Dodaj do ulubionych

To własnie miłość

02.02.13, 10:31
W zawiązaniu do uwag niektórych forumowiczek, na temat seksu, poświęceń, ilości i % orgazmów, pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie, jakie jest mój punkt widzenia. Jesteście oburzone, gdy napisałem, że jeśli żona kocha swojego męża, to uprawia z nim sex, nawet wtedy, gdy nie ma na to specjalnie ochoty. Co za wstrętny egoista – powtarzało się.
Rok temu zmarł nasz pies –bokserka. Została nam podarowana (wciśnięta) przez jedno z dzieci, z przyczyn tu obojętnych. Moja żona bardzo przywiązała się do niej, i gdy zmarła, była bardzo nieszczęśliwa. Ja przeciwko psom nic nie mam, ale jestem alergikiem, i cały czas musiałem szprycować się lekami, aby móc normalnie oddychać. Zawsze mówiłem, że innego psa już mieć nie będę, bo życie na lekach nie jest miłe. Gdy jednakże widziałem, jak żona jest nieszczęśliwa, pojechałem do hodowli i kupiłem szczeniaka – także bokserkę. Gdy żona ją zobaczyła, myślałem, że oszaleje ze szczęścia. Wiem doskonale, że jest to związane z tym, że przez następne lata będę musiał katować się tymi samymi lekami. Czy jest to dla mnie poświęcenie? Nie, żadne. Radość ukochanej osoby znaczy dla mnie największą przyjemność. Jakoś przeżyję.
Czy moja żona zawsze chce? Oczywiście, że nie, ale myślę, że radość ze sprawienia przyjemności osobie, która się kocha, jest warta wiele i nie jest żadnym poświeceniem. Może być nawet większą radością, niż własna, podobnie jak większą radość sprawia dawanie prezentów, niż ich otrzymywanie.
Małżeństwo jest wzajemnym dawaniem, a nie braniem wyłącznie tego, co najlepsze i rozczarowaniem, gdy tego jest mniej, niż się oczekuje. Stąd tyle szybkich rozwodów, gdy nie jest tak, jak sobie oczekiwaliśmy i wymarzyliśmy.
A to, co robi różnicę, jest właśnie miłość, która trwa u nas ponad 35 lat i czego wszystkim Wam życzę.
Obserwuj wątek
    • gomory Re: To własnie miłość 02.02.13, 10:36
      Wzruszyla mnie Twoja historia :)
    • sabat-77 Re: To własnie miłość 02.02.13, 10:40
      Na co mi radosc, ktora wyrzadza przykrosc komus kogo kocham ? Na moje to brak asertywnosci i problem z komunikacja w zwiazku, a nie objaw milosci.
    • chopper_ka Re: To własnie miłość 02.02.13, 11:32
      A dlaczego zakladasz, ze lykanie tabletek jest wiekszym "katowaniem" niz uprawiania seksu, ktorego sie nie pragnie ? Jak w ogole mozna porownac te dwie sprawy, polozyc je na jednej szali ? Jesli Twoja zona bierze/brala tabletki antykoncepcyjne, to rownie dobrze moze powiedziec, ze tez "katuje " sie dla Ciebie, zebys nie mial wiecej potomstwa na utrzymaniu.
      A swoja droga, to przyznam z reka na sercu, ze jestem rozczarowana. Wielokrotnie podkreslasz dlugi staz malzenski, wiec az by sie chcialo korzystac z Twoich dajacych szczescie ,gotowych recept. Kiepsko to jednak widze w kontekscie "walki o dominacje w zwiazku", ktora tez czesto podkreslasz. Czy milosc zaklada jakas dominacje? A nie jest przypadkiem tak, ze dobro drugiej osoby jest wazniejsze od mojego dobra? I zawsze dziala to wzajemnie ? I wtedy jest wlasnie ta idealna milosc?
      Przepraszam, ale mnie Twoja wizja nie przekonuje. To Twoj model zycia, u Ciebie on swietnie funkcjonuje i zycze Ci kolejnych szczesliwych lat w zwiazku, jednak dla wielu jest on nie do przyjecia.
      • ina_nova Re: To własnie miłość 02.02.13, 12:52
        z ta antykoncepcja to przesada. Zewszad padaja glosy, ze kobieta robi to dla faceta, co za bzdury. A dla siebie nie? Kobieta nie ma prawa do radosnego, obarczonego minimalnym ryzykiem zaplodnienia, seksu? Moze kobieta tez nie chce miec dziecka na swoim utrzymaniu. No trafia mnie, gdy slysze takie opinie jak twoja. A co do tematu dyskusji, zgadzam sie z auterem watku.
        • chopper_ka Re: To własnie miłość 02.02.13, 13:00
          ina_nova napisała:

          > z ta antykoncepcja to przesada. Zewszad padaja glosy, ze kobieta robi to dla fa
          > ceta, co za bzdury. A dla siebie nie? Kobieta nie ma prawa do radosnego, obarcz
          > onego minimalnym ryzykiem zaplodnienia, seksu?

          No wlasnie specjalnie podalam przyklad antykoncepcji, zeby wykazac absurdalnosc takiego rozumowania. Autor zapomnial o jednym - on tez ma przyjemnosc z posiadania psa, skupil sie natomiast na wlasnym poswieceniu, ktore kaze mu "katowac sie " lekami.
          • urquhart Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 13:12
            Miałem podobne doświadczenie z pieskiem.
            Dzieci i żona bardzo chciały psa miniaturkę buldoga francuskiego bo taki słodki. Dla mnie nie ma obrzydliwszego psa, ślini sie i bełkocze, do tego dużo podróżujemy podrzucając dzieci rodzinie i mieszkamy w bloku więc uważam że to durny pomysł. Mieliśmy psy ale zanim urodziły się dzieci.
            Wiec jak któregoś dnia teściowa przyszła ze spaceru z dziećmi z takim psem komunikując że oto dostaliśmy piękny prezent, rasowego pieska, pogoniłem wszystkich razem z domu. Wcisnęli go potem jakieś dalszej rodzinie na prowincji
            Asertywność to czy brak miłosci??? :)
            • marek.zak1 Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 13:44
              Nie piszesz, czy żona zakochała się w psie czy nie, a to jest kluczowe pytanie. W przypadku obojętnego stosunku do buldoga, twoja decyzja była jak najbardziej logiczna.
              • hello-kitty2 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 13:48
                marek.zak1 napisał:

                > Nie piszesz, czy żona zakochała się w psie czy nie, a to jest kluczowe pytanie.
                > W przypadku obojętnego stosunku do buldoga, twoja decyzja była jak najbardziej
                > logiczna.

                Marek, a w czym kocha sie jeszcze Twoja zona? :)
                • marek.zak1 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 14:39
                  Jest czołowa trójka: syn, Sowa i ja. Prowadzenie się zmienia:)
                  • hello-kitty2 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 14:51
                    marek.zak1 napisał:

                    > Jest czołowa trójka: syn, Sowa i ja. Prowadzenie się zmienia:)

                    A corki? Dwie corki macie, tak?
                    • zawle Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 14:54
                      Ale to dziewczyny są;)
                      • hello-kitty2 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 15:07
                        zawle napisała:

                        > Ale to dziewczyny są;)

                        Ja pierdziele, a w innym watku upadek kobiecosci leci :) Czy Wam sie to sklada w calosc?
                        Pies wyprzedza 2 corki. Zawle smiejesz sie czy placzesz? :)
                        • marek.zak1 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 15:25
                          No dobrze. Twierdzi, ze wszystkich kocha tak samo, ale czy tak jest? Ja tam czuje, ze jednak syn zajmuje więcej miejsca w serduszku.
                          A Sowa nie jest psem, tylko zaczarowaną księżniczką. Zła Klaudia to zrobiła.

                          - Wszyscy, którzy mi stają na drodze, kończą tak samo.
                          Dziewczynka oniemiała. W tym momencie wszystkie części łamigłówki złączyły sie ze sobą. Wyskoczyła z łóżka i uderzyła piąstką ciągle siedząca kobietę. Ta, zdumiona, patrzyła na nią ciągle sie uśmiechając.
                          - Chciałaś być bokserką, dobrze. Taką się staniesz.
                          Wstała i wypowiedziała cicho kilka słów. Hamletka poczuła, ze nie może już ustać na dwóch nogach. Musiała oprzeć się także na rękach. Chciała coś powiedzieć, ale wydobyła z siebie głos między piszczeniem i szczekaniem. Jej twarz znalazła się na wysokości stóp kobiety. Spojrzała do góry i dostrzegła ciągle uśmiechającą się Klaudię.
                          - Chodź Gertrudzie – usłyszała - Mam dla Hamletki prezent, ale nigdzie nie mogę jej znaleźć. Pomóż mi jej poszukać. Może się gdzieś schowała.
                          Hamletka usłyszała kroki wchodzącego ojca.
                          - Hamletka – zawołał.
                          Chciała odpowiedzieć – tu jestem, ale zdołała wydobyć z siebie tylko cichy pisk.
                          - Jaki piękny bokserek – zachwycił się tata.
                          - To suczka. Może nazwiemy ja ,,Sowa” – zaproponowała kobieta.

                          • sabat-77 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 15:37
                            Normalnie wzialbym to za zart, ale okolicznosci kaza mi zapytac, czy ty tak na powaznie z tym zaczarowaniem ?
                            • marek.zak1 Re: W czym kocha sie zona Marka 02.02.13, 15:45
                              To bajka dla dzieci, na kanwie Hamleta. Jeśli wierzysz w bajki, to prawda.
              • urquhart Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 14:08
                marek.zak1 napisał:

                > Nie piszesz, czy żona zakochała się w psie czy nie, a to jest kluczowe pytanie.
                > W przypadku obojętnego stosunku do buldoga, twoja decyzja była jak najbardziej
                > logiczna.

                Zakochała się w psie, owszem ale foch szybko minął.
                • marek.zak1 Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 14:40
                  Czyli to NIE miłość, a chwilowe zauroczenie :)
                  • hello-kitty2 Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 14:54
                    marek.zak1 napisał:

                    > Czyli to NIE miłość, a chwilowe zauroczenie :)

                    Przepraszam, pytasz o milosc do psa?
                • zawle Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 14:44
                  Mnie osobiście bardziej pociąga model rodziny bez umartwiania się. Rozumiem że Twoje zdrowie jest ważniejsze od mojej przyjemności. Mam tu też na myśli zdrowie psychiczne. Dlatego rezygnuję z psa, Ty uszanuj że nie mam akurat ochoty na seks.
                  • rumpa Re: Buldog Francuski a miłość 03.02.13, 11:55
                    i mamy Kononowicza
            • rumpa Re: Buldog Francuski a miłość 02.02.13, 22:44
              brak miłości
              mam staroświeckie podejście do ludzi z takim podejściem do zwierząt
              w ten sposób to można potraktować nowy kredens od teściowej, a nie żywą istotę.
              • aandzia43 Re: Buldog Francuski a miłość 03.02.13, 14:11
                > mam staroświeckie podejście do ludzi z takim podejściem do zwierząt
                > w ten sposób to można potraktować nowy kredens od teściowej, a nie żywą istotę.

                Jeśli pies nie był w rodzinie dłużej niż parę godzin, to chyba mu się krzywda emocjonalna nie stała? Jak od lat mam oddaję się "pasji" zbierania zwierzątek (kotków), przyjmowania ich pod swój dach, odchuchiwania, obdmuchiwania z resztek złych przeżyc i rozrowadzania po tzw. dobrych domach, tak dobrze wiem, że z niewolnika nie ma robotnika. Najgorzej wychodzą zwierzaki na takich właśnie nieprzemyślanych przez wszystkich członków rodziny decyzjach. Każdy pracownik schroniska i każdy hodowca (nie mylic z pseduhodowcą) ci to powie. Inna sprawa, że wiele adopcji przeprowadzonych odrobinę "na siłę" kończy się świetnie, czyli szczęśliwością obopólną. Ale ja już wiem, kiedy człowiek, chociaż broni się rękami nogami, zaciska usteczka w dzióbek i wygłasza zdystansowane teksty, jest już gotowy na kotka w sercu i w domu ;-)
                A propos buldogów i mopsów - śmieszne są i zabawne, ale jak odporna jestem na różne zwierzęce odgłosy, widoki i zapachy, tak chrapiącego w nocy, śliniącego się, a z wiekiem śmierdzącego z pyska psa bym nie zdzierżyła. Każdy ma swoje granice, moje usytuowane są w okolicach śliny i chrapania. Bardzo dobrze Urquharta rozumiem. Inny pies - owszem, takie coś - nie.
          • marek.zak1 Re: To własnie miłość 02.02.13, 13:13
            Chyba nie zrozumiałaś tego, co napisałem, Nie ma w tym absolutnie ŻADNEGO poświęcenia, tylko przyjemność z możliwości dania radości ukochanej osobie.
            • chopper_ka Re: To własnie miłość 02.02.13, 13:23
              marek.zak1 napisał:

              > Chyba nie zrozumiałaś tego, co napisałem, Nie ma w tym absolutnie ŻADNEGO poświ
              > ęcenia, tylko przyjemność z możliwości dania radości ukochanej osobie.

              W porzadku, juz zrozumialam, nie jest to poswiecenie z Twojej strony.
              A Ty masz radosc z posiadania tego psa ? I jeszcze jedno - czy dyskomfort brania lekow porownujesz do dyskomfortu odbywania stosunku, na ktory nie ma sie ochoty ?
              • marek.zak1 Re: To własnie miłość 02.02.13, 13:47
                Dyskomfort z ukochanym facetem, który Cię pragnie?
                • chopper_ka Re: To własnie miłość 02.02.13, 13:59
                  marek.zak1 napisał:

                  > Dyskomfort z ukochanym facetem, który Cię pragnie?

                  Dla mnie sens mialoby to tylko wtedy jesli pragnienie byloby obustronne. Ale oczywiscie szanuje Twoj punkt widzenia.
                • aandzia43 Re: To własnie miłość 02.02.13, 17:53
                  > Dyskomfort z ukochanym facetem, który Cię pragnie?

                  O! Ale smaczek! Czy zakładasz, że odbycie stosunku z ukochanym mężczyzną, który pragnie, ale którego kobieta aktualnie nie pragnie, bo ją np. boli brzuch/ piecze pochwa z powodu zapalenia/jest w fatalnym stanie psychicznym itd. nie może byc dyskomfortem? A prostytutki pewnie nie można zgwałcic? ;-) Brakuje ci empatii na tak podstawowym poziomie, że trudno mi sobie wyobrazic codzienne życie z kimś takim. Natarczywy, namolny, symbiotyczny facet włażący na mnie, kiedy mu się tylko zechce i żądający fanfar za każde posunięcie życiowe i łóżkowe. Gdzieś tu jest miłośc? No cóż, pewnie jest, bo miłości różne bywają, ale taki facet to nie mój target.
                  • sea.sea Re: To własnie miłość 02.02.13, 18:06
                    Z drugiej strony jak kobieta deklaruje paszczą, że kocha, ale jej się przez ileś miesięcy nie chce i w ogóle nie jest zainteresowana byciem zainteresowaną tzn nie zastanawia się nad tym, co można by zrobić żeby jej się zachciało lub też jak jej rzekomo ukochany partner znosi tę sytuację, to też jest dość nie w porządku.
                  • urquhart Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 18:07
                    aandzia43 napisała:
                    > O! Ale smaczek! Czy zakładasz, że odbycie stosunku z ukochanym mężczyzną, który
                    > pragnie, ale którego kobieta aktualnie nie pragnie, bo ją np. boli brzuch/ pie
                    > cze pochwa z powodu zapalenia/jest w fatalnym stanie psychicznym itd. nie może
                    > byc dyskomfortem?

                    No ale czy w podobnych okolocznościach małego dziecka Milska też babom nie pisze żeby nie myślały tylko o sobie, ale bardziej perspektywicznie, ale że chłopy są inne i tygodniami (miesiącami) na celibacie daleko związek nie zajedzie, że trzeba ich rozumieć jeżeli samemu oczekuje się zrozumienia i zaleca podziałać paszczą lub ręką?
                    Zgadzasz się z tym czy nie?
                    • kag73 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 18:17
                      A jak facet nie chce i nie chce i sie miga, zdarzaja sie o takich czytac na forum. Hmm, prosta wymowka, nie staje mu, biedakowi, zona nie podnieca, przytyla po ciazy, znudzila sie.
                      To co? Moze tez, w imie milosci, mogly zadzaialac "paszcza albo reka". Jednak najczesciej mu nie wychodzi, bo co on ze tego bedzie mial? Ale od kobiety sie oczekuje, bo mimo braku ochoty, moze.
                      Jestem zdania, ze w dobrym zwiazku mozna sie wzajemnie obsluzyc, kiedy jedno nie ma ochoty a drugie przeogromna. Jednak wszystko w rozsadnych granicach.
                      Glowe bym sobie dala uciac, ze nie tylko Marek, ale mnostwo innych panow nie ma pojecia czy ich zona z nimi osiaga orgazm i wola nie pytac i nie wiedziec. A sporo kobiet woli, zeby ich nie pytac.
                    • aandzia43 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 18:36
                      ale bardziej perspektywicznie, ale że chłopy
                      > są inne i tygodniami (miesiącami) na celibacie daleko związek nie zajedzie, że
                      > trzeba ich rozumieć jeżeli samemu oczekuje się zrozumienia i zaleca podziałać p
                      > aszczą lub ręką?
                      > Zgadzasz się z tym czy nie?

                      Ja pisałam o dośc określonym spektrum sytuacji, podczas których wpółżycie wiązałoby z dużuym dyskomfortem psychicznym lub emocjonalnym. I o facecie, który ma empatii tyle co dźwig na budowie, bo nie może się powstrzymac od rypania pani na sucho i jeszcze uważa, że to jest właśnie miłośc. W kwestii naprawdę długotrwałych celibatów mam takie zdanie: zdrowe nie są i trzeba się starac, żeby ich nie było. Wszelkie sposoby zastępcze mile widziane.
                      • chopper_ka Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 18:48
                        aandzia43 napisała:

                        > Ja pisałam o dośc określonym spektrum sytuacji, podczas których wpółżycie wiąza
                        > łoby z dużuym dyskomfortem psychicznym lub emocjonalnym.

                        Marek twierdzi, ze milosc automatycznie niweluje wszelkie dyskomforty. W sumie gdyby sobie to czesto powtarzac, a na koncu uwierzyc, to swiat bylby bajka.
                        • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 18:51
                          Ale ludzie kochają inaczej. Jedni uważają że w miłości nie trzeba się zmuszać. Inni wręcz na odwrót....poświęcają się i udowadniają swoje oddanie. Są nawet tacy co podgrzewają atmosferę krzywdząc się.
                          • urquhart Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:02
                            zawle napisała:
                            > Ale ludzie kochają inaczej. Jedni uważają że w miłości nie trzeba się zmuszać.
                            > Inni wręcz na odwrót....poświęcają się i udowadniają swoje oddanie. Są nawet ta
                            > cy co podgrzewają atmosferę krzywdząc się.

                            Jeszcze inni realizują swoje ambicje i oczekiwania ale przedstawiają to jako rzekome poświecenie dla potrzeb partnera, parterki, dziecka i manipulują poczuciem winy. To poświęcalnictwo.
                            • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:12
                              urquhart napisał: > Jeszcze inni realizują swoje ambicje i oczekiwania ale przedstawiają to jako rz
                              > ekome poświecenie dla potrzeb partnera, parterki, dziecka i manipulują poczucie
                              > m winy. To poświęcalnictwo.

                              Znam, znam...jaka jestem biedna i zmęczona. Mam 5 dzieci, męża pijaka, nigdy nie pracowałam. To on mi to zrobił.Nie, nie odejdę od niego....bo jestem biedna, zmęczona, mam 5 dzieci, męża pijaka i go kocham.
                      • urquhart Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 19:08
                        aandzia43 napisała:
                        > Ja pisałam o dośc określonym spektrum sytuacji, podczas których wpółżycie wiąza
                        > łoby z dużuym dyskomfortem psychicznym lub emocjonalnym. I o facecie, który ma
                        > empatii tyle co dźwig na budowie, bo nie może się powstrzymac od rypania pani n

                        > a sucho i jeszcze uważa, że to jest właśnie miłośc
                        > Ja pisałam o dośc określonym spektrum sytuacji, podczas których wpółżycie wiąza
                        > łoby z dużuym dyskomfortem psychicznym lub emocjonalnym. I o facecie, który ma
                        > empatii tyle co dźwig na budowie, bo nie może się powstrzymac od rypania pani n
                        > a sucho i jeszcze uważa, że to jest właśnie miłośc. W kwestii naprawdę długotrw
                        > ałych celibatów mam takie zdanie: zdrowe nie są i trzeba się starac, żeby ich n
                        > ie było. Wszelkie sposoby zastępcze mile widziane.

                        Długotrwałość celibatu to temat bardzo dyskusyjny, ile to długo , czyż nie?

                        Natomiast faktycznie, Zawsze nieomawiająca kaprysom i żądaniom samczyka to tylko mamusia może być.
                        • aandzia43 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:42
                          >
                          > Długotrwałość celibatu to temat bardzo dyskusyjny, ile to długo , czyż nie?

                          Pewnie, że dyskusyjna. Jeśli już miałabym spekulowac na ten temat, to jako podstawową miarę przyjęłabym częstotliwośc pożycia pary w czasach stabilnej, szczęśliwej codzienności. Bez chorób, większych trosk, małych dzieci, nie w trakcie przeżywania pierwszych namiętności, kiedy para żyje w zgodzie, bez poważniejszych konfliktów, ale już nie rzuca się z ogniem na siebie w celach konsumpcyjnych. Kiedy już OBYDWOJE rozeznali się w swoich potrzebach, dotarli się i osiągnęli zadowalający konsensus w kwestii częstotliwości i jakości. Dla jednej pary będzie to trzy razy w tygodniu, dla innej raz na tydzień itd. I do tego dobrze byłoby dążyc we wszystkich, poza wyjątkowymi, okresami. W ten czy w inny sposób dążyc.


                          > Natomiast faktycznie, Zawsze nieomawiająca kaprysom i żądaniom samczyka to tylk
                          > o mamusia może być.

                          Fajnie, że napisał to facet :-)
                          • sabat-77 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:56
                            aandzia43 napisała:

                            > Fajnie, że napisał to facet :-)

                            Ej, no bez jaj. Myślisz, że dla większości ludzi nie jest oczywiste to, że realizowanie każdej zachcianki w związku małżeńskim nie jest oczekiwaniem przystającym do statusu osoby zdrowej na umyśle ? Co ma do tego to, co mam w portkach ?
                            • aandzia43 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 21:11
                              > Ej, no bez jaj. Myślisz, że dla większości ludzi nie jest oczywiste to, że real
                              > izowanie każdej zachcianki w związku małżeńskim nie jest oczekiwaniem przystają
                              > cym do statusu osoby zdrowej na umyśle ? Co ma do tego to, co mam w portkach ?

                              Czyżbyś sugerował, że kolega Marek nie jest zdrowy na umyśle? ;-)
                              Sabat, dla mnei to oczywiste, że norma umysłowa dorosłego człowieka przewiduje między innymi nieoczekiwanie na bycie traktowanym jak król Maciuś I. Ale popatrz ile musiałam wystukac postów, żeby dotarło, że traktowany jak nieszkodliwy król Maciuś Marek wypisuje od kilku tygodni rzeczy, które normalnemu, empatycznemu i moralnie nieuszkodzonemu chłopu do głowy by nie przyszły, i na które ty, właśnie taki chłop, żachnąłeś się przed chwilą?
                              • sabat-77 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 21:36
                                aandzia43 napisała:

                                > Czyżbyś sugerował, że kolega Marek nie jest zdrowy na umyśle? ;-)

                                Tego nie wiem, nie jestem psychiatrą.

                                > Sabat, dla mnei to oczywiste, że norma umysłowa dorosłego człowieka przewiduje
                                > między innymi nieoczekiwanie na bycie traktowanym jak król Maciuś I. Ale popatr
                                > z ile musiałam wystukac postów, żeby dotarło, że traktowany jak nieszkodliwy kr
                                > ól Maciuś Marek wypisuje od kilku tygodni rzeczy, które normalnemu, empatycznem
                                > u i moralnie nieuszkodzonemu chłopu do głowy by nie przyszły, i na które ty, wł
                                > aśnie taki chłop, żachnąłeś się przed chwilą?

                                Mam wątpliwości czy mieszczę się w granicach, które można uznać za normalność.
                                Co do pana Marka, to myślę że jego tyrady i egzotyczne poglądy przesłaniają jakiś problem, z którym ów jegomość nie chce się ujawnić. Jego problem, jego brocha.
                                Może ma wyrzuty sumienia jeśli chodzi o swój stosunek do żony ? A tymi dziwnymi teoriami szuka sobie usprawiedliwienia (że żona to robi z miłości, jest częścią niego itd.) ? Nie wiem, to takie luźne przypuszczenie.
                                • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:13
                                  > Może ma wyrzuty sumienia jeśli chodzi o swój stosunek do żony ?

                                  Jeśli już urządzamy takie palenie na stosie, to ja bym obstawiała, że Marek jednak tęskni za gorącą suczką, której w jego żonie nigdy nie było.
                                  • sabat-77 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:16
                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                    > Jeśli już urządzamy takie palenie na stosie, to ja bym obstawiała, że Marek jed
                                    > nak tęskni za gorącą suczką, której w jego żonie nigdy nie było.

                                    Możliwe, że oba na raz. A że tęskni to prawie pewne, ja na przykład nie mam problemu z przyznaniem się, że tęsknię :) Podobnie jak chętnie wygrałbym w totka. Czy jest w tym coś dziwnego ?
                                    • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:22
                                      > Czy jest w tym coś dziwnego ?
                                      Ależ nie ma.
                                      Tylko jest różnica między "fajnie by było", a "tęsknię". Bo jeśli tęskniłabym za wygraną w totka, to chyba wykluczałoby twierdzenie, że jestem szczęśliwa z powodu swojej obecnej sytuacji materialnej.
                                      • sabat-77 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:27
                                        zyg_zyg_zyg napisała:

                                        > Tylko jest różnica między "fajnie by było", a "tęsknię". Bo jeśli tęskniłabym z
                                        > a wygraną w totka, to chyba wykluczałoby twierdzenie, że jestem szczęśliwa z po
                                        > wodu swojej obecnej sytuacji materialnej.

                                        No tak, ale i tak nie ma problemu, bo ja tęsknię w obu wypadkach :D
                          • urquhart Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 21:20
                            > Kiedy już OBYDWOJE rozeznali się w swoich potrzebach, dotarli się i osiągnęli
                            > zadowalający konsensus w kwestii częstotliwości i jakości. Dla jednej pary będz
                            > ie to trzy razy w tygodniu, dla innej raz na tydzień itd. I

                            3x w tygodniu dla małżonków to były wytyczne Martina Lutra :)
                    • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:02
                      aandzia43 napisała:
                      > > O! Ale smaczek! Czy zakładasz, że odbycie stosunku z ukochanym mężczyzną,
                      > który
                      > > pragnie, ale którego kobieta aktualnie nie pragnie, bo ją np. boli brzuch
                      > / pie
                      > > cze pochwa z powodu zapalenia/jest w fatalnym stanie psychicznym itd. nie
                      > może
                      > > byc dyskomfortem?
                      >
                      > No ale czy w podobnych okolocznościach małego dziecka Milska też babom nie pisz
                      > e żeby nie myślały tylko o sobie, ale bardziej perspektywicznie, ale że chłopy
                      > są inne i tygodniami (miesiącami) na celibacie daleko związek nie zajedzie, że
                      > trzeba ich rozumieć jeżeli samemu oczekuje się zrozumienia i zaleca podziałać p
                      > aszczą lub ręką?
                      > Zgadzasz się z tym czy nie?

                      A to nie są aby dwie trochę inne kwestie? Gdyby mnie bolał brzuch, gdybym czuła się rozbita, zmartwiona, przygnębiona czy miała inny fatalny stan psychiczny to chyba żaden seks nie wchodziłby w rachubę.
                      A czas połogu i dochodzenia do siebie po porodzie nie zawsze przecież wyklucza pociąg do partnera lub co najmniej chęć fizycznej bliskości z nim. Ja na przykład wtedy nie czułam napięcia seksualnego, ale miałam potrzebę poczuć się kobietą swojego mężczyzny, a nie tylko matką naszego nowo narodzonego dziecka. Seks nie był tylko dla męża, ale dla mnie też, nie tylko on go potrzebował, ja też.
                      • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:09
                        zyg_zyg_zyg napisała: A czas połogu i dochodzenia do siebie po porodzie nie zawsze przecież wyklucza
                        > pociąg do partnera lub co najmniej chęć fizycznej bliskości z nim. Ja na przyk
                        > ład wtedy nie czułam napięcia seksualnego, ale miałam potrzebę poczuć się kobie
                        > tą swojego mężczyzny

                        I do tego żeby poczuć się kobietą swojego mężczyzny potrzebujesz żeby Cię bzyknął?
                        • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:14
                          Poczuć się kobietą mojego mężczyzny w znaczeniu poczuć się istotą seksualną i doświadczyć znów swojej seksualności. Bzyknięcia do tego nie potrzebowałam, ale seksu zdecydowanie tak.
                          • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:22
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > Poczuć się kobietą mojego mężczyzny w znaczeniu poczuć się istotą seksualną i d
                            > oświadczyć znów swojej seksualności. Bzyknięcia do tego nie potrzebowałam, ale
                            > seksu zdecydowanie tak.


                            Chcę się trochę pokłócić:) To nie byłaś wtedy matką w pełni chyba;)
                            A tak na serio....każdy ma swoje potrzeby. Piszecie więc o innych sprawach. Ty realizowałaś swoje i męża. Tu była mowa o tym, czy miłość oznacza realizację cudzych potrzeb kosztem własnych.
                            • sabat-77 Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 20:41
                              zawle napisała:

                              > Tu była mowa o tym, czy miłość oznacza realizację cudzych potrzeb kosztem własnych.

                              Praktyka pokazuje, że dla mnie nie oznacza. Inaczej musiałbym zgodzić się z tym, że z miłości mogę nie ruchać przez ponad 4 lata. Skoro mnie to wkurwia i tego nie akceptuję, to albo nie kocham, albo dla mnie miłość nie oznacza tego co napisałaś.
                            • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:06
                              > Chcę się trochę pokłócić:) To nie byłaś wtedy matką w pełni chyba;)

                              Wolę nie wiedzieć, jakie są według Ciebie kryteria bycia matką w pełni - i tak już wiem, że ich nie spełniam... :-)

                              No właśnie nie wiem, czy chodzi o realizację potrzeb partnera kosztem swoich. Moją potrzebą jest również to, żeby mój mężczyzna czuł się ze mną szczęśliwy. Ale na pewno nie za cenę mojego nieszczęścia. Za cenę ustępstwa i kompromisu - jeśli nie pochodzą wyłącznie ode mnie - dlaczego nie?
                              • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:10
                                zyg_zyg_zyg napisała: Za cenę ustępstwa i kompromisu - je
                                > śli nie pochodzą wyłącznie ode mnie - dlaczego nie?

                                Koleżanko...jestem mediatorem i powiem Ci że kompromis i ustępstwo to nie rozwiązanie:) Trzeba wsłuchać się w siebie:) Może chłop poczułby się równie doceniony i ugłaskany, gdybyś mu zrobiła..... frytki?:)
                                • zyg_zyg_zyg Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:18
                                  Rozczaruję cię niestety. W sferze seksu nie muszę chodzić na ustępstwa i stosować kompromisów :-) Oboje wolimy lodzika od frytek :-)
                                  • zawle Re: Podziałać paszczą lub ręką? 02.02.13, 22:21
                                    "Ora et labora", czyli módl się i pracuj.
                            • rumpa Re: Podziałać paszczą lub ręką? 03.02.13, 13:03
                              miałam ochotę na seks jakoś błyskawicznie wtedy. Jedna jedyna rola życiowa, w którą weszłam łatwo, lekko, naturalnie, bez jakiś opisywanych wszędy jazd i histerii z racji nowości, maleńkości i tak dalej. Nota bene z drugim dzieckiem było o wiele gorzej, bo nie umiałam się rozdwoić i zaczęło narastać napięcie. Powinnam była mieć tylko jedno dziecko.
                              Nic mnie nie przygniatało, nie przerastało, wszystko szlo jak z zegarku - czułam się spokojna, zrelaksowana i na miejscu. Dzieciak spał non stop, jego adhd jeszcze nie było widoczne :))) zaskoczył mnie, bo w ciąży cały brzuch mi chodził od jego fikołków, budził się tylko na jedzenie, a ja nie miałam odpału na punkcie sterylizowania i prasowania ciuszków ani otoczenia. Nic mnie nie bolało.Niby dlaczego tak czująca się osoba ma nie mieć ochoty na seks? Pomijam, że po tygodniu weszłam w kieckę sprzed ciąży, mięśnie brzucha załatwiły sprawę, jak przypuszczam. 100 brzuszków dziennie przez lata.
                              Znacznie gorzej się czułam po paru miesiącach, jak zaczął ząbkować - wtedy rzeczywiście wyglądałam jak smierć na chorągwi.
                              Ale noworodek? sam miód i szczęście :)
                              • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 14:22
                                rumpa napisała:

                                Pomijam, że po tygo
                                > dniu weszłam w kieckę sprzed ciąży, mięśnie brzucha załatwiły sprawę, jak przyp
                                > uszczam. 100 brzuszków dziennie przez lata.

                                A te 100 brzuszkow dziennie to w formie jednego cwiczenia? Ktorego?

                                Sabat Ty jeszcze trenujesz?
                                • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 14:35
                                  Trenuje, ale przez chorobe i zamieszanie w pracy mialem miesieczna przerwe. Nie udalo sie zrobic 100 pompek, teraz robie tylko 80 szerokich i 60 waskich, 40 przysiadow komandosek (na jednej nodze na przemian). Ale za to od ostatniej rozmowy o treningu z toba mam 8 kg mniej. Teraz juz mam wage prawidlowa wg statystyk. Ale chce jeszcze cos spalic, zeby byc szczuplym. Od ppoczatku odchudzania zszedlem 40 kg :)
                                  • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 14:41
                                    wyobrażam sobie podobny post na jakimś męskim forum;

                                    Nie znoszę swojego męża, ale nie mam dokąd pójść i nie chcę obniżyć swojego standardu życiowego. Dlatego uciułałam już na sztuczne cycki, botoks. Chodzę na siłkę i solkę. Schudnę jeszcze ze 20kg i poszukam sobie nowego męża:)))) Wszystko sobie już obmyśliłam...Za pół roku będę znowu fajną laską:))))
                                    • aandzia43 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 14:54
                                      Dobre, Zawle, dobre! :-D
                                    • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 15:44
                                      zawle napisała:

                                      > wyobrażam sobie podobny post na jakimś męskim forum;
                                      >
                                      > Nie znoszę swojego męża, ale nie mam dokąd pójść i nie chcę obniżyć swojego sta
                                      > ndardu życiowego. Dlatego uciułałam już na sztuczne cycki, botoks. Chodzę na si
                                      > łkę i solkę. Schudnę jeszcze ze 20kg i poszukam sobie nowego męża:)))) Wszystko
                                      > sobie już obmyśliłam...Za pół roku będę znowu fajną laską:))))

                                      hehe na piewszy rzut oka zabawne to ALE jak odniesiemy to co napisal o sobie Sabat do Twojej wypowiedzi z innego watku:

                                      Co do mojej sympatii....od zawsze ulokowana jest po stronie ludzi biorących odpowiedzialność za własne i dzieci życie, działanie przedkładających nad marudzenie i wyposażonych w podobne cechy....
                                      Nie znoszę wręcz pospolitości, biadolenia, samooszukiwania, chronicznej słabości, zwalania winy na innych/okoliczności. Tego tak bardzo dużo...."

                                      to stawia go w zupelnie innym swietle moj Ty czarcie :)

                                      Wiesz jestes z nami od niedawno i dlatego mozesz nie wiedziec, ze podpasiony Sabat postanowil zawalczyc o swoje malzenstwo wykonujac nad soba ogrom pracy. Mielismy tu nawet specjalny treningowy watek supportujacy dzialania. Jak widac zone Sabata niespecjalnie przemiana obeszla ale determinacji nie mozna mu odmowic.

                                      40 przysiadow komandosek, czy dobrze to rozumiem: na jednej nodze schodzisz calkowicie w dol, druga noga pozostaje wyprostowana w przod, a nastepnie do gory = przysiad tak? Robilam to i moge smialo postawic zaklad, ze nikt tu na forum nie zrobi ani jednego takiego przysiadu! :)
                                      • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 16:10
                                        nie, ja robie uproszczona wersje z podkurczona jedna noga i lekkim dotknieciem kolanem podlogi. I robie naprzemiennie, raz na jedna raz na druga noge.
                                        • kag73 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 16:43
                                          Taj czy siak odradzam robienie brzuszkow i innych przysiadow/cwiczen codziennie. Miesnie potrzebuja co najmniej 24 godzin na regeneracje. To rownie wazne jak cwiczenia.
                                          • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 17:00
                                            kag73 napisała:

                                            > Taj czy siak odradzam robienie brzuszkow i innych przysiadow/cwiczen codziennie
                                            > . Miesnie potrzebuja co najmniej 24 godzin na regeneracje. To rownie wazne jak
                                            > cwiczenia.

                                            Tak wlasnie. Dlatego pytalam czy chodzi o jedno i to samo cwiecznie dzien w dzien?
                                      • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 18:40
                                        hello-kitty2 napisała: > Wiesz jestes z nami od niedawno i dlatego mozesz nie wiedziec, ze podpasiony Sa
                                        > bat postanowil zawalczyc o swoje malzenstwo wykonujac nad soba ogrom pracy. Jak widac zon
                                        > e Sabata niespecjalnie przemiana obeszla ale determinacji nie mozna mu odmowic.


                                        Nie wiem czemu mam skojarzenie z żoną alkoholika/przemocowca/hazardzisty. I walki podjęte przez te kobiety w celu "naprawy" małżeństwa. Tu kłania się wątek o szczerości. Na nic starania sabata, jeśli żonina szczerość szczerbata;)
                                        • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 18:44
                                          I jeszcze jedno....zawsze najpierw warto się zastanowić, co jeśli w układzie nic się nie zmieni. Dam tak radę przez całe życie? Mnie to zawsze uspokaja i czuję się osobą odpowiedzialną za przyszłość. Moje decyzje...moje konsekwencje.
                                          • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 18:57
                                            zawle napisała:

                                            > I jeszcze jedno....zawsze najpierw warto się zastanowić, co jeśli w układzie ni
                                            > c się nie zmieni. Dam tak radę przez całe życie? Mnie to zawsze uspokaja i czuj
                                            > ę się osobą odpowiedzialną za przyszłość. Moje decyzje...moje konsekwencje.

                                            Nie dam rady. Na rozwód mnie nie stać.
                                            Jakiś pomysł ?
                                            • gomory A kij tam z brzuszkami... 03.02.13, 19:32
                                              To ja zagaje tutaj taka przypowiescia.
                                              Pozornie nie na temat ale fajna :).
                                              Twojej zonie bym jej nie zasunal, bo ona ortodoksyjniej pojmuje Boga niz Ty ;).

                                              Mama: - Ej Czy Ty chlopcze wiedziales o tym, ze Bog byl obecny obok Ciebie, kiedy ukradles ciasteczko z kuchennego stolu?
                                              Syn: No tak....
                                              Mama dalej nawija: A o tym, ze on na Ciebie caly czas patezyl?
                                              Syn: no tak...
                                              Mama: A jak myslisz co wtedy do Ciebie mowil?
                                              Synek: A to akurat slyszalem Mamusiu, mowil nie ma tu nikogo oprocz nas dwoch - wiec wez dwa.
                                              • sabat-77 Re: A kij tam z brzuszkami... 03.02.13, 19:36
                                                jakis moral z tego plynie ?
                                                • gomory Re: A kij tam z brzuszkami... 03.02.13, 23:02
                                                  To w bajkach dla dzieci na koncu jest moral. Doroslym zostawia sie pole do interpretacji wlasnej. Radziles sobie chyba jakos na jezyku polskim z pytaniami pt. co autor mial na mysli?
                                                  Ja moge napisac np. ze moral jest taki: Bog to klawy gosc i da sie z nim porozumiec. Ale Ty wymysl sobie cos lepszego i pasujacego do Ciebie :).

                                                  • sabat-77 Re: A kij tam z brzuszkami... 03.02.13, 23:19
                                                    gomory napisał:

                                                    > To w bajkach dla dzieci na koncu jest moral. Doroslym zostawia sie pole do inte
                                                    > rpretacji wlasnej. Radziles sobie chyba jakos na jezyku polskim z pytaniami pt.
                                                    > co autor mial na mysli?
                                                    > Ja moge napisac np. ze moral jest taki: Bog to klawy gosc i da sie z nim porozu
                                                    > miec. Ale Ty wymysl sobie cos lepszego i pasujacego do Ciebie :).

                                                    Czyżbyś namawiał mnie do modlitwy mój drogi ? :) A zatem jest już tak źle ? Trudno, zatem może ktoś ze zgromadzonych odczyta jakiś psalm albo coś równie zacnego ? :D Ja nie jestem wierzący, mnie szef nie wysłucha.

                                                    Gomory, Gomory, ech... bracie... :D
                                                    Coś ci powiem, ale nie mów nikomu. Jak się upewnię, że nikt nie widzi, to zawsze biorę tyle ciastek ile mi się zmieści w kieszeniach, a potem oddalam się szybko niewinnie pogwizdując i robiąc minę cierpiętnika. :D
                                            • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 20:19
                                              sabat-77 napisał:

                                              > zawle napisała:
                                              >
                                              > > I jeszcze jedno....zawsze najpierw warto się zastanowić, co jeśli w układ
                                              > zie ni
                                              > > c się nie zmieni. Dam tak radę przez całe życie? Mnie to zawsze uspokaja
                                              > i czuj
                                              > > ę się osobą odpowiedzialną za przyszłość. Moje decyzje...moje konsekwencj
                                              > e.
                                              >
                                              > Nie dam rady. Na rozwód mnie nie stać.
                                              > Jakiś pomysł ?

                                              A ten Ci sie nie podoba? Sam rozwazales sterylizacje, gdzies tu pisales.

                                              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142258585,142275035,Re_Zeniaczka.html
                                              • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:13
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > A ten Ci sie nie podoba? Sam rozwazales sterylizacje, gdzies tu pisales.
                                                >
                                                > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142258585,142275035,Re_Zeniaczka.html

                                                Rozważałem w innym kontekście. Gdybym najpierw wysterylizował się a potem kogoś poznał, trudniej byłoby uznać, że działałem celowo. Natomiast w tym wypadku:
                                                1) praktycznie niemożliwe byłoby ukrycie operacji, to nie jest wyrwanie sobie zęba, a zabieg trzeba czasem powtarzać.
                                                2) nawet gdyby, to po okresie dokazywania sprawa prędzej czy później wyszłaby na jaw i miała dla mnie opłakane konsekwencje, gdyż:
                                                a) skończyłaby się niechybnie rozwodem,
                                                b) mecenas żony z pewnością dopatrzyłby się znamion podstępu w moim działaniu, a...

                                                ..."Art. 197. § 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub p o d s t ę p e m doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12. "

                                                ... czyli oprócz rozwodu i związanych z tym kosztów (w tym wypadku moja wina byłaby zasądzona niechybnie), wyłapałbym ze 2-3 lata w zawiasach jak mur beton. (na szczęście niekarany jestem).
                                                • sea.sea Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:21
                                                  Ty się Sabat zdecyduj, czy ta Twoja żona w końcu się rozwiedzie z Tobą jak się wysterylizujesz, przelecisz jakąś pannę na boku czy zrobisz jakiś inny krzywy numer, czy nie, bo chwilę temu było, że się nie rozwiedzie, ponieważ też jej się to ekonomicznie ani logistycznie nie opłaca :)
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:29
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Ty się Sabat zdecyduj, czy ta Twoja żona w końcu się rozwiedzie z Tobą jak się
                                                    > wysterylizujesz, przelecisz jakąś pannę na boku czy zrobisz jakiś inny krzywy n
                                                    > umer, czy nie, bo chwilę temu było, że się nie rozwiedzie, ponieważ też jej się
                                                    > to ekonomicznie ani logistycznie nie opłaca :)

                                                    To nie jest takie proste. Ona jest emocjonalną kobietą i w sytuacji gdy emocje biorą nad nią górę, to prze do przodu jak czołg nie bacząc na przyszłość i konsekwencje. Póki co nie dostarczyłem jej powodów do tego by emocje wzięły górę i sądzę, że na obecną chwilę dość mocno kalkuluje. Po bardzo krzywym numerze mogłaby przestać :)
                                                  • sea.sea Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:34
                                                    A ona ma w ogóle jakieś uzasadnienie dla faktu, że teraz ją boli dupa, ale przy produkcji trzeciego dziecięcia by nie bolała - czy nie pytałeś?

                                                    Pomysł niezapominajki z leczeniem depresji jest bardzo niegłupi, po prozacu się naprawdę odechciewa bzykania i można się zająć innymi sprawami.
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:48
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Pomysł niezapominajki z leczeniem depresji jest bardzo niegłupi, po prozacu się
                                                    > naprawdę odechciewa bzykania i można się zająć innymi sprawami.

                                                    Tez uwazam, ze dobry i potwierdzam spadek libido (nawet mi sie masturbowac nie chcialo). Zajac sie szukaniem lepszej pracy i robieniem kariery. Znam ojcow co w ogole pracuja za granica, trzepia kase, a matka zajmuje sie domem i dziecmi. I to sie calkiem niezle kreci. Wiesz robienie pieniedzy to dobra wymowka dla ojcow by oddalic sie od domu i spolecznie akceptowalna.
                                                  • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:38
                                                    Na studiach mieliśmy takie ćwiczenia że dzieliliśmy się losowo na dwie grupy i broniliśmy jakiejś tezy i antytezy. Uczyliśmy się argumentowania. Ty sabat żyjesz w obydwu grupach. Są tacy ludzi, którzy są szczęśliwi gdy są nieszczęśliwi. Jesteś skazany na swoja żoną. I tu zero współczucia. Ale wasi synowie są skazani na was. Chociaż mam duże podejrzenie że na zewnątrz stanowicie fajną rodzinę, a wasze dzieci w wieku dorosłym domyślą się czemu coś nie grało.
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:58
                                                    zawle napisała:

                                                    > Jesteś skazany na swoja żoną. I tu zero współczucia.

                                                    Bardzo dziękuję za okazaną empatię. Jestem zobowiązany.
                                                • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:40
                                                  sabat-77 napisał:

                                                  > Rozważałem w innym kontekście. Gdybym najpierw wysterylizował się a potem kogoś
                                                  > poznał, trudniej byłoby uznać, że działałem celowo.

                                                  Nie rozumiem tego zdania. Sprobuj prosze innymi slowami.

                                                  A jesli bys jej w tej chwili oswiadczyl, ze chcesz sie wysterylizowac, zeby wyeliminowac chemie czy gumki (w Twoim wieku to juz standard chocby wsrod moich sasiadow) to zagrozilaby Ci rozwodem?
                                              • niezapominajka333 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:27

                                                '...Nie dam rady. Na rozwód mnie nie stać.
                                                Jakiś pomysł ? "
                                                Leczenie depresji. Leki wyciszą libido, złapiesz dystans, "uniezależnisz się " od żony, dostrzeżesz inne fajne strony życia. Przestaniesz wywierać presję na seks.
                                                Biorąc pod uwagę plany prokreacyjne żony, nie ryzykowałabym na Twoim miejscu seksu w ogóle.
                                                Daj sobie przynajmniej pół roku oddechu. Bo ja wciąż mam wrażenie, że Ty się strasznie miotasz.
                                                Rozwój wewnętrzny.
                                                • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:55
                                                  niezapominajka333 napisała:

                                                  > Leczenie depresji. Leki wyciszą libido, złapiesz dystans, "uniezależnisz się "
                                                  > od żony, dostrzeżesz inne fajne strony życia. Przestaniesz wywierać presję na s
                                                  > eks.
                                                  > Biorąc pod uwagę plany prokreacyjne żony, nie ryzykowałabym na Twoim miejscu se
                                                  > ksu w ogóle.
                                                  > Daj sobie przynajmniej pół roku oddechu. Bo ja wciąż mam wrażenie, że Ty się st
                                                  > rasznie miotasz.
                                                  > Rozwój wewnętrzny.

                                                  Widzisz, ja byłem u psychiatry w zeszłym roku i on po rozmowie powiedział, że nie widzi we mnie objawów choroby z klinicznego punktu widzenia. Co więcej, ja sam ich nie widzę (wiem, że to nie wystarczy). To co mi przypisujecie na forum jako depresję, to spokojne, rzeczowe wyłuszczanie FAKTÓW z mojej strony. Wierzę, że rzadko spotyka się człowieka o tak brutalnie chamsko szczerym podejściu do rzeczywistości i samego siebie, ale to właśnie ja. Ja się niezapominajko nie pierdolę z samym sobą. Nie boję się tego co zastanę w środku, więc nie pudruję rzeczywistości jak ta cała szara masa śmiesznych pizdeuszy, która mnie otacza. To że bierzecie to za słabość, jest - przyznaję - dla mnie nieco krępujące, ale ja sam kompletnie się z tym nie zgadzam.
                                                  Nie jestem histeryczny, przeciwnie - wręcz spokojny. Gdybyś ze mną rozmawiała twarzą w twarz, przekonałabyś się, że jestem człowiekiem spokojnym, opanowanym, formułującym wyważone sądy, o raczej stabilnym nastroju.
                                                  Niezapominajko, o depresji można mówić, gdy człowiek postrzega rzeczywistość w sposób zdeformowany a jego nastrój jest długotrwale obniżony z przyczyn błahych bądź nieuzasadnionych. Taki człowiek rzeczywiście wymaga pomocy. Nie zgodzę się z taką diagnozą. Ja postrzegam rzeczy takimi jakie są, natomiast mój nastrój mimo tego, że moja skomplikowana sytuacja nie pozostaje na niego zupełnie bez wpływu, jakoś się trzyma.

                                                  Jeśli chodzi o obniżenie libido, to nie ma to w obecnej sytuacji większego znaczenia. To nie libido mi doskwiera, bo te znakomicie tłumię poprzez combo porno + masturbacja. Na moje kontakty z żoną również nie ma to żadnego przełożenia, ponieważ w ramach eksperymentu przestałem ją przez kilka miesięcy nawet dotykać, co przeszło niezauważone. Nie wywierałem najmniejszej presji na seks, powtórzę to - DŁUGIE MIESIĄCE.

                                                  Natomiast to co nazywasz miotaniem się, to mój sposób szukania rozwiązań. Taki heurystyczny - poszukuję nowej wiedzy płynącej z różnych stron i staram się analizować różne warianty.
                                                  • sea.sea Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:05
                                                    > Jeśli chodzi o obniżenie libido, to nie ma to w obecnej sytuacji większego znaczenia. To nie
                                                    > libido mi doskwiera, bo te znakomicie tłumię poprzez combo porno + masturbacja.

                                                    Tak, ale. Nie wierzę, że nie odczuwasz przed, po lub w trakcie żadnych negatywnych emocji związanych z tym, że masz żonę a musisz zjeżdżać na ręcznym.

                                                    Po prozacu ma się natomiast stan "ale o co chodzi z tym seksem i na co to komu". W ogóle zapominasz o istnieniu takiej działki w życiu, a co za tym idzie - jest szansa, że przestaje Ci całkowicie przeszkadzać, że żona nie daje.
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:14
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Po prozacu ma się natomiast stan "ale o co chodzi z tym seksem i na co to komu"
                                                    > . W ogóle zapominasz o istnieniu takiej działki w życiu, a co za tym idzie - je
                                                    > st szansa, że przestaje Ci całkowicie przeszkadzać, że żona nie daje.

                                                    Rozumiem co do mnie mówisz, zdaję sobie z tego sprawę. Sądzę natomiast, że moim przypadku to nie zadziała, ponieważ to w co godzi brak seksu w moim małżeństwie to nie libido i erotyzm, a moje poczucie własnej wartości. Godzi w moją męskość i dumę.

                                                    Przypominam sobie argumenty przeciw kastracji chemicznej pedofili - ponoć często okazywało się, że pedofil, nawet pozbawiony chemicznie popędu seksualnego wykazywał zainteresowanie dziećmi, z tą różnicą, że realizował swoje skłonności poprzez zachowania sadystyczne.

                                                    Co prawda nie jestem pedofilem, niemniej obawiam się, że takie eksperymentowanie z chemicznym wygaszeniem popędu w moim wypadku mogłoby mieć opłakane konsekwencje. Frustracja zmieniłaby mnie w kata.
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:21
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Rozumiem co do mnie mówisz, zdaję sobie z tego sprawę. Sądzę natomiast, że moim
                                                    > przypadku to nie zadziała, ponieważ to w co godzi brak seksu w moim małżeństwi
                                                    > e to nie libido i erotyzm, a moje poczucie własnej wartości. Godzi w moją męsko
                                                    > ść i dumę.
                                                    >
                                                    > Przypominam sobie argumenty przeciw kastracji chemicznej pedofili - ponoć częst
                                                    > o okazywało się, że pedofil, nawet pozbawiony chemicznie popędu seksualnego wyk
                                                    > azywał zainteresowanie dziećmi, z tą różnicą, że realizował swoje skłonności po
                                                    > przez zachowania sadystyczne.
                                                    >
                                                    > Co prawda nie jestem pedofilem, niemniej obawiam się, że takie eksperymentowani
                                                    > e z chemicznym wygaszeniem popędu w moim wypadku mogłoby mieć opłakane konsekwe
                                                    > ncje. Frustracja zmieniłaby mnie w kata.

                                                    Normalnie czlowiek O R K I E S T R A :)
                                                    Samodiagnozujaca sie samoleczaca postac. Wyobrazam sobie co zes tam nagadal. Ze tez nie szkoda Ci bylo kasy :)

                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:22
                                                    > Normalnie czlowiek O R K I E S T R A :)
                                                    > Samodiagnozujaca sie samoleczaca postac. Wyobrazam sobie co zes tam nagadal. Ze
                                                    > tez nie szkoda Ci bylo kasy :)

                                                    U tego psychiatry nagadal :)
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:37
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > > Normalnie czlowiek O R K I E S T R A :)
                                                    > > Samodiagnozujaca sie samoleczaca postac. Wyobrazam sobie co zes tam nagad
                                                    > al. Ze
                                                    > > tez nie szkoda Ci bylo kasy :)
                                                    >
                                                    > U tego psychiatry nagadal :)

                                                    Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co ludzie gadają u lekarza psychiatry ? Od tego oni są, jak dupa od srania, żeby odróżniać mitologię i konfabulacje pacjenta od realnych faktów.
                                                    Ale rozumiem, że psychiatrą też mogłabyś być, skoro mnie diagnozujesz i sama sobie "wyłudzasz" leki na depresję. Smacznego. Ja tylko ostrzegam, że to nie są cukierki.
                                                    Ostrzegłem, sumienie mam czyste. :>
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:48
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co ludzie gadają u lekarza psychiatry ? Od teg
                                                    > o oni są, jak dupa od srania, żeby odróżniać mitologię i konfabulacje pacjenta
                                                    > od realnych faktów.
                                                    > Ale rozumiem, że psychiatrą też mogłabyś być, skoro mnie diagnozujesz i sama so
                                                    > bie "wyłudzasz" leki na depresję. Smacznego. Ja tylko ostrzegam, że to nie są c
                                                    > ukierki.
                                                    > Ostrzegłem, sumienie mam czyste. :>

                                                    Sam mowiles jak Strach, ze chemia organiczna Cie nie przeraza. Nie diagnozuje Cie. Czytam co piszesz. A pomysl, ze nie moglbys brac antydepresantow bo uczynily z Ciebie kata, jest tak wyrafinowana wymowka, ze gdybym ich nie brala to uwierzylabym :)

                                                    I tu odnosze sie do tego co pisze obok sea sea: a co zlego w byciu katem dla takiej zony?

                                                    ps. oczywiscie ze zadnym katem sie nie staniesz, bo prochy powoduja, ze Ci blogo i przyjemnie, jakbys dopiero sie przebudzil albo zasypial, R E L A X.
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:53
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ps. oczywiscie ze zadnym katem sie nie staniesz, bo prochy powoduja, ze Ci blog
                                                    > o i przyjemnie, jakbys dopiero sie przebudzil albo zasypial, R E L A X.

                                                    I see... Fa na na na :D
                                                    www.youtube.com/watch?v=Yn6cGi6-EAo
                                                  • that.bitch.is.sick Re: 100 brzuszkow 04.02.13, 13:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co ludzie gadają u lekarza psychiatry ?
                                                    > Od teg
                                                    > > o oni są, jak dupa od srania, żeby odróżniać mitologię i konfabulacje pac
                                                    > jenta
                                                    > > od realnych faktów.
                                                    > > Ale rozumiem, że psychiatrą też mogłabyś być, skoro mnie diagnozujesz i s
                                                    > ama so
                                                    > > bie "wyłudzasz" leki na depresję. Smacznego. Ja tylko ostrzegam, że to ni
                                                    > e są c
                                                    > > ukierki.
                                                    > > Ostrzegłem, sumienie mam czyste. :>
                                                    >
                                                    > Sam mowiles jak Strach, ze chemia organiczna Cie nie przeraza. Nie diagnozuje C
                                                    > ie. Czytam co piszesz. A pomysl, ze nie moglbys brac antydepresantow bo uczynil
                                                    > y z Ciebie kata, jest tak wyrafinowana wymowka, ze gdybym ich nie brala to uwie
                                                    > rzylabym :)
                                                    >
                                                    > I tu odnosze sie do tego co pisze obok sea sea: a co zlego w byciu katem dla ta
                                                    > kiej zony?
                                                    >
                                                    > ps. oczywiscie ze zadnym katem sie nie staniesz, bo prochy powoduja, ze Ci blog
                                                    > o i przyjemnie, jakbys dopiero sie przebudzil albo zasypial, R E L A X.

                                                    E tam tłumić popęd. TAkie półśrodki dziewczyny proponujecie;)! Ja proponuję od razu sabata wykastrować. Obciąć mu jaja, zostanie eunuchem i już do końca życia będzie szczęśliwy i zrelaksowany czytał żonie ballady na dobranoc,
                                                    serio....
                                                    Chyba już was do reszty porąbało?! Prozac brać na wyciszenie popędu?
                                                  • sea.sea Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:34
                                                    I właśnie dlatego bym się upierała, że tabsy mogłyby pomóc. Bo właśnie nie tylko o to chodzi, że odechciewa się bzykać a nawet jak próbujesz, to nie bardzo możesz (nie ma orgazmu, a jeśli jest to wymęczony i słaby), ale generalnie seks Ci totalnie spada z pulpitu. Nie ma go po prostu. Więc nie ma co wtedy Ci godzić w poczucie wartości.

                                                    Jestem bardzo zdziwiona, że w obecnej sytuacji frustracja Cię nie zmienia w kata, bo osobiście jak czytam o Twojej żonie to mam nieodparte wizje różnego rodzaju przemocy jaką bym z przyjemnością na niej zastosowała - i muszę sobie tłumaczyć, że to nie moja żona, że z jej punktu widzenia to pewnie wszystko inaczej wygląda itd. No ale ja z racji przejść rodzinnych jestem uprzedzona do pewnego typu kobiet i zachowań :/
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:15
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Nie jestem histeryczny, przeciwnie - wręcz spokojny. Gdybyś ze mną rozmawiała t
                                                    > warzą w twarz, przekonałabyś się, że jestem człowiekiem spokojnym, opanowanym,
                                                    > formułującym wyważone sądy, o raczej stabilnym nastroju.
                                                    > Niezapominajko, o depresji można mówić, gdy człowiek postrzega rzeczywistość w
                                                    > sposób zdeformowany a jego nastrój jest długotrwale obniżony z przyczyn błahych
                                                    > bądź nieuzasadnionych. Taki człowiek rzeczywiście wymaga pomocy. Nie zgodzę si
                                                    > ę z taką diagnozą. Ja postrzegam rzeczy takimi jakie są, natomiast mój nastrój
                                                    > mimo tego, że moja skomplikowana sytuacja nie pozostaje na niego zupełnie bez w
                                                    > pływu, jakoś się trzyma.
                                                    >
                                                    > Jeśli chodzi o obniżenie libido, to nie ma to w obecnej sytuacji większego znac
                                                    > zenia. To nie libido mi doskwiera, bo te znakomicie tłumię poprzez combo porno
                                                    > + masturbacja. Na moje kontakty z żoną również nie ma to żadnego przełożenia, p
                                                    > onieważ w ramach eksperymentu przestałem ją przez kilka miesięcy nawet dotykać,
                                                    > co przeszło niezauważone. Nie wywierałem najmniejszej presji na seks, powtórzę
                                                    > to - DŁUGIE MIESIĄCE.
                                                    >
                                                    Ty normalnie odbierasz branie tych lekow, jak potwierdzenie swojej jakiejs slabosci. To mi przypomina, jak jakies dziewczyny lezaly w lozku cala menstruacje opowiadajac jakie to one sa dzielne nie biorac srodka przeciwbolowego, bo przeciez bol jest naturalny, a chlopak musial im uslugiwac, bo one takie dzielne :) Co z a bzdura. Normalnie wyludzasz leki i bierzesz na probe. Przeciez nie wiesz jakbys sie po nich czul i do czego bylbys zdolny a do czego nie. Zupelnie nie masz racji co do libido, ze zalatwiasz je masturbacja. Tu kupe watkow bylo masturbacji poswiaconych i unoszeniu sie honorem nad nie inicjowaniem seksu i prawda jest taka, ze nigdy nic z tego dobrego na dluzsza mete nie wyszlo i nikogo dlugoterminowo nie uszczesliwilo.

                                                    Robisz z siebie bohatera zamiast wyprobowac kolejna opcje.

                                                    ps. pamietam jak kiedys pisales, ze w ogole nie pijesz, a teraz otwarcie piszesz ze walisz wino, Wiec nie sciemniej, ze nie jestes zdolny do pewnych rzeczy w imie czego? No wlasnie czego? Bo nazwa Cie wariatem, bo bierzesz antydepresanty? No cos ty ;)
                                                  • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:19
                                                    Kitty...w zachodnim społeczeństwie tak się leczy....na próbę. Leki podziałają...diagnoza stawia się sama. W mojej ocenie trucie się lekami jest zbyteczne, czasami wystarczy posprzątać mieszkanie:) Sama leczyłam się z tytułu stanów depresyjnych przez kilka lat i potrafię docenić tę przyjaźń:)
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:31
                                                    zawle napisała:

                                                    > Kitty...w zachodnim społeczeństwie tak się leczy....na próbę. Leki podziałają..
                                                    > .diagnoza stawia się sama. W mojej ocenie trucie się lekami jest zbyteczne, cza
                                                    > sami wystarczy posprzątać mieszkanie:) Sama leczyłam się z tytułu stanów depres
                                                    > yjnych przez kilka lat i potrafię docenić tę przyjaźń:)

                                                    Ja nigdy nie mialam depresji ale mialam dola. Zawsze chce sobie pomoc. Latami bym w to nie wchodzila, ale zeby zlapac oddech, troche dystansu, czemu nie?

                                                    Ze sprzataniem wiem, sprawdzalam, dziala. Po wizycie w Oswiecimiu wypucowalam cala chate i w ogole nie przeszkadzalo mi, ze moj owczesny chlopak siedzial caly dzien patrzac tepo na mnie jak sie uwijam i nie wiedzial co ma ze soba zrobic (a poniewaz nie mowil po polsku to nie mial za wiele opcji? :)
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:32
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > ps. pamietam jak kiedys pisales, ze w ogole nie pijesz, a teraz otwarcie piszes
                                                    > z ze walisz wino,

                                                    Witajcie. Jestem Sabat-77 i jestem anonimowym alkoholikiem.

                                                    Jak na polskie warunki to nie piję wcale. W zeszłym roku wypiłem 3 kieliszki wina :) Piwa nie przypominam sobie specjalnie, nie lubię i ma dużo kalorii. Nie wiem czy jednego drinka z colą, chyba tak. W tym chyba jeden kieliszek wina z tobą na privie o ile pamiętasz. W tym roku wczoraj kieliszek.
                                                    Więc kurwa nie piję, i tego się trzymajmy.

                                                    > Wiec nie sciemniej, ze nie jestes zdolny do pewnych rzeczy w
                                                    > imie czego? No wlasnie czego? Bo nazwa Cie wariatem, bo bierzesz antydepresanty
                                                    > ? No cos ty ;)

                                                    Ależ ja brałem w życiu różną chemię, od której być może zjeżyłyby Ci się włosy na głowie. :)
                                                    Czemu miałbym się przejmować mianem wariata, na swój sposób nim jestem.
                                                    Natomiast już jako strach pisałem, że boję się antydepresantów, ponieważ przy odstawieniu można załapać zdrowy dołek. Tak jest przy każdej chemii poprawiającej nastrój, nawet przy alkoholu. Jak coś idzie w górę, to musi pójść w dół.
                                                    I nie mam w zwyczaju wyłudzać leków, wolę decyzję pozostawić lekarzowi.
                                                  • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 22:57
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Witajcie. Jestem Sabat-77 i jestem anonimowym alkoholikiem.
                                                    >
                                                    > Jak na polskie warunki to nie piję wcale. W zeszłym roku wypiłem 3 kieliszki wi
                                                    > na :) Piwa nie przypominam sobie specjalnie, nie lubię i ma dużo kalorii. Nie w
                                                    > iem czy jednego drinka z colą, chyba tak. W tym chyba jeden kieliszek wina z to
                                                    > bą na privie o ile pamiętasz. W tym roku wczoraj kieliszek.
                                                    > Więc kurwa nie piję, i tego się trzymajmy.

                                                    Ok ok skoro dla Ciebie to takie wazne, ze nie pijesz (?)

                                                    Jestes dziwny.

                                                    Co zlego w tym zeby sie niezle napierdolic od czasu do czasu? Czy lightowo do seksu jak Kag mawia? Ja tam nie mam zadnych wyrzutow sumienia. A abstynent w towarzystwie sprawia lekki dyskomfort. Ja sie obracam w towarzystwie pijacym. To jest fun.
                                                  • sabat-77 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 23:07
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Ok ok skoro dla Ciebie to takie wazne, ze nie pijesz (?)
                                                    >
                                                    > Jestes dziwny.
                                                    >
                                                    > Co zlego w tym zeby sie niezle napierdolic od czasu do czasu? Czy lightowo do s
                                                    > eksu jak Kag mawia? Ja tam nie mam zadnych wyrzutow sumienia. A abstynent w tow
                                                    > arzystwie sprawia lekki dyskomfort. Ja sie obracam w towarzystwie pijacym. To j
                                                    > est fun.

                                                    Nie, to nie jest dziwne. Mam artretyzm i muszę unikać alkoholu. Dlatego rzadko sobie pozwalam.
                                                  • that.bitch.is.sick sabat gratuluję 04.02.13, 12:29


                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Witajcie. Jestem Sabat-77 i jestem anonimowym alkoholikiem.
                                                    > >
                                                    > > Jak na polskie warunki to nie piję wcale. W zeszłym roku wypiłem 3 kielis
                                                    > zki wi
                                                    > > na :) Piwa nie przypominam sobie specjalnie, nie lubię i ma dużo kalorii.
                                                    > Nie w
                                                    > > iem czy jednego drinka z colą, chyba tak. W tym chyba jeden kieliszek win
                                                    > a z to
                                                    > > bą na privie o ile pamiętasz. W tym roku wczoraj kieliszek.
                                                    > > Więc kurwa nie piję, i tego się trzymajmy.
                                                    >
                                                    > Ok ok skoro dla Ciebie to takie wazne, ze nie pijesz (?)
                                                    >
                                                    > Jestes dziwny.
                                                    >
                                                    > Co zlego w tym zeby sie niezle napierdolic od czasu do czasu? Czy lightowo do s
                                                    > eksu jak Kag mawia? Ja tam nie mam zadnych wyrzutow sumienia. A abstynent w tow
                                                    > arzystwie sprawia lekki dyskomfort. Ja sie obracam w towarzystwie pijacym. To j
                                                    > est fun.

                                                    Sabat, stwierdzam że odbiłeś się od dna:). Masz zadatki na Don Juana:), popatrz na siebie - jakie fajne racjonalne wypowiedzi. Otoczony wianuszkiem kobiet które zabiegają o Twoją uwagę, ze stoickim spokojem tłumaczący rzucającej się i infantylnej kitty rzeczy oczywiste.
                                                    Wiesz, chyba to forum już Ci pomogło:), ale jeszcze się przekonamy:). Naprawdę, fajnie wypadasz teraz jak się Ciebie czyta.
                                                  • niezapominajka333 Re: 100 brzuszkow 04.02.13, 10:24
                                                    Sabat, źle się wyraziłam. Nie leczenie depresji, a leczenie przeciwdepresyjne.
                                                    W celu wyciszenia libido.
                                                    Chodzi mi o to, co napisałeś wcześniej.

                                                    "....To jest bardzo proste - żona jest mimo wszystko jedyną opcją.
                                                    Mogę mówić za jedynie za siebie, więc ujmę tak:
                                                    Czuję do mojej żony obecnie ogromną niechęć i opór. Seks z nią nie jest dla mnie jakimś ekstatycznym przeżyciem, szczerze mówiąc jestem cały czas napięty i czuję się wobec niej wrogo nastawiony. Nie umiem się skupić w trakcie. Kiedyś abrigado napisał coś takiego, więc powtórzę za nim, bo świetnie to opisuje - sypiając z wrogiem.
                                                    Ale jak nie ma innej opcji ?
                                                    Pożądanie wewnętrzne jest ogromne, stąd presja na działanie, nawet jakie bądź...."

                                                    Właśnie wyciszenie libido jest inną opcją.
                                                    Moim zdaniem, w takiej sytacji, szczególnie gdy żona starała się Ciebie namówić na córkę, "sypianie z wrogiem " jako forma rozładowywania podniecenia jest ostatnią rzeczą, jaka jest Ci potrzebna.
                                                    Nie tylko Kitty korzysta z takiego sposobu wyciszenia, było już kilku forumowiczów, którzy odzyskali w ten sposób kontrolę nad własnym życiem nie wychodząc z układu, przynajmniej na początku.

                                                    Reszta rozważań wieczorem. Pozdrawiam.

                                                    Zrozum, na forum wiemy o Tobie tylko tyle, ile sam napiszesz. To, jak sytuacja wygląda z drugiej strony, co myśli i czuje Twoja żona możemy się tylko domyślać. Nie mamy
                                            • zawle Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 21:23
                                              sabat-77 napisał: > Nie dam rady. Na rozwód mnie nie stać.
                                              > Jakiś pomysł ?

                                              Rzuć monetą:)
                                      • gomory Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 19:06
                                        > Robilam to i moge smialo postawic zaklad, ze nikt tu na forum nie zrobi ani jednego takiego przysiadu! :)

                                        Jestem osoba w miare sprawna, chociaz niespecjanie cwiczaca.
                                        Ilosci powtorzen ktore wymienia Sabat sa dla mnie abstrakcyjne.
                                        Testowo wstalem wlasnie od biurka i na prawej silniejszej nodze wykonalem to cwiczenie z marszu bez zadnych przygotowan, rozgrzewek i prob. Udalo sie. Ale moznaby sie bylo czepic techniki, bo lewa noga sie majtala i nie trzymala kata prostego.
                                        Na slabszej lewej, przyznaje, ze wstajac nie utrzymalem rownowagi.
                                        Wiec raczej przegralabys ten zaklad wielokrotnie, zwlaszcza z aktywnymi fizycznie forumowiczami.
                                        • hello-kitty2 Re: 100 brzuszkow 03.02.13, 19:31
                                          gomory napisał:

                                          > > Robilam to i moge smialo postawic zaklad, ze nikt tu na forum nie zrobi a
                                          > ni jednego takiego przysiadu! :)
                                          >
                                          > Jestem osoba w miare sprawna, chociaz niespecjanie cwiczaca.
                                          > Ilosci powtorzen ktore wymienia Sabat sa dla mnie abstrakcyjne.
                                          > Testowo wstalem wlasnie od biurka i na prawej silniejszej nodze wykonalem to cw
                                          > iczenie z marszu bez zadnych przygotowan, rozgrzewek i prob. Udalo sie. Ale moz
                                          > naby sie bylo czepic techniki, bo lewa noga sie majtala i nie trzymala kata pro
                                          > stego.
                                          > Na slabszej lewej, przyznaje, ze wstajac nie utrzymalem rownowagi.
                                          > Wiec raczej przegralabys ten zaklad wielokrotnie, zwlaszcza z aktywnymi fizyczn
                                          > ie forumowiczami.

                                          Technika sie klania? Noga pod katem prostym w stosunku do drugiej, prosta w kolanie. Schodzisz jak najnizej sie da i wstajesz.

                                          O tu zobacz gosciu schodzi fajnie nisko, tylko noge nie pod katem prostym trzyma. Jak Ci sie uda na obie nogi czysto technicznie to jestes niezly :)

                                          www.youtube.com/watch?v=DjxQrgLsty4
                                          ps. w niedziele za biurkiem?
    • tygrys-bez-rys Leki 02.02.13, 17:38
      Confused Mr.Koniarek wrote:
      "Zawsze mówiłem, że innego psa już mieć nie będę, bo życie na lekach nie jest miłe. "

      Wręcz przeciwnie, bierzesz nieodpowiednie leki. Fascynuje mnie jak niezasluzenie złe imię nadane została medycynie konvencjonalnej. Czy jesteś zwolennikiem kwiatu dziurawca czy wyciągu z wiewiórki?
      • napis_z_obrazka Re: Leki 05.02.13, 10:57
        tygrys-bez-rys napisała:

        > Confused Mr.Koniarek wrote:
        > "Zawsze mówiłem, że innego psa już mieć nie będę, bo życie na lekach nie jest m
        > iłe. "
        >
        > Wręcz przeciwnie, bierzesz nieodpowiednie leki. Fascynuje mnie jak niezasluzen
        > ie złe imię nadane została medycynie konvencjonalnej. Czy jesteś zwolennikiem k
        > wiatu dziurawca czy wyciągu z wiewiórki?
        moje spostrzezenia:
        1. slowo ´´zawsze´´ nie zawsze znaczy zawsze
        2.czy sa jakies niepozadane;-) dzialania lekow antyhistaminowych?
        3.chorzy na alergie powinni tez, jesli znaja swoj alergen, eliminowac w miare moznosci ze swojego otoczenia
        4.czy czeste podroze MZ to unikanie alergenu???
        • urquhart Re: Leki 05.02.13, 11:10
          napis_z_obrazka napisała:
          > 2.czy sa jakies niepozadane;-) dzialania lekow antyhistaminowych?

          Ja po zarówno po claritynie i zyrtecu nie mogłem mieć orgazmu
          Jak na siłę się uparłem po trupach to zamiast niego przychodził makabryczny ból mi ktoś wbijał dwie gigantyczne igły symetryczne w tył głowy gdzie czaszka łączy się z szyją i zwijałem się w kłębek z bólu.
          Wspominają w ulotce
    • aandzia43 Dementi 02.02.13, 18:05

      > W zawiązaniu do uwag niektórych forumowiczek, na temat seksu, poświęceń, ilości
      > i % orgazmów, pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie, jakie jest mój punkt widz
      > enia. Jesteście oburzone, gdy napisałem, że jeśli żona kocha swojego męża, to
      > uprawia z nim sex, nawet wtedy, gdy nie ma na to specjalnie ochoty. Co za wstrę
      > tny egoista – powtarzało się.

      Bzdura i ewidentne kłamstwo. Do sprawdzenia w wątku obok. Napisałeś że dobra, kochająca (czyli wyrozumiała dla potrzeb i bezwolna) żona uprawia seks z mężem ZAWSZE. "Kiedy nie ma się specjlanej ochoty, czasem" to wariant jak najbardziej do przyjęcia przez chyba wszystkie wypowiadające się forumowiczki, przeze mnei też Nikt nie protestowałby na tak pogląd Ale tówj był wyraźnie bardziej radykalny. By zaslużyc na miano kochającej żona ma dawac ZAWSZE, W KAŻDEJ SYTUACJI ZDROWOTNEJ I EMOCJONALNEJ. Co do kobiecych orgazmów to tak mocno protestujesz za każdym razem, gdy jest o nich mowa, że podejrzewac należałoby że boisz się tego zjawiska, nie zetknąłeś się z nim w ogóle albo w jakiś inny sposób ci ono uwiera. Litościwie nie wnikam na razie, ale jak będziesz uparcie wracał do tematu to wniknę. Ponadto przypomnę, że radziłeś dziewczynie, którą mąż traktuje bez szacunku dla jej fizyczności i psychiki, żeby była powolną mężowi, bo tak właśnie zachowują się kochające żony.


      > A to, co robi różnicę, jest właśnie miłość, która trwa u nas ponad 35 lat i cze
      > go wszystkim Wam życzę.

      Nic nadzwyczjanego, ja mam tego samego męża od 25 lat i mam z niego uciechę wszelaką, czego i twojej żonie życzę.
      • rumpa Re: Dementi 02.02.13, 21:55
        Oj Andzia, Andzia, a może jego żona ma tak ja? tzn parę razy się zmusiłam do seksu bo ochoty nie miałam, i nie wiadomo dlaczego , mega orgazm. Jak byłam młoda i głupia, to uważałam, że powinnam mieć ochotę. Problem w tym, że rzeczywistość przygnębiała mnie do tego stopnia, że tej ochoty nader często nie miałam, a jak miałam, to z orgazmu i tak były nici. Parę razy uznałam, że już za długo tego seksu nie ma i się , jak to się mówi, zmusiłam. I bach! Megaseks. Wyciągnęłam z tego wnioski i muszę powiedzieć, że częsciej mam orgazm seksie bez ochoty niż z ochotą. Bo w tym z ochotą nawilżenie takie, że zero tarcia :))). Szlag mnie trafia i w sumie dośc pokrętnie, jak mam ochotę wielką, to mi sie nie chce, bo wiem że orgazmu mieć nie będę - raczej. Jestem z tych co maja tylko pochwowy, a wszelkie macanie łechtaczki tylko mnie wkurza, nie mówiąc o lizaniu, które mnie generalnie brzydzi.

        A co do tego że zawsze. No może jednak facet nie jest psychopatą i widzi, kiedy nie?
        Niektórzy tak mają, zwłaszcza ci, co potrafią dla radości żony żreć leki antyhistaminowe.
        • aandzia43 Re: Dementi 02.02.13, 23:13

          > Oj Andzia, Andzia, a może jego żona ma tak ja? tzn parę razy się zmusiłam do se
          > ksu bo ochoty nie miałam, i nie wiadomo dlaczego , mega orgazm.

          Oj Rumpa, Rumpa, parę razy to i ja się przychyliłam do propozycji nie mając ochoty i było fajnie. Było fajnie, bo i wcześniej było fajnie. A wcześniej było fajnie między innymi dlatego, że nie miałam nad sobą młota na czarownice. Co sobie chłop wypracował wcześniej robiąc mi dobrze nie włażąc na mnie, jak mi się wyraźnie nie chce, bo on musi inaczej się udusi i nie stosując szantażu emocjonalnego to mu potem zwróciło się z nawiązką. Między innymi w postaci mojej przychylności i spolegliwości. Oraz w postaci moich orgazmów, a przynajmniej znacznej przyjemności podczas tej spolegliwości :-D



          > A co do tego że zawsze. No może jednak facet nie jest psychopatą i widzi, kiedy
          > nie?

          Nie, nie jest psychopatą. Jest tylko narcystycznym fantastą ;-) A jak jest naprawdę między nimi (i w życiu pana Marka w ogóle) nikt nie dociecze i podejrzewam, że mogłyby nam szczęki opaśc ze zdziwienia, jak bardzo werjse się różnią. Naprawdę mało mnie to obchodzi ;-)
          • rumpa Re: Dementi 03.02.13, 12:40
            no widzisz, dla mnie narcystycznym fantastą ze zrąbanymi relacjami to jest Yoric przede wszystkim, no i Urquhart. I kitty - ale ją lubię :)))

            Nie czytałam wszystkich postów marka, ale chyba mam coś takiego w domu, sądząc po pobieżnej lekturze.
            Na bardziej dogłębną nie mam siły ani ochoty.

            Acha, ja nie mówię kilka razy w ogóle. Raczej kilka razy na miesiąc. Mam taką konstrukcję, którą rozgryzłam ostatnio, że nawał wrażeń mnie męczy koszmarnie. Życie z nastolatkiem, mimo że nie robi póki co nic nadzwyczajnego, mnie męczy. On ma as/adhd, ja też plus depresję na tym punkcie. Generalnie wieczorem chcę tylko zakopać się w kołdrę, bo mam wrażenie, że jeszcze sekunda, a ucieknę gdzie pieprz rośnie.
            Nie mam siły otworzyć się sama z siebie na wizję igraszek nader często. Ochotę na seks mam, podobnie jak na wiele rzeczy, których z racji sposobu, w jaki mój mózg działa, nie jestem w stanie zrealizować. Dzięki potraktowaniu seksu jako zobowiązania mam 4 do 5 orgazmów tygodniowo. A mój mąż seks generalnie.
            Gdybym traktowała to inaczej, usiłowała babrać się tworzeniem nastroju, albo jeszcze wymyśliła, że jak mi majtki przez głowę same nie spadają, to mąż ma to wytrzymywać albo że go nie kocham i z innym byłoby inaczej - nie byłoby, bo jak się zastanawiałam nad sprawdzeniem idei, to aż mnie odrzuciło, to efekty byłyby jak wyżej - nie byłoby seksu, ja nie mogłabym zasnąć wieczorem, bo czy orgazm jest czy go nie ma, zasypiam po numerku jak dziecko, związek by się rozpadł a ja miałabym nie lada problem szukając kolejnego faceta, z powodu pewnej szczególnej cechy obecnego, którą tu opisałam a i tak żaden z panów nie chciał uwierzyć :)))

            bo widzisz, ja się podniecam i generalnie dochodzę PO wytrysku :)))
            Wcześniejszy etap mnie mało kręci.

            Pewnie mój mąż brzmiałby dla ciebie koszmarnie, podobnie jak Marek, to co ja robię w łóżku, dla większości osób tutaj to rozpaczliwa nuda i jakieś dziwne klimaty - ale jednak jesteśmy ze sobą, seks jest często i nam odpowiada, mimo braku pozycji na rozgwiazdę, gry wstępnej, minety i loda, i innych takich, do tego na ogól pod kołdrą - bo nam zimno ,a przynajmniej mi.
            I tak od wielu lat.
            • aandzia43 Re: Dementi 03.02.13, 13:57
              > Nie czytałam wszystkich postów marka, ale chyba mam coś takiego w domu, sądząc
              > po pobieżnej lekturze.

              No własnie, po pobieznej lekturze, po pobieżnej lekturze ;-)


              > Nie mam siły otworzyć się sama z siebie na wizję igraszek nader często. Ochotę
              > na seks mam, podobnie jak na wiele rzeczy, których z racji sposobu, w jaki mó
              > j mózg działa, nie jestem w stanie zrealizować

              Świetnie to rozumiem. Zdarza się i mnie tak funkcjonowac. Wtedy coś takiego, jak "zobowiązanie" jest niezłym bodźcem do dostarczenia sobie summa summarum przyjemności. Ale u mnie nei jest to główny modus operandi, choc nie powiem, nierzadko włączający się. Ale gdyby mój mąż właził na mnie od początku zwiazku przez ileś tam lat zawsze wtedy, kiedy mu przyjdzie ochota spuścic się w jakieś miękkie, ciasne naczynie, "bo on musi", to tak jak już pisałam, niczego poza nienawiścią do seksu z nim by nei zyskał. A jest szansa, że i nienawiścią do niego, bo bardzo nie lubię, jak mi się robi kuku i pamiętliwa jestem.
              Dla mnie nie ma problemu ze zrozumieniem, że kobiety różnią się od siebie i różne mają sposoby funkcjonowania, sprawiania sobie przyjemnosci i tworzenia więzi z mężczyzną. Marek, że tak wspomnę powód naszej wymiany zdań, jest natomiast betonem zamurowanym na świat z małym otworkiem na widok swojego małego podwóreczka. I, niestety, uparcie wmawiającym reszcie świata, że porządek tego małego podwóreczka to reguła światem rządząca.


              > bo widzisz, ja się podniecam i generalnie dochodzę PO wytrysku :)))
              > Wcześniejszy etap mnie mało kręci.

              No cóż kochana, nie mam nawet takiej możliwości, bo mój pan po wytrysku nadaje się tylko do spania :-D Taki organizm miał, ma i miec będzie. Jako szczęśliwa posiadaczka orgazmów pochwowych (głównie) muszę zdążyc przed jego finałem, o co on dba jak należy. Między innymi odwlekając w/w. I znowu: różną ludzie mają fizjologię i różne w związku z tym spoosby na dotarcie się i ustalenie sobie najbardziej NAJBARDZIEJ SATYSFAKCJONUJĄCEGO OBIE STRONY modelu działania.


              > Pewnie mój mąż brzmiałby dla ciebie koszmarnie, podobnie jak Marek, to co ja r
              > obię w łóżku, dla większości osób tutaj to rozpaczliwa nuda i jakieś dziwne kli
              > maty - ale jednak jesteśmy ze sobą, seks jest często i nam odpowiada

              Nie sądzę, by twój mąż brzmiał dla mnie nudno :-) Za długo czytam twoje posty, między innymi te dotycząca waszego pożycia.
              • sea.sea Re: Dementi 03.02.13, 14:03
                > Jako szczęśliwa posiadaczka orgazmów pochwowych (głównie) muszę zdążyc przed jego
                > finałem, o co on dba jak należy. Między innymi odwlekając w/w.
                Odwleka finał i mu nie opada ze smętnym mlaśnięciem? No jak to??? :DDD Może powiesz jeszcze, że dokonuje jakiejś gry wstępnej innej niż napluć i wsadzić? :DDD Cuda, panie, niewidy :DDD Niech zgadnę, jesteście w Erze... ^^
                • aandzia43 Re: Dementi 03.02.13, 14:16
                  > Cuda, panie, niewidy :DDD Niech zgadnę, jesteście w Erze... ^^

                  No tak, cuda cuda odprawiają niektóre chłopy ;-) I to niemłode przecie.
                  Ale cóż, panowie różne hydraualiczne systemy posiadają. Pewnie ci szybkostrzelni z natury swojej radzą sobie inaczej z zaspokojeniem partnerki. Jeśli im się oczywiście zechce ;-)
    • silios Re: To własnie miłość 04.02.13, 11:10
      jestem tego samego zdania, ze mozna przeciez zrobic coś dla drugiej osoby jesli to nie koniecznie bęczie przyjemne dla nas
      • zawle Re: To własnie miłość 04.02.13, 11:32
        Prawda. Tylko że dla każdego to coś co innego oznacza. Jedna pomizia po plecach, druga da dupy, a trzecia będzie wciągać na łóżko pijusa.
    • that.bitch.is.sick Re: To własnie bzdura 04.02.13, 12:04
      marek.zak1 napisał:

      > W zawiązaniu do uwag niektórych forumowiczek, na temat seksu, poświęceń, ilości
      > i % orgazmów, pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie, jakie jest mój punkt widz
      > enia. Jesteście oburzone, gdy napisałem, że jeśli żona kocha swojego męża, to
      > uprawia z nim sex, nawet wtedy, gdy nie ma na to specjalnie ochoty. Co za wstrę
      > tny egoista – powtarzało się.
      >

      Sorry ale Twoja definicja seksu - typowego aktu małżeńskiego określonego ramami katolickiej ideologii - jest obleśna. Po pierwsze seks ujmowany jako rodzaj prezentu dla drugiej osoby(ze strony kobiety najczęściej, bo wiadomo że chłopu musi stanąć) nie jest seksem tylko stosunkiem inseminatora z krową. Akurat katolicy są totalnymi hipokrytami, bo najpierw mówią o łączeniu seksu z uczuciami, a potem każą kobiecie traktować go użytkowo jako przysługę lub obowiązek, szkoda że nie nazywają go po imieniu - wymiana dóbr, prostytucja małżeńska, ja ci bokserka ty mi numerka.
      To oczywiste że seksu, jako związanego z pożądaniem, namiętnością i dostępem do głębszej, nieświadomej części naszej psychiki nie można nikomu dać, podarować, połączyć i sterować za pomocą woli bo pożądanie nie jest zależne od woli. Twój wzwód jest zależny od woli? Nie. Więc ty masz wymówkę, a kobieta ma nadstawiać dupy(bo seksem nie można tego nazwać) bez podniecenia w imię czego? Bo jest gorszym rodzajem człowieka? Nie ma prawa do podniecenia się jak chłop? Ma się dostosowywać do twojego wzwodu?
      Taka postawa i takie podejście eliminuje normalne, zdrowe relacje między ludźmi, które są przyjęte w kulturach gdzie seks nie jest tak zrepresjonowany. Zdrowe relacje to takie gdzie: mężczyzna, jeśli ma ochotę na seks- stara się uwodzić kobietę, rozbudzić ją, za pomocą dotyku, atmosfery, odpowiednio dobranych słów,gestów i sztuczek- jego męska duma wymaga od niego żeby kobieta szczytowała, czerpała z tego rozkosz i doprowadzić ją do tego aby go pragnęła. To wymaga od mężczyzny wiedzy o kobiecym ciele, seksualności i psychice,a także wymaga od mężczyzny skupienia uwagi na jej OSOBIE dzięki czemu ona czuje się dowartościowana, szanowana i go pragnie, a mężczyzna czuje się zajebistym kochankiem.
      W Twojej kulawej wizji, mężczyzna inseminuje leżącą i milczącą partnerkę która z "miłości" rozkłada nogi i staje się pojemnikiem na spermę odpieprzając małżeński obowiązek.
      Jeśli taką to filozofię kultywujesz przez 35 lat, to jesteś żałosny.
      Kobieta wprawdzie nie musi mieć wzwodu, ale to nie znaczy że może uprawiać seks gdy nie jest podniecona i nie ma na to ochoty, co za prymitywne podejście. Jeśli wsadzasz kobiecie która nie ma ochoty to nie jest seks i nie ma to z tego typu aktywnością nic wspólnego.
      To tylko masturbacja czyjąś pochwą. Kobieta która idzie do łóżka z facetem z obowiązku, ma jak w banku blokadę, seksualną, osłabienie popędu oraz zobojętnienie seksualne na tego konkretnego faceta. Skutkiem właśnie takiego podejścia do seksu, miliony kobiet w naszej kulturze nie potrafi dojść do ładu z własną seksualnością i świadomie się na tym polu rozwijać. Mężczyzna w naszej kulturze, nie przywykł do uwodzenia kobiety, emocjonalnie jest totalnym kretynem który jedyne co potrafi to bąbać pod nosem o oziębłości kobiet, podczas gdy te same partnerki jadą do Egiptu, głupieją i szczytują z bardziej zorientowanymi w ars amandi przedstawicielami innych kultur.
      Przez takie indywidua jak Ty Mareczku seks więdnie i staje się tylko żałosną namiastką masturbacji, nie niosąc emocji dla żadnego z partnerów. Nic dziwnego że te związki się rozpadają, ile lat można dźgać suchą i poświęcającą się pochwę.
      Oczywiście Twoje małżeństwo trwa, ale niewolnictwo też trwało, byli też szczęśliwi niewolnicy. Szczęśliwi bo nie znają innej opcji światopoglądowej.
      Aandzia Cię znakomicie wyczuła, co za nos.
      • marek.zak1 Mareczek się żegna 04.02.13, 15:55
        Ale was rozdrażniłem wojujące feministki. Chciałybyście wszystkim, w tym łóżkiem rządzić, a tu proszę - po prostu nie.
        Drażni was, że nie skamlę o seks, jak w postach obok, nie popadam w depresję, ani nie masturbuję się, gdy żona mówi ,,nie”, bo nie mówi. To ja rządzę w moim domu, a ku waszej wściekłości, moja żona jest zadowolona, że ma mocnego fizycznie, psychicznie i kochającego faceta przy sobie, który zapewnia jej poczucie bezpieczeństwa i który nie kazał jej wychowywać dzieci, zajmować się domem i jeszcze do tego pracować – wszystko w ramach partnerstwa, równouprawnienia i samorealizacji.
        Wiem, ze moja osoba wywołuje w Was wściekłość. Macie przy sobie słabych, rozchwianych facetów, którymi rządzicie, a nawet pomiatacie, a w głębi duszy macie żal do losu, że taki wam się trafił. W ramach tejże wściekłości odmawiacie im seksu – rozumiem doskonale, że nie chcecie bzykac się z facetami, którzy Was tak życiowo rozczarowali.
        To tytułem pożegnania.
        Pozdrawiam i życzę owocnych dyskusji.
        Marek
        • sabat-77 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 17:10
          NIEEEEEEE !!!
          historia-online.pijarzy.pl/upload/editor/egunon/rejtan1.jpg
          • sabat-77 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 17:12
            A na serio - załóż normalnego nicka i pokaż wszystkim co jesteś wart. Włażenie na to forum pod własnym imieniem i nazwiskiem było błędem. Napraw go, ja w ciebie wierzę. Taka solidarność plemników. Dasz radę, Marek :)
        • sea.sea Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 17:49
          Marek jak zwykle zadyskutował ze swoimi projekcjami i to w liczbie mnogiej. Ja nie mam słabego ani rozchwianego faceta i nie stosuję "niedawania" wychowawczo lub z zemsty, nie jestem także na tym forum w celu ponarzekania na słaby seks. Cięta na Marka Andzia, z tego co obserwuję, też nie. Bitch, biegnij na siłkę, bo sama widzisz, że Marek Cię zobaczył co najmniej podwójnie, no chyba że kogoś pominęłam ;)))
        • aandzia43 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 20:19
          > Ale was rozdrażniłem wojujące feministki.

          Ach, protest kobiet ceniących sobie rozkosze (niech ci będzie, że to to samo, co feministki), których odmawiasz swoim kobietom, niewiele cię w gruncie rzeczy interesuje. Ale to, że panowie na forum nei tylko nie poparli cię (poza jakimś jednym wyjątkiem, ale on to chyba meteor forumowy jest), ale z lekka obśmiali, wkurzyło cię nieźle. Nie przywykłeś do porażek społecznych tak wyraźnie ci uświadamianych, prawda? Co za bezczelne forum, niedobre forum, niedobre, Mareczek nie błyszczy ;-)


          Chciałybyście wszystkim, w tym łóżkie
          > m rządzić, a tu proszę - po prostu nie.

          Ja tam bym WSZYSTKIM rządzić nie chciała, bo czuję, że nie mam kompetencji. Ty zdaje się jesteś przekonany o swoich A łóżku to o tyle, żeby mi było dobrze. Póki co sprawdza się. Czego i twoim kobietom życzę.


          To ja rządzę w
          > moim domu, a ku waszej wściekłości, moja żona jest zadowolona, że ma mocnego fi
          > zycznie, psychicznie i kochającego faceta przy sobie,

          Sorry, nie jesteś, według moich potrzeb skierowanych w stronę mężczyzny, silny. Za dużo pozy, narcyzmu, rozpaczliwego zamykania uszu i oczu, kręcenia, głupiutkich manipulacji, przemawiania zamiast dyskutowania. Zarabiasz, fakt niezaprzeczalny. Ale skąd wiesz, ile zarabiają mężczyźni z tego forum i mężczyźni kobiet z tego forum? Może więcej od ciebie? Zarabiasz nieźle zapewne z powodu cech, które wyłuszczyłam w wątku obok. Ale cała reszta... Marku, silna w waszej rodzinie, to może być ewentualnie twoja żona, która karmi cię swoją siłą i ciągnie za ciebie emocjonalnie rodzinę i małego Mareczka. Jak sobie pomyślę, że musiałabym dźwiagać na swych barkach ciężar rozdętego ego pana męża, to mi się plecy same w kabłąk wyginają. To jest dopiero ciężar wymagający nadludzkiej siły! Zarabianie kasy? Pan pikuś przy słabym osobowościowo facecie. Poza tym skoro ty nie słuchasz co my mówimy o zadowoleniu naszych mężów z pożycia z nami, to dlaczego my miałybyśmy wierzyć twoim słowom na temat wielkiej szczęśliwości twojej żony?
          • sabat-77 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 20:37
            Andzia, on przechodzi faze destrukcji dotychczasowych pogladow. Rozmrozenie. Dostal taka ilosc racjonalnych argumentow, ze ta sklonilaby do refleksji nawet mopsa.
            musi sie poukladac nna nowo a potem wroci. Licze ze jako ktos inny, a takze pod nowym nickiem, bo z tym wystepowaniem pod wlasnym imieniem i nazwiskiem to bylo zwyczajnie nieroztropne.
            • aandzia43 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 21:02
              Andzia, on przechodzi faze destrukcji dotychczasowych pogladow. Rozmrozenie. Do
              > stal taka ilosc racjonalnych argumentow, ze ta sklonilaby do refleksji nawet mo
              > psa.

              Sabat, nie ma takiej ilości argumentów, która skłoniłaby do refleksji kogoś, kogo kompletnie nie interesuje refleksja. Żeby zaznać destrukcji poglądów trzeba dopuścić do świadomości informacje, które te poglądy mogą postawić w innym niż dotychczas świetle. Oceniasz Marka życzeniowo, według siebie i swoich potrzeb. Ty szukasz na forum zabawy intelektualnej, kontaktu, inspiracji do poszerzania horyzontów. Marek pola do ewangelizacji.


              musi sie poukladac nna nowo a potem wroci. Licze ze jako ktos inny, a takze pod
              > nowym nickiem, bo z tym wystepowaniem pod wlasnym imieniem i nazwiskiem to byl
              > o zwyczajnie nieroztropne.

              Nie wróci. Nie ma potrzeby układania sobie czegokolwiek na nowo. ON WIE! ;-)
              • niezapominajka333 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 21:45
                Może miał zamiar zostać Najwyższym Guru, oświecać i namaszczać prosty lud forumowy... :)

                Poza tym Marek prowadził tu kampanię reklamową swojej twórczości.
                Teraz Andziu możesz zostać pierwowzorem literackim jakiejś krnąbrnej niewolnicy, która będzie musiała się nauczyć się posłuszeństwa i uległości, spełniania każdej zachcianki swojego pana. Po sukcesie "50 twarzy Greya" książki na temat seksualnych niewolnic będą się sprzedawać jak ciepłe bułeczki ;)
                • aandzia43 Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 22:02
                  > Poza tym Marek prowadził tu kampanię reklamową swojej twórczości.
                  > Teraz Andziu możesz zostać pierwowzorem literackim jakiejś krnąbrnej niewolnicy
                  > , która będzie musiała się nauczyć się posłuszeństwa i uległości, spełniania ka
                  > żdej zachcianki swojego pana.

                  Twórczość zmilczę, co do postaci krnąbrnej niewolnicy zaś: nie tylko nauczyć się posłuszeństwa, ale zacząć odczuwać przyjemność z zadowalania pana kosztem swojego cierpienia ;-) I niech sobie sprzedaje te ciepłe bułeczki ;-)
            • zawle Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 23:13
              sabat-77 napisał:

              > Andzia, on przechodzi faze destrukcji dotychczasowych pogladow. Rozmrozenie. Do
              > stal taka ilosc racjonalnych argumentow, ze ta sklonilaby do refleksji nawet mo
              > psa.
              > musi sie poukladac nna nowo a potem wroci. Licze ze jako ktos inny, a takze pod
              > nowym nickiem, bo z tym wystepowaniem pod wlasnym imieniem i nazwiskiem to byl
              > o zwyczajnie nieroztropne.


              Łoł...czyli dla Ciebie też jest nadzieja? czyżby szykowało się następne przepoczwarzenie?;)
              • zawle Re: Mareczek się żegna 04.02.13, 23:34
                Będąc u fryzjera usłyszałam rozmowę dwóch klientek. Dotyczyła ona świeżo rozwiedzionej koleżanki, której przeszkadzało to, że jej mąż miewał romanse. Ponoć jej mamusia latała na wieś kochanki i wystawała pod jej oknami szukając dowodów. Podsumowanie było takie: I na co jej to było? Może sobie tam czasem na boku zaru....ł. Ale miała męża, rodzinę i pieniądze. A teraz została z niczym.
                Rozmawiające kobiety było grubo po 60. Dojrzałe, mądre kobiety. One już wiedziały co w życiu jest ważne.
                • urquhart Re: Mareczek się żegna 05.02.13, 00:02
                  zawle napisała:
                  > Podsumowanie było takie: I na co jej to było? Może sobie tam czasem na boku zar
                  > u....ł. Ale miała męża, rodzinę i pieniądze. A teraz została z niczym.
                  > Rozmawiające kobiety było grubo po 60. Dojrzałe, mądre kobiety. One już wiedzia
                  > ły co w życiu jest ważne.

                  Takiego podsumowania się po tobie nie spodziewałem :)
              • sabat-77 Re: Mareczek się żegna 05.02.13, 07:56
                zawle napisała:

                > Łoł...czyli dla Ciebie też jest nadzieja? czyżby szykowało się następne przepoc
                > zwarzenie?;)

                Pewnie jeszcze nie jedno w życiu. Jestem otwarty na nowe poglądy, idee, pomysły. Nie przekreślam niczego i nikogo, dopóki tego nie przeanalizuję.
                Natomiast w całym procesie myślowym jestem chłodny i logiczny. Mnie tylko takie argumenty przekonują. Komunikaty w postaci "brak ci odwagi", "jesteś tchórzem" itd. nie są dla mnie logiczną argumentacją. Nie jestem emocjonalny i nie będę taki nigdy, więc nie - nie ma dla mnie nadziei w takim sensie jak to przedstawiłaś.
                • urquhart Re: Mareczek się żegna 05.02.13, 08:42
                  sabat-77 napisał:
                  > argumenty przekonują. Komunikaty w postaci "brak ci odwagi", "jesteś tchórzem"
                  > itd. nie są dla mnie logiczną argumentacją. Nie jestem emocjonalny i nie będę
                  > taki nigdy, więc nie - nie ma dla mnie nadziei w takim sensie jak to przedstawi
                  > łaś.

                  Sabat po co i komu ściemniasz?
                  Na tle męskiej średniej jesteś bardzo emocjonalny i wrażliwy. I kombinuj jak to wykorzystać a nie wypierać, bo samo w sobie nie jest wadą. Poczytaj jaki tłum kobiet za takimi mężczyznami tęskni mając tępego emocjonalnie i nieczułego chłopa.
                  • sabat-77 Re: Mareczek się żegna 05.02.13, 09:19
                    Emocjonalnosc to latwosc ulegania emocjom. A ja im nie ulegam, w tym sensie, ze nie sa wykladnia mojego procesu decyzyjnego.

                    Co do kobiet szukajacych emocjonalnych mezczyzn, to doskonale wiesz, ze to bzdura. Emocjonalnosc jest przeciwskuteczna spolecznie, jest zrodlem powaznych problemow, a jako taka jest w oczach kobiet szalenie nieatrakcyjna. Stad pogarda dla mlodziencow piszacych milosne poematy, wystajacych godzinami z bukietami roz itd. Im bardziej chlodny i opanowany jest facet, tym bardziej wydaje sie silny, meski i wladczy - a jako taki atrakcyjny, w przeciwienstwie do emocjonalnej i wrazliwej meskiej cipy. Dziwie sie, ze tego dotad nie zauwazyles.
                    • niezapominajka333 Re: Mareczek się żegna 05.02.13, 09:28
                      Wiesz Sabat, ja mam wrażliwego i empatycznego faceta i bardzo sobie Go chwalę.
                      I mnóstwo kobiet mi go zazdrości.
                      Ty po prostu miałeś pecha na początku.
                    • urquhart siła i wrażliwość 05.02.13, 10:05
                      sabat-77 napisał:
                      > Co do kobiet szukajacych emocjonalnych mezczyzn, to doskonale wiesz, ze to bzdu
                      > ra. Emocjonalnosc jest przeciwskuteczna spolecznie, jest zrodlem powaznych prob
                      > lemow, a jako taka jest w oczach kobiet szalenie nieatrakcyjna. Stad pogarda dl
                      > a mlodziencow piszacych milosne poematy, wystajacych godzinami z bukietami roz
                      > itd. Im bardziej chlodny i opanowany jest facet, tym bardziej wydaje sie silny,
                      > meski i wladczy - a jako taki atrakcyjny, w przeciwienstwie do emocjonalnej i
                      > wrazliwej meskiej cipy. Dziwie sie, ze tego dotad nie zauwazyles.

                      Logika nie wyklucza myślenia synkretycznego. W skrócie wszystko w nadmiarze jest szkodliwe.
                      Co partnerce po silnym i władczym mężczyźnie który nie będzie wrażliwy i nie będzie chciał się podzielić swoimi zasobami z nią i potomstwem, nie wykaże troski i empatii?
                      Kiedyś nie było ustawy o przemocy ekonomicznej, alimentacji, państwowego aparatu przymusu dzielenia się zasobami dla mężczyzn, dlatego psychoewolucyjnie męska wrażliwość zawsze była w cenie w połączeniu z innymi męskimi cechami.
                      • sabat-77 Re: siła i wrażliwość 05.02.13, 10:52
                        urquhart napisał:

                        > Co partnerce po silnym i władczym mężczyźnie który nie będzie wrażliwy i nie bę
                        > dzie chciał się podzielić swoimi zasobami z nią i potomstwem, nie wykaże troski
                        > i empatii?
                        > Kiedyś nie było ustawy o przemocy ekonomicznej, alimentacji, państwowego aparat
                        > u przymusu dzielenia się zasobami dla mężczyzn, dlatego psychoewolucyjnie męska
                        > wrażliwość zawsze była w cenie w połączeniu z innymi męskimi cechami.

                        Dlatego jako jedna z największych męskich wad jest przywoływane samolubstwo i egoizm. W tym wypadku atutem jest umiejętność współpracy. Budowanie a nie tworzenie. Umiejętności społeczne.
                        Wrażliwość i empatia to typowo kobiece cechy osobowości, zobacz na kwestionariusz Bem.
                        To nie jest żaden atut, a wręcz przeciwnie.
                        Im bardziej opanowany typ, tym bardziej przystaje do wizerunku alfy. Zobacz nawet przywoływanego z przymrużeniem oka Harrisona Forda. Maskowata mimika nie wyrażająca NIC. To z resztą typowe dla kreacji filmowych czy książkowych.
                        Nawet niektórzy scenarzyści stosują trick na rozbicie osoby głównego bohatera na dwa wcielenia typu Shrek i osiołek (oczywiście w tym wypadku karykaturalne). Jedna prezentuje siłę, druga emocje, humor i inteligencję.
                        Dlaczego ? Bo prymitywna widownia miałaby problem z interpretacją.
                        Zabawny i inteligentny <> silny.

                        Oczywiście to co mówię nie dotyczy świadomych siebie, inteligentnych kobiet, tylko durnych, infantylnych kwok pozwalających by macica zawładnęła ich umysłowością. Ale tych drugich jest zwyczajnie więcej, podobnie jak facetów myślących wyłącznie kutasem.
                        • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 13:22
                          sabat-77 napisał:

                          > Oczywiście to co mówię nie dotyczy świadomych siebie, inteligentnych kobiet,

                          > tylko durnych, infantylnych kwok pozwalających by macica zawładnęła ich umysłowoś
                          > cią.

                          Mam pytanie Sabat: czy druga czesc tego zdania napisales z mysla o mnie?
                          • that.bitch.is.sick Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 13:34
                            hello-kitty2 napisała:

                            > sabat-77 napisał:

                            > > tylko durnych, infantylnych kwok pozwalających by macica zawładnęła ich u
                            > mysłowoś
                            > > cią.
                            >
                            > Mam pytanie Sabat: czy druga czesc tego zdania napisales z mysla o mnie?

                            O. A co się między wami dzieje że emocje jak w serialu?
                            • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 13:38
                              that.bitch.is.sick napisała:

                              > hello-kitty2 napisała:
                              >
                              > > sabat-77 napisał:
                              >
                              > > > tylko durnych, infantylnych kwok pozwalających by macica zawładnęła
                              > ich u
                              > > mysłowoś
                              > > > cią.
                              > >
                              > > Mam pytanie Sabat: czy druga czesc tego zdania napisales z mysla o mnie?
                              >
                              > O. A co się między wami dzieje że emocje jak w serialu?

                              To zalezy co odpowie glowny bohater.
                              • sabat-77 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 21:45
                                Przeciez ty masz psychike faceta, skad ci to strzelilo do glowy. Po twoich postach mozna czasem odniesc wrazenie jakby gadalo sie z mlodym osilkiem z budowy, wiec pietno durnej i infantylnej kobiecosci ci nie grozi kitty :p
                                Poza tym skoro w zeszlym roku uprawialas seks dwa razy (nawet moja slubna robila to slownie o jeden raz wiecej) to gdzie to opanowanie umyslowosci macica ? Imo tylko duzo paszcza klapiesz, a w gruncie rrzeczy jestes chyba niezbyt pobudliwa. Bo warunki na seks z wieloma facetami masz. Nawet na raz :)
                                • zawle Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 21:59
                                  sabat-77 napisał: > Poza tym skoro w zeszlym roku uprawialas seks dwa razy (nawet moja slubna robil
                                  > a to slownie o jeden raz wiecej)

                                  Z tobą? Nie traktuj tego jako prawdy obiektywnej;)
                                • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:14
                                  sabat-77 napisał:

                                  > Przeciez ty masz psychike faceta, skad ci to strzelilo do glowy. Po twoich post
                                  > ach mozna czasem odniesc wrazenie jakby gadalo sie z mlodym osilkiem z budowy,
                                  > wiec pietno durnej i infantylnej kobiecosci ci nie grozi kitty :p

                                  :-) Branza budowlana jest mi znana, w tej brazny nauczylam sie bluznic, co kocham :-)

                                  > Poza tym skoro w zeszlym roku uprawialas seks dwa razy (nawet moja slubna robil
                                  > a to slownie o jeden raz wiecej) to gdzie to opanowanie umyslowosci macica ? Im
                                  > o tylko duzo paszcza klapiesz, a w gruncie rrzeczy jestes chyba niezbyt pobudli
                                  > wa. Bo warunki na seks z wieloma facetami masz. Nawet na raz :)

                                  2 razy? A liczymy numerki czy kochankow? :) Nie pamietam dokladnie, w tamtym roku kochankow chyba bylo 4, w tym 2 wyrozniajacych sie :) A numerkow to nie licze, az taka drobiazgowa nie jestem :) Wiem, mowilam o dwoch razach w roku. Dobra RAZ definiuje jako jeden CIAG (nie koniecznie one night stand) z jednym kochankiem. Takze wyrobilam juz norme na 2013. Nie wiem co rozumiesz przez 'pobudliwa'? Czy 'wewnetrzne pozadanie' pobudza mnie do 'sypiania z wrogiem', o to chodzi? To nie, nie pobudza. Nie musze miec seksu. Seks dla mnie ma tylko wymiar zwiazany z konkretnym obiektem = nie ma obiektu = nie nakrecam sie na seks = nie mam seksu. Fakt, ze ostatnio to jak podczytuje forum, to mam odczucia: 'o co chodzi z tym seksem?', bo nie jestem w transie. Bedzie obiekt, bedzie trans. O jakos tak to dziala u mnie. Wiec chyba wysokolibidowa nie za bardzo jestem.
                                  • zawle Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:17
                                    hello-kitty2 napisała: > :-) Branza budowlana jest mi znana, w tej brazny nauczylam sie bluznic, co koch
                                    > am :-)

                                    Ja też, ja też:)))) Bluźnić kocham, ale nauczyłam się gdzie indziej.
                                    • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:32
                                      zawle napisała:

                                      > Ja też, ja też:)))) Bluźnić kocham, ale nauczyłam się gdzie indziej.

                                      A gdzie? Chyba nie przy tych mediacjach? :) Mozna by bylo fajny film zrobic, hehe
                                      • zawle Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:51
                                        hello-kitty2 napisała:
                                        > A gdzie? Chyba nie przy tych mediacjach? :) Mozna by bylo fajny film zrobic, he
                                        > he

                                        Z mediacji w Polsce się nie wyżyje. Z zawodu jestem kimś innym. Pracuję w środowisku bardzo bluzgającym.
                                        • bcde Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:54
                                          zawle napisała:
                                          > Z mediacji w Polsce się nie wyżyje. Z zawodu jestem kimś innym. Pracuję w środo
                                          > wisku bardzo bluzgającym.

                                          Drogówka! :)
                                        • sabat-77 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:55
                                          zawle napisała:

                                          > Z mediacji w Polsce się nie wyżyje. Z zawodu jestem kimś innym. Pracuję w środo
                                          > wisku bardzo bluzgającym.

                                          He he, pewnie służba zdrowia :P
                                        • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 23:00
                                          zawle napisała:

                                          > Z mediacji w Polsce się nie wyżyje. Z zawodu jestem kimś innym. Pracuję w środo
                                          > wisku bardzo bluzgającym.

                                          Czyli w srodowisku noszacym spodnie. Lampart bylby niepocieszony. No ale jeansy chyba tylko w piatek, co?

                                          Btw kiedys pracowalam na duzym open space. Jak przechodzily kadrowe albo ludzie z zarzadu panowie sie masowo dosuwali na fotelach do swoich biurek. Lampart mial racje jeans nas zalewa :)
                                  • sabat-77 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:40
                                    I dodam jeszcze, że nie mam cię za głupią i infantylną. Przeciwnie, uważam że jesteś sprytną prowokatorką, masz doskonałą pamięć, ale niekoniecznie zawsze szczere intencje. Lubisz robić z siebie głupią, żeby coś z kogoś wyciągnąć, albo zrealizować jakiś swój zamiar.
                                    Jedyne czego nie ogarniasz rozumowo to konteksty społeczne - mam wrażenie, że możesz mieć wysoki współczynnik autyzmu, w każdym razie dość nietypowo ukształtowana psychika.
                                    • bcde Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:49
                                      Sabat, nieładnie tak odzierać koleżankę ze wszystkich tajemnic. Co ja teraz będę odkrywał? :)
                                      • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 23:03
                                        bcde napisał:

                                        > Sabat, nieładnie tak odzierać koleżankę ze wszystkich tajemnic. Co ja teraz będ
                                        > ę odkrywał? :)

                                        Oby nie owlosione plecy :) W zasadzie nie ma dowodu na to, ze Zawle jest kobieta.
                                    • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:52
                                      sabat-77 napisał:

                                      > I dodam jeszcze, że nie mam cię za głupią i infantylną. Przeciwnie, uważam że j
                                      > esteś sprytną prowokatorką, masz doskonałą pamięć, ale niekoniecznie zawsze szc
                                      > zere intencje. Lubisz robić z siebie głupią, żeby coś z kogoś wyciągnąć, albo z
                                      > realizować jakiś swój zamiar.
                                      > Jedyne czego nie ogarniasz rozumowo to konteksty społeczne - mam wrażenie, że m
                                      > ożesz mieć wysoki współczynnik autyzmu, w każdym razie dość nietypowo ukształto
                                      > wana psychika.

                                      O darmowa diagnoza, dzieki :)
                                      • sabat-77 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 22:59
                                        hello-kitty2 napisała:

                                        > O darmowa diagnoza, dzieki :)

                                        Śmiej się, robiłem sobie dla jaj testy na aspergera, jakies badziewne z internetu to wyszło mi 25/50 - ponoć wysoko. Ale chyba jednak to nie to. Za to jako dziecko zachowywałem się jakbym miał ADHD :P
                                        • hello-kitty2 Re: Pytanie do Sabata-odpowiedz prosze 05.02.13, 23:08
                                          sabat-77 napisał:

                                          > hello-kitty2 napisała:
                                          >
                                          > > O darmowa diagnoza, dzieki :)
                                          >
                                          > Śmiej się, robiłem sobie dla jaj testy na aspergera, jakies badziewne z interne
                                          > tu to wyszło mi 25/50 - ponoć wysoko. Ale chyba jednak to nie to. Za to jako dz
                                          > iecko zachowywałem się jakbym miał ADHD :P

                                          Dla jaj? Mam kolezanke w brazny farmaceutycznej. Dziewczyna przestrzegala mnie zawsze przed czytaniem ulotek od lekow. Po przeczytaniu wzrasta prawdopodobienstwo wystapienia skutkow ubocznych :)
      • bcde Ależ pierdoły 04.02.13, 22:43
        > Sorry ale Twoja definicja seksu - typowego aktu małżeńskiego określonego ramami
        > katolickiej ideologii - jest obleśna.

        Nie zauważyłem, żeby MŻ powoływał się gdzieś na katolicką ideologię i w ogóle definiował czym wg niego jest seks, więc nie wiem skąd wzięłaś "katolicką ideologię". Poza tym, skąd wiesz, że jego seks z żoną to typowy akt małżeński? Patrzysz przez okno z naprzeciwka?
        A czym się różni taki typowy akt małżeński od typowego aktu niemałżeńskiego? Bo chętnie bym się nauczył odgadywać, czy bzykająca się para, którą akurat widzę, jest małżeństwem czy nie na podstawie samego seksu.

        Po pierwsze seks ujmowany jako rodzaj prezentu dla drugiej osoby(ze strony kobiety najczęściej, bo wiadomo że chłopu mu
        > si stanąć) nie jest seksem tylko stosunkiem inseminatora z krową. Akurat katoli
        > cy są totalnymi hipokrytami, bo najpierw mówią o łączeniu seksu z uczuciami, a
        > potem każą kobiecie traktować go użytkowo jako przysługę lub obowiązek, szkoda
        > że nie nazywają go po imieniu - wymiana dóbr, prostytucja małżeńska, ja ci boks
        > erka ty mi numerka.

        Zdecyduj się, czy wg katolików seks to prezent, czy zapłata. Poza tym, gdzie cię czegoś takiego nauczono? Do jakiej szkółki niedzielnej chodziłaś?

        > To oczywiste że seksu, jako związanego z pożądaniem, namiętnością i dostępem do
        > głębszej, nieświadomej części naszej psychiki nie można nikomu dać, podarować,
        > połączyć i sterować za pomocą woli bo pożądanie nie jest zależne od woli.

        A dla mnie oczywiste jest, że seks nie musi się wiązać z namiętnością, a pożądanie też może być jak najbardziej chwilowe i niekoniecznie bardzo mocne, nie mówiąc o tym, że nie musi dotykać żadnej nieświadomej części psychiki. Mnóstwo ludzi, w tym kobiet, potrafi oddzielić seks od uczuć. Nie jesteś miarą wszechrzeczy dla wszystkich, żeby inni uważali to, co napisałaś za oczywiste.

        Zdrowe
        > relacje to takie gdzie: mężczyzna, jeśli ma ochotę na seks- stara się uwodzić
        > kobietę, rozbudzić ją, za pomocą dotyku, atmosfery, odpowiednio dobranych słów,
        > gestów i sztuczek- jego męska duma wymaga od niego żeby kobieta szczytowała, cz
        > erpała z tego rozkosz i doprowadzić ją do tego aby go pragnęła. To wymaga od mę
        > żczyzny wiedzy o kobiecym ciele, seksualności i psychice,a także wymaga od mężc
        > zyzny skupienia uwagi na jej OSOBIE dzięki czemu ona czuje się dowartościowana,
        > szanowana i go pragnie, a mężczyzna czuje się zajebistym kochankiem.

        Ha ha ha :) To mnie ubawiłaś. Bitch, to naprawdę ty, czy jakaś 11-latka pisze z twojego konta?

        > W Twojej kulawej wizji, mężczyzna inseminuje leżącą i milczącą partnerkę która
        > z "miłości" rozkłada nogi i staje się pojemnikiem na spermę odpieprzając małżeń
        > ski obowiązek.

        Nie każda kobieta, która leży i milczy odpieprza małżeński obowiązek. Wiele kobiet lubi leżeć i milczeć i nawet mają z tego przyjemność.

        Jeśli wsadzasz kobiecie która nie ma ochoty to nie jest seks i nie ma to z tego ty
        > pu aktywnością nic wspólnego.

        A z jaką aktywnością ma wspólnego? Grą w rugby?

        > To tylko masturbacja czyjąś pochwą.

        Aha. Dla mnie jednak masturbacja czyjąś pochwą to seks i znalazłoby się wielu takich, którzy to potwierdzą.

        Kobieta która idzie do łóżka z facetem z ob
        > owiązku, ma jak w banku blokadę, seksualną, osłabienie popędu oraz zobojętnieni
        > e seksualne na tego konkretnego faceta. Skutkiem właśnie takiego podejścia do s
        > eksu, miliony kobiet w naszej kulturze nie potrafi dojść do ładu z własną seksu
        > alnością i świadomie się na tym polu rozwijać.

        Żona MŻ ci to powiedziała, czy piszesz na podstawie własnych doświadczeń?

        Mężczyzna w naszej kulturze, nie
        > przywykł do uwodzenia kobiety, emocjonalnie jest totalnym kretynem który jedyn
        > e co potrafi to bąbać pod nosem o oziębłości kobiet, podczas gdy te same partne
        > rki jadą do Egiptu, głupieją i szczytują z bardziej zorientowanymi w ars amandi
        > przedstawicielami innych kultur.

        Nie uogólniaj takich cech na wszystkich mężczyzn w naszej kulturze. Są tacy, którzy całkiem dobrze uwodzą kobiety. To mówisz, że Egipcjanie są tacy dobrzy w te klocki? Bo ja myślę, że panie głupieją i szczytują nie tylko w hotelach egipskich, ale także w ośrodkach nad Bałtykiem, o ile nie jadą tam z partnerami.

        > Przez takie indywidua jak Ty Mareczku seks więdnie i staje się tylko żałosną na
        > miastką masturbacji, nie niosąc emocji dla żadnego z partnerów. Nic dziwnego że
        > te związki się rozpadają, ile lat można dźgać suchą i poświęcającą się pochwę.
        >
        > Oczywiście Twoje małżeństwo trwa, ale niewolnictwo też trwało, byli też szczęśl
        > iwi niewolnicy. Szczęśliwi bo nie znają innej opcji światopoglądowej.

        Jakoś małżeństwo MŻ trwa i wygląda na to, że ma się dobrze. Marek się nie skarży, więc nie pisz, że ich seks nie niesie emocji dla żadnego z partnerów. A o suchej i poświęcającej się pochwie znów wiesz od jego żony?
        Podsumowując, w tym wątku wraca stare pytanie: "czy naprawdę tak trudno dać dupy?". Ja zgadzam się z tym co MŻ napisał, zwłaszcza, że napisał o miłości, jako podstawie seksu. Dla mnie seks nie jest dla mnie żadnym sakramentem. To zwykła, przyjemna czynność fizjologiczna, którą wykonuje się przy użyciu czyjegoś ciała. O ile partnerowi nie sprawia to bólu (a o to można zadbać) i przykrości, to nie ma powodu do odmowy, bo jest to drobna przysługa. Ochoty być nie musi. I wcale nie znaczy to, że nie szanuję partnerki. Ale nie obrażam ludzi, którzy mają seks tylko wtedy, gdy obydwoje partnerzy mają wielką ochotę.
        • hello-kitty2 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 00:59
          bcde napisał:

          > Podsumowując, w tym wątku wraca stare pytanie: "czy naprawdę tak trudno dać dup
          > y?". Ja zgadzam się z tym co MŻ napisał, zwłaszcza, że napisał o miłości, jako
          > podstawie seksu. Dla mnie seks nie jest dla mnie żadnym sakramentem. To zwykła,
          > przyjemna czynność fizjologiczna, którą wykonuje się przy użyciu czyjegoś ciał
          > a. O ile partnerowi nie sprawia to bólu (a o to można zadbać) i przykrości, to
          > nie ma powodu do odmowy, bo jest to drobna przysługa. Ochoty być nie musi. I wc
          > ale nie znaczy to, że nie szanuję partnerki.

          Bcde jak lubisz "pierdolic smieci", to nie dziwi mnie, ze masz takie obserwacje. Ja powiem za Liroyem: "ja nie pierdole smieci, masz mnie za pojeba?"
          • bcde Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 02:41
            Żadnej z moich partnerek nie nazwałbym śmieciem.
            Nie widzę powodu, żeby seks traktować zupełnie inaczej, niż inne przysługi, które partnerzy sobie czynią, żyjąc razem i w dodatku kochając się. Jeśli raz na jakiś czas proszę swoją partnerkę o ogolenie mi pleców, gdy nie sięgam maszynką, kobieta robi to, bez większego entuzjazmu, ale nie protestuje i nie zauważyłem, żeby miała traumę z tego powodu. Czy powinienem przestać ją o to prosić, dlatego, że nie sprawia jej to przyjemności? Albo, gdy proszę żeby zabandażowała mi zraniony palec, z którego płynie krew. Też żadna specjalna przyjemność, ale jakoś takie prośby nie powodują rozkładu pożycia między nami.
            Jeśli podczas seksu coś partnerkę boli, to zaprzestaję to robić (czasem z żalem) i próbuję czegoś innego. Poza tym, jest dużo form seksu, gdy nie muszę nawet dotykać jej suchej (jak to się tu mocno podkreśla) pochwy, jeśli akurat trudno ją nawilżyć.
            Ludzie mają różne podejście do seksu i zdumiewa mnie jak gnoi się Marka i robi z niego nieczułego potwora tylko dlatego, że odczuwa on i traktuje seks trochę inaczej, a komuś w głowie się nie może zmieścić, że to normalne. Zwłaszcza, że nikt nie wie, co na temat ich seksu uważa jego żona, a jedynie snuje domysły, które, nie wiedzieć czemu, z kolejnymi postami przeradzają się w niczym nieuzasadnioną pewność. Tym bardziej to głupie, jeśli wziąć pod uwagę jak wiele MŻ pisze o miłości w jego małżeństwie, pomijając kwestie techniki i mechaniki seksu. A może zastanówcie się niektóre panie, ile warta jest wasza miłość, jeśli spontaniczny seks na zawołanie i zrobienie przyjemności partnerowi jest takim problemem. Tak, pamiętam, że MŻ napisał, że żona nigdy mu nie odmawia, ale przecież nie wiemy jak często ten seks jest i nie ma powodu zakładać, że MŻ dobiera się do żony, widząc jej ewidentną niedyspozycję.
            Życzę trochę szerszej perspektywy i więcej tolerancji, a nie, że człowiek człowiekowi aandzią.
            • hello-kitty2 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 03:04
              bcde napisał:

              bcde napisał:

              > Żadnej z moich partnerek nie nazwałbym śmieciem.
              > Nie widzę powodu, żeby seks traktować zupełnie inaczej, niż inne przysługi, któ
              > re partnerzy sobie czynią, żyjąc razem i w dodatku kochając się. Jeśli raz na j
              > akiś czas proszę swoją partnerkę o ogolenie mi pleców, gdy nie sięgam maszynką,
              > kobieta robi to, bez większego entuzjazmu, ale nie protestuje i nie zauważyłem
              > , żeby miała traumę z tego powodu. Czy powinienem przestać ją o to prosić, dlat
              > ego, że nie sprawia jej to przyjemności?

              To w jaki sposob to forum zaspokaja Twoje potrzeby bcde skoro ludzie tu maja tak wygorowane standardy? Pytam z ciekawosci. Nie zeby sie obrazac i wynosic. Taki plus ze ty masz za duzo testostronu, zeby sie obrazac :)
              • bcde Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 21:58
                hello-kitty2 napisała:
                > To w jaki sposob to forum zaspokaja Twoje potrzeby bcde skoro ludzie tu maja ta
                > k wygorowane standardy? Pytam z ciekawosci. Nie zeby sie obrazac i wynosic. Tak
                > i plus ze ty masz za duzo testostronu, zeby sie obrazac :)

                Rozrywka i chęć poczytania, że inni mają gorzej :) Co nie znaczy, że u mnie jest b. dobrze.
            • urquhart Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 07:59
              bcde napisał:
              > Ludzie mają różne podejście do seksu i zdumiewa mnie jak gnoi się Marka i robi
              > z niego nieczułego potwora tylko dlatego, że odczuwa on i traktuje seks trochę
              > inaczej, a komuś w głowie się nie może zmieścić, że to normalne.

              Merkowi się dostało nie dlatego że miał inne podeście do seksu ale dlatego że wykładał ex katedra i stawiał siebie za wzór co okazała się kontrowersyjnym poglądem jedynie, a on sie wtedy obraził za to, bo akurat to uznał za wykładnie a propozycje na kontrowersyjne poglądy miał inne przygotowane.
              • kutuzow Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 10:02
                urquhart napisał:

                > Merkowi się dostało nie dlatego że miał inne podeście do seksu ale dlatego że w
                > ykładał ex katedra i stawiał siebie za wzór co okazała się kontrowersyjnym pogl
                > ądem jedynie, a on sie wtedy obraził za to, bo akurat to uznał za wykładnie a p
                > ropozycje na kontrowersyjne poglądy miał inne przygotowane.

                Urqu, jeśli odrzucimy wszystkie opisy zachowań seksualnych które były cytatami z jego książek to mam wrażenie że cała sprawa sprowadza się do tego jednego nieszczęsnego określenia "Zawsze" vs "bardzo często". Co do ich związku jako wzoru szczęścia, nie wiemy nic o tym czy jego żona jest szczęśliwa, część piszących wyszła jednak z założenia że jest niemalże ofiarą przemocy domowej i gwałtów małżeńskich. Można przecież wybrac jakieś "środkowe" neutralne podejście i założyć że moze to jest ICH patent na szczęście (oboje wiedzą na czym zależy tej drugiej stronie i o to z sukcesem dbają).

                Ja osobiście nie odebrałem tekstów Marka jako wskazówki, że to jest jedyny właściwy model. Fakt że nie czytałem wszystkiego uważnie (pominąłem watek z fantazjami o niewolnicach) i wszystkie fragmenty z powieści.
            • niezapominajka333 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 08:52
              Marek nigdzie nie napisał, że kochający się partnerzy nie powinni odmawiać sobie seksu.
              U niego to działa w jedną stronę. Facet potrzebuje seksu, kobieta daje, bo kocha. Za to facet daje psa, chociaż sam jest na niego uczulony.
              A czy nie wydaje Ci się, że równie dobrze dowodem miłości ze strony żony byłaby rezygnacja z psa (wiedziała, jak mąż się męczy) a mąż mógł czasem odpuścić z seksem, gdy żona nie ma wybitnej ochoty, albo źle się czuje.
              Masz rację, nie wiemy, jak jest u Marka, może on jest pełen empatii, może nie dobiera się do żony, gdy ona bardzo nie ma ochoty, albo źle się czuje.
              Ale jeśli radził forumowiczce, która w trudnych warunkach, nie odmawiała mężowi seksu (przyznasz, że stosunek trzy razy na tydzień plus inne formy pomiędzy to nie jest mało ) żeby się przełamała i dawała mu tyle ile on chce, dając za przykład swoją żonę, która nie odmawia, bo kocha, to chyba pośrednio świadczy o jego podejściu do tematu seksu małżeńskiego.
            • kutuzow BRAWO BCDE !!! sorry koleżanki. 05.02.13, 09:40
              bcde napisał:

              > Ludzie mają różne podejście do seksu i zdumiewa mnie jak gnoi się Marka i robi
              > z niego nieczułego potwora tylko dlatego, że odczuwa on i traktuje seks trochę
              > inaczej, a komuś w głowie się nie może zmieścić, że to normalne. Zwłaszcza, że
              > nikt nie wie, co na temat ich seksu uważa jego żona, a jedynie snuje domysły, k
              > tóre, nie wiedzieć czemu, z kolejnymi postami przeradzają się w niczym nieuzasa
              > dnioną pewność. Tym bardziej to głupie, jeśli wziąć pod uwagę jak wiele MŻ pisz
              > e o miłości w jego małżeństwie, pomijając kwestie techniki i mechaniki seksu. A
              > może zastanówcie się niektóre panie, ile warta jest wasza miłość, jeśli sponta
              > niczny seks na zawołanie i zrobienie przyjemności partnerowi jest takim problem
              > em. Tak, pamiętam, że MŻ napisał, że żona nigdy mu nie odmawia, ale przecież ni
              > e wiemy jak często ten seks jest i nie ma powodu zakładać, że MŻ dobiera się do
              > żony, widząc jej ewidentną niedyspozycję.
              > Życzę trochę szerszej perspektywy i więcej tolerancji, a nie, że człowiek człow
              > iekowi aandzią.

              Pięknie to ująłeś. Podpisuje się pod tym w pełni. Szczególnie, że już Rumpa pokazała że w tej analizie są rysy i czasami nawet w oczach kobiet nie wygląda to tak czarno/biało jak tutaj próbowano to przedstawiać.

              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142249655,142264448,Re_Dementi.html
              Przypomnę, że cała sprawa poszła o jedno słowo "zawsze" zamiast jakiegoś mniej stanowczego określenia. Na tym forum nie takie określenia padały ze strony kobiet i jakoś takiej burzy nigdy nie widziałem. Co by daleko nie szukać. W wątku obok mamy laskę która chce związać ze sobą faceta mimo że ma ona teraz zerowe libido, on wprost mówi jej że nie jest zainteresowany i co? ...i cisza. Jakieś POJEDYNCZE głosy żeby panna się ogarnęła, bo za chwilę mógłby być dramat (gościa w tym przypadku ratuje fakt że mają problem ze spłodzeniem dziecka). Nie widać żeby ktoś na nią "wsiadł" jak tutaj na Marka za jeden wyraz, który może był użyty z rozmysłem (i odzwierciedla układ pan/niewolnica), jak tutaj zakłada część Pań. Mógł być on także użyty w znaczeniu jaki sugeruje BCDE, że w ewidentnych przypadkach gdy Marek widzi że nie pora na seks (bo żona zmęczona, chora, zestresowana) wtedy nie naciska. Za to gdy wszystko jest OK (nastrój i chwila odpowiednia) to wtedy nawet gdy ona sama z siebie nie inicjuje (jak np. Rumpa) nie odmawia mu.

              Myślę, że w tym przypadku "rewolucyjna czujność" trochę wywiodła Was Panie na manowce.
              • that.bitch.is.sick samopomoc chłopska 05.02.13, 11:45
                kutuzow napisał:


                >
                > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142249655,142264448,Re_Dementi.html
                > Przypomnę, że cała sprawa poszła o jedno słowo "zawsze" zamiast jakiegoś mniej
                > stanowczego określenia. Na tym forum nie takie określenia padały ze strony kobi
                > et i jakoś takiej burzy nigdy nie widziałem. Co by daleko nie szukać. W wątku o
                > bok mamy laskę która chce związać ze sobą faceta mimo że ma ona teraz zerowe li
                > bido, on wprost mówi jej że nie jest zainteresowany i co? ...i cisza. Jakieś PO
                > JEDYNCZE głosy żeby panna się ogarnęła, bo za chwilę mógłby być dramat (gościa
                > w tym przypadku ratuje fakt że mają problem ze spłodzeniem dziecka). Nie widać
                > żeby ktoś na nią "wsiadł" jak tutaj na Marka za jeden wyraz, który może był uży
                > ty z rozmysłem (i odzwierciedla układ pan/niewolnica), jak tutaj zakłada część
                > Pań. Mógł być on także użyty w znaczeniu jaki sugeruje BCDE, że w ewidentnych p
                > rzypadkach gdy Marek widzi że nie pora na seks (bo żona zmęczona, chora, zestre
                > sowana) wtedy nie naciska. Za to gdy wszystko jest OK (nastrój i chwila odpowie
                > dnia) to wtedy nawet gdy ona sama z siebie nie inicjuje (jak np. Rumpa) nie odm
                > awia mu.
                >
                > Myślę, że w tym przypadku "rewolucyjna czujność" trochę wywiodła Was Panie na m
                > anowce.

                Ja pierdolę kutuzow, wielka szkoda że Twoje skrzywienie związane z resentymentem do kobiet, które powoduje że zawsze kobiety atakujesz i to Twoje główne hobby, nie pozwala Ci rozróżnić podstawowych kategorii. Kogo obchodzi to co robi marek i jego żona? Chodzi o sposób myślenia który jest dość charakterystyczny i powoduje negatywne dla seksu konsekwencje, a zwłaszcza dla standardowej kobiety których fazy fizycznego podniecenia rozwijają się w innym tempie niż u mężczyzny. Jeśli dopuszczamy możliwość że kobieta MOŻE odbyć stosunek bez względu na chęć to po co się kłopotać, jej skomplikowaną i często foszastą emocjonalnością, a po co się wgłębiać w skomplikowaną kobiecą fizjologię? Po prostu można jechać na postawie roszczeniowej.
                • kutuzow Re: samopomoc chłopska 05.02.13, 12:02
                  that.bitch.is.sick napisała:


                  > Ja pierdolę kutuzow, wielka szkoda że Twoje skrzywienie związane z resentymente
                  > m do kobiet, które powoduje że zawsze kobiety atakujesz i to Twoje główne hobby
                  > , nie pozwala Ci rozróżnić podstawowych kategorii. Kogo obchodzi to co robi mar
                  > ek i jego żona? Chodzi o sposób myślenia który jest dość charakterystyczny i po
                  > woduje negatywne dla seksu konsekwencje,

                  Jak na razie to w poście obok pokazałem na przykładzie jednej z wypowiedzi że ten sposób myślenia to jest tylko założenie które przyjmuje tutaj część kobiet. Zerknij tutaj:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142249655,142315094,Lost_in_translation_.html

                  > . Jeśli dopuszczamy możliwość że kobieta MOŻE odbyć stosunek bez względu na chę
                  > ć to po co się kłopotać, jej skomplikowaną i często foszastą emocjonalnością, a
                  > po co się wgłębiać w skomplikowaną kobiecą fizjologię? Po prostu można jechać
                  > na postawie roszczeniowej.

                  Sorry Bitch, ale tutaj to już jest jakaś Twoja demagogia, nie chce mi się dyskutować z Twoimi własnymi teoriami (to ta część od "...po co się kłopotać"). Gdybym był złośliwy to odesłałbym Cię z tym pytaniem do Rumpy, żeby nie było że to jakiś męski wymysł. Przypomnę specjalnie dla Ciebie:

                  "> Oj Andzia, Andzia, a może jego żona ma tak ja? tzn parę razy się zmusiłam do se
                  > ksu bo ochoty nie miałam, i nie wiadomo dlaczego , mega orgazm. "

                  Co do Twojej młodzieńczej "rewolucyjnej czujności", to chciałem zauważyć, że dość szybko się zniechęcasz pod ostrzałem argumentów. Przypomnę wcześniejszy post gdzie olałaś kontrargumenty na swoje tezy:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142098912,142153741,_Oj_Bitch_Bitch.html
                  • that.bitch.is.sick Re: samopomoc chłopska 05.02.13, 12:30
                    kutuzow napisał:

                    > > na postawie roszczeniowej.
                    >
                    > Sorry Bitch, ale tutaj to już jest jakaś Twoja demagogia, nie chce mi się dysku
                    > tować z Twoimi własnymi teoriami (to ta część od "...po co się kłopotać"). Gdyb
                    > ym był złośliwy to odesłałbym Cię z tym pytaniem do Rumpy, żeby nie było że to
                    > jakiś męski wymysł. Przypomnę specjalnie dla Ciebie:


                    To mnie też nie chce się dyskutować z Twoimi własnymi teoriami na mój temat. Jeśli tłumaczę że tworzy się niebezpieczny precedens, że facet ma w dupie reakcje fizyczne kobiety, przez co model stosunku seksualnego jest zredukowany do ruchów frykcyjnych i męskiego wytrysku - na co skarży się wiele pań na forum(nie robiąc nic w kierunku zapobiegania) i co jest pewnego rodzaju standardem w długich związkach, ponieważ jemu się nie chce, bo ona przecież może dać - czemu służy argumentacja że jak kocha to da - myślę że jest to dostatecznie logicznie uświadomione niebezpieczeństwo. Zresztą niech każdy zapyta babcię jak wyglądał stosunek małżeński w jej czasach. Będzie widoczne jak katolicka ideologia doprowadziła do zredukowania seksu do inseminacji kobiety.
                    Rumpa mówi o sytuacji kiedy dała się uwieść to o czym ty do mnie rozmawiasz. Marek mówił - o dawaniu dupy "z miłości".
                    • kutuzow Re: samopomoc chłopska 05.02.13, 12:58
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > To mnie też nie chce się dyskutować z Twoimi własnymi teoriami na mój temat.

                      Moją jedyna teorią na Twój temat jest to że czasami piszesz z sensem, a czasami jak młoda laska która zachłysnęła się broszurką (którejś tam) fali feminizmu.

                      Co do reszty, przypomina mi to trochę taką samo nakręcającą się spirale, jak w dowcipie z zajączkiem, który chciał pożyczyć patelnie od lisicy, cała drogę się zastanawiał jak poprosic, co ma powiedzieć, bał się reakcji aż jak przyszło co do czego to wypalił "a w D**e se wsadź tą swoją patelnie". Tutaj widzę podobnie:

                      > Jeśli tłumaczę że tworzy się niebezpieczny precedens, że facet ma w dupie reakcje
                      > fizyczne kobiety, przez co model stosunku seksualnego jest zredukowany do ruch
                      > ów frykcyjnych i męskiego wytrysku - na co skarży się wiele pań na forum(nie ro
                      > biąc nic w kierunku zapobiegania) i co jest pewnego rodzaju standardem w długic
                      > h związkach, ponieważ jemu się nie chce, bo ona przecież może dać - czemu służy
                      > argumentacja że jak kocha to da - myślę że jest to dostatecznie logicznie uświ
                      > adomione niebezpieczeństwo

                      najpierw mamy precedens (z definicji coś jednostkowego), ale później już w tym samym zdaniu jak u Hitchcock-a napięcie rośnie. Już nie precedens ale "wiele Pań" a potem to już przechodzimy do "standardu" w długich związkach. W ten oto sposób w jednym zdaniu dorobiłaś własną teorię od lęku o precedens do Twego przekonania jak to jest w stałych związkach.
                      To że ma to się nijak do statystyk (te 20%, które nie raz przywoływał tutaj Urqu) o seksie w stałych związkach nie ma znaczenia. Zawsze można dorobić odpowiednie powody dla których są takie a nie inne statystyki pt. "bo gdyby faceci starali się bardziej to mieliby więcej seksu"
        • sabat-77 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 08:07
          bcde napisał:

          > A dla mnie oczywiste jest, że seks nie musi się wiązać z namiętnością, a pożąda
          > nie też może być jak najbardziej chwilowe i niekoniecznie bardzo mocne, nie mów
          > iąc o tym, że nie musi dotykać żadnej nieświadomej części psychikiMnóstwo lud
          > zi, w tym kobiet, potrafi oddzielić seks od uczuć. Nie jesteś miarą wszechrzecz
          > y dla wszystkich, żeby inni uważali to, co napisałaś za oczywiste.

          Można oddzielić seks od miłości, ale od pożądania oddzielić go trudniej. Pożądania nie oddzielisz od nieświadomej części psychiki, bo ono z niej pochodzi.
          Natomiast umiem zrozumieć, że seks oddzielony od pożądania jest dla kobiety często równy i równoznaczny z prostytucją.

          > Nie uogólniaj takich cech na wszystkich mężczyzn w naszej kulturze. Są tacy, kt
          > órzy całkiem dobrze uwodzą kobiety. To mówisz, że Egipcjanie są tacy dobrzy w t
          > e klocki? Bo ja myślę, że panie głupieją i szczytują nie tylko w hotelach egips
          > kich, ale także w ośrodkach nad Bałtykiem, o ile nie jadą tam z partnerami.

          Egipcjanie nie są lepsi ani gorsi w "te klocki". Nadano im takie znaczenie. Zupełnie jak Dyzma, który z aspirującego na fordansera stał się nagle "wspaniałym menciznom" i jego prymitywny wrzask do słuchawki telefonu mógł być zinterpretowany jako męski "ryk".
          Różnica w odbiorze społecznym zależy od interpretacji. Myślałem, że jako strach.na.wroble udowodniłem to dobitnie.

          W przypadku większości osób borykających się z bezseksiem na tym forum zachodzi zjawisko odwrotne i w oczach ich partnerów / partnerek nawet odważny ryk będzie zinterpretowany jako prymitywny wrzask :)
        • sea.sea Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 08:43
          Marek był uprzejmy wielokrotnie dać do zrozumienia, że unika gry wstępnej, bo mu opada. I że w trakcie samej penetracji też woli się nie koncentrować na odczuciach partnerki, bo mu opada. Generalnie z sugestii Marka dla kobiet trudno było wyinterpretować coś innego niż to, że partnerka ma za bardzo nie zawracać mężczyźnie dupy swoimi potrzebami, bo jeszcze mu opadnie, zniechęci się do seksu i będzie sobie wolał zwalić przy porno. Jej funkcją jest przywoływanym motylim ruchem rozłożyć nogi oraz, nie przeszkadzając i nie rozpraszając (bo mu opadnie!) poczekać na swoją kolej (która ma nastąpić PO wytrysku pana i władcy, o ile pan i władca nie będzie nazbyt senny, tu akurat należy oddać Markowi sprawiedliwość, że dał do zrozumienia, że on sam nie jest). Ale, jak ta kolej nie nastąpi to trudno, bo to kobieta jest odpowiedzialna za swój orgazm, więc jak go nie ma, to tylko i wyłącznie jej brocha. Trudno się dziwić, że żadna tu na podstawie tego opisu nie zadeklarowała, że uważa Marka za potencjalnego kochanka roku :)

          Ja nie potrzebuję kwiatków, kolacji ani rozbudowanej gry wstępnej, do seksu potrzebuję właściwie głównie miejsca i odpowiedniego partnera, ale mnie ta powyższa wizja przygnębia, a Marek ją podawał jako złoty sposób dla kobiet na to, by partner wybierał spuszczanie się w ich pochwy, a nie w chusteczkę higieniczną i jako złote remedium na "on nie chce mnie bzykać". Prywatnie, gdyby mój partner był tego rodzaju półimpotentem i tłumaczył swoje problemy z hydrauliką tym, że wywieram na niego presję oczekując w seksie czegoś dla siebie - stanowczo wolałabym żeby się spuszczał w chusteczkę i nie zawracał mi dupy masturbowaniem się o mnie. Tak samo chyba jednak większości żalących się kobiet nie chodziło o to, że ma być w ogóle jakikolwiek seks, ale seks z którego miałyby jednak jakąś przyjemność. Obawiam się, że "zmasturbuj się mną jak chcesz" u łóżkowego egoisty wywołałoby entuzjazm... ale jednak niekoniecznie potrzebę odwdzięczenia się.

          Może panowie uzasadnią, dlaczego nie przyklasnęli w powyższym Markowi, to może być ciekawe, no chyba że chodziło o to, że nie chcieli się narazić tym, jak to szło? Wściekłym feministkom? :D
          • kutuzow Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 09:47
            sea.sea napisała:

            > Marek był uprzejmy wielokrotnie dać do zrozumienia, że unika gry wstępnej, bo m
            > u opada. I że w trakcie samej penetracji też woli się nie koncentrować na odczu
            > ciach partnerki, bo mu opada. Generalnie z sugestii Marka dla kobiet trudno był
            > o wyinterpretować coś innego niż to, że partnerka ma za bardzo nie zawracać męż
            > czyźnie dupy swoimi potrzebami, bo jeszcze mu opadnie, zniechęci się do seksu i
            > będzie sobie wolał zwalić przy porno.

            Sea.sea --> zupełnie nie pamiętam takich stwierdzeń (także jestem autentycznie zaskoczony). Fakt, że nigdy nie czytałem tych wstawek literackich (po pierwszej próbie mnie one znudziły)
            Jeśli faktycznie były to jego rady (a nie akcja książki) to jestem gotów zmienić swój pogląd.
            Masz jakieś cytaty (linki do wypowiedzi) bo mnie to zaciekawiło (po prostu nie widziałem/nie zwróciłem uwagi na takie tekstu u Marka).
            • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 10:32
              Przeczytaj, Kutuzow, cały wątek

              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141219459,,bledne_kolo.html?v=2
              Tylko nie omiń fragmentu twórczości Marka, bo w nim też mówi- wprawdzie ustami doktora Jana Mroza, nie swoimi - o kastrującym wpływie gry wstępnej
              • urquhart Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 10:56
                zyg_zyg_zyg
                > Tylko nie omiń fragmentu twórczości Marka, bo w nim też mówi- wprawdzie ustami
                > doktora Jana Mroza, nie swoimi - o kastrującym wpływie gry wstępnej

                Czytałaś jak ustami swoich bohaterów o podobnych męskich frustracjach znacznie dosadniej i ostrzej pisze Michel Houellebecq ?
                I jest w literackiej współczesnej czołówce.
                Przecież nie treść ale forma jest problemem.
                • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 11:14
                  O w mordę, to dużo więcej jest takich, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru słów "Popieść mnie jeszcze troszkę, proszę"?

                  O jakim problemie piszesz, Urqu?
                  • sabat-77 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 11:24
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    > O w mordę, to dużo więcej jest takich, którzy nie są w stanie udźwignąć ciężaru
                    > słów "Popieść mnie jeszcze troszkę, proszę"?
                    >
                    > O jakim problemie piszesz, Urqu?
                    - dla mnie to jakas abstrakcja, lubie sprawiac przyjemnosc nawet jesli nie prowadzi to do stosunku. Wypiescic albo wylizac pania to czysta przyjemnosc.
                    • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:41
                      >Wypiescic albo wylizac pania to czysta przyjemnosc.

                      A gdyby potrzebowała ze dwóch godzin, żeby dojść...? ;-)
                      • that.bitch.is.sick Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 13:02
                        zyg_zyg_zyg napisała:

                        >
                        > A gdyby potrzebowała ze dwóch godzin, żeby dojść...? ;-)

                        to bym powiedziała że potrzebujesz trenerki seksualnej. Niestety w naszym kraju episkopat prędzej będzie leżał krzyżem w sejmie niż takie usługi się upowszechnią.
                        • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 13:25
                          Nie pytałam, co ma zrobić długo dochodząca kobieta. Tylko czy Sabatowi sprawiałoby frajdę lizanko w sytuacji, kiedy nie przynosi oczekiwanych efektów. Lub kiedy staje się zadaniem, czy też wręcz ciężką robotą ;-)
                          • sabat-77 Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 00:37
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > Nie pytałam, co ma zrobić długo dochodząca kobieta. Tylko czy Sabatowi sprawiał
                            > oby frajdę lizanko w sytuacji, kiedy nie przynosi oczekiwanych efektów. Lub kie
                            > dy staje się zadaniem, czy też wręcz ciężką robotą ;-)

                            Samo w sobie przynosi. Chociaż wolałbym, żeby jakieś efekty były, nawet liche.
                            BTW - ta robota nigdy ciężka nie jest :)
                    • gomory Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:51
                      > Wypiescic albo wylizac pania to czysta przyjemnosc

                      Tez bys chetnie lizal taka ktorej to nie podnieca i nie bierze?
                    • kag73 Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 01:37
                      "- dla mnie to jakas abstrakcja, lubie sprawiac przyjemnosc nawet jesli nie prowadzi to do stosunku. Wypiescic albo wylizac pania to czysta przyjemnosc."

                      Sabat, juz raz Ci pisalam, ze nie Twoje zdanie w tym temacie nie jest reprezentatywne, bo wyposzczony jestes i teoretyzujesz :))
                • zawle Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:02
                  urquhart napisał: > Czytałaś jak ustami swoich bohaterów o podobnych męskich frustracjach znacznie
                  > dosadniej i ostrzej pisze Michel Houellebecq ?
                  > I jest w literackiej współczesnej czołówce.
                  > Przecież nie treść ale forma jest problemem.

                  Mój ulubiony autor:) Ilekroć zaczynam popadać w zbytni samozachwyt, czytam jego książkę i już wiem na jakim etapie życia jestem. Nie mam szans na związek, bo kto będzie chciał bzyknąć 40 latkę. Żeby nie wyjść na mizogina, opisuje wyjątek. Piękna 40 letnia, smutny związek, smutny seks. Ale ona i tak w najbliższym czasie umiera na raka. Dlatego wole od facetów trzymać się daleko...chcę żyć:))))
                  • sabat-77 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:23
                    Ja bym chcial. I nie tylko bzyknac, ale i dac milosc
                    Sadze, ze takich jak ja jest wielu, wiec podobnie jak mi przyypisujesz, zyjesz w klatce przykrojona na wlasna miare. Powodzenia.
                  • aandzia43 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 22:49
                    >
                    > Mój ulubiony autor:) Ilekroć zaczynam popadać w zbytni samozachwyt, czytam jego
                    > książkę i już wiem na jakim etapie życia jestem. Nie mam szans na związek, bo
                    > kto będzie chciał bzyknąć 40 latkę. Żeby nie wyjść na mizogina, opisuje wyjątek
                    > . Piękna 40 letnia, smutny związek, smutny seks. Ale ona i tak w najbliższym cz
                    > asie umiera na raka. Dlatego wole od facetów trzymać się daleko...chcę żyć:))))


                    Och, Zawle, cudne to jest :-D Twórczość Houellebecq'a jako szczepionka na byle jakie związki? Takie jest i według mnie właściwe przeznaczenie jego książek z tytułu jego męskich bohaterów (czy może antybohaterów) ;-) Poza tym ładnie pisze.
                    • urquhart Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 07:52
                      aandzia43 napisała:
                      > Och, Zawle, cudne to jest :-D Twórczość Houellebecq'a jako szczepionka na byle
                      > jakie związki? Takie jest i według mnie właściwe przeznaczenie jego książek z t
                      > ytułu jego męskich bohaterów (czy może antybohaterów)

                      On przecież tylko potrafi wyartykułować no nieco przejaskrawiając frustracje jakich pełni są faceci o których przecież baby często nie mają pojęcia.
                      Pamiętam jak kumata przyjaciółka powiedziała mi z przęciem że po jego 3 książkach dowiedziała sie wiecej o facetach i zrozumiała nagle ich zachowanie niz przez całe dotychczasowe życie.
                      • zawle Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 08:23
                        urquhart napisał: > Pamiętam jak kumata przyjaciółka powiedziała mi z przęciem że po jego 3 książka
                        > ch dowiedziała sie wiecej o facetach i zrozumiała nagle ich zachowanie niz prze
                        > z całe dotychczasowe życie.
                        >

                        Serio? Kumata, bo umiała czytać?
                      • aandzia43 Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 10:34

                        > On przecież tylko potrafi wyartykułować no nieco przejaskrawiając frustracje ja
                        > kich pełni są faceci o których przecież baby często nie mają pojęcia.

                        No i bardzo dobrze, że potrafi. Chwała mu za to. Ale co to ma do tego, że jego męskie postacie są tak... odstręczające (choć oczywiście wzbudzające litość), że trudno mi je traktować inaczej niż jako osłabione mikroby ;-)


                        miętam jak kumata przyjaciółka powiedziała mi z przęciem że po jego 3 książka
                        > ch dowiedziała sie wiecej o facetach i zrozumiała nagle ich zachowanie niz prze
                        > z całe dotychczasowe życie.

                        Naprawdę kumata? ;-) No, może kumata, ale bardzo młoda.
                        • urquhart Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 11:05
                          aandzia43 napisała:
                          > Naprawdę kumata? ;-) No, może kumata, ale bardzo młoda.

                          Z mojego rocznika, robi karierę naukową z genetyki.
                          Pomijając że wczesny houellebecq jest moim zdaniem dla typowej konsumentki 50 twarzy geya nie do przebrniecia do końca

                          > No i bardzo dobrze, że potrafi. Chwała mu za to. Ale co to ma do tego, że jego
                          > męskie postacie są tak... odstręczające (choć oczywiście wzbudzające litość)

                          Frustracje szczególnie seksualne to przecież są bardzo przykre i odstęczające emocje , to jacy mają byc jego bohaterowie? To nie zwycięzcy osobnicy alfa, tylko typowi niezrealizowani sfustrowani faceci pełni słabości, destrukcyjnych mechanizmów rodzinnych, zranień. Normalnie funkcjonuje blokada i cenzura wstydu na przyznawanie się do tych emocji w odniesieniu do mężczyzn w kontekście innym niż wyparcie i pogarda. A bez zrozumienia co kim i jak kieruje rozwiązanie wielu problemów jest po prostu niemożliwe.
                          • aandzia43 Re: Ależ pierdoły 06.02.13, 12:05
                            > Frustracje szczególnie seksualne to przecież są bardzo przykre i odstęczające e
                            > mocje , to jacy mają byc jego bohaterowie?

                            Nie przeczę. Mnie chodziło tylko o to, że taki obraz dizała jak szczepionka, a nie czuła zachęta do wejścia w kontakt. Tym bardziej, że H. chyba nie przeprowadza czegoś na kształt przemian bohaterów. Z tego co pamiętam, a mogę słabo pamiętać, bo nie mam motywacji zgłębiać twórczości pana, bohaterowie zbierają plon tego co zasiali i odchodzą z tym samym stanem świadomości co go mieli na początku.
                            Cała reszta zgoda.
                            • urquhart "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:23
                              aandzia43 napisała:
                              > Nie przeczę. Mnie chodziło tylko o to, że taki obraz dizała jak szczepionka, a
                              > nie czuła zachęta do wejścia w kontakt. Tym bardziej, że H. chyba nie przeprowa
                              > dza czegoś na kształt przemian bohaterów. Z tego co pamiętam, a mogę słabo pami
                              > ętać, bo nie mam motywacji zgłębiać twórczości pana, bohaterowie zbierają plon
                              > tego co zasiali i odchodzą z tym samym stanem świadomości co go mieli na począt
                              > ku.

                              Jak w zyciu. Czyz nie? Pytanie co jest celem. Z pewnością nie siermiężny dydaktyzm.
                              Wiele razy mnie i innych tu baby oskarżycielko zaczepiały typowo "co ty wiesz o kobietach"
                              Houellebecq odwraca to na "co wy właściwie wiecie o facetach".
                              :)
                              • aandzia43 Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:29
                                > Wiele razy mnie i innych tu baby oskarżycielko zaczepiały typowo "co ty wiesz o
                                > kobietach"
                                > Houellebecq odwraca to na "co wy właściwie wiecie o facetach".
                                > :)

                                Ale ja wiem, że są tacy faceci. Omijam ich już z daleka. Wiem też, że takie małe kawałków H. siedzą w całkim udanych facetach :-)
                                • sabat-77 Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:38
                                  aandzia43 napisała:

                                  > Ale ja wiem, że są tacy faceci. Omijam ich już z daleka. Wiem też, że takie mał
                                  > e kawałków H. siedzą w całkim udanych facetach :-)

                                  Tu już wychodzi nieco utylitarne podejście do literatury. Mężczyzna będzie widział to inaczej, bo może się w ten sposób zmierzyć ze swoimi lękami i słabościami. Dla kobiety postać mężczyzny, nawet jako kreacja literacka, zawsze w jakimś stopniu będzie musiała skonfrontować się z lustrem idealnego partnera śpiącego gdzieś na dnie jej duszy.
                                  W przypadku mężczyzny taka konfrontacja konieczna nie jest, chyba że jest gejem.

                                  Ja to rozumiem - gdy czytam rozterki rozmemłanej mateczki gęsi nie wyrabiającej z ogarnięciem gniazda i zagonieniem doń swojego rozbrykanego miotu piskląt, to raczej szlag mnie prędzej trafi, niż zacznę się z nią utożsamiać :) Kobiecie zaś będzie łatwiej to przełknąć, bo niekoniecznie będzie w perspektywie widzieć olanego moczem ciepłym partnera i zaniedbany związek.
                                • urquhart Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 13:38
                                  aandzia43 napisała:
                                  > Ale ja wiem, że są tacy faceci. Omijam ich już z daleka. Wiem też, że takie mał
                                  > e kawałków H. siedzą w całkim udanych facetach :-)

                                  I o to chodzi właśnie!
                              • sabat-77 Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:30
                                urquhart napisał:

                                > Jak w zyciu. Czyz nie? Pytanie co jest celem. Z pewnością nie siermiężny dydakt
                                > yzm.
                                > Wiele razy mnie i innych tu baby oskarżycielko zaczepiały typowo "co ty wiesz o
                                > kobietach"
                                > Houellebecq odwraca to na "co wy właściwie wiecie o facetach".
                                > :)

                                Urqu, kiedyś bardzo zaskoczyła mnie reakcja koleżanki. Rozmawialiśmy o "American Beauty" i dziewuszka, że zjadliwym uśmiechem stwierdziła, że "frajer dostał na co zasłużył". Mnie wtedy szczerze mówiąc zamurowało, ale po niemal rocznym pobycie tutaj widzę to w innym świetle. Jej reakcja jest oczywista i zrozumiała.
                                • aandzia43 Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:35

                                  > Urqu, kiedyś bardzo zaskoczyła mnie reakcja koleżanki. Rozmawialiśmy o "America
                                  > n Beauty" i dziewuszka, że zjadliwym uśmiechem stwierdziła, że "frajer dostał n
                                  > a co zasłużył". Mnie wtedy szczerze mówiąc zamurowało, ale po niemal rocznym po
                                  > bycie tutaj widzę to w innym świetle. Jej reakcja jest oczywista i zrozumiała.

                                  Jezu, a dlaczego zasłużył?! Ja tam bardzo lubię bohatera A.B. i poza tym utożsamiam się z nim :-)
                                  • sabat-77 Re: "co wy właściwie wiecie o facetach" 06.02.13, 12:53
                                    aandzia43 napisała:

                                    > Jezu, a dlaczego zasłużył?! Ja tam bardzo lubię bohatera A.B. i poza tym utożsa
                                    > miam się z nim :-)

                                    Bo nie był dość silny i opanowany. Jako taki nie dawał oparcia.
                                    Przynajmniej pozornie.

                                    Tam z resztą kreacja głównego bohatera jest rozłożona na dwa funkcjonujące byty. Transpozycja w czasie. Młody introwertyczny chłopak - syn wojskowego i jego dorosły, funkcjonujący w nieudanym związku małżeńskim sąsiad, to ta sama osoba, tylko uwieczniona w różnych momentach życia.
                                    Młody ze swoją introwertycznością, refleksyjnością - ale jednocześnie wdrukowaną nieumiejętnością bronienia się i postawą ofiary z pewnością z czasem stanie się tym samym, kim jego sąsiad - niby główny bohater. W pewnym sensie - albo dosłownie, stanie się nim. Jego śmierć zadana rękami przemocowca / sąsiada jest metaforyczna i nieprzypadkowa. Jest katem dla obu, albo dla jednej i tej samem osoby - zależy jak patrzeć.
                                    Tym samym autor wskazuje winnego, co uważam za pewne nadużycie.

                                    Generalnie film jest strasznie przewrotny ale i głęboki, trudno mu odmówić uroku.
              • kutuzow Lost in translation? 05.02.13, 11:18
                zyg_zyg_zyg napisała:

                > Przeczytaj, Kutuzow, cały wątek
                >
                > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141219459,,bledne_kolo.html?v=2
                > Tylko nie omiń fragmentu twórczości Marka, bo w nim też mówi- wprawdzie ustami
                > doktora Jana Mroza, nie swoimi - o kastrującym wpływie gry wstępnej

                zyg_zyg_zyg --> właśnie czytam ten wątek. Odnoszę na razie wrażenie, że z jednej strony Marek dość słabo jak na literata przedstawia swoje podejście. Tj ja jako facet rozumiem co ma na myśli, ale sprzedaje to tak, że faktycznie kobiety mogą to zrozumieć błędnie.

                przykład:

                "A może seks sprawia nam cały czas wielką radośc, bo żadne z nas nie obciąża drugiej osoby odpowiedzialnością? A może gdy istnieje cos takiego jak miłość, kobieta nie cierpi gdy za każdym razem nie doświadcza orgazmu."

                patrząc na to na spokojnie, widzę w tym dwa tematy:
                1. Nasz własny orgazm w dużej mierze zależy od nas. W sytuacji gdy jesteśmy rozkojarzeni, zestresowani, itp facetowi ciężej osiągnąć erekcję i orgazm, kobiecie ciężej być "wilgotną" i mieć orgazm. Zgodzisz się z tym chyba? Ja w tym co pisał Marek widzę ostrzeżenie przed dość wygodnym podejściem kobiet, że to facet ma się starać o orgazm. Jeśli go nie mam to JEGO wina. Sorry, ale czasami jeśli kobieta jest zdekoncentrowana to i Salomon....
                trochę jak na rysunku:
                www.joemonster.org/mg/7832,49,
                2. W drugim przypadku -kwestia orgazmu za kazdym razem. Zgadzam się z Markiem że czasami w niektórych sytuacjach brak orgazmu nie jest problemem. Choćby "szybkie numerki". Decydując się na numerek w przymierzalni, czy w windzie, ciężko wymagać, by miał on długą grę wstępną, trwał 10-15 min i na koniec dał nieziemski orgazm obojgu (ku radości gapiów którzy w tym czasie zdążyli się zgromadzić dookoła). Wydaje mi się że jeśli takie przypadki są przeplatane porządnym seksem (gdzie oboje mają przyjemność), to wszystko jest OK. Z autopsji mogę napisać że dla kobiety czasami "wziął mnie tu i teraz bo tak bardzo go podniecam" jest fajne samo w sobie (o ile oczywiście to jest raz na jakiś czas a na codzień jest porządny seks satysfakcjonujący OBOJE).


                Podsumowując.
                Wg mnie wygląda to trochę tak:
                Marek pisze (moja interpretacja): "nie można wymagać tylko od drugiej strony własnej przyjemnosci", część z forumowych koleżanek odbiera to tak: "facet nie musi dbać o przyjemność kobiety"

                Marek pisze (moja interpretacja): "Czasami seks bez orgazmu też jest fajny", część z forumowych koleżanek odbiera to tak: "nie dość że nie dba o orgazm kobiety to jeszcze uważa, że tak jest dobrze i tak to powinno wyglądać".

                P.S. cytaty z książek pominąłem, bo po pierwsze nie chce się nimi katować, po drugie oddzielam życie bohaterów literackich od życia autorów tych książek (inaczej taką np. Agatę Christie należałoby wsadzić za chęć popełnienia seryjnych morderstw).
                • gomory Re: Lost in translation? 05.02.13, 11:55
                  Krocej by bylo: poniewaz Marek wkurfia kobiety, nie ma u nich taryfy ulgowej i jak mu sie cos wymsknie w towarzystwie, to zawsze bedzie fuuuujjj. Bez wyrozumialosci. Jak kazdy wiesniak: co posial to zbierze :).
                  • aandzia43 Re: Lost in translation? 05.02.13, 13:24

                    > Krocej by bylo: poniewaz Marek wkurfia kobiety, nie ma u nich taryfy ulgowej i
                    > jak mu sie cos wymsknie w towarzystwie, to zawsze bedzie fuuuujjj. Bez wyrozumi
                    > alosci. Jak kazdy wiesniak: co posial to zbierze :).

                    Hehehe, czekam z utęsknieniem, az Marek napisze w końcu coś, co uczyni z niego przynajmniej coś na kształt aspirującego do salonów wieśniaka (jeśli już trzymamay sie tej terminologii ;-)). Jak do tej pory cisza. Analiza poprzednich postów - cisza. Fragmenty twórczości - cisza.
                • zyg_zyg_zyg Re: Lost in translation? 05.02.13, 11:58
                  Kutuzow,
                  ja zupełnie inaczej odbieram to, co pisze Marek. I nie sądzę, żeby chodziło o niedoskonałość jego warsztatu literackiego. Z drugiej strony nie byłabym też tak bezwzględna i bezlitosna w ocenie, jak były dziewczyny.

                  Nie ma nic bulwersującego w tezach, które przedstawiłeś - ba, jak najbardziej zgadzam się z nimi. Natomiast nie zgadzam się z wizją Marka, z rolami, które przydziela kobiecie i mężczyźnie w seksie. Abstrahując od ról, które w seksie przydziela sobie i swojej żonie - bo to jest ich cyrk, w którym mogą funkcjonować oboje w szczęściu z zgodzie.

                  Bądź człowiekiem i napisz mi, czy z tym gościem jest coś nie tak, czy wszystko ok:

                  "Leżał obok niej i całował piękne, wysportowane, jędrne ciało. Czuł wszechogarniające podniecenie i rozkosz stykania się z kobietą. Całował jej usta, oczy, biust, włosy. Poczuł straszliwą chęć wtargnięcia. Próbował rozszerzyć jej nogi, gdy usłyszał:
                  – Jeszcze trochę mnie popieść. Proszę.
                  W tym momencie przypomniał sobie okładkę „Cosmopolitan” i tytuł ,,Kochanek doskonały". Przejmująca go rozkosz oddaliła się nieco, a głaskanie i całowanie stało się nagle pozbawioną emocji mechaniczną czynnością. Robił to jednak nadal, oczekując na znak, kiedy może połączyć się z leżącą przy nim kobietą. Ten znak jednakże nie nadchodził. Poczuł znużenie lotem, zmianą czasu i odpowiedzialnością za to, by dostarczyć partnerce odpowiedniej dawki rozkoszy. Próbował walczyć ze zmęczeniem, ale czuł, że coś, na co nie ma wpływu, wymyka się spod kontroli i mięknie.
                  – Co się stało? – spytała zaniepokojona.
                  – Nie wiem. Straciłem moc.
                  – To może za chwilę spróbujemy jeszcze raz?
                  – Chyba nie dam rady. Jestem zmęczony."
                  • kutuzow Re: Lost in translation? 05.02.13, 12:26
                    zyg_zyg_zyg napisała:

                    " Bądź człowiekiem i napisz mi, czy z tym gościem jest coś nie tak, czy wszystko
                    > ok:
                    >
                    > "Leżał obok niej i całował piękne, wysportowane, jędrne ciało. Czuł wszechogarn
                    > iające podniecenie i rozkosz stykania się z kobietą. Całował jej usta, oczy, bi
                    > ust, włosy. Poczuł straszliwą chęć wtargnięcia. Próbował rozszerzyć jej nogi, g
                    > dy usłyszał:
                    > – Jeszcze trochę mnie popieść. Proszę..."

                    zyg --> Rozumiem o co Ci chodzi. Faktycznie patrząc na to wprost wygląda to słabo (gostek, który wymiękł bo trzeba było skoncentrować się na kobiecie). Rozpatrując to czysto jako akcja na kartach książki, ocena wydaje się być jednoznacznie nieprzychylna dla bohatera.

                    Jeśli jednak miałbym patrzeć na to swoim męskim okiem to zerknąłbym głębiej. Chodzi tutaj o tą mowę ciała którą partner widzi w trakcie gry wstępnej. Jeśli partnerka nie reaguje na starania (bo to nie ta pora/ myślami jest gdzieś daleko), to faktycznie może przejść podniecenie i ochota. Nie raz już tutaj wałkowaliśmy że podniecenie drugiej strony jest dla nas największym afrodyzjakiem.

                    Widzę wiec tutaj taką dość cienką granicę interpretacji*, gdzie z jednej strony gość może być cieniarzem, co to mięknie na myśl o staraniu się. Z drugiej zaś strony może być facetem który zna mowę ciała swej kochanki i wie że w tej chwili z seksu i tak nic nie wyjdzie, bo nie jest w nastroju (i dalsze pieszczoty nic nie zmienią).

                    * myślę że ta interpretacja zależy od naszych własnych życiowych doświadczeń i tego co przeżyliśmy/kogo spotkaliśmy. Wtedy jesteśmy bardziej wyczuleni na jedną lub drugą opcję.
                    Troche na tej zasadzie. Ja mam świadomość, że część facetów to straszne dupki. Jednak dla mnie osobiście nie jest to jakiś rażący problem (bo nie są moją "grupą docelową") jeśli chodzi o związki. Ty jako kobieta wiesz pewnie że część kobiet kieruje się egoistycznymi przesłankami co do związku, bo zależy im głównie na dzieciach (jak przywoływana przeze mnie pani w wątku obok co to chce przyjacielskiego związku). Dla Ciebie to pewnie problem jak każdy inny, ja to odbieram mocniej, bo teoretycznie jako facet mam szanse spotkać na swojej drodze taką osobę (tak jak Ty możesz trafić na jakiegoś dupka).
                    • zyg_zyg_zyg Re: Lost in translation? 05.02.13, 13:14
                      Dzięki, Kutuzow, za odpowiedź.

                      I masz rację o patrzeniu przez pryzmat własnych doświadczeń - kiedyś w trochę podobnej sytuacji spotkałam się nie z opadem, ale z bulwersem i zarzutem instrumentalnego traktowania. Z tym że to akurat wynikało z kompleksów mojego partnera i wymagań, które sobie sam stawiał i którym nie mógł sprostać. To pociągało za sobą ignorowanie moich rzeczywistych potrzeb na rzecz tych wyimaginowanych przez niego.
                    • aandzia43 Re: Lost in translation? 05.02.13, 13:19
                      Błagam, Kutuzow, przestań międlić temat na sucho, tylko przyczytaj wszystko to, co i my przeczytaliśmy. A fragmenty prozy Marka i konteksty, w jakich je cytuje koniecznie. Przestań wyważać otwarte drzwi - my też zgadzamy się swobodnym leszczem z tezami, że: nie zawsze orgazm kobiecy świadczy o udanym stosunku, nie zawsze trzeba pałać wielką żądzą by przystąpic do satysfakcjonującego obie strony stosunku i w końcu: para ludzi może sobie żyć, jak im się podoba, jeśli obydwoje są tym sposobem ustatysfakcjonowani. Przygotuj się do lekcji i wtedy gadaj.
                      Aha, pokusiłam się o przeczytani pierwszej z brzegu recenzji Marka książki, jaka znalazłam w internecie. Recenzja napisana przez mężczyznę. I cytat:

                      "Zbyt często przewijają się elementy wskazujące, że książka jest jednak w sporej mierze romansem – podejście do kobiet sprowadza je częstokroć do roli narzędzi – zmiana partnerki albo oszukiwanie żony nie stają się dla bohatera problemem. Opisy wielu scen są trudne do określenia – czy też narrator wchodzi faktycznie w sferę intymną, czy też wychodzi na palcach z sypialni bohatera. Mimo deklaracji bohatera, że kocha kobiety, deklaracja tego uczucia jest najwidoczniejsza w patriarchalnej seksualności a nie w konkretnych działaniach."

                      Oczywiście autor a podmiot literacki to nie to samo, bla bla bla. Tylko, że Marek nie posiada hm... na tyle plastyczności i talentu, by móc stworzyć podmiot inny, niż ten będący ucieleśnieniem jego wyobrażeń i potrzeb.
                      • kutuzow Re: Lost in translation? 05.02.13, 14:10
                        aandzia43 napisała:

                        > Oczywiście autor a podmiot literacki to nie to samo, bla bla bla. Tylko, że Mar
                        > ek nie posiada hm... na tyle plastyczności i talentu, by móc stworzyć podmiot i
                        > nny, niż ten będący ucieleśnieniem jego wyobrażeń i potrzeb.
                        >

                        aandzia --> nie mi to oceniać czy ma talent czy nie. Przeczytałem jeden fragment, nie zrobił na mnie wrażenia, resztę pomijałem. Nie jestem tutaj na forum dla analizy literatury.
                        Przyznasz jednak że trochę dziwnie zakładać wprost, że z powodu (domniemanego) braku talentu podmiot literacki ma cechy autora i na tej podstawie toczyć batalie.

                        Dostrzegam za to pewne zachowania "stadne" na forum. Z jednej strony "walka" z Markiem, z drugiej strony "matkowanie" Sabatowi. Zerknij na wątek ile kobiet szuka rozwiązań dla Sabata, a ilu wypowiada się tam facetów*. Dostrzegasz dysproporcje?

                        * wg mnie większość facetów miało wcześniej jakieś porady dla Sabata, nie chciał z nich skorzystać, to nie próbują go "wychowywać" na siłę. Nie mają takiego matczynego zacięcia jak część forumowych koleżanek ;-)
                        • zawle Re: Lost in translation? 05.02.13, 14:35
                          Najpierw wstęp. Jestem na tym forum od 2007 roku. Pisałam pod innym nickiem. Od niedawna znowu piszę a nie tylko czytam.

                          Marek też dostaje porady. Trudno żeby miały one inny charakter, niż ten który mają, w momencie gdy obwołał się prawdziwym facetem. I jest nim....we własnym domu, z własną żoną. Dla kobiet tu będących jest żałosny. Poprzez zwracanie uwagi na absurdalność Markowych wywodów też mu doradzają. Ale Marek rad nie potrzebuje, bo jego filozofia życiowa u niego się sprawdza. Podobnie jest z sabatem. Wbrew pozorom też jest w miarę zadowolony ze swojego losu i zmian nie przewiduje. Kobietom jest dużo trudniej zrozumieć że walą głową o ścianę. Dlatego walczą o szczęście sabata oraz o ( w sensie ogólnym) przetrzeżwienie Marka. Taka kobieca konstrukcja psychiczna...


                          pomer_anya napisała:
                          Rywalizacja męsko-kobieca istnieje. Chociażby dla tego, że sama Natura nas, kobiety, ustawiła w pozycji słabszej. Oczywiście kultura to jakoś wyrównuje, ale ludzie mają tak mało kultury.
                          • that.bitch.is.sick Re: Lost in translation? 05.02.13, 14:44
                            zawle napisała:
                            . Dlatego walczą o
                            > szczęście sabata oraz o ( w sensie ogólnym) przetrzeżwienie Marka. Taka kobiec
                            > a konstrukcja psychiczna...

                            Co za bzdury. A kogo obchodzi trzeźwienie kogokolwiek:). My tu po prostu robimy sobie jaja. Sabat to ma przynajmniej poczucie humoru i jest sympatyczny. Gdybyśmy byli na jakiejś rajskiej wyspie- to zakład że sabat by już tu wszystkie laski przeleciał łącznie z Tobą, a tamci dalej by snuli te swoje suche kazania, nie łapiąc nawet co się dzieje.
                            >
                            >
                            > pomer_anya napisała:
                            > Rywalizacja męsko-kobieca istnieje. Chociażby dla tego, że sama Natura nas, kob
                            > iety, ustawiła w pozycji słabszej. Oczywiście kultura to jakoś wyrównuje, ale l
                            > udzie mają tak mało kultury.
                            • zawle Re: Lost in translation? 05.02.13, 15:14
                              that.bitch.is.sick napisała: > Co za bzdury. A kogo obchodzi trzeźwienie kogokolwiek:). My tu po prostu robimy
                              > sobie jaja. Sabat to ma przynajmniej poczucie humoru i jest sympatyczny. Gdyby
                              > śmy byli na jakiejś rajskiej wyspie- to zakład że sabat by już tu wszystkie las
                              > ki przeleciał łącznie z Tobą, a tamci dalej by snuli te swoje suche kazania, ni
                              > e łapiąc nawet co się dzieje.

                              My? Łał. Co do przelecenia....wbrew pozorom nie jestem taka nieprzystępna:) Przelecieć bym się pewnie dała/przeleciałabym. I chyba nie z racji jego poczucia humoru, tylko rajskości wyspy oraz dużej konkurencji:)
                            • hello-kitty2 Re: Lost in translation? 05.02.13, 15:50
                              that.bitch.is.sick napisała:

                              > Co za bzdury. A kogo obchodzi trzeźwienie kogokolwiek:). My tu po prostu robimy
                              > sobie jaja. Sabat to ma przynajmniej poczucie humoru i jest sympatyczny. Gdyby
                              > śmy byli na jakiejś rajskiej wyspie- to zakład że sabat by już tu wszystkie las
                              > ki przeleciał łącznie z Tobą, a tamci dalej by snuli te swoje suche kazania, ni
                              > e łapiąc nawet co się dzieje.

                              Eeee watpie. Nie moglby, bo przeciez jest zonaty. Wielokrotnie podkreslal, ze poprostu by nie mogl (ostatnio w rozmowie z Aandzia, wczesniej z Toba) przysiegal, ze by nie byl do takiego swinstwa zdolny.
                              • zawle Re: Lost in translation? 05.02.13, 15:54
                                hello-kitty2 napisała: Eeee watpie. Nie moglby, bo przeciez jest zonaty. Wielokrotnie podkreslal, ze p
                                > oprostu by nie mogl (ostatnio w rozmowie z Aandzia, wczesniej z Toba) przysiega
                                > l, ze by nie byl do takiego swinstwa zdolny.

                                Bohater z czasów romantyzmu....nieszczęśliwy, skazany na swój los, pogodzony w imię idei wyższych...brawo!!!!
                                • sabat-77 Re: Lost in translation? 05.02.13, 21:53
                                  Nie jestem pogodzony, jesli warunki ulegna poprawie, wtedy sie rozwiode. Teraz to sie nie oplaca, powtarzam po raz ostatni. Za kolejnym razem zaczne walic lbem w klawiature :)
                                  • zawle Re: Lost in translation? 05.02.13, 22:06
                                    sabat-77 napisał:

                                    > Nie jestem pogodzony, jesli warunki ulegna poprawie, wtedy sie rozwiode. Teraz
                                    > to sie nie oplaca, powtarzam po raz ostatni. Za kolejnym razem zaczne walic lbe
                                    > m w klawiature :)

                                    Wierzę Ci sabat. Mam koleżankę która przygotowywała się do rozwodu 7 lat. Ciągle to od niej słyszałam. Zbierała papiery na męża, była w stałym kontakcie z prawnikiem, zabezpieczała się. I rzeczywiście się rozwiodła. Co prawda znowu z nim mieszka ( sprowadził się z powrotem po nieudanym drugim małżeństwie, bo apartament jest współny), utrzymuje go ( opłaca się jej, bo pilnuje dzieci), mają egzekucje komornicze( sprawy sądowe w toku), ale to już inna opowieść...:)
                                    • bcde Re: Lost in translation? 05.02.13, 22:13
                                      zawle napisała:
                                      > Wierzę Ci sabat. Mam koleżankę która przygotowywała się do rozwodu 7 lat. Ciągl
                                      > e to od niej słyszałam. Zbierała papiery na męża, była w stałym kontakcie z pra
                                      > wnikiem, zabezpieczała się.

                                      Sabat musi mieć pewność, że rozwód mu się opłaci, więc będzie się przygotowywał przynajmniej 17 lat. Jako ekonomista liczy na to, że "niewykorzystany kapitał uczuć zwróci mu się z procentem."
                                      • sabat-77 Re: Lost in translation? 05.02.13, 22:32
                                        bcde napisał:

                                        > Sabat musi mieć pewność, że rozwód mu się opłaci, więc będzie się przygotowywał
                                        > przynajmniej 17 lat. Jako ekonomista liczy na to, że "niewykorzystany kapitał
                                        > uczuć zwróci mu się z procentem."

                                        Ależ z ciebie małpa złośliwa. Ziarno prawdy może w tym być, jeśli nie wypali mój plan finansowy, to może skończyć się rozwodem wraz z osiągnięciem pełnoletności dzieci.

                                        Co do niewykorzystanego kapitału uczuć - po poznaniu prawdy, jakimi torami ta mechanika uczuć podąża - nie liczę już na żadne uczucia, nawet nie na namiętność, tylko na święty, anielski spokój. Czyli to co najważniejsze :)
                              • that.bitch.is.sick Re: Lost in translation? 05.02.13, 15:57
                                hello-kitty2 napisała:

                                > Eeee watpie. Nie moglby, bo przeciez jest zonaty. Wielokrotnie podkreslal, ze p
                                > oprostu by nie mogl (ostatnio w rozmowie z Aandzia, wczesniej z Toba) przysiega
                                > l, ze by nie byl do takiego swinstwa zdolny.

                                A Tobie co powiedział że tak bluzgał? A propos, czemu nie odpowiedziałaś na moje zaproszenie?:)
                                • hello-kitty2 Re: Lost in translation? 05.02.13, 17:42
                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                  > A Tobie co powiedział że tak bluzgał?

                                  Nie kojarze o co konkretnie pytasz.

                                  A propos, czemu nie odpowiedziałaś na moj
                                  > e zaproszenie?:)

                                  Najpierw dlugo sie zastanawialam, po czym odpowiedzialam - odrzucilam. Te zaproszenia przeciez nie sa potrzebne, zeby pogadac. To chyba jakas pozostalosc po starych rozwiazaniach gazety. Niepotrzebne to, chyba ze dla dekoracji, tak jak ma siersciuch na przyklad :)
                                  • that.bitch.is.sick Re: Lost in translation? 06.02.13, 09:48
                                    hello-kitty2 napisała:


                                    >
                                    > Najpierw dlugo sie zastanawialam, po czym odpowiedzialam - odrzucilam. Te zapro
                                    > szenia przeciez nie sa potrzebne, zeby pogadac. To chyba jakas pozostalosc po s
                                    > tarych rozwiazaniach gazety. Niepotrzebne to, chyba ze dla dekoracji, tak jak m
                                    > a siersciuch na przyklad :)

                                    To ja poproszę dekorację, chyba że jest inny powód, ale przecież Ty się nie obrażasz?:)
                                    • hello-kitty2 Re: Lost in translation? 06.02.13, 10:36
                                      that.bitch.is.sick napisała:

                                      > To ja poproszę dekorację, chyba że jest inny powód, ale przecież Ty się nie obr
                                      > ażasz?:)

                                      Podobaja Ci sie Hello Titty, co? Oryginalne tez chcesz? Tylko na wymiane :)
                        • aandzia43 Re: Lost in translation? 05.02.13, 22:41
                          > aandzia --> nie mi to oceniać czy ma talent czy nie.

                          Przepraszam bardzo, nie oceniam, czy Marek w ogóle ma talent literacki (bo lekkość pisania na pewno ma), tylko czy ma talent w warstwie budowania postaci czyli czy potrafi tworzyć wielowymiarowe podmioty literackie nie będące dokładnym odbiciem jego ego. Otóż po przecztytaniu fragmentów kilku powieści stwierdzam, że nie potrafi. Wszystkie męskie postacie są w warstwie erotyczno-damskomęskiej na jedno kopyto, a to jedno kopyto jest kopytem, jakie Marek prezentuje od pewnego czasu na forum. Analiza literacka fragnemtów jego utworów, jak to ująłeś, interesuje mnie o tylko tyle, o ile może coś powiedzieć o autorze, który jest naszym interlokutorem. Powyższe jest wytłumaczeniem twojego:
                          > Przyznasz jednak że trochę dziwnie zakładać wprost, że z powodu (domniemanego)
                          > braku talentu podmiot literacki ma cechy autora i na tej podstawie toczyć batal
                          > ie.
                          Chyba nie jest to już takie dziwne, prawda? Dobrze jest wiedzieć, z kim się rozmawia, a tę wiedzę należy czerpać ze źródeł które mamy dostępne. A Marek swoje źródła udostępnia chętnie. Niechętnie zaś godzi na interpretację inną, niż jedyna słuszna.



                          > Dostrzegam za to pewne zachowania "stadne" na forum. Z jednej strony "walka" z
                          > Markiem, z drugiej strony "matkowanie" Sabatowi. Zerknij na wątek ile kobiet sz
                          > uka rozwiązań dla Sabata, a ilu wypowiada się tam facetów*. Dostrzegasz dysprop
                          > orcje?

                          A co to ma do rzeczy? Co ty mi tu z zachowaniami stadnymi wyskakujesz? Nie było cię tu parę dni temu, doczytać ci się nei chce, więc nie zauważyłeś, że pierwszą osobą, która ostro i nieprzyjemnie konkretnie zaczęła drążyć i zadawać niewygodne pytania Markowi byłam ja. Byłam mocno przed "stadem" i początkowo narażałam się na zarzuty ze strony koleżanek głaszczących Mareczka go główce. Czy naprawdę sądzisz, że mnie stado ogranicza aż tak bardzo?


                          * wg mnie większość facetów miało wcześniej jakieś porady dla Sabata, nie chcia
                          > ł z nich skorzystać, to nie próbują go "wychowywać" na siłę. Nie mają takiego m
                          > atczynego zacięcia jak część forumowych koleżanek ;-)

                          Też kiedyś miałam porady dla Sabata, ale już mi się nie chce ich mieć, bo on ma to w dupie. Nie angażuję sie w sprawy przegrane. Nie chce mi się. Sabata natomiast lubię, czytam go (najchęntniej wypowiedzi nie dotyczące jego sytuacji, uważam, że w przeciwieństwie do Marka jest bystry, empatyczny, elastyczny, oczytany i umie wyskakiwać poza paradygmat. Poza tym Marek też kiedyś dostawał grzeczne porady. Ode mnie co prawda tylko pro forma (ale też bardzo grzecznie), ale inne koleżanki zdawały się być dość zaangażowane ;-)
                          • kutuzow Re: Lost in translation? 06.02.13, 11:58
                            > > aandzia --> nie mi to oceniać czy ma talent czy nie.
                            >
                            > Przepraszam bardzo, nie oceniam, czy Marek w ogóle ma talent literacki (bo lekk
                            > ość pisania na pewno ma), tylko czy ma talent w warstwie budowania postaci czyl
                            > i czy potrafi tworzyć wielowymiarowe podmioty literackie nie będące dokładnym o
                            > dbiciem jego ego.

                            > Analiza literacka fragnemtów jego utworów, jak to ująłeś, i
                            > nteresuje mnie o tylko tyle, o ile może coś powiedzieć o autorze, który jest na
                            > szym interlokutorem.


                            aandzia --> nadal będę się upierał za tym żeby nie oceniać piszącego po tym co przytacza.
                            Czy gdyby na forum pojawiło się jakieś nowe wcielenie talentu na miarę Nabokova i wrzuciło fragmenty czegoś w stylu "Lolita 2", to też byś go opieprzała, że to pewnie zboczeniec i pedofil w życiu prywatnym jest? Zobacz że byt wirtualny może być zupełnie innym Markiem niż ten Marek którego zna jego własna żona. Sabat i jego nowe alter-ego dobrze to ilustruje. Niby stary Sabat a jakiśsiś inny ;-)

                            Czy jak ja przypomniałem kiedyś Sabatowi fragment "Clerks 2", gdzie mówili o tym że internet służy facetom głównie do szukania zboczonych akcji (np. z osłem) to zaczynasz podejrzewać mnie o zoofilskie ciągoty? Bo skoro cytaty literackie mają o nas mówić, to czemu nie inne formy (filmy, piosenki z youtuba itp)

                            Dalej tematu Marka nie ciągnę, wrócił, wrzucił kolejny swój fragment i już mi się odechciało wyjaśniać ;-) Brawa dla Zawle - pięknie odpisała swoim fragmentem dzieła i to zamyka sprawę :-)
                            • sabat-77 Re: Lost in translation? 06.02.13, 12:08
                              kutuzow napisał:


                              > Czy gdyby na forum pojawiło się jakieś nowe wcielenie talentu na miarę Nabokova
                              > i wrzuciło fragmenty czegoś w stylu "Lolita 2", to też byś go opieprzała, że t
                              > o pewnie zboczeniec i pedofil w życiu prywatnym jest?

                              Ja bym na naszym forum widział raczej Burroughsa, z jego "Nagim Lunchem" :) Ale wątpię by przeszło, nawet we fragmentach.
                            • aandzia43 Re: Lost in translation? 06.02.13, 12:12

                              > aandzia --> nadal będę się upierał za tym żeby nie oceniać piszącego po tym
                              > co przytacza.
                              > Czy gdyby na forum pojawiło się jakieś nowe wcielenie talentu na miarę Nabokova
                              > i wrzuciło fragmenty czegoś w stylu "Lolita 2", to też byś go opieprzała, że t
                              > o pewnie zboczeniec i pedofil w życiu prywatnym jest? Zobacz że byt wirtualny m
                              > oże być zupełnie innym Markiem niż ten Marek którego zna jego własna żona. Saba
                              > t i jego nowe alter-ego dobrze to ilustruje.

                              Jezusmaryja, Kutuzow, nie kąsasz! Właśnie piszę wyraźnie, że Marek jest tym, czym są jego bohaterowie w warstwie damsko-męskiej, bo, między innymi, nie ma talentu Nabokova. Talent Nabokova pozwalał mu budować podmioty literackie odległe od jego ego jak stąd na Kamczatkę. A więc możemy w miarę serio brać fragmenty, które sam wciska nam jak akwizytor swój towar. A co sobie na ten temat myśli jego żona to już zupełnie inny temat. Podejrzewam, że rzeka ;-)

                              >
                              > Dalej tematu Marka nie ciągnę, wrócił, wrzucił kolejny swój fragment i już mi s
                              > ię odechciało wyjaśniać ;-) Brawa dla Zawle - pięknie odpisała swoim fragmentem
                              > dzieła i to zamyka sprawę :-)

                              O tak, Zawle jest niezła. A odpowiedź Marka na jej zakończenie sceny jakże dla niego charekterystyczna. Wyjądkowo przewidywalny uczestnik forum ;-)
                              • zyg_zyg_zyg Re: Lost in translation? 06.02.13, 12:25
                                > O tak, Zawle jest niezła.

                                Na spółę z Sabatem mogliby stanowić niebezpieczną dla Marka konkurencję na rynku :-)

                                Kutuzow, przeczytałeś jeden fragment twórczości Marka, więc na pewno Ci umknął fakt, że on i jego bohaterowie używają tych samych sformułowań i odniesień.
                                • kutuzow Re: Lost in translation? 06.02.13, 12:41
                                  zyg_zyg_zyg napisała:


                                  > Kutuzow, przeczytałeś jeden fragment twórczości Marka, więc na pewno Ci umknął
                                  > fakt, że on i jego bohaterowie używają tych samych sformułowań i odniesień.

                                  Sorry, już DWA fragmenty (nieopatrznie przeczytałem ten drugi, którym "powrócił" na forum).
                                  W efekcie żałuję że zabierałem głos w tym wątku ;-) Jakoś bym wytrzymał bez tej prozy na forum.

                • sea.sea Re: Lost in translation? 05.02.13, 17:20
                  Jak Marek widzi, że koleżanki źle interpretują jego klepaninę, to zamiast dyskutować z własnymi projekcjami na temat tego, co uważa byt forumowy, mógłby na przykład wskazać nieco celniejszą interpretację, prawdaż. Tobie się jakoś udało, mimo że nie jesteś literatem ;)
              • sea.sea Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 16:44
                Dziękuję, bo już miałam wizję przetaczania się raz jeszcze przez tę radosną twórczość.
        • that.bitch.is.sick Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 11:03
          Nie wiem bcde co Ci odpisać, generalnie mam wrażenie że rozmawiam z nastolatkiem, który seks utożsamia z ruchami frykcyjnymi. Definicja ludzkich zachowań seksualnych jest szersza jeśli nie doświadczyłeś na własnym fiucie jeszcze rozszerzenia granic tej definicji - twoja strata. Ja np. umiem zrobić że facet ma orgazm bez wytrysku - ty potrafisz doprowadzić do orgazmu kobietę? Powiem tak żebyś zrozumiał, bo jak dotąd z tym ciężko.
          Seks kiedy kobieta nadstawia dupę z innych powodów niż takie że mianowicie chce jej się ruchać - to kurewstwo albo gwałt - tudzież katolicki akt małżeński - jak słyszałam (są jednym ciałem - słowa Mareczka) w rozgłośni ojca rydzyka - nie jest ważne czy kobieta ma z tego fun, albowiem ona robi prezent partnerowi, a gdy jest żoną to nawet ma ponoć taki obowiązek. Nie wątpię że są faceci którym wystarczy nadstawiona dupa kobiety, ale wątpię aby ich uboga seksualność kogoś fascynowała:)
          • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 11:30
            > Seks kiedy kobieta nadstawia dupę z innych powodów niż takie że mianowicie chce
            > jej się ruchać - to kurewstwo albo gwałt

            A co Ci do tego, Bitch, czym jest seks dla innych?

            Dlaczego kurwami mają być kobiety, które traktują nadstawianie dupy jako obowiązek podobny do obowiązku naprawienia cieknącego sracza przez męża? Ani to przyjemne, ani nieprzyjemne - a zrobić trzeba, bo jak się nie zrobi wszystkim będzie gorzej.

            Abstrahując od Marka i jego żony - co jest złego w tym, że kobiety nie interesuje własny orgazm, ale największą frajdą jest dla niej możliwość zaspokojenia mężczyzny?

            Nie mówię o sytuacji, w której ona ma jakieś potrzeby, które nie są zaspakajane, bo jemu brak umiejętności, chęci i zrozumienia i jest egoistyczną zakutą pałą.
            • that.bitch.is.sick Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:05
              zyg_zyg_zyg napisała:
              t
              >
              > A co Ci do tego, Bitch, czym jest seks dla innych?
              >
              > Dlaczego kurwami mają być kobiety, które traktują nadstawianie dupy jako obowią
              > zek podobny do obowiązku naprawienia cieknącego sracza przez męża? Ani to przyj
              > emne, ani nieprzyjemne - a zrobić trzeba, bo jak się nie zrobi wszystkim będzie
              > gorzej.
              >
              > Abstrahując od Marka i jego żony - co jest złego w tym, że kobiety nie interesu
              > je własny orgazm, ale największą frajdą jest dla niej możliwość zaspokojenia mę
              > żczyzny?
              >
              > Nie mówię o sytuacji, w której ona ma jakieś potrzeby, które nie są zaspakajane
              > , bo jemu brak umiejętności, chęci i zrozumienia i jest egoistyczną zakutą pałą
              > .

              To zależy co mi do tego, jak ktoś prezentuje swoje podejście na forum - to ja mam prawo swoje zdanie zaprezentować. A poza tym to nie mam w zwyczaju stać z boku i mam na różne rzeczy swoją opinię. Słowo to też narzędzie. Słowa też mogą ranić. To mi do tego. Osobiście mnie pewne rzeczy też dotyczą.
              No zaraz jeśli kobieta idzie do łóżka w zamian za naprawiony kran - to mamy na to w naszym języku odpowiednią nazwę. To by było nie fair w stosunku do prostytutek, które doświadczają wykluczenia na margines społeczny.
              Przykro mi ale relacja męsko-damska nas wszystkich dotyczy, więc mówmy o faktach. Nie można nazywać normą czegoś co jest wypaczeniem i co społeczeństwo samo piętnuje jako wypaczenie.
              • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:09
                > No zaraz jeśli kobieta idzie do łóżka w zamian za naprawiony kran

                Nie w zamian za naprawiony kran. W zamian za spokój i zadowolenie ze wspólnego życia - SWOJE i męża.
                • that.bitch.is.sick Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:18
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  >
                  > Nie w zamian za naprawiony kran. W zamian za spokój i zadowolenie ze wspólnego
                  > życia - SWOJE i męża.

                  To znaczy to samo! Z mojej strony ojapierdolę:) Wszystko ok., dopóki jakaś postać nie nazywa używanie cipki w ten sposób miłością i mi nie przez to nie insynuuje, że jak kocham - to dam. Bo nazywanie tego miłością - to wplatanie tego (wg. mnie paskudztwa) w szersze uniwersum bardzo istotnych dla wielu osób definicji.
                  • zawle Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:27
                    Gdybym kochała, facet by mnie pociągał, lubiłabym seks to tez nie powiedziałabym nie, nawet gdyby mi się zbytnie nie chciało. Czasami nie mam ochoty iść na spacer, a jak ruszę dupsko to okazuje się że jest całkiem fajnie. Oczywiście zakładam że gdy padam na twarz to facet z wymienionych wyżej powodów daje mi spokój. Nie potrafiłabym jednak darzyć uczuciem faceta który samozwańczo obwołał się Królem Lwem, Panem i Władcą. No chyba że się akurat w to bawimy:) Nie....w Króla Lwa bym się nie bawiła,ale w Pana i Władcę chętnie. W Shreka też nie....Królewna śnieżka i dwa krasnoludki....mogłoby mi się spodobać.
                    • fish_flesh_fowl Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 12:48
                      Swoją drogą ciekawa jestem, czy zgromadzeni doradzaliby swoim nastoletnim córkom "dawanie" ich nastoletnim chłopakom nawet, gdy nie mają na to specjalnej ochoty - bo on musi ^.^
                      • kutuzow Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 13:39
                        ish_flesh_fowl napisała:

                        > Swoją drogą ciekawa jestem, czy zgromadzeni doradzaliby swoim nastoletnim córko
                        > m "dawanie" ich nastoletnim chłopakom nawet, gdy nie mają na to specjalnej ocho
                        > ty - bo on musi ^.^

                        ... a gdyby Wasz synek (w przyszłości):

                        www.youtube.com/watch?v=bGcTsG6zxZs
                        (scena kontroli drogowej z Miś-a pasuje tutaj idealne)

                        • fish_flesh_fowl Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 13:47
                          kutuzow napisał:

                          > ... a gdyby Wasz synek (w przyszłości):
                          ...
                          > (scena kontroli drogowej z Miś-a pasuje tutaj idealne)

                          Touche:)
                      • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 14:54
                        > Swoją drogą ciekawa jestem, czy zgromadzeni doradzaliby swoim nastoletnim córko
                        > m "dawanie" ich nastoletnim chłopakom nawet, gdy nie mają na to specjalnej ocho
                        > ty - bo on musi ^.^

                        No ja bym nie doradzała. Tak samo jakbym nie doradzała tak mężatkom. Ale gdyby tu przyszła żona Marka i rzeczywiście przyznała, że daje, bo jest wyrozumiałą i kochającą żoną, to przecież jej nie będę jej nawracać i przekonywać, że to bullshit. I że jak nie krzyczy z rozkoszy za każdym razem, to jest zwyczajną kurwą.
                  • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 14:43
                    No zgoda. A Ty analogicznie nie wplatasz pojęcia kurewstwa w szersze uniwersum?
                    • that.bitch.is.sick Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 14:50
                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      > No zgoda. A Ty analogicznie nie wplatasz pojęcia kurewstwa w szersze uniwersum?

                      Podstawy logiki. Miłość to pojęcie abstrakcyjne. Kurewstwo, kurwa - to pojęcie konkretne tudzież jakościowe.
                      • zyg_zyg_zyg Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:01
                        > Kurewstwo, kurwa - to pojęcie konkretne tudzież jakościowe.

                        No bardzo konkretne pojęcie:
                        sjp.pwn.pl/slownik/2572725/prostytucja
                        To co z nim robisz, to co najmniej rozszerzasz o krany i święty spokój...
                      • kutuzow Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:10
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > Podstawy logiki. Miłość to pojęcie abstrakcyjne. Kurewstwo, kurwa - to pojęcie
                        > konkretne tudzież jakościowe.

                        Tak Ci się tylko wydaje Bitch. Może kiedyś tak było gdy był jasny podział na kurwy w burdelach i ulicznice i matrony z zacisza domowego.

                        Dzisiaj jest dużo odcieni szarości pomiędzy czarnym i białym kolorem.

                        Potrafisz nakreślić tutaj jasną linię gdzie na poniższej liście kończy sie kurestwo:

                        -Prostytutka (taka z agencji lub Roksy)
                        -Laska od ogłoszeń "sponsora szukam"
                        -Laska od sponsoringu, ale która ma jednego sponsora.
                        -Laska od sponsoringu, która jest zakochana w tym jednym kliencie.
                        -Panna która ma jednego chłopaka, jest mu wierna, ale jest z nim dla jego kasy (bo ma np. gratis mieszkanie
                        -Panna która pokochała faceta, ale na początku zwróciła uwagę głównie na jego kasę (sam w sobie wydawał się jej nudny).
                        -Panna która chce wyjść za gościa którego nie kocha ponieważ wie że on zapewni jej i dziecku utrzymania, a ona będzie mogła zająć się macierzyństwem (przy czym seks jest tylko w celu prokreacji bo seksu jako takie nie lubi).
                        -Małolata która zaszalała na imprezie, przespała się z przypadkowym gościem, a ten zostawił jej rano trochę kasy za upojną noc i karteczkę z podziękowaniami.
                        -Kobieta która robi karierę "przez łóżko" szefa


                        • zawle Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:16
                          Pogrupujmy chociaż...Kurwy, racjonalnie myślące, myślące macicą:))))
                          • hello-kitty2 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:38
                            zawle napisała:

                            > Pogrupujmy chociaż...Kurwy, racjonalnie myślące, myślące macicą:))))

                            Zawle, w ktorej grupie sie widzisz? :) Czy nie powinno sie otworzyc jakas grupy, dla tych co seksu nie uprawiaja? Czy to sie nie wyklucza?
                            • zawle Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:42
                              Jako prawdziwa kobieta byłam we wszystkich!!!!! Nawet w tej co seksu nie uprawiają:)))
                              • hello-kitty2 Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:46
                                zawle napisała:

                                > Jako prawdziwa kobieta byłam we wszystkich!!!!! Nawet w tej co seksu nie uprawi
                                > ają:)))

                                Nie tylko we wszystkich ale rowniez na pierwszym miejscu! :)
                                • zawle Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 15:51

                                  www.youtube.com/watch?v=RxWcYpAdjDk
                            • marek.zak1 Kran za sex 05.02.13, 18:15
                              Jestem i czytam. Cieszę sie, że dyskusja sie tak rozwinęła. Po tezie, że naprawa kranu za seks jest w małżeństwie prostytucją, ostatnia bariera opadła. Czym teraz są kwiaty, kolacje, wycieczki, ciuchy...? A jak oceniacie poniższa sytuację. Czy Agnieszka bedzie prostytutką słusznie idąc z szefem do łóżka. Kocham Was.. Marek


                              - Trzeba zamknąć jeden z zakładów koncernu. Ten, który przynosi straty i jest najmniej wydajny, prawda?
                              - Nie wiem.
                              - Ale będziesz mogła podjąć tę decyzję. Jeśli spędzisz ze mną noc, rano wyznaczysz sama zakład do zamknięcia. Jeden z trzech najgorszych. Napiszesz, który zamykamy, a ja każę moim ludziom to uzasadnić.
                              - Jak to?
                              - Zwyczajnie. Tu, widzisz, na końcu prezentacji są wnioski. Zostawiłem wolne miejsce. Rano podejdziesz do laptopa i wyznaczysz zakład do zamknięcia. Jeśli sama tego nie zrobisz, ja nie będę miał innego wyboru, tylko wpiszę tu Niklan.
                              - To niemozliwe. Niklan to dobra firma.
                              - Najgorsza w grupie. Ma tylko jeden atut.
                              - Jaki?
                              Meżczyzna uśmiechnął się.
                              - Ciebie.
                              - Sergio. Ja nie jestem kurwą, która dla pieniędzy pójdzie z tobą do łóżka.
                              - Wszystko na świecie kręci się dookoła pieniędzy. Pieniądze to praca dla tysiecy ludzi, podatki dla kraju i dywidenda dla akcjonariuszy, ale także twoje mieszkanie, samochód.
                              - Ja nie jestem prostytutką.
                              • zawle Re: Kran za sex 05.02.13, 19:13
                                marek.zak1 napisał: Czy Agnieszka bedzie prostytutką słusznie idąc z szefem do łóżka.


                                - Wiem Agnieszko że nią nie jesteś. Jeszcze raz udowodniłaś mi staremu, przeżartemu przez życie cynikowi, kim jesteś.
                                Anatol- bo tak było mu na imię, wyciągnął coś z kieszeni.
                                Zdecydowanym ruchem wziął rękę Agnieszki i założył jej na palec malutki pierścionek.
                                Zadrżała. Nie raz ze swoim szefem kupowała podobne cacka dla jego żony. Wiedziała że kosztują więcej niż jej stare polo i kawalerka pod Warszawą.
                                - Anatolu...- powiedziała drżącym głosem
                                Zamknął jej usta pocałunkiem. Przestała myśleć, poddała się rodzącej się fali pożądania.
                                - Wszystko załatwione.W tej chwili się wyprowadza. Zawsze robiła to, co jej kazałem, nigdy niczego mi nie odmówiła.
                                Agnieszka spojrzała w jego oczy i zrozumiała. Jako dziecko często widywała go w telewizji. Jego ciepły, melodyjny głos wywoływał w niej drżenia. w czasach gdy byłą dzieckiem. Osuwając się, przypomniała sobie.....
                                - Adin, dwa, tri....
                                • sea.sea Re: Kran za sex 05.02.13, 19:24
                                  Zabiłaś wątek :D
                                • marek.zak1 Re: Kran za sex 05.02.13, 20:39
                                  Chybiona diagnoza. Agnieszka odmówi i zakład zostanie zamknięty. Sorry.
                                  • sabat-77 Re: Kran za sex 05.02.13, 23:32
                                    marek.zak1 napisał:

                                    > Chybiona diagnoza. Agnieszka odmówi i zakład zostanie zamknięty. Sorry.

                                    Sergio zmrużył oczy. Cygaro w jego dłoni ćmiło ledwo zauważalnym dymkiem, kieliszek z Martini w drugiej lekko drżał, manifestując napięcie emocjonalne swego właściciela. Mężczyzna odetchnął głęboko, spokojnym lecz stanowczym ruchem postawił drinka na biurku przed sobą i rozprostował się, splatając dłonie za głową. Wciąż obserwował Agnieszkę, która z milczącą niepewnością czekała na jego reakcję. Dziewczyna lekko zagryzła wargi. Duma kazała jej zaprotestować, zdawała jednak sobie sprawę z konsekwencji swojej odwagi.
                                    W końcu Sergio przełamał milczenie. Mówił spokojnym ale dobitnym głosem:
                                    - Trudno. Zadecydowałaś. Mogłem wypierdolić tylko ciebie, a tak wypierdolę was wszystkich.
                                    • marek.zak1 Re: Kran za sex 06.02.13, 09:12
                                      Bardzo mi się podoba Twoja kontynuacja. Może i tak było, jak napisałeś bo zakład został zamknięty. Globalizacja. Tego rodzaju decyzje, czyli o wyborze miejsca inwestycji, są podejmowane z bardzo powiedzmy dziwnych (z pozoru) powodów.
                                      Z Twoim talentem i poczuciem humoru po prostu napisz coś sam. Żona wreszcie doceni, ze ma tak zdolnego faceta w domu a i Twoje kłopoty finansowe sie skończą.
                                      Trzymam kciuki :)

                                      A wszystkim facetom dziękuje za posty. Widzimy swiat inaczej.
                                      • that.bitch.is.sick Re: Kran za sex 06.02.13, 10:18
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Bardzo mi się podoba Twoja kontynuacja. Może i tak było, jak napisałeś bo zakła
                                        > d został zamknięty. Globalizacja. Tego rodzaju decyzje, czyli o wyborze miejsca
                                        > inwestycji, są podejmowane z bardzo powiedzmy dziwnych (z pozoru) powodów.
                                        > Z Twoim talentem i poczuciem humoru po prostu napisz coś sam. Żona wreszcie doc
                                        > eni, ze ma tak zdolnego faceta w domu a i Twoje kłopoty finansowe sie skończą.
                                        > Trzymam kciuki :)
                                        >
                                        > A wszystkim facetom dziękuje za posty. Widzimy swiat inaczej.

                                        Był taki film i ktoś już rozwinął fabułę dużo lepiej:). Łukasz Barczyk "Nieruchomy poruszyciel":), generalnie jeden z moich ulubionych filmów, totalne porąbanie. Gwałcenie klamką przez szefa i te sprawy. Marek powinieneś obejrzeć. Może wreszcie ci to uświadomi co Cię kręci i przestaniesz udawać świętoszkowatego prefekta z Opus Dei

                                        No bo jeśli, mój drogi mając lat ile, 50 i 35 lat małżeństwa, nie odróżniasz prostytucji od przemocy, a tychże od seksu z kobietą która ma na to ochotę, a tego jeszcze od uwiedzenia, to pozostaje mi tylko współczuć bo to wstyd.
                                        • marek.zak1 Re: Kran za sex 06.02.13, 10:36
                                          Kolega Kutuzow doskonale wyjasnil złożoność tematu. Przytaczam jego post:

                                          Potrafisz nakreślić tutaj jasną linię gdzie na poniższej liście kończy sie kurestwo:

                                          -Prostytutka (taka z agencji lub Roksy)
                                          -Laska od ogłoszeń "sponsora szukam"
                                          -Laska od sponsoringu, ale która ma jednego sponsora.
                                          -Laska od sponsoringu, która jest zakochana w tym jednym kliencie.
                                          -Panna która ma jednego chłopaka, jest mu wierna, ale jest z nim dla jego kasy (bo ma np. gratis mieszkanie
                                          -Panna która pokochała faceta, ale na początku zwróciła uwagę głównie na jego kasę (sam w sobie wydawał się jej nudny).
                                          -Panna która chce wyjść za gościa którego nie kocha ponieważ wie że on zapewni jej i dziecku utrzymania, a ona będzie mogła zająć się macierzyństwem (przy czym seks jest tylko w celu prokreacji bo seksu jako takie nie lubi).
                                          -Małolata która zaszalała na imprezie, przespała się z przypadkowym gościem, a ten zostawił jej rano trochę kasy za upojną noc i karteczkę z podziękowaniami.
                                          -Kobieta która robi karierę "przez łóżko" szefa

                                          • that.bitch.is.sick Re: Kran za sex 06.02.13, 10:49
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Kolega Kutuzow doskonale wyjasnil złożoność tematu. Przytaczam jego post:
                                            >
                                            > Potrafisz nakreślić tutaj jasną linię gdzie na poniższej liście kończy sie kure
                                            > stwo:
                                            >
                                            > -Prostytutka (taka z agencji lub Roksy)
                                            > -Laska od ogłoszeń "sponsora szukam"
                                            > -Laska od sponsoringu, ale która ma jednego sponsora.
                                            > -Laska od sponsoringu, która jest zakochana w tym jednym kliencie.
                                            > -Panna która ma jednego chłopaka, jest mu wierna, ale jest z nim dla jego kasy
                                            > (bo ma np. gratis mieszkanie
                                            > -Panna która pokochała faceta, ale na początku zwróciła uwagę głównie na jego k
                                            > asę (sam w sobie wydawał się jej nudny).
                                            > -Panna która chce wyjść za gościa którego nie kocha ponieważ wie że on zapewni
                                            > jej i dziecku utrzymania, a ona będzie mogła zająć się macierzyństwem (przy czy
                                            > m seks jest tylko w celu prokreacji bo seksu jako takie nie lubi).
                                            > -Małolata która zaszalała na imprezie, przespała się z przypadkowym gościem, a
                                            > ten zostawił jej rano trochę kasy za upojną noc i karteczkę z podziękowaniami.
                                            > -Kobieta która robi karierę "przez łóżko" szefa

                                            Tłumaczyłam już że ta rozmowa, przez brak zrozumienia tematu przez niektórych zaczęła się rozwidlać na trzy odgałęzienia, ja dodałam czwarte:

                                            - seks pod presją (jak mnie kochasz to dasz)
                                            - seks za korzyści(seks jako odwdzięczanie się)
                                            - uwiedzenie (seks po wywołaniu przez mężczyznę w kobiecie podniecenia)
                                            - seks z inicjatywy chętnej do tego kobiety (seks właściwy)

                                            Otóż kolejność jest nieprzypadkowa, na górze - są rzeczy dla mnie osobiście najpaskudniejsze, a ponieważ w każdej z tych sytuacji uczestniczyłam, mogę śmiało skonkludować dwa wnioski:
                                            -górna połowa to dla mnie nie jest seks i odbywa się ze szkodą dla mojej psychiki
                                            -twój sposób to dla mnie nie jest seks.
                                            Co do tematu prostytucji, owszem jest to pewne kontinuum aczkolwiek dla mnie ocenianie która forma prostytucji jest prawidłowa, a która naganna, a która nie a która bardziej - to jest naprawdę bez sensu. Prostytucja to jest prostytucja i naprawdę nie ma znaczenia czy ona jego trochę, a trochę on ją. Po cholerę te niuanse?


                                            >
                                            • that.bitch.is.sick Re: Kran za sex 06.02.13, 10:57
                                              Aha i jeszcze jedno. Ja nie oceniam negatywnie prostytutek. Ja oceniam negatywnie taki punkt widzenia kiedy właśnie panią z agencji traktuje się gorzej niż postać żony wyceniającej numerek na 10 złotych. A niby dlaczego? bo żona jest mniej brudna?
                                              Krypto prostytucja zasługuje na potępienie ale tylko ze względu na swoją hipokryzję. Krypto prostytutka z pogardą spogląda na jawnie się prostytuującą kobietę i uważa się za lepszą. I mimo iż czerpie korzyści materialne z seksu, nie chce ponosić konsekwencji tego faktu - a to już nieuczciwość.
                                              • sabat-77 Re: Kran za sex 06.02.13, 11:08
                                                Bitch, seks z prawdziwej milosci to chyba dosc rzadkie zjawisko, szczegolnie gdy z czasem opadna emocje i zwiazek wejdzie w faze pragmatycznej przyjazni i przyzwyczajenia. Szczegolnie na etapie dlugoletniego malzenstwa. Osiagniecie takiego stanu jest zwyczajniie bardzo trudne. Tak sobie mysle, ze moze ofiary bezseksia na tym forum maja po prostu uczciwszych niz zwykle i mniej zaklamanych partnerow...
                                                • that.bitch.is.sick Re: Kran za sex 06.02.13, 11:16
                                                  sabat-77 napisał:

                                                  > Bitch, seks z prawdziwej milosci to chyba dosc rzadkie zjawisko, szczegolnie gd
                                                  > y z czasem opadna emocje i zwiazek wejdzie w faze pragmatycznej przyjazni i prz
                                                  > yzwyczajenia. Szczegolnie na etapie dlugoletniego malzenstwa. Osiagniecie takie
                                                  > go stanu jest zwyczajniie bardzo trudne. Tak sobie mysle, ze moze ofiary bezsek
                                                  > sia na tym forum maja po prostu uczciwszych niz zwykle i mniej zaklamanych part
                                                  > nerow...

                                                  Ty wziąłeś miłość w mojej wypowiedzi?
                                                  • that.bitch.is.sick sabat czytaj posty 06.02.13, 11:18
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Bitch, seks z prawdziwej milosci to chyba dosc rzadkie zjawisko, szczegol
                                                    > nie gd
                                                    > > y z czasem opadna emocje i zwiazek wejdzie w faze pragmatycznej przyjazni
                                                    > i prz
                                                    > > yzwyczajenia. Szczegolnie na etapie dlugoletniego malzenstwa. Osiagniecie
                                                    > takie
                                                    > > go stanu jest zwyczajniie bardzo trudne. Tak sobie mysle, ze moze ofiary
                                                    > bezsek
                                                    > > sia na tym forum maja po prostu uczciwszych niz zwykle i mniej zaklamanyc
                                                    > h part
                                                    > > nerow...
                                                    >
                                                    > Ty wziąłeś miłość w mojej wypowiedzi?
                                                    >
                                                    czy ty przeczytałeś mój post?!:)
                                                  • sabat-77 Re: sabat czytaj posty 06.02.13, 11:27
                                                    Pobieznie, bo wlasnie spaceruje z telefonem w lapie. Ok, napisalas o innicjatywie chetnej do tego kobiety, ja przerobilem to na milosc. Imo u wielu ludzi to jest w duzej mierze tozsame, stad moj blad.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: sabat czytaj posty 06.02.13, 11:40
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Pobieznie, bo wlasnie spaceruje z telefonem w lapie. Ok, napisalas o innicjatyw
                                                    > ie chetnej do tego kobiety, ja przerobilem to na milosc. Imo u wielu ludzi to j
                                                    > est w duzej mierze tozsame, stad moj blad.

                                                    Nie wpadłabym na to. To istotnie nieźle pojebane.
                                                  • sabat-77 Re: sabat czytaj posty 06.02.13, 11:54
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nie wpadłabym na to. To istotnie nieźle pojebane.

                                                    Nie dziwi mnie to w najmniejszym stopniu. Twoje doświadczenia życiowe dotyczące seksu są tak skrajnie odmienne od moich, że siłą rzeczy musimy prezentować różne punkty widzenia.
                                                    Dość trudno zrozumieć sytemu głodnego. Widzisz, ja zdaję sobie sprawę z tego, że gros moich poglądów wypływa z zakłamania, warunków w których dorastałem, dziwacznych doświadczeń bądź ich braku itd. Po części jestem tutaj dlatego, by je zidentyfikować i się ich pozbyć.

                                                    Nie bądź surowa, jako osoba dysponująca swoją seksualnością zgodnie z własnymi pragnieniami i otrzymująca w lwiej części wypadków to czego chcesz, musiałaś ukształtować swoją wizję seksualności inaczej niż ja, który był dokładną antynomią tego co wymieniłem. Ja nigdy nie miałem tego czego chciałem i nie miałem na to większego wpływu. Stąd takie a nie inne "przesądy".
                                                  • that.bitch.is.sick Re: sabat czytaj posty 06.02.13, 11:59
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    >
                                                    > Nie bądź surowa, jako osoba dysponująca swoją seksualnością zgodnie z własnymi
                                                    > pragnieniami i otrzymująca w lwiej części wypadków to czego chcesz, musiałaś uk
                                                    > ształtować swoją wizję seksualności inaczej niż ja, który był dokładną antynomi
                                                    > ą tego co wymieniłem. Ja nigdy nie miałem tego czego chciałem i nie miałem na t
                                                    > o większego wpływu. Stąd takie a nie inne "przesądy".

                                                    sorry, nie widzę między nami różnicy. Oprócz tego, że tkwisz w niewoli własnego umysłu, a kobiety i ich namiętność są dla kumatego i przystojnego faceta na wyciągnięcie ręki.
                                                • urquhart Idealizowanie Namietności a brud seksu 06.02.13, 11:33
                                                  sabat-77 napisał:
                                                  > Bitch, seks z prawdziwej milosci to chyba dosc rzadkie zjawisko, szczegolnie gd
                                                  > y z czasem opadna emocje i zwiazek wejdzie w faze pragmatycznej przyjazni i prz
                                                  > yzwyczajenia. Szczegolnie na etapie dlugoletniego malzenstwa

                                                  Koncepcja idealizowania seksu z namiętności ma korzenie w judeochrześcijańskim podejściu do seksu jako generalnie podejrzanego i brudnego zjawiska. Namiętność to z deficji odejście od kontroli umysłu nad sprawdzościa i działanie irracjonalne. Wiec osobnik nie odpowiada za swoje czyny będąc poniekąd usprawiedliwiony.

                                                  Liczne kultury starożytne przecież traktowały odwrotnie seks jako ofiarę dla bogów i kontakt z nimi, widząc w orgazmie element transcendentny z czym najzacieklej walczyli wczesni wyznawcy judaizmu i wyplenili to z czasem. Byli ewolucyjnie społecznie Skuteczniejsi. Dlatego my to dzisiaj nazywamy prostytucją świątynną :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Idealizowanie Namietności a brud seksu 06.02.13, 11:56
                                                    urquhart napisał:

                                                    >
                                                    > Koncepcja idealizowania seksu z namiętności ma korzenie w judeochrześcijańskim
                                                    > podejściu do seksu jako generalnie podejrzanego i brudnego zjawiska. Namiętność
                                                    > to z deficji odejście od kontroli umysłu nad sprawdzościa i działanie irracjon
                                                    > alne. Wiec osobnik nie odpowiada za swoje czyny będąc poniekąd usprawiedliwiony
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Liczne kultury starożytne przecież traktowały odwrotnie seks jako ofiarę dla bo
                                                    > gów i kontakt z nimi, widząc w orgazmie element transcendentny z czym najzaciek
                                                    > lej walczyli wczesni wyznawcy judaizmu i wyplenili to z czasem. Byli ewolucyjni
                                                    > e społecznie Skuteczniejsi. Dlatego my to dzisiaj nazywamy prostytucją świątyn
                                                    > ną :)
                                                    >

                                                    Po pierwsze: nikt tu nie traktuje namiętności jako utraty kontroli nad umysłem czy innej formy niedyspozycji. To raczej postacie pragmatyczne są niespełna rozumu, usiłując zamknąć seks w ramy racjonalnych reguł. Niby z jakiej paczki ktoś miałby usprawiedliwiać rozwiązłość i kierując się jakimi zasadami ją potępiać?
                                                    Zdaje się że jedyną przesłanką do usystematyzowanie aktywności seksualnej przez moralność judeochrześcijańską była właśnie jej irracjonalność i chaotyczność:) Sodoma i Gomora stanowiła zagrożenie dla tych którzy namiętnością kierować się nie zamierzali, dla tych właśnie którzy wyznaczyli dla seksu funkcje użytkowe i rozgraniczyli jego formy na właściwe i niestosowne.
                                                  • sabat-77 Re: Idealizowanie Namietności a brud seksu 06.02.13, 12:01
                                                    urquhart napisał:

                                                    >Namiętność
                                                    > to z deficji odejście od kontroli umysłu nad sprawdzościa i działanie irracjon
                                                    > alne. Wiec osobnik nie odpowiada za swoje czyny będąc poniekąd usprawiedliwiony

                                                    Co to znaczy ? Ja tego zupełnie nie rozumiem. Nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. O co chodzi ?

                                                    Masz na myśli takie młodzieńcze zadurzenie, gdzie chłopakowi podoba się dziewczyna i mimo, że on wie, że nie ma u niej żadnych szans, szturmuje ją drzwiami i oknami (ze skutkiem wiadomym) ?? Jeśli tak, to ostatni raz doświadczyłem tego mając może jakieś 18 lat.
                                                    Ale to pewnie zakochanie, więc myślę, że nie to chciałeś przekazać...

                                                    Wytłumacz proszę, o co chodzi z tą namiętnością.
                                                  • urquhart Re: Idealizowanie Namietności a brud seksu 06.02.13, 12:11
                                                    sabat-77 napisał:
                                                    > Co to znaczy ? Ja tego zupełnie nie rozumiem. Nigdy nie doświadczyłem czegoś ta
                                                    > kiego. O co chodzi ?
                                                    > Ale to pewnie zakochanie, więc myślę, że nie to chciałeś przekazać...

                                                    "Namiętność to stan silnego odczuwania emocji, bądź uczucie (...) najczęściej odnosi się do seksualności i zmysłowości. Wiąże się je ze stanem odczuwania silnego i nieodpartego uczucia do drugiej osoby, które powoduje utratę kontroli intelektualnej nad zachowaniem.."
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87
                                                    Pewne konstrukcje myślowe mamy wdrukowane kulturowo mimo że rozumowo je odrzucamy.
                                                  • sabat-77 Re: Idealizowanie Namietności a brud seksu 06.02.13, 12:20
                                                    urquhart napisał:

                                                    > "Namiętność to stan silnego odczuwania emocji, bądź uczucie (...) najczęściej o
                                                    > dnosi się do seksualności i zmysłowości. Wiąże się je ze stanem odczuwania siln
                                                    > ego i nieodpartego uczucia do drugiej osoby, które powoduje utratę kontroli int
                                                    > elektualnej nad zachowaniem.."
                                                    > pl.wikipedia.org/wiki/Nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87
                                                    > Pewne konstrukcje myślowe mamy wdrukowane kulturowo mimo że rozumowo je odrzuca
                                                    > my.

                                                    Mniej więcej rozumiem, ale nie doświadczyłem nigdy czegoś takiego, by stracić "kontrolę intelektualną nad zachowaniem" do tego stopnia by za siebie nie odpowiadać. Dziwne.
                                                    Najwyraźniej nie jestem namiętny.
                                                    Za to mój pies - bardzo :D Czasem to aż w powietrzu tyłkiem ruszał na ekscytujący go widok :)
                                                  • that.bitch.is.sick te definicje 06.02.13, 12:25
                                                    urquhart napisał:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    > > Co to znaczy ? Ja tego zupełnie nie rozumiem. Nigdy nie doświadczyłem cze
                                                    > goś ta
                                                    > > kiego. O co chodzi ?
                                                    > > Ale to pewnie zakochanie, więc myślę, że nie to chciałeś przekazać...
                                                    >
                                                    > "Namiętność to stan silnego odczuwania emocji, bądź uczucie (...) najczęściej o
                                                    > dnosi się do seksualności i zmysłowości. Wiąże się je ze stanem odczuwania siln
                                                    > ego i nieodpartego uczucia do drugiej osoby, które powoduje utratę kontroli int
                                                    > elektualnej nad zachowaniem.."
                                                    > pl.wikipedia.org/wiki/Nami%C4%99tno%C5%9B%C4%87
                                                    > Pewne konstrukcje myślowe mamy wdrukowane kulturowo mimo że rozumowo je odrzuca
                                                    > my.
                                                    >

                                                    namiętność do obiektu też można odczuwać, nie tylko do osoby. nie pozwólmy wikipedii zawładnąć naszą wyobraźnią.
                                                    Słownik języka polskiego
                                                    namiętność
                                                    1. «stan uczuciowy występujący z wielką siłą, zwłaszcza gwałtowna miłość fizyczna»
                                                    2. «silne, jednostronne zainteresowanie jakąś dziedziną»
                                                    namiętności «gwałtowne uczucia»

                                                    i tyle, proszę bez nadinterpretacji.
                                            • zyg_zyg_zyg Re: Kran za sex 06.02.13, 11:41
                                              Bitch, ja nie uprawiałabym seksu bez korzyści, a mam ich mnóstwo. Które korzyści pozaseksualne świadczą o kurewstwie? Które stwierdzenie z poniższych pada z ust kurwy?

                                              -uprawiam seks dla swojego orgazmu,
                                              -uprawiam seks bo to przyjemność,
                                              -uprawiam seks, bo potrzebuję fizycznej bliskości,
                                              -uprawiam seks, bo bardzo lubię całować męża i przytulać się do niego, a on poza seksem tego nigdy nie robi,
                                              -uprawiam seks, bo mąż tego potrzebuje, tak jak potrzebuje kanapek do pracy, a ja go kocham i lubię mu sprawiać przyjemność, więc chodzę z nim do łóżka i robię kanapki,
                                              -uprawiam seks, bo jak nie daję, to atmosfera w domu jest chujowa - jak daję, to mąż jest zadowolony, a ja mam święty spokój,
                                              -uprawiam seks, bo w ten sposób rozładowuję swoją agresję,
                                              -uprawiam seks, bo pozwala mi uciec od samotności,
                                              -uprawiam seks bo podczas seksu spala się mnóstwo kalorii i wyrabiaja się mięśnie, a ja chcę zrzucić parę kilo,
                                              -uprawiam seks, bo słyszałam że sperma odmładza
                                              • kutuzow Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:22
                                                zyg_zyg_zyg napisała:

                                                > Bitch, ja nie uprawiałabym seksu bez korzyści, a mam ich mnóstwo. Które korzyśc
                                                > i pozaseksualne świadczą o kurewstwie? Które stwierdzenie z poniższych pada z
                                                > ust kurwy?
                                                >
                                                > -uprawiam seks dla swojego orgazmu,
                                                > -uprawiam seks bo to przyjemność,
                                                ......


                                                kurcze wysłałem post i wcieło go.

                                                Zyg --> bardzo fajnie napisane. Boje się jednak że Bitch ma bardzo czarno-białą wizję świata i nie dostrzega kolorów szarości. Może być tylko 0 lub 1 nic pomiędzy.
                                                To szczególnie dobrze widać w jej wypowiedzi dotyczącej częstotliwości seksu:

                                                "Sądzę całkiem poważnie, że osoba która chce i dąży serio do codziennych zbliżeń, a także wymaga ich od partnera, powinna się zastanowić nad jakimś leczeniem w sensie: osłabieniem popędu. Ja rozumiem apetyt, chęć lepszej jakości ale nie rozumiem nakładania na drugą stronę pańszczyzny. Nie umiera się od seksu co tydzień, czy co 2 tygodnie. To są jakieś problemy emocjonalne."

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,141842069,141848370,Re_A_jaka_ilosc_bylaby_satysfakcjonujaca_.html
                                                Może ja i Ty* mamy problemy emocjonalne i dlatego nie potrafimy dogadać się z Bitch która takich problemów nie ma :-)

                                                * pozwoliłem sobie wrzucić Ciebie do tej samej grupy, bo po wcześniejszym wpisie sądzę że nie masz problemu z seksem częściej niż raz na tydzień-dwa.
                                                • urquhart Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:27
                                                  kutuzow napisał:
                                                  > Zyg --> bardzo fajnie napisane. Boje się jednak że Bitch ma bardzo czarno-b
                                                  > iałą wizję świata i nie dostrzega kolorów szarości. Może być tylko 0 lub 1 nic
                                                  > pomiędzy.
                                                  > To szczególnie dobrze widać w jej wypowiedzi dotyczącej częstotliwości seksu:

                                                  A mi się podoba spolaryzowanie tbis.
                                                  Albo się oburza i gardzi seskem za korzyści jako kurewstwem albo nie.
                                                  • kutuzow Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:38
                                                    urquhart napisał:

                                                    > A mi się podoba spolaryzowanie tbis.
                                                    > Albo się oburza i gardzi seskem za korzyści jako kurewstwem albo nie.
                                                    >

                                                    urqu, sam wiesz że w przyrodzie rzadko co jest czarno-białe.
                                                    Gdzie bowiem kończy się seks za korzyści (np. takie jak wypisała je Zyg_zyg_zyg), a gdzie mamy seks "altruistyczny"?

                                                    Poza tym gdy Bitch zaczyna rzucać ilościami, to zaczynam sie zastanawiać, że wg jej standardów połowa tu piszących powinna się leczyć (wspomniane problemy emocjonalne), a druga połowa powinna coś ze soba zrobić (bo jest nieudacznikami).
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:57
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > urquhart napisał:
                                                    >
                                                    > > A mi się podoba spolaryzowanie tbis.
                                                    > > Albo się oburza i gardzi seskem za korzyści jako kurewstwem albo nie.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > urqu, sam wiesz że w przyrodzie rzadko co jest czarno-białe.
                                                    > Gdzie bowiem kończy się seks za korzyści (np. takie jak wypisała je Zyg_zyg_zyg
                                                    > ), a gdzie mamy seks "altruistyczny"?
                                                    >
                                                    raczej moja wizja świata jest dla Ciebie niezrozumiała dlatego stosujesz nieprawidłowe schematy poznawcze. gdybym nie dostrzegała szarości, to by mnie tu nie było(wiem skomplikowany skrót myślowy). ale też nie jestem zwolenniczka rozmywania znaczeń tam gdzie to niczemu nie służy oprócz własnego dobrego samopoczucia. jestem elastyczna i mowa (pisanina) służy dla mnie różnym funkcjom psychologicznym niekoniecznie odzwierciedlaniu prawdy. są sytuacje gdy trzeba na pewne rzeczy zamknąć oczy, są sytuacje gdy trzeba je rozgrzebywać. Ty jesteś śmieszny ze swoim łudzeniem się że jesteś obiektywny. ja przynajmniej wiem że moje spojrzenie jest świadomie subiektywne i sytuacyjne.
                                                    To jak z malarstwem - ty tkwisz w naiwnej średniowiecznej wizji, prób koślawego nieperspektywicznego odzwierciedlania rzeczywistości (rzeczy ważniejsze rysujesz większe, a mniej ważne mniejsze) a ja się widzę na etapie kubizmu:) mniej więcej;).

                                                    > Poza tym gdy Bitch zaczyna rzucać ilościami, to zaczynam sie zastanawiać, że wg
                                                    > jej standardów połowa tu piszących powinna się leczyć (wspomniane problemy emo
                                                    > cjonalne), a druga połowa powinna coś ze soba zrobić (bo jest nieudacznikami).

                                                    NO i prawidłowo, jesteśmy na takim forum. Osoba która narzeka zamiast robić = nieudacznik. ja jestem na forum od dłuższego czasu, też się tu leczę a słyszałeś abym narzekała? a dużo sprzątania zrobiłam w swoim życiu. Na problemy tu opisane są mało skomplikowane remedia - ograniczają się do kilku opcji. Ale dojście życiowe do tych opcji i wyborów to właśnie etap nieudacznictwa, bądź zdobywania wiedzy. Albo się zmarnuje ten czas albo nie. W większości tych problemów ludziom brakuje wiedzy, bo jak się ją ma - decyzja nie jest trudna.
                                                    Te dywagacje, łącznie z łożem śmierci - one pełnia funkcję terapeutyczną, nie chodzi tu o to kto ma rację kutuzow.
                                                  • kutuzow Bitch jesteś taka zajebi**a 06.02.13, 13:06
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > To jak z malarstwem - ty tkwisz w naiwnej średniowiecznej wizji, prób koślawego
                                                    > nieperspektywicznego odzwierciedlania rzeczywistości (rzeczy ważniejsze rysuje
                                                    > sz większe, a mniej ważne mniejsze) a ja się widzę na etapie kubizmu:) mniej wi
                                                    > ęcej;).

                                                    Ubawiła mnie Twoja skromność :-)
                                                    Czy jak przyznam że jesteś najbardziej zajebistą i ogarniętą babką na tym forum to będzie OK?

                                                    a tak serio.
                                                    Twoja wizja to Twoja wizja, mogę jej nie rozumieć, tak samo jak nie rozumiem np. gościa który 6 lat czekał z seksem (do ślubu) i teraz zdziwiony że nie ma hardcoru co wieczór (niedawny wątek na forum). Śmieszą mnie tylko Twoje teksty w stylu:

                                                    "Sądzę całkiem poważnie, że osoba która chce i dąży serio do codziennych zbliżeń, a także wymaga ich od partnera, powinna się zastanowić nad jakimś leczeniem w sensie: osłabieniem popędu."

                                                    Na tej samej zasadzie Pani z wątku "związek z przyjacielem" może się dziwić, że ktoś może chcieć seksu częściej niż raz do roku. No po prostu nic tylko go oddać na leczenie. Sorry Bitch ale takie oceny to są tylko TWOJE oceny i więcej one mówią o TWOIM podejściu do seksu niż rady których tu często udzielasz.
                                                  • that.bitch.is.sick brak kumania niuansów 06.02.13, 13:24
                                                    kutuzow napisał:

                                                    >
                                                    > "Sądzę całkiem poważnie, że osoba która chce i dąży serio do codziennych zbliże
                                                    > ń, a także wymaga ich od partnera, powinna się zastanowić nad jakimś leczeniem
                                                    > w sensie: osłabieniem popędu."
                                                    >
                                                    > Na tej samej zasadzie Pani z wątku "związek z przyjacielem" może się dziwić, że
                                                    > ktoś może chcieć seksu częściej niż raz do roku. No po prostu nic tylko go odd
                                                    > ać na leczenie. Sorry Bitch ale takie oceny to są tylko TWOJE oceny i więcej on
                                                    > e mówią o TWOIM podejściu do seksu niż rady których tu często udzielasz.


                                                    Nie chce mi się wszystkiego tłumaczyć, ale wyraźnie te niuanse to problem dla Ciebie - wtf?
                                                    dlaczego tego nie rozumiesz? Nie wierzę w potrzebę codziennego seksu z tym danym partnerem, a jak ten mi go nie serwuje - nie nadstawia dupy/nie rżnie - to ja jestem nieszczęśliwy i żądam aby mi coś takiego właśnie zapewniono. Sądzę że taka potrzeba jest neurotyczna i ma charakter kompulsywny. Podam Ci kilka przykładów. Ja miałam już seksualność przestawioną na rozładowywanie napięcia i moja potrzeba rozładowania napięcia miała charakter kompulsywny - tzn. potrzebowałam seksu przy każdym stresie, a stres zdarzał mi się kilka razy dziennie. To dość skomplikowane ale jeśli chodzi o sam seks i rozładowywanie napięcia - to pomaga fiksacja na autoerotyzmie, nawet lepiej bo sam decydujesz. Są jednak osoby które seksualność neurotycznie wiążą z komponentem społecznym - tzn. poprzez seks się dowartościowują (najczęściej kobiety) - tu żądanie seksu od partnera jest uzyskiwaniem potwierdzenia. itd. itd.
                                                    Pisząc to - duży skrót miałam na myśli że gdzieś jest ta granica normy - nie ja ją określam i w momencie gdy przez seks rujnujemy sobie różne kwestie życiowe, przestawiamy itd.- to możnaby się zastanowić nad drugą stroną medalu, tzn. czy ten seks nie pełni u mnie jakiejś funkcji nieprawidłowej, czy ja nie zapycham sobie seksem jakiś dziur emocjonalnych. Bo codzienna aktywność - jest fajna i ok. jak się ma takiego odpowiedniego partnera, ale nie wierzę że to jakiś warunek udanego związku.
                                                    Natomiast czym innym jest - związek bez pożądania, gdzie autorka chce sobie zracjonalizować przy pomocy sensownych argumentów, rzecz zupełnie nieprawdopodobną
                                                    I tu się ujawnia moja niebywała elastyczność :) i twój schematyzm kutuzow. Potrafię dostrzec i korzyści i zagrożenia płynące z takiej a nie innej interpretacji seksualności
                                                    Generalnie mam orientację że seks jest najważniejszy ale - jako osoba która ma za sobą coś w rodzaju uzależnienia - jestem ostrożna w stosunku do osób pod tytułem "musi bo się udusi"
                                                    Tyle wyjaśnienia. To z sympatii do Ciebie tak sie wysilam i dlatego że ignorowałam czasem twoje posty.:)
                                                  • sabat-77 Potwierdzenie wartości 06.02.13, 13:33
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Są jednak osoby kt
                                                    > óre seksualność neurotycznie wiążą z komponentem społecznym - tzn. poprzez seks
                                                    > się dowartościowują (najczęściej kobiety) - tu żądanie seksu od partnera jest
                                                    > uzyskiwaniem potwierdzenia. itd. itd.

                                                    Tu masz rację, u mnie na przykład dokładnie tak to funkcjonuje. Mimo wszystko jestem sceptyczny co do możliwości całkowitego wyeliminowania wpływu tego czynnika na nasze postrzeganie samego siebie.
                                                    Jeśli ktoś daje tak drastyczny sygnał jak całkowite zaprzestanie współżycia to trudno zupełnie się tym nie wzruszyć, podobnie jak trudno byłoby być obojętnym gdyby na twój widok wszyscy odwracali głowy albo ukradkiem puszczali pawia :)
                                                    Trochę za głęboko te schematy siedzą, żeby można było je w pełni świadomie kontrolować.
                                                  • hello-kitty2 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 13:53
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > that.bitch.is.sick napisała:
                                                    >
                                                    > > Są jednak osoby kt
                                                    > > óre seksualność neurotycznie wiążą z komponentem społecznym - tzn. poprze
                                                    > z seks
                                                    > > się dowartościowują (najczęściej kobiety) - tu żądanie seksu od partnera
                                                    > jest
                                                    > > uzyskiwaniem potwierdzenia. itd. itd.
                                                    >
                                                    > Tu masz rację, u mnie na przykład dokładnie tak to funkcjonuje. Mimo wszystko j
                                                    > estem sceptyczny co do możliwości całkowitego wyeliminowania wpływu tego czynni
                                                    > ka na nasze postrzeganie samego siebie.
                                                    > Jeśli ktoś daje tak drastyczny sygnał jak całkowite zaprzestanie współżycia to
                                                    > trudno zupełnie się tym nie wzruszyć, podobnie jak trudno byłoby być obojętnym
                                                    > gdyby na twój widok wszyscy odwracali głowy albo ukradkiem puszczali pawia :)
                                                    > Trochę za głęboko te schematy siedzą, żeby można było je w pełni świadomie kont
                                                    > rolować.

                                                    Sabat nie jestes odosobniony, przeciez Urqu caly czas trabi, ze seks dla mezczyzny to dowartosciowanie i utwierdzenie meskosci, a odmawianie go przez zona przynosi upokorzenie.

                                                    Dlaczego zatem to jest ok w przypadku mezczyzn, a w przypadku kobiet oznacza problemy emocjonalne? Czyz od kobiet wymagamy wiecej.

                                                    Osobiscie zgadzam sie z bitch, bo np w okresie bezseksia nie czuje sie ani mniej seksowna, kobieca i wartosciowa. Wiec sam seks w tym temacie dla mnie nie zmienia nic.
                                                  • kag73 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 13:56
                                                    "Osobiscie zgadzam sie z bitch, bo np w okresie bezseksia nie czuje sie ani mniej seksowna, kobieca i wartosciowa. Wiec sam seks w tym temacie dla mnie nie zmienia nic."

                                                    To roznica, kitty, jestes obecnie sama, seksu nie ma. Natomist jezeli jestes z kims a on grzecznie zasypia u Twojego boku, podczas kiedy Ty obok umierasz z pragnienia, to zupelnie inna bajka.
                                                  • hello-kitty2 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:06
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Osobiscie zgadzam sie z bitch, bo np w okresie bezseksia nie czuje sie ani mni
                                                    > ej seksowna, kobieca i wartosciowa. Wiec sam seks w tym temacie dla mnie nie zm
                                                    > ienia nic."
                                                    >
                                                    > To roznica, kitty, jestes obecnie sama, seksu nie ma. Natomist jezeli jestes z
                                                    > kims a on grzecznie zasypia u Twojego boku, podczas kiedy Ty obok umierasz z pr
                                                    > agnienia, to zupelnie inna bajka.

                                                    Kag kazdy moj zwiazek sie tak konczyl: okresem wielomiesiecznym, wieloletnim, kiedy to jak piszesz umieralam z pragnienia, a ktos spal obok. Sek w tym, ze jego nie pozadalam juz. Pozadalam innych. Wiec tego seksu z nim sama odmawialam czy tez przystawalam na obopulne dazenie do bezseksia. Ale to i tak nie mialo wplywu na moja wartosc jako kobiety, bo kobiecosc we mnie byla nadal czynna, nie bylo natomiast obiektu pozadania. Jednak realia sa takie ze wczesniej czy pozniej znajdziesz ten obiekt jesli tylko chcesz. Wiec wartosc nosisz w sobie i nie jest ona od nikogo zalezna.
                                                  • kag73 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:13
                                                    I znow mala roznica, bo Ty tej osoby obok juz nie chcialas/nie pozadalas. Gorzej jak ja kochasz i pozadasz a ona nie chce, o tym mowie. Inaczej wiadomo, ze Ci to zwisa i powiewa.
                                                  • kutuzow Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:07
                                                    kag73 napisała:

                                                    > To roznica, kitty, jestes obecnie sama, seksu nie ma. Natomist jezeli jestes z
                                                    > kims a on grzecznie zasypia u Twojego boku, podczas kiedy Ty obok umierasz z pr
                                                    > agnienia, to zupelnie inna bajka.

                                                    Dokładnie na to samo miałem zwrócić uwagę.
                                                  • hello-kitty2 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:12
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    >
                                                    > > To roznica, kitty, jestes obecnie sama, seksu nie ma. Natomist jezeli jes
                                                    > tes z
                                                    > > kims a on grzecznie zasypia u Twojego boku, podczas kiedy Ty obok umieras
                                                    > z z pr
                                                    > > agnienia, to zupelnie inna bajka.
                                                    >
                                                    > Dokładnie na to samo miałem zwrócić uwagę.

                                                    Kuzuzow zeby sie nie powtarzac spojrz co odpowiedzialam Kag prosze. W skrocie: moja watosc jako kobiety nie jest zalezna od zadnej drugiej osoby, jest zalezna od tego co sama czuje. Poki jestem zdolna do pozadania kogokolwiek czuje sie kobieco. A jestem zdolna caly czas. Nawet wtedy kiedy obiektu nie ma lub gdy partner spi.

                                                    A Wy to odbieracie inaczej?
                                                  • sabat-77 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:18
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A Wy to odbieracie inaczej?

                                                    Tak, ja odbieram to inaczej. Miałaś może w życiu tylu partnerów, że jednostkowy przypadek nie robi na tobie wrażenia. Silne fundamenty dla poczucia wartości.
                                                    U kogoś kto miał jednego partnera w życiu on jest jedynym fundamentem, innych nie ma.

                                                    Poczucie wartości zawsze kształtowane jest z zewnątrz, nie ma siły żeby było inaczej, bo to otoczenie wyznacza wartość. Coś jest tyle warte ile ktoś zechce za to coś zapłacić.

                                                    Poza tym kobiecie jest łatwiej, jeśli musi opędzać się od mężczyzn. Chyba rozumiesz tą oczywistość, że panowie przychodzący tu z problemem się od kobiet nie opędzają ???
                                                  • hello-kitty2 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zewn 06.02.13, 16:41
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Poczucie wartości zawsze kształtowane jest z zewnątrz, nie ma siły żeby było in
                                                    > aczej, bo to otoczenie wyznacza wartość. Coś jest tyle warte ile ktoś zechce za
                                                    > to coś zapłacić.

                                                    Absolutnie sie nie zgodze. A jesli tak myslisz to to jest Twoj najwiekszy problem. To Ci wszystko blokuje. O tym wg mnie tez pisala Ci bitch, ze jestes wewnetrznie poblokowany, czy jak to szlo nie pamietam dokladnie. W kazdym badz razie problem jest w Tobie. I to pewnie jest ten problem: masz niskie poczucie swojej wartosci i szukasz wsrod otoczenia (rowniez tu?) osob, ktore pomoga Ci je podniesc. A to oczywiscie nie dziala.

                                                    Wg Twojej teorii ludzie z 'trudnych' rodzin, brzydcy, niepelnosprawni, ktorzy byli narazeni na nie otrzymywanie informacji zwrotnej o swojej wartosci od dziecinstwa byliby NIKIM i byliby skazani na frustracje przez cale zycie. To oczywiscie nie jest prawda.

                                                    Chcesz stosowac wartosc rynkowa do oceny jakim ktos jest czlowiekiem?

                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 06.02.13, 17:03
                                                    No niezupelnie, mamy wbudowane mechanizmy obronne. Na przyklad w lustrze widzimy sie jako ladniejsi niz wygladamy w rzeczywistosci.
                                                    Ale generalnie to tak jest - obnizone poczucie wartosci jest sterowane z zeewnatrz na dwa sposoby. Pierwszy to wzorce, ktore ksztaltuje kultura, srodowisko itd.. Drugie - subiektywna ocena przystawania do tych wzorcow. Tu najbardziej liczy sie wlasna obserwacja oraz informacja zwrotna od innych.
                                                    GDZIE SIE NIE ZGADZASZ ?
                                                  • zawle Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 06.02.13, 19:11
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > No niezupelnie, mamy wbudowane mechanizmy obronne. Na przyklad w lustrze widzim
                                                    > y sie jako ladniejsi niz wygladamy w rzeczywistosci.
                                                    > Ale generalnie to tak jest - obnizone poczucie wartosci jest sterowane z zeewna
                                                    > trz na dwa sposoby. Pierwszy to wzorce, ktore ksztaltuje kultura, srodowisko it
                                                    > d.. Drugie - subiektywna ocena przystawania do tych wzorcow. Tu najbardziej lic
                                                    > zy sie wlasna obserwacja oraz informacja zwrotna od innych.
                                                    > GDZIE SIE NIE ZGADZASZ ?

                                                    Nie, nie. Z takim, uproszczonym widzeniem samooceny mamy do czynienia u jednostek niedojrzałych. U dojrzałych, wewnątrzsterownych, zewnętrze ma wpływ, ale powierzchowniejszy. Jak sama nazwa wskazuje- samoocena to osąd człowieka na temat siebie samego. Zależny jest od konstrukcji psychicznej człowieka, wczesnych doświadczeń ( okres dzieciństwa, dojrzewania). Z tych dwóch elementów budowana jest osobowość człowieka, to jak postrzega świat i siebie. W wieku dojrzałym samoocena powinna być w miarę ukształtowana, ale nadal elastyczna.
                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 06.02.13, 20:27
                                                    zawle napisała:

                                                    > Nie, nie. Z takim, uproszczonym widzeniem samooceny mamy do czynienia u jednost
                                                    > ek niedojrzałych. U dojrzałych, wewnątrzsterownych, zewnętrze ma wpływ, ale pow
                                                    > ierzchowniejszy. Jak sama nazwa wskazuje- samoocena to osąd człowieka na temat
                                                    > siebie samego. Zależny jest od konstrukcji psychicznej człowieka, wczesnych doś
                                                    > wiadczeń ( okres dzieciństwa, dojrzewania). Z tych dwóch elementów budowana jes
                                                    > t osobowość człowieka, to jak postrzega świat i siebie. W wieku dojrzałym samoo
                                                    > cena powinna być w miarę ukształtowana, ale nadal elastyczna.

                                                    Moment, nie określiłem ram czasowych, tylko stwierdziłem, że jest kształtowane z zewnątrz. Na dobrą sprawę to potwierdzasz. Mam świadomość, że istnieją różne fazy rozwojowe w życiu człowieka, chociaż dokładnie ich nie znam, niemniej pewne rzeczy nie mogą być sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.
                                                    To co napisałaś dotyczy człowieka o dość stabilnym rozwoju, bez silnych zmian sytuacji. Ot szarego everymana.
                                                    Weź jednak np. modelkę, którą ktoś z zemsty oblał kwasem, albo baletmistrza, który po wypadku wylądował na wózku. Ich poczucie wartości musi legnąć w gruzach, bo to na czym je budowali przestało realnie istnieć. Informacja przyszła z zewnątrz, nie jest wynikiem ich głębokich przemyśleń :)
                                                    Chociaż oczywiście baletmistrz może dojść do wniosku, że balet to idiotyzm, a modelka zrozumieć, że uroda to marność nad marnościami i wszystko marność - jednak stawiam, że to nieco mniej prawdopodobne. Wtedy poczucie wartości zmieniłoby się pod wpływem wewnętrznej analizy - to oczywiście nie jest zupełnie niemożliwe, nie jesteśmy pierwotniakami. Jednak większość danych płynie z zewnątrz, mózg je tylko obrabia i tworzy z tego jakąś tam nową jakość, po swojemu.
                                                  • zawle Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 06.02.13, 21:19
                                                    sabat-77 napisał: > Weź jednak np. modelkę, którą ktoś z zemsty oblał kwasem, albo baletmistrza, kt
                                                    > óry po wypadku wylądował na wózku. Ich poczucie wartości musi legnąć w gruzach,
                                                    > bo to na czym je budowali przestało realnie istnieć. Informacja przyszła z zew
                                                    > nątrz, nie jest wynikiem ich głębokich przemyśleń :)

                                                    Nie zgadzam się. Przy zdrowym podejściu do siebie, a uważam za takowe nieokreślanie całego siebie tylko przez pryzmat twarzy, ciała, takie zdarzenie może spowodować depresję co daje w dalszej konsekwencji zaniżoną samoocenę. Pośrodku jest szok, zawalenie się życia zawodowego, brak bezpieczeństwa, niestabilność, lęk przyszłością, paraliż, świadomość nie udźwignięcia i tysiąc innych elementów. Wysoka, stabilna samoocena zbudowana na solidnych podstawach wtedy najlepiej pomoże pokonać przeciwności.


                                                    Jednak większość danych płynie z zewnątrz, móz
                                                    > g je tylko obrabia i tworzy z tego jakąś tam nową jakość, po swojemu.


                                                    Tu się zgadzam. Idąc dalej tym technicznym krokiem można to porównać do przepływu danych przez nowoczesny komputer i Atari. Atari nie odczyta nawet danych, nie mówiąc o ich analizie i wnioskowaniu.
                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 06.02.13, 22:08
                                                    zawle napisała:

                                                    > Wysoka, stabilna samoocena zbudowana na solidnych podstawach wtedy najlepiej po
                                                    > może pokonać przeciwności.

                                                    A, widzisz. Mówimy o dwóch różnych sprawach. Ty mówiąc samoocena masz na myśli inwentarz cech osobowościowych w połączeniu z jakąś cząstką postrzegania swojego ciała. Nacisk na osobowość i wnętrze.
                                                    Natomiast ja cały czas miałem na myśli poczucie wartości wyłącznie w kontekście seksualnym - czyli samoocenę atrakcyjności seksualnej i spełniania się w roli mężczyzny.
                                                    Przyznasz może, że w tym specyficznym zakresie trudno opierać samoocenę na bazie wewnętrznego samosterowania i osobistej refleksji ;)
                                                    Tutaj mówimy raczej o postrzeganiu własnych walorów jako mężczyzny - urody, intelektu, osobowości - ale również i zasobów finansowych, stanowiących bazę dla męskiej atrakcyjności w oczach płci przeciwnej.
                                                    Brak pożądania związku uderza w tą, a nie inną sferę samooceny. Więc o tym mówiłem od początku.
                                                  • zawle Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 08:14
                                                    sabat-77 napisał: > A, widzisz. Mówimy o dwóch różnych sprawach. Ty mówiąc samoocena masz na myśli
                                                    > inwentarz cech osobowościowych w połączeniu z jakąś cząstką postrzegania swojeg
                                                    > o ciała. Nacisk na osobowość i wnętrze.

                                                    Jednak najlepiej pisze się na przykładach. Weżmy Ciebie...jesteś wdzięcznym tematem analiz psychologicznych.
                                                    Rozumiem że Ty czujesz się byle jaki, bo Twoja żona Cię odtrąca. Nie jest to jednak do końca prawda, bo wcześniej pisałeś o swojej atrakcyjności fizycznej i wielkim powodzeniu. Potem był czas dysonansu poznawczego, który wyrównałeś tyjąc. Można by zostawić żonę i poszukać spełnienia gdzie indziej lub mieć wyrozumiałość dla niskich potrzeb współspaczki, ale Ty tak nie zrobiłeś. Określiłeś siebie na podstawie jej libido. W dalszej części, wykorzystując swoją inteligencję wymyśliłeś tysiąc powodów dla których TY nic nie możesz zrobić ze swoim posranym życiem. Tu też wyrównałeś dysonans poznawczy wyrzekając się własnej sprawczości, odwagi, zasobów. I tym sposobem Atari przerobiło informacje i wypluło: Bądź nikim, wtedy wszystko będzie pasować. Żona nie bez powodu ma niskie libido, Ty możesz pozbierać w butelki wszystkie komplementy osób zaprzeczających że jesteś beznadziejny, wszystkiemu winni są inni, za nic nie odpowiadasz.
                                                    No ale może masz rację...masz rację, jesteś Atari, nawet jeśli parametry i obudowa wskazują inaczej.
                                                  • urquhart Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 10:50
                                                    zawle napisała:
                                                    > Jednak najlepiej pisze się na przykładach. Weżmy Ciebie...jesteś wdzięcznym tem
                                                    > atem analiz psychologicznych.
                                                    > Rozumiem że Ty czujesz się byle jaki, bo Twoja żona Cię odtrąca. Nie jest to je
                                                    > dnak do końca prawda, bo wcześniej pisałeś o swojej atrakcyjności fizycznej i w
                                                    > ielkim powodzeniu. Potem był czas dysonansu poznawczego, który wyrównałeś tyjąc
                                                    > . Można by zostawić żonę i poszukać spełnienia gdzie indziej lub mieć wyrozumia
                                                    > łość dla niskich potrzeb współspaczki, ale Ty tak nie zrobiłeś. Określiłeś sieb
                                                    > ie na podstawie jej libido. W dalszej części, wykorzystując swoją inteligencję
                                                    > wymyśliłeś tysiąc powodów dla których TY nic nie możesz zrobić ze swoim posrany
                                                    > m życiem.

                                                    Faceci nie chcą słyszeć że odpowiednia partnerka fundamentem ich sukcesów, podobnie jak i porażek. Chcą zawdzięczać wszystko sobie.
                                                  • zawle Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 11:59
                                                    urquhart napisał: > Faceci nie chcą słyszeć że odpowiednia partnerka fundamentem ich sukcesów, podo
                                                    > bnie jak i porażek. Chcą zawdzięczać wszystko sobie.
                                                    >
                                                    Dziwny wysnułeś wniosek. Możesz napisać jaki to ma związek?
                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 17:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > Potem był czas dysonansu poznawczego, który wyrównałeś tyjąc

                                                    Twój komputer ma za mało danych na takie dywagacje.
                                                    Utyłem bo rzuciłem palenie. Byłem strasznym nałogowcem w tym względzie. W sumie wolałem być gruby niż bardzo poważnie chory, nawet nie wiesz co działo się z moimi płucami.
                                                    Za to z seksem było tak sobie zawsze, tzn były okresy fajne, ale czasem zaczynało na miesiąc/dwa kuleć (była jedna faza kilkumiesięczna kiedy chciałem się rozwieść, ale chyba się połapała i szybko wróciło do normy tj. nawet do kilku razy w tygodniu) - ale nie było tragedii w sumie. Załamało się po zajściu w ciąże i urodzeniu dzieci.
                                                  • hello-kitty2 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 20:26
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Potem był czas dysonansu poznawczego, który wyrównałeś tyjąc
                                                    >
                                                    > Twój komputer ma za mało danych na takie dywagacje.
                                                    > Utyłem bo rzuciłem palenie. Byłem strasznym nałogowcem w tym względzie. W sumie
                                                    > wolałem być gruby niż bardzo poważnie chory, nawet nie wiesz co działo się z m
                                                    > oimi płucami.
                                                    > Za to z seksem było tak sobie zawsze, tzn były okresy fajne, ale czasem zaczyna
                                                    > ło na miesiąc/dwa kuleć (była jedna faza kilkumiesięczna kiedy chciałem się roz
                                                    > wieść, ale chyba się połapała i szybko wróciło do normy tj. nawet do kilku razy
                                                    > w tygodniu) - ale nie było tragedii w sumie. Załamało się po zajściu w ciąże i
                                                    > urodzeniu dzieci.

                                                    Cos tu sie nie zgadza. Wspominales wczesniej, ze w okresie, na ktory przypada randkowanie, prodrywanie dziewczyn i takie tam, ty tego nie robiles, bo byles gruby. A teraz piszesz, ze utyles, po rzuceniu palenia, a byles nalogowym palaczem. To kiedy rzuciles palenie, w wieku 20 lat? Byles nastoletnim nalogowym palaczem z problemami z plucami? A jesli rzuciles bedac starszy to nieprawda staje sie wczesniejsza wypowiedz, ze nie randkowales, bo byles za gruby.

                                                    Btw jestes hipochondrykiem?
                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 21:02
                                                    Bylem chudym dzieckiem. Pierwszy raz zrobilem sie pulchny gdy mialem 7-8 lat. Wyciagnelo mnie ciut pod koniec podstawowki, ale bez przesady. Utylem mocno przed matura. Schudlem na pierwszym roku studiow - bardzo znaczaco. Na imprezach zaczalem mocno sie bawic, alko, fajki itd. Bylem chudy ale kiedy doszlo do 50 fajek dziennie i pobudek w nocy z powodu duszenia sie wlasna flegma postanowilem rzucic. To bylo pol roku po poznaniu zony, ktora miala wielki udzial w tym ze rzucilem fajki.
                                                    Cale zycie walcze z obzarstwem, ktore zapewne ma charakter kompulsywny i redukuje stres, ale w przypadku ostatniego spasienia najwiekszy udzial w tym mial stres zwiazany z rzucaniem palenia.

                                                    podac numer buta i fi odbytu ? :)
                                                  • zawle Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 22:40
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Twój komputer ma za mało danych na takie dywagacje.
                                                    > Utyłem bo rzuciłem palenie. Byłem strasznym nałogowcem w tym względzie. W sumie
                                                    > wolałem być gruby niż bardzo poważnie chory, nawet nie wiesz co działo się z m
                                                    > oimi płucami.

                                                    "Jeśli przeciwnik ma rację, ale użył błędnej argumentacji, obalić argument, uznając, że obaliliśmy całą tezę. Jest to jedna z najpowszechniej używanych metod erystycznych."
                                                  • sabat-77 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 07.02.13, 22:55
                                                    zawle napisała:

                                                    > "Jeśli przeciwnik ma rację, ale użył błędnej argumentacji, obalić argument, uzn
                                                    > ając, że obaliliśmy całą tezę. Jest to jedna z najpowszechniej używanych metod
                                                    > erystycznych."

                                                    Ja nie uciekam od odpowiedzialności. To nie tak, że winni są inni. Ja jestem winny, ponoszę odpowiedzialność. Ponoszę w sensie dosłownym.
                                                    Rozumiem, że moje posty o zewnętrznym wpływie odebrałaś jako próbę zrzucenia odpowiedzialności na innych. To nie tak. Przecież to nie ma znaczenia czy jakiś Hitler miał niełatwe dzieciństwo, albo czy w czasie pierwszej wojny napatrzał się na okropieństwa frontu, jeśli w ostateczności został Hitlerem.
                                                    Oceniamy konkretną jednostkę, a nie czynniki które ją kształtowały.
                                                  • marek.zak1 Re: Poczucie wartosci NIE jest ksztaltowane z zew 08.02.13, 08:41
                                                    A. Schopenhauer:Erystyka, sposób 37 :)
                                                  • kutuzow Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Kuzuzow zeby sie nie powtarzac spojrz co odpowiedzialam Kag prosze. W skrocie:
                                                    > moja watosc jako kobiety nie jest zalezna od zadnej drugiej osoby, jest zalezna
                                                    > od tego co sama czuje. Poki jestem zdolna do pozadania kogokolwiek czuje sie k
                                                    > obieco. A jestem zdolna caly czas. Nawet wtedy kiedy obiektu nie ma lub gdy par
                                                    > tner spi.
                                                    >
                                                    > A Wy to odbieracie inaczej?

                                                    a co jeśli obiekt którego Ty pożądasz nie pożąda Ciebie? Nie jest zupełnie zainteresowany?

                                                    Druga sytuacja to jesteś z kims kogo kochasz, pożądasz tej osoby, ona jeszcze niedawno pożądała Ciebie, była chemia itp. Nagle się skończyło, tj Ty nadal pożądasz, ale ta druga osoba już nie. Zamiast namiętności jest jakiś seks raz w tygodniu dla zaspokojenia czysto fizjologicznego.

                                                    Co do mnie -jako facet zdążyłem się przyzwyczaić że nie jestem "w typie" każdej kobiety (rzekłbym nawet że w znacznej większości kobiet). Troche jak pisał Sabat, miałem czas żeby przez lata się z tym oswoić. To mnie nie rusza. Jeśli jednak chodzi o reakcje mojej ukochanej to mega mnie to kręci gdy widzę ze jej mowy ciała że ma na mnie ochotę "sama z siebie" a nie dlatego że cały dziań byłem miły (to tak apropos rad które sie tutaj czasami pojawiają). Jasne że wtedy poprawia to moje samopoczucie. Tak samo w drugą stronę -gdybym nagle przestał ją kręcić to zastanawiałbym się co jest przyczyną tej zmiany.
                                                  • hello-kitty2 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 16:27
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > a co jeśli obiekt którego Ty pożądasz nie pożąda Ciebie? Nie jest zupełnie zain
                                                    > teresowany?

                                                    Moja odpowiedz bedzie rowniez odpowiedzia dla Kag, ktora pytala o to samo.
                                                    Nie wyobrazam sobie pozadac kogos, kto mnie nie pozada, bo jego odczuwalne! pozadanie jest czynnikiem skladowym mojego pozadania. Innymi slowy pozadanie w moim swiecie jest wylacznie zwrotne. Oczywiscie moze byc tak, ze ktos mnie pozada, a ja jego nie. Na to nie mam wplywu. Ale za cholere nie potrafie sobie wyobrazic pozadania osoby, ktora nie pozada mnie. Automatycznie mi wtedy moje pozadanie wygasa. Takie jednostronne pozadanie byloby dla mnie tak upokarzajace, ze zniszczyloby wszystko cokolwiek laczylo mnie z ta osoba. Tak samo jak jednostronne zakochanie. Komu ono jest potrzebne i na co? Takie rzeczy jak jednostronne pozadanie czy zakochanie sa zenujace. Uczucie zazenowania wylacza mi skutecznie wszelelkie podrygi pozadania.

                                                    Milosc to dla mnie abstrakt. Wiec trudno mi sie wypowiadac.

                                                  • sabat-77 Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 13:58
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Dlaczego zatem to jest ok w przypadku mezczyzn, a w przypadku kobiet oznacza pr
                                                    > oblemy emocjonalne? Czyz od kobiet wymagamy wiecej.

                                                    Dla obu płci to może potencjalnie oznaczać problemy emocjonalne - związane z odczuwaniem negatywnych emocji. Nie uważam, żeby różnice były aż tak znaczące, może poza tym, że mężczyźni z racji o wiele częstszego doświadczania różnych upokorzeń związanych z kwestią odrzucenia są pod tym względem bardziej przyzwyczajeni i tym samym nieco odporniejsi.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Potwierdzenie wartości 06.02.13, 14:27
                                                    > Tu masz rację, u mnie na przykład dokładnie tak to funkcjonuje. Mimo wszystko j
                                                    > estem sceptyczny co do możliwości całkowitego wyeliminowania wpływu tego czynni
                                                    > ka na nasze postrzeganie samego siebie.

                                                    Uprawianie seksu po to, żeby się dowartościować, to niekoniecznie ta sama bajka, co niskie poczucie własnej wartości z powodu braku seksu. Tu mamy główny cel aktywności kontra jeden ze skutków ubocznych braku tejże. Tak jak mało który facet będzie uprawiał seks głównie po to, żeby go nie bolały jądra. Ale skutkiem ubocznym braku seksu może być ból jąder.
                                                  • kutuzow Bitch, nie niuanse tylko piszesz skrótami 06.02.13, 13:54
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nie chce mi się wszystkiego tłumaczyć, ale wyraźnie te niuanse to problem dla C
                                                    > iebie - wtf?

                                                    Sorry Bitch, ale to nie kwestia niuansów jak chcesz to teraz przedstawić, tylko pisania skrótami licząc że każdy wie co siedzi w Twojej głowie i jakie przeżycia miałaś. To samo co Ty (o tym tygodniu -dwóch) może napisać zarówno zaorana dziećmi Matka Polka, jak i osoba z małym libido. W obu przypadkach jest inaczej. To nie są "niuanse" do wyłapania, to po prostu zbyt skrótowe wpisy.

                                                    > Ja miałam już seksualność przestawioną na rozładowywanie napięcia i moja
                                                    > potrzeba rozładowania napięcia miała charakter kompulsywny - tzn. potrzebowałam
                                                    > seksu przy każdym stresie, a stres zdarzał mi się kilka razy dziennie.

                                                    To że Ty tak miałaś nie oznacza, że ktoś kto ma temperament i uprawia codziennie seks z ukochaną osobą bo jej pragnie (czyste pożądanie) ma jakieś problemy emocjonalne.

                                                    Pisząc coś takiego:
                                                    " Sądzę całkiem poważnie, że osoba która chce i dąży serio do codziennych zbliżeń, a także wymaga ich od partnera, powinna się zastanowić nad jakimś leczeniem w sensie: osłabieniem popędu."

                                                    wrzucasz wszystkich do jednego worka. Nie każdy chce seksu z przyczyn kompulsywnych (i innych).

                                                    Na tej samej zasadzie staram się (chyba razem z zyg_zyg_zyg jesli mogę mówić także za nią) pokazać Ci że Twoja definicja co jest prostytucją pt: "to sie wie", może być różna niż oceny innych osób.

                                                    > Pisząc to - duży skrót miałam na myśli że gdzieś jest ta granica normy - nie ja
                                                    > ją określam i w momencie gdy przez seks rujnujemy sobie różne kwestie życiowe,
                                                    > przestawiamy itd.- to możnaby się zastanowić nad drugą stroną medalu, tzn. czy
                                                    > ten seks nie pełni u mnie jakiejś funkcji nieprawidłowej, czy ja nie zapycham
                                                    > sobie seksem jakiś dziur emocjonalnych.

                                                    Widzisz jak tak piszesz to jest to czytelne i zgadzam sie z Tobą. Zobacz że nie padają tu ŻADNE konkretne liczby. Dla jednej osoby raz na miesiąc to ruja i poróbstwo a dla innej raz na 3 dni to post.

                                                    > Natomiast czym innym jest - związek bez pożądania, gdzie autorka chce sobie zra
                                                    > cjonalizować przy pomocy sensownych argumentów, rzecz zupełnie nieprawdopodobną
                                                    > I tu się ujawnia moja niebywała elastyczność :) i twój schematyzm kutuzow. Potr
                                                    > afię dostrzec i korzyści i zagrożenia płynące z takiej a nie innej interpretacj
                                                    > i seksualności
                                                    > Generalnie mam orientację że seks jest najważniejszy ale - jako osoba która ma
                                                    > za sobą coś w rodzaju uzależnienia - jestem ostrożna w stosunku do osób pod tyt
                                                    > ułem "musi bo się udusi"

                                                    Sorry, ale tego kawałka nie rozumiem (poza oczywistym "jestem bardziej bystra od Ciebie w kumaniu"). Niby potrafisz dostrzec te niuanse, ale gdy pytalismy gdzie się kończy granica bycia w związku bez porządania (dla innych korzyści) a zaczyna prostytucja to "wijesz sie jak piskorz" jak to ładnie ujeła zyg_zyg_zyg.

                                                    > To z sympatii do Ciebie tak sie wysilam i dlatego że ignorowa
                                                    > łam czasem twoje posty.:)

                                                    Dobra dobra, Ty mi tutaj sympatią oczu nie mydlij.

                                                  • that.bitch.is.sick Kutuzow tak to jest jak się zacznie dyskusję z ... 06.02.13, 23:17
                                                    Kutuzow, jak się zacznie dyskusję z osobą która nie łapie niuansów to trzeba powtarzać jak w dyskusjach z bonitą milion postów i pierdylion przepychanek w tym powtarzanie tego samego i gadanie o niczym.
                                                    A może:
                                                    - dużo ludzi rozumie moje skróty myślowe i jak dotąd nie miałam problemu z komunikacją pisaną, może to ty jesteś niekumaty kutuzow, albo wiem! nie łapiesz niuansów?:)
                                                    - manipulujesz: podałam dokładną definicję - co według mnie oznacza prostytucja - jest ona zgodna z definicją słownikową - a ty do mi wmawiasz że się powołuję na coś na co się nie powołuję! ciekawe czy przeczytałeś mojego posta? nie będę powtarzać po raz wtóry. słownik i definiuje prostytucję jako seks w zamian za inne korzyści i nie ma się czego tu czepiać. Jak ktoś ma z tym problem to niech przestanie robić brzydko i puszczać się za kran albo za święty spokój, a Mareczek niech przestanie kupować żonie kwiaty za seks bo to obleśne - jeszcze raz powtarzam. Kwiaty kupuje się za nic.
                                                    - jeśli chodzi o częstotliwość seksualną to na szczęście, mimo twojego wicia się jak piskorz, mamy logikę która nam określa że nie można być trochę w ciąży i jeśli chodzi o aktywność seksualną jest podobnie - bez wątpienia brak seksu, to zero seksu i dla wszystkich jest to zrozumiałe, podobnie jak seks codzienny to bez wątpienia częsty seks - nikt go nie nazwie rzadkim:) Czemu to jest dla Ciebie i koleżanki niejasne - nie wiem, może macie takie trudności już od szkoły a może jesteście złośliwi, jednak prawda to nie jest raz tak raz siak tylko jak coś jest szare to szare, ale jak jest ewidentnie białe lub czarne to niestety zbyt wiele zmanipulować się tu nie da.
                                                    I bardzo Cię proszę nie manipuluj na przyszłość moimi słowami - jak zrobiłeś z tą prostytucją, jeśli chodzi o skróty myślowe - to nawet nie kumasz o czym mówię. Chodzi o wniknięcie w motywację piszącego a nie w jego życie prywatne.:) Nie ośmieszaj się - nie ma w tobie za grosz intuicji - jak w czołgu co do przodu jedzie na schematach poznawczych.
                                                    Jeszcze jedno przekręcenie moich słów i z mojej strony będzie EOT. U mnie ta piłka jest krótsza, nie dam się wodzić za nos jak bonitka. Ostrzegam.
                                                  • kutuzow Re: Kutuzow tak to jest jak się zacznie dyskusję 07.02.13, 01:13
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    Bitch --> Ty sie tak nie rzucaj, bo NIGDZIE nie przekręciłem Twoich słow. wszędzie cytuje Cię DOKŁADNIE nawet z linkiem do postu gdzie to powiedziałaś.
                                                    jeśli jest inaczej podaj PRZYKŁAD.

                                                    Jak na razie to nie tylko ja nie zauważyłem Twej definicji prostytucji. Może byłoby łatwiej gdybyś OD RAZU ją podała na POCZĄTKU dyskusji, a nie po kilkunastu postach w wątku który ma już ok 330 postów. najzwyczajniej w świecie czegoś można nie zauwazyć skoro tutaj już się nawet kończą "schodki" odpowiedzi.

                                                    Co do definicji słownikowej na którą się powołujesz to jest ona dość wąska. Wg Słownika Języka Polskiego:
                                                    prostytucja «uprawianie seksu za pieniądze»
                                                    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2572725
                                                    Także wraca problem wszystkich "ukrytych" motywów które nie są wprost wymianą seksu za pieniądze.

                                                    Co do:
                                                    " - jeśli chodzi o częstotliwość seksualną to na szczęście, mimo twojego wicia s
                                                    > ię jak piskorz, mamy logikę która nam określa że nie można być trochę w ciąży i"

                                                    Sorry ale Twoje normy są Twoimi normami i w tym przypadku odnoszą się tylko do Ciebie.
                                                    To że wg Ciebie ja mam problemy emocjonalne (bo się kocham częściej niż raz na 1-2 tygodnie) jest na szczęście tylko Twoim zdaniem. Nie widzę tutaj żadnego "wicia się". Mówię wprost.

                                                    > jeśli chodzi o skróty myślowe - to nawet nie kumasz o czym mówi
                                                    > ę. Chodzi o wniknięcie w motywację piszącego a nie w jego życie prywatne.:) Nie
                                                    > ośmieszaj się - nie ma w tobie za grosz intuicji - jak w czołgu co do przodu j

                                                    widzisz Bitch to po raz kolejny TWOJE zdanie. Wykazywanie się intuicją na FORUM gdzie znamy wersję tylko jednej strony dość często sprowadza się do powielania własnych schematów/stereotypów. Czasami lepiej sprawdza się chłodna analiza niż "wnikanie" jaką motywację ma piszący.

                                                    ogólnie to mam wrażenie że robisz się strasznie zestresowana jak nie masz "poklasku" wśród forumowiczów. Temat z prostytucją nie wyszedł tylko ode mnie. Również zyg_zyg_zyg zadała Ci proste pytanie. nawet Ci znalazłem post:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,142249655,142345050,Re_Cytat_z_wypowiedzi_Bitch.html
                                                    " Jeszcze jedno przekręcenie moich słów i z mojej strony będzie EOT. "

                                                    Jeszcze raz pisze pokaż GDZIE konkretnie przekręciłem Twoje słowa, bo jeśli nie potrafisz pokazać postu to się nie rzucaj. Jak pokażesz to ładnie Cię oficjalnie przeproszę na forum.
                                                    Bo jak na razie to odbieram to jako dąsa którego rzucasz gdy zabrakło argumentów.

                                                  • bcde Re: Kutuzow tak to jest jak się zacznie dyskusję 07.02.13, 13:45
                                                    imageshack.us/a/img69/4413/dutycallsa.png
                                                    :)
                                                  • that.bitch.is.sick Kutuziarz nudziarz: 07.02.13, 16:03
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Bitch --> Ty sie tak nie rzucaj, bo NIGDZIE nie przekręciłem Twoich słow. w
                                                    > szędzie cytuje Cię DOKŁADNIE nawet z linkiem do postu gdzie to powiedziałaś.
                                                    > jeśli jest inaczej podaj PRZYKŁAD.
                                                    >
                                                    > Jak na razie to nie tylko ja nie zauważyłem Twej definicji prostytucji. Może by
                                                    > łoby łatwiej gdybyś OD RAZU ją podała na POCZĄTKU dyskusji, a nie po kilkunastu
                                                    > postach w wątku który ma już ok 330 postów. najzwyczajniej w świecie czegoś mo
                                                    > żna nie zauwazyć skoro tutaj już się nawet kończą "schodki" odpowiedzi.
                                                    >

                                                    > Co do definicji słownikowej na którą się powołujesz to jest ona dość wąska. Wg
                                                    > Słownika Języka Polskiego:
                                                    > prostytucja «uprawianie seksu za pieniądze»
                                                    > sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2572725
                                                    > Także wraca problem wszystkich "ukrytych" motywów które nie są wprost wymianą s
                                                    > eksu za pieniądze.

                                                    Dlatego nie powtarzałam ponieważ moja definicja prostytucji przewija się na samym początku odpowiedzi na post Marka i powtórzyłam ją w poście na który właśnie odpowiadasz:), skup się dziecko! :) Więc dla Ciebie prostytucja jest tylko w zamian za pieniądze:)? Definiując pieniądz jako towar wg ogólnej zgody środek wymiany gospodarczej, możemy twoją definicję łatwo rozszerzyć. Gotówka, przelew, biżuteria inne środki wymiany płatniczej?:) czy twoja wyobraźnia jest jak szczelne pudełko, nie jest w stanie wyjść poza pewne ramy?
                                                    Bezwględnie, i zdajesz sobie z tego sprawę nie chodzi o otrzymanie gotówki w zagadnieniu prostytucji tylko o pewien rodzaj wymiany ekonomicznej, gdzie po jednej stronie jest seks - po drugiej stronie, inne korzyści. Oczywiście możemy też zdefiniować zupełnie spokojnie małżeństwo tradycyjne jako formę zinstytucjonalizowanej prostytucji.:)
                                                    Nie wiem co jeszcze powiedzieć jak nadal tego nie kumasz:) - może trochę otwórz oczy?
                                                    >

                                                    > Sorry ale Twoje normy są Twoimi normami i w tym przypadku odnoszą się tylko do
                                                    > Ciebie.
                                                    > To że wg Ciebie ja mam problemy emocjonalne (bo się kocham częściej niż raz na
                                                    > 1-2 tygodnie) jest na szczęście tylko Twoim zdaniem. Nie widzę tutaj żadnego "w
                                                    > icia się". Mówię wprost.
                                                    >

                                                    Kutuzow, są granice gdzie kończy się relatywizm i zaczyna się obiektywizm. Powtarzam po raz piąty. jest logika wypowiedzi. Odpowiedz mi na pytanie:
                                                    brak seksu= zero seksu - zaprzeczysz?
                                                    oraz, codzienny seks = częsty seks - zaprzeczysz?
                                                    Mam nadzieję że przestaniesz się kopać z koniem i przyznasz wreszcie że pewne rzeczy nie zmienią się tylko dlatego że uparłeś się zaprzeczać:) Jeśli ktoś wymaga od partnera codziennego seksu - to niewątpliwe jest to seks częsty - względem niechętnego partnera to wygórowane wymagania, co prowadzi nas do konkluzji niesłychanie prostej - leczenie, jeśli komuś zależy na związku bardziej niż na seksie. Bo jeśli bardziej zależy na seksie niż na związku - to tkwiąc w stałym związku jest idiotą. To tak jak próbować się zastrzelić strzelając sobie w tył głowy. Są prostsze sposoby na seks niż stały związek:)


                                                    > widzisz Bitch to po raz kolejny TWOJE zdanie. Wykazywanie się intuicją na FORUM
                                                    > gdzie znamy wersję tylko jednej strony dość często sprowadza się do powielania
                                                    > własnych schematów/stereotypów. Czasami lepiej sprawdza się chłodna analiza ni
                                                    > ż "wnikanie" jaką motywację ma piszący.
                                                    >
                                                    Mamy inny sposób analizowania rzeczywistości, stąd nieporozumienia. ja twierdzę że twój jest gorszy niż mój, Ty twierdzisz coś odwrotnego. CZy jest sens tworzyć 500 postów na ten temat? wątpię czy mi zależy aby ciebie przekonywać.:) jestem zadowolona ze swojej percepcji

                                                    > ogólnie to mam wrażenie że robisz się strasznie zestresowana jak nie masz "pokl
                                                    > asku" wśród forumowiczów. Temat z prostytucją nie wyszedł tylko ode mnie. Równi
                                                    > eż zyg_zyg_zyg zadała Ci proste pytanie. nawet Ci znalazłem post:
                                                    >
                                                    Żartujesz? ja chyba od początku nie mam poklasku na forum, i jestem ostatnią osobą która by się komuś podlizywała. Nie wiem jak mam skomentować Twoje powoływanie się na koleżankę:)może wzruszę ramionami. Czy ja muszę się podobać jakiejś Zyg?:)


                                                    No i właśnie takie są te posty-kłótnie z upragnioną przez Ciebie "argumentacją". Dla mnie jest to dyskutowanie o niczym i strata czasu. Ja nie dopatrzyłam się jak na razie żadnych godnych potępienia elementów w moim rozumowaniu ani ty mnie nie przekonałeś. Myślisz że jest sens prowadzić tego typu dyskusje? Czy właściwie wiesz dokąd zmierzasz? Chcesz udowodnić że prostytucja to tylko za gotówkę,walutę, jeny? jaki to ma sens, abstrahując że to zadanie niewykonalne bo to bzdura:). A może chcesz udowodnić że nie ma czegoś takiego jak obiektywna ocena aktywności seksualnej? Kolejna bzdura. A czym się kierują seksuolodzy, generalnie jak to się określa w medycynie, jeśli nie analiza objawów i porównywanie ich z normą? Mylisz zwykłe stwierdzenie faktu z wartościowaniem - czyli nie czaisz niuansów od strony emocjonalnej. W sumie stuprocentowy facet - emocjonalny ślepiec:)
                                                    buźka:)
                                                  • kutuzow Re: Kutuziarz nudziarz: 07.02.13, 16:48
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Bezwględnie, i zdajesz sobie z tego sprawę nie chodzi o otrzymanie gotówki w za
                                                    > gadnieniu prostytucji tylko o pewien rodzaj wymiany ekonomicznej, gdzie po jedn
                                                    > ej stronie jest seks - po drugiej stronie, inne korzyści. Oczywiście możemy też
                                                    > zdefiniować zupełnie spokojnie małżeństwo tradycyjne jako formę zinstytucjonal
                                                    > izowanej prostytucji.:)

                                                    widzisz Bitch i nagle sama doszłaś do tego co Ci próbuję pokazać że nie ma PROSTEJ definicji. W zależności co sobie podstawimy (i jak rozszerzymy znaczenie "pieniędzy" które sa w definicji, może nam wyjść nawet to co Tobie że małżeństwo jest formą prostytucji.

                                                    > Nie wiem co jeszcze powiedzieć jak nadal tego nie kumasz:) - może trochę otwórz
                                                    > oczy?

                                                    Bitch ochłoń, od początku próbuję Ci pokazać to do czego przed chwilą sama doszłaś, że prostytucja może mieć różne formy i to co nazwiemy prostytucją zależy w dużej mierze od naszych poglądów (dla jednego może to być święty sakrament małżeństwa, dla innego własnie małżeństwo jako forma zalegalizowanej prostytucji.

                                                    > Jeśli ktoś wyma
                                                    > ga od partnera codziennego seksu - to niewątpliwe jest to seks częsty -

                                                    Bitch przyjęłaś BŁĘDNE założenie na starcie i sie wkurzasz że na końcu mamy inny wynik równania. Dla Ciebie codzienny seks oznacza że ktoś musi go WYMAGAĆ. Dla mnie zaś codzienny seks moze być wynikiem takiej samej chęci obu stron. Wiem że tego nei wzięłaś pod uwagę bo nagle pomysł z problemami emocjonalnymi wydaje się dziwny w tym wariancie.
                                                    więc zanim się zaczniesz sadzić jaki to ja jestem ograniczony pomyśl nad RÓŻNYMI opcjami, a nei tylko taką gdzie jedna osoba wymusza na drugiej codzienny seks.

                                                    > Mamy inny sposób analizowania rzeczywistości, stąd nieporozumienia. ja twierdzę
                                                    > że twój jest gorszy niż mój, Ty twierdzisz coś odwrotnego. CZy jest sens tworz
                                                    > yć 500 postów na ten temat? wątpię czy mi zależy aby ciebie przekonywać.:) jest
                                                    > em zadowolona ze swojej percepcji

                                                    Przykład powyżej pokazuje że analiza daje lepsze efekty (bez niej buduje sie teorie w oparciu o wycinkowe dane). Emocje sprawdzają się w sztuce, ale niekoniecznie w psychologii czy jakiejkolwiek nauce społecznej.

                                                    > Chcesz udowodnić że prostytucja to tylko za gotówk
                                                    > ę,walutę, jeny?

                                                    Chce Ci pokazać dokładnie coś ODWROTNEGO od samego początku. Że prostytucja w dzisiejszych czasach ma różne oblicza i nie jest łatwo ocenić co jest a co nie jest prostytuacją. To Ty uważałaś od początku że to jasne co jest kurewstwem.

                                                    > A może chcesz udowodnić że nie ma czegoś takiego jak obiektywna ocena
                                                    > aktywności seksualnej? Kolejna bzdura.

                                                    Sorry Bitch ale znów Cię rozczaruję. To że wg Ciebie ja mam problemy emocjonalne (bo mam seks praktycznie codzienne) nie oznacza że Twoje przekonanie wynika z jakiejś normy, albo zaleceń WHO. To jest tylko TWOJE przekonanie, tak jak przekonanie Pani Krysi w wątku obok może byc takie że seks częściej niż raz w miesiącu, to rozpusta i grzech.

                                                    > A czym się kierują seksuolodzy, generaln
                                                    > ie jak to się określa w medycynie, jeśli nie analiza objawów i porównywanie ich
                                                    > z normą?

                                                    Bitch to seksuolodzy porównują coś z NORMĄ????
                                                    Może chcesz powiedzieć, że są jakieś tabele?
                                                    To co w takim razie jest normą, a co już jest poza normą? Masz może jakieś źródła dla tych swoich rewelacji? Z chęcią bym się z nimi zapoznał (człowiek uczy się całe życie).

                                                    Widzisz Bitch dlatego zawsze emocje przegrywają z argumentami w dyskusji. Bo gdy zaczynasz kierować się emocjami pojawiają sie takie kwiatki własnie jak powyższe "normy" itp.

                                                    BTW: Nie podałaś przykładu gdzie niby przekręciłem Twoje wypowiedzi -więc rozumiem że to po prostu było tak z rozpędu rzucone? Jak mówiłem - jeśli pokażesz co przekręciłem, ładnie przeproszę.
                                                  • kag73 Re: Kutuziarz nudziarz: 07.02.13, 17:14
                                                    Mnie sie nasuwa pytanie co to jest to "tradycyjne malzenstwo" i czy takie w ogole istnieja i dlaczego mialoby byc forma prostytucji?
                                                    Takie stwierdzenie zaklada, ze kobiety z automatu nie chce seksu a daja tylko za inne korzysci a przeciez czasy chyba troche sie zmienily. Wiele kobiet lubi i chce seksu i do tego pracuja zawodowo a nawet jezeli nie pracuja zawodowo, odwalaj kawal dobrej roboty w domu z dziecmi i calym tym kramem okolodomowym.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:39
                                                    > A mi się podoba spolaryzowanie tbis.
                                                    > Albo się oburza i gardzi seskem za korzyści jako kurewstwem albo nie.

                                                    Ależ po pierwsze Bitch wcale się nie oburza i nie gardzi - jasno to napisała.
                                                    Po drugie korzyści z seksu to nie to samo, co płacenie seksem - jeśli seks nie przynosi Ci żadnych korzyści, to współczuję.
                                                    Po trzecie można nie używać seksu jako narzędzia do celów nieseksualnych nie wywyższając się przy tym i nie pogardzając tymi, którzy to robią.
                                                • that.bitch.is.sick Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:40
                                                  kutuzow napisał:

                                                  > zyg_zyg_zyg napisała:
                                                  >
                                                  > > Bitch, ja nie uprawiałabym seksu bez korzyści, a mam ich mnóstwo. Które k
                                                  > orzyśc
                                                  > > i pozaseksualne świadczą o kurewstwie? Które stwierdzenie z poniższych pa
                                                  > da z
                                                  > > ust kurwy?
                                                  > >
                                                  > > -uprawiam seks dla swojego orgazmu,
                                                  > > -uprawiam seks bo to przyjemność,
                                                  > ......
                                                  >
                                                  Nie komentowałam tego bo to bzdura kompletna albo ja nie rozumiem głębi tej wypowiedzi:): orgazm to korzyść pozaseksualna?, a przyjemność tak definiowana, no ludzie - są przyjemności seksualne i pozaseksualne, te w związane z kontaktem intymny to seksualne, oczywiście możemy ze złośliwością powiedzieć że głaskać kiciusia to to samo. ale jak ktoś się upiera że nie rozumie, bo chce z kimś się kłócić to co ja poradzę?
                                                  zazwyczaj nie kontynuuję dyskusji gdy jest ona śmieszna i po co rozmówca ma się nakręcać emocjonalnie.
                                                  nie lubię takich mało treściwych dyskusji. udawanie że się nie wie co to jest kurestwo, z motywacji podobnej do dulskiej, albo jak w tym dowcipie: z sąsiadem to nie zdrada i do buzi to nie zdrada...itd. po co dyskutować z manipulatorami. na szczęście fakty to fakty, mogą być nieścisłości pojęciowe ale gdy pojęcie to nie abstrakcja, łatwo dość to wyłapać.
                                                  chcecie się uporczywie trzymać definicji kurestwa, związanej z agenturą - moim zdaniem to z powodu nieuczciwych motywacji.
                                                  • kutuzow Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 12:52
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nie komentowałam tego bo to bzdura kompletna albo ja nie rozumiem głębi tej wyp
                                                    > owiedzi:):

                                                    Bitch, może zatem odnieś się do tych punktów zyg:
                                                    -uprawiam seks, bo jak nie daję, to atmosfera w domu jest chujowa - jak daję, to mąż jest zadowolony, a ja mam święty spokój,
                                                    -uprawiam seks, bo w ten sposób rozładowuję swoją agresję,
                                                    -uprawiam seks, bo pozwala mi uciec od samotności,

                                                    To są korzyści seksualne, pozaseksulane, czy może chcesz powiedzieć że motywy zyg* mieszczą się w Twojej definicji prostytucji? Masz ładny poukładany czarno-biały świat to nazwij każdą z tych 3 motywacji. Wybrałem tylko trzy żebyś nie wykręcała się brakiem chęci (dużo pracy nie ma).


                                                    > chcecie się uporczywie trzymać definicji kurestwa, związanej z agenturą - moim
                                                    > zdaniem to z powodu nieuczciwych motywacji.

                                                    Ja nigdzie nie powiedziałem że jestem za taką wąską definicją -wręcz przeciwnie chciałem Ci pokazać, że pojecie jest SKOMPLIKOWANE obecnie. Czym np. różni się tzw "prostytucja małżeńska" od związku w którym nie ma miłości i para jest ze sobą tylko dla tego że razem jest im łatwiej (ekonomicznie)?


                                                    * Sorry zyg_zyg_zyg chciałem tylko wykazać absurd takiego polaryzowania pewnych spraw.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 13:15
                                                    Co to za bełkot, Bitch? Ja wiem, czym jest dla mnie kurewstwo - i bynajmniej nie wiążę go tylko z agenturą - natomiast ciągle nie wiem, czym ono jest, a czym nie dla Ciebie. A Ty wijesz się jak piskorz i mydlisz oczy, zamiast odpowiedzieć na proste pytanie.

                                                    Orgazm jest korzyścią seksualną - to było dla kontrastu.
                                                  • sabat-77 Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 13:23
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Co to za bełkot, Bitch? Ja wiem, czym jest dla mnie kurewstwo - i bynajmniej ni
                                                    > e wiążę go tylko z agenturą - natomiast ciągle nie wiem, czym ono jest, a czym
                                                    > nie dla Ciebie. A Ty wijesz się jak piskorz i mydlisz oczy, zamiast odpowiedzie
                                                    > ć na proste pytanie.
                                                    >
                                                    > Orgazm jest korzyścią seksualną - to było dla kontrastu.

                                                    Hmm... Z tej hierarchii, którą opisała bitch można wysnuć wniosek, że wtedy, gdy nie jest związany z pożądaniem czy tam namiętnością, czyli nie wynika z potrzeby związanej KONKRETNIE z seksem, a zaspokaja jakąś inną. Na przykład materialną, ale niekoniecznie.
                                                    Kiedy kupujesz za seks coś innego. Wymiana na innej drodze niż seks za seks.
                                                    To chyba dość proste ?
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 13:32
                                                    > Hmm... Z tej hierarchii, którą opisała bitch można wysnuć wniosek, że wtedy, gd
                                                    > y nie jest związany z pożądaniem czy tam namiętnością, czyli nie wynika z potrz
                                                    > eby związanej KONKRETNIE z seksem, a zaspokaja jakąś inną. Na przykład material
                                                    > ną, ale niekoniecznie.
                                                    > Kiedy kupujesz za seks coś innego. Wymiana na innej drodze niż seks za seks.
                                                    > To chyba dość proste ?

                                                    Czyli (polaryzując)
                                                    -uprawiam seks dla swojego orgazmu - nie kurwa
                                                    -uprawiam seks bo to przyjemność -zależy jaka przyjemność - kurwa albo niekurwa
                                                    -uprawiam seks, bo potrzebuję fizycznej bliskości - jw. kurwa/niekurwa
                                                    -uprawiam seks, bo bardzo lubię całować męża i przytulać się do niego, a on poza seksem tego nigdy nie robi - kurwa
                                                    -uprawiam seks, bo mąż tego potrzebuje, tak jak potrzebuje kanapek do pracy, a ja go kocham i lubię mu sprawiać przyjemność, więc chodzę z nim do łóżka i robię kanapki -kurwa
                                                    -uprawiam seks, bo jak nie daję, to atmosfera w domu jest chujowa - jak daję, to mąż jest zadowolony, a ja mam święty spokój -kurwa
                                                    -uprawiam seks, bo w ten sposób rozładowuję swoją agresję -kurwa
                                                    -uprawiam seks, bo pozwala mi uciec od samotności -kurwa
                                                    -uprawiam seks bo podczas seksu spala się mnóstwo kalorii i wyrabiaja się mięśnie, a ja chcę zrzucić parę kilo -kurwa
                                                    -uprawiam seks, bo słyszałam że sperma odmładza -kurwa

                                                    Tak?
                                                  • kutuzow Dość odważna teoria 06.02.13, 13:59
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Hmm... Z tej hierarchii, którą opisała bitch można wysnuć wniosek, że wtedy, gd
                                                    > y nie jest związany z pożądaniem czy tam namiętnością, czyli nie wynika z potrz
                                                    > eby związanej KONKRETNIE z seksem, a zaspokaja jakąś inną. Na przykład material
                                                    > ną, ale niekoniecznie.
                                                    > Kiedy kupujesz za seks coś innego. Wymiana na innej drodze niż seks za seks.
                                                    > To chyba dość proste ?

                                                    Sabat postawie teraz dość odważną teorię.
                                                    Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji "seks za seks" to zaczyna być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona? Bo jak rozumiem nie jest z Toba dla seksu (jest on raczej traktowany jako "koszt" który znosi w ramach zachowania status quo (przynajmniej tak to wynika z Twoich opisów na forum).
                                                  • zawle Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:01
                                                    kutuzow napisał: > Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji "seks za seks" to zaczy
                                                    > na być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona?

                                                    Jej się po prosto nie opłaca rozwieść.
                                                  • kutuzow Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:06
                                                    zawle napisała:

                                                    > kutuzow napisał: > Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji
                                                    > "seks za seks" to zaczy
                                                    > > na być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona?
                                                    >
                                                    > Jej się po prosto nie opłaca rozwieść.


                                                    no sorry, ale skoro tylko seks za seks jest OK. Reszta to "kurewstwo" to to, że ktoś ma jakieś profity (czyli więcej uzyskam jeśli "dam" dla świętego spokoju, niż gdybym miała sama ciągnąć ten wózek) to mamy dość niefajną nazwę czającą się za rogiem.
                                                  • zawle Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:09
                                                    Z tego wynika że mamy prawie same kurwy w polskich domach. Wystarczy tą kurwę z domu przecykać do łóżka, damę z łóżka przenieść na salony, a gospodynię z salonu dać do domu i wszystko będzie oki. Czyli szable w dłoń Panowie, na koń, nie wszystko stracone!!!!
                                                  • kutuzow Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:22
                                                    zawle napisała:

                                                    > Z tego wynika że mamy prawie same kurwy w polskich domach. Wystarczy tą kurwę z
                                                    > domu przecykać do łóżka, damę z łóżka przenieść na salony, a gospodynię z salo
                                                    > nu dać do domu i wszystko będzie oki. Czyli szable w dłoń Panowie, na koń, nie
                                                    > wszystko stracone!!!!

                                                    Zawle -chciałem tylko zauważyć, że to nie moja teoria. Ja od jakiegoś czasu trąbię że cięzko jest wprost postawić kreskę co jest prostytucją (w tym prostytucją małżeńską) a co nie jest. Jeśli patrzymy tylko na "zyski" a nie bierzemy pod uwagę motywów, odczuć itp.
                                                  • zawle Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:32
                                                    Mnie jako kobietę pociąg innej osoby do mnie nie określa. Nawet jak ją kocham. Ja sobie to tłumaczę tym, że nie muszę się podobać każdemu. Nie znaczy to że jestem mniej wartościowa. Jestem po prostu inna.
                                                    Byłam w związku gdzie seks był megafajny. W takim gdzie ja nie chciałam, w takim gdzie ktoś mnie nie chciał. Mam punkt odniesienia. Ale najważniejsze jest to że najfajniejsza jest miłość z chemią i seks z miłością. Jestem samodzielna, odważna i wiem czego chcę. Chcę pożądać i kochać równocześnie. Na wszystko inne szkoda mojego czasu.
                                                  • kag73 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:06
                                                    Ale po co ona mialaby sie rozwodzic? Jej wszystko odpowiada, seksem zainteresowana nie jest a wszystko inne gra.
                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:06
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Sabat postawie teraz dość odważną teorię.
                                                    > Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji "seks za seks" to zaczy
                                                    > na być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona? Bo jak rozumiem nie jest z
                                                    > Toba dla seksu (jest on raczej traktowany jako "koszt" który znosi w ramach zac
                                                    > howania status quo (przynajmniej tak to wynika z Twoich opisów na forum).

                                                    Nie ma w niej nic odważnego. To truizm. Dlatego nie nastaję na seks, a wtedy kiedy on jest (bardzo rzadko) wygląda na autentycznie zrelaksowaną i podnieconą. Przychodzi sama, jest wilgotna i każe się dobrze pieprzyć. Wygląda jakby sprawiało jej to przyjemność.
                                                    To we mnie jest problem, co raz mniej umiem się do niej przekonać. Po niej różnicy w seksie nie widać, tak jakby nie dostrzegała problemu.
                                                    W przeciągu ostatniego półtora roku żaden seks nie wyszedł z mojej inicjatywy, ja to po prostu totalnie olałem. Właśnie dlatego by nie "zmuszać".
                                                  • bcde Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 20:09
                                                    sabat-77 napisał:
                                                    Dlatego nie nastaję na seks, a wtedy kiedy on jest (bardzo rzadko) wygląda na autentycznie zrelaksowaną i podnieconą.
                                                    > Przychodzi sama, jest wilgotna i każe się dobrze pieprzyć. Wygląda jakby sprawi
                                                    > ało jej to przyjemność.

                                                    Każe się dobrze pieprzyć? Kazałbym jej spier...lać w podskokach.
                                                  • kag73 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 20:16
                                                    bcde napisał:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    > Dlatego nie nastaję na seks, a wtedy kiedy on jest (bardzo rzadko) wygląda na a
                                                    > utentycznie zrelaksowaną i podnieconą.
                                                    > > Przychodzi sama, jest wilgotna i każe się dobrze pieprzyć. Wygląda jakby
                                                    > sprawi
                                                    > > ało jej to przyjemność.
                                                    >
                                                    > Każe się dobrze pieprzyć? Kazałbym jej spier...lać w podskokach.

                                                    Otoz. Wtedy by moze pomyslala "o kurka, nie chce mnie pieprzyc, znaczy, ze pieprzy gdzie indziej" i moze zaczelaby sie starac, albo chociaz zaczelaby sie co nieco kleic, bo byla by niedopchnieta.
                                                    Niemniej jednak chce pewnie trzy razy do roku. Rozumiem, ze sabat wtedy slaby nie potrafi powiedzic "nie", bo to znaczy, ze znow nie zamoczy nigdzie.


                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 20:37
                                                    kag73 napisała:

                                                    > bcde napisał:
                                                    > > Każe się dobrze pieprzyć? Kazałbym jej spier...lać w podskokach.
                                                    >
                                                    > Otoz. Wtedy by moze pomyslala "o kurka, nie chce mnie pieprzyc, znaczy, ze piep
                                                    > rzy gdzie indziej" i moze zaczelaby sie starac, albo chociaz zaczelaby sie co n
                                                    > ieco kleic, bo byla by niedopchnieta.
                                                    > Niemniej jednak chce pewnie trzy razy do roku. Rozumiem, ze sabat wtedy slaby n
                                                    > ie potrafi powiedzic "nie", bo to znaczy, ze znow nie zamoczy nigdzie.

                                                    Kochani. Jest taka propozycja z mojej strony: zamknijmy już temat mojej żony.
                                                    Ona się nie zmieni i nasza relacja również nie. Ukształtowały ją specyficzne warunki, w których wyrosła. Ona jest mocno nietypową osobą, standardowe metody nic tu nie dadzą. Jest okaleczona psychicznie, nie rozumie siebie, a więcej - nawet nie chce zrozumieć. Totalny beton. Nasze ględzenie zwyczajnie nic nie zmieni, bo to jakby zastanawiać się na miejscu współuzależnionej żony, czy nałogowy alkoholik przestanie chlać. No nie przestanie, choćby święte obrazy, wojska na smokach latające i zstępujący z nieba boży oblubieniec.
                                                    Tak to już jest. Trudno, pierdolić to moi drodzy. Rozgrzebywanie tego tematu nie pomaga. :)
                                                  • niezapominajka333 Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 22:24
                                                    Nasze ględzenie zwyczajnie nic nie zmieni
                                                    > , bo to jakby zastanawiać się na miejscu współuzależnionej żony, czy nałogowy a
                                                    > lkoholik przestanie chlać. No nie przestanie, choćby święte obrazy, wojska na
                                                    > smokach latające i zstępujący z nieba boży oblubieniec.

                                                    Czasem przestaje, szczególnie, jak traci rodzinę.
                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:10
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Sabat postawie teraz dość odważną teorię.
                                                    > Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji "seks za seks" to zaczy
                                                    > na być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona? Bo jak rozumiem nie jest z
                                                    > Toba dla seksu (jest on raczej traktowany jako "koszt" który znosi w ramach zac
                                                    > howania status quo (przynajmniej tak to wynika z Twoich opisów na forum).

                                                    Poza tym, nie wpuszczaj mnie w maliny, bo to była moja interpretacja postów bitch (może niesłuszna) a nie prezentacja moich poglądów.
                                                    Ja osobiście mam dość obojętny stosunek do słowa kurwa. Koncentruje się nie na kwestiach moralnych (bo mam je w dupie), tylko na tym żeby nie wyrządzać swoją działalnością przykrości innym ludziom.
                                                    Nie interesuje mnie czy kobietę ze względu na jej czyny można nazwać kurwą czy nie, tylko czy powoduje to w niej silny dyskomfort. Jeśli komuś to nie przeszkadza, to niech daje dupska nawet za miskę ryżu. Może nawet poczuć z tego jakąś frajdę :P
                                                    Zmuszanie - to coś innego. Gwałt na cudzej woli. To mi się niekoniecznie podoba.
                                                  • kutuzow Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 14:26
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Poza tym, nie wpuszczaj mnie w maliny, bo to była moja interpretacja postów bit
                                                    > ch (może niesłuszna) a nie prezentacja moich poglądów.

                                                    Sorry za prowokacje.

                                                    > Ja osobiście mam dość obojętny stosunek do słowa kurwa. Koncentruje się nie na
                                                    > kwestiach moralnych (bo mam je w dupie), tylko na tym żeby nie wyrządzać swoją
                                                    > działalnością przykrości innym ludziom.

                                                    Ja powiem więcej czasami mam wrażenie że niektóre związki które wyglądają na całkiem OK, można łatwo porównać do związku ocierającego się o sponsoring. Czasami wystarczy dowiedzieć się np. po rozstaniu o prawdziwych motywach Ex-a i nagle sytuacja się zmienia. Stąd moje próby pokazania że nie ma łatwej definicji. Można być w związku i nawet nie wiedzieć że się pełni rolę sponsora.

                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 22:17
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Ja powiem więcej czasami mam wrażenie że niektóre związki które wyglądają na ca
                                                    > łkiem OK, można łatwo porównać do związku ocierającego się o sponsoring. Czasam
                                                    > i wystarczy dowiedzieć się np. po rozstaniu o prawdziwych motywach Ex-a i nagle
                                                    > sytuacja się zmienia. Stąd moje próby pokazania że nie ma łatwej definicji. Mo
                                                    > żna być w związku i nawet nie wiedzieć że się pełni rolę sponsora.

                                                    Kutuzow, w świetle tego co głoszą yoric i urqu może wcale nie być sprzeczności. Sponsor może stać się atrakcyjny z samego faktu posiadania określonych zasobów, niedostępnych w inny sposób.
                                                    Umiem to zrozumieć. Kiedyś sam zakochałem się w dziewczynie, która nie była zbyt ładna, ale jej rodzina była niesamowicie zamożna. Wizja wspólnego życia dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Wyobrażałem sobie, że ten związek mógłby mi zabezpieczyć byt. I tutaj nie chodzi o chłodną kalkulację, ale autentycznie pozytywne uczucia związane z taką wizją przyszłości i skierowane na tą konkretną dziewczynę (a nie bezpośrednio na jej stan posiadania).
                                                    Wiem, że facetowi pewnie nie wypada mówić takich rzeczy, ale mimo, że przytrafiło mi się to tylko raz i trwało krótko - zapamiętałem. Wierzę, że czasem kasa może być argumentem autentycznie wzmacniającym pożądanie.
                                                  • bcde Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 22:35
                                                    sabat-77 napisał:
                                                    > Sponsor może stać się atrakcyjny z samego faktu posiadania określonych zasobów
                                                    > , niedostępnych w inny sposób.
                                                    > Umiem to zrozumieć. Kiedyś sam zakochałem się w dziewczynie, która nie była zby
                                                    > t ładna, ale jej rodzina była niesamowicie zamożna. Wizja wspólnego życia dawał
                                                    > a mi poczucie bezpieczeństwa. Wyobrażałem sobie, że ten związek mógłby mi zabez
                                                    > pieczyć byt. I tutaj nie chodzi o chłodną kalkulację, ale autentycznie pozytywn
                                                    > e uczucia związane z taką wizją przyszłości i skierowane na tą konkretną dziewc
                                                    > zynę (a nie bezpośrednio na jej stan posiadania).
                                                    > Wiem, że facetowi pewnie nie wypada mówić takich rzeczy, ale mimo, że przytrafi
                                                    > ło mi się to tylko raz i trwało krótko - zapamiętałem. Wierzę, że czasem kasa m
                                                    > oże być argumentem autentycznie wzmacniającym pożądanie.

                                                    Ale jaja! Ty faktycznie masz chyba w sobie jakiś żeński pierwiastek (a niech się panie obrażają, co mi tam). Miałem do czynienia z córkami bogatych rodziców, ale jeśli mi się nie podobały, to nie było mowy o tym, żebym brał je pod uwagę jako partnerki.
                                                  • marek.zak1 Re: Dość odważna teoria 06.02.13, 22:50
                                                    Potwierdzam Twoje spostrzeżenia. Bogate (nawet bardzo) dziewczyny, które mnie nie kręciły - po prostu nie :).
                                                  • urquhart Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 00:04
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Potwierdzam Twoje spostrzeżenia. Bogate (nawet bardzo) dziewczyny, które mnie n
                                                    > ie kręciły - po prostu nie :).

                                                    „Bez urody młoda dziewczyna jest nieszczęśliwa, traci wszelkie szanse bycia kochaną. Co prawda nikt z niej nie kpi ani nie traktuje jej okrutnie, lecz jest jakby przezroczysta, jej ruchów nie śledzi żadne spojrzenie. Każdy czuje się zakłopotany w jej obecności i woli ją ignorować. Natomiast skończona piękność, piękność, która wykracza poza naturalną i powabną świeżość nastolatek, wywołuje efekt nadnaturalny i wydaje się niezmiennie zwiastować tragiczny los. (...) Taka jest dla młodych dziewcząt jedna z zasadniczych niedogodności ich wielkiej urody: tylko oświadczeni podrywacze, cyniczni i bez skrupułów, czują się gotowi podjąć wyzwanie; toteż przeważnie to istoty najbardziej nikczemne otrzymują skarb ich dziewictwa, co stanowi dla owych dziewcząt pierwszy etap nieuchronnego upadku.”
                                                    - Michel Houellebecq (z książki Cząstki elementarne)
                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 05:39
                                                    urquhart napisał:

                                                    > „Bez urody młoda dziewczyna jest nieszczęśliwa, traci wszelkie szanse byc
                                                    > ia kochaną. Co prawda nikt z niej nie kpi ani nie traktuje jej okrutnie, lecz j
                                                    > est jakby przezroczysta, jej ruchów nie śledzi żadne spojrzenie. Każdy czuje si
                                                    > ę zakłopotany w jej obecności i woli ją ignorować. Natomiast skończona piękność
                                                    > , piękność, która wykracza poza naturalną i powabną świeżość nastolatek, wywołu
                                                    > je efekt nadnaturalny i wydaje się niezmiennie zwiastować tragiczny los. (...)
                                                    > Taka jest dla młodych dziewcząt jedna z zasadniczych niedogodności ich wielkiej
                                                    > urody: tylko oświadczeni podrywacze, cyniczni i bez skrupułów, czują się gotow
                                                    > i podjąć wyzwanie; toteż przeważnie to istoty najbardziej nikczemne otrzymują s
                                                    > karb ich dziewictwa, co stanowi dla owych dziewcząt pierwszy etap nieuchronnego
                                                    > upadku.”
                                                    > - Michel Houellebecq (z książki Cząstki elementarne)

                                                    Z całym szacunkiem dla Mistrza, ale to nieprawda z tymi dziewczynami bez urody. One ogarniały się pierwsze, w moim otoczeniu to najbrzydsze miały najszybciej chłopaków (takich jak one niestety) i trwały w tych koszmarkowatych związkach przez wiele lat. Brzydka ona, brzydka on... :) A ich miłość wcale nie była piękna, ludzie odwracali głowy...
                                                    Być może casus wielu facetów z tego forum :P

                                                    Natomiast diagnoza przypadku super pięknych dziewczyn - dość trafna, zgadzam się.
                                                    Z resztą jak ma być nie trafna, wszyscy im źle życzymy przecież, jak one śmiały być takie piękne :>
                                                  • aandzia43 Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 15:55
                                                    > Z całym szacunkiem dla Mistrza, ale to nieprawda z tymi dziewczynami bez urody.

                                                    Z całym szacunkiem do mistrza, ale to nieprawda zarówno z ładnymi, jak i z brzydkimi dziewczynami. Wpływ urody czy jej braku na życie dziewczyny jest oczywiście ogromny, ale to, jak sobie ostatecznie dziewczyna to zycie urządzi jest wypadkową kupy czynników. Nie wiem, skąd w ogóle pomysł na takie uogólnienia? Tak dla fanu? Żeby sobie pogłówkować? To proponuję dorzucić parę zmiennych, będzie ciekawiej ;-)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 16:10
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    > Z całym szacunkiem do mistrza, ale to nieprawda zarówno z ładnymi, jak i z brzy
                                                    > dkimi dziewczynami. Wpływ urody czy jej braku na życie dziewczyny jest oczywiśc
                                                    > ie ogromny, ale to, jak sobie ostatecznie dziewczyna to zycie urządzi jest wypa
                                                    > dkową kupy czynników. Nie wiem, skąd w ogóle pomysł na takie uogólnienia? Tak d
                                                    > la fanu? Żeby sobie pogłówkować? To proponuję dorzucić parę zmiennych, będzie c
                                                    > iekawiej ;-)

                                                    Ale po co definiować prawdę na podstawie temu co się komuś wydaje? Może lepiej jakąś normą się posłużyć, logiką, statystyką? Bo inaczej będzie dyskusja jak z Kutuzowem: co to jest prawda? raz tak, raz siak. jak się komu chce. dobre, dopóki się samemu ze sobą rozmawia.
                                                    Jeśli chodzi o literaturę to zupełnie nie ma znaczenia czy wizja rzeczywistości którą przedstawia houellebecq jest prawdziwa czy nie, akurat tu chodzi zupełnie o co innego i zupełnie inaczej należy podchodzić do literatury pięknej. To nie encyklopedia.

                                                    >
                                                  • aandzia43 Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 16:15
                                                    > Jeśli chodzi o literaturę to zupełnie nie ma znaczenia czy wizja rzeczywistości
                                                    > którą przedstawia houellebecq jest prawdziwa czy nie, akurat tu chodzi zupełni
                                                    > e o co innego i zupełnie inaczej należy podchodzić do literatury pięknej. To ni
                                                    > e encyklopedia.

                                                    Ale ja nie H., bo jego licentia poetica obejmuje. Ja o Sabacie i Urqu, co się przejęli wywodem mistrza.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 16:17
                                                    aandzia43 napisała:


                                                    >
                                                    > Ale ja nie H., bo jego licentia poetica obejmuje. Ja o Sabacie i Urqu, co się p
                                                    > rzejęli wywodem mistrza.

                                                    Tak, tak bo ja się z tobą zgadzam, zjadło mi ten górny post sabata, gdzie rozważa, czy to prawda, czy nie prawda:)
                                                    >
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 16:18
                                                    nieprawda....
                                                  • sabat-77 Re: Dość odważna teoria 07.02.13, 16:23
                                                    A to ze w Moskwie kot Behemot chodzil na dwoch lapach to moze tez nieprawda !?
                                                  • that.bitch.is.sick co to za odwaga... 06.02.13, 14:13
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Hmm... Z tej hierarchii, którą opisała bitch można wysnuć wniosek, że wte
                                                    > dy, gd
                                                    > > y nie jest związany z pożądaniem czy tam namiętnością, czyli nie wynika z
                                                    > potrz
                                                    > > eby związanej KONKRETNIE z seksem, a zaspokaja jakąś inną. Na przykład ma
                                                    > terial
                                                    > > ną, ale niekoniecznie.
                                                    > > Kiedy kupujesz za seks coś innego. Wymiana na innej drodze niż seks za se
                                                    > ks.
                                                    > > To chyba dość proste ?
                                                    >
                                                    > Sabat postawie teraz dość odważną teorię.
                                                    > Czy zdajesz sobie sprawę że jeśli zawęzimy to do wersji "seks za seks" to zaczy
                                                    > na być problem z nazwaniem tego co robi Twoja żona? Bo jak rozumiem nie jest z
                                                    > Toba dla seksu (jest on raczej traktowany jako "koszt" który znosi w ramach zac
                                                    > howania status quo (przynajmniej tak to wynika z Twoich opisów na forum).

                                                    ...nazwać kogoś prostytutką? Chyba że kogoś to obraża, tylko pytanie czemu obraża go nazwa, a to co robi nie?:)
                                                • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 13:19
                                                  > Może ja i Ty* mamy problemy emocjonalne i dlatego nie potrafimy dogadać się z B
                                                  > itch która takich problemów nie ma :-)

                                                  Ja na pewno mam, bo sprawdziłam, i wiem, że od seksu raz w miesiącu jak najbardziej można umierać :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 17:11
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > > Może ja i Ty* mamy problemy emocjonalne i dlatego nie potrafimy dogadać s
                                                    > ię z B
                                                    > > itch która takich problemów nie ma :-)
                                                    >
                                                    > Ja na pewno mam, bo sprawdziłam, i wiem, że od seksu raz w miesiącu jak najbard
                                                    > ziej można umierać :-)

                                                    Zyg wiem ze zartujesz z umieraniem ale co chcesz przez to powiedziec, ze nie bywasz singlem, ktory nie uprawia czasowo seksu? Nie moglabys byc? Nie wiem, cierpialabys? A jak jestes to jak sobie radzisz? Szczerze mowiac trudno mi sobie to wyobrazic. No chyba ze to byl totalny zart.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 18:35
                                                    > Zyg wiem ze zartujesz z umieraniem ale co chcesz przez to powiedziec, ze nie by
                                                    > wasz singlem, ktory nie uprawia czasowo seksu? Nie moglabys byc? Nie wiem, cier
                                                    > pialabys? A jak jestes to jak sobie radzisz? Szczerze mowiac trudno mi sobie to
                                                    > wyobrazic.

                                                    Singlem byłam przez kawał życia. Masturbacja jakoś wystarczała - może poza czasem owulacji, kiedy dostawałam pierdolca i niektórymi nocami, kiedy rozpaczliwie tęskniłam za męskim ciałem. Od paru lat jestem szczęśliwą mężatką, zadowoloną ze swojego życia seksualnego i mam nadzieję trwać w tym stanie jak najdłużej - chwilowo nie biorę pod uwagę singielstwa :-)

                                                    A umieranie - jasne że niedosłowne - z powodu braku seksu zaliczyłam w paroletnim związku. Ja mam inaczej niż Ty, Kitty. Moje pragnienie było skierowane w stronę jednego, konkretnego człowieka. Innych miałam gdzieś. Tamten facet niesamowicie na mnie działał, był pierwszym, z którym miłość połączyła się z seksem. Niemal każde jego dotknięcie - platoniczne również - doprowadzało mnie do wrzenia. Byłam mokra w ułamku sekundy. No i z tym napaleniem musiałam czekać aż się mu nazbiera ochota na seks ze mną (to faktycznie było prawie regularnie co miesiąc). Masturbacja nie pomagała, pornografia, którą zaczęłąm kompulsywnie konsumować, dawała namiastkę uczestniczenia w (czyimś) życiu seksualnym. Wszystko mi się kojarzyło, wszędzie widziałam odniesienie do seksu. Byłam na permanentnym głodzie. Ten głód próbowałam zarzynać w sobie na różne sposoby. Gdzieś tam po drodze pojawiła się autoagresja, depresja itp.

                                                    Umieranie to za dużo powiedziane, ale życie to na pewno nie było... :-)
                                                  • zawle Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 19:17
                                                    zyg_zyg_zyg napisała: Gdzieś tam po dro
                                                    > dze pojawiła się autoagresja, depresja itp.

                                                    Partner miał niższe niż Ty libido, ale czułaś się kochana, doceniana i pożądana? Czy też wiedziałaś że nie jesteś dla niego obiektem seksualnym nie pożąda Ciebie? To oczywiście czysto teoretyczne pytania. Po pewnym czasie i tak nie wiesz co jest czym. Nagabywanie kogoś kto nie ma ochoty budzi w partnerze obrzydzenie, zniecierpliwienie. Można to odbierać jako to drugie. I tu rodzi się niewiedza, strach, ambiwalentne emocje, nieuporządkowanie. Można od tego złapać deprechę. Zauważcie ile podobieństw ma ze związkiem dysfukcyjnym..przemoc, alkohol, hazard, współuzależnienie.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Cytat z wypowiedzi Bitch 06.02.13, 21:53
                                                    Czułam się kochana, wiem, że prawdziwe były jego słowa, że "nigdy aż tak..." z żadną kobietą miłości i seksu nie doświadczał - a był z wieloma. Deklarował swoje pożądanie i uwielbienie dla mojego ciała, dla moich reakcji - ciągle mnie zadziwiało, że za słowami nie idą czyny. Ja nie nagabywałam, nie naciskałam - czekałam i miałam nadzieję, że to się zmieni. A on te nadzieje we mnie podsycał. Najpierw były pewne trudności - po jego i po mojej stronie - które przeszliśmy wspierając się wzajemnie. Po tych trudnościach miało nastąpić eldorado, które jednak nie nastąpiło. Potem jeszcze parę nowych początków, które nic nie zmieniały, aż w końcu wyznanie, że jemu jednak tak jest dobrze i nie ma potrzeby żadnych zmian.

                                                    Ja już w trakcie tego związku - po n-tym rozstaniu i n-tym powrocie - doskonale sobie zdawałam sprawę, że nosi on wiele znamion uzależnienia. Ale zadawałam sobie pytanie czy chcę być z tym człowiekiem i odpowiadałam, że chcę. Czarna dupa, w której tkwiłam, była konsekwencją moich świadomych wyborów.
                                              • marek.zak1 Re: Kran za sex 06.02.13, 12:46
                                                Jesteś zwyczajnie mądra :). Pozdrawiam M
                                      • aandzia43 Re: Kran za sex 06.02.13, 11:57
                                        > A wszystkim facetom dziękuje za posty. Widzimy swiat inaczej.

                                        Nie jesteś wszystkimi facetami, nie wszyscy faceci są tacy jak ty, a poza tym faceci nie są całym światem ;-) Prymitywna manipulacja mająca na celu wdrukowanie rozmówcy (w tym przypadku mężczyznom z forum) schematu "ja i moje poglądy to wy i wasze poglądy" ;-) I buhahaha na koniec.
                                • aandzia43 Re: Kran za sex 05.02.13, 23:09
                                  Zawle, to było piękne :-)
                                  • zawle Re: Kran za sex 05.02.13, 23:18
                                    Czasami miewam owłosione nogi. Pracuję z młodymi mężczyznami. Noszę jeansy. Nie jestem katoliczką, więc nie tylko w piątek. Co do dowodów na kobiecość....w naszych czasach i tak nie wiadomo kto jest kim.
                              • kag73 Re: Kran za sex 06.02.13, 03:28
                                Hmm, nie wiem kto to wymyslil: kran za sex czy sex za kran, mnie tam to wybitnie nie pasuje. Za naprawe kranu to ja co najwyzej moglabym ugotowac obiad i to tylko dlatego, ze sama jestem glodna i go zjem. Do tego to i tak standard, gotowanie obiadow i inne takie rzeczy, ktorymi najczesciej obciazone sa kobiety ciagle a zepsuty kran duuuzo rzadziej. Do ku...wy ten kran nie jest tylko moj, wiec nie TYLKO dla mnie chlop go naprawi. Czyli sex za kran sie nie liczy. Jak mialabym dac d..py za kran, to nie widze tutaj korzysci po mojej stronie. Nie, ja dupy z wdziecznosci nie daje, owszem maz moze mnie uwiesc i rozkrecic mimo, ze niby nie mialam ochoty i najczesciej daje sie skusic, ale nie zawsze i nie, bo musze, albo zeby znow naprawi jak cos sie zepsuje, moze tym razem lodowka. Bywaja okolicznosci gdzie nalezy uszanowac druga osobe i jej uczucia. Jak dla mnie w takej sytuacji jest autorka z tego watku o chorych dzieciakach, zmeczeniu i ciaglych nagabywaniach meza, ktory jak na okilicznosci ma sie dobrze i seksu tez ma sporo. Najistotniejsze tutaj sa okolicznosci i stan faktyczny.
                                Na forum pisza tez panie, ktorych mezowie seksu nie serwuja a w koncu tez maja posprzatane, ugotowane i wyprane. Obiad za sex?
              • bcde Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 21:40
                that.bitch.is.sick napisała:
                Słowo to też narzędzie. Słowa też mogą ranić.

                Alleluja!! :)
    • urquhart Re: Ależ pierdoły 05.02.13, 01:52
      bcde napisał:
      > Nie zauważyłem, żeby MŻ powoływał się gdzieś na katolicką ideologię i w ogóle d
      > efiniował czym wg niego jest seks, więc nie wiem skąd wzięłaś "katolicką ideolo
      > gię"(...)dla mnie oczywiste jest, że seks nie musi się wiązać z namiętnością, a pożąda
      > nie też może być jak najbardziej chwilowe i niekoniecznie bardzo mocne, nie mów
      > iąc o tym, że nie musi dotykać żadnej nieświadomej części psychiki

      Przecież przecież usprawiedliwianie seksu namiętnością jest poniekąd jedynie wynikiem bo odwrotnością zaprzeczenim konserwatywnego (katolickiego?) deprecjonującego podejścia do seksu jako upokarzającego obowiązku małżeńskiego zaspakajające brudne hucie małżonka.
      Tymczasem inne religie i kultury buddyzm islam widzą też coś pośrodku, seks bez namiętności jako jałmużnę czyli dar miłosierdzia dla potrzebującego , jako po prostu miły Bogu dobry uczynek.
      • hello-kitty2 Re: Cos posrodku? :) 05.02.13, 02:27
        urquhart napisał:

        > Tymczasem inne religie i kultury buddyzm islam widzą też coś pośrodku, seks bez
        > namiętności jako jałmużnę czyli dar miłosierdzia dla potrzebującego , jako po
        > prostu miły Bogu dobry uczynek.

        www.youtube.com/watch?v=zGIwNDyi4sw
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka