Dodaj do ulubionych

K...cze co wy

27.02.10, 23:17
Wszedłem gościnnie i szlag mnie jasny trafi jak jeszcze raz przeczytam, że
jakieś tam problemy są spowodowane przez czyjś model kontaktu z rodzicami. Czy
to Forum jakimś cudem przespało ostatnie pięćdziesiąt lat, bo mniej więcej od
tego czasu nikt myślący nie traktuje Freuda poważnie?

Co to w ogóle jest za wyjaśnienie, że ktoś miał np. takiego a takiego ojca?
Jeśli ojca nie było, to ma się żal do mężczyzn. A dlaczego nie właśnie większe
pragnienie ich odkrywania?
Jeśli facet miał dominującego ojca i teraz sam jest dominujący, to się zgadza,
bo miał taki wzór. A jeśli sam jest ciapowaty, to też się zgadza, bo był
zdominowany. Jeśli ojciec był ciapowaty - tak samo. Z kolei kobieta wybiera
sobie rozwiązłych partnerów bo jej ojciec był rozwiązły, albo właśnie
statecznych na zasadzie kontrastu, bo jej ojciec był rozwiązły. Jeszcze przed
rozpoznaniem - zgadza się 100% przypadków - lepsze, niż horoskop!
Co to by w ogóle znaczyło, że ktoś miał np. dobry wzór kontaktów z ojcem i czy
coś takiego w ogóle jest możliwe, bo przecież to zupełnie subiektywna kategoria?
A czy ktoś to w ogóle badał ilościowo?
A jeśli coś już się zdiagnozuje jako efekt 'złych relacji z ojcem', to co to w
ogóle za wyjaśnienie? Co konkretnego z niego wynika? Jaką taka diagnoza ma
wartość terapeutyczną? Ma go teraz spoliczkować w ramach katharsis i to coś da?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • yoric Re: K...cze co wy 27.02.10, 23:17
      Cholera tematu nie dokończyłem z tego wkurzenia!
    • brunetka432 Re: K...cze co wy 27.02.10, 23:33
      Mój drogi jak sie nie ma seksu wcale:) albo kiepski:) to sie człowiekowi nudzi i pisze sobie na forum swoje przemyślenia ( o ile nie ma się innych problemów!). Każdy ma jakieś doświadczenia zyciowe, tylko jest pytanie czy z tych naszych doświadczeń chce ktoś skorzystać,czy poprostu sie wyżalić i sobie popisać
    • claudel6 Re: K...cze co wy 27.02.10, 23:50
      yoric, to nie żaden Freud tylko wpółczesna psychologia - to,że nasze kontakty
      emocjonalne z rodzicami w dzieciństwie oraz okresie dojrzewania determinują nasz
      rozwój emocjonalny ergo determinuja nasze kontakty emocjonalne w dorosłym zyciu.
      oczywiscie tutaj nie ma żadnych prostych przełożeń. ale jak jest problem, to
      czesto niestety jego źródło tkwi głęboko w nieświadomości i jest tam od bardzo
      dawna, a nie w świadomych dorosłych wyborach
      • claudel6 Re: K...cze co wy 27.02.10, 23:53
        jakby wszystko było świadomym dorosłym wyborem, to by tego forum nie było.
        przeciez tutaj (prawie) nie ma historii, ze ktoś celowo i z premedytacja chce
        krzywdzić swojego partnera. są same historie, ze ludzie nie potrafią inaczej. że
        coś jest silniejsze od nich - coś w nich. i nie wszystko sie da wytłumaczyć
        "atraction is not a choice"
        • yoric Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:00
          I co, przykładowo mąż dlatego po 10 latach nagle przestał pożądać żony, bo miał
          złe relacje z matką?
      • yoric Re: K...cze co wy 27.02.10, 23:59
        > to nie żaden Freud tylko wpółczesna psychologia

        chyba ta z 'Przyjaciółki' albo 'Charakterów'.
        Że dzieciństwo jest po to, by ukształtować zdolności towarzysko społeczne - tego
        nikt nie kwestionuje. Ja się pytam, jaka jest wiarygodność takich (nieważne -
        tworzonych samemu w pięć minut, czy na kozetce w pięć lat) wyjaśnień w
        konkretnych przypadkach i czy wyższa, niż horoskopów. I jaka jest ich ewentualna
        wartość terapeutyczna.
        • claudel6 Re: K...cze co wy 02.03.10, 16:36
          ani z Przyjaciółki ani z Charakterów. normalna, terapeutyczna.
          wiarygodność tworzonych w 5 minut wyjaśnień w internecie przez dyletantów w
          temacie (a większość z nas nimi jest) jest żadna.

          co nie znaczy, ze tego przełożenia i związku nie ma. jest i nie omija nikogo.
    • glamourous Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:04
      Mnie z kolei strasznie mierzi czeste tu na forum stwierdzanie, ze nasza
      seksualnosc determinuja RODZICE. Ze skoro dla nich seks byl tabu i skoro nie
      rozmawiali o nim w niedziele przy obiedzie, to i dla nas tez bedzie tabu, a na
      jego punkcie juz po wsze czasy bedziemy mieli duposcisk. No zesz kurde.
      Prawda jest natomiast taka, ze z wylaczeniem patologii oraz naprawde
      intensywnego antyseksualnego, umyslnego prania dzieciecego mozgu przez rodzicow
      - ich podejscie do seksu jest dla dzieci bez szczegolnego znaczenia.

      Albo inny szeroko tu pokutujacy poglad : ze jezeli rodzicom niespecjalnie uklada
      sie w lozku, ale poza tym jest miedzy nimi OK (a jest to jak najbardziej
      wykonalne, czesto sie czyta na forum ze niezupelnie dograne seksualnie zwiazki
      calkiem sprawnie funkcjonuja jednak na plaszczyznie rodzinnej) to powinni sie
      czym predzej rozwiesc, bo dzieci niechybnie wyczuwaja ze ich lozko nie plonie
      takim ogniem jak powinno i z tego powodu sa na mur-beton nieszczesliwe.
      Tymczasem tu tez jest podobnie jak powyzej - ze z wyjatkiem patologii, rzucania
      talerzami, warczenia na siebie i awantur - dzieci niespecjalnie interesuje
      jakosc rodzicielskiego seksu.
      • aandzia43 Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:15
        > Tymczasem tu tez jest podobnie jak powyzej - ze z wyjatkiem
        patologii, rzucania
        > talerzami, warczenia na siebie i awantur - dzieci niespecjalnie
        interesuje
        > jakosc rodzicielskiego seksu.

        Dzieci nie interesuje jakość rodzicielskiego seksu tylko jakość ich
        wzajemnych relacji, na które i seks ma wpływ. Jeśli te relacje są
        dobre, bo nieudany seks jakimś sposobem nie wpływa negatywnie na
        emocje małżonków wobec siebie, to dzieciaki są zadowolone. Czasem
        ludziom udaje się przerobić kwestie braku bliskości cielesnej czy
        emocjonalnej, nie mieć do siebie nawzajem żalu, który wylewa się
        wszystkimi porami, i który tłumiony przeradza się we wredne
        zachowania. Nie jest to pewnie zbyt częste, ale możliwe.
        • glamourous Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:53
          No wlasnie, wszystko zalezy wlasnie od natezenia tych problemow oraz od
          tendencji rodzicow do przenoszenia/lub nie- swojego malzenskiego niedorzniecia
          na codzienne zycie rodzinne. Napisalam przeciez, ze jezeli sypialniane problemy
          owocuja kompletnym rozpadem wiezi, wzajemnym warczeniem, permanentnym
          wkurzeniem, wrogoscia i awanturami - to wtedy rzeczywiscie rodzinna ambiance nie
          jest najlepsza i wtedy "trza sie rozstac, bo zyc nie idzie" jak to mawia moj
          znajomy z Podlasia. Ale nie zawsze ma miejsce az taka patologia. Czesto ludzie
          zupelnie normalnie sobie razem zyja na codzien i dobrze funkcjonuja jako rodzina
          - moglabym tu podac kilka konkretnych przykladow z forum, ale taktownie nie bede
          sypac nickami ;-)
          Natomiast spotkalam sie tu juz na forum z wypowiedziami, ze dzieci przeciez
          WSZYSTKO wyczuwaja, wiec tylko pary idealnie szczesliwe oraz super dograne
          lozkowo maja szanse wychowac normalne, szczesliwe potomstwo, ktore stworzy potem
          szczesliwe zwiazki. Bo przeciez to niby wylacznie dobry przyklad rodzicow
          warunkuje nasze podejscie do seksu i do zwiazkow ;-///

          (Sorry, Yoric, za zasmiecenie watku moimi wlasnymi wtretami nie do konca na
          temat ktory poruszyles. Nie bede juz tego rozwijac. Wrocmy do tematu przewodniego.)
          • urquhart Re: K...cze co wy 28.02.10, 09:30
            glamourous napisała:
            Bardzo trafnie moim zdaniem Andzia i Glam.
            Dzieci uczą się emocji, miłości, nienawiści, empatii, sposobów reagowania i radzenia sobie zarówno ze złymi jak i dobrymi emocjami. Nie seksu. Ale jego więziotwórcza rola, jak i rozgoryczenie i niespełnienie z jego braku u rodziców ma właśnie wpływ.
    • gardenersdog Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:15
      Z tego, co wzmiankujesz, wyłania się stereotypowy i uproszczony obraz Freuda.
      Czytałeś jakieś współczesne analizy?
    • aandzia43 Re: K...cze co wy 28.02.10, 00:19
      Yoricu, jutro pewnie pojawi się tu Urquhart i sobie pogadacie. On
      celuje w takich uproszczonych analizach przypadku;-)
      Ale to już dawno nie Freud.
    • yoric Re: K...cze co wy 28.02.10, 02:29
      Podaję uproszczone wersje, bo tylko z takimi mam tutaj styczność. Ja się chętnie
      dowiem jak wygląda współczesna psychoanaliza, czy ktoś to badał ilościowo, czy
      ktoś badał efektywność psychoanalitycznych terapii, jak się określa, czy relacja
      z ojcem jest 'poprawna', itd.
      • yoric Re: K...cze co wy 28.02.10, 02:37
        No i generalnie odpowiedzi tej 'nieuproszczonej' psychoanalizy na pytania z
        mojego pierwszego wpisu. I czy gdyby wyjaśnienie psychoanalne zastąpić
        religijnym to coś by to zmieniło, czy to żadna różnica. Czytaj: "nienawidzę
        kobiet bo miałem złe relacje z matką" (albo właśnie: "dobre", wybierz wersję,
        obie pasują) zastępuję "nienawidzę kobiet, bo bóg tak chce" - czy coś to zmienia
        w sensie wartości poznawczej i ew. terapii?
    • zakletawmarmur Re: K...cze co wy 28.02.10, 05:42
      Kiedy czytam takie różne teorie to dochodzę do wniosku, że
      praktycznie jestem bez szans, żeby stworzyć dobry związek:-) Relacje
      z ojcem miałam totalnie odjechane. Ciężko byłoby mi uwierzyć, że nie
      mają żadnego wpływu na moje życie. Myśle jednak, że ten wpływ może
      być dość subiektywny.

      > ogóle za wyjaśnienie? Co konkretnego z niego wynika? Jaką taka
      diagnoza ma
      > wartość terapeutyczną?

      Czasami już sama świadomość może pomóc:-) Tylko faktycznie diagnoza
      musiałaby być słuszna.
    • urquhart Re: K...cze co wy 28.02.10, 10:08
      Dobra nie mogę niektórych zawieść :)
      Na ile się osobiście orientuję że psychoterapia wywodząca się z czystej
      freudowskiej psychoanalizy jest w odwrocie i za najbardziej skuteczną uznaje się
      dziś psychoterapię behawioralno-poznawczą.
      Ale nawet ona zakłada ujawnienie podświadomych mechanizmów i reakcji żeby
      zastąpić je racjonalnymi.
      Z samego opisu mechanizmów destrukcyjnych w rodzinie żaden determinizm
      bezpośrednio nie wynika o czym niedawno nawet rozmawialiśmy.
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,107423144,107423144,Czynniki_ryzyka_wplywajace_na_zwiazek_ciekawy_art.html
      Ja tylko mogę potwierdzić że widzę istnienie i działanie takowych mechanizmów u
      siebie i partnerki, jednocześnie że mieliśmy motywację żeby je przełamać. Po ich
      zracjonalizowaniu relacje układają się nam o niebo lepiej.
      Ale widzę to z perspektywy poddanego psychoterapii, :)
      • yoric Re: K...cze co wy 28.02.10, 12:37
        No tak, ale na żadne pytanie nie odpowiedziałeś. Generalnie jaka jest różnica
        między psychoanalitykiem, który brak seksu tłumaczy 'mechanizmem destrukcyjnym'
        a szamanem, który tłumaczy tym, że ktoś rzucił urok. Poza tą, że psychoanalityk
        wychodzi drożej.
        • urquhart Re: K...cze co wy 28.02.10, 13:27
          Różnice? Pragmatyczna skuteczność? Szamani też jakąś mają... Wykazanie korelacji przyczynowo skutkowej badaniami na jakie się powołują? Tu z szamanami byłoby dużo gorzej...
          • yoric Re: K...cze co wy 28.02.10, 13:35
            No ja jakoś tych badań wykazujących korelację widziałem tyle, co i u szamanów.

            A weźmy nudności w czasie ciąży. Freudowska teoria to zrepresjonowana nienawiść
            do męża objawiająca się podświadomym pragnieniem wyrzygania płodu

            en.wikipedia.org/wiki/Morning_sickness
            zgadza się? Zgadza się! No, prawie, bo tylko relacji z ojcem brakuje...
            • urquhart Re: K...cze co wy 28.02.10, 14:21
              yoric napisał:

              > A weźmy nudności w czasie ciąży. Freudowska teoria to zrepresjonowana nienawiść
              > do męża objawiająca się podświadomym pragnieniem wyrzygania płodu

              Nie zajmując się daną dziedziną profesjonalnie, osobiście interesują mnie odniesienia i umocowanie do uznanych aktualnych autorytetów i ich interpretacje jak Wojciszke czy Starowicz ewentualnie mniej naukowych ale cenionych i zauważonych ze względu na skuteczność jak Perel, Hellinger, Milska czy Eichelberger. Jak także próby interpretowania najnowszych badań w świetle tego co publikują. Jak rozumiem ty masz większe ambicje i przygotowanie. Jestem otwarty na argumentacje.
              Co do wzmiankowanego przykładu nudności w czasie ciąży, jeżeli nawet z takiego karkołomnego czy uproszczonego ujęcia wynikałyby wnioski które pragmatycznie pomagałyby lub zapobiegałyby nudności które ktoś zdefiniuje i subiektywnie uważa za realny problem może nie warto się naśmiewać?
              • yoric Re: K...cze co wy 01.03.10, 02:48
                Fakt, że psychologiem nie jestem, ale status naukowy różnych gałęzi psychologii
                mnie interesuje i obraz, który się wyłania zdecydowanie nie jest dla
                psychoanalizy korzystny. A nawet zakładając, że psychoanaliza czasami sprawdzi
                się w gabinecie specjalisty z zapleczem teoretycznym i wieloletnią praktyką, nie
                ma to żadnego przełożenia na tę popularną wersję, która daje ludziom wygodne i
                proste narzędzia tworzenia bzdur nie opartych kompletnie na niczym poza swoją
                fantazją i frazą 'relacja z rodzicami' (przynajmniej tak ja to widzę). I to mnie
                właśnie uwiera.

                > ...wynikałyby wnioski które pragmatycznie pomagałyby lub zapobiegałyby
                nudności które ktoś zdefiniuje i subiektywnie uważa za realny problem może nie
                warto się naśmiewać?

                jako pragmatyk do szpiku kości muszę oczywiście powiedzieć, że wtedy na pewno
                nie warto. Problem w tym, czy tak pomylona teoria jak ta zacytowana ma
                jakąkolwiek szansę przełożyć się na jakikolwiek praktyczny sukces...

                No i rzecz kolejna, nawet jeśli coś pozornie nic nie kosztuje, zawsze istnieje
                koszt alternatywny. Jeśli ktoś zadowoli się błędnym wyjaśnieniem, traci tyle, że
                nie szuka prawdziwego. Jeśli ktoś idzie do psychoanalityka, traci tyle, że nie
                pójdzie do innego specjalisty.

                Pozdrawiam
                • claudel6 Re: K...cze co wy 02.03.10, 16:55
                  Yoric, ale jeśli Ty współczesną psychologię utożsamiasz z psychoanalizą Freuda,
                  to jestes zaiste bardzo nie w temacie. Freud jest historią psychologii, nikt go
                  już nie stosuje. Żaden dyplomowany psycholog czy psychoterapeuta. Wyjaśnianie
                  pewnych mechanizmów nie jest tak prymitywne jak u Freuda, i jest bardzo
                  zindywidualizowane.
                  Aczkolwiek każdy psycholog Ci powie, ze relacje z rodzicami lub ich brak
                  odpowiada za naszą strukturę emocjonalną. Ale relacje z innymi ludźmi też, na
                  przestrzeni całego zycia.
                  Rodzice o tyle mają większe znaczenie, ze stykamy się z nimi na etapie, gdy
                  jesteśmy kompletnie nieukształtowani i bezbronni. Dlatego te ślady są często
                  najgłębsze.

                  W zasadzie to jest bardzo logiczne, i aż dziwne, ze ktoś widzi w tym jakiś
                  przejaw psychologicznego hochsztaplerstwa :)
                  • arronia Re: K...cze co wy 02.03.10, 17:10
                    > W zasadzie to jest bardzo logiczne, i aż dziwne, ze ktoś widzi w tym jakiś
                    > przejaw psychologicznego hochsztaplerstwa :)

                    Psychoterapia sama sobie zapracowuje na zarzuty o hochsztaplerstwo. Choćby
                    zabierając się za leczenie lęków i nie przedstawiając dowodów na skuteczność
                    swojej terapii. A jak się metoda na jednym polu mocno błaźni, rzutuje to na
                    ogląd całości.
                    • druginudziarz Re: K...cze co wy 02.03.10, 22:30
                      arronia napisała:

                      > > W zasadzie to jest bardzo logiczne, i aż dziwne, ze ktoś widzi w tym jaki
                      > ś
                      > > przejaw psychologicznego hochsztaplerstwa :)
                      >
                      > Psychoterapia sama sobie zapracowuje na zarzuty o hochsztaplerstwo. Choćby
                      > zabierając się za leczenie lęków i nie przedstawiając dowodów na skuteczność
                      > swojej terapii. A jak się metoda na jednym polu mocno błaźni, rzutuje to na
                      > ogląd całości.

                      To jest bardzo płytki zarzut. Czy fakt, że raz w sklepie kupiłem czerstwą
                      bułeczkę jest argumentem przeciw sztuce piekarstwu?
                      • arronia Re: K...cze co wy 02.03.10, 22:38
                        Raczej z cyklu: sieć piekarni XYZ nie ma zwyczaju godzić się na niezależne
                        inspekcje.
                        • druginudziarz Re: K...cze co wy 14.03.10, 08:23
                          arronia napisała:

                          > Raczej z cyklu: sieć piekarni XYZ nie ma zwyczaju godzić się na niezależne
                          > inspekcje.

                          Ale szczerze - jak kupujesz pieczywo to myślisz o inspekcjach jakie przeszła
                          piekarnia czy o tym czy pieczywo jest smaczne i ogólnie dobre jakościowo?
                          Zła jakość usług w dowolnej dziedzinie będzie zawsze, obok tej dobrej. Tego się
                          nie uniknie, ale co? zlikwidować usługi?
                          Natomiast z psychoterapią jest ten problem że jest "trudno mierzalna" jej
                          jakość. Nie ma możliwości wejść z "arkuszem kontrolnym" i ocenić. Ba! nawet
                          najwyższa jakość nie gwarantuje dobrej psychoterapii.

                          • yoric Re: K...cze co wy 23.03.10, 18:01
                            W tej metaforze psychoanaliza byłaby taką supermarketową piekarnią do kwadratu,
                            produkującą bułki całkiem smaczne i pachnące, ale złożone wyłącznie z szybkich
                            węglowodanów, bez witamin i z listą E na pięćdziesiąt pozycji...
                            • zakletawmarmur Re: K...cze co wy 23.03.10, 18:14

                              Nie zapominaj, że symbol E nie zawsze oznacza "coś niezdrowego",
                              witaminy też oznacza się w ten sposób.
                            • druginudziarz Re: K...cze co wy 25.03.10, 16:58
                              yoric napisał:

                              > W tej metaforze psychoanaliza byłaby taką supermarketową piekarnią do kwadratu,
                              > produkującą bułki całkiem smaczne i pachnące, ale złożone wyłącznie z szybkich
                              > węglowodanów, bez witamin i z listą E na pięćdziesiąt pozycji...

                              Owszem, ale innej piekarni (lepszej) nie ma.
                              Albo inaczej - nie wiadomo jak miała by wyglądać ta cudowna piekarnia.
                              pzdr.
                              • arronia Re: K...cze co wy 25.03.10, 17:13
                                Przecież psychoanaliza nie jest jedynym nurtem psychologii. Są inne piekarnie.
                                Jedne mają jakieś swoje normy, tabelki i statystyki, inne nie.

                                Zależy jeszcze, po co się idzie do szamana od psychiki. Czy wyleczyć ze
                                stosunkowo nieźle mierzalnego problemu typu klaustrofobia, czy poprawić sobie
                                jakość życia (a weź tu zdefiniuj jakość życia, określ co jest lepsze, wymyśl,
                                jak to mierzyć).
                                • druginudziarz Re: K...cze co wy 25.03.10, 17:24
                                  arronia napisała:

                                  > Przecież psychoanaliza nie jest jedynym nurtem psychologii. Są inne piekarnie.

                                  Się zdecyduj.
                                  Raz piszesz o _psychoterapii_ teraz o _psychoanalizie_.
                                  Prześledź może wątek, tam znajdziesz z czym konkretnie polemizowałem ;)
                                  • yoric Re: K...cze co wy 25.03.10, 17:37
                                    Psychoterapie też są różne i z tego co wiem psychoanalityczna jest najbardziej
                                    popularna i najgorzej wypada w badaniach efektywności. Nie jest nawet jasne, czy
                                    teoria psychoanalityczna w ogóle pomaga w terapii, czy to tylko chodzi po
                                    prostu, że sobie z kimś pogadasz i od tego jest ci lepiej.
                                    • druginudziarz Re: K...cze co wy 25.03.10, 19:35
                                      yoric napisał:

                                      > Psychoterapie też są różne i z tego co wiem psychoanalityczna jest najbardziej
                                      > popularna i najgorzej wypada w badaniach efektywności. Nie jest nawet jasne, cz
                                      > y
                                      > teoria psychoanalityczna w ogóle pomaga w terapii, czy to tylko chodzi po
                                      > prostu, że sobie z kimś pogadasz i od tego jest ci lepiej.

                                      Yoric, sprawa pierwsza: nieporozumienie.
                                      Ja tutaj:
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,107977329,108124128,Re_K_cze_co_wy.html
                                      bronie nie psychoanalizy tylko psychoterapii, prawda?

                                      Sprawa druga: mimo wszystko jestem zdania że jeśli coś działa (tu: przynosi
                                      jakiś tam pozytywny efekt terapeutyczny) to nie ma się co czepiać, że jest np.
                                      "nienaukowe". Takie zielarstwo przez tysiąclecia też było nienaukowe, a ratowało
                                      (czasem) zdrowie czy życie. No bo co w zamian?
                                      Np. łatwo sobie wyobrazić pacjenta ukierunkowanego na psychoanalizę ("tylko
                                      psychoanaliza mi jest w stanie pomóc"). Więc jeśli pomogły mu choć troszkę same
                                      pogawędki, bez twardego, weryfikowalnego jądra, to nic nie szkodzi, jestem "za" :)
                                      pzdr.
                                      • yoric Re: K...cze co wy 25.03.10, 23:49
                                        Tak i nie.

                                        Jestem pragmatykiem, więc ciężko byłoby mi argumentować, żeby coś co działa
                                        wyrzucić 'dla zasady'.

                                        Mnóstwo ludzi z własnej woli bierze leki homeopatyczne, chodzi do radiestety,
                                        czy do wróżki. No i dobrze. Jak im to 'pomaga' to niech sobie biorą i niech
                                        sobie chodzą.
                                        Tu kwestia jest trochę inna: czy takie chodzenie ma stanowić argument za
                                        skutecznością homeopatii, radiestezji i wróżbiarstwa. Czy jak ktoś na Forum
                                        napisze, że żona go zdradza bo mu tak Cyganka wywróżyła to czy będziemy się temu
                                        przyglądać, czy skomentujemy.

                                        Pozdrawiam
                                        • druginudziarz Re: K...cze co wy 03.04.10, 16:54
                                          yoric napisał:

                                          > Tak i nie.
                                          >
                                          > Jestem pragmatykiem, więc ciężko byłoby mi argumentować, żeby coś co działa
                                          > wyrzucić 'dla zasady'.
                                          >
                                          > Mnóstwo ludzi z własnej woli bierze leki homeopatyczne, chodzi do radiestety,
                                          > czy do wróżki. No i dobrze. Jak im to 'pomaga' to niech sobie biorą i niech
                                          > sobie chodzą.

                                          Widzisz, ale im faktycznie pomaga a nie 'pomaga'.
                                          Naprawdę.
                                          Również w przypadku "twardej" zachodnioeuropejskiej medycyny znaczna cześć
                                          efektu terapeutycznego to placebo. Lub rezultat więzi terapeutycznej miedzy
                                          pacjentem a lekarzem, często pierwszego kontaktu leczącego aspiryną. Często
                                          wyleczenie następuje pomimo a nie dzięki zastosowanej terapii (bo ta była, jak
                                          się później okazało błędna). Nie ma na to twardych danych poza jednym czystym
                                          przypadkiem: nadużywanie antybiotyków. Chyba 3/4 antybiotyków zapisywana jest z
                                          kapelusza, bez robienia testów na wrażliwości szczepów na konkretny antybiotyk.
                                          A mimo to (mimo zażywania nieskutecznego lekarstwa) chory zdrowieje, prawda?
                                          Więc oczywiście, należałoby piętnować psychoanalitycznych hotszaplerów, ale nie
                                          można wylewać dziecka z kąpielą. A co z hosztaplerami namaszczonymi poprzez
                                          "oficjalną" medycynę?

                                          > Tu kwestia jest trochę inna: czy takie chodzenie ma stanowić argument za
                                          > skutecznością homeopatii, radiestezji i wróżbiarstwa. Czy jak ktoś na Forum
                                          > napisze, że żona go zdradza bo mu tak Cyganka wywróżyła to czy będziemy się tem
                                          > u
                                          > przyglądać, czy skomentujemy.

                                          To zależy czy mu ta Cyganka pomogła czy nie ;)
                                          (zbyt wydumana ta analogia).

                                          pzdr.
                                          • yoric Re: K...cze co wy 03.04.10, 17:55
                                            > Widzisz, ale im faktycznie pomaga a nie 'pomaga'.

                                            masz rację. Jednakowoż zgodzisz się zapewne ze mną co do dwóch rzeczy. Po
                                            pierwsze skuteczność terapii da się - lepiej lub gorzej - mierzyć i skuteczność
                                            terapii opartych na homeopatii, itd. a opartych na nowoczesnej zachodniej
                                            medycynie jest zdecydowanie różna.

                                            Po drugie przy takim spojrzeniu pewien sukces terapii psychodynamicznych nie
                                            stanowi żadnego argumentu za trafnością tych teorii.

                                            Dlatego puenta nadal jest taka, jaką proponuję: wyssane z palca interpretacje
                                            snów albo odwołania do 'dominującego ojca' pozostają interpretacjami wyssanymi z
                                            palca. W dosadniejszym sformułowaniu brakuje 'ssania' natomiast pojawia się inna
                                            część ciała.
                                            • rumpa Re: K...cze co wy 04.04.10, 15:48
                                              co nazywasz sukcesem yoric?
                                              to jedna z rzeczy która mnie w Tobie bardzo irytuje - ni czorta nie
                                              mogę się dowiedzieć co wg ciebie jest sukcesem
                                              drugą jest rozpaczliwe czepianie się statystyk - w sytuacjach
                                              jednostkowych

                                              a co do terapii zachodniej medycyny, weź Ty sobie chłopie poczytaj
                                              opracowania leków przeciwnowotworom, razem z zajebistymi
                                              stwierdzeniami - przedłuża średne przeżycie z 7,5 do 8,9 miesiąca.
                                              to co ma powiedzieć ten nieszczęśnik, co mimo stadium czerniaka II -
                                              umiera, a drugi, z IV, żyje latami?
                                              że klasyfikacja do dupy?
                                              i tak mówią :))) i idą do znachora, bo czują się oszukani
                                              Dyskutujesz o rzeczach, na których się nie znasz, łapiesz cóś,
                                              przeczytasz, ale nic nie rozumiesz :((( a fantazjujesz aż synapsy
                                              trzeszczą
                                              co ciekawe , najbardziej rzucaja się właśnie dyletanci, co to
                                              "czytali"...
                                              doświadczeni fachowcy mają więcej dystansu...

                                              no i się nie dziwię odrzuceniu analizy, bo w niej wychodzi to co tak
                                              rozpaczliwie chcesz ukryć - kompleksy, strach, zabawne próby
                                              dowartościowania się, ogarnięcia świata. Ty aż swiecisz własnym
                                              światłem, yoric :)))
                                              pewnie dlatego w lustrze nic nie widzisz, bo aż cie oślepia :)))
                                              • yoric Re: K...cze co wy 04.04.10, 18:10
                                                O mój boże. Przecież moje wpisy to nie zło konieczne, można wygasić. Piszesz, że
                                                Cię irytują, a zachowujesz się jakby były źródłem niezbędnej do życia
                                                perwersyjnej przyjemności. Nie obrażam się (a miałaś parę takich sformułowań za
                                                które kulturalny człowiek powinien przeprosić) i przyjmuję jako swoisty
                                                komplement; jak z rozbrajającą szczerością piszesz niżej, próbujesz kąsać mnie
                                                po łydkach (o przepraszam, cytuję, "dowalać mi") dlatego, że to najfajniejsze
                                                łydki w okolicy. Ale to, że się nie daję w pyskówkę nie oznacza przyzwolenia dla
                                                takiego stylu dyskusji. Chcesz, to polemizuj, i nawet sobie jazgocz, ale nie
                                                szarp mnie przy tym za nogawkę.
                                            • druginudziarz Re: K...cze co wy 04.04.10, 19:19
                                              yoric napisał:

                                              > > Widzisz, ale im faktycznie pomaga a nie 'pomaga'.
                                              >
                                              > masz rację. Jednakowoż zgodzisz się zapewne ze mną co do dwóch rzeczy. Po
                                              > pierwsze skuteczność terapii da się - lepiej lub gorzej - mierzyć i skuteczność
                                              > terapii opartych na homeopatii, itd. a opartych na nowoczesnej zachodniej
                                              > medycynie jest zdecydowanie różna.

                                              No właśnie nie bardzo sobie wyobrażam to "mierzenie" skuteczności.
                                              Chyba żeby to miało sens, trzeba by zrobić jakiś program badawczy z podwójnie
                                              ślepą próbą. No i co "mierzyć"? To nie jest choroba zakaźna gdzie mierzymy np.
                                              poziom antyciał i już (prawie) wszystko wiemy. Przede wszystkim jak umocować w
                                              takim programie subiektywne poczucie poprawy, szczególnie jeśli takie będzie w
                                              opozycji do jakiś tam obiektywnych parametrów. A jak umocować efekt odwrotny
                                              czyli "operacja udała się, pacjent zmarł". etc. etc.


                                              > Po drugie przy takim spojrzeniu pewien sukces terapii psychodynamicznych nie
                                              > stanowi żadnego argumentu za trafnością tych teorii.
                                              >
                                              > Dlatego puenta nadal jest taka, jaką proponuję: wyssane z palca interpretacje
                                              > snów albo odwołania do 'dominującego ojca' pozostają interpretacjami wyssanymi
                                              > część ciała.

                                              MSZ czepiasz się ;) Tak jak ilustrowałem, zakup zakalca we wtorek nie jest
                                              argumentem za likwidacją piekarstwa.

                                              pzdr.
                                              • yoric Re: K...cze co wy 05.04.10, 23:40
                                                Jak mierzyć? APA jakoś mierzy :) i terapie psychoanalityczne wypadają wg niej
                                                najgorzej. Nie jest to zadanie łatwe, co nie znaczy, że nie da się wyprodukować
                                                w ogóle żadnych wartościowych szacunków.

                                                Co do punktu zasadniczego, jeśli uważasz, że wyjaśnienia-samoróbki a'la
                                                psychoanaliza mają jakąkolwiek wartość (poza wartością 'horoskopową'), to tutaj
                                                na pewno nie dojdziemy do porozumienia.
                    • claudel6 Re: K...cze co wy 03.03.10, 16:42
                      ale gdzie się błaźni? i jakich dowodów oczekujesz?
                      dla mnie np. wystarczającym dowodem jest to, że kilku osobom, które znam,
                      pomogła praktycznie. i oczywiście, że pomoże tylko tym, którzy dają sobie pomóc
                      (równiez na poziomie nieświadomym). ale to się liczy.
                  • yoric Re: K...cze co wy 03.03.10, 03:42
                    Powtarzam: że dzieciństwo jest ważne, to twierdzi nawet perspektywa ewolucyjna i
                    tu specjalnego sporu nie ma, bo się co do tego zgodziliśmy w porpzednich
                    wpisach. Zgadzamy się też co do tego, że, cytuję "wiarygodność tworzonych w 5
                    minut wyjaśnień w internecie przez dyletantów w temacie (a większość z nas nimi
                    jest) jest żadna."

                    Nie wiem, z jakiej psychoanalizy korzysta współczesny psychoanalityk w klinice,
                    ale wiem, że prasa, media oraz my dyletanci korzystamy z psychoanalizy
                    popularnej, której wiarygodność jest właśnie żadna. Co gorsza, taka
                    psychoanaliza jest w ww. rękach maszynką do tworzenia szybkich bzdur i nadawania
                    im pozoru uczoności - czegoś, za czym stoi jakaś wiedza akademicka. Otóż nie
                    stoi. Od stwierdzenia, że 'relacje z rodzicami są ważne' do komponowania
                    jakichkolwiek wiarygodnych diagnoz w konkretnych przypadkach droga jest tak
                    daleka, że to właściwie dwa różne krańce uniwersum. Mam nadzieję, że jasno
                    wyraziłem to, o co mi chodzi i co konkretnie mnie uwiera.

                    Pozdro
                    • claudel6 Re: K...cze co wy 03.03.10, 16:39
                      A widzisz, bo tytułowy wątek brzmiał jakbyś w ogóle uważał, ze doszukiwanie się
                      przyczyn różnych problemów dorosłych w relacjach z rodzicami w dzieciństwie było
                      bzdurą samą w sobie.

                      Natomiast tak, trudno się nie zgodzić, że amatorskie diagnozy różnych
                      psychologicznych hobbystów nie mają dużej wartości. Mogą być przez przypadek
                      trafne, ale równie dobrze kulą w płot.

    • business3 Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 02.03.10, 16:30
      Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa!
      • rumpa Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 02.03.10, 17:50
        hehe, Yoric to idealny materiał na kozetkę :)))

        taki miejscowy Woody Allen z antymaterii

        zawsze czekam na jego wywody o samcach alfa i seduction community
        jak wiadomo język angielski jest bardzo ważny :)))
        • yoric Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 03.03.10, 03:52
          ...a ja czekam - i pewnie sobie jeszcze poczekam - na wpis Rumpy pozbawiony
          wylewania żółci ad personam... Ciekawe o czym to świadczy? I czy wystarczy
          właśnie 'psychoanalityk', czy też przydałby się już psycholog :).
          • rumpa Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 14.03.10, 13:39
            śpieszę odpowiedzieć :)))
            przypominaz mi do bólu mojego ojca - dzieki psychoanalizie wiem to
            doskonale :))) - był ucielesnieniem problemów związanych z
            dzieciństwem, zaprzeczał temu - był cholernie inteligentny - za
            pomocą teorii i teoryjek naukowych które miały podbudowywać jego
            zmaltretowaną przez rodziców i własną wrażliwość osobowość i dać mu
            poczucie że jego problemy i sposoby radzenia sobie z nimi nie są
            problemami tylko wręcz przeciwnie, dowodem na jakąś wyższą formę
            rozumienia .Życie mu niestety pokazało w jak tragicznym był błędzie.
            Pokazywało mu zresztą wiele razy, ale byl na to kompletnie ślepy,
            wręcz przeciwnie, interpretował to jako potwierdzenie jego
            racji.Ciekawe czy w ostatniej chwili, gdy nie było już odwrotu, coś
            zrozumiał. Mam nadzieję że nie, bo bylaby to zbyt okrutna kara.
            Niestety jemu już nie dowalę a nie przerobiłam tego jeszce na
            terapii - jego stosunek do mnie okazał się tak bolesny, że nie
            jestem w stanie chwilowo dotknąć tej rany. Wiem że gnije, wiem że
            wpływa na mój stosunek do synów i męża, ale ... nie daję rady.
            Jeszcze nie.To strasznie boli. Dowalanie Tobie daje chwilową ulge
            :))) i chroni moje dzieci.
            Pojawiłeś sie jak z nieba, bo ani Songo ani paru innych panów tutaj
            nie mają tak idealnie psującego zestawu cech :)))
            Podejrzewam że w naturze spróbowałabym cię poderwać i przemielić
            przez maszynkę do mięsa :))) Dlatego tak mnie interesuje jak
            wygladasz - jak się okaże że jesteś łysiejącym szatynem z zielonymi
            oczami średnigo wzrostu to mnie chyba trafi :)
            Buziaczki Yoric, widzę pewne szanse na przyszłość dla Ciebie :)))
            jak to już zauważyła Andzia, ale to jeszcze trochę potrwa.I nie są
            to szanse 100%, raczej tak - ja wiem 30% :)))
            Tak a propos, widziałeś żebym dowaliła, dajmy na to Avide?
            Nie, bo chciałabym mieć takiego Ojca.
            Nie uwierzę że napisałam to na trzeźwo :)))
            • yoric Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 23.03.10, 18:04
              Hehehe pozdrawiam :)
            • urquhart Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 23.03.10, 22:45
              rumpa napisała:
              > Pojawiłeś sie jak z nieba, bo ani Songo ani paru innych panów tutaj
              > nie mają tak idealnie psującego zestawu cech :)))
              > Podejrzewam że w naturze spróbowałabym cię poderwać i przemielić
              > przez maszynkę do mięsa :)))

              Rumpa, ćwiczysz może kegla jak ta Rosjanka, żeby urzeczywistnić tą maszynkę do
              miesa?
              • rumpa Re: Dałeś ciała-psychoanaliza to podstawa! 24.03.10, 13:31
                miałam na myśli - psychicznie :)))
    • yoric Re: K...cze co wy 04.03.10, 00:02
      Albo weźmy wątek obok. "Charaktery".
      "Jako dziecko dostawałam lanie od ojca, więc teraz perwersyjnie pragnę lania".
      OK, a dlaczego nie panicznie boję się lania? To samo wyjaśnienie pasuje
      idealnie. A co z tymi osobami, które kręci przemoc w łóżku, a nigdy bite nie
      były? Tym chyba trzeba wkręcić, że tak naprawdę były lane, aż furczało, tylko
      teraz to represjonują :).
      • rumpa Re: K...cze co wy 14.03.10, 14:19
        no dobra, ale są jeszcze takie drobiazgi jak:
        osobnicza wrażliwość na ból
        atmosfera przy laniu
        stosunki między rodzicami
        otoczenie i jego reakcja
        typ racjonalizacji jaki zostanie użyty nie do końca da się
        przewidzieć
        przeważnie później podnieca bicie innych, choć żaden jebniety rodzic
        sie do tego nie przyzna - to nie jest aprobowane społecznie hehe
        rany julek, jest tego masa...

        psychoterapia jest osobnicza, robisz własną mapę swojego życia,
        emocji, doświadczeń, reakcji
        nie ma czegos takiego jak optimum jasno określone do którego masz
        dojść, otrzepać ręcę i stwierdzic - no to ok, wszystko jasne
        nikt inny w tym ci nie pomoże
        wymaga dojrzałości i oderwania od opini innych
        bolesnego wglądu w czas, gdy sie było małym i zależnym, bezsilnym...
        bolesnego wglądu w siebie tu i teraz
        to bardzo boli
        to bardzo złości
        może zniszczyć jesli poprowadzone źle
        • yoric Re: K...cze co wy 23.03.10, 18:03
          Tylko że to się nie poddaje żadnej kontroli i szczerze mówiąc nie bardzo różni
          się od rozmów z księdzem przy spowiedzi, albo z szamanem.
          • rumpa Re: K...cze co wy 24.03.10, 13:29
            jakiej kontroli?
            Psychoterapeuta ma superwizję, jak najbardziej jest kontrolowany
            nie każdy pasuje i nie zawsze, w pewnym momencie poczułam
            konieczność zmiany na kobietę, do innego notorycznie się spóźniałam
            psychoterapeuta ci nie mówi co masz robić i co jest słuszne - jak
            ksiądz czy szaman, nie zna celu, co jest kompletnym zaprzeczeniem
            religii
          • songo3000 Re: K...cze co wy 24.03.10, 19:13
            Eee, jak szaman nie ma wyników to 'rada wioski' w dosyć drastycznych okolicznościach zwalnia etat i rozpoczyna nową rekrutację ;)
            • yoric Re: K...cze co wy 25.03.10, 23:57
              Czy ja wiem? Wyniki pewnie każdy szaman ma takie same, ale wiele zależy od jego
              zdolności interpersonalnych. W Stanach lekarze bywają pozywani za błędy w fachu,
              a z badań wynika, że w mniejszym stopniu zależy to od faktycznej jakości pracy,
              a w znacznie większym - od poświęcanej pacjentowi uwagi.
              Tak więc mnóstwo zależy od zdolności interpersonalnych, zwłaszcza w takich
              profesjach jak szaman czy psychoterapeuta.
              • druginudziarz Re: K...cze co wy 04.04.10, 19:01
                yoric napisał:

                > Czy ja wiem? Wyniki pewnie każdy szaman ma takie same, ale wiele zależy od jego
                > zdolności interpersonalnych. W Stanach lekarze bywają pozywani za błędy w fachu
                > ,
                > a z badań wynika, że w mniejszym stopniu zależy to od faktycznej jakości pracy,
                > a w znacznie większym - od poświęcanej pacjentowi uwagi.
                > Tak więc mnóstwo zależy od zdolności interpersonalnych, zwłaszcza w takich
                > profesjach jak szaman czy psychoterapeuta.

                Ale doktor medycyny też. Tylko akcesoria są różne. I zamiast odwołań do
                metafizyki czy podświadomości mamy odwołania do "publikacji". Np. mamy zaklęcie
                "wg tej publikacji pan/pani wyzdrowieje z prawdopodobieństwem 72%" :]
                pzdr.
                pzdr.


                • yoric Re: K...cze co wy 04.04.10, 20:41
                  Nie, nie, nie.

                  Rozumiem, co piszesz i zgadzam się, że "w balii mamy brudną wodę". Pytanie
                  teraz, czy wylać tylko wodę, czy dziecko z kąpielą, czy przy okazji zburzyć w
                  ogóle całą łazienkę.

                  To, że w funkcjonowaniu a zwłaszcza odbiorze medycyny i szamaństwa są
                  podobieństwa nie znaczy, że nie ma kategorycznych różnic. Wszyscy ci, co z
                  triumfem wymachują przykładem jak to ich "wujek umarł na raka i medycyna była
                  bezradna" regularnie chodzą do lekarza (nie szamana), biorą leki, mają w gronie
                  najbliższej rodziny/znajomych po kilka osób, którym zachodnia medycyna bez
                  żadnej wątpliwości uratowała życie i kilkanaście, którym uratowała zdrowie.

                  Ja się zgadzam na opis w kategorii zaklęć, tyle że starcie medycyny
                  alternatywnej z medycyną zachodnią to jak starcie kuglarza z Gandalfem Szarym.
                  Trochę nie ten kaliber.
                  • druginudziarz Re: K...cze co wy 05.04.10, 21:10
                    yoric napisał:

                    > Nie, nie, nie.
                    >
                    > Rozumiem, co piszesz i zgadzam się, że "w balii mamy brudną wodę". Pytanie
                    > teraz, czy wylać tylko wodę, czy dziecko z kąpielą, czy przy okazji zburzyć w
                    > ogóle całą łazienkę.
                    >

                    Hehehe, to ciekawe bo ja też w zupełności rozumiem co piszesz ;)
                    Spróbuję jeszcze w inny sposób.
                    Wydaje mi się, że jeśli by zlikwidować tak powiedzmy 90% "nowoczesnej medycyny"
                    i zastąpić ją praktykami szamańskimi (poprzedziwszy to oczywiście odpowiednim
                    PR-em, bo bez wiary pacjenta w skuteczność terapii to się nie uda) to żaden
                    wujek/szwagier etc. po tej reformie by nie umarł.
                    Ja nie twierdziłem, żeby zakazać poszukiwań weryfikowalnych metod
                    psychoterapeutycznych bo przecież mamy psychoanalizę.
                    Ja twierdze, że psychoanaliza pomaga, co nie przeszkadza ulepszać ją a
                    jednocześnie szukać nowych lepszych metod.
                    Co do początkowej tezy.
                    Jest zgoda, co do tego, że środowisko kulturowe kształtuje nas w nie mniejszym
                    stopni niż geny. Jest zgoda co do tego, że największy wpływ ma na nas środowisko
                    rodzinne.
                    Chyba trudno więc dyskutować z tym że środowisko rodzinne ma zasadniczy wpływ na
                    naszą osobowość, a wiec i seksualność.
                    pzdr
                    • yoric Re: K...cze co wy 05.04.10, 23:54
                      No to ustaliliśmy dokładnie, w czym się nie zgadzamy. Daruj, ale akurat ta Twoja
                      teza jest absurdalna i - no nie, nie da się tego inaczej opisać - po prostu
                      bzdurna. Ja osobiście mam alergię, którą przestałem się przejmować, bo
                      skuteczność medycyny w tym zakresie wydaje mi się być zerowa. Ale na tym koniec.
                      Są jeszcze takie historie jak zapalenie ucha, ostry atak wyrostka, skomplikowane
                      złamania kończyn i w ogóle tysiące różnych przypadłości, wobec których medycyna
                      ewidentnie daje efekty. Chcę zobaczyć, jak z Twoim dzieckiem mającym zapalenie
                      ucha idziesz do szamana, z wyrostkiem wysyłasz je do znachora, a jak mu się noga
                      złamie, czekasz aż się sama zrośnie. Zresztą to jest stwierdzenie tak
                      absurdalne, że aż ciężko z nim dyskutować.

                      > Chyba trudno więc dyskutować z tym że środowisko rodzinne ma zasadniczy wpływ
                      na naszą osobowość, a wiec i seksualność.

                      Faktycznie trudno, więc ja nie dyskutuję. Moje kategoryczne veto pojawia się
                      wtedy, gdy ktoś próbuje na tej podstawie sprzedawać quasi-Freudowskie historyjki
                      typu "podobają mi się masywni mężczyźni z tego powodu, że mój ojciec był
                      masywny", względnie "podobają mi się masywni mężczyźni, bo mój ojciec był drobny
                      więc sobie kompensuję".
                      • druginudziarz Re: K...cze co wy 06.04.10, 10:06
                        yoric napisał:

                        > No to ustaliliśmy dokładnie, w czym się nie zgadzamy. Daruj, ale akurat ta Twoj
                        > a
                        > teza jest absurdalna i - no nie, nie da się tego inaczej opisać - po prostu
                        > bzdurna. Ja osobiście mam alergię, którą przestałem się przejmować, bo
                        > skuteczność medycyny w tym zakresie wydaje mi się być zerowa. Ale na tym koniec
                        > .
                        > Są jeszcze takie historie jak zapalenie ucha, ostry atak wyrostka, skomplikowan
                        > e
                        > złamania kończyn i w ogóle tysiące różnych przypadłości, wobec których medycyna
                        > ewidentnie daje efekty. Chcę zobaczyć, jak z Twoim dzieckiem mającym zapalenie
                        > ucha idziesz do szamana, z wyrostkiem wysyłasz je do znachora, a jak mu się nog
                        > a
                        > złamie, czekasz aż się sama zrośnie. Zresztą to jest stwierdzenie tak
                        > absurdalne, że aż ciężko z nim dyskutować.

                        No to właśnie opisałeś te 10% przypadków.
                        Chyba nie bywasz w ZOZ-ach, u lekarzy pierwszego kontaktu. Większość medycyny to
                        nie zapalenie ucha tylko: "przeziębienie", "grypa", "ból głowy", "coś mnie rano
                        w piersiach dusi", "jakaś taka nieswoja jestem" etc. etc. A u specjalistów ruch
                        generują osoby roszczeniowe o osobowości hipochondrycznej które trawią życie na
                        poszukiwaniu "co mi jest", i którym daje się skierowania na drogie,
                        skomplikowane badania na zasadzie "żeby się odczepiła". Lub zapisuje się kolejny
                        antybiotyk, bo to nie zaszkodzi (w każdym razie nie od razu).
                        Zresztą sam w tym biorę udział. Poszedłem do internisty po skierowanie, zrobiłem
                        wstępne badanie, ale nie poszedłem do specjalisty, a po kilku tygodniach mi
                        przeszło. I tak minął rok. Wg Ciebie medycyna profesjonalna mi pomogła?
                        pzdr
                      • druginudziarz Re: K...cze co wy 06.04.10, 10:11
                        yoric napisał:
                        > > Chyba trudno więc dyskutować z tym że środowisko rodzinne ma zasadniczy w
                        > pływ
                        > na naszą osobowość, a wiec i seksualność.
                        >
                        > Faktycznie trudno, więc ja nie dyskutuję. Moje kategoryczne veto pojawia się
                        > wtedy, gdy ktoś próbuje na tej podstawie sprzedawać quasi-Freudowskie historyjk
                        > i
                        > typu "podobają mi się masywni mężczyźni z tego powodu, że mój ojciec był
                        > masywny", względnie "podobają mi się masywni mężczyźni, bo mój ojciec był drobn
                        > y
                        > więc sobie kompensuję".


                        Poddaje się :)
                        W takim razie ja nie wiem czym jest psychoanaliza.
                        To co piszesz to jakieś teorie sprzed wieku, nie wierze (nie wierzyłem), żeby
                        ktoś jeszcze podpierał się wprost Freudem, zresztą już za życia jego koncepcje
                        zostały przenicowane.
                        Tak na marginesie: ulubione słowo na tym forum też pochodzi od Freuda i było dla
                        jego teorii kluczowym. Sam go często używasz, więc jak to tak? ;)
                        pzdr
                        • yoric Re: K...cze co wy 06.04.10, 11:16
                          Przepraszam, że używam słowa od Freuda :).

                          OK, wycofuję się z krytyki terapii psychodynamicznych, bo nie mam o nich żadnej
                          wiedzy. Twierdzę tylko, że a) ich status naukowy jest inny, niż konkurencyjnych
                          terapii (konkretnie - jest podejrzany) i b) ich ewentualna skuteczność nie jest
                          żadnym powodem do rehabilitacji samej teorii psychoanalizy. Tak jak skuteczność
                          szamana w wywołaniu deszczu nie oznacza, że on go wywołał, ani stwierdzona
                          skuteczność akupunktury nie oznacza, że musimy zaakceptować wyjaśnienia o
                          'szlakach energetycznych' czy 'czakramach'.

                          Co konkretnie atakuję i co mi się nie podoba pisałem już ze 100 razy w tym wątku
                          i sam to nawet cytujesz.

                          Co do skuteczności medycyny, jak w takim razie wyjaśnisz biliony dolarów
                          ładowane w kształcenie lekarzy, w badania, w produkcję leków i sprzętu - inaczej
                          niż "wszyscy ci ludzie się mylą". Jak wyjaśnisz różnicę w przeżywalności
                          noworodków zależną od poziomu opieki medycznej. Różnicę w długości życia
                          względem średniowiecza, nawet jeśli porównywać będziemy z dobrze odżywioną
                          arystokracją. Różnicę w umieralności na choroby typu zapalenie płuc wcześniej i
                          dziś. Dalej nie piszę, bo mam wrażenie, że daję się podpuszczać sprytnemu
                          dyskutantowi, który zwija się ze śmiechu patrząc, jak robię z siebie idiotę,
                          kiedy z zapałem i na wykresach tłumaczę, że 2x2=4. Chcesz dyskutować, proszę
                          bardzo, wypisz siebie albo dziecko z systemu opieki zdrowotnej i wtedy pogadamy :).
                          • niezapominajka333 Re: K...cze co wy 06.04.10, 16:06
                            Chcesz dyskutować, proszę
                            > bardzo, wypisz siebie albo dziecko z systemu opieki zdrowotnej i
                            wtedy pogadamy
                            > :).
                            Przypomniała mi się rozmowa z teściami ładnych parę lat temu...
                            Gdy moje dzieci były chore, a dziadkom nie podobały się zalecenia
                            lekarza, stwierdzali z dezaprobatą :
                            Ta twoja medycyna...lekarze są głupi, na niczym się nie znają, nic
                            nie wiedzą...
                            Kiedyś chłopcy złapali przeziębienie i teść pyta:
                            Byłaś z nimi u lekarza?
                            Nie.
                            Dlaczego????
                            A po co mam iść?
                            Jak to po co?
                            No po go mam iść? Przecież lekarze są głupi i na niczym się nie
                            znają.
                            No ale trzeba iść do lekarza.
                            Ale po co mam iść z dziećmi do głupiego lekarza i tracić
                            niepotrzebnie czas?
                            No bo trzeba iść do lekarza....

                            :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka