manic_depression
20.03.13, 12:28
Witajcie.
Nakreślam sytuację - 26 lat, kobieta, prawie 2-letni związek, miłość, zaufanie, wszystko pięknie. Prawie wszystko. Od jakiegoś czasu nie czuję żadnej namiętności, żadnego pociągu do mojego cudownego faceta (w ogóle do nikogo, nawet do samej siebie).
Z góry uprzedzam - fizycznie odpowiada mi jak nikt inny, ma wspaniałe ciało, piękną twarz (no jokes!), uwielbiam jego zapach. Poza paroma upierdliwymi wadami jest świetny: inteligentny, kulturalny, zabawny i tak dalej. Mistrzem gry erotycznej nie jest, ale nie jest źle. W każdym razie - raczej na pewno problem leży we mnie i tylko we mnie, a nie w nim.
Chodzę do psychologa. Już po pierwszym spotkaniu zdiagnozowano u mnie zaburzenia na tle seksualnym, prawdopodobnie dlatego, że od dziecka się masturbuję do przemocowych fantazji (w okresie dziecięcym i nastoletnim bardzo często i regularnie). Moim poważnym problemem jest mój ojciec - osoba potwornie agresywna, choleryk i furiat, bardzo dominujący, szczerze go nienawidzę. Od dziecka w moim domu ciągle wybuchały awantury pomiędzy rodzicami, a gdy podrosłam, również ja w nich uczestniczyłam. Ojciec kilkakrotnie mnie pobił.
Od wielu lat zmagam się z depresją, raczej na własną rękę. Lekarze zawsze określali mnie jako osobę wyjątkowo lękową, przejawia się to niestety w każdej dziedzinie życia.
W każdym razie - pani psycholog uznała, że zanik libido spowodowany jest moim ambiwalentnym stosunkiem do ojca. W momencie, gdy poczułam się bezpiecznie w swoim związku, przeniosłam na niego uczucia, i stąd ta sytuacja. Czy jakoś tak. Nie ukrywam, że rozumiem z tego tylko trochę.
Bardzo kocham mojego faceta. Wiem, że prędzej czy później on mnie rzuci, jeśli sytuacja się nie poprawi. Bardzo CHCĘ coś ze sobą zrobić, ale kompletnie nie wiem, od czego zacząć, i naprawdę nie wiem, o co mi chodzi. Na dzień dzisiejszy czuję się aseksualna, ta sfera życia nie istnieje. Czy jest możliwa miłość bez namiętności, czy tylko oszukuję siebie? Czy ktoś z Was mógłby mi pomóc, może jakoś naprowadzić na rozwiązanie, pocieszyć, że da się to naprawić? Zaczynam tracić nadzieję.
A fakt, że tak szczegółowo się tu rozpisałam świadczy o beznadziejności sytuacji, w której się znalazłam. Już nie wiem, co robić.