vulture
24.12.03, 12:04
Są takie książki, które - mimo mnogości wydań - funkcjonują jedynie z
ilustracjami, do których przyzwyczaiły się pokolenia czytelników. Próby
unowocześnienia i zmian, polegające na przeprawianiu bądź zastąpieniu starych
rysunków nowymi spełzają zwykle na niczym, bo ludzie wolą tradycyjną
klasykę...
Dla mnie tego typu pozycjami (wiadomo, że chodzi głównie o literaturę
dziecięcą) są:
"Alicja w Krainie Czarów"/"Po drugiej stronie lustra" - rysunki Johna
Tenniela (różne rzeczy można powiedzieć o proporcjach figury dziewczynki itp.
ale nie były lepsze próby zastąpienia tych rycin nowszymi)
"Kubuś Puchatek"/"Chatka Puchatka" - rysuni Ernesta H. Sheparda są tak
nierozerwalnie związane z tymi pozycjami, jak i imię samego misia w polskim
tłumaczeniu (pamiętacie "Fredzię Phi Phi"?)
"Baśnie" Andersena z ilustracjami Jana Marcina Szancera. To już przykład z
rodzimego podwórka, ale Szancer wykonał dzieło doskonałe, którego nie da się
przeskoczyć. Esencja bajkowości, przy której nikną wszystkie pozostałe próby
zilustrowania dzieł Duńczyka. Jedynie Zbigniew Rychlicki zbliżył się do
ideału, ale mało kto na niego zwrócił uwagę. Szancer jest też sprawcą
pięknych obrazków do wielu innych bajek, ale o nim akurat była jakiś czas
temu dyskusja.
"Baśnie narodów radzieckich" - zbiór, wydany w latach pięćdziesiątych,
cudownie zilustrowany przez Antoniego Uniechowskiego. Rysunki podobne do
szancerowskich, ale Uniechowski był uznanym grafikiem, więc nie posądzano go
o "podłączanie się" pod nurt szancerowski. Wspaniałe prace, naprawdę.
Jakieś inne propozycje?