10.09.10, 22:35
Mam 25 lat, w wieku 19 urodziłam syna. Ojcem jest mój chłopak z ktorych chodze od 8 lat. Ostatnio jest bardzo zle. Nie mowie o seksie ktorego nie uprawiamy od 3 lat, ale o jego stosunku do mnie. Wo gole nie mam iedzy nami czułości. Wczesnije ja ją inicjowałam w tej chwili juz nic. Oddaliłam sie od niego, mysle o tym, by dac sobie szanse, by odejść. Odeszlambym gdyby nie dziecko. Zwiazek nie zostal nigdy sformalizowany, bo.. nie czuliśmy do siebie tego co trzeba gdy związek sie sie zalegalizować. moglamby sie w nim zakochac, ale on jest szorski, chyba nie chce, odrzuca mnie, ciagle sie gniwa. Jestem nim zmeczona. Ciesze sie, gdy go nie ma obok, gdy jestem sama z dizeckiem. Nie chce z nmi byc. Co ma robic?
Obserwuj wątek
    • ore.ona Re: diagnoza 10.09.10, 22:46
      endrogeniczne napisała:
      Nie mowie o seksie ktorego nie uprawiamy od 3 lat, ale o jego stosunku do mnie. Wo gole nie mam iedzy nami czułości.<

      To co jest?
      Chyba już nic dobrego nie dzieje się między Wami..
      Syna możecie wychowywać wspólnie, o tym powinnaś pamiętać, bo to jest również jego dziecko.
      Ale pomyśl o sobie, jeżeli pragniesz być szczęśliwa, a w tym związku nie ma tego i raczej nic tego nie zapowiada, to po co się umartwiać?
      Spokojnie się rozejść, idać sobie wolność, ale nie robić z siebie nawzajem wrogów.
    • lusseiana Re: diagnoza 10.09.10, 22:59
      Co robić? Odejść. Skoro nie zostało między wami nic dobrego, ani jednego ciepłego uczucia, skoro sama doskonale wiesz, że NIE CHCESZ Z NIM BYĆ, to po co się męczyć i marnować życie sobie na wzajem i dziecku na dodatek? Myślisz, że ono umiera ze szczęścia dorastając w domu bez miłości, z wiecznie naburmuszonym ojcem i matką czekającą tylko chwili, kiedy ten "buc" sobie pójdzie?

      Rozstańcie się na tyle pokojowo, na ile się da, dogadajcie się jak często kto się z dzieckiem spotyka i jak dzielicie się kosztami jego utrzymania i nie męczcie się ze sobą, bo to nikogo tym aktem męczeństwa nie uszczęśliwicie.


      Pozdrawiam.
    • ditchdoc Re: diagnoza 10.09.10, 23:02
      odejdz
    • m00nlight Re: diagnoza 11.09.10, 10:03

      'Wolę jak go nie ma, nie chcę z nim być'

      Sama odpowiedziałaś na swoje pytanie.

      Rozstań się z nim. Weź na dziecko alimenty, albo podzielcie się opieką po połowie i sprawa z bani. Nie wyobrażam sobie życia pod jednym dachem z facetem, który mnie nie kocha, ewidentnie. Dla niego jesteś tylko Matką-Jego-Dziecka a nie partnerką, jest z Tobą z obowiązku, podobnie jak Ty z nim. Marnujesz najlepsze lata życia. Ja dokładnie w Twoim wieku rozstałam się z facetem z którym byłam od dzieciaka i teraz mam wspaniałego faceta, szczęśliwą rodzinę. Zaryzykuj i wygraj szczęście.
      • endrogeniczne Re: diagnoza 12.09.10, 21:34
        moze ja wypisze na zimno co jest nie tak:
        jestem matka JEGO dziecka
        nie chce byśmy zyli tylko we dwójkę-żyjemy w tej chwili z jego rodzicami-mili ludzie, ale ja bym juz chciala na swoim. On argumentuje to brkaimk, pracy, praca magisterska itd.. Pracy nie szuka, mnie nie pozwala itd. Tzn. pozwala (nie trzyma mnie zamknięta), ale nie mamy w tej chwili gdzie sie wyprowadzić, jak to zorganizować. On sie tym nie interesuje. Nie chce tego. On nie wie, ze ja juz to zalrtawilam, ze ja mam sie gdzie wyprowadzic, nie wie ze ja ciagle o tym mysle, i ze zaczelam juz dzialac w tym kierunku..
        -nie przytula mnie, nie mowi nic miłego (nie to, ze mowi niemile rzeczy, ale zaczal byc szorstki, taki nietaktowny), przy swoim ojcu brzydko do mnie mowi, ja nie odpowiadam, potem nie przepraszam. Nigdy nie przeprasza.
        -jestesmy jak koledzy

        Nie mogle sie jeszcze wpyorwadzic, dopiero za rok, ale ja uwazam ze rok to niewiele. Jak mam z nim zyc pod jednym dachem? Od napisania tego postu, zmienilam sie. Przestalam na sile sie przytulac, zaczepiac. Niby zauwazyl, ale tak "z lekka". Chce sie wyciszyc. Chce miec sile odejsc. Chce meic szanase na normalne zycie. Chce zeby mnie ktos kochal, zebysmy byli razem. Tu nie ma razem. jest dziecko i on. Ja i dziecko i on. Trudno jest opisać to zimno emocjonalne.

        Ja juz z nim o tym wszystkim rozmiwalam. Nic to nie dalo. Mowilam o swoich palnach. To nie sa nierealne plany. Chce sie tylko wpyorowadzic. Chce byc dobrze zrozumiana. Ja bardzo chce stanac na swoje nogi. Byc.. razem z nim. Ale.. On nie chce. Taki wygodny.

        Wiele rzeczy juz w tym kierunku robię. Nie chce poweidziec ze robie to za jego plecami, ale msuze to ukrywac, bo jak sie dowie, to zacznie mnie odwodzic. Mowic: to sie nie uda, zaprzestać, zostaw. A ja nie mogę. Ja musze. Wciaz planuje, buduje, tworze. Juz nie w glowie. Juz w realu. Duzo rzeczy sie udaje. Widze, ze jak on mi nie przeszkadza. nie odwodzi to naprawde sie udaje. Udalo asie zalatwic miekszanie! (nic o tym nie wie). Brakuje jeszcze z roku, by dokonczyc to wszystko. Jak mu powiem, to zacznie mnie stopowac. Nie chce przed niem teog uktywać. Ale nie moge mu powiedziec. On nie jest dociekliwy. Chcialabym go poinformowac, o tym co robie, o tym zej a to sama robie. Ale on mi nie pozomze, a tylko zdusi iskierke nadziei. Moj kolegha. Ojciec mojego dziecka. Teraz wszystkie te czynnosci z nim, wokol dizecka to rytual. Machnalnie to robie. Zadaniowo. Czy on nie widzi, ze juz jest tylk ozadaniem? Ze ja wykopnuje plan, ze wszystko popsul, ze ja mu o tym mowilam, ze go prosilam, by mi pomogl. by pomgl naszej rodzinie. Dlaczego on tak bardzo nie chce? Nie chce przenosic ze mna gór. Boze. Moglabym go kochac. Moglibysmy byc rodzina. Ale jestem tylko matka dziecka. juz nawet nie parterką. Kolezanka. Dogadujemy sie, ale mnie koelzenstwo nie interesuje. Chcialabym.. kochac. Nie wiem. O matko
        • endrogeniczne Re: diagnoza 12.09.10, 21:36
          To co zostalo to dogadywanie sie, ale tak moga tez koeldzy.. to niewiele
          • ore.ona Re: diagnoza 12.09.10, 22:26
            Wygląda na to że jesteś tą silniejszą w związku.
            Realizuj swoje plany, ale imo zostaw furtkę otwartą- wydaje mi się że chętnie pójdzie za Tobą.
            Pytanie tylko, czy kochasz go i chcesz tego? On pewnie nie radzi sobie dobrze w życiu /brak wiary w siebie?/ Może też obudzi się w nim czułość gdy będziecie „na swoim”?
            Powinnaś sobie to wszystko przemyśleć, bo jeśli nie jest złym człowiekiem to może warto poczekać i zobaczyć czy „na swoim” będzie inaczej, lepiej?
        • lusseiana Re: diagnoza 13.09.10, 15:45
          endrogeniczne napisała:

          > moze ja wypisze na zimno co jest nie tak:
          > jestem matka JEGO dziecka

          To także TWOJE dziecko. Chyba, że wynajął cię jako surogatkę, zapłacił za urodzenie, a ty zrzekłaś się wszystkich praw rodzicielskich, ale nie sądzę, żebyś tak istotny szczegół pominęła w swoich postach. We wszystkich innych przypadkach to dziecko jest tak samo twoje jak i jego.

          > nie chce byśmy zyli tylko we dwójkę-żyjemy w tej chwili z jego rodzicami-mili l
          > udzie, ale ja bym juz chciala na swoim. On argumentuje to brkaimk, pracy, praca
          > magisterska itd.. Pracy nie szuka, mnie nie pozwala itd. Tzn. pozwala (nie trz
          > yma mnie zamknięta), ale nie mamy w tej chwili gdzie sie wyprowadzić, jak to zo
          > rganizować. On sie tym nie interesuje. Nie chce tego. On nie wie, ze ja juz to
          > zalrtawilam, ze ja mam sie gdzie wyprowadzic, nie wie ze ja ciagle o tym mysle,
          > i ze zaczelam juz dzialac w tym kierunku..
          > -nie przytula mnie, nie mowi nic miłego (nie to, ze mowi niemile rzeczy, ale za
          > czal byc szorstki, taki nietaktowny), przy swoim ojcu brzydko do mnie mowi, ja
          > nie odpowiadam, potem nie przepraszam. Nigdy nie przeprasza.
          > -jestesmy jak koledzy

          Co jeszcze musiałoby się stać, żebyś przejrzała na oczy i zobaczyła, że ten związek NIE ISTNIEJE i nigdy istniał nie będzie? On nie kocha ciebie, ty nie kochasz jego. On nie robi żadnych planów, a w każdym razie nie ujmuje w nich ciebie. Nie chce niczego planować ani robić z tobą. Nie zamierza podjąć odpowiedzialności za dziecko, a tym bardziej za ciebie, zwalając całe utrzymanie na swoich rodziców. Nie próbuje okazywać ci czułości, żebyś broń Boże sobie czegoś nie pomyślała. Ma zacząć cię bić? Czy najpierw zająć się katowaniem/molestowaniem dziecka? Ma zacząć wyzywać i bluzgać? Kobieto, opamiętaj się...

          > Nie mogle sie jeszcze wpyorwadzic, dopiero za rok, ale ja uwazam ze rok to niew
          > iele. Jak mam z nim zyc pod jednym dachem? Od napisania tego postu, zmienilam s
          > ie. Przestalam na sile sie przytulac, zaczepiac. Niby zauwazyl, ale tak "z lekk
          > a". Chce sie wyciszyc. Chce miec sile odejsc. Chce meic szanase na normalne zyc
          > ie. Chce zeby mnie ktos kochal, zebysmy byli razem. Tu nie ma razem. jest dziec
          > ko i on. Ja i dziecko i on. Trudno jest opisać to zimno emocjonalne.

          Dobrze, że chcesz odejść i zbierasz siły. Ale rok to długo... Dużo lepiej dla ciebie było by skończyć to jednym szybkim cięciem, bo za rok znowu możesz zacząć mieć złudzenia, że tę rodzinę stworzycie... Bo żyjąc, a raczej wegetując w takich warunkach tylko się niszczysz - dziecko przy okazji też, bo to nie lalka, ono wyczuwa taką atmosferę lepiej niż ci się wydaje...

          > Ja juz z nim o tym wszystkim rozmiwalam. Nic to nie dalo. Mowilam o swoich paln
          > ach. To nie sa nierealne plany. Chce sie tylko wpyorowadzic. Chce byc dobrze zr
          > ozumiana. Ja bardzo chce stanac na swoje nogi. Byc.. razem z nim. Ale.. On nie
          > chce. Taki wygodny.

          Być może jest wygodny. Być może jest maminsynkiem. A byś może nie chce stanąć na nogi... Z TOBĄ. Nie ma odwagi powiedzieć ci tego wprost, więc jak inaczej miałby dać ci to do zrozumienia?

          > Jak mu powiem, to zacznie mnie stopowac. Nie chce przed niem teog uktyw
          > ać. Ale nie moge mu powiedziec. On nie jest dociekliwy. Chcialabym go poinformo
          > wac, o tym co robie, o tym zej a to sama robie. Ale on mi nie pozomze, a tylko
          > zdusi iskierke nadziei. Moj kolegha. Ojciec mojego dziecka. Teraz wszystkie te
          > czynnosci z nim, wokol dizecka to rytual. Machnalnie to robie. Zadaniowo. Czy o
          > n nie widzi, ze juz jest tylk ozadaniem? Ze ja wykopnuje plan, ze wszystko pops
          > ul, ze ja mu o tym mowilam, ze go prosilam, by mi pomogl. by pomgl naszej rodzi
          > nie. Dlaczego on tak bardzo nie chce? Nie chce przenosic ze mna gór. Boze. Mogl
          > abym go kochac. Moglibysmy byc rodzina. Ale jestem tylko matka dziecka. juz naw
          > et nie parterką. Kolezanka. Dogadujemy sie, ale mnie koelzenstwo nie interesuje

          Więc mu nie mów o twoich planach. Po co? Nie interesuje się tym i jeszcze niszczy twój zapał. Po cholerę miałabyś mu mówić? Pasuje mu to, że traktujesz go zadaniowo, bo on tak samo traktuje ciebie - naprawdę tego nie widzisz? Na Boga jedynego i wszystkich świętych, po co ty się kobieto tak męczysz? Dlaczego chcesz go zmusić by pomógł rodzinie, której nie ma? Przecież sama przyznałaś, ze jesteś dla niego tylko matką jego dziecka - więc o jakiej rodzinie chcesz rozmawiać? Mogłabyś go kochać? Moglibyście być rodziną? Ale po co? Ty zasługujesz na lepszego partnera, a twoje dziecko na lepszego ojca. Po co chcesz się poświęcać dla kogoś, kto tego poświęcenia nie chce, nie oczekuje, ani nie ma zamiaru docenić? Kogo chcesz uszczęśliwić niechcianym darem?

          > Wiele rzeczy juz w tym kierunku robię. Nie chce poweidziec ze robie to za jego
          > plecami, ale msuze to ukrywac, bo jak sie dowie, to zacznie mnie odwodzic. Mowi
          > c: to sie nie uda, zaprzestać, zostaw. A ja nie mogę. Ja musze. Wciaz planuje,
          > buduje, tworze. Juz nie w glowie. Juz w realu. Duzo rzeczy sie udaje. Widze, ze
          > jak on mi nie przeszkadza. nie odwodzi to naprawde sie udaje. Udalo asie zalat
          > wic miekszanie! (nic o tym nie wie). Brakuje jeszcze z roku, by dokonczyc to ws
          > zystko.

          Masz bardzo dużo siły, którą naprawdę podziwiam. Masz szansę zbudować sobie lepsze życie, więc walcz o to i przestań ciągnąć za sobą chłopaka, który jak ten osioł zapiera się kopytami i spowalnia cię jak tylko może. Nie trać na niego więcej sił ani energii - skup się na sobie i na twoim dziecku. Zasługujecie na te marzenia, więc ich sobie nie odbieraj po to, by on "zaczął chcieć", bo nie zacznie. Działaj i nie oglądaj się na niego - trzymam za ciebie kciuki.

          > . Chcialabym.. kochac.

          Wiec poszukaj faceta, który na tę miłość zasługuje, będzie potrafił ją docenić i ją pielęgnować. Przecież nic nie stoi ci na przeszkodzie...

    • martus101 Re: diagnoza 12.09.10, 21:50
      Dziewczyno,życie przed Tobą.
      Dasz radę.Macie dziecko,więc musicie się porozumieć.
      Wiej z tego związku.
      • endrogeniczne Re: diagnoza 13.09.10, 18:20
        Nie jest zlym czlowiekiem. Nie jest w ogole zly. W tej chwili znow swoim postem sie ocuciłam. Jestem hamowana przez okolicznosci zewnetrzne i nie moge zorbic cięcia raz, dwa, bo wyląduję na bruku.. Sama po sobie widze, ze bardzo duzo sie we mnie zmienilo.
        Nie mam dojścia do dizecka. On o dziecku decyduje, krzyczy kiedy chce-ja krzyknąc nie moge. Dzisiaj kazal mi wyjsc z pokoju, bo dizecko 'spokojniej je gdy jest mnie osob", bylismy tylko we trojke!!!!!! Jesteśmy jego rodzicami.

        Nie ukrywam ze nie jest to pierwszy moj post i mecze sie tak juz dluzej.

        Wczoraj mialam ochotę go pocałować, ten moj gest.. w jego stronę... a potem pomylslam co bedzie zaraz i mnie orzeźwiło..

        W tej chwili najważniejsza dla mnie kwestią jest jednak oddzielenie emocjonalne. Ja go wciąż.. Nie wiem. Musze przestać hodowac te nawyki. Zycie, ktore mialo byc na jakis czas przeminilo sie w stalosc. Nie moge na to pozwolic. Ale teraz nie mam sordkow na reformy. Tyle tylko, ze we mnie wiele deyzji zapadlo
        • rumpa Re: diagnoza 14.09.10, 12:13
          Nie mam dojścia do dizecka. On o dziecku decyduje, krzyczy kiedy chce-ja krzykn
          > ąc nie moge. Dzisiaj kazal mi wyjsc z pokoju, bo dizecko 'spokojniej je gdy jes
          > t mnie osob", bylismy tylko we trojke!!!!!! Jesteśmy jego rodzicami.

          że jak?
          może nieco przybliż sytuację.
    • ore.ona Re: diagnoza 13.09.10, 18:45
      Powiem Ci że gdybym była na jego miejscu i zorientowała się że coś kombinujesz-szykujesz sobie mieszkanie, chcesz odejść, a wszystko po cichu, przebiegle, to nie byłabym taka fajna jak on. Wydaje mi się że powinnaś otwarcie porozmawiać o tym jak się czujesz w takim związku i że starasz się o mieszkanie. Liczysz na to że jednak Cię kocha i będziecie razem. Jeśli nie –odejdziesz. Może on/jego rodzice/ ma świadomość że chcesz odejść i poczyniłaś pierwsze kroki i stąd jego chłód. Określ najpierw co jest przyczyną, bądź szczera a potem podejmij decyzję. Jest mało samodzielny i być może pod wpływem rodziców/matki/ którzy nie chcą by syn jch opuścił i manipulują nim. Wszystko może być powodem i wszystko może się zmienić gdy zamieszkacie „na swoim” Uważam że najpierw rozmowa i odkrycie kart. Potem decyzja. Krzywdy Ci nie zrobi, a jeśli w związku brak szczerości, zaufania i komunikacji to skąd wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.
    • yoko0202 proszę o wyjaśnienie 14.09.10, 10:54
      endrogeniczne napisała:

      > Odeszlambym gdyby nie dziecko.

      bo jak na razie rozumiem tyle, że Tobie się wydaje, że dziecko jest zachwycone mieszkając w domu, w którym nie ma miłości, matka jest smutna, a ojciec szorstki i ciągle niezadowolony

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka