Dodaj do ulubionych

Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to.

18.10.10, 19:42
Tekst będzie długi.
Nigdy tego nie robiłem, ale kilka dni temu coś mnie naszło, żeby sprawdzić wierność mojej żony.
Poszperałem tu i ówdzie. Długo to nie trwało i znalazłem. Niektóre panie z tutejszego forum życzyły mi jak najgorzej (z powodu moich niemiłych tekstów pod adresem leciwych kobiet) i myślę, że teraz mogą mieć satysfakcję. Zabolało. Myślałem (i pamiętam, że tak kiedyś pisałem, że byłbym szczęśliwy, gdyby moja żona sobie kogoś znalazła, a ja miałbym dzięki temu spokój i mógłbym sobie szukać rozkoszy u młodszych). W pierwszej chwili dosłownie ugięły mi się nogi. Poczułem się jakby mi ktoś przywalił pyrlikiem w łeb. Czytałem to kilkanaście razy i myślałem, że chyba śnię. Przypuszczam, że gdybym nie miał tyle za uszami to po prostu załamałbym się nerwowo. Rozumiem teraz tych, którzy nic nie zawinili, a zostali zdradzeni. W sumie należało mi się. Żony klika godzin nie było w domu, więc mózg miał czas żeby wyjść ze stanu przegrzania i zacząć ponownie rzeczowo rozumować. Niestety stale czuję pieczenie w żołądku i ciężko mi cokolwiek przełknąć. Nieważne jak, ale zanim żona wróciła miałem już nazwisko faceta, wiedziałem kiedy się poznali i że były pewne inne przelotne znajomości. Zdążyłem to nałożyć na kalendarz i skojarzyć z różnymi faktami z nieodległej przeszłości. Dałem rady się opanować przed jej powrotem i.... tkwię w tym stanie do dzisiaj. Po prostu od kilku dni jestem przeżuwaczem myśli. W tej chwili w związku z kilkudniową delegacją znowu mnie nie ma w domu i staram się wszystko poskładać w jedną całość, plan działania.
Wiem, że to forum czytają ludzie z życiowym doświadczeniem (teoretyczne pierdzielenie oparte na lekturze "Wysokich obcasów" itp. nie jest mi do niczego potrzebne).

Rozważam następujące warianty (informacją bazową jest, że kocham moją żonę i nie chcę się z nią rozstać):

1. Z moich informacji wynika, że ta afera trwa już dosyć długo, natomiast nie wiem czy się
dupczyli, czy nie. Facet stara się być romantyczny i widać, że trafia na podatny grunt.
Praktycznie mam ich na widelcu i przy zastosowaniu niedużych środków, mógłbym ich
złapać in flagranti o ile faktycznie to robią (sprawa jest na tyle świeża, że po prostu tego
nie wiem) Jednak, po dokładnym przemyśleniu sprawy myślę, że byłoby to potworne
przeżycie, przede wszystkim dla mnie i mogłoby się zakończyć w niekontrolowany sposób,
niszczący dwie rodziny (z moich danych wynika, że facet jest w stałym związku).
Wyobrażam sobie obrazek, że ich zaskakuję w czasie kopulacji. Trudno byłoby mi przejść
nad tym do porządku dziennego. Na razie zarzucam ten wariant.

2. Od kilku dni jestem bardzo miły i czuły, a w czasie seksu mam wrażenie, że słyszy nas całe
osiedle w promieniu 100 m. Z zachowania żony wnioskuję, że nadal mnie kocha i chce ze
mną być. Jest po prostu fantastycznie. Chcę pociągnąć ten stan trochę dłużej i w
międzyczasie kontrolować co dzieje się pomiędzy nią i jej znajomym. Jeśli znajomość
będzie "zasychać" to zapomnę wszystko i postaram się zostać już taki odmieniony. O ile
to możliwe. Jednakże wiem już, że nie zrezygnuję z kontrolowania jej poczynań. I to może
być dla mnie okropne.
3. Gdy wrócę z delegacji to powiem jej co wiem i prawdopodobnie będzie to potworne
przeżycie dla nas obojga. Poproszę aby zakończyła tę aferę i powiem, że ją rozumiem, że
ostatnie lata mogły być dla niej okropne, ale teraz postaram się to zmienić.
Prawdopodobnie ją to zaskoczy, ponieważ będzie miała poczucie winy. Niestety
przypuszczam, że będę miał obsesję kontrolowania jej i jej wszystkich poczynań.

Niestety wiem, że obojętnie co bym nie zrobił to już nigdy nie będzie tak jak było wcześniej. Kwestia tylko, czy ja mam sam ponosić tego konsekwencje, czy zatruć życie innym.
Mam jeszcze inną, bardzo ofensywną myśl. Otóż moja żona jest prawie bez przerwy gotowa na seks. Ja w zasadzie też niewiele potrzebuję, żeby stanąć na wysokości zadania... Mam taki pomysł, żeby zgłosić się do klubu swingersów i wtedy być może wszystko się rozładuje. Mam wrażenie, że mogłaby się zgodzić.
A teraz mam kilka pytań do tu piszących:

Czy ktoś z Was został złapany na gorącym uczynku ? Jaka była reakcja i konsekwencje ?
Czy po przyznaniu się do zdrady ponownie małżeństwo może zacząć dobrze funkcjonować ?
Co myślicie o moich wariantach ?

Obserwuj wątek
    • sisi_kecz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 19:56
      A co tu jeszcze źle życzyć, kiedy ktoś pisze jak dupek ;)

      Co myślę o Twoich wariantach?
      Myślę,że jesteś pos.any ze strachu, że "stara " puści Cię kantem i nie możesz stawiać żadnych warunków.
      Możesz tylko dostosować się do okolicznośći, więc:
      na pewno udasz, że nic nie wiemsz i będziesz liczył, że superseksem ją przy sobie zatrzymasz.

      Gacie pełne, aż czuć przez ekran z Twojego postu.

      pozdro!!!
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:19
        Widzę, że nie czytasz uważnie. Żona nie ma pojęcia o moich grzeszkach, natomiast ja mogę ją złapać na pełnym wypasie, o ile faktycznie się puszcza, na co na razie nie mam dowodów. Ja też mam swoje skrupuły. Co jest winna kobieta tego gościa z dwoma dziećmi w wieku szkolnym (to zadziwiające, że ma kobietę 10 lat młodszą i poleciał na moją niedopieszczoną). Ja nie jestem posrany. Finansowo wszystko będzie po mojej myśli. Tylko, czy ja chcę się tak męczyć jeszcze ?
        • chrrr Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:54
          Ty masz grzeszki na sumieniu, a ona się puszcza? Puknij się w główkę kolego i chociaż raz w życiu przestań stosować podwójne standardy. Czym Ci ta Twoja żona zawiniła? Po co niby chcesz ją kontrolować? Sam sobie tego piwa nawarzyłeś. Zostaw ją w spokoju, niech robi co chce. Ja tu nie widzę sensownego rozwiązania.
          • m00nlight Moralność Kalego 19.10.10, 19:52
            Ot co.

            Jak Kali ukraść komus krowe, to dobrze, al jak ktoś Kalemu ukraść krowe, to źle.

            Wszystko w tym temacie.

            Zaakceptuj KARME :) Jak widać w Twoim przypadku zadzialalo bezbłędnie :)

            BTW nie zakladaj że żona nie wie o Twoich 'grzeszkach' , może wie doskonale, ale jej to 'rypie' przyslowiowo, bo ma innego chłopa ;)
            • sisi_kecz Off do m00nlight 19.10.10, 20:04
              Ty piszesz o moralności Kalego?

              było dobrze pić wino z kubka i udawać przed menem, że to kawka, bo sie o za częste drinkowanie czepiał,
              a jak men na porno stronę wchodzi (nawet sie nie kryje, bo zostawia powłączane strony, gdy opuszcza dom), to jest brzydki i gej?

              Kali... jest w każdym z nas i nie ma co palcem bliźniego wytykać.
              Najbardziej uniwersalna sienkiewiczowska postać :)
              • m00nlight Re: Off do m00nlight 19.10.10, 20:12

                Kaliber jest w tym wypadku nie do porównania. Zdrada to najgorsze co można w związku zrobić. A jak już się zrobi, to się tuli uszy po sobie, a nie chwali wszem i wobec a pozniej żali na forum że karma wrocila i co robic :P
                • sisi_kecz Re: Off do m00nlight 19.10.10, 20:20
                  m00nlight napisała:

                  >
                  > Kaliber jest w tym wypadku nie do porównania. '

                  Tak, kaliber jest nie do porównania, zaś zasada postępowania identyczna.
            • the_rest zrób quiz .... 26.10.10, 09:14
              niech internauci głosują na wariant A, B lub C..
              potem możesz zrobić quiz w temacie "którą ręką się podcierać" i znowu A, B, C.... itd. itp.
              po kilkudziesięciu quizach będziesz już mniej więcej wiedział jak żyć i jak rozwiązywać swoje problemy.
        • basia8.93 nie wiesz... 26.10.10, 09:39
          ale nie masz pewności, że żona wylądowała z nim w łóżku. pewnie gdyby tak się stało nie spałaby z Tobą. może czuła się niekochana i szukała potwierdzenia, że może być adorowana? pewnie nic więcej się nie stało. Twoje zainteresowanie żoną powinno sprawić, że nie będzie potrzebowała szukać uśmiechu innego mężczyzny...więc okazuj jej swoją miłość, zainteresowanie, uwagę i SZACUNEK. a kiedy już się uspokoisz i nabierzesz pewności, że jest tylko z Tobą i dla Ciebie - nie zmieniaj tego, dalej bądź czuły i dobry.
          • marnow244 Re: nie wiesz... 26.10.10, 09:56
            plizzz... czy myślicie, ze dwoje dorosłych ludzi jak się spotyka i czuje do siebie chemie to rozmawiają o literaturze???
            Krew nie woda :)
            tylko dla wielu różnica polega na tym że jak to robi facet na boku to jest ok ale jak kobieta, nawet jeśli to jest tylko jeden facet, z którym ma o czym porozwiać i jest jej dobrze w jego towarzystwie, to jest k..wa.
            • basia8.93 Re: nie wiesz... 26.10.10, 14:16
              e tam:) nawet jeśli (choć czasami pewnie na zaglądaniu w oczy się kończy), to chyba nie tak od razu, trochę to trwa zanim.
        • jordanbull Głąb czy prowokator? 26.10.10, 11:26
          Alboś Chopie taki gupi i wredny z charaktera, alebo któś zbiera społeczno opinie w temacie.
          Bo trza nie mieć rozuma coby samemu chyndożyć na bokiu a babie bronić!!
          Murzyńskie Kalego zasady przy Twoich to szczyt liberalizma eticznego!
          Jeźliś w ogóle prawdziwym stworem, weź się uchlaj alebo co, bo ni mogem tych pierdół saskich czytoć!
          I zmień se nicka na schatzidiota...
          • kasiunte Re: Głąb czy prowokator? 27.10.10, 21:33
            Jordanbull, kocham, KOCHAM Twoje komentarze :-PPP
          • fajnyschatz Re: Głąb czy prowokator? 28.10.10, 19:39
            E tam. Fanzolisz. U większości gatunków tak jest, że samce mają dostęp do dużej ilości samic i nie pozwalają im kopulować z innymi samcami. To nie ma nic wspólnego z rozumem.
            Sugeruję też zmianę nicka na kargulbull .
            • aandzia43 Re: Głąb czy prowokator? 28.10.10, 20:29
              fajnyschatz napisał:

              > E tam. Fanzolisz. U większości gatunków tak jest, że samce mają dostęp do dużej
              > ilości samic i nie pozwalają im kopulować z innymi samcami

              U większości gatunków czego? Roślinek, zwierzątek, stawonogów, naczelnych? Ja by z tą większoscią nei przesadzała. I zapomniałeś dodać, że przy haremowym systemie większość samców nigdy nie dostępuje rozkoszy kopulacji ;-)
              • fajnyschatz Re: Głąb czy prowokator? 28.10.10, 20:45
                Powiedzmy ssaków. Z tego co pamiętam u roślin nie rozróżnia się płci poszczególnych osobników.
                No i jednak w systemie haremowym są tacy, którzy dostępują zaszczytu kopulacji :-)
                Zresztą nieważne. Nie lubię, żeby ktoś się czepiał mojego nicka i instruował etycznie samemu mając głupawy profil na randki24.pl .
                • niezapominajka333 Re: Głąb czy prowokator? 29.10.10, 06:50
                  Z tego co pamiętam u roślin nie rozróżnia się płci poszczegól
                  > nych osobników.
                  Rozróżnia się, rozróżnia...
                  W twoich opcjach brakuje mi wersji z przyznaniem się do własnych zdrad.

                  Zachowujesz się jak dupek. Chciałeś, żeby żona sobie znalazła?
                  Spełniło się jak na zamówienie.
                  Walnij sobie rachunek sumienia za własne grzechy, a nie rozliczaj żonę za swoje spełnione życzenie.
                  Hipokryta do kwadratu.
    • songo3000 Fajny, wybacz ale nie mogę inaczej 18.10.10, 19:57
      he he he :P
    • gomory Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:20
      > Co myślicie o moich wariantach ?

      Twoje poprzednie historyjki uwazalem za wymyslone. Ta tez mi sie swietnie wpisuje w ten wariant. Nie moge tylko sie nadziwic jak sie moze komus chciec tyle klepac ;).
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:27
        Raz na parę miesięcy można poklepać. O trollizm byłem juz posądzany. Życie nie jest takie proste :-)
      • bigbadpig Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 23:34
        > Nie moge tylko sie nadziwic jak sie moze komus chciec tyle kl
        > epac ;).

        anglojęzyczni mają taki termin 'attention whore'. źródłem mitomani jak sądzę jest tutaj potrzeba wzbudzania zainteresowania właśnie, choćby wirtuanego. tak czy inaczej shatz może spróbuj uderzyć z tą burzliwą 'autobiografią' do jakiegoś wydawcy?
      • urquhart Ku pokrzepieniu serc 19.10.10, 09:37
        gomory napisał:
        > Twoje poprzednie historyjki uwazalem za wymyslone. Ta tez mi sie swietnie wpisu
        > je w ten wariant. Nie moge tylko sie nadziwic jak sie moze komus chciec tyle kl
        > epac ;).

        Ot, Gomory mam takie samo głębokie przekonanie. tani dydaktyzm. Taka literatura "ku pokrzepienia serc".
        Chęci iście zacne, wytrwałość godna uznania, wykonanie jednak kontrowersyjne.
        _____________________________________
        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • kobieta_z_polnocy Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:25
      A może pozostaniesz przy swoim oryginalnym planie: ty robisz na boku, żona robi na boku i cię nie molestuje więcej o seks, i żyjecie sobie wszyscy zdrowo i szczęśliwie?

      Przecież, jakby nie patrzeć, o to ci właśnie chodziło.
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:35
        Te myśli też już przeżułem. To działa jeśli jedno o drugim nie wie. Ja jednak wiem.
        Ona być może robi na boku, ale nadal ma oczekiwania wobec mnie i mam wrażenie że ją kompletnie zadowalam. Więc albo zwodzi faceta i nie daje mu dupy, albo ma libido wystarczające na dwóch, co nie jest aż takie niezwykłe, choć mi się to nie uśmiecha.
      • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:39
        ja sie tylko moge przylaczyc do songo ha, ha, ha. Samo zycie. Po prostu kocham Twoja zone!!! Jest po prostu babka w deche. Ma kobieta jaja!
        W ogole mi Ciebie nie zal, nie mam dla Ciebie litosci ani wspolczucia.
        No bzykaj sobie swoje na boku a i zonie daj bzykac innych. Ale nie, bo to Ty chcesz pociagac za sznurki. A noz widelec Cie zona zostawi i kto Ci bedzie gotowal i Cie obiegal na starosc, co nie? Az Ci sie wierzyc nie che, ze ktos chce bzykac Twoje "stare pudlo".
        Pewnie juz polecalam film "Merried Life"("zycie malzenskie").
        Nie przylapuj ich, nie przyznawaj sie, ze cos wiesz. Po prostu zacznij od teraz byc wzorowym mezem, ktory nagle przestal byc impotentem. Kto wie, moze zonie sie spodoba i wystarczy, nie bedzie szukala na boku, jezeli nie, coz...przegrales, zycie to nie bajka a kto nie ryzykuje w pudle nie siedzi :))
        Jeszcze raz: UWIELBIAM Twoja zone, chociaz jej nie znam. A Ty byles i jestes ciec! Amen
        • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:52
          kag73, cieć który ma wszystko pod kontrolą (no może oprócz własnych uczuć) to dziwny cieć. Nie chcę iść w te wątki i warianty, ale zauważ że: mogą zgnoić faceta, o ile zależy mu na jego kobiecie (jeszcze nie wiem czy żonie), mogę żywić poczucie winy u żony (to ja ją mogę złapać siedzącą na naprężonym kutasie), tylko nie wiem, czy tego chcę. Wasze posty póki co nie odpowiadają na moje pytania i nie są dla mnie żadną radą.
          • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:08
            No ja Ci doradzilam, no ale Tobie moja rada nie odpowiada. To tak na zasadzie "Doradzaj mi ale mi nie odradzaj", albo moze juz wiesz co zrobisz i chcesz, zeby Cie w tym utwierdzic.
            Skoro bylo spoko, ze kochales zone a jednoczesnie chodziles na boki, nich bedzie spoko, ze ona kocha Ciebie i jednoczesnie chodzi na boki. I wszyscy sa zadowoleni. So what? To nie mydlo, najwazniejsze, ze dla Ciebie wystarczy, bo jej z Twojej strony nie wystaraczalo.
            Hmm, niestety nigdy nikogo nie przylapalam ani nie zostalam przylapana, wiec nie wiem jak to jest albo by bylo. Zawsze jest nadzieja, ze sie zona uspokoi jak bedzie w domu dobrze "dopchnieta".
            A jak bedzie chciala od Ciebie odejsc to i tak odejdzie, wolnym czlowiek jest w koncu.
            • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:16
              a ja slyszalam ze jest duzo zabojst, smobojst itd efektem przylapania kogos kogo sie kocha na zdradzie. Trzeba pamietac ze nie kontrolujemy emocji tak jakbysmy tego pewnie chcieli. Zazdrosc jest poteznym uczuciem. Czesto potem tacy zemowie co zabili kochanka albo udusili zone tlumacza sie ze byli niepoczytelni w tamtej chwili. Zreszta... nie dziwie sie.
              • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:22
                Fakt, tez znam taka historie. Facet wojskowy przylapal zone na goracym uczynku i zastrzelil ja i siebie. Boze, straszne, dwojka malych dzieci bez rodzicow. Nie miesci mi sie to w glowie, ale podobno wszystko jest mozliwe na tym swiecie.
                Fajny jest w o tyle lepszej sytuacji, ze bylby przygotowany duchowo na to co zobaczy.
                • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:52
                  ja bym wolala ukryte kamerki w domu zamatowac - przynajmniej jak sie ogladnie to moze i noz w kieszeni sie otworzy ale nie bedzie w domu nikogo pod reka.

                  A tak, ja tez sama nie wiem jak bym zareagowala gdybym byla swiadkiem aktu zdrady. A z facetami to jest tak ze maja swoje hormony, i sa silniejsi fizycznie, ale chyba slabsi psychicznie, i nie myslami nie wychodza w przyszlosc - tylko dzialaja impulsywnie- dlatego nie slyszy sie o kobietach morderczyniach tak czesto jak o facetach.
                • jezliva Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 10:00
                  tez znam taka historie, to byla moja kolezanka. facet zabawial sie za jej plecami, pil i ogolnie mial w d***e. nie wiem dlaczego, ale ona wciaz chciala ratowac to malzenstwo, pewnie dla dziecka. tak minelo 6 czy 7 lat piekla. kolezanka spotkala kogos, zakochala sie i zaczela przygotowywac rozwod i planowac nowe zycie. wspanialy maz wykryl zdrade, ale w jego glupiej glowie nie ponosil za nic winy, za to ona byla k***a. zastrzelil ja i siebie na kilka dni przed pierwsza rozprawa. dziecko mieszka z babcia i byc moze nigdy nie otrzasnie sie z traumy, a ja byc moze nigdy nie przyzwyczaje sie, ze nie moge do kolezanki zadzwonic, takie to nierealne.

                  maly wniosek dla ciebie: kto igra z ogniem, od ognia zginie. nad zdrada w malzenstwie na pewno mozna z czasem przejsc do porzadku dziennego, ale g***o i tak zawsze w koncu wyplynie na powierzchnie. g***o "kontrolowane", czyli klub swingersow, tez moze byc poczatkiem konca.
              • zakletawmarmur Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 00:44
                > amtej chwili. Zreszta... nie dziwie sie

                No co Ty, taką okazje na trójkąt zmarnować:-)
            • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:21
              No, to jest już bardziej rzeczowy post. Mi zależy na żonie, a nie na tym żeby ją przyłapać. Od dawna już nie skaczę na bok, i dlatego tak mi to dokucza. Póki co będzie w domu tak dopchnięta, że musiało by ją boleć, gdyby chciała coś więcej.
              • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:26
                Aha, a to ciekawe. A dlaczego juz nie chodzisz na boki, jezeli wolno zapytac?
                Noo, to sie staraj, nie tylko seks ale i cala reszta musi pasowac, zafunduj jej druga wiosne w zwiazku, romantycznosc i te pierdy. Moze pomoze. Zmusic kogos do wiernosci nie mozna, i tez nie w tym rzecz, partnerka/partner musi sam tego chciec. Mimo, ze jestesmy w malzenstwie, jestesmy wolnymi ludzmi. Schlebia mi, ze maz sypia tylko ze mna, ale zabronic mu bzykac innych nie moge. jezeli by to zrobil, jedyne co moge to wyciagnac konsekwencje, jezeli mam problem z jego niewiernoscia.
                • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:53
                  kag, po kolei: na boki już nie chodzę, bo to wymaga zbyt wiele zachodu (a nie mam zamiaru na to wydawać pieniędzy). Jeśli chodzi o te "pierdy" to masz rację. Zrobiłem kilka rzeczy, których nie chciałem robić wcześniej (nie napiszę bo mógłbym zostać zidentyfikowany) i widzę, że to działa. Kag napisz na priva. Albo ja napiszę.
              • permanentne_7_niebo Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 11:21
                Dopiero, jak coś się zrobiło nie halo to zacząłeś ją dopychać? B. dobrze, dopychaj dalej i nie przestawaj, 'związek' może uschnie, a kobieta już będzie wiedziała, co się z Tobą robi, żebyś zaczął poprawnie funkcjonować, gdybyś się znów zepsuł i zimpotencił.
          • chrrr Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:01


            > kag73, cieć który ma wszystko pod kontrolą (no może oprócz własnych uczuć) to d
            > ziwny cieć. Nie chcę iść w te wątki i warianty, ale zauważ że: mogą zgnoić face
            > ta, o ile zależy mu na jego kobiecie (jeszcze nie wiem czy żonie), mogę żywić p
            > oczucie winy u żony (to ja ją mogę złapać siedzącą na naprężonym kutasie), tylk
            > o nie wiem, czy tego chcę. Wasze posty póki co nie odpowiadają na moje pytania
            > i nie są dla mnie żadną radą.

            Boś sobie wybrał tylko te warianty, które jak zwykle stawiają Cię na wygranej pozycji i ratują Ci dupę. A pali się pod nią aż... no muszę - he he he:D Nie myślisz o swoje żonie. Nawet dziwisz się, że ktoś na nią poleciał, mimo że ma młodszą na podorędziu. Nic Cię nie obchodzi jej szczęście, boli zraniona duma, stąd te pomysły. Kag już Ci napisała sensowne wyjście - udawaj, że niczego nie zauważyłeś i zacznij być dobrym mężem. Jak jej wystarczysz, to masz szczęście, jak nie to masz, co chciałeś. Staroświecko powiem - to jedyne chyba honorowe wyjście.
    • gacusia1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 20:59
      Jak dla mnie to daliscie sobie "po razie" i koniec. Nie ma co omawiac zdrad,bo i po co? Mysle,ze gdybys jej powiedzial,ze wiesz to juz przestaloby byc tak slodko.
      No ale tak z drugiej strony-bzykac zone ze swiadomoscia,ze ona bzykala sie godzine temu z innym to juz hardcore :)
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:14
        "Po razie" nie istnieje w tym wypadku. Ona nie ma pojęcia o tym co ja kiedyś robiłem. Dlatego na razie mam zamiar odczekać. Jeśli stwierdzi, że we mnie zaszły nieoczekiwane zmiany i zamrozi swoje kontakty, to myślę, że się do tego dopasuję, ale jeśli ona pociągnie dalej i będę widział, że podgrzewa tę znajomość to jednak poniesie tego konsekwencje. To co mam w ręce wystarczy każdemu sądowi, żeby uznać winę rozpadu małżeństwa.
        • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:17
          Fajny, Schaetzchen, ale przeciez Ty kochasz zone. Dlaczego chcesz sie rozwodzic?
          Do tej pory wylacznosc seksualna tez nie byla dla Ciebie wazna.
          I skad ta pewnosc, ze ona nie wie o Twoich poczynaniach?
          • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:35
            kag73, czuję minimalną nutkę sympatii :-)
            Ona nie ma żadnych, najmniejszych, jakichkolwiek możliwości, żeby mi udowodnić, że byłem niewierny. Nie sądzę, żeby pobierała próbki spermy w miejscach, gdzie ją zostawiałem.
            Powiem jasno o co mi chodzi: jestem kurewsko zazdrosny i nie mam zamiaru odwiedzać miejsca, gdzie niedawno był inny kutas. Jeśli to się dzieje, to chcę to przerwać. Ale chcę to przerwać w sposób jak najmniej bolesny. Gościu mógł polecieć na moją żonę, bo jest na prawdę bardzo ładna (ja bym jego żony nie chciał przelecieć), ale ja mam zamiar to przerwać. Chcę to zrobić z najmniejszymi, możliwymi konsekwencjami i szukam porady. jak na razie ludzie pisza bzdety.
            • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:44
              To moze uzyj jakiegos triku. Jezeli wiesz gdzie oni sie spotykaja, mozesz jej kiedys powiedziec, ze ktos Ci mowil, ze ja z jakims facetem widzial tam i tam jak se w oczy patrzyli. Zaraz dorzuc, ze pewnie ja z kims pomylil i ze Ty bys tego goscia co sie z nia spotyka, ZAPIERDOLIL jezli to bylaby prawda a jej spakowal walizki. Moze zona sie wystraszy i zakonczy sprawe, tym bardziej, ze u Was w lozku goraco. Niezbyt to fair i troche prymitywne, ale...co robic :)
              • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:16
                :-) kag73, mam takie pomysły też, ale myślę, że tu na forum dostaniesz za to po dupie :-)
                Są i inne możliwości zastraszania (na przykład przy pomocy nagich zdjęć, albo nagrań audio), ale mi na tym nie zależy. Tzn. jeśli się bzykała we wszystkich kierunkach, to z pewnością jej życia nie ułatwię.
                • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:32
                  fajnyschatz napisał:

                  > :-) kag73, mam takie pomysły też, ale myślę, że tu na forum dostaniesz za to po
                  > dupie :-)
                  > Są i inne możliwości zastraszania (na przykład przy pomocy nagich zdjęć, albo n
                  > agrań audio), ale mi na tym nie zależy. Tzn. jeśli się bzykała we wszystkich ki
                  > erunkach, to z pewnością jej życia nie ułatwię.

                  A nie, zdjecia i takie tam to juz by bylo zbyt oczywiste i udowodnione a nie o to chodzi.
                  Z drugieje strony moze sie zdarzyc, ze zona zacznie sie lepiej ukrywac, jezeli niby gdzies ktos ja widzial.
            • jesod Odwrócona sytuacja 18.10.10, 23:16
              fajnyschatz napisał:
              > Powiem jasno o co mi chodzi: jestem kurewsko zazdrosny i nie mam zamiaru odwied
              > zać miejsca, gdzie niedawno był inny kutas.

              Hmmm........ Pomyślałeś wcześniej o tym, czy ona miała (by) ochotę na kutasa, co urzędował wcześniej w innej cipie. Skarbeczku.... :P

              fajnyschatz napisał:
              > ja mam zamiar to przerwać. Chcę to zrobić z najmniejszymi, możliwy
              > mi konsekwencjami i szukam porady.

              Zamiar to możesz mieć, ale nie zapominaj, że to jest Twój zamiar, bo ona może mieć już zupełnie inny. :)
              Twierdzę, że nic w przyrodzie nigdy nie ginie.... Wszystko potrafi wrócić, aby można było wiedzieć i poznać smak.

              fajnyschatz napisał:
              > jak na razie ludzie pisza bzdety.

              No i nie może być inaczej, bo przecież najmądrzej piszesz tutaj Ty. :P
              Zapomniałeś jednak, że kobiety mają takie "coś", co się nazywa intuicją...... A Twoja żona chyba jest kobietą? :-))))))))








              • kag73 Re: Odwrócona sytuacja 18.10.10, 23:29
                Tu Ci przyznaje racje, jasod, tak w zyciu bywa: Bylo sie kiedys w zyciu swinia na pewno samemu tez trafi sie kiedys na swinie. Z doswiadczenia mowie:)
                • jesod Re: Odwrócona sytuacja 19.10.10, 00:03
                  kag73 napisała:
                  > Bylo sie kiedys w zyciu swinia na pewno samemu tez trafi sie kiedys na swinie. Z
                  > doswiadczenia mowie:)

                  Nie mam doświadczeń bycia świnią.... :) Ale z przyjemnością obserwuję świnie i widzę, że przepowiednia się spełnia. Wcześniej, czy później...... Wszystko wraca - jak bumerang.
                  Jak nie w tym, to w następnym wcieleniu. :-))))))

            • prawdziweja Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 00:57
              zaraz zaraz, przecież Ty nawet nie wiesz czy ten kolo ma żonę...
            • gravedigger1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 09:55
              fajnyschatz napisał:

              > Powiem jasno o co mi chodzi: jestem kurewsko zazdrosny i nie mam zamiaru odwied
              > zać miejsca, gdzie niedawno był inny kutas. Jeśli to się dzieje, to chcę to prz
              > erwać.

              Fajny, zadziwiasz mnie swoją postawą. Sam bzykałeś sobie na lewo i prawo, a swojej żonie zabraniasz??? Niech ona sobie też pobzyka.
            • bon.zee Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 09:21
              nie za bardzo rozumiem na czym niby oparty jest wasz zwiazek. na zaufaniu, szacunku? oczywiscie, ze nie. na manipulacjach, inwigilacji? najprawdopodobniej
              psychoterpia
        • m00nlight zaraz zaraz 19.10.10, 20:01

          Skakales na boki aż milo, ale żonie chcesz w sądzie 'winę' udowadniac? Mimo że wiesz dokladnie że Twoja byla przynajmniej taka sama?

          No tak, jakie to ... typowe :)
      • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:15
        Sytuacja jest trudna, bo jezeli powiesz zonie, ze wiesz, moze ona miec wyrzuty sumienia, objekcje, problemy z tym. Z drugiej strony niewykluczone, ze rzuci Ci w twarz, ze Ty tez chodzisz na boki, bo moze o tym wie, w koncu Ty tez sie dowiedziales, moze ona tez, powody, zeby sprawdzic owszem miala.
        Jedno jest pewne, zdrada zony dziala na Ciebie jak afrodyzjak, dziwne, ze nagle masz ochote na seks z nia, bo do niedawna nie miales.
        I nie wiem co tutaj maja pomoc swingersi. Chodzi o to, zeby miala przesyt i nie chodzila po ktyjomu na boki? A co jezeli jeszcze bardziej ja to rozkreci?
      • rikol Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 00:13
        Oczywiscie, ze ten koles nic nie zrobi, bo jest tchorzem. Karty w tym zwiazku rozdaje zona. Jak widac, jest na tyle atrakcyjna, ze bez trudu znajdzie sobie kilku kolesi naraz i nie musi za to placic (tak jak jej maz na przyklad). Moim zdaniem zona doskonale wie o niewiernosci meza, tylko przez takt nie poruszala tego tematu.
    • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:13
      Bony, ja ostatnio tyle nasluchalam sie historii o zdradach itd... ze ja sama jestem przerazona czy kiedykolwiek w przyszlosci zaufam komukolwiek. jeden wielki burdel na tym swiecie, a ja jedna naiwna bylam myslac ze mozna byc szczerym wedlug partnera. Chyba mi rodzina bajek nawciskala w czasie dziecinstwa, a ja to lyknelam. Hallooo!!! ziema wzywa!
      • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:19
        Nie trac nadziei, xciekawax, bywaja na tej ziemii "uczciwi" ludzie ;) Ja sama znam paru!
        • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:47
          a wolni przynajmniej? ;P

          Podobno nadzieja matka glupich ;P ;P

          Z ta uczciwoscia tak bywa ze ja myslalam ze tez znam uczciwego - mojego meza.

          Moze napotkam kiedys takiego samego naiwniaka jak ja, chle chle....

    • lilyrush Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:41
      Boskie!!! wielkie brawa dla Zony. Zasłużyłeś sobie, żeby jeszcze Cie teraz zostawiła
      A w Twoje teksty jak to Ty wszystko kontrolujesz nie wierze, bo jakoś niedawno nas przekonywałeś, ze laski sie do ciebie pchają drzwiami i oknami a teraz ich jakoś nie widać...
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:31
        lily głuptasku, laski są po to żeby je rżnąć, a nie pomagać w trudnych chwilach. One nie mają nic wspólnego z kontrolą rzeczywistości. Mają cierpliwie wypinać pupę, aż seans się skończy.
        • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:33
          Ale kasia, kasia, Schatzo, wszystko kosztuje. Mlode dupy juz nie takie glupie, oj nie, musi sie oplacac!
        • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 20:08

          Skoro tak instrumentalnie traktujesz kobiety, w tym żonę ('stare pudło'?!)

          Ty nie jesteś w stanie kochac kogokolwiek, no, może poza sobą i swoim 'ego'. I cale nie zależy Ci na małżeństwie, bo kochasz to 'stare pudło', po prostu GUL ci chodzi i żal dupe ściska, że ktos ŚMIAŁ sę dobrać do twojej 'własności'.

          Nóż się w kieszeni otwiera. Chuj z kasą, i tak lepiej dla niej jeśli Cie zostawi . Gorzej jej będzie trudno trafić... Ona jest ładna babka, szybko kogoś znajdzie, a Ty ani sie obejrzysz a bedziesz starym, samotnym piernikiem. I jedyna,jaka się przed Tobą grzecznie wypnie, to panna lekkich obyczajów (ktora przed Toba miala nie jednego, ale powiedzmy dziesięciu pod rząd, hehe).
          • bon.zee Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 09:36
            jest bardzo duze prawdopodobienstwo, ze autor tego watku jest zwyklym psychopata (oni wbrew pozorom, nie tylko morduja): nie ma poczucia winy, sumienia, empatii, kobiete jak piszesz traktuje instrumentalnie, nie jest zdolny do glebokiego zwiazku z kimkolwiek, bo... matka natura bu na to nie pozwoli (leku na to nie ma)..
    • potwor_z_piccadilly Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:44
      Ni to jeszcze jeden "bzdet".

      Nosil wilk owiec kilka.
      Poniesli i wilka.
      • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 21:46
        Oj, nie ma lekko na forum fajnyschatz, nie mial wtedy a i nie ma teraz :)
        • zakletawmarmur Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:13
          Każdemu powinno się dać szanse na poprawę:-)
    • zakletawmarmur Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:05
      > mną być. Jest po prostu fantastycznie.

      I co, można?
      Można:-)

      Odpowiedziałabym sobie na dwa pytania...
      Czy zazdrość o żonę sprawiła, że masz większą ochotę na seks z nią?
      Czy byłbyś w stanie wybaczyć jej ewentualną zdradę?

      Może faktycznie warto byłoby spróbować z klubem dla swingersów. Kiedyś Kutuzow tu wspominał o "bezpiecznej opcji"- idziecie jako para ale nie uprawiacie seksu z innymi tylko oglądacie.
      • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:16
        "Może faktycznie warto byłoby spróbować z klubem dla swingersów. Kiedyś Kutuzow tu wspominał o "bezpiecznej opcji"- idziecie jako para ale nie uprawiacie seksu z innymi tylko oglądacie."

        A niby po co im to w takiej wersji? Przeciez im sie razem bzykac chce i seks jest fantasyczny, nie musza sobie robic apetytu gdzies indziej. Tak to widze.
        • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:22
          Jest pewien niuans. Ale tak jak Kaczyński. Wiem, ale nie powiem.
          • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:25
            No powiedz, moze sie czegos naucze!
            • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 20:14

              A ja wiem.

              Te babki od swingersow to pewnie też będą 'stare pudła' a to schatza jak wiadomo nie kręci :P
        • zakletawmarmur Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:43
          Jeśli zazdrość działa na niego jak afrodyzjak to sama wizyta w takim miejscu już może działać podniecająco. Wystarczy ta świadomość, że inni mężczyźni mogliby jego żonę chceć przelecieć, że jego żona też myśli o innych, że on może pieprzyć żony innych...

          No i powiedzmy sobie szczerze, chodzi o wybadanie gruntu. Może się okazać, że któreś z nich będzie zbyt zazdrosne i eksperyment trzeba będzie zakończyć:-) Dlatego piszę, że to bezpieczna opcja.

          Warto najpierw żonę oswoić z tym pomysłem w łóżku. W trakcie seksu pikantnie porozmawiać o osobach trzecich... Np. o tym, że ktoś obcy ją bierze...
          • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 22:49
            ja jestem niekumata :) Zazdrosny to on jest juz teraz, bo mu zona ewentualnie na boki chodzi albo ma adoratora. Nie jestem pewna czy ona spotyka sie z tamtym, bo mysli o wzbudzaniu zazdrosci w mezu. Watpie :(
            • zakletawmarmur Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 18.10.10, 23:19
              No wiesz, gdyby miał pewność, że żona chce w nim zazdrość wzbudzić to efektu by nie było:-)
    • potwor_z_piccadilly Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 00:01
      fajnyschatz napisał:

      > Poproszę aby zakończyła tę aferę i powiem, że ją
      > rozumiem, że
      > ostatnie lata mogły być dla niej okropne, ale teraz postaram się to zmienić

      Koniecznie przepraszaj na kolanach i nie zapomnij o jednym. Popros unizenie o jakies zgrzeblo bys mogl podrapac poroze gdy Cie zaswedzi. Jesli jednak mieszkasz w poblizu terenu zadrzewonego, to zgrzeblo nie bedzie Ci potrzebne. Podrapiesz sie wzorem jelenia.

      > . . Mam taki pomysł, żeby zgłosić się do klubu swingersów i wtedy być
      > może wszystko się rozładuje.

      Tu to juz tracasz o dewiacje nazwana przez seksuologow " syndromem prowokowanej zdrady ".
      Probuj. Nie licz jednak na to ze wszystko sie rozladuje. Mozliwe jest tylko ze Ty sam sie rozladujesz. W tym przypadku nie zapomnij po tym spuscic wode.
      Widzisz gosciu, to ze sisi nazwala Cie dupkiem to male piwo. Stalo sie cos gorszego. Przy standardowym " pozdro " zabraklo slowa duze, a to juz powinno dac Ci do myslenia.

      • chrrr Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 00:27
        Potworze, a czytałeś stare wątki fajnego? Tytuły bodajże "stare żony-dopust boży" i "stare żony-suplement".
      • aga13133 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 00:32
        Jedna sprawa- żona z kimś flirtuje, możliwe, że doszło do czegoś więcej ale nie rozumiem skąd opcja taka, że kiedy mąż żonę wybzyka na zapas w domu ona odstawi adoratora... Nikt nie bierze pod uwagę, że ta znajomość to dla niej nie tylko seks? Może szuka w niej czegoś czego brakuje jej ze strony męża? Seksu jest pod dostatkiem więc chodzi o co innego. A w takim wypadku na nic najlepsze bzykanie pod słońcem w domu.
        • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 20:18

          Albo wystarczy fakt że czuje się atrakcyjna, adorowana, i kochanek na pewno nie nazwie jej starym pudłem?
    • kompresor666 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 01:54
      sam walisz/łeś na boku, a teraz wielce zazdrosny jestes? Myslalem ze nie jesteś takim hipokrytą.

      a nie jest czasem tak, że spadła twoja samo-ocena odnośnie wartości na rynku i ze strachu próbujesz ratować to co masz?
      Przecież pisałeś że seks z żoną cie tylko wkurza, to o co to halo? Albo trolujesz, albo czujesz się mocno zagrożony.

      • kwiatek2-1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 06:40
        "Trzeba uważać z wypowiadaniem życzeń, bo niektóre sie spełniają". Cóż, jedno Twoje życzenie się spełniło. Dziwisz się? lekceważyłeś żonę, odtrącałeś ją - myślisz, że tego nie czuła? Tamten facet swoimi komplementami przypominał jej, że jest kobietą, że warta jest zainteresowania; gdybyś Ty widział w niej wtedy kobietę, tamten na pewno nie pojawiłby się.
        Czemu niektórzy doceniają żony, uświadamiają sobie, że je kochają dopiero, gdy boją się, że mogą je stracić? Dopóki są wierne, oddane, to są odtrącane, lekceważone, nie widzicie ich samotności i cierpienia.
        Jedyne, co możesz teraz zrobić, to kochać żonę i okazywać jej to. Myślę, że to wystarczy, by tamten przestał być potrzebny.
        • rikol Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 00:19
          W to bardzo watpie. Po co ma odtracac kogos, kto w gruncie rzeczy naprawil jej malzenstwo?
    • aandzia43 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 19.10.10, 12:04
      Na początek sakramentalne: "a dobrze ci tak!" zamiast "szczęść Boże".
      Teraz będzie rada z tych, co ich nie potrzebujesz: odwal się od swojej kobity. Na dobry początek bzykniesz ją parę razy, bo ci libido skoczy wraz z adrenaliną, kobieta zrezygnuje z miło rozwijającej się znajomości, bo sobie pomyśli, że to reaktywacja związku, ty przestaniesz się ją interesować, jak już będzie cała twoja, a ona znowu będzie niedopieszczona.
      Oczywiście nei skorzystasz.
      • efi-efi Re: obstawiam jak gomory i urqu 20.10.10, 11:45
        Bajki o żelaznym wilku i tyle.

        Jakoś nie wierzę w metamorfozy . A szczególnie takich wypranych z wszelkich uczuć kolesi.
        • eudajmonika nijak nie obstawiam 20.10.10, 13:23
          efi-efi napisała:
          Jakoś nie wierzę w metamorfozy . A szczególnie takich wypranych z wszelkich uczuć kolesi.
          --
          Nie sądzę aby to była metamorfoza. FS jednak niewiele się zmienił - był i pozostał sarkastycznie szczery, skoncentrowany na sobie i ...skąpy. Nie zmieniło się również, wbrew pozorom, jego nastawienie wobec żony - śmiem twierdzić, że FS zawsze żonę kochał i kocha - bardzo przeżywał jej starzenie się, swoje negatywne wobec tych zmian odczucia, swoje zdrady. Próbował trwać w związku, zachować status quo, pomimo że otworzyły się przed nim alternatywne możliwości, o których pisał. W końcu to właśnie uczucie jest bazowym założeniem, które warunkuje jego dalsze opisane działania.
          Jeśli więc nie metamorfoza, to co?
          Raczej nagłe uświadomienie sobie czegoś, na co wcześniej nie zwracało się zbyt wielkiej uwagi lub świadomie ignorowało, np. dla wygody, a teraz tego ignorować już nie można. A czy nie tak się właśnie uczymy? O sobie, o innych, o związkach?

          Więc moja ewentualna rada zależałaby od odpowiedzi na to pytanie: Czego się FS nauczyłeś?
          • jesod Pozory 20.10.10, 13:39
            eudajmonika napisała:
            > śmiem twierdzić, że FS z
            > awsze żonę kochał i kocha - bardzo przeżywał jej starzenie się, swoje negatywne
            > wobec tych zmian odczucia, swoje zdrady.

            Małe sprostowanie, człowiek, który kocha nie postępuje tak, jak FS.
            To raczej Jego stan posiadania został naruszony - stąd taka niby histeryczna reakcja w temacie.
            • m00nlight otóż to 20.10.10, 16:49

              To nie jest żadna 'miłość' on nawet za grosz szacunku do żony nie ma, a co dopiero mowic o miłości.

              Po prostu nie może zdzierżyć tego, że żona robi z niego frajera na co, naturalnie, sam sobie zasłużył. Zachowuje się jak dzieciak co zawsze chce się bawić akurat ta zabawką, po którą sięgnął już ktoś inny, gdyby stala samotnie na półce nawet by sie nie interesowal. Nagle to 'stare pudło z obwisłymi cyckami' stało się 'bardzo ładną babką'? Wcześniej nie była ładna? Była, ale dopoki byla wyłączność i nie bylo bezpośredniego ryzyka utraty, nie była wrata zainteresowania. Teraz nagle zyskała na wartosci, tylko dlatego ze zainteresowal się nią ktoś inny. I to nie ma nic wspolnego z 'miłością'.
          • sisi_kecz Dobra jesteś 20.10.10, 13:42
            za dobra ;)

            Ta miłosc fajnego do zony, wyraza sie poprzez:
            pogardliwe i wulgarne o niej pisanie?
            przez strach o swojje dupsko, kiedy ona kogos ma?
            przez wywyzszanie sie i napawanie swoimi zdradami?
            przez brak szacunku do jej osoby, jej wyborów, jej uczuć?
            czy tez fajnego miłosc do zony, to kombinowanie jak ją poniżyć i załatwić w sadzie, zeby pomimo tego, iż to on zdradzał na pęczki (rzekomo), to ona wyszła na stronę winnarozpadu. malzeństwa?

            Piekne to uczucie...


            tez obstawiam, ze fajny sie nie zmienił,
            to dupek w konstansie ;

            duze pozdro!!!
            • eudajmonika Re: Dobra jesteś 20.10.10, 14:36
              A na czym ta dobroć miałaby polegać? Raczej trzeźwo oceniam sytuację. Facet jest jaki jest, constans od początku do dzisiaj. Żona chyba za mąż za niego pod groźbą nie wychodziła, co? Jedno drugiego warte. A Wy tymczasem kobiecie wystawiliście pomnik, bo skoro FS taki skurwiel, to ona pewnie owieczka. A przecież tak nie jest.
              Dalej, piszesz, że miłość FS do żony nic nie warta. A zastanawiałaś się kiedyś, Sisi, dlaczego facet siedzi na forum i pisze o tych starych żonach i ich obwisłych cyckach? Robi z siebie totalnego dupka, nie wycofuje się z żadnego politycznie niepoprawnego twierdzenia do ostatniego wpisu w wątku? A przecież łatwo mógłby uzyskać aprobatę. Mamy tutaj na forum przykłady nagłych zmian osobowości, stanu posiadania i stanu błogosławionego (;-P), dzięki którym można uzyskać zrozumienie, podziw, współczucie, czy groszowe porady.
              Nie o to mu chodziło. Więc o co? Jesod pisała o pozorach, ale nie dociągnęła myśli do końca. Może warto?
              Piszesz w końcu, że facet podszyty tchórzem o swój tyłek. Naprawdę myślisz, że żona FS chociaż ładna zaangażuje się w uczciwy związek z facetem o 10 lat młodszym z dziećmi w wieku szkolnym? Nawet jeśliby w szaleństwie dała się ponieść, to przecież jej kochaś szybko postawi temu granice nie do przejścia.
              • sisi_kecz Re: Dobra jesteś 20.10.10, 14:57
                Mnie tu akurat postac zony fajnego najmniej intreresuje, bo nie ona tu pisze.
                Nie mam o niej zdania i nie glosze peanów.

                To, ze fajny pisze swoje watki w konsekwentnej manierze płytkiego obleśniaka pomieszanego z mitomanem, to nie jest dla mnie dowód ze kocha swoja zone, tylko ze kocha siebie.

                duze pozdro!!!
              • ore.ona Re: Dobra jesteś 20.10.10, 16:06
                Mamy tutaj na forum przykłady nagłych zmian osobowości, stanu posiadania i stanu błogosławionego (;-P), dzięki którym można uzyskać zrozumienie, podziw, współczucie, czy groszowe porady.<
                o próba manipulacji osobą sisi? Tam za a tu przeciw?
                Toć sisi się nie da;)
                a facet?
                Kocha jak umi, a umi dopiero jak wymyka mu się z rąk/wtedy nie widzi że starszawa już;).
                • sisi_kecz What? 20.10.10, 19:12

                  o próba manipulacji osobą sisi? Tam za a tu przeciw?
                  > Toć sisi się nie da;)

                  ore.szko? łoco Ci biega?

                  a facet to ma taryfe ulgową?
                  "Kocha" żone na swój sposób, czyli nie mieszczący sie w żadnej definicji miłości, ale to spoko to facet.

                  Dziwne skąd Ci poeci potrafili opisać miłość?
                  chyba im żony wiersze pisały- wyszła teraz historyczna ściema światowej literatury.

                  Byron! oddawaj "pomnik trwalszy niż ze spiżu" !

                  ;)
                  • ore.ona Re: What? 20.10.10, 19:30
                    > ore.szko? łoco Ci biega?<
                    łotakie argumenty e..moniki, co nie rozumiem o co chodzi:)
                    wciełam się, rzecz jasna
                    bo tak sobe pomyślałam:
                    rebeliantką manipulować?
                    he, he
                    nie da się

                    > a facet to ma taryfe ulgową?
                    > "Kocha" żone na swój sposób, czyli nie mieszczący sie w żadnej definicji miłoś
                    > ci, ale to spoko to facet.

                    facet powiedział że kocha,więc trza przyjąć że kocha jak umi
                    • sisi_kecz Re: What? 20.10.10, 20:44
                      każdym sie da manipulować,
                      a rebeliantami bardzo łatwo,
                      najtrudniej to chyba cynikiem, co to wszystko w ironię obraca.
                      Ale jaka manipulacja! prawda, eudajmoniko? ;)))

                      "kocha jak umi" jest synonimem: "nie umi kochać ale jest facetem, więc żeby nie było mu przykro (źle, kastrująco, żeby sie do reszty nie zniechęcił- do wyboru) to mówimy, że jakoś tam, po swojemu kocha" ?

                      Jeśli tak, to ok., tylko po co Ci ta postawa nadopiekuńczosci nad dorosłą osobą- ore.szko?

                      duze pozdro!!!
                      • ore.ona Re: What? 20.10.10, 21:07
                        > "kocha jak umi" jest synonimem: "nie umi kochać ale jest facetem, więc żeby nie
                        > było mu przykro (źle, kastrująco, żeby sie do reszty nie zniechęcił- do wyboru
                        > ) to mówimy, że jakoś tam, po swojemu kocha" ?<

                        Fajny to faktycznie facet. Znam też kobiety, które kochają po swojemu/np. przez pryzmat własnego egoizmu/. Każdy kocha tak jak umie, jak go nauczono/ jakie miał wzory i jak bardzo ma rozwinięty ośrodek uczuć w mózgu. Nie jest ważne czy kobieta czy mężczyzna.
                        Zawsze opieram się na tym co napisze o sobie i swoich uczuciach autor/ka.

                        tylko po co Ci ta postawa nadopiekuńczosci nad dorosłą osobą - ore.szko?<

                        Nie zauważyłam żebym była w tym konkretnym przypadku nadopiekuńcza, choć przyznam że często to słyszę, więc pewnie jest to moja cecha charakteru.
                        Siła wyższa;)
                        • sisi_kecz Re: What? 20.10.10, 21:24
                          Wydaje mi sie, ze taka opinia: ze kazdy ma swoja wizje miłosci i kazda wizja moze byc obiektywnie nazwana miłoscia, to nadopiekuncza ochrona z Twojej strony - nie rozumiem, po co to robisz.

                          Chyba jestes z tych, co czytując autobiografie seryjnych mordercow, wzruszają sie i przyznają im prawo do nazywania zabójstw- leczeniem traumy z dzieciństwa ;)

                          Ciepła duszyczka z Ciebie, ale nie zagłaskujmy rzeczywistości do przesady, bo nic z tego nie wynika.

                          duze pozdro!!!
                          • ore.ona Re: What? 20.10.10, 21:43
                            Wydaje mi sie, ze taka opinia: ze kazdy ma swoja wizje miłosci i kazda wizja mo
                            > ze byc obiektywnie nazwana miłoscia<

                            sisi,
                            ja nie wiem czy to co nazywasz miłością istnieje/związki m-k/.
                            Rozumiem tylko że jeśli ktoś mówi że kocha to tak myśli, ja przyjmuję to do wiadomości.
                            To czy według mnie jest miłość czy nie, to tak jak wyżej-sama nie wiem czy istnieje, choć nadzieję mam:)

                            > Chyba jestes z tych, co czytując autobiografie seryjnych mordercow, wzruszają s
                            > ie i przyznają im prawo do nazywania zabójstw- leczeniem traumy z dzieciństwa ;
                            > )
                            he he,
                            raczej rozumiem że w dzieciństwie wiele widzieli i doświadczyli, oraz że nikt nie rozwijał w nich wrażliwości i że genetycznie są obciążeni co z góry skazuje ich na kiepską przyszość a innych na jeszcze gorszą.
                            Niedawno delikatna dziewczynka z sąsiedztwa opowiadała mi jak jej małego kotka rozerwały psy/ jej koleżanka szlochała w histerii/ ona przedstawiła mi suchy fakt bo zdarzyło się to już po raz kolejny. Uodporniła się, zaakceptowała jako coś normalnego, coś co może się zdarzyć.
                            Patologia to podobny proces, imo.
                      • eudajmonika Re: What? 21.10.10, 13:35
                        sisi_kecz napisała:


                        > Ale jaka manipulacja! prawda, eudajmoniko? ;)))

                        Raczej prowokacja.
                        Ale nie do Sisi przecież - rozumiem ducha rebelii i hołubię niemal każde enfant terrible, od własnego począwszy :-)
    • ore.ona Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 13:03
      He he,
      jak najbardziej należało Ci się.
      Napisałeś również,
      że doceniłeś żonę, seks jest udany, kochasz żonę, czujesz że ona też.
      Więc dobrze stało się.
      Swingersi niekoniecznie, może pragnąć telko jednego faceta- ten lub tamten. Myślę /po tym co napisałeś/ że masz przewagę nad rywalem.
      Możesz udawać że nie wiesz i swoim nowym- zależy mi na Tobie, odbudować więź.
      Ona prawdopodobnie postawi na Ciebie.
      Lubisz kontrolować to będziesz- Twój problem. Chyba Cię to nakręca i ok.
      Jeśli ona zauważy że kontrolujesz- może być źle, ale możesz przyznać się wtedy że wiesz co stało się wcześniej.
      Nie jest to do końca uczciwe.
      Możesz też powiedzieć jej że wiesz że Ją zaniedbałeś i jesteś/czujesz się winien i wiesz również że spotyka się z kimś i pragniesz by wszystko wróciło do czasu sprzed. Być może ona wie co masz za uszami;)
      Uczciwe
      i myślę że żona może to docenić i jeśli będziesz nadal taki fajny to nie zdradzi Cię. Jeśli natomiast zaniedbasz znów to masz jak w banku że znajdzie się ktoś kto zapragnie być z Nią.
      Właściwie to powinieneś być wdzięczny Jej, bo dostałeś w prezencie Twój osobisty afrodyzjak-żona zainteresowała się innym.
      • niezapominajka333 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 16:12

        "...Nigdy tego nie robiłem, ale kilka dni temu coś mnie naszło, żeby sprawdzić wierność mojej żony..."

        A właściwie dlaczego cię naszło? Były jakieś symptomy, czy miałeś nadzieję, że wreszcie sobie kogoś znalazła?
        • efi-efi Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 17:13
          eudajmonika napisała:
          >> śmiem twierdzić, że FS zawsze żonę kochał i kocha - bardzo przeżywał jej starzenie się, >>swoje negatywne wobec tych zmian odczucia, swoje zdrady.

          - Jak patrzę na zmarszczki mojego męża czy inne oznaki upływającego czasu to odczuwam...hmm.. tkliwość, wzruszenie czy inne ciepłe uczucia.
          Nie wyobrażam sobie, abym mogła wyrazić się o nim pejoratywnie w kwestii rzeczy , na które nie mamy wpływu.
          Przy czym nie wynika to u mnie z wrodzonej delikatności bo nie mam zahamowań aby powiedzieć o kimś "stary dziad", a jedynie z faktu uczucia jakie żywię do męża i szacunku do niego i samej siebie (w końcu nasze wybory świadczą o nas).

          Dlatego Twoje teoria o rzekomej miłości Fajnego do swojej małżonki wydaje mi się być
          naciągana.
          • eudajmonika Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 17:26
            efi-efi napisała:

            - Jak patrzę na zmarszczki mojego męża czy inne oznaki upływającego czasu to od
            > czuwam...hmm.. tkliwość, wzruszenie czy inne ciepłe uczucia.
            Ja jak patrzę na zmarszczki mojego męża, to odczuwam strach przed przemijaniem. Tak sami jak patrzę na swoje.
            Co odczuwa FS, nie mam zielonego pojęcia. Pisał tylko, że NIE odczuwa pożądania, mimo, że żona jest ładna i że go to boli. A per "stare pudło" wyrażał się o innych kobietach w wieku żony, w kontekście jej scen zazdrości za to, że dopytuje się o jakąś jej koleżankę, sprawdziłam stare wątki.

            I to by było na tyle.
    • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 19:27
      No to sobie na mnie poużywaliście. Przeczytałem wszystko uważnie, ale odpowiedzi na moje pytania nikt nie dał:
      "Czy ktoś z Was został złapany na gorącym uczynku ? Jaka była reakcja i konsekwencje ?
      Czy po przyznaniu się do zdrady ponownie małżeństwo może zacząć dobrze funkcjonować ? "
      Z tego wnoszę, że większość z Was głównie teoretyzuje. Naprawdę, mnie bardzo mało obchodzi, że uważacie mnie za dupka, skurwiela, trolla, dziwkarza, mitomana i co tam jeszcze.
      Jeśli admin zechce to mnie zbanuje. Choć nie sądzę, by miał ku temu powody.
      Poziom niektórych wpisów słabiutki. M00nlight to taka Nelly Rokita tutejszego forum. Jej stary musi mieć cierpliwość co najmniej na poziomie Jana Marii.

      Ja sam wiem, że mi się należało. Nie spodziewałem się, że to będzie aż tak trudne. Teraz już wiem i wyciągnę z tego wnioski. Jakie są te wnioski, może kiedyś opiszę. Na razie to wszystko jest dla mnie zbyt świeże. Muszę nabrać dystansu.
      • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 19:40
        Ja nie zostalam przylapana bo nie zdradzam, ALE nie uwazam ze przylapanie na akcie zdrady rozni sie bardziej od tego ze partner sie dowiaduje o zdradzie. Roznica moze polegac na tym ze jezeli przylapiesz na akcie zdrady to stracisz nad soba kontrole. Ja mam przeczucie ze dla Ciebie przylapac zone na akcie zdrady jest bardzo erotyzujace - ale wierz mi, trudno wejsc AKURAT w takim momencie - bardziej pewnie ich przylapiesz przed albo po (jezeli w ogole).

        Zdrady w malzenstwie w ogole sa trudne, ale wielu ludzi poukladalo sobie zycie z partnerem na nowo - a w niektorych zwiazkach nawet wzmocnilo malzenstwo bo partnerzy sie obudzili i zdali sobie sprawy ze powinni mocniej nad zwiazkiem pracowac, ze nie moga siebie traktowac jako cos pewnego.

        Ale jezeli juz zdecydujecie sie pozostac w malzenswie to jednak sugerowalabym jakas terapie -bo jest cos miedzy wami chorego - a przynajmniej w Tobie (zona tu sie nie wypowiadala wiec opini o niej nie mam)
        • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 20:03
          Przyłapanie nie jest dla mnie erotyzujące. Szczerze mówiąc nawet nie wiem, czy bym się odważył to zrobić. Motywację mam taką, że wtedy już nie można się wyprzeć i powiedzieć, że to były takie tam sprośne zabawy przez internet, ale tak na prawdę to nic się nie stało.
          Liczę na to co napisałaś w drugiej części posta. Terapia mnie nie interesuje. Myślę, że mimo wszystko jestem (lub jesteśmy) w obszarze normalnych zachowań społecznych.
          • xciekawax Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 20:15
            Wiesz... w sumie to byc moze to sa tylko sprosne zabawy, co nie znaczy ze zona w ten sposob nie zastepuje sobie jakis tam brakow w Waszym malzenstwie.

            A terapia malzenska nie jest dla ludzi ktorzy "odstaja" spolecznie, tylko jest dla dwojga partnerow, ktorzy chca poprawic swoje partnerstwo. Otwiera komunikacjie a przez to partnerzy lepiej pokazuja swoje potrzeby itd... - ktore tez sa zaspokajane przez drugiego - ktory uczy sie te potrzeby spostrzegac.

            • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 21:56
              Oczywiście, że sobie zastępowała braki w małżeństwie. Ja nawet wiem jakie to były braki i terapeuta nie jest mi do tego potrzebny. Mam zamiar to naprawić i wiem jak to zrobić.
      • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 21:29

        Chcesz odpowiedzi? Proszę.

        Nie zostalam przylapana na zdradzie, wiec nie wiem jak to jest. Sama też nikogo nie przylapalam.

        A czy da się dobrze funkcjonowac w związku po zdradzie? Da się. Aczkolwiek jest to na tyle trudne że zazwyczaj się nie udaje- zdecydowanie częściej ujawnienie zdrady doprowadza do rozpadu związku.

        W waszym przypadku, myślę, kluczowa bylaby sprawa TWOICH zdrad. Jesli zakladasz że zdrada żony wyjdzie na jaw, a Ty swoje zachowasz w tajemnicy, to tak to się nie da. Macie o tyle prostszą sytuację, ze potencjalnie oboje macie za uszami, to sprawia, że zachowana zostala pewna 'sprawiedliwosc', nie ma 'ofiary i sprawcy', potrzeby mszczenia się, ciągłego dręczenia partnera za doznane krzywdy i tego typu pierdoły. Można skupic się na samym związku, jednak bez terapii się nie obędzie. Jeśli z marszu jestes negatywnie nastawiony, to nic z tego nie będzie. Prawdopodobnie konieczne będzie przedefiniowanie związku, jeśli takie masz problemy z zachowaniem seksualnej wierności, nie przypuszczam by mogła zajść jakaś znacząca metamorfoza. Może natomiast okazać się, że po ponownym - innym niż dotychczas- ustaleniu wspolnych granic, przesunięciu, pewnym 'przyzwoleniu' na innych partnerow- koniecznie z obu stron dokladnie takich samych! Nie to że kto sobie skacze na boki a kogoś żre. Albo skaczemy oboje, albo nikt, albo dajmy sobie spokój. Znam przypadki dobrze funkcjonujących 'otwartych' małżeństw, oni po prostu między soba ustalili, że wyłączność seksualna nie jest dla nich tak ważna by narażać związku, ktory poza tym funkcjonowal dobrze. Ale cos mi sie wydaje, że u was to nie wypali, bo 1. nie poradzisz sobie z wlasną zazdroscią o żonę, 2. masz zakusy na myslenie w stylu 'co wolno wojewodzie...'.

        'Przylapywania' nie polecam. Natomiast polecam wizytę u terapeuty, wspolne 'wypranie brudów', a gdy atmosfera się oczysci, można się zastanawiac co dalej.
        • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 21:44
          Dobrze, że siedzę, bo bym klęknął. Myślę, że nie wiem o czym mówisz i sądzę, że nie jestem w tej opinii odosobniony. Mniejsza z tym.
          • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 21.10.10, 15:04
            Rany. A starałam się to napisać na tzw 'chłopski rozum'.

            Chodzi o to że Ty nie rozumiesz podstawowej kwestii. Piszesz że chcesz 'odbudowac związek' i pytasz czy jest to możliwe po zdradach- w domyśle obustronnych. Ale od razu zakładasz że 'na warsztat' weźmiecie tylko jej zdradę, swoje skrzętnie ukrywając (bo to dawno było). Myslisz że dla niej to jakas roznica, czy zdradziles ją wczoraj, czy 10 lat temu?

            Pisze co następuje: zdrada nie jest PRZYCZYNĄ, tylko SKUTKIEM rozkładu związku. Można sobie ułożyć związek na nowo po zdradzie, ale to nie jest 'naprawa' tylko odbudowa od podstaw. Czyli najpierw uprzątamy plac z syfu, gruzu, itd, a potem przystępujemy do budowania. a Ty byś chcial naprawiać ruinę ew stawiac coś nowego na kupie syfu. A tak to se ne da, niestety.

            Bardziej zrozumiale?

            To trudne jak cholera, dlatego jednak większosc związków po zdradzie się rozpada, ludziom się zwyczajnie nie chce budowac od początku z tą samą osobą, wolą z nową.
      • e-stworek Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 30.11.10, 13:29
        Tak.Zostałam przyłapana.
        Najpierw poszłam w zaparte,potem owijałam w bawełnę do momentu az całkiem się zesrało.
        No i koniec końców sie rozwiedliśmy.
        Zadowolony z odpowiedzi?

        BTW nie rozumiem za bardzo w czym lezy problem??
        Nie masz pewności czy zona się puściła tylko są to twoje domysły jak mniemam?
        Sam święty nie jesteś.
        Z tego co doczytałam seks jest nadal miedzy wami na wysokim poziomie??
        Wiec ja się pytam WTF???
    • efi-efi Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 20:45
      fajnyschatz napisał:
      >>Czy ktoś z Was został złapany na gorącym uczynku ?
      - Z własnego doświadczenia pewnie wiesz, że będąc w związku małżeńskim , człowiek jak zaczyna zdradzać to zabezpiecza sobie tyły. Najczęściej robi się to za zamkniętymi drzwiami, a jeśli w plenerze to nie w swojej miejscowości itp, a co za tym idzie to raczej trudno kogoś nakryć.

      >>Jaka była reakcja i konsekwencje ?
      - Moja przyjaciółka złapała swojego męża z głową między nogami jego koleżanki z biura.
      Wcześniej przypuszczała, że mają się ku sobie, ale co innego jest przypuszczać, co innego zobaczyć na własne oczy. Takie scenki poza tym zapadają w pamięci. Owa rzecz miała miejsce jakieś 10 lat temu, są małżeństwem po dziś dzień. Od tamtej pory moja przyjaciółka zaczęła miewać kochanków, nie przyznaje się do nich oczywiście mężowi, ale nie ma ani cienia wyrzutów sumienia. Małżeństwa to na pewno nie wzmocniło.
      Jeśli chodzi o jej reakcję, to nikogo nie zraniła, ani nie zabiła, nie doniosła również mężowi owej pani co jego żona robi z jej mężem po godzinach. Ale generalnie jest kobietą z klasą to i reakcja była jaka była.

      >>Czy po przyznaniu się do zdrady ponownie małżeństwo może zacząć dobrze funkcjonować ? "

      - Po zdradzie (ujawnionej) raczej zawsze jest chujowo, nie sądzisz?

      I rozumiem, że to ostatnie pytanie dotyczy ujawnienia ewentualnej zdrady Twojej żony, a nie Twoich?

      Tak mi coś przyszło na myśl. Piszesz, że : - żona 40+, ale ładna babka, czyli rozumiem, że 10 czy 15 lat temu była jeszcze ładniejsza.
      Naprawdę wierzysz, że to jest jej pierwszy facet na boku?
      • fajnyschatz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 21:15
        Z tego co piszesz wysnuwam następujące wnioski:
        1. Iść w zaparte, chyba że partner wyłoży zdjęcia lub nagrania video albo przyłapie.
        2. Raczej nie próbować złapać partnera "na żywo", bo skutki będą prawdopodobnie
        nieodwracalne, nawet jeśli się kocha złapanego

        Jeśli chodzi o moje zdrady to można zapomnieć. To było dawno.
        Wierzę, że to jej pierwsze kontakty, które ukrywała przede mną. Jak było na prawdę wie oczywiście tylko ona. Ale jeśli ktoś chce to i Matkę Teresę może podejrzewać o cudzołóstwo.
        • potwor_z_piccadilly Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 20.10.10, 22:23
          Za dużo kombinujesz.
          Biadolisz, wymyślasz dziwaczne hipotezy i szarpiesz się formułując pytania na które nie znajdziesz odpowiedzi.
          Trzaśnij grubą kreskę. Cos w rodzaju " co było to nie jest, nie pisze się w rejestr ".
          Ty się ustatkuj i koniecznie przerwij ewentualny romans małżonki.
          To drugie jest bardzo ważne, bo im bardziej ona będzie się angażowała w romans, tym więcej Ty tracisz.
    • 0ion Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 21.10.10, 19:45
      Nie możesz porównywać swoich skoków w bok do zdrady żony. Kobieta stoi niżej w hierarchii i obowiązuje ją lojalność.
      Przykra sprawa ale pomyśl sobie jakby zabolało, gdyby oskubała Cię na kasę. To dopiero boli.
      • m00nlight Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 21.10.10, 22:08
        Ot, powiedzial co wiedzial ;)

        Przyjmę to w kategorii żartu.
        • kwiatek2-1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 22.10.10, 08:17
          Wracam do Twojego wątku, bo w jakiś sposób utożsamiam się z Twoją żoną. Mąż mnie zdradzał, zaniedbywał. Gdy nasze małżeństwo zaczęło się rozpadać, wróciła miłość (na forum przekonywano mnie, że to moje złudzenia, naiwność). Sytuacja na tyle inna, że to zdrady męża wyszły na jaw, ale fakt odkrycia, że jednak mnie kocha, że chce ze mną być, jest podobny. I wierzę Ci, że Twoje uczucia są szczere, że to nie tylko urażone samcze ego się odezwało. Trzymam kciuk, by się udało.
          A to, co napisałeś o swoich kochankach (brutalne) wpisuje się w inny wątek, w którym byłe kochanki starały się udowodnić swoją wyższość wobec pogardzanych przez nie żon.
          • kag73 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 22.10.10, 12:14
            Ach, kwiatku, fajnyschatz caly czas kochal zone i nie ma i nigdy(nawet chodzac na boki) nie mial zamiaru sie z nia rostawac. Tak, podobienstwo widze, Twoj tez Ciebie kochal i kocha. Ale, jak dla mnie, do ch..ja z taka miloscia, gdzie ja cierpie a moja ukochana osoba mnie rani.
            Ci co bija zony tez je kochaja, tak twierdza, i o dziwo, nawet te zony kochaja ich. Podobno "kocha sie za nic...". Byc moze, ale to nie dla mnie.
            Definicje milosci bywaja rozne, niech kazdy sie bawi jak chce. Jego zycie.
            • sisi_kecz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 22.10.10, 13:30
              kag73 napisała:

              > Tak, podobienstwo widze, Twoj tez
              > Ciebie kochal i kocha. Ale, jak dla mnie, do ch..ja z taka miloscia, gdzie ja
              > cierpie a moja ukochana osoba mnie rani.
              > Ci co bija zony tez je kochaja, tak twierdza, i o dziwo, nawet te zony kochaja
              > ich. Podobno "kocha sie za nic...". Byc moze, ale to nie dla mnie.
              > Definicje milosci bywaja rozne, niech kazdy sie bawi jak chce. Jego zycie.'

              To jest w dychę.

              Wszyscy kochają i mają miłość. Lekko, łatwo i przyjemnie- everybody love somebody ;)

              Coś na kształt ateistów, co ubierają choinkę i dają sobie prezenty na Wigilię, bo te święta takie ciepłe, rodzinne, tez chcą sie ogrzać ;)
              Fora ze dwora!
              Żeby mieć święta Bożego narodzenia, trzeba wierzyć w Boga.
              Żeby mieć w swoim życiu miłość, trzeba mieć umiejętność kochania.

              Nie ma zgody na to, aby podróbę nazywać oryginałem.
              Trzeba ceni ten skarb i nie dawać go fałszerzom, nawet do potrzymania.


              duze pozdro!!!
              • kwiatek2-1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 24.10.10, 07:07
                Ja wierzę, że można miłośc odzyskac. W długim związku zdarzają się kryzysy - czasem długie i poważne (jak w przypadku mojego małżeństwa). Chcecie stworzyc definicję miłości - czy to w ogóle możliwe? Autor wątku zrozumiał, że chce by z żoną, chce walczyc o swoje małżeństwo - teraz ją kocha i ja mu wierzę. Pogubił się, zlekceważył żonę i swój związek. Ale teraz to zrozumiał - to źle? Mają się rozstac, bo ich miłośc to "podróba"?
                Nie definiujcie cudzych miłości - walczcie o swoje.
                • sisi_kecz Miłosc-pojęcie zastrzeżone 25.10.10, 10:07
                  Dla osób, których związek zawiera nastepujace elementy:

                  pragnienie dbania o dobro partnera,
                  przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu,
                  szacunek dla partnera,
                  przekonanie, że można na niego liczyć w potrzebie,
                  wzajemne zrozumienie,
                  wzajemne dzielenie się przeżyciami i dobrami duchowymi i materialnymi,
                  dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia,
                  wymiana intymnych informacji,
                  uważanie partnera za ważny element własnego życia;

                  Rozumiem, ze każdy chce kochać i być kochanym, ale nie wszystkie te usiłowania są miłością.

                  Zdradzanie, brak szacunku i lojalności, jednostronne branie, bycie ze sobą ze strachu przed samotnością, zmianą lub opinią rodziny lub z braku lepszego pomysłu, albo jakieś takie uzależnienie emocjonalne to są atrapy milości z naklejką mejd in czajna.

                  I nie podaję wcale tej wymagającej definicji, jaką jest miłość chrześcijańska, w cieniu ideału, której wzrastamy i dążymy w naszej kulturze, tylko tą Sternbergowską:
                  -miłość doskonała: zaangażowanie, intymność i namiętność.

                  Czy miłość może sie odrodzić?
                  nie mam zdania.

                  duze pozdro!!!
                  Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.
                  John Gray
                  • kwiatek2-1 Re: Miłosc-pojęcie zastrzeżone 25.10.10, 12:42
                    Zgadzam się, że wymienione przez Ciebie elementy są nieodzowne w miłości. Mnie chodzi właśnie o wiarę, ze miłość - zaniedbana, odrzucona, w efekcie przez pewien czas nieistniejąca - może się odrodzić.
                • aandzia43 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 25.10.10, 14:23
                  kwiatek2-1 napisała:

                  > Ja wierzę, że można miłośc odzyskac. W długim związku zdarzają się kryzysy - cz
                  > asem długie i poważne (jak w przypadku mojego małżeństwa). Chcecie stworzyc de
                  > finicję miłości - czy to w ogóle możliwe? Autor wątku zrozumiał, że chce by z ż
                  > oną, chce walczyc o swoje małżeństwo - teraz ją kocha i ja mu wierzę. Pogubił s
                  > ię, zlekceważył żonę i swój związek. Ale teraz to zrozumiał - to źle? Mają się
                  > rozstac, bo ich miłośc to "podróba"?
                  > Nie definiujcie cudzych miłości - walczcie o swoje.

                  Jedyne, co zrozumiał autor, to to, że mu się grunt pali pod nogami. Płonące podłoże oczywiście bywa czasem jak dźgnięcie ostrogi do pracy nad związkiem, ale nie wydaje mi się, byśmy tu mieli do czynienia z tym, co pięknymi słowy sugerujesz.
                  Szac kocha swoją żonę miłością, która dla mnie byłaby obrazą, ale to oczywiście nie moja miłość, nie mój mąż i nic mi do tego. Jak napisała Eudajmonika, zazwyczaj jedno warte drugiego (a więc albo żona jest równie cyniczna i grząska moralnie, albo bezdennie głupia). Nie przypadkiem są ze sobą trzydzieści lat. Nie nazwałabym też zdrad Szaca "pogubieniem", tylko pozbawionym wyrzutów sumienia i refleksji folgowaniem sobie. Czy zauważyłaś gdzieś, by wyrażał skruchę? Szac podręczy się trochę i pomiota, bzyknie żonę parę razy, obsika teren i wróci do romansowania z młodszymi babkami. Jeśli już parę lat temu żona zaczęła go mierzić swoją zgrzybiałością, to nie wierzysz chyba w to, że zapała do niej autentycznym pożądaniem teraz, kiedy kobieta będzie coraz starsza? Natomiast jestem prawie pewna, ze będą ze sobą do końca życia. Jej wersji nie znam co prawda, ale on będzie się jej trzymał rękami i nogami ;-) Jest mu bardzo dobrze w tym układzie. A "pogubienie" to nie epizod, tylko stały element tego układu.
              • sonia.2009 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 09:24

                > Coś na kształt ateistów, co ubierają choinkę i dają sobie prezenty na Wigilię,
                > bo te święta takie ciepłe, rodzinne, tez chcą sie ogrzać ;)
                > Fora ze dwora!
                > Żeby mieć święta Bożego narodzenia, trzeba wierzyć w Boga.

                a gowno prawda zasrany katolu :-) i co mi zrobisz? hahahahahaha
                • sisi_kecz Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 16:44
                  zasrany katolu ???? :)))

                  od razu widać, ze fajnego temat na główną zawędrował.

                  a Tobie 24 grudnia co się rodzi? Marks? ;)))
              • mujer_bonita Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 09:28
                sisi_kecz napisała:
                > Coś na kształt ateistów, co ubierają choinkę i dają sobie prezenty na Wigilię,
                > bo te święta takie ciepłe, rodzinne, tez chcą sie ogrzać ;)
                > Fora ze dwora!
                > Żeby mieć święta Bożego narodzenia, trzeba wierzyć w Boga.

                To żeś się popisała niewiedzą :) Akurat choinka i prezenty z TYM Bogiem nic wspólnego nie mają :)
            • ekav Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 07:09
              przemawia urazona duma przez Ciebie az no. Nie skaczesz na boki bos sie zestarzal i zrobil wygodny. nie dlatego ze kochasz. Milosc to nie tylko emocje. To umiejetnosc okazania ich.
              Zwiazek opierasz tylko na seksie? prymitwnie tak? Znasz potrzeby zony inne niz seks?
              Jak wiesz mezczyzni kochaja oczami , kobiety uszami. Okazeles jej to, czy samym seksem chcesz odzyskac ja dla swojej dumy/
              Nie jest latwo podjac decyzje rozstania mimo zdrady. mi nie bylo latwo mimo gorszej rzeczy. Lata wspolnie spedzone lacza. ale czesto to po prostu wygoda....
        • aandzia43 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 25.10.10, 14:04
          m00nlight napisała:

          > Ot, powiedzial co wiedzial ;)
          >
          > Przyjmę to w kategorii żartu.

          Wynurzenia Cebularza proponuję traktować w kategorii żartów upierdliwe monotematycznych. Pojedynczo wyplute na forum nawet śmieszą, potem odbierane są jak spam.
          Jeśli natomiast powiedział, co wiedział, to współczuję człowiekowi ;-P
          • sisi_kecz Oiom? 25.10.10, 15:50
            to jajcarz przecież :)

            (daję człowiekowi kredyt zaufania )
            • aandzia43 Re: Oiom? 26.10.10, 17:17
              > (daję człowiekowi kredyt zaufania )

              że niby co, że rozszerzy repertuar dowcipów? :-P
    • nowy_w_masle Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 22.10.10, 16:13
      A może ta sytuacja cię podnieca - dostajesz seksualnego poweru gdy o tym myślisz??
    • gazeta_13 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 24.10.10, 18:54
      wiesz co mam podobny problem z moją kobietą,podejrzewam ją ,że ma kogoś i mnie to bardzo rajcuje a co bym zrobił na gorącym uczynku: przemyślałem to i już wiem -dołączył bym do niej i bzykał we dwoje i dalej pielęgnował ten związek.A na tym forum to doradzają i odpowiadają przeważnie ludzie obrzydliwi bo też chciałem się z tego tutaj zwierzyć ale się wycofałem ze względu na "palantyzm".
      • niezapominajka333 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 25.10.10, 12:31
        Ach, te przemyślenia i plany...

        Wyobraź sobie, że jak Fajny wykręcał się od seksu z żoną, bo już nie była dość atrakcyjna w porównaniu do kobiet o dekadę młodszych, to też dokładnie sobie przemyślał, że najlepiej by było, żeby żona znalazła sobie kogoś na boku i dała mu spokój.

        Dlatego, pamiętając jego poprzednie poglądy, nie wierzę w to, co teraz wypisuje.
        Możliwe, że poprzednie wątki też były ściemą.
    • takajatysia Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 25.10.10, 23:43
      > 1. Z moich informacji wynika, że ta afera trwa już dosyć długo, natomiast nie w
      > iem czy się
      > dupczyli, czy nie. Facet stara się być romantyczny i widać, że trafia na po
      > datny grunt.

      Ta daaaamm! Jeśli pada to na podatny grunt to Twoja żona szuka raczej uczuć a nie rżnięcia (lub jednego i drugiego). Może byś spróbował cosik z siebie dać, choć nie sądzę, że masz coś. A nie odpowiada Ci taki układ, że oboje szukacie poza związkiem tego, co wam potrzebne? (Tylko nie wiem po co wtedy ten związek). Oboje bylibyście pewnie szczęśliwsi.

      Upajanie się przyłapaniem "na wypasie" (lub wyobrażaniem tego) wydaje mi się głupkowate.
    • framberg Re: Co ja zrobiłem w podobnej sytuacji. 26.10.10, 00:46
      Mam dwa doświadczenia z poprzedniego małżeństwa. Huśtawka nastrojów byłej żony powodowała niestabilność, również w sferze seksu. W długotrwałym dole znalazłem sobie inne partnerki. zdesperowany nie kryłem się specjalnie i zaczęła czegoś się domyślać. W efekcie zabiegała o mnie i wszystko wróciło do normy. Jednak huśtawka to huśtawka - znów się wychyliło. Rodzaj psychicznej, za tym i fizycznej separacji odbierałem źle. Starałem się z jednej strony jakoś sobie radzić, z drugiej próbować zbliżyć się z żoną. No i odkryłem, że mnie zdradzała z jednym (co najmniej). Pogadałem, przekazałem jak to odczuwam, spróbowaliśmy żyć dalej razem. Po dwóch latach zaczęła się oddalać a później mnie zdradzała (wiem o jednym, innych nawet nie szukałem). To się rozwiodłem.

      To relacja a co do myśli przebiegających przez głowę? Prócz uczucia i zainteresowań łączył nas dość urozmaicony seks. Jakby nie te kretyńskie huśtawki pewnie bylibyśmy razem. W sferze intymnej ewoluowaliśmy w sferę duże swobody - rajcowało nas to że jesteśmy podglądani, robiliśmy sobie wspólne zdjęcia, żona chciała chyba włączyć koleżanką w nasze zabawy. Pewnie gdyby to zrobiła to i pojawiłby się za moją zgodą i jakiś facet. Może nawet ten, który tak się jej podobał. Jednak nie mam żadnej pewności czy takie brewerie utrzymałyby małżeństwo. Na pewno trwałoby znacznie dłużej a tak rozpadło się po 13 latach.

      Moim zdaniem po rozmowie masz szanse na zagojenie ran w sercu. Cierń będzie tkwił ale da się żyć. I pewnie jak ja drugiego ciosu nie zniesiesz. A może pójdziesz drogą większej swobody? Drogą, którą nie zdążyliśmy podążyć chociaż już na nią wstępowaliśmy? Jej kres pozostał dla nas niewiadomą. Nie zdążyliśmy spróbować.
    • intrygantka1 Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 07:51
      wariant I - odpada. Zepsujesz to, co chcesz ratować. Od razu Ci powiem, że na pewno się dupczyli. Są dorośli i po to się spotykali, a nie po to, by tylko i wyłącznie patrzeć sobie w oczy.
      wariant II - odpada. Po co dawać im czas? Może znajomość zamiast zasychać, będzie się rozwijać. I wtedy Twoja żona uzna, że jednak tamten jest lepszy niż Ty.
      wariant III imo jest najlepszy. Pogadać, powiedzieć, że wiesz i próbować naprawić, to co zepsuliście (pomysł ze swingerami też nie jest zły).
    • anetasb Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 08:02
      Jak dla mnie rozwiązaniem byłaby szczera oczyszczająca rozmowa między Wami i jeśli będzie chęć obydwu stron do "naprawy" związku, to nie pozostaje nic innego, jak tylko spróbować. Tkwienie w takim stanie, w jakim Ty teraz Jesteś to po prostu oszustwo, iluzje prawdziwego związku, co na dłuższą metę do niczego dobrego dla Was obojga nie prowadzi. Niestety nawet jeśli zdecydujecie się być dalej razem to pełne zaufanie raczej już nie wróci nigdy i to ani z Twojej strony do niej, ani z jej strony do Ciebie (jeśli również wyjawisz jej swoje grzeszki oczywiście - w co wątpię). Jeśli z jej strony będą jakieś wahania w kierunku bycia dalej z Tobą, to nie ma sensu dalej się męczyć. Związek prędzej czy później i tak się rozpadnie. W końcu na smyczy jej nie utrzymasz. PS. Ja bym już odpuściła sobie ten związek, chociaż rozmowę i tak bym odbyła oczywiście. To tak na koniec reasumując ten temat z perspektywy własnych doświadczeń życiowych.
    • panikira Re: Nie wiem co mnie natchnęło. Teraz mam za to. 26.10.10, 08:19
      "kocham zone" taaak.
      Po tym co tu przeczytałam nie lubie cie. Uważam, że jestes obrzydliwa, egoistyczna, meska swinia. I jesli cos w zyciu kochasz to wygode.
      Zastanow sie dlaczego zona cie zdradza. I czy - jesli za zdrade uwazasz sex - naprawde to robi (bo nie jestes tego pewny jak zrozumialam) Moze wcale nie chodzi o sex taki ze slyszy pol osiedla a o te "romantyczne smsy" czy po prostu dlugie rozmowy i flirt. Uwiez mi kobiety to nie maszynki do sexu. W większosci wypadków wola byc głaskane i calowane niz pieprzone. Nie oceniej jej wg swojej miary.
      Olewałeś swoją zone i dziwisz sie, że sobie kogos znalazla?
      Co do twojego pytania.
      Wiem co to jest przyłapanie na zdradzie. Taki zastrzyk adrenaliny działa bardzo pobudzajaco. W koncu ktos zabiera ci to co do ciebie nalezy wiec trzeba o to walczyc. Tylko, ze to nie jest milosc. Zazdrośc nie wyplywa z milosci tylko ze swiadomosci posiadania.

      Wg mnie zostaw to. Idz na silownie i wycwicz emocje. Zacznij patrzec na zone jak na czlowieka. Moze jeszcze uda ci sie byc szczesliwym.
    • three-gun-max Re: Donieś jego żonie 26.10.10, 08:28
      Wydrukuj co trzeba, załącz inne dowody i wyślij jego żonie (i dzieciom, jeśli mają). A babe rzuć i znajdź sobie młodszą.
      • fajnyschatz Re: Donieś jego żonie 26.10.10, 17:54
        A za co ma być ukarana jego żona ? Nic do niej nie mam.
        • ditchdoc Re: Donieś jego żonie 02.11.10, 19:21
          fajnyschatz napisał:

          > A za co ma być ukarana jego żona ? Nic do niej nie mam.

          jak to ukarana, robisz jej przysluge
          rozwod, dzieci z nia a byly maz i tak bedzie calosc utrzymywal.

          Czemu ona jest winna zeby maz jej rogi przyprawial? Tez za malo uwagi mu poswiecala? :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka