zgin_przepadnij
17.12.10, 17:23
Żyję w białym małżeństwie od 6 lat. Wcześniej też nie było różowo, ale trafiliśmy do beznadziejnego seksuologa, który zraził nas do swojej specjalizacji. Byliśmy na terapii małżeńskiej, która uratowała nasz związek i pozwoliła przywyknąć do tego, że musi nam wystarczyć przytulanie - przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
Od roku dzieli nas wieleset kilometrów, widzimy się raz na dwa-trzy miesiące.
Kumpel (żonaty, a jakże, młodsze dziecko ma pół roku) wyznał, że jestem bohaterką jego snów... a ja... no cóż, często myślałam, co będzie, jeśli wyjedziemy razem w delegację. Teoretycznie zgadzamy się, że układ "friends with benefits" to nie jest najlepszy pomysł, ale dość mocno reagujemy na siebie - a pracujemy w jednym zespole.
Mój mąż, poinformowany o fakcie, się... zgodził, o ile się nie zaangażuję emocjonalnie.
Nie chcę nikogo skrzywdzić. Nie chcę mieć kaca moralnego. Nie chcę łamać swoich zasad ani dawać mężowi przyzwolenia na podobne układy. Ale...
ale cholernie dość mam wymuszonego celibatu.
Musiałam się wygadać.