konto_e_mail
05.12.13, 14:02
Dlugo myślałam czy napisac czy nie…post mi chyba wyszedl chaotyczny...dzieki z gory za ewentualne odpowiedzi.
Mam problem, wiadomo chyba jaki.
Ja trzydziestka, on nieco starszy, bezdzietni.
Milosc jest.
On:
Facet jest naprawdę sensowny, bardzo w moim typie, uprawia dużo sportu, jest przystojny, podoba mi się. Ma fajne ciało, inwencje, checi i jest naprawdę dobre w te klocki, 90% konczy się porządnym, mocnym orgazmem. Hydraulika nigdy nie szwankuje, zawsze chętny, gotowy. Poza tym jest świetnym człowiekiem, również mi odpowiada charakterem, poczuciem humoru…oczywiscie nie jest idealny, ale bardzo mi pasuje.
My:
Pierwsze kilka lat: lozkowe szaleństwo. Zawsze, wszędzie, chętnie. Potem trochę gorzej, ale wciąż „w normie”. Wczesniej studiowałam i tylko dorabiałam, potem zaczelam pracować ergo miałam mniej czasu, energii, itp. Podczas studiow czasem tylko czekałam na niego az wroci z pracy, żeby poszaleć.
Sfera niecielesna dobra, działa, jesteśmy ekipa, rozmawiamy, dobrze się razem bawimy, on również ma obowiązki domowe, chociaż mniej. Dogadujemy sie.
Ja:
Wracam z pracy i nic mi się nie chce. NIC. Od jakiegoś roku szwankuje.
Ludzie, mi się nie chce.
Tylko smuta..Facet rożnie reaguje, czasem rozmawia, pyta, a czasem wkurza się, dogaduje, albo odpuszcza na kilka tygodni. Czasem dobiera się non stop.
Mi się nie chce… w ogóle. Nie mam nawet żadnych fantazji, snów, na widok super kolesia nie spadają mi gatki… Nie wierze, ze to napisze: seks mógłby dla mnie w tej chwili w ogóle nie istnieć, Az mi wstyd, ale wole poczytać książkę, iść na basen…
Tęsknie za sobą sprzed kilku lat, za moim entuzjazmem, radością, tęsknie za moja chcica..Analizuje te sytuacje od kilku miesięcy i sama nie wiem, dlaczego kiedyś mi się chciało, a teraz nie..
Kiedyś na pewno byłam..Młodsza, nie miałam nic do roboty, chodziłam tylko na uczelnie, imprezowałam i siedziałam w łóżku. On mi imponował, był niesamowity łóżku, oprócz realnej chcicy chciałam mu tez pewnie cos udowodnić, pokazać się z jak najlepszej strony, (ale żeby to trwało 3-4 lata??- a tyle czasu było fajnie). Wiem tez, ze teraz mi "mniej imponuje", tj. znamy sie, znamy swoje wady i zalety... kiedyś tez miałam fantazje i upodobania, które dzisiaj w ogóle na mnie nie działają. To nie żadne „realne” fantazje, raczej tylko w głowie. Może to jest problem?
Ogólnie wspominam siebie sprzed kilku lat, jako ociekającą płynami bombę. Kiedyś tez piłam więcej alkoholu, myślę ze to tez mogło wpłynąć, byłam bardziej wyluzowana, zrelaksowana…
Obecnie nie pije prawie wcale, nie mam ochoty:) Czasem staram się sobie zwizualizowac, co by mi się podobało, szukam nowych fantazji i nie przychodzi mi do glowy nic…
wracam z pracy, nic mi się nie chce. Robie kolacje, idę czasem na basen, wyprowadzę psa, poczytam. Czasem gdzieś razem wychodzimy. I nic się nie dzieje. Rano tez nie- próbowałam i w ta stronę, chociaż faktycznie rano częściej o tym myślę. Strasznie mi z tym przykro i źle.
Nie wiem, dlaczego tak jest. Oprócz tego, ze sama z siebie nie mam naprwde ochoty (ok., może mi się ewentualnie zdarzyć „moja własna ochota”, moja inicjatywa… raz na miesiąc- dwa), to nic mnie nie kreci. Biedny facet cos tam kombinuje, a mnie to tylko nuży. Ja jemu nic nie robie tez, czuje się z tym jak jakaś wiedźma, bo kiedyś potrafiłam godzinami go obsługiwać. Tylko się frustrujemy.
Nadmienić musze, ze jak spojrzymy na statystyki to nie jest źle, bo przynajmniej raz na tydzień cos się dzieje, ale żadnej frajdy..Tzn. tak, orgazm mam prawie zawsze, jak już zaczniemy to jest "ok.", ale ja chce CHCIEĆ i Cieszyc się aktem!!! Źle się czuje z tym, ze to zawsze on cos inicjuje, wymyśla, a ja tylko odbieram, bez entuzjazmu, bez radosci, leze jak rozgwiazda, krepuje sie czasem…Tak jakbym myślała, ze juz nie wypada (?).
Przed nim miałam kilka nastoletnich i wczesno studenckich związków, miałam kilka przygód, nawet kilka one-nigh-standow się znalazło, wiec to tez nie jest tak, ze nie mam porównania.
Aha, zlosliwie napisze, ze czasem jest tak, ze jego gra wstępna zaczyna się od „dziś się będzie działo?”. Ze niby wg niego nie będziemy godów odprawiać, skoro mieszkamy razem i śpimy w jednym łóżku, a mnie takie teksty wkurwiaja. Gwoli sprawiedliwości: nie zawsze tak jest, czasem się stara trochę „poudawać”. I tak, potem wszystkie łóżkowe sztuczki wyciąga, ale i tak mnie takie teksty jakieś przaśne mi się wydaja. Nie chce zwalać winy na niego, bo on i tak robi mnóstwo rzeczy w tej kwestii a ja nic, zreszta kiedys to nie bylo problemem, bo zawsze chcialam.
„siedzę i myślę” i stwierdzam, ze ten człowiek mnie kiedyś rzuci z tego powodu, a mnie się to wcale nie uśmiecha… Nie mówiąc o tym, ze sama czuje się jak osoba niepełnosprawna, czuje jakby mi czegoś brakowało. Nawet wyobrażając sobie mnie w związku z Bradem Pittem czuje się tak samo wybrakowana, tez by mi się nie chcialo…Nie mowiac o tym, ze chcielibyśmy mieć w niedalekiej przyszłości dzieci, ale w takim tempie…sami sie az z tego smiejemy:S.
Co robic?
Szukac seksuologa?
Psychologa?:(