 11:44
      Kiedy zobaczyłem tytuł wątku, spodziewałem się innego problemu; dlatego też
      tutaj go dorzucam, bo tytuł jest bardzo pasujący i można przy nim upiec od razu
      dwie pieczenie. A zatem nie "off topic" tylko topic rozszerzamy   ;-)

      W książce Kurta Vonneguta pt. "Galapagos" jest komputerek, który rzuca
      cytatami. I na przykład na początku rozdziału 32 mamy:

      Rzecze Mandarax:
                  Wpierw żarcie, potem morał można dać.
                        Bertolt Brecht (1898-1956)

      (to wszystko łącznie z datami to fragment powieści).

      I oto po słowie "dać" mamy odsyłacz do przypisu, a w przypisie "Przekład
      B. Winawera i B. Witek-Swinarskiej".

      I tak sobie ten Mandarax od czasu do czasu rzuca jakiś cytat, a tłumacz albo
      bierze się za przekład sam, albo powołuje się na innych. Tak samo potraktowano
      cytat z Biblii ("Przekład wg wyd.: Brytyjskie i Zagraniczne Tow. Biblijne"),
      Szekspira ("Przekład S. Barańczaka"), La Fontaine'a ("Przekład L. Staffa").
      ale inaczej cytaty z mało znanych autorów (Carryl, Chalmers), ale nie tylko,
      bo też i z Rabelais'go, Dickensa, Conrada, Platona...

      I teraz ja nie wiem. Czy to są jakieś zwyczaje, że tłumacz musi albo nie musi?
      Czy to się jakoś wiąże z prawami autorskimi? Czy naprawdę tłumacz nie mógł
      sobie przetłumaczyć "Wpierw żarcie, potem morał można dać" - na własną rękę?
      A Conrada mógł?
      • solkeva Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 12:00
        tak jest, reptar, przysuń swoją pieczeń do mojego ogniska, uczta będzie wieksza
        i bardziej różnorodna :)

        Może działa tu taka sama zasada jak w mojej "pieczeni"? Jeśli książka ukazała
        się w Polsce to wypada/trzeba cytat podac zgodnie z polskim tłumaczeniem?
        Często widuję cytaty z przypisem kto, kiedy i dla jekiego wydawnictwa
        przetłumaczył źródło ale juz np fragmenty piosenek są tłumaczone "bezimiennie".

        Inna sprawa (to już bedzie trzecia pieczen) mnie jeszcze nurtuje - na ile
        sztywne są zasady tłumaczeń, bo coś mi się wydaje, ze duzo zalezy od szeroko
        pojętej kultury pracy tłumacza.
        • jottka zasada 12.12.03, 14:23
          jest taka, że wszystko zależy od tłumacza, redaktora i wydawnictwa - w wersji
          porządnej sprawdza się wszystkie cytaty, tytuły, nazwiska, nazwy itp.itd.

          jesli były przekłady, podaje się tytuł (bądź najbardziej odpowiedni/ popularny
          z tytułów). jeśli się cytuje fragment przekładu, też podaje się jego autora -
          albo zaznacza, że z jakichś powodów przekład nam nie odpowiada i dajemy swój.

          natomiast jeśli wydawnictwu zależy wyłącznie na szybkości wydania książki, a
          cała reszta to tylko marudzenie tłumacza bądź (często zredukowanego) redaktora,
          to horror kwitnie i to nierzadko w znacznie boleśniejszych odmianach.


          a cytowany kawałek e.gardnera ma od ładnych kilkudziesięciu lat polski
          tytuł 'aksamitne pazurki' :)
      • hajota Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 14:33
        reptar napisał:

        >
        > I teraz ja nie wiem. Czy to są jakieś zwyczaje, że tłumacz musi albo nie musi?
        > Czy to się jakoś wiąże z prawami autorskimi? Czy naprawdę tłumacz nie mógł
        > sobie przetłumaczyć "Wpierw żarcie, potem morał można dać" - na własną rękę?
        > A Conrada mógł?

        Owszem, jest taki zwyczaj, że to, co zostało przełożone na polski, tłumacz
        powinien cytować za istniejącym polskim przekładem. Czasem w szukaniu cytatów
        pomaga mu/wyręcza go redaktor. Nie chodzi o prawa autorskie, tylko o zasadę
        przyjętą od dawna przez szanujące się wydawnictwa. Musieć nie musi, nikt mu
        głowy za to nie urwie, ale źle by to świadczyło o jego erudycji i kulturze
        ogólnej, a także o wydawnictwie. Chyba że autor rzuca np. cytatem z Conrada nie
        podając tytułu powieści - wtedy tłumacz przeważnie kapituluje, mając wizję
        przedzierania się przez dzieła wszystkie w poszukiwaniu jednego zdania. Ale są
        i tacy, którzy to z poświęceniem robią, zamiast "samemu sobie przetłumaczyć".
        Wyjątkiem są przypadki, kiedy istniejące już polskie tłumaczenie cytatu nie
        odpowiada intencji autora, który cytat przytoczył - wtedy tłumacz daje swoją
        wersję, pasującą do danego kontekstu, i umieszcza odpowiedni przypis.
        Tytuły książek tłumaczonych na polski podaje się po polsku, nietłumaczonych - w
        oryginale. Tłumaczy się je na polski (w nawiasie, obok brzmienia oryginalnego),
        jeśli znaczenie tytułu jest istotne dla kontekstu.
        Pozdr.
        hj, tłumaczka z perwersyjnym zamiłowaniem do szukania cytatów :-)
        • ydorius Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 17:25

          ja tam bym wolał, by wszystko było tłumaczone przez tłumacza lub wszystko
          pozostawione w oryginale. Żadnego szperania po autorach i tłumaczach.

          "Kłaniam się nisko - Svann wymówił ostatnie słowo z lekko wyczuwalną nutką
          ironii, tak jednak nieznacznie, iż tylko w moich uszach zabrzmiało to
          dwuznacznie". Ktoś sie podejmie?

          Co zrobić z takim Borgesem, który wplatał do swoich opowiadań książki i postaci
          istniejące i fikcyjne. Dlaczegóż nie miałby posłużyc się wymyslonym, przez
          siebie cytatem z Prousta, nie podając przy tym, oczywiście, w którymż to tomie
          można odnaleźć...

          Takie grzebactwo w cudzych tłumaczeniach jest fajne i na pewno daje dużą
          satysfakcję... Jako czytacz wolę chyba żeby wszystko szło albo tłumaczem, albo
          przynajmniej zostało zachowane w oryginale...

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Plumtree's Potted Meat?
          Incomplete.
          • hajota Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 17:48
            ydorius napisał:


            >
            > Takie grzebactwo w cudzych tłumaczeniach jest fajne i na pewno daje dużą
            > satysfakcję... Jako czytacz wolę chyba żeby wszystko szło albo tłumaczem,
            albo
            > przynajmniej zostało zachowane w oryginale...

            Dobrze, a jeśli autor cytuje Biblię, to też wolałbyś, żeby cytat został
            zachowany w oryginale(jakim?)albo przetłumaczony przez tłumacza na własną rękę
            np. z angielskiego?
            A przy tłumaczeniu książek naukowych czy popularnonaukowych to naprawdę nie
            jest "grzebactwo dla satysfakcji", tylko obowiązek. Przypuśćmy, że autor
            książki napisanej po angielsku cytuje spory akapit z Hegla. I co, tłumacz
            miałby przekładać to na polski z angielskiego tłumaczenia z niemieckiego?
            Wyobrażasz sobie, jakie przekłamania mogłyby przy tym powstać?
            • ydorius Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 22:22

              no cóż.
              jeśli ktoś w książce cytuje Biblię, to zakładam, ze nie wstawia akapitu po
              aramejsku (a jeśli to robi i nie tłumaczy, to problem w ogóle znika). Jeśli
              wstawia w swoim ojczystym języku, to i tak wstawia tłumaczenie, więc problemu
              również nie widzę - można sięgnąć po przekłady istniejące. Takoż w przyadku
              Hegla...
              Jeśli cytuje Szekspira (bądź innego angielskojęzycznego autora) i nie jest
              to "konia, konia, królestwo za konia" "w tym szaleństwie jest metoda", "źle
              się dzieje w państwie duńskim" czy "Romeo, czemu ty jesteś Romeo", by zahaczyć
              o trzy jednie dramaty, to nie widzę powodu czemu tłumacz miałby się wstydzić
              swojego tłumaczenia? Czasem takie przekłady są piękne...

              Szczerze powiem, że obrona stanowiska, by tłumacze tłumaczyli wszystko co się
              da nie jest tym, co potrafiłbym składnie przeprowadzić. Wydaje mi się jednak,
              że tłumacz _jest_ w jakimś sensie twórcą dzieła (by przytoczyć zachwyt
              czytelników Pratchetta nad tłumaczeniami Cholewy, czy niedowierzanie
              Cortazara, sondującego, czy Chądzyńska czasem od siebie czegoś nie
              dopisuje...) i bierze za nie odpowiedzialność...

              m,
              .y.

              P.S. I jeszcze: piszę tylko o ogólnej zasadzie, nie o prawie :-)

              ----------------------------------
              What is home without Plumtree's Potted Meat?
              Incomplete.
              • hajota Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń 12.12.03, 22:52
                Myślę, że generalnie się zgadzamy, a pozorna różnica podejścia wynika z różnych
                obszarów, jakie mamy na myśli - Ty powołujesz się na przykłady z literatury
                pięknej, ja mam "obciążenia" tłumacza literatury niebeletrystycznej, którą
                rządzą nieco inne prawa.
                Z Szekspirem byłabym ostrożna (tu jeszcze jest kwestia - który przekład
                ewentualnie wybrać? Starego Paszkowskiego? Barańczaka?). Dam jednak przykład
                hipotetyczny: powiedzmy, że autor amerykańskiej powieści przytacza wiersz
                Edgara Allana Poe, a tłumacz potrafi udatnie przełożyć go po swojemu... Też
                jestem zdania, że lepiej żeby tak zrobił, zamiast wygrzebywać jakieś
                młodopolskie dziwactwa.
                A że tłumacz jest współtwórcą dzieła - pełna zgoda. I dlatego tak mnie wpienia
                szerząca się praktyka pomijania nazwisk tłumaczy w katalogach, a nawet
                recenzjach (była o tym mowa w innym wątku).
                Pozdrawiam
                hj
        • Gość: yaga Re: tłumaczenia w tłumaczeniu - druga pieczeń IP: *.chello.pl 12.12.03, 19:12
          Tak jest, podpisuję się obydwoma rękami. Poza tym byłoby zwykłą pychą
          tłumaczenie np. samego cytatu z Szekspira, skoro inni ( w domyśle: więksi) już
          to zrobili, w dodatku prawie na pewno lepiej.Cudzą pracę trzeba szanować. Tylko
          niestety bywa tak, że autorzy nie podają, skąd zaczerpnęli cytat, wtedy
          pozostaje mrówcze szukanie po różnych księgach cytatów, nie zawsze uwieńczone
          sukcesem.
          • solkeva tłumaczenia - pieczeń kolejna 12.12.03, 19:21
            też uważam, że lepiej sie posłużyć tłumaczeniem już istniejącym żeby nie robić
            bałaganu. Zakładając, że "być albo nie byc, oto jest pytanie" mogłoby mieć inne
            tłumaczenie, to nawet z przypiskiem, że to z "Hamleta" mógłbyś nie wiedzieć, że
            chodzi własnie o ten konkretny cytat, pełen konotacji i takie tam blabla. Pewne
            przekłady są rozpoznawalne,i ta rozpoznawalność jest wg mnie istotna. A tłumacz
            może podać w przypisie swoje tłumaczenie, jesli chce stawac w szranki :)

            Pieczeń kolejna - bo widzę, że tłumacze się nam objawili w tym wątku :) jak to
            jest, czy silna bywa chęć poprawiania stylu autora? czy w ogóle tłumacz cierpi
            na taką przypadłość?
            • Gość: yaga Re: tłumaczenia - pieczeń kolejna IP: *.chello.pl 12.12.03, 19:29
              Dobry tłumacz powinien bezbłędnie trafiać w styl autora. Dobry tłumacz jest
              ambasadorem książki, której przeważnie nikt przed nim nie czytał, i mieć
              świadomość bezbronności autora, powierzającego mu swoje "dziecko". Ale bywa, że
              to nie jest żadne "dziecko", tylko komputerowy twór spłodzony po
              kursie "kreatywnego pisania". Wtedy tłumacz ma powody, by nie czuć do autora/ki
              ani odrobiny szacunku. Wtedy nie powinien podejmować się przekładu. Ja staram
              się tak robić, ale takie odmowy są bardzo źle widziane w wydawnictwach...
              • solkeva Re: tłumaczenia - pieczeń kolejna 12.12.03, 19:40
                zawsze mi się wydawało, że bycie tłumaczem jest zajęciem wysoce
                odpowiedzialnym. Tak jak piszesz - jesteś ambasadorem danej książki. Od Ciebie
                może zależeć czy ktoś ją zapamięta czy skreśli na zawsze autora, być może z
                winy Twoich błędów, lenistwa, zwykłego olewactwa etc.
                Z drugiej strony tłumaczenie będzie zawsze tworzeniem książi na nowo...
            • hajota Re: tłumaczenia - pieczeń kolejna 12.12.03, 19:49
              solkeva napisał:

              > Pieczeń kolejna - bo widzę, że tłumacze się nam objawili w tym wątku :) jak
              to
              > jest, czy silna bywa chęć poprawiania stylu autora? czy w ogóle tłumacz
              cierpi
              > na taką przypadłość?

              Ojjj. Czasem to nie jest chęć, ale konieczność. Umówmy się od razu, że nie mam
              na myśli wybitnych dzieł literatury pięknej (choć Boyowi podobno zdarzało się
              poprawiać francuskich autorów - z korzyścią dla produktu :-) finalnego), bo to
              zupełnie inne zagadnienie, ale na przykład literaturę popularną, poradniki itp.
              Gdyby wiernie oddawać styl niektórych autorów, a zwłaszcza autorek, a zwłaszcza
              amerykańskich, to tłumaczenie takie zostałoby odrzucone przez wydawnictwo, pod
              hasłem: "co za infantylny bełkot nam tu pan/pani przynosisz?". Gdyby zaś
              przeszło przez wydawnicze sito, to recenzenci i czytacze poużywaliby sobie
              na "głupim tłumoku". Czasami nie tylko styl trzeba poprawić, kulawe metafory
              naprostować, ale i błędy merytoryczne wyłapać. Czujnym trzeba być!
              Jedno powiem - najgorzej i najniewdzięczniej tłumaczy się tekst źle napisany w
              języku oryginału.
              W zasadzie jednak (poza w/w przypadkami) przekład powinien być jak szyba,
              oddawać osobowość i styl autora, a nie tłumacza.
              • solkeva Re: 12.12.03, 23:11
                uhhh zeźliłam się nad czytaną właśnie książką...
                uwaga, będę tworzyć utopię
                Cudnie by było gdyby tłumacz był niejako przypisany do danego pisarza (jak np
                Zieliński do Hemingwaya) albo przynajmniej zadał sobie trud przeczytania
                poprzednio tłumaczonych książek pisarza, którego ma teraz "na warsztacie". Bo
                potem pojawiają się dziwne kwiatki i np postać (nawet bardzo bardzo poboczna) w
                jednej książce nazywa sie (dajmy na to) Duży John a w innej Wielki John. I co?
                i lipa, proszę państwa...
                • Gość: yaga Re: IP: *.chello.pl 12.12.03, 23:51
                  Jeśli przywiążę się do autora/ki - a to mi się zdarza - staram się tłumaczyć
                  następne pozycje. Jednej mam aż sześć. Czasem bywa, że wydawnictwo książkę
                  kupi, odda do tłumaczenia, tłumacz się zachwyci, a potem książka i tak się nie
                  ukaże, bo decydentom się odwidziało. Wtedy tłumacz wali głową o mur, bo wie, że
                  miał w ręku arcydzieło, którego nikt w wydawnictwie nawet nie przeczytał...
                  Różne są powody, dla których nawet zakupione przez wydawcę książki się nie
                  ukazują, ale prawie nigdy nie chodzi o treść czy wartość literacką.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka