27.10.09, 12:25
Czasami czytam wpisy na tym wątku i odnoszę wrażenie, że w wielu
przypadkach cierpicie na własne życzenie. Problemem ma być "brak
seksu w małżeństwie" i związane z tym negatywne odczucia. Ale w
rzeczywistości problem jest inny. Albo (w nielicznych przypadkach)
brak seksu wynika z przyczyn medycznych, ciązy, depresji lub nerwic
małżonka i wtedy jest tylko konsekwencją problemu (lub wiąże się z
ciążą, która raczej powinna być radością, nie problemem). Albo.... i
tutaj kilka słów gorzkiej prawdy. Współżycie seksualne jest
integralną częścią malżeństwa. Jest to oczywiste zarówno z
religijnego jak i świeckiego punktu widzenia. A zatem jeżeli ktos
decyduje się na ślub, to także na regularne stosunki seksualne z
małżonkiem. Oczywiście mozna zastanawiać sie co oznacza słowo
regularne, ale nie dzielmy włosa na częsci. Piszą tutaj osoby, które
nie moga doprosić sie o współżycie przez miesiące lub lata. To
patologia. NIKT Wam nie robi łaski! Pamiętajcie o tym. Oczywiście sa
ludzie, którzy nie odczuwaja zbytniego popedu seksualnego i w ich
sypianiach niewiele sie dzieje (za zgoda obojga małżonków), ale oni
raczej nie pisza na tym forum. Jeśli maż lub żona uporczywie odmawia
Wam seksu, to (poza wyjatkami, które opisałem) najzwyczajniej w
świecie kpi sobie z Was. Trzeba bylo powiedzec przed słubem, ze seks
będzie raz na miesiąc, raz na rok albo wcale - wtedy jest uczciwie,
ale nikt tak nie powie. A zatem - jeżeli cierpicie, to na własne
życzenie. Oznacza to bowiem, ze albo nie wykazaliście się przy
wyborze małżonka i związaliście sie z osoba o skrajnie odmiennym
temperamencie, albo pozwalacie na to aby ktoś sie nad Wami znęcał.
Na wszelki wypadek proponuje sie przyjrzec także sobie - moze warto
zadbać o własna atrakcyjnśc dla partnera? Ale jeżeli wszystko z wami
w porządku to nie miejcie skrupułów. Ktos zabiera Wam to , do czego
macie prawo i do dawania czego sie zobowiazał. Nie wywiazuje sie -
jego problem. Kazdy zrozumie to po swojemu, Jeden znajdzie kochankę
(kochanka) inny sie rozwiedzie, jeszcze inny wreszcie postawi sprawe
na ostrzu noza i nie pozwoli z siebie kpic. Kazde z tych rozwiazań
jest lepsze niz cierpliwe czekanie na cud. Ostatni bowiem zdarzył
sie 2 tysiące lat temu w Palestyie i podobno w tym roku w Polse w
Sokółce.
Obserwuj wątek
    • bi_chetny Re: Refleksja 27.10.09, 15:23
      następny pan mądrala
      • kag73 Re: Refleksja 27.10.09, 15:31
        Dokladnie to samo sobie pomyslalam. Jeszcze jeden, ktory nie
        zauwazyl, ze teoria z praktyka sie mija.
        • izabella9.0 Re: Refleksja 27.10.09, 16:02
          "Trzeba było powiedzieć przed ślubem, ze seks
          będzie raz na miesiąc, raz na rok albo wcale - wtedy jest uczciwie,
          ale nikt tak nie powie. "

          Nikt nie jest jasnowidzem, przed ołtarzem WYDAJE nam się ,że kochamy kogoś na
          CAŁE ŻYCIE itd a potem po jakimś czasie ludzie się rozstają i w dalekie
          zapomnienie odchodzi " i nie opuszczę cię aż do śmierci " tak samo jest w łóżku
          między dwojgiem ludzi..kochają się ,fizycznie także , pożądają itd i najczęściej
          żadne z nich nie dopuszcza takiej możliwości ,że za parę lat seks przestanie
          istnieć ale się zdarza i jest zaskoczeniem dla obydwojga choć odczuwa to
          najbardziej zapewne strona dla której seks dalej jest niezbędny.
        • kapitandragan Re: Refleksja 27.10.09, 16:08
          nie teoria z praktyka sie mija, tylko ludzie mijaja sie ze swoimi
          oczekiwaniami. Jeśli koms nie odpowiada brak seksu, to w sytuacji,
          gdy nie byl uprzedzony o braku potrzeb partnera moze z czystym
          sumieniem go zostawić. Jesli tego nie robi to albo mu to nie
          przeszkadza, albo jest wygodny, albo strasznie słaby. I nie musicie
          mnie obrażać, nawet jeśli sie z moimi pogladami nie zgadzacie.
          • kag73 Re: Refleksja 27.10.09, 16:16
            Nie chodzi o obrazanie kogos. Chodzi o to, ze to wszystko nie jest
            takie proste jak sie komus wydaje. Seks to nie jedyny aspekt zycia
            we dwoje, sa jeszcze inne plaszczyzny.
            Jak ktos kiedys powiedzial moze zgadza sie tylko 40%, ale wlasnie to
            40% sie kocha i za tym teskni.
            Latwo podawac rozwiazania jak sie stoi z boku i nie jest
            zaangazowanym uczuciowo, wie o tym.
          • poitevin Re: Refleksja 28.10.09, 09:13
            Rozumiem, że proponujesz przed związaniem się z kimś wypełnienie
            pewnego rodzaju ankiety. Jakie pytania należy tam zawrzeć?

            Ile razy na tydzień będziemy się bzykać.
            Ile lat będziemy się bzykać z w/w częstotliwośćią.
            Jakie mogą być wyjątki od pkt 1.

            A co, jeśli u jednego z partnerów libido wzrośnie?

            Czy inne kwestie - wagę, fryzurę, ilość zmarszczek też należałoby
            ująć w tym dokumencie?

            Co z kwestiami losowymi, przeciez może nas dopaść choroba lub
            wypadek...

            A jeśli jedno się po prostu odkocha???

            Jesteś teoretykiem i twoje poglądy mają się nijak do rzeczywistości.
            Tam gdzie są emocje trudno cokolwiek ustalać zawczasu.
            • kapitandragan Re: Refleksja 28.10.09, 12:40
              Albo niejasno sie wypowiedziałem albo mnie nie rozumiecie. Nie pisze
              o chorobach, ankietach, spadku libido itp. Mówiłem o przypadkach
              braku seksu na który narzekają niektórzy piszący. Przepraszam, ale o
              spadku libido to mozemy mówić jak ktos zamiat trzy razy kocha sie
              raz na tydzień. Ale nie raz na rok- to jest brak libido, nie
              spadek.i nie dzieje sie to bez przyczyny. Wymieniłem sytuacje, które
              uważam za usprawiedliwione i wystarczy uważnie przeczytać. cCzy
              jestem teoretykiem? Nie, przezyłem troche w życiu, bylem w różnych
              sytuacjach i związkach i troche wiem. Ale jeśli ktoś uważa, że nagłe
              pojawieie sie calkowitego braku potrzeb seksualnych u osoby, która
              nie sygnalizowala tego wczesniej partnerowi (o ile nie wynika np ze
              stanu zdrowia)nic nie oznacza to sam jest teoretykiem. Oznacza to
              najczęściej wypalenie emocjoalne i brak pozytywnego stosunku (juz
              nie mówię o miłości) do partnera. Czasami także potwierdza,że ktos
              się związał z Wami z rozsądku. Po ślubie i dorobieniu sie dziecka
              juz nie musi sie starac i udawać. Samo życie. Każdy moze miec swoje
              pogądy i uszanujmy to. Powiem tylko,że osoby które maja takie
              problemy ze swoimi partnerami powinny sie poważnie zastanowić na
              przyszłością. Może jeszcze jest czas coś zmienić. Za kilka lat może
              byc juz za późno i zostanie Wam wtedy tylko pusty zal i pretensje do
              samych siebie.
              • aandzia43 Re: Refleksja 28.10.09, 14:17
                Oznacza to
                > najczęściej wypalenie emocjoalne i brak pozytywnego stosunku (juz
                > nie mówię o miłości) do partnera. Czasami także potwierdza,że ktos
                > się związał z Wami z rozsądku.

                Zgadza się. I jeszcze dorzucę jeden powód wygaśnięcia potrzeb
                seksualnych wobec partnera: zmęczenie wadami partnera, uparcie przez
                niego pielęgnowanymi.
                • kapitandragan Re: Refleksja 28.10.09, 14:26
                  dlatego na poczatku pisałem, aby krytycznie spojrzec także na
                  siebie. Może niechęć partnera jest usprawiedliwiona? Moze za mało
                  sie staramy? Ale tutaj czytam historyjki o ludziach, którzy
                  rozsypuja przed partnerem płatki róż, naprawde się starając i nic.
                  • aandzia43 Re: Refleksja 28.10.09, 14:28
                    Jako stary bywalec bronić będę forum:-) Są tu historie z "krytycznym
                    spojrzeniem na siebie". Pewnie czytasz od niedawna i wiele ci umknęło.
      • kapitandragan Re: Refleksja 27.10.09, 16:10
        odpuść sobie, złosliwym tez trzeba umiec być:)
        • bi_chetny Re: Refleksja 27.10.09, 16:28
          czytać też trzeba umieć ze zrozumieniem.

          Widzisz, nie tylko seks jest elementem, przez który wiążemy się z drugą osobą. W
          trakcie rozwoju związku części z nas naturalnie libido się obniża po początkowej
          fascynacji, wracając do poziomu dla nas normalnego - ale dla każdego poziom ten
          może być inny.
          Masz zbyt łatwe recepty, poczytaj forum jeszcze raz i zobacz jak wiele różnych
          historii tu zawędrowało.
          • alicja_z Re: Refleksja 27.10.09, 16:52
            Otóż to. Potrzeby seksualne są funkcją czasu jak mawiał mój
            matematyk w szkole co spowodowało, że w końcu zrozumiałam o co biega
            w tych funkcjach (molestowania nie było :). Dodaj do tego tzw.
            okoliczności zewnętrzne i komplikacje gotowe. W tej sytuacji to co
            piszesz świadczy o twoim czysto akademickim podejściu do
            zagadnienia.
            Żeby było ciekawie u mnie potrzeby zmieniają się w jakichś cyklach
            2-3 letnich....
          • kapitandragan Re: Refleksja 27.10.09, 23:13
            ok- zgadzam się. Ale w takim razie po co te ciągłe lamenty, że brak seksu? Jeśli
            to dla kogoś decydujący czynnik, to powinien zrobić to, o czym pisałem. Jeśli
            natomiast pomimo niezadowalającego współżycia chce być z partnerem to po co
            gorzkie żale na forum? Z oziębłego partnera nie zrobi się wulkanu seksu i
            dorosły człowiek powinien o tym wiedzieć, a nie opisywać historyjki i oczekiwać
            cudownych rad jak rozwiązać nierozwiązywalny problem. Podkreślę jeszcze
            raz-zgadzam się, że nie tylko seks decyduje o związku, ale to forum nosi
            tytuł"brak seksu w małżeństwie", więc o tym piszemy.
            • mujer_bonita Re: Refleksja 28.10.09, 14:00
              kapitandragan napisał:
              > Jeśli
              > to dla kogoś decydujący czynnik, to powinien zrobić to, o czym pisałem.

              A co jeśli nie jest czynnikiem decydującym ale boleśnie dokuczliwym? Życie nie składa się z wyborów zero-jedynkowych.

              > zgadzam się, że nie tylko seks decyduje o związku, ale to forum nosi
              > tytuł"brak seksu w małżeństwie", więc o tym piszemy.

              Jeżeli nie zauważyłeś to słowo 'brak' jest w tytule w nawiasie. Nie bez powodu.
          • kachna79 Re: Refleksja 28.10.09, 14:07
            > Masz zbyt łatwe recepty, poczytaj forum jeszcze raz i zobacz jak wiele różnych
            > historii tu zawędrowało.

            A ja myślę, że dla wielu osób ta recepta jest zbyt trudna do zastosowania w
            praktyce, bo wymaga brutalnej uczciwości i prawdomówności. Żeby zastosować
            porady autora wątku trzeba umieć postawić szczerą diagnozę: powiedzieć kocham
            lub nie kocham, popracuję nad związkiem lub nie popracuję, jesteśmy dobrani i
            warci starań o nasz związek lub nie - to naprawdę nie jest łatwe.
            • aandzia43 Re: Refleksja 28.10.09, 14:13
              > A ja myślę, że dla wielu osób ta recepta jest zbyt trudna do
              zastosowania w
              > praktyce, bo wymaga brutalnej uczciwości i prawdomówności.

              Dobrze mówisz, Kachna.
        • kapitandragan Re: Refleksja 28.10.09, 14:35
          do aandzia 43. Ten komentarz nie był do Ciebie:)
    • zakletawmarmur Re: Refleksja 27.10.09, 18:02

      Prawda jest taka (jak to zauważyła Niezapominajkaa w innym wątku) że
      niektórzy tu piszą, żeby sobie ponarzekać:-) Nie chodzi im wcale o
      to, żeby coś zmieniać. Ludzie lubią marudzić, użalać sie nad sobą:-)
      Nie wiem skąd to się bierze...

      Ja też bym chciała mieć pałacyk z służbą na własność (no i
      samolocik), ale przecież nie będę sobie żył wypruwać żeby być w
      stanie tyle kasy na to zarobić:-) Mogłabym oczywiście siedzieć i
      pisać jaka to jestem nieszczęśliwa, ze inni to mają farta, że się w
      nieprzyzwoicie bogatych rodzinach urodzili... Mam jednak świadomość,
      że wynika to przede wszystkim z własnego lenistwa, nie chce mi sie
      tego pałacyku aż tak bardzo:-)

      Ci co naprawdę chcą zmian to właśnie dostają. Albo udaje im
      zainicjować zmiany w partnerze albo postanawiają wymienić na inny
      model. Są i tacy co znajdują kochanków/kochanki. Każdy dostaje od
      życia to czego chce.
      • kag73 Re: Refleksja 27.10.09, 23:41
        Tez tak mysle, ze niektorzy chca sie po prostu wyzalic, albo
        wygadac, bo nie maja innej mozliwosci. Trudno dusic to ciagle w
        sobie a raczej nie rozmawia sie z kolezankami czy nawet rodzenstwem
        o takich sprawach. To rzecz bardzo innymna, na forum, anonimowo
        mozna. Moze wlasnie o to chodzi. A moze niektorzy licza po cichutku
        na jakas podpowiedz, ktora rzeczywiscie pomoze. Maja moze nadzieje,
        ze ktos mial podobnie i znalazl cudowny srodek.

        Sama mam kolezanke, ktora jest w porabanym malzenstwie, regularnie
        mi sie zali i narzeka na meza. Ja jej slucham, radze, oferuje pomoc,
        ale ona i tak nie potrafi sie zebrac, zeby to zmienic. I ze lzami w
        oczach mowi mi, ze strasznie boi sie nowosci, gdyby tylko udalo jej
        sie zrobic ten pierwszy krok i odejsc od niego, na pewno nigdy by
        juz nie wroocila, ale wlasnie na ten krok nie potrafi sie zdobyc.
        Niemniej jednka chce sie wygadac, w nadzieji, ze jej ulzy.
    • leew1 Re: Refleksja 28.10.09, 13:38
      to oczywiste, że potrzebna jest poważna rozmowa, w czasie której trzeba podjąć
      decyzję: rozwód, stała kochanka, czy agencja towarzyska- jeśli małżeństwo na to
      stać! małżeństwo to nie tortury, by czekać tygodniami na dobry dzień partnera
      (oczywiście również wykluczam powyższe powody natury medycznej, czy sytuacje
      wyjazdu jednego z partnerów w celach zarobkowych). nikt nie ma prawa żądać od
      nas życia w "celibacie". usprawiedliwianie się wygasaniem uczuć itp. bzdur,
      tylko powinno przyśpieszyć ostateczną decyzję, bo inaczej,jest to patologiczne
      zakłamanie. chociaż wiem,że dla wielu doprowadzenie do takiej uczciwej rozmowy
      będzie graniczyć z cudem(!)
      • kapitandragan Re: Refleksja 28.10.09, 13:59
        dzięki Ci leew1. Juz myslalem ,że piszę w języku suahili i nikt mnie
        nie rozumie! Dokładnie o to chodziło.
    • zakletawmarmur Re: Refleksja 28.10.09, 15:28
      Ja rozumiem, że to są trudne wybory. Rozumiem też, że na początku
      tej drogi trzeba trochę ponarzekać... Czasami popadnie się w taki
      marazm uczuciowy i trudno się z niego wydostać.

      Prawda jest jednak taka, że cały ten czas, kiedy odwlekamy podjęcie
      decyzji "co dalej" jest czasem straconym.

      Niektóre historie przypominają mi szafę z ubraniami. Są ludzie,
      którzy kolekcjonują stare ciuchy. Choć zagracają im tą szafę, choć
      już dawno to nie nasz rozmiar, choć już są niemodne, choć nie ma
      miejsca na coś nowego, choć ktoś w potrzebie nie może z nich
      skorzystać. Z jednej strony przerabiać im się ich nie chce,
      odchudzać/tyć też nie bardzo ale wyrzucić szkoda. Dopiero gdy zjedzą
      je mole, zalęgnie się pleśń lub wygramy górę pieniędzy postanawiamy
      zrobić generalny porządek.

      No i jest też część osób, którym wady partnera są na rękę bo
      tłumaczą nielojalność względem niego. Ile razy usłyszeć można: "Ja
      jestem taki biedny, żona zmusiła mnie do zdrady".

      Może jednak nie warto pielęgnować w ludziach tego poczucia krzywdy?
      Może lepiej zmotywować do przemyśleń i działania?
      • zawle Re: Refleksja 28.10.09, 21:34
        Dla mni na pierwszym miejscu był miedziana konefka. Potem gloss...z
        przeciwstawnych powodów
    • possessive Re: Refleksja 29.10.09, 09:18
      kapitandragan napisał:

      > Czasami czytam wpisy na tym wątku i odnoszę wrażenie, że w wielu
      > przypadkach cierpicie na własne życzenie.

      Obawiam się, że każdy tu zdaje sobie sprawę iż cud się nie zdarzy.
      Wszyscy też są raczej świadomi alternatyw którymi dysponują. Sęk w
      tym, że twoje rady nie są złote i nie do każdego się stosują. Na
      moje oko trafiają tu ludzie którzy liczą się z tymi alternatywami,
      ale mają pewną trudność żeby je zastosować.
      Ci, dla których alternatywy typu: kochanek, rozwód są do zrobienia,
      nie przychodzą na to forum tylko działają. Byli też tacy na tym
      forum którzy skorzystali z opcji kochanek tudzież rozwód i dalej
      mają problem i wcale ich to nie uszczęśliwiło. Poczytaj sobie. Ilu
      było tu ludzi którzy mają kochanki albo drugie małżeństwa i wciąż
      mają jakieś z tym problemy, jedni mają siebie dosyć, innym partnerzy
      komplikują życie itd. itd. Jedno jest pewne, jak ktoś w pełni
      szczęśliwy nie ma po co tu przedstawiać problemu, ale nikt nie jest
      w pełni szczęśliwy i nikt nie uważa się na szczęście za wielkiego
      oświeconego. Czasami koszty zmiany sytuacji przewyższają koszty
      tkwienia w tej sytuacji. Ale na taką refleksję można się zdobyć jak
      się myśli głębiej i bardziej perspektywicznie, a nie pod wpływem
      emocji.
      Jak dla mnie nie jest to wcale taka łatwa sprawa mieć dobrej jakości
      regularny, częsty, bezpieczny seks bez kłopotów w życiu. Mówię to z
      pozycji kobiety. Cóż z tego, że chętni by się znaleźli. Dla
      przykładu singiel plus seks bez zobowiązań już przerabiałam i wcale
      mi się to nie spodobało. Wybrałam stały związek i poniekąd klops.
      Więc dla mnie z opcji: kochanek lub rozwód pierwsza jest
      nieatrakcyjna, druga ryzykowna. Oczywiście teoretyzuję bo mi nie
      jest tak źle. Ale każdy ma swoją historię i takie złote rady ładnie
      wyglądają tylko na papierku.

      • possessive Re: Refleksja 29.10.09, 09:33
        Pytanie ile można poświęcić i jak się namordować w życiu w pogoni za
        dobrym seksem. Ja się już trochę namordowałam i czasem człowiek musi
        odpoczywać i mieć w życiu coś pewnego. Pytanie czy to w pogoni za
        seksem czy "w pogoni za rozumem"?:-)
        • avide Re: Refleksja 07.11.09, 19:41
          possessive, święte słowa. Ja również wiele się za tym "dobrym" seksem
          naganiałem. Czasami się zastanawiam czy było warto ? Pewnie nauczyłbym się w tym
          czasie jakiegoś języka obcego, dzięki czemu zarabiał bym większe pieniądze, co z
          kolei by podniosło mój szczebel społeczny w oczach potencjalnych partnerek cóż
          kolei przełożyło by się na większe zaangażowanie seksualne obecnej bo zwyczajnie
          miała by więcej do stracenia. Ot tak sobie teoretyzuję...
          Zatem nie jest to wszystko takie proste jak to się wydaje na pierwszy rzut oka.
      • zakletawmarmur Re: Refleksja 29.10.09, 09:49

        A ja myślę, że zmiany nie muszą oznaczać od razu rozwodu lub
        szukania kochanka. Zmiany można też zacząć wprowadzać w małżeństwie.
        Nie wierzę, że gdy sami robilibyśmy wszystko idealnie to partner
        dalej sam nie będzie się zmieniał na lepsze* Wiem po sobie, że moje
        zachowanie jest dalekie od ideału, zrobiłam krok w tą stronę,
        a i tak partner w ciągu tego roku bardzo sie zmienił na plus.

        Natomiast czytajć to forum ma się wrażenie, że piszą tu sami idealni
        ludzie, którzy nie popełniają żadnych błędów a nie wiedzieć czemu
        związali sie z totalnie nie doceniającymi ich partnerami. W takim
        przypadku nie ma na co czekać, trzeba wiać.

        * "robienie wszystkiego dobrze" nie rozumiem jako bycie
        "włazirowkiem", czasami trzeba przylać w dupę lub najnormalniej w
        świecie olać.
        • possessive Re: Refleksja 29.10.09, 09:57
          Ja też tak uważam, że jak komuś jest źle, to niech się najpierw nad
          sobą zastanowi:-)siebie łatwiej zmienić niż cały świat. I to forum
          jednak w tym pomaga.
          • kapitandragan Re: Refleksja 29.10.09, 11:44
            Przeciez ja nikomu nie narzucam konieczności posiadania kochanka, a
            juz tym bardziej rozwodu. Najpierw polecam zacząc od analizy
            własnych zachowań, własnego wygladu, sposobu traktowania partnera.
            Byc może tutaj leżą przyczyny jego wstrzemięxliwości. Ale jeśli nie,
            to - powtarzam jeszcze raz- nie ma co czekać na cud. Sytuacja taka
            oznacza najczęściej calkowita nagację naszej osoby przez partnera, a
            sfera seksualna jest tylko jednym z tego przejawów. Co nie oznacza,
            że możecie być potrzebni w innych aspektach zycia- np jako
            dostarczyciele środków utrzymania lub wsparcie psychiczne. I - o
            dziwo - z tego nikt Was nie zwalnia. Jak małżonek nie chce iść z
            Wami do łóżka bo boli go ucho albo na dworze pada deszcz- trzeba to
            zrozumieć, nic na siłę, itp, itd. Ale powołajcie sie na takie
            usprawiedliwienie oświadczając zonie lub mezowi, że własnie
            zrezygnowaliście z pracy - bo nie macie nastroju na spędzanie tam
            wielu godzin dziennie to co? Ilu zrozumie? Zaraz okaże się, e to
            jednak nie sa wystarczające powody. Ludzie, ocknijcie się. Częśc z
            Was zyje w związkach z pasożytami, którzy Waszym kosztem próbuja
            wygodniej przejść przez zycie.
            • bi_chetny Re: Refleksja 29.10.09, 11:51
              niekoniecznie - czasem jest to efekt kombinacji czynników
    • bcde Masz rację. 21.11.09, 20:38
      Myślę podobnie, jak ty. Też uważam, że jeśli nie mam seksu, to odchodzę i szukam
      dalej (albo i w odwrotnej kolejności - nie powinno się mieć skrupułów wobec
      partnera, który ma nasze potrzeby gdzieś). Uważam, że odejście jest za trudne
      tylko dla tych, dla których seks nie jest zbyt ważny.
      Pisanina w rodzaju "to nie takie proste" mnie mierzi i do mnie nie trafia. Co z
      tego, że nie proste. Trudno. Niektórzy piszą, że próbowali szukać, ale w końcu
      się zmęczyli, nie chcą zaczynać od nowa i potrzebują stabilizacji. Ich sprawa.
      Ja seksu potrzebuję i będę szukał dopóki będę potrzebował. Jestem gotów
      rozpoczynać z nową partnerką tyle razy, ile będzie trzeba.
      Ale podejście do tych spraw zależy od popędu i tyle.
    • anais_nin666 Re: Refleksja 22.11.09, 19:09
      Gdy ma się 3 dzieci nie powie się żonie "nie mam satysfakcjonującego seksu - odchodzę". Ludzi łączy coś więcej niż seks, choć ten ostatni zapewne daje najwięcej przyjemności.
      Początki znajomości to z reguły bajeczny seks. Seks, którego wspomnienie do dziś wywołuje motyle w brzuchu, ale mija czas, mijają potrzeby, zmienia się libido. Na to wpływu się nie ma. Lub nie zawsze się ma.
      Pozostaje pogodzenie się z niemiłymi faktami i marudzenie na tym forum lub zmuszanie małżonki/a do seksu na, który ta/ten nie ma najmniejszej ochoty.
      Można się próbować zmienić. Można się starać, ale jeśli na staranie nie ma ochoty osoba, która się świetnie obywa bez seksu - mało można zmienić.
      A rozwód jest dobry w przypadku ludzi bez większych zobowiązań. Gdy ma się rodzinę ot tak się jej nie zostawia choćby seks był elementem życia niezwykle ważnym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka