Dodaj do ulubionych

brak milości

08.02.04, 01:51
marcin
ja myślę to, co ktoś Ci już tu napisał "A prawda jest chyba taka - miałam
ochotę na seks, ale nie z nim.. Odkąd się rozstaliśmy, moje zycie erotyczne
fantastycznie odżyło.. """
Jeżeli kobieta kocha naprawdę swojego faceta, chce z nim być i stara się o
niego to bierze go z całym inwentarzem itd. itp.
Albo jest to porozumienie albo go nie ma.
Jezeli tak wygląda wasze życie teraz to co będzie później za ileś lat????
Czarno widzę ten związek, zwłaszcza ze nie mowisz tylko o seksie ale o wielu
tez innych rzeczach - brak zainteresowania wspolnym spedzeniem czasu,
wyjsciem do kina itd.
wiec masz dwa wyjscia - powinienes jasno z nią pogadac i powiedziec na czym
ci zalezy i jak to widzisz
jakie sa rozwiazania i czego oczekujesz
i ze jezeli to sie nie zmieni to niestety ale bedziecie szukac innych
rozwiaza, ze zalezy ci na niej i ją kochasz ale nie chcesz tkwic w takiej
sytuacji to to prowadzi do slepej uliczki i tego ze bedziecie zyc oddzielnie
i w samotnosci jednoczesnie będąc ze sobą razem
mysle tez ze twoja zona w ogole traktuje cie jak cos co juz ma i nie
dopuszcza nawet do siebie mozliwosci straty tego - to co juz tez ktos ci
napisal, ze milosc to cos do czego nie dostaje sie na stałe - ze to cos o co
trzeba sie starac
jezeli ona tego nie rozumie - to jej strata ale musi miec swiadomosc tego ze
moze ją ta strata spotkac
poza tym wcale nie zdziwiloby mnie to ze ma na oku kogos dla kogo ma czas
mimo swojego zapracowania czy tez miałaby czas i dla kogo mogłaby sie wrecz
zamienic w tego "demona seksu" - temperament temperamentem ale prawda jest
taka ze kazda zdrowa osoba mysli i chce seksu - ale niekoniecznie z tą osobą
z którą powinna bo np. ma slub
Obserwuj wątek
    • sutra Re: brak milości 21.05.04, 20:24
      kinia72 napisała:

      > marcin
      > ja myślę to, co ktoś Ci już tu napisał "A prawda jest chyba taka - miałam
      > ochotę na seks, ale nie z nim.. Odkąd się rozstaliśmy, moje zycie erotyczne
      > fantastycznie odżyło.. """
      > Jeżeli kobieta kocha naprawdę swojego faceta, chce z nim być i stara się o
      > niego to bierze go z całym inwentarzem itd. itp.
      > Albo jest to porozumienie albo go nie ma.

      Jestem dokładnie tego samego zdania. I dodam jeszcze jedno - jeśli facet jest
      kiepski w łóżku, jeśli nie dba o mnie, natychmiast mi sie odechciewa seksu.
      Jeśli wszystko jest dobrze, jestem wiecznie niewyżyta.
      • mickey.mouse W takim razie 25.05.04, 17:26
        ja juz lece kupic sobie sznur.
        • maj_ka Re: W takim razie 26.05.04, 15:14
          Z tym zawsze zdążysz. Leć lepiej do głowy po pomysł na nowe życie. Jeszcze
          kiedyś będzie dobrze. Przyjdzie taki czas, że się będziesz śmiał ze swoich
          obecnych problemów. Pozdrawiam :-)
        • libressa Re: W takim razie 28.05.04, 07:25
          ...najlepiej taki sznur Mickey, co to ma ze 25 lat i nie tak staro wyglada.
          :)***
          Libressa
          ---
          Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
          • mickey.mouse Pomysl niczego sobie, libressa 28.05.04, 17:09
            Tyle tylko, ze ile w koncu razy mozna wymieniac?! Raz, drugi, trzeci, piaty,
            jednak nie wszystkie cipki zasluguja na obejmowanie mojego penisa, podobnie jak
            moje usta nie moga calowac wszystkich dwudziestopieciolenich cipek swiata.
            • libressa Re: Pomysl niczego sobie, libressa 28.05.04, 18:04
              ...nie wiem, nigdy o tym nie myslałam, nigdy nie myslałam,ze jest coś do konca
              zycia. Mowią, miłosc jest wieczna, tylko partnerzy sie znmieniają...
              :)*
              Libressa
              ---
              Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
              • mickey.mouse Re: Pomysl niczego sobie, libressa 28.05.04, 18:20
                Oh, ja mysle bardziej prozaicznie. Nie upieram sie, ze milosc jest jedna do
                konca zycia - moja wlasna empiria wskazuje, ze niekoniecznie musi tak byc.
                Jednak nie moge mojego ciala - o seksie rozmawiamy na tym forum - rozmieniac na
                drobne. Owszem, moge "przeleciec" jakas przygodna laske, ale chocbym sie
                staral, jej cipka nie dostanie ode mnie wszystkiego, co moge dac kazdej
                kochanej cipce. A ile do cholery razy mozna twierdzic, ze to jest ta
                najwazniejsza na swiecie cipka?
                • libressa Re: Pomysl niczego sobie, libressa 28.05.04, 23:13
                  ...Mickey, tyle razy ile ona jest dla Ciebie najważniejsza.
                  Chcesz wyznaczac granice?
                  Nie zaryzykowałabym, tez dzieki empirii.
                  :)
                  Libressa
                  ---
                  Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
                • reniatoja Re: Pomysl niczego sobie, libressa 31.05.04, 01:19
                  Mickey, masz jakis problem z seksem oralnym? Czy tylko o to chodzi? W zyciu w
                  to nie uwierze. Juz kiedys rozmawialismy na ten temat. Sugeruje Ci tylko jedno:
                  Czy nie uczepiles sie kurczowo obecnej partnerki? Czego sie boisz? Ile
                  stracilbys probujac zaczac zycie jeszce raz na nowo? Niekoniecznie szukajac od
                  razu nowej cipki, to przyjdzie kiedys, samo, nawet nie bedziesz wiedzial kiedy.
                  A szkoda byloby, zebyscie za pare lat, zwiazani dziecmi i przysiegami,
                  stwierdzili, ze to wszystko bylo pomylka. Czy jesli istnieje mozliwosc, ze
                  mozesz byc naprawde szczesliwy i komus dawac prawdziwe szczescie, to nie warto
                  zaryzykowac i dac szanse tej mozliwosci sie zrealizowac? Nadal do niczego Cie
                  nie namawiam, bo wiesz dobrze, jak niewiele wiem o Waszej sytuacji. Mowie tylko
                  na podstawie wlasnego, pewnie zdeformowanego obrazu, ktory jest w moim umysle.
                  Uwazam, ze bedac w Twojej sytuacji rozwazylabym bardzo powaznie mozliwosc
                  dokonania odwaznych cięć w zyciu.
                  • twoofus Re: Pomysl niczego sobie, libressa 03.06.04, 09:47
                    a ja kiedys od kolegi uslyszalem takie powiedzenie "warto poznac kazdego zeby
                    potem lepiej wybrac" - madre
                    • reniatoja Re: Pomysl niczego sobie, libressa 03.06.04, 10:23
                      twoofus napisał:

                      > a ja kiedys od kolegi uslyszalem takie powiedzenie "warto poznac kazdego zeby
                      > potem lepiej wybrac" - madre

                      Moim zdaniem srednio madre. Zawsze jak slysze ten argument to zastanawiam sie
                      nad dwoma rzeczami. Po pierwsze: kiedy wiesz, ze to juz "wszyscy", kiedy wiesz,
                      ze czas skonczyc i wreszcie wybrac?

                      Po drugie: Co robic w sytuacji, jesli sposrod dajmy na to 30 prob (czy to
                      wystarczy) stwierdzasz, ze najlepiej bylo z numerem , dajmy na to siedemnastym.
                      Odszukujesz, wracasz bo droga eliminacji wybrales wlasnie te osobe? A co, jesli
                      ona w miedzyczasie zwiazala sie z kims innym? Szukac dalej kogos, kto da taki
                      sam lub jeszcze wiekszy iloczyn satysfakcji, czy zadowolic sie najblizszym
                      wolnym numerem w rankiingu?

                      Chce powiedziec po rpostu, ze ta recepta, podobnie jak kazda uniwersalna
                      recepta na szczescie jest srednio madra, jak kazde uogolnienie zreszta.
                      • twoofus Re: Pomysl niczego sobie, libressa 03.06.04, 10:47
                        po prostu musisz to poczuc ze to ten/ta. to chyba da sie wyczuc - poza tym
                        czasami jak jestes juz z ta jedyna/jedynym to dalsze "poszukiwania" czasami
                        utwierdzaja Cie ze to najlepszy dla Ciebie partner i ze nie warto dalej szukac
                        • reniatoja Re: Pomysl niczego sobie, libressa 03.06.04, 10:55
                          twoofus napisał:

                          > po prostu musisz to poczuc ze to ten/ta. to chyba da sie wyczuc - poza tym
                          > czasami jak jestes juz z ta jedyna/jedynym to dalsze "poszukiwania" czasami
                          > utwierdzaja Cie ze to najlepszy dla Ciebie partner i ze nie warto dalej szukac

                          Ale to co teraz piszesz ma sie nijak do poprzedniego Twojego postu. Poczuc, ze
                          to ten, ta i nie warto dalej szukac moge za pierwszym razem i wlasnie tak bylo
                          w moim przypadku. U kogos bedzie za dziesiatym razem, a ktos jeszcze inny
                          szukajac jak szalony przegapi te swoja "polowke jablka" bo bedzie wyznawca
                          teorii Twojego kolegi i bedzie szukal az do idealu, ktorego nie znajdzie.
                          • twoofus Re: Pomysl niczego sobie, libressa 03.06.04, 12:35
                            troche sie jednak ma. Obcujac z innymi ludzmi poznajesz ich osobowosc i cala
                            otoczke. Moze nie dajac sobie szansy na spotkania z innymi nawet nie wiesz co
                            tracisz. Chodzi o to zeby mimo ze jestes w jakims zwiazku byc otwartym na inne
                            osoby (nie mowie o seksie), na ich osobowasc itp. Moze wtedy sie okazac ze ten
                            jedyny ktorego wybralas okazuje sie na ich tle zwyklym nudziarzem (czego
                            oczywiscie Ci nie zycze). Wiec "warto kazdego poznac zeby potem lepiej wybrac"
                            a wybrac mozna zawsze.
                            • reniatoja Re: Pomysl niczego sobie, libressa 04.06.04, 19:34
                              twoofus napisał:

                              > troche sie jednak ma. Obcujac z innymi ludzmi poznajesz ich osobowosc i cala
                              > otoczke.

                              Bedaczona mojego pierwszego chlopaka nie zyje w pustelni, nie wiem skad ten
                              pomysl, ze nie obcuje (oczywiscie nie cielesnie) z innymi ludzmi. Obserwuje
                              ludzi dosc uwaznie. Po 15 latach wnioski mam dosc jednoznaczne - nie trace
                              naprawde nic, w porownaniach z innymi mezczyznami jakich spotykam moj maz
                              wypada naprawde znakomicie. Nie ideal, ale znakomicie.


                              Moze nie dajac sobie szansy na spotkania z innymi nawet nie wiesz co
                              > tracisz.

                              Nie czuej bym cokolwiek tracila. I wydaje mi sie, ze bardzo wiele zyskalam
                              wlasnie dzieki temu, ze nie szukalam w mysl zasady ze trzeba z wielu piecow
                              chleba zjesc zanim sie z kims zwiazesz na stale. Mysle, ze nigdy wiecej nie
                              spotkalabym takiego czlwoieka jak moj maz.



                              Chodzi o to zeby mimo ze jestes w jakims zwiazku byc otwartym na inne
                              > osoby (nie mowie o seksie), na ich osobowasc itp.

                              JEstem. Jestesmy. Mamy liczne grono znajomych. Nie pisze przyjaciol, bo
                              niestety zycie brutalne ciagle przekonuje mnie, ze miano przyjaciela nalezy sie
                              tylko naprawde waskiej grupie osob. Ale jesli chodzi o otwarcie na innych to
                              moj zwiazek w niczym jej nie umniejsza.

                              Moze wtedy sie okazac ze ten
                              > jedyny ktorego wybralas okazuje sie na ich tle zwyklym nudziarzem (czego
                              > oczywiscie Ci nie zycze).

                              Nie okaze sie. Zreszta chocby byl najwiekszym nudziarzem swiata, jest to jedyny
                              mezczyzna, ktorego moge kochac az do grobowej deski.


                              > a wybrac mozna zawsze.

                              powyzsze cztery slowa to pusty slogan.
                              • marcin1973 Re: Pomysl niczego sobie, libressa 05.06.04, 02:07
                                zdecydowanie masz rację:
                                > > a wybrac mozna zawsze.
                                >
                                > powyzsze cztery slowa to pusty slogan.
                                Wybór jest zawsze ograniczony i kiedyś go trzeba zakończyć. Szczypiorski o tym
                                zresztą pisał w Autoportrecie albo autobiografi z kobietą (nie odnajdę teraz
                                tej ksiązki w pudłach). Ze jest wiele miejsc i wiele kobiet, ale nam przychodzi
                                żyć w tym akurat miejscu z ta akurat kobieta. Ja swoją kobietę powoli
                                odstresowuję i przekonuję na powrót do siebie ze wzmożonym skutkiem. I jest o
                                wiele lepiej niż było:))). Znów jestem "wypompowany" jak za dawnych dobrych
                                czasów.
                                Marcin
                                • woman-in-love Re: Pomysl niczego sobie, libressa 05.06.04, 17:13
                                  I jest o
                                  > wiele lepiej niż było:))). Znów jestem "wypompowany" jak za dawnych
                                  dobrych
                                  > czasów.

                                  Fajnie, że znalazłeś "własciwą sprężynę" :-)))))
                  • mickey.mouse To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 06.06.04, 00:02
                    Pieprzonej milosci. Jesli kogos kochasz, nie tak latwo zostawic go w imie nawet
                    seksu.
                    • lideczka_27 Re: To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 06.06.04, 00:29
                      m.m. mam pytanie: czy możesz zdradzić mi mechanizm, ten który sprawia, że mimo
                      zaistniałej sytuacji nadal kochasz?
                      Pytam, bo jestem chyba inaczej niż Ty skonstruowana. U mnie miłość i seks
                      wzajemnie się warunkują i określają (choć seksu "dla sportu" nie wykluczam, bo
                      raz mi się zdarzyło być w związku, gdzie nie było miłości a jedynie fascynacja
                      i pożądanie). No więc dalej: gdyby mój chłop przez dłuższy czas nie wykazywał
                      mną zainteresowania, gdyby nie chciał się kochać, frustracja by mnie zżarła. O
                      poczuciu wartości już nawet nie wspominam! A potem odrzucenie, smutek i
                      beznadzieja zamieniłyby się w gniew, bunt. Zaczęłabym myśleć, że już nie kocha,
                      bo jak kocha to pożąda. No błędne koło jednym słowem. I pewnie bym kochać w
                      końcu przestała i ufać i odeszłabym…
                      A ja Cię pytam, w jaki sposób Ty ratujesz swoją miłość do partnerki (żony?). I
                      czy ona też deklaruje miłość (przepraszam, ale nie śledzę Twej historii na
                      bieżąco, może już pisałeś o tym), tyle, że seksu nie chce?

                      pozdrawiam
                      lida
                      • mickey.mouse Re: To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 06.06.04, 04:06
                        Niestety, to zbyt skomplikowane aby o tym pisac i moze tez zbyt osobiste.
                        Doskwiera mi swiadomosc tracenia czegos, ale... Oprocz seksu jest cos jeszcze.
                        • woman-in-love Re: Moze jeszcze nie wszystko stracone. mickey 06.06.04, 09:14
                          skoro kochasz, skoro innym sie polepszyło - patrz: wpisy marcina.
                          • marcin1973 Re: Moze jeszcze nie wszystko stracone. mickey 12.06.04, 01:48
                            woman-in-love napisała:

                            > skoro kochasz, skoro innym sie polepszyło - patrz: wpisy marcina.
                            ojoj i to się bardzo polepszyło:--) (albo mi diabeł napowrót założył różowe
                            okulary - o diable i różowych okularach poczytać można w najlepszej polskiej
                            powieści, czyli wciąż w "Lalce":---))Mar
                        • robert28l Re: To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 08.06.04, 16:34
                          To kurcze jakaś paranoja.Brak Ci regularnego dymania i już wali się taka wielka
                          miłość??Gdzie ty masz rozum .W ptaszku??
                          • anula36 Re: To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 08.06.04, 19:33
                            No to Mickey mozemy sobie podac reke;)cholernie trudno mi bylo odejsc od tego
                            konkretnego czlowieka mimo braku seksu, od tego wszystkiego innego co nas
                            laczylo.Choc pewnie gdyby sie to nie rozwiazalo pozytywnie w koncu bym nie
                            wytrzymala.Oprocz uczuc i poczucia wspolnoty ie mialm zadnej
                            innej "motywacji",nie jestesmy malzenswem, nie mamy dzieci.
                            Trzymam kciuki za wyjscie na prosta.
                            • twoofus Re: To wszystko nie uwzglednia waznej rzeczy 09.06.04, 09:03
                              fajnie - wszystko sie zgadza, sam brak seksu to kiepski powod na roztanie z
                              osoba ktora kochamy. tylko jest jedno ale dobrze opisala to lideczka, to taki
                              mechanizm ktory wzajemnie nakreca spirale innych rzeczy ,nie ma seksu,
                              zaczynaja sie problemy, czy mnie kocha itp, zaczynaja sie pretensje o rozne
                              przyziemne sprawy i z czasem dochodzi sie do wniosku ze jednak moze nie warto
                              sie meczyc. ja tylko chcialbym zeby brak seksu byl jedynym problemem w waszym
                              zwiazku - to naprawde da sie rozwiazac
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka