marek.zak1
02.02.13, 10:31
W zawiązaniu do uwag niektórych forumowiczek, na temat seksu, poświęceń, ilości i % orgazmów, pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie, jakie jest mój punkt widzenia. Jesteście oburzone, gdy napisałem, że jeśli żona kocha swojego męża, to uprawia z nim sex, nawet wtedy, gdy nie ma na to specjalnie ochoty. Co za wstrętny egoista – powtarzało się.
Rok temu zmarł nasz pies –bokserka. Została nam podarowana (wciśnięta) przez jedno z dzieci, z przyczyn tu obojętnych. Moja żona bardzo przywiązała się do niej, i gdy zmarła, była bardzo nieszczęśliwa. Ja przeciwko psom nic nie mam, ale jestem alergikiem, i cały czas musiałem szprycować się lekami, aby móc normalnie oddychać. Zawsze mówiłem, że innego psa już mieć nie będę, bo życie na lekach nie jest miłe. Gdy jednakże widziałem, jak żona jest nieszczęśliwa, pojechałem do hodowli i kupiłem szczeniaka – także bokserkę. Gdy żona ją zobaczyła, myślałem, że oszaleje ze szczęścia. Wiem doskonale, że jest to związane z tym, że przez następne lata będę musiał katować się tymi samymi lekami. Czy jest to dla mnie poświęcenie? Nie, żadne. Radość ukochanej osoby znaczy dla mnie największą przyjemność. Jakoś przeżyję.
Czy moja żona zawsze chce? Oczywiście, że nie, ale myślę, że radość ze sprawienia przyjemności osobie, która się kocha, jest warta wiele i nie jest żadnym poświeceniem. Może być nawet większą radością, niż własna, podobnie jak większą radość sprawia dawanie prezentów, niż ich otrzymywanie.
Małżeństwo jest wzajemnym dawaniem, a nie braniem wyłącznie tego, co najlepsze i rozczarowaniem, gdy tego jest mniej, niż się oczekuje. Stąd tyle szybkich rozwodów, gdy nie jest tak, jak sobie oczekiwaliśmy i wymarzyliśmy.
A to, co robi różnicę, jest właśnie miłość, która trwa u nas ponad 35 lat i czego wszystkim Wam życzę.