Dodaj do ulubionych

Ile takich Anek chodzi po świecie?

26.08.11, 10:16
Mam na myśli Annę S. i jej bardzo wpływowego męża DSK.

Cały przebieg sprawy mnie w zasadzie nie dziwi . Szef MFW zmusza do seksu oralnego pokojówkę, całe zajście trwa 7-9 minut, roztrzęsiona pokojówka zgłasza napaść policji.
Badania DNA spermy znajdującej się na kołnierzyku służbowej sukienki pokojówki jednoznacznie wskazują, że 'właścicielem' jest DSK.Ten oczywiście zaprzecza, że zmuszał, twierdzi, że seks odbył się za obopólną zgodą. W trakcie postępowania, z cienia wychodzą różne kobiety, wobec których DSK był brutalny, napastliwy , molestował je bądź usiłował zgwałcić.
To, że w końcu zarzuty wobec DSK zostały oddalone wcale mnie nie dziwi – jest zbyt majętnym i wpływowym człowiekiem żeby któryś z jego kolegów chciał go wsadzić do ciupy.

Zastanawia mnie postawa jego żony, tkwiącej z uporem maniaka u jego boku. Nie mówimy tu o zahukanej , bezrobotnej kurce domowej, ale o pewnej siebie , inteligentnej i bogatej kobiecie, która na każdą sugestię ze strony przyjaciół o skłonnościach jej męża – kobieciarza, reagowała wstawaniem od stołu i opuszczaniem towarzystwa.
Może i można jej postawę nazwać chorą, obsesyjną miłością, ale chyba są jakieś granice. Rozumiem, że Anna S. dała przyzwolenie mężowi na seks z innymi kobietami, ich sprawa, ale wymuszanie seksu jest karalne. Gwałt jest czymś obrzydliwym.
Jak można żyć pod jednym dachem z facetem , o którym wie się , że gustuje w tego typu praktykach .

Uważam, że swoją postawą pani Anna S. wyrządza wiele krzywdy innym kobietom .
Faceci otrzymują jasny przekaz, że w zasadzie gwałt na kobiecie to pikuś, nic takiego się nie dzieje skoro nawet u własnej płci , taka zwałcona kobieta nie może liczyć na zrozumienie.

Obserwuj wątek
    • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 10:36
      Prekursorką tej postawy była Hillary Clinton.

      W mechanizmach tego zachowania widzę:
      - niedopuszczanie do świadomosci faktu, że wybrało sie i żyje sie z dupkiem/przestępcą/koorwiarzem- ciężko stwierdzić, że : jestem kretynką skoro jestem z kretynem.
      - źle rozumiana lojalność ponad wszystko
      - oraz to o zwykle, czyli korzyść osobista teraźniejsza i przysżłościowa- wygoda, styl życia, szantaż emocjonalny mężem do swobodnego użytku.

      Zobacz, gdzie jest teraz Pani Clinton,
      a gdzie by była, gdyby uniesiona dumą i honorem odeszła od męża po aferze i zerwała kontakty z tymi, którzy go otaczali i trzymali jego wersję ?
      Na farmie w texasie, na tarasie fajkę by paliła w fotelu bujanym, powtarzając shit, shit, shit....

      pozdro!
      • uleczka_k Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 27.08.11, 11:50
        Akurat w przypadku Clintonów, to zdaję się Billy siedziałby na tarasie pykając fajeczkę. Ale zamiast pluć sobie w brodę, umilałby sobie czas bawiąc się w mistrza dla jakiejś stażystki.
      • m00nlight Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 21:10

        W przypadku osób zamożnych i wpływowych rozumiem taką postawę. Tacy zwykle pochodzą z już zamożnych i wpływowych rodzin, żenią się między sobą, a rzadko z kimś 'z ludu' i te małżeństwa chyba częściej są kontraktem przynoszącym obopólne korzyści niż wynikają z porywu uczuć...

        Gdybym wyszła za mąż z wyrafinowania- szczerze- wisiałoby mi kogo posuwa mój mąż, sama zapewne nie byłabym dużo lepsza- a lojalność pewnie dotyczyłaby czegoś innego (np kwestii materialnych) a nie seksu...

        Natomiast przytoczona postawa dziwi mnie w przypadku 'zwykłych' kobiet, które po ew rozstaniu w zasadzie niczego (oprócz męża- dupka) nie tracą. No, może ciut rozumiem, wszak nie honor być zdradzaną żoną, zwłaszcza że społeczeństwo skłonne jest uważać zdradzającego męża za 'normalnego faceta' a zdradzaną żonę za głupią kurę, która, bądź co bądź, sama sobie takiego wybrała... Ciężko powiedzieć. Gdybym ja się dowiedziała o zdradzie pogoniłabym- bez względu na sytuację. Fakt popełnienia błędu nie czyni człowieka idiotą- o ile czegoś się nauczy. Idiotą czyni fakt powtarzania wciąż tego samego błędu (wide: wybaczanie kolejnych zdrad). Wsio w temacie.

        I jeszcze mała uwaga: Francuzi mają nieco inną mentalność, nie przywiązują aż takiej uwagi do wierności seksualnej w związku. Może więc w konkretnym przypadku DSK i szanownej małżonki, mają między sobą inny układ?
      • xciekawax Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 13.09.11, 19:57
        dodam pewne fakty o tej pokojowce:

        Facet bylby upieczony na zywo gdyby nie to ze osoba go oskarzajaca miala bardzo zla historie moralna. 1) przez lata klamala w rozliczeniach podatkowych, 2) uzyskano tasme w ktorej rozmawiala ze swoim chlopakiem (ktory odsiadywal wyrok w wiezieniu!!) i mu wyznala ze jest absolutnie ok, ALE ze facet ktorego oskarza jest nadziany i ze czuje z tego wielkie pieniadze, 3) jeszcze pare rzeczy bylo, wlacznie z tym ze pare razy zmieniala zeznania dla policjiantow ktorzy ja przesluchiwali.

        Fakt, gdyby facet nie byl nadziany pewnie te rzeczy nie ujrzaly by swiatla dziennego, ale jego armia prawnikow zrobila wszystko aby to wszystko odkryc.

        Pan nie poszedl siedziec (a na poczatku media chcialy go zlinczowac), bo kobieta okazala sie zwykla oszustka (nie wiadomo czy w tym przypadku, moze zyczywiscie sie zgodzila na seks, ale na pewno byla oszustka w zyciu codziennym)

        Co do Hillary - jak wiadomo Monika nie byla zgwalcona, zaledwie miala seks oralny z Billem, Bill na 100% jest kobieciarzem, Hillary na pewno byla o tym swiadoma. Bym nie porownywala tych dwoch kobiet. Ogolnie mysle ze akurat miedzy Hillary i Billem jest milosc, i ze do siebie pasuja - wiem, naiwne, ale cos w nich jest, mowa ciala czy cos, ze widac ze o siebie dbaja.
    • manahmanah77 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 10:41
      To ja tu się podzielę historią "z życia wziętą".

      Przychodzi komornik do małego domku, ma "teczkę" z grzywną na zamieszkałego w nim Jana K. , grzywna to tak naprawdę koszty procesu o gwałt. Otwierają jego matka i jego żona, w zaawansowanej ciąży - Jana K. nie ma w domu, ale obie bardzo nagabują, żeby dowiedzieć się za co jest ta grzywna. Wreszcie komornik ustępuje i uchyla rąbka tajemnicy, mówi, że zdarzenie sprzed dwóch lat, poszkodowana Anna N...

      No i wtedy się zaczyna - "Aaaa, to ta dziwka! Puszczała się na lewo i prawo, uwzięła się na niego jak był wypity na przepustce! Odepchnął ją potem na ścianę, a ona zaraz na obdukcję i że gwałt! Panie, to ją powinni zamknąć!"

      To jest fakt najzupełniej autentyczny, panie zgodnie nie widziały absolutnie nic złego w tym, że syn/mąż w stanie nietrzeźwym zgwałcił i pobił dziewczynę. Oczywiście była to JEJ wina.
      • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 10:45
        Mechanizmy ochrony status quo psychiki- bez tego, połowa z nas,
        by do wariatkowa odjeżdżała w takich sytuacjach.

        pozdro!
        • manahmanah77 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:01
          No dobra, wiem, że człowiek się broni. Matkę jeszcze rozumiem.

          Ale żona? Była w ciąży, czyli zaszła już po tym wydarzeniu. Lat miała tak koło 20, podobno (wiem z pierwszej ręki) dziewczę ładniutkie, na terenach "wiejskich" skąd dziewczyny uciekają, pewnie adoratorów na pęczki miało. Co on sobie myślała wybierając faceta? "Wyjdę za gwałciciela i brutala to mi dogodzi i mnie obroni"?

          A zresztą. Mechanizmy obrony mechanizmami obrony, mi się to w głowie nie mieści. Mam ochotę to po prostu uprościć i stwierdzić "patologia wychowała patologię" choć to pewnie głęboko niesprawiedliwe.
          • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:56
            Co on sobie myśl
            > ała wybierając faceta? "Wyjdę za gwałciciela i brutala to mi dogodzi i mnie obr
            > oni"?'

            ależ, za pozwoleniem, nie upraszczaj tego w ten sposób.
            Ty i my teraz, po Twojej opowieści, widzimy gwałciciela- ona widziała faceta, który jej sie spodobał, nawinął bajerę o tamtym incydencie z ta szmatą i wszystko było cacy.

            Mechanizmy obrony mechanizmami obrony, mi się to w głowie nie mieści'

            Oczywiście, że patrząc racjonalnie i na chłodno, to sie w głowie nie mieści, trzeba być jednym z bohaterów tej sytuacji, żeby zobaczyć, jak to gładko idzie.

            Ja pamiętam sytuację o troche innym zakończeniu, z programu Jaworowicz (pilot mi sie zgubił jak bumcyk, a nie miałam ochoty spod kocyka nóg na zimno wystawić by zmienić kanał)
            Tam faceta oskarżyli o morderstwo staruszki i skazali na 20 lat, matka i zona doznały szoku i nie mogły uwierzyć w to, że on zabił, ale dowody i świadkowie potwierdzajacy ,że on wyszedł z mieszkania zamordowanej były.
            Matka modliła sie do wszystkich świętych o to, by obudzi sie z tego koszmaru i żeby sie okazało ze to nieprawda, ze to nie on zabił.
            Żona popadła w depresję i zobojętniała na wszystkie wieści.
            Te kobiety wpadły w rozpacz i nie zaprzeczały- dowody, wyrok, więzienie, czyli racjonalne argumenty przekonały je o tym, że cżłowiek, którego znały i były pewne okazał sie mordercą, zrobił cos tak strasznego.

            Ale nagle sprawa przybrała inny obrót, znalazł sie ktoś kto usłyszał jak jeden facet przechwalał sie zabójstwem emerytki, pokazywał łupy.Poszedł z tym na policję, a kiedy przesłuchano tamtego, okazało sie że to właściwy zabójca staruszki.

            Pierwszego mężczyznę uniewinniono,
            wyszedł po 3 lata siedzenia za morderstwo z którym nic nie miał wspólnego,
            co zawsze twierdził ale w co w końcu ,
            każdy komu to mówił, a kto dopuścił rozum do głosu, przestał wierzyć.

            Zaiste, nie wiem, co lepsze dla życia małżeńskiego w takiej sytuacji:
            mylić sie co do winy, czy co do niewinności ?

            pozdro!
            • manahmanah77 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 12:19
              > ależ, za pozwoleniem, nie upraszczaj tego w ten sposób.
              > Ty i my teraz, po Twojej opowieści, widzimy gwałciciela- ona widziała faceta,
              > który jej sie spodobał, nawinął bajerę o tamtym incydencie z ta szmatą i wszyst
              > ko było cacy.
              Tru. Znaczy, masz rację. Nie wziąłem pod uwagę, że ona po prostu kupiła bajer, więc nie uważała go za gwałciciela.

              > Ja pamiętam sytuację o troche innym zakończeniu, z programu Jaworowicz (pilot m
              > i sie zgubił jak bumcyk, a nie miałam ochoty spod kocyka nóg na zimno wystawić
              > by zmienić kanał)
              O, myślałem, że wszyscy kochają Jaworowicz i żeby mieć na nią alergię, to trzeba być związanym z ciemną stroną mocy:)

              > <cut>
              > Zaiste, nie wiem, co lepsze dla życia małżeńskiego w takiej sytuacji:
              > mylić sie co do winy, czy co do niewinności ?
              Okropna sytuacja oczywiście.

              Ale... trochę inna sprawa. Bo rodzina skazanego mogła po prostu uwierzyć w to, że on tego nie zrobił, na przekór dowodom (szczególnie tak słabym jak dowód ze świadków). Byłbym w stanie zrozumieć takie zaufanie. Sam bym pewnie tak żonie zaufał - na szczęście nigdy nie musiałem.

              Co innego, gdyby jego linia obrony była taka: "No piłem z nią, bo piłem, ale potem wyszedłem na chwilę na balkon, a ona już leżała z twarzą w poduszce i się nie ruszała. Próbowałem ją ocucić, stąd ślady mojego dna i odciski palców, ale nie dało rady. Spanikowałem, złapałem jej portfel i uciekłem".

              Wtedy kurcze, nie ma bata. Za samo tłumaczenie i dopuszczenie do takiej sytuacji rodzina powinna się ograniczyć do podstawowej pomocy w pudle.
              • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 12:45
                O, myślałem, że wszyscy kochają Jaworowicz i żeby mieć na nią alergię, to trzeb
                > a być związanym z ciemną stroną mocy:)
                >
                mam alergie na nią, ale występujący tam ludzie ogromnie mnie poruszają, również z tego powodu, nie oglądam tego programu, spać potem nie moge, jak sie przejmę.
                Kolejny mechanizm obronny: Sprawa dla reportera --> wciśnięcie guziczkaz numerem powyżej 1 na pilocie.

                Byłbym w stanie zrozumieć takie zaufanie. Sam bym pewnie tak żonie z
                > aufał - na szczęście nigdy nie musiałem.'

                Polecam film z Michelle Pfeiffer i Harrisonem Fordem, świetny dreszczowiec Roberta Zemeckisa "Co kryje prawda?" ("What Lies Beneath").

                pozdro!
    • manahmanah77 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:05
      A co do DSK i Anny.

      Może Annie ideały równości i braterstwa nie są bliskie i tak naprawdę fakt, że jej małżonek napastuje kobiety z niższej klasy jest dla niej przykry, niewygodny i wstydliwy, ale... przecież pan może zgwałcić służącą i o tym się nie powinno mówić. Może w jej rodzinie wybaczało się takie słabości?

      No przecież, gdyby gwałcił owce, to by nie uznawała tego za zdradę i nie płakała nad ich losem...
      • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:08
        przecież pan może zgwałcić służącą i o tym się nie powinn
        > o mówić. Może w jej rodzinie wybaczało się takie słabości?
        >
        > No przecież, gdyby gwałcił owce, to by nie uznawała tego za zdradę i nie płakał
        > a nad ich losem...'

        to dobre,
        wpływ pochodzenia arystokratycznego na odbiór rozwiązłości pozamałżeńskiej

        ;)))
        • po-trafie Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 06.09.11, 12:23
          No ba,
          umiem sobie wrecz wyobrazic Anne dzielaca sie przy herbacie z kolezanka swoimi odczuciami:
          - Wiesz Halinko, przeciez ona powinna wdzieczna mu byc za taka okazje. To bardzo majetny i wplywowy czlowiek, ten moj maz, czyni im wrecz laske pozwalajac na obcowanie z soba.
          Spotyke je prezent od losu a one glupie sie bronia i sadza. Ten swiat schodzi na psy.
      • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 14:46
        Może Annie ideały równości i braterstwa nie są bliskie i tak naprawdę fakt, że
        > jej małżonek napastuje kobiety z niższej klasy jest dla niej przykry, niewygodn
        > y i wstydliwy, ale... przecież pan może zgwałcić służącą i o tym się nie powinn
        > o mówić. Może w jej rodzinie wybaczało się takie słabości?

        Hihi, solidarność ze swoją klasą społeczną kasująca solidarność z osobami, z którymi łączy nas wspólnota doświadczeń na głębszym, emocjonalno-biologicznym, poziomie to nierzadko spotykane zachowanie ;-P Wszystko ma swoją cenę - i brylantowa kolia, i miska ryżu ;-/
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:23
      sisi_kecz napisała:
      >>Prekursorką tej postawy była Hillary Clinton.

      - Ale Clinton po prostu zdradził. Nie gwałcił. I nawet jak nie pochwalam zdrady nic mi do tego na co zgadza się żona Clintona.
      Pewnie tak naprawdę się nie zgadzała na takie zachowanie męża, na pewno ją to dotknęło jako kobietę , dodatkowo wszystko było nagłaśniane.

      >>Zobacz, gdzie jest teraz Pani Clinton,
      a gdzie by była, gdyby uniesiona dumą i honorem odeszła od męża

      - Masz rację. Swoją drogą zastanawiające jest ile można ugrać na roli ofiary.
      Wystarczy spojrzeć na naszą rodzimą 'gwiazdkę' biedną Kinię R., ktora prawdziwą karierę w mediach zrobiła dzięki rozwodowi.



      >>W mechanizmach tego zachowania widzę:
      >>- niedopuszczanie do świadomosci faktu, że wybrało sie i żyje sie z dupkiem/przestępcą
      >>/koorwiarzem- ciężko stwierdzić, że : jestem kretynką skoro jestem z kretynem.

      - Każdy ma prawo do popełniania błędów, złych wyborów życiowych, ale kretynką zostaje się IMO jak się tkwi w takim szambie i udaje, że jest fajnie.



      >> źle rozumiana lojalność ponad wszystko

      - O to na pewno. Ale tak jak piszę, wyrządza krzywdę innym kobietom.
      Chyba, że w środowisku , w którym Anka S. wychowywała się i żyje , czymś normalnym było "zabawianie się" ze służbą, przelecieć pokojówkę czy kucharkę to tak jakby bzyknąć kozę.
      Temu się nie poświęca uwagi.
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 11:28
      manahmanah77 napisała

      >>Może Annie ideały równości i braterstwa nie są bliskie i tak naprawdę fakt, że jej >>małżonek napastuje kobiety z niższej klasy jest dla niej przykry, niewygodny i wstydliwy, ale... >>przecież pan może zgwałcić służącą i o tym się nie powinno mówić. Może w jej rodzinie >>wybaczało się takie słabości?

      >>No przecież, gdyby gwałcił owce, to by nie uznawała tego za zdradę i nie płakała nad ich losem...

      - Hehe , no właśnie to samo mi przyszło do głowy. :)
      Niewolnictwo XXI wieku, w majestacie prawa. Nic się nie zmieniło od tysięcy lat, dekoracje tylko mamy inne...
    • urquhart Ale kto kogo chciał wykorzystać? 26.08.11, 11:34
      Jeszcze przed aferą z DSK pamiętam wywiad z polską prokurator która powiedziała że sprawy o gwałt to wyjątkowo trudna sprawa, bo większość stawianych zarzutów ma za motyw korzyść majątkową, zemstę lub szantaż. A jeżeli seks był trudno zdecydować czy za obopólną zgodą czy nie.

      Że seks oralny był to fakt do którego wszyscy są zgodni, wątpliwości są jedynak ostatnio kto kogo chciał wykorzystać.

      Przypominam że pokojówka to jednak ziółko , wyszło że już wcześniej kłamała w sprawie gwałtów w przeszłości w Gwinei żeby uzyskać wizę, w dniu domniemanego gwałtu zaraz po dzwoniła do jakiegoś ziomiala w więzieniu i rozmawiała o wielkich pieniądzach, zmieniała parokrotnie wersje zdarzeń jak prokuratura dopatrzyła się niespójności, utrzymywała kontakty z jakimiś kryminalistami to zadecydowało że stałą się niewiarygodna dla prokuratury.

      Sprawa że żona DSK akceptuje że jest on rozwiązły, ma kontakty seks z innymi kobietami, a w tym seksie lubi przemoc, to jest strasznie dla mas gorsząca, ale mi osobiście to taka żona imponuje. Zakładając że to seks za obopólną zgodą. Dziennikarka której zaczął rozpinać spodnie podczas wywiadu oburzona wyszła. Ale historia że ten stary dziadek rzucił się na tę wielką i rosłą i pokojówkę i "zmusił ją do seksu oralnego" bez jej zgody pod groźbą że nie wypuści jej z pokoju pachnie mi co najmniej mocno niewiarygodnie.





    • kutuzow Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 11:39
      Po pierwsze, to prokurator SAM zrezygnował z oskarżenia, bo jak się okazało główna bohaterka miała już wcześniej przypadki bajdurzenia na potrzeby "ustawienia" w życiu. Pierwszy "gwałt" miał mieć miejsce gdy ubiegała się o wizę do USA, wspomniany gwałt miał być dowodem na prześladowania w jej ojczyźnie. Okazało się to zmyślną historyjką. Teraz zaś chwaliła się przez telefon jak cała sprawa ma jej pomóc się "ustawić" w życiu.
      Jeśli to prokurator SAM -jeszcze przed procesem odpuszcza, mimo że wcześniej to właśnie prokuratura zrobiła pokazowe wyprowadzenie DSK z samolotu, to na prawdę musieli wiedzieć że w sądzie akt oskarżenia nie obroni się nawet chwili. Cała sprawa przypomina raczej case Clintona i Levinsky niż gwałt.

      Po drugie zarzut o molestowanie jest JEDYNYM znanym zarzutem gdzie nie działa PODSTAWOWE prawo oskarżonego gdzie "każdy uznawany jest za niewinnego dopóki nie udowodni mu się jego winy". Tutaj zaś całość jest postawiona na głowie, jesteś winny dopóki nie udowodnisz swojej winy. Gość za "loda" stracił pozycje, pensje i szanse na zostanie prezydentem całkiem sporego kraju w Europie.

      Ostatnio Onet przedrukowywał opis sytuacji pewnego lekarza którego żona w czasie rozwodu oskarżyła o molestowanie córki. Cała sprawa była zmyślona i zarzut padł w końcu, ale gościu stracił szacunek otoczenia (łatka ojca/pedofila) i co ciekawe matce nic nie grozi za takie pomówienia, zawsze może wykazać że była zaniepokojona sygnałami (mimo że tak na prawdę chciała zniszczyć męża z premedytacją). Niestety nie mogę znaleźc już tego art.
      • urquhart Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 11:51
        kutuzow napisał:
        > Ostatnio Onet przedrukowywał opis sytuacji pewnego lekarza którego żona w czasi
        > e rozwodu oskarżyła o molestowanie córki.

        To jednak inna sytuacja i jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy jeszcze więcej fałszywych zarzutów jeśli chodzi o pedofilę niż o gwałt.
        Ale wystarczy przyjrzeć się jak łatwo mężczyźnie przez z definicji poszkodowaną kobietę złamać życie na przykładzie ostatnich dwu medialnych spraw które pamiętam:
        www.pardon.pl/artykul/7609/chcesz_zniszczyc_mezczyznie_zycie_oskarz_go_o_gwalt
        www.rp.pl/artykul/576488.html?print=tak
        • kutuzow Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:01
          Ciekawy art zapodałeś:

          "W Wielkiej Brytanii fałszywe oskarżenia o gwałt stają się prawdziwą plagą. Tylko ok. 6 proc. stawianych przez kobiety zarzutów wobec mężczyzn okazuje się prawdą."

          Urqu -masz może na to jakieś lepsze źródło? Bardziej wiarygodne? Bo to naprawdę zatrważające dane są (jeśli prawdziwe).

          Co do tego linka:
          www.rp.pl/artykul/576488.html?print=tak
          "Według szwedzkiego prawa stosunek bez prezerwatywy może zostać uznany za gwałt, jeśli wcześniej partnerzy uzgodnili, że się w ten sposób zabezpieczą."

          Ciekawy jestem czy tak samo prawo szwedzkie podchodzi to kwestii "wpadki" gdy kobieta twierdzi że jest na pigułkach, gdy w rzeczywistości się nie zabezpiecza??? Jakoś wydaje mi się że chyba nie.


          • sisi_kecz Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:09
            W ciekawą poszliście dygresję, ale może załóżcie o tym osobny temat, bo ten jest o:

            uporczywym i nieracjonalnym zaprzeczaniu żon, że ich mężowie ubabrali sobie czymś łapy,

            to jest wiecie, o tych DOBRYCH kobietach.

            ;)
            • mujer_bonita Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:16
              sisi_kecz napisała:
              > W ciekawą poszliście dygresję, ale może załóżcie o tym osobny temat, bo ten jes
              > t o:
              > uporczywym i nieracjonalnym zaprzeczaniu żon, że ich mężowie ubabrali sobie czy
              > mś łapy,
              > to jest wiecie, o tych DOBRYCH kobietach.

              A to ponoć kobiety nie potrafią dyskutować :)
            • sisi_kecz Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:17
              Czyli urquhart i kutuzow, robicie tera za matkę i żonę tego gwałciciela z opowieści mahatmahany77 (co za cholllerny nick;) ?

              Mówicie, że ta napadnięta kobieta to wymyśliła, że oral nie może być wynikiem gwałtu, i że będąc pokojówką powinna być przygotowana na oryginalnych gości hotelowych i zrobić na własną rękę kurs aikido, by potrafić kulturalnie i bez zbędnych emocji wynieść sie z pokoju, gdzie drogę zagradza obleśny staruch z sterczącym spod ręcznika fiutem.

              Zatem mechanizm obrony i wypierania, nie dotyczy tylko żon,
              dotyczy też każdego kto identyfikuje sie ze sprawcą.

              pozdro!
              • mujer_bonita Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:18
                sisi_kecz napisała:
                > Zatem mechanizm obrony i wypierania, nie dotyczy tylko żon,
                > dotyczy też każdego kto identyfikuje sie ze sprawcą.

                10/10!!
                • urquhart Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:43
                  > sisi_kecz napisała:
                  > > Zatem mechanizm obrony i wypierania, nie dotyczy tylko żon,
                  > > dotyczy też każdego kto identyfikuje sie ze sprawcą.
                  > 10/10!!

                  mam rozumieć że identyfikujecie się z szantażystką i oszustką która była pewna że trafiło jej się robienie loda za parę milionów dolarów?
                  • sisi_kecz Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 13:42
                    mam rozumieć że identyfikujecie się z szantażystką i oszustką która była pewna
                    > że trafiło jej się robienie loda za parę milionów dolarów?'

                    jakoś pomimo najszczerszych chęci do zażarcia dyskusji nie mogę znaleźć w sobie identyfikacji do żadnej z osób tego dramatu.

                    I nie rostrzygam o winie, na podstawie statystyk dotyczących gwałtów czy pomówień o gwałty, teorii o rozwiązłych mężach czy sytuacji makroekonomicznej na świecie.

                    pozdro!
                • zakletawmarmur Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 13:28
                  Ja myśle, że tu raczej chodzi o mizoginizm. Może oczywiście dotyczyć kobiet, które też mogą być uprzedzone w stosunku do własnej płci... Co jest powodem mizoginizmu?

                  portal.abczdrowie.pl/mizoginizm
                  "Na niechęć lub wręcz nienawiść do kobiet mają wpływ następujące czynniki:

                  •fobie i lęki,
                  •wychowanie,
                  •doświadczenia seksualne,
                  •choroby psychiczne."

                  I najciekawsze:

                  "Czasami mizoginizm może wiązać się z nieuświadomionymi tendencjami homoseksualnymi."
                  :-)
                  • urquhart Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 14:16
                    zakletawmarmur napisała:
                    > portal.abczdrowie.pl/mizoginizm

                    Zaklęta, bardzo ciekawy portal.
                    (szkodą że typowo nie ma nic o mizoandrii która zdaje się być nowym tabu :)

              • kutuzow Radio Erewań 26.08.11, 12:32
                Sisi ---> Prostujemy tylko pierwszy tekst autorki wątki. Zauważ że w przeciwieństwie do morderstwa w którym istnieje co prawda ogromna dysproporcja w płci oskarżonych, ale dotyka ono obu płci, gwałt jest grą do jednej bramki. Znasz jakaś kobietę skazaną za gwałt?

                Jeśli mamy o czymś rozmawiać, do dobrze jest trzymać się FAKTÓW, a nie emocjonalnych założeń, bo jak widać zmieniają one znacznie perspektywę. Co innego żałować się gwałciciela, a co innego być wkurzonym na męża który po prostu jest niewierny (jak wielu mających odpowiednią pozycję i władzę, tylko że bardziej "medialnie").
            • kutuzow Jakie zaprzeczanie -toż to wygoda 26.08.11, 12:28
              Sisi---> Jak było tutaj już zauważone sprawa jest prosta jak budowa cepa. Większość takich kobiet, które są już w małżeństwie ładnych naście jeśli nie dziesiąt lat, woli przymknąć oko na to co mąż robi na boku i zostać u jego boku np. Pierwszą Damą Francji (były na to szanse) niż robić pokazówkę i zostać na koniec samotną kobietą (nawet jeśli po rozwodzie będzie bogata).

              Oglądałem ostatnio ciekawy film w tej tematyce wiary we współmałżonka pt. "Dla niej wszystko"
              polecam:
              www.imdb.com/title/tt1458175/
            • urquhart Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 12:56
              sisi_kecz napisała:

              > W ciekawą poszliście dygresję, ale może załóżcie o tym osobny temat, bo ten jes
              > t o:
              > uporczywym i nieracjonalnym zaprzeczaniu żon, że ich mężowie ubabrali sobie czy
              > mś łapy
              > to jest wiecie, o tych DOBRYCH kobietach.

              No toż doceniłem dobrą żonę że uważa swoje i męża zna lepiej od dziennikarzy, a na drobne wady przymyka oko :)
              Z przymykaniem oko na gwałt to jedynie sugestia i manipulacja to moim zdaniem.
              Więc przykład do nieracjonalnego zaprzeczania wyjątkowo śliski i nietrafiony.
          • urquhart Re: Po pierwsze NIE ZMUSZA, 26.08.11, 13:08
            kutuzow napisał:
            > Urqu -masz może na to jakieś lepsze źródło? Bardziej wiarygodne? Bo to naprawdę
            > zatrważające dane są (jeśli prawdziwe).

            www.dailymail.co.uk/news/article-1127303/BBC-personality-40-false-rape-allegations-ex-boyfriend.html
            • urquhart Kto się naprawdę ośmiesza? 01.08.12, 23:32
              Dyskutowaliśmy o tym prawie rok temu, skoro nie pamiętasz to znaczy wypierasz niewygodne fakty.
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128277584,Re_Po_pierwsze_NIE_ZMUSZA_.html
              Gdyby małżonkowie nie zapominali o tym, że niezależnie od wieku i stażu małżeńskiego kobieta oczekuje adoracji, a mężczyzna uznania, podziwu i czułości, to wielu kryzysów można by uniknąć.(Lew Starowicz)
    • mujer_bonita Cała prawda o 'obiektywiźmie' panów na forum :D 26.08.11, 12:08
      Że tak się wyrażę - przyganiał kocioł garnkowi. Panowie w osobie Urqu i Kutuzowa tak narzekają na forum, że solidarność jajników, że z paniami się nie da logicznie rozmawiać, że panie nieobiektywne a sami... sami jaki poziom prezentujecie?

      Efi-Efi poruszyła bardzo ciekawą kwestię, tak dotyczącą postawy kobiet wobec zachować ich mężczyzn. A panowie jak zareagowaliście? NASZYCH BIJĄ! I hajda DSK bronić! Bo przecież kobiety kłamią, bo fałszywe oskarżenia, bo babka kiedyś kłamała, bo.. bo... bo... . Zaraz zejdziemy do poziomu, że sama się przecież prosiła. DNO!

      Solidarność jąder i klapki na oczach :D Tyle sobą reprezentujecie. Następnym razem krytykując innych - zastanówcie się najpierw nad sobą :D
      • urquhart Nie każdy rozwiązły mężczyzna jest od razu gwałcic 26.08.11, 12:29
        mujer_bonita napisała:
        > Efi-Efi poruszyła bardzo ciekawą kwestię, tak dotyczącą postawy kobiet wobec za
        > chować ich mężczyzn. A panowie jak zareagowaliście? NASZYCH BIJĄ! I hajda DSK b
        > ronić! Bo przecież kobiety kłamią, bo fałszywe oskarżenia, bo babka kiedyś kłam
        > ała, bo.. bo... bo... . Zaraz zejdziemy do poziomu, że sama się przecież prosił
        > a. DNO!

        Zarzuty zostały wycofane 3 dni temu przypomnę ci.
        Nie każdy rozwiązły mężczyzna jest od razu gwałcicielem. Jak biją bez powodu to warto się odezwać.
        www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/540580,amerykanska_prokuratura_wycofuje_akt_oskarzenia_o_gwalt_wobec_bylego_szefa_mfw_strauss_kahna.html
        Każdy ma prawo do własnego zdania, a nie lubię ustawiać się pod publiczkę.
        Gwałt jako taki i jego bezkarność męskich przestępców mnie mierzi.
        Konkretny przypadek zaś jest moim zdaniem słabym materiałem pod takie dywagację.
        Kobita chciała wykorzystać system który traktuje kobietę z definicji jako poszkodowaną ameżczynę jako napastnika i zarobić. Przeliczyła się, prawnicy domniemanego gwałciciela nie dali się szantażować, nie poszli na ugodę nie chcieli płacić za wyciszenie sprawy ot i cała afera.
        www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/540134,prawnik_pokojowki_chcial_ugody_z_obroncami_strauss_kahna.html
        • mujer_bonita Urqu - pierwszy obrońca DSK!! 26.08.11, 12:35
          Przyznaję złoty medal!

          Baba była zła, sama się prosiła a facet jest cacy tylko ostry seks lubi - z przypadkowo zaczepionymi kobietami! Hawk!
          • urquhart Re: Urqu - pierwszy obrońca DSK!! 26.08.11, 12:46
            Jakie to szczęście dla rodu męskiego że ty nie zostałaś prokuratorką Mujerka.
            U Ciebie każdy posiadacz siurka byłby z definicji winny, dowody niewinności nie miałyby żadnego znaczenia :)
            • mujer_bonita Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 13:09
              urquhart napisał:
              > Jakie to szczęście dla rodu męskiego że ty nie zostałaś prokuratorką Mujerka.
              > U Ciebie każdy posiadacz siurka byłby z definicji winny, dowody niewinności nie
              > miałyby żadnego znaczenia :)

              Taa... Ja się nie wypowiadam w kwestii winy tylko w kwestii tego, co zdaniem solidarności jąder świadczy o 'niewinności'. A mianowicie:
              - chciała ugody - on jest niewinny!
              - on kiedyś skłamała więc o razu jest 'ziółkiem' - on jest niewinny!
              - ona jest biedna więc z założenia jest szantażystką - on jest niewinny na bank!
              - mówiła coś 'ziomalowi' - co za słownictwo- ona nie ma przyjaciół, znajomych - ona ma z założenia 'ziomalów'
              - 'przytrafiło jej się robienie loda' - po rękach go przecież za to całować powinna - ciekawe czy tak samo powiedziałbyś gdyby na jej miejscu była Twoja córka - zaczepiona przez obcego, obleśnego starucha
              - przecież to normalne, że facet lubi seks i zaczepia obce kobiety (przykład dziennikarki), to nic takiego - pokojówka powinna po prostu 'oburzona wyjść' - taka sprawa to nic wielkiego - niewinny!
              i najlepsze:
              - bo kobiety z założenia kłamią, więc on jest niewinny!

              Tu nie ma dowodów niewinności. To jest deprecjonowanie strony skarżącej. Tylko i wyłącznie. DSK w zasadzie nie przedstawił swojej wersji. Jego adwokaci po prostu zmieszali z błotem pokojówkę. I nie jest to nic nowego - większość spraw o napaść na tle seksualnym czy gwałt tak właśnie przebiega, ponieważ opiera się na wiarygodności stron. Nie trzeba dowieść niewinności - trzeba jedynie wprowadzić wątpliwości.

              Z tego wynika jasno, że biedne imigrantki można bezkarnie gwałcić. Bo przecież z założenia są niewiarygodne, więc o ile nie ma naocznego (koniecznie niebiednego i nie imigranta) lub nagrania z kamery - sprawa jest przesądzona.

              Swoją drogą - polecam serial 'The Good Wife', sezon 2 odcinek 5, 'VIP treatment'. Odcinek został nakręcony i wyemitowany ponad pół roku przed aferą DSK. I jeszcze 'W głębi lasu' Cobena. Podobna tematyka. Obie pozycje typowo 'beletrystyczne' ale ładnie pokazują mechanizm.
              • zakletawmarmur Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 13:36
                > Z tego wynika jasno, że biedne imigrantki można bezkarnie gwałcić. Bo przecież
                > z założenia są niewiarygodne, więc o ile nie ma naocznego (koniecznie niebiedne
                > go i nie imigranta) lub nagrania z kamery - sprawa jest przesądzona.

                I druga strona medalu. Ludzie, którzy mają kasę są ponad prawem!
                • kutuzow Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 14:08
                  Zaklęta ---> Mujerce się nie dziwie co do merytorycznej wartości jej argumentowania, po Tobie jednak spodziewałem się więcej. Zauważ, że w prawie to oskarżyciel ma dowieść Twej winy, a nie oskarżony ma dowieść swojej niewinności. To PODSTAWY prawa i fajnie wiedzieć o czym się pisze. Ja wiem że feministki chciałyby to zmienić ale TYLKO jeśli chodzi o molestowanie i gwałty (czyli w kwestii spraw które w 99,99% dotyczą facetów), ale ta podstawowa zasada prawa, na prawdę nie wzięła się z powietrza.

                  Co do dowodów gwałtu, wystarczy zrobić obdukcje i sprawa jest przesądzona. Specyfika obrażeń mówi same za siebie. Jeśli to oral - wystarczyłoby ugryźć faceta w penisa i też sprawa byłaby jednoznaczna. Jeśli jednak nie ma takich dowodów bo Pani dopiero po czasie dochodzi do wniosku że to jednak był gwałt bo chyba w sumie to nie miała na to ochoty, to sorry o czym tu mówimy? (vide link urqu z gościem który został oskarżony przez ex o 40 gwałtów, Pani sobie czekała aż się "nazbiera").



              • urquhart Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 14:10
                mujer_bonita napisała:
                > Tu nie ma dowodów niewinności. To jest deprecjonowanie strony skarżącej. Tylko
                > i wyłącznie. DSK w zasadzie nie przedstawił swojej wersji. Jego adwokaci po pro
                > stu zmieszali z błotem pokojówkę. I nie jest to nic nowego - większość spraw o
                > napaść na tle seksualnym czy gwałt tak właśnie przebiega, ponieważ opiera się n
                > a wiarygodności stron. Nie trzeba dowieść niewinności.

                No na ile czytałem to przedstawił. On się zalecał (a to że prymitywnie?), a ona zaloty przyjęła i wzięła się za robienie loda. Czytałem że prokuratura pisała że jego kolejne zeznania były konsekwentne, a jej niespójne. Z tego co wiem od kolegów policji odnajdywanie niespójności w kolejnych zeznaniach to najważniejsze narzędzie dochodzeniowca w dochodzeniu prawdy jak było.

                > - mówiła coś 'ziomalowi' - co za słownictwo- ona nie ma przyjaciół, znajomych
                > - ona ma z założenia 'ziomalów'

                Jak przyjaciel akurat siedzi w więzieniu za 200kg (!) marychy to można tak ująć, zresztą jak prokuratura doszła do treści tych rozmów (po afrykańsku) to wycofała się ostatecznie.
                www.informacjeusa.com/2011/07/01/ny-strauss-kahn-zwolniony-z-aresztu-pokojowka-klamala/
                > - 'przytrafiło jej się robienie loda' - po rękach go przecież za to całować pow
                > inna - ciekawe czy tak samo powiedziałbyś gdyby na jej miejscu była Twoja córka
                > - zaczepiona przez obcego, obleśnego starucha

                Mujerka, Wzięła byś się za robienie loda bo facet nie chce cię wypuścić z pokoju? W dodatku na oko dziadek, słabszy i na golasa. A po fakcie posprzątała dokładnie następny pokój. Bez jaj...

                > Z tego wynika jasno, że biedne imigrantki można bezkarnie gwałcić. Bo przecież
                > z założenia są niewiarygodne, więc o ile nie ma naocznego (koniecznie niebiedne
                > go i nie imigranta) lub nagrania z kamery - sprawa jest przesądzona.

                Faceta zamknęli do pudła natychmiast na podstawie jedynie jej zeznań. Wiec odwracasz kota ogonem.

                Facet na ile go rozpisują jest rozpustny, porypany, ma przerośnięte ego i myśli że jak ma kasy jak lodu to sam ten fakt podnieca seksualnie kobiety które są jego, i wystarczy że obsypie je potem prezentami. Zaczepia niewybrednie kobiety seksualnie i najczęściej jednak odnosi sukces. Niektóre uciekają oburzone. Ale jeżeli one robią to z nim mimo że jest oblesiem bo liczą na kasę i materialne korzyści to to nie jest akurat gwałt ani przemoc seksualna!

                Akurat nie sympatyzuje z DSK i socjalistami być może nawet ta pokojówka uratowała na chwilę międzynarodowa ekonomię, , wiec więcej obrony lubieżnego rozpustnika się nie podejmuję :)
                Pozdr
                • mujer_bonita Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:17
                  urquhart napisał:
                  > No na ile czytałem to przedstawił. On się zalecał (a to że prymitywnie?), a ona
                  > zaloty przyjęła i wzięła się za robienie loda.

                  Ciekawe, czy podobne 'zalecanie się' starszego pana do Twojej córki przełamałoby Twoja solidarność jąder :D
                  • urquhart Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:37
                    mujer_bonita napisała:
                    > Ciekawe, czy podobne 'zalecanie się' starszego pana do Twojej córki przełamałob
                    > y Twoja solidarność jąder :D

                    Moja małżonka jak córą była w ciąży i dużo czasu w Łazienkach spędzała opowiadała że przypiął się do niej ekshibicjonista tylko w płaszczu. No i miga jej tam z daleka fiutem. A ona na to: pan podejdzie bliżej bo takiego bardzo małego fiutka jeszcze jak żyje nie widziałam. Schrzaniał bardzo szybko.
                    Jakoś wierzę że będzie cięta po mamie i że nasze przygotowanie że chłopy to świnie i myślą tylko o jednym dobrze zapamięta :)

                    • mujer_bonita Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:41
                      urquhart napisał:
                      > Jakoś wierzę że będzie cięta po mamie i że nasze przygotowanie że chłopy to świ
                      > nie i myślą tylko o jednym dobrze zapamięta :)

                      I myślisz, że 'ciętość' uchroni ja przed przemocą seksualną?

                      Aaaaa... w sumie zapominałam! Wg. Ciebie nie istnieje coś takiego jak przemoc seksualna czy gwałt! Istnieją tylko kobiety z 'zawiedzionymi oczekiwaniami'!
                      • sisi_kecz Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:50
                        a gdyby ciężarną żonę urquharta dopadł oralnie taki zdeterminowany krańcowo zbok (po całym dniu daremnego latania po parku i nie zamoczenia) w ciemnej bramie, gdzie zagrodził by jej drogę ucieczki,
                        to urquhart skomentowałby fakt, jej ewentualnych oskarżeń o gwałt, że
                        jest sobie winna, bo gdyby naprawdę chciała uniknąć jego penisa w buzi, to wymyśliłaby taką ripostę, że w pięty by mu poszło i nawet natychmiast by sobie tego niechcianego fiuta uciął.


                        ;)
                      • urquhart Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:58
                        mujer_bonita napisała:
                        > Aaaaa... w sumie zapominałam! Wg. Ciebie nie istnieje coś takiego jak przemoc s
                        > eksualna czy gwałt! Istnieją tylko kobiety z 'zawiedzionymi oczekiwaniami'!

                        W sumie przyznam lubię jak mnie podpuszczasz Bonitka.
                        Istnieje, istnieje gwałt i nawet podałem w linku do wiki jak ja rozumiem coś takiego i czym się różni od randki zakończonej stosunkiem w trójkąciku ze Szwedkami z prezerwatywą która pękła facetowi od Wilkileaks. Tamto było "gwałtem" w wydaniu szwedzkiego ortodoksyjnego feministycznego prawa, bo kobiety zgodziły się na prezerwatywę a ta pękła i masz pozwały go o "gwałt"
                        :)
                        • mujer_bonita Gwałt nie istnieje! 30.08.11, 09:50
                          urquhart napisał:
                          > Istnieje, istnieje gwałt i nawet podałem w linku do wiki jak ja rozumiem coś takiego

                          Naprawdę istnieje? Tak owszem - podałeś 'definicję'. Super. Abastrhując od jej płynności i niedokładności - czy Ty tę definicję w ogóle stosujesz?

                          Spójrzmy na tę dyskusję. Czy w swoich wypowiedziach napisałeś 'moim zdaniem to nie był gwałt ponieważ do jego zaistnienia muszą być spełnione przesłanki xyz, których tutaj nie zauważyłem'? Otóż NIE!

                          Niby masz 'definicję' ale jak przychodzi co to czego to: nie było gwałtu na pokojówce, bo ona ma 'ziomala', bo chciała ugody, bo jest biedna więc leci na kasę. Bo kobiety kłamią. Bo ona jest 'szantażystką'. Jak te czynniki mają się do definicji? Z Twojej wypowiedzi wynika zupełnie inna definicja: 'kobieta to z zasady szmata więc sama się prosiła'.

                          Niestety to jest cały dramat związany z przemocą seksualną wobec kobiet. Na zajęciach z przesłuchiwania świadków znajoma policjantka usłyszała takie zdanie, że ofiara piekło przechodzi 2 razy - pierwszy przy zdarzeniu, drugi, kiedy musi stawić czoło mizoginistycznemu społeczeństwu i organom ścigania, żeby udowodnić, że to ona jest ofiarą. Dlatego między innymi tak nikły procent przypadków przemocy seksualnej jest zgłaszany :(

                          Co się stało w tamtym pokoju hotelowym nikt z nas się nie dowie. Jednak zanim objedziesz kobietę, że jest szmatą i kłamliwą suką ZASTANÓW SIĘ, że na takiego człowieka może kiedyś trafić Twoja córka, kiedy będzie szukała pomocy sama będąc ofiarą przemocy seksualnej. Cięty język jej nie uchroni przed podwójna traumą.

                          Żeby nie było - nie uważam, że kobiety są święte. Sama znam przypadek fałszywego oskarżenia o pobicie. Jednak na ten jeden przypadek znam równocześnie kilka a może nawet kilkanaście niezgłoszonych przypadków przemocy wobec kobiet. Z powodów jak powyżej.
                          • urquhart Re: Gwałt nie istnieje! 31.08.11, 00:06
                            mujer_bonita napisała:
                            > finicji? Z Twojej wypowiedzi wynika zupełnie inna definicja: 'kobieta to z zasa
                            > dy szmata więc sama się prosiła'.

                            No proszę cię...

                            > Niestety to jest cały dramat związany z przemocą seksualną wobec kobiet. Na zaj
                            > ęciach z przesłuchiwania świadków znajoma policjantka usłyszała takie zdanie, ż
                            > e ofiara piekło przechodzi 2 razy - pierwszy przy zdarzeniu, drugi, kiedy musi
                            > stawić czoło mizoginistycznemu społeczeństwu i organom ścigania, żeby udowodnić
                            > , że to ona jest ofiarą. Dlatego między innymi tak nikły procent przypadków prz
                            > emocy seksualnej jest zgłaszany :(

                            A może właśnie dlatego że taki wielki procent tych zgłoszeń okazuje się jedynie pomówieniami motywowane zemstą lub szantażem?
                            pl.wikipedia.org/wiki/Zgwa%C5%82cenie#Fa.C5.82szywe_oskar.C5.BCenia
                            Co nie zmienia to faktu że w kronice policyjnej jest mnóstwo bezsprzecznych informacji o bezsprzecznych przypadkach gwałtów.
                            www.policja.pl/index.php?dzial=4&id=331

                            > Co się stało w tamtym pokoju hotelowym nikt z nas się nie dowie. Jednak zanim o
                            > bjedziesz kobietę, że jest szmatą i kłamliwą suką ZASTANÓW SIĘ, że na takiego c
                            > złowieka może kiedyś trafić Twoja córka

                            Na razie to ja przyczepiłem się że DSK został przedstawiony jako synonim gwałciciela, a to jak na razie wygląda na niezgodne z faktami.

                            Tyle jest w kronice policyjnej bezsprzecznych gwałcicieli na wzór, ale ten przypadek jest co najmniej wątpliwy.

                            > Żeby nie było - nie uważam, że kobiety są święte. Sama znam przypadek fałszyweg
                            > o oskarżenia o pobicie. Jednak na ten jeden przypadek znam równocześnie kilka a
                            > może nawet kilkanaście niezgłoszonych przypadków przemocy wobec kobiet. Z powo
                            > dów jak powyżej.

                            Dlatego jako przykład lepiej wybrać przypadek w którzy prokuratorzy nie zwątpili w czasie śledztwa.
                            Pozdr
                            • mujer_bonita Re: Gwałt nie istnieje! 31.08.11, 09:16
                              urquhart napisał:
                              > A może właśnie dlatego że taki wielki procent tych zgłoszeń okazuje się jedynie
                              > pomówieniami motywowane zemstą lub szantażem?

                              Nie - nie dlatego. Niestety, Twoje mizoginistyczne klapki na oczach są tak przyrośnięte, że nic już Ci nie pomoże. Kobieta zawsze będzie winna. Kobieta zawsze zła.

                              Żal mi Ciebie.
                              • urquhart Re: Gwałt nie istnieje! 01.09.11, 08:28
                                mujer_bonita napisała:
                                > Nie - nie dlatego. Niestety, Twoje mizoginistyczne klapki na oczach są tak przy
                                > rośnięte, że nic już Ci nie pomoże. Kobieta zawsze będzie winna. Kobieta zawsze
                                > zła.

                                A podobno nie lubisz uogólnień.
                                Przecież nie dyskutuje z faktem z w 6% okazuje się przecież że to mężczyzna jest zły (w UK) :)
                                Ja za to jestem bardziej optymistyczny co do ciebie i widzę że twoje mizoandryczne klapki nieco się luzują z czasem
                                Pozdr
                                • arronia Re: Gwałt nie istnieje! 15.09.11, 12:07
                                  > Przecież nie dyskutuje z faktem z w 6% okazuje się przecież że to mężczyzna jes
                                  > t zły (w UK)

                                  Interesujące, jak zmieniłby się ten procent, gdyby go liczyć od wszystkich zdarzeń, również tych niezgłoszonych.

                                  (Oczywiście skoro są niezgłaszane, zostają tylko szacunki.)
                  • urquhart Re: Dowody 'niewinności' :D 26.08.11, 15:37
                    mujer_bonita napisała:
                    > Ciekawe, czy podobne 'zalecanie się' starszego pana do Twojej córki przełamałob
                    > y Twoja solidarność jąder :D

                    Moja małżonka jak córą była w ciąży i dużo czasu w Łazienkach spędzała opowiadała że przypiął się do niej ekshibicjonista tylko w płaszczu. No i miga jej tam z daleka fiutem. A ona na to: pan podejdzie bliżej bo takiego bardzo małego fiutka jeszcze jak żyje nie widziałam. Schrzaniał bardzo szybko.
                    Jakoś wierzę że będzie cięta po mamie i że nasze przygotowanie że chłopy to świnie i myślą tylko o jednym dobrze zapamięta :)

              • po-trafie Re: Dowody 'niewinności' :D 06.09.11, 12:53
                Ja jestem kobieta i tez mysle, ze przekrecasz rzeczywistosc jak diabli.

                1. Mamy domniemanie niewinnosci. Piszesz:
                > Tu nie ma dowodów niewinności.

                Nie musi byc dowodow niewinnosci. Maja byc dowody winy, zeby moc czlowieka uznac za winnego. Tych dowodow, dowodow gwaltu lub przemocy NIE MA. Sa jedynie dowody odbytego stosunku oralnego, co do czego obie strony sie zgadzaja.

                2. Skoro nie mamy dowodow winy, zostaje jedynie slowo przeciwko slowu.
                Slowo kobiety, ktora juz raz oskarzyla falszywie o gwalt by cos uzyskac (w poprzednim wypadku: wize), ktora zadzwonila bezposrednio po zdarzeniu do przyjaciela, powiedziec ze ustawila sie na cale zycie, ktora nie bronila sie w sposob ktory zostawilby jakiekolwiek slady (a byla ona vs starszy pan, nawet go nie drapnela).

                Po drugiej stronie mamy slowo faceta, ktory nie jest wiernym, przyjemnym starszym panem, ale tez nie udaje takiego. Jest lapczywy erotycznie i niewierny, rozpustny - ale nie probuje tego ukryc. Ktory udziela spojnych wyjasnien.

                Zeby udowodnic wine, trzebaby miec dobry powod, zeby uwierzyc jej slowu, a zdyskredytowac jego wersje. Z jej zeznan wiele czesci okazalo sie nieprawdziwych, z jego - nic.
                Dlaczego wiec, patrzac na tych dwoje ludzi i nie myslac o tym, ze 'mezczyzni zawsze', 'bo ona jest imigrantka' i tak dalej - dlaczego, jako sedzia, stwierdzilabys ze on klamie a ona mowi prawde?
                • mujer_bonita Re: Dowody 'niewinności' :D 06.09.11, 13:08
                  po-trafie napisała:
                  > > Tu nie ma dowodów niewinności.
                  > Nie musi byc dowodow niewinnosci.

                  Gdybyś łaskawie zwróciła uwagę to może zauważyłabyś, że odnosiłam się do postów Urqu i Kutuzowa, którzy zarzucali paniom pisanie coś wbrew DOWODOM niewinności.
    • zakletawmarmur Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 13:18
      Taka żona jest święcie przekonana, że jej mąż nie jest winny. To przecież ta szmata go prowokowała czy to strojem czy flirtem. Sama tego chciała i to dostała. Pan jednak chciał tylko seksu i ona teraz się mści... Przyjaciele nie rozumią albo czegoś zazdroszczą.
      Tak pewnie myślała żona Łyżwińskiego, choć na pierwszy rzut oka widać, że facet nie ma szans na seks z kobietą, która miałaby na to ochotę:-)
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 13:28
      urquhart napisał:

      >>Sprawa że żona DSK akceptuje że jest on rozwiązły, ma kontakty seks z innymi kobietami, a w >tym seksie lubi przemoc, to jest strasznie dla mas gorsząca, ale mi osobiście to taka żona >>imponuje. Zakładając że to seks za obopólną zgodą.

      Wcześniej napisałam, że mi nic do tego , że żona DSK zgadza się na jego kontakty seksualne z innymi kobietami.
      W przypadku Anki , ta przymyka oczy na gwałty. W liczbie mnogiej. Dziennikarka Tristane Banon oskarża go również o to samo.

      Mnie taka żona jak Anka nie imponuje, nie mam do takch kobiet szacunku.

      >>historia że ten stary dziadek rzucił się na tę wielką i rosłą i pokojówkę i "zmusił ją do seksu >>oralnego" bez jej zgody pod groźbą że nie wypuści jej z pokoju pachnie mi co najmniej mocno >>niewiarygodnie.

      A jaki wg Ciebie ta syuacja miała przebieg? Od czasu wejścia Diallo do pokoju do czasu wykonania telefonu do jego córki upłynęło 9 minut.
      Jakoś trudno mi sobie wyobrazić negocjacje DSK z pokojówką , błyskawiczne dogadanie się i wyrażenie przez nią zgody na seks i odbycie stosunku oralnego.


      Kutuzow napisał:
      >>Po pierwsze, to prokurator SAM zrezygnował z oskarżenia,

      -Wiesz co to znaczy być szefem MFW? :) Jak długie ma się wtedy łapy i ile się może?

      >>główna bohaterka miała już wcześniej przypadki bajdurzenia na potrzeby "ustawienia" w życiu

      I co wychodzisz z założenia, że jak ktoś raz skłamie temu już się nigdy nie wierzy?
      I to, że skłamała w urzędzie imigracyjnym po to żeby załapać się na w miarę normalne życie od razu stawia ją na pozycji notorycznej kłamczuchy , i n iemożliwym jest żeby została zgwałcona? I dla Ciebie nie ma znaczenia fakt, że łącznie z tą aferą rozsypał się worek z oskarżeniami w stosunku do DSK innych kobiet?

      >>chwaliła się przez telefon jak cała sprawa ma jej pomóc się "ustawić" w życiu.

      Zacytuję „Newsweeka”:
      „1-go lipa 'New York Times' poinformował o nagraniu rozmowy telefoniczej Diallo z Tarawallym, w której miała powiedzić w ojczystym języku fulani 'coś co oznaczało :nie przejmuj się , ten gość ma dużo kasy, wiem co robię”. Tyle, że jak dowiedział się „Newsweek” , cytat był dowolną interpretacją dokonanego przez tłumacza streszczenia zapisu ; rzeczywiste słowa były nieco inne.

      Ja nie twierdzę , że pokojówka – analfabetka jest krystalicznie czystą osóbką , co nie znaczy , że DSK jej nie zgwałcił. Osobiście jestem w 200% przekonana, że tego dokonał i jeszcze jest zdziwiony tą cała medialną wrzawą wokół jego osoby bo przecież o co chodzi – jak to wydarzenie skomentował Jack Lang (minister kultury w gabinecie F.Mitteranda) 'nikt nie umarł”.

      Widzę, że na forum , postawa DSK niektórym panom imponuje, pewnie zazdroszczą mu pozycji i co za tym idzie możliwości.
      Rozumiem, że wielu panom marzą się sytuacje kiedy do jakiejkolwiek kobiety, na którą mają ochotę po prostu się podchodzi z wyciągniętym fiutkiem i każe ssać , albo każe wypiąć tyłek i robi się swoje. I nie ponosi za o kary. Tylko, że bezkarne pozostają dzieci i to do pewnego wieku.
      • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 14:50
        efi-efi napisała:

        > I co wychodzisz z założenia, że jak ktoś raz skłamie temu już się nigdy nie wie
        > rzy?
        > I to, że skłamała w urzędzie imigracyjnym po to żeby załapać się na w miarę nor
        > malne życie od razu stawia ją na pozycji notorycznej kłamczuchy , i n iemożliwy
        > m jest żeby została zgwałcona?

        Skoro raz skłamała żeby mieć w miarę normalne życie jak piszesz, to co jej szkodzi skłamać drugi raz żeby mieć całkiem dostatnie życie (już nie tylko normalne)?

        > Jakoś trudno mi sobie wyobrazić negocjacje DSK z pokojówką , błyskawiczne dogad
        > anie się i wyrażenie przez nią zgody na seks i odbycie stosunku oralnego.

        Ja za to potrafię -"Zrobisz mi loda jak dam Ci X USD"? (podstawić odpowiednio wysoką kwotę). Myślisz, że tak długo się negocjuje takie kwestie?

        > Widzę, że na forum , postawa DSK niektórym panom imponuje, pewnie zazdroszczą m
        > u pozycji i co za tym idzie możliwości.

        Nie imponuje postawa DSK, tylko przypominamy tutaj podstawy prawa. Najpierw trzeba UDOWODNIĆ komuś winę a dopiero potem można go nazywać winnym. Tutaj zaś część Pań (dla odmiany) uznała DSK za winnego już od 1 minuty.

        > -Wiesz co to znaczy być szefem MFW? :) Jak długie ma się wtedy łapy i ile się
        > może?

        Jesteś zabawna wyskakując z takimi argumentami. Zauważ, że cała sprawa miała miejsce w USA, a tam nawet ich Prezydent miał problem przy podobnej przygodzie, wiec cała spiskowa teoria o "długich łapach" jest zabawna. Równie dobra jak kontr-teoria że cała kwestia jest działaniem wywiadu żeby utrącić szanse DSK na prezydenturę.
        • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 15:04
          Jak ta sprawa gruchnęła to odbiła sie echem w różnych sferach społecznych w wielu krajach,
          wiadomo, media sprawę nagłośniły, dotyczy seksu, pole do komentarzy ogromne.

          Moi wujowie, bracia mojego taty, których o żaden mizoginizm bym nie oskarżyła, tylko jak już to o bycie do bólu pozytywnym normalsem w relacjach męsko-damskich, złapali z tego tylko jeden tekst, który ich zainteresował:

          stroskana żona Strauss-Kahna

          Czasem im zazdroszczę ,że nie wgłębiają sie w szczegóły takich sytuacji, kierując sie zasadą, nie moja brocha.
          Zresztą, gdyby wszyscy panowie byli tacy, to by nie było takich spraw,
          a paskudne zachłanne, czające sie na starych golasów ,pokojówki nie miałyby nawet promila szans na zarąbistą okazję skasowania komuś kariery.

          pozdro!
          • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 15:31
            > Zresztą, gdyby wszyscy panowie byli tacy, to by nie było takich spraw

            Sisi ---> śmiem twierdzić, że gdyby nie było takich Panów, to nie mielibyśmy ani wyjątkowych przywódców (jak JFK, który jak wieść niesie miał dwie "sekretarki" wiernie mu "oddane"), ani przebojowych gości, którzy są w stanie żyć łamiąc pewne mieszczańskie okowy.
            Wymień jakiegoś aktora, który jest wybitny i żyje w monogamii. Ze znanych mi pisarzy tylko autor "Władcy Pierścieni" - Tolkien żył długo (i co istotne szczęśliwie!) z jedną i ta samą żoną, bez żadnych kochanek, skoków w bok itp. Taki, a nie inny temperament jest efektem ubocznym testosteronu który napędza wielu znanych i przebojowych mężczyzn.
            • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 15:38
              Zresztą, gdyby wszyscy panowie byli tacy, to by nie było takich spraw
              >
              > Sisi ---> śmiem twierdzić, że gdyby nie było takich Panów, to nie mielibyśm
              > y ani wyjątkowych przywódców'

              oczywiście, koła by nie wynaleziono bez testosteronu,
              bo tylko pragnienie zaimponowania kobiecie, które zapewne jest sterowane hormonalnie,
              pcha mężczyzn do wynalazczości i innowacyjności,
              oraz to ,że nie mają czym sie zająć, bo natura wyznaczyła im tylko jeden i krótkotrwały cel, zwany ejakulacją.

              ale spraw o gwałty by nie było, gdyby mężczyźni kierowali sie bardziej wartościami etycznymi niż popędem.

              pozdro!

              ale
              • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:17
                sisi_kecz napisała:

                > ale spraw o gwałty by nie było, gdyby mężczyźni kierowali sie bardziej wartości
                > ami etycznymi niż popędem.

                Ci porządni są najbardziej podejrzani. Najbardziej etycznym, ganiącym rozpustę, monogamicznym, niepijącym i niepalącym przywódcą był Adolf Hitler i jest często przytaczany jako przykład najprzyzwoitszego polityka.
                Swoją etykę wyłożył w Mein Kampf i był jej wierny do końca.
                • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 19:46
                  Najbardziej etycznym, ganiącym rozpustę,
                  > monogamicznym, niepijącym i niepalącym przywódcą był Adolf Hitler'

                  mam Cię ;)))

                  kutuzow cicho siedzi w ramach nieustającej solidarnosci jąder,
                  nic nie pisnął, że prawo Godwina zaistniało w całej krasie.

                  Przegrałeś Urquhart :)))

                  A Hitler oczywiście tylko ukrywał swoje niemoralne zachowania, nie był takim świetoszkiem, na jakiego sie kreował.
                  W rewanżu za ostatnio polecaną lekturę mogę podać dobre źródło, gdzie opisano co tam pod podszewką oficjalnego wizerunku sie działo:
                  Nigel Cawthorn "Zycie erotyczne wielkich dyktatorow"

                  a to fragm, o Adolfiku:
                  Gdyby jednak ludzie ci poznali godną litości historię perwersyjnego życia seksualnego zmarłego führera, trudno byłoby im nadal oddawać mu tak absolutną cześć. Trudno, bowiem podziwiać kogoś, kto lubił leżeć nago na posadzce i poddawać się kopniakom partnerki; kogoś, kto największą rozkosz odczuwał, gdy kobiety oddawały na jego głowę mocz oraz kał. Kilka kochanek Hitlera tak bardzo przeraziło się jego deprawacji, że popełniło samobójstwo.
                  Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Hitler był dziwnym człowiekiem. Stało się to jasne na długo przed tym, nim doszedł do władzy. Jego pełne patosu, a jednocześnie promieniujące hipnotycznym urokiem oracje często podniecały słuchaczki aż do orgazmu. Pewien człowiek, który ongiśpracował jako sprzątacz w hali ludowej w Monachium, stwierdził, że czasem kobiety traciły kontrolę nad pęcherzami. Podłogę w pierwszym rzędzie ławek musiano, więc po wiecu starannie wycierać. Hitler uwielbiał podobne dowody oddania.
                  Homoseksualiści przekonani są, że Hitler podzielał ich upodobania. Niemal wszyscy członkowie jego ochrony byli gejami. Podobna sytuacja panowała w kierownictwie NSDAP. Marszałek Rzeszy, Hermann Göring, znany był jako transwestyta. Rudolf Hess zasłużył na przydomek „Fraulein Anna”, a Ernst Rohm, znany z homoseksualizmu szef brygad szturmowych i długoletni przyjaciel Hitlera, powiedział pewnego razu: „On jest jednym z nas”.
                  (...)
                  Choć w tym okresie Hitler był wobec kobiet bardzo nieufny, nieodparcie pociągały go młode, naiwne dziewczęta, na które z łatwością mógł wywierać wpływ. Mitzi Reiter poznał, gdy spacerował z psem po Berchtesgaden. Była od niego o ponad dwadzieścia lat młodsza. Podczas pierwszej randki poszli na koncert, następne spotkanie odbyło się na faszystowskim wiecu. Z początku ich związek był dość niewinny. Hitler przechadzał się z Mitzi po parku i zasypywał ją pochlebstwami. Twierdził, że ją uwielbia. Potem nagle chwytał ją w ramiona i całował. „Chcę cię zmiażdżyć” - krzyczał. Przez pewien czas kochankowie mieli zamiar wspólnie wynająć mieszkanie w Monachium. Nie minął jednak nawet rok i Mitzi próbowała popełnić samobójstwo. Usiłowała udusić się paskiem, lecz uratował ją brat. Było oczywiste, że dziewczyna panicznie boi się Hitlera. Pewnego razu - opowiadała - zbił swego psa tak okrutnie, że poczuła się „przytłoczona jego brutalnością”. Inna kochanka, Susi Liptauer, powiesiła się po „miłosnej nocy” spędzonej z Adolfem.
                  Wkrótce potem Hitler wdał się w romans z własną siostrzenicą, Geli Raubal. W 1927 roku siostra przyrodnia Adolfa, Angela, przybyła do Monachium, by poprowadzić Adolfowi dom. Przywiozła ze sobą dwudziestoletnią córkę. Geli była jasnowłosą, postawną niemiecką pięknością. Gdy po raz pierwszy przekroczyła próg kwatery Hitlera przy Brienner Strasse, nie mogła wprost wyrazić uwielbienia, jakim obdarzała swego „wielkiego, sławnego wuja”. Hitler z miejsca ogłosił się jej strażnikiem i opiekunem. Umieścił dziewczynę w pokoju sąsiadującym z własną sypialnią. Jednakże wkrótce sprawy zaczęły przybierać niepomyślny obrót. Geli znudzona była politycznymi dyskusjami, chciała wychodzić na miasto, tańczyć i bawić się. Hitler zabronił siostrzenicy przebywać w towarzystwie ludzi równych jej wiekiem, a pewnego razu, gdy spotkał ją na ulicy z kolegą, groził jej swym nieodłącznym pejczem. Nieustannie i nadzwyczaj plastycznie opisywał jej rozliczne niebezpieczeństwa wynikające z uprawiania seksu.
                  Pewnego razu Otto Strasser, młodszy brat Gregora Strassera, jednego z przywódców nieudanego puczu z 1923 roku, zaprosił Geli na bal maskowy. Gdy ubierał się do wyjścia, do pokoju wpadł jego brat oznajmiając, że Hitler nie zgadza się, by Otto chodził gdziekolwiek z jego siostrzenicą. Zadzwonił telefon. Odezwał się führer we własnej osobie. „Rozumiem, że zamierzałeśwybrać się gdzieśz Geli dziświeczór - ryczał Hitler. - Nie pozwolę, by chodziła gdziekolwiek z żonatym mężczyzną! Nie pozwolę, byśtu, w Monachium, stosował swoje plugawe, berlińskie sztuczki!” Gdy Otto ujrzał Geli, wyglądała jak osaczone zwierzę. „Zamknął mnie na klucz - łkała. - Zamyka mnie za każdym razem, gdy powiem nie.”
                  Podczas kolejnego ataku zazdrości Hitler oskarżył Geli, że jest dziwką, i zmusił Angelę, by zabrała córkę do ginekologa. Spacerował tam i z powrotem pod drzwiami gabinetu, gdzie lekarz badał dziewczynę. Gdy okazało się, że Geli wciąż jest dziewicą, Hitler kupił jej kosztowny pierścionek, lecz nie zaniechał zamykania na noc drzwi jej sypialni. W tym czasie Angela zaczęła zastanawiać się, jakie są zamiary Hitlera wobec jej córki. Prosiła, by przyrzekł, że jej nie uwiedzie. Hitler odpowiedział, że nie tu tkwi problem. Geli była jego zdaniem przebiegłą dziwką i - czego nie mogły obalić żadne badania lekarskie - tylko półdziewicą.
                  Otto Strasser, któremu udało się zbiec do Kanady, gdy jego brat poniósł śmierć podczas Nocy Długich Noży, był świadom całej okropności związku Geli z Hitlerem. Związku, który pozostawił dziewczynę pozornie nietkniętą, lecz z pewnością nie niewinną. Strasser powiedział później doktorowi Langnerowi: Hitler kazał jej się rozbierać, a potem kładł się na podłodze. Musiała przykucać bezpośrednio nad jego twarzą, tak by mógł „zbadać” jej części intymne. Wprawiało go to w wielkie podniecenie […] Gdy podniecenie Hitlera dochodziło szczytu, kazał jej oddawać mocz na swą twarz, co zapewniało mu seksualną rozkosz."

                  może wystarczy....

                  Przegrałeś ;)))


                  ;)
            • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:54
              Tolkien był mizoginem, ortodoksyjnym katolikiem, ciut brzydzącym się pożyciem z kobietą, bzykającym ją jednakowoż dla upuszczenia pary i spłodzenia potomstwa - sugerują to jego listy. Czy był homoerotyczny (lub wręcz homoseksualny) - tego z całą pewnością nie dowiedziono.
              Już sam mizoginizm połączony z ortodoksyjnym katolicyzmem wystarczy, by być wiernym mężem ;-)

              W monogamii (a przynajmniej bez głośnych doniesień o skokach w bok) przeżył małżeństwo np. Paul Newman. I jeszcze kilku z jeszcze starszego pokolenia, ale to można ostatecznie przypisać obowiązującej w dawnych czasach dyskrecji ;-)
      • urquhart Ale co to jest ten "gwałt"? 26.08.11, 15:14
        efi-efi napisała:
        > Wcześniej napisałam, że mi nic do tego , że żona DSK zgadza się na jego kontakt
        > y seksualne z innymi kobietami.
        > W przypadku Anki , ta przymyka oczy na gwałty. W liczbie mnogiej. Dziennikarka
        > Tristane Banon oskarża go również o to samo.
        > Mnie taka żona jak Anka nie imponuje, nie mam do takch kobiet szacunku (...)
        >I dla Ciebie nie ma znaczenia fakt, że łącznie z
        > tą aferą rozsypał się worek z oskarżeniami w stosunku do DSK innych kobiet?

        A może Ciebie Efi irytuje że są kobiety które w związku czują większa solidarność z mężczyzną niż w uczestniczeniu w mizoandrycznych nagonkach o rzekomych "gwałtach".
        Tu kroi się chyba ciekawy element tej dyskusji. Co kto rozumie pod pojęciem gwałt? Bo w modelu ortodoksyjnego feminizmu niespełnianie jakichkolwiek oczekiwań kobiet co do kształtu kontaktu seksualnego to od razu "gwałt", no bo nie tak jak ona chciała, oczekiwała.

        Jedna kobieta oskażyła DSK o gwałt i faktycznie rozpiął się worek że spało z nim masę kobiet które miały zawiedzione oczekiwania, a to że za dominujący, brutalny, że uwiódł i zapomniał zaraz, że miało być inaczej. Nie tak jak one oczekiwały. Nawet odezwała się burdelmama że to bydle że dopłacał za brutalny seks jej podopiecznym za mało a ona mu nie popuści teraz.
        Inne się przyłączyły że je niewybrednie zaczepiał a one mu odmówiły i były oburzone. Ale nie rozgłaszały tego bo to im zależało na czymś od niego zwykle, a on to jakoś im wynagradzał.
        Ale czy to były gwałty i próby zgwałcenia?

        Faceci mają mnóstwo zawiedzionych oczekiwań co do seksu z kobietami, ale najczęściej do głowy nie przyjdzie im myśleć inaczej niż że oni byli nieudacznikami...

        Gwałt - W orzecznictwie Sądu Najwyższego istniały rozbieżności w kwestii wykładni pojęcia gwałtu na osobie. Wyrażany był pogląd, że gwałt na osobie oznacza szczególnie groźną postać przemocy wobec osoby, charakteryzującą się użyciem siły fizycznej o natężeniu stwarzającym niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ofiary[2]. O zakwalifikowaniu zachowania sprawcy jako gwałtu na osobie, rozstrzygają takie okoliczności jak sposób i forma przemocy, liczba uderzeń i ich siła, miejsce zadania uderzenia i ważkość tego miejsca dla zdrowia człowieka, gdyż to przede wszystkim siła fizyczna użyta przez sprawcę, wobec jej natężenia, decyduje o stworzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka. Istotne są również wiek i uwarunkowania fizyczne pokrzywdzonego oraz doznany uszczerbek na zdrowiu. Narażenie na niebezpieczeństwo co najmniej zdrowia pokrzywdzonego wskutek użycia gwałtu na osobie nie musi łączyć się z doznaniem uszczerbku na zdrowiu[3]. W innych z kolei wypowiedziach Sąd Najwyższy utożsamiał pojęcie gwałtu na osobie ze zwrotem przemoc wobec osoby. To stanowisko zostało ostatecznie uznane za trafne[4].
        pl.wikipedia.org/wiki/Gwa%C5%82t
        • chrrr Re: Ale co to jest ten "gwałt"? 26.08.11, 16:29
          > Gwałt - W orzecznictwie Sądu Najwyższego istniały rozbieżności w kwestii wykład
          > ni pojęcia gwałtu na osobie. Wyrażany był pogląd, że gwałt na osobie oznacza sz
          > czególnie groźną postać przemocy wobec osoby, charakteryzującą się użyciem siły
          > fizycznej o natężeniu stwarzającym niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ofi
          > ary[2]. O zakwalifikowaniu zachowania sprawcy jako gwałtu na osobie, rozstrzyga
          > ją takie okoliczności jak sposób i forma przemocy, liczba uderzeń i ich siła, m
          > iejsce zadania uderzenia i ważkość tego miejsca dla zdrowia człowieka, gdyż to
          > przede wszystkim siła fizyczna użyta przez sprawcę, wobec jej natężenia, decydu
          > je o stworzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka. Istotne są r
          > ównież wiek i uwarunkowania fizyczne pokrzywdzonego oraz doznany uszczerbek na
          > zdrowiu. Narażenie na niebezpieczeństwo co najmniej zdrowia pokrzywdzonego wsku
          > tek użycia gwałtu na osobie nie musi łączyć się z doznaniem uszczerbku na zdrow
          > iu[3]. W innych z kolei wypowiedziach Sąd Najwyższy utożsamiał pojęcie gwałtu n
          > a osobie ze zwrotem przemoc wobec osoby. To stanowisko zostało ostatecznie uzna
          > ne za trafne[4].

          Aha. Czyli seks po dosypaniu komuś GHB to nie gwałt? Seks, gdy przystawi jej się nóż to gardła to nie gwałt? Seks, gdy się ją szantażuje to nie gwałt? Seks, gdy jest bezradna, po leży na niej dwa razy większy przeciwnik to nie gwałt? Seks, gdy trzyma ją mężczyzna i grozi, że jeżeli nie będzie posłuszna, to ją tak pobije, że tego nie przeżyje to nie gwałt? Słyszał waćpan o czymś takim jak przemoc psychiczna, zastraszanie itp?
          Hipotetyczna sytuacja - mamy związek, albo nawet i nie. Para uprawia namiętny seks, wszystko się wszystkim podoba i nagle pan zaczyna zmuszać panią ot np do seksu analnego. Ona się próbuje wyrwać, krzyczy, ale ten zatyka jej usta ręką, nawet przytrzymywać specjalnie nie musi w takiej sytuacji i robi swoje, szepcząc jej do uszka "daj spokój, to nic takiego, jak będziesz grzeczna zaraz będzie po wszystkim". To też nie gwałt? To jest ten słynny przykład brutalnego seksu za obopólną zgodą? Kobieta nie ma prawa do respektowania swojego 'nie'? A może ma do tego prawo tylko w określonych sytuacjach?
          • sisi_kecz Re: Ale co to jest ten "gwałt"? 26.08.11, 17:29
            gdyż to
            > przede wszystkim siła fizyczna użyta przez sprawcę, wobec jej natężenia, decydu
            > je o stworzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka. '

            tą interpretację jakiś sąd sprzed czasów wynalezienia broni palnej wydawał.

            sprzed epoki żelaza nawet.

            Urquhart, zawsze tendencyjne linki daje ;)

            pozdro!
            • urquhart Re: Ale co to jest ten "gwałt"? 26.08.11, 18:21
              > Urquhart, zawsze tendencyjne linki daje ;)

              www.youtube.com/watch?v=qxYXWYWG3aU
              Ewentualna krytyka może być, (...) tak musimy zrobić żeby tej krytyki nie było, tylko Aplauz i Zaakceptowanie!
              www.youtube.com/watch?v=S4LYzqaoP9Y
              Pozdr
          • urquhart żartował, molestował czy zgwałcił? 27.08.11, 12:24
            chrrr napisała:
            > s, gdy trzyma ją mężczyzna i grozi, że jeżeli nie będzie posłuszna, to ją tak p
            > obije, że tego nie przeżyje to nie gwałt? Słyszał waćpan o czymś takim jak prze
            > moc psychiczna, zastraszanie itp?

            Gdzie kończą się końskie zaloty, rubaszność a zaczyna molestowanie a kiedy gwałt?
            Czy Berlusconi dokonujący tu "innej czynności seksualnej" bez zgody kobiety żartował, molestował czy zgwałcił?
            www.youtube.com/watch?v=4XSBr7nPlWE&feature=related
    • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 14:31
      Pojęcia nie mam, czy ten DSK to gwałciciel, czy tylko stary świntuch. Raczej nei widzę szans na poznanie prawdy przez szarą masę, czyli między innymi, przeze mnie.

      Natomiast problem kobiet trzymających się mężczyzn kierujących seksualną agresję wobec innych kobiet jest bardzo ciekawy. Na pewno nie jest to grupa jednorodna. Podejrzewam, że, wykluczając skomplikowane przypadki żon-ofiar wieloletniego znęcania się i prania mózgu, cała reszta to po prostu psychopatki. Wspólniczki katów, czerpiące korzyści (np. materialne) z bycia ze swoim facetem i wrzucające krycie kata w koszta działalności spółki "przynoszące mi korzyści małżeństwo ze zboczeńcem". Ponieważ są zaimpregnowane na cudze cierpienie, więc koszty te nie są trudne do uniesienia ;-/ Są pewnie też psychopatki czerpiące bezpośrednio przyjemność z cierpienia ofiar swojego faceta. Mroczne, grząskie i cuchnące tereny.
      • zakletawmarmur Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 15:24
        Dobry post.

        > Pojęcia nie mam, czy ten DSK to gwałciciel, czy tylko stary świntuch. Raczej ne
        > i widzę szans na poznanie prawdy przez szarą masę, czyli między innymi, przeze
        > mnie.

        W sumie to nie możemy do końca być pewne, kto faktycznie zgwałcił a kto jest ofiarą pomówień. Jestem zdania, że powinno się trzymać stronę męża w sytuacji, gdy ktoś próbuje go skrzywdzić. Nie ludzkie wydaje mi się życie pod jednym dachu z kimś, kto krzywdzi innych ludzi. Nie ważne czy chodzi o pedofila, gwałciciela, mafioza czy cwaniaka, który żeruje na ludzkiej naiwności. Stajemy się współodpowiedzialne. Trudno jest jednak jednoznacznie powiedzieć kto w takich sytuacjach jest katem a kto ofiarą.
        Ludzie bogaci mają taką tendencje do stawiania się ponad prawem, zasadami. Traktują z góry ludzi biedniejszych, wydaje im się, że tacy ludzie nie mają żadnej wartości i można ich krzywdzić. Z tym trzeba walczyć.
        Z drugiej strony bywają też traktowani jako bankomaty. Nie tylko mężczyźni. Mój przyjaciel niedawno opowiadał mi o ochroniarzu, który chce od biednej Britney Spirs wyciągnąć 10 milionów dolarów za straty moralne bo ta pokazała mu swoje narządy rodne:-) Z tym też trzeba walczyć...

        Problem polega na tym, że trudno dojść do prawdy. nie tylko opinii publicznej ale też i żonie. Przecież facet w domu może zachowywać się inaczej, jego argumenty mogą wydawać się logiczne.

        > Natomiast problem kobiet trzymających się mężczyzn kierujących seksualną agresj
        > ę wobec innych kobiet jest bardzo ciekawy. Na pewno nie jest to grupa jednorodn
        > a. Podejrzewam, że, wykluczając skomplikowane przypadki żon-ofiar wieloletniego
        > znęcania się i prania mózgu, cała reszta to po prostu psychopatki. Wspólniczki
        > katów, czerpiące korzyści (np. materialne) z bycia ze swoim facetem i wrzucają
        > ce krycie kata w koszta działalności spółki "przynoszące mi korzyści małżeństwo
        > ze zboczeńcem". Ponieważ są zaimpregnowane na cudze cierpienie, więc koszty te
        > nie są trudne do uniesienia ;-/ Są pewnie też psychopatki czerpiące bezpośredn
        > io przyjemność z cierpienia ofiar swojego faceta. Mroczne, grząskie i cuchnące
        > tereny.

        No właśnie, są kobiety, które pomimo świadomości, że facet jest gwałcicielem, pedofilem czy innym przestępcą, trwają w takich związkach... Są kobiety, które nie chcą dopuścić do siebie tej prawdy, wolą się oszukiwać obwiniając za całe zło kobiety. Mizoginizm nie ma płci:-) I trzeba przypominać, że to nie jest zdrowe:-)
    • zakletawmarmur Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 14:39
      Rozumiem, że Anna S. dała przyzwolenie mężowi na seks z innymi kobieta
      > mi, ich sprawa, ale wymuszanie seksu jest karalne. Gwałt jest czymś obrzydliwym

      Ona sama brzydzi się kobiet bo traktuje je jak zagrożenie. Pewnie nawet podoba jej się to. Jej mąż traktuje te kobiety, przecież często młode i atrakcyjne wizualnie, jak bezwartościowe przedmioty, które można krzywdzić i upokarzać. Biedna imigrantka jest w ich oczach nikim. Przecież się nie obroni, nikt o nią nie zadba. Jego żonie się to podoba. To daje jej takie poczucie bezpieczeństwa. "Mam już swoje lata, nie jestem już tak atrakcyjna wizualnie ale chłop i tak mnie nie porzuci bo przecież on tymi kobietami gardzi, szuka zaspokojenia chuci, traktuje je jak darmowe dziwki".

      Oczywiście jest też druga strona medalu. Zdarzają się kobiety, które konfabulują na temat gwałtu, żeby zemścić się na kochanku. Jednak w takich sytuacjach, gdzie tych kobiet jest kilka, są dość przypadkowe a pan wygląda jak Łyżwiński to raczej trzeba być idiotką, żeby nie wierzyć, że nie był to gwałt.
      • kutuzow Case Anny Nicole Smith 26.08.11, 14:59
        Jednak w takich sytuacjach, gd
        > zie tych kobiet jest kilka, są dość przypadkowe a pan wygląda jak Łyżwiński to
        > raczej trzeba być idiotką, żeby nie wierzyć, że nie był to gwałt.

        zaklęta ---> Ty to chyba telewizji nie oglądasz i nie wiesz co się w tej Ameryce dzieje, że takie bajki piszesz. Tam nie jedna "gwiazdka" wypłynęła na tym że dała D odpowiedniej osobie. Popatrz na "partnerki" Hugh Hefnera, zobacz na to jakie kobiety otaczają innych bogatych acz starych panów.
        Mały case Anny Nicole Smith:
        "Mając 26 lat poślubiła 89-letniego miliardera Jamesa Howarda Marshalla II, po 14 miesiącach została wdową"
        Naprawdę myślisz że ona czekała z tym do nocy poślubnej i liczyła ze i bez tego zostanie jego żoną?

        Jak widzisz wypchane portfele tych panów sprawiają że są od razu młodsi i atrakcyjniejsi w oczach niektórych (podkreślam!!!) Pań.
        • aandzia43 Re: Case Anny Nicole Smith 26.08.11, 15:11

          > Jak widzisz wypchane portfele tych panów sprawiają że są od razu młodsi i atrak
          > cyjniejsi w oczach niektórych (podkreślam!!!) Pań.

          Fakt. Ale jeśli już mówimy o Łyżwińskim z jego układami i kasą.... to nijak mu do Marshala III ;-)
          Bez wątpienia są kobiety chętne do dobrowolnego i nie prowadzącego do większych uszczerbków na ich psychice, przespania się z paskudą. Są też mężczyźni tak przyzwyczajeni do możliwości, jakie daje im pozycja, że w głowie się im nie mieści, że można im odmówić. Łącząc to poczucie wszechmocy wobec kobiet z wysokim libido, z wysokim poziomem testosteronu i ze stępionym przez wspinaczkę na szczyt morale, mamy mężczyznę, który jak najbardziej zdolny jest do agresji seksualnej, chociaż i bez niej może mieć lasek na pęczki.
          • kutuzow Re: Case Anny Nicole Smith 26.08.11, 15:23
            aandzia43 napisała:

            > Bez wątpienia są kobiety chętne do dobrowolnego i nie prowadzącego do większych
            > uszczerbków na ich psychice, przespania się z paskudą. Są też mężczyźni tak pr
            > zyzwyczajeni do możliwości, jakie daje im pozycja, że w głowie się im nie mieśc
            > i, że można im odmówić. Łącząc to poczucie wszechmocy wobec kobiet z wysokim li
            > bido, z wysokim poziomem testosteronu i ze stępionym przez wspinaczkę na szczyt
            > morale, mamy mężczyznę, który jak najbardziej zdolny jest do agresji seksualne
            > j, chociaż i bez niej może mieć lasek na pęczki.

            W pełni się zgadzam z tym co napisałaś. Nie można jednak wrzucać wszystkich przypadków do jednego worka i od razu krzyczeć "gwałciciel" (jak część Pań na tym forum). Tutaj DSK ani nie ma aparycji Łyżwińskiego, ani nie ma jego ogłady, że o pozycji społecznej i kasie nie wspomnę. Więcej widzę podobieństwa DSK ze sprawą "Clinton - Lewinsky" niż z Łyżwińskim :-)
          • zakletawmarmur Re: Case Anny Nicole Smith 26.08.11, 15:34
            Andziu, Twój przykład z Anną Nicole Smith nie jest dobry. Przecież mało podobne, żeby mu stawał. No i ona miała mieć z tego duże pieniądze:-)

            W przypadku pokojówki pan nie zaproponował jej seksu za pieniądze (czy to w formie małżeństwa czy prostytucji). Tu chyba chodziło o to, że nie dał jej wyboru, był przekonany o swojej przewadze i zaczął działać...
      • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 14:59
        Jednak w takich sytuacjach, gd
        > zie tych kobiet jest kilka, są dość przypadkowe a pan wygląda jak Łyżwiński to
        > raczej trzeba być idiotką, żeby nie wierzyć, że nie był to gwałt.

        Oj, jakżesz łatwo odłożyć na półkę inteligencję, gdy trzeba nakarmić głodne ego/poczucie bezpieczeństwa/żądzę pieniądza ;-P
    • adoptowany Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 15:14
      efi-efi
      >
      > Uważam, że swoją postawą pani Anna S. wyrządza wiele krzywdy innym kobietom .
      > Faceci otrzymują jasny przekaz, że w zasadzie gwałt na kobiecie to pikuś, nic t
      > akiego się nie dzieje skoro nawet u własnej płci , taka zwałcona kobieta nie mo
      > że liczyć na zrozumienie.
      >
      oj mloda jestes wiec widac,ze zbyt wiele o zyciu jeszcze nie wiesz. Podejrzewam ze DSK wynagrodzi zonie jej lojalnosc wobec niego,a pozatym skad wiesz ,ze ona jest swieta jak kazda tzw.matka polka ? ..widzisz to zwykla kalkulacja,bo co by nie powiedziec o gosciu to jedno o nim wiadome jest na 100% Otoz DSK byl,jest i bedzie bardzo wplywowa i zamozna osoba nadal i jako taki wiele moze zdzialac na korzysc,badz nie korzysc osob z nim zwiazanych.Zwlaszcza jesli ta osoba jest wlasna zona..takie jest zycie ot co.Czyli jak mawia madrosc ludowa 'pokorne ciele dwie matki ssie,a harde zadnej' .Amen.
      • notting_hill Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:44
        > oj mloda jestes wiec widac,ze zbyt wiele o zyciu jeszcze nie wiesz. Podejrz
        > ewam ze DSK wynagrodzi zonie jej lojalnosc wobec niego,

        Stereotyp... Ta pani jest tą bogatszą stroną w ich małżeństwie- jest spadkobierczynią fortuny swojego dziadka, który był marszandem Picassa, Braque'a i Matissa.
        • zakletawmarmur Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 17:13
          > Stereotyp... Ta pani jest tą bogatszą stroną w ich małżeństwie- jest spadkobier
          > czynią fortuny swojego dziadka, który był marszandem Picassa, Braque'a i Matiss
          > a.

          Czyli ustawiona finansowo, wygodna kobieta na żonę, biedne na kochanki:-)
        • adoptowany Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 20:59
          notting_hill napisała: ,
          >
          > Stereotyp... Ta pani jest tą bogatszą stroną w ich małżeństwie- jest spadkobier
          > czynią fortuny swojego dziadka, który był marszandem Picassa, Braque'a i Matiss
          > a.

          zapewne masz racje,ale watpie w to aby to malzonka byla dominujaca postacia w tym zwiazku.
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:00
      urquhart napisał:

      >>A może Ciebie Efi irytuje że są kobiety które w związku czują większa solidarność z >>mężczyzną niż w uczestniczeniu w mizoandrycznych nagonkach o rzekomych "gwałtach".

      - Nie mierzi mnie to, wręcz przeciwnie uważam, że należy być lojalnym wobec współmałżonka. Tu na głos zastanawiam się właśnie nad granicami tej lojalności.
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:15
      urquhart napisał :

      >>a co to jest ten gwałt....

      >>Art. 197.

      § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

      § 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

      - ni mniej ni więcej , to mam na myśli


      A tak na marginesie : Urqu, Kutuzow skąd ta Wasza ABSOLUTNA pewność , że DSK nie zgwałcił tej pokojówki?
      • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:34
        > A tak na marginesie : Urqu, Kutuzow skąd ta Wasza ABSOLUTNA pewność , że DSK ni
        > e zgwałcił tej pokojówki?

        Absolutnej pewności nie mam. W swej ocenie bazuje na działaniach i opinii prokuratorów, którym to najbardziej zależy na dowiedzeniu winy oskarżonego. Poza tym pisałem już o zasadzie, że osoba jest niewinna dopóki nie udowodni się jej winy.

        Dla mnie "gwałt oralny" jest dość śliską sprawą, wkładanie najcenniejszej (dla wielu) i najbardziej wrażliwej części ciała faceta w usta pełne zębów, których pojedyncze zaciśnięcie wyłączy napastnika na długi czas z chęci ataku, jest trochę naciągane. Na wet na tym forum pojawiały się zdania Pań, że to kobieta kontroluje sytuację podczas robienia loda.

      • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 26.08.11, 16:45
        efi-efi napisała:
        > A tak na marginesie : Urqu, Kutuzow skąd ta Wasza ABSOLUTNA pewność , że DSK ni
        > e zgwałcił tej pokojówki?

        A skąd twoja? Mimo ujawnienia tylu dziwnych okoliczności ty jednoznacznie osądzasz DSK bez wahania i masz ABSOLUTNĄ. Czyżbyś nigdy nie spotkała się z wyrachowanymi kobietami? Ja się temu sprzeciwiam, bo ten przykład bardziej mi pachnie próbą szantażu niż gwałtem na kobiecie którą rzekomo przemocą zmuszono do "czynności seksualnej".

        "Gwałt jest czymś obrzydliwym. Jak można żyć pod jednym dachem z facetem , o którym wie się , że gustuje w tego typu praktykach . Uważam, że swoją postawą pani Anna S. wyrządza wiele krzywdy innym kobietom .Faceci otrzymują jasny przekaz, że w zasadzie gwałt na kobiecie to pikuś, nic takiego się nie dzieje skoro nawet u własnej płci , taka zwałcona kobieta nie może liczyć na zrozumienie."

    • kredofil Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 27.08.11, 00:28
      Nie trzymam żadnej ze stron i może swoim wpisem wyjdę na męskiego szowinistę, seksistę i innego kotożercę, ale cała ta sprawa w zadziwiający sposób była na rękę pewnemu panu niewielkiego wzrostu, dla którego pan DSK był głównym kontrkandydatem do fotela prezydenta V Republiki. I to w takim momencie...
      • asocial Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 27.08.11, 01:48
        Z nieco podobnej ogolnej sytuacji z twarza wyszla byla Berluskoniego. I teraz tez jakos o niej nie zapominaja, bo babka (elegancka, ladna starsza pani) jasno mowi we wloskim tiviku, ze rzucila meza, kiedy skapnela sie, ze sypia z nastolatkami.

        Czytalam ten artykul o Anie. Wg mnie to zycie w zupelnie swoim swiecie, niekoniecznie obsesyjna milosc, ale maksymalnie wyrachowanie i (byc moze) uzaleznienie (finansowe np). Moze tez byc tak, ze Ana jest najzupelniej w swiecie przekonana, ze sa to czyste oszczerstwa, wierzy bezgranicznie mezowi i tak jak w przypadku historii wspomnianej przez kogos z Was: po prostu wierzy w wersje meza. A ze nie przeszkadza jej jego pozamalzenski seks, to wszyscy sa przeciwko biednemu misiowi.

        Mnie bardziej dziwi, ze wycofano zarzuty wobec DSK, skoro jeszcze niedawno media trabily, ze byl gwalt. i ze nikt go nie linczuje publicznie, ze gazety o nim nie pisza dokladnie tak jak powinny, tylko publikuja bardzo stonowane komentarze i wypowiedzi molestowanych kobiet. W takich sytuacjach chcialabym, zeby np. taki miedzynarodowy pudelek_pl zgnoil facetowi publiczne zycie:P
        • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 27.08.11, 08:20
          asocial napisała:
          > nie pisza dokladnie tak jak powinny, tylko publikuja bardzo stonowane komentarz
          > e i wypowiedzi molestowanych kobiet. W takich sytuacjach chcialabym, zeby np. t
          > aki miedzynarodowy pudelek_pl zgnoil facetowi publiczne zycie:P

          To dobre podsumowanie tematu, był gwałt czy go nie było to nie ma większego znaczenia, chciałabym żeby ktoś zgnoił rozpustnemu facetowi życie :)
          • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 09:38
            To dobre podsumowanie tematu, był gwałt czy go nie było to nie ma większego zna
            > czenia, chciałabym żeby ktoś zgnoił rozpustnemu facetowi życie :)'

            to nie jest dobre podsumowanie tematu- chyba, że Ty się pod tym podpisujesz ;)

            Jako ironia,to całkiem nietrafiona, gdyż żadna z osób, które uczestniczyły dyskusji nie wyrażała poglądu, ze dziadowi należy się niebyt za rozpustność.

            Naprawdę trudno jest dyskutować z kimś , kto tak odczytuje nasze posty, w kompletnym oderwaniu od ich rzeczywistej treści, a tylko na podstawie poglądu, który ma odgórnie w głowie, na dyskusję ustawiony: "baby będą chciały uciąć jaja facetowi, który jest niewiernym mężem".

            Nikt tu tak nie pisze, a Ty z pobocznego i jednostkowego komentarza asocial, robisz podsumowanie dyskusji:
            bardzo brzydkie nadużycie,
            którym wystawiasz sobie ocenę nawiedzonego obrońcy sprawy,
            której nikt nie atakuje ;)))


            pozdro!
            • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 11:01
              Sorry Sisi, ale urqu zauważył tylko pewną tendencję która tutaj się przewijała. Zobacz, że tylko Ty i aandzia43 byłyście "neutralne" nie osądzając czy był gwałt, czy go nie było, większość wypowiadających się kobiet miała już "swoją wersję" niezależnie od ustaleń prokuratora.

              Może kilka cytatów:
              efi-efi:

              "Ja nie twierdzę , że pokojówka – analfabetka jest krystalicznie czystą osóbką , co nie znaczy , że DSK jej nie zgwałcił. Osobiście jestem w 200% przekonana, że tego dokonał i jeszcze jest zdziwiony tą cała medialną wrzawą wokół jego osoby bo przecież o co chodzi..."
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128278309,Re_Ile_takich_Anek_chodzi_po_swiecie_.html
              zaklęta:
              " Jednak w takich sytuacjach, gdzie tych kobiet jest kilka, są dość przypadkowe a pan wygląda jak Łyżwiński to raczej trzeba być idiotką, żeby nie wierzyć, że nie był to gwałt."
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128280753,Re_Ile_takich_Anek_chodzi_po_swiecie_.html
              asocial:
              "Mnie bardziej dziwi, ze wycofano zarzuty wobec DSK, skoro jeszcze niedawno media trabily, ze byl gwalt. i ze nikt go nie linczuje publicznie, ze gazety o nim nie pisza dokladnie tak jak powinny, tylko publikuja bardzo stonowane komentarze i wypowiedzi molestowanych kobiet. W takich sytuacjach chcialabym, zeby np. taki miedzynarodowy pudelek_pl zgnoil facetowi publiczne zycie:P "
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128298075,Re_Ile_takich_Anek_chodzi_po_swiecie_.html
              Mujerke pomijam bo z nią nie dyskutuję.
              • sisi_kecz Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 11:49
                kutuzow napisał:

                > Sorry Sisi, ale urqu zauważył tylko pewną tendencję która tutaj się przewijała.
                > Zobacz, że tylko Ty i aandzia43 byłyście "neutralne" nie osądzając czy był gw
                > ałt, czy go nie było, większość wypowiadających się kobiet miała już "swoją wer
                > sję" niezależnie od ustaleń prokuratora.'

                sorry kutuzow, ale:
                po primo: urquhart nie zauważył tendencji,tylko podał komentarz asocial, jako odzwierciedlający całą dyskusję, w takim stopniu, że może robić za jej podsumowanie,
                po secundo: jaki jest sens, aby wypowiadały sie osoby z wieloma poglądami, jeżeli urquhart raczy widzieć tylko to, co chce widzieć?
                po tercio: czy ktoś z dyskutantów, oprócz asocial napisał, ze marzy mu sie lincz DSK i pozbawienie go praw obywatelskich?

                Osobiście jestem trochę wkurzona na asocial na ten komentarz, gdyż był on czymś na co urquhart tylko czekał, co pozwoliło mu podsumować całą dyskusję na podstawie tego, odrębnego od reszty wypowiedzi, wpisu.
                Niepotrzebna woda na młyn. Ale oczywiście pełne prawo dla asocial do dowolnych poglądów.
                Bo to nie zmienia faktu, że nieuprawnione jest nazywanie przez urquharta tej wypowiedzi: podsumowaniem.

                pozdro!
                • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 11:54
                  Urquhqt raczy widzieć, to co chce widzieć, żadna nowina ;-P
                  • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 12:08
                    aandzia43 ---> czy nie jest jednak tak jak pisałem wcześniej że tylko Ty i Sisi miałyście neutralne stanowisko (tj bez orzekania czy był to gwałt). Przy czym (to już moje własne subiektywne odczucie) nawet w Waszych wypowiedziach przebijała się jak dla mnie taka nuta, że raczej się "skłaniacie" ku temu że gość jest winien. Nawet jeśli nie samego gwałtu (który jest wątpliwy w świetle dowodów), to temu, że doszło do takiej sytuacji. Tak np. odbieram

                    post Sisi:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128275765,Re_Po_pierwsze_NIE_ZMUSZA_.html
                    oraz Twój:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,128271027,128281948,Re_Case_Anny_Nicole_Smith.html
                    Mamy więc dwa głosy neutralne "wstrzymujące się" i cztery "winny"
                    • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 12:50
                      "Bez wątpienia są kobiety chętne do dobrowolnego i nie prowadzącego do większych uszczerbków na ich psychice, przespania się z paskudą. Są też mężczyźni tak przyzwyczajeni do możliwości, jakie daje im pozycja, że w głowie się im nie mieści, że można im odmówić. Łącząc to poczucie wszechmocy wobec kobiet z wysokim libido, z wysokim poziomem testosteronu i ze stępionym przez wspinaczkę na szczyt morale, mamy mężczyznę, który jak najbardziej zdolny jest do agresji seksualnej, chociaż i bez niej może mieć lasek na pęczki."

                      Mój tekst nijak nie odnosił się do omawianego męża Anki. Przedstawiłam dość powszechny schemat zachowań seksualnych mężczyzny w sytuacji, kiedy może on sobie na dużo pozwolić i gdy, przede wszystkim, ma głęboko zakodowane, że może sobie na dużo pozwolić. Są okoliczności, w których ludziom puszczają hamulce. Gwałty wojenne, gwałty na pokojówkach, chłopkach pańszczyźnianych, kobietach mocno uzależnionych od mężczyzny, były i są tak powszechne w świecie, że trudno nie traktować ich jak prawdopodobny scenariusz wydarzeń, których zarys mamy przedstawiony. Prawdopodobny, nie znaczy oczywisty.

                      Eksperyment Zimbardo to perspektywa, z jakiej patrzę na ludzkość. Na kobiety oczywiście też ;-) A jeśli chodzi o mężczyzn, to powtarzam:
                      splot okoliczności takich jak silnie ustalone poczucie władzy, duże libido, wysoki testosteron, życie na adrenalinie, odcięcie empatii w kierunku osób, z którymi nie należy się szczególnie liczyć, sprawiają, że z mężczyzny, który na luzie miałby stado lasek na skinięcie reki, robi się seksualny agresor.
                      • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 13:06
                        aandzia --> OK teraz rozumiem i zgadzam się z Twoim opisem.
                        Wcześniej słowa (cytat w skrócie) "mamy mężczyznę, który jak najbardziej zdolny jest do agresji seksualnej," odniosłem bezpośrednio do omawianego przypadku DSK.

                        BTW:
                        "Eksperyment Zimbardo to perspektywa, z jakiej patrzę na ludzkość. Na kobiety oc
                        > zywiście też ;-) A jeśli chodzi o mężczyzn, to powtarzam:"

                        Osobiście ostatnio bardziej podoba mi analiza różnych aspektów życia, która jest we "freekonomii" (obie części choć pierwsza była jakby "pełniejsza"). Zimbardo jest oskarżany o pewne "sprzyjanie" takiemu, a nie innemu wynikowi eksperymentu.
                        • asocial Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 18:27
                          Nie, zebym chciala linczu, raczej glosno sie zastanawialam gdzie sa te wszystkie smarkate tabloidy, ktory gnoja bogu ducha winnych ludzi, a prawdziwych szych nie tykaja?

                          Coz, sad zwolnil DSK, co oznacza, ze Pan jest niewinny, ja przynajmniej nie czuje sie na tyle kompetentna, by po przeczytaniu kilku naglowkoch klocic sie z wyrokiem sadu
                    • urquhart Stereotyp uciśnionej a zabawny paradoks 29.08.11, 13:18
                      Cóż, doceniam faktycznie że Sis i Andzia z dystansem podeszły do stereotypu facet-świnia-gwałciciel, podczas gdy reszta femin skłania się ku wersji że jakiekolwiek wątpliwości w sprawie że kobieta jest ofiarą z definicji to jedynie spisek mediów.
                      Co do celów to staram się zwrócic uwagę na tą stronę medalu która jest niewygodna...
                      Było ostatnio o uwodzicielach, za takiego uchodzi DSK, pieniądze, prezenty, seks z wieloma kobietami w ciagu jednego tygodnia, to przy okazji wyszło, ale policyjni psycholodzy nakreslili ogo jako przeciwieństwo portretu psychologicznego gwałciciela. Pokojówce na niekorzyść zaś z czasem odkryto że jest kombinatorką z kryminalnymi kontaktami.
                      Jak piszą to poniekąd zabawny paradoks że DSK jako socjalista padł ofiarą lewicowej polityczności poprawnej, najprawdopodobniej gdyby pokojówka była biała i z klasy średniej, prokuratura nigdy by się nie zdecydowała na tak gwałtowne działania na podstawie jedynie niespójnych zeznań poszkodowanej >>>
                      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9627529,_Gdyby_pokojowka_nie_byla_czarna_______politycznie.html
                      Pozdr
              • mujer_bonita Męski 'obiektywizm' i podwójne standardy 30.08.11, 09:34
                kutuzow napisał:
                > Sorry Sisi, ale urqu zauważył tylko pewną tendencję która tutaj się przewijała.
                > Zobacz, że tylko Ty i aandzia43 byłyście "neutralne" nie osądzając czy był gw
                > ałt, czy go nie było, większość wypowiadających się kobiet miała już "swoją wer
                > sję" niezależnie od ustaleń prokuratora.

                I kolejny piękny przykład męskiego 'obiektywizmu'. Kutuzow przyczepił się do pań, że twierdzą coś 'wbrew ustaleniom prokuratora' zupełnie jakoś nie zauważając wypowiedzi swojego kolegi Urquhqrta, który kompletnie bez sądu, czy nawet wniesienia oskarżenia przez prokuratora określił pokojówkę mianem 'szantażystki'.

                To jak - domniemanie niewinności i sądy na podstawie ustaleń prokuratora tylko w przypadku facetów? Podwójne standardy?
    • tyshia01 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 27.08.11, 10:05

      Może sama miała lub ma kochanków, więc jej to wisi.

      • zawle Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 29.08.11, 14:45
        No tak...trudno znaleźć złotą opinię pomiędzy żoną-ofiarą, żoną-świętą, żoną- cwaniarą, żoną-idiotką. A prawda sobie spokojnie hasa w okolicach środka.Podobnie rzecz się ma z kochankami i zdradzającymi. Pomimo faktu że każda historia jest podobna, ich emocjonalność jest tak duża, jaby się wydarzało pierszy raz
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 30.08.11, 16:22
      urquhart napisał:
      >>Cóż, doceniam faktycznie że Sis i Andzia z dystansem podeszły do stereotypu facet-świnia- >>gwałciciel, podczas gdy reszta femin skłania się ku wersji że jakiekolwiek wątpliwości w >>sprawie że kobieta jest ofiarą z definicji to jedynie spisek mediów.

      - Nic podobnego. Moje założenie , że DSK jest winien bierze się właśnie z ustaleń śledztwa, a nie stereotypów. Spytałam Cię wcześniej jaki w/g Ciebie ta sytuacja mogła mieć inny przebieg?
      Przypominam, że od momentu wejścia pokojówki do pokoju do rozmowy telefoncznej z jego córką minęł niecałych 9 minut.

      To, że został oczyszczony z zarzutów jest niczym nadzwyczajnym. Jest tutaj może ktoś kogo to dziwi? :)
      • kutuzow potwierdziłaś tylko słowa Urqu :-) 30.08.11, 17:31
        efi-efi napisała:
        > - Nic podobnego. Moje założenie , że DSK jest winien bierze się właśnie z ustal
        > eń śledztwa, a nie stereotypów.


        Może wyjaśnisz czemu prokurator któremu zależy najbardziej na wygraniu sprawy jakoś nie dostrzegł tego co Ty widzisz na podstawie jak rozumiem tego samego śledztwa. Może jakiś etat konsultantki by się znalazł?

        > Przypominam, że od momentu wejścia pokojówki do pokoju do rozmowy telefoncznej
        > z jego córką minęł niecałych 9 minut.

        Możesz wyjaśnić czemu te 9 min jest takie kluczowe? Wg mnie jak na "loda" wystarcza w zupełności. Chyba dużo bardziej ciekawe jest co każda z osób zrobiła później?
      • kutuzow "ile za loda"? 30.08.11, 18:29
        efi-efi napisała:
        > Spytałam Cię wcześniej jaki w/g Ciebie ta sytuacja mogła mieć inny przebieg?

        Efi pisałem Ci że jest bardzo proste wytłumaczenie -sex za kasę. Doczytałem się ostatnio że sam DSK zeznał że właśnie tak wyglądało to zdarzenie wg niego.

        tutaj mały cytat z art który da Ci może do myślenia nad wiarygodnością Diall:

        "Since the May 14 assault The New Post has learned that Nafissatou Diallo was a prostitute who slept with male clients staying at the Manhattan hotel for money or fancy gifts like jewelry and salon trips – which would explain why Dominique Strauss-Kahn stated that they had consensual paid sex the day of the alleged assault."

        Poczytaj sobie także resztę:

        Nafissatou Diallo lied about the fact that her second husband/fiance was in jail for drug trafficking and that the duo held a telephone conversation 24 hours after the scandal where she told him that she was about to become a wealthy woman thanks to the accusations she made against the former IMF boss.

        She first told police officers that after being raped by Dominique Strauss-Kahn she ran to her supervisor to report the crime, but videos showed that she cleaned two rooms before confessing that she was assaulted.

        Nafissatou Diallo lied on her latest tax return claiming a neighbor’s child as her own for financial gain.

        Sofitel also lied about the fact that her first husband was a political prisoner and who was tortured to death in her home country – there is no proof of such events – she apparently got married months after his death.

        The plaintiff who received several large sums of money that were deposits from Arizona, Georgia, New York and Pennsylvania totaling over 100,000 dollars is also said to be involved in money laundering and a giant scam that targets African immigrants in her neighborhood – that would explain why she had 5 different telephones from 5 different companies at home.

        www.jtribune.com/news/2011/07/03/nafissatou-diallo-dominique-strauss-kahn-accuser/
      • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 30.08.11, 19:18
        efi-efi napisała:
        > - Nic podobnego. Moje założenie , że DSK jest winien bierze się właśnie z ustal
        > eń śledztwa, a nie stereotypów. Spytałam Cię wcześniej jaki w/g Ciebie ta sytu
        > acja mogła mieć inny przebieg?

        Po pierwszych zeznaniach na podstawie których aresztowano DSK, śledczy zaczeli drążyć że element o zmuszeniu do seksu oralnego zakończonego wytryskiem nijak nie trzymał się kupy. Wypytywana o szczegóły Dillo zmieniała wersje w odróznieniu od DSK.

        "The purported victim, the DA's office had decided, had repeatedly lied about key elements of her story, leading the investigators to conclude that she could not survive robust cross-examination. It was not the fact that she sought to recover money in a civil suit. If she were wronged, she had every right to be compensated and victims of sexual assault commonly prosecute a civil action. Nor was it the fact that she lied on an asylum application, fabricating a gang rape that never occurred. Prosecutors are often confronted with flawed witnesses. But if the story is cogent and the corroboration is there, prosecutors can overcome, and frequently do overcome, the flaws. But here the credibility issues were of the worst kind. Prosecutors and investigators claim that she was repeatedly lying to them, unpredictably changing her story and raising reason to doubt that she was telling the truth. The inconsistencies turned toxic.
        www.thedailybeast.com/articles/2011/08/23/dominique-strauss-kahn-case-shows-american-legal-system-works.html
        > To, że został oczyszczony z zarzutów jest niczym nadzwyczajnym. Jest tutaj może
        > ktoś kogo to dziwi? :)

        Choć zarzuty z urzędu zostały wycofane przez prokuraturę, jestem przekonany że szczegóły powrócą na sprawie cywilnej o gigantyczne odszkodowanie. Jest faktycznie bardzo przekonująca.
        www.youtube.com/watch?v=lxc8rmcNr9A
    • kutuzow Lista kłamstw Diallo wg prokuratury 30.08.11, 18:14
      LIES DOMINIQUE STRAUSS-KAHN’S ACCUSER TOLD:

      Lied about having consensual sex the night before the alleged assault
      Lied in a U.S. asylum application that her husband was tortured in jail and died of injuries
      Lied about having been gang raped by soldiers in Guinea to help her asylum application
      Lied about waiting in the hall outside the suite of the 'attack' until Strauss-Kahn left
      Lied by claiming a friend's child as her own for the last two years to get a higher tax refund

      Read more: www.dailymail.co.uk/news/article-2028684/Dominique-Strauss-Kahn-maid-Nafissatou-Diallo-dropped-floor-rape-lies-exposed.html#ixzz1WWrOBbtu

      Polecam ten link do materiału CNN, bardzo dobre merytoryczne komentarze:
      edition.cnn.com/video/#/video/crime/2011/08/23/ac.dsk.dropcharges.toobin.cnn?iref=allsearch
      • mujer_bonita Dokładnie to o czym pisałam wcześniej... 30.08.11, 22:14
        kutuzow napisał:
        > LIES DOMINIQUE STRAUSS-KAHN’S ACCUSER TOLD:
        >
        > Lied about having consensual sex the night before the alleged assault
        > Lied in a U.S. asylum application that her husband was tortured in jail and die
        > d of injuries
        > Lied about having been gang raped by soldiers in Guinea to help her asylum appl
        > ication
        > Lied about waiting in the hall outside the suite of the 'attack' until Strauss-
        > Kahn left
        > Lied by claiming a friend's child as her own for the last two years to get a hi
        > gher tax refund

        Z 5 wymienionych 'kłamstw' JEDNO dotyczył sprawy. JEDNO. Pozostałe to kwestie postawienia w złym świetle pokojówki. Zmieszanie jej z błotem. W jakim celu? Ano żeby pozbawić ją wiarygodności. Wynika z tego jasno, że taką kobietę można zgwałcić bezkarnie. Wszak... skłamała w sprawie zwrotu podatku!!
        • po-trafie Re: Dokładnie to o czym pisałam wcześniej... 06.09.11, 13:35
          Nie zeby postawic w zlym swietle, tylko zeby sprawdzic wiarygodnosc.

          Jesli sprawa opiera sie tylko i wylacznie na kwestii slowo vs slowo, to czy na podstawie zeznania osoby, ktora wielokrotnie klamala w waznych urzedowych sprawach dla uzyskania jakiejs korzysci, skazalabys czlowieka na wiezienie?

          Wyobraz sobie, ze to nie sprawa kobieta vs mezczyzna, tylko np dwoch mezczyzn. Jeden oskarza drugiego o przywlaszczenie samochodu.
          Drugi twierdzi, ze pierwszy mu go podarowal w ramach darowizny i ze mieli spisac umowe i przerejestrowac woz w przyszlym miesiacu.

          Zadnych swiadkow. Facet, ktory jest oskarzony o przywlaszczenie nigdy nie byl karany, udzielil spojnych wyjasnien. Facet, ktory oskarza, ma na koncie udowodnione oszustwo podatkowe, drobna kradziez i skladanie falszywego oskarzenia o pobicie.
          Tez bys stwierdzila, ze jego poprzednie klamstwa nie graja roli i sa przytaczane po to, zeby go postawic w zlym swietle? Uznalabys ze jego slowo jest wystarczajace, zeby tego drugiego skazac za przywlaszczenie?
    • kutuzow "all adulterous men are rapists." 30.08.11, 18:33
      Bardzo fajny artykuł (kobiety co ważne) który pokazuje dokładnie to na co zwracał uwagę Urqu, czyli:

      " For the Strauss-Kahn case has uncovered the divide, not between men and women so much as between old and new feminists. Old feminists, from Genevieve Clark to Erica Jong, believed that the goal was political and sexual freedom for women, not the political and sexual subordination of men.

      I cannot accept the idea that womanhood automatically implies victimhood, nor do I think that it is a desirable state of affairs when women see men as the enemy."

      Sam początek już jest ciekawy:

      "Although I have always considered myself a feminist, I was, in the days following Dominique Strauss-Kahn's arrest, unable to join the sisterhood in condemning a man
      • urquhart Re: "all adulterous men are rapists." 31.08.11, 00:34
        zaskakujące spojrzenie feministki
        w tym ciekawy wątek omawianego tematu potępienia żony przez efi:

        "DSK, you're a sick bastard and your wife is even sicker."
        Clearly I have little stomach for the witch-hunt because I was also shocked by a column in Britain's Daily Telegraph that attacked even Strauss-Kahn's long-suffering wife, Anne Sinclair, for her decision to stand by her husband. Allison Pearson's tirade was entitled "When forgiveness goes a step too far."
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 18:21
      kutuzow napisał:

      >>Może wyjaśnisz czemu prokurator któremu zależy najbardziej na wygraniu sprawy jakoś nie >>dostrzegł tego co Ty widzisz na podstawie jak rozumiem tego samego śledztwa

      Przypuszczam, że dostrzegł. Bywa, że prokurator doskonale wie, że ma do czynienia z przestępcą i niestety dowody nie są wystarczające do tego żeby wnieść akt oskarżenia, jest zmuszony umorzyć śledztwo. Tak było w tym przypadku . Zaraz po tym wydarzeniu czytałam w prasie , że zeznania Diallo były spójne i logiczne i cały czas przedstawiała jedną wersję wydarzeń. Zapewniam Cię, że zapędzenie w kozi róg zwykłej analfabetki nie obytej z nomenklaturą prawiczą, znajdującej się w obcym państwie, również obcym kulturowo , nie jest żadnym problemem.

      Na jednej szali mamy emigrantkę , niepiśmienną, niewykształconą, a na drugiej tzw.męża stanu , który siedział na jednym z najwyżsych stołków świata. Aby na tenże stołek się wdrapać na pewno trzeba wykazywać się całym zestawem specyjalnych cech jak chociażby: opanowanie w chwilach zagrożenia, zachowanie pokerowej twarzy, umiejętność manipulacji ludźmi, opanowanie języka ciała , oczywiście również sposób wysławiania się itp.

      Wymieniasz te liczne kłamstwa Dillo jako argument o tym, że babka jest kłamczuch i jej nie można dać wiary w żadnej sprawie. Tak jak napisała Mujer Bonita adwokatom DSK zależy na pozbawieniu pokojówki wiarygodności. Zwykla manipulacja tłumem przez papugi i media.

      Nie rozumiem natomiast dlaczego nie bierze się pod uwagę skłonności DSK do tego typu wyskoków.
      Opis tego typu mężczyzn nakreślony przez Andzię bardzo mi tu pasuje :
      >>Są też mężczyźni tak przyzwyczajeni do możliwości, jakie daje im pozycja, że w głowie się im >>nie mieści, że można im odmówić. Łącząc to poczucie wszechmocy wobec kobiet z wysokim >>libido, z wysokim poziomem testosteronu i ze stępionym przez wspinaczkę na szczyt morale, >>mamy mężczyznę, który jak najbardziej zdolny jest do agresji seksualnej, chociaż i bez niej >>może mieć lasek na pęczki."


      >>Możesz wyjaśnić czemu te 9 min jest takie kluczowe? Wg mnie jak na "loda" wystarcza w >zupełności.

      Dwa razy zaproponowałam Ci i Urqu abyście przedstawili możliwy przebieg wydarzeń jaki mógł mieć miejsce wtedy, ale zlewacie , a Urqu swoim forumowym zwyczajem odwraca kota ogonem. :)
      Dlatego o to pytam ? bo moim zdaniem w 9 minut nie można tego zrobić.
      Czyli zaczepić pokojówkę, zacząć negocjace co do ewentualnego stosunku , kwestia ceny i sam stosunek.


      urquhart napisał;
      >zaskakujące spojrzenie feministki
      >w tym ciekawy wątek omawianego tematu potępienia żony przez efi

      Nie potępiam. Po prostu nie szanuję. Może jest tak jak ktoś tu sugerował, że kobietka ma psychopatyczne zaburzenia i taka świadomość, że jej mąż siłą zmusza kobiety z niższej półki do 'obciągania' wprawia ją w szczególne podniecenie .

      A tak na marginesie. Skoro DSK miał loda za pieniądze u Dillo , to ile miał jej zapłacić i czy zapłacił?


      • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 20:17
        efi-efi napisała:
        > po tym wydarzeniu czytałam w prasie , że zeznania Diallo były spójne i logiczne i
        > cały czas przedstawiała jedną wersję wydarzeń.

        Ale z czasem czasem po zbadaniu dowodów i ustalaniu drobiazgowego przebiegu zaczęła zmieniać zeznania a przyznała się do konfabulacji (podobno co do przemocy) co było zwrotem w lipcu po którym zdecydowała się na wywiady i pozyskanie współczucia opinii publicznej.
        www.ourbusinessnews.com/prosecutors-detail-lies-told-by-dsk-accuser/
        > Zapewniam Cię, że zapędzenie w
        > kozi róg zwykłej analfabetki nie obytej z nomenklaturą prawiczą, znajdującej si
        > ę w obcym państwie, również obcym kulturowo , nie jest żadnym problemem.

        Ma dość dobrych prawników. Zapędzenie w kozi róg jest skuteczne jeśli się kłamie i mataczy. Tak przynajmniej przekonywują mnie przyjaciele z doświadczeniem pracy w wydziale dochodzeniowo sledczym.

        > h cech jak chociażby: opanowanie w chwilach zagrożenia, zachowanie pokerowej tw
        > arzy, umiejętność manipulacji ludźmi, opanowanie języka ciała , oczywiście równ
        > ież sposób wysławiania się itp.

        To prawda, DSK nie zrobił naiwnego kroku jak Polański przedstawiając prasie własną drobiazgową wersję, zostawił to na salę rozpraw.

        > Wymieniasz te liczne kłamstwa Dillo jako argument o tym, że babka jest kłamczuc
        > h i jej nie można dać wiary w żadnej sprawie. Tak jak napisała Mujer Bonita adw
        > okatom DSK zależy na pozbawieniu pokojówki wiarygodności

        Tu nie ma typowych objawów gwałtu: zastraszenia, ona się nie broniła aktywnie, nie krzyczała, nie podrapała go, nie odpychała, on nie groził nożem pistoletem. Ona utrzymuje że pchnął ją raz i zmusił do fellatio mówiąc ssij. I tak ssała aż je wytrysnął na bluzkę. Nie wydaje ci się to co najmniej naciągane?
        Jest jej słowo że ja zmusił konta jego że było to dobrowolne i miał jej przyzwolenie.
        W tej sytuacji prawdomówność ma wielkie znacznie.
        Nie widzisz tego???

        > Opis tego typu mężczyzn nakreślony przez Andzię bardzo mi tu pasuje :
        > >>Są też mężczyźni tak przyzwyczajeni do możliwości, jakie daje im pozy
        > cja, że w głowie się im >>nie mieści, że można im odmówić.

        Z tym sie zgadzam, to tak jak Britnej pokazuje piczę ochroniarzowi przekonana że robi prezent i mannę z nieba a on ją pozywa za straty moralne i odszkodowanie za molestowanie.
        Nie wiem czy Diallo chciała na tym zarobić i wciągnęła go w zasadzkę, czy faktycznie jest tak kompletnie bierna i nieasertywna, a po fakcie nie wiedziała jak się zachować i konfabulowała.
        Ale wtedy prokuratura miałaby szansę skazać go za molestowanie a nie gwałt.
        Dowiemy sie na procesie cywilnym...

        > Dlatego o to pytam ? bo moim zdaniem w 9 minut nie można tego zrobić.
        > Czyli zaczepić pokojówkę, zacząć negocjace co do ewentualnego stosunku , kwesti
        > a ceny i sam stosunek.

        Czy wbrew twojej woli hipnotyzując mówiąc ssij zrobiłabyś oral seks do wytrysku bo ryzykujesz utratę pracy??? Odpowiesz?
        Forced fellatio - szczegóły tego zajścia z czasem dla śledczych były coraz bardziej wątpliwe.
        Akurat 9 minut przemawia za wersją DSK ze była do tego chętna.

        > A tak na marginesie. Skoro DSK miał loda za pieniądze u Dillo , to ile miał jej
        > zapłacić i czy zapłacił?

        Za porządne lanie pasem i seks płacił rzekomo essccort po 10tys EUR.

        P.S.
        Wywołałaś w sumie ciekawą dyskusję o stereotypach która jak liczę miała dalszy ciąg
        • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 21:58

          > Czy wbrew twojej woli hipnotyzując mówiąc ssij zrobiłabyś oral seks do wytrysku
          > bo ryzykujesz utratę pracy??? Odpowiesz?

          Tak, zrobiłabym. Nie w tym momencie życia, w którym się aktualnie znajduję, ale bez problemu mogę sobie wyobrazić osobę, jaką byłam kilkadziesiąt lat temu (nieasertywną, młodą kobietą w tamtej rzeczywistosci), postawioną w w pewnych trudnych sytuacjach, w których nigdy całe szczęście los mnie nie postawił. I dopuszczam myśl, że dyskutowany przez nas scenariusz mógłby się zrealizować.
          Mała asertywność, splot okoliczności życiowych mocno obniżających poczucie bezpieczeństwa i poczucie wartości i spoko, bez najmniejszego problemu można zrobić z człowiekiem nie tylko takie fikimiki.
          • mujer_bonita Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 01.09.11, 09:23
            aandzia43 napisała:
            > Tak, zrobiłabym. Nie w tym momencie życia, w którym się aktualnie znajduję, ale
            > bez problemu mogę sobie wyobrazić osobę, jaką byłam kilkadziesiąt lat temu (ni
            > easertywną, młodą kobietą w tamtej rzeczywistosci), postawioną w w pewnych trud
            > nych sytuacjach, w których nigdy całe szczęście los mnie nie postawił. I dopusz
            > czam myśl, że dyskutowany przez nas scenariusz mógłby się zrealizować.
            > Mała asertywność, splot okoliczności życiowych mocno obniżających poczucie bezp
            > ieczeństwa i poczucie wartości i spoko, bez najmniejszego problemu można zrobić
            > z człowiekiem nie tylko takie fikimiki.

            Na studiach kilka moich koleżanek dorabiało sobie jako hostessy na targach. Opowiadały, że połowa panów, szczególnie po paru drinkach traktowało je jak panie do towarzystwa. Jakakolwiek skarga powodowała wyrzucenie z pracy i wilczy bilet.

            Tak mi się przypomniała kolejna pozycja filmowa o 'końskich zalotach' - 'Daleka Północ' (North Country) z Charlize Theron. Tam też panowie nie widzieli żadnego problemu.
          • kutuzow Mała asertywność to nie gwałt 01.09.11, 14:11
            aandzia43 napisała:

            > Tak, zrobiłabym. Nie w tym momencie życia, w którym się aktualnie znajduję, ale
            > bez problemu mogę sobie wyobrazić osobę, jaką byłam kilkadziesiąt lat temu (ni
            > easertywną, młodą kobietą w tamtej rzeczywistosci), postawioną w w pewnych trud
            > nych sytuacjach, w których nigdy całe szczęście los mnie nie postawił. I dopusz
            > czam myśl, że dyskutowany przez nas scenariusz mógłby się zrealizować.
            > Mała asertywność, splot okoliczności życiowych mocno obniżających poczucie bezp
            > ieczeństwa i poczucie wartości i spoko, bez najmniejszego problemu można zrobić
            > z człowiekiem nie tylko takie fikimiki.

            Aandzia rozdzielmy tutaj dwie kwestie -jedna to GWAŁT czyli czyn karalny związany z agresją lub przemocą, druga kwestia to brak asertywności żeby powiedzieć nie.
            Czy jeśli małolat na dyskotece namawia małolatę na to żeby się bzyknęli w samochodzie na parkingu i ona się zgodzi bo ma małą asertywność, boi się że będą się z niej śmieli rówieśnicy itp, to też mamy gwałt?
            Czy jak ktoś zaczyna palić, tylko dla tego że reszta towarzystwa pali to też mamy "gwałt" bo presja otoczenia go do tego zmusiła?

            Zgadzam się z tą częścią w której napisałaś że obniżona samoocena i mała asertywność może doprowadzić do wielu zachowań (np. obserwowana plaga "sponsoringu" u małolat), ale nie mówmy proszę że to jest GWAŁT który jak dla mnie jest nierozerwalnie związany z przemocą, lub groźbą użycia tej przemocy.
            • aandzia43 Re: Mała asertywność to nie gwałt 01.09.11, 23:19
              Zapomniałeś o tym fragmencie mojej wypowiedzi:

              "postawioną w w pewnych trud
              > nych sytuacjach, w których nigdy całe szczęście los mnie nie postawił. I dopusz
              > czam myśl, że dyskutowany przez nas scenariusz mógłby się zrealizować.
              > Mała asertywność, splot okoliczności życiowych mocno obniżających poczucie bezp
              > ieczeństwa i poczucie wartości i spoko, bez najmniejszego problemu można zrobić
              > z człowiekiem nie tylko takie fikimiki."

              Splot okoliczności życiowych obniżający poczucie bezieczeństwa i poczucie wartości - bieda, opresyjne wobec kobiet obyczaje, poczucie bycia zaszczutym, brak realnego wpływu na wiele aspektów swojego losu. W tych sytuacjach człowiek, którego granice są przekraczane, nie broni się, nie mówi "nie", tylko zastyga w przerażeniu jak zwierzątko. Taka kobieta w sytuacji, kiegy jej granice są przekraczane, w pierwszej chwili zastyga i nie broni się. Myślę, że w ogóle nei myśli, tylko odcina się od swojego ciała i emocji. Ale jej bierność to nie jest świadome przyzwolenie na akt. Męzczyzna dopuszczający się takiego czynu jest osobą z premedytacją wykorzystującą relację, w której to tylko on rozdaje karty. Czy to nie jest nadużycie seksualne, agresja seksualna?
              • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 02.09.11, 17:30
                aandzia43 napisała:

                > Splot okoliczności życiowych obniżający poczucie bezieczeństwa i poczucie warto
                > ści - bieda, opresyjne wobec kobiet obyczaje, poczucie bycia zaszczutym, brak r
                > ealnego wpływu na wiele aspektów swojego losu. W tych sytuacjach człowiek, któr
                > ego granice są przekraczane, nie broni się, nie mówi "nie", tylko zastyga w prz
                > erażeniu jak zwierzątko. Taka kobieta w sytuacji, kiegy jej granice są przekrac
                > zane, w pierwszej chwili zastyga i nie broni się. Myślę, że w ogóle nei myśli,
                > tylko odcina się od swojego ciała i emocji. Ale jej bierność to nie jest świado
                > me przyzwolenie na akt. Męzczyzna dopuszczający się takiego czynu jest osobą z
                > premedytacją wykorzystującą relację, w której to tylko on rozdaje karty. Czy to
                > nie jest nadużycie seksualne, agresja seksualna?
                >

                aandzia ---> myślę że trochę to za szeroko przedstawiona jest ta sprawa. W tej Twojej definicji (bieda) mieści się np. spokojnie sponsoring, który teraz "kwitnie" na portalach z ogłoszeniami. O ile zgodzę się z Twoją "wąska" definicją facetów którzy są agresywni seksualnie gdy "zastraszają" ofiarę, o tyle mieszanie w to wychowania, poczucia wartości i biedy to już trochę za szeroko jak dla mnie.
                • aandzia43 Re: Mała asertywność to nie gwałt 02.09.11, 20:56
                  Nie bieda sama w sobie, tylko bieda jako jeden z elementów czyniących z człowieka podczłowieka. I tak samo: nie niska pozycja społeczna sama w sobie, tylko wklepane w osobowość przyzwyczajenie do lęku przed panem dziedzicem. Myślisz, że jak miejscowy władyka ujrzał z konia dziewuchę co szła z kijanką i praniem do rzeki, i jak ją z powodu krwi gorącej w żyłach bzyknął w krzakach, i jak ona się nie broniła, tylko potem płakała i płakała, to to nie był gwałt? I niech sobie Urqu daruje teksty o radości dziewczyny z powodu możliwości dorobienia sobie do posagu. Kobiety doznawały i doznają więcej zła z powodu męskiej agresji seksualnej niż pożytków z tego tytułu. Tak się złożyło, że przejściowo nei mamy w Polsce nadmiaru dziedziców, co wszystko mogą i nadmiaru kobiet z wdrukowaną bojaźnią przed każdymi noszonymi z dużą dozą pewności siebie portkami. Ale to nie zmienia faktu, że takie chore relacje tworzą się czasem na mikroskalę przy splocie pewnych okoliczności. Najczęsciej w układach ewidentnej zależności kobiety od mężczyzny.
                  Sponsorowanie kutej na cztery łapy dziewczyny, która sama przychodzi do sponsora, lub która znajduje się z tym mężczyzną w układzie, w którym jej odmowa nie przyneisie jej strat, to oczywiście nie gwałt. Ale nieustępliwe, noszące znamiona zaszczuwania, zaloty wobec biednej jak mysz kościelna, wystraszonej podwładnej w Pipidówie Dolnej, gdzie bezrobocie wynosi 40%, to już dla mnie gwałt.
                  • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 02.09.11, 23:45
                    aandzia43 napisała:
                    > Myślisz, że
                    > jak miejscowy władyka ujrzał z konia dziewuchę co szła z kijanką i praniem do
                    > rzeki, i jak ją z powodu krwi gorącej w żyłach bzyknął w krzakach, i jak ona si
                    > ę nie broniła, tylko potem płakała i płakała,

                    aandzia ---> wydawało mi się że rozmawiamy o czasach współczesnych, a Ty mi tu odmalowujesz scenę z serialu "Rzym" (1 lub 2 odcinek).

                    > Ale nieustępliwe, noszące znamion
                    > a zaszczuwania, zaloty wobec biednej jak mysz kościelna, wystraszonej podwładne
                    > j w Pipidówie Dolnej, gdzie bezrobocie wynosi 40%, to już dla mnie gwałt.

                    Sorry aandzia, ale sex za pracę do dla mnie nie gwałt, a forma "łapówki". Zobacz, że jeśli dana osoba nie posiada wystarczających kwalifikacji aby zdobyć dobrą prace dzięki swym szarym komórką, to dorzucenie seksu do pakietu jest niczym bombonierka która się niesie urzędnikowi. Oferta staje się bardziej atrakcyjna. Wiem ze zaraz mnie zjesz za moje podejście, lecz spójrz na to obiektywnie. Czy widziałaś żeby to działało w drugą stronę u mężczyzn? Poza tym zobacz ze o ile każdy płacze nad losem biednej kobiety z mieściny z 40% bezrobociem, o tyle jakoś nikt nie zauważa tego samego zjawiska, gdy mowa o karierze przez łóżko u celebrytek. Przecież to jest DOKŁADNIE TO SAMO! Zawsze można powiedzieć NIE i szukać szczęścia na rynku pracy -czyż nie?

                    Mała opowieść z autopsji. Jak miałem jakies 15-16 lat trafiłem do pracy do firmy na jakies drobne stanowisko. Okazało się że szef zabierał pracowników na wyjazdy do Niemiec (na jakieś targi). W czasie jednego z takich wyjazdów dowiedziałem sie ze ten z chłopaków (!) kto dzieli pokój z szefem może liczyć na niezłą pensje i ogólnie mu się powodzi w firmie. Ja wybrałem jednak spanie w jedynce (zamknięty i zabarykadowany od środka na wszelki wypadek) i odszedłem z firmy mimo że z pracą się nie przelewało (gościu prosto po podstawówce). Nie kupuję więc opowieści że "zmusiła mnie do tego sytuacja". Jesteśmy Panem własnego losu i jeśli ktoś się najpierw rozmnaża a dopiero potem myśli co będzie dalej, to sorry ale to jego wina.

                    Przypomina mi się takie powiedzenie ludowe "dla czegoś biedny? Bom głupi. A dla czegoś głupi, bom biedny" Tutaj także mamy zaklęty krag, jestem niewykwalifikowana, wiec nie mam pracy, nie mam pracy wiec jestem podatna na molestowanie.
                    • aandzia43 Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 11:12
                      > aandzia ---> wydawało mi się że rozmawiamy o czasach współczesnych, a Ty mi
                      > tu odmalowujesz scenę z serialu "Rzym" (1 lub 2 odcinek).

                      Nie rozmawiamy o "Rzymie" czy "Domu dusz" (brzemienny w skutki dla kilku osbób gwałt głównego bohatera na indiańskiej dziewczynie) i zaznaczyłam, że czasy co prawda są ciut inne, ale enklawy niegdysiejszych relacji zdarzają się nadal tu i teraz. Zawsze będą osoby o niskich kwalifikacjach, w dołku życiowym i psychicznym, przyduszone okolicznościami (czasem tylko przejściowymi) do muru, których słabość da się wyczuć i, jeśli jest się skurwielem, wykorzystać. Co byś powiedział, gdybym wynajęła taką zduszoną i stłamszoną nieszczęściami panią do sprzątania i dała jej np. 5 zł na godzinę pracy, jeśli stawka w mojej miejscowości jest wyższa, ale o robotę niełatwo, a ona nie jest zdolna (załóżmy, że przejściowo) do jakiejkolwiek dbałości o swoje interesy? Dobrze wiem, że kobieta wzięłaby i to 5 zł, wysprzątała, jak inna w naszym mieście za 10. Ja bym powiedziała, że taka "pracodawczyni" to sęp wyczuwający ofiarę i żywcem wyrywający jej kawałki mięsa z grzbietu. Facet wyczuwający kobietę w dołku i składający jej, właśnie jej, propozycję nie do odrzucenia to też taki sęp. Sęp molestant i gwałciciel. Jest granica między przedsiębiorczością a pazernością i skurwysyństwem.

                      W ogóle to dyskusja przesunęła nam się w rejon: na ile "propozycja nie odrzucenia" jest naprawdę propozycją nie do odrzucenia. Bo w moim odczuciu ta kwestia jest miarą nieuczciwości lub uczciwości propozycji mężczyzny. "Propozycja nie odrzucenia" czyni z faceta gwałciciela i molestanta. Przy czym to"nie od odrzucenia" jest sprawą nie do oceny dla kogoś zupełnie z zewnątrz. Trzeba dokładniejszego wglądu. I właśnie dlatego, by nei bawić się w bardzo trudne czasem do rozstrzygnięcia sprawy, ustalono, że niemoralne i niewłaściwe są stosunki intymne pomiędzy przełożonymi i pracownikami, lekarzami i pacjentami, nauczycielami i uczniami, terapeutami i pacjentami. Naprawdę, można sobie dać na wstrzymanie i darować sobie tych parę "możliwości" pociupciania zostawiając swoje chucie dla pań z pozostałych rejonów łowieckich. No chyba, że jest sępem korzystającym ze słabości dogorywających ofiar. Albo ryzykantem pchającym kutasa tam, gdzie mogą nam go odgryźć.
                      • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 13:02
                        aandzia ---> zgadzam się z tym:
                        "I właśnie dlatego, by nei bawić się w bardzo trudne czasem do rozst
                        > rzygnięcia sprawy, ustalono, że niemoralne i niewłaściwe są stosunki intymne po
                        > między przełożonymi i pracownikami, lekarzami i pacjentami, nauczycielami i ucz
                        > niami, terapeutami i pacjentami. Naprawdę, można sobie dać na wstrzymanie i dar
                        > ować sobie tych parę "możliwości" pociupciania zostawiając swoje chucie dla pań
                        > z pozostałych rejonów łowieckich."

                        Jak pisałem sam ma twarde zasady dotyczące tego.
                        Jednocześnie chciałem jednak zauważyć, że to nie jest zero-jedynkowa sprawa że każda taka sytuacja to od razu wykorzystywanie. Wspominałem Ci już o parach w pracy, które czasami kończą się założeniem rodziny (sam mam takiego kumpla który się ożenił ze swoją przełożoną i mają dójkę dzieci), wiec nie każdy romans to molestowanie i gwałt.
                        Tylko o to mi chodzi żeby wszystkich takich spraw nie wrzucać do jednego worka.
                        • aandzia43 Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 13:55
                          Pewnie, romans z podwładną/podwładnym to nie jest zerojedynkowo molestowanie. Jednak sytuacja zależności wprowadza do znajomości elementy ewentualnego, nieerotycznego nacisku (bardziej trafne słowo nie przychodzi mi na razie do głowy) z jednej i z drugiej strony. Ze strony przełożonego jest to poczucie mocy i wrażenie dostępu do również pozapracowych zasobów podwładnych. ;-) Ze strony podwładnego niemożność rozeznania się we własnych emocjach z powodu nawyku podporządkowywania się decyzjom szefa. Mówię oczywiście o przyzwoitych, zdrowych na umyśle ludziach, którzy nie zachowując czujności i dyscypliny, mogą zaplątać się w nieczyste i niejasne sytuacje. Skurczybyki działające z premedytacją i składające "propozycje nie do odrzucenia" i cwane a śliskie babsztyle to ta hardkorowa strona zjawiska.
                          Z tego też powodu najlepiej darować sobie romanse na linii przełożony-podwładny i skupić się na rwaniu koleżeństwa z równorzędnego biurka ;-P A tak na serio, to w miarę możliwości chyba lepiej nie romansować w pracy w ogóle. Chyba, takie jest moje zdanie.
                          • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 14:44
                            aandzia43 napisała:
                            > Z tego też powodu najlepiej darować sobie romanse na linii przełożony-podwładny
                            > i skupić się na rwaniu koleżeństwa z równorzędnego biurka ;-P A tak na serio,
                            > to w miarę możliwości chyba lepiej nie romansować w pracy w ogóle. Chyba, takie
                            > jest moje zdanie.

                            aandzia w pełni zgadzam się z tym akapitem. Jak pisałem wcześniej mam identyczne podejście.
                            Swoimi postami chciałem jedynie zwrócić uwagę, że nie zawsze romans biurowy to molestowanie tak jak to sugerowały inne Panie w tym wątku (podając np. restrykcyjne prawo krajów zachodnich jako wzór do naśladowania i "bicz boży" na tych wstrętnych facetów).
                          • that.bitch.is.sick Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 17:16
                            aandzia43 napisała:

                            > Z tego też powodu najlepiej darować sobie romanse na linii przełożony-podwładny
                            > i skupić się na rwaniu koleżeństwa z równorzędnego biurka ;-P A tak na serio,
                            > to w miarę możliwości chyba lepiej nie romansować w pracy w ogóle. Chyba, takie
                            > jest moje zdanie.

                            Co za bezsensowna i irracjonalna pryncypialność? Jeśli dla kogoś relacje społeczne ważniejsze są od osobistej satysfakcji to pogratulować. Takie postawy panowały w czasach gdy seks z pokojówką byłby skandalem ze względu na relację podrzędności, a nie ze względu na kwestie emocjonalne w konsekwencji tego faktu. Oto przykład stawiania norm nad człowiekiem. brrrr....

                            "Człowiek, który pierwszy cisnął obelgę zamiast kamienia, był twórcą cywilizacji." Z. Freud
                            • mujer_bonita Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 18:12
                              that.bitch.is.sick napisała:
                              > Takie postawy panow
                              > ały w czasach gdy seks z pokojówką byłby skandalem ze względu na relację podrzę
                              > dności, a nie ze względu na kwestie emocjonalne w konsekwencji tego faktu.

                              I znów popisowa nieznajomość historii :D
                        • kawitator Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 13:57
                          Prawo zostało stworzone aby chronić interesy słabszych, cywilizować zachowania i obyczaje. Dlatego to co mówi Andzia ma sens. Tak nazwana umownie "molestowana" osoba musi mieć zapewnione lepsze warunki i i ochronę prawną od molestującego
                          Porównałbym sytuacje do stosunku pracodawca pracownik Jako wieloletni pracodawca mogłem się zżymać na prawne preferencje pracowników ale dobrze rozumiałem ich sens Byli w gorszej sytuacji w wypadku konfliktu . Jakoś nigdy nie obawiałem się nadmiernego wykorzystania ich praw bowiem poza sucha literą prawa jest sąd gdzie przynajmniej teoretycznie powinien siedzieć sędzia posiadający możliwość swobodnej oceny dowodów i doświadczenie życiowe.
                          • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 03.09.11, 14:48
                            kawitator ---> ja to wszystko rozumiem i jak zerkniesz post wyżej mam osobiście bardzo podobne podejście do aandzi.

                            Jeśli już jesteśmy przy kwestii prawa, jedynie co mnie wpienia, to że molestowanie jest JEDYNYM przypadkiem w prawie, gdzie nie działa zasada domniemania niewinności. Tam sprawa jest postawiona na głowie i działa domniemanie winy. Przez co łatwo staje się to narzędziem do manipulacji.

                            Nie wkurzałbyś się gdyby tak samo działało prawo pracy? Twój zwolniony pracownik odwołuje się do sądu, sąd go z automatu przywraca do pracy, tobie wlepia grzywnę i zawiesza Cię na stanowisku na czas rozpatrywania sprawy. Czyż nie beznadziejne podejście?
                            • mujer_bonita Zasada domnienania niewinności? 03.09.11, 18:17
                              kutuzow napisał:
                              > Jeśli już jesteśmy przy kwestii prawa, jedynie co mnie wpienia, to że molestowa
                              > nie jest JEDYNYM przypadkiem w prawie, gdzie nie działa zasada domniemania niew
                              > inności. Tam sprawa jest postawiona na głowie i działa domniemanie winy.

                              Oh really? Co Ty nie napiszesz :D W tym wątku doskonale z Urqu dowiedliście, że zasada niewinności nie obowiązuje w stosunku do... kobiety zgłaszającej molestowanie :) Niewinność oskarżonego o molestowanie mężczyzny dowodzi się przez zrobienie z oskarżającej kobiety kłamczuchy, szmaty i szantażystki.
                              • kutuzow Przypominam -nie dyskutuję z Tobą 03.09.11, 19:48
                                • mujer_bonita Re: Przypominam -nie dyskutuję z Tobą 03.09.11, 20:54
                                  Przypominam, że swoim fochem nie możesz zabronić mi wskazywać bzdur, które piszesz :)
                              • yoric Re: Zasada domnienania niewinności? 03.09.11, 20:53
                                A ja ewenualnie mogę podyskutować jak już właczy się kora.
                                • mujer_bonita Re: Zasada domnienania niewinności? 03.09.11, 20:55
                                  yoric napisał:
                                  > A ja ewenualnie mogę podyskutować jak już właczy się kora.

                                  Cały czas działa. Chyba że uważasz, że kora zawsze powie, co facet chce :P
            • chrrr Re: Mała asertywność to nie gwałt 01.09.11, 23:44
              >GWAŁT który jak dla mnie jest nierozerwalnie związany z przemocą, lub groźbą użycia tej przemocy.

              A co z szantażem? Albo dosypaniem GHB do napoju? Co z wykorzystaniem pijanej, ledwo przytomnej koleżanki?
              • kutuzow Re: Mała asertywność to nie gwałt 02.09.11, 17:20
                chrrr napisała:

                >
                > A co z szantażem? Albo dosypaniem GHB do napoju? Co z wykorzystaniem pijanej, l
                > edwo przytomnej koleżanki?

                Dla mnie szantaż to nie GWAŁT, ponieważ osoba szantażowana ma wybór, nie musi ulegać szantażyście. Sam sex spełnia tutaj raczej rolę płatniczą, niejako wymienną z dożą sumą pieniędzy. Prywatnie moje życiowe motto to nie negocjować z szantażystami (także tymi emocjonalnymi) więc na pewno nie traktuję tego jako "zniewolenie" -zawsze jest wybór.

                Co do pigułki gwałtu -sprawa jest prosta, nie bez powodu nazwana jest pigułką gwałtu właśnie.

                Co do alkoholu -tutaj nie jest już takie proste. Może być bowiem sytuacja gdzie alkohol spełnia niejako rolę pigułki gwałtu (spicie podstępem osoby w celu jej wykorzystania), a może to być przypadek gdzie sama osoba się spije i wysyła mylne sygnały do równie pijanego faceta. Dla mnie ten drugi przypadek to trochę jak jazda samochodem pod wpływem -trzeba się liczyć z konsekwencjami.
      • stokrotka_a Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 20:33
        efi-efi napisała:

        > Dlatego o to pytam ? bo moim zdaniem w 9 minut nie można tego zrobić.
        > Czyli zaczepić pokojówkę, zacząć negocjace co do ewentualnego stosunku , kwesti
        > a ceny i sam stosunek.

        Można to zrobić, jeśli pokojówka jest mentalnie przygotowana do dorobienia sobie do marnej tygodniówki w ten czy inny sposób.
      • kutuzow "analfabetka" ze 100 tyś USD :-) 31.08.11, 20:46
        efi-efi napisała:
        > Zaraz potym wydarzeniu czytałam w prasie , że zeznania Diallo były spójne i logiczne i
        > cały czas przedstawiała jedną wersję wydarzeń.

        Diallo przedstawiła TRZY różne wersję tego co się zdarzyło po, moim zdaniem trochę dziwne -czyż nie? Kłamała także a propos tego że uprawiała seks w nocy poprzedzającej zdarzenie (co wyjaśnia ślady zaczerwienień, które miały być dowodem w sprawie przeciw DSK).


        > Zapewniam Cię, że zapędzenie w kozi róg zwykłej analfabetki

        Ta analfabetka ma na koncie ok 100 tyś USD, wg mnie nieźle jak na "niepiśmienną, niewykształconą analfabetkę w obcym kraju". Do tego ma 5 różnych telefonów i jest zamieszana w jakiś przekręt związany z imigrantami:

        "The plaintiff who received several large sums of money that were deposits from Arizona, Georgia, New York and Pennsylvania totaling over 100,000 dollars is also said to be involved in money laundering and a giant scam that targets African immigrants in her neighborhood – that would explain why she had 5 different telephones from 5 different companies at home."

        " DSK zależy na pozbawieniu pokojówki wiarygodności. Zwykla manipulacja tłumem przez papugi i media."
        Efi ---> Jeśli twarde dowody są nierozstrzygające (wg laboratorium nie sposób ustalić czy "lód" był za zgodą, czy nie), to mamy do czynienia "słowo przeciw słowu". Wersja Diallo vs wersja DSK. Nie wiem czy wiesz, ale w USA bardzo poważnie podchodzą do składania zeznań pod przysięgą. Jeśli powódka przedstawia 3 różne wersje tego co się stało po zdarzeniu (w tym jedną pod przysięgą) poza tym KŁAMIE o tym, że noc wcześniej miała stosunek seksualny (który tłumaczy zaczerwienienia jej narządów) i co ważne nie jest w stanie przedstawić jednej sztywnej wersji wypadków, to wg mnie to nie wina mediów jak sugerujesz, lecz WIARYGODNOŚCI powódki.

        Jeśli dodasz do tego wspomniane wcześniejsze kłamstwa:
        - o tym że jej pierwszy mąż zginął w więzieniu
        - o tym że była zgwałcona (w podaniu o wizę do USA)
        - o przekrętach podatkowych (podała dziecko przyjaciółki jako własne żeby mieć mniejszy podatek)
        oraz fakt zamieszania w przekręt z imigrantami (wspomniane 100 tyś USD), zaczyna się robić dość mało wiarygodnie. Jak na "analfabetkę", to umie się kobietka ustawić (co też sugeruje jej rozmowa z jej narzeczonym z więzienia).

        > Nie rozumiem natomiast dlaczego nie bierze się pod uwagę skłonności DSK do tego
        > typu wyskoków.
        Bo to że facet lubi się zabawić i jak przyznał płaci za seks, nie oznacza że jest gwałcicielem. Zerknij na tytuł jednego z postów który zaczerpnąłem z wypowiedzi pewnej feministki z angielskiej prasy "wszyscy niewierni facecji to gwałciciele". Dużo kobiet chciałoby "dokopać" staremu satyrowi nie za to co faktycznie zrobił w tamtym pokoju z Diallo, ale właśnie za jego styl życia.

        > Dlatego o to pytam ? bo moim zdaniem w 9 minut nie można tego zrobić.
        > Czyli zaczepić pokojówkę, zacząć negocjace co do ewentualnego stosunku , kwesti
        > a ceny i sam stosunek.

        Zaczynam sądzić, że patrzysz na to oczami kobiety i spodziewasz się że DSK powinien ja najpierw zabrać co najmniej na 2-3 randki zanim wyskoczy z propozycją loda za kasę. Uwierz mi ze da się zrobić loda napalonemu facetowi w kilka minut. Popatrz sobie na "tirówki" jak przebiega transakcja i ile to trwa.

        > Dwa razy zaproponowałam Ci i Urqu abyście przedstawili możliwy przebieg wydarze
        > ń jaki mógł mieć miejsce wtedy, ale zlewacie ,

        Dwa razy przedstawiłem Ci możliwy sposób wydarzeń, nie moja wina że Ty nie wierzysz w możliwość zrobienia loda w 9 min.

        Tutaj masz kolejny cytat:
        "The Sofitel maid who accused Dominique Strauss-Kahn of a sex attack in his suite wasn't just a hotel hooker
        • urquhart Re: "analfabetka" ze 100 tyś USD :-) 31.08.11, 21:10
          kutuzow napisał:
          > " DSK zależy na pozbawieniu pokojówki wiarygodności. Zwykla manipulacja tłumem
          > przez papugi i media."
          > Efi ---> Jeśli twarde dowody są nierozstrzygające (wg laboratorium nie spos
          > ób ustalić czy "lód" był za zgodą, czy nie), to mamy do czynienia "słowo przeci
          > w słowu". Wersja Diallo vs wersja DSK. Nie wiem czy wiesz, ale w USA bardzo pow
          > ażnie podchodzą do składania zeznań pod przysięgą. Jeśli powódka przedstawia 3
          > różne wersje tego co się stało po zdarzeniu (w tym jedną pod przysięgą) poza ty
          > m KŁAMIE o tym, że noc wcześniej miała stosunek seksualny (który tłumaczy zacze
          > rwienienia jej narządów) i co ważne nie jest w stanie przedstawić jednej sztywn
          > ej wersji wypadków, to wg mnie to nie wina mediów jak sugerujesz, lecz WIARYGOD
          > NOŚCI powódki.

          Zasada jest przecież prosta;
          Domniemanie prawdomówności przysługuje poszkodowanemu (nej)
          Domniemanie niewinności zaś przysługuje oskarżonemu.
    • lonely.stoner Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 21:38
      a mnie to juz w ogole nie dziwi, i ja sama i wiele moich kolezanek spotkalo sie z jawnym molestowaniem seksualnym, jedna po prostu z napascia i naprawde za kazdym razem bylo tak ze prawnik jednak odradzal wszczecie postepowania ze wzgledu na to ze ciezko to jest udowodnic, lepiej zapomniec i isc dalej.
      Najbardziej wkurzajaca sprawa jak moja jedna mlodziutka znajoma w ostatniej klasie liecum dostawala smsy i telefony od dyrektora szkoly zeby wpadla na prywatne korepetycje, po 22, kiedy zony nie ma w domu. Wiele osob ktore sie o tym dowiedzialy stwierdzily ze sama sie o to prosila bo znana jest z niebywalej urody ktora na dodatek podkresla. I nawet jak byl wywiad w tv z tym z bokiem i mama mojej znajomej u niego bylo, to on podsumowal to (publicznie w tv) w slowami: niech pani pilnuje lepiej jak sie pani corka ubiera. Byly tez pomowienia ze ta moja znajoma oskarza go o to bo jest glupia i chce jakos uzyskac zdanie matury. (Dzis dziewczyna studiuje na Uniwersytecie swoja droga, bardzo dobry kierunek). No i skonczylo sie na tym ze pan dyr zostal zawieszony w prawach wykonywania zawodu, bo zglosilo sie aninimowo, pare innych dziewczyn ktore powiedzialy ze robil im to samo. Byly dowody, w postaci sms - i nic.
      Moim zdaniem kazda kobieta przyanjmniej raz w zyciu spotka sie z jakas forma napasci seksualnej. Dopoki bedzie spoleczne przyzwolenie na tego typu zachowania, wiktymizacja ofiary- to sie nigdy nie zmieni.
      • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 21:52
        lonely.stoner napisała:
        > Moim zdaniem kazda kobieta przyanjmniej raz w zyciu spotka sie z jakas forma na
        > pasci seksualnej. Dopoki bedzie spoleczne przyzwolenie na tego typu zachowania,
        > wiktymizacja ofiary- to sie nigdy nie zmieni.

        Czy próba namówienia kobiety na randkę (w domyśle seks) to też molestowanie?
        Czy tylko wtedy jeżeli wielbiciel się nie podoba?
        W Szwecji nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek niestosowne zachowania i skutkiem jest jedynie największa ilość gwałtów na świecie.
        en.wikipedia.org/wiki/Rape_statistics#Sweden
        • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 22:04
          > W Szwecji nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek niestosowne zachowania i skutkiem
          > jest jedynie największa ilość gwałtów na świecie.

          To oczywiście niedopatrzenie z twojej strony wynikające z pośpiechu? ;-) Chyba nie największa ilość gwałtów na świecie, tylko ewentualnie największa ilość zgłoszeń gwałtów?


          > Czy próba namówienia kobiety na randkę (w domyśle seks) to też molestowanie?
          > Czy tylko wtedy jeżeli wielbiciel się nie podoba?

          O czym ty piszesz? Ktoś tu pisze o mieszczącym się w granicach przyzwoitości jednorazowym (jeśli po tym pierwszym razie następuje odmowa) zaproszeniu na randkę?
          • urquhart Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 23:33
            aandzia43 napisała:
            > To oczywiście niedopatrzenie z twojej strony wynikające z pośpiechu? ;-) Chyba
            > nie największa ilość gwałtów na świecie, tylko ewentualnie największa ilość zgł
            > oszeń gwałtów?

            No niech będzie. Nigdzie jednak nie pisali że w Szwecji jest największa liczba fałszywych oskarżeń o gwałt. :)

            > O czym ty piszesz? Ktoś tu pisze o mieszczącym się w granicach przyzwoitości je
            > dnorazowym (jeśli po tym pierwszym razie następuje odmowa) zaproszeniu na randk
            > ę?

            To mnie zainteresowało. Gdzie jest ta nasza granica przyzwoitości tak zwana powyżej której wszystko jest molestowaniem? A flirtowanie? Babka udaje niezainteresowaną ale łapie kontakt w oku błysk, sygnały są ledwo uchwytne. Gra w zdobywanie. Oczywiście nie każdy jest wystarczająco subtelny żeby to zrozumieć i nie narzucać się gdzie nie ma szans.
            Na narzucanie się trzeba być w życiu asertywnie przygotowanym, cwaniaków, handlowców domokrążców, oszustów złodziei a także wielbicieli którzy nie mają szans.
            Próba sformalizowania szwedzkim pomysłem że kobieta na każdy krok musi wyrazić jawną zgodę, na seks najlepiej na papierze, bo niedomówienie to gwał i molestowanie jest dla mnie utopijna i przerażająca.
            • chrrr Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 31.08.11, 23:57
              A ja bym się chciała dowiedzieć dlaczego cięty język ma pomóc w uniknięciu gwałtu. Złośliwa i celna uwaga upokorzy faceta. A to w takiej sytuacji tylko rozjusza. Biorąc pod uwagę, że w przemocy seksualnej chodzi przede wszystkim o władzę, a nie o sam seks, to kobieta daje facetowi kolejny powód do tego, żeby kontynuował. Już prędzej natychmiastowa reakcja podszyta agresją mogłaby odnieść skutek. Ale też nie sądzę.
              Co do 'gry w zdobywanie'. Jedno stanowcze nie powinno przystopować każdego faceta na każdym etapie. A jak ktoś nie potrafi odczytywać mniej lub bardziej subtelnych sygnałów, to powinien mieć się dwa razy bardziej na baczności. To trochę jak z osobą, która ma niewyparzony język, cięte poczucie humoru i jest z natury gruboskórna. Musi się liczyć z tym, że łatwo jej będzie kogoś zranić. Tylko, że molestowanie jest o wiele gorsze. To nie jest nieprzyjemna kąśliwa uwaga, która zapiecze, ale o której szybko zapomnisz. Zwłaszcza, że molestowanie to przecież nie 'tylko' słowa. Jak często macanie jest uważane przez panów za końskie zaloty? "Tylko Cię w tyłek klepnął, czego się czepiasz."
              • mujer_bonita Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 01.09.11, 08:54
                chrrr napisała:
                > Co do 'gry w zdobywanie'. Jedno stanowcze nie powinno przystopować każdego face
                > ta na każdym etapie.

                No co Ty... zaraz się dowiesz, że przecież kobiety kłamią i w ogóle jak mówią 'nie' to chodzi im o 'tak'! Albo same nie wiedzą czego chcą i facet musi im 'pokazać'!
            • aandzia43 Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 01.09.11, 23:33
              No to ci odpiszę, jak sołtys krowie na miedzy: nie, próba namówienia kobiety na randkę to nie jest molestowanie. Pod warunkiem, że jeśli następuje odmowa nie jest ponawiana, czyli jest jednorazowa. I pod warunkiem, że nei wykorzystuje się sytuacji zależności osoby zapraszanej na tę randkę. To są właśnei te granice przyzwoitości. Proste?

              > Na narzucanie się trzeba być w życiu asertywnie przygotowanym, cwaniaków, handl
              > owców domokrążców, oszustów złodziei a także wielbicieli którzy nie mają szans.

              A pewnie. Masz rację. Jestem życiowo przygotowana na kulturalną odmowę na kulturalną propozycję kulturalnego pana. Dam sobie również radę z chamem waląc go w łeb parasolką ;-) Ale chyba nie o takim, nieszkodliwym w gruncie rzeczy "narzucaniu się" mówimy.
        • lonely.stoner Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 02.09.11, 21:26
          urquhart napisał:

          > lonely.stoner napisała:
          > > Moim zdaniem kazda kobieta przyanjmniej raz w zyciu spotka sie z jakas fo
          > rma na
          > > pasci seksualnej. Dopoki bedzie spoleczne przyzwolenie na tego typu zacho
          > wania,
          > > wiktymizacja ofiary- to sie nigdy nie zmieni.
          >
          > Czy próba namówienia kobiety na randkę (w domyśle seks) to też molestowanie?
          > Czy tylko wtedy jeżeli wielbiciel się nie podoba?
          > W Szwecji nie ma przyzwolenia na jakiekolwiek niestosowne zachowania i skutkiem
          > jest jedynie największa ilość gwałtów na świecie.
          > en.wikipedia.org/wiki/Rape_statistics#Sweden

          W Szwecji jest najwieksza ilosc zglaszanych popelnienia przestepstwa, a nie przestepstw popelnianych. To taka mala logiczna roznica ktora ci chyba umknela hehe.

          Po drugie - tak, zaproszenie na randke moze byc traktowane jako molestowanie seksualne i mozna za to np. wyleciec z pracy. Generalnie np. w kazdej wiekszej zachodniej firmie kazdy przechodzi szkolenie na ktorym dowiadujesz sie ze np. nie mozna sie gapic na kolezanki/ kolegow w sposob ostentacyjny (sa filmiki i zdjecia), robic jakiekolwiek uwagi na temat wygladu i sugerowac jakakolwiek forme expresji uczuc erotycznych/seksulanych. Pracodawcy sa bardzo surowo tego przestrzegaja i trzeba bardzo uwazac zeby nie powiedziec jakiegos zbyt personalnego komplementu bo moze byc za to upomnienie.
          Ja sie nawet nie dziwie ze tak to odbierasz i we lbie ci sie nie miesic ze takie rzeczy sa na swiecie, tak jak Talibom sie w glowie nie miesci ze kobieta moze chodzic z odkrytmi ramionami i nie mozna jej za to ukamienowac.
          • kutuzow Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 02.09.11, 23:49
            lonely.stoner napisała:
            > Po drugie - tak, zaproszenie na randke moze byc traktowane jako molestowanie se
            > ksualne i mozna za to np. wyleciec z pracy. Generalnie np. w kazdej wiekszej za
            > chodniej firmie kazdy przechodzi szkolenie na ktorym dowiadujesz sie ze np. nie
            > mozna sie gapic na kolezanki/ kolegow w sposob ostentacyjny (sa filmiki i zdje
            > cia), robic jakiekolwiek uwagi na temat wygladu i sugerowac jakakolwiek forme e
            > xpresji uczuc erotycznych/seksulanych. Pracodawcy sa bardzo surowo tego przestr
            > zegaja i trzeba bardzo uwazac zeby nie powiedziec jakiegos zbyt personalnego ko
            > mplementu bo moze byc za to upomnienie.
            > Ja sie nawet nie dziwie ze tak to odbierasz i we lbie ci sie nie miesic ze taki
            > e rzeczy sa na swiecie, tak jak Talibom sie w glowie nie miesci ze kobieta moze
            > chodzic z odkrytmi ramionami i nie mozna jej za to ukamienować.

            ależ się mieści w głowie. Tylko że zgodnie z tą definicją KAŻDY romans w biurze jest MOLESTOWANIEM z definicji, a jak widać niektóre są, a niektóre nie są zgłaszane. Niektóre zaś stają się molestowaniem dopiero gdy para zerwie ze sobą. Nie dostrzegasz tego?
            Jeśli spojrzeć na zachodnie standardy to cała wyliczanka Sisi co można a co nie, nadaje się do wsadzenia w buty.
            To KOBIETA decyduje które spojrzenie jej sie podoba (i może będzie z tego biurowy romans) a które (na zachodzie) nadaje się na pozew.
      • mujer_bonita To co Urqu pominął 01.09.11, 09:32
        lonely.stoner napisała:
        'a mnie to juz w ogole nie dziwi, i ja sama i wiele moich kolezanek spotkalo sie z jawnym molestowaniem seksualnym, jedna po prostu z napascia i naprawde za kazdym razem bylo tak ze prawnik jednak odradzal wszczecie postepowania ze wzgledu na to ze ciezko to jest udowodnic, lepiej zapomniec i isc dalej.
        Najbardziej wkurzajaca sprawa jak moja jedna mlodziutka znajoma w ostatniej klasie liecum dostawala smsy i telefony od dyrektora szkoly zeby wpadla na prywatne korepetycje, po 22, kiedy zony nie ma w domu. Wiele osob ktore sie o tym dowiedzialy stwierdzily ze sama sie o to prosila bo znana jest z niebywalej urody ktora na dodatek podkresla. I nawet jak byl wywiad w tv z tym z bokiem i mama mojej znajomej u niego bylo, to on podsumowal to (publicznie w tv) w slowami: niech pani pilnuje lepiej jak sie pani corka ubiera. Byly tez pomowienia ze ta moja znajoma oskarza go o to bo jest glupia i chce jakos uzyskac zdanie matury. (Dzis dziewczyna studiuje na Uniwersytecie swoja droga, bardzo dobry kierunek). No i skonczylo sie na tym ze pan dyr zostal zawieszony w prawach wykonywania zawodu, bo zglosilo sie aninimowo, pare innych dziewczyn ktore powiedzialy ze robil im to samo. Byly dowody, w postaci sms - i nic.'

        Urqu raczył pominąć zasadniczą część Twojej wypowiedzi, która moim zdaniem stanowi istotę sprawy - podejście do molestowania. Obrzucanie błotem ofiary, poniżanie jej. Taka jest niestety smutna rzeczywistość i powód tak nikłego zgłaszania przypadków przemocy
        seksualnej :(
        • urquhart Re: To co Urqu pominął 01.09.11, 10:24
          mujer_bonita napisała:
          > Urqu raczył pominąć zasadniczą część Twojej wypowiedzi, która moim zdaniem stan
          > owi istotę sprawy - podejście do molestowania. Obrzucanie błotem ofiary, poniża
          > nie jej. Taka jest niestety smutna rzeczywistość i powód tak nikłego zgłaszania
          > przypadków przemocy

          Raczyłem zauważyć że molestowanie czyli składanie propozycji i zaczepki od adorowania i flirtowania odróznia dość delikatna granica, czy kobieta jest zainteresowana czy nie.
          Mężczyźnie jedynie wydaje się że łowi i zdobywa kobietę, ale to kobieta tak naprawdę wybiera tego kto może ja zdobyć. Klasyka psychoewo.

          Co do obrzucania ofiary błotem to sama oceń skoro większość spraw wnoszonych przez kobiety okazuje się zemstą pomówieniem lub ucieczką od odpowiedzialności to chyba podejrzliwość musi być uzasadniona.

          Temat jest niełatwy, już w Ksiedze Powtórzonego Prawa było że jeżeli kobieta zgłasza gwałt to powinna krzyczęć, wzywać pomocy, gryźć drapać żeby nie było wątpliwości, innaczej bedzie sądona za códzołostwo (żona).
          W sredniowieczu nerządnice miały noscić inne wyzywające ubranie żeby nie było wątpliwości która kobieta szuka przygód. Niebawem w renesansie elementy tych strojów weszły do powszechnej mody, co oznaczać miało uwodzicielstwo i siedzenie okarkiem na granicy porządności: chciałabym, a boję się.
          • mujer_bonita Re: To co Urqu pominął 01.09.11, 11:14
            urquhart napisał:
            > odróznia dość delikatna granica,

            A ja myślę, że granica wcale nie jest delikatna tylko specjalnie zacierana, żeby facetom można było więcej a w zasadzie wszystko.

            Przykład z życia wcięty - koleżanka idzie w pubie do toalety. Siedzący przy barze mężczyzna odwraca się klepie ją po tyłku wołając 'Hej lalunia, iść z Tobą zrobić Ci dobrze!'. Stojący niedaleko ochroniarz podchodzi, wywiązuje się pyskówka gdzie pan tłumaczy 'No w takiej mini chodzi to przecież sama zaprasza!'.

            No i wg. Twojego rozumowania nic przecież się nie stało. To tylko 'końskie zaloty'. Pani wysłała przecież jasny sygnał, że chce wejść w kontakt cielesny z podpitym dziadem. Nosiła przecież 'wyzywające' ubranie! Czytaj - pójdzie do łóżka z każdym, kto będzie chciał skorzystać?
          • kutuzow Jak to jest z romansami w pracy -molestowanie? 01.09.11, 14:26
            urquhart napisał:

            > Raczyłem zauważyć że molestowanie czyli składanie propozycji i zaczepki od ador
            > owania i flirtowania odróznia dość delikatna granica, czy kobieta jest zaintere
            > sowana czy nie.

            Poza jawnymi przypadkami przekraczania granicy, takimi jak niewybredne komentarze na tle erotycznym czy dotyk, cała reszta którą można zakwalifikować do flirtu i podrywu. Jest ciężka w interpretacji.
            Jak bowiem ocenić przypadki romansem w miejscu pracy?
            Skoro dana para jest ze sobą, to takie zachowanie może być odebrane jako molestowanie lub nie -w zależności czy kobieta była zainteresowana tym flirtem czy nie.

            Znam kilka przypadków, gdzie dziewczyna nieźle wyszła na romansie ze swoim szefem i jak widać wtedy nie było mowy o żadnym molestowaniu. może gdyby kobiety trzymały się jednego standardu oceny (a nie zmieniały ją w zależności od tego jak jest im wygodniej) nie byłoby takiej podejrzliwości co do ew. intencji. Znam jeden przypadek gdzie kobieta dzięki romansowi z szefem zarabiała ok 2-3 razy więcej niż inne kobiety na tym stanowisku wcześniej. Gość w pewnym momencie wrócił do swego kraju ojczystego i romans sie zakończył. Na jego stanowisko centrala przysłała nowego managera, który oceniał pracowników przez pryzmat koszt/efektów i na tej podstawie zwolnił tą która miała romans bo była zwyczajnie droższa jako pracownik. Panna dopiero wtedy zaczęła coś przebąkiwać o tym że zaskarży firmę o molestowanie, nie wtedy gdy miała z tego korzyści, ale wtedy gdy sprawa się rypła.

            P.S. Osobiście stosuję zasadę "zero romansów w ramach firmy" i jestem bezpieczny, co nie zmienia faktu ze na sam temat "molestowania" patrzę pod różnym kątem.
            • aandzia43 Re: Jak to jest z romansami w pracy -molestowanie 01.09.11, 23:37

              > P.S. Osobiście stosuję zasadę "zero romansów w ramach firmy" i jestem bezpieczn
              > y, co nie zmienia faktu ze na sam temat "molestowania" patrzę pod różnym kątem.

              Bardzo dobra zasada.
            • sisi_kecz Re: Jak to jest z romansami w pracy -molestowanie 02.09.11, 01:29
              Poza jawnymi przypadkami przekraczania granicy, takimi jak niewybredne komentar
              > ze na tle erotycznym czy dotyk, cała reszta którą można zakwalifikować do flirt
              > u i podrywu. Jest ciężka w interpretacji.'

              Ciągle ta mentalnośc patriarchalna,
              rzygać się chce.

              Pani feministki ze Szwecji to mój ideał.
              My też do tego dojdziemy, nie ma innej opcji ( chyba jedynie II światowa, zastopowała by te przemiany mentalne)
              Dojdziemy do etapu, kiedy panowie jak kutuzow- przecież niegłupi i ogarnięci geopolitycznie- nie będa bredzili o niewyraźnej granicy pomiedzy flirtem a molestowaniem,
              czyli że ta granica nie bedzie dla nich niewiadomą rzeczą niemożliwą do określenia.

              Będą wreszcie wiedzieli, że kontynuować swoje zapoznawanie sie w celu erotycznym, z kobietą, będą mogli tylko i wyłącznie w wypadku, kiedy ta kobieta ZAREAGUJE POZYTYWNIE W SPOSÓB BEZDYSKUSYJNIE OZNACZAJĄCY, ŻE TEŻ SIĘ CHĘTNIE ZAPOZNA.

              W przypadku kiedy kobieta:
              - powie "nie / dziekuję nie skorzystam/ nie chcę/ odczep się pan
              - będzie unikała kontaktu wzrokowego, nie będzie kontynuować rozmowy, bedzie odpowiadać zdawkowo lub zmieniać temat rozmowy, bedzie sie odsuwać, pójdzie sobie w przeciwnym kierunku
              - nie powie i nie zrobi nic, co sprawiałoby wrażenie, że miło odbiera zainteresowanie faceta
              - nie wykona ze swojej strony żadnego kroku, który mógłby zacieśniać relację na stopie męsko-damskiej.
              To jest już tak oczywiste jak tylko może być ,że dalsze próby ze strony mężczyzny są zbędne i niepożądane.

              I ten dzień nastanie, kiedy "nie" przestanie być przez kogokolwiek rozumiane jako: może, sama nie wiem, niezupełnie, chciałabym ale boję się, tak ;)
              Dzień normalności, kiedy tylko "TAK" wypowiedziane przez kobietę bez presji, bez alko i bez watpliwości,
              bedzie dawało mozliwość kontynuowanie przez mężczyznę zalotów.

              Kobiety przestaną odczuwać konieczność udawania cnotek niewydymek, przestaną walić to "nie" jako obowiązkową pierwszą odpowiedź na zaczepkę nawet kiedy czują sie na " tak",
              a faceci przestaną oceniac kobietę, która mówi "tak", kiedy ma ochotę na "tak" jako puszczalską i łatwą.
              Te zakłamane gierki i zatrute relacje społeczne znikną w odmetach przezwyciężonego zacofania.

              Tako rzecze sisi,
              a tako śpiewa Kasia

              www.youtube.com/watch?v=e1QUfVUhB2M
              pozdro i odpoczywajcie ode mnie !

              • kutuzow Re: Jak to jest z romansami w pracy -molestowanie 02.09.11, 17:39
                sisi_kecz napisała:

                > Będą wreszcie wiedzieli, że kontynuować swoje zapoznawanie sie w celu erotyczny
                > m, z kobietą, będą mogli tylko i wyłącznie w wypadku, kiedy ta kobieta ZAREAGUJ
                > E POZYTYWNIE W SPOSÓB BEZDYSKUSYJNIE OZNACZAJĄCY, ŻE TEŻ SIĘ CHĘTNIE ZAPOZNA.

                Sisi, upraszczasz sprawę. Zauważ, że normalny związek* nie zaczyna się od pytania "Czy Pani się ze mną prześpi". Jest flirt, ew. próba umówienia na randkę. Związek moze się zakończyć na każdym z tych etapów startowych. Czasami zaś bywa tak, że kobieta która na początku nie wydaje się być zainteresowana, z czasem odkrywa takie cechy faceta, że zmienia zdanie (i nie chodzi mi tutaj o sex, a o chęci lepszego poznania go). Wiec nie mów mi że to jest takie proste ZERO-JEDYNKOWE.

                * przynajmniej u statystycznej większości


                Sama potem piszesz o tym jak to jest teraz, a dziwisz się mi gdy opisuję dokładnie to samo -ze teraz nie jest to takie jasne i czytelne wcale:

                "> Kobiety przestaną odczuwać konieczność udawania cnotek niewydymek, przestaną wa
                > lić to "nie" jako obowiązkową pierwszą odpowiedź na zaczepkę nawet kiedy czują
                > sie na " tak",
                > a faceci przestaną oceniac kobietę, która mówi "tak", kiedy ma ochotę na "tak"
                > jako puszczalską i łatwą.
                > Te zakłamane gierki i zatrute relacje społeczne znikną w odmetach przezwyciężon
                > ego zacofania."

                Co do mentalności patriarchalnej, to chciałem zauważyć, że cała ta kwestia molestowania działa tylko w jedną stronę. Znasz choć jeden przypadek KOBIETY oskarżonej o molestowanie facetów? Jeden jedyny?
                • sisi_kecz Re: Jak to jest z romansami w pracy -molestowanie 17.09.11, 14:37
                  kontynuować swoje zapoznawanie sie w celu ero
                  > tyczny
                  > > m, z kobietą, będą mogli tylko i wyłącznie w wypadku, kiedy ta kobieta ZA
                  > REAGUJ
                  > > E POZYTYWNIE W SPOSÓB BEZDYSKUSYJNIE OZNACZAJĄCY, ŻE TEŻ SIĘ CHĘTNIE ZAPO
                  > ZNA.
                  >
                  > Sisi, upraszczasz sprawę. Zauważ, że normalny związek* nie zaczyna się od pytan
                  > ia "Czy Pani się ze mną prześpi". '

                  Trzeba upraszczać, bo dyskusja gubi sie w niuansach, a chodzi o końcowy wniosek, o jakieś stanowisko, które wypłynie z tej dyskusji, a które nie brzmi: w życiu bywa róznie, raz poprzecznie raz podłużnie.

                  Czy w naszych konsumpcyjnych czasach miewa miejsce taka sytuacja, że pan zapoznaje sie z panią w celu pogawędzenia i tylko pogawędzenia i nie ma w końcowej perspektywie chociazby poogawędzenia po udanym stosunku seksualnym ?
                  Śmiem wątpić lub wierzyć w wyjatki, ale uogólniamy,
                  zatem zapoznajesz sie z dziewczyną, która podoba sie Tobie fizycznie, a potem rozmawiasz w celu poznania jej jako osoby również "pozafizycznej".
                  Jeżewli jednak ta dziewczyna nie daje Ci werbalnej lub jakiejkolwiek innej ale bezdyskusyjnej (czyli takiej, że zapytasz potem mało rozgarniętego kumpla co miało znaczyć jej zachowanie, a on odpowie, że znaczyło abyś spierdalał) oznaki, że odpowiada pozytywnie na Twoją obecność i sytuację, że sie zapoznajecie,
                  to idź w cholerę i daj jej spokój.

                  Jeśli ta dziewczyna nie jest na etapie, że mówi "tak, gdy myśli "tak", to chyba nie ma czego żałować,
                  nawet jeśli ona Cię odpychała, bo jest tego nauczona, że to przyciaga, albo nauczona, że "porządna' kobieta udaje oburzoną na hasło "Ty i ja tentego" i teraz pozostał a wszoku, że ona powiedziała "nie", myśląc "tak" a Ty sobie podzedłeś- to czy jest czego żałować, że nie weszło sie w związek z dziewczyną z patriarchatu?

                  Akurat Ty zacofany nie jesteś
                  i chyba takiej laski nie potrzebujesz.

                  Czasami zaś bywa t
                  > ak, że kobieta która na początku nie wydaje się być zainteresowana, z czasem od
                  > krywa takie cechy faceta, że zmienia zdanie (i nie chodzi mi tutaj o sex, a o c
                  > hęci lepszego poznania go)'

                  Bywa tak, bo la donna est mobile,
                  ale men, który widzi że jest na ten moment odrzucany nie może z łapami pchać sie dalej , bo właśnie wtedy zaprzepaszcza swoje promilowe szanse na sukces w razie, kiedy jej sie odmieni- do nachalnego podrywacza sie nie odmienia.

                  Kiedyś przyszedł do mnie wychowanek z takim problemem, że podoba mu sie dziewczyna, która go nie chce i która mu to powiedziała.
                  Poradziłam, żeby cierpliwie próbował dalej ale w inny sposób, a mianowicie tak, żeby ona mogła go poznawać od innej strony, nie jako kandydata na partnera, tylko jako fajnego kolegą, jako pomocną dłoń w problemach, jako kogos kto cos potrafi, jako towarzysza w hobbistycznych zajęciach.
                  No i po jakimś czasie oni byli razem, kiedy zblazowane przystojniaki sie nie sprawdziły, to doceniła kogo ma obok siebie.


                  pozdro!
          • aandzia43 Re: To co Urqu pominął 01.09.11, 23:45
            > Raczyłem zauważyć że molestowanie czyli składanie propozycji i zaczepki od ador
            > owania i flirtowania odróznia dość delikatna granica, czy kobieta jest zaintere
            > sowana czy nie.
            > Mężczyźnie jedynie wydaje się że łowi i zdobywa kobietę, ale to kobieta tak nap
            > rawdę wybiera tego kto może ja zdobyć. Klasyka psychoewo.

            No sorry, ale kulturalnego składnia propozycji i podchodów (czyli niech ci będzie zaczepkek) nawet jeśli nie jestem zainteresowana, nie nazywam molestowaniem. W życiu by mi to nie przyszło do głowy. Mówię "nie" i już. Molestowanie zaczyna się, kiedy mężczyzna nie rozumie pierwszej wyraźnej odmowy i brnie dalej. Granica między flirtem a molestowaniem stała się dla ciebie bardziej wyraźna? Słowo NIE to klucz do niej.
          • chrrr Re: To co Urqu pominął 02.09.11, 00:11
            Wyżej masz i moją odpowiedź zgodną zresztą z aandzią. Jedno stanowcze nie powinno zastopować każdego faceta na każdym etapie. I tyle. Proste i klarowne. I skąd właściwie wziąłeś, że większość spraw to pomówienia?
    • efi-efi Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 01.09.11, 09:28
      urquhart napisał:

      >>Czy wbrew twojej woli hipnotyzując mówiąc ssij zrobiłabyś oral seks do wytrysku bo ryzykujesz >>utratę pracy??? Odpowiesz?

      Zrobiłabym. Nie z powodu widma utraty pracy, ale ze strachu o własne życie. Po czubku który rzuca się na mnie nagi i ciągnie mnie za włosy mogę się wszystkiego spodziewać.

      >>Za porządne lanie pasem i seks płacił rzekomo essccort po 10tys EUR.

      Skąd wiesz? Za ten konkretnie niby ugadany numerek też zapłacono?


      kutuzow napisał:

      >>Dwa razy przedstawiłem Ci możliwy sposób wydarzeń, nie moja wina że Ty nie wierzysz w >>możliwość zrobienia loda w 9 min.

      Rzecz w tym, że nie przedstawiłeś.
      W zrobienie loda w 9 minut wierzę jak najbardziej, nie o tym chyba rozmawiamy.


      A w ogóle to interesowało mnie zdanie wypowiadających się osób na temat postawy Anny S.
      Skąd u kobiety majętnej, samodzielnej , inteligentnej przyzwolenie na tego typu praktyki męża. Chodziło mi raczej o dyskusję na temat granic lojalności.
      I uzyskałam ciekawe odpowiedzi od dziewczyn jedynie.
      • chrrr Re: Ile takich Anek chodzi po świecie? 02.09.11, 00:46
        Dla mnie to dość trudne pytanie. Ciężko mi zaakceptować, że kobieta, która jak piszesz jest inteligentna, całkowicie niezależna od męża, może akceptować, albo ignorować takie zachowania. Na początku przychodziły mi do głowy głównie psychopatki, ale ile tego może być na świecie...
        Niedawno natomiast oglądałam sobie serial The Good Wife, konkretniej odcinek VIP treatment. Jest tam przedstawiona sprawa profesjonalnej masażystki, zajmującej się obsługą VIPów. Dziewczyna była napastowana przez ogólnie poważanego zdobywcę nagrody Nobla działającego na rzecz kobiet. W odcinku jest pokazana rozmowa adwokata masażystki z żoną agresora. Owa żona starała się przekonać prawników do porzucenia tej sprawy. I padło tam m.in. coś takiego:
        -Ta kobieta...Czym ona jest, kim ona jest?
        -Czy pani mąż to zrobił?
        -Mój mąż porusza ludzi.Oddaje życie sprawie.
        -Czy to ma znaczenie?Czy to ma znaczenie, jeśli to zrobił?
        -To się dla pani nie liczy?
        -Nie.Mówię to z czystym sumieniem. Świat potrzebuje mojego męża.Dla mnie to nie ma znaczenia.
        Za jednym zamachem widać wyższość wobec masażystki, wręcz pogardę dla niej, jak i przekonanie o wspaniałości męża. Kto wie, może i w rzeczywistości znajdą się kobiety, które właśnie w ten sposób będą patrzeć.
    • chrrr Co to jest gwałt 02.09.11, 00:08
      Przepraszam, że się tak wpycham w główną gałąź drzewka nie na temat, ale nie chcę, żeby zginęło.
      Parędziesiąt postów powyżej urquhart podał swoją definicję gwałtu, cytując wikipedię:

      Gwałt - W orzecznictwie Sądu Najwyższego istniały rozbieżności w kwestii wykładni pojęcia gwałtu na osobie. Wyrażany był pogląd, że gwałt na osobie oznacza szczególnie groźną postać przemocy wobec osoby, charakteryzującą się użyciem siły fizycznej o natężeniu stwarzającym niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ofiary[2]. O zakwalifikowaniu zachowania sprawcy jako gwałtu na osobie, rozstrzygają takie okoliczności jak sposób i forma przemocy, liczba uderzeń i ich siła, miejsce zadania uderzenia i ważkość tego miejsca dla zdrowia człowieka, gdyż to przede wszystkim siła fizyczna użyta przez sprawcę, wobec jej natężenia, decyduje o stworzeniu niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia człowieka. Istotne są również wiek i uwarunkowania fizyczne pokrzywdzonego oraz doznany uszczerbek na zdrowiu. Narażenie na niebezpieczeństwo co najmniej zdrowia pokrzywdzonego wskutek użycia gwałtu na osobie nie musi łączyć się z doznaniem uszczerbku na zdrowiu[3]. W innych z kolei wypowiedziach Sąd Najwyższy utożsamiał pojęcie gwałtu na osobie ze zwrotem przemoc wobec osoby. To stanowisko zostało ostatecznie uznane za trafne[4].
      pl.wikipedia.org/wiki/Gwa%C5%82t

      Niestety podana definicja nie dotyczy gwałtu jako pojęcia szczególnie ciężkiej przemocy seksualnej. Kolega podał definicję słowa gwałt w języku prawnym. A w tym przypadku, w tym 'języku' pojęcie to służy do określenia ogólnej przemocy wobec drugiego człowieka (pobicia i insze cuda niewidy). Zresztą w zacytowanym fragmencie nie ma nic o przemocy seksualnej, właściwie jest ni przypiął ni wypiął. Jeżeli już kolega chciał podać prawną definicję gwałtu, to powinien był się posłużyć terminem 'zgwałcenie':

      Zgwałcenie – w szerokim tego słowa znaczeniu jest to zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności:

      * przy użyciu przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu (przestępstwa z art. 197 k.k.)
      * przy wykorzystaniu bezradności lub wynikających z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej braku zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem (przestępstwo z art. 198 k.k.)
      * przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia tej osoby (przestępstwa z art. 199 § 1 i 2 k.k.)

      pl.wikipedia.org/wiki/Zgwa%C5%82cenie
      Czyli albo urquhart błędnie zacytował, albo nie zgadza się z oficjalną, prawną definicją. I tutaj pytanie też do kutuzowa, który przyznał, że dla niego również gwałt kojarzy się nierozerwalnie z przemocą, lub jej groźbą. Co z pozostałymi przypadkami?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka