Dodaj do ulubionych

Aseksualny ślimak

20.03.13, 12:28
Witajcie.
Nakreślam sytuację - 26 lat, kobieta, prawie 2-letni związek, miłość, zaufanie, wszystko pięknie. Prawie wszystko. Od jakiegoś czasu nie czuję żadnej namiętności, żadnego pociągu do mojego cudownego faceta (w ogóle do nikogo, nawet do samej siebie).
Z góry uprzedzam - fizycznie odpowiada mi jak nikt inny, ma wspaniałe ciało, piękną twarz (no jokes!), uwielbiam jego zapach. Poza paroma upierdliwymi wadami jest świetny: inteligentny, kulturalny, zabawny i tak dalej. Mistrzem gry erotycznej nie jest, ale nie jest źle. W każdym razie - raczej na pewno problem leży we mnie i tylko we mnie, a nie w nim.

Chodzę do psychologa. Już po pierwszym spotkaniu zdiagnozowano u mnie zaburzenia na tle seksualnym, prawdopodobnie dlatego, że od dziecka się masturbuję do przemocowych fantazji (w okresie dziecięcym i nastoletnim bardzo często i regularnie). Moim poważnym problemem jest mój ojciec - osoba potwornie agresywna, choleryk i furiat, bardzo dominujący, szczerze go nienawidzę. Od dziecka w moim domu ciągle wybuchały awantury pomiędzy rodzicami, a gdy podrosłam, również ja w nich uczestniczyłam. Ojciec kilkakrotnie mnie pobił.
Od wielu lat zmagam się z depresją, raczej na własną rękę. Lekarze zawsze określali mnie jako osobę wyjątkowo lękową, przejawia się to niestety w każdej dziedzinie życia.

W każdym razie - pani psycholog uznała, że zanik libido spowodowany jest moim ambiwalentnym stosunkiem do ojca. W momencie, gdy poczułam się bezpiecznie w swoim związku, przeniosłam na niego uczucia, i stąd ta sytuacja. Czy jakoś tak. Nie ukrywam, że rozumiem z tego tylko trochę.

Bardzo kocham mojego faceta. Wiem, że prędzej czy później on mnie rzuci, jeśli sytuacja się nie poprawi. Bardzo CHCĘ coś ze sobą zrobić, ale kompletnie nie wiem, od czego zacząć, i naprawdę nie wiem, o co mi chodzi. Na dzień dzisiejszy czuję się aseksualna, ta sfera życia nie istnieje. Czy jest możliwa miłość bez namiętności, czy tylko oszukuję siebie? Czy ktoś z Was mógłby mi pomóc, może jakoś naprowadzić na rozwiązanie, pocieszyć, że da się to naprawić? Zaczynam tracić nadzieję.
A fakt, że tak szczegółowo się tu rozpisałam świadczy o beznadziejności sytuacji, w której się znalazłam. Już nie wiem, co robić.
Obserwuj wątek
    • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:34
      Czyzby kolejna masochistka ?
      • loppe Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:44
        sabat-77 napisał:

        > Czyzby kolejna masochistka ?


        To imho troszku za "skromna" pierwsza wypowiedź w tak poważnym temacie. Bywałeś w lepszej formie.
        • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:55
          pisze z komorki, stad jest dosc telegraficznie.
    • loppe Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:38
      Ad.W każdym razie - pani psycholog uznała, że zanik libido spowodowany jest moim ambiwalentnym stosunkiem do ojca. W momencie, gdy poczułam się bezpiecznie w swoim związku, przeniosłam na niego uczucia, i stąd ta sytuacja. Czy jakoś tak. Nie ukrywam, że rozumiem z tego tylko trochę.


      Czy powiedziano że na Partnera przeniosłaś uczucia córczane i stąd ta sytuacja?
      • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:46
        Nie na partnera, tylko na związek.
        Że jako dziecko miałam poczucie bezpieczeństwa, które szybko zniknęło, i w momencie, gdy zaczynam czuć się bezpiecznie w związku, spada mi libido i zamykam się (jakoś tak).
        Plus - moje ambiwalentne uczucie do ojca (nienawidzę go, ale jednocześnie widzę, że na co dzień jest miłym, towarzyskim i jowialnym człowiekiem, który chętnie mi pomaga w pewnych sytuacjach).
        • loppe Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:57
          Czyli że sformułowano domniemanie że bez jakichś ostrzejszych negatywnych bodźców w repertuarze Twoje libido siada. Jak rozumiem (tu krótka diagnoza Sabata także sie przypomina).

          Przyznam że słabo rozumiem takie sytuacje.
          • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:02
            loppe napisał:

            > Czyli że sformułowano domniemanie że bez jakichś ostrzejszych negatywnych bodźc
            > ów w repertuarze Twoje libido siada. Jak rozumiem (tu krótka diagnoza Sabata ta
            > kże sie przypomina).
            >
            > Przyznam że słabo rozumiem takie sytuacje.
            Wczesniej negatywne bodzce byly. Tresura. Bat. Siodlo. Ujezdzony mustang pragnie jezdca. Poeksploruj loppe, to sie zdziwisz.
            • loppe Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:08
              Tzn, na tym poziomie to ja rozumiem - czytałem nawet o syndromie sztokholmskim, no ale własnie to nie jest wiesz takie fest zrozumienie, jest słabe
          • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:17
            Nie, nic z tych rzeczy.
            Jeśli chodzi o moje fantazje, to pozostają one w tej sferze, nie mają przełożenia na zachowania seksualne. W łóżku nie potrzebuję tego, co mam w fantazjach. I myślę, że nie to miała na myśli pani psycholog.

            Chyba, że miałeś na myśli ogólne negatywne bodźce, nie dotyczące sfery seksualnej.
            Dostałam coś a la zadanie domowe - zrozumieć, skąd u mnie bierze się niechęć, zastanowić się, co ją wywołuje. Słowem 'klucz' miała być ta ambiwalencja.
            Nie bardzo rozumiem. Na następnej wizycie dopytam się o szczegóły i poproszę o dokładniejsze wyjaśnienie, bo póki co błądzę jak dziecko we mgle i nawet nie mogę Tobie i innym forumowiczom przybliżyć tej diagnozy (ale to dopiero w przyszłym tygodniu).
            • loppe Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:34
              Tak, chodziło mi o negatywne bodźce w ogóle, pozałożkowo.

              To że sytuacja/komunikacja jest tam niejasna to OK - pani doktór chce pobudzić Twoją własną podświadomość, a nie tak jak niektórzy wygłosić ogólnikowy wykład nadający się do Obcasów. Zapowiada się udana terapia!
    • wyszeptany-o-zmroku Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 12:50
      Widzę że jesteś świadoma problemu,to in plus,problem został czytelnie zdiagnozowany,to też plus,no ale nie jestem przekonany o tym,czy w ogóle jakiekolwiek forum mogłoby Ci pomóc...Miłość bez namiętności nie smakuje.
    • yoric Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:40
      Czy tylko ja mam wrażenie, że psycholodzy stali się nowoczesnym odpowiednikiem szamanów? Albo nawet gorzej, szaman potrafi przynajmniej deszcz sprowadzić :), natomiast "psycholog" ładuje cię centralnie, na żywca, bez mydła.
      Fucha jest prosta. Gość wchodzi, przykładasz matrycę. Ojciec jest? Nie ma. To sprawa prosta, wszystko to wina braku ojca. Jednak jest? To pytanie jaki, jak wycofany to sprawa prosta, coś tam coś tam, 'przeniesienie uczuć' pogardy, albo utajone pretensje, że jest wycofany, itd. itp. Jak jest agresywny, to sprawa jasna. Jak jest taki sobie, to pewnie ma miejsce podświadoma zazdrość o dobry związek, jakaś tam sublimacja i złe uczucia lokowane są zastępczo w partnerze. Pasuje? Pasuje. To 100zł. I wizyty przez 2 lata, bo problem trzeba rzetelnie omówić :))).
      Przed Freudem mieli jednak gorzej, musieli się gimnastykować z 'duszą zwierzęcą' i 'duszą rozumną' albo nadmiarem żółci nad krwią.

      A nie przyszło Ci na myśl, że może jesteś astrologicznym Rakiem i stąd te wszystkie problemy?
      • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 13:51
        Jakiego miałeś ojca, yoric?
        • yoric Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:07
          Mój ojciec jest w porządku i przypisywanie mu winy za moją osobowość uważam za absurdalne.

          Przecież jest oczywiste, że to wszystko wina matki!
          • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:30
            Cieszę się. A mój ojciec nie jest i nie był w porządku.
            Szczerze mówiąc, Twoja poprzednia wypowiedź jest tak idiotyczna, że nawet nie wiem, jak Ci odpowiedzieć. W kwestii komentarza przychodzi mi do głowy tylko to 'nie wiem, więc się wypowiem'.
            Na czym opierasz swoją opinię? Masz przykre doświadczenia z lekarzami od głowy?
            Bo ja mam. Ale mimo to nadal uważam, że kompetentny specjalista może dużo. I nie mam na myśli wciskania mi profesjonalnego kitu.


            • marek.zak1 Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:41
              A mnie dźwięczą słowa Kitty: ,,najlepszy sex z facetem, którego się boję". Twój facet jest za dobry (miły, przystojny, inteligentny - prawie ideał) i cię nie kręci.
              Kitty, proszę o komentarz.
              • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:50
                Ale nie tylko on mnie nie kręci. Nie kręci mnie nikt i nic; przestałam się masturbować, nie oglądam się za facetami na ulicy (chyba, że są fajnie ubrani), nie fantazjuję o innych.
                Gdyby to było to, o czym mówisz, to moja niechęć byłaby skierowana tylko do mojego chłopa, nie?
                • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:53
                  A jak ze zdrowiem u Ciebie? Tarczycą, hormonami?
                  • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 15:14
                    Z tarczycą okej, mam malutkie odchylenie od normy w stronę niedoczynności (przy czym jedynym objawem, jaki odczuwam jest fakt, że często marznę, i nic więcej).
                    Odstawiłam tabletki anty w grudniu.
            • yoric Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 16:48
              Jesteś bardzo przywiązana do 'psychologii', co? I to mimo iż "nie bardzo rozumiesz"... A powiesz mi, jak to się różni od astrologii? Wchodzisz do gabinetu i jest teza, dalej wszystko pasuje. Jak horoskop.

              > nawet nie wiem, jak Ci odpowiedzieć

              Właśnie widzę. Na razie próbujesz personalnie. A spróbuj odpowiedzieć na takie pytania:
              - mnóstwo kobiet ma Twój wzorzec, tj. zanika im popęd po jakimś czasie stałego związku. One też mają problemy z ojcem?
              - agresja nie jest czymś, co samo z siebie wyłącza popęd - wiele kobiet wręcz podnieca agresja
              - skąd to przeniesienie odczuć z ojca na faceta, skoro osobowościowo to są dwa całkowicie różne typy?
              - i najważniejsze: - jak rozumiem, dawniej miałaś normalny popęd, także w stronę swojego chłopa. I teraz nagle się o ojcu przypomniało?

              Nie dziwię Ci się, że nie rozumiesz wyjaśnienia p. psycholog. Przecież to się wszystko kupy nie trzyma. No chyba, że dla kogoś, kto bardzo chce, żeby się trzymało.
              • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 18:31
                > Jesteś bardzo przywiązana do 'psychologii', co? I to mimo iż "nie bardzo rozumi
                > esz"... A powiesz mi, jak to się różni od astrologii? Wchodzisz do gabinetu i j
                > est teza, dalej wszystko pasuje. Jak horoskop.

                Yoric, ja nie będę próbowała zmienić Twojego stosunku do nauki, jaką jest psychologia. Fakt, że porównujesz ją z horoskopem świadczy o tym, jak mało o niej wiesz.

                > - mnóstwo kobiet ma Twój wzorzec, tj. zanika im popęd po jakimś czasie stałego
                > związku. One też mają problemy z ojcem?

                Mój drogi, a skąd mam wiedzieć, z jakiego powodu zanika popęd u różnych kobiet? Nie wiem nawet, czemu zniknął u mnie. Wiem natomiast, że nie dzieje się to bez powodu. Ale dla Ciebie to chyba coś normalnego, c'nie?
                Przy okazji - chętnie to kiedyś zbadam. Obiecuję, że efekty/wyniki umieszczę na tym forum.

                > - agresja nie jest czymś, co samo z siebie wyłącza popęd - wiele kobiet wręcz p
                > odnieca agresja

                Ale o jakiej agresji Ty mówisz? Ma mnie podniecać agresja mojego ojca? Bo od mojego chłopa jej raczej nie doświadczam (i dzięki bogu).

                > - skąd to przeniesienie odczuć z ojca na faceta, skoro osobowościowo to są dwa
                > całkowicie różne typy?

                Nie przenoszę uczuć z ojca na faceta, to raz, a dwa - nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to zrobić, nawet jeśli tatuś z chłopcem ma niewiele wspólnego.

                > - i najważniejsze: - jak rozumiem, dawniej miałaś normalny popęd, także w stron
                > ę swojego chłopa. I teraz nagle się o ojcu przypomniało?

                Dawniej miałam normalny popęd, a gdy zaczęłam czuć się bezpiecznie w związku, zaczął on zanikać. Ten schemat pojawiał się także w moich poprzednich związkach. O ojcu niestety nie zapomniałam nigdy, ale w początkowej fazie znajomości nie miało to większego znaczenia (prawdopodobnie).

                > Nie dziwię Ci się, że nie rozumiesz wyjaśnienia p. psycholog. Przecież to się w
                > szystko kupy nie trzyma. No chyba, że dla kogoś, kto bardzo chce, żeby się trzy
                > mało.

                A ja się nie dziwię, dlaczego Ty nie rozumiesz wyjaśnienia p. psycholog.
                • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 18:46
                  > Dawniej miałam normalny popęd, a gdy zaczęłam czuć się bezpiecznie w związku, z
                  > aczął on zanikać. Ten schemat pojawiał się także w moich poprzednich związkach.

                  W każdym Twoim związku razem ze wzrostem poczucia bezpieczeństwa zanikało zainteresowanie seksem? Seksem z partnerem, masturbacją, erotyką?
                  • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 12:34
                    W sumie miałam 4 poważne związki, w trzech z nich nastąpiła taka właśnie sytuacja, a w trzecim nie było możliwości ze względu na staż i odległość.
                • yoric Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 19:08
                  > Yoric, ja nie będę próbowała zmienić Twojego stosunku do nauki, jaką jest psych
                  > ologia.

                  nie musisz
                  • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 19:57
                    Yoric, jaka psychoanaliza?
                    Tego się już prawie w ogóle nie stosuje na terapii.
                    To raz.
                    Dwa: napisałeś :podobne objawy powinny iść z podobnych przyczyn... Serio? Jeśli chodzi o niechęć do seksu? Przecież z samej lektury tego forum widać, że przyczyn może być sporo.
                    Trzy: naprawdę uważasz, że zachowanie rodziców i to, jak nas traktowali, nie ma żadnego wpływu na naszą psychikę?
                    I cztery: nie wiesz, jak wygląda terapia, więc uwierz na słowo, że nie tak, jak Ci się wydaje.
                    • yoric Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 22:32
                      > Przecież z samej lektury tego forum widać, że przyczyn może być sporo.

                      no to fakt, ale zdaje się w rozważanej tu sytuacji tego się bierze pod uwagę - na wejście jest postawiona hipoteza i ona jest od razu przyjęta. Są problemy w sferze seksualnej, wystarczy znaleźć problem z ojcem, a związek przyczynowy między tymi faktami wynika niejako z automatu. To mi się nie podoba. To raz. A dwa, że zarówno jedne, jak i drugie problemy mogą być dowolnego rodzaju, a wyjaśnienie i tak będzie pasować. Takie rzeczy nie mają miejsca nigdzie w nauce (włączając w to psychologię), takie rzeczy to tylko w psychoterapii.

                      > naprawdę uważasz, że zachowanie rodziców i to, jak nas traktowali, nie ma
                      > żadnego wpływu na naszą psychikę?

                      uważam, że ma wielki wpływ. Tak samo, jak dieta ma wpływ na zdrowie. Co innego, jak ktoś na tej podstawie twierdzi, że orzech włoski dobrze działa na mózg, bo ma podobny kształt.
                      Rozumiesz?

                      > I cztery: nie wiesz, jak wygląda terapia, więc uwierz na słowo, że nie tak, jak
                      > Ci się wydaje.

                      no właśnie, a jak wygląda? Bez ironii, jeśli się mylę, chętnie się doiem. Na razie z tego co czytam, to przypomina mi astrologię, a nikt za bardzo nie potrafi wskazać różnic.
                      • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 22:48
                        yoric napisał:

                        > no to fakt, ale zdaje się w rozważanej tu sytuacji tego się bierze pod uwagę -
                        > na wejście jest postawiona hipoteza i ona jest od razu przyjęta. Są problemy w
                        > sferze seksualnej, wystarczy znaleźć problem z ojcem, a związek przyczynowy mię
                        > dzy tymi faktami wynika niejako z automatu.

                        Jeśli ktoś sygnalizuje, że jego problemy wynikają z kontaktów z ojcem, to czy nie jest rozsądnym założyć, że tak właśnie jest ?
                        Przecież w psychologii nie ma prawdy obiektywnej, ponieważ emocji zachodzących między ludźmi nie jesteśmy w stanie przedstawić w postaci liczbowej.
                        Musimy przyjąć, że punktem odniesienia jest prawda przekazywana przez poddanego analizie.
                        A psycholog może tę prawdę modyfikować.
                        • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 03:07
                          > Jeśli ktoś sygnalizuje, że jego problemy wynikają z kontaktów z ojcem, to czy n
                          > ie jest rozsądnym założyć, że tak właśnie jest ?

                          no nie bardzo.
                          Ktoś może również twierdzić, że jego problemy wywołane są przez kometę albo voodoo. Inaczej to wygląda, jeśli między dwiema rzeczami jest faktycznie jakiś związek, np. że boisz się osób albo doświadczeń podobnych do osób/doświadczeń, które okazały się przykre w dzieciństwie. Ale niechęć, która przenosi się na całkiem niezwiązaną osobę, lokuje się akurat w sferze seksualnej i uruchamia się akurat w pewnym momencie - przykro mi, jeśli to można wytłumaczyć złym ojcem, to wszystko można, łącznie z przeziębieniem. A na Forum niestety roi się od takich wyjaśnień.
                          • kag73 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 03:21
                            Czego nie spisz, yorik? Znowu se wstala z lozka po minecie?
                            Zgadzam sie z Toba, wyjasnienie z ojcem tez mnie nie przekonuje absolutnie.
                            Przede wszystkim jak dlugo trwa ten stan? Czy nie byl wywolany pigulka/zmianami hormonalnymi, zimowa depresja nie wiem czym jeszcze. Slyszy sie jak jakas aseksualna faza, tak jakby seks w ogole dla niej nie istnial, zdarza sie, moze jednak minac.
                            Jak koniecznie Ci autorko zalezy na aktywnosci, zacznij sie czyms pobudzac: literatura erotyczna, filmami, itd. Zobacz czy zadziala.
                            • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 12:38
                              W obecnym związku ten stan trwa prawie rok.
                              W poprzednich - zaczynał się mniej więcej po roku związku, i trwał aż do jego zakończenia.

                              Próbowałam się pobudzać, od literatury, przez filmy aż do mojej własnej wyobraźni. Nic z tego. Taka seksualna pustka jest trudna do wyobrażenia i zrozumienia, jeśli się jej nie przeżyło, tak myślę. To taki stan, że żadne w. wym. stymulacje nie działają.
                            • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 20:56
                              > Czego nie spisz, yorik? Znowu se wstala z lozka po minecie?

                              nie zauważyłem wpisu :). Nie, już sobie odbiłem tamtą stratę :). Bardzo tylko żałuję, że nie z tą samą osobą, ale cóż, może się jeszcze zdarzy okazja.
                              • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 21:16
                                yoric napisał:

                                > > Czego nie spisz, yorik? Znowu se wstala z lozka po minecie?
                                >
                                > nie zauważyłem wpisu :). Nie, już sobie odbiłem tamtą stratę :). Bardzo tylko ż
                                > ałuję, że nie z tą samą osobą, ale cóż, może się jeszcze zdarzy okazja.

                                Brawo yoric, idziesz jak przecinak. Chcesz, zostane twoja czirliderka ?
                          • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 06:45
                            yoric napisał:

                            > > Jeśli ktoś sygnalizuje, że jego problemy wynikają z kontaktów z ojcem, to
                            > czy n
                            > > ie jest rozsądnym założyć, że tak właśnie jest ?
                            >
                            > no nie bardzo.
                            > Ktoś może również twierdzić, że jego problemy wywołane są przez kometę albo voo
                            > doo.

                            Wtedy jako punkt wyjścia należy przyjąć taką interpretacje i ją zmodyfikować, tj. przekonać pacjenta do swojego punktu widzenia. Narzucić mu interpretację, która będzie wygodniejsza i która nie będzie generowała konfliktów wewnętrznych.

                            Inaczej to wygląda, jeśli między dwiema rzeczami jest faktycznie jakiś zwi
                            > ązek, np. że boisz się osób albo doświadczeń podobnych do osób/doświadczeń, któ
                            > re okazały się przykre w dzieciństwie. Ale niechęć, która przenosi się na całki
                            > em niezwiązaną osobę, lokuje się akurat w sferze seksualnej i uruchamia się aku
                            > rat w pewnym momencie - przykro mi, jeśli to można wytłumaczyć złym ojcem, to w
                            > szystko można, łącznie z przeziębieniem. A na Forum niestety roi się od takich
                            > wyjaśnień.

                            Yoric, widzę, że Ty z uporem maniaka odwołujesz się do jakiegoś "stanu faktycznego". Coś takiego nie istnieje obiektywnie, jeśli mówimy o świecie przeżyć emocjonalnych. Emocje są z definicji subiektywne. Obiektywnie można jedynie ustalić jakie wywołują reakcje.

                            Załóżmy że rozmawiasz z dwoma osobami. Powiedzmy A i B. A żyje w przekonaniu, że B czuje do niego nienawiść i odrazę. Dokonuje interpretacji neutralnych zachowań B, tak, że postrzega je jako ataki na swoją osobę. Z punktu widzenia B te zachowania nie są nacechowane emocjonalnie.

                            Przyjmij, że mija 20 lat. Rozmawiasz z A. Mówi ci, że B go nienawidził. MUSISZ przyjąć to jako punkt wyjścia do rozmowy, ponieważ A kształtował się w tym poczuciu, jego postrzeganie opierało się na założeniu, że B go nienawidzi. Mózg to neuronalny komputer z układami WE//WY. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by zmienić program siedzący w głowie A. Ukształtować go tak, by przyjął, że zachowania B były neutralne.

                            Interpretacja związków między ludźmi jest jedynie hipotezą. Jest to model tłumaczący rzeczywistość w sposób lepszy lub gorszy. Stan faktyczny nie jest możliwy do ustalenia, zatem dokonujemy jakiegoś uproszczenia aby na jego bazie podejmować decyzje.

                            Znasz przecież NLP i jego podstawowy slogan "mapa nie jest terytorium" ? Czymże to jest, właśnie o tym mówimy ! Każdy ma swoją "mapę", swój zbiór pojęć do których się bezustannie odwołuje. Subiektywnie ukształtowany zbiór, i, co najcenniejsze z naszego punktu widzenia, zbiór MODYFIKOWALNY.

                            Mam nadzieję, że ten wstęp pozwoli mi wytłumaczyć kolejną sprawę, kluczową z punktu widzenia tego co mówiłeś przedtem.

                            Ojciec. To jest kod. Potężny symbol, wielki drogowskaz w tej wewnętrznej mapie każdego człowieka. To jest abstrakt, do którego odwołuje się podświadomość. Ojciec istniejący faktycznie, jako osoba, nas de facto nie interesuje. Interesuje nas co kryje się w głowie analizowanej osoby pod pojęciem "ojciec". Można zignorować realnie istniejącą osobę, szczególnie w wypadkach kiedy już nie żyje i dalsze sprzężenie zwrotne jest niemożliwe, ale ignorowanie tego co dla danego człowieka, a kobiety w szczególności", oznacza pojęcie "ojciec" jest poważnym błędem. Konflikt najczęściej przebiega wewnątrz danej osoby, to co generuje huki pod czaszką, to niewłaściwie ukształtowane wewnętrzne wzorce. Mówiąc ostro - a gówno nas obchodzi jak było naprawdę, ważne jak to odebrali konkretni uczestnicy wydarzeń.

                            Yoric, zrozum, boś przecież inteligentny chłop. Nie da się ustalić obiektywnej wersji zdarzeń między ludźmi, zostaw takie karkołomne przedsięwzięcia "wymiarowi sprawiedliwości". Każdy dokonuje interpretacji, przede wszystkim swojej przeszłości. Ona jest płynnym, kształtowalnym i podlegającym subiektywnym ocenom tworem. W dodatku tworem nagminnie ulegającym zafałszowaniom - nawet w ciągu życia ulegającym przemianom.

                            I teraz - szczerze ? Masz rację, nie wszyscy nadają się na bycie psychologiem. Bo jeśli ktoś interpretuje pacjenta w ten sposób, że z subiektywnie neutralnych przeżyć dziewczyny zaczyna wyciągać jakieś koszałki o seksualnych podtekstach zachowań ojca, to jednoznacznie określa się swoim postępowaniem tuż obok szympansa bawiącego się zawleczką od granatu.
                            NIEZALEŻNIE OD TEGO JAKIE BYŁY MOTYWY RZECZYWISTEGO OJCA, to my się określamy w stosunku do naszej przeszłości.
                            Człowiek w życiu przyjmuje pewne postawy i rolą psychologa jest podpowiedzieć, jakie postawy przyniosą mu najwięcej korzyści. Wkładanie mu do głowy traumy seksualnej powinno być karane grzywną lub więzieniem :p
                            • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 09:57
                              > Yoric, widzę, że Ty z uporem maniaka odwołujesz się do jakiegoś "stanu faktyczn
                              > ego".

                              gdzie? Gdzie, na boga :)

                              Sabat, fajny elaborat, ale co to ma wspólnego z tym, co piszę? To tak jak ja bym napisał, "Sabat, nie masz racji, bo truskawki w Chile właśnie podrożały. Naprawdę tego nie widzisz? Czemu uparcie temu zaprzeczasz, przecież bystry z Ciebie chłop?" :).

                              Czy percepcja ojca, albo wspomnienie jego osoby jest zgodne z tak zwaną rzeczywistością, nie jest w ogóle tu istotne. Istotne są praktyki psychologów, którzy relacjami z ojcem/matką itd. tłumaczą wszystko i w dowolny sposób. I to nie jest tak, że pacjent przychodzi z diagnozą, tylko w psychoanalizie zwykle ta 'przyczyna' tkwi gdzieś tam głęboko nieuświadomiona i dopiero terapeuta ją wywleka na powierzchnię i mówi 'aha'! A pacjent to łyka jak gęsi kluski :).

                              Chcesz się z czymś nie zgodzić, jak to masz w zwyczaju :), bardzo proszę podaj konkretnie z czym, wiesz, jakieś cytaty, albo coś; żeby nie było pisania sobie a muzom okraszonego retorycznym "Yoric to, Yoric tamto".

                              I na koniec jeszcze raz - jaki wpływ ma taka, a nie inna diagnoza na plan terapii, tj. co to wnosi do terapii?
                              • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 10:28
                                Primo - nie każdy psycholog jest wyznawcą freudowskiej psychoanalizy. Niektórzy odżegnują się od stwierdzenia, że wszystkie problemy w dorsłym życiu mają swoje żródło we wczesnym dzieciństwie.
                                Secundo - psychoanaliza jest jedną z metod. Ma pomóc ułożyć i zrozumieć siebie, uwolnić od cierpienia i ułatwić życie w teraźniejszości. Jeśli jako jedna z metod swoje zadanie spełnia i pacjentowi po "aha!" terapeuty zaczyna żyć się lepiej - to dlaczego Cię to tak złości?
                                • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 10:55
                                  Nie złości. Jestem pragmatykiem i jeśli fałszywa diagnoza ma być podstawą skutecznej terapii, to ja oceniam najpierw terapię, w drugiej kolejności diagnozę.
                                  Problem w tym, że nie widzę tej relacji i tego przełożenia, nawet pytałem o to dwa razy, ale bez efektu.
                                  No i poznawczy obraz świata też jest ważny. Mam niski stopień odporności na bzdury. Gdyby ktoś mówił, że przyczyną jego problemów jest wpływ Saturna, też byłby problem.
                                  • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 11:26
                                    yoric napisał:

                                    > No i poznawczy obraz świata też jest ważny. Mam niski stopień odporności na bzd
                                    > ury. Gdyby ktoś mówił, że przyczyną jego problemów jest wpływ Saturna, też byłb
                                    > y problem.

                                    Gdyby tak było, nie byłoby najmniejszej szansy na to, żebyś mógł poznać meandry świata PUA - uwodzicieli. Przynajmniej na pierwszy rzut oka pachnie to bzdurą na kilometr, a dopiero po głębszym oglądzie można powiedzieć, że są tam jakieś, jedynie z grubsza racjonalne elementy. Mój idiotenalarm aż się zagotował, jak pierwszy raz zetknąłem się z tym zjawiskiem.
                                    Więc Twoja krytyka psychoanalizy i psychologii mnie co najmniej zaskakuje, jako że jest to zjawisko oparte na głębokich założeniach intelektualnych, jest też produktem pracy jednych z największych umysłowości i osobowości ostatnich 150 lat. W przeciwieństwie do PUA, które jest konglomeratem przemyśleń nastoletnich chłopków - roztropków i chłopaków od marketingu, którzy zwęszyli na tym kasę.
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 11:49
                                    Moja mama jest normalną babką. Z pakietem niedoskonałości i wad standardowego rozmiaru. Żaden terapeuta, ale ja osobiście swego czasu obwiniałam ją za chujowe wzorce, przypisywałam odpowiedzialność za moją kulawą kobiecość, za brak poczucia własnej wartości, za nieumejętność nawiązywania relacji z mężczyznami itp. Musiałam wyciągnąć na światło dzienne różne zdarzenia z przeszłości, które ciągnęłam za sobą jak kulę u nogi, które mnie gdzieś bardzo ograniczały i spojrzeć na nie w końcu z perpsektywy dorosłego, nie dziecka. Musiałam rozprawić się z żalami, pretensjami, urazami, gniewem do niej - a były we mnie całe wiadra tego. Bez tego nie czułabym tej wolności od przeszłości i jej wpływu na teraźniejszość, którą czuję dziś.

                                    Moja mama jest normalną kobietą, mój tata normalnym mężczyzną. A ojciec m_d jest dominującym furiatem, agresorem, cholerykiem, którego szczerze nienawidzi, który kojarzy się wyłącznie z awanturą i piekłem, który ją kilka razy pobił. Dla mnie nie ma nic dziwnego w tym, że m_d może mieć przez to posrane życie i relacje z facetami.

                                    I tak jak pisze Sabat i tak jak pisze Gomory - w terapii nie jest ważny obiektywny ogląd rzeczywistości, tylko całkowicie subiektywne przekonania i uczucia z nią związane. A co najmniej rozprawienie się z tym całkowicie subiektywnymi przekonaniami i uczuciami może pomóc w dostrzeżeniu obiektywnej rzeczywistości.

                                    Abstrahuję od diagnozy, którą stawia terapeutka m_d - tej akurat nie chcę oceniać.
                                    • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 15:53
                                      Ja się tu odnoszę do konkretnego wzorca praktyk pewnej grupy psychoterapeutów i jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to rozmawiamy albo o tym, albo wcale. Wypisałem po kolei dlaczego przedstawiona koncepcja nie ma sensu, a w odpowiedzi czytam że:
                                      - moja wypowiedź jest idiotyczna
                                      - jakiego mam ojca
                                      - czy byłem kiedyś na terapii
                                      - próbuję "podważyć wszystko"
                                      - PUA jest jeszcze gorsze
                                      - itd.

                                      Sorry, ale na takie dyskusje to mi szkoda czasu.

                                      Co do konkretów, psychoanaliza nie jest 'wielką zdobyczą intelektualną', tylko intelektualnym bankrutem, od wielu lat psychologia akademicka stara się nie mieć z nią nic wspólnego. PUA też nie chcę brać jako całości, bo pewnie musiałbym się zgodzić z Twoją (Sabat) oceną. Można brać pewne rzeczy i patrzeć, czy działają, a to akurat bardzo łatwo zweryfikować. Ze skutecznością metod psychoanalizy - dużo gorzej.

                                      > Dla mnie nie ma nic dziwnego w tym, że m_d może mieć przez to posrane życie i relac
                                      > je z facetami.

                                      Dla mnie też, z naciskiem na 'może'. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy to jest hipoteza wyjściowa zawsze, do wytłumaczenia każdego rodzaju posrania, i której się nie odrzuca nigdy niezależnie od spójności z faktami.

                                      A jeszcze jedna rzecz:
                                      skoro zanik popędu wynika z przeniesienia uczuć z ojca konkretnie na jej faceta, to czemu Manic wyłączył się pociąg nie tylko do jej faceta, ale do wszystkich?
                                      • aandzia43 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 23:23

                                        > Co do konkretów, psychoanaliza nie jest 'wielką zdobyczą intelektualną', tylko
                                        > intelektualnym bankrutem, od wielu lat psychologia akademicka stara się nie mie
                                        > ć z nią nic wspólnego.

                                        Powtórzę się, bo już parę razy w tym wątku zwracano ci uwagę: nie tylko psychoanaliza zakłada wpływ wczesncyh doświadczeń na późniejsze schematy funkcjonowania. Psychoanaliza to nie jest całość dokonań freudystów. Psychologia akademicka (czy raczej różne jej odłamy) nei odżegnuje się panicznie od dorobku Freuda, jak chciałbyś to widzieć.
                                        • yoric Re: Aseksualny ślimak 22.03.13, 11:41
                                          > Powtórzę się, bo już parę razy w tym wątku zwracano ci uwagę: nie tylko psychoanaliza zakłada wpływ wczesncyh doświadczeń na późniejsze schematy funkcjonowania.

                                          no to świetnie, bo ja się z tym zgadzam i też zakładam takie wpływy.
                                          No i? Za czym miałby to być argument? :)
                                          • aandzia43 Re: Aseksualny ślimak 22.03.13, 17:48
                                            no to świetnie, bo ja się z tym zgadzam i też zakładam takie wpływy.
                                            > No i? Za czym miałby to być argument? :)

                                            Juz pisałam w tym wątku. Ponieważ ojciec to po pierwsze osoba tworząca naturalne środowisko dla ksztatłutjącej się osobowości, w relacji z którą kształtują się cechy osobowości, po drugie wzrorzec męskości i osoba w relacji z którą wykształca się model relacji z mężczyznami, to nie od czapy jest w sytuacji, gdy mamy do czynienia z kiepskim fuckcjonowaniem dziewczyny na tych płaszczyznach, przyjrzeć się dokładnie wizerunkowi ojca w umyśle córki. Nie wyrokować od razu. Po prostu wziąć pod uwagę (bardzo pod uwagę) ten czynnik.

                                            Poza tym nie ogarniam już o co ci chodzi. Czy ty czekasz na zerojednkową metodę przy pomocy której będziesz mógł określić, że za zachowanie A zawsze odpowiada czynnik a? Np. patrzenie w niemowlęctwie na zieloną grzechotkę prowadzi prostą drogą do zamiłowania do pozycji na jeźdźca w związkach trwającyh nei krócej niż 2 lata? O to ci chodzi? Bo nie bardzo widzę czemu nie rozumiesz prostych przekazów. Przy twojej inteligencji i wiedzy powinieneś wiedzieć, że nawet na poziomie genetycznym życie żywego organizmu jest bardziej skomplikowane. Dziedziczenie wielogenowe cech chociażby. A ty byś chciał prostych przełożeń w kwestii funkcjonowania człowieka na poziomie psychologicznycm i społecznym? Jaja sobie robisz czy popadasz w złośliwy nastrój?
                                            • yoric Re: Aseksualny ślimak 23.03.13, 12:36
                                              No dobrze, a te rzeczy, które wymieniłem jedna po drugiej, a które mi nie pasują w tej hipotezie. To czemu ta hipoteza ciągle stoi i ma się dobrze? Jak zamiast odpisać mi w tej sprawie wciskasz kit :), że ja 'kwestionuję wpływ rodziców', to nic dziwnego, że 'nie ogarniasz'.

                                              Ale mimo wszystko spróbuję wytłumaczyć. Po raz kolejny. W tych wyjasnieniach nie podoba mi się to, że ojciec jest właśnie taką zielona grzechotką z Twojego przykładu, którą można sobie tłuamczyć wszystko łącznie z zamiłowaniem do pozycji na jeźdzca w związkach nie krótszych... etc.
                                              Albo tak: bierzemy kulkę, podnosimy i upuszczamy. Jak spada (w dół), mówimy 'grawitacja'. I tu jest OK. Ale jak kulka idzie w górę, w lewo, w prawo, albo porusza się po okręgu, albo leci przed siebie, a my mówimy "spoko spoko, to wszystko takie dziwne skutki grawitacji", to ja w tym momencie wysiadam z takiego wózka.
                          • that.bitch.is.sick Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 08:24
                            yoric napisał:

                            >
                            > no nie bardzo.
                            > Ktoś może również twierdzić, że jego problemy wywołane są przez kometę albo voo
                            > doo. Inaczej to wygląda, jeśli między dwiema rzeczami jest faktycznie jakiś zwi
                            > ązek, np. że boisz się osób albo doświadczeń podobnych do osób/doświadczeń, któ
                            > re okazały się przykre w dzieciństwie. Ale niechęć, która przenosi się na całki
                            > em niezwiązaną osobę, lokuje się akurat w sferze seksualnej i uruchamia się aku
                            > rat w pewnym momencie - przykro mi, jeśli to można wytłumaczyć złym ojcem, to w
                            > szystko można, łącznie z przeziębieniem. A na Forum niestety roi się od takich
                            > wyjaśnień.

                            Na takiej zasadzie to wszystko można podważyć. Zaburzenia seksualne u osób wykorzystywanych w dzieciństwie też podważysz? Możę to jakis syndrom starokawalerski - zaprzeczać wszystkiemu, doszedłem do wniosku że od tego wydaję się mądrzejszy. I przystojniejszy.
                            • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 09:40
                              > Na takiej zasadzie to wszystko można podważyć.

                              to jest argument?

                              Ja piszę konkretnie, co mi się nie podoba w prezentowanym toku myślenia. Cztery osoby powtarzają mi 'to nie tak', 'mylisz się', itd., a poza jednym wpisem żadna z nich nie potrafi odnieść się choćby do jednej linijki moich zarzutów.
                              • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 13:02
                                Yoric, bo zanadto upraszczasz. Twoje porównanie do astrologii jest nietrafione. To naprawdę tak nie wygląda, że ja idę do psychologa, mówię: ojciec mnie bił, a psycholog odpowiada: i to jest powód pani nerwicy.
                                To tak nie działa. Przede wszystkim dobry, profesjonalnie przygotowany terapeuta nie podaje klientowi rozwiązań na tacy. To nie jest jak horoskop, że ponieważ planeta X jest w położeniu Y, to zagraj w totolotka.
                                To klient ma dojść do źródła swoich problemów, psycholog jedynie moderuje rozmowę i udziela wsparcia, czyli np. może przerwać "zeznania", czy zmienić temat, jeśli widać, że klient emocjonalnie nie wyrabia, rozbroić mechanizmy obronne klienta, kiedy widzi, że stosuje on np. upartą racjonalizację, albo np. zaproponować jakieś ćwiczenie relaksacyjne, gdy klient jest tak zblokowany, że w ogóle milczy.
                                Człowiek nie jest aż tak strasznie głupi i ślepy, żeby nie czuł gdzieś tam w głębi, z czym, z kim ma problem. Ale często to wypiera i sam sobie wmawia, że to nieprawda i że jest inaczej. Psycholog pomaga dojść do tej prawdy, pościągać te wszystkie osłonki jak z cebuli.
                                Terapia przede wszystkim polega na badaniu emocji: co czujesz, jak byś to nazwał, co byś chciał z tym zrobić, dlaczego ta i ta emocja Cię tak irytuje, jakie zdarzenia te emocję wywołują itd. itp. I w końcu jak sobie poradzić z tą emocją (czyli np. jak rozbrajać paniczny lęk, albo nieadekwatną do sytuacji agresję itp). Podczas terapii stosuje się też rozmaite ćwiczenia (szczególnie na grupowych), podczas których też odczuwasz pewne emocje i potem można się zastanowić, dlaczego takie i co to znaczy.
                                Wbrew temu, co można się naoglądać w filmach,gdzie pani leży na kozetce i sny opowiada obecnie prym wiedzie terapia kognitywno-behawioralna, czyli zdiagnozowanie problemu i konkretne ćwiczenie zmiany zachowania. Babranie się w przeszłości jest ograniczone do minimum i tylko o tyle, o ile rzeczywiście można stwierdzić jakiś związek z problemem klienta.
                                A związek taki, o ile jest, jest raczej nietrudny do zauważenia. Bo jeśli klient opowiada, że go wkurza ojciec, że zawsze jak się widzą, dochodzi do awantur i cały język ciała, ton głosu świadczy, że rzeczywiście klient czuje w tym momencie złość, poirytowanie, zdenerwowanie, to chyba można śmiało założyć, że coś tam jest nie tak w tej relacji, prawda?
                                • kutuzow Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 13:41
                                  Jak do tej pory zgadzam się z większością tez które W TYM KONKRETNYM PRZYPADKU podał Yoric.

                                  Rekreativa sama podała argument dlaczego wersja psychologa W TYM WĄTKU jest totalnie do kitu (co punktuje Yoric):

                                  rekreativa napisała:

                                  > obecnie prym wiedzie terapia kognitywno-behawioralna, czyli zdiagnozowa
                                  > nie problemu i konkretne ćwiczenie zmiany zachowania. Babranie się w przeszłośc
                                  > i jest ograniczone do minimum i tylko o tyle, o ile rzeczywiście można stwierdz
                                  > ić jakiś związek z problemem klienta.

                                  Jak dla mnie nie doszło tutaj do ćwiczenia/próby zmiany zachowania. Sytuacja z ojcem jest jedynie wygodnym "alibi" do wyjaśnienia całości (w zagmatwany sposób).
                                  Yoric stawia ciekawe pytania na które także nie widać chęci odpowiedzi. np. dlaczego ten mechanizm z ojcem działa zawsze po pewnym czasie (a nie np. od razu, albo po zamieszkaniu razem). Czym to się różni od zwykłego znudzenia partnerem (jakie występuje np. u nastolatek).

                                  Co do psychologii -polecam książkę: "50 wielkich mitów psychologii popularnej":
                                  cis.vot.pl/web_documents/50_wielkich_mit_w_o_ksi__ce.pdf
                                  Pokazuje ona, że poza rzetelną wiedzą wynikającą z badania zachowania ludzi itp. jest wiele dziwnych teorii, które są bzdurnie powielane przez media i psychologów.

                                  Kolejna kwestia to poziom psychologów. Chciałem zauważyć, że psycholog nie jest lekarzem.
                                  Są różni psycholodzy, niedawno na forum pisała Pani której partner jasno powiedział że ma jej dosyć i odchodzi. Psycholog zaś przekazała jej info że taki związek jest całkiem dobry, bo inni mają jeszcze gorzej. (nie chce mi się szukać ego wątku -stąd małe własne streszczenie).

                                  Może Pan/Pani od "problemów z ojcem" ma równie profesjonalne podejście do pacjentów. Pomożemy tak jak się pacjent po nas spodziewa bo te 80 czy 100 PLN za wizytę i zadowolony klient w czasach kryzysu jest nie do pogardzenia.

                                  • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 14:25
                                    Kutuzow, wstrzymaj konie :)
                                    Z tego co ja zrozumiałam, to autorka jest dopiero na początku terapii, więc daj szansę i jej i terapeutce. Na pierwszym, czy dwóch spotkaniach psycholog musi jednak trochę z klientem porozmawiać o jego życiu obecnym, sytuacji, związku, jeśli jest, rodzinie, czasem wręcz prosi o taki skrócony życiorys. To jest potrzebne, by mniej więcej zarysować, z kim mamy do czynienia.
                                    Dopiero potem można przejść do działania. A ono też zależy od problemu. Nasza autorka wątku dostała zadanie domowe: ma się nad jakimś konkretnym zagadnieniem zastanowić, spróbować wybadać swoje odczucia. To jest właśnie ćwiczenie.
                                    Ty piszesz: " Yoric stawia ciekawe pytania na które także nie widać chęci odpowiedzi. np. dla
                                    > czego ten mechanizm z ojcem działa zawsze po pewnym czasie "
                                    Dlaczego twierdzisz, że nie widać chęci odpowiedzi? Może po prostu jeszcze nie doszły obie panie do tej kwestii? Może na kolejnej terapii będzie na to zwrócona uwaga? Naprawdę, nie da się wszystkiego poruszyć w ciągu 60 minut sesji.
                                    Na razie jest pewien mętlik, tak w emocjach autorki, jeszcze nie do końca zidentyfikowanych, jak w zagadnieniach, które by chciała poruszyć. Emocje w stosunku do ojca, ten gniew, ambiwalencja itd. sugerują, że coś może szwankować w tej relacji. Istnieje podejrzenie jakichś nieodpowiednich zachowań ojca o charakterze seksualnym. My nie możemy z góry twierdzić, że to nieprawda, bo w terapii autorki nie uczestniczyliśmy i nie wiemy nawet, o jakie zachowania chodziło. Psycholog natomiast po to zdobywa wykształcenie w tym zakresie, by wiedzieć, jakie zachowania są molestowaniem i jak pracować z osobami molestowanymi. Zresztą też nie jest jeszcze przesądzone, że to właśnie te zachowania ojca są główną przyczyną obecnych problemów autorki. W trakcie terapii może wyjść coś zgoła innego.
                                    Na razie jest to pewna hipoteza, którą dalej trzeba badać.

                                    No i wreszcie na koniec: sytuacja, że akurat ta pani psycholog źle poprowadzi terapię i sama się zafiksuje na jakiejś hipotezie też jest możliwa.
                                    Stąd należy słuchać własnej intuicji. Jeśli podczas terapii czujemy, że psycholog chce coś po prostu przeforsować, to możemy zawsze psychologa zmienić.
                                    • kutuzow Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 15:15
                                      rekreativa napisała:

                                      > Kutuzow, wstrzymaj konie :)

                                      Myślę że powinnaś to powiedzieć tej p. psycholog, bo wg mnie to już pojechała "klasyką rocka":

                                      "Pani psycholog, po przedstawieniu jej paru sytuacji z moim ojcem (teoretycznie niewinnych) stwierdziła, że doszło do nadużyć seksualnych."
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143344017,143349098,Re_Aseksualny_slimak.html
                                      Wiesz o tym, że w USA jest cała plaga takich własnie historii, gdzie psychologowie partacze "wydobywają" historie których nigdy nie było (ludzka pamięć potrafi płatać figle i pamietamy czasami rzeczy które nigdy nie miały miejsca -tutaj odniesienie do książki którą linkowałem "50 mitów..")


                                      > Zresztą też nie jest jeszcze przesądzone, że to właśnie te zachowania ojca są główną przycz
                                      > yną obecnych problemów autorki. W trakcie terapii może wyjść coś zgoła innego.
                                      > Na razie jest to pewna hipoteza, którą dalej trzeba badać.

                                      Czyli dokładnie to co napisał Yoric, stawia się hipotezę "od czapy" której nie sposób zweryfikować (łatwo można "popłynąć" w tym kierunku jak wyżej) i kasa za wizyty leci.


                                      > Stąd należy słuchać własnej intuicji. Jeśli podczas terapii czujemy, że psychol
                                      > og chce coś po prostu przeforsować, to możemy zawsze psychologa zmienić.
                                      >

                                      Sorry, ale ludzie którzy przychodzą do psychologa z PROBLEMEM to raczej zdają się na JEGO wiedzę i doświadczenie, a nie własną intuicję -czyż nie?
                                      • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 15:39
                                        kutuzow napisał:

                                        > Wiesz o tym, że w USA jest cała plaga takich własnie historii, gdzie psychologo
                                        > wie partacze "wydobywają" historie których nigdy nie było (ludzka pamięć potraf
                                        > i płatać figle i pamietamy czasami rzeczy które nigdy nie miały miejsca -tutaj
                                        > odniesienie do książki którą linkowałem "50 mitów..")

                                        Dlatego mnie to wkurzyło. Bo nie ma znaczenia co się działo w głowie drugiej osoby, jeśli pamiętasz lub odbierasz to inaczej. Z tego co zrozumiałem, to dopóki pani psycholog nie "uświadomiła" naszego aseksualnego ślimaka, to ona się z oburzenia nie trzęsła tylko uważała w tej kwesti, że wszystko jest ok.
                                        Czyli - było źle, a teraz jest jeszcze gorzej.
                                        Bring out the Gimp.
                                        • zyg_zyg_zyg Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 15:53
                                          > Bo nie ma znaczenia co się działo w głowie drugiej os
                                          > oby, jeśli pamiętasz lub odbierasz to inaczej.

                                          Czyli wyrostka robaczkowego nie należy wycinać przy zapaleniu - bo na zewnątrz nic nie widać?
                                          Nie wiem, jak jest w przypadku autorki, ale wiele ofiar molestowania seksualnego wypiera z pamięci bolesne doświadczenia - długie lata zwyczajnie o nich nie pamięta. Zresztą mechanizmów obronnych jest znacznie więcej - zaprzeczanie, racjonalizacja, minimalizowanie itp. I dzieje sie tak, że wszystko z przeszłością jest ok, tylko nie wiedzieć dlaczego teraźniejszość ciągle się pieprzy. To i tak wyłazi, nawet jak bardzo bardzo się nie chce, żeby wylazło.
                                          • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 16:18
                                            zyg_zyg_zyg napisała:

                                            > > Bo nie ma znaczenia co się działo w głowie drugiej os
                                            > > oby, jeśli pamiętasz lub odbierasz to inaczej.
                                            >
                                            > Czyli wyrostka robaczkowego nie należy wycinać przy zapaleniu - bo na zewnątrz
                                            > nic nie widać?
                                            > Nie wiem, jak jest w przypadku autorki, ale wiele ofiar molestowania seksualneg
                                            > o wypiera z pamięci bolesne doświadczenia - długie lata zwyczajnie o nich nie p
                                            > amięta. Zresztą mechanizmów obronnych jest znacznie więcej - zaprzeczanie, racj
                                            > onalizacja, minimalizowanie itp. I dzieje sie tak, że wszystko z przeszłością j
                                            > est ok, tylko nie wiedzieć dlaczego teraźniejszość ciągle się pieprzy. To i tak
                                            > wyłazi, nawet jak bardzo bardzo się nie chce, żeby wylazło.
                                            No to co ma zrobic ? Zafiksowac sie na nieszczesciu, czy sprobowac zyc normalnie ?
                                            • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 16:41
                                              No to właśnie próbuje tę normalność osiągnąć i korzysta z terapii.
                                              I odróżniajmy zafiksowanie od przepracowania problemu.
                                            • zyg_zyg_zyg Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 18:12
                                              > No to co ma zrobic ? Zafiksowac sie na nieszczesciu, czy sprobowac zyc normalnie?

                                              To nie Ciebie oburzyło stwierdzenie bcde, że po gwałcie trzeba się otrzepać z pyłu, wytłumaczyć sobie, że właściwie nic się nie stało i próbować żyć normalnie? Tak właśnie może wyglądać racjonalizacja i wypieranie. Chowa się trupa głębiej w szafie - niczego nie widać, ale smród jest.

                                              "Odróżniajmy zafiksowanie od przepracowania problemu." Odróżniajmy przyglądanie się trupowi z lubością i napawanie smrodem od usunięcia trupa mimo smrodu - choćby po kawałku.

                                              Nie chcę robić za bardzo OT, ale możesz sobie poczytać o takich próbach "normalnego życia":
                                              www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/cz_dd_8/
                                              • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 18:45
                                                Zatem co z tym zrobic ?
                                      • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 16:26
                                        > "Pani psycholog, po przedstawieniu jej paru sytuacji z moim ojcem (teoretycznie
                                        > niewinnych) stwierdziła, że doszło do nadużyć seksualnych."
                                        > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,15128,143344017,143349098,Re_Aseksualny_slimak.html
                                        > Wiesz o tym, że w USA jest cała plaga takich własnie historii, gdzie psychologo
                                        > wie partacze "wydobywają" historie których nigdy nie było (ludzka pamięć potraf
                                        > i płatać figle i pamietamy czasami rzeczy które nigdy nie miały miejsca -tutaj
                                        > odniesienie do książki którą linkowałem "50 mitów..")

                                        Nie mam teraz czasu, żeby się do wszystkiego ustosunkować, ale tutaj musiałam się zatrzymać. Sam oceń, czy moja p. psycholog, notabene przeciwniczka psychoanalizy, pojechała klasyką rocka.

                                        Dwie sytuacje z nastoletniego okresu (15-17 lat):
                                        1) jedziemy samochodem, w ciszy, jest lato, ja w krótkich spodenkach, ojciec prowadzi, ja siedzę obok. W pewnym momencie ni z tego ni z owego kładzie mi rękę na kolanie, i zaczyna głaskać po udzie.
                                        2) oglądamy film na kanapie, zaczynamy się o coś kłócić, on w pewnym momencie kładzie się na mnie (wielki, gruby facet), przytrzymuje mi ręce, nie pozwala się ruszyć i obleśnie się śmieje, kiedy ja z coraz większym płaczem za wszelką cenę próbuję się wyrwać i uwolnić, krzycząc do mamy w kuchni, żeby mi pomogła, żeby mnie puścił, trwa to zdecydowanie za długo.

                                        Takich sytuacji było trochę. Na wspomnienie każdej z nich telepie mną i po chwili zaczynam płakać. Nie potrafię spokojnie do tego podejść.
                                        Wtedy nie rozumiałam, co się dzieje, wiedziałam tylko, że czuję się ohydnie, obrzydliwie. Minęło wiele lat, a ja nadal reaguję cholernie emocjonalnie. Nigdy nie myślałam, żeby ojciec mógł mieć takie podejście, i przyznam szczerze, że nadal nie zamierzam przyjąć do świadomości, że on mógł czerpać z kontaktu ze mną jakąś seksualną przyjemność. To za dużo.

                                        Jeśli chodzi o długość terapii - odbyłam już 10 spotkań, z czego pierwsze 3 były 'informacyjne', a następne już konkretną terapią. Moja p. psycholog najczęściej stosuje metodę poznawczo-behawioralną, ale na razie omawiamy tematy 'zaległe', bo ewidentnie mam problem z ojcem, który przekłada się nie tylko na strefę seksualną. Tematyka spotkań ma b. duży zakres, bo nie radzę sobie z wieloma sprawami, ale aktualnie skupiamy się na sferze intymnej, ponieważ to chcę 'załatwić' w pierwszej kolejności.
                                        Ja, niezależnie od opinii psychologa myślę, że problemy z seksem w moim przypadku mają niestety związek z ojcem, matką i sytuacją rodzinną, w której tkwiłam i tkwię.


                                        Nie wiem, czy uda mi się dziś kontynuować wymianę spostrzeżeń w tym związku, ale jutro na pewno tak.
                                        • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 20:02
                                          manic_depression napisał(a):

                                          > Dwie sytuacje z nastoletniego okresu (15-17 lat):

                                          Kurde, jakim cudem Ty i matka zinterpretowałyście to jako normalne zachowania ? Może matka zinterpretowała, a Ty nie miałaś siły się przeciwstawić ?
                                          No dobra, trup wypadł z szafy, co tu kryć.
                                          Przynajmniej agresja Twojego jowialnego tatusia jest teraz oczywista. Od początku mogłaś być dla niego pokusą, z którą walczył i której się wstydził. Nienawidził za to siebie i przeniósł to na obiekt wywołujący - czyli Ciebie.
                                          No cóż, faktycznie niefajna sytuacja.
                                          • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 20:05
                                            Niestety, tak to działa, że sobie racjonalizujemy pewne dziwne zachowania, jeśli płyną od ważnych dla nas osób.
                                            Ja miałam z ojcem sytuacje jeszcze grubsze, a przez lata sobie mówiłam, że to nic takiego, żarty itd.
                                            • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 20:19
                                              rekreativa napisała:

                                              > Niestety, tak to działa, że sobie racjonalizujemy pewne dziwne zachowania, jeśl
                                              > i płyną od ważnych dla nas osób.
                                              > Ja miałam z ojcem sytuacje jeszcze grubsze, a przez lata sobie mówiłam, że to n
                                              > ic takiego, żarty itd.

                                              Rozumiem. Czyli ten mechanizm racjonalizowania rzeczywistości to taki symboliczny plaster, mechanizm obronny, ale nie na każdą ranę duszy da się go przyłożyć...
                                              • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 21:02
                                                Problem w tym, że takie racjonalizowanie działa na poziomie rozumu, a nie na poziomie emocji.
                                                Emocje są bardziej szczere i odzywają się: lęk, obrzydzenie, poczucie wstydu, zagrożenia itp. Co się z nimi robi? Albo się je ignoruje i upycha po kątach, albo przenosi. One zawsze gdzieś są i zawsze kiedyś wyłażą. I np. pewnego razu siedzisz sobie w autobusie i łapie Cię atak paniki. Albo idziesz do łóżka z atrakcyjnym, miłym facetem i nagle nie czujesz ani krztyny pożądania i mimo rozmaitych zabiegów pana nic się nie dzieje: zamrożenie totalne. A przecież on Ci się podoba i o co, kurnia, chodzi?
                                                I tu się przydaje terapeuta, żeby pomóc uporządkować sprawy, czyli powiązać te emocje z tym, co się wydarzyło, bo te powiązania mogą nie być oczywiste właśnie z powodu racjonalizacji.
                                          • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 14:48
                                            Hmm.
                                            Moja matka wtedy o tym nie wiedziała, dopiero niedawno jej powiedziałam, ale ona nadal uważa, że to nie miała znamion seksualnych, że ojciec po prostu jest taki dominujący, i im bardziej się wyrywałam, tym bardziej, z jakiejś przekory, mnie trzymał.
                                            Ja myślę podobnie. Tzn. CHCĘ myśleć podobnie. Nie wyobrażam sobie, żeby do tego wszystkiego, do tego całego zła, jakie z nim utożsamiam miało dojść jeszcze postrzeganie mnie w taki sposób. A z drugiej strony strasznie chciałabym się dowiedzieć, czy on rzeczywiście czerpał z tego jakąś satysfakcję i czy robił to świadomie, czy było tak, jak mówi moja mama.

                                            Pani psycholog mówi, że nie ma znaczenia, jak on to odczuwał, ważne, jak ja to odbierałam. Ale dla mnie jest ważne, chcę wiedzieć, jak to było. Obawiam się, że niestety nigdy się nie dowiem. Czy Wy uważacie, że on doskonale wiedział, co robi?
                                            • bcde Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 15:38
                                              Jak tylko o tym napisałaś, przyszło mi o głowy, że to wcale nie musiało mieć podtekstu seksualnego. Po prostu ojciec mógł się w ten sposób tobą (nie z tobą) bawić. Głupie to zapewne było, skoro zostawiło taki ślad, ale zapewne niezamierzone przez ojca co do konsekwencji. Czy twój ojciec miał syna, z którym mógłby się siłować?
                                              • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 15:45
                                                Miał i ma, starszego ode mnie o 7 lat.
                                              • bcde Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 15:45
                                                Oczywiście piszę o zdarzeniu na kanapie, a nie w samochodzie, bo to drugie uważam za być może mające podtekst seksualny.
                                            • zyg_zyg_zyg Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 15:39
                                              > Pani psycholog mówi, że nie ma znaczenia, jak on to odczuwał, ważne, jak ja to
                                              > odbierałam. Ale dla mnie jest ważne, chcę wiedzieć, jak to było. Obawiam się, ż
                                              > e niestety nigdy się nie dowiem. Czy Wy uważacie, że on doskonale wiedział, co
                                              > robi?

                                              Ale po co Ci to? Żebyś miała "obiektywną podkładkę" pod to, co czujesz do swojego ojca? Żeby Twoja nienawiść i obrzydzenie były usprawiedliwione i sprawiedliwe? Niepotrzebnie. Twoje uczucia mogą być i mają prawo być całkowicie subiektywne, irracjonalne i od czapy dla całego zewnętrznego świata. Robisz to, o czym pisał Gomory - szukasz potwierdzenia na zewnątrz, zamiast polegać na swoich odczuciach. Idź na żywioł, daj się ponieść, oprzyj się na sobie :-)

                                              Ja nie wiem, czy Twój ojciec Cię molestował świadomie i z premedytacją. Ale uważam kładzenie się na dojrzewającej córce czy głaskanie jej po udach za wystarczająco gówniane i bez tego.
                                              • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 15:48
                                                Po co? Bo dużo lepiej bym się czuła, gdybym miała pewność, że to wyszło niechcący, a ja nie jestem dla niego dużymi cyckami i śliczną buzią. Ohyda. Ohyda!!

                                                Nie chcę go niesprawiedliwie oceniać.
                                                • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 16:16
                                                  Pewności mieć nie będziesz, bo niby jak? Zapytasz ojca: tato, czy Ty na mnie leciałeś? I jak myślisz, co odpowie? Że Ci się coś w główce popierniczyło?
                                                  Natomiast możesz nie drążyć i założyć, że to było nieuświadomione przez Twojego ojca nawet, jeśli miało charakter seksualny. Zresztą jeśli nie zdarzyły się sytuacje inne niż takie, jakie opisałaś, to rzeczywiście może świadczyć, że Twój ojciec nie do końca sobie zdawał sprawę, co robi.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 17:03
                                                    To już jakieś wariactwo do kwadratu. Pomyślcie, jeśli masz problem z podejrzeniem że ojciec Cie molestował to logujesz się na forum i opowiadasz o tym z lubością bliżej nieokreślonym ludziom. Nie wygląda to na traumę, raczej na szukanie sobie widowni i chęć przyciągania uwagi. Ale jakim kosztem? Nie rozumiem tego typu ekshibcjonistów nigdy nie zrozumiem i nie zrozumiałam. Psychologowi mogła naściemniać, nawet ma depresję w nicku, może uważa że problemy z dzieciństwa czynią ją wyjątkową?
                                                  • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 18:15
                                                    Aż tak radykalnie bym nie oceniała dziewczyny.
                                                    Różne rzeczy pomagają różnym ludziom. Jedni trzymają wszystko dla siebie, inni czują potrzebę mówienia o swoim problemie, rozmawiania o nim z kim się da. Na forum nawet tym bardziej, bo właśnie rozmówcy tacy nie do końca realni.
                                                    Zresztą ten ekshibicjonizm dotyczy wielu osób na tym akurat forum, więc autorka wątku nie jest jakimś wybijającym się przypadkiem.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 00:43
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Zresztą ten ekshibicjonizm dotyczy wielu osób na tym akurat forum, więc autorka
                                                    > wątku nie jest jakimś wybijającym się przypadkiem.

                                                    Nie wiem, to kwestia subtelności i indywidualnej wrażliwości oraz smaku ale czym innym jest rozwodzenie się nad swoimi problemami w związku a co innego nad podejrzeniami o kazirodztwo własnego ojca przy malowniczych opisach co mocniejszych szczegółów. Mało tego, powiem że to ogromnie niesmaczne i nie życzyłabym sobie tego wchodząc na forum o seksie. Kazirodztwo mnie razi i bulwersuje, nie rozumiem czemu ktoś miałby epatować ludzi tego typu opowieściami. Za to pomieszanie rozrywki jaką niesie forum z tak traumatycznymi zwierzeniami jest dla mnie rażącym naruszeniem pewnego decorum w sensie nie tylko estetycznym niestety. Stąd moje przypuszczenia nad zachwianym poczuciem równowagi autorki. Owszem, na tym forum są nieliczne osoby które podobnie mnie rażą, pozbawione wyczucia tego co w pewnych sytuacjach jest na miejscu a co nie. Nie ma to nic wspólnego ani z grzecznością, ani ze swobodą którą sama pozwalam sobie tu stosować - granice według mnie dotyczą wagi tego co dopuszczalne w sensie moralnym a co nie i uważam że po osobach które tego nie łapią można się w życiu codziennym wszystkiego spodziewać, twierdzę więc że tego typu osoby z zachwianymi proporcjami mnie przerażają. Na przykład, czy wiecie że osoby molestowane w dzieciństwie lub doświadczające przemocy są pozbawione wyczucia i właśnie bardzo często wchodzą na podobną ścieżkę przemocy seksualnej lub nadużyć? Czy nie to chce nam autorka zasygnalizować w kwestii swoich obaw i problemów? Czy nie dlatego chce zablokować swoją swoją seksualność bo brak jej równowagi? Czy nie zdajecie sobie sprawy jak poważne są kwestie dotyczące utraty proporcji i intuicji w kwestii tego co dobre a co złe? Dzieci molestowane jako osoby dorosłe mogą się na przykład obnażać, lub narzucać niektórym osobom nie zdając sobie sprawy z niesmaku temu towarzyszącego. Właśnie o tym mówimy.
                                                  • gomory Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 08:58
                                                    > nie życzyłabym sobie tego wchodząc na forum o seksie. (...) pomieszanie rozrywki jaką niesie forum z tak traumatycznymi zwierzeniami jest dla mnie rażącym naruszeniem pewnego decorum

                                                    W tym momencie przypominasz mi zolnierza-ochotnika, ktory na linii frontu krzyczy "oni do nas strzelaja"!
                                                    Tylko sobie mozesz wykroic ramy tego co estetyczne, dopuszczalne, moralne, podniecajace, oburzajace. A nie jest to przeciez zaden wykladnik dla mnie, czy kogos innego.
                                                    Po seksualnym polu wedruje sie jak po polu minowym ;). Stapajac nawet lekko i wdziecznie trzeba sie liczyc z tym, ze znianacka cos moze eksplodowac.
                                                    Chyba kazdy kto zagladal w jakiekolwiek erotyczne tresci tego doswiadczyl. Wszystko ladnie, pieknie i podniecajaco i nagle błeeee.... nie no jak cos TAKIEGO mozna bylo wsadzic. Nawet majac swiadomosc, ze sa ludzie ktorzy wrecz akurat TEGO szukaja.
                                                    Mam nadzieje, ze przyznasz iz seksualnym wzorcem z Sevres nie jestes ;). Zniesmacza Cie cos? Bywa. Pozostaje tylko Ci sie cieszyc, ze nie dotyka to Ciebie bezposrednio w zyciu. Ale jesli zagladasz na forum seksualne to musisz sie z tym liczyc. Zeby nie skonczyc jak ten zolnierz zdziwiony, ze na wojnie trwa wojna ;)
                                                  • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 11:15
                                                    Gomory, sa jednak pewne granice. W tym temacie jak w zadnym innym imho powinni sie wypowiadac ci, ktorych to w jakis sposob dotyka, a nie cyniczni teoretycy i opiekuncze wujki dobra rada. Zbyt delikatna materia do zabawy w piaskownice.
                                                  • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 11:16
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > Gomory, sa jednak pewne granice. W tym temacie jak w zadnym innym imho powinni
                                                    > sie wypowiadac ci, ktorych to w jakis sposob dotyka, a nie cyniczni teoretycy i
                                                    > opiekuncze wujki dobra rada. Zbyt delikatna materia do zabawy w piaskownice.
                                                    No i niekoniecznie tutaj, na publiku.
                                                  • hello-kitty2 Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 13:53
                                                    sabat-77 napisał:

                                                    > sabat-77 napisał:
                                                    >
                                                    > > Gomory, sa jednak pewne granice. W tym temacie jak w zadnym innym imho po
                                                    > winni
                                                    > > sie wypowiadac ci, ktorych to w jakis sposob dotyka, a nie cyniczni teore
                                                    > tycy i
                                                    > > opiekuncze wujki dobra rada. Zbyt delikatna materia do zabawy w piaskown
                                                    > ice.
                                                    > No i niekoniecznie tutaj, na publiku.

                                                    Taaa ty kurwa bedziesz decydowal kto ma sie wypowiadac w jakiej sprawie i co kogo dotyka. Bo jak ktos nie wywleka brudow swojego dziecinstwa tylko uwaza sie za kowala swojego losu to juz na pewno nie jest w temacie, tak? A skad wiesz czyja wypowiedz moze komus pomoc? I w jakim tonie/formie musi byc, zeby pomogla?

                                                    Przyklad: chocbys byl jak do rany przyloz i przyjal najbardziej czarodziejska ze swoich twarzy Ty nigdy mi nie pomozesz w niczym, rozumiesz? Wiec moze pozwol zeby inni pomogli mi swoimi radami dobrych ciotek i wujkow, swoim cynizmem, bo NIE WIESZ co mi jest potrzebne. Czy jednak uwazasz, ze wiesz LEPIEJ co mnie czy jakiejs molestowanej osobie potrzebne jest w danym momencie?
                                                  • sabat-77 Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 14:06
                                                    Ja wcale nie chce ci pomagac, bo ty nie potrzebujesz mojej pomocy.
                                                  • yoric Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 12:40
                                                    No, no... TBiS mówiąca Forumowiczom co wypada, a co nie wypada i kreśląca kanony kulturalnej dyskusji - to na tym Forum nowa jakość ;)).
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 12:52
                                                    "Kazirodztwo było, i w wielu kręgach wciąż jest, problemem zbyt trudnym i niewygodnym, by je widzieć, wiedzieć i mówić. Podważa bowiem podstawy poglądów, wartości, więzi i poczucia bezpieczeństwa u większości ludzi. W efekcie, na zmagania ofiar z ich własnym zaprzeczaniem nakłada się zaprzeczanie otaczającego świata. Jest ono zawsze bardzo bolesne – dla mnie i innych osób, z którymi pracuję i współpracuję w zdrowieniu – choć dla zaprzeczającej reszty wciąż wygodne i niosące doraźną ulgę. Wiadomo jednak, że najbardziej niebezpieczne jest zło, którego nie widać." www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/cz_dd_8/
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 13:07
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > "Kazirodztwo było, i w wielu kręgach wciąż jest, problemem zbyt trudnym i niewygodnym, by je widzieć, wiedzieć i mówić. Podważa bowiem podstawy poglądów, wartości, więzi i poczucia bezpieczeństwa u większości ludzi. W efekcie, na zmagania ofiar z ich własnym zaprzeczaniem nakłada się zaprzeczanie otaczającego świata. Jest ono zawsze bardzo bolesne – dla mnie i innych osób, z którymi pracuję i współpracuję w zdrowieniu – choć dla zaprzeczającej reszty wciąż wygodne i niosące doraźną ulgę. Wiadomo jednak, że najbardziej niebezpieczne jest zło, którego nie widać." www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/cz_dd_8/

                                                    Rozumiem że nie widzisz niczego niestosownego w czerpaniu zysków z knajpy im Fritzla, pokazywaniu nagości głodujących kobiet i wzdętych brzuszków dzieci w Afryce bez ich zgody, pomiędzy wynikami meczu i reklamą piwa podczas gdy inna celebrytka w tym czasie skarży portal plotkarski iż pokazał za dużo jej celullitu. Wracamy do średniowiecza. Może wróćmy do prostytutek oddających się na rogu w rynsztoku ku uciesze tłumu i publicznych egzekucji gdzie do rozwleczonych flaków w zlatywały się wrony.
                                                    Bawi Cie to, czy współczujesz? A może ten psychologiczny bełkot jest fasadą do tego co chcesz zobaczyć? Może jak rzymski plebs pragniesz igrzysk, pragniesz słuchać i czytać o rzeczach bulwersujących do kotleta żeby się tym nakręcać. Chcesz pomóc? czy urozmaicić sobie nudny wieczór?
                                                    Żeby mówić i sądzić takie sprawy mamy odpowiednie instytucje, nie na darmo oferuje się anonimowość ofiarom przemocy, nie na darmo nie rozmawia z nimi byle chłystek z policji tylko terapeuta. Ale widzę wyraźnie że wyczucie tego typu zanika. Naród chce igrzysk. Może książeczka jak Fritzl gwałcił swoją córkę na oczach dzieci, poczytasz sobie na wakacjach w Egipcie? Fajowe co?
                                                    Mam nadzieję że ubawiłam szanownych państwa.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 13:17
                                                    Źle by się działo, gdyby o tym, co może, a czego już nie wypada powiedzieć potencjalnej ofierze molestowania na forum o problemach z seksem miała decydować wydelikacona pańcia, której brzydkie opisy psują wesołą rozrywkę.
                                                  • hello-kitty2 Re: Popieram wersje Yoric-a 23.03.13, 13:36
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Mało tego, powiem że to ogromnie niesmaczne i nie życzyłabym sob
                                                    > ie tego wchodząc na forum o seksie. (...)
                                                    dla mnie ra
                                                    > żącym naruszeniem pewnego decorum w sensie nie tylko estetycznym niestety. (...)
                                                    Owszem, na tym
                                                    > forum są nieliczne osoby które podobnie mnie rażą, pozbawione wyczucia tego co
                                                    > w pewnych sytuacjach jest na miejscu a co nie. (...)
                                                    granice wed
                                                    > ług mnie dotyczą wagi tego co dopuszczalne w sensie moralnym a co nie i uważam
                                                    > że po osobach które tego nie łapią można się w życiu codziennym wszystkiego spo
                                                    > dziewać, twierdzę więc że tego typu osoby z zachwianymi proporcjami mnie przera
                                                    > żają. (...)
                                                    Czy nie zdajecie sobie sprawy jak pow
                                                    > ażne są kwestie dotyczące utraty proporcji i intuicji w kwestii tego co dobre a
                                                    > co złe?

                                                    I kto to mowi? I kto to mowi.

                                                    Masz racje w jednym: tak, spodziewaj sie wszystkiego, nie tylko po osobach molestowanych w dziecinstwie, po wszyskich, a po mnie spodziewaj sie na pewno :) Nie ma potrzeby takich osob wyrozniac 'na minus', znam takich pojebow z idealnych domow, kochajacych rodzin, ze mala glowa. Jakby co molestowana nie bylam ale nie jestem wcale lepsza ani bardziej zrownowazona. Zlo przeciez mozesz wybrac, swiadomie i dobrowolnie, bez ogladania sie na rodzicow i na stosunki z nimi.

                                                  • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 26.03.13, 14:06
                                                    Przejrzałaś mnie na wylot. Na co dzień oczywiście chodzę po ulicy i rozchylam płaszcz przed niewinnymi ludźmi, a w parku nagabuję dzieci opowieściami o kazirodztwie.
                                                    Sorry, myślałam, że akurat na tym forum mogę podzielić się swoimi problemami seksualnymi. A idąca za tym historia była niezbędna do zrozumienia problemu. Przykro mi, że moje wynurzenia były dla Ciebie niesmaczne.
                                                  • manic_depression Re: Popieram wersje Yoric-a 26.03.13, 13:59
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > To już jakieś wariactwo do kwadratu. Pomyślcie, jeśli masz problem z podejrzeni
                                                    > em że ojciec Cie molestował to logujesz się na forum i opowiadasz o tym z luboś
                                                    > cią bliżej nieokreślonym ludziom. Nie wygląda to na traumę, raczej na szukanie
                                                    > sobie widowni i chęć przyciągania uwagi. Ale jakim kosztem? Nie rozumiem tego t
                                                    > ypu ekshibcjonistów nigdy nie zrozumiem i nie zrozumiałam. Psychologowi mogła n
                                                    > aściemniać, nawet ma depresję w nicku, może uważa że problemy z dzieciństwa czy
                                                    > nią ją wyjątkową?
                                                    >

                                                    Z lubością? Z lubością?! Szukanie widowni i przyciąganie uwagi? Chyba żartujesz.
                                                    Psychologowi nie naściemniałam, jak to subtelnie określiłaś, Wam również nie, depresja w nicku to tytuł piosenki Jimiego Hendrixa, a problemy z dzieciństwa nie czynią mnie wyjątkową. To tyle, dzięki za opinię, Bitch.
                                      • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 16:33
                                        Kutuzow, jeszcze raz: nie byłeś przy terapii autorki wątku i nie wiesz, o jakich zachowaniach, zdarzeniach była mowa. Na jakiej więc podstawie zakładasz, że psycholog na pewno się myli?

                                        Dalej, hipoteza nie jest postawiona od czapy, ale na podstawie tego, co opowiedziała terapeutce autorka. Hipotezą nie jest, że ojciec autorki zrobił coś niestosownego (bo to, jak zrozumiałam, zostało ustalone), tylko że to zachowanie miało wpływ na obecny problem autorki - może miało, a może nie miało, to jest do sprawdzenia.
                                        Dalej: to, że ojciec coś tam zrobił (nie wiem, może np. dotknął córkę po cyckach i zażartował na temat jej dojrzewania - jest to sytuacja "teoretycznie niewinna") nie znaczy zaraz, że ojciec jest zbójem i zboczeńcem. Wielu ojców czasem coś podobnego zrobi nie zdając sobie nawet sprawy, że robi coś, co się mieści w zakresie molestowania i bez jakichś złych intencji. Więc nie jest celem terapii osądzać ojca, czy kogokolwiek, a jedynie znaleźć związek przyczynowo-skutkowy po to, by rozwiązać istniejący problem.
                                        Powiedzmy, że dziecko widziało jak rodzice uprawiają seks i potem w życiu dorosłym ma z tego powodu jakieś zaburzenia w sypialni. Samo zachowanie rodziców nie było niczym złym, natomiast miało negatywny wpływ na człowieka, to się zdarza.
                                        Jeszcze raz podkreślę: psycholog to nie jest ktoś, kto mówi: Twój ojciec jest świnią, Twoja matka to zła, toksyczna kobieta, Twój mąż to sukinsyn, rozwiedź się z nim. Psycholog w ogóle się nie zajmuje ojcem, matką, czy mężem, bo to nie oni przyszli na terapię. On się zajmuje Twoimi emocjami do powyższych osób.

                                        "Sorry, ale ludzie którzy przychodzą do psychologa z PROBLEMEM to raczej zdają s
                                        > ię na JEGO wiedzę i doświadczenie, a nie własną intuicję -czyż nie?"

                                        Owszem, tylko że terapia to nie jest jak wizyta u lekarza: ostukał, wysłuchał objawów i teraz z wysokości swej wiedzy i doświadczenia stawia diagnozę i wypisuje receptę, a Ty masz się biernie podporządkować. Stroną aktywną w terapii jesteś Ty. I ta aktywność polega również na tym, by dokładnie słuchać siebie. Jeżeli psycholog Ci np. sugeruje złość do rodzica, której Ty jakoś nie czujesz, to są dwie możliwości: albo faktycznie tę złość jako uczucie niestosowne (bo mamę, czy tatę należy kochać i szanować) tłumisz, albo psychologowi się wydaje. I podobnie jak w przypadku lekarza, kiedy w razie wątpliwości konsultujesz się z drugim doktorem, tak w przypadku terapii możesz porozmawiać z drugim terapeutą.
                                        Szarlatani się zdarzają, ale też nie przesadzajmy. Psycholog po studiach, akredytowany terapeuta na superwizji, zatrudniony w przychodni czy szpitalu żadnych sensacji na terapii szukał nie będzie, szczególnie, że znakomita większość z nich wykorzystuje w pracy głównie terapię behawioralną, o której już tu była mowa, a która nie daje specjalnie okazji do takich nadużyć. W terapii tej nie zawsze bowiem jest ważna geneza problemu, ale to, jak sobie z nim poradzić teraz, w tej chwili. Np. cierpisz na ataki panicznego lęku - w tym podejściu terapeutycznym nie jest istotne, czy lękowa postawa się ukształtowała za przyczyną matki, ojca czy wypadku samochodowego. Terapia skupia się na ćwiczeniach, które mają na celu opanowanie lęku na tyle, by móc normalnie funkcjonować.
                                        Czy np. ojciec Cię bił, a Ty teraz stosujesz przemoc wobec dziecka. Terapeuta może stwierdzić, że Twoja agresja jest w pewnym stopniu skutkiem przemocy jakiej zaznałeś w dzieciństwie, ale nie będzie się zajmował Twoim ojcem i przeszłością, tylko uczeniem Ciebie metod na nieszkodliwe rozładowanie Twojej agresji.
                                        Tak to wygląda w praktyce.
                                        • yoric Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 21:37
                                          Fajny i ciekawy wpis, ale nie widzę, żeby jakoś podważał to, co pisze Kutuzov. Może i terapie tak wyglądają, albo powinny. I Manic z tego co pisze, jeśli czuje problem z ojcem i terapia ma jej pomóc, to jak najbardziej powinna korzystać.
                                          Z Kutuzovem, jeśli dobrze go rozumiem, piszemy o czymś nieco innym. Chodzi o postulowanie związku przyczynowego z niczego, o tę konkretną diagnozę, która powstała niejako 'na twarz', po jednym spotkaniu, *kompletnie* nie trzyma się kupy i blokuje inne bardziej prawdopodobne wyjaśnienia.
                                          I po drugie, że wiele terapii czerpiących z psychoanalizy wyglądać może (albo wyglądało) nieco inaczej, niż ten wzór - grzebiesz, grzebiesz, aż się dogrzebiesz, czy tam faktycznie coś w tej przeszłości było, czy nie.
                                          • rekreativa Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 21:53
                                            No i właśnie dlatego od psychoanalizy się już odeszło, bo trwa to strasznie długo (czasem latami), a efekty są mierne. Podczas gdy terapia, jaką opisuję to kilka miesięcy i czasem już po jednym, dwóch spotkaniach się zaczyna jakiś widoczny postęp.

                                            "Chodzi o po
                                            > stulowanie związku przyczynowego z niczego, o tę konkretną diagnozę, która pows
                                            > tała niejako 'na twarz', po jednym spotkaniu, *kompletnie* nie trzyma się kupy
                                            > i blokuje inne bardziej prawdopodobne wyjaśnienia. "

                                            Ale ten opis dotyczy złego terapeuty.
                                            W przypadku autorki wątku nie ma zastosowania (czytałeś jej ostatni wpis? opisała tam dokładnie, o jakie sytuacje z ojcem chodziło).
                                            • aandzia43 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 23:00
                                              > No i właśnie dlatego od psychoanalizy się już odeszło, bo trwa to strasznie d
                                              > ługo (czasem latami), a efekty są mierne.

                                              Od psychoanalizy się odeszło, ale całkiem popularna w Polsce (i certyfikowana jak najbardziej) psychoterapia psychodynamiczna opiera się na założeniach teorii psychoanalizy.
                                              "Jest procesem, podczas którego pacjent pracuje nad uzyskaniem tzw.” wglądu”, czyli poszerzaniem świadomości samego siebie, swoich potrzeb, wewnętrznych konfliktów, które mogą przeszkadzać w osiągnięciu celów w życiu. Dzięki temu podejmowane wybory stają się bardziej świadome, oparte o subiektywne potrzeby, i w rezultacie zwiększa się satysfakcja życiowa.
                                              Według podejścia psychoanalitycznego ( którego pochodną jest terapia psychodynamiczna) bliskie relacje z dzieciństwa są jak matryca, i powtarzają się w późniejszych relacjach"

                                              To terapia, w której terapeuta ostro pracuje sobą:
                                              "Dlatego jednym z ważniejszych elementów psychoterapii jest relacja terapeuty i pacjenta. Stałość spotkań sprzyja zbudowaniu relacji opartej o poczucie bezpieczeństwa i zaufanie . Dzięki przeniesieniu pacjent będzie przeżywał osobę terapeuty w taki sam sposób jak przeżywał w przeszłości ważne obiekty, np. matkę lub ojca. Będzie mógł-dzięki pomocy terapeuty-uświadomić sobie przeżywane uczucia, przyjrzeć się im i skorygować to, co będąc nieświadomym utrudniało relacje z innymi."
                                              Łatwo dać się ponieść przeciwprzeniesieniu ;-)

                                              Może być krótko i długoterminowa. Niekoniecznie od razu trwać sto lat i kilka tysięcy godzin ;-)
                                          • that.bitch.is.sick Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 23:09
                                            yoric napisał:

                                            > I po drugie, że wiele terapii czerpiących z psychoanalizy wyglądać może (albo w
                                            > yglądało) nieco inaczej, niż ten wzór - grzebiesz, grzebiesz, aż się dogrzebies
                                            > z, czy tam faktycznie coś w tej przeszłości było, czy nie.

                                            Ale naprawdę nie tylko podejście teoretyczne czerpie jakieś hipotetyczne wyjaśnienia z dzieciństwa, męczy mnie już twoje ustawiczne powracanie do psychoanalizy jako źródła przesądów, nauka w sensie ścisłym też jest kopalnią przesądów , jesteście na to dowodem jak malowani. Daj mi ludzkie zachowanie, do ktorego nie da się domalować ewolucyjnej korzyści i daj mi takie zachowanie seksualne którego pan Zenek telemarketer czy rozwoziciel pizzy nie będzie wywodził od jaskiniowców, jakkolwiek Bóg mi świadkiem żę wie tyle o ludziach pierwotnych, ile się naoglądał flinstonów i Johna Goodmana w tej roli.:)
                                            • aandzia43 Re: Popieram wersje Yoric-a 21.03.13, 23:17
                                              Bitch, jesteś w świetnej formie :-)
                                            • yoric Re: Popieram wersje Yoric-a 22.03.13, 11:32
                                              Taaak, a jakie wyjaśnienie w tym konkretnym przyadku zaproponował terapeuta psychoewolucyjny?

                                              > nauka w sensie ścisłym też jest kopalnią przesądów

                                              a propos formy, to w najlepszej formie są postmoderniści, którzy o tym jak to nauka jest kopalnią przesądów lecą opowiadać na konferencji. Samolotem.
                          • aandzia43 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 16:07
                            Inaczej to wygląda, jeśli między dwiema rzeczami jest faktycznie jakiś zwi
                            > ązek, np. że boisz się osób albo doświadczeń podobnych do osób/doświadczeń, któ
                            > re okazały się przykre w dzieciństwie. Ale niechęć, która przenosi się na całki
                            > em niezwiązaną osobę, lokuje się akurat w sferze seksualnej i uruchamia się aku
                            > rat w pewnym momencie - przykro mi, jeśli to można wytłumaczyć złym ojcem, to w
                            > szystko można, łącznie z przeziębieniem.


                            W pierwszym zdaniu znajduje się wyjaśnienie mechanizmu, któremu w drugim zdaniu odmawiasz prawa do istnienia. Jeśli człowiek miał przykre doświadczenia w dzieciństwie z relacji z osobą bardzo ważną (a że rodzic to cały świat dziecka, więc "ważny" to zbyt mało powiedziane), to w życiu dorosłym będzie miał problemy, których by nie miał, gdyby dostał od rodzica co się dziecku należy dobrego. W wielu dziedzinach problemy, a w jakich, to zależy od charakteru oddziaływań rodzica, od predyspozycji dziecka, od czynników zewnętrznych łagodzących wpływ rodzica itd. Ogólnikowo, ale z tego co zauwazyłam z samą zasadą się zgadzasz.
                            Teraz dlaczego łączyć można (można, ale bez upierania się, że tak jest na 100%) nagle pojawiającą się niechęć dziewczyny do seksu w związku z doświadzeniem ojca przemocowca? Możan, bo ojciec to pierwszy mężczyzna w życiu dziewczynki, wzorzec męskości, osoba, w kontekście której buduje się seksualizm dziewczyny. A partner to kolejny mężczyzna w jej dorosłym już życiu, męzczyzna zbierający plony zasiane między innymi (między innymi!) przez ojca. Nie są to więc osoby "całkiem niezwiązane", jak piszesz, i problemy związkowe lokują się nie "akurat w sferze seksualnej" tylko właśnie konkretnie i zasłużenie w sferze seksualnej (tym bardziej, że mowa o seksie w związku).
                            Łącznie "na sztywno", za wszelką cenę i z całą pewnością pewnych faktów mnie też nie przekonuje i często zżymam się na takie umysłowe prostactwo, ale pewne mechanizmy są naprawdę tak często spotykane, że należy zastanowić się poważnie, czy nie mamy właśnei z nimi do czynienia w pierwszej kolejności, zanim się przejdzie do szukania związków przyczynowo-skutkowych mniej oczywistych.
                            Zaznaczę, że odnoszę się do twojego konkretnego postu, bo całego wątku jeszcze dokładnie nie prześledziłam.
                            • yoric Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 21:22
                              No i właśnie. Dokładnie w taki sam sposób, opowiadaniem historii post factum, można wytumaczyć wszystko. Ty masz swoją historię na problemy seksualne, ja mogę wymyślić zupełnie podobną na przeziębienie. Możemy odwrócić kwestię i zadać sobie pytanie czy są w ogóle takie problemy, których *nie dałoby się* wytłumaczyć ojcem. Jeśli wszystko się da, to może warto się trochę zastanowić.
                              Ktoś tu wspominał o psychologii jako nauce. Tak się nie robi nauki. Podstawowa zasada naukowości jest taka, że hipotezę powinno się dać obalić. Takich hipotez o wpływie rodziców nic nie rusza. Ja sam podałem z 5 rzeczy, które się ewidentnie nie zgadzają w tym wyjaśnieniu...
                              • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 21:55
                                "zadać so
                                > bie pytanie czy są w ogóle takie problemy, których *nie dałoby się* wytłumaczyć
                                > ojcem."

                                Oczywiście, że są: te, które się tłumaczy matką :)
                              • aandzia43 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 23:15
                                Możemy odwrócić kwestię i zadać so
                                > bie pytanie czy są w ogóle takie problemy, których *nie dałoby się* wytłumaczyć
                                > ojcem. Jeśli wszystko się da, to może warto się trochę zastanowić.

                                Tak, są takie problemy i nie "wszystko się da". Ja jestem fanką neuropsychologi i mam odruchową skłonność do tłumaczenia z tego klucza wszelkich zaburzeń funkcjonowania. Ale tylko w pierwszym odruchu. Potem, jak mi coś nie pasi to szukam w innych schematach i szufladach. Nie mam natomiast żadnego antyklucza do ludzkich głów - to znaczy nie mam żadnego odpowiednika twojego alergicznego antyfreudyzmu ;-)
                            • kutuzow Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętrznych 22.03.13, 00:32
                              aandzia43 napisała:

                              > Jeśli człowiek miał przykre doświadczenia w dzie
                              > ciństwie z relacji z osobą bardzo ważną (a że rodzic to cały świat dziecka, wię
                              > c "ważny" to zbyt mało powiedziane), to w życiu dorosłym będzie miał problemy,
                              > których by nie miał, gdyby dostał od rodzica co się dziecku należy dobrego. W w
                              > ielu dziedzinach problemy, a w jakich, to zależy od charakteru oddziaływań rodz
                              > ica, od predyspozycji dziecka, od czynników zewnętrznych łagodzących wpływ rodz
                              > ica itd.

                              Aandzia, polecam Ci genialny moim zdaniem eksperyment który trwa w BBC. Od 2000 roku obserwują rok po roku rozwój i dojrzewanie grupy 25 dzieci. Analizują jak wpływa posiadanie rodzeństwa, środowisko, geny itp. Są to dzieciaki z różnych rodzin, są tam także bliźniaki itp. Wszystko pod nadzorem psychologa, naukowców itp. Rewelacyjny materiał.
                              www.open.edu/openlearn/whats-on/tv/ou-on-the-bbc-child-our-time-2013
                              Właśnie tam było ciekawe stwierdzenie że wiele zależy od tego czy dana osoba uważa że to ona jest "sprawcą" działań i ma wpływ na swoje życie, czy też uważa że działania dzieję się gdzieś niezależnie i nasze własne działania tylko wpływają lekko na ta sytuację (ale jej nie tworzą).

                              Jeśli mamy osobę która uważa że jest kowalem swego losu (nasz polski odpowiednik), to nawet przy problematycznych patologicznych rodzicach osoba ta pracuje nad swoim charakterem i często osiąga sukces. Ma oczywiście gorzej na starcie (niż rówieśnicy z "dobrych" rodzin), ale też może dać sobie radę.

                              W drugim przypadku ktoś kto uważa że to los/Bóg/Przeznaczenie/Karma wpływa na niego i jego sytuację, będzie bardziej skłonny doszukiwać się winy w okolicznościach i działaniach innych niż swoim własnym.

                              Do tego sprowadza się całe to "odgrzebywanie" problemu z trudnym dzieciństwem, problemem ze zbyt zaborczą matką/wycofanym ojcem (do wyboru do koloru) itp. Można albo traktować to jako problem i gorszy start i iść dalej, albo szukać "usprawiedliwienia" swoich potknięć. Jest to o tyle wygodne, że Ci biedni rodzice nigdy nie mają okazji się "bronić" i przedstawić swojej wizji.
                              • sabat-77 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 07:20
                                kutuzow napisał:

                                > Aandzia, polecam Ci genialny moim zdaniem eksperyment który trwa w BBC.

                                kutuzow, ale co nas obchodzą eksperymenty przeprowadzane na idiotach ?
                                • sabat-77 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 07:25
                                  sabat-77 napisał:

                                  > kutuzow napisał:
                                  >
                                  > > Aandzia, polecam Ci genialny moim zdaniem eksperyment który trwa w BBC.
                                  >
                                  > kutuzow, ale co nas obchodzą eksperymenty przeprowadzane na idiotach ?

                                  Rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę z oczywistości. Na część zjawisk w życiu mamy wpływ niebagatelny, na część nikły, a jeszcze na inną część - żaden. Mamy więc na nasze życie duży wpływ, ale wyłącznie na niektóre jego aspekty.
                                  Do której grupy badawczej wrzuciłby takiego rozsądnego człowieka pan/pani badacz z BBC ?

                                  I co jest wart eksperyment rozdzielający ludzi biegunowo ? Albo bada grupy skrajnych idiotów, albo ... bada to co badacz z góry założył. Wyniki są więc łatwe do przewidzenia :)
                                  • marek.zak1 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 08:11
                                    A jednak przesłanie jest słuszne. Jesli ktos uważa, że wiele od niego zależy, szuka szans i mozliwości, a jak nie - szuka usprawiedliwień i psioczy na zły los, pecha itp.
                                  • kutuzow Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 09:17
                                    sabat-77 napisał:
                                    > I co jest wart eksperyment rozdzielający ludzi biegunowo ? Albo bada grupy skra
                                    > jnych idiotów, albo ... bada to co badacz z góry założył. Wyniki są więc łatwe
                                    > do przewidzenia :)

                                    Sabat, raz jeszcze (tym razem powoli).
                                    Projekt śledzi/analizuje ponad dwudziestkę dzieci od etapu NOWORODKA (!!!). Zaczął się w 2000 roku i ma trwać do 2018. Więc jeśli zaczynasz z poziomu noworodka, to chyba nie ma mowy o jakimś celowym "doborze" grupy pod hipotezę/wyniki.

                                    Poza tym co napisałem o odczuciu, czy ma się wpływ na swoje życie, czy umiejscawiamy ten wpływ na "zewnątrz" projekt bada wiele innych aspektów na różnych etapach życia dziecka (np. dostosowanie do grupy, różnice jedynak dziecko z rodzeństwem itp).
                                    • sabat-77 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 16:32
                                      kutuzow napisał:

                                      > Sabat, raz jeszcze (tym razem powoli).

                                      Dzięki miszczu, teraz to żem się połapał.

                                      > Projekt śledzi/analizuje ponad dwudziestkę dzieci od etapu NOWORODKA (!!!). Zac
                                      > zął się w 2000 roku i ma trwać do 2018. Więc jeśli zaczynasz z poziomu noworodk
                                      > a, to chyba nie ma mowy o jakimś celowym "doborze" grupy pod hipotezę/wyniki.

                                      O kurde, coraz ciekawiej. 20 osób to miarodajna próba losowa ? My ass...

                                      > Poza tym co napisałem o odczuciu, czy ma się wpływ na swoje życie, czy umiejsca
                                      > wiamy ten wpływ na "zewnątrz" projekt bada wiele innych aspektów na różnych eta
                                      > pach życia dziecka (np. dostosowanie do grupy, różnice jedynak dziecko z rodzeń
                                      > stwem itp).

                                      Stary, ale po co ? Przecież wyniki są łatwe do przewidzenia. Przez 18 lat obserwować jak tym, którzy są sprawni społecznie rośnie poczucie własnej wartości i zaczynają sobie przypisywać poczucie coraz to większej sprawczości, a tym którzy są niedostosowani czy mają niską inteligencję emocjonalną to samo poczucie wartości spada ?

                                      Z mądrości ludowych: Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą.

                                      Pytam - jak udowodnić co wynika z czego ? Korelację oczywiście będziemy obserwować, ale - proszę - udowodnij, że nie będzie ona wynikać z mechanizmu, który przed chwilą przedstawiłem ?

                                      Wiesz, że statystycznie istnieje korelacja pomiędzy ilością odbiorników radiowych na kilometr kwadratowy a częstotliwością rodzenia się wariatów na danym terenie ? :)

                                      Na podobnej zasadzie starożytni Egipcjanie uznali że pojawienie się Syriusza wywołuje wylewy Nilu.
                                • kutuzow Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 09:12
                                  sabat-77 napisał:

                                  > kutuzow napisał:
                                  >
                                  > > Aandzia, polecam Ci genialny moim zdaniem eksperyment który trwa w BBC.
                                  >
                                  > kutuzow, ale co nas obchodzą eksperymenty przeprowadzane na idiotach ?

                                  Sabat, wypowiadając się o projekcie którego nie znasz sam sobie wystawiasz ocenę. Trochę tak jak Ci ludzie którzy nie przeczytali danej książki, nie obejrzeli filmu ale Z GÓRY wiedzą że jest nieprawdziwa/zła/fatalna.
                              • gomory Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 10:48
                                > Do tego sprowadza się całe to "odgrzebywanie" problemu z trudnym dzieciństwem,
                                > problemem ze zbyt zaborczą matką/wycofanym ojcem (do wyboru do koloru) itp. Moż
                                > na albo traktować to jako problem i gorszy start i iść dalej, albo szukać "uspr
                                > awiedliwienia" swoich potknięć. Jest to o tyle wygodne, że Ci biedni rodzice ni
                                > gdy nie mają okazji się "bronić" i przedstawić swojej wizji.

                                Radze zwrocic uwage na powyzsze zdanie.
                                Poniewaz nie jest to konkluzja z przytoczonego dokumentu BBC, czy jakiegos uznanego autorytetu. To tylko luzna interpretacja Kutuzowa. Dla mnie brzmi zupelnie od czapy, nijak sie majaca do tresci z przytoczonego filmu. Wiec ja bym sie skupial w dyskusji faktycznie na tym co on sadzi, a nie jakichs wyimaginowanych zrodlach ktorych tutaj nie podano.

                                Kazdy rodzic mial okazje doswiadczyc tego jak to jest byc idolem. Pelne naiwnego podziwu dziecko ma wiare w kazde slowo, nasladuje gesty, zachowania, sposob wypowiedzi. Od urodzenia jest szczesliwe z samego faktu bliskosci. Dla mnie pomysl, ze to nie rodzice swoim zachowaniem lub nawet swoim brakiem ksztaltuja dziecko jest dla mnie kuriozalny. Oczywiscie wiem, ze nie tylko oni zapisuja czyste karte dziecka, ale ich sposob dzialania uwazam za fundamentalny.
                              • rekreativa Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 11:44
                                To, co piszesz o podejściu osoby do własnej sprawczości, to jest oczywiście prawda. Natomiast już ten fragment:
                                "Do tego sprowadza się całe to "odgrzebywanie" problemu z trudnym dzieciństwem,
                                > problemem ze zbyt zaborczą matką/wycofanym ojcem (do wyboru do koloru) itp. Moż
                                > na albo traktować to jako problem i gorszy start i iść dalej, albo szukać "uspr
                                > awiedliwienia" swoich potknięć. Jest to o tyle wygodne, że Ci biedni rodzice ni
                                > gdy nie mają okazji się "bronić" i przedstawić swojej wizji."

                                Świadczy tylko o tym, że nie masz pojęcia, jak funkcjonuje terapia.
                                Bo właśnie podczas terapii klient jest "popychany" do tego, by przestał usprawiedliwiać swoje niedole ciężkim dzieciństwem i przestał odtwarzać i pielęgnować mechanizmy obronne.
                                Terapeuta mówi: było tak i tak, miało to wpływ na to i tamto, taki jest skutek, taka jest przyczyna, ale od teraz bierzesz życie w swoje ręce.
                                Twój ojciec był agresywny? Czujesz do niego żal, złość? To masz tu ćwiczenie, takie i owakie, które Ci pomoże pozbyć się tych emocji. Wykonaj je i idź dalej.
                                I to do tego sprowadza się odgrzebywanie dzieciństwa: żeby uporać się z zastałymi emocjami i pozbywszy się tego balastu być w stanie funkcjonować jako dorosły, dojrzały człowiek, który jest kowalem własnego losu.
                                • zawle Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 12:23
                                  Z terapiami jest tak:
                                  1. Trzeba chcieć
                                  2. Trzeba znaleźć swoją
                                  • aandzia43 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 17:16

                                    > Z terapiami jest tak:
                                    > 1. Trzeba chcieć
                                    > 2. Trzeba znaleźć swoją

                                    Otóż to. "Swoją" czyli odpowiednią na swoje przypadłości, nie odpowednią idelologicznie ;-)
                                • hello-kitty2 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 17:24
                                  rekreativa napisała:

                                  > Terapeuta mówi: było tak i tak, miało to wpływ na to i tamto, taki jest skutek,
                                  > taka jest przyczyna, ale od teraz bierzesz życie w swoje ręce.
                                  > Twój ojciec był agresywny? Czujesz do niego żal, złość? To masz tu ćwiczenie, t
                                  > akie i owakie, które Ci pomoże pozbyć się tych emocji. Wykonaj je i idź dalej.

                                  Cwiczenie? A nie mozna zwyczajnie isc do ojca (jesli jeszcze zyje, trzeba sie pospieszyc :) i wygarnac mu cala prawde prosto w oczy, jesli sie JESZCZE, podkreslam JESZCZE tego nie zrobilo i zalatwic sprawe bezposrednio, zamiast zalatwiac przez:
                                  1. cwiczenie
                                  2. psychologa
                                  3. matke
                                  4. faceta, z ktorym 'przez ojca' nie sypaiam, bo mi sie nie chce
                                  5. forum
                                  6. przyjaciol
                                  7. ect
                                  Isc, 'wygarnac' i przyjac na siebie konsekwencje takiego dzialania i miec z glowy. Zamknac temat. Kropka. Zyc i byc kowalem swojego losu jak mowi Kutuzow. Po co sie z tym barowac? Po co to nosic w sobie? Po co obciazac tym kolejnych partnerow? Zalatwic sprawe od reki z ZAINTERESOWANYM jest wg mnie, najlepiej.
                                  • aandzia43 Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 17:59

                                    > Cwiczenie? A nie mozna zwyczajnie isc do ojca (jesli jeszcze zyje, trzeba sie p
                                    > ospieszyc :) i wygarnac mu cala prawde prosto w oczy,

                                    A najlepiej jeszcze sprzedać lewego sierpowego. Czasem przynosi ulgę.


                                    > Isc, 'wygarnac' i przyjac na siebie konsekwencje takiego dzialania i miec z glo
                                    > wy. Zamknac temat. Kropka. Zyc i byc kowalem swojego losu jak mowi Kutuzow. Po
                                    > co sie z tym barowac? Po co to nosic w sobie? Po co obciazac tym kolejnych part
                                    > nerow? Zalatwic sprawe od reki z ZAINTERESOWANYM jest wg mnie, najlepiej.

                                    Wygarnięcie krzywdzicielowi jest OK, ale samo o w sobie nie naprawia wadliwych mechanizmów, które powstały w nas w wyniku oddziaływania krzywdziciela. Ulga wynikająca z uświadomienia sobie krzywdy, z zebrania się na odwagę, by wyartykułować zażalenia to bardzo dużo, ale jeszcze nie wszystko. Czasem jest dopiero początkiem procesu naprawczego. A czasem... końcem :-) Bo neijednokrotnie by uświadomić sobie problem i jego przyczynę i wygarnąć katom trzeba przejść przez terapię :-)
                                    I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa: nie załatwiamy sprawy z kimś, załatwaimy ją ze sobą.
                                    • manic_depression Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 26.03.13, 14:02
                                      Chciałam Ci oddzielnie podziękować, aandzia43, za cierpliwość i wyrozumiałość, którą prezentujesz w tym wątku. Bardzo sobie cenię Twoje wypowiedzi na forum i cieszę się, że znalazłaś czas, żeby tutaj zaglądać.
                                  • rekreativa Re: Efekty zależą od nas czy od czynników zewnętr 22.03.13, 18:25
                                    Kitty, ale "wygarnięcie" czy po prostu szczera rozmowa o swoich uczuciach z osobą, z którą mamy jakiś problem może być tym ćwiczeniem, jakie zaleci psycholog.
                                    Cały ambaras polega na tym, że człowiek czasami potrzebuje kopa z zewnątrz, żeby w ogóle się na taką konfrontację poważyć. Poza tym samo wywrzeszczenie komuś, jak nam strasznie źle zrobił nie zawsze jest pożyteczne. I terapeuta może nas do rozmowy przygotować w taki sposób, żebyśmy rzeczywiście powiedzieli to, co chcemy powiedzieć, a nie się motali w kolejną awanturę i przeżywali kolejny, całkowicie zbędny emocjonalny tajfun.
      • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 15:19
        Chyba nie byłeś nigdy na terapii, co?
      • gomory Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 11:19
        > Czy tylko ja mam wrażenie, że psycholodzy stali się nowoczesnym odpowiednikiem szamanów?

        Mysle, ze cos jest na rzeczy :). Podobna funkcje w sumie spelniaja - maja przyniesc ulge pacjentowi.
        Sila rzeczy metodyka jest inna. Szaman dopasowuje rzeczywistosc do schematu w ktorym funkcjonuje. No i uwaza sie za nieomylnego ze wzgledu na tajemna moc ktora jest mu dana. Kobieta placze? Wiadomo - duchy przeodkow ja przesladuja. Wiec klepie sie ja w czolo lisciem rabarbaru az powie, ze placze bo widzi gwiazdy oswiecenia, a nie duchy przodkow. Koniec :).
        Psychoterapeuta faktycznie ma wieksze pole manewru. Jest nauczony, ze nie zawsze te same dane wejsciowe, daja ten sam wynik. Ale poszukuje schematow ktore sa powtarzalne. Freud odkryl, ze przezycie skrywanych lekow moze byc oczyszczajace. Wyartykulowanie tego co jest tak bolesne, ze sie unika kontaktu z tymi emocjami moze byc katharsis czlowieka. To pytania sklaniajace do refleksji sa istotne. To oczywiste, ze rodzice tworza swoje dzieci dlatego pytanie o nich nasuwa sie samoistnie. Psychoterapeuta raczej nie jest od oceniania wbrew pacjentowi, nie podpowiada mu tez rozwiazan. No chyba, ze ma powstrzymac go od dajmy na to samobojstwa. Moze podsuwac interpretacje ktore wydaja sie oczywiste, ale to pacjent sie do nich odnosi. Jesli go cos nie dotyka, to znaczy, ze nie zadzialalo. Psychlog nie przezyje niczego za czlowieka ktory jest niezdolny do wgladu w samego siebie. Terapia osoby pustej emocjonalnie brzmi kuriozalnie - nie doswiadczy ona NIC. Nawet nie bedzie rozumiala sensu w rozmowie o uczuciach.
        W miare ogarniety i inteligentny przyjaciel, rodzic, mentor, kaplan, a nawet szaman ;) - kazda z tych osob teoretycznie moglaby spelnic funkcje zblizone do psychoterapeuty. Tylko oni maja mniejsze doswiadczenie i brak im wiedzy co do pewnych mechanizmow. Dlatego niebezpieczne sa czary-mary typu ustawienia Hollingera, ktore moga ludziom narobic emocjonalna sieczke, zostawic im to niepozamykane i spychac w strone zachowan autodestrukcyjnych. To juz lepiej niech szaman z liscia rabarbaru w czolo wypali :).
        • kutuzow Art w Polityce o zawodzie psychologa 21.03.13, 13:56
          gomory napisał:

          > > Czy tylko ja mam wrażenie, że psycholodzy stali się nowoczesnym odpowiedn
          > ikiem szamanów?

          > Mysle, ze cos jest na rzeczy :). Podobna funkcje w sumie spelniaja - maja przyn
          > iesc ulge pacjentowi.

          Ktoś kiedyś powiedział, że psycholodzy spełniają taką rolę jaką kiedyś spełniała paczka przyjaciół i butelka wina. Możemy się otworzyć, porozmawiać o problemie bez ryzyka że zostanie to potem wykorzystane przeciw nam (np. przez fałszywych przyjaciół).
          Myślę że w większości przypadków tak własnie to wygląda. Pęd życia, brak PRAWDZIWYCH przyjaciół (obecnie znajomych nazywa się przyjaciółmi) robią swoje.

          Druga kwestia to jakość samych psychologów. Trafiają się tutaj niezłe kwiatki.
          Polecam ten art:
          www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1526637,1,ostra-jazda-z-psychologiem.read
          • rekreativa Re: Art w Polityce o zawodzie psychologa 21.03.13, 14:37
            Kutuzow, prawda, że zdarzają się wśród terapeutów ludzie nieodpowiedzialni czy wręcz nieprzygotowani do tej pracy. Ale to nie świadczy o samym zawodzie psychologa terapeuty, tylko o tym, że coś w systemie zdobywania uprawnień nie działa jak należy. I tu można parę rzeczy zmienić. Przede wszystkim zaostrzyć kryteria. No i każdy terapeuta powinien przechodzić regularną superwizję. Bez tego rodzaju kontroli sobie nie wyobrażam terapeutyzowania kogokolwiek.
            Jeszcze coś, o czym wspomniałam w poście do yorica, a co też wystepuje w zalinkowanym przez Ciebie artykule:
            " Najskuteczniejszymi metodami terapeutycznymi, których efekty można zmierzyć, są terapie: poznawcza, behawioralna i poznawczo-behawioralna. Mało tajemnicze, skupione na konkretnym problemie, działające przez zwykłą rozmowę i trenowanie umiejętności – bez hipnozy czy analizy snów."
            To jest sedno: szukając terapeuty dowiedzieć się, jaką terapię prowadzi, jakimi metodami, według jakiej szkoły i po prostu unikać dziwolągów w rodzaju psychoanalizy czy ustawień Hellingera.
            • aandzia43 Re: Art w Polityce o zawodzie psychologa 21.03.13, 16:32
              Łatwiej dziś zostać psychoterapeutą niż taksówkarzem – wytyka. Ustawa o zawodzie psychologa od ponad 10 lat odbija się od politycznej ściany. W 2001 r. była uchwalona, w 2006 r. weszła w życie, ale została wdrożona tylko częściowo, a potem okazało się, że – zdaniem ministra pracy – trzeba napisać ją na nowo. Przygotowane przez psychologów założenia od dwóch lat nie mogą się wcisnąć na agendę Rady Ministrów"
              [...]
              Co z terapeutami? Lepiej, gdy mają certyfikaty któregoś z dużych stowarzyszeń, PTP czy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, ale ich posiadanie nie jest stuprocentową gwarancją kompetencji. Brak certyfikatu nie zawsze zaś oznacza brak profesjonalizmu, bo ktoś może mieć międzynarodową rekomendację szkoły terapeutycznej. Najlepiej pytać o przygotowanie. I uciekać, jeśli te pytania budzą irytację"

              Certyfikat szkoły terapeutycznej lub PTP. Bez tego nie zaczynać rozmowy.
              • rekreativa Re: Art w Polityce o zawodzie psychologa 21.03.13, 16:39
                To samo sugeruję: żeby sprawdzać terapeutów. W dobie internetu jest to łatwe do zrobienia.
                Jeśli mamy jakiś głębszy problem zdrowotny, to też nie idziemy do pierwszego z brzegu lekarza, tylko szukamy dobrego specjalisty, szperamy po forach w Necie, pytamy znajomych itd.
                To samo należy zrobić w przypadku terapii.
                • aandzia43 Re: Art w Polityce o zawodzie psychologa 21.03.13, 16:53
                  sprawdzać terapeutów. W dobie internetu jest to łatwe do
                  > zrobienia.
                  > Jeśli mamy jakiś głębszy problem zdrowotny, to też nie idziemy do pierwszego z
                  > brzegu lekarza, tylko szukamy dobrego specjalisty

                  No właśnie, no właśnie! I nie utożsamiać psychologa z psychoterapuetą. A tym bardzije pshchotarapeutą z certyfikatem :-)
                  Terapeuci przepuszczeni przez sito odpowiednich szkół, poddawani własnej terapii, poddawani superwizjom są równie bezpieczni w użytkowaniu, jak lekarze po uzyskaniu konkretnej specjalizacji. Czyli: bezpieczniejsi od świeżych absolwentów medycyny czy od lekarzy innych specjalności. Co nie znaczy, że na 100% nie sknocą sprawy. Nie sknocą jej powiedzmy na 90%, a to już niezła prognoza.
    • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:42
      A seks Ci się trochę nie rozjeżdża z miłością? Nie jest brudny i brudzący, ciemny - pociągający ale jednocześnie bardziej lub mniej plugawy? W przeciwieństwie do czystej, jasnej i pięknej miłości?
      • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 14:47
        Niestety, to nie ten trop. Zawsze byłam osobą o dużej seksualności (albo to sobie wmawiałam), nigdy nie wstydziłam się o tym rozmawiać, jestem bardzo otwarta.
    • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 20.03.13, 15:27
      Muszę coś jeszcze dodać, co wciąż wydaje mi się nieistotne, a obawiam się, że może mieć duże znaczenie.
      Pani psycholog, po przedstawieniu jej paru sytuacji z moim ojcem (teoretycznie niewinnych) stwierdziła, że doszło do nadużyć seksualnych. Kiedyś tego tak nie odbierałam, ale dziś, na wspomnienie tych sytuacji trzęsie mną z obrzydzenia i złości.
      Moja matka i ja twierdzimy, że to nie było celowe i ojciec niekoniecznie zdawał sobie sprawę z tego, jak mogę takie zachowania odebrać. Pani psycholog mówi, że nie ma znaczenia, jak on to traktował, lecz jak JA to odczuwałam.

      • gomory Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 10:49
        Mozesz zalozyc, ze proces terapii w jakiej uczestniczysz jest przemyslany. Ma CIEBIE sklonic do pewnych przemyslen od ktorych jak dotad uciekalas.
        Zwracam Ci uwage na to co robisz. Zrzucasz emocje z siebie ot tutaj do internetu, wciagajac w to bylo nie bylo osoby trzecie. Bronisz sie przed trudnymi myslami i praca ktora miala byc wykonana przez Ciebie samodzielnie. Pani psycholog zwrocila Ci uwage, ze nie ma znaczenia jak jakas sytuacje traktuje czy widzi ktos z boku. W Twoim przypadku jest najistotniejsze jak Ty sie z tym czujesz, co Tobie to wyrzadzilo, jak wszystko oceniasz sama. Nawet jesli to egoistycznie i bardzo subiektywne. Dlatego wlasnie uwazam, ze niewiele moga Ci pomoc rady osob z boku na tym etapie.
        Zauwaz, ze wszyscy oceniaja sytuacje i zachowania. Skupiaja sie na zwiazku, seksualnosci, roli ojca itd. My nie mozemy POCZUC tego co Ty mozesz.
        Pytania dotyczace ojca maja Ciebie sklonic do przezywania tego co chowalas. Dzis nie chodzi o to by oceniac czy masz racje, a nawet jak sie to odbija na obecnym zyciu. Ja to widze tak, ze zadanie domowe ma poruszyc Twoje emocje. A Ty przed tym uciekasz.
        Zauwaz co napisalas: cialo mi podpowiada, ze mam sie trzasc ze zlosci i obrzydzenia na wspomnienia. Ale JA i matka twierdzimy, ze to nie bylo nic zlego i celowego. Masz nad czym myslec. Widzisz ten totalny rozjazd i jak ambiwalencje? Dlaczego piszesz "matka" nie mama, dlaczego ojciec nie "tata"?
        Ja sie sklaniam ku temu, ze nie powinno Ci sie udzielac zadnych rad, bo nie potrzebujesz wsparcia by zajrzec w glab siebie. Najwyzej zachete, ze chociaz to moze byc straszne to powinnas pokonac ten lek.
        Zaciekawil mnie za to ten slimak :). Ten mieczak jest dla Ciebie symbolem aseksualnosci bo jest obslizgly, obrzydliwy? Slyszalem ludzi ktorzy w ten sposob nazywali np. calowanie, co samo w sobie wszak odrazajace chyba byc nie powinno.
        • marek.zak1 od dziecka się masturbuję do przemocowych fantazj 21.03.13, 11:52
          Przecież w pierwszym piśmie jest dokładnie napisane co, dziewczyne kręci. Cytuję:

          ,, od dziecka się masturbuję do przemocowych fantazji"

          Tak więc ,,normalny" nawet przystojny, sympatyczny facet jej nie kręci. Jeśli facet od zarania mastubuje sie wyobrażając sobie, że gwałci nieletnie, potem ,,normalna" kobieta w ,,normalnych " warunkach nie jest sexy.

          • sabat-77 Re: od dziecka się masturbuję do przemocowych fa 21.03.13, 12:24
            Kurcze, Marek... jak przeczytałem tytuł Twojego posta to pomyślałem, że to Twój forumowy coming-out. A tu treść... kompletne rozczarowanie... Liczyłem na małą sensację :D
          • gomory Re: od dziecka się masturbuję do przemocowych fa 21.03.13, 12:29
            > Przecież w pierwszym piśmie jest dokładnie napisane co, dziewczyne kręci.

            Ja bym sklanial sie ku stwierdzeniu, ze obecnie to nie jest istotne.
            Po coz sie skupiac na tematach zastepczych ;)?
            • marek.zak1 Re: od dziecka się masturbuję do przemocowych fa 21.03.13, 12:39
              A ja uważam , że jest to klucz do zrozumienia tematu. Podniecenie jest indiwidualne, a głównym organem jest mózg. Dziewczyna wyraźnie napisała, że podnieca ją przemoc.
        • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 13:04
          Bardzo dziękuję za tę wypowiedź.
          Pokrywa się ona z tym, co mówiła mi pani psycholog - żeby zagłębić się w swoje własne odczucia, przeanalizować, zrozumieć je. Zrozumieć siebie, popracować z samym sobą, trochę wysilić zwoje.
          I ja to jak najbardziej rozumiem. Natomiast mam problem ze znalezieniem punktu odniesienia, punktu wyjścia, od którego powinnam rozpocząć swoje rozmyślania. Nie wiem, gdzie się zaczepić. Nie wiem tak naprawdę, CO ja mam zrozumieć!
          Wiem, że te wątpliwości nie stawiają moich możliwości umysłowych w pozytywnym świetle, ale gdy chodzi o dogłębne analizowanie, to muszę powiedzieć, że czasami zbyt dużo myślenia w niczym nie pomaga. Boję się, że w pewnym momencie zatracę się w tym, co wyobrażone i wymyślone i przestanę odróżniać stan faktyczny od tego wyimaginowanego. Boję się, że wmówię sobie jakieś uczucia, czy nawet wspomnienia i w efekcie nie dojdę do niczego.

          Dlatego tak bardzo zależy mi, żeby odnaleźć ten najważniejszy aspekt, od którego mogłabym zacząć tę cholerną wędrówkę w głąb siebie - czy jest to ambiwalencja uczuć do ojca, czy po prostu jego agresja, czy może masturbacja, czy ciągły lęk, czy nadużycie seksualne, czy żal do matki I TAK DALEJ i tak dalej.
          Wiem, że wszystko ma tu znaczenie, ale od takiej ilości znaczących informacji dostaję kręćka i zaczynam się gubić i w efekcie zostaję z pustką w głowie.

          Więc, gwoli wyjaśnienia - nie oczekuję, że podacie mi tutaj rozwiązanie na tacy, ale że coś podpowiecie, naprowadzicie na dobry trop. Bardzo podoba mi się wątek 'z perspektywy niedającej', gdzie nastąpiła kumulacja rzeczowych i merytorycznych wypowiedzi (parę z nich pomogło i mnie; mam trochę wspólnego ze starym_dziadygą), które również 'zmuszały' autorkę do zadania sobie kilku pytań i znalezienia na nie odpowiedzi.


          Co zaś do ślimaka - właściwie trochę bezmyślnie użyłam tego określenia ;) Myślałam o białym, oślizgłym potworku bez muszli, który porusza się jak mimoza i jest dość obrzydliwy. A teraz mam w głowie scenę z Mikrokosmosu, przedstawiającą prawie perwersyjny ;) akt seksualny tych stworzeń i sama zaczynam się zastanawiać, 'co autor miał na myśli'.
          • zyg_zyg_zyg Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 13:38
            Z technicznego punktu widzenia - mnie na natłok chaotycznych myśli kiedyś bardzo pomagało pisanie. Myśl można obracać w głowie tysiąc razy od nowa, jeśli raz się ją napisze, to jest już napisana.

            Można wylewać z siebie co się nawinie, wyciągać nie od początku, tylko od środka albo końca, bez ładu i składu - może się coś z tego senownego w końcu wyłoni. Można robić to bardziej systematycznie. Na przykład wypisując fakt z życia, zdarzenie, zjawisko, a obok uczucia z nim związane, albo (za Gomorym :-)) to co to Tobie wyrządziło, co wyrządza teraz, jak oceniasz sytuację, siebie, tego, kto jeszcze oprócz Ciebie brał w tym udział. Np. - jedna konkretna sytuacja z ojcem z przeszłości - złość, obrzydzenie, trzęsie mnie, co za wstrętny kutas itp.

            Inny sposób to mówienie do kogoś zaufanego. Ale kiedy się pisze, a nie opowiada komuś, można sobie pozwolić na najbrzydsze, najbardziej paskudne, najstraszniejsze myśli i słowa.
          • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 14:02
            Przede wszystkim daj sobie czas, terapia to nie wyścig: nie musisz wszystkiego rozkminić już dzisiaj, nie rozumiesz pewnych rzeczy, emocji w tej chwili, ale może zrozumiesz po kolejnej sesji, za tydzień, za dwa.
            W sumie rozumiem Twój ból, bo też czasem szłam na terapię z pustką w głowie i z takim stresem: co ja mam mówić? Ale jakoś zawsze w końcu temat się znajdował i przy pomocy psychologa człowiek do sedna rzeczy docierał. A Ty masz o czym rozmawiać, sama wymieniłaś przynajmniej 6 tematów, które możesz poruszyć. Nie zastanawiaj się, który najważniejszy, po prostu rozmawiaj po kolei, najwyżej w trakcie rozmowy wyjdzie, że coś nie jest istotne, to się przeniesiesz do następnego zagadnienia.
            Skup się na swoich emocjach. Spokojnie sobie usiądź, (może dobrze by było sobie jakąś relaksację przeprowadzić najpierw) i pomyśl o tych rozmaitych wydarzeniach, o których wspominałaś i staraj się uchwycić pierwszą emocję, która się pojawi. Czy to jest złość? Czy lęk? Czy zażenowanie? Czy wstręt? Czy może nic - obojętność? Czy jeszcze co innego? Jeśli nie będziesz potrafiła czegoś zidentyfikować i nazwać, też się nie przejmuj. Po to masz terapeutę, żeby Ci pomagał w tym.
            Możesz te swoje spostrzeżenia zapisywać, cały ten "kręciek", o jakim mówisz i potem na terapii zapiski przeanalizować.
            Ja wiem, że na początku to się zawsze jawi jako wielki chaos, ale z czasem jakieś kształty konkretne z tego chaosu zaczną się wybijać.
          • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 20:08
            manic_depression napisał(a):

            > Co zaś do ślimaka - właściwie trochę bezmyślnie użyłam tego określenia ;) Myśla
            > łam o białym, oślizgłym potworku bez muszli, który porusza się jak mimoza i jes
            > t dość obrzydliwy. A teraz mam w głowie scenę z Mikrokosmosu, przedstawiającą p
            > rawie perwersyjny ;) akt seksualny tych stworzeń i sama zaczynam się zastanawia
            > ć, 'co autor miał na myśli'.

            Czyli masz taką wizję siebie i swojej seksualności ? Nic dziwnego, że przed tym uciekasz. Zastanawia mnie ten brak muszli. Ja zawsze wyobrażałem sobie ślimaka z muszlą :)
            Może nieprzypadkowo - symbolika bezbronności ? Ale tu już fantazjuję sobie, sama rozumiesz :)
            • hello-kitty2 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 20:33
              sabat-77 napisał:

              > manic_depression napisał(a):
              >
              > > Co zaś do ślimaka - właściwie trochę bezmyślnie użyłam tego określenia ;)
              > Myśla
              > > łam o białym, oślizgłym potworku bez muszli, który porusza się jak mimoza
              > i jes
              > > t dość obrzydliwy. A teraz mam w głowie scenę z Mikrokosmosu, przedstawia
              > jącą p
              > > rawie perwersyjny ;) akt seksualny tych stworzeń i sama zaczynam się zast
              > anawia
              > > ć, 'co autor miał na myśli'.
              >
              > Czyli masz taką wizję siebie i swojej seksualności ? Nic dziwnego, że przed tym
              > Zastanawia mnie ten brak muszli. Ja zawsze wyobrażałem sobie ślimaka
              > z muszlą :)

              Mnie tez zastanawia ten brak muszli, bardzo mnie zastanawia, a najbardziej mnie zastanawia dlaczego nie wyobrazam sobie slimakow? Mysle, ze to bardziej niepokojace od wyobrazen bezmuszlowych :)

              Troll bardzo rozrywkowy, hehe.
              • sabat-77 Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 20:52
                Myslisz ze autorka watku to troll ?
                • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 22.03.13, 14:38
                  Ejże. Halo. Jaki troll, proszę nie popadać w paranoję. Serio.
                  Wynurzam się tu z naprawdę poważnym problemem, a i tak znajdzie się ktoś, kto uzna, że się zgrywam. Co jest, kurczę?
              • loppe Re: Aseksualny ślimak 22.03.13, 10:15
                Na przywitanie wiosny na Forum podano ślimaka aseksualnego hi hi
        • rekreativa Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 13:06
          Gomory, Ty jesteś mądry facet.
          Sorki, nie mogłam się powstrzymać :)
          • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 21.03.13, 13:15
            Zgadzam się. Ty rekreativa też jesteś mądra babka.
            I w ogóle zaskakujące jest to, że forum naprawdę trzyma poziom.
    • tygrys-bez-rys Nie ustawaj ... 21.03.13, 12:48
      ... w konsekwentnym zezwalaniu dobrze wyglądającym panią psycholog na włazenie sobie na łeb, bedzie z tego mąka jak rownież otocza cię pedalli o różowych portfelach, a jak dobrze pójdzie to może nawet hipsterzy o kręconych rozbujnickich wasiskach. Bedzie dobrze, zawsze jest.
    • bestkamagra Re: Aseksualny ślimak 23.03.13, 14:13
      Witam. Zajmuję się sprzedażą środków na potencje dla mężczyzn i kobiet.

      Jeśli ktoś jest zainteresowany proszę o KONTAKT mailowy : bestkamagra@safe-mail.net

      Dyskrecja,wysyłka w 24h,tylko oryginalne produkty.

      Sam miałem wiele problemów z seksem i poradziłem z tym sobie.

      Polepsz swoje życie seksualne - TO TAKIE PROSTE
    • kinkygirl Re: Aseksualny ślimak 23.03.13, 14:14
      Może na razie warto zostawić seks w spokoju, nie fiksowac sie na tym, a leczyć depresję i stany lękowe ( jeśli dobrze wyczytałam).
      • kinkygirl Re: Aseksualny ślimak 23.03.13, 14:37
        Moze sie mylę, ale kompletny zanik libido i sposób wyrażania sie na własny temat w tym watku sugerowały by ze podstawowym problemem jest depresja, a nie podświadomie łączenie partnera z obrazem ojca, czy fantazje podczas masturbacji (w końcu o czymś trzeba myśleć...). Problem z seksem w koncu popchnął Cię do poszukania pomocy, i dobrze, ale może problemy w sferze seksualności to tylko objaw a nie źródło problemu.
        • mada.krk Re: Aseksualny ślimak - link dla pani psycholog 24.03.13, 00:48
          1. Jak w tytule - ponieważ nie wiesz, jak rozumiem, gdzie znaleźć główny nurt problemów do omówienia - to już jest jakiśmateriał dla dalszych sesji. I, kto wie, czy link do tej dyskusji nie byłby też pomocny do analizy przez panią psycholog
          2. Ślimak, bez skorupki etc. toż to ewidentnt symbol, trudno nazwać, że falliczny, bo to raczej kojarzy się erekcją i czymś silnym - ale jednak odnoszoący się do penisa. W tym wypadku bezsilnego, bezbronnego, "miękkiego", wzbudzającego obrzydzenie. Tak to odczytuję. I to też, jak sądzę, klucz do tego, jak Autorka postrzega męskość/ seksualność - na nieuświadomionym poziomie. I - dlaczego z niej rezygnuje, choć za tym tęskni. No i kolejny przyczynek do tego, by omówić rzecz z fachowcem. Ślimaki są obojnakami, dla przypomnienia - może w sumie nie idzie o seks z mężczyzną, a tęsknotę za kobietą? W sobie czy obok siebie? I może bardziej należałoby się skupić na relacji z matką - bo o ojcu już wiemy - gbur, przemocowiec. I uczucia są jasne. Negatywne, ale jasne. To już coś. A jeśli już mówić o ambiwalencji - to chyba wobec matki? Gdzie była? Jak reagowała? Czy wiemy coś więcej - oprócz tego, że przekazywała komunikat:" to nic takiego"?
          Trzymam kciuki za terapię.
          • bcde Re: Aseksualny ślimak - link dla pani psycholog 24.03.13, 01:07
            > 2. Ślimak, bez skorupki etc. toż to ewidentnt symbol, trudno nazwać, że fallicz
            > ny, bo to raczej kojarzy się erekcją i czymś silnym - ale jednak odnoszoący się
            > do penisa. W tym wypadku bezsilnego, bezbronnego, "miękkiego", wzbudzającego o
            > brzydzenie. Tak to odczytuję. I to też, jak sądzę, klucz do tego, jak Autorka p
            > ostrzega męskość/ seksualność - na nieuświadomionym poziomie. I - dlaczego z ni
            > ej rezygnuje, choć za tym tęskni. No i kolejny przyczynek do tego, by omówić rz
            > ecz z fachowcem. Ślimaki są obojnakami, dla przypomnienia - może w sumie nie id
            > zie o seks z mężczyzną, a tęsknotę za kobietą? W sobie czy obok siebie?

            A w domu wszyscy zdrowi?
            • zawle Re: Aseksualny ślimak - link dla pani psycholog 24.03.13, 08:10
              bcde napisał: > A w domu wszyscy zdrowi?

              terapeuta po prostu. Trafiłam na takiego:)
              • zawle Re: Aseksualny ślimak - link dla pani psycholog 24.03.13, 08:32
                Moje pierwsze stosunki seksualne wzbudzały we mnie zażenowanie i wstyd. Jako dziecko widziałam wielokrotnie seksujące się psy. Mój ukochany chłopak wykonywał dokładnie takie ruchy. To było zajebiście głupie że robiliśmy coś takiego. Kiedyś.
          • manic_depression Re: Aseksualny ślimak - link dla pani psycholog 26.03.13, 14:12
            Podoba mi się analiza tytułu, i choć dość szczegółowa i teoretycznie poprawna - nie do końca ma odniesienie w rzeczywistości. ;) Już wytłumaczyłam, skąd to skojarzenie, i przyznałam, że było błędne. Niemniej, dziękuję za całą wypowiedź, parę spostrzeżeń wezmę do siebie.
    • manic_depression Re: Aseksualny ślimak 26.03.13, 14:16
      Minął tydzień od założenia wątku, dziś czeka mnie kolejna wizyta u pani psycholog.

      Chciałam Wam wszystkim podziękować za wypowiedzi, za (przeważnie) poważne podejście do tematu, za poświęcenie czasu i próby zrozumienia. Będę powracać do tego wątku, bo znalazłam tu wiele wskazówek i istotnych porad, które z czasem postaram się wprowadzić w życie.
      Jeszcze raz dziękuję.

      • yoric Re: Aseksualny ślimak 26.03.13, 17:03
        Wiesz, tak czy inaczej na pewno będzie ciekawie przeczytać dalsze relacje. Też chętnie się czegoś dowiemy, może nawet zmienimy zdanie :). Największą wartością tego Forum są takie 'ciągi dalsze', choć najlepsze są historie dopowiedziane po latach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka