zazuuu
31.05.13, 23:08
Forum jakby nie dla mnie bo ja nie wiem czy jestem w zwiazku czy jestem bez zwiazku (zyciowo i nawet tutaj - bez zwiazku z tematem tego forum). Ale autorzy tutejsi - podobacie mi sie najbardziej. Bez słodzenia - po co to komu!
Taka mnie spotkała historia (wystarczy zmienic 'o' na 'e' i bedzie prawda - histEria). Opowiem.
Mam 33 l. Dużo i nie dużo, nie istotne. Żyłam sobie ostatnio, długo dość sama. Taka jestem normalna - pracuje wśród ludzi, po pracy troche mniej sie z ludzmi spotykam, przyjaciol mam kilku, rodzine, rodzicow z racji mojej samotnosci wtracajacych sie, troche od nich uzalezniona jestem ale nie bardzo, ladna tak sobie ale niektorym sie podobam (kazda zmora ... itd) zakompleksiona troche ale na terapie (odkompleksiania) chodzic nie musze i wymarzylam sobie znalezc pana do zwiazku. Nie mam parcia na meza, ale na staly zwiazek, chetnie na zawsze to i owszem. W zwiazku moim wymarzonym to tak miało by być: seks - tak, dzieci - tak, jesli zechcemy oboje, mieszkanie - razem, seks z innymi partnerami - nie, wspolne konto bankowe - na poczatku nie, wspolne wakacje - tak, wspolne wszystkie wieczory i weekendy - nie musi tak być, wspolni znajomi - tak, chociaz kilku. To tak po krotce. Jesli coś jest ważnego innego - dopowiem.
No i poznałam. Na czacie zwyczajnym, w środku tygodnia, w godzinach pracy (tych do 16-tej, ja w domu, on w biurze) Pana. Rozwodnik, z uporządkowanym życiem osobistym. Jak rozwodnik to troche skrzywdzony - wiadomo, rozumiem, szanuje. Spotkanie właściwie od razu, bez wstępniejszego pisania przez kilka tygodni. Szybko uzgodnilismy ze chodzi nam o zwiazek, moga byc dzieci, bo chcemy, szybko sie poprzytulalismy, pocałowalismy, szybko wyladowalismy w lozku, ja mniej smiala niz on, ale on czuly, cierpliwy, wyrozumialy wiec ja jestem na tak i sie otworzyc chce. Kilka spotkań, kilka rozmów na gg, smsy (dzien dobry albo spij dobrze). Byla deklaracja moja, ze ja stawiam na niego i jego deklaracja - ze on chce byc ze mna. Ale jak jest teraz? Deklaracje sie nie zmieniły, ale on ma jakby mniej czasu, zajety okropnie jest swoim zyciem (praca i budowa domu), ja czekam i tesknie i brakuje mi go ale tez zyje swoim zyciem, chociaz jakby smutniej. Nie spotykamy sie prawie w ogole, ale moja lojalonosc i 100% gen wiernosci nie pozwala mi spojrzec a nawet pomyslec o nikim innym.
No i popisalam sobie. Ktoś coś z tego zrozumiał. Mnie zrozumiał? Czy ten taki związek, teraz bez seksu (nie ma spotkań to nie ma seksu) ma jakiś sens?
Pozdrawiam, zazu