Dodaj do ulubionych

Czy tak musi być?

15.05.11, 22:27
Wydaje się że jestem skazany na upokarzający seks w ilości +/- 1 bara-bara tygodniowo. Upokarzający, bo mam dość duży potencjał seksualny, mógłbym i chciał dużo więcej.
Przeraża mnie to że lata płyną, a ja tkwię w swoim niemal-bezseksiu i tego czego się nie naciupciałem już nikt mi nigdy nie odda.

Żona w ogóle nie rozumie o co mi chodzi. W ogóle mam wrażenie że strasznie zgłupiała. Nie jestem w stanie o niczym z nią porozmawiać bo błyskawicznie przeradza się w kłótnię. Drażni mnie swoim durnowatym zachowaniem. Może zawsze taka była, tylko starałem się tego nie zauważać, a może z biegiem lat, pod wpływem wieku i niekończących się problemów z których od zawsze składało się nasze życie, 'wycofała się' i ograniczyła do minimum: żeby było co zjeść i ewentualnie w co się ubrać, i już jest ok.

Chciałbym choć 1 weekend w życiu spędzić w łóżku, na seksie, oglądaniu filmów i jedzeniu pizzy albo chińszczyzny. Totalny luz, żadnych obowiązków, odłączenie się od nieznośnego kierata pracy i wydatków.

Zamiast tego mam 5 osób stłoczonych od rana do wieczora na niezbyt dużej przestrzeni, zero prywatności, przygotowywanie niezliczonych śniadanek, obiadków, podwieczorków i kolacyjek, po każdym posiłku kuchnia przypominająca Hiroszimę po wybuchu atomowym, stosy ciuchów, bieganie z koszami prania do pralki, potem z pralki na ogród, potem z ogrodu z powrotem do domu (jeden pokój służy jako magazyn z wielką górą wypranych ciuchów na środku którą każdy przekopuje gdy potrzebuje czegoś do ubrania), cholery można dostać, czy naprawdę trzeba to wszystko robić w niedzielę???

Przymierzamy się do kupna domu, oczywiście chcę mieć własny dom (nigdy w życiu nie miałem) ale przeraża mnie to że podpisując akt notarialny podpiszę cyrograf który zamknie mnie w tym cyrku do końca życia. Teraz mogę przynajmniej teroretycznie powiedzieć mam to w d.pie i zamknąć drzwi od zewnątrz, ale gdy wezmę sobie na kark hipotekę na 25 lat to dobrowolnie zamknę się w tym skrzyżowaniu więzienia z domem wariatów. Nie wiem już co robić.

Przeraża mnie to że lada moment stanę się starym zbereźnym dziadem śliniącym się na widok każdej młodej dupci. Wiem że marudzę, ale naprawdę mam już dość...
Obserwuj wątek
    • fhghghghg Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 01:04
      Na emigracji nie ma przeproś..
      Do tego jest emigracja z kredytem w obcej walucie.. + z pustym somem, bo dzieci szybko wybędą..

      Nie bierz kredytu. Ogranicz wydatki. Schudnij.

      Ja, od ur .dziecka albo studiowalam rownoczesnie srtazujac za darmo, potem stazowalm za pieniadze, potem za darmo. I wszystko co mialam odkaldalam, az do jakiegos meisiaca temu, gdy.. weszlam na wage, a tam 57 kg (jestem osoba niska, mam 1,60 i zawsze wazylam 45-46)
      Skupialam sie na tym co niewazne. Na kasie i na.. "kffffffalifikacjach)
      Daje osbie czas na mziany. Wole zyc na 50m, ale lubic sowje zycie niz sie zazynac i tyc

      Bo po stresie najlepszy jest kubełek czekoladek:)
      • fhghghghg Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 01:05
        a i koniec z chodzeniem psac o 1.05
    • rozwodnik-waw Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 07:47
      > Przymierzamy się do kupna domu, oczywiście chcę mieć własny dom (nigdy w życiu
      > nie miałem) ale przeraża mnie to że podpisując akt notarialny podpiszę cyrograf
      > który zamknie mnie w tym cyrku do końca życia.

      To nie rób tego, proste.

      I powoli poszukaj metody, by się ze związku wypisać.
      • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 10:14
        Vitek, ty masz poważne problemy z komunikacją w związku. I nie tylko w związku. Stąd twoje przekonanie, że nawet na tym forum wszyscy się na ciebie uwzięli i nikt cię nie rozumie.
        A co do realiów twojego życia to zdradź nam, jak bardzo niewielka jest ta przestrzeń, na której jesteście stłoczeni? Tak, żebyśmy mogli porównać to do naszych wspaniałych warunków.
        I na czym polega ten sajgon w kuchni po posiłkach? Macie zwyczaj tłuc talerze, a resztki rozrzucać po podłodze? Podobno masz zmywarkę, więc w czym problem? Musisz ręcznie zmywać, czy jak?
        I o co właściwie chodzi z tym praniem? Nie macie pralki automatycznej? Pierzecie ręcznie albo we Frani? Nosicie wodę w wiadrach? Gotujecie bieliznę w kotle? Dawniej to była robota z praniem, a teraz wrzucasz ciuchy, wsypujesz proszek, naciskasz guzik i wyjmujesz gotowe do powieszenia.
        I to jest ta katorga? Martyrologia prac domowych? Oto uciemiężenie współczesnego mężczyzny. Co tam żona! Skoro jest tak niezorganizowana, że w tygodniu nie zdąża, to musi nadrabiać w weekendy, ale czemu, na Boga, kosztem biednego Vitka. Powinna to robić bezszelestnie, najlepiej w nocy, żeby nie przeszkadzać mężowi w odpoczynku.
        Bezduszna kobieta. I jeszcze nie wykazuje zrozumienia dla jego frustracji.
        Masz rację, że zgłupiała i stara się wykonać te wszystkie prace. Mam nadzieję, że kiedyś pójdzie po rozum do głowy i pieprznie tym wszystkim, siądzie obok ciebie w fotelu i będzie czekała, aż jakieś skrzaty domowe odwalą za nią robotę. A ona będzie narzekać, że nie ma ani chwili spokoju.
        Mam dla ciebie dobrą radę.
        Nie gotować, nie brudzić, nie trzeba będzie sprzątać. Najlepiej odżywiajcie się energią kosmiczną, a ubranie i bieliznę zmieniajcie raz na tydzień, żeby było mniej prania.
        Albo nie zmieniajcie w ogóle, to nie trzeba prać wcale. Zastanawiam się, czy twoja żona nie ma przypadkiem takiego cichego marzenia, żebyś chociaż na jeden weekend w miesiącu wybył z domu i nie zrzędził jej za uszami.... :)
        • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:16
          Owszem, żona powtarza mi że skoro "my ci przeszkadzamy" (naprawdę przeszkadza mi atmosfera piekarni, ale ona celowo tak to przedstawia żeby mnie drażnić) to żebym sobie "gdzieś pojechał".

          Ale po 1. nie będę uciekał z własnego (formalnie, bo de facto to od dawna nie jest mój, został zaanektowany przez bandę Hunów) domu, a po 2. jak wyjadę to skąd seks? (podobno jest coś takiego jak phone sex ale ja tak nie umiem ;)

          Mamy i zmywarkę i pralkę (krasnoludki nam kupiły) ale mimo to jakoś cały weekend upływa pod znakiem prania zmywania i prasowania. Czasem żartuję że te urządzenia są tak skonstruowane że trzeba pedałować żeby je napędzać :) (tę hipotezę podważają kosmiczne rachunki za prąd).

          Ach, i jeszcze zakupy! Jakaż to radość spędzić pół dnia włócząc się po supermarkecie i wydając pół tygodniówki wyłącznie na produkty spożywcze i chemiczne - broń boże nie można kupić niczego czego nie da się zjeść lub wymazać, bo to są "zabawki" którymi interesować się mogą tylko zdziecinniali niepoważni ludzie tacy jak ja, którzy nie rozumieją że człowiek musi zjeść i się wysmarować!
          • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 23:45
            Ale wróćmy do konkretów, jeśli łaska. Jesteście stłoczeni na niewielkiej przestrzeni. Ile metrów kwadratowych ma ta przestrzeń? Żebyśmy mogli sobie dobitnie wyobrazić rozmiar twojego nieszczęścia...
            I co to za dantejskie sceny z Hiroszimą w tle rozgrywają się przy tak prozaicznych czynnościach, jak szykowanie posiłków? Niech forumowicze porównają sobie ten rozgardiasz do swojego spokojnego i uporządkowanego życia. Może twoja zona tylko w pracy potrafi dobrze gotować, a w swojej kuchni jest totalnie niezorganizowana, chaotyczna, produkuje niepotrzebnie setki brudnych naczyń, które musi potem bez końca zmywać. Taki łebski facet jak ty, powinien jej pokazać, jak to się robi.
            Przy okazji potwierdzisz tutejszy mit, że faceci są lepszymi kucharzami i że do prac domowych podchodzą bardziej zadaniowo i lepiej sobie radzą. Dalej, pokaż swoim paniom, że gotowanie, sprzątanie, pranie i prasowanie może przebiegać szybko, cicho i sprawnie. Przecież to nie taka wielka filozofia włożyć naczynia do zmywarki, wstawić pranie i przygotować proste i smaczne jedzenie bez zbędnych ceregieli.
            W końcu zarówno żona jak i ty pracujecie, więc nie widzę powodu, żebyście nie mieli dzielić się pracami domowymi. Bo chyba nie oczekujesz, że zrobią to za was krasnoludki?

            "...Ach, i jeszcze zakupy! Jakaż to radość spędzić pół dnia włócząc się po supermar
            > kecie i wydając pół tygodniówki wyłącznie na produkty spożywcze i chemiczne - b
            > roń boże nie można kupić niczego czego nie da się zjeść lub wymazać, bo to są "
            > zabawki" którymi interesować się mogą tylko zdziecinniali niepoważni ludzie tac
            > y jak ja, którzy nie rozumieją że człowiek musi zjeść i się wysmarować!..."

            Czytam, ale nie pojmuję. Może ja coś przeoczyłam? Twoja żona jest także terrorystką zakupową? Pracujesz, zarabiasz swoją część kasy i nie możesz kupić tego, co uważasz za potrzebne? Macie jakiś chory układ, czy co?

            "... Owszem, żona powtarza mi że skoro "my ci przeszkadzamy" (naprawdę przeszkadza m
            > i atmosfera piekarni, ale ona celowo tak to przedstawia żeby mnie drażnić) to ż
            > ebym sobie "gdzieś pojechał"..."

            Więc w jakiej atmosferze chciałbyś odpoczywać? Jak powinni zachowywać się domownicy, żebyś nie czuł się zmęczony po weekendzie?
            >
      • mujer_bonita Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 10:23
        rozwodnik-waw napisał:
        > I powoli poszukaj metody, by się ze związku wypisać.

        Super podejście - 'wypisać się'. Rozumiem, ze trójkę dzieci zabierze ze sobą? A może 'po męsku' z nimi też się rozwiedzie?
        • mantis_after_dinner mujer 16.05.11, 10:52
          mujer_bonita napisała:

          > rozwodnik-waw napisał:
          > > I powoli poszukaj metody, by się ze związku wypisać.
          >
          > Super podejście - 'wypisać się'. Rozumiem, ze trójkę dzieci zabierze ze sobą? A
          > może 'po męsku' z nimi też się rozwiedzie?

          - z tego co pamitam - dwojka z tej trojki jest juz pelnoletnia i prawie samodzielna :)

          - swoja droga obstawialam, ze na post vitka nie odpowie nikt ze 'starej gwardii' (no moze z wyjatkiem niezapominajki) - bo maja to samo marzenie, co zona vitka. No prawie sie nie pomylilam :)
          >
          • mujer_bonita Mantis 16.05.11, 11:35
            mantis_after_dinner napisała:
            > - z tego co pamitam - dwojka z tej trojki jest juz pelnoletnia i prawie samodzi
            > elna :)

            A opisu w pierwszym poście jakoś to nie wynika :)

            Ja tam nikomu nie doradzam trwania w złym związku - jednak takie rady typu 'wymiksuj się' kiedy połowę problemu stanowi opieka nad dziećmi są po prostu nieodpowiedzialne.
            • vitek_1 Re: Mantis 17.05.11, 14:56
              to prawda, ale nic z tego nie wynika oprócz tego że nie chodzą spać bo dobranocce cobym mógł wieczorem np. mieć seks bez stresu, tylko snują się po domu do 11-12
            • zakletawmarmur Re: Mantis 18.05.11, 17:33
              Mujer, Wiciu pisze o swoich dzieciach tak jakby chodziło o przedział wiekowy do 6 lat. Byłam w szoku, gdy okazało się, że chodzi o dwójkę praktycznie dorosłych i jednego nastolatka...
        • rozwodnik-waw Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 19:32
          > Super podejście - 'wypisać się'. Rozumiem, ze trójkę dzieci zabierze ze sobą?

          A po co? Ma im zapewnić niezbędny udział ojca w życiu, żeby zidiociała matka nie miała szansa ich do końca zepsuć i żeby miały szansę wyjść na ludzi. A jak matce do szczęścia nie jest potrzeba nic więcej, niż tylko prac domowych, to zdjęcie z niej jednego obowiązku dbania o dobrostan partnera tylko jej życie ułatwi.

          Wypisać się z małżeństwa / podpisać rozdzielność (czy co tam jest potrzebne, żeby mógł sam wziąć kredyt), kupić mieszkanie, wyprowadzić się, spędzać z dziećmi czas w weekendy i wakacje, a oprócz tego zająć się własnym życiem.
          • mujer_bonita Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 15:41
            rozwodnik-waw napisał:
            > A po co? Ma im zapewnić niezbędny udział ojca w życiu, żeby zidiociała matka ni
            > e miała szansa ich do końca zepsuć i żeby miały szansę wyjść na ludzi. A jak ma
            > tce do szczęścia nie jest potrzeba nic więcej, niż tylko prac domowych, to zdję
            > cie z niej jednego obowiązku dbania o dobrostan partnera tylko jej życie ułatwi
            (...)
            > wyprowadzić się, spędzać z dziećmi
            > czas w weekendy i wakacje, a oprócz tego zająć się własnym życiem.

            Typowe 'męskie' podejście. Iść w długą i rzucić ochłapy czasu dzieciom, żeby 'zła matka' ich nie zepsuła! Szczyt zadufania i egoizmu!

            A czemu to mężczyzna nie ma przejąć pełnoetatowej opieki nad dziećmi a matka niech 'zapewnia im niezbędne' wizyty?

            I na jakiej podstawie uznajesz, że matce nie potrzeba do szczęścia nic więcej niż 'prace domowe'? Potrafisz myśleć tylko schematami i stereotypami? Gdybyś zadał sobie trochę trudu, żeby historię Vitka może miałbyś szersze spojrzenie. Ale po co? Lepiej pojechać schamatem :)
            • rozwodnik-waw Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 19:25
              > Typowe 'męskie' podejście. Iść w długą i rzucić ochłapy czasu dzieciom, żeby 'z
              > ła matka' ich nie zepsuła! Szczyt zadufania i egoizmu!

              Już? Wykrzyczałaś się?

              Wskaż proszę, gdzie konkretnie napisałem o "ochłapach czasu", musiałem to przeoczyć.

              Jeśli zaś chodzi o psucie przez matkę, to nawet nie chodzi o to, czy jest ona dobra, czy zła, ale matka sama z siebie dzieci na ludzi nie wychowa, bo im potrzebny jest też wzorzec ojca.

              > A czemu to mężczyzna nie ma przejąć pełnoetatowej opieki nad dziećmi a matka ni
              > ech 'zapewnia im niezbędne' wizyty?

              Odbierając jednocześnie jedyny sens życia tejże matce? Tylko po to, by mujer_bonita przestała się awanturować na forum? Czy może po to, by tej złej matce zagrać na nosie?

              Że nie wspomnę o sfeminizowanych sądach, wedle których matka pijąca i sypiająca w rynsztoku jest lepsza niż trzeźwy i pracujący ojciec. Wiem, że to dla Ciebie temat niewygodny, bo lubisz sobie pokrzyczeć na złych mężczyzn.

              > I na jakiej podstawie uznajesz, że matce nie potrzeba do szczęścia nic więcej n
              > iż 'prace domowe'? Potrafisz myśleć tylko schematami i stereotypami?

              Na podstawie wypowiedzi autora.
              • mujer_bonita Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 22:52
                rozwodnik-waw napisał:
                > Wskaż proszę, gdzie konkretnie napisałem o "ochłapach czasu", musiałem to przeo
                > czyć.

                Jeżeli nie zauważyłeś - cytuję fragmenty wypowiedzi, do których się odnoszę (netykieta). Więc jeszcze raz:
                > wyprowadzić się, spędzać z dziećmi czas w weekendy i wakacje,

                > Odbierając jednocześnie jedyny sens życia tejże matce?

                Kolejne pojechanie schematem :) Żałosne. Wszystko, żeby usprawiedliwić pójście w tango i wymiksowanie się z obowiązków.

                > Na podstawie wypowiedzi autora.

                To jeszcze pała z czytania :)
                • rozwodnik-waw Re: Czy tak musi być? 18.05.11, 18:32
                  > > Wskaż proszę, gdzie konkretnie napisałem o "ochłapach czasu", musiałem to
                  > przeo
                  > > czyć.
                  >
                  > Jeżeli nie zauważyłeś - cytuję fragmenty wypowiedzi, do których się odnoszę (ne
                  > tykieta). Więc jeszcze raz:

                  Jak widzę, 30% czasu to według Ciebie ochłapy. Ciekawe rozumienie tego pojęcia.

                  Albo pała z matematyki.
                  • berenika.5 Re: Czy tak musi być? 19.05.11, 19:10
                    weź sobie przeczytaj to co vicio naskrobał dwa razy - dodam, że popularność wątków przekroczyła 300 wpisów.

                    A problem tkwi w tym, że vicio NIE MOŻE uprawiać seksu bo mu wszystko przeszkadza ( małe mieszkanie/dom, dzieci które nie wiadomo skąd się wzięły i okupują dom na zmiany albo wszystkie na raz, uniemożliwiając mu wyuzdany seks i chodzenie nago: przed, po i w trakcie a skoro on tak nie może to woli w ogolę sobie odpuścić itd itd itd - nic się nie da z tym zrobić. Koniec i kropka. współczuć to należy jego zonie.
                    • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 02:06
                      Moja żona ma wszystko czego chce: pracę, wypłatę, dom, dzieci, i dobry seks na każde zawołanie.
                      • berenika.5 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 11:48
                        jaki dobry seks i na jakie zawołanie? Przecież piszesz raz w tygodniu bo kiedy indziej się nie da bo Cię wszystko ogranicza czego oczywiście nie omieszkasz komunikować marudzeniem..

                        Przy założeniu, że chciałaby częściej to przecież się nie da, bo Ciebie wszystko przerasta i wszystko jest niewykonalne na dodatek twoje marudzenie specjalnie zachęcające nie jest. I masz co masz. Pogadać z tobą też się nie da wiec o czym ma rozmawiać? ja bym nawet o o obiedzie z tobą nie gadała bo bałabym się tej litanii że wszystko jest do doopy, inwalidzi mają lepiej i nic się nie da. x osob ci to napisało i X osób nie może się mylić. Zamiast się nad tym zastanowić i wyciągnąć wnioski dalej klepiesz te same bzdury.
                      • wypasiona_foczka Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 23:30
                        vitek_1 napisał:

                        > Moja żona ma wszystko czego chce: pracę, wypłatę, dom, dzieci, i dobry seks na
                        > każde zawołanie.
                        >

                        Vitku mi się wydaje, że gdyby zapytać o zdanie twoją zonę to narzekałaby i na brak kasy, i na brak spokoju, i na brak domu (wszak jak piszesz ten który zamieszkujecie nie jest Wasz) i na kiepski seks. Nie znam kobiety, która nie chciałaby się kochać w sytuacji gdy uważa seks za naprawdę dobry i satysfakcjonujący. Macie impas wynikający, moim zdaniem, ze strasznego niezorganizowania i problemu z komunikacją. Zarówno miedzy Tobą i Twoją żoną jaki i Tobą oraz dziećmi.
                        Oni prawdopodobnie nawet nie zdają sobie sprawy z ogromu Twojej złości, frustracji i tego, że to codziennie narasta by pewnie za jakiś czas eksplodować. Nie możesz tkwić w takim impasie a jeśli będziesz tkwił to prędzej czy później zrobisz coś baaaardzo głupiego.
                        Proponuję by spróbować rozmawiać póki nie jest za późno. Wyzbyć się przekonania, że wszyscy się na Ciebie uwzięli, że nikt Cię nie rozumie. Twoi domownicy to nie są wróżki, które czytają w myślach na co Pan domu ma w tym momencie chęć (święty spokój, uporządkowane życie, obiad, seks itp). Proponuję byś zwołał domowe posiedzenie ze wszystkimi przy stole, niech każdy zastanowi się co by chciał najbardziej i powie to głośno (jak nie od razu to ustal drugą turę posiedzenia za 2 dni - niech się zastanowią w spokoju). Może Twoja żona marzy o tym by ktoś wyręczał ją w tym praniu/prasowaniu, może Twoje dzieci chciałyby spędzić czas gdzieś razem z Wami raz w tygodniu albo móc urządzić imprezę dla przyjaciół raz na jakiś czas, Ty chciałbyś spokoju i seksu. O tym trzeba powiedzieć (no może z tym seksem, to w cztery oczy z żoną). Ustalcie nowy podział obowiązków. Podzielcie się nimi - kto, co i kiedy robi z zastrzeżeniem, że np. do 20.00 wszystko ma być zrobione tak by już nikt się po tej godzinie nie kręcił. Ustalcie: Ty robisz pranie 2 razy w tygodniu, rozwieszasz je i składasz. Kolejna osoba prasuje. Żadnego rzucania w pokoju, od tego są szafy! Każdy zmywa po sobie lub chociaż wkłada talerze do zmywarki Ustalona osoba o ustalonej porze raz dziennie włącza zmywarkę i wyjmuje naczynia. Na zakupy niech jeździ sama żona z ustaloną listą zakupów i, w razie konieczności, odliczoną z grubsza kwotą pieniędzy - po co Ci stres i łażenie po markecie? posiedzisz sobie sam w domu w tym czasie.
                        Ustal z zoną, ze raz w tygodniu wychodzicie na miasto na drinka. Umów się z dzieciakami, że po 21.00 nie zaglądają do Waszego pokoju/sypialni choćby nie wiem co się działo. Jak trzeba załóż zamek by Cię nie niepokoili. To są juz dorośli ludzie, nie wymagają przewinięcia czy nakarmienia. Jeśli będzie trzeba to jak w Superniani - zapisz wszystkie obowiązki domowników na tablicy. Możecie się zmieniać w obowiązkach co miesiąc ale nie częsciej bo to tez wprowadza chaos. Bądź szczery, powiedz rodzinie, że czujesz się przemęczony, sfrustrowany, zły, że nie masz czasu dla siebie i jest to wynikiem złej organizacji domu, czasu, że czas ustalić jakieś reguły, zasady, które każdemu ułatwią życie. Przynajmniej spróbuj pokojowego rozwiązania zanim rzucisz wszystko w diabły i wyjdziesz po papierosy nigdy nie wracając lub jak w "Upadku" zaczniesz strzelać do ludzi... :D
                        • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 11:51
                          Próbowałem wprowadzać w nasze życie jakiąś odrobinę organizacji, ale zawsze kończyło się niczym. Wiec nie sądzę by tym razem. Ale dzięki za sugestię.

                          Moja żona nigdy nie narzeka bo dorobiła sobie filozofię że widocznie ma całe życie cierpieć a w niebie będzie miała lepiej (brednie). Nie ma żadnych pragnień, marzeń, wszystkiego co normalnie ludzi napędza. Jest jak jest a co będzie to będzie - to jej motto. Ja odwrotnie, ciągle wściekam się i frustruję.
                          Mam takie powiedzenie że innym życie leci bez oporu jak po masełku, a moje jak dupą po papierze ściernym.

                          Ale nie twierdzę że żona unika seksu. Nie że jest gotowa zawsze i wszędzie, wiadomo kobitki mają swoje fochy, ale generalnie jest chętna, to brak warunków jest winny temu że mamy tak mało kontaktów. Widzimy się tylko w weekendy ale wtedy w domu jest też 2 dorosłych dzieci i 1 nastolatek i naprawdę trudno jest w takich warunkach coś rozkręcić, dochodzi spiętrzenie prac domowych a jest ich masa przy 5 osobach, i to że mamy przesunięte rozkłady dnia - ja chodze spać o 3 rano a wstaję o 11 bo tak pracuję, żona kładzie się o 9 wstaje o 8, czyli jak ona wstaje i chce się zabawić to ja śpię, a gdy ja wstaję jej już dawno nie ma w łóżku.
                          • arronia Re: Czy tak musi być? 24.05.11, 23:02
                            > Jest jak jest a co będzie to b
                            > ędzie - to jej motto.

                            Myślę, że opisałeś SWOJE motto. Bo co robisz, żeby rzeczywistość była inna?
                            Ot, toczy się wszystko, toczy, wątki takie same, posty takie same...

                            >Ja odwrotnie, ciągle wściekam się i frustruję.

                            Wściekasz, frustrujesz. I nic nie robisz w kierunku zmian.
                            • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 25.05.11, 12:05
                              Wściekam się i frustruję bo nie zgadzam się z sytuacją i chcę ją zmienić, ale jednocześnie wiem że nie mogę niczego zmienić*

                              I ta sprzeczność wywołuje wściekłość i frustrację. Wiem są bezproduktwne i nic mi nie dają, ale nie wiem jak to zrobić żeby pogodzić się z beznadzieją i przestać się frustrować.

                              * dlaczego? - doskonale wyjaśnia to ten artykuł:
                              www.polityka.pl/rynek/1515196,1,rozmowa-o-polskim-problemie-z-praca.read
                              • n.wataha Re: Czy tak musi być? 25.05.11, 12:18
                                vitek_1 napisał:

                                > Wściekam się i frustruję bo nie zgadzam się z sytuacją i chcę ją zmienić, ale j
                                > ednocześnie wiem że nie mogę niczego zmienić*
                                >
                                > I ta sprzeczność wywołuje wściekłość i frustrację. Wiem są bezproduktwne i nic
                                > mi nie dają, ale nie wiem jak to zrobić żeby pogodzić się z beznadzieją i przes
                                > tać się frustrować.
                                >
                                > * dlaczego? - doskonale wyjaśnia to ten artykuł:
                                > www.polityka.pl/rynek/1515196,1,rozmowa-o-polskim-problemie-z-praca.read

                                Na szczęście nie mamy XIX wieku, gdy pracowało się często 7 dni w tygodniu i to bez szansy na urlop.
                                Więc nie pisz, że nic nie możesz zrobić.
                                Możesz wziąć np. kilka dni urlopu, zabrać swoją wybrankę do jakiegoś hotelu, albo choćby pod namiot, czy wynająć przyczepę kempingową.
                                Tutaj raczej musisz postarać się wykazać zmysłem organizacyjnym, by dzieci gdzieś "podrzucić" lub załatwić dla nich opiekę, by po prostu od nich odpocząć.

                                Jak zmienisz środowisko (choćby na kilka dni) to i ochota do życia wróci. A i chęć na jakieś małe szaleństwo też się znajdzie.

                                Gdyby żyło się nam na co dzień cudownie, to byśmy nawet nie wiedzieli, że jest nam cudownie. Właśnie dla tego, że życie jest takie szare, nijakie i monotonne, łatwiej nam docenić chwile, kiedy właśnie takie nie jest.
                                • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 26.05.11, 03:59
                                  Masz rację, tylko czemu te chwile są tak rzadkie, trwają tak krótko i tak dużo kosztują? :((
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 13:59
        rozwodnik-waw napisał:

        > I powoli poszukaj metody, by się ze związku wypisać.

        Nie muszę szukać powoli żadnej metody. Mogę dzisiaj zamknąć drzwi od zewnątrz, klucz wrzucić do skrzynki na listy i więcej się tam nie pokazać, a korespondencję wymieniać przez adwokata. To nie jest problem.

        Problemem jest co potem? Teraz mam mało seksu, gdy odejdę nie będę miał nawet tego, bo panienki raczej nie rzucają się tłumnie na średnio przystojnego i gołego jak mysz kościelna faceta po 40. Nie zniósłbym też odseparowania od dzieci które z pewnością po czymś takim nie chciałyby mnie znać, nawet bez specjalnej potrzeby prania mózgu przez żonę.

        Co do domu to rzeczywiście mam ambiwalentne odczucia, wolałbym kupić apartament bo obawiam sie że dom oznacza że moje kofane dzieciaczki prędko mi z widoku nie zejdą - mając dobre warunki nie będą miały potrzeby żeby iść na swoje. A ja kocham moje dzieci ale niekoniecznie pragnę żeby siedziały mi na karku do później starości (mojej). Za to żona niczego oprócz domu nie bierze pod uwagę bo przecież "każdy musi mieć swój pokój" (oprócz mnie rzecz jasna, ja się nie liczę, jestem tylko skarbonką która za to wszystko będzie płacić)
        • rozwodnik-waw Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 19:29
          > Nie muszę szukać powoli żadnej metody. Mogę dzisiaj zamknąć drzwi od zewnątrz,
          > klucz wrzucić do skrzynki na listy i więcej się tam nie pokazać, a korespondenc
          > ję wymieniać przez adwokata. To nie jest problem.

          Ale po co palić za sobą mosty?

          Zacznij od zaciągnięcia żony na terapię, co byś później mógł powiedzieć czy to w sądzie czy swoim dzieciom (za lat kilka), że zrobiłeś wszystko, co tylko było w Twojej mocy a to żona nie chciała współpracować.

          > Problemem jest co potem? Teraz mam mało seksu, gdy odejdę nie będę miał nawet t
          > ego, bo panienki raczej nie rzucają się tłumnie na średnio przystojnego i gołeg
          > o jak mysz kościelna faceta po 40.

          Myślę, że gorzej być nie może. W najgorszym wypadku za seks zapłacisz, co i tak wyjdzie taniej.

          > Co do domu to rzeczywiście mam ambiwalentne odczucia, wolałbym kupić apartament
          > bo obawiam sie że dom oznacza że moje kofane dzieciaczki prędko mi z widoku ni
          > e zejdą - mając dobre warunki nie będą miały potrzeby żeby iść na swoje.

          Doskonale Cię rozumiem. Nie jestem w stanie pojąć, czemu ludziom tak bardzo zależy na posiadaniu pod jednym dachem wielopokoleniowej rodziny... Moim zdaniem dzieci należy wychować a potem wyrzucić z domu, co by poszły na swoje.

          > Za to żona niczego oprócz domu nie bierze pod uwagę bo prze
          > cież "każdy musi mieć swój pokój" (oprócz mnie rzecz jasna, ja się nie liczę, j
          > estem tylko skarbonką która za to wszystko będzie płacić)

          Skoro tak jej zależy, to niech na ten dom zarobi. :)
          • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 18.05.11, 00:41
            Rozwodniku, poczytaj wcześniejsze wątki Vitka, w tym żale z powodu braku odpowiedniego domu, którego sobie nigdy nie kupi, bo nie ma kasy, a kredytu nikt mu nie da, bo za mało zarabia. Teraz pojawiła się szansa na kredyt i oto dowiadujemy się, że nowy dom jest potrzebny tylko żonie, a Vitkowi wystarczy apartament.
            Czy facet, który w pięciopokojowym domu czuje się jak w więzieniu, w apartamencie będzie się czuł swobodniej?
            Aby Vitek miał satysfakcjonujący seks muszą być spełnione dwa konieczne warunki.
            Po pierwsze - żadnego z dzieci nie może być w domu.
            Po drugie - Vitek musi mieć pewność, że nagle nie wrócą.
            Dlatego, nawet gdyby żona była chętna i gotowa przez cały weekend, to musiałaby się obejść smakiem, albo czekać do późnych godzin nocnych, gdy dzieci na pewno śpią.

            Ale terapia by im się przydała. Obojgu.
            • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 19.05.11, 17:05
              niezapominajka333 napisała:

              > Czy facet, który w pięciopokojowym domu czuje się jak w więzieniu, w apartamenc
              > ie będzie się czuł swobodniej?

              Wyjaśniam. Jak pewnie domyślasz mniej jest ważne ile dobra posiada grupa ludzi a bardziej ile tego dobra przypada na głowę. Na zachodzie do liczby pokojów nie wlicza się salonu czy living-roomu ponieważ jest on wspólny dla wszystkich, liczy się tylko sypialnie. W ten sposób mój dom ma 4 sypialnie które zajmuje 5 osób a apartament mojego kolegi ma tylko 1 sypialnię a mieszka on z partnerką, teraz wysil się i policz kto ma lepsze warunki mieszkaniowe?

              > Aby Vitek miał satysfakcjonujący seks muszą być spełnione dwa konieczne warunki.
              > Po pierwsze - żadnego z dzieci nie może być w domu.
              > Po drugie - Vitek musi mieć pewność, że nagle nie wrócą.
              > Dlatego, nawet gdyby żona była chętna i gotowa przez cały weekend, to musiałaby
              > się obejść smakiem, albo czekać do późnych godzin nocnych, gdy dzieci na pewno
              > śpią.

              Dokładnie tak. I nie widzę w tym niczego specjalnie dziwnego. Ty lubisz seks na oczach dzieci? To uważaj bo za to można pójść pod sąd.
              • mantis_after_dinner vitek, za przeproszenie nie p..ol 19.05.11, 21:10
                Dokładnie tak. I nie widzę w tym niczego specjalnie dziwnego. Ty lubisz seks na oczach dzieci? To uważaj bo za to można pójść pod sąd.

                > pod sad to mozna pojsc, jak sie z premedytacja uprawia seks na oczach dziecka. Czyli na przyklad przywiazujesz dziecko do kaloryfera i zonus ci robi loda (no dobra - przesadzony obrazek). A nie jak dziecko przez przypadek wpadnie do sypialni, gdzie tatus pod koldra robi mamusi fellatio - wez wreszcie zejdz na ziemie!

                > ja mam w domu nastolatka i open space (dla wyjasnienia - zadne pomieszczenie wlacznie z lazienka nie zamyka sie drzwiami - a juz napewno nie na klucz) - kurde i jakos sie da.
                • vitek_1 Re: 20.05.11, 01:36
                  Nie chcę żeby ktokolwiek wpadał do sypialni gdy coś tam robię, i nie obchodzi mnie czy przez przypadek czy rozmyślnie. Po prostu tego nie chcę i już! Wiem że są ludzie, może ty do nich należysz, których kręci to że ktoś może w każdej chwili ich zobaczyć. I CZASEM mnie też to może kręcić. Ale tylko czasem. A gdy za każdym razem gdy chcę rozkręcić jakąś akcję muszę chować się w sypialni, czekać aż wszyscy zasną, albo zastawiać drzwi krzesłami, to cała magia, cała spontaniczność znika. Zostaje nudne, mechaniczne rypanie. Owszem lepsze to niż nic. Tobie pewnie to odpowiada. A ja chcę czegoś więcej. Taki wymagający jestem, psia mać.
                  • mantis_after_dinner Udowodniles po raz kolejny 20.05.11, 11:04
                    ze jestes wrednym manipulantem o dosyc chamskich i niskich odruchach lubiacym wkladac ludziom na sile w usta slowa, ktorych nie powiedzieli:

                    "Zostaje nudne, mechaniczne rypanie. .... Tobie pewnie to odpowiada. "

                    Pokaz mi, w ktorym miejscu to napisalam.
                    Nie warto na Ciebie jednak tracic czasu.
                    Uklony dla zony - chyba glownie za cierpliwosc anielska.
                  • arronia Re: 20.05.11, 22:39
                    A gdy za
                    > każdym razem gdy chcę rozkręcić jakąś akcję muszę chować się w sypialni, czekać
                    > aż wszyscy zasną, albo zastawiać drzwi krzesłami, to cała magia, cała spontani
                    > czność znika. Zostaje nudne, mechaniczne rypanie. Owszem lepsze to niż nic.

                    No i mamy ten fantastyczny seks w wykonaniu autora wątku.
                    Ech, gawędziarz w stylu "co to ja bym nie mógł, gdyby x, y, z, p, w, n, u, ...." ;)

                    Dobrze, jak jest źle, bo wtedy zawsze jakiś rąbek u spódnicy się znajdzie.
                  • wypasiona_foczka Re: 22.05.11, 23:37
                    Dżizas!!!!!! To załóż w drzwiach prostą zasuwkę!!! za 0,99 funta w markecie + 2 śrubki.
                    Nie wpadłeś na to???? Jakie zastawianie krzesłem? To Twoja sypialnia, masz prawo się zamknąc!
                    • vitek_1 Re: 23.05.11, 11:57
                      Zasuwka czy krzesło, mają taki sam efekt.
                      A mianowicie że czuję się jak w celi więziennej.
                      Wcale nie zmyślam, naprawdę odczuwam dyskomfort.
                      Trafia mnie że inni mogą mieć seks na dywanie, w kuchni, w łazience
                      a ja tylko w zamkniętym na klucz pokoju
              • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 00:24
                "... Wyjaśniam. Jak pewnie domyślasz mniej jest ważne ile dobra posiada grupa ludzi
                > a bardziej ile tego dobra przypada na głowę. Na zachodzie do liczby pokojów nie
                > wlicza się salonu czy living-roomu ponieważ jest on wspólny dla wszystkich, li
                > czy się tylko sypialnie. W ten sposób mój dom ma 4 sypialnie które zajmuje 5 os
                > ób a apartament mojego kolegi ma tylko 1 sypialnię a mieszka on z partnerką, te
                > raz wysil się i policz kto ma lepsze warunki mieszkaniowe?..."

                Skoro liczą się tylko sypialnie, twój kolega ma gorsze warunki mieszkaniowe, bo u ciebie przypada 0,8 sypialni, a u niego 0,5 sypialni na osobę.
                No, chyba że rozpatrujemy ilość sypialni przypadających na parę. Wtedy macie dokładnie takie same warunki. Ty z żoną masz jedną sypialnię i on z partnerką też ma jedną.
                Ale zwróć uwagę, że porównujemy twoje warunki mieszkaniowe w domu i w apartamencie.
                Twojej rodziny, nie twojego kolegi.
                Wyprowadzasz się do apartamentu razem z rodziną, czyli na pięć osób przypadać będzie mniej sypialni. Ile?
                Jedna? Dwie? Trzy? Bo chyba nie cztery, tak jak w obecnym domu?
                Chcesz mieć więcej intymności, więc jedną sypialnię przeznaczasz tylko dla siebie.
                Wtedy żona będzie spała w jednej pokoju z dziećmi albo będzie dzieliła sypialnię z córką.
                Możesz też dorosłe dzieci zmobilizować do usamodzielnienia się i zostanie ci tylko trzynastolatek. I znowu jedna sypialnia dla ciebie, jedna dla żony i jedna dla niego.
                Bez wątpienia będziesz czuł się swobodniej czekając do późna w nocy, aż on uśnie, żeby nie czuć się skrępowany.

                Twierdzisz, że z rodziną jesteście stłoczeni na stosunkowo małej przestrzeni i dlatego nie masz warunków do odpoczynku. Gdybym nie wiedziała wcześniej, ile masz pokoi, pomyślałabym, że macie dwa, góra trzy pokoje, z czego wasza sypialnia pełni jednocześnie rolę salonu czy pokoju dziennego i dlatego musisz czekać, aż dzieci pójdą spać, żeby nie uprawiać seksu na ich oczach.
                Widzisz, mała przestrzeń to może być ciasna kawalerka, 2 pokojowe mieszkanie, 5 pokojowy dom czy willa z dziesięcioma sypialniami. Można się tłoczyć w 30 czy 50 metrowym mieszkanku, można w pięciopokojowym domu i można w ogromnej, wypasionej willi.
                Każdy potrzebuje innych warunków, żeby mieć poczucie intymności, ale niekoniecznie będziesz współczuł temu ostatniemu, gdy powie, że on cię doskonale rozumie, i ma tak samo i też musi czekać do późnej nocy, żeby się kochać z żoną we własnym domu, bo przecież nie będzie tego robił na oczach własnych dzieci.
                W końcu co za różnica, czy zamykasz się na klucz w czwartej, siódmej czy dziesiątej sypialni, a trudno co weekend wybywać z domu, żeby sobie w spokoju pobzykać.

                "...Dokładnie tak. I nie widzę w tym niczego specjalnie dziwnego. Ty lubisz seks na
                > oczach dzieci? To uważaj bo za to można pójść pod sąd..."
                >
                Wyobraź sobie minę sędziego, jak mu tłumaczysz, że kochanie się z żoną wieczorem, we własnej, zamkniętej na klucz sypialni, zanim ostatni członek rodziny zaśnie głębokim snem jest uprawianiem seksu na oczach dzieci albo na oczach przechodniów na dworcu kolejowym.... :)
                Wygląda na to, że załatwiając potrzeby fizjologiczne, albo kąpiąc się w zamkniętej łazience też robisz to na oczach dzieci...
                I co na to angielskie prawo?

                >
                • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 01:45
                  Ale ja nie chcę kochać się w zamkniętej na klucz sypialni. Chcę w salonie. W kuchni. Gdziekolwiek. Chcę się kochać gdzie chcę i kiedy chcę, a nie gdzie można i kiedy można. I dopóki tego nie spróbuję, nie będę szczęśliwy. Może gdy spróbuję okaże się że wcale mi to nie leży i szybko wrócę do seksu w zamkniętej sypialni. Ale dopóki nie spróbuję, nie przekonam się.
                  • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 21.05.11, 06:06
                    > Ale ja nie chcę kochać się w zamkniętej na klucz sypialni. Chcę w salonie. W ku
                    > chni. Gdziekolwiek. Chcę się kochać gdzie chcę i kiedy chcę, a nie gdzie można
                    > i kiedy można. I dopóki tego nie spróbuję, nie będę szczęśliwy. Może gdy spróbu
                    > ję okaże się że wcale mi to nie leży i szybko wrócę do seksu w zamkniętej sypia
                    > lni. Ale dopóki nie spróbuję, nie przekonam się.

                    Pamięć to ty może masz dobrą, ale krótką. Przypomnij sobie, jak parę miesięcy temu mieliście z żoną urlop, a dzieci były u dziadków.
                    Czemu nie spróbowałeś?
                    • kawitator Re: Czy tak musi być? 21.05.11, 11:15
                      Daj już spokój Witkowi
                      On ma inny problem choć dalej podejrzewam ze może być trollem.
                      Kiedyś Witek był fajnym normalnym dynamicznym facetem Poderwał żonę Wybzykał trójkę dzieci. Zdecydował się na emigracje i potrafił się tam odnaleźć Mieszka tak jak większość tam w wynajętym domku Odchował dzieci Przez wiele lat zapewniał byt rodzinie.
                      Co mu się teraz stało ze zamienił się w zrzędę i malkontenta
                      Doszedł do wieku kiedy to z racji przeżytych lat, predyspozycji genetycznych oraz plam na słońcu zaczyna mu gwałtownie spadać testosteron
                      Staje się pasywny. Wszystko go przerasta a jakiekolwiek działanie wydaje się być straszne i nie do przejścia załatwienia. Robi rachunek życia z którego wynika ze nie został Billem G. czy Warrenem B. Wie że wyżej to już nie podskoczy i będzie zajmował się dalej obroną osiągniętej pozycji a nie marszem w górę. To wywołuje jego głęboki wewnętrzny sprzeciw którego wyniki objawiają się w postach.
                      Do tego siły męskie go opuszczają. Co się dzieje w umyśle takiego faceta Czy potrafi przyznać się przed samym sobą, że mu się nie chce a co więcej jak by mu się chciało to i tak ma trudności. Nawet jak już się zmobilizuje i coś sobie pociupcia to z powodu braku hormonów przyjemność staje się wątpliwa a ruchy coraz bardziej śmieszne.
                      Tak jak to się dzieje także w wielu podobnych przypadkach życiowych źródła problemów upatruje się na zewnątrz A to pokój nie taki a to zimno lub gorąco i przecież nie wypada bo dzieci są w tym samym mieście. Żona także już nie taka jak kiedyś. Powód aby się usprawiedliwić i nie dopuścić do siebie myśli, że to jednak ja mam problem zawsze się znajdzie Dlatego wszystkie twoje rady są na psu budę bowiem przyznając Ci rację musiałby przyznać, że z niego już dupa nie facet.

                      • berenika.5 Re: Czy tak musi być? 21.05.11, 11:23
                        "Kiedyś Witek był fajnym normalnym dynamicznym facetem Poderwał żonę Wybzykał trójkę dzieci. "

                        O przepraszam, dzieci to się same wzięły nie wiadomo skąd, on przecież nie miał z tym nic wspólnego. Żona poszła gdzieś 3 razy i przyniosła.

                        Dam sobie uciąć włosy o 3 cm, że kobieta zwana jego żoną to go na chama z ulicy porwała i zaprowadziła pod ołtarz i co on biedny mógł zrobić?
                        • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 00:37
                          Hi hi dużo się nie mylisz bo nie chciałem się żenić. Nie miałem takiej potrzeby a cała ta obrzędowość, przysięgi, wesela, nigdy mnie nie rajcowała. Moja żona zgadzała się z tym, ale potem wymyśliła ślub bo groziła mi deportacja z kraju gdzie przebywaliśmy, i ona wymyśliła że jak będziemy małżeństwem to mnie nie deportują. Oczywiście i tak mnie deportowali.
                          Ale wesela nie miałem!

                          --
                          I f*kin' hate my life (z filmu The Hangover)
                    • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 00:28
                      niezapominajka333 napisała:

                      > Pamięć to ty może masz dobrą, ale krótką. Przypomnij sobie, jak parę miesięcy t
                      > emu mieliście z żoną urlop, a dzieci były u dziadków.
                      > Czemu nie spróbowałeś?

                      Chyba mnie z kimś pomyliłaś. Kilka miesięcy temu nie mogłem miec urlopu, bo mam go raz roku. Calutkie 2 tygodnie "odpoczynku" po 50 tygodniach harówki. Piszę w cudzysłowie między innymi z tego powodu że moje dzieci dawno dawno temu przestały jeździć na wakacje do dziadków. W każdej dowolnej minucie mojego urlopu co najmniej jedno z nich jest w odległości nie dalszej niż długość ramienia. Może dlatego nie spróbowałem
                      • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 10:35

                        "..... Chyba mnie z kimś pomyliłaś. Kilka miesięcy temu nie mogłem miec urlopu, bo mam
                        > go raz roku. Calutkie 2 tygodnie "odpoczynku" po 50 tygodniach harówki. Piszę
                        > w cudzysłowie między innymi z tego powodu że moje dzieci dawno dawno temu prze
                        > stały jeździć na wakacje do dziadków. W każdej dowolnej minucie mojego urlopu c
                        > o najmniej jedno z nich jest w odległości nie dalszej niż długość ramienia. Moż
                        > e dlatego nie spróbowałem..."

                        UWAGA! CYTUJĘ TWOJE WŁASNE SŁOWA:

                        vitek_1 27.10.10, 23:27 Odpowiedz
                        kag73 napisała:

                        > O, no prosze, po raz pierwszy Vitek troche pozytywniej nastawiony

                        Wszystko ma swoja przyczynę. W tym tygodniu są ferie szkolne, dzieciaki wyjechały do dziadków (a starszy syn mieszka w akademiku, uczelnia nie ma ferii), żona pracuje w szkole więc ma wolne, ja też wzięłem urlop i relaksujemy się. Plus wspomniany awans żony i perspektywa częściowej rezygnacji z nocnej pracy.

                        To by potwierdzało że moje złe samopoczucie bierze się z przemęczenia pracą w dziwnych godzinach, samotności w tygodniu i nadmiaru towarzystwa w weekendy, i związanego z tym niezaspokojenia seksualnego, plus finansowego. Gdy to znika albo przynajmniej są na to widoki sami widzicie że nieco odżywam...."

                        Poważnie zaczynam wątpić w to, że nie jesteś trollem...
                        a jeśli nie jesteś, to wiarygodność twoich zeznań stoi pod dużym znakiem zapytania.

                        --
                        • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 11:44
                          A widzisz, wystarczyło kilka dni bez towarzystwa kompletu rodzinki żebym odżył!
                          To ma niby świadczyć o tym że zmyślam?
                          Stwierdzam też że lepiej znasz moją twórczość na forum niż ja sam :)

                          --
                          I f*kin' hate my life (z filmu The Hangover)
                          • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 22.05.11, 12:05
                            Może wyraźniej:
                            vitek_1 27.10.10, 23:27
                            "....Wszystko ma swoja przyczynę. W tym tygodniu są ferie szkolne, dzieciaki wyjechały do dziadków (a starszy syn mieszka w akademiku, uczelnia nie ma ferii), żona pracuje w szkole więc ma wolne, ja też wzięłem urlop i relaksujemy się. Plus wspomniany awans żony i perspektywa częściowej rezygnacji z nocnej pracy...."

                            22.05.11, 00:28
                            "..... Chyba mnie z kimś pomyliłaś. Kilka miesięcy temu nie mogłem miec urlopu, bo mam
                            > go raz roku. Calutkie 2 tygodnie "odpoczynku" po 50 tygodniach harówki. Piszę
                            > w cudzysłowie między innymi z tego powodu że moje dzieci dawno dawno temu prze
                            > stały jeździć na wakacje do dziadków. W każdej dowolnej minucie mojego urlopu c
                            > o najmniej jedno z nich jest w odległości nie dalszej niż długość ramienia. Moż
                            > e dlatego nie spróbowałem..."
                            Wszystko ma swoja przyczynę. W tym tygodniu są ferie szkolne, dzieciaki wyjechały do dziadków (a starszy syn mieszka w akademiku, uczelnia nie ma ferii), żona pracuje w szkole więc ma wolne, ja też wzięłem urlop i relaksujemy się. Plus wspomniany awans żony i perspektywa częściowej rezygnacji z nocnej pracy...."

                            Co zatem jest prawdą i czy w ogóle coś jest?

                            • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 11:28
                              Nie musisz dokonywać szczegółowej analizy mojej twórczości, przynałem ci rację w poprzednim poście.

                              Prawda jest taka że ostatni raz widziałem się z żoną wczoraj ok. 21 kiedy szła spać, a następny raz zobaczę się z nią w piątek o 19. Z dziećmi to samo. A jak już się z nimi zobaczę to z wszystkimi naraz, a tak się składa że wszyscy-na-raz to przeciwieństwo sam-na-sam, które z kolei jest jakby warunkiem jakiejś akcji o charakterze erotycznym. Ja wiem że tak jest a ty jak nie wierzysz to co mam zrobić, mogę ci puścić podgląd przez skypa 24/7 :)
    • timetotime Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 12:00
      Dlaczego nie poskładasz tego prania?
      • azeta4 Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 12:40
        Rozumiem Cie.Tak nie musi byc.Sytuacja nie latwa do rozwiazania.Zanim narobisz glupstw - bo Twoja cierpliwosc moze zerwac sie nagle- przemysl co ewentualnie tracisz i co ewentualnie moglbys " zarobic", z tym ze wiesz co tracisz a nie wiesz co znajdziesz.Nie licz sie z tym ze kobieta sie zmieni bo sa wszystkie umyslowo ograniczone z racji struktury hormonalnej i misji biologicznej.Trudno wymagac wiecej niz sa w stanie zrozumiec.Postaraj sie "prowadzic" ja, i jako mezczyzna, spokojnie zacznij wymagac spokoju dla Ciebie, Twojej przestrzeni.Staraj sie , powoli i nieograniczona cierpliwoscia, robic tak aby sie z Toba liczyli.Malzenstwo to nie wiezienie ale to obowiazki, zwlaszcza kiedy kasa nie jest duza.Jesli Ci czegos nie daja to sam sobie to wez, oczywiscie z rozsadkiem i spokojnie.Odwagi.
        • mozambique Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 13:19
          skoro tłoczą sie na malej pzrestrzeni to czemu jeden pokoj przeznaczyli na same szmaty ?

          i cp to za "małą przestrzeń" z włąsnym ogrodem ??? przyczepa ?
          • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:50
            dom z 3 pokojami na górze i 2 na dole. A pokój jest wypełniony szmatami bo dziewczyny (żona i córka) w weekendy produkują ich za pomocą pralki tyle że nie za bardzo wiadomo co z nimi zrobić.

            Gdy im mówię żeby może zbastowały z produkcją tego prania skoro poprzednie jeszcze nie jest pochowane patrzą na mnie z wyższością ("idiota nic nie rozumie") i idą rozwieszać kolejną partię.
            • mozambique Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 20:47
              2 pietra , 5 pokoi mieszkalnych + ogród a ty cos ględzisz o ciasnocie ?

              bluźnisz

              albo ci sie w d.. poprzewracało
    • aandzia43 Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 14:20
      Vitek, to już przestaje być śmieszne. Jeśli jesteś trollem, to właśnie przegiąłeś i stałeś się niewiarygodny. Jeśli jesteś prawdziwy, to jesteś największą znaną mi miągwą świata.
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:31
        Zapraszam do mnie, przekonasz się o mojej prawdziwości. Chętnie spędzę trochę czasu z w miarę normalną babką, bo z żoną mogę porozmawiać tylko o tym co będzie na obiad, to wyczerpuje listę wspólnych tematów
        • aandzia43 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 23:07
          Może ja jestem w miarę normalną babką, ale ty jesteś miągwą (nieuleczalną, skrajną, megamarudą). Nie chciałabym być niedelikatna, ale być może zmuszona okolicznościami do dzielenia z tobą przestrzeni też skróciłabym listę wspólnych tematów do minimum. Z twojej pozycji więc przestałabym być "w miarę normalną babką". Nie wierzę, że ożeniłeś się z kobietą, która potrafi rozmawiać tylko o domowym menu. W innym towarzystwie twoja żona jest na pewno bardziej rozmowna.
    • triss_merigold6 Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 17:23
      Czy już proponowałam foliową torebke na głowę?
      • lazy_lou Re: Czy tak musi być? 16.05.11, 19:40
        znajac vitka okazalaby sie dziurawa :>
    • esteraj Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 13:30
      Vitek, zastanawiam się dlaczego tak narzekasz na swoje życie.
      Oczywiście, brak pieniędzy oraz niemożliwość zaspokojenia chociażby małej części swoich pragnień, nie napawa optymistycznie.

      Widzisz, człowiek jest jak małpa, zawsze chce tego, co inni mają.
      Jeżeli brakuje Ci seksu z żoną, to musisz wywołać w niej takie pragnienie.
      Jak to zrobić?
      Najlepiej jest jej pokazać, że seks daje innym dużo przyjemności i wywołuje pozytywne emocje.
      Czyli....
      Organizujesz spokojny wieczór z piwkiem (winem) i popcornem i włączasz erotyczny film.
      Nie wymuszasz w ten sposób niczego na żonie, okazujesz jej troskę, bo chcesz by odpoczęła, niczego nie oczekujesz... jej stan umysłu zostaje zrelaksowany...
      Ona odbiera bodźce wzrokowe i rodzi się w niej pragnienie przeżycia czegoś podobnego jak na filmie....

      Vitku, zwróć uwagę, że wciąż ulegamy takim sugestiom...., tak działają reklamy....
      To inni mówią nam czego mamy chcieć, co jest nam potrzebne, czego pragniemy.....
      W ówczesnym życiu nagle okazuje się, że nie potrafimy żyć bez samochodu, pralki, zmywarki, telewizora i tysiąca innych wygód....
      To inni uświadomili nam, że bez tego nie da się żyć ..., a my te "ćwoki" zażynamy się, by nie odstawać od innych i nie być gorszym.... i kupujemy te wszystkie "luksusowe" rzeczy, by inni nas podziwiali, a także by niby żyło nam się lepiej.

      Jak się okazuje, ludzie mieli więcej czasu dla siebie jeszcze jakieś sto lat temu, bo telewizor i komputer nie były złodziejami ich czasu.
      Czy to nie dziwne, że nie mając takich usprawnień jak pralka, zmywarka i kuchnia gazowa (czy elektryczna) ludzie znajdywali czas na przyjemności?
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 13:47
        > Organizujesz spokojny wieczór z piwkiem (winem) i popcornem i włączasz erotyczn
        > y film.

        Puszczenie filmu 'erotycznego' spowoduje natychmiastową ewakuację kobity z pomieszczenia

        A poczęstowanie winem - jej zapadnięcie w sen w ciągu 3 minut :)
        • esteraj Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:09
          No to nie erotyczny, a romantyczny. Kobiety takie lubią.
          Ty oczywiście też musisz oglądać, by potem móc się zachować jak ten filmowy amant.
          Nie nalegasz, nie naciskasz, nie oczekujesz....
          Jesteś miły, uczynny, delikatny i szarmancki.
          Powoli rozbudzasz jej zmysły.
          Wchodzisz w jej świadomość i sugestią wciskasz swoje pragnienia, które stają się również jej pragnieniami.
          • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:44
            to nie podziała. Ale dzięki za radę.

            Widzisz po 20+ latach w związku potrzebuję raczej kumpelki niż księżniczki z wieży przy której musiałbym odgrywać rycerza. Potrzebuję kogoś z kim mogę wspólnie się pośmiać czy wymienić uwagi oglądając telewizję, wypić po kieliszku czegoś tam, przytulić się, pomiziać, i w naturalny sposób zakończyć dzień dobrym seksem. Za dużo wymagam?
            • stokrotka_a Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:52
              Znajdź sobie kumpelkę i po kłopocie.
            • 3-mamuska Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 19:35
              vitek_1 napisał:

              > to nie podziała. Ale dzięki za radę.
              >
              > Widzisz po 20+ latach w związku potrzebuję raczej kumpelki niż księżniczki z wi
              > eży przy której musiałbym odgrywać rycerza.
              Ale moze kobieta potrzebuje czasem poczuc sie jak ksiezniczka,myslisz tylko o tym czego ty chcesz a nie czego chce zona.

              Potrzebuję kogoś z kim mogę wspólni
              > e się pośmiać czy wymienić uwagi oglądając telewizję, wypić po kieliszku czegoś
              > tam, przytulić się, pomiziać, i w naturalny sposób zakończyć dzień dobrym seks
              > em. Za dużo wymagam?
              To zachowuj sie tak,pomagaj zonie w praniu i sprzatniu wstaw pranie w tygodniu po powrocie z pracy tak zeby w piatek byl pusty kosz z praniem,przutul poglaszcz .
              Tobie chce sie tego jej czegos innego ,moze wart porozmawiac .

              Zapowiedz dzien leniucha w domu,kup przekaski ogarnij dom w piatek, a w sobote od rana telewizja moze sniadanie do lozka i nie wypusc z wyrka zony.
              Wieczorem kapiel z pianka,kileliszkiem wina potem masaz.
              NIe mozna tylko wymagac, a nie dawac noc od siebie,zreszta taka adorowana zona ma potem inny stosunek do meza.Czuje sie kochana.
              Dziercion daj kase na kino i powiedze ze maja nie wracac przez 3 -4 godziny.
              Jestes typowym 40-latkiem narzekac ,a nic nie dac od siebie.
              • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 02:14
                > Dzieciom daj kase na kino i powiedze ze maja nie wracac przez 3 -4 godziny.

                Jak tak zrobię to pierwsze powie że chce iść na film o 22, drugie o 20, a trzecie z racji wieku może tylko na ten o 18. Dodatkowo drugie i trzecie trzeba będzie do kina zawieźć i z powrotem przywieźć (pierwsze ma auto, samo dojedzie, ale tamtych wozić nie będzie)

                Efekt będzie taki że stracę masę kasy, najeżdżę się wte i wewte w charakterze taksówki, a ani przez chwilę nie będzie tak żeby żadnego dziecka nie było w domu. To się nie ma co śmiać, takie jest moje życie, naprawdę!
                • 3-mamuska Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 00:27
                  vitek_1 napisał:

                  > > Dzieciom daj kase na kino i powiedze ze maja nie wracac przez 3 -4 godzin
                  > y.
                  >
                  > Jak tak zrobię to pierwsze powie że chce iść na film o 22, drugie o 20, a trzec
                  > ie z racji wieku może tylko na ten o 18. Dodatkowo drugie i trzecie trzeba będz
                  > ie do kina zawieźć i z powrotem przywieźć (pierwsze ma auto, samo dojedzie, ale
                  > tamtych wozić nie będzie)
                  >
                  > Efekt będzie taki że stracę masę kasy, najeżdżę się wte i wewte w charakterze t
                  > aksówki, a ani przez chwilę nie będzie tak żeby żadnego dziecka nie było w domu
                  > . To się nie ma co śmiać, takie jest moje życie, naprawdę!

                  Oj tobie to nie dogodzi nikt,jak dzieciaki starsze to powiedz" brac mlodego i wonn no bo chce z mama byc sam, a kino to umowna sprawa.Moga znalesc taki film ktory razem da sie ogladac,ale ty tylko narzekac umiesz.Mpga isc na pizze lody .Lub na zakupy.Satrsze wezmie mlodsze i niech jada,ale wystarczylo by sie dogadac.MOj maz wlacza bajki dzieciom i mowi ze idziemy meble w sypialni przestawiac.i nie wejda, wiec jak cos chca to musza poczekac az wyjdziemy.Telewizor wyje dos glosno.
                  Ale u nas maz pracuje w nocy 7 nocy w tygodniu,a w domu w ciagu dnia 3-latek.Wiec naprawde nie ma jak.

                  To zostaw dzieci w domu wynajmoj pokoj lub klucze od domu przyjaciele, kurcze dorosaly facet a nie wie co zrobic.Slabo sie starasz i tyle, a nikt ci zony na tacy nie przyniesie.
                  A piszesz o dzieciach tak jakby to bylo dzieci od 0-3 lat takie dziciatka nieporadne.Wiec jesli masz takie dzieci, to sie nie dziwnie ze nic z zycia nie masz.Ale juz widomo po kim one to maja, bo ty tez nieporadny jak dziecko.Sorry ,ale zachowujesz sie jak dziecko.To tylko stwierdzenie faktu,a nie zlosliwosc,gdyby moj maz sie tak zachowywal jak ty to nie mial by seksu wcale,bo mi by sie nie chcialo z taka niedorajda.
                  • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 16:49
                    Owszem, trzeba się dogadać, ale moje dzieci nie dogadają się ze sobą.
                    Jak chyba wszystkie nastolatki unikają się nawzajem i nawet nie mam o to do nich specjalnych pretensji bo wiem że to normalne
                    może jestem nieco nieporadny ale naprawdę gotowa jesteś odmówić seksu za karę za nieporadność? to chyba żartem było :)
                    • 3-mamuska Re: Czy tak musi być? 24.05.11, 20:23
                      vitek_1 napisał:
                      > może jestem nieco nieporadny ale naprawdę gotowa jesteś odmówić seksu za karę z
                      > a nieporadność? to chyba żartem było :)
                      Wiesz gdyby moj maz byl taki nie poradny i marudzacy, to poprostu nigdy nie bylo by okazji na seks i tyle, nie zadna kara,a dodatkowo nie chaloby mi sie gimastykowac ,zeby znalesc czas na ten seks.I w srodku dnia zkradac sie i szukac okazji.
                      Ja seksu nie odmawiam, bo mi wciaz malo:D
    • esteraj Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 14:43
      Vitek, powiedz mi proszę, jak wyglądało Twoje wyobrażenie o rodzinie.
      Na pewno miała być sielanka i życie jak w bajce.
      Jako młody facet nie byłeś na tyle świadomy, by wiedzieć, że życie przynosi nowe wyzwania.....
      Tak niestety większość z nas weszła w związki małżeńskie i wpakowała się w pasmo zobowiązań.
      Było działanie, są skutki. Takie życie.
      Czy można mieć do kogoś o to pretensje? To były nasze wybory i my ponosimy ich konsekwencje.
      Życie to doświadczanie.
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 15:05
        Owszem, ale teraz po 20+ latach poświęcania się dla rodzinki, odmawiania sobie wszystkiego, życia jak pustelnik, chcę sam trochę pożyć zanim zdziadzieję, nie mam do tego prawa? Ciągle mam żyć życiem moich dzieci, a za chwilę będę musiał żyć życiem moich rodziców którzy się starzeją i trzeba będzie się nimi zajmować? A gdzie ja w tym wszystkim? Ja chcę wreszcie móc mieć wszystko w d.pie i posuwać panienki!!!
        • lazy_lou Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 18:09
          Punkt za szczerosc :D


          Jak mawia pewne haslo: Just do it!
          Kto powiedzial, ze wszyscy musza byc dorosli, odpowiedziali i uczciwi?

          Ps. Ktos cie zmuszal do posiadania 3 dzieci? Ja mam jedno i o ile mi cos nie odbije, nie zamierzam miec wiecej. Miedzy innymi dlatego- bo Ja tez sie licze dla siebie.
          Ale to trzeba liczyc zanim sie zrobi, a nie zrobic i liczyc, ze jakos to bedzie...
        • niezapominajka333 Re: Czy tak musi być? 17.05.11, 23:52
          Nie chcę cię martwić, ale sam oceniłeś swoje szanse na seks poza związkiem na równe zeru.
          Pora zapomnieć o mrzonkach.
          • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 19.05.11, 18:45
            W ostateczności niech już będzie w związku... ;)
            Ale żeby było!
    • zawsze-soffie TAK, tak właśnie musi być!!! 17.05.11, 19:42
      spuść głowę i pogódź się z tym.

      Amen
      • lazy_lou Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 17.05.11, 21:28
        glowke chyba :P
      • vitek_1 Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 19.05.11, 18:50
        zawsze-soffie napisała:

        > spuść głowę i pogódź się z tym.
        >

        Idź w piz*u z takimi radami.
        • mali_kali Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 20.05.11, 14:21
          Ciezka sprawa. Wyglada na to, ze ani Ty, ani Twoja zona nie potraficie sie zorganizowac, ani narzucic sobie dyscypliny. Gdyby to sie udalo, to watpie szczerze, czy rzeczywiscie mialbys taka gehenne z pracami domowymi.

          Jezeli masz juz duze dzieci, to one tez takie sa. Zero porzadku i dyscypliny.

          Jednym slowem Amen! Rozwodzic sie natychmiast, zeby stracic jak najmniej zycia. Pozniej znalezc sobie kobiete dobrze zoorganizowana i nasladowac jej przyklad. Okaze sie, ze pranie, sprzatania i gotowanie to bedzie pikus.

          Ewentualnie super, ekstra, hiper psycholog, ktory wytlumaczy Tobie, zonie i dzieciom, ze nalezy planowac i organizowac, a dbanie o dom zaczyna sie od malych detali. Tylko watpie, czy istnieja tacy super-psychologowie...
          • niezapominajka333 Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 21.05.11, 07:30
            "....Ciezka sprawa. Wyglada na to, ze ani Ty, ani Twoja zona nie potraficie sie zorg
            > anizowac, ani narzucic sobie dyscypliny. Gdyby to sie udalo, to watpie szczerze
            > , czy rzeczywiscie mialbys taka gehenne z pracami domowymi.
            >
            > Jezeli masz juz duze dzieci, to one tez takie sa. Zero porzadku i dyscypliny.
            >
            > Jednym slowem Amen! Rozwodzic sie natychmiast, zeby stracic jak najmniej zycia.
            > Pozniej znalezc sobie kobiete dobrze zoorganizowana i nasladowac jej przyklad.
            > Okaze sie, ze pranie, sprzatania i gotowanie to bedzie pikus.
            >
            > Ewentualnie super, ekstra, hiper psycholog, ktory wytlumaczy Tobie, zonie i dzi
            > eciom, ze nalezy planowac i organizowac, a dbanie o dom zaczyna sie od malych d
            > etali. Tylko watpie, czy istnieja tacy super-psychologowie...."

            Też wątpię, czy są psychologowie, którzy dadzą się nabrać na takie plewy, jakie tu Vitek sypie. Na jego narzekania nabierają się jeszcze nowi forumowicze, dopóki nie zgłębią tematu.
            Jeśli już używać słowa gehenna, to raczej w stosunku do tego, co ma jego żona.
            Vitek nie raz przyznawał. że jest leń, ma dwie lewe ręce i do prac domowych zaciągnąć się nie da.
            Pranie, prasowanie - on prawie nie ma ciuchów, a że reszta rodziny ma, to ich problem.
            Sprzątanie, gotowanie, szykowanie posiłków - jego nie dotyczy.
            Dzieci - obcy element na którego pojawienie się nie miał wpływu, bo żona wzięła i przyniosła nie pytając go o zdanie. W chwili obecnej uciążliwi i kosztowni intruzi, których musi utrzymywać i znosić w jego własnym domu.
            On nie ma gehenny z pracami domowymi, bo ich nie wykonuje.
            On cierpi, bo nie może sobie odpocząć w zamieszaniu, jakie powstaje, gdy pracuje reszta rodziny. A przecież odpoczynek mu się należy jak psu buda, bo cały tydzień ciężko pracuje.
            Co z tego, że żona też pracuje, ale ona przynajmniej ma swoje hobby które może realizować w weekend, a Vitek nie dość, że nie może, bo go nie stać na żadne kosztowne pasje, to jeszcze nie może sobie odpocząć.
            Cóż ta żona robi przez te wolne dni?
            Ano, kręci się po domu, podziobie coś w kuchni i produkuje przy pomocy pralki mnóstwo szmat, z którymi później nie wiadomo co zrobić. A potem jest posprzątane, ugotowane i uprane.
            Same miłe, przyjemne i nie męczące zajęcia. Przecież Vitek kupił pralkę, żeby nie musiała prać ręcznie. Kupił zmywarkę, żeby nie musiała sama zmywać. I żelazko jest w domu do prasowania. Nowoczesność w domu i w zagrodzie. I dom jest urządzony tak, jak ona chce.
            On biedak tylko za to płaci i na nic nie ma wpływu.
            A gotowanie i szykowanie posiłków to już jej wymysł. Jemu by wystarczyła sama pizza czy inne danie na telefon. A dzieciom?
            A DZIECI TO W OGÓLE NIE POWINNO TU BYĆ.
            Bo to przez nie, zamiast satysfakcjonującego seksu. ma bezmyślne, mechaniczne rypanie.
            I to jest ta weekendowa gehenna, ten cyrk, który musi znosić. I jeszcze ta obojętność ograniczonej umysłowo żony, która nie chce zrozumieć bezmiaru jego cierpienia...
            Oczywiście wszelkie sugestie, żeby ruszył d... i włączył się do prac domowych, że te wyprane ubrania, z którymi nie wiadomo co zrobić trzeba zwyczajnie poskładać i schować do szafy są pomijane pełnym godności milczeniem.
            • mali_kali Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 21.05.11, 11:29
              Jak dla mnie najwieksza zagadka jest ten pokoj ze sterta ubran... Przeciez ja bym nie wytrzymal. Na jeden dzien zamknalbym sie w tym pokoju z kanapka i butelka wody i nie wychodzilbym stamtad, az nie uporzadkuje i nie posortuje wszystkiego.

              Jak mozna sie pogodzic z takim czyms?????
              • berenika.5 Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 21.05.11, 11:44
                "Na jeden dzien zamknalbym sie w tym pokoju z kanapka i butelk
                > a wody i nie wychodzilbym stamtad, az nie uporzadkuje i nie posortuje wszystkie
                > go."

                Zabawa w co odpowie witek:

                "Nie, to kompletnie nietrafiona rada, moja zona i moje dzieci nawet nie zauważyłby, że się zamknąłem. A jak nawet to by się nie przejęli albo wyśmiali uważając, ze zwariowałem".
                • vitek_1 Re: TAK, tak właśnie musi być!!! 22.05.11, 00:51
                  Gdybym uprzątnąl wszystko, żona i córka (obsługa automatu pralniczego) uznałyby to za doskonały powód by w przyśpieszonym tempie produkować nowe tony prania i w kilka godzin ponownie zapełnić nim pomieszczenie.
                  Zrozumcie - NIC się nie da zrobić. Pozostaje mi patrzeć na ten burdel i cierpieć.
                  Dlaczego inni nie cierpią, zapytacie słusznie.
                  Bo oni czują się w tym środowisku jak ryby w wodzie. Sami je takim stworzyli więc chyba nie po to żeby im było źle.
                  A ja jakoś nie mogę się przystosować. To nie jest dom taki jakim chciałbym żeby był. Frustrację pogłębia to że to ja to wszystko finansuję. Muszę utrzymywać przy życiu coś czego nie znoszę i przez to tkwię w biedzie. No jak tu nie zwariować?
    • qbel2 Re: Czy tak musi być? 19.05.11, 01:53
      Ale Ty Vitek dziwny jesteś... Masz babę do roboty, to tylko jeszcze baby do bzykania Ci brak. To sa ją znajdź, nie inaczej, to na roksie się roi od tego :)
    • ada828 Re: Czy tak musi być? 19.05.11, 22:19
      Odnoszę wrażenie, że tworzycie zgrane małżeństwo i ciepłą rodzinę.Ale nie chcesz się już tak angażować w tworzenie ciepła rodzinnego z powodu dzieci, ale ze względu na Wasze małżeństwo. Czy wiesz jakie frustracje przezywa Twoja żona? Może rutyna ciepła rodzinnego przykrywa także jakieś jej pragnienia? Może pomożecie sobie nawzajem i wspólnie zrobicie więcej przestrzeni na tylko i wyłącznie Wasze sprawy (bez dzieci). Może się okaże, że tak naprawdę sterty damskich ubrań przeszkadzają także Twojej zonie, tylko nie ma siły zmagać się z "materią" ( córką) sama?
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 02:00
        Nie wydaje mi się żeby żona miała jakiekolwiek frustracje. Dom i życie domowników są urządzone w dużym stopniu tak jak ona tego chce, więc jeżeli coś ją frustruje może to zmienić. Ja dla odmiany nie mogę zmienić niczego. Została mi wyznaczona rola źródełka z pieniędzmi które napędzają cały ten cyrk, ale wpływu na jego funkcjonowanie nie mam żadnego. To podobnie jak z podatkami, musisz je płacić, ale o tym na co te pieniądze będą przeznaczone decyduje ktoś inny.

        (ubrania nie są tylko damskie. Należą do 5 osób obojga płci, właściwie do 4 bo ja nie mam prawie żadnych ubrań)
    • aandzia43 Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 19.05.11, 23:00
      To się leczy. Często z dobrym skutkiem. Neurastenia, przewrażliwienie, poczucie kompletnego bezsensu, brak energii i ciągłe poczucie rozpaczy mają bardzo często podłoże czysto biologiczne i są do wyleczenia.
      • zyg_zyg_zyg Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 20.05.11, 09:35
        > To się leczy.

        No chyba, że komuś jest dobrze w takim stanie. A Viciu przecież uwielbia być miągwą. Użalanie się nad sobą to łatwo dostępna przyjemność - po co ma szukać innej? Ja tam kiedyś bardzo lubiłam wpadać w nastrój przygnębienia i beznadziei. Fakt, miałam wtedy jakieś czternaście lat, ale niektórzy mogą tak mieć przez całe życie.
        • aandzia43 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 20.05.11, 13:21
          Dzielę miągwy na dwie kategorie. Pierwsza: miągwy biologiczne - długotrwałe problemy z gospodarką serotoninową (u podstaw których leży biologia lub problemy życiowe, wsio rawno) utrwaliły poczucie niemocy i beznadziei i zawęziły horyzont postrzegania świata. Druga: miągwy z wyboru - kondycja psychiczna kobyły, żadnych depresji, a kreowany wizerunek to lelija jakowaś, panie dzieju, i magnes dla nieszczęść wyjątkowych w skali świata. Miągwy biologiczne, jak już dokonają wysiłku i wyskoczą poza paradygmat, mają całkiem duże szanse na normalne życie (i nie zatruwanie życia innym). Miągwy z wyboru to raczej przegrana sprawa. Ale nie wsółczxujmy im - mają się świetnie. To naprawdę zazwyczaj twarde i szczęśliwe od środka sztuki. Gorzej z ich bliskimi.
          Nie wiem, do której kategorii Witka przypisać. Ja ciągle podejrzewam, że to troll, bo trudno mi sobie wyobrazić tak zaimpregnowanego na wiedzę idiotę, który dobrowolnie i z upodobaniem obcuje z ludźmi tę wiedzę mu wciskającymi. Znane mi miągwy z wyboru unikają raczej konfrontacji z prawdą, a miągwy biologiczne po jakimś czasie łapią jednak rzucaną im linę.
          • vitek_1 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 22.05.11, 01:05
            Hmm, obcuję z wami bo mogę się wyżalić
            i może mam potrzebę ogrzać się trochę w ciepełku waszego szczęścia. Bo mimo że jest to forum o problemach, to jakoś mam wrażenie że u was te problemy są jakieś takie malutkie, nieszkodliwe, żeby nie powiedzieć wydumane. A poza tym wszyscy jak tu jesteście mieszkacie w pięknych domach, macie interesujące zajęcia, za które płacą wam krocie.

            Jak dla mnie mimo przejściowych problemów jesteście okazami szczęśliwych ludzi i może to że tacy ludzie gdzieś istnieją i mogę sobie z nimi podyskutować w jakiś sposób jest dla mnie atrakcyjne, a także to że mogę wam pokazać że nie wszyscy mają takie słodkie życie.
            • aandzia43 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 24.05.11, 12:29
              Nie mieszkam w pięknym domu i nie zarabiam kroci. Podobnie, jak wiele osób z forum. Ale o tym już ci pisano niejednokrotnie. Problem nie w tym, że tak mało masz, tylko w tym, że masz problem z głową.
              A jeśli chodzi o żalenie się, to nie odstręczają cię te zjebki, które ciągle dostajesz? Przecież nie osiągasz tu już dawno celu, jakim są głaski za "nieszczęścia" cię spotykające. Troll?


              Ja nie interpretuję Biblii. I nie mam zamiaru czytać jej w całości. Zbyt krwawa i pełna odrażających moralnie (jak dla mnie) opowiastek. I choć rozumiem zjawisko przenośni, i wiem, że nie należy starych tekstów traktować dosłownie, to sądzę, że nie wszystkie żenujące wygłupy przodków da się wytłumaczyć odległością w czasie i przestrzeni.
              • eudajmonika Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 24.05.11, 13:10
                aandzia43 napisała:

                > Nie mieszkam w pięknym domu i nie zarabiam kroci. Podobnie, jak wiele osób z fo
                > rum. Ale o tym już ci pisano niejednokrotnie. Problem nie w tym, że tak mało ma
                > sz, tylko w tym, że masz problem z głową.
                > A jeśli chodzi o żalenie się, to nie odstręczają cię te zjebki, które ciągle do
                > stajesz? Przecież nie osiągasz tu już dawno celu, jakim są głaski za "nieszczęś
                > cia" cię spotykające. Troll?

                Głaski to nie tylko życzliwe zainteresowanie - to jakiekolwiek zainteresowanie.
                Vitek żeruje na na tym forum karmiąc swoje bezdenne ego i robiąc coraz to nowych (ale starych też) dyskutantów w ch...a. No bo jak przyjąć fakt, że cięty na burżujów rewolucjonista mieszka w pięciopokojowym domu z ogródkiem dotowanym przez państwo (czyli refundowane częściowo ze środków ściąganych w podatku z burżujów), którego dwójka dorosłych dzieci uczy się za pieniądze podatnika (burżuja) nie hańbiąc się pracą, posiadającego co najmniej dwa samochody i zdolność kredytową na zakup domu na własność (rzecz na zachodzie nie tak powszechna). Osobiście odczuwam to jako drwinę. I nie mieści mi się w głowie, że osobie, która jawnie wyraża brak szacunku, delikatności i lekceważenie osobom tutaj pisującym o swoich poważnych problemach (vide casus in vitro, chojrackie i pełne pogardy wypowiedzi na temat osób, które nie mają problemów finansowych, ale nie radzą sobie w innych sferach życia itepe) poświęcono tutaj tyle uwagi.
                • vitek_1 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 24.05.11, 14:03
                  Eudajmoniko, zacietrzewienie zaciemnia ci rozum.
                  5-pokojowy dom to rudera z lat 30-tych w której od jej postawienia nie przeprowadzono remontu. Na pewno nie zamieniłabyś swojej wypasionej willi na to coś. To że to jest dom to nie żadne halo, w Anglii 95% ludzi mieszka w domach, a dom zawsze stoi na jakimś tam kawałku ziemi (a propos ogrodu)

                  nikt mnie nie dotuje, sam płacę sam czynsz za ten szajs. Czyli to ja dotuję miasto.

                  żaden burżuj nie musi płacić podatków na moje dzieci, sam płacę wystarczająco dużo (pit, vat, podatek od nieruchomości [nie jest on groszowy jak w Polsce], akcyza - ogólnie ponad 50% dochodów zabiera mi państwo, plus 25% jako czynsz za dom, to za mało według ciebie?)

                  mimo to moje starsze dzieci hańbią się pracą tzw. part-time żeby mieć na własne wydatki bo nie jestem stanie dawać im jakichkolwiek pieniędzy

                  2 samochody? mamy nawet 3. Po 1 na każdą osobę z prawem jazdy. Najmłodsze auto ma 7 lat, kupiłem używane, a aby je mieć spłacałem raty przez 3 lata. Pozostałe mają 9 i 11 lat. Jak to się ma do tego mercedesa slk który mąż ci kupił w ubiegłym miesiącu?

                  i kwestia kredytu hipotecznego od której zaczęły się pomówienia o trolowanie - już wyjaśniam. Po bodaj 5 latach oczekiwania na liście otrzymałem ofertę kupna tzw. affordable house czyli domu poniżej ceny rynkowej, przeznaczonego dla upośledzonych materialnie warstw społecznych. Prawdopodobnie jednak nic z tego nie wyjdzie gdyż pani w banku zażyczyła sobie 35% wkładu własnego, a ja jestem w tak wyśmienitej sytuacji że przez 7 lat w Anglii nie oszczędziłem ani pena. Nie stać mnie nawet na dom (tym razem naprawdę) dotowany przez rząd.

                  Nigdy nie wypowiadałem się z pogardą o innych. Za to zdaje się że ty wypowiadasz się z pewną dozą pogardy o mnie, zarzucasz mi kłamstwa, trolowanie itd., a moje posty to dla ciebie 'drwina'. No ale tobie przecież wolno. Tacy jak ty przywykli do traktowania ludzi z góry.

                  --
                  I f*kin' hate my life (z filmu The Hangover)
                  • aandzia43 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 24.05.11, 16:12
                    > Na pewno nie zamieniłabyś swojej wypasionej willi na to coś

                    > Jak to się ma do tego mercedesa slk który mąż ci kupił w ubie
                    > głym miesiącu?

                    Masz jakieś konkretne dane na temat stanu majątkowego Eudajmoniki, czy tak sobie pie...lisz bez sensu? Ach, oczywiście to drugie. Programowo nie przyjmujesz do wiadomości faktu, że twoi dyskutanci w większości nie są szczególnie bogaci. Dopuszczenie tego do wiadomości oznaczałoby jednocześnie dopuszczenie do świadomości faktu, że ludzie niezamożni mają jednak szczęśliwe życie. Seksualne też. A to byłoby tożsame z uznaniem za fakt swojego malkontenctwa i być może choroby (depresji).

                    Tacy jak ty przyw
                    > ykli do traktowania ludzi z góry.

                    Czyli jacy? No bo chyba nie krezusi;-P
                    Odmowa utworzenia forumowego chórku potakiwaczy Wicia to nei jest traktowanie z góry.
                    • vitek_1 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 25.05.11, 12:17
                      Ależ ja wiem że mam depresję, wcale się tego nie wypieram.
                      I to głęboką jak Rów Mariański :)
                      • aandzia43 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 26.05.11, 14:17
                        To po kiego ch..a, mając może nei diagnozę, ale jakieś poważne podejrzenia, masturbujesz się emocjonalnie na forum zamiast leczyć to, o czym wiadomo, że jest chore?! I co wyleczyć z dużym prawdopodobieństwem można. Rajcuje cię grzebanie pazurem w ranie? Jak sobie ktoś nie chce sam pomóc, to mnie się jakoś tak nie chce mu współczuć.
                        I nie zaczynaj starej śpiewki "a co mi lekarz pomoże/wyrzuci mnie z gabinetu/nie ma dostępu do lekarza".
                • aandzia43 Re: Stosując metodę zdartej płyty powtórzę: 24.05.11, 16:27
                  > Głaski to nie tylko życzliwe zainteresowanie - to jakiekolwiek zainteresowanie.

                  No, fakt.

                  I nie mieści mi się w głowie, że osobie, która jaw
                  > nie wyraża brak szacunku, delikatności i lekceważenie osobom tutaj pisującym o
                  > swoich poważnych problemach (vide casus in vitro, chojrackie i pełne pogardy wy
                  > powiedzi na temat osób, które nie mają problemów finansowych, ale nie radzą sob
                  > ie w innych sferach życia itepe) poświęcono tutaj tyle uwagi.

                  Na tym polega strategia biadolących - tak długo i tak dużo biadolą, że zapomina im się w końcu buractwo i nie wyklucza z towarzystwa ;-) Robią wokół siebie hałas, w którym ginie to, co istotne.
    • milseog :)))))))) 20.05.11, 12:24
      o mamo! ale sie usmialem! bron boze nie mysl, ze z Ciebie! nie! swietnie to opisales. jak ja to dobrze znam. i ciesze sie, ze to czytam, bo moim marzeniem tez jest spedzic kiedys z partnerka jeden dzien w lozku, poogladac, poczytac, zjesc z pudelka, pobawic sie razem.. zamiast tego mam dokladnie to o czym piszesz.
      ciesze sie, ze nie jestem sam. juz myslalem, ze za duzo chce od zycia:)
      odwagi, chlopie!:)))
      pozdrawiam
      • vitek_1 Re: :)))))))) 22.05.11, 11:58
        Dzięki za ten 1 popierający wpis. Nie przywykłem do takich postów, bo na codzień robię tu za chłopca do bicia.

        Mężczyźni, codziennie zadręczani na śmierć przez dzieciaki, żony, szefów, urzędników, kamieniczników - powiedzmy w końcu nie! I my chcemy mieć coś z życia! Dość terroru natrętnych dzieciaków, pazernych szefów i właścicieli mieszkań, nieużytecznych urzędników! Dość limitowania seksu, raz w tygodniu, po ciemku, późno w nocy, i zawsze w tym samym łóżku! Nie jesteśmy tylko maszynkami do zarabiania w pocie czoła pieniędzy i natychmiastowego ich oddawania innym! Chcemy mieć fun, mieć ładne domy z wielkimi telewizorami, jeździć po świecie dobrymi autami i motorami, jeść, pić, i posuwać panienki!
        • aandzia43 Re: :)))))))) 24.05.11, 16:30
          Jestem za. A teraz przejdź do czynów.
    • esteraj Re: Czy tak musi być? 20.05.11, 15:48
      Vitek, skoro masz tyle pokoi, to rozumiem, że jeden jest przeznaczony na wspólną sypialnię z żoną.
      Czy Wasz pokój jest na tym samym piętrze, co pokoje dzieci?
      Czy nie możecie mieć sypialni na dole? Wtedy cały parter jest Wasz i dzieci Wam nie przeszkadzają.
      W jakim wieku jest Twoje najmłodsze dziecko? Czy zawsze potrzebują Waszego zainteresowania, czy potrafią sobie zorganizować czas sami?
      Nie wiem, jak to jest u Ciebie, ale z doświadczenia wiem, że młodzież czasami jest tak pochłonięta jakimś filmem czy czymś na kompie lub jakimś innym zajęciem, że sprawiają wrażenie jakby ich nie było. To dobry moment na odpoczynek.
      Można go również wykorzystać na zacieśnianie więzi małżeńskich.
    • buba12 Re: Czy tak musi być? 21.05.11, 20:54
      Boze... i straszno i smieszno...
      Miagwa to mało powiedziane... Nawet wyjazdu wszystkich dzieci do kina w kupie (padło tu boskie stwierdzenie, ze zona skadś je przyniosła - co w kontekscie niestosowania przez Vitka antykoncepcji nabiera jeszcze rumiencow) Vitek nie umie zorganizować...
      hmmm dwoje dorosłych dzieci i trzecie nastoletnie... i ty Vitek nie umiesz wyjechac z zona na weekend - zostawiwszy "malenstwo" z dwojka starszaków...
      aaa juz wiem - nie masz pieniedzy i ubran:))))))
      i ten pokoj ze szmatami, ktore produkuje pralka (Ja tez tak chce, zeby mi produkowała, ale moja tylko pierze:()
      dawno sie tak nie usmialam - choc to smiech przez łzy bo mi kogos przypominasz...
      • roserot Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 01:44
        Nie wiem, gdzie mieszkasz Vitek, ale jakieś miłe ustronne miejsce chyba by się znalazło w Twojej okolicy?
        Moje dzieciaki teraz już studiują, sa po za domem, ale wcześniej też "snuły" się jak to nazywasz.
        Tylko mój men wyrywał mnie z tego rozgardiaszu i jechaliśmy sobie w nasze miejsca, mamy takie swoje ulubione zakątki, praktycznie odludne. Często taki wypad rozpoczynaliśmy wyjściem do kina, restauracji, pizzernii i innych,lub tak kończyliśmy takie miłe randki sam na sam.
        A teraz, gdy dzieciaki są gośćmi i nie mamy takiego przymusu, to ten zwyczaj nam pozostał i nadal tak sobie randkujemy.
        I wiesz jak jest fajnie ? I nigdy, przenigdy nie musi mnie namawiać na sex, który zawsze jest gwoździem programu.
        Myślę, że Twojej żonie brakuje takiego romantyzmu. Nawet sobie nie wyobrażasz jak może to kobietę nakręcic.
        No niech mnie! Kocham tego mojego "starego" misia! Za to też.
        • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 11:15
          Mieszkam w W. Brytanii a tutaj jest tak że niestety nie ma tu odludnych miejsc. Podział jest jasny: ulica jest publiczna, reszta prywatna. Parki miejskie są ogrodzone i zamykane na noc (inaczej stałyby sie miejscem koczowania pijaczków, junkies itd.).

          Nigdy w Anglii nie udało mi się znaleźć miejsca gdzie możnaby wejść a w którym nikogo bym nie zobaczył w ciągu 10 minut (odludność).

          A nawet gdyby to konieczność uciekania z własnego domu wydaje mi się uwłaczająca. Ale dzięki za głos w dyskusji.
          • roserot Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 14:14
            To rzeczywiście nieciekawie.
            Jednak mam szczęście, siedzę sobie w kraju, wokół mnie jeziora lasy. Mam kawałek własnej ziemi ,nad rzeką, a pięknie jet tam tak , że nieraz dech zapiera.
            Tylko jest coś za coś. Z pracą tu kiepsko, a w mim wieku tym bardziej. Tyle moich wtrętów.
            Pozdrawiam
            • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 16:44
              Tutaj też z pracą tragedia. Miasto 200-tys., a w tej chwili został w nim jeden większy zakład (nie liczę supermarketów :). Pracuję, ale jestem zabetonowany w tym miejscu bo nie ma dokąd pójść, i pracodawca o tym wie, więc nie ma co marzyć o jakiejkolwiek poprawie.
          • arronia Re: Czy tak musi być? 24.05.11, 23:04
            O, a nam się udawało w UK znaleźć miejsca ustronne.
            I nocować w namiocie w tychże ustroniach.
    • efi-efi Re: Czy tak musi być? 23.05.11, 20:56
      vitek_1 napisał:
      >Moja żona zgadzała się z tym, ale potem wymyśliła ślub bo groziła mi deportacja z kraju gdzie >przebywaliśmy, i ona wymyśliła że jak będziemy małżeństwem to mnie nie deportują. >Oczywiście i tak mnie deportowali.

      - Co Ty opowiadasz? Jaka deportacja?!
      Wymyślasz to, trollujesz czy o co chodzi?

    • urquhart Szerszy problem - Wypalenie konia pociągowego 26.05.11, 07:46
      Dostaje się Vitkowi w tym wątku z każdej strony. A ja wykaże zrozumienie bo spotkałem się ostatnio wielokrotnie z takim nastawieniem.
      Bo to efekt szerszy, który obserwuje u kolegów tkwiących w pierwszych związkach którzy pozornie sporo osiągnęli i cierpią na efekt wypalenia konia pociągowego zwany innaczej kryzysem wieku średniego. Owi faceci realizują ODPOWIEDZIALNIE potrzeby żony, dzieci, rodziny dając sobie wmówić że to są obowiązki, odkładając własne potrzeby i oczekiwania (zdefiniowane jako "egoistyczne zachcianki") na potem na przyszłość. I ta przyszłość nie przychodzi, mało czas leci a jest coraz gorzej, wymagania rodziny jedynie wzrastają, a tu przychodzi świadomość że pół życia minęło. Czekają na "równouprawnienie" i swoją kolej że żona odpłaci podobnym zainteresowaniem jego potrzebami, a tu nic, narasta jedynie zgorzknienie i rozczarowanie, a jednocześnie boląca świadomość że ma się dom, ogródek, drogie auto jest niespełnionym rozżalonym i nieszczęśliwym i zazdrości tym wyluzowanym i nieodpowiedzialnym ale spełnionym co rozpuścili kasę na dziwki lub szaleństwa z kolejnymi żonami.
      A żona nie wie o co mu chodzi bo przecież to "ustalili" że jej oczekiwania to "wspólne oczekiwania i powinien być szczęśliwy.

      Sytuacja rozwiązuje się kiedy facet zacznie DZIAŁAĆ i doprowadzi to traumatycznych wydarzeń: koniecznie NIEODPOWIEDZIALNYCH: kupno szybkiego motoru, sportowego samochodu, lub druga opcja spotka kobietę anielskie objawienie - czyli zainteresowaną jego potrzebami a nie jedyne swoimi.
      • urquhart kobiece spojrzenie: Odbija mu. 26.05.11, 08:28
        Rozpisałem się bo na babskich forumach dużo widziałem wpisów kiedy zdezorientowane babki opisywały swoich facetów w pierwszej jak i drugiej opisanej fazie takiego kryzysu.
        Z babskiego punktu widzenia diagnoza była jedna: odbija mu.
        I jedna rada feministycznych weteranek które już skutecznie wykastrowały partnerów: skrócić mu smycz.
        Bez zrozumienia przyczyny musi takie podejście musi zwiastować katastrofę.
        • aandzia43 Re: kobiece spojrzenie: Odbija mu. 30.05.11, 09:22
          > I jedna rada feministycznych weteranek które już skutecznie wykastrowały partne
          > rów: skrócić mu smycz.
          > Bez zrozumienia przyczyny musi takie podejście musi zwiastować katastrofę.

          Rada feministycznej weteranki: przeprowadzić bardzo szczere i rzeczowe podsumowanie życia włącznie z rachunkiem sumienia. Psycholog się tu przydaje. Poleciłabym to każdemu mężczyźnie i każdej kobiecie, którzy zaczynają odczuwać coś na kształt kryzysu wieku średniego. Katastrofę może sprowadzić zarówno niezrozumienie ze strony partnera, jak i własne zapętlenie się w żałości i poczuciu straty.
      • mujer_bonita Rozumiesz... ale w zasadzie co? 26.05.11, 08:56
        urquhart napisał:
        > Dostaje się Vitkowi w tym wątku z każdej strony. A ja wykaże zrozumienie bo spo
        > tkałem się ostatnio wielokrotnie z takim nastawieniem.
        > Bo to efekt szerszy, który obserwuje u kolegów tkwiących w pierwszych związkach
        > którzy pozornie sporo osiągnęli i cierpią na efekt wypalenia konia pociągowego
        > zwany innaczej kryzysem wieku średniego. Owi faceci realizują ODPOWIEDZIALNIE
        > potrzeby żony, dzieci, rodziny dając sobie wmówić że to są obowiązki, odkładaj
        > ąc własne potrzeby i oczekiwania (zdefiniowane jako "egoistyczne zachcianki") n
        > a potem na przyszłość.

        Urqu - rozumiesz ale w zasadzie CO? Bo to co piszesz to Twoja projekcja jakiegoś problemu, który nijak się nie ma do sytuacji Vitka.

        Przeczytałeś za co mu się dostaje? Właśnie za idiotyczne podejście do 'odpowiedzialnych' potrzeb. I daj spokój, że żony - bo nie żony akurat. Ona w tym kieracie już dawno zrezygnowała z potrzeb, co sam autor zauważa. To Vitek ma swoją wizję tego co 'odpowiedzialnie' trzeba, którą forumowicze punktują. Vitek czeka nie na 'równouprawnienie' tylko na cud z nieba, bo sam palcem nie kiwnie. IMO po prostu nie potrafi i nigdy nie potrafił. Tak - kryzys wieku średniego zwykle polega na tym, że facet patrzy wstecz na to wszystko co nie osiągnął i po 'męsku' zwala winę na kogo się da dookoła.

        Na przyszłość - radzę dokładniej czytać a mnie fantazjować :)
        • vitek_1 Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 29.05.11, 13:05
          > Vitek czeka na cud z nieba, bo sam palcem nie kiwnie

          możesz uściślić?
          Kiwam palcami, tzn. pracuję od 19 roku życia. Co jeszcze mam zrobić według ciebie? Kraść? Dilować dragi? Zostać alfonsem z haremem kurew? Masz jakiś lepszy pomysł?

          Najpierw to co wypracowałem kradła komuna, potem dziki kalitalizm a la polonaise w latach 90, teraz tylko trochę mniej dziki kapitalizm angielski. Wspaniali politycy i biznesmeni kazali mi pracować i utrzymywać 5-osobową rodzinę (wydatki x5) jednocześnie ściągając ze mnie takie same podatki jak z samotnej osoby która pracuje tylko na siebie. Niech zgadnę, według ciebie to oczywiście moja wina!

          Jak mam do czegokolwiek dojść gdy przeciętny samochód kosztuje tyle co 2-letnie zarobki a dom tyle co 20-letnie? Wynika z tego że od początku życia zawodowego mogłem kupić 1 dom i 1 samochód, oczywiście zakładając że rodzinę zahibernuję w zamrażarce żeby nie potrzebowali jeść.

          Przecież w takich warunkach nie da się normalnie żyć, to też moja wina, czy raczej chorych z chciwości biznesmenów i polityków (pierwsi odpowiedzialni za głodowe pensje, drudzy za odzierające ze skóry podatki które dziwnym trafem dotykają głównie biednych)
          • niezapominajka333 Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 29.05.11, 13:27
            Vitek, przeczytaj to, co napisał Urqu.
            Tzw." dojście do czegoś" nie chroni przed kryzysem wieku średniego.
            Podobnie jak bycie bogatym nie gwarantuje dobrego seksu, a bycie biednym nie oznacza bezseksia.
            Ale cieszę się, że zmieniłeś styl wypowiedzi, bo to on był przyczyną większości nieporozumień w twoich wątkach.
            • vitek_1 Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 30.05.11, 01:19
              Styl zmieniłem ale chyba na bardziej agresywny :)

              Przeczytałem też oczywiście post urqu (jak wszystkie posty w moich wątkach) i stwierdzam że malo odnosi się do mojej sytuacji. Oczywiście że nic nie chroni. Ale jak to mówią - lepiej być zdrowym i bogatym niż biednym i chorym. Zdrowy i bogaty też może cierpieć na kryzys, ale kryzys mocniej dotknie biednego i chorego.

              Wszyscy milcząco zakładają że facet koło 40tki dorobił się już tego czego miał się dorobić i teraz wpada w kryzys bo nie ma już o co się starać, a żona zbrzydła i przestała go kręcić. Ten stereotyp rozpowszechniają filmy, reklamy, pisma, w których każdy facet w średnim wieku mieszka w wielkiej willi i jeździ co najmniej nowym modelem avensisa, w garażu ma jeszcze yamahę a na wakacje wynajmuje jacht, za to sypiają oddzielnie. I te obrazki wcale nie są nierealne bo z tego co się orientuję to większość z was ma takie życie. A ja mam kurde odwrotnie - dorobiłem się tylko garba, za to żona kręci mnie jak cholera. Seksu mam tycio bo nie mam gdzie i kiedy go praktykować a nie dlatego że potrzebuję viagry.
              • n.wataha Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 30.05.11, 02:18
                No to może Cię pocieszę, że nie wszyscy na tym forum dorobili się willi (czy choćby domku), Avensisa i wakacji na jachcie choćby wypożyczonym).
                Mam 3 pokojowe mieszkanie, 10 letni samochód (fakt,w przyszłym roku zmieniamy na nowszy, ale też nie prosto z salonu). Zapieprzam od 20 roku życia, czyli już 28 lat i jedyne czego się dorobiłem to święty spokój, urlopy za granicą, ale też nie co roku.
                Wiem, że jak większość facetów nie dożyję do emerytury.

                Uważam, że jeśli w domu jest wszystko OK, to nie jest źle. A jeśli jeszcze sprawy łóżkowe nie zaczynają wiać monotonią, to już w ogóle super.
                Kiedyś, gdy wchodziłem w życie zawodowe, myślałem, że zawojuję świat. Fakt, poszczęściło mi się i nieźle się swego czasu dorobiłem. Wszystko to jednak poszło w diabły (wraz z moją poprzednią żoną). Zostałem w sytuacji gorszej niż nędzarz, bo oni chociaż nie mają niczego, to również długów nie mają. Ja mialem dzięki mojej byłej olbrzymie długi (głównie wobec skarbówki, ZUSów itd.
                Ale jakoś udało mi się z nich wyjść, Stanąłem na nogi, ale diametralnie zmieniłem podejście do życia. Przestałem marzyć o rzeczach materialnych, a zacząłem o radości z życia rodzinnego. Z postępów w wychowaniu dziecka, ze sporadycznych wypadów z żoną, z wyjazdu do jakiegoś orientalnego kraju, który mogę sobie pozwiedzać bez przewodnika, telepiąc się rozklekotanym autobusem wraz z tubylcami.

                dorabianie się dóbr materialnych ma jedną wadę - ciągle musimy się ich dorabiać, bo w kółko się one nam starzeją, a po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że przez nie życie nam przepłynęło między palcami. Więc zamiast fajnego samochodu, wolę wydać te pieniądze choćby na wyjazd do
                • n.wataha Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 30.05.11, 02:19
                  Się samo wysłało, ale może to i dobrze, bo nie ważne gdzie wyjechać, ważne by w ogóle uszyć gdzieś dupsko.
                • vitek_1 Re: Rozumiesz... ale w zasadzie co? 31.05.11, 00:55
                  > dorabianie się dóbr materialnych ma jedną wadę - ciągle musimy się ich dorabiać
                  > , bo w kółko się one nam starzeją, a po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że
                  > przez nie życie nam przepłynęło między palcami

                  Ja mam jakby odwrotnie - widzę jak życie przepływa mi między palcami bez żadnego celu i efektu.
                  Gdybym się czegoś dorobił, uważałbym czas na tym spędzony nie za stracony, odwrotnie - dobrze spożytkowany
                  a gdy widzę że kolejny rok życia minął a ja mam to samo co rok temu czyli 0 to wtedy właśnie mam poczucie straconego czasu i życia które bez sensu mi ucieka

                  > Więc zamiast fajnego samochodu, wolę wydać te pieniądze choćby na wyjazd do

                  fajnie że możesz dokonać wyboru. Bo ja nie mogę. Wiem na co wydam 'te pieniądze' jeszcze zanim je zarobię - na czynsz, rachunki i jedzenie. Gdy już je wydam, idę zarobić następne, z głupią nadzieją że tym razem nareszcie wydam na co będę chciał. Niestety okazuje się że w czasie gdy byłem zajęty zarabianiem przyszły następne rachunki, jest nwoy miesiąc więc trzeba zapłacić czynsz, a lodówka została opróżniona przez 5 głodnych ludzi. Płacę czynsz, rachunki, kupuję jedzenie i wracam do pracy, z nadzieją że tym razem jak zarobię....
    • bcde Re: Czy tak musi być? 30.05.11, 03:06
      Trochę cię rozumiem vitek_1. Uważam jednak, że sam doprowadziłeś do takiego stanu, gdyż brak ci asertywności w realizowaniu własnych potrzeb. We własnym domu musisz mieć własne miejsce.
      Np. pokój zawalony upranymi szmatami nie powinien być twoim zmartwieniem. Ty powinieneś określić swoją własną (ewentualnie wspólną z żoną) przestrzeń życiową (jeden pokój albo dwa), w której żadnych szmat ma nie być na wierzchu. Widzisz czyjeś wiszące ubranie - wynosisz je do pokoju, gdzie już są inne.
      Reszta rodziny ma się podzielić pozostałą powierzchnią, w tym pokojem z upranymi ciuchami. Może będą wtedy bardziej szanować oddaną im powierzchnię i ciuchy znikną pochowane w szafach.
      Jeśli potrzebujesz ciszy i spokoju, to wybierz sobie pokój, który będzie twoim azylem i który najlepiej dodatkowo wycisz (np. drzwi, wykładziny). Jeśli nie pomoże, to zapowiedz, że w domu ma być cisza, przynajmniej przez jakiś czas. Jeśli ktoś się nie dostosuje, to stosuj kary.
      Skoro w domu nie chcesz zamykać sypialni na zasuwkę (co dla mnie niezrozumiałe), to zabieraj żonę w jakieś fajne miejsce, a potem do taniego motelu na seks.
      Co do dzieci - ucz je samodzielności. Nie rób za taksówkarza, jest chyba jakaś komunikacja publiczna, co nie?
      Padła też już tutaj dobra rada - jeśli chcesz spokoju, to nie rób pewnych rzeczy wspólnie z innymi. Faktycznie nie musisz jechać z resztą rodziny na zakupy za każdym razem. Możesz zostać w domu i cieszyć się spokojem.
      • kag73 Re: Czy tak musi być? 30.05.11, 03:17
        Prawda jest taka, ze Vitek sam nie wie czego chce, zawsze czegos innego niz ma. Po prostu ma wrazenie, ze cos w zyciu przegapil i ze nie da sie juz tego nadrobic. A przegapil wspolne naladowane seksem moemnty tylko z zona, wspolne weekendowe przedpoludnia w lozku i totalnego luzu a to dlatego, ze za wczesnie wpakowali sie w dziecko, potem drugie...i tak dalej.
        On po prostu jest nadwrazliwy, dla chcacego nic trudnego, ale siedziec i marudzic to potrafi kazdy a niedawno chcial mi pokazac i udowodnic, ze 40 latek z 20 letnim stazem malzenskim jak najbardziej potrafi i moze. I co? I nic?
        Dlaczego? Bo nie potrafi zrezygnowac z nocek, nie potrafi zamknac sie z zona w sypialni, nie potrafi zorgaznizowac wypadu tylko we dwoje itd i itd.
      • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 31.05.11, 01:22
        Nie chodzi o to że chcę się izolować od rodziny, wcale nie. Chętnie spędzam z nimi czas, tym bardziej że widzę ich tylko w weekendy. Nie potrzebuję też jakiejś specjalnej 'ciszy', nie muszę zamykać się w wygłuszonym pokoju.

        Ale z drugiej strony ten nieustanny szum, rumor, który nieuchronnie powstaje gdy 5 osób przebywa w jednym domu, a także całkowity brak prywatności, poczucie że zawsze ktoś widzi to co robisz i słyszy wszystko co powiesz (znów - jest to nieuniknione gdy kilka osób dzieli niezbyt dużą przestrzeń) - to męczy. Pod koniec weekendu z utęsknieniem czekam na poniedziałem kiedy mieszkańcy się rozejdą a ja będę mógł jak to mówię odpocząć po weekendzie. Ale ten odpoczynek jest skażony uciążliwą świadomością że za chwilę trzeba rozpocząć kolejny męczący i bezcelowy (dlaczego? - wyjaśniłem nieco wyżej) tydzień w pracy, co skutecznie zabija beztroskę.

        To wszystko dałoby się jednek jakoś przeżyć, wszak człowiek nie świnia wszystko wytrzyma, gdyby nie dewastujący wpływ jaki ta sytuacja ma na życie erotyczne - w tygodniu ogranicza się do autoerotyzmu, bo mijam się z żoną w progu, a w weekendy co prawda jestesmy w swoim towarzystwie, ale także 3 przyzwoitek, co oznacza w najlepszym wypadku - szybko, cicho, nerwowo, wypatrując i nasłuchując (czy aby kto nie idzie), słowem w bardziej prymitywnych warunkach niż nastolatki na randce. I tak od wielu, wielu lat, że już nie pamiętam jak to jest być spontanicznym, wyluzowanym.

        > zabieraj żonę do taniego motelu na seks.

        Obawiam się że takie miejsca istnieją już tylko w amerykańskich filmach.
        • kag73 Re: Czy tak musi być? 31.05.11, 11:46
          Kup se w koncu klucz do sypailani, nikt Ci nie wejdzie. Szukasz rozwiazan nie wiadomo jakich a masz takie proste. Prawda jest taka, ze jak se zrobisz recznie w tygodniu, to Ci tak naprawde w weekend z zona nie zalezy. jakbys byl na glodzie to bys cos wymyslil:)
          • irutxeta Re: Czy tak musi być? 31.05.11, 12:14
            vitku, większość ludzi tkwi w tym jak mówisz "bezcelowym kieracie"
            i co?
            usiąść i płakać?

            praca, dom, dzieciaki, faktury, starzejący się rodzice, teście, rodzina, obowiązki, zebranie w szkole, poza szkoła, lekarze, wizyty, na nowo praca,
            obowiązki, obowiązki, obowiązki,

            my mieszkaliśmy razem bez tego szaleństwa 3 lata
            potem przyszło szaleństwo,
            pomału się sprawy układają - chociaż dzieciaki jeszcze bardzo małe - ale można znaleźć czas i miejsce,

            można,

            i po kilku takich "można" widzisz świat w lepszych kolorach i nie myślisz tylko o tym ze wszyscy uprzykrzają ci życie,
            • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 01.06.11, 23:17
              no nie wiem, gdy czytam wypowiedzi na tym forum mam wrażenie że życie pisujących tu ludzi to bajka, zakłócona niewielkimi problemami ze sferą erotyczną.

              Dlaczego niewielkimi? Kwestia proporcji. Wielu ludzi jest otyłych, bo za dużo żrą. Mają problem, jasne. Ale ponieważ wiem że dużo więcej ludzi na świecie niedojada lub głoduje, nie jestem w stanie szczególnie przejmować się problemem otyłości.
          • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 31.05.11, 12:15
            to ty mnie jeszcze nie znasz. Mogę sobie zrobić ręcznie np. rano a po południu (tego samego dnia) i tak się kleję do baby :)

            i nie chodzi o to że nie mogę się zamknąć w sypialni, ale o to że zamknięcie się zabiera połowę przyjemności. No może nie połowę ale jednak dużą część. Kojarzy mi się z seksem w celi. Chciałbym mieć choc kilka dni w roku kiedy nie muszę się bunkrować. Ale ich nie mam.
            • kag73 Re: Czy tak musi być? 31.05.11, 23:16
              "to ty mnie jeszcze nie znasz. Mogę sobie zrobić ręcznie np. rano a po południu (tego samego dnia) i tak się kleję do baby :)"

              Aha, kleisz sie i niby dlaczego do niczego nie dochodzi? No, dlaczego nie? Powiem Ci: bo zwyczajnie porzadnego cisnienia nie masz, bo juz se zrobiles recznie. Odstaw raczke, bedziesz napalony, moze sie wyluzujesz i nie beda tak strasznie przeszkadzac ludzie za sciana, albo w koncu zrobisz ten klucz do sypialni!
              Moim zdaniem lepszy seks w celi(chociaz porownanie jet nieadekwatne) niz zaden.
              Mowie Ci: Ty kochasz iluzje i swoje fantazje, jak by przyszlo co do czego, nie skorzystasz, bo...znow cos wymyslisz i sie okaze, ze to moze jednak nie to, znow czasu nie ma, nie wypada, nie bedziesz robil z siebie durnia itp.
              • vitek_1 Re: Czy tak musi być? 01.06.11, 23:11
                > Aha, kleisz sie i niby dlaczego do niczego nie dochodzi? No, dlaczego nie?

                Ależ dochodzi. Ab und zu, jak to się fajnie mówi po niemiecku, czyli od czasu do czasu. W tygodniu nie bo praktycznie się nie widzimy, w weekendy mało bo przeszkadza nam obecność innych osób które z nami mieszkają oraz spiętrzenie obowiązków domowych które powoduje brak czasu i zmęczenie (to akurat dotyczy głównie drugiej strony ale to niczego nie zmienia ponieważ jest ona niezbędna).
                Ale to nie rączka jest przyczyną, wcale nie jestem nałogowym koniobijcą, zdarza mi się jak każdemu, i to z konieczności a nie dlatego że lubię.

                Tak, kocham iluzje i fantazje, a jest tak ponieważ mojej rzeczywistości nie cierpię - jest nie do zniesienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka