efi-efi
26.08.11, 10:16
Mam na myśli Annę S. i jej bardzo wpływowego męża DSK.
Cały przebieg sprawy mnie w zasadzie nie dziwi . Szef MFW zmusza do seksu oralnego pokojówkę, całe zajście trwa 7-9 minut, roztrzęsiona pokojówka zgłasza napaść policji.
Badania DNA spermy znajdującej się na kołnierzyku służbowej sukienki pokojówki jednoznacznie wskazują, że 'właścicielem' jest DSK.Ten oczywiście zaprzecza, że zmuszał, twierdzi, że seks odbył się za obopólną zgodą. W trakcie postępowania, z cienia wychodzą różne kobiety, wobec których DSK był brutalny, napastliwy , molestował je bądź usiłował zgwałcić.
To, że w końcu zarzuty wobec DSK zostały oddalone wcale mnie nie dziwi – jest zbyt majętnym i wpływowym człowiekiem żeby któryś z jego kolegów chciał go wsadzić do ciupy.
Zastanawia mnie postawa jego żony, tkwiącej z uporem maniaka u jego boku. Nie mówimy tu o zahukanej , bezrobotnej kurce domowej, ale o pewnej siebie , inteligentnej i bogatej kobiecie, która na każdą sugestię ze strony przyjaciół o skłonnościach jej męża – kobieciarza, reagowała wstawaniem od stołu i opuszczaniem towarzystwa.
Może i można jej postawę nazwać chorą, obsesyjną miłością, ale chyba są jakieś granice. Rozumiem, że Anna S. dała przyzwolenie mężowi na seks z innymi kobietami, ich sprawa, ale wymuszanie seksu jest karalne. Gwałt jest czymś obrzydliwym.
Jak można żyć pod jednym dachem z facetem , o którym wie się , że gustuje w tego typu praktykach .
Uważam, że swoją postawą pani Anna S. wyrządza wiele krzywdy innym kobietom .
Faceci otrzymują jasny przekaz, że w zasadzie gwałt na kobiecie to pikuś, nic takiego się nie dzieje skoro nawet u własnej płci , taka zwałcona kobieta nie może liczyć na zrozumienie.