agregade
10.02.14, 11:38
od około dziesięciu 10 lat seks był, ze tak powiem "podupadający",
bo jest " zmęczony", "zestresowany", "bo ma nadciśnienie", "bo bierze leki"..., początkowo próbowałam się dopominać, zabiegać, kokietować, uwodzić, ale ile można?
pogodziłam się, że jest go (seksu) coraz mniej, coraz rzadziej...i właściwie, to już się z nim pożegnałam.
Aż tu nagle, mąż odradza się jak z feniks z popiołów, to co niemożliwe staje się możliwe i są dwie namiętne godziny w łóżku
Możecie mi to drodzy Panowie a może i Panie pomóc zrozumieć, dlaczego tak jest, że ktoś, kto "nie daje rady" nagle może być tak pobudzony?
Dodam, że jesteśmy przed 50tka
Ps. oczywiście zdaję sobie sprawę, że teraz może być znów kilka miesięcy przerwy