Dodaj do ulubionych

może uznacie, że banalne,...

08.01.11, 15:54
ale może warto przeczytać i zastanowić się chwilę


<http://kobieta.interia.pl/seks/partnerzy/news/kochanie-boli-mnie-glowa-czyli-dlaczego-unikamy-seksu,1579673,1671>
Obserwuj wątek
    • urquhart Fantasmagorie 08.01.11, 16:27
      Zastanawiam się. Zabawna obrona tezy że kobiety płacą mężom seskem za dobre zachowanie, a karzą brakiem sesku za nie spełnianie oczekiwań. Pantoflaże według tej teorii pantolarze usuawający kurz spod nózek pani powinni być najbardziej spełnionymi seskualnie mężczyznami. Myślenie życzeniowe . I jeszcze te fantasmagorie:
      "Według badań najlepszym afrodyzjakiem dla kobiety jest widok męża zajmującego się pracami domowymi. Powiedz mężowi, że to stwierdzono naukowo i może zadziała też w waszym przypadku" -
      • mujer_bonita Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 08.01.11, 21:14
        urquhart napisał:
        > Zastanawiam się. Zabawna obrona tezy że kobiety płacą mężom seskem za dobre
        > zachowanie, a karzą brakiem sesku za nie spełnianie oczekiwań.

        Nie Urqu. Ty się NIGDY nie zastanawiasz. Ty tylko wygłaszasz swoje teorie. Jak fakty im przeczą - tym gorzej la faktów. Jak fachowiec im przeczy - to zbywasz milczeniem lub kpiną.

        Pierdyliardy razy tutaj i wielu miejscach pisali, że kobieca chęć na seks zależy od JAKOŚCI związku, relacji z partnerem, nastroju, samopoczucia. I tak wiele kobieta właśnie tak czuje. Ale do Ciebie to po prostu nigdy nie dojdze. Nigdy nie dojdzie, że kobieta nie ma ochoty na seks z facetem, który olewa ją i jej potrzeby, który jest w życiu codziennym chamem i bucem. Nie - wg. Ciebie to my marzymy o tym, żeby nami poniewierać tylko wredne jesteśmy, że za to faceta każemy (swoją drogą cóż za powalający brak logiki i spójności w Twojej teorii).

        I owszem Urqu - facet będący PARTNEREM - co wyraża się bardzo dobitnie w wykonywaniu swojej części obowiązków domowych to facet na którego laska może mieć chęć. Natomiast olewactwo jest LODOWATYM prysznicem.

        Ale sądząc po latach Twojego klepania tego samego - NIDGY do Twojej świadomości to nie dojdzie :)
        • ditchdoc Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 08.01.11, 21:35
          mujer_bonita napisała:

          > Pierdyliardy razy tutaj i wielu miejscach pisali, że kobieca chęć na seks zależ
          > y od JAKOŚCI związku, relacji z partnerem, nastroju, samopoczucia. I tak wiele
          > kobieta właśnie tak czuje.

          poza zwiazkiem kobieta na sex ochoty nie ma?

          > że kobieta nie ma ochoty na seks z facetem, który olewa ją i jej po
          > trzeby, który jest w życiu codziennym chamem i bucem.

          osmiele sie nie zgodzic
          z reguly z kolesiami ktorzy olewaja i w zasadzie nie sa zainteresowani Wami wogole, sexu wlasnie chcecie ;)
          chyba kazdy to widzial i doswiadczyl.

          > I owszem Urqu - facet będący PARTNEREM - co wyraża się bardzo dobitnie w wykony
          > waniu swojej części obowiązków domowych to facet na którego laska może mieć chę
          > ć. Natomiast olewactwo jest LODOWATYM prysznicem.
          >

          Zalezy od kobiety
          Widac nawet po tym forum ze jest sporo kobiet ktore "partnera" w definicji mujer_bonity szybko maja w dupie, poszukalbym ale nie mam czasu, byly tu teksty jakto aseksualny stawal sie mezczyzna kiedy sprzatal, jaka dume mial mezczyzna z tego ze gotuje a pani jakos to widziala jako odpychacz, niedawno jedna sie zastanawiala dlaczego nie szanuje meza ktorego do rany mozna przylozyc a daje dupy na bokach kolesiom ktorzy wlasnie "maja ja w dupie" itd itd.., sporo tego ;)

          Nie znaczy to ze wszystkie kobiety takie sa, sporo jednak tak ma ;). Sek to sie z takimi nie wiazac.


          • m00nlight Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 08.01.11, 21:43
            Nie zaczailes.

            Jesli kobiet jest w związku, to związek musi spelniac jej oczekiwania żeby ciągle miala ochote na to samo danie :P

            Tu nie chodzi o 'olewanie' udawanie niedostępnosci czy niezainteresowania- ale olewanie kobiety i jej potrzeb. Jakże często facet będący takim 'marianem' czy odpowiednikiem Powolniaka ktorego glownym zajęciem jest leżakowanie z piwem przed tv, traktującym swoją żonę jak służbę i WYMAGAJĄCYM seksu?

            Żeby facet (bez zaburzen libido) sie podniecil potrzebuje fizycznej atrakcyjnosci partnerki, nikt tego nie neguje. Kobiecy seks zaczyna sie w glowie- zeby w ogole załączylo się jej myślenie o seksie, w związku musi się czuc przede wszystkim bezpiecznie, doceniona i kochana. Z chamem od kiełbasy do seksu trzeba się zmuszac, wsio.
            • grosz-ek Zgodzę się, że seks kobiety rodzi się w głowie, 08.01.11, 22:00
              ale nie zgodzę się, że pod wpływem pomagającego w porządkach mężczyzny. No chyba, że ten mężczyzna jest ubrany tylko w fartuszek. Czysta chata i ciepły obiad nie jest wyznacznikiem udanego związku, nie jest nawet podstawą do takiego związku. Jest to wynik udanego związku, w którym partnerzy pomagają sobie, aby wspólnie pchać ten wózek do przodu. Są związki, gdzie podział obowiązków jest równomierny i są takie, w których kobieta goni mężczyznę z kuchni, ze swojego królestwa. Podstawą udanego związku jest miłość i udany seks. Nic Ci z miłości, jeśli seks leży odłogiem i nic z seksu, jeśli nie ma miłości. Oby dwa aspekty są równie ważne. Ważne jest umiejętne okazywanie uczucia, codzienne jego artykułowanie. I ważne jest, aby seks nie spowszedniał.
              • urquhart Re: Zgodzę się, że seks kobiety rodzi się w głowi 09.01.11, 09:32
                grosz-ek napisał:
                > twa. Podstawą udanego związku jest miłość i udany seks. Nic Ci z miłości, jeśli
                > seks leży odłogiem i nic z seksu, jeśli nie ma miłości. Oby dwa aspekty są rów
                > nie ważne. Ważne jest umiejętne okazywanie uczucia, codzienne jego artykułowani
                > e. I ważne jest, aby seks nie spowszedniał.

                1gr - ek. To kluczowe zagadnienie. Miłość to zaangażowane,intymność, namiętność. Bez zaangażowania nie ma miłości to truizm. Ale nadmiar zaangażowania niszczy namiętność i seks, bo pożądanie karmi się tajemnicą, niepewnością, nieprzewidywalnością.
            • ditchdoc Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 08.01.11, 23:28
              m00nlight napisała:

              > Tu nie chodzi o 'olewanie' udawanie niedostępnosci czy niezainteresowania- ale
              > olewanie kobiety i jej potrzeb. Jakże często facet będący takim 'marianem' czy
              > odpowiednikiem Powolniaka ktorego glownym zajęciem jest leżakowanie z piwem prz
              > ed tv, traktującym swoją żonę jak służbę i WYMAGAJĄCYM seksu?

              za duzo dopowiedzialas, z obrazu o kolesiu ktory niewiele robi w domu stworzylas ferdka kiepskiego, bezrobotnego brudasa z piwem w reku. W takim przypadku sie zgadza, zadna z takim seksu chciec nie bedzie

              > Kobiecy seks zaczyna sie w glowie- zeby w o
              > gole załączylo się jej myślenie o seksie, w związku musi się czuc przede wszyst
              > kim bezpiecznie, doceniona i kochana. Z chamem od kiełbasy do seksu trzeba się
              > zmuszac, wsio.
              >

              jesli chama oddzielic od kielbasy i telewizora to bym sie klocil, zalezy od kobiety
              jezeli mowimy o typie a'la ferdek kiepski to i owszem, zgadza sie


              • my_sweety Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 00:11
                oczywiście mówimy w tym wypadku o seksie w związku. Wiadomo, że jeśli kobieta chce być przeleciana, to nie będzie analizować czy facet jest potencjalnie dobrym przyszłym mężem, czy nie. Seks w związku i poza nim - seks for fun - to zupełnie dwie różne sprawy.
                • urquhart Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for fun 09.01.11, 09:25
                  my_sweety napisała:

                  > oczywiście mówimy w tym wypadku o seksie w związku. Wiadomo, że jeśli kobieta c
                  > hce być przeleciana, to nie będzie analizować czy facet jest potencjalnie dobry
                  > m przyszłym mężem, czy nie. Seks w związku i poza nim - seks for fun - to zupeł
                  > nie dwie różne sprawy

                  No właśnie, co zrobić żeby seks nie był skąpym i chytrym nagradzaniem za przysługi w związku tylko żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" i żeby był to fun?
                  Mężczyzna powinie wykazywać inne cechy i faktycznie wałkowane było to nie raz tylko że rozjusza samice które sobie ułożyły i podporządkowały sobie już swoich samców i niby im wszystko gra. No poza seksem. :)
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,81390848,,_Dziewczyny_wola_podlych_drani_.html?v=2

                  • mujer_bonita Re: Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for 09.01.11, 14:14
                    urquhart napisał:
                    > No właśnie, co zrobić żeby seks nie był skąpym i chytrym nagradzaniem za przysł
                    > ugi w związku tylko żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" i żeby był to fun?

                    Czyli po raz kolejny nie doszło. Po co zadajesz pytania jeżeli nie słuchasz odpowiedzi? Jak odpowiedź nie pasuje to dziurawej teorii to należy ją przemilczeć?
                    • urquhart pożądanie nie chadza logicznymi ścieżkami 09.01.11, 15:10
                      mujer_bonita napisała:
                      > Czyli po raz kolejny nie doszło. Po co zadajesz pytania jeżeli nie słuchasz odp
                      > owiedzi? Jak odpowiedź nie pasuje to dziurawej teorii to należy ją przemilczeć?

                      Otóż, właśnie teoria w artykule powyżej jest dziurawa jak sito, bo najbardziej angażujący się mężczyźni w związku mają seksu i pożadania jak na lekarstwo. Ale ty to odrzucasz i nie przyjmujesz do wiadomości bo nie pasuje to do twojej wizji. A pożądanie nie chadza logicznymi ścieżkami czy to w związku czy poza nim.
                      • mujer_bonita Re: pożądanie nie chadza logicznymi ścieżkami 09.01.11, 20:45
                        urquhart napisał:
                        > Otóż, właśnie teoria w artykule powyżej jest dziurawa jak sito, bo najbardziej
                        > angażujący się mężczyźni w związku mają seksu i pożadania jak na lekarstwo.

                        Przekażę to swojemu facetowi, który przy bardzo dużym zaangażowaniu ma seksu aż nadmiar.

                        > A pożądanie nie chadza logicznymi ścieżkami czy to w związku czy poza nim.

                        Wyszło szydło z worka. Jak coś się nie trzyma kupy, jak Twoje teorie to trzeba to nazwać 'nie chadza logicznymi ścieżkami'. Urocze :)
                  • vitek_1 Re: Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for 10.01.11, 01:42
                    urquhart napisał:

                    > No właśnie, co zrobić żeby seks nie był skąpym i chytrym nagradzaniem za przysł
                    > ugi w związku tylko żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" i żeby był to fun?

                    No chyba musi mieć fizyczną satysfakcję z przelecenia, analogicznie zresztą jak facet?

                    Ja na ten przykład migam się jak mogę od wszystkich 'obowiązków domowych', jestem raczej leniwy, poza tym wszystko nieustannie mnie wqurwia, ciągle marudzę i mam do wszystkich pretensje o to że jestem biedny, moje życie jest gówniane itpd., słowem jestem mało pociągający i zgodnie z teoriami panującymi wśród damskiej części tego forum moja pani powinna na mój widok umykać do lasu.

                    A mimo to mam częsty i satysfakcjonujący seks, i to bynajmniej nie dlatego że siłą gonię partnerkę do łóżka. Odwrotnie, to ona często mnie tam zaciąga.

                    Dlaczego? Po prostu ma fizyczną satysfakcję którą jej daję przelatując ją (a ja mam swoją rzecz jasna czyli klasyczna wspólnota interesów).

                    Fakt że jakieś minimum standardów muszę zachować. Gdy się pożremy to bara-bara nie ma (ale już na drugi dzień jest :) Gdybym był brudny, niechlujny, agresywny w stopniu przekraczającym klapsy na gołą to też nic by nie było. To jest ok i ja to rozumiem. Ale na pewno nie jest tak że żona chętniej mi da bo wytrzepałem dywany albo rozwiesiłem pranie. Tak długo jak nie spadam poniżej pewnego minimum (a nie spadam), to co zrobię, czego nie zrobię czy jaki jestem nie ma wpływu na partnerki ochotę na seks. Ona to po prostu lubi i już :)

                    Jakby nie lubiła to i ugotowanie obiadu i wysprzątanie domu niewiele by pomogły.
                    • gravedigger1 Re: Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for 10.01.11, 12:07
                      vitek_1 napisał:

                      > A mimo to mam częsty i satysfakcjonujący seks, i to bynajmniej nie dlatego że s
                      > iłą gonię partnerkę do łóżka. Odwrotnie, to ona często mnie tam zaciąga.

                      O, vitek, widzę, że u Ciebie nastąpiła diametralna zmiana. Jeszcze tak niedawno narzekałeś na brak seksu i jego jakość (patrz forum.gazeta.pl/forum/w,15128,116672938,,Wszystko_jest_do_bani.html?s=0), a teraz jest on już częsty i satysfakcjonujący. Niesamowite! Czyżby to był cud? :) :)
                      • niezapominajka333 Re: Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for 11.01.11, 06:24
                        I to na dworcu kolejowym!
                        I na oczach dzieci .... ;)))))
                        Cud, zaiste, forumowy...
                        • sisi_kecz Re: Żeby kobieta "CHCIAŁA być przeleciana" - for 11.01.11, 10:24
                          > Cud, zaiste, forumowy... '

                          co za zawistny i wredny naród... ;)

                          zróbmy obchody jakieś, paradę radości, cieszmy sie, że bliźniemu sie odmieniło,
                          a nie złośliwe komentarze takie.

                          ;)
          • mujer_bonita Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 14:11
            ditchdoc napisał:
            > poza zwiazkiem kobieta na sex ochoty nie ma?

            Oczywiście, że ma. Tyle, że poza związkiem to zwykle facet się o nią STARA, wkłada jakiś wysiłek, żeby ten seks był. A w związku? Krowa kupiona to mleko ma być na zawołanie?

            > z reguly z kolesiami ktorzy olewaja i w zasadzie nie sa zainteresowani Wami wog
            > ole, sexu wlasnie chcecie ;)
            > chyba kazdy to widzial i doswiadczyl.

            Ile tego seksu? Zastanawiałeś się nad tym? Jedna noc? Pół roku na studiach? Czy 20lat małżeństwa?

            > byly tu teksty jak
            > to aseksualny stawal sie mezczyzna kiedy sprzatal, jaka dume mial mezczyzna
            > z tego ze gotuje a pani jakos to widziala jako odpychacz,

            Tyle, że to nie teksty kobiet. To, że prace domowe są aseksualne twierdzą faceci na forum (ciekawe dla czego?) ;)

            > ego ze gotuje a pani jakos to widziala jako odpychacz, niedawno jedna sie zasta
            > nawiala dlaczego nie szanuje meza ktorego do rany mozna przylozyc a daje dupy n
            > a bokach kolesiom ktorzy wlasnie "maja ja w dupie" itd itd.., sporo tego ;)

            Ile statystycznie kobiet ma osobowość borderline?
            • ditchdoc Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 19:06
              mujer_bonita napisała:

              > Tyle, że to nie teksty kobiet. To, że prace domowe są aseksualne twierdzą facec
              > i na forum (ciekawe dla czego?) ;)

              to byly teksty kobiet

              >
              > Ile statystycznie kobiet ma osobowość borderline?
              >

              zaraz borderline..
              kobiet ktore traktuja u mezczyzny chec zmywania naczyn wiecej niz raz na tydzien jako slabosc jest troche, jak na moje oko ze 20%
              mezyczyna ktory lata z odkurzaczem i sciereczka do kurzu w rozowych gumowych rekawiczkach zeby skory nie zniszczyc podczas gdy zonka oglada kolejny odcinek swojej telenoweli bedzie mial seksu tyle co nic ;)

              To nie chodzi raczej o sam fakt udzielania sie w robotach domowych tylko o to ile kobiet szybko uzna takiego mezczyzne za podporządkowanego, swojego, cieplego misia ktory o dostep do cipy czy porannego bj skamle jak kundel o kosc ;)

              Po tym forum, i nie tylko, wiemy ze takich pan troche jest ;)
              Takze same sobie strzelacie, ewentualnie glupie baby strzelaja tym madrzejszym.
              • mujer_bonita Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 21:01
                ditchdoc napisał:
                > to byly teksty kobiet

                To kop i podaj, skoro takie pamiętasz. Ja pamiętam je tylko w wykonaniu kobiet z problemami z przeszłości, z osobowościami borderline, szukającymi problemów etc.

                > To nie chodzi raczej o sam fakt udzielania sie w robotach domowych tylko o to i
                > le kobiet szybko uzna takiego mezczyzne za podporządkowanego, swojego, cieplego
                > misia ktory o dostep do cipy czy porannego bj skamle jak kundel o kosc ;)
                > Po tym forum, i nie tylko, wiemy ze takich pan troche jest ;)

                Oto znajomość kobiecej natury by Ditchdoc :) Wsparte ogólnym 'po forum wiemy, że tak jest' będącym stylistyczną figurą mającą podeprzeć wątłą teorię.

                Nie proszę Pana - NIE WIEMY. Jeżeli już to panowie bardzo chcą w to wierzyć coby migać się od prac domowych. Jakoś tej rzeszy panów, którzy seksu nie mają co w dużym stopniu zbiega się z narzekaniem ich kobiet, że się w domu i przy dzieciach nie udzielają już nie widzicie. Ciekawe to wasze wybiórcze czytanie :D
                • my_sweety Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 21:37
                  mujer_bonita napisała:

                  Ciekawe to wasze wybiórcze czytanie :D
                  >
                  To moze podoban przypadłość jak słuch selektywny? :))
                • ditchdoc Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 22:05
                  mujer_bonita napisała:


                  > To kop i podaj, skoro takie pamiętasz. Ja pamiętam je tylko w wykonaniu kobiet
                  > z problemami z przeszłości, z osobowościami borderline, szukającymi problemów e
                  > tc.

                  sporo takich ;)


                  > Oto znajomość kobiecej natury by Ditchdoc :) Wsparte ogólnym 'po forum wiemy, ż
                  > e tak jest' będącym stylistyczną figurą mającą podeprzeć wątłą teorię.

                  gdzie jest watla? Bo wg Ciebie to charakterystyka typu "borderline"?
                  bzdury, a pisze po forum bo oboje te forum czytamy i absolutnie nie wybiorczo, przynajmniej ja.

                  > Nie proszę Pana - NIE WIEMY. Jeżeli już to panowie bardzo chcą w to wierzyć cob
                  > y migać się od prac domowych. Jakoś tej rzeszy panów, którzy seksu nie mają co
                  > w dużym stopniu zbiega się z narzekaniem ich kobiet, że się w domu i przy dziec
                  > iach nie udzielają już nie widzicie. Ciekawe to wasze wybiórcze czytanie :D
                  >

                  mylisz sie
                  lamentow pan ze chlop "nie-meski" a jednoczesnie mily i uczynny troche tutaj bylo i bedzie, bede mial troche czasu to szybko kilka znajde

                  no ale, to tylko typ borderline szukajacy problemu, nie? :)
                  • ditchdoc Re: Fantasmagorie tutaj tylko by Urqu ;) 09.01.11, 22:22
                    masz 1 z googli bo utkwil mi w pamięci, na wiecej nie mam teraz czasu

                    "Mialam kiedys podobny przypadek. Bylismy razem trzy lata, a chlopak byl po prostu idealny: z swietnym meskim cialem (czesto jezdzil na skalki-ach te ciala wspinaczy- i trenowal boks), ale w domu zachowywal sie jak ciota. Mowil do mnie per niuniu (wtf?!?!) i spelnial kazda moja zachcianke. Kazdy moj foch traktowal powaznie (mowie Wam, facet ideal:P), wskazywalam tylko palcem, a on sprzatal, zmywal i prasowal. Podczas tego zwiazku moje libido spadlo do -10 i mialam wrazenie, ze robie to z wlasnym bratem. Z czasem bylo tylko gorzej. "

                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,108317759,118980130,Re_Stawiam_dobra_wodke_za_bezcenna_rade_.html

                    no ale to borderline bo koles sprzątał o 30% za duzo? ;)
                    • mujer_bonita Wibiórcze czytanie po raz kolejny :) 10.01.11, 08:46
                      ditchdoc napisał:
                      > ale w domu zachowywal sie jak ciota.

                      Nie prace domowe były problemem ale zachowanie owego pana. Ale tego też już nie doczytałeś.
                      • ditchdoc Re: Wibiórcze czytanie po raz kolejny :) 10.01.11, 16:48
                        mujer_bonita napisała:

                        > Nie prace domowe były problemem ale zachowanie owego pana. Ale tego też już nie
                        > doczytałeś.
                        >
                        moglbym odbic pileczke i powiedziec ze to Ty czytasz wybiorczo..
                        przeciez sprzątał a ona tylko wskazywala palcem co ;), i jak libido jej od tego skoczylo..

                        oczywiscie interesuje Cie wszystko poza tym co nie pasuje do twojej teorii ;)
        • urquhart Bonitka, jesteś słodka, Dedykuję Ci 09.01.11, 11:29
          mujer_bonita napisała:
          > kobieta właśnie tak czuje. Ale do Ciebie to po prostu nigdy nie dojdze. Nigdy n
          > ie dojdzie, że kobieta nie ma ochoty na seks z facetem, który olewa ją i jej po
          > trzeby, który jest w życiu codziennym chamem i bucem. Nie - wg. Ciebie to my ma
          > rzymy o tym, żeby nami poniewierać tylko wredne jesteśmy, że za to faceta każem
          > y (swoją drogą cóż za powalający brak logiki i spójności w Twojej teorii).

          Bonitka, jesteś słodka i niezawodna. Mamusia mi wyłuszczała tak jak ty staraj sią a zostaniesz nagrodzony, ale się nie sprawdziło.
          Faktycznie to dla mnie też brak logiki, ale pokornie wbijam sobie do głowy się że kobiety nie reagują logiczne tylko emocjonalne.
          Dedykuję Ci wyłuszczenie tego paradoksu z fragmentu filmu "Tylko Sesks". Załóżmy przez moment że ty jesteś tą logicznie argumentującą lalą, a ja tym owłosionym żigolakiem ruchaczem i wczuj się w rolę >>>
          www.joemonster.org/filmy/13366/Mezczyzni_sa_z_Marsa_a_kobiety_to_Pozdrawiam
          • mujer_bonita Re: Bonitka, jesteś słodka, Dedykuję Ci 09.01.11, 14:18
            urquhart napisał:
            > Bonitka, jesteś słodka i niezawodna. Mamusia mi wyłuszczała tak jak ty staraj s
            > ią a zostaniesz nagrodzony, ale się nie sprawdziło.

            Ja nic takiego nie 'wytłuszczałam'. Znów Twoja projekcja. Po prostu zatraciłeś całkowicie zdolność widzenia czegoś, co nie jest zgodne z Twoją teorią.

            > Faktycznie to dla mnie też brak logiki, ale pokornie wbijam sobie do głowy się
            > że kobiety nie reagują logiczne tylko emocjonalne.

            Pisałam o Twojej teorii jakoby kobiety uwielbiały seks s olewającymi je facetami a jednocześnie facetów za to olewanie karały brakiem seksu. Kupy to się trzyma tylko w Twoim pokręconym umyśle. 'Męska' logika :)
            • urquhart Re: Bonitka, jesteś słodka, Dedykuję Ci 09.01.11, 15:59
              mujer_bonita napisała:
              > Ja nic takiego nie 'wytłuszczałam'. Znów Twoja projekcja. Po prostu zatraciłeś
              > całkowicie zdolność widzenia czegoś, co nie jest zgodne z Twoją teorią.

              Wydaje mi się że piszesz o sobie i wypisz wymaluj :)
              Przeczytaj może swój pierwszy wpis w wątku jeszcze raz :)

              > Pisałam o Twojej teorii jakoby kobiety uwielbiały seks s olewającymi je facetam
              > i a jednocześnie facetów za to olewanie karały brakiem seksu. Kupy to się trzym
              > a tylko w Twoim pokręconym umyśle. 'Męska' logika :)

              W ogólności teorie są komplementarne. Fakt że to nie logiczne na pierwszy rzut oka.
              Zbyt mało zaangażowania, nie ma szans na relację. Za dużo zaangażowania, nie ma szans na namiętność i pożądanie. Po męskiej stronie to efekt silniejszy ale i występuje po babskiej stronie. Czy nie o tym właśnie babom wyłuszcza autorka "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"? A chłopom Deangelo ze swoim Attraction vs Affection.

              Logiczne wytłumaczenie psychologów ewolucyjnych jest takie że osobnicy z kiepskimi genami żeby mieć partnerkę seksualną oferowali zaangażowanie w związek i opiekę nad potomstwem. Osobnicy z najlepszymi genami oferowali swoją atrakcyjność seksualną. Stąd efekt lustrzany: duże zaangażowanie, to pewnie słabe geny i pożądanie spada automatycznie, bo trzeba rozglądać się za lepszymi genami.

              Pozdrawiam
              • zakletawmarmur Re: Bonitka, jesteś słodka, Dedykuję Ci 09.01.11, 18:22
                > Zbyt mało zaangażowania, nie ma szans na relację. Za dużo zaangażowania, nie ma
                > szans na namiętność i pożądanie.

                Ano właśnie!
                Żadna zdrowa na umyśle kobieta nie zwiąże się z egocentrycznym pasożytem. To NADMIAR bliskości, zaangażowania, czyli włazirowstwo, emocjonalne wiszenie na drugiej osobie przeszkadza namiętności!!! Nie bliskość i zaangażowanie samo w sobie. Sam zresztą często piszesz, że kobiety są najwierniejsze, gdy ich facet ma kasę. I co myślisz, że wtedy, gdy tę kasę trzyma na koncie i oszczędza na swojej kobiecie? Nie sądzę:-)
                • mujer_bonita Re: Bonitka, jesteś słodka, Dedykuję Ci 09.01.11, 20:55
                  zakletawmarmur napisała:
                  > Żadna zdrowa na umyśle kobieta nie zwiąże się z egocentrycznym pasożytem. To NA
                  > DMIAR bliskości, zaangażowania, czyli włazirowstwo, emocjonalne wiszenie na dru
                  > giej osobie przeszkadza namiętności!!!

                  Ponoć w nadmiarze wszystko szkodzi. Ja się zastanawiam dlaczego panowie wykonywanie swojej części obowiązków domowych kwalifikują do 'zbytniego zaangażowania' - do tego właśnie 'namiaru'. Wiem, wiem - to taaaaaakie wygodne :)

                  Ale jak żyć na co dzień z takim człowiekiem? Jak funkcjonować w zwykłych, przyziemnych sprawach? Przypomina mi się kilka historii zażyłych przyjaźni z czasów studiów, które rozpadły się lub nieomal rozpadły, kiedy ludzie ze sobą zamieszkali. To nawet nie były pary - po prostu kilkoro ludzi wyjmujących wspólnie lokum. I dość szybko wychodziły konflikty na tle co kto powinien a nie robi, kto po sobie nie sprząta, kto wyżera innym rzeczy z lodówki itp. Już wspólne mieszkanie było nie do zniesienia a to nawet związki nie były!

                  Więc tak - dopasowanie, zaangażowanie i partnerstwo to jest filar dobrego związku. A w przypadku kobiet jego brak ODBIERA chęć na seks - czy się to Urqu podoba czy nie, choćby nie wiem jak zaklinał rzeczywistość mało która kobieta ma ochotę na seks z bucem. I o tym między innymi jest artykuł.

                  Ciekawym jest, że Urqu tak apeluje o zrozumienie, że kobieta i mężczyzna są różni. Tyle, że w ogóle nie wie jakie są kobiety. Widzi tylko swój schemat 'wrednej baby każącej faceta brakiem seksu'.
                  • grosz-ek Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 09.01.11, 22:03
                    One nie mają przełożenia na jakość związku. To raczej one są wynikiem relacji w związku. Czy kobieta je wykonuje sama, czy też dzieli się nimi z mężczyzną - to wynik wzajemnych uzgodnień, mniej lub bardziej świadomych. Są udane małżeństwa gdzie kobieta włada niepodzielnie domem, są też takie, gdzie podział jest bardziej równomierny. Są też takie, w których to kobieta przynosi pieniądze, a mężczyzna podaje obiady. I żadne z nich nie jest skazane na rozpad tylko z tego powodu. Narażone są natomiast na rozpad, jeśli nie ma w nich miłości oraz udanego seksu. Bez miłości okazywanej czynnie w nader atrakcyjny sposób nawet najlepiej zrównoważony podział obowiązków nie uratuje małżeństwa. Co najwyżej przedłuży o kilka lat, to co nieuniknione.
                    Toteż nie należy mylić skutku z przyczyną.
                    • mujer_bonita Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 10.01.11, 08:58
                      grosz-ek napisał:
                      > One nie mają przełożenia na jakość związku.
                      (...)
                      > Bez miłości okazywanej czynnie w nader atrakcyjny sposób nawet najlepiej
                      > zrównoważony podział obowiązków nie uratuje małżeństwa.

                      A olewactwo i zwalanie wszystkiego na kobietę zapewni miłość i wieczny seks? Kituś-bajduś :)

                      Ja nigdzie nie twierdzę, że zrównoważony podział obowiązków (a jaki to już kwestia indywidualnych ustaleń) 'ratuje małżeństwo'. Ja jedynie piszę, że jest NIEODŁĄCZNYM elementem dobrego związku. Można się spierać, co było pierwsze - jajko czy kura ale wiele to nie zmieni.

                      > Narażone są natomiast na rozpad, jeśli nie ma w nich miłości oraz udanego seksu.

                      I znów wracamy do tematu wątku - a kiedy kobieta może mieć udany seks? Czyżby właśnie tu kółko się zamykało?

                      Wielu panów nie rozumie tej prawdy, którą ktoś tu miał w sygnaturce - dla mężczyzny często dobry seks warunkuje związek podczas gdy dla kobiety dobry związek warunkuje seks. Tak drodzy panowie - RÓŻNIMY SIĘ.
                      • grosz-ek Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 10.01.11, 22:03
                        > Można się spierać, co było pierwsze - jajko
                        > czy kura ale wiele to nie zmieni.

                        No cóż, ja uważam, że w udanym związku partnerzy są na ogół zadowoleni z uzgodnionego zakresu podziału domowych obowiązków, natomiast niekoniecznie zadowolenie z podziału obowiązków oznacza udany związek. Szczęście w małżeństwie to znacznie więcej niż - "Ty gotujesz obiad, a ja odkurzam dywany" - choć nie ukrywam, że to może być oznaka takiego szczęścia. Nie mylmy jednak skutku z jego przyczyną.

                        > Wielu panów nie rozumie tej prawdy, którą ktoś tu miał w sygnaturce - dla mężcz
                        > yzny często dobry seks warunkuje związek podczas gdy dla kobiety dobry związek
                        > warunkuje seks. Tak drodzy panowie - RÓŻNIMY SIĘ.

                        Jak bum cyk cyk - wiele wątków na tym forum wskazuje, że gdy mężczyzna próbuje zasypać tę różnicę, to traci na swojej aktrakcyjności. Bo w ostatecznym rozrachunku mężczyzna jest od tego, żeby dobrze bzykać swoją kobietę. Całę resztę kobieta jest w stanie sobie sama zapewnić (i czyste mieszkanie, i ubrane dzieci, i odpowiednie życie towarzyskie, a także pożądany poziom dochodów).
                    • zakletawmarmur Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 10.01.11, 16:38
                      No to sobie groszku wyobraź jak byś się czuł, gdyby żona wracała z pracy i nic w domu i przy dzieciach nie robiła... Są obowiązki, które można olać. Są i takie, których olać się nie da. Musisz dzieciom dać coś jeść, pomóc przy zadaniu domowym, czasami pozmywać gary. Nie czułbyś się wykorzystany, gdyby Twoja połowa uważała, że to tylko Twoja potrzeba więc i Twój obowiązek?
                      • grosz-ek Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 10.01.11, 22:09
                        > No to sobie groszku wyobraź jak byś się czuł, gdyby żona wracała z pracy i nic
                        > w domu i przy dzieciach nie robiła... Są obowiązki, które można olać. Są i taki
                        > e, których olać się nie da. Musisz dzieciom dać coś jeść, pomóc przy zadaniu do
                        > mowym, czasami pozmywać gary. Nie czułbyś się wykorzystany, gdyby Twoja połowa
                        > uważała, że to tylko Twoja potrzeba więc i Twój obowiązek?
                        >

                        Aż mam ochotę powiedzieć, iż moja ś.p. żona nie dość, że teraz nic nie robi przy dzieciach, to jeszcze nie wraca na noc do domu. A mimo to nadal ją szaleńczo kocham i wszystko to bym jej zaraz wybaczył, gdyby tylko stanęła w drzwiach cała i zdrowa. Ale takie rzeczy, to tylko w Erze ....
                        • jesod Ona jest wciąż obok Ciebie 11.01.11, 00:19
                          grosz-ek napisał:
                          > Aż mam ochotę powiedzieć, iż moja ś.p. żona nie dość, że teraz nic nie robi prz
                          > y dzieciach, to jeszcze nie wraca na noc do domu. A mimo to nadal ją szaleńczo
                          > kocham i wszystko to bym jej zaraz wybaczył, gdyby tylko stanęła w drzwiach cał
                          > a i zdrowa.

                          To jest zwierzenie i podsumowanie, które mówi samo za siebie.
                          Wymowne i bez odpowiedzi.
                          Potwierdzające, że to co najważniejsze, a jednocześnie najpiękniejsze między kobietą i mężczyzną jest niewidzialne, nie daje się ująć w jakiekolwiek ramy i schematy.
                          Nie podlega żadnym ocenom.

                          Grosz-ek, jestem kobietą i zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś w tym wątku.
                          Jesteś Mądrym Facetem - wiesz, o co chodzi w życiu i w partnerstwie. Tylko Tacy Mężczyźni w życiu zaznają Miłości, poznają Jej smak i wiedzą czym Ona jest naprawdę.

                          Wiem, że cierpisz i bardzo Ci współczuję... Przykro mi.
                          Nie odganiaj myśli o swojej Żonie.
                          Kochaj Ją jak dawniej.
                          Ona jest wciąż obok Ciebie i będzie zawsze, choć nie możesz jej dotknąć i przytulić ...

                          Nie wierzę, że bliscy nam ludzie odchodzą całkowicie z naszego życia. To nieprawda. Choć fizycznie nie ma ich już obok nas i ich energia jest zawsze z nami.
                          Czasem nam pomagają i czuwają nad nami...



                          • grosz-ek Niezmiernie dziękuję za tak miłe słowa, 11.01.11, 00:45
                            ale nie przesadzałbym z mądrością moich słów. Co niektórzy wiedzą, jak piramidalne głupoty potrafiłem napisać. Między prawdą, a Bogiem, pisaninę na forum traktuję jako formę terapii - obok pisania sążnistych listów do żony, zanudzania wspomnieniami wszystkich chętnych do ich słuchania, itd. Inaczej mówiąc, facet w depresji ze skopanym życiem emocjonalnym próbuje dawać innym dobre rady. Nie jest to najlepszy przyczynek do poważnego ich traktowania. Już lepiej traktować to jako pewną formę rozrywki, ciekawostki. Sam się zastanawiam, jak wiele z tych "rad" będę chciał wspominać (nie mówiąc o stosowaniu) w niedalekiej przyszłości.

                            Ale dziękuję za słowa otuchy. Wiem, że moja żona jest przy mnie, tylko w trochę mniej namacalny sposób. Niestety, w całej tej depresji i żałobie chodzi właśnie o ten "mniej namacalny sposób". Cholernie trudno jest mi go zaakceptować.
                        • gravedigger1 Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 11.01.11, 08:18
                          grosz-ek napisał:

                          > Aż mam ochotę powiedzieć, iż moja ś.p. żona nie dość, że teraz nic nie robi prz
                          > y dzieciach, to jeszcze nie wraca na noc do domu. A mimo to nadal ją szaleńczo
                          > kocham i wszystko to bym jej zaraz wybaczył, gdyby tylko stanęła w drzwiach cał
                          > a i zdrowa. Ale takie rzeczy, to tylko w Erze ....

                          Wspłczuję Ci z powodu Twojej osobistej straty, ale Twój stosunek do zmarłej żony ma się nijak do relacji pomiędzy dwójką żywych ludzi pozostających w związku.
                          • sisi_kecz Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 11.01.11, 10:14
                            Wspłczuję Ci z powodu Twojej osobistej straty, ale Twój stosunek do zmarłej żon
                            > y ma się nijak do relacji pomiędzy dwójką żywych ludzi pozostających w związku.'

                            Cenzor sie znalazł, a niby taki liberał.
                            Nie widzisz, że spychasz temat śmierci jako tabu do niebytu, pod wiecznym i tym samym pretekstem, że nie pasuje?

                            W sąsiednich postach bardzo ładnie i groch i jesod opisali jak relacja po śmierci jednego z partnerów zmienia sie ale istnieje i jest równouprawniona do tej fizycznej.
                            Poza tym groch nie podawał swojej sytuacji bez powodu, tylko po to aby rozdzierać rany, tylko po to aby udowodnić swoją tezę o "wystarczalności' uczucia do istnienia dobrego związku.
                            Nie rozumiem po co ten cenzorski komentarz, ale widocznie masz z tym problem, jak zresztą wszyscy ;)
                            Z tą różnicą, ze ja nie wskazuję palcem na grosz-ka że ma wyjść, bo smęci. Uważam ze jego posty to świetna okazja by temat chociaż trochę oswoić i może sie czegoś nauczyć na odległą mam nadzieję przyszłość.

                            Nie chcesz to nie czytaj, ale zbastuj z pryncypialnym komentsem, bo moim zdaniem nie masz racji i sie czepiasz.

                            pozdro!
                            • gravedigger1 Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 11.01.11, 11:19
                              sisi_kecz napisała:

                              > Cenzor sie znalazł, a niby taki liberał.
                              > Nie widzisz, że spychasz temat śmierci jako tabu do niebytu, pod wiecznym i tym
                              > samym pretekstem, że nie pasuje?

                              Ja spycham temat? A gdzie na pisałem, że autor nie powinien pisać o śmierci swojej żony? Napisałem tylko, że jego przypadek ma się nijak do relacji pomiędzy żyjącymi ludźmi. On utracił swoją żonę bezpowrotnie i zgodziłby się niemal na wszystko, żeby tylko wróciła do niego z zaświatów. W relacji pomiędzy żyjącymi ludźmi taka postawa nie ma "zastosowania" praktycznego. Takie uczucia rodzą się dopiero po stracie bliskiej osoby.

                              > W sąsiednich postach bardzo ładnie i groch i jesod opisali jak relacja po śmier
                              > ci jednego z partnerów zmienia sie ale istnieje i jest równouprawniona do tej f
                              > izycznej.

                              Masz rację, relacja po śmierci jednego partnerów zmienia się, ale nie masz racji, twierdząc, że "równouprawniona". Nie jest, bo doświadczenie śmierci bliskiej osoby, jej bezpowrotna strata zmienia wszystko.

                              > Poza tym groch nie podawał swojej sytuacji bez powodu, tylko po to aby rozdzier
                              > ać rany, tylko po to aby udowodnić swoją tezę o "wystarczalności' uczucia do is
                              > tnienia dobrego związku.

                              Uczucie do zmarłej żony nie może być argumentem w dyskusji na temat "wystarczalności uczucia do istnienia dobrego związku", ponieważ jeśli żona umarła, to związek już nie istnieje i nie można porównywać stosunku męża do zmarłej żony ze stosunkiem męża do żony żyjącej.

                              > Nie rozumiem po co ten cenzorski komentarz, ale widocznie masz z tym problem, j
                              > ak zresztą wszyscy ;)

                              Nie rozumiem, dlaczego widzisz tu jakiś cenzorski komentarz. Kmentarz mój odnosi się tylko do nieadekwatności sytuacji groszka do sytuacji, w których oboje partnerzy są żywymi ludźmi. To tylko wyrażenie opinii, a nie cenzura, moja droga.

                              > Z tą różnicą, ze ja nie wskazuję palcem na grosz-ka że ma wyjść, bo smęci. Uważ
                              > am ze jego posty to świetna okazja by temat chociaż trochę oswoić i może sie cz
                              > egoś nauczyć na odległą mam nadzieję przyszłość.

                              A gdzie ja napisałem lub zasugerowałem, że ma wyjść? Sisi, nie bądź przewrażliwiona. :)

                              > Nie chcesz to nie czytaj, ale zbastuj z pryncypialnym komentsem, bo moim zdanie
                              > m nie masz racji i sie czepiasz.

                              A moim zdaniem to Ty się czepiasz i oskarżasz mnie o cenzorskie zapędy, podczas gdy ja tylko wyrażam swoją opinię. Jednak pomimo faktu, że się czepiasz, nie mam zamiaru oskarżać Cię o chęć cenzurownia mnie. :)
                              • sisi_kecz Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 11.01.11, 11:50
                                Napisałem tylko, że jego przypadek ma się nijak do relacji pomiędzy ż
                                > yjącymi ludźmi. '

                                Czyli napisałeś, ze wypowiedź grosz-ka w tym temacie nie ma sensu. Czyli że groch może pisać w tematach p.t.: Jak przeżywam śmierć żony, a do innych sie nie pchać.

                                On utracił swoją żonę bezpowrotnie i zgodziłby się niemal na ws
                                > zystko, żeby tylko wróciła do niego z zaświatów. W relacji pomiędzy żyjącymi lu
                                > dźmi taka postawa nie ma "zastosowania" praktycznego. Takie uczucia rodzą się d
                                > opiero po stracie bliskiej osoby.'

                                Inaczej zrozumiałam wypowiedź grosz-ka, a mianowicie tak, że: wartość ich relacji okazała sie wysoka, kiedy po odarciu jej z widomych fizycznych objawów współbycia (opieka nad dziećmi, domem) więź jest tak samo silna- czyli nie była zbudowana na porządkach i pieluchach, była zbudowana na uczuciu.
                                I to chciała grosz-ek IMO wykazać, zresztą niesamowicie przemawiający przykład, na czym suma sumarum warto sie skupiać a co olewać.
                                Tym samym wypowiedź grocha w tym temacie jest dla mnie bardzo inspirująca i kompletnie adekwatna do tematyki. Ma zastosowanie praktyczne.

                                Nie jest, bo doświadczenie śmierci bliskiej
                                > osoby, jej bezpowrotna strata zmienia wszystko. '

                                Jest to na pewno tragedia, ale czy miłość kończy sie ze śmiercią?
                                Ostatnio wypowiadają sie te wdowy ze Smoleńska i mówią o tym, ze ciągle kochają zmarłych mężów. Pani Rybicka mówiła np. o tym, ze jak sie znało i kochało kogoś przez większą część życia to sie to nie kończy ze śmiercią tej osoby. A skoro miłość trwa, to co sie zmienia? Ilość zameldowanych osób.

                                Uczucie do zmarłej żony nie może być argumentem w dyskusji na temat "wystarczal
                                > ności uczucia do istnienia dobrego związku", ponieważ jeśli żona umarła, to zwi
                                > ązek już nie istnieje.

                                Tak jak wyżej, zrozumiałam wypowiedź grosz-ka inaczej.

                                nie można porównywać stosunku męża do zmarłej żony ze s
                                > tosunkiem męża do żony żyjącej.'

                                myślę że to są kwestie indywidualne i nie jesteśmy uprawnieni tego nawet w teorii oceniać, bo nie mamy o tym pojęcia, przynajmniej ja.

                                Jednak pomimo faktu, że się czepiasz, nie m
                                > am zamiaru oskarżać Cię o chęć cenzurownia mnie. :)'

                                i słusznie, ja z Tobą polemizuję ;)

                                pozdro!
                                • gravedigger1 Re: Fetyszyzujesz obowiązki domowe. 11.01.11, 12:10
                                  sisi_kecz napisała:

                                  > Czyli napisałeś, ze wypowiedź grosz-ka w tym temacie nie ma sensu. Czyli że gro
                                  > ch może pisać w tematach p.t.: Jak przeżywam śmierć żony, a do innych sie nie p
                                  > chać.

                                  Groszek może pisać w dowolnym temacie. To jego prawo. Natomiast ja wyraziłem opinię, że jego sytuacja ma się nijak do sytuacji dwojga żywych ludzi pozostających w związku.

                                  > Inaczej zrozumiałam wypowiedź grosz-ka, a mianowicie tak, że: wartość ich relac
                                  > ji okazała sie wysoka, kiedy po odarciu jej z widomych fizycznych objawów współ
                                  > bycia (opieka nad dziećmi, domem) więź jest tak samo silna- czyli nie była zbud
                                  > owana na porządkach i pieluchach, była zbudowana na uczuciu.

                                  Więź pomiędzy tą konkretną dwójką ludzi już nie istnieje. Istnieje tylko uczucie jednostronne oparte na traumie śmierci bliskiej osoby i żalu po jej utracie. Wspólne życie uczucia tego już nie może zweryfikować.

                                  > I to chciała grosz-ek IMO wykazać, zresztą niesamowicie przemawiający przykład,
                                  > na czym suma sumarum warto sie skupiać a co olewać.
                                  > Tym samym wypowiedź grocha w tym temacie jest dla mnie bardzo inspirująca i ko
                                  > mpletnie adekwatna do tematyki. Ma zastosowanie praktyczne.

                                  Ma zastosowanie praktyczne tylko pod warunkiem, że ktoś uświadomi sobie, że może bezpowrotnie utracić osobę, z korą jest, poczuje ból, korego może doświadczyć w przypadku śmierci tej osoby i w obliczu tego zmieni swoje podejście do spraw "przyziemnych", które mają wpływ na jakość związku. Niestety, niewielu ludzi jest w stanie poczuć taki ból zanim stracą kogoś bliskiego i zmienić swoje postępowanie zanim do utraty dojdzie.

                                  > Jest to na pewno tragedia, ale czy miłość kończy sie ze śmiercią?

                                  Miłość jako relacja dwojga ludzi kończy się wraz ze smiercią, a to co pozostaje (uczucie jednostronne) ma się nijak do realcji pomiędzy dwojgiem żywych ludzi.

                                  > A skoro miłość trwa, to co sie zmienia? Ilość zameldowanych osób.

                                  Zmienia się wszystko. Jest tragedia, trauma, chęć odzyskania kogoś bezpowrotnie utraconego i jest fizyczne unicestwienie związku dwojga ludzi.

                                  > Tak jak wyżej, zrozumiałam wypowiedź grosz-ka inaczej.

                                  Twoje prawo.

                                  > myślę że to są kwestie indywidualne i nie jesteśmy uprawnieni tego nawet w teor
                                  > ii oceniać, bo nie mamy o tym pojęcia, przynajmniej ja.

                                  Nie ma tu czego oceniać, ponieważ w przypadku śmierci jednej osoby związek dwojga ludzi przestaje istnieć.

                                  > i słusznie, ja z Tobą polemizuję ;)

                                  No widzisz, a ja polemizuję z groszkiem, podczas gdy Ty rzucasz oskarżenia o cenzurę. :)
                                  • grosz-ek Hej, spokojnie, 11.01.11, 22:06
                                    niepotrzebne są aż tak wielkie emocje. Przeczytajcie post zaklętej i zauważcie, że ze swoim przykładem zwróciła się bezpośrednio do mnie, to też ja jej też bezpośrednio odpowiedziałem. Oczywiście, zrozumiałem intencje zaklętej, która chciała mi zwrócić uwagę, że z "pasożytem rodzinnym" nie da się łatwo żyć. Ja starałem się jej odpowiedzieć (nie wprost), że bardzo istotna jest przyczyna bycia takim "pasożytem rodzinnym". I jeśli ta przyczyna ma swoje odpowiednie uzasadnienie, to być może nie można mówić o pasożytowaniu. Wszystko zależy od relacji w związku. Sisi ten dialog zrozumiała, grave - chyba nie.

                                    Co do formalnego podejścia gravedigger1 do mojego związku z moją zmarła żoną. Tak, z formalnego punktu widzenia, nie mam żony i jestem wdowcem, a przez to nie jestem w związku. Polemizowałbym jednak, moja sytuacja ma się nijak do "sytuacji dwojga żywych ludzi pozostających w związku". Zauważ, żeby teraz być wdowcem, wcześniej musiałem być żonaty, czyli byłem w związku. Nie uważasz, że być może śmierć mojej żony, nadaje mi nową perspektywę oglądu, co jej ważne, a co nie jest ważne w związku? Że z mojej perspektywy, czysty dom, pełna lodówka i inne takie tam, nie są tymi rzeczami o których będzie się pamiętać wspominając ukochaną osobę? Że za to będzie się wspominać wszystkie te chwile, w których najsilniej poczuło się miłość od niej, a żałować tych wszystkich chwil, gdy tę miłość się zawiodło? Że warto nad miłością w związku pracować, bo wymaga ona stałej opieki? Bo tak naprawdę, to co jest w życiu jest najważniejsze, to jest właśnie miłość? Miłość do tej jedynej, wybranej przez nas osoby? I nie warto ją gubić w rutynie dnia codziennego?
                                    • urquhart Re: Hej, spokojnie, 12.01.11, 00:05
                                      grosz-ek napisał:
                                      > e śmierć mojej żony, nadaje mi nową perspektywę oglądu, co jej ważne, a co nie
                                      > jest ważne w związku? Że z mojej perspektywy, czysty dom, pełna lodówka i inne
                                      > takie tam, nie są tymi rzeczami o których będzie się pamiętać wspominając ukoch
                                      > aną osobę? Że za to będzie się wspominać wszystkie te chwile, w których najsiln
                                      > iej poczuło się miłość od niej, a żałować tych wszystkich chwil, gdy tę miłość
                                      > się zawiodło? Że warto nad miłością w związku pracować, bo wymaga ona stałej op
                                      > ieki? Bo tak naprawdę, to co jest w życiu jest najważniejsze, to jest właśnie m
                                      > iłość? Miłość do tej jedynej, wybranej przez nas osoby? I nie warto ją gubić w
                                      > rutynie dnia codziennego?

                                      Dzięki Ci za tą Wspaniałą refleksję...

                                      Zajrzyj>>>
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,95571832,,Zatrzymac_milosc_Zwierciadlo_.html?v=2
                                    • gravedigger1 Re: Hej, spokojnie, 12.01.11, 07:58
                                      grosz-ek napisał:

                                      > niepotrzebne są aż tak wielkie emocje.

                                      A skąd wniosek, że mamy tu do czynienia z wieekimi emocjami. To tylko dyskusja.

                                      Przeczytajcie post zaklętej i zauważcie,

                                      > Co do formalnego podejścia gravedigger1 do mojego związku z moją zmarła żoną. T
                                      > ak, z formalnego punktu widzenia, nie mam żony i jestem wdowcem, a przez to nie
                                      > jestem w związku. Polemizowałbym jednak, moja sytuacja ma się nijak do "sytuac
                                      > ji dwojga żywych ludzi pozostających w związku".

                                      Możesz polemizować, ja też mogę. Uważam, że nie tylko z formalnego, ale również z faktycznego punktu widzenia w związku nie jesteś, co uniemożliwia przełożenie Twojej sytuacji na sytuację dwojga żywych ludzi w związku.

                                      > Zauważ, żeby teraz być wdowcem
                                      > , wcześniej musiałem być żonaty, czyli byłem w związku. Nie uważasz, że być moż
                                      > e śmierć mojej żony, nadaje mi nową perspektywę oglądu, co jej ważne, a co nie
                                      > jest ważne w związku?

                                      Ależ tak! Śmierć żony nadaje Ci "nową perspektywę oglądu". Zauważ że takiej perspektywy nie mają Ci, którzy swojej żony nie utracili.

                                      > Że z mojej perspektywy, czysty dom, pełna lodówka i inne
                                      > takie tam, nie są tymi rzeczami o których będzie się pamiętać wspominając ukoch
                                      > aną osobę? Że za to będzie się wspominać wszystkie te chwile, w których najsiln
                                      > iej poczuło się miłość od niej, a żałować tych wszystkich chwil, gdy tę miłość
                                      > się zawiodło? Że warto nad miłością w związku pracować, bo wymaga ona stałej op
                                      > ieki? Bo tak naprawdę, to co jest w życiu jest najważniejsze, to jest właśnie m
                                      > iłość? Miłość do tej jedynej, wybranej przez nas osoby? I nie warto ją gubić w
                                      > rutynie dnia codziennego?

                                      Piękne słowa. Literatura pełna jest pięknych słów i są zapewne ludzie, którzy te piękne słowa starają się wcielać w życie. Jednak jak zapewne wiesz, ani idealni ludzie, ani idealne związki nie istnieją.
                                      • grosz-ek Re: Hej, spokojnie, 12.01.11, 08:51
                                        > Jednak jak zapewne wiesz, ani ideal
                                        > ni ludzie, ani idealne związki nie istnieją.

                                        To, że nie istnieją, nie oznacza, że jesteśmy skazani na porażkę. O związek trzeba po prostu dbać. Ale aby o niego dbać, trzeba wiedzieć co jest w nim ważne, a co - znacznie mniej. Dlatego między innymi produkuję się na tym forum, aby móc to pokazać z mojej - dość szczególnej - perspektywy. Czytający oceniają, na ile moje opinie mają uzasadnienie, a na ile nie.

                                        PS. Wystarczy, zejdźmy z mojej osoby. Ten wątek nie dotyczy mnie, tylko kogoś innego. Skupmy się na problemach przez niego przedstawionych. Z mojej strony EOT.
                                        • sisi_kecz Hej, spokojnie jak na wojnie ;) 12.01.11, 09:38
                                          Wystarczy, zejdźmy z mojej osoby. Ten wątek nie dotyczy mnie, tylko kogoś i
                                          > nnego. Skupmy się na problemach przez niego przedstawionych.'

                                          o nie, ten wątek jest do linku, zatem żaden forumowicz nie napisal o swoim problemie- kazdy komentarz z własnym odniesieniem jest uprawniony :)

                                          Teraz będzie mój.

                                          Otóż w sprawie podziału obowiązków domowych i wpływie ich wykonywania na związek to mamy z mężem ciągle utarczki i wiele sie nad tym zastanawiam, jakby tu polepszyć, jakby uniknąć scysji, jak to wspólnie poustawiać aby to funkcjonowało bez spięc.
                                          I uważam, że wiele par musi sie dotrzeć, a wiele dociera sie do krwi ostatniej;)

                                          Jakoś tak nie wierzę że znakomita większość wchodzi w układ z druga do niedawno obcą osobą i grafik porządków w domu idzie jak z płatka. Chyba każdy to musi ustalić, a nie zawsze okazuje sie do proste, gdyż obie osoby przyszły z róznych domów, z różnym wychowaniem.
                                          A ponieważ jednak nadal przeciętnie najpierw sie zakochujemy ( w tym jak on patrzy, jak pachnie, jakie ma poglądy i poczucie humoru oraz jak całuje i przytula, itp.), a potem zamieszkujemy razem, to miłość nie wyklucza horrendalnych awantur na tle wiecznie zostawianych okruchów na blacie ;)

                                          Potrzebny jest kompromis, kiedy podział obowiązków nie przypomina sielanki i właśnie uczucie pomaga ten kompromis uzyskać- bo inaczej by sie człowiek wyprowadził i kichał na to, kto ostatni szorował kibel.

                                          Najgorsze jest jednak to, że tam gdzie obydwoje sa uparciuchami (czyli sisi i jej men) to walczą o ten podzial bez ustanku, bo chwila nieuwagi i już "ukochana osoba" cichaczem narusza zasady i przesuwa granicę ustaleń.

                                          Oczywiście, ze po wspólnie przezytym życiu nie będę wspominać lśniacej podłogi czy pelnej lodówki, ale na codzień szlag moze trafić z kolejnym wyciąganym z niej słoiczkiem dżemu, ktory jest pusty i czeka na służacą co go wyrzuci.

                                          Niestety to co teraz liczy sie bo teraz dotyka w drażliwych sferach osobowości.

                                          i konkludując- można zniechęcić sie do partnera jesli nie dotrzymuje kompromisowych rozwiązań, a to wiąże sie przynajmniej u kobiet z poczuciem bycia oszukaną i wykorzystaną, co do seksu zniechęca skuteczniej niż brak wieczornego prysznica u mojego mena ;)

                                          duze pozdro!!!
                                          --
                                          "Mąż działa mi bez przerwy,
                                          raz na zmysły , raz na nerwy"
                                          Sztaudynger
                                  • grosz-ek Jeszcz jedno. 11.01.11, 22:35
                                    Odważnie twierdzisz, że nie jestem w związku. Powiem tak - jestem w związku z moją już-raczej-stale-nieobecną żoną. jej nieobecność, jeszcze przez długie lata będzie wywierała jak dla wielu osób jak najbardziej namacalne efekty. Możesz na to spojrzeć tak, jak w fizyce półprzewodnikowej, jest rozpatrywane przewodnictwo ładunków dodatnich. W półprzewodnikach, ładunek dodatni to po prostu dziura po elektronie. Dziura ta się zachowuje prawie jak elektron, tylko że ma przeciwny ładunek. Podobnie jest z moją żoną. Jej namacalnie nie ma, ale jest za to dziura wywołana jej nieobecnością. I dziura ta wywołuje równie silne uczucia jak wcześniej żona swoją obecnością. I podobnie jak z elektronem - o przeciwnym ładunku emocjonalnym.
                                    Ładnie to wytłumaczyłem ???
                                    • gravedigger1 Re: Jeszcz jedno. 12.01.11, 07:49
                                      Bardzo ładnie to wytłumaczyłeś. :) To prawda, jesteś w związku, tylko że w tym związku nie ma dwojga ludzi. Jesteś Ty i Twoje uczucia, Twoje wspomnienia o żonie. To nie jest związek dwojga żywych ludzi.
                                      • grosz-ek Re: Jeszcz jedno. 12.01.11, 08:55
                                        > To nie jest związek dwojga żywych ludzi.

                                        Zdecydowanie, nie jest to "związek dwojga żywych ludzi". Sformułowanie "żywych" ma tu szczególne znaczenie. Dobra, EOT.
                                        • gravedigger1 Re: Jeszcz jedno. 12.01.11, 09:48
                                          grosz-ek napisał:

                                          > Zdecydowanie, nie jest to "związek dwojga żywych ludzi". Sformułowanie "żywych"
                                          > ma tu szczególne znaczenie. Dobra, EOT.

                                          Nie tylko nie jest to związek dwojga żywych ludzi, ale nie jest to związek dwojga ludzi. EOT
      • dn35 Re: Fantasmagorie 10.01.11, 15:29
        "Kobiety płacą mężom seksem za dobre zachowanie..."
        To może niezbyt trafnie ujęte - znacznie trafniejsze jest stwierdzenie
        "Serce mężczyzny otwiera się poprzez seks, podczas gdy miłośc pozwala kobiecie pragnąć seksu".
        I z tym, ja absolutnie się zgadzam.

        I nie wiadomo, co, kogo, może podniecać. Niektóre kobiety reagują na typ macho, kiedy podają w ukłonie królowi obiadek nie zasłaniając oglądanego meczu - i wtedy czują się kobietą.
        A inne lubią być wielbione własnie poprzez nadskakiwanie im na codzień, co dla niektórych może byc nudne i bez adrenaliny. Mam koleżankę, która lubi patrzeć na swego lubego, jak prasuje dzieciom ubranka, a ona w tym czasie maluje paznokcie u stóp i kusi go rozpietym szlafrokiem (9 lat ze sobą). I on i ona się tym podniecają. Bo ona jest dla niego, jak księżniczka. Ma pachnieć i leżeć. A ona lubi patrzeć, jak on usługuje jej. I działa. Oboje chcą seksu.

        Więc nie szufladkujmy, że wszystkie kobiety nie lubią pantoflarzy, albo nie lubią macho.

        Ale przy powiedzeniu, że kobieta kochana zaczyna pragnąć seksu - możemy z czystym sumieniem pozostać. A jak ona chce być kochana, to już jej sprawa. Byle była. To i seks będzie.
    • potwor_z_piccadilly Re: może uznacie, że banalne,... 09.01.11, 19:21
      Ciekawa dyskusja, bo wszyscy macie rację.
      Z małymi wyjątkami wszystkie wersje są prawidłowe, a cała sztuka polega na tym że gdy je w odpowiednich proporcjach poskładamy do kupy, to klucz do właściwych relacji męsko-damskich mamy.
      Czuli mamy wiedzieć kiedy pierdzielnąć czymś o ścianę, a kiedy czule przytulić.
      • my_sweety Re: może uznacie, że banalne,... 09.01.11, 20:25
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Ciekawa dyskusja, bo wszyscy macie rację.
        > Z małymi wyjątkami wszystkie wersje są prawidłowe, a cała sztuka polega na tym
        > że gdy je w odpowiednich proporcjach poskładamy do kupy, to klucz do właściwych
        > relacji męsko-damskich mamy.
        > Czuli mamy wiedzieć kiedy pierdzielnąć czymś o ścianę, a kiedy czule przytulić.


        A w praktyce...średnio nam to wszystkim wychodzi ;)))
    • potwor_z_piccadilly Re: może uznacie, że banalne,... 10.01.11, 21:08
      Bo ja wiem czy w omawianych tu kwestiach diabeł tkwi w szczegółach, konfiguracjach, kto komu pomógł w domu, a kto komu wymierzył zasłużonego lub nie kopa. Może wystarczy być uczciwym, zdolnym do empatii człowiekiem który potrafi zachowując swoje cechy przypisane płci dzielić się z drugim dobrem.
      Może uznacie że wypisuję banały, ale ja sądzę że "dobrego diabeł nie zepsuje, a złego Pan Bóg nie naprawi". Niestety, tej prawdy się nie przeskoczy.
      Dziś rano ktoś wymusił mi pierwszeństwo przejazdu. To norma w stolicy, a że lekko przyhamowałem to i nic się nie stało. Jadąc jednak dalej za tym człowiekiem zauważyłem że facet w ogóle nie używa kierunkowskazu. Wykonał kilka manewrów skrętu, parę zmian pasa ruchu i zero informacji dla innych kierowców. Czy to była nieuwaga? Śpieszył się ? Nie, to egocentryczny cham, taki co to w życiu kieruje się "ja to pi....lę" i "jebać to".
      Tez niby standard (niestety), ale pytanie się nasuwa. Czy on zdolny jest dać komuś szczęście.
      Ja wątpię bo chamstwo (dotyczy płci obojga) to przypadłość nieuleczalna, a brak empatii i nieczułość to główne tej przypadłości elementy i by podtrzymać ten dzisiejszy, gówniany mój nastrój pioseneczka.
      www.youtube.com/watch?v=TdRyC3jSUZY
      • potwor_z_piccadilly Re: może uznacie, że banalne,... 10.01.11, 21:42
        No dobra.
        By wam poprawić nastrój coś co przy odpowiedniej porcji starań jak najbardziej w związku jest możliwe (nie dosłownie, ale jeśli ktoś ma zapał to kto wie).
        Panowie.
        Widzieliście kiedyś takie wejście kobiety no i takie, stukające w marynarkę paluszki ?
        www.youtube.com/watch?v=5E4mBoGX6Dw
    • tully.makker Drogie panie 11.01.11, 16:08
      Nie wiecie, dlaczego nie chcecie sexu, ale urquart juz wam wytlumaczy i wtedy zachcecie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka