Dodaj do ulubionych

Love supreme

22.02.14, 12:45
John Coltrane pomijając szczegóły, w pewnym momencie swojego życia zerwał z nałogiem narkotykowym, znalazł w życiu pokój i Boga. Jego znany na całym świecie album "Love Supreme" stał się hymnem pochwalnym na rzecz znalezionego w życiu sensu. Kompozycja ta została uznana za jedną z najważniejszych płyt w historii jazzu na świecie, ponieważ jest wspaniała a powstała w ciagu jednej sesji pod wpływem natchnienia człowieka ożywionego wiarą w pewne wartości dla nas wszystkich równie zrozumiałe.
Dlaczego album tytułowany jest love supreme co można tłumaczyć jako miłość doskonałą, czyżby miłość niosła ze sobą pewne uniwersalne wartości które oznaczają odnalezienie w życiu sensu i wybawienia? czy jest tym czego każdy szuka, na co liczy jako na sprawiedliwość? czy czymś co wszyscy możemy tak samo rozumieć jako sprawiedliwość i zadośćuczynienie dla nas za cierpienia? jako ideał zawarty w hymnie o miłości który brzmi jako spis warunków brzegowych które niewielu z nas czułoby się na sile wypełnić "miłość nie zazdrości?" "sprawiedliwa jest?"
Czy też obecności miłości u innych nikt nie powinien oceniać jak twierdzi sabat, gdyż każdy ma własną koncepcję i wie najlepiej co czuje?
Jak sądzicie?
Ja przychylam się do szerokiego rozumienia, zgodnego z moim przykładem Coltrane'a
dlatego gdy ktoś nie znajduje w swoim życiu sensu, pokoju wewnętrznego, gdy nadal szuka to
znaczy że jeszcze miłości nie znalazł. Owszem często tak jest gdy spotykamy kogoś kto nas zafascynuje to przestajemy szukać. Nauka twierdzi, że na trzy lata. A co dalej? Następna osoba która nas zafascynuje? A może jednak to tkwi gdzieś w jakiejś głębokiej wewnętrznej układance wartości?
W miłości najpiękniejsze też jest to że wszyscy którzy doświadczyli owego stanu "dobicia do portu" jak to się mówi, mają potrzebę aby go opisywać, podobnie jak tęsknotę za miłością i jej odwieczne poszukiwanie, ostateczny ból utraty tego czegoś co udało się uchwycić na trochę.
Bardzo to romantyczne.
Do mnie ogromnie trafia wiele z tych utworów muzycznych i tekstów, wszystko przybliża nas i definiuje w jakimś stopniu nasze uczucia. Ostatnio do tego co czuję pasuje najbardziej tekst piosenki Marvina Gaye "Please Stay" co można przetłumaczyć: zostań kochanie, nie odchodź, bo nie znajdę nikogo z kim będę się w ten sposób czuła:).

Baby please stay
Don't go away baby
Don't go away please stay
'Cause I could never find nobody
To make me feel this way

A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z poszukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości - choć nie chcę być świętokradcą, (zawsze szafowanie tymi pojęciami wydawało mi się umniejszaniem i świętokradztwem)?
Obserwuj wątek
    • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 12:57
      that.bitch.is.sick napisała:

      (...)"W miłości najpiękniejsze też jest to że wszyscy którzy doświadczyli owego stanu "dobicia do portu" jak to się mówi, mają potrzebę aby go opisywać, podobnie jak tęsknotę za miłością i jej odwieczne poszukiwanie, ostateczny ból utraty tego czegoś co udało się uchwycić na trochę.
      Bardzo to romantyczne (...)"

      Uchwycić na trochę, bo wszystko płynie, nie da się zatrzymać nieustającej przemiany.
      Można jedynie mieć satysfakcję,że się miało szczęście doświadczyć, rękami i nogami broniąc się przed poczuciem rozczarowania( ono też jest chwilowe na szczęście)

      A nie uważasz,że najbardziej fascynujący ci "wszyscy święci" którzy zanim przejrzeli i zobaczyli światło miłości nieżle pobłądzili i nagrzeszyli??? Paweł, Franciszek, Augustyn???
      Ten ostatni to miał ciekawe życie, zanim ostatecznie sformułował swe poglądy...
      Tak, ale co nagrzeszył, to jego;-)

      Piosenka, a jakże, ostatnio odświeżyłam i zasłuchuję się...
      Boba Dylana ale tu w wykonaniu Martyny:
      www.youtube.com/watch?v=moA7tZf8_C0
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:03
        mojemail3 napisała:

        >
        > Piosenka, a jakże, ostatnio odświeżyłam i zasłuchuję się...
        > Boba Dylana ale tu w wykonaniu Martyny:
        > www.youtube.com/watch?v=moA7tZf8_C0

        A propos Martyny, super Dylana zrobiła, miałam ci napisać ja też lubię Jakubowicz a najbardziej "Burzliwy błękit Joanny" czyli jej interpretacje piosenek Joni Mitchell.
        • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 13:19
          Sprowadzanie milosci do romantycznego uczucia miedzy kobieta a mezczyna jest zalosna proba wypelnienia glodu wsrod pogan. To jest forma zastepcza. Poza tym sprowadza sie do fizycznosci, a milosc do fizycznosci ma sie tak, jak piernik do wiatraka.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:00
            hello-kitty2 napisała:

            > Sprowadzanie milosci do romantycznego uczucia miedzy kobieta a mezczyna jest za
            > losna proba wypelnienia glodu wsrod pogan. To jest forma zastepcza. Poza tym sp
            > rowadza sie do fizycznosci, a milosc do fizycznosci ma sie tak, jak piernik do
            > wiatraka.

            Tak to brzmi jakby według Ciebie popęd seksualny przeszkadzał w czymś miłości a między kobietą i mężczyzną trwałą jakaś wojna uniemożliwiająca wyabstrahowanie z tego uczuć wyższych. To może zdefiniuj miłość po swojemu. Umieranie za kogoś jak kiedyś stwierdziłaś? Trafia do ciebie ponura wizja poświeceń i krwawej hekatomby bardziej niż zależności między kobietą i mężczyzną podyktowanych pożądaniem?
            • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 14:19
              that.bitch.is.sick napisała:

              > Tak to brzmi jakby według Ciebie popęd seksualny przeszkadzał w czymś miłości a
              > między kobietą i mężczyzną trwałą jakaś wojna uniemożliwiająca wyabstrahowanie
              > z tego uczuć wyższych. To może zdefiniuj miłość po swojemu. Umieranie za kogo
              > ś jak kiedyś stwierdziłaś? Trafia do ciebie ponura wizja poświeceń i krwawej he
              > katomby bardziej niż zależności między kobietą i mężczyzną podyktowanych pożąd
              > aniem?

              Tak bezwzglednie zdolnosc do oddania zycia to milosc. Tu nie chodzi zeby zaraz umierac ale zeby byc gotowym. Wiec to wcale nie musi byc krwawe. Ale dobrze wychwycilas, jesli juz rozmawiamy o milosci damsko meskiej to pozadanie stoi mi troche na drodze do milosci, bo jest warunkowane innymi czynnikami.
              • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 14:26
                Tutaj mam watpliwosci, co do bezinteresowności miłości. Jesli facet z tego, że kocha/jest kochanym ma fajny seks i z niego frajdę, to juz jest konkretne dobro wynikajace z miłości i nie ma bezinteresownosci. Sorry.
                A miłośc bezinteresowna jest do...Sowy :)
                zakbajka.blog.onet.pl/2014/02/22/pendolino-nie-dla-mnie/
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:02
                hello-kitty2 napisała:


                >
                > Tak bezwzglednie zdolnosc do oddania zycia to milosc. Tu nie chodzi zeby zaraz
                > umierac ale zeby byc gotowym. Wiec to wcale nie musi byc krwawe. Ale dobrze wyc
                > hwycilas, jesli juz rozmawiamy o milosci damsko meskiej to pozadanie stoi mi tr
                > oche na drodze do milosci, bo jest warunkowane innymi czynnikami.

                Rzeczywiście wizja gotowości na śmierć wyłącza u mnie wszelkie pożądanie:) Nie dziwię ci się. Skoro weszłaś na ścieżkę skrajnego radykalizmu w definiowaniu miłości w kontekście negatywnym, to oczywiście pożądanie jest najbardziej spójne z odczuwaniem pozytywnych emocji. Zdarzają się i zaburzenia i parafilie i ludzie których czynniki prowadzące do podniecenia są mroczne i indywidualne, czasem u "normalnych" ludzi emocja negatywna wywołuje odblokowanie seksualności. Jednak myślę że nastawienie "memento mori" istotnie może ci tu sie kłócić.
                • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 15:28
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Rzeczywiście wizja gotowości na śmierć wyłącza u mnie wszelkie pożądanie:) Nie
                  > dziwię ci się.

                  Skoro weszłaś na ścieżkę skrajnego radykalizmu w definiowaniu mi
                  > łości w kontekście negatywnym, to oczywiście pożądanie jest najbardziej spójne
                  > z odczuwaniem pozytywnych emocji.

                  Mialam na mysli cos dokladnie odwrotnego. Mysle, ze przecietna matka oddala by zycie ratujac zycie swojego dziecka. Nie widze w tej postawie nic negatywnego wrecz przeciwnie.

                  Pozadanie z miloscia niewiele ma wspolnego i przynosi w ostatecznym rozrachunku wiecej zlego (zlych emocji) niz dobrego (dobrych emocji). Wiec znowu odwrotnie. Wystarczy spojrzec na przecietna definicje pozadania.
                  • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 15:46
                    Dla mnie milosc matki do dziecka ma chyba najwieksze szanse na wejscie na etap love supreme :) Ale nie zawsze wchodzi co oczywiste.
                  • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
                    hello-kitty2 napisała:


                    >
                    > Mialam na mysli cos dokladnie odwrotnego. Mysle, ze przecietna matka oddala by
                    > zycie ratujac zycie swojego dziecka. Nie widze w tej postawie nic negatywnego w
                    > recz przeciwnie.

                    macierzyństwo za wyjątkiem hormonów i instynktu, to taka sama więź z dziećmi jak z każdym innym człowiekiem, zależna od nastawienia i możliwości. jest w internecie historia pewnej kotki która wyniosła z ognia swoje kocięta i niemal śmiertelnie się poparzyła,niewąpliwie oddałaby życie, a to nie żadne uczucie wyższe, to nieświadomy instynkt przetrwania. Ta sama kotka potrafi zabić kotki lub po prostu przestać je karmić w skrajnych okolicznościach. Raz w piwnicy mojej kamienicy, wygrzebano zamkniętą tam kocicę bo okienko ktoś zamknął i została sama z kotkami część karmiła a jednego zjadła, żeby móc wykarmić pozostałe.
                    Łączenie tego z jakąś cnotą lub dobrem, to moim zdaniem lekka pomyłka. Martwiłabym się że znacznie mniej ludzkich matek, obdarzonych zdolnością refleksji, byłoby zdolnych do oddania życia za dziecko niż kotka u której to się odbywa z automatu. Właśnie ta zdolność refleksji czyni sprawę o wiele trudniejszą. Ale już głęboka wiara może spowodować zdolność do transcendencji co się odbywa na zupełnie innym poziomie, może dotyczyć macierzyństwa, idei i td.
                    >
                    > Pozadanie z miloscia niewiele ma wspolnego i przynosi w ostatecznym rozrachunku
                    > wiecej zlego (zlych emocji) niz dobrego (dobrych emocji). Wiec znowu odwrotnie
                    > . Wystarczy spojrzec na przecietna definicje pozadania.

                    To jest kwestia pewnego nastawienia na temat pożądania które w naszej kulturze zostało wygenerowane właśnie ze względu na podział sfery sacrum i profanum. Pożądanie może generować złe emocje, oczekiwania związane z miłością też mogą generować złe emocje.
                    Dobre emocje też to wszystko możę generować a w jakim stopniu to zależy od nastawienia i oczekiwań.
                    • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 16:17
                      chyba że kotka jest wzorem love supreme? nie przeczę żę instynkty bywają piękne. jednak to dla mnie co ty kitty mówisz, jest wybacz kompletnym nieporozumieniem.
                    • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 16:19
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      Martwiła
                      > bym się że znacznie mniej ludzkich matek, obdarzonych zdolnością refleksji, był
                      > oby zdolnych do oddania życia za dziecko niż kotka u której to się odbywa z aut
                      > omatu. Właśnie ta zdolność refleksji czyni sprawę o wiele trudniejszą.

                      Masz racje co do zdolnosci refleksji. Mialam kumpele, ktorej zwiazek sie posypal z BSwM wlacznie, oczywiscie posypal sie wewnetrznie, bo na zwenatrz to jak u wiekszosci przykladny byl. Wiesz jak ona rozpoczela jego odbudowe? Zaczela zajmowac sie rozmysleniami typu: co by bylo gdyby dom sie zapalil przy zalozeniu, ze moglaby sie swobodnie uratowac z pozaru, a maz pozostawalby zagrozony. Pytala siebie czy narazilaby dla niego zycie. Od tego zaczela.
                      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 16:26
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Masz racje co do zdolnosci refleksji. Mialam kumpele, ktorej zwiazek sie posypa
                        > l z BSwM wlacznie, oczywiscie posypal sie wewnetrznie, bo na zwenatrz to jak u
                        > wiekszosci przykladny byl. Wiesz jak ona rozpoczela jego odbudowe? Zaczela zajm
                        > owac sie rozmysleniami typu: co by bylo gdyby dom sie zapalil przy zalozeniu, z
                        > e moglaby sie swobodnie uratowac z pozaru, a maz pozostawalby zagrozony. Pytala
                        > siebie czy narazilaby dla niego zycie. Od tego zaczela.

                        To zdawanie się na emocje. Bardzo niebezpieczne wyzbywanie się odpowiedzialności. Ja jednego dnia bym Ciebie nie uratowała pożaru, a drugiego dnia wręcz przeciwnie:). Ale przecież wiadomo że uważam każdego za godnego ratunku. Potrafię sobie wyobrazić taką sytuację że ktoś odczuwa silny żal i negatywne emocje do jakiegoś partnera związku w którym źle się działo. Ale kierować się tym w życiu? To chyba bardzo smutne...stąd te paskudne rozwody i granie dziećmi. To nie brak miłości, to brak odpowiedzialności za swoje i cudze życie.
                      • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 17:19
                        Takie gdybania na sucho kompletnie nic nie wnoszą.
                        Ja się kiedys zastanawiałam, czy w roku 1944 walczyłabym w Powstaniu, czy bym się gdzies zadekowała?
                        Albo czy ukrywałabym Żyda, czy nie?
                        I jednego razu mi się wydaje, że kompeltnie sie nie nadaję na bohaterkę, a drugiego razu z kolei mam wrażenie, że mogłabym właśnie porwać się na jakiś heroizm.
                        Czyli w gruncie rzeczy nie mam pojęcia, jak bym się zachowała w realnej sytuacji.
        • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:22
          that.bitch.is.sick napisała:

          > A propos Martyny, super Dylana zrobiła, miałam ci napisać ja też lubię Jakubowi
          > cz a najbardziej "Burzliwy błękit Joanny" czyli jej interpretacje piosenek Joni
          > Mitchell.
          >
          Jeszcze niestety nie słyszałam...Kupię sobie na urodziny:-)

          Ps.Martyna to Ryba jak ja, w poniedziałek będą jej urodziny...
    • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:15
      Ja tez w to wierzylem... Dlugo. No tak z 18-19 lat mialem, jak przestalem.
      • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:20
        sabat.77 napisał:

        > Ja tez w to wierzylem... Dlugo. No tak z 18-19 lat mialem, jak przestalem.

        To czy coś przeżyjesz w znaczeniu duchowym w mniejszym stopniu zależy od okoliczności zewnętrznych, w większym od tego co nosisz w sobie ( jakkolwiek egzaltowanie to brzmi...)
    • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:20
      To ja zacytuję ten biblijny tekst:
      " Miłość cierpliwa jest,
      łaskawa jest.
      Miłość nie zazdrości,
      nie szuka poklasku,
      nie unosi się pychą;
      nie dopuszcza się bezwstydu,
      nie szuka swego,
      nie unosi się gniewem,
      nie pamięta złego;
      nie cieszy się z niesprawiedliwości,
      lecz współweseli się z prawdą.
      Wszystko znosi,
      wszystkiemu wierzy,
      we wszystkim pokłada nadzieję,
      wszystko przetrzyma.
      Miłość nigdy nie ustaje"

      Bo właśnie on, moim zdaniem, oddaje to, czym jest "love supreme".
      Tyle że tutaj muszę się zgodzić z sabatem - nie sądzę, by miłość w relacji damsko-męskiej mogła być tego rodzaju.
      To raczej miłość do ludzkości, wynikająca z głębokiej wiary w jej naturalne dobro i z pełnej akceptacji siebie samego.
      Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w taki własnie sposób kocha ludzi.
      • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:25
        rekreativa napisała:

        (...)"Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w taki własnie sposób kocha ludzi (...)"

        A czytałaś obszerny wywiad z nią w styczniowym numerze WO extra? Taka piękna okładka z siostrą była...
        Niezwykła kobieta,aż mi brak słów...
        • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:32
          Czytałam wywiad.
          Siostra to żywy przykłąd na to, że ideę o miłości bliźniego można przekuć w praktykę, no ale to jest właśnie ten wyższy poziom, gdzie trzeba być duchowo między niebem a ziemią - dla większości niedostępny.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:38
          mojemail3 napisała:

          > rekreativa napisała:
          >
          > (...)"Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że
          > ona w taki własnie sposób kocha ludzi (...)"
          >
          > A czytałaś obszerny wywiad z nią w styczniowym numerze WO extra? Taka piękna ok
          > ładka z siostrą była...
          > Niezwykła kobieta,aż mi brak słów...

          Muszę posłuchać dziewczyny skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchają to musi być niezła ta siostra, ale ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść sprowadzania seksu do sfery profanum.
          • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:56
            " ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść spro
            > wadzania seksu do sfery profanum."

            Ja też. I wielu innych rzeczy nie mogę znieść. Stąd nie należę do żadnego kościoła.
            Z drugiej strony idea miłości bliźniego ma w sobie coś pociągającego, właśnie jako pewien ideał, który przecież, gdyby zaistniał w praktyce, dramatycznie zmniejszyłby ilość nieszczęścia na świecie.
            Kiedy spotykam osobę, która w jakiś sposób znaczący się do tego ideału zbliża, jestem pod wrażeniem.
          • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:59
            that.bitch.is.sick napisała:

            (...)"Muszę posłuchać dziewczyny skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchają to musi być niezła ta siostra, ale ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść sprowadzania seksu do sfery profanum (...)"

            Nie, to nie tak, to może tak było,teraz na pewno seks nie jest w sferze profanum.
            Siostra Chmielewska w tym wywiadzie pisze tak:
            (...)"ostatnią rzeczą, o jakiej bym wówczas pomyślała, byłoby szukanie czegolwiek w kościele.
            Kiedy to się zmieniło?
            "Na studiach,studiowałam biologię i jak każdy młody człowiek szukałam prawdy, miłości. W różnych miejscach, w filozofii hinduskiej, u rozmaitych świeckich filozofów(...)
            I jeszcze:
            "Najpierw jestem kobietą, dopiero póżniej zakonnicą. I jest mi bardzo miło, gdy ktoś dostrzeże we mnie kobietę"
            "Niezrozumiały jest wybór celibatu, jeśli nie uwzględni się tego, dlaczego człowiek to robi.Na pewno nie dlatego,że seksualność jest zła, wprost przeciwnie, Bóg dał ją ludziom,żeby się nią cieszyli, żyli pięknie i mieli dzieci. Seksualność jest bardzo głęboką częścią naszej psychiki, generalnie, naszej istoty. Wyrzeczenie się relacji seksualnych z drugim człowiekiem,które są przejawem miłości, ma sens tylko wtedy, gdy człowiek odkryje wartość jeszcze większą, sięgającą ponad życie na ziemi"

            Tyle siostra Małgorzata, Sabat, daj poczytac żonie...
            --
            • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 14:48
              "Wyrz
              > eczenie się relacji seksualnych z drugim człowiekiem,które są przejawem miłości
              > , ma sens tylko wtedy, gdy człowiek odkryje wartość jeszcze większą, sięgającą
              > ponad życie na ziemi"

              No właśnie, właśnie. Nie chodzi o to, że seksualność to coś brudnego, o czym najlepiej zapomnieć. Nie. Ale wydaje mi się, że aby wznieść się na ten poziom miłości do wszystkich ludzi, to nie można być w relacji seksualnej z jedną osobą.
              Cholera, nie umiem tego dobrze wytłumaczyć.
              Seks jest czymś naprawdę fajnym i dał mi mnóstwo przeżyć pozytywnych, ale z drugiej strony na polu przeżywania seksualności i intymności z drugim człowiekiem pojawiały się też u mnie emocje bardziej ciemne, o których może wczesniej nie wiedziałam.
              Jeden raz w życiu zdarzyło mi się, że byłam blisko takiej naprawdę bezinteresownej, nie pragnącej nic dla siebie, a gotowej dać wszystko miłości do chłopaka, ale to było uczucie mocno platoniczne (nie wyszło poza pocałunki).
              • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 14:54
                Ciekawe jakby ludziom dac do wyboru - udane zycie uczuciowe z niemoznoscia seksualnego spelnienia, albo chlodny swiat pozbawiony uczuc, ale takim w ktorym ty jestes sprite a inni pragnienie i seksu masz do wyrzygania - to ilu i jaka opcje by wybralo :)
                • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 15:04
                  Ten tyemat jest w Tanhauserze Wagnera. Z jednej strony seksualne spełnienie i przezywanie rozkoszy z wieloma...z drugiej strony aseksualna miłość idealna.
                  Poprawnośc polityczna kazała potępić wersję I ale to b yło dawno, a sam autor tez sobie pozwalał.
              • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 21:41
                rekreativa napisała:

                (...)"No właśnie, właśnie. Nie chodzi o to, że seksualność to coś brudnego, o czym najlepiej zapomnieć. Nie. Ale wydaje mi się, że aby wznieść się na ten poziom miłości do wszystkich ludzi, to nie można być w relacji seksualnej z jedną osobą.
                Cholera, nie umiem tego dobrze wytłumaczyć(...)"

                No właśnie,że umiesz...Dokończyłaś myśl siostry Małgorzaty, której nie zdążyłam dopisać, bo juz musiałam jechać...

                No to ciąg dalszy:

                "Jeśli ono ( życie ludzkie) miałoby trwać tylko tu i teraz, to rezygnacja z seksualności, założenia rodziny nie miałaby sensu.Najzwyczajniej szkoda by było.Można dokonać takiego wyboru tylko wtedy, gdy się wierzy,że istnieje coś, ci jest większe niż zwykła ludzka miłość".
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 14:34
            that.bitch.is.sick napisała:

            > skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchaj
            > ą

            :-) Obstawiasz proznosc?, jak w Adwokacie diabla? A u mnie na co stawiasz?
            www.youtube.com/watch?v=qGXvj2BjZLA
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:32
              hello-kitty2 napisała:

              >
              > :-) Obstawiasz proznosc?, jak w Adwokacie diabla? A u mnie na co stawiasz?
              > www.youtube.com/watch?v=qGXvj2BjZLA

              Jakąż próżność, ja je zwyczajnie lubię i cenię. Ciebie zwyczajnie nie lubię i na kompletnie mi na twojej uwadze czy przychylności nie zależy.
      • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:25
        Tzn. moglaby byc miedzy mezczyzna i kobieta, ale musialaby krzyczec "yes mistress !" albo "yes master !" :)))
        Ty na mnie szczaj, a ja i tak wybaczam, bo kocham...
        "wszystko znosi, wszystkiemu wierzy". On dla mnie przestanie pic i nie bedzie mnie gwalcic :) Bo tak powiedzial. Ja mu wierze.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:36
          sabat.77 napisał:

          > Tzn. moglaby byc miedzy mezczyzna i kobieta, ale musialaby krzyczec "yes mistre
          > ss !" albo "yes master !" :)))
          > Ty na mnie szczaj, a ja i tak wybaczam, bo kocham...
          > "wszystko znosi, wszystkiemu wierzy". On dla mnie przestanie pic i nie bedzie m
          > nie gwalcic :) Bo tak powiedzial. Ja mu wierze.

          To jest bardziej okrężna droga niż ci się wydaje, człowiek który odnalazł jakąś spójność wartości które go prowadzą będzie stosował przemoc która prowadzi do rozkoszy a nie żadną inną. Nie wyobrażam sobie osoby która odnalazła spokój i spełnienie, która znęca się nad innymi, krzywdzi i ulega destrukcji. Coltrane zerwał np. z nałogiem bo sens w tym cały, że jednostka ze sobą pogodzona z takich rzeczy czuje potrzebę wyleczenia, a innych czynić nie ma potrzeby. Te wszystkie ekscesy to domena poszukiwań. Zaspokojenia, sprawiedliwości, zadośćuczynienia za cierpienia, zemsty itd.
          Jednostka spójna takim rzeczom nie ulega. To dla mnie proste.
          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:40
            A ktora jednostka jest na tyle spojna by jej uwierzyc ? Moze oddac stery jumbo jeta nawiedzonemu kaznodziei, ktory zapewnia, ze razem z zaloga poleci wprost do nieba ?
            Doswiadczenie uczy nieufnosci w takich kwestiach. Wladza deprawuje a okolicznosc i bezkarnosc czesto czynia zlodzieja.
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:55
              sabat.77 napisał:

              > A ktora jednostka jest na tyle spojna by jej uwierzyc ? Moze oddac stery jumbo
              > jeta nawiedzonemu kaznodziei, ktory zapewnia, ze razem z zaloga poleci wprost d
              > o nieba ?
              > Doswiadczenie uczy nieufnosci w takich kwestiach. Wladza deprawuje a okolicznos
              > c i bezkarnosc czesto czynia zlodzieja.

              Teraz się widzę role odwracają, najpierw mi zarzucałeś (nie bezpośrednio ale jednak) cynizm a teraz sam twierdzisz że nie ma miłości. Ja nie twierdzę żę jej nie ma bo to ludzie stworzyli pewien kanon na podstawie pewnych doświadczeń, filozofia się spiera czy jajko pierwsze czy kura. Czy można wyfantazjować absolut czy to doświadczenie absolutu. Ja twierdzę że trochę głupio nazywać miłością uniwersalne wartości i te brudne interesiki o których wspomniałeś. Na coś się trzeba zdecydować.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:32
        rekreativa napisała:


        > Bo właśnie on, moim zdaniem, oddaje to, czym jest "love supreme".
        > Tyle że tutaj muszę się zgodzić z sabatem - nie sądzę, by miłość w relacji dams
        > ko-męskiej mogła być tego rodzaju.
        > To raczej miłość do ludzkości, wynikająca z głębokiej wiary w jej naturalne dob
        > ro i z pełnej akceptacji siebie samego.
        > Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w
        > taki własnie sposób kocha ludzi.

        No tak ale czy konieczne jest aby to rozdzielać na sacrum i profanum? Czy trzeba potrzeby seksualne tak jak to ujmuje kitty wyżej sprowadzać do jakiś zaburzeń behawioralnych, czy też określać je jak niektórzy chrześcijańscy radykałowie jako "nieczyste" - co na jedno wychodzi.
        To jakaś zemsta osób którym seks wyrządził krzywdę? O co kaman? Niech ktoś mi uzasadni tezę jakoby fizyczność, pożądanie między dwojgiem ludzi umniejszało czymkolwiek absolutowi.:)
        --
        Freedom's just another word for nothing left to lose
        Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
        • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:36
          No to juz nie moja bajka. Seks jest spoko, nie jest brudny, chociaz moze byc ostry. I niczemu nie umniejsza.
        • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:37
          Eeee.... zgubiłam się.
          Czy ja coś pisałam o tym, że seks jest be?
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:41
            rekreativa napisała:

            > Eeee.... zgubiłam się.
            > Czy ja coś pisałam o tym, że seks jest be?

            Nie nie, pisałaś tylko że związek dwojga ludzi to jakby zupełnie co innego niż taka ogólna harmonia, ja w tym nie widzę jakoś sprzeczności, pragnę to przedyskutować. Jak można odnieść taki stan ducha jak poczucie spełnienia i sensu do związku i seksu. a jednocześnie można pójść w inną stronę jak kitty i powiedzieć że fizyczność w miłości to jakiś eksces.
            • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:47
              To znaczy tak: temat wątku jest "love supreme", a dla mnie taki love to ten love z Hymnu bliblijnego.
              I teraz w odniesieniu do tego opisu nie wydaje mi się, by dwoje ludzi złączonych miłością erotyczno-romantyczną mogło się wyzbyć i zazdrości i gniewu i zawsze być sprawiedliym itd. itp.
              Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
              Mi się nie udało.
              • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 14:00
                rekreativa napisała:

                > Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
                > Mi się nie udało.

                Nie przejmuj się, mi też się nie udało, wyzbyć gniewu i zazdrości, nawet w relacji z dzieckiem;-)
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:41
                rekreativa napisała:

                > To znaczy tak: temat wątku jest "love supreme", a dla mnie taki love to ten lov
                > e z Hymnu bliblijnego.
                > I teraz w odniesieniu do tego opisu nie wydaje mi się, by dwoje ludzi złączonyc
                > h miłością erotyczno-romantyczną mogło się wyzbyć i zazdrości i gniewu i zawsze
                > być sprawiedliym itd. itp.
                > Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
                > Mi się nie udało.

                Jeśli patrzysz na to jak na jakiś stały dogmat, to tak jest to utopia, ale wyobraź sobie człowieka pod wpływem natchnionej wizji który opowiada o pewnym procesie, pewnej amplitudzie uczuć (bo wiemy że święci też upadali, grzeszyli, bali się, wątpili byli słabi), której pewne ekstremalne wychylenia osiągają ten ideał i dzięki temu dają pożywkę do takiego niemal doświadczenia.
                Tu jest mowa o wyraźnie o wybaczeniu, o wierze, o cierpliwości. Można to odnieść do związku, ja bym to odniosła do życia człowieka do jego sensu. Nasz umysł nie ma tendencji do wyciągani średniej z pewnych przeżyć, nasz obraz związków, nasze wspomnienia podlegają interpretacji.
                Mam doświadczenie kiedy umarł mi ktoś bliski, wówczas stanęły mi przed oczami jak jakiś film same dobre chwile, rozumisz.
                Ja bym to widziała tak że zarówno związki, jak i jakość naszego życia relacji w nim zależy od naszego nastawienia decyzji, wiary, chęci kontynuowania czegoś. Pytanie czy gdy ktoś był zazdrosny to wszystko przekreśla? Gdy zdradził? to przecież wszystko zależy.
            • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 13:59
              Love supreme jest ideałem i sklada się z wielu wymiarów, w tym lubienia drugiej osoby, jej pożądania (tu jesteśmy trochę blisko sprzeczności), magicznego porozumienia na tylko obojgu dostępnych falach, fizycznego podobania sie sobie, komfortowego samopoczucia we własnym towarzystkie, zaufania, emocjonalnej i intelektualnej więzi i jeszcze może mniej sprecyzowanych elementów. Facet powinien także czymś kobietę ująć, zaimponować jej, a może, jak pisze Kitty, w seksie musi byc też strach.
              A to wszystko ma trwać i trwać....
              Skomplikowane :)
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:13
                marek.zak1 napisał:

                > Love supreme jest ideałem i sklada się z wielu wymiarów, w tym lubienia drugiej
                > osoby, jej pożądania (tu jesteśmy trochę blisko sprzeczności), magicznego poro
                > zumienia na tylko obojgu dostępnych falach, fizycznego podobania sie sobie, kom
                > fortowego samopoczucia we własnym towarzystkie, zaufania, emocjonalnej i intele
                > ktualnej więzi i jeszcze może mniej sprecyzowanych elementów. Facet powinien ta
                > kże czymś kobietę ująć, zaimponować jej, a może, jak pisze Kitty, w seksie musi
                > byc też strach.
                > A to wszystko ma trwać i trwać....
                > Skomplikowane :)

                Ja tak to widzę tak że zdolność do przeżycia czegoś z drugą osobą bierze się z pewnej gotowości wewnętrznej, pewnego nastawienia w którym fiksacje i zaburzenia niektórych jak np. łączenie pożądania ze strachem i przemocą, to rzeczy kompletnie drugorzędne. Kiedy przeżywasz fascynację naprawdę tęgą drugą osobą, to nie widzisz innych kobiet dajmy na to, nie oglądasz porno i nie ciągnie cię do zdrady. Powiedzmy że to pewna iluzja, która mija gdy tę osobę oswoisz, czy cię rozczaruje w codziennym życiu, jednak to naprawdę mocny dowód że nasza percepcja rzeczywistości jest zmienna, nie jesteśmy obiektywni.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:44
            rekreativa napisała:

            > Eeee.... zgubiłam się.
            > Czy ja coś pisałam o tym, że seks jest be?

            Ja się o tyle zgadzam z tym co ty pisałaś, że nie można jednym pojęciem "miłości" nazywać wartości wyższych, uniwersalnych oraz jakiejś kulawej relacji w której aż piszczy z głodu powyższych wartości. A to się zdarza, samooszukiwanie. To tworzy chaos pojęciowy, natomiast idea love supreme oraz związek dwojga ludzi jest dla mnie do połączenia, jeśli nie traktuje się drugiej osoby jako realizacji tych postulatów.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 16:51
        Dziękuję siostrom za wskazówkę "Małgorzata Chmielewska". Nie znałem, posłucham tej Siostry, a i żonie podeślę link na youtube do niej. Żona ostatnio słucha tam pasjami buddyjskiego braciszka o imieniu Ajahn Brahm.

    • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:02
      Miłość jest prawdziwa, prawdziwa jest miłość
      Miłość jest uczuciem, uczucie miłością
      Miłość jest pragnieniem bycia kochanym
      Miłość jest dotykiem, dotyk miłością
      Miłość jest dążeniem, dążenie miłością
      Miłość jest prośbą, by być kochanym
      Miłość jest Tobą, Tobą i mną
      Miłość jest wiedzą, kim możemy być
      Miłość jest wolna, wolna jest miłość
      Miłość jest życiem, życie miłością
      Miłość jest potrzebą bycia kochanym.

      www.youtube.com/watch?v=umq6qFNVnxs

      Lubię proste odpowiedzi na pytania.
      Pozdrawiam.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:16
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Miłość jest prawdziwa, prawdziwa jest miłość
        > Miłość jest uczuciem, uczucie miłością
        > Miłość jest pragnieniem bycia kochanym
        > Miłość jest dotykiem, dotyk miłością
        > Miłość jest dążeniem, dążenie miłością
        > Miłość jest prośbą, by być kochanym
        > Miłość jest Tobą, Tobą i mną
        > Miłość jest wiedzą, kim możemy być
        > Miłość jest wolna, wolna jest miłość
        > Miłość jest życiem, życie miłością
        > Miłość jest potrzebą bycia kochanym.
        >
        > www.youtube.com/watch?v=umq6qFNVnxs
        >
        > Lubię proste odpowiedzi na pytania.
        > Pozdrawiam.

        O tak bardzo mi się podoba. Jest życiem (tym prawdziwym), jest potrzebą bycia kochanym. Jest dążeniem, jest procesem.
        • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:39
          that.bitch.is.sick napisała:

          > Jest życiem (tym prawdziwym), jest potrzebą bycia k
          > ochanym. Jest dążeniem, jest procesem.

          Ale nic za darmochę. By zbudować prawdziwą miłość, każda ze stron musi dobrowolnie zrezygnować z części siebie, ze swoich przyzwyczajeń, nawyków, ciągot i zasad.
          Po co ?
          Po to, by tworząc związek w swoich jestestwach zrobić miejsce na nowe przyzwyczajenia, nawyki, ciągoty i zasady, tyle ze już nie swoje, a wspólne.
          Ja to nazywam fundamentem i ci, którzy taki solidny fundament potrafili, potrafią, lub będą potrafili zbudować dostąpili/dostąpią dobrodziejstwa życia nawet na zasadzie "hulaj dusza, piekła nie ma".
          • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 14:45
            Z ta rezygnacją z części siebie, to byłbym ostrożny. Wielu z moich kolegów - tenisistów po slubie zaprzestało grać w tenisa, w turniejach, bo żony byty zazdrosne o przebywanie na kortach, towarzystwo, którego nie znały itp. Czy taka rezygnacja jest potrzebna. Moim zdaniem, druga osoba powinna raczej wspierać zainteresowania, hobby partnera, o ile oczywiscie nie jest to jakies ekstremum, jak himalaizm, a nie starać sie z tym walczyć.
            • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:53
              marek.zak1 napisał:

              > Z ta rezygnacją z części siebie, to byłbym ostrożny. Wielu z moich kolegów - te
              > nisistów po slubie zaprzestało grać w tenisa, w turniejach, bo żony byty zazdro
              > sne o przebywanie na kortach, towarzystwo, którego nie znały itp. Czy taka rezy
              > gnacja jest potrzebna. Moim zdaniem, druga osoba powinna raczej wspierać zainte
              > resowania, hobby partnera, o ile oczywiscie nie jest to jakies ekstremum, jak h
              > imalaizm, a nie starać sie z tym walczyć.

              Masz rację, dlatego napisałem o potrzebie rezygnacji z części siebie, a nie o całkowitym wyzbyciu się swojego ja.
              To jest tak jak z przeprowadzką do nowego domu. Część przydatnych maneli decydujemy się zabrać na nowe, a tę co to tylko potknąć się o nią można, bez żalu wypierdzielamy na śmietnik.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:20
            potwor_z_piccadilly napisał:


            >
            > Ale nic za darmochę. By zbudować prawdziwą miłość, każda ze stron musi dobrowol
            > nie zrezygnować z części siebie, ze swoich przyzwyczajeń, nawyków, ciągot i zas
            > ad.
            > Po co ?
            > Po to, by tworząc związek w swoich jestestwach zrobić miejsce na nowe przyzwycz
            > ajenia, nawyki, ciągoty i zasady, tyle ze już nie swoje, a wspólne.
            > Ja to nazywam fundamentem i ci, którzy taki solidny fundament potrafili, potraf
            > ią, lub będą potrafili zbudować dostąpili/dostąpią dobrodziejstwa życia nawet n
            > a zasadzie "hulaj dusza, piekła nie ma".

            Jak napisałam trafia to do mnie w szerszej perspektywie niż budowanie związku i szereg poświęceń chociaż wierzę że miłość jest w pewnej mierze aktem woli.
            Mnie wystarczy że załóżmy spotykam kogoś (nie pierwszy raz zresztą, to nie ma znaczenia czy w kontekście seksualnym czy nie to drugorzędne), ten ktoś mnie uleczył, dał szczęście, wiarę że ja na to zasługuję, wiarę w sprawiedliwość, w to że jestem mądra, piękna itd.
            czy ja to będę budowała z tym kimś jakąś twierdzę czy nie, to nikt mi już tego nie odbierze bo ja się mogę odwołać do tych wspomnień, wierzę że moja otwartość i moje pozytywne nastawianie umożliwia mi dostrzeżenie czegoś fantastycznego w drugim człowieku a jego nastawienie we mnie, moje otwarte nastawienie, mój brak pretensji, roszczeń pozwala mi naprawdę otrzymać znacznie więcej niż ci którzy stawiają warunki żeby ktoś za nich umarł żeby ktoś tylko na nich się patrzył itd.
            Moja wiara w miłość polega na tym że doświadczyłam wielokrotnie tego że można podziwiać ludzi, można się z nimi wiązać, można się rozstawać, bez zawłaszczania całości tej relacji w kontekście swoich bóg wie jakich oczekiwań. Ja mam oczekiwania względem siebie, względem swojego nastawienia, gdy je mam to potrafię z bardzo wieloma ludźmi nawiązać więź. To mnie cieszy. Jak wygląda rozwinięcie tego w związku na całe życie? Nie wiem. Nie sprawdzałam, nie wiem czy to możliwe gdybym w to wierzyła, to bym spróbowała:). Może kiedyś uwierzę, natomiast to nie wyklucza wiary w miłość czy przeżywania miłości.:)
            Tak trochę po hipisowsku to odbieram, trochę jak Martyna Jakubowicz.
            Może błąd to te oczekiwania i że jak coś jest takie piękne to musi trwać wiecznie.
            Miłość to dla mnie bardziej to pewna gotowość wewnątrz mnie.
    • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 14:06
      Bardzo ciekawie to przedstawiłaś.

      Mnie ostatnio w relacji do związku z żoną najczęściej się podśpiewuje stary polski szlagier:

      No i fajnie
      Dla ciebie, i dla mnie

      A w ogóle to często mnie nachodzą słowa piosenek akurat komentujących aktualny stan, wypływają jakby z podświadomości, szczególnie pod prysznicem w gymie... Pozdrawiam.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 19:19
        loppe napisał:

        > Bardzo ciekawie to przedstawiłaś.
        >
        > Mnie ostatnio w relacji do związku z żoną najczęściej się podśpiewuje stary pol
        > ski szlagier:
        >
        > No i fajnie
        > Dla ciebie, i dla mnie
        >
        > A w ogóle to często mnie nachodzą słowa piosenek akurat komentujących aktualny
        > stan, wypływają jakby z podświadomości, szczególnie pod prysznicem w gymie... P
        > ozdrawiam.

        Dodam, że dodaję personal touch do piosenki i śpiewam Jej np. w wersji M. no i fajnie, dla ciebie i dla mnie. Albo w słabszej wersji: No i fajnie M, dla ciebie i dla mnie. Ponadto, żeby nie było tak bez kolców - dziś powiedziałem Jej że dostanie 3 razy pasem po powrocie z teatru bo się za bardzo rozbrykała...:)
    • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 14:36
      Ja bym sie w tym wszystkim odwolal do piramidy potrzeb Maslova. Najpierw stoja potrzeby zwiazane z bezpieczenstwem i fizjologia. Dopiero na szczycie piramidy jest potrzeba uznania i milosci. W sumie mozna wiec przyjac, ze osoba poszukujaca milosci w wystarczajacym stopniu ma zaspokojona cala reszte. Miloscia sie nie najesz, nie napoisz, nie zbudujesz z niej schronienia, ani nie zaspokoisz nia popedu seksualnego.
    • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 14:36
      Nie da się podejść do tego tematu nie robiąc tradycyjnej wolty - miłość to słowo na różne emocje zależnie od ich adresata, i mówienie o miłości Chmielewskiej oraz miłości w związku w jednym zdaniu się nie sprawdzi, zawsze doprowadzi do nieporozumień (no chyba, że to może moje upośledzenie - po prostu nie potrafię sobie wyobrazić żywej miłości do czegoś tak abstrakcyjnego jak grupa)

      Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne, miłość rozumiana szerzej, należy w moim odczuciu do tej samej kategorii pojęć jak patriotyzm, solidarność itd itd. Komunitariańskie abstrakty - nuda.

      Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotykać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś - zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrobione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się dostarczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie, uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskości, potrzeba posiadania.
      • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:46
        bigbadpig napisał:

        > Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.

        Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.


        • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 14:54
          > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.

          A oświecisz mnie dlaczego mam to zrobić? Zakładasz, że jesteś dla mnie autorytetem i nie musisz niczego uzasadniać?
        • kotoshi Re: Love supreme 22.02.14, 15:09
          potwor_z_piccadilly napisał:
          > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.
          >

          Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji. Zabrzmiałeś jak osoba, która uważa, że ma prawo do oceny, kto myśli "dobrze", a kto źle - a Ty patrzysz ze szczytu i wyrokujesz.
          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 15:14
            Potwor to moze co najwyzej zabrzmiec jak pan Majster: a ty sie Jasiu patrz i ucz.
          • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 15:38
            kotoshi napisała:

            > potwor_z_piccadilly napisał:
            > > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.
            > >
            >
            > Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji.

            Taaaak, a mało tu na tym forum ludzie złotych, wyłożonych kawę na ławę rad otrzymali ?
            I co ?
            I nic.
            A wiesz dlaczego nic ?
            Bo nie sami do łagodzących ich problemy konkluzji doszli, lecz je otrzymali od obcych, a jak obcy coś radzi, to zakładają, że pewnie coś kombinuje, mądrzy się i niech sp.....la.

            • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > kotoshi napisała:
              >
              > > potwor_z_piccadilly napisał:
              > > > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl
              > >
              > > Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji
              > .
              > Taaaak, a mało tu na tym forum ludzie złotych, wyłożonych kawę na ławę rad otrz
              > ymali ?
              > I co ?
              > I nic.
              > A wiesz dlaczego nic ?
              > Bo nie sami do łagodzących ich problemy konkluzji doszli, lecz je otrzymali od
              > obcych, a jak obcy coś radzi, to zakładają, że pewnie coś kombinuje, mądrzy się
              > i niech sp.....la.

              Tez nie uwazam lekcewazenia rad ludzi starszych za madrosc. Jesli chodzi o forme to tez nie ma sie do czego przyczepic Potworowi. Inna sprawa, ze Swinia wg mnie ma spore zaburzenia odbioru wypowiedzi. Kazdy cos tam ma. Duzo daje nastawienie.
              • kotoshi Re: Love supreme 22.02.14, 18:25
                Uważam, że nikt tu nie „lekceważył rad ludzi starszych” (a kto tu w ogóle jest „starszy”, Potwór?).

                Jeśli ktoś nazywa swoje własne odczucia w takim temacie jak miłość, z założenia totalnie subiektywnym, nieokreślonym, pełnym emocji itp., a ktoś nagle wskakuje z oceną tego (a przy tym wypowiadający o nią nie prosił) - i to wskakiwanie jest na zasadzie „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawić” - to nie może być odebrany poważnie.
                Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dyskutuje, a poza tym - że mentorskim tonem w ogóle się nie dyskutuje.
                • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:52
                  kotoshi napisała:

                  > Uważam, że nikt tu nie „lekceważył rad ludzi starszych” (a kto tu w
                  > ogóle jest „starszy”, Potwór?).
                  >
                  > Jeśli ktoś nazywa swoje własne odczucia w takim temacie jak miłość, z założenia
                  > totalnie subiektywnym, nieokreślonym, pełnym emocji itp., a ktoś nagle wskakuj
                  > e z oceną tego (a przy tym wypowiadający o nią nie prosił) - i to wskakiwanie j
                  > est na zasadzie „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawićR
                  > 21; - to nie może być odebrany poważnie.
                  > Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dysku
                  > tuje, a poza tym - że mentorskim tonem w ogóle się nie dyskutuje.

                  Kotoshi, ja lubię dyskutować z oczywistościami, a potwór już ma taki mentorski ton:)
                • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 20:28
                  kotoshi napisała:

                  > (a kto tu w
                  > ogóle jest „starszy”, Potwór?)

                  Choć jedna mnie obroniła.
                  Rzeczywiście, stary nie jestem.

                  > „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawićR

                  O przepraszam, ja nie radziłem poprawiać coś, a precyzyjnie określiłem co.
                  Na własność, to można mieć rzecz, a nie człowieka.
                  Zapoznaj się z wątkiem lebary1984, a domyślisz się co mam i miałem na myśli.

                  > Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dysku
                  > tuje,

                  Co to są pewne rzeczy i jaka rolę pełni forum ?
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 15:43
        bigbadpig napisał:

        > Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotyk
        > ać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś -
        > zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.

        Dla mnie to jest typowy opis pozadania, a nie milosci. Zgodny z definicja chocby z Wikipedii: Pożądanie – stan silnego pragnienia posiadania czegoś lub odbycia stosunku płciowego.
        • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 16:53
          Jest tam w tej wikipedii coś na temat "której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują"? Tak, pożądam mojej żony i to również jest częścią mojej miłości. Jeśli spróbujesz rozbierać miłość na części i oddzielać te nie wystarczająco wzniosłe, to do czego chcesz dojść? Ja nie potrafię tak rozebrać swojego uczucia, aby skalpelem wyciąć z niego pożądanie i dyskutować o tym co pozostało. To jedna ze składowych które wymieniłem.

          Wycięłaś z mojej wypowiedzi fragmenty o pożądaniu i stwierdziłaś, że to pożądanie. Celna obserwacja, brawo! :P
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 17:12
            bigbadpig napisał:

            > Wycięłaś z mojej wypowiedzi fragmenty o pożądaniu i stwierdziłaś, że to pożądan
            > ie. Celna obserwacja, brawo! :P

            Jestes nieuczciwy Big. To (ponizej) wycielam. Tam nic nie bylo o Twojej wizji milosci, no moze oprocz jednego zdania "> Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne" ale powtorzyles to dokladnie w pierwszym zdaniu akapitu, ktory wkleilam "> Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotykać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują."

            Wyciete:
            > Nie da się podejść do tego tematu nie robiąc tradycyjnej wolty - miłość to słow
            > o na różne emocje zależnie od ich adresata, i mówienie o miłości Chmielewskiej
            > oraz miłości w związku w jednym zdaniu się nie sprawdzi, zawsze doprowadzi do n
            > ieporozumień (no chyba, że to może moje upośledzenie - po prostu nie potrafię s
            > obie wyobrazić żywej miłości do czegoś tak abstrakcyjnego jak grupa)
            >
            > Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne, miłość rozumiana sze
            > rzej, należy w moim odczuciu do tej samej kategorii pojęć jak patriotyzm, solid
            > arność itd itd. Komunitariańskie abstrakty - nuda.
            • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 17:24
              Nie dość precyzyjnie się wyraziłem, nie zrozumiałaś mnie.

              Mówiąc "wyciąć", nie miałem na myśli wklejania cytatu; miałem na myśli, fakt że wybrałaś z mojej wypowiedzi na swój użytek to co oznacza się wiąże z porządaniem, pominęłaś to co nim nie jest i do tak zawężonego tego pożądania sprowadzasz moją wypowiedź. Zwróć uwagę, że - jak podejrzewam - w definicji z wikipedii pożądania raczej nie znajdziesz nic o współczuciu, czy zachwycie nad sposobem myślenia; dlatego to przemilczałaś, a ja to nazwałem wycinaniem. Mam nadzieję, że to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)
              • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 18:04
                bigbadpig napisał:

                Mam nadzieję, że
                > to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)

                Oczywiscie. Zakladalam, ze byc moze za szybko machnales odpowiedz. Poza tym ja naprawde uwaznie slucham co sie do mnie mowi. A juz kiedys tlumaczyles mi, ze jestes osoba o dobrych intencjach. Nie zapominam o wczesniejszych danych nawet w ferworze walki.

                > Nie dość precyzyjnie się wyraziłem, nie zrozumiałaś mnie.
                >
                > Mówiąc "wyciąć", nie miałem na myśli wklejania cytatu; miałem na myśli, fakt że
                > wybrałaś z mojej wypowiedzi na swój użytek to co oznacza się wiąże z porządan
                > iem, pominęłaś to co nim nie jest i do tak zawężonego tego pożądania sprowadzas
                > z moją wypowiedź. Zwróć uwagę, że - jak podejrzewam - w definicji z wikipedii p
                > ożądania raczej nie znajdziesz nic o współczuciu, czy zachwycie nad sposobem my
                > ślenia; dlatego to przemilczałaś, a ja to nazwałem wycinaniem. Mam nadzieję, że
                > to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)

                Zakladam, ze nic nie wystepuje w czystej postaci, nawet pozadanie. Odsialam zaklocenia i tak mi wyszlo. Ale duzo rzeczy pisze na czuja wiec zawsze zakladam, ze moge sie mylic. Moze dobrze to przypomniec od czasu do czasu :)

                Czemu w ogole w tym watku czepilam sie pozadania? Bo pozadanie mozesz czuc wobec kilku osob w tym samym czasie, a przeciez ich wszystkich nie kochasz. Czy nie mozesz? Bo ja moge.
                • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 20:00
                  > A juz kiedys tlumaczyles mi, ze jestes osoba o dobrych intencjach.

                  Nie pamiętam co tam napisałem kiedyś, nie wiem więc do jakich słów się konkretnie odnosisz, ale wiem - w ferworze dyskusji zdarza mi się być nieprzyjemnym. Do Ciebie samej nic nie mam, będę to jakiś czas powtarzał, żeby jakoś rekompensować mój zbyt ostry ton :P
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:44
        bigbadpig napisał:
        > Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotyk
        > ać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś -
        > zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.
        >

        Jeśli sens życia oznacza dla ciebie kobieta to bardzo pięknie, dla niektórych jest to bóg i tu nie ma absolutnie żadnej sprzeczności. Ktoś chce się zrealizować z bogiem to nie będzie się przecież z bogiem kochał, stara się ten człowiek potrzeby seksualne wyciszyć albo one mają mieć znaczenie drugorzędne. ja bym tak wybrać nie mogła ale to podejście już bardziej rozumiem niż stwierdzanie osób które nie są w celibacie, żę miłość jest piękna i czysta a pożądanie do osoby się z tą miłością kłóci. to jest jakieś niezrozumienie idei tego żę miłość to coś co ma nas leczyć, dawać sens życia i dodawać nam wartości, budować. Te bidne osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zaraz im się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian. Dla mnie to jakaś totalna bzdura i piszę to big do ciebie bo liczę żę to zrozumiesz. Wiadomo że każdy jest zdolny do heroizmu i do błędów natomiast liczy się wola i ogólne nastawienie.
        • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 17:00
          that.bitch.is.sick napisała:

          Te bidne
          > osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zaraz im
          > się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian.

          No czyli ja ;)

          Dla mnie to jakaś totalna bzdura
          > i piszę to big do ciebie bo liczę żę to zrozumiesz.

          Zrozumie, zrozumie, w koncu chcial, zebys tu wrocila i z nim pisala, napisal Ci caly watek o Erotykach a Ty mu sie nieladnie odwinelas folia z tamponu :-)

          Jaki to ma sens Bitch, te rozmowy? Tworzysz watki i prowadzisz rozmowy, ktore z gory maja mnie zdyskredytowac w oczach innych uzytkownikow. Nie wiem skad bierze sie Twoje zainteresowanie moja osoba i dlaczego ja Cie az tak draznie. Moze jestem przewrazliwiona. Trudno. Tak wiem, ze masz prawo do swojej opinii.

          W temacie milosci najtrafniej, najblizej moim odczuciom ujela swoja opinie Rekreativia tu:

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149720178,Re_Love_supreme.html
          i tu:
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149719371,Re_Love_supreme.html
          Wydawalo jej sie, ze nie potrafi wytlumaczyc ale udalo sie idealnie :)

          A temat bardzo fajny Bitch, szczerze.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:16
            hello-kitty2 napisała:

            > that.bitch.is.sick napisała:
            >
            > Te bidne
            > > osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zar
            > az im
            > > się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian.
            >
            > No czyli ja ;)

            Może ty a może milion innych osób, uważasz się za jakąś jedyną z tym podejściem?

            > Zrozumie, zrozumie, w koncu chcial, zebys tu wrocila i z nim pisala, napisal Ci
            > caly watek o Erotykach a Ty mu sie nieladnie odwinelas folia z tamponu :-)
            >
            Nie możesz mieć informacji co BBP chciał i dla kogo tworzy wątki.

            > Jaki to ma sens Bitch, te rozmowy? Tworzysz watki i prowadzisz rozmowy, ktore z
            > gory maja mnie zdyskredytowac w oczach innych uzytkownikow. Nie wiem skad bier
            > ze sie Twoje zainteresowanie moja osoba i dlaczego ja Cie az tak draznie. Moze
            > jestem przewrazliwiona. Trudno. Tak wiem, ze masz prawo do swojej opinii.
            >

            Ja tworzę wątki aby Ciebie zdyskredytować? Ty jesteś pępkiem świata w swoim mniemaniu?
            Nie wiem czy jakiś wątek był tobie poświęcony czy tobą inspirowany, nie wiem o co ci chodzi?
            Ja się nie staram ciebie zdyskredytować, ja dyskutuję z tobą bo mi odpowiedziałaś a zapamiętałam o tym umieraniu za kogoś, z którejś dyskusji forumowej. nawet nie uważam mojej opinii za bardziej uprawnioną niż twoja, tylko jak dyskutuję to staram się pokonać adwersarza w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Zresztą odpowiadam tobie i innym. Z telefonu odpowiadałam i wyszło to okropnie, narobiłam błędów i teraz mi wstyd jak to infantylnie wyszło. Przyjdzie orzech to sobie na mnie poużywa.

            > W temacie milosci najtrafniej, najblizej moim odczuciom ujela swoja opinie Rekr
            > eativia tu:
            >
            > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149720178,Re_Love_supreme.html
            > i tu:
            > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149719371,Re_Love_supreme.html
            > Wydawalo jej sie, ze nie potrafi wytlumaczyc ale udalo sie idealnie :)
            >
            > A temat bardzo fajny Bitch, szczerze.


            Dzięki, te słowa love supreme chodzą mi po głowie od jakiegoś czasu, a jak te słowa to od razu Coltrane, miałam ten wątek dać na walentynki ale nie wyszło. Teraz chciałam udowodnić jak bardzo nie jestem cyniczna:).
    • twojabogini Re: Love supreme 22.02.14, 15:04
      Czytałam jakiś czas temu wywiad z Muńkiem Staszczykiem. Podziwiam go za odwagę, bo opowiedział o swoim doświadczeniu znalezienia pokoju i Boga. Jak wiele osób opisał swoje doświadczenie jako odnalezienie uniwersalnej miłości. Podobnie jak wielu innych, którzy odnaleźli taki pozytywny stan - twierdzi, że stało się to na drodze - choć nie użył tego słowa - "oświecenia"(nagły stan, kiedy po prostu odczuwasz uniwersalną miłość i jest to tak silne doświadczenie, że zmienia postrzeganie siebie, świata, wszystkiego). O takim nagłym doświadczeniu Boga-uniwersalnej miłości pisało także wielu świętych (m.in. polska święta - siostra od bożego miłosierdzia, nie pamiętam imienia). Niektórzy oświecenie opisywali w kategoriach ekstatycznych - gdyby nie znajomość kontekstu, można spokojnie przyjąć, że niektóre z opisów przypominają opis ekstazy seksualnej (tu przoduje moja ulubiona Hildegarda z Bingen, która takich ekstaz doznawała często).

      W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia. Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

      Są jednak kultury, które jako jedną z dróg do oświecenia wskazują praktykę seksualną. Część osób świeckich, które twierdzą, że udało im się odczuć stan miłości idealnej twierdzi, że doznało go w chwilę po głębokim orgazmie. Mało jest źródeł opisujących cokolwiek w tej materii. Doczytałam tyle, że jeden z nurtów tantry jako praktyki seksualnej jest właśnie nurtem poszukiwania oświecenia i Boga.
      Tantra jako zestaw ćwiczeń wzmacniających uczucie rozkoszy i zestaw praktyk seksualnych - to taka bardzo płytka, użytkowa odsłona.

      Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy podczas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten wymiar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza w sferę mistyczną.



      • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 15:07
        Twoja Bogini napisała:

        W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia. Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

        To ani ja ani gros moich znajomych nie należymy wg Ciebie do naszej kultury. Ciekawe.
      • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 15:13
        Nie mialem doswiadczen z seksem ocierajacym sie o absolut, wiec nie kazdy. Wsadzanie i wyjmowanie, bez przesady.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:52
          sabat.77 napisał:

          > Nie mialem doswiadczen z seksem ocierajacym sie o absolut, wiec nie kazdy. Wsad
          > zanie i wyjmowanie, bez przesady.

          Ja mogę niektóre swoje orgazmy tak troszkę opisać....
          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 16:00
            Nie ukrywam, ze troche tego zazdroszcze...
        • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:35
          sabat.77 napisał:

          > Nie mialem doswiadczen z seksem ocierajacym sie o absolut, wiec nie kazdy. Wsad
          > zanie i wyjmowanie, bez przesady.

          ONA zawsze ma ,kiedy łączy się ze mną"Absolutem":)
          i dedykuje mi :
          www.youtube.com/watch?v=LG6Jcg_RgRo&feature=related

          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 16:46
            Ciekawe kiedy oskarza cie o bycie sabatem. Witaj kolego, na forum zaludnionym przez szlachetne istoty pelne milosci i jednego pokracznego hipokryte i klamce Sabata :)
            • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:51
              sabat.77 napisał:

              > Ciekawe kiedy oskarza cie o bycie sabatem. Witaj kolego, na forum zaludnionym p
              > rzez szlachetne istoty pelne milosci i jednego pokracznego hipokryte i klamce S
              > abata :)
              Cześć.
              Ja ,Sabat2?:)
              To byłby zaszczyt dla mnie,ale nie pocieszą się długo bo ja stąd znikam zaraz:)
              • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 17:16
                Tak jak mówiłem -znikam:)
                bo nie piszę na tego typu forach a na jakich to się chyba domyślasz?(bdsm)>>:)Zapraszam:)
                Było miło a tym wszystkim co tak cię tu "kochają" powiedz po prostu:
                www.youtube.com/watch?v=JD0Ya6TgAxU
                :))
                Powodzenia!
      • that.bitch.is.sick bogini dzięki za ten piękny tekst 22.02.14, 15:49
        twojabogini napisała:

        .
        >
        > Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy podc
        > zas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten wy
        > miar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza w sfer
        > ę mistyczną.

        Wspaniały tekst i podsumowanie. (chodzi o cały tekst). Nieumiejętność połączenia tych kwestii to zwykłe ograniczenia naszej wyobraźni:) i naszej kultury.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 16:56
        Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard von Bingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie tak dawno i bardzo mnie zaciekawiła.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:25
          loppe napisał:

          > Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard von B
          > ingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie tak d
          > awno i bardzo mnie zaciekawiła.

          Ale to tekst bogini był, to ona ma tu prawo pierwszeństwa do rozwijania swojej mądrej wypowiedzi.
          • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:27
            that.bitch.is.sick napisała:

            > loppe napisał:
            >
            > > Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard
            > von B
            > > ingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie
            > tak d
            > > awno i bardzo mnie zaciekawiła.
            >
            > Ale to tekst bogini był, to ona ma tu prawo pierwszeństwa do rozwijania swojej
            > mądrej wypowiedzi.
            >

            Najmocniej przepraszam Bitch i zwracam się z tym samym zapytaniem do Twojej Bogini. Jeszcze raz - sorki
          • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:30
            Bitch, John Coltrane tylko jeden raz wykonał Love Supreme na koncercie, live, o ile pamiętam.
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:37
              loppe napisał:

              > Bitch, John Coltrane tylko jeden raz wykonał Love Supreme na koncercie, live, o
              > ile pamiętam.

              Loppe, chodzi o album studyjny 1964 r. można posłuchać tutaj

              www.youtube.com/watch?v=TmD16eSy-Mg
              • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:38
                that.bitch.is.sick napisała:

                > loppe napisał:
                >
                > > Bitch, John Coltrane tylko jeden raz wykonał Love Supreme na koncercie, l
                > ive, o
                > > ile pamiętam.
                >
                > Loppe, chodzi o album studyjny 1964 r. można posłuchać tutaj
                >
                > www.youtube.com/watch?v=TmD16eSy-Mg


                ??
                • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:39
                  Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?
                  • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:42
                    loppe napisał:

                    > Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?

                    nie rozumiem?
                    • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:46
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > loppe napisał:
                      >
                      > > Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?
                      >
                      > nie rozumiem?


                      Wyjaśnię - ja po prostu dodałem informację o Twojej lubianej kompozycji Love Supreme, że raz tylko została przez Johna Coltrane'a wykonana poza studiem nagraniowym, na koncercie...

                      Mogę jeszcze dodać, z historii tej fenomenalnej kompozycji, że Branford Marsalis zagrał to w hołdzie wiele lat później na ogólnie wysoko cenionym dvd...
                      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:49
                        loppe napisał:

                        > that.bitch.is.sick napisała:
                        >
                        > > loppe napisał:
                        > >
                        > > > Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?
                        > >
                        > > nie rozumiem?
                        >
                        >
                        > Wyjaśnię - ja po prostu dodałem informację o Twojej lubianej kompozycji Love Su
                        > preme, że raz tylko została przez Johna Coltrane'a wykonana poza studiem nagran
                        > iowym, na koncercie...
                        >
                        > Mogę jeszcze dodać, z historii tej fenomenalnej kompozycji, że Branford Marsali
                        > s zagrał to w hołdzie wiele lat później na ogólnie wysoko cenionym dvd...

                        Tak już zrozumiałam:), sorry jestem taka rozkojarzona jak moje odpowiedzi dzisiaj, może to wiosna albo fascynacja...
                        • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:55
                          > Tak już zrozumiałam:), sorry jestem taka rozkojarzona jak moje odpowiedzi dzisi
                          > aj, może to wiosna albo fascynacja...

                          A więc zakochałaś się Baby:). Trzymaj się może tego tylko na tyle żeby nie trzymać się za bardzo - idealizacja Partnera sprawia że zaczyna on wątpić czy on jest kochany, czy jakiś abstrakt. Podobnie z potępieniem potem. Ale co tam, zagrajmy jakąś muzykę

                          www.youtube.com/watch?v=ZFsxfucBmcs
      • lybbla Mała iluminacja 22.02.14, 21:06
        twojabogini napisała:
        > W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia.
        > Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa
        > miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

        Nie wiem co to jest nasza kultura, chyba jednak to
        www.youtube.com/watch?v=yzPq0En__90
        Proszę nie czepiać się chrześcijan oni są w porzo dopóki nie budują stosów
        www.eioba.pl/a/1xrk/encyklika-jana-pawla-ii-o-seksie-malzenskim
        Dwa pierwsze punkty wypowiedzi o. Ksawerego Knotza przywołam bo linki często giną
        -----------------------------------------------
        1. W seksie nie ma Boga. W rzeczywistości Kościół głosi, że w czasie pożycia małżeńskiego Bóg jest obecny między małżonkami. Takie przeświadczenie wypływa ze znanej prawdy, że małżeństwo jest sakramentem. Na mocy tego sakramentu Bóg jest obecny we wszystkich przejawach więzi jakie są między małżonkami. Miłość i więź wyraża się także poprzez współżycie seksualne. Akt małżeński jest szczególnym sposobem spotkania z Bogiem i współmałżonkiem.

        2. Bóg zakazuje korzystania z przyjemności seksualnych. W rzeczywistości Bóg jako Stwórca natury ludzkiej nigdy nie zakazał korzystania z przyjemności seksualnej i jej szukania, wprost przeciwnie tak stworzył człowieka, aby miłości między mężczyzną a kobietą towarzyszyła przyjemność seksualna aż do przeżycia orgazmu. Bóg jedynie ograniczył wolność człowieka w tym, że nie pozwala korzystać z przyjemności seksualnej poza małżeństwem i za cenę likwidowania zdrowych cech ludzkiego ciała.
        --------------------------

        Do powyższego dodałbym nawoływania do dbałość o kobiecy orgazm.

        Czyli żadna ATRAPA. Aspekt fizyczny jest aspektem miłości.

        > Są jednak kultury, które jako jedną z dróg do oświecenia wskazują praktykę
        > seksualną. Część osób świeckich, które twierdzą, że udało im się odczuć
        > stan miłości idealnej twierdzi, że doznało go w chwilę po głębokim orgazmie.

        My o tym wiemy, w tym przypadku jednak zazwyczaj jeden partner nie wystarczy.
        To inna droga. Wydaje mi się, że całkiem popularna.

        Bez względu na wybraną drogę należy weryfikować
        czy prowadzi ona do destrukcji uczestników tej gry czy wprost przeciwnie.

        > Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy > podczas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten > wymiar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza > w sferę mistyczną.

        Tak ale to nie był tylko seks, nagle wszystkie klocki układanki pasują do siebie.
        Coś co wydawało się skomplikowane robi się proste. Wspólne mega-orgazmy
        to konkluzja a nie cel.
        Mała iluminacja.

        Po niej człowiek się uspokaja.
    • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
      that.bitch.is.sick napisała:


      > A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z po
      > szukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości


      www.youtube.com/watch?v=J0F2_nqZzlc
      :)))
    • t.akaja Join Me In Death 22.02.14, 18:50
      www.youtube.com/watch?v=1V4AscLidWg
      • rekreativa Re: Join Me In Death 22.02.14, 22:50
        Ha, ha, ale ja kiedyś lubiłam ten zespół!
        Nawet byłam na koncercie.
        • t.akaja Re: Join Me In Death 23.02.14, 21:29
          A ja wciąż lubię :)
          Koncert udany?
    • t.akaja tego nie może zabraknąć 22.02.14, 19:01
      www.youtube.com/watch?v=IJmg5_ROsJE
    • radi_7 Re: Love supreme 22.02.14, 21:46
      Miłość to słowo które ma dwa zasadnicze znaczenia. Jedno to efekt emocjonalny stanu świadomości który osiąga się na skutek tak zwanego oświecenia. Dotyczy naszej relacji z rzeczywistością której jesteśmy częścią.
      I drugie, popularniejsze, to skutek wejścia w specyficzne relacje emocjonalne z jednym, konkretnym obiektem miłości. Najczęstsze relacje w tym zakresie to miłość między kobietą i mężczyzną, rodzicem i dzieckiem itp.
      Mimo że te dwa rodzaje miłości mają czasem punkty wspólne to jednak to są zupełnie inne zjawiska. Nie da się ich wrzucić do jednego worka. Nie ma też sensu ich wartościować, to zjawiska na tyle obiektywne i powszechne że można je co najwyżej spróbować zrozumieć. Na tyle na ile jest się do tego zdolnym.
      • zawle Re: Love supreme 22.02.14, 22:22
        W czasie uprawiania seksu kocham. Czasami nawet bardzo:)) Miłość absolutną czułam raz w życiu...po sporej dawce morfiny;)
        • mojemail3 Re: Love supreme 24.02.14, 00:21
          zawle napisała:

          > W czasie uprawiania seksu kocham. Czasami nawet bardzo:)) Miłość absolutną czuł
          > am raz w życiu...po sporej dawce morfiny;)

          Hmm, ale John Coltrane popełnił tytułową "Love Supreme" własnie po zerwaniu z nałogiem narkotykowym...
          No a jak o miłości, to mam piosenkę o Tobie, dla Ciebie...
          Martyny, a jakże..." I żeby ziemia zadrżała" tylko wsłuchaj się w słowa...
          www.youtube.com/watch?v=Dl_n_XN6R2k
          • zawle Re: Love supreme 24.02.14, 12:56
            mojemail3 napisała: > No a jak o miłości, to mam piosenkę o Tobie, dla Ciebie...
            > Martyny, a jakże..." I żeby ziemia zadrżała" tylko wsłuchaj się w słowa...
            > www.youtube.com/watch?v=Dl_n_XN6R2k

            Martynę bardzo cenię...niewiele kobiet tak pisało. Tym utworem dałaś mi do myślenia. Ona już się z czymś pogodziła, ja tkwię zawieszona pomiędzy młodością a dojrzałością. Kiedyś było prościej. Nie byłam tym kim jestem teraz. Czułam silniej. Mniej myślałam. Mniej chciałam.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:28
        radi_7 napisał:

        > Miłość to słowo które ma dwa zasadnicze znaczenia. Jedno to efekt emocjonalny s
        > tanu świadomości który osiąga się na skutek tak zwanego oświecenia. Dotyczy nas
        > zej relacji z rzeczywistością której jesteśmy częścią.
        > I drugie, popularniejsze, to skutek wejścia w specyficzne relacje emocjonalne z
        > jednym, konkretnym obiektem miłości. Najczęstsze relacje w tym zakresie to mił
        > ość między kobietą i mężczyzną, rodzicem i dzieckiem itp.
        > Mimo że te dwa rodzaje miłości mają czasem punkty wspólne to jednak to są zupeł
        > nie inne zjawiska. Nie da się ich wrzucić do jednego worka. Nie ma też sensu ic
        > h wartościować, to zjawiska na tyle obiektywne i powszechne że można je co najw
        > yżej spróbować zrozumieć. Na tyle na ile jest się do tego zdolnym.

        Dość szybko się rozprawiłeś z pojęciem miłości. Tym bardziej że to jak się okazuje w pierwszej kolejności słowo. Mamy coraz większą liczbę desygnatów:) Muszę uznanie miłości za efekt stanu świadomości związanego z tzw. oświeceniem to mię zdziwiła ta konstrukcja. Cóż to jest tak zwane oświecenie i czy każdy rodzaj oświecenia prowadzi do owego emocjonalnego (jak się domyślam pozytywnie rozumianego stanu), to chętnie dowiedziałabym się czegoś bliżej.
        Rozumiem że rozróżniasz coś w rodzaju miłości do świata i więzi emocjonalnej z drugim człowiekiem i twierdzisz że ich nie da się do jednego worka wsadzić. Nie uważasz że osoba w ten szczególny sposób oświecona, związki z ludźmi może traktować jako pochodną czy uzupełnienie tego stanu, natomiast szczególny związek z drugim człowiekiem może być podobnym źródłem zmiany świadomości czyli "tak zwanym" oświeceniem?
        • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 00:39
          Z niczym się nie rozprawiłem, po prostu zasygnalizowałem tylko swoje widzenie tego, o czym myślę że chciałaś pogadać :-).
          Rzeczywistość jest jedna, niepodzielna. To tylko nasz umysł operuje pojęciami które dla potrzeb komunikacji zamieniamy w słowa. Nie da się ogarniać wszystkiego na raz, gadać o wszystkim na raz, no to musimy tą rzeczywistość szatkować na kawałki które ogarniamy.
          Oświecenia , przebudzenie czy jak to tam zwał.. mam na myśli to o czym mówią mistycy. Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzić to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jakiś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale nie o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacza, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny. Ale jako stan ducha mocno się różni od tego co przynosi za sobą miłość między kobietą a mężczyzną. To nie jest ta huśtawka od nieba do piekła, z którą zazwyczaj wiążę się ta drugą. Można by powiedzieć że ta pierwsza, mistyczna, to przychylna obojętność, chociaż zestawienie tych dwu określeń wygląda trochę na sprzeczność. Ale słowa to tylko słowa. Jakoś inne nie przyszły mi do głowy. Obojętność, bo tak naprawdę nic od nas nie zależy, w tańcu życia jesteśmy tańcem a nie tancerzem. Przychylność, bo główna siła sprawcza tego w czym uczestniczymy ma jednak w racjonalnym ujęciu charakter twórczy, dynamiczny, zgodny z naszą naturą. Jakże by inaczej skoro jesteśmy częścią tej jednej, niepodzielnej, całości. Jeśli jesteśmy jedną z jej emanacji.
          Ta, druga miłość, w uproszczeniu stan emocjonalny wywołany zakochaniem, żeby ograniczyć się do tego rodzaju, to jeden z mechanizmów działania tej głównej siły sprawczej której jesteśmy narzędziami. Czyli życia, jakby nie definiować tego pojęcia. I dlatego ta druga miłość ma jego siłę, siłę życia. Ma jego bogactwo. Form, środków ...
          Życie ma tysiące przejawów, ma różne mechanizmy funkcjonowania ale zawsze jeden kierunek. I chociaż niektóre jego drogi okazują się drogami ślepymi to jako całość trwa i nieustannie się przeobraża. Tak samo jest z miłością. Nie ogarniesz jej, tak jak nie ogarniesz wszystkich aspektów życia. W sumie to i po co. W rolę Boga i tak nie wejdziemy to skupmy się na byciu sobą, życiu własnym życiem, szukaniu własnego oświecenia i własnej miłości.
          Zgadzam się z Tobą że człowiek oświecony będzie umiał przeżywać swoją miłość ze świadomością jej natury, będzie umiał znaleźć w niej cząstkę uniwersalnej prawdy o rzeczywistości. I, że te szczególnie silne doznania, przeżycia, które się z miłością wiążą będą wzbogacać jego wiedzę prowadzącą do widzenia rzeczywistości taką, jaka jest. Tylko że, miłość daje do obu tych rzeczy szansę, nie daje niestety żadnej pewności, że tak się stanie.
          Niektóre szkoły mistyczne, metody, wprost wykorzystują miłość jako narzędzie do osiągania oświecenia. Najbardziej znany przykład to tantra i tak zwany seks tantryczny. Często pojmowany obecnie jako sposób na szukanie wyrafinowanych doznań, jako celu, jest tak naprawdę sposobem szukania w tych doznaniach wiedzy o mechanizmach które nimi rządzą. Tak dla jasności dodam że, wiedza w przypadku rozwoju duchowego, to nie tylko zasób informacji zgromadzonych w umyśle, a głównie doświadczenia przeżyte osobiście i budujące też podświadomą część naszego umysłu. Tą której nie widzimy a która w znacznym stopniu kieruje naszym działaniem.
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:20
            radi_7 napisał: Wiem że to brzmi jak jaki
            > ś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale ni
            > e o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz
            > jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacz
            > a, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny.

            Po morfinie tak się czułam. Doskonałość, bezpieczeństwo i miłość. Zrozumiałam że jestem we właściwym miejscu które ma swoją doskonała logikę i porządek. Wszyscy byliśmy sobie przychylni, bo świadomi całości. Zniknęły leki i skomplikowalność.
            • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 08:37
              zawle napisała:
              > Po morfinie tak się czułam. Doskonałość, bezpieczeństwo i miłość. Zrozumiałam ż
              > e jestem we właściwym miejscu które ma swoją doskonała logikę i porządek. Wszys
              > cy byliśmy sobie przychylni, bo świadomi całości. Zniknęły leki i skomplikowaln
              > ość.
              Pewnie coś w tym jest co piszesz. Morfina wyłącza ból i inne przykre doznania. A człowiek jest sterowany dwom rodzajami doznań przyjemnymi, które go przyciągają, i przykrymi które go odpychają. Można wręcz powiedzieć że w normalnym stanie ducha jest ich niewolnikiem i miota się między nimi bezwolnie. Morfina wyłączając działanie tych przykrych i pozostawiając, czy nawet potęgując te przyjemne, daj poczucie wolności, spełnienia. Przecież bodźce przyjemne to nagroda umysłu za działanie uważane przez niego za słuszne i właściwe. Mając w sobie tylko te przyjemne dostajemy dowód, że wszystko co robimy jest OK, że postępujemy najlepiej jak można w danym momencie. Stąd poczucie harmonii, doskonałości, zgodności z naturą.
          • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 09:01
            radi_7 napisał:

            (...)"Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzić to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jakiś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje (...)"

            Uświadamiam sobie, naturę tego świata, ale takiego stanu akceptacji jeszcze nie udało mi się osiągnąć, wciąż się miotam.
            Może nie rozumuję jak dziecko, nie chcąc przyjąć do świadomości istnienia zła lub za wszelką cenę żyć bajkami, gdzie dobro zawsze zwycięża, ale jeszcze mi daleko do pełnego zrozumienia rzeczy.
            Skłaniam się do filozofii sw. Augustyna, który pisał, że natura jest doskonała, dobra, a zło jest BRAKIEM, jest luką w tej doskonałości.

            Wątek Bitch jest o tyle wyjątkowy, że z każdego tutaj rozmówcy, wylazło to prawdziwe " Ja"...
            Tak mi się wydaje, w naiwności mojej;-)
            • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 09:35
              W kwestii prawdziwego "ja" wole wierzyc czynom niz slowom. Inaczej zawsze ulegniemy iluzji budowanej przez drugiego czlowieka. Spolecznej fasadzie, ktora potrafi byc skrajnie odmienna od gleboko ukrytego ja.
              • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:39
                sabat.77 napisał:

                > W kwestii prawdziwego "ja" wole wierzyc czynom niz slowom. Inaczej zawsze ulegn
                > iemy iluzji budowanej przez drugiego czlowieka. Spolecznej fasadzie, ktora potr
                > afi byc skrajnie odmienna od gleboko ukrytego ja.

                Społeczna fasada, czyli co, iluzja słowna tworzona przez polityków? Ładne życie na pokaz, a np.tu, na forum, co jest "społeczną fasadą"? Jak sprawdzisz te "czyny" w prawdziwym życiu???To co piszemy nie jest jednak z głębi trzewi?
                Nie zakładasz chyba,że jesteś niesprawiedliwie oceniany?

                Zamotałam chyba, bo nie zrozumiałam dobrze...
            • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 09:49
              mojemail3 napisała:
              > Skłaniam się do filozofii sw. Augustyna, który pisał, że natura jest doskonała,
              > dobra, a zło jest BRAKIEM, jest luką w tej doskonałości.
              Zło i dobro to kategorie subiektywne. Są konsekwencją istnienia Ego. To co jest dobre dla jednego Ego, może być złe dla drugiego. Dlatego pełna akceptacja jest możliwa dopiero gdy zniknie Ego. Czyli my sami :-). To kto ma wtedy akceptować? ;-P
              Dobra... mnie wystarczy ta akceptacja którą mam. Rozumienie, że konsekwencją mojego istnienia jest w równym stopniu radość i cierpienia. Że nie da się mieć tylko jednego (chyba że po morfinie ;-) ), że trzeba być czujnym i świadomym, szukać cały czas kompromisu, do końca mając wątpliwości.
              I żeby już całkowicie nie uciekać od tematu Bitch. To samo akceptuję i w miłości. I niebo, i piekło które daje. To że się rodzi, buduje, niszczy i kiedyś tam przemija, zostawiając w nas ślady których nigdy nie da się już usunąć. Taką miłość uważam za doskonałą. Nie taką która wypełni się według planu jaki sobie założymy, według oczekiwań jakie w sobie mamy. Ale taką dla której będziemy środkiem a nie celem. Która spełni się w nas według planu, zasad, stworzonych gdzieś poza nami. Dla której będziemy nie celem ale narzędziem. I jedyne czego pragnę, to by za każdym razem, co pewien czas uświadomić sobie jej doskonałość.
              • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:24
                radi_7 napisał:
                > Zło i dobro to kategorie subiektywne. Są konsekwencją istnienia Ego. To co jest
                > dobre dla jednego Ego, może być złe dla drugiego. Dlatego pełna akceptacja jes
                > t możliwa dopiero gdy zniknie Ego. Czyli my sami :-). To kto ma wtedy akceptowa
                > ć? ;

                Ja jako agnostyczka myślę o tym w kategoriach wiary/wiedzy jako pewności zasadności wiary, poprzez doświadczenie. Nie ma to według mnie nic wspólnego z Ego. Ego jest wrażeniem zmysłowym. Jest tym co czujemy w odpowiedzi na bodźce. Jest reakcją. Gdy wyłączymy wartościowanie, emocje, uczucia, ból, radość, pozostaje absolut. Nie ma zła/dobra, jest tylko doświadczanie i rozwój.

                Gdy staniemy się kłodą na rwącej rzece potrafiącą cieszyć się z podróży....
                • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 11:01
                  zawle napisała:
                  > Ego jest wrażeniem zmysłowym.
                  Mhmm... no ja to obieram inaczej. Wszystko czym jesteśmy, przynajmniej w formie cielesnej, to tylko czasowa forma materii. Większość z tej materii przepływa przez nas nawet za trwania naszego życia. Komórki obumierają, rodzą się nowe itp. Ego to coś co stanowi o odrębności. Nie tylko chwilowej, materialnej, ale o też o tej rozciągniętej w czasie. Pomiędzy narodzinami i śmiercią. Duża część tej odrębności jest nieświadoma. A czy wrażenie zmysłowe może być nieświadome?
                  • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:00
                    radi_7 napisał:

                    > zawle napisała:
                    > > Ego jest wrażeniem zmysłowym.
                    > Mhmm... no ja to obieram inaczej. Wszystko czym jesteśmy, przynajmniej w formie
                    > cielesnej, to tylko czasowa forma materii. Większość z tej materii przepływa p
                    > rzez nas nawet za trwania naszego życia. Komórki obumierają, rodzą się nowe itp
                    > . Ego to coś co stanowi o odrębności. Nie tylko chwilowej, materialnej, ale o t
                    > eż o tej rozciągniętej w czasie. Pomiędzy narodzinami i śmiercią. Duża część t
                    > ej odrębności jest nieświadoma. A czy wrażenie zmysłowe może być nieświadome?

                    Dla mnie wrażenie odrębności jest świadomością. Najpierw jest niemożność oddzielenia siebie od zewnętrza ( cudze opinie, zdarzenia, emocje mieszają się tak, że nie potrafimy oddzielić och od siebie)- tak sądzę mają niemowlęta- co w bardziej świadomej formie pozostaje do końca życia. Potem jest świadomość własnej odrębności ( cudze opinie i zdarzenia nie mają na nas tak dużego wpływu potrafimy je oddzielić od siebie)- tak mają Ci co mają wyjebane;) Następny duzy etap to świadome rozpłynięcie się w absolucie, stanie się jego częścią, brak odrębności ( tak miałam po morfinie).
                    Wrażenie zmysłowe najczęściej są nieświadome. Dzieci trzeba uczyć że to co teraz czują to ból, co innego to smutek. Płaczą gdy są rozśmieszone, śmieją się gdy są przestraszone. Mają jeden worek. A dorosłych na terapiach się pyta: co czułeś, jak się z tym czułeś, opowiedz co się działo z twoim ciałem....
                    • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:03
                      Oczywiście mówię o tym w kontekście reakcji, nie samych wrażeń. Bo reakcja jest tym co jest naszym osobistym przeżyciem.
          • that.bitch.is.sick philos, eros, agape 23.02.14, 16:32
            radi_7 napisał:

            > Z niczym się nie rozprawiłem, po prostu zasygnalizowałem tylko swoje widzenie t
            > ego, o czym myślę że chciałaś pogadać :-).
            > Rzeczywistość jest jedna, niepodzielna. To tylko nasz umysł operuje pojęciami k
            > tóre dla potrzeb komunikacji zamieniamy w słowa. Nie da się ogarniać wszystkieg
            > o na raz, gadać o wszystkim na raz, no to musimy tą rzeczywistość szatkować na
            > kawałki które ogarniamy.
            > Oświecenia , przebudzenie czy jak to tam zwał.. mam na myśli to o czym mówią mi
            > stycy. Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzi
            > ć to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja
            > wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jaki
            > ś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale ni
            > e o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz
            > jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacz
            > a, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny. Ale jako stan ducha moc
            > no się różni od tego co przynosi za sobą miłość między kobietą a mężczyzną. To
            > nie jest ta huśtawka od nieba do piekła, z którą zazwyczaj wiążę się ta drugą.
            > Można by powiedzieć że ta pierwsza, mistyczna, to przychylna obojętność, chocia
            > ż zestawienie tych dwu określeń wygląda trochę na sprzeczność. Ale słowa to tyl
            > ko słowa. Jakoś inne nie przyszły mi do głowy. Obojętność, bo tak naprawdę nic
            > od nas nie zależy, w tańcu życia jesteśmy tańcem a nie tancerzem. Przychylność,
            > bo główna siła sprawcza tego w czym uczestniczymy ma jednak w racjonalnym ujęc
            > iu charakter twórczy, dynamiczny, zgodny z naszą naturą. Jakże by inaczej skoro
            > jesteśmy częścią tej jednej, niepodzielnej, całości. Jeśli jesteśmy jedną z je
            > j emanacji.
            > Ta, druga miłość, w uproszczeniu stan emocjonalny wywołany zakochaniem, żeby og
            > raniczyć się do tego rodzaju, to jeden z mechanizmów działania tej głównej siły
            > sprawczej której jesteśmy narzędziami. Czyli życia, jakby nie definiować tego
            > pojęcia. I dlatego ta druga miłość ma jego siłę, siłę życia. Ma jego bogactwo.
            > Form, środków ...

            No cóż, całkowicie się nie zgadzam zarówno z twoją klasyfikacją pojęć, a już kompletnie kupy nie trzyma się twoje ujednolicanie pod hasłem miłość totalnej wielości form postaw a nawet wartości moralnych:) To nie klasyfikowanie pojęć to groch z kapustą.
            Po pierwsze nie zgadzam się twoim utożsamianiem oświecenia z pojęciem miłości, jeszcze mogę się zgodzić że w niektórych religiach w mistycyzmie dopuszcza się rozumienie pewnego doświadczenia absolutu (arche) jako źródła czegoś w rodzaju akceptacji, na jakiej podstawie to utożsamiasz z miłością? która u większości kulturowo nam bliskich mistyków jest drogą do celu, bądź w monizmie tantrycznym erotyka, zespolenie seksualne (które jednak w ramach tamtej kultury nijak się ma do pojęcia miłości w wymiarze zachodnim z elementami agape) jest ścieżką do jakiejś formy kundalini,mocy duchowej energii jedności. Co do oświecenia "tak zwanego" to jeśli chodzi o mistycyzm to zarówno dao, ein soft, łaska boża, kundalini to różniące się doświadczenia/cele, a droga do nich to wiedzie przez zupełnie odmienne stopnie wtajemniczenia - nie znoszę tego typowego dla zachodnich interpretatorów wrzucania wszystkich systemów filozoficznych, religii z różnych kultur do jednego wora, oznaczania go nazwą mistycyzm i dopisywania dowolnych znaczeń. Na przykład w buddyzmie tantrycznym miłość to totalne unikanie wszelkiego przywiązania, u mistyków chrześcijańskich miłość boża i żarliwe emocjonalne przywiązanie jest kluczowe, gnoza zaś definiuje miłość przy zupełnej rezygnacji z cielesności gdzie tu tantra, gdzie tu jednakowość znaczenia słowa "oświecenie"?
            Może skończmy z tymi religiami bo to nas nie doprowadzi donikąd, skąd ci przyszło do głowy by od mistycyzmu zacząć definiowanie miłości?
            I najgorsze jest to że zaangażowanie emocjonalne między kobietą i mężczyzną, gdzie dopuszczasz dowolność form (tu rozumiem przemoc też?) również oznaczasz pojęciem miłość.
            Najpierw trzeba rozróżnić doświadczenie bycia kochanym, od odczuwania miłości i wszystko się wyjaśni.
            Ponadto nie możesz ignorować faktu że miłość czy odnosi się do relacji między ludźmi czy do kwestii relacji względem absolutu to nie przyjmuje ona dowolnych form, gdyż sprzeczne wartości pod tym samym pojęciem to aberracja o czym pisałam wcześniej i jest ona wiązana z wartościami pozytywnymi a nie negatywnymi i to zasadnicza różnica, więc nie możesz tu poprzestawać na stwierdzeniu że to mnogość form i znaczeń. Miłość ma wydźwięk pozytywny to jest wspólne dla wszystkich kultur, jedynie zupełnie inne znaczenie pozytywność ma w różnych kulturach. W naszej kulturze w rozumieniu uniwersalnym to miłość niestety/stety łączy się pewnymi zasadami moralnymi rozumianymi jako cnoty, a fakt iż jej wymiar międzyludzki (agape) jest zasadniczy i uniwersalny, łączy się z takimi samymi wartościami (naśladuje) caritas (czyli miłość boga do człowieka) rozumie samo przez się iż każda forma oświecenia uzyskana w obrębie religii chrześcijańskiej musi odnosić się do miłości w wymiarze międzyludzkim. I to jest to samo.
            W kontekście tego o czym pisałeś potem, a z czym wiele osób na forum ma problem (tj. widzą sprzeczność pomiędzy tą doniosłością moralną miłości a jej erotycznym charakterem, trudność w jej połączeniu) polecam podział greków którzy nie mieli takich dylematów. Mamy u Greków philos, eros i agape - ładnie rozdzielone pojęcia żęby nie było problemu. Z tym że to wszystko jest rozumiane tak iż te trzy wymiary mogą występować rozłącznie ale też nie ma między nimi sprzeczności, mogą występować w dowolnych konfiguracjach. Dlatego twoje stwierdzenie iż jedno rozumienie pojęcia miłość się do drugiego nie odnosi to tak nie do końca mnie przekonuje. A pojęcia trzeba właściwie klasyfikować i precyzyjnie.

            Freedom's just another word for nothing left to lose
            Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
            • radi_7 Re: philos, eros, agape 23.02.14, 18:09
              Noo... ja próbowałem odpowiedzieć na konkretne pytanie które zadałaś w pierwszym poście tego wątku. Możesz sprawdzić jak brzmiało. Ale o co Tobie teraz chodzi?
              Jakby co, to moje wyżej możesz traktować jako pytanie retoryczne. ;-)
    • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 22:34
      hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko, albo jej się Jezus Chrystus objawił, albo naprawdę jest chora bo bredzi jak w malignie.
      Najlepszy tekst imo, że wyniosłaby Kitty z pożaru :D
      no zeszłam.
      • zawle Re: Love supreme 22.02.14, 22:39
        burzowa.kejt napisała:
        > Najlepszy tekst imo, że wyniosłaby Kitty z pożaru :D

        Zaznaczyła że nie codziennie.
        • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 23:00

          > Zaznaczyła że nie codziennie.

          a tak.
          ale w pozostałe dni kocha ją :D
          love actually :D
          love supreme:D
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:13
            burzowa.kejt napisała:

            >
            > > Zaznaczyła że nie codziennie.
            >
            > a tak.
            > ale w pozostałe dni kocha ją :D
            > love actually :D
            > love supreme:D

            Nie wiem na ile serio jest ta rozmowa ale dziwię się. A ty byś człowiekowi którego nie lubisz w realu, nie mówiąc o forumowych animozjach pozwoliła spłonąć?
            To wszystko w porządku pod kopułką? Wesołe towarzystwo, te przyjaciółeczki zawle i kitty.
            A jak kogoś z forum nie lubicie wyjątkowo to co robicie? Dusicie mu psa czy podpalacie chałupę? Jeśli mieszka tam gdzie się da na miotle dolecieć.
            • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 23:34
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Nie wiem na ile serio jest ta rozmowa ale dziwię się. A ty byś człowiekowi któr
              > ego nie lubisz w realu, nie mówiąc o forumowych animozjach pozwoliła spłonąć?

              nie wiem, nie miałam okazji sprawdzić.
              ale myślę że wiele jest osób, którym dałabym splonąć bez jednego mrugnięcia.Mam spleśniałe serce po prostu i niektórych osobiście mogłabym posadzić na stosie.

              > Wesołe towarzystwo, te przyjaciółeczki zawle i kitty.
              widać że bardzo cię to boli.

              > A jak kogoś z forum nie lubicie wyjątkowo to co robicie? Dusicie mu psa czy pod
              > palacie chałupę?

              nic nie robimy.olewamy.
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 23.02.14, 16:37
                burzowa.kejt napisała:


                >
                > nie wiem, nie miałam okazji sprawdzić.
                > ale myślę że wiele jest osób, którym dałabym splonąć bez jednego mrugnięcia.Mam
                > spleśniałe serce po prostu i niektórych osobiście mogłabym posadzić na stosie.

                Nie wiem czy to spleśniałe serce czy brak pomyślunku, gdyż serce nie podejmuje decyzji, tylko rozum. Trzeba wziąć odpowiedzialność z tego kto wyciąga wnioski, rozważa za i przeciw. Czym jest bezmyślna przemoc? Bezmyślnym poddawaniem się negatywnym emocjom. A to kwestia wyboru.
                >
                .
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 22:58
        burzowa.kejt napisała:

        > hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko,

        Aproppo zielska to slyszeliscie jakim rozpasaniem pojechali w Urugwaju, potem na polnocy w dwoch stanach bodajze Colorado i Washington? Zielsko mozna na sprzedaz hodowac :) Malo tego cos sie posunelo do przodu w temacie w Portugalii. Moze Rekreativia cos slyszala? Holandia az sie zawstydzila i te 30.000 nielegalnych szkolek konopii beda chyba legalizowac. Moze to bylby biznes dla mnie? :-) Swoja droga Wont do Czech blizej nie masz?
        • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 23:07
          hello-kitty2 napisała:
          > Aproppo zielska to slyszeliscie jakim rozpasaniem pojechali w Urugwaju, potem n
          > a polnocy w dwoch stanach bodajze Colorado i Washington? Zielsko mozna na sprze
          > daz hodowac :)

          hodować nie, ale w Kolorado od początku tego roku można legalnie kupić.
        • wont Re: Love supreme 23.02.14, 16:08
          hello-kitty2 napisała:
          Sw
          > oja droga Wont do Czech blizej nie masz?
          -------------
          "Swoją drogą" a'propos w odniesieniu do czego? Bo się już zgubiłem w tym wątku i drzewku... Rozmawiasz ze mną czy sabatem? Wbrew pozorom nie mieszkamy razem - Sabat mieszka zdaje się na Śląsku, ja w Wawie. I psy mamy nie takie same.

          PS. Już nie palę, ja to teraz taki bardziej święty jestem. No chyba, że ktoś poczęstuje.
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 16:35
            wont napisał:

            > hello-kitty2 napisała:
            > Sw
            > > oja droga Wont do Czech blizej nie masz?
            > -------------
            > "Swoją drogą" a'propos w odniesieniu do czego? Bo się już zgubiłem w tym wątku
            > i drzewku... Rozmawiasz ze mną czy sabatem? Wbrew pozorom nie mieszkamy razem -
            > Sabat mieszka zdaje się na Śląsku, ja w Wawie. I psy mamy nie takie same.
            >
            > PS. Już nie palę, ja to teraz taki bardziej święty jestem. No chyba, że ktoś po
            > częstuje.

            No przeciez post byl o zielsku. Chyba blednie rozumuje, ze jak z kims o czyms rozmawialam to on o tym pamieta. Jak piszesz za dwoch to rzeczywiscie moze Ci sie pieprzyc :-) Albo moze nie wiesz, ze w Czechach kupisz marihuane na legalu. Kiedys pytales czy w Rosendaal idzie cos zajarac na przyjezdnego. Wg google maps masz prawie polowe drogi np do Pragi.
            • wont Re: Love supreme 23.02.14, 16:48
              W Roosendaal to już się nie dało nic zapalić kilka lat temu, trzeba było jeździć do Bredy. A słuchy mnie dochodziły, że teraz to w ogóle w całej Holandii obcokrajowcy nie mogą korzystać z kofiszopów. Z tym "legalem" w Czechach to chyba nie jest tak 100 procent - zdaje się, że doniesienia medialne jakoby tam była już taka wolność to chyba mylne są. W każdym razie, ani takim fanem trawki ani takim legalistą nie jestem, żeby jechać pół Polski do Czech. A do Holandii wpadałem, bo miałem blisko z Belgii.
              • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 17:21
                wont napisał:

                W każdym razie, ani takim fanem trawki ani ta
                > kim legalistą nie jestem, żeby jechać pół Polski do Czech. A do Holandii wpadał
                > em, bo miałem blisko z Belgii.

                Nie jestes fanem trawki? Ooo, a ja myslalam, ze piszesz do mnie jak fan do fana. Chyba Ci dopisalam entuzjazmu, ktory Ci teraz jakby oklapl ;)


                • wont Re: Love supreme 23.02.14, 17:34
                  Bez przesady, nic mi nie oklapło... Po prostu lepsze są używki twarde a nie miękkie. Chyba się zgodzisz. :)
      • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 00:39
        burzowa.kejt napisała:

        > hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko, albo jej się Jezus Chrystus objawił
        > , albo naprawdę jest chora bo bredzi jak w malignie.
        > Najlepszy tekst imo, że wyniosłaby Kitty z pożaru :D
        > no zeszłam.

        Nie ma to jak dokopać "suce" pod nowo założonym nickiem. Można się poczuć takim bezkarnym i odważnym, co nie ? Wstydź się.
        • rekreativa Re: Love supreme 23.02.14, 00:54
          To zawle?
          • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 07:01
            rekreativa napisała:

            > To zawle?

            stawiam na Kitty
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:14
            rekreativa napisała:
            > To zawle?

            Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworzyć żadnego swojego nowego alter ego.
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:14
            rekreativa napisała:
            > To zawle?

            Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworzyć żadnego swojego nowego alter ego żeby z chamem po chamsku
            • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 09:38
              zawle napisała:

              > rekreativa napisała:
              > > To zawle?
              >
              > Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworz
              > yć żadnego swojego nowego alter ego żeby z chamem po chamsku


              Ponieważ darzę cię zawle dużą sympatią to pewnie nawet gdybyś to była ty to zrzuciłabym to na karb jakiejś chwilowej słabości, ze wzgledu na moją słabość do ciebie)) na pytanie rekreativy: czy to ty zawle? od razu uznałam może niesprawiedliwie ze to kitty- ale kitty jest manipulantka i sama dobrze wie o tym choć bitch oczywiście to ta sama szkoła jazdy. Myślę ze dziewczyny jakby się dogadały to byłyby dobrymi koleżankami.
              No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was
              • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:25
                bgz0702 napisała:

                (...)"No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was(...)"

                Niesamowite, taki scenariusz i podział na role nie przyszedł by mi nawet do głowy...
                Nie wydaje mi się,aby Bitch miała potrzebę uciekac do roli ofiary aby zaistnieć;-)
                Niebywałe, są jednak rzeczy na świecie, które się fizjologom nie śniły...

                No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywale...
                • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:29
                  mojemail3 napisała:
                  > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywal
                  > e...

                  www.filmweb.pl/film/uwantme2killhim-2013-626115
                  Tyle szuflad...ale zawsze to lepsze niż bałagan;)
                  • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:41
                    zawle napisała:

                    > mojemail3 napisała:
                    > > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają ni
                    > ebywal
                    > > e...
                    >
                    > www.filmweb.pl/film/uwantme2killhim-2013-626115
                    > Tyle szuflad...ale zawsze to lepsze niż bałagan;)

                    Zdanie zrozumiałam, ale co z linka filmowego ma wynikać niestety nie...Idę sobie drugą kawę zrobić, miałam ciężką przeprawę rodzinną w sobotę...
                    • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:43
                      Że nie tylko kobiety mają popieprzone pod sufitem:))) Ja też na kawkę....twoje zdrówko:)) Ja zaraz mykam do pracy....
                      • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:55
                        zawle napisała:

                        > Że nie tylko kobiety mają popieprzone pod sufitem:))) Ja też na kawkę....twoje
                        > zdrówko:)) Ja zaraz mykam do pracy....

                        Ale przecież nie napisałam,że mam męski umysł( co mi się zarzuca, lub rzuca jako komplement;-) tylko nieskomplikowany...
                        O, panowie też potrafią bez logiki i sensu gadać, a jakże;-)

                        A słowociągi i słowotoki erudytów zawsze mnie zadziwiały i wpędzały w kompleksy...

                • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 10:45
                  mojemail3 napisała:

                  > bgz0702 napisała:
                  >
                  > (...)"No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujm
                  > ować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to ż
                  > eby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was(...)"
                  >
                  > Niesamowite, taki scenariusz i podział na role nie przyszedł by mi nawet do gło
                  > wy...
                  > Nie wydaje mi się,aby Bitch miała potrzebę uciekac do roli ofiary aby zaistnie
                  > ć;-)
                  > Niebywałe, są jednak rzeczy na świecie, które się fizjologom nie śniły...
                  >
                  > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywal
                  > e...

                  to nic skomplikowanego- nic nad czym trzeba dumać zacięcie i do czego potrzebny jest umysł bardzo skomplikowany, ja sama jestem prosta jak cep i lubię wszystko co proste i jasne a jednak nie są to akcje których nie mozna założyc na tym szczeblu relacji jakie łączą i dzielą dziewczyny to proste jak ciąg dalszy zagrywki między nimi. Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to manipulacja dla czyjejś korzyści
                  • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:51
                    bgz0702 napisała: Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to manipu
                    > lacja dla czyjejś korzyści

                    Ale jakie korzyści? Bo nie widzę.
                    • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 10:56
                      zawle napisała:

                      > bgz0702 napisała: Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to mani
                      > pu
                      > > lacja dla czyjejś korzyści
                      >
                      > Ale jakie korzyści? Bo nie widzę.

                      ośmieszanie suki to mało przyjazna postawa ktoś chciał coś ugrać i na tym zyskać
                      • loppe Re: Love supreme 23.02.14, 11:53
                        bójka hokeistek Kanady i USA

                        www.youtube.com/watch?v=3B0kOcp_tCQ
                        • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:06
                          loppe napisał:

                          > bójka hokeistek Kanady i USA

                          To już kiślowe bójki nie są modne?;)
                      • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:05
                        bgz0702 napisała: > ośmieszanie suki to mało przyjazna postawa ktoś chciał coś ugrać i na tym zyska
                        > ć

                        Dla mnie to nie było ośmieszające. Dwa...suka sam się ośmiesza na tyle skutecznie, że nikt jej w tym nie musi przeszkadzać/pomagać.
              • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:27
                bgz0702 napisała:> Ponieważ darzę cię zawle dużą sympatią to pewnie nawet gdybyś to była ty to zrz
                > uciłabym to na karb jakiejś chwilowej słabości, ze wzgledu na moją słabość do c
                > iebie)) na pytanie rekreativy: czy to ty zawle? od razu uznałam może niesprawie
                > dliwie ze to kitty- ale kitty jest manipulantka i sama dobrze wie o tym choć bi
                > tch oczywiście to ta sama szkoła jazdy. Myślę ze dziewczyny jakby się dogadały
                > to byłyby dobrymi koleżankami.
                > No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować
                > i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby z
                > aistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was

                Jestem na to zbyt mało skomplikowana. Ja z kolei bardzo lubię Kitty za jej odsłanianie miękkiego i uczciwość w stosunku do siebie i innych. Oraz za samoświadomość.
              • that.bitch.is.sick Detektyw! 23.02.14, 18:34
                bgz0702 napisała:

                > zawle napisała:
                >
                > > rekreativa napisała:
                > > > To zawle?
                > >
                > > Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę
                > tworz
                > > yć żadnego swojego nowego alter ego żeby z chamem po chamsku
                >
                >
                > Ponieważ darzę cię zawle dużą sympatią to pewnie nawet gdybyś to była ty to zrz
                > uciłabym to na karb jakiejś chwilowej słabości, ze wzgledu na moją słabość do c
                > iebie)) na pytanie rekreativy: czy to ty zawle? od razu uznałam może niesprawie
                > dliwie ze to kitty- ale kitty jest manipulantka i sama dobrze wie o tym choć bi
                > tch oczywiście to ta sama szkoła jazdy. Myślę ze dziewczyny jakby się dogadały
                > to byłyby dobrymi koleżankami.
                > No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować
                > i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby z
                > aistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was

                Dziewczyno ja naprawdę ja mam wyjątkowo perwersyjne upodobania i szacunek do istot ludzkich że mi się chce czytać i odpowiadać na te żałosne paści.

                Cóż za inteligenta intryga na miarę inteligencji kitty!:) To mi się podoba:)) I zawle - detektyw inwektyw. tylko czy bitch byłaby zdolna do tak inteligentnej intrygi?:)The secret of the fox
                Ancient mystery
                • bgz0702 Re: Detektyw! 23.02.14, 19:09
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Dziewczyno ja naprawdę ja mam (...) szacunek do is
                  > tot ludzkich że mi się chce czytać i odpowiadać na te żałosne paści.
                  >

                  wiem love supreme
                  • that.bitch.is.sick supreme evil 23.02.14, 19:57
                    bgz0702 napisała:


                    >
                    > wiem love supreme

                    Nic do Ciebie nie mam naprawdę ale mogłabyś nie zajmować się tylko dziecinnymi przepychankami, które ani nikogo tu ziębią ani grzeją, ani piana toczona przez zawle z pyska nikogo nie zajmuje oprócz czasem mojego perwersyjnego zainteresowania:), niech se naplują na sukę jak ich pokąsała i je coś boli, co ja poradzę, każdy musi odregować.
                    Na razie tylko toczą paroksyzmy późnego stadium wścieklizny, taki sukowstręt:) nimi trzepie, żeby było ciekawie muszę parę dni odczekać aż się ten cały sabat uspokoi:). i zaczniemy taniec od nowa:).
                    Natomiast w temacie, to bardzo nieładnie robisz utożsamiasz tytuł i temat bezpośrednio z uczuciami autorki.
                    Gdy założę temat supreme evil to również mi to przypiszesz. Tymczasem jeśli wokół różnych tematów krążę, nie znaczy że należy mnie z nimi utożsamiać, lub innych autorów utożsamiać z tematem. Ja jestem narratorem. A tak serio to sprowokował mnie sabat, zarzucając mi robaczywość, ja się sabatem przejmuję niestety bo go lubię bez wzajemności:D.

                    Nie jestem permanentnie cyniczna dlatego wolno mi po fantazjować na temat idealnej miłości. Zawle biedula sobie tego prawa nawet nie daje, żyje w szarym świecie szemranych relacji i dwuznaczności. Ona najwyraźniej jest zakładniczką swojego cynizmu. Cynizm jest łatwy i banalny. Cynicznym być każy głupi potrafi. No może oprócz kitty, ale ona jest specjalnej forumowej troski:)
                    • bgz0702 Re: supreme evil 23.02.14, 21:26
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > Nic do Ciebie nie mam naprawdę ale mogłabyś nie zajmować się tylko dziecinnymi
                      > przepychankami, które ani nikogo tu ziębią ani grzeją, ani piana toczona przez
                      > zawle z pyska nikogo nie zajmuje oprócz czasem mojego perwersyjnego zainteresow
                      > ania:), niech se naplują na sukę jak ich pokąsała i je coś boli, co ja poradzę,
                      > każdy musi odregować.

                      och suka. Dziwna to sprawa, o czym ty piszesz? Daj spokój, przejrzyj swoje posty do innych forumowiczów, Co to za teksty...? Nie rób jaj

                      > Na razie tylko toczą paroksyzmy późnego stadium wścieklizny, taki sukowstręt:)
                      > nimi trzepie, żeby było ciekawie muszę parę dni odczekać aż się ten cały sabat
                      > uspokoi:). i zaczniemy taniec od nowa:)

                      no coś w tym jest ale co się stało to się nie odstanie, czas naprawić błedy albo sobie w droge nie wchodzic.

                      > Natomiast w temacie, to bardzo nieładnie robisz utożsamiasz tytuł i temat bezpo
                      > średnio z uczuciami autorki.
                      > Gdy założę temat supreme evil to również mi to przypiszesz. Tymczasem jeśli wok
                      > ół różnych tematów krążę, nie znaczy że należy mnie z nimi utożsamiać, lub inny
                      > ch autorów utożsamiać z tematem. Ja jestem narratorem. A tak serio to sprowokow
                      > ał mnie sabat, zarzucając mi robaczywość, ja się sabatem przejmuję niestety bo
                      > go lubię bez wzajemności:D.

                      narratorem- to dobre chyba i jedynie słuszne, bo czyatm ciebie (chociaż po łebkach bo za długie te filozoficzne wywody jak dla mnie) i własciwie widzę tam tylko przytaczane przykłady z cudzej biografii i filozofie różniste które przytaczasz. ale co z tego? Co mnie te filozofie i klasyfikacje obchodzą? jestem po studiach od kilkunastu lat, miałam takie gadki jak był dobry czas. Teraz liczy się bardziej jak dzięki nim umiesz sobie z własnym życiem poradzić.

                      > Nie jestem permanentnie cyniczna dlatego wolno mi po fantazjować na temat idea
                      > lnej miłości. Zawle biedula sobie tego prawa nawet nie daje, żyje w szarym świe
                      > cie szemranych relacji i dwuznaczności. Ona najwyraźniej jest zakładniczką swoj
                      > ego cynizmu. Cynizm jest łatwy i banalny. Cynicznym być każy głupi potrafi. No
                      > może oprócz kitty, ale ona jest specjalnej forumowej troski:)

                      nic mi do tego o czym fantazjujesz, nie pytam cię o zgode dla własnych fantazji

        • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:22
          sabat.77 napisał: > Nie ma to jak dokopać "suce" pod nowo założonym nickiem. Można się poczuć takim
          > bezkarnym i odważnym, co nie ? Wstydź się.

          Jej anonimowość powoduje że stałeś się taki moralny i odważny? :)))
          • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 08:38
            Masz z tym jakis problem zawle ?
            • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:32
              sabat.77 napisał:
              > Masz z tym jakis problem zawle ?

              jesteś zainteresowany moimi problemami czy usiłujesz mnie przestraszyć:))))
              • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 12:11
                Nie sadze, bym byl w stanie cie nastraszyc. Nie spodobalo mi sie napadanie na uzytkownika zza wegla, dalem temu wyraz.
                Odwaga to cos, czego sie ucze, ale mam pozytywne przeblyski. Tak czuje.
                • loppe Re: Love supreme 23.02.14, 12:20
                  Poza tym ten wątek jest poświęcony love supreme, więc bardzo nietaktownie tu kogoś zaatakować
                • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:23
                  sabat.77 napisał:
                  Nie spodobalo mi sie napadanie na u
                  > zytkownika zza wegla, dalem temu wyraz.


                  Aaa....no tak, każdy ma prawo wartościować nietakty. Dla mnie dużo większym jest ( skurwysyństwem) ujawnianie na ogólnym info które się pozyskało z priva.
                  • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 12:34
                    A czy ja cos takiego robie ? Wskaz mi, gdzie dopuszczam sie takich zachowan ?
                    • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 12:46
                      sabat.77 napisał:

                      > A czy ja cos takiego robie ? Wskaz mi, gdzie dopuszczam sie takich zachowan ?

                      tu chodzi o bitch i kitty coś im się nie układało i poszły z grubej rury
                      • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 12:49
                        Tu na forum ? Teraz ??? Nic nie widze. Chyba ze moderatorzy pokasowali, a mnie nie bylo przy tym...
                        • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 12:57
                          sabat.77 napisał:

                          > Tu na forum ? Teraz ??? Nic nie widze. Chyba ze moderatorzy pokasowali, a mnie
                          > nie bylo przy tym...

                          nie teraz, kiedyś ale nie pamietam kto zaczał w każdym razie o ile pamietam obie pogadały publicznie
                          • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 13:03
                            Acha, wtedy co Kitty potem odgrazala sie, ze ja znajdzie czy cos takiego ? To pamietam.
                          • burzowa.kejt Re: Love supreme 23.02.14, 13:07
                            Ej, no co to za teorie spiskowe tutaj uknuliście?
                            Ze mnie ani Zawle, ani Kitty, ani Suka :)
                            Nawet nie Sabat, rycerz na białym koniu :)
                            • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 13:10
                              burzowa.kejt napisała:

                              > Ej, no co to za teorie spiskowe tutaj uknuliście?
                              > Ze mnie ani Zawle, ani Kitty, ani Suka :)
                              > Nawet nie Sabat, rycerz na białym koniu :)

                              No to co się wpieprzasz między wódkę i zakąskę, hę?
                              Zainteresowana jak będę miały ochotę same sobie dadzą bo buziach...

                              • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 14:38
                                mojemail3 napisała:> No to co się wpieprzasz między wódkę i zakąskę, hę?
                                > Zainteresowana jak będę miały ochotę same sobie dadzą bo buziach...

                                Wiesz jak jest....sama się dosiadłaś:))))
                            • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 13:11
                              Skad wiesz ze mam bialego konia ? Nie przypominam sobie bym Ci go pokazywal.
                              • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 13:17
                                sabat.77 napisał:

                                > Skad wiesz ze mam bialego konia ? Nie przypominam sobie bym Ci go pokazywal.

                                Sabat ale meczysz, dwoisz sie i troisz by kogos za jezyk pociagnac, by cos zamacic, by sie cos wywiedziec, by kogos do czegos podjudzic, a nikt sie nie daje. Taka menda bez odwagi jestes i tyle :)
                                • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 13:22
                                  No popatrz, to calkiem jak Ty.
                            • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 13:18
                              Czekaj, niech zgadne. Podczytujesz forum od lat, ale akurat wczoraj natchnelo Cie, zeby pouzywac sobie w bardziej aktywny sposob ? ;)
                            • rekreativa Re: Love supreme 23.02.14, 16:16
                              Ej, no, bez jaj. Jesteś kimś stąd pod nowym nickiem.
                    • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:48
                      sabat.77 napisał:

                      > A czy ja cos takiego robie ? Wskaz mi, gdzie dopuszczam sie takich zachowan ?


                      Nie, nigdy tak się nie zachowałeś. A gadamy ze sobą na privie. Ale czemu nie płoniesz usprawiedliwionym oburzeniem gdy do czegoś takiego dochodzi?
                      • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 12:56
                        No ale ja nie wiem o czym ludzie gadaja ze soba na privie i co jest za zezwoleniem a co nie. Bylo tylko kilka takich sytuacji gdzie wiedzialem, nie podobalo mi sie to, a nie zabralem glosu bo zabraklo mi wtedy odwagi.
    • yoric Re: Love supreme 23.02.14, 02:50
      Dla mnie love supreme kojarzy się nieodparcie z piosenką Robbiego Williamsa, z takim świętym graalem, którego szukamy, ale nigdy nie znajdziemy, z poczuciem rezygnacji. Z czymś wkurzającym, bo to ciągle nie to, i ciągle nie to - aż w końcu decydujemy się na 'good enough', ale zostaje świadomość, że to jednak nie to...
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 11:10
        yoric napisał:

        > Dla mnie love supreme kojarzy się nieodparcie z piosenką Robbiego Williamsa, z
        > takim świętym graalem, którego szukamy, ale nigdy nie znajdziemy, z poczuciem r
        > ezygnacji. Z czymś wkurzającym, bo to ciągle nie to, i ciągle nie to - aż w koń
        > cu decydujemy się na 'good enough', ale zostaje świadomość, że to jednak nie to
        > ...

        Yoric a w poprzednich zwiazkach tez tak miales czy to sie nasila z czasem i z sukcesami w podbojach? Pytam, bo tez cos takiego u siebie obserwuje. I zastanawiam sie skad mi sie to bierze? Ale chyba z samego uplywu czasu i swiadomosci, ze nie mamy go az tak wiele wiec zamiast sie bujac w nieskonczonosc lepiej w koncu osiasc.
        • yoric Re: Love supreme 23.02.14, 21:37
          W pierwszym nie. W drugim często nuciła mi się właśnie "Love supreme" oraz "Rysa na szkle" :). Podboje pewnie swoje robią, ale chciałbym przynajmniej wierzyć, że graal istnieje naprawdę.
          • mojemail3 Re: Love supreme 24.02.14, 00:25
            yoric napisał:

            > W pierwszym nie. W drugim często nuciła mi się właśnie "Love supreme" oraz "Rys
            > a na szkle" :). Podboje pewnie swoje robią, ale chciałbym przynajmniej wierzyć,
            > że graal istnieje naprawdę.

            Yoric, Twoje poszukiwania przypominają mi nasze poszukiwania noclegu( żaglówką) na Mazurach...Jak nie dość wcześnie się tym zajęliśmy ( bo się miło halsuje, piwo pije i gada...) lub zbyt wybredni bywaliśmy, to lądowaliśmy w przysłowiowej "kaczej D."To znaczy brzeg beznadziejny, brak miejsca na ognisko, drewna i takie tam...Inna sprawa,że nam te dobre miejsca zajęli, jakeśmy się beztrosko bujali;-)
            • yoric Re: Love supreme 25.02.14, 01:46
              Ooo, znaleźć fajny nocleg to póki co nie problem, gorzej jak żegluga zaczyna być uciążliwa i przydałaby się taka przystań 'na dobre'.
              • mojemail3 Re: Love supreme 25.02.14, 17:03
                yoric napisał:

                > Ooo, znaleźć fajny nocleg to póki co nie problem, gorzej jak żegluga zaczyna by
                > ć uciążliwa i przydałaby się taka przystań 'na dobre'.

                Marzyciel...A jak się przystań znudzi i opatrzy a serce zatęskni za pełnym morzem???
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 24.02.14, 02:38
        yoric napisał:

        > Dla mnie love supreme kojarzy się nieodparcie z piosenką Robbiego Williamsa, z
        > takim świętym graalem, którego szukamy, ale nigdy nie znajdziemy, z poczuciem r
        > ezygnacji. Z czymś wkurzającym, bo to ciągle nie to, i ciągle nie to - aż w koń
        > cu decydujemy się na 'good enough', ale zostaje świadomość, że to jednak nie to
        > ...

        Świetny jest ten kawałek Wiliamsa, ale mi się zawsze kojarzył z siłą wewnętrzną, z kimś kto stara się trzymać poziom, z kimś kto nie odpuszcza w życiu łatwo. Ja też ściszałam piosenki o miłości, miałam wrażenie że mnie prześladuje to całe banalne gówno, czy "good enough" dla mnie nic autentycznego (chcesz na ostro, na soft) i mówiłam nie poddam się temu, bo wszystko już kiedyś było wszystko jest zgraną kliszą między mężczyzną i kobietą, w każdej sytuacji czuję się jak przebieraniec, Jack Lemmon który tańczy tango z różą w zębach w "Pół żartem pół serio" mężczyzna w przebraniu kobiety wie jak działa mężczyzna, to chyba jasne że gdy się zna zakończenie, zna się działanie tego instrumentu, grasz na cudzych emocjach jak muzyk to ciężko cię zaskoczyć. Trzeba się na improwizację przestawić z muzyki pop yoric ja to widzę takoż...:)
    • urquhart Re: Love supreme 23.02.14, 13:27
      that.bitch.is.sick napisała:
      > znaczy że jeszcze miłości nie znalazł. Owszem często tak jest gdy spotykamy kog
      > oś kto nas zafascynuje to przestajemy szukać. Nauka twierdzi, że na trzy lata.
      > A co dalej? Następna osoba która nas zafascynuje? A może jednak to tkwi gdzieś
      > w jakiejś głębokiej wewnętrznej układance wartości?

      Dla mnie inspirującym tematem zawsze było badanie tych par u których można na poziomie neuroprzekaźników i EEG nawet stwierdzić długoletnią nieustającą wieczną miłość.
      Na pewno są to osoby które szukają w sobie motywację żeby "mieć ochotę", w odróżnieniu od tych co szukają usprawiedliwień dlaczego brak im tej "ochoty".
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,145107402,,Wieczna_milosc_nagroda_motywacja_i_gratyfikacja.html?v=2
    • twojabogini Hildegarda z Bingen 24.02.14, 13:34
      loppe napisał:

      >dlaczego i jak Hildegard von Bingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę >postać nie tak dawno i bardzo mnie zaciekawiła.

      Na pisma Hildegardy trafiłam zgłębiając średniowiecze. Stanowiła zaprzeczenie wszystkich mitów o epoce średniowiecza (no może poza wiarą w działanie magicznych mikstur i leczenia zdechłymi nietoperzami :) - od niedostępności edukacji dla kobiet, po brak alternatywnych dróg dla życia kobiety - poza rolą matki i żony.
      Fascynuje mnie jej postać, jak postać każdego poszukiwacza, badacza. Ale zafascynowało mnie także to, że wszystkie jej pisma ukazują wizję ludzkiej seksualności przynależnej wciąż jeszcze do sfery sacrum. Hildegarda o swoich doświadczeniach mistycznych pisze w kategoriach fizycznych, ekstatycznych. Opisując stosunek w traktatach medycznych pisze o aktywnej roli kobiety, o jej przyjemności, orgazmie, wytrysku. Nie tak wyobrażałam sobie średniowieczną wizję seksualności, po tym czego dowiedziałam się w szkole. Później odkryłam, że taki sposób pojmowania seksualności był w wiekach średnich dość powszechny, ale w pamięci została mi Hildegarda :)




      • loppe Re: Hildegarda z Bingen 24.02.14, 14:40
        Ogromnie mnie zaskakujesz. Ja owszem wiedziałem o niezwykłości multiuzdolnionej geniuszki, ale żeby średniowieczna zakonnica pisała w tak renesansowy sposób... Dziś nawet jest to spojrzenie nowoczesne.

        "Opisując stosunek w traktatach medycznych pisze o aktywnej roli kobiety, o jej przyjemności, orgazmie, wytrysku. Nie tak wyobrażałam sobie średniowieczną wizję seksualności..."
    • twojabogini seks jako sacrum 24.02.14, 14:17
      Doświadczenie absolutu, oświecenia jest opisane w różnych kulturach - zawsze podobnie. To doświadczenie jedności ze światem i odczucie absolutnej miłości. To czy jesteśmy gotowi na takie doświadczenie podczas seksu, zależy tylko od tego jak postrzegamy seks i na ile instrumentalnie go traktujemy.

      Nie można odczuwać miłości absolutnej do jednej osoby - bo miłość absolutna, tak jak ukazują ją mistycy wszystkich kultur i religii nie jest uczuciem inicjowanym przez człowieka. To raczej stan którego jesteśmy częścią. Tak więc miłością absolutną możemy objąć innego człowieka, a nie ją do niego poczuć.

      Seksualna praktyka odnalezienia absolutu, to - na ile udało mi się ustalić - dążenie poprzez bliskość, intymność, przełamanie barier do pełnego i szczerego kontaktu z sobą samym lub z kochankiem/ką. Tak więc jeśli w seksie zakładamy maski, gramy przed kochankiem lub przed sobą, odgradzamy się od swoich emocji, dążymy jedynie do wywołania napięcia seksualnego i jego rozładowania - mamy po prostu seks. Także instrumentalne traktowanie seksu (rozładowanie stresu, dominacja nad kochankiem, zaspokojenie potrzeby czułości, orgazm jako cel, prokreacja itp.) raczej wyklucza osiągnięcie absolutu. Gdy dążymy do, no nie wiem, "momentu prawdy" "szczerości" dostajemy więcej.
      Do osiągnięcia absolutu wcale nie jest konieczne odczuwanie tego, co określamy potocznie "miłością" do kochanka/i. Liczy się gotowość do zdjęcia maski, bycia sobą, do odczucia przyjemności.

      Tak więc wychodzi na to, że seks sacrum to seks dla seksu, przyjemności, wyraz radości życia. Seks profanum - to seks za którym stoją jakiekolwiek motywy - prokreacja, zaspokojenie żądzy, podniesienie poczucia wartości, nawiązanie kontaktu z drugim człowiekiem.

      Tak to sobie roboczo ułożyłam po paru rzutach oka na pisma różnych mędrców, paru rozmowach i przemyśleniu doświadczeń własnych. Aha i wszyscy są zgodni, że na seksualnej drodze do oświecenia konieczny jest orgazm. Nie ma orgazmu - nie ma oświecenia :)
      • that.bitch.is.sick Re: seks jako sacrum 24.02.14, 15:28
        twojabogini napisała:

        > Doświadczenie absolutu, oświecenia jest opisane w różnych kulturach - zawsze po
        > dobnie. To doświadczenie jedności ze światem i odczucie absolutnej miłości. To
        > czy jesteśmy gotowi na takie doświadczenie podczas seksu, zależy tylko od tego
        > jak postrzegamy seks i na ile instrumentalnie go traktujemy.
        >

        Tylko w religiach monistycznych ta jedność ze światem. Co do religijnej ekstazy znowuż utożsamianie jej z osiąganiem oświecenia przez wszystkie formy doświadczania natury u adeptów tantry, w tym seksualnej, idea świętych ladacznic to z pewnością nie jest drogą którą obrałyby mistyczki chrześcijańskie, zaś dla bezpośredniego doświadczenia mistycznego opisującym jakieś efemeryczne stany muszą bazę stanowić koncepcje filozoficzne czy religijne w zasięgu których ów mistyk odnajduje owe bezpośrednie doświadczenie a te koncepcje niosą pewne definicje pojęć wpisane w jakieś szersze systemy filozoficzne/ religijne
        Samo ekstatyczne doświadczenie mistyczne opisywane przez jego uczestnika przy pomocy znanych mu pojęć nie jest doświadczaniem natury zjawiska w takim znaczeniu w jakim je rozumiemy. Ja bym więc pominęła to definiowanie miłości na podstawie mistycznych doświadczeń i nie traktowała tych pojęć jako synonimów. Oświecenie, doświadczenie absolutu czy jedności, a miłość to wciąż dla mnie zbyt odległe pojęcia żeby je sobie tak mieszać. Bo te pojęcia odnoszę do ich zwyczajowego rozumienia, praktyki i rzeczywistości.
        Ponadkulturowe podejście podoba mi się w kontekście udowadniania nieistotności różnic, jednak to już mnie trochę drażni gdy się te różnice zaciera i orzeka o ich nieistnieniu, zawsze trzeba brać pod uwagę kontekst kulturowy jako kształtujący percepcję nawet w opisach doświadczeń ekstazy czy oświecenia pozazmysłowego, jednak ja nie jestem osobą wierzącą, chrześcijanin, czy katolik zawsze będzie miłość definiował jako wyraz pewnych moralnych wartości które zostały wyrażone w nowym testamencie i mistycy chrześcijańscy muszą swoje ekstatyczne doświadczenia z tym godzić (jakkolwiek byłaby to czysta fantazja).
        • twojabogini Re: seks jako sacrum 24.02.14, 18:51
          Mi, wyciągając to co wspólne z różnych religii i kultur, zapisów doświadczeń mistycznych, wychodzi tak:

          - dla człowieka dostępne jest doświadczenie mistyczne,
          - nie jest ono dostępne od ręki, wymaga różnych praktyk, aczkolwiek niektórym po prostu się przytrafia, a tym co praktykują czasem się i tak nie przytrafia,
          - ktoś kto tego już doświadczy - uznaje to doświadczenie za kluczowe, odmieniające, ważne - to zdecydowanie więcej niż fajny orgazm, czy nowy jacht,
          - praktyki zmierzające do osiągnięcia "oświecenia", "absolutu" są różne - od ascezy po drogę seksualną,
          -droga seksualna może być przemierzana solo, albo z partnerem/partnerami.

          I dalej - skoro seks może być i dla iluś tam osób stał się drogą doświadczenia absolutu - to seks może być sacrum, czymś więcej, niż wkładania i wyciąganie, czy trzepanie. Seks solo też może być sacrum, podobnie jak i seks grupowy :)

          Świadczy to o ogromnej sile i potencjale seksu jako doświadczenia ludzkiego - albowiem nie istnieją relacje dotyczące oświeceń doznawanych przy innych czynnościach fizjologicznych - jedzeniu, czy defakacji. Także oddychanie jest jedynie techniką wspomagającą osiągnięcie oświecenia, ale samym oddychaniem nie da się go wywołać. Inna droga to myślenie - oświecenie na drodze intelektualnej analizy. Albo wyjście poza znane ramy odniesień - jak Budda (wtedy sprawdza się asceza).

          Nie wiem, czy chciałoby mi się praktykować cokolwiek w celu osiągnięcia oświecenia. Chyba nie. Ale jeśli czasem doświadczenie seksualne uchyla kurtynę rzeczywistości - to fajnie, nawet jeśli to tylko produkt umysłu zatrutego hormonami :)
          W sumie takie mistyczne seksualne zespolenie ciał jest obecne także w mizoginistycznych kulturach, które ostatecznie uznały seks za brudny, weźmy taką Pieśń nad Pieśniami. Tyle, że ukryte jest pod grubą warstwą kłamstw. Większość chrześcijan gdy się ich popyta grzech pierworodny wiąże z aktem seksualnym, skażenie Ewy - ze skażeniem seksualnym, uwiedzeniem jej przez węża, itp. Co z kolei prowadzi do desakralizacji seksu.

          • lybbla Re: seks jako sacrum 24.02.14, 19:58
            twojabogini napisała:

            > W sumie takie mistyczne seksualne zespolenie ciał jest obecne także w
            > mizoginistycznych kulturach, które ostatecznie uznały seks za brudny,
            > weźmy taką Pieśń nad Pieśniami. Tyle, że ukryte jest pod grubą warstwą
            > kłamstw. Większość chrześcijan gdy się ich popyta grzech pierworodny
            > wiąże z aktem seksualnym, skażenie Ewy - ze skażeniem seksualnym,
            > uwiedzeniem jej przez węża, itp. Co z kolei prowadzi do desakralizacji seksu.

            TB co to za nowa krucjata w drugą stronę?
            Co to za jednostka ``większość chrześcijan''?
            Mogłaś mieć dużego pecha do tych chrześcijan.
            Pokaż niejednolitość wykładni chrześcijańskiej, bo tu
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149725822,Mala_iluminacja.html
            cytowałem o. Knotza i to raczej o sacrum jest. Wroga trzeba znać. Bo tak brzmisz jak Kempa tylko w druga stronę.
            • mabelle2000 Re: seks jako sacrum 24.02.14, 20:28
              lybbla napisał:
              > Mogłaś mieć dużego pecha do tych chrześcijan.


              www.oaza.pl/cdz/index.php/akt-malzenski/112-nie-uchylajcie-si-od-wspoycia.html

              " (...) Skoro więc z reguły jest tak, iż to mąż pragnie zjednoczenia seksualnego znacznie częściej niż żona, to kochająca żona będzie starała się z radością odpowiadać na jego zaproszenie, kiedy to tylko możliwe. Kiedy to tylko możliwe - a więc nie tylko wówczas, gdy w niej samej obudzi się pragnienie współżycia. Gdyby żona czekała na taką chwilę, na pewno by nie wyszła naprzeciw pragnieniom męża.

              Kochająca żona będzie się więc zgadzać na seksualne spotkanie z mężem, choćby sama nie odczuwała w tym momencie żadnych pragnień czy uniesień. Przeżyty przez nią wówczas akt małżeński, mimo braku emocjonalnego odczuwania miłości, będzie aktem miłosnym w najgłębszym tego słowa znaczeniu, będzie bowiem prawdziwym darem z siebie. Prawdziwa miłość, aby uszczęśliwić kochaną osobę gotowa jest zdobyć się na wiele poświęceń.

              Ważne jest przy tym, by żona na zaproszenie męża odpowiadała chętnie i radością. Odpowiedzi w rodzaju: "W porządku, wiem że to mój obowiązek. Możesz zaczynać" są zniechęcające, deprymujące i nie mają wiele wspólnego z miłością. Zgoda naprawdę wynikająca z miłości jest zawsze zgodą chętną, pełną radości, że czyni się dobro ukochanemu człowiekowi. Oddanie się z radością jest jedną z najważniejszych rzeczy, którą żona może zrobić, by mąż czuł się kochany " (...)

              Pozostaje mi tylko sie cieszyc, ze jestem ateistka :-)
              • zawle Re: seks jako sacrum 24.02.14, 23:35
                mabelle2000 napisał(a): > Pozostaje mi tylko sie cieszyc, ze jestem ateistka :-)

                I że nie jesteś żoną Juliana;)
              • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 00:14
                To ciekawe bo u mnie coś podobnego działa, a dość mocno wypiąłem się na KK łącznie z ich sakramentami i nauczaniem nt. tego co u mnie w czterech ścianach. Żona nie narzeka, bo to jej pomysł był (urodzinowy) - karnet na seks (nie obejmuje większej aktywności z jej strony). Sięgam więc od czasu do czasu po misternie przygotowany kupon, jak mnie przyciśnie a jej nie, i traktujemy to jako zabawę. Zresztą nie raz już dostałem zwrot kuponu, jak się dobrze sprawiłem. Ona ma prawo do weta, co myślę zawiera się również w cytowanej powyżej wykładni, w końcu nie będziemy zakładać że mowa tu o katolickich żonach aktualnie chorych, wymęczonych czy co tam jeszcze. Jeśli nic jej nie dolega, a zwykle ma potrzebę sprawiać mi wszelakie przyjemności, to dlaczego nie mogłaby czasem się nomen omen wypiąć na szybki numer z mojej strony.
                • mabelle2000 Re: seks jako sacrum 25.02.14, 12:24
                  bigbadpig napisał:

                  > To ciekawe bo u mnie coś podobnego działa, a dość mocno wypiąłem się na KK łącz
                  > nie z ich sakramentami i nauczaniem nt. tego co u mnie w czterech ścianach. Żon
                  > a nie narzeka, bo to jej pomysł był (urodzinowy) - karnet na seks (nie obejmuje
                  > większej aktywności z jej strony). Sięgam więc od czasu do czasu po misternie
                  > przygotowany kupon, jak mnie przyciśnie a jej nie, i traktujemy to jako zabawę.

                  :-)
                  Kluczowe sa slowa " traktujemy to jako zabawe". ZABAWE, a nie obowiazek. Mam nadzieje, ze widzisz roznice.

                  > Jeśli nic jej nie dolega, a zwykle ma potrzebę spraw
                  > iać mi wszelakie przyjemności, to dlaczego nie mogłaby czasem się nomen omen wy
                  > piąć na szybki numer z mojej strony.

                  A czy Ty nie moglbys sie czasem wypiac, a ona zrobi Ci dobrze strap-onem ? Zakladajac oczywiscie, ze nic Ci nie dolega i ze mogbys w ten sposob sprawic jej radosc. Dalbys sie namowic ? ;-)
                  Sprawianie wszelakiej przyjemnosci jest bardzo mile, tylko musi obowiazywac w dwie strony, wtedy jest jeszcze milsze, chyba sie ze mna zgodzisz ? A w katolickej wizji seksu obopolnego obdarowywania radoscia, wybacz, nie widze. Sprytnie natomiast przemycono nauke, ze PRAWDZIWA milosc wymaga poswiecen.
                  • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:24
                    Mam w domu taki układ, że obiecałem, że żona dostanie ode mnie orgazm zawsze jeśli będzie chciała (sam mam nieustającą chcicę, więc łatwo mi mówić :P). Obedrzyj tą wizję którą przedstawiłaś z własnych fantazji i zwróć uwagę, że nie pisałem nic o analu. Czy ty dałabyś sobie wpakować kutasa grubego sąsiada między nogi? Zakładając, że sprawisz radość mężowi który ujawniłby ciągoty do cuckold? Twoje skalowanie dodatkowych znaczeń w metaforze ma jedną zasadniczą wadę, odbiera jej sens. Twój maż pewnie nie ujawnia, mojej żonie strapon nie kojarzy się z orgazmem dawanym dla zasady, a gdyby się kojarzył... nie wiem czemu automatycznie zakładasz, że to słowo to uniwersalny straszak; daleko zaszedłem w seksie, a w każdym momencie chciałem być dwa razy dalej, nic o mnie nie wiesz, moja dupa nie jest dziewicą, a Ty strzelasz ślepakami.

                    W tej katolickiej sugestii nie znalazłem słów jakoby miało się to odbywać bez radości. Przyznasz, że obowiązek może się różnie stopniować, czym innym jest obowiązek podatkowy niż podział obowiązków w domu, któremu nazwa "obowiązków" nie nadaje jakiegoś niewolniczego wymiaru. Jeśli moja żona się zadeklarowała, to tak - słowo obowiązek również zaczyna mieć jakiś sens. Myślę, że problem z tutejszymi koncepcjami relacji w związku i ocenami możliwych postaw jest taki, że część forumowiczów nie jest w stanie sobie wyobrazić zupełnie obowiązku wywodzonego z życzliwości i sympatii w związku. Ja przeczytałem powyższy fragment i zakładam życzliwość a priori, bo czytam o związku, nakładam na to swoje doświadczenie. Związki które trwają bez niej - nie interesują mnie w rozważaniach o seksie, bo uważam je za upośledzone i jako takie potrzebowałyby z mojej strony specjalnego traktowania przy analizie.

                    I nie nazywaj tego co To co zacytowałaś katolicką wizją seksu, bo to obok żadnej wizji i syntezy nawet nie leżało. To jest poruszenie jednego wąskiego aspektu. Dla mnie jest oczywiste, że na te same słowa mogłaby się powoływać kobieta gdyby jej potrzeby były wyższe, aczkolwiek ja nie wywodzę tego z nauczania kk. Fakt, że matematyka w zdaniu nie pozwala wywodzić prawdy z fałszu; nie zaprzecza prawdzie, tylko zdaniu. Rozmawiamy o jednej konkretnej propozycji dot. życia seksualnego w związku, jasno opisanej powyżej i zaciemnianie przez wciągnięcie do dyskusji szerokiego nauczania kościoła potrzebuje lepszego usprawiedliwienia niż "ten sam autor".
                    • twojabogini Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:32
                      Rozumiem twoją postawę, jednak nadal będę uważać, że jedynym dobrym powodem do odbycia stosunku jest ochota na stosunek. Odbywanie stosunku bez ochoty jest złym pomysłem. Nie widzę problemu w uzupełnieniu życia seksualnego małżonków przez inne praktyki seksualne, wyrównujące poziom libido. Chętnie zrobię laskę lub coś innego - ale moje ciało udostępniam tylko gdy mam na to ochotę i tylko gdy wiem, że przyniesie mi to przyjemność.
                      Inna sprawa, że forma zabawy w dostępność - pod warunkiem prawa odmowy - nie jest traumatyzująca. Ale forma uśmiechaj się i dawaj wbrew sobie bo tak trzeba - jest straszna.

                      Nie wyobrażam sobie stosunku wbrew sobie. KK tak naucza kobiety, bo w myśl jego nauk nie jest dopuszczalny wytrysk na piersi kobiety, do jej ust itp. Więc czy chcą czy nie muszą udostępniać swoje pochwy. Z uśmiechem.
                      Kobiety które tak robią gwałcą same siebie. I tyle.

                      • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:36
                        Sprecyzuj proszę, bo chciałbym mieć jasność co do Twojego stanowiska. Gwałcą siebie kobiety które udostępniają pochwę, czy gwałcą siebie bo robią to ze względu na stanowisko kościoła?
                      • urquhart zobowiazania tylko gdy jest przyjemność i ochota? 25.02.14, 15:00
                        twojabogini napisała:
                        > Kobiety które tak robią gwałcą same siebie. I tyle.

                        Zasadniczo masz racje, robić coś wbrew sobie i czuć sie przymuszanym rodzi poczucie niesprawiedliwości? Rozumiem że podobnie rozumiesz mężczyzn którzy nie mają ochoty spełniać związkowych zobowiązań finansowania zasuwania jak wół wobec partnerki, opieki bo nie mają z tego przyjemności, ochoty realizować jej oczekiwań, bo czują sie przez nie wyzyskiwani , nieszanowani, okradani ? Mają swoją dumę i wolą iść siedzieć w pace niż dać babie choćby złotówkę.
                        • jesod Mają swoją dumę 25.02.14, 15:23
                          urquhart napisał:
                          > Mają swoją dumę i wolą iść siedzieć w pace niż dać babie choćby złotówkę.

                          Złotówka cenniejsza od wolności? Ciekawe...
                      • marek.zak1 Re: seks jako sacrum 25.02.14, 15:43
                        Twija Bogini:

                        ,,ale moje ciało udostępniam tylko gdy mam na to ochotę i tylko gdy wiem, że przyniesie mi to przyjemność".

                        Jak to pogodzisz ze stwierdzeniem,,, że miłość nie szuka swego"?. Prosty wniosek - nie kochasz swojego faceta i bierzesz z niego tylko to, co tobie sprawia przyjemność, a jak nie sprawia to bye, bye.
                    • mabelle2000 Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:45


                      bigbadpig napisał:

                      > Mam w domu taki układ, że obiecałem, że żona dostanie ode mnie orgazm zawsze je
                      > śli będzie chciała (sam mam nieustającą chcicę, więc łatwo mi mówić :P). Obedrz
                      > yj tą wizję którą przedstawiłaś z własnych fantazji i zwróć uwagę, że nie pisał
                      > em nic o analu. Czy ty dałabyś sobie wpakować kutasa grubego sąsiada między nog
                      > i? Zakładając, że sprawisz radość mężowi który ujawniłby ciągoty do cuckold? Tw
                      > oje skalowanie dodatkowych znaczeń w metaforze ma jedną zasadniczą wadę, odbier
                      > a jej sens. Twój maż pewnie nie ujawnia, mojej żonie strapon nie kojarzy się z
                      > orgazmem dawanym dla zasady, a gdyby się kojarzył... nie wiem czemu automatyczn
                      > ie zakładasz, że to słowo to uniwersalny straszak; daleko zaszedłem w seksie, a
                      > w każdym momencie chciałem być dwa razy dalej, nic o mnie nie wiesz, moja dupa
                      > nie jest dziewicą, a Ty strzelasz ślepakami.

                      No juz, juz, bez nerwo, cos sie tak spial :-) Chcialam Ci tylko uzmyslowic, ze oczekiwanie, ze ktos bez przyjemnosci zaoferuje nam jakikolwiek otwor swojego ciala, zebysmy mogli go wydymac, miloscia nazwac nie mozna. Lepiej juz nie potrafie wytlumaczyc.

                      > Jeśli moja żona się zadeklarowała, to ta
                      > k - słowo obowiązek również zaczyna mieć jakiś sens.

                      Jest mi znane pojecie obowiazku, zarowno w zyciu zawodowym, domowym jak i publiczynym. Nigdzie jednak nie uslyszysz, zapewniam Cie, ze obowiazek naklada na Ciebie oferowanie seksualne swojego ciala. (no chyba, ze wlasnie w KrK)
                      Mnie do seksu nie trzeba namawiac, mam z tego przyjemnosc, wiec nie mam powodow go unikac. Jednak egzekwowanie go ode mnie i podpieranie sie slowem "obowiazek" uwazam za naduzycie. Jest to manipulacja i gwalt.
                      Mozesz miec inne zdanie na ten temat, nie przeszkadza mi to :-)
                      • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:50
                        Jeśli zaczynasz dyskutować z zasadnością nazywania miłością
                        "bez przyjemnosci zaoferowania nam jakikolwiek otwor swojego ciala, zebysmy mogli go wydymac"
                        To może nie podpinaj się do moich wypowiedzi, bo jeszcze ktoś pomyśli, że ze mną rozmawiasz :P
                      • urquhart Jest to manipulacja i gwalt. 25.02.14, 15:36
                        mabelle2000 napisał(a):
                        > go unikac. Jednak egzekwowanie go ode mnie i podpieranie sie slowem "obowiazek
                        > " uwazam za naduzycie. Jest to manipulacja i gwalt.
                        > Mozesz miec inne zdanie na ten temat, nie przeszkadza mi to :-)

                        Obowiązek cywilny pożycia przecież jest, jedynie dzisiejsze rozumienie przez sądy jest takie że drugiej stronie nie wolno go egzekwować bo jest też prawo odmowy. Można dochodzić na tej podstawie jedynie rozwiązania zawartego związku i winy za rozpad.
                        Równie często jest wymieniane że manipulacją jest karanie odmawianiem seksu.
                        pl.scribd.com/doc/48483425/Prawa-i-obowi%C4%85zki-seksualne-ma%C5%82%C5%BConkow-Studium-prawne-nad-norm%C4%85-i-patologi%C4%85-zachowa%C5%84-ebook
                        • that.bitch.is.sick Re: Jest to manipulacja i gwalt. 25.02.14, 15:56
                          urquhart napisał:

                          > Obowiązek cywilny pożycia przecież jest, jedynie dzisiejsze rozumienie przez są
                          > dy jest takie że drugiej stronie nie wolno go egzekwować bo jest też prawo odmo
                          > wy. Można dochodzić na tej podstawie jedynie rozwiązania zawartego związku i wi
                          > ny za rozpad.
                          > Równie często jest wymieniane że manipulacją jest karanie odmawianiem seksu.
                          > pl.scribd.com/doc/48483425/Prawa-i-obowi%C4%85zki-seksualne-ma%C5%82%C5%BConkow-Studium-prawne-nad-norm%C4%85-i-patologi%C4%85-zachowa%C5%84-ebook


                          A jak żona daje ale nie w te dziurę? To pod jaki to urqu podpada paragraf i od razu pytanie do kontrolne do marka, jeśli żona nie daje analnie gdy mąż tego pragnie, to nie szuka swego wówczas? Porównajmy z lalą.Czy lala gumowa nie spełnia pod kątem współżycia wszystkich punktów z hymnu o miłości?
                          Łaska wa jest (można ładować gdzie się chce i kiedy)
                          cierpliwa jest (jw.)
                          nie zazdrości
                          nie szuka swego (nie ma potrzeb)
                          nie dopuszcza się bezwstydu (to oczywiste),
                          nie szuka swego,
                          nie unosi się gniewem,
                          nie pamięta złego;
                          (...)
                          7 Wszystko znosi,
                          wszystkiemu wierzy,
                          we wszystkim pokłada nadzieję,
                          wszystko przetrzyma.

                          Toż to prawdziwa miłość.

                          Wasza interpretacja miłości jako nośnika pewnych wartości moralnych, tak się ma do rzeczywistości jak stwierdzenie abp Michalika że ono lgnie ono szuka. Jestem lekko zdegustowana. Brak odróżnienia metafory od rzeczywistości.
                          • marek.zak1 Re: Jest to manipulacja i gwalt. 25.02.14, 16:05
                            Jest takie słowo, jak kompromis i ono sie generalnie sprawdza. W wypowiedziach TB tego kompromisu nie widze w ogóle. Ma być tak, jak ja chce i koniec.
                          • urquhart Re: Jest to manipulacja i gwalt. 25.02.14, 20:25
                            that.bitch.is.sick napisała:
                            > A jak żona daje ale nie w te dziurę? To pod jaki to urqu podpada paragraf i od
                            > razu pytanie do kontrolne do marka, jeśli żona nie daje analnie gdy mąż tego
                            > pragnie, to nie szuka swego wówczas? Porównajmy z lalą.Czy lala gumowa nie speł
                            > nia pod kątem współżycia wszystkich punktów z hymnu o miłości?
                            > Łaska wa jest (można ładować gdzie się chce i kiedy)
                            > cierpliwa jest (jw.)

                            Nieźle ci się to udało, ale do czego dążysz?
                            Lalka to jedynie ewenulanie zaspokojenie.
                            Podoobno i przyjaźń i miłość to podobne uczucia, dzielenia się przeżyciami radościami i troskami, pragnienie dobra i szczęścia dla drugiej osoby, ale w przyjaźni kiedy nam po drodze nic nas to nie kosztuje, a w miłości kiedy coś osobistego jesteśmy w stanie poświecić dla dobra wspólnego. Ale musi budzić rozgoryczenie kiedy poświeca coś tylko jedna strona.
              • twojabogini Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:12
                mabelle2000 napisał(a):

                > " (...) Skoro więc z reguły jest tak, iż to mąż pragnie zjednoczenia seksualneg
                > o znacznie częściej niż żona,

                To jest tak obrzydliwe, że nie mam słów. Skutki psychiczne takiego ulegania w małżeństwie: niechęć kobiety do seksu, do męża, poczucie obrzydzenia. Także tu na forum czasem piszą kobiety, które mimo braku chęci się zgadzały - piszą "mam ochotę go odepchnąć", "brzydzę się" - ale nadal nie rozumieją dlaczego tak reagują.
                Nie ma jak przekonać kogoś, żeby pozwalał się gwałcić z uśmiechem na twarzy. Bardzo mi żal także partnerów kobiet, które dały się przekonać do dawania w imię miłości - bo skoro żona jest chętna i uśmiechnięta - nie mają pojęcia skąd się biorą w niej wszystkie te emocje i co jej takiego zrobili. To dramat, który dotyka wielu małżeństw.

                Gdyby KK nie był taki sztywny udzielił by innej porady - z miłości zaspokój męża inaczej, ale nie gódź się na stosunek, na który nie jesteś gotowa. Bo stosunek to akt intymny, wpuszczenie kogoś do własnego ciała i nie można tego robić wbrew sobie.

                Cóż, są tacy, którzy twierdzą, że do KK pod koniec średniowiecza przedostał się szatan - i to on teraz ma wpływ na nauczanie...Biorąc pod uwagę jak destrukcyjnie te nauki wpływają na kondycję małżeństw, które chcą się do nich stosować, na ich radość życia, wzajemną miłość...
                • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 16:21
                  Myślę, że nasze niezrozumienie tutaj bierze się z tego, że w moim związku sfera łóżkowa działa bez tego całego obciążenia znaczeniami jakie się rodzą na forum jako zlepek różnych frustracji, typu poświęcenie, wymiana, zafiksowanie na tym czy bilans własnej przyjemności się zgadza. Żona kiedyś się żartem pytała, czy przeszkadzało by mi jakby w tym czasie film oglądała, przypuszczam, że nie po to, żeby zająć jakoś umysł poddany cierpieniu gwałcenia samej siebie. Ja moją żonę wiążę w łóżku, ona mnie znienacka wali z pięści w brzuch na spacerze, dotykam jej od rana do wieczora, kleję się do niej od tyłu gdy zmywa naczynia, wpycham jej łapy pod sukienkę jak mam okazję, kiedy myję podłogę potrafi mi wsiąść na plecy i kazać się wozić; czemu o tym mówię? Myślę, że moja inna ocena tego nieszczęsnego udostępniania bierze się z tego, że mamy z żoną lepiej oswojony kontakt fizyczny na różnych płaszczyznach i nawet to straszne udostępnianie pochwy, nie jest cierpiętnictwem i poświęceniem na granicy samookaleczenia psychicznego.
                • zawle Re: seks jako sacrum 25.02.14, 18:33
                  twojabogini napisała:
                  Skutki psychiczne takiego ulegania w m
                  > ałżeństwie: niechęć kobiety do seksu, do męża, poczucie obrzydzenia. Także tu n
                  > a forum czasem piszą kobiety, które mimo braku chęci się zgadzały - piszą "mam
                  > ochotę go odepchnąć", "brzydzę się" - ale nadal nie rozumieją dlaczego tak reag
                  > ują.

                  jak sama napisałaś Bogini...one ulegają. Ich wybór, ich obowiązki, ich cierpiętnictwo, ich koszty. Ulegają za bycie nadal żoną, za lepszą sytuację materialną, za "opiekę", za ojca dla dzieci.
                  Nie jestem pewna czy niektórych ludzi powinno się tak na siłę uświadamiać. Trzeba się liczyć z konsekwencjami. Za tym powinna iść systemowa pomoc. Uświadamiam i daję rękę. Co z tego że bezrobotnej żonie uzmysłowisz że nie musi, że to gwałci jej wnętrze? Gdzie ona pójdzie, co zrobi? Zbrudzisz jej małżeństwo, zanieczyścisz je i zostawisz świadomą samą sobie.
                  Zauważ....facetom się wydaję że zona pytająca czy zrobiłoby jemu różnicę gdyby oglądała serial nie pyta ze smutkiem, bo na barana mu czasami wchodzi, bo daje się obmacywać przy myciu garów.
                  A na zakończenie, jako gwóźdź do trumny...wolałabym dać dupy niż robić loda gdybym musiała.
                  • rekreativa Re: seks jako sacrum 25.02.14, 18:54
                    "A na zakończenie, jako gwóźdź do trumny...wolałabym dać dupy niż robić loda gdy
                    > bym musiała."

                    Miałam właśnie coś podobnego napisać.
                    Skąd to przekonanie TB, że najgorszy rodzaj gwałtu na samej sobie to udostepnienie tej nieszczęsnej pochwy? Za to branie do buzi jest takie lajtowe i żadnej szkody na psychice niechętnej na seks zonie nie wyrządzi?
                    Bo ja podobnie jak zawle - ostatnia rzecz, jaką bym chciała zrobić, kiedy nie mam ochoty, to loda.
                  • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 20:52
                    > Zauważ....facetom się wydaję że zona pytająca czy zrobiłoby jemu różnicę gdyby
                    > oglądała serial nie pyta ze smutkiem

                    Już sam fakt, że celowo z mojego pojedynczego przypadku projektujesz sobie jakąś generalizację z liczbą mnogą w pierwszoplanowej roli, świadczy dobitnie, że nie rozmawiasz ze mną tylko ze swoimi fantazjami, co pewnie daje Ci satysfakcjonujące poczucie racji, niestety oderwane od prawdziwej rozmowy.

                    Może przyjmijmy do wiadomości, że nie jesteś reprezentantką wszystkich kobiet; ja mieszkam 12 lat z jedną kobietą i jak dotąd dowiaduje się od niej bezpośrednio co jej nie pasuje; potrafi to komunikować i jej słowa i czyny są dla mnie wiarygodniejsze niż oburzenie forum. Ludzie się różnią, widocznie może istnieć kobieta której podejście do nietykalności własnej pochwy jest mniej histeryczne, nie buduj sobie zbyt szczegółowych projekcji na bazie własnych ograniczeń. Jak mówiłem, mój związek ma dużo lepiej oswojoną fizyczność, niż - z tego co widzę - większość, przytulamy się i dotykamy nawzajem. Jeśli ty bronisz czci swojej pochwy jak niepodległości to nic mi do tego, ale nie rozciągaj tych interpretacji na nieznane Ci kobiety jakbyś odkryła prawo naturalne. Zresztą fakt jak tu się forumowiczki wymieniają przeżyciami, co jest gorsze gdy się nie chce seksu - w usta czy między nogi, już oznacza, że rozmawiamy na bazie pewnej być może obszernej, ale jednak konkretnej zamkniętej grupy; moja żona brała do ust na chwilę dzień w dzień, przez kilka miesięcy w ramach durnej rywalizacji między nami, coś za coś, niestety po paru miesiącach z rutyną nam to jakoś umarło. Widzę, nie możesz sobie tego wyobrazić, ale są związki (przynajmniej jeden) gdzie cała cielesność może być narzędziem jakiejś zabawy i nie jest obciążona postumentowym znaczeniem seksu gdzie oboje chcą wg. bilansu po równo, żeby niczyja godność nie została zbrukana.
                    --
                    Every woman has an itch, and every nice girl secretly wants to switch.
                    • zawle Re: seks jako sacrum 25.02.14, 21:07
                      bigbadpig napisał: celowo z mojego pojedynczego przypadku projektujesz sobie jaką
                      > ś generalizację z liczbą mnogą w pierwszoplanowej roli, świadczy dobitnie, że n
                      > ie rozmawiasz ze mną tylko ze swoimi fantazjami,

                      No...i takie merytoryczne rozmowy lubię:))))
                      Patrz niżej:

                      może istnieć ko
                      > bieta której podejście do nietykalności własnej pochwy jest mniej histeryczne,
                      > nie buduj sobie zbyt szczegółowych projekcji na bazie własnych ograniczeń.Jeśli ty bronisz czci swojej p
                      > ochwy jak niepodległości

                      moja żona brała do ust na chwil
                      > ę dzień w dzień, przez kilka miesięcy w ramach durnej rywalizacji między nami,


                      Ja ostatnio preferuję chupa-chups o smaku coli. Bez rywalizacji, z przyjemności. Kiedyś widziałam wywiad z Małgośką Foremniak i ona z przejęciem opowiadała jak się nadal potrafią z mężem Ówczesnym bawić i klamki smarować miodem. Tu podobnie. Na grubo
                      • bigbadpig Re: seks jako sacrum 25.02.14, 21:29
                        Sorry, ale autentycznie nie załapałem o co chodzi z tymi czipsami i foremniak, słabo łapię poezję.
                • potwor_z_piccadilly Re: seks jako sacrum 25.02.14, 18:51
                  twojabogini napisała:

                  > Cóż, są tacy, którzy twierdzą, że do KK pod koniec średniowiecza przedostał się
                  > szatan - i to on teraz ma wpływ na nauczanie..

                  Coś prawdy w tym co piszesz pewnie jest, bo już w epoce renesansu Mikołaj Sęp Szarzyński pisał:

                  Pokój - szczęśliwość - ale bojowanie
                  Byt nasz podniebny
                  On srogi ciemności hetman
                  i świata łakome marności
                  O nasze pilno czynią zepsowanie

                  Nie dość na tym, o nasz możny Panie !
                  Ten nasz dom - ciało, dla zbiegłych lubości
                  Niebacznie zajźrząc duchowi zwierzchności.
                  Upaść na wieki żądać nie przestanie.

                  Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,
                  Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie ?
                  Królu powszechny, prawdziwy pokoju
                  Zbawienia mego, jest nadzieja w tobie !

                  Czyli "bojowali"
                  A dziś ?
                  Dziś dwóch gejów przy kawie pogaduszki sobie ucina.
                  Nagle, jeden woła.
                  Ooo, przypomniałem sobie. Wiesz, że nowe święto uchwalili.
                  Jakie, pyta drugi.
                  Dzień pedofila.
                  Eeeeee, mnie święta religijne nie interesują.

            • twojabogini Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:03
              > TB co to za nowa krucjata w drugą stronę?
              > Co to za jednostka ``większość chrześcijan''?

              Okej poprawiam się: większość znanych mi osobiście chrześcijan. Bardzo możliwe że moja próbka nie jest reprezentatywna dla ogółu chrześcijan. Niemniej jednak nauczanie społeczne Kościoła Katolickiego (a większość znanych mi chrześcijan to katolicy) jest jakie jest - seks to głównie prokreacja, przyjemność gra drugie skrzypce (choć i tak postępem jest uznanie, że ma funkcję więziotwórczą). Weź też pod uwagę, że zgodnie z nauczaniem KK wytrysk następuje w pochwie kobiety i nigdzie indziej nastąpić nie może, masturbacja jest grzechem, pomijam absurdalną kwestię, że doprowadzenie kobiety do orgazmu przed stosunkiem tez jest grzechem (po stosunku już nie jest, jeśli ona nie miała orgazmu). O tych orgazmach przed i po pisał krytycznie Tygodnik Powszechny - dano zestawienie z Pieśnią nad Pieśniami, gdzie kochankowie postępowali swobodniej niż dopuszcza KK. Przy takim zestawie żelaznych zasad trudno uznać seks za sacrum.
              Do tego ludowe przekonania o seksualnej naturze grzechu pierworodnego...no i mamy zahamowania. O tym jak nauczanie kościoła wpływa na życie seksualne wiernych napisał całkiem sensowną książkę Gdzie leży granica? David Logde. W kółko spotykam chrześcijan z zahamowaniami. Co nie znaczy, że wszyscy chrześcijanie je mają i postrzegają seks jako brudny.
              To nie krucjata - to moje obserwacje. Nie zamierzam walczyć z KK. Jak ktoś chce być wierny i mierzyć się z takim nauczaniem w swoim życiu jego problem. KK zwalczam tylko w sferze publicznej, bo nie widzę powodu, aby prawo zmuszało mnie do przestrzegania nauczania obcej mi instytucji. A kościół mimo wszystko narzuca swoje regulacje - zakaz aborcji jest dyżurnym tematem, ale takich norm kościelnych jest w prawie więcej - obniżony wiek zamążpójścia kobiet w przypadku ciąży ma swoją genezę w prawie kanonicznym (co niesie tragiczne skutki, bo jeśli młoda kobieta nie weźmie ślubu, nie może być w świetle prawa rodzicem). Młode matki biorąc ślub zyskują pełnię praw, te co nie biorą nie zyskują. Co roku przynajmniej kilkadziesiąt młodych kobiet cierpi z powodu takich regulacji.
              • lybbla Re: seks jako sacrum 26.02.14, 00:07
                TB wklejam drugi raz.
                Mam do Ciebie pytanie czy kierując się poniższym opisem należy seks umieścić w sferze sacrum czy profanum?

                -----------------------------------------------
                1. W seksie nie ma Boga. W rzeczywistości Kościół głosi, że w czasie pożycia małżeńskiego Bóg jest obecny między małżonkami. Takie przeświadczenie wypływa ze znanej prawdy, że małżeństwo jest sakramentem. Na mocy tego sakramentu Bóg jest obecny we wszystkich przejawach więzi jakie są między małżonkami. Miłość i więź wyraża się także poprzez współżycie seksualne. Akt małżeński jest szczególnym sposobem spotkania z Bogiem i współmałżonkiem.

                2. Bóg zakazuje korzystania z przyjemności seksualnych. W rzeczywistości Bóg jako Stwórca natury ludzkiej nigdy nie zakazał korzystania z przyjemności seksualnej i jej szukania, wprost przeciwnie tak stworzył człowieka, aby miłości między mężczyzną a kobietą towarzyszyła przyjemność seksualna aż do przeżycia orgazmu. Bóg jedynie ograniczył wolność człowieka w tym, że nie pozwala korzystać z przyjemności seksualnej poza małżeństwem i za cenę likwidowania zdrowych cech ludzkiego ciała.
                --------------------------

                > przyjemność gra drugie skrzypce
                Może oni wszyscy lubią drugie skrzypce.

                > Weź też pod uwagę, że zgodnie z nauczaniem KK wytrysk następuje
                > w pochwie kobiety i nigdzie indziej nastąpić nie może, masturbacja jest
                > grzechem,

                Innymi słowy
                1) piętnują koniobijców i łechtaczkobijki (no wiem, wiem tylko pod porno jest źle)
                2) preferują orgazm pochwowy

                > pomijam absurdalną kwestię, że doprowadzenie kobiety
                > do orgazmu przed stosunkiem tez jest grzechem
                > (po stosunku już nie jest, jeśli ona nie miała orgazmu).

                Ja tu widzę `zdroworozsądkowe' myślenie skoro doszła przed stosunkiem,
                to ma mniejszą motywację by uczestniczyć w części głównej. To przecież może prowadzić do zaburzeń :P Może się zacząć mężem brzydzić.
                Oczywiście uważam, że seks niewiele ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

                > Przy takim zestawie żelaznych zasad trudno uznać seks za sacrum.
                Co ma zestaw ograniczeń do tego czy coś jest sacrum?

                > W kółko spotykam chrześcijan z zahamowaniami.
                Ja też. Bez zahamowań również. I niechrześcijan z zahamowaniami i bez.
                Nie muszę dodawać, że Ci pierwsi nie chcą o cuckoldzie ze mną rozmawiać.

                Nie interesuje mnie ten KK.
                • twojabogini Re: seks jako sacrum 27.02.14, 13:38
                  lybbla napisał:

                  > TB wklejam drugi raz.
                  > Mam do Ciebie pytanie czy kierując się poniższym opisem należy seks umieścić w
                  > sferze sacrum czy profanum?

                  Według podanych kryterium seks sacrum ma miejsce jedynie w małżeństwie i jedynie po spełnieniu szeregu warunków, gdzie wytrysk i kto i kiedy ma orgazm.

                  Dla mnie każdy seks może być w sferze sacrum, a ten zgodny nauka kościoła może być profanacją. Bo wbrew temu co się twórcom doktryny KK wydawało wcale nie chodzi o to, gdzie spadnie nasienie i kto pierwszy dostanie orgazmu.
          • that.bitch.is.sick Re: seks jako sacrum 25.02.14, 00:40
            Bogini co ty opowiadasz. Kultury reglamentujące seks to nie równają się kultury mizoginistyczne, a kultury z liberalnym podejściem do seksu nie gloryfikują roli kobiety. Jej umiejętności łóżkowe są traktowane instrumentalnie a jej rozkosz otwartość seksualna nie gwarantuje kobiecie autonomii. Gloryfikujesz tę tantrę to zachodnie upajanie się mistyką i hasełkami choć techniki wypracowane w innych kultgrach liberalnych są cenne níe podvhodź idealistycznie. Kultury dalekiego wschodu, związane z buddyzmem czy hinduizmem to kultury szalenie mizoginistyczne a miłości níe pojmuje się w nich w sposób egalitarny gdyż karma wyklucza egalitaryzm, ani jako nośnika cnót wartości. To wszystko zasługa greków, tež mizoginów i etyki chrześcijańskiej, że możesz korzystać z dorobku dalekiego wschodu z pozycji równej mężczyźnie. Wybacz skróty, piszę z telefonu.
            • twojabogini Re: seks jako sacrum 25.02.14, 13:22
              that.bitch.is.sick napisała:

              > Bogini co ty opowiadasz. Kultury reglamentujące seks to nie równają się kultury
              > mizoginistyczne, a kultury z liberalnym podejściem do seksu nie gloryfikują ro
              > li kobiety.

              Ależ zgadzam się. Seks jest reglamentowany we wszystkich kulturach. W tych o charakterze patrialchalnym i monoteistycznych seksualność kobiecą się ruguje: albo wycinając łechtaczkę i okaleczając kobietę, albo poprzez wychowanie i kontrolę społeczną. W tych patrarchalnych i politeistycznych, gdzie bogowie bywają płciu żeńskiej - seksualność kobiecą się praktykuje i rozwija - jako podporządkowaną męskiej seksualność.
              W obu typach kultur istnieją podziemne nurty rozwijające seksualność lub równość kobiet - istnieje tantra kobieca, istnieją też postulaty równości płci. Takie tam sobie białe tygrysice na przykład.

              Co do zachwytu tantrą - jest po prostu skuteczna, jeśli chodzi o nauczenie się przez kobiety odbierania przyjemności, przeżywania aktu seksualnego, głębokiego orgazmu, czy przyjemności ze stosunku. Dobrze opracowany zestaw ćwiczeń. Zachód nie wypracował nic takiego - bo jest kulturą rugującą kobiecą seksualność.
              Połączenie podziemnych nurtów kobiecych - tego rozwijającego seksualność kobiety jako jej samej i tego postulującego równość daje niezłe efekty i cieszę się, że mogę korzystać z obu dorobków. To czego nie daje mi wschód daje mi zachód i odwrotnie.
              Nic by mi było po rozwiniętej seksualności gdybym była jedną z żon w haremie, nic mi po równości formalnej, gdybym miała spętaną seksualność. Ja lubię zbierać max dostępnych doświadczeń. Po to żyję.
      • zuzka2014 Re: seks jako sacrum 26.02.14, 13:17
        prawdziwy orgazm osiągam tylko na POKOCHAJ.PL - bo mają ładną stronę i wogółe :)
    • urquhart Re: Love supreme 25.02.14, 21:21
      that.bitch.is.sick napisała:
      > Ja przychylam się do szerokiego rozumienia, zgodnego z moim przykładem Coltrane
      > 'a
      > dlatego gdy ktoś nie znajduje w swoim życiu sensu, pokoju wewnętrznego, gdy nad
      > al szuka to
      > znaczy że jeszcze miłości nie znalazł. Owszem często tak jest gdy spotykamy kog
      > oś kto nas zafascynuje to przestajemy szukać. Nauka twierdzi, że na trzy lata.
      > A co dalej? Następna osoba która nas zafascynuje? A może jednak to tkwi gdzieś
      > w jakiejś głębokiej wewnętrznej układance wartości?

      A może właśnie są osoby które próbują aby konserwować zatrzymać ten stan miłości pełnej gorącej niepozbawionej namietności która przemija jak najdłużej?
      Ciekawe że podobną drogę na skróty przez narkotyki do tenacendentnej miłości i syntezy jej postrzegania przebył Huxley, krórego synteza potrzegania wszechoganiającej miłości boskiej w tradycji postrzegania różnych religii byla dla mnie kiedyś bardzo olśniewająco odkrywcza w Filozofii Wieczystej.
      Dziś naukowcy prozaicznie dowodzą że miłość to nic innego jak wydzielanie nakotyków w ośrodku nagrody ale nie jest w stanie wyjaśnić wielu towarzyszących zjawisk jak synchronizacji i telepatii.
      Ale żeby dotknąć tego przeżywania transcendencji w akcie sekualnym, seks musi być z obopólnym głębokim pożądaniem, żarem uczuć, a nie jedynie udanym fizycznym ćwiczeniem, a to już nie takie proste a szczególnie w dłuższym czasie zwiazku. Poruszająco ciekawie dla mnie pisał o tym Aleksander Lowen.
      Pozdrawiam poszukujących
      swiatmaji.prv.pl/moje/Lowen.pdf
    • midnight_lightning Re: Love supreme 25.02.14, 21:42
      I jak to jest z tym "Supreme" ? czy to bezgraniczna miłość matki do potomstwa, nie będąca jej autonomicznym wyborem? czy to doświadczanie absolutu poprzez seks lub narkotyki, w obydwu przypadkach połączone z rozmyciem neurotycznej osobowości?

      A może po prostu to zwierzęta są o wiele bliżej tego absolutu niż ludzie, te zwierzęta chore psychicznie, które w swej pysze obwołały się ukoronowaniem Stworzenia?


      Coltrane, Martyna, Lennon, jak ładnie muzycznie się zrobiło. Zaskoczyło mnie to, że moja ulubiona polska artystka okazała się taka popularna na forum, więc i ja dorzucę link.

      Tak a propos, te piękne teksty o miłości, które śpiewa Martyna, oczywiście w większości napisał mężczyzna, jej były mąż.

      www.youtube.com/watch?v=FduzxC4MzcM

      I przy okazji, przewrotnie w reakcji na "Dbaj o miłość" z sąsiedniego wątku, inny utwór Nalepy, z tej samej płyty, jak zwykle tekst autorstwa Loebla. Ciekawe, obydwa podane przeze mnie utwory coś łączy.

      www.youtube.com/watch?v=76Tl1MZ-5qU
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 25.02.14, 23:24
        midnight_lightning napisał:


        >
        > A może po prostu to zwierzęta są o wiele bliżej tego absolutu niż ludzie, te zw
        > ierzęta chore psychicznie, które w swej pysze obwołały się ukoronowaniem Stworz
        > enia?
        >
        >
        > Coltrane, Martyna, Lennon, jak ładnie muzycznie się zrobiło. Zaskoczyło mnie to
        > , że moja ulubiona polska artystka okazała się taka popularna na forum, więc i
        > ja dorzucę link.
        >
        > Tak a propos, te piękne teksty o miłości, które śpiewa Martyna, oczywiście w wi
        > ększości napisał mężczyzna, jej były mąż.
        >
        > www.youtube.com/watch?v=FduzxC4MzcM
        >
        > I przy okazji, przewrotnie w reakcji na "Dbaj o miłość" z sąsiedniego wątku, in
        > ny utwór Nalepy, z tej samej płyty, jak zwykle tekst autorstwa Loebla. Ciekawe,
        > obydwa podane przeze mnie utwory coś łączy.
        >
        > www.youtube.com/watch?v=76Tl1MZ-5qU

        Koncepcja świadomości (jaźni) jako anomalii rozwojowej:) była wielokrotnie podnoszona, to przez tę patologię nadmierne oczekiwania ale i tęsknota która musiała zrodzić konstrukty, pojęcia abstrakcyjne w tym - love supreme, a teraz musimy wymyślić jak sprostać rozbudzonym oczekiwaniom jak uciec od banału naszej egzystencji. Podoba mi się odpowiedź Woody Allena "Whatever works", ja też biorę to co działa w życiu.

        Dużo ludzie o tym zresztą powiedzieli, choćby sonety szekspira - ta genialna myśl żeby pojmować miłość holistycznie:


        Pożądanie:

        "Jesteś dla mysli jak dla zycia jadło
        Jak słodkie deszcze wiosenne dla ziemi
        Toczę o Ciebie walkę tak zajadłą.
        Jak czasem skąpiec ze skarbami swymi.

        Czasem na widok twój jawnie świętuję
        dla chwilę konam spojrzenia spragniony
        Radości żadnej nie chcę nie znajduję
        prócz darowanej lub skradzionej tobie.
        Tak tak co dnia

        Sytość walczy z głodem
        nadmiar z pustką biegną"


        Tęsknota:

        "Gdyby dwa mego ciała ospałe żywioły
        Były polotną myślą - cóż wtedy przestrzenie?
        Lotem, jakim niosą się w przestworzach sokoły,
        Szybowałbym, by przerwac nasze rozlączenie.
        Cóż, gdybym miał pod stopą głaz w morzu skąpany,
        Na najdalszym przylądku samych krańców świata?
        Myśl wzlatuje nad lądy i nad oceany
        Na sam dźwięk nazwy miejsca, gdzie chce być,

        skrzydlata".


        Moc, siła:

        "Kocham, jestem kochany: kto te słowa powie,
        Temu nie straszne losy, tyrani, wrogowie."

        Dzięki temu zdaje się że wszystko razem w tworzy według mnie niezbędną całość. I udręki i zdrady i kłótnie i pożądanie i krótkie chwile spełnienia w życiu. Miłość widziałabym jako całość.
        • midnight_lightning Re: Love supreme 26.02.14, 02:49

          Piękne słowa, piękne, ale nie trafiające do duszy osoby wykluczonej i z seksu, i z miłości, pojęcie holistycznej miłości jest dla mnie emocjonalnie nieznajome.

          Chyba bardziej do mnie trafia pojęcie tęsknoty, tej tworzącej konstrukty, ale mogę się mylić.

          Już się pojawił Lennon ze swojej terapeutycznej płyty w tym wątku, więc lecąc tym tropem:

          "God is a concept,
          By which we measure,
          Our pain"

          Jest mowa o nadmiernych oczekiwaniach. Wyjdzie na to, ze polecę banałem, ale trudno, Asnyk wsparty Niemenem i Namysłowskim lepiej to wyrażą niż ja.

          www.youtube.com/watch?v=3ZpAdVi8GOo

          P.S. Dziękuje za pomysł z Coltrane'em, dzięki temu wyciągnąłem dawno nie słuchaną płytkę, kawał świetnego jazzu, wykonanie live także jest doskonałe.

          W ramach rewanżu mały i milutki crossover jazzu i pozytywnego podejścia do miłości - a może tęsknoty ? po polsku of course.

          www.youtube.com/watch?v=dCQHFr2IhHU
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 26.02.14, 00:40
        midnight_lightning napisał:

        > moja ulubiona polska artystka

        Ja tylko w kwestii formalnej: nie zapomniales sie przelogowac? :-))))) Pod tym nikiem najezdzasz na kobiety chyba, ze Twoja ulubiona artystka jest jakims wyjatkiem od reguly, nie wykluczala mezczyzn, tak jak my - ta podla reszta :)

        • midnight_lightning Re: Love supreme 26.02.14, 03:05
          w kwestii formalnej - nie zapomniałem się przelogować (na sabata?), co do reszty już sama sobie odpowiedziałaś.
          Martynę poznałem dawno temu, byłem wtedy jeszcze młodym gówniarzem, pełnym wiary w ludzi, a szczególnie w kobiety.

          A ty kociaku myślisz, że to tak łatwo sobie zasłużyć na nienawiść? nie ma tak łatwo, to trwa latami.

          Jak jesteś taka mądra, to znajdź ten wspólny punkt tych utworów, które zalinkowałem. To przecież takie proste.
          • zawle Re: Love supreme 26.02.14, 05:41
            Ja bym stawiała że bitch to ML.
            • midnight_lightning Re: Love supreme 03.03.14, 23:34
              @zawle
              "Ja bym stawiała że bitch to ML."

              No proszę, to jak nic nobilitacja mojej skromnej osoby.

              Dla that.bitch.is.sick to raczej złośliwa szpilka, nawet ja, pomimo całej niechęci do kobiet, zauważyłem wręcz skandalicznie wysoki poziom inteligencji i erudycji u Bitch. Dzieli nas różnica wielu poziomów i pomylić się nie można.
              • bigbadpig Re: Love supreme 03.03.14, 23:54
                Któraś z pań uciekła tu się do takiej żałosnej fałszywki, ale bitch jak wskazuje doświadczenie nie potrzebuje żadnego alter ego aby wyrażać ostre sądy.

                Ale tu ml, się mylisz - bo nikt nie powiedział, że to ty stworzyłeś przykrywkę pt. "tbis". To oczywiste, że nie sklecisz dwóch zdań na jej poziomie. Natomiast czysto teoretycznie możliwe jest, aby ona stworzyła taką postać forumowego głupka.
                • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 01:18
                  Owszem, teoretycznie tak. Sęk w tym, czy Bitch miałaby chęć zniżyć się do takiego poziomu. Nie każdemu to odpowiada.
                • mojemail3 Re: Love supreme 04.03.14, 16:56
                  bigbadpig napisał:

                  > Ale tu ml, się mylisz - bo nikt nie powiedział, że to ty stworzyłeś przykrywkę
                  > pt. "tbis". To oczywiste, że nie sklecisz dwóch zdań na jej poziomie. Natomiast
                  > czysto teoretycznie możliwe jest, aby ona stworzyła taką postać forumowego głu
                  > pka.

                  A Ty Prosiaczku to może subtelniejszym komplementem pojedz, a nie porównawczo do ML- Bitch w pupę właż ;-) bez wazeliny...
                  No już jakaś choroba na tym forum, może sobie mówmy jak w przedszkolu " jesteś gupi"
                  ( bo mi już Prosiaczku brak błyskotliwości raczyłeś wypomnieć...)
                  Specjaliści od foremek ( również z piaskownicy) a nie od treści człowieka...
              • sabat.77 Re: Love supreme 04.03.14, 06:05
                No w morde... Tak mi sie ta wypowiedz laczy z profilem psychologicznym, ktory demonstrujesz na forum, jak piernik z wiatrakiem. Teraz to juz jestem na maksa podejrzliwy. O co tu kurna chodzi ? To jakas mega sciema...
              • zawle Re: Love supreme 04.03.14, 07:07
                midnight_lightning napisał:

                > @zawle
                > "Ja bym stawiała że bitch to ML."
                >
                > No proszę, to jak nic nobilitacja mojej skromnej osoby.
                >
                > Dla that.bitch.is.sick to raczej złośliwa szpilka, nawet ja, pomimo całej niech
                > ęci do kobiet, zauważyłem wręcz skandalicznie wysoki poziom inteligencji i erud
                > ycji u Bitch. Dzieli nas różnica wielu poziomów i pomylić się nie można.

                teraz to już jestem pewna:)))
                • mojemail3 Re: Love supreme 04.03.14, 07:16
                  zawle napisała:

                  > midnight_lightning napisał:
                  >
                  > > @zawle
                  > > "Ja bym stawiała że bitch to ML."
                  > >
                  > > No proszę, to jak nic nobilitacja mojej skromnej osoby.
                  > >
                  > > Dla that.bitch.is.sick to raczej złośliwa szpilka, nawet ja, pomimo całej
                  > niech
                  > > ęci do kobiet, zauważyłem wręcz skandalicznie wysoki poziom inteligencji
                  > i erud
                  > > ycji u Bitch. Dzieli nas różnica wielu poziomów i pomylić się nie można.
                  >
                  > teraz to już jestem pewna:)))

                  Oj zawle, zawle, ja tam wiem,że nic nie wiem...
                  A ML w kwestii poziomu inteligencji Bitch zauważa oczywistą oczywistość, to trzeba być mocno zadufanym w sobie,żeby tego nie dostrzegać.
                  Nie wiem, czy w miarę inteligentnemu człowiekowi ubliża, że widzi wielkość innych?
                  Mi nie, w żadnym wypadku.
                  • zawle Re: Love supreme 04.03.14, 07:35
                    mojemail3 napisała:> Oj zawle, zawle, ja tam wiem,że nic nie wiem...
                    > A ML w kwestii poziomu inteligencji Bitch zauważa oczywistą oczywistość, to trz
                    > eba być mocno zadufanym w sobie,żeby tego nie dostrzegać.
                    > Nie wiem, czy w miarę inteligentnemu człowiekowi ubliża, że widzi wielkość inny
                    > ch?
                    > Mi nie, w żadnym wypadku.

                    Tu się znacząco różnimy. Bo ja wiem że coś wiem. Nie jestem jak Sokrates, ale i nie mam na to parcia;) Co do poziomu inteligencji. Mam trochę doświadczenia ( wiem) w tym temacie. Dla mnie jako praktyka i teoretyka inteligencja to coś innego niż powierzchowna wiedza na KAŻDY temat. Akurat jeden z tych o których w wypracowaniach ( pożyczone) podpiera się bitch, jest moim zawodowym. Mogę więc ocenić brak dogłębnego zrozumienia i powierzchowność. Gdybyś się z nią spotkała na forum ogrodniczym, też miałabyś szansę odnieść takie wrażenia. Jest niezmiennie specjalistką w jednym temacie- co zrobić żeby zadowolić mężczyznę. Tu mogłabym się od niej uczyć.Oczywiście najpierw by mnie ich musiała nauczyć. Z czystym sumieniem poszłabym do niej na naukę za kasę. Jest z całą pewnością bystrą dziewczyną i cwaną. I dobrze.....
                    Tworząc pod-nick musiałaby go uprościć. Nie jest to mniejsza inteligencja, zrezygnowała po prostu z wątpliwej jakości elaboratów. Dla mnie to ten sam poziom. Ja oczywiście się trochę nabijam ( wbijam szpilkę- jak oboje to nazywają), ale dla mnie to ta sama głowa. Ciekawa bardzo- swoją drogą. Tyle że ja tylko z takimi głowami pracuję, wiec mam chyba przesyt;)
                    • bigbadpig Re: Love supreme 04.03.14, 14:30
                      Te wszystkie insynuacje, kto ma alter ego na forum są totalnie żenujące, to jest piaskownica.
                      Nie wiem czy ktokolwiek ze starszych bywalców nie został już kiedyś o to oskarżony.
                      Jest taki prosty test - albo coś wiesz na pewno, albo nie wiesz.
                      Ale proszę, skończ dywagować asekurując się słowem "trochę" i wstydu oszczędź (sobie).
                      • bigbadpig Re: Love supreme 04.03.14, 14:34
                        Może przesadziłem, może nic jej nie insynuujesz tylko rzeczywiście żartujesz, a ja nadinterpetuję Twoją wypowiedź - przepraszam za mój ton.
                        Gdybym mógł usunąłbym swoją wypowiedź po przeczytaniu Twojej jeszcze raz, ale nie mogę.
                      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 04.03.14, 15:30
                        bigbadpig napisał:

                        > Te wszystkie insynuacje, kto ma alter ego na forum są totalnie żenujące, to jes
                        > t piaskownica.
                        > Nie wiem czy ktokolwiek ze starszych bywalców nie został już kiedyś o to oskarż
                        > ony.
                        > Jest taki prosty test - albo coś wiesz na pewno, albo nie wiesz.
                        > Ale proszę, skończ dywagować asekurując się słowem "trochę" i wstydu oszczędź (
                        > sobie).
                        >
                        To nie po raz pierwszy zawle widzi w jakimś nicku na forum moje alter ego. I już nie pierwszy raz sie myli. Dlaczego tak się dzieje? czy jednak emocjonalnie reaguje na pochwały pod moim adresem z ust forumowiczów, a może nie czuje się na forum doceniana?
                        W końcu samo podejmowanie tej zgaduj zgaduli trochę żenuje i źle świadczy o jej kompencjach zawodowych, a ustawiczne nietrafianie ze zgaduj zgadulą kompromitują jej umiejętności w dziedzinach w których ma się za autorytet.
                    • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 04.03.14, 16:00
                      zawle napisała:


                      > Tu się znacząco różnimy. Bo ja wiem że coś wiem. Nie jestem jak Sokrates, ale i
                      > nie mam na to parcia;) Co do poziomu inteligencji. Mam trochę doświadczenia (
                      > wiem) w tym temacie. Dla mnie jako praktyka i teoretyka inteligencja to coś inn
                      > ego niż powierzchowna wiedza na KAŻDY temat. Akurat jeden z tych o których w wy
                      > pracowaniach ( pożyczone) podpiera się bitch, jest moim zawodowym. Mogę więc oc
                      > enić brak dogłębnego zrozumienia i powierzchowność. Gdybyś się z nią spotkała n
                      > a forum ogrodniczym, też miałabyś szansę odnieść takie wrażenia. Jest niezmienn
                      > ie specjalistką w jednym temacie- co zrobić żeby zadowolić mężczyznę. Tu mogłab
                      > ym się od niej uczyć.Oczywiście najpierw by mnie ich musiała nauczyć. Z czystym
                      > sumieniem poszłabym do niej na naukę za kasę. Jest z całą pewnością bystrą dzi
                      > ewczyną i cwaną. I dobrze.....
                      > Tworząc pod-nick musiałaby go uprościć. Nie jest to mniejsza inteligencja, zrez
                      > ygnowała po prostu z wątpliwej jakości elaboratów. Dla mnie to ten sam poziom.
                      > Ja oczywiście się trochę nabijam ( wbijam szpilkę- jak oboje to nazywają), ale
                      > dla mnie to ta sama głowa. Ciekawa bardzo- swoją drogą. Tyle że ja tylko z taki
                      > mi głowami pracuję, wiec mam chyba przesyt;)

                      Nie bardzo rozumiem co ma piernik do wiatraka i jak się ma powierzchowność wiedzy do inteligencji. Czy masz coś przeciwko wszechstronności, bo nikt nie jest specjalistą wszystkich dziedzin(za wyjątkiem Marka no i Ciebie bo żeby oceniać powierzchowność czyjejś wiedzy trzeba być specjalistą). Czy dyskusja na różne tematy oznacza pretensje do wiedzy specjalistycznej? Trzeba być ogrodnikiem żeby o ogrodnictwie rozmawiać na forum o ogrodnictwie?
                      Druga sprawa tyczy sie tego że jakoś nikt nie zauważył żebyś wniosła jakąś dogłębną wiedzę w swojej dziedzinie na to forum, i pozostaje jeszcze dyskusja czy wykonywanie jakiegoś zawodu oznacza specjalistyczną wiedze w temacie, na moje oko można też być nadętym miernotą, przekonanym że coś wie. Zwłaszcza w dziedzinie którą ty reprezentujesz, efekt pracy chirurga widać od razu, a kto oceni twój brak profesjonalizmu? Tylko my na forum przy okazji twoich dziecinnych zabaw z forumowe zgaduj zgadule i emocjonalnej reakcji na pochwały innych pod cudzym adresem, emocjonalnych i naiwnych wypowiedzi na temat związków. Nie jesteś dla mnie autorytetem, nie wiem jak to bywa z "ludźmi z którymi pracujesz".
                      Co do przytyku o zadowalaniu mężczyzn to pijesz do tego co wypaplała ci kitty łąmiąc tajemnicę korespondencji, kitty dobrze żę umie się zalogować nawiasem, bo nie opanowała funkcji autofocusa w aparacie. Nie przyszło ci do głowy jednak że to plotki? Czy taki "specjalista" jak ty zbudował sobie na tym wielopoziomową teorię której ani nie ma jak zweryfikować, ani jak zdementować, pozostaje z tym trwać:). To dla mnie nie jest "specjalnością" tym bardziej że osoby o tendencyjnych, emocjonalnie podkoloryzowanych przekonaniach biorą się za ocenianie innych. Może jesteś specjalistą od tarota? Bo sorry nie widzę różnicy.
                      Nie wiem też co możesz do powiedzenia o cudzej inteligencji skoro nie umiesz tego sensownie uargumentować.:). Generalnie przesłanki na podstawie których wyciągasz wnioski świadczą o tym że jesteś po prostu znerwicowaną sfrustrowaną babą, a nie specjalistą.
                    • mojemail3 Re: Love supreme 04.03.14, 16:41
                      zawle napisała:

                      > Tu się znacząco różnimy. Bo ja wiem że coś wiem. Nie jestem jak Sokrates, ale i
                      > nie mam na to parcia;) Co do poziomu inteligencji. Mam trochę doświadczenia (
                      > wiem) w tym temacie. Dla mnie jako praktyka i teoretyka inteligencja to coś inn
                      > ego niż powierzchowna wiedza na KAŻDY temat.

                      Zawle, dociera do mnie Twoja argumentacja, rozumiem.
                      Ale...jakby to powiedzieć, "serce nie sługa" a nic nie poradzę na swoje własne do innych sympatie czy antypatie...
                      Nie zauważyłam,żeby Bitch wypowiadała się na KAŻDY temat, ale jak zabierze głos to ma ręce i nogi...
                      Poza tym, mam w rodzinie osobę profesji Bitch, to wiem,że można mieć szeroką wiedzę i ogromne horyzonty myślowe, nie studiując wszystkich nauk świata, czasem wystarczy otwarty umysł.
                      Poza tym...parę razy zdarzyło mi się wyłożyć tu na forum jakiś fragment własnej wiedzy fachowej, czy moje wlasne doświadczenia na dany temat, to pamiętam że zostałam zakrzyczana i jeszcze,że się nie znam i nie mam pojęcia...Zabawne,a co ja się będę z koniem kopać, nie płacą mi za to;-)
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 26.02.14, 08:52
            midnight_lightning napisał:

            > w kwestii formalnej - nie zapomniałem się przelogować (na sabata?), co do reszt
            > y już sama sobie odpowiedziałaś.
            > Martynę poznałem dawno temu, byłem wtedy jeszcze młodym gówniarzem, pełnym wiar
            > y w ludzi, a szczególnie w kobiety.
            >
            > A ty kociaku myślisz, że to tak łatwo sobie zasłużyć na nienawiść? nie ma tak ł
            > atwo, to trwa latami.
            >
            > Jak jesteś taka mądra, to znajdź ten wspólny punkt tych utworów, które zalinkow
            > ałem. To przecież takie proste.

            Ja tylko czekam czy dziewczyny dadza sie wciagnac w rozmowy o milosci z chorym umyslem :) To dla Sabata Twoj umysl jest piekny, dla mnie takie spotkanie oznacza, ze trzeba brac nogi za pas. To juz pislalam wczesniej wiec wiesz. Jednak wygrzebalam ta ''ulubiona artystke'' z Twojej wypowiedzi, bo to oznacza, ze moze dla Ciebie jest jakies swiatelko w tunelu wiec nie jest az tak zle.


            • lybbla Re: Love supreme 26.02.14, 15:07
              Kotku zostaw już te szmule. Dzisiaj nie kamieniujemy.
            • midnight_lightning Re: Love supreme 01.03.14, 21:41
              "bo to oznacza, ze moze dla Ciebie jest jakies swiatelko w tunelu wiec nie jest az tak zle."

              Gdy Kitty zaczyna widzieć dla mnie jakieś światełko w tunelu, to zaczynam się bać ... ani chybi zaraz mnie rozjedzie jakieś Pendolino.
              • marek.zak1 Re: Love supreme 01.03.14, 21:45
                Pendolina to juz sa 2 na Warszawie wschodniej, pomalowane na PKP Intercity. Teraz mozna jechać z Ostrawy do Pragi. Niecałe 4 godziny, Wi-Fi i darmowy drink.
              • sabat.77 Re: Love supreme 01.03.14, 21:48
                midnight_lightning napisał:

                > Gdy Kitty zaczyna widzieć dla mnie jakieś światełko w tunelu, to zaczynam się b
                > ać ... ani chybi zaraz mnie rozjedzie jakieś Pendolino.

                Wiesz, na razie to rozjeżdżasz sam siebie, więc może lepsze to Pendolino, bo Bóg ponoć dotkliwie karze samobójców :)
                • lybbla Re: Love supreme 01.03.14, 22:22
                  sabat.77 napisał:

                  > midnight_lightning napisał:
                  >
                  >> Gdy Kitty zaczyna widzieć dla mnie jakieś światełko w tunelu, to zaczynam
                  >> się bać ... ani chybi zaraz mnie rozjedzie jakieś Pendolino.
                  >
                  > Wiesz, na razie to rozjeżdżasz sam siebie, więc może lepsze to Pendolino,
                  > bo Bóg ponoć dotkliwie karze samobójców :)

                  Sabat tu się trochę rzeczy zmienia. Tekst Midnighta mnie rozbawił a Twój wcale.
                  Midnight chciał powiedzieć, że jego ulubiona ekranizacja to Biesy (Wajdy ekranizacja) a ulubiona postać to Szestow.

                  Ja podejrzewam, że Midnight chodzi regularnie chodzi na piwo z tymi co mieli bardzo dużo kobiet. Problem w tym, że on kobiety lubi. I nie może sobie z tym poradzić.
                  • sabat.77 Re: Love supreme 01.03.14, 22:53
                    lybbla napisał:

                    > Ja podejrzewam, że Midnight chodzi regularnie chodzi na piwo z tymi co mieli ba
                    > rdzo dużo kobiet. Problem w tym, że on kobiety lubi. I nie może sobie z tym por
                    > adzić.

                    Lubi być lubiany przez kobiety :)
                    Ja wiem Lybbla, on tak pisze na zasadzie na złość babci, odmrożę sobie uszy. Też to widzę, gość jest rozgoryczonym typem sentymentalnym, pewnie pod niejednym oknem stał z różą i moknął na deszczu :)

                    Tylko wiesz - akurat ci co mieli wiele kobiet, to chyba niespecjalnie je lubią, a z tego co zdążyłem zauważyć, najczęściej nimi w duchu gardzą. To chyba nie ma nic do rzeczy. Liczą się fakty, atrybuty. Atrakcyjna laska nie musi być miła dla facetów, atrakcyjny facet też nie - i tak będą zauważeni i docenieni. Bycie miłym często generuje bycie lubianym, ale pożądanym - niekoniecznie.
                    • lybbla Re: Love supreme 02.03.14, 01:34
                      sabat.77 napisał:

                      > Lubi być lubiany przez kobiety :)

                      Nietrywialnym jest, ze on je lubi :)

                      > Ja wiem Lybbla, on tak pisze na zasadzie na złość babci, odmrożę sobie uszy.
                      > Też to widzę, gość jest rozgoryczonym typem sentymentalnym, pewnie pod
                      > niejednym oknem stał z różą i moknął na deszczu :)

                      Ja nie wiem kim jest Midnight.
                      Ale to już nie czas na uwagi stawiające go poniżej. Teraz stajemy jak równy z równym i nawalamy. Wielka Zła Świnia już zaczęła.
                      Trzeba pamiętać, że mogą mu (ML nie BBP) się refluksy trafiać.

                      > Tylko wiesz - akurat ci co mieli wiele kobiet, to chyba niespecjalnie je lubią,
                      > a z tego co zdążyłem zauważyć, najczęściej nimi w duchu gardzą.

                      Ja to jednak wypowiem inaczej:
                      Midnight ma problem z tym, że oni je lubią inaczej.

                      Midnight a Ty potrafisz opisać co widziałeś ale tak bez inwektyw,
                      opisać mechanizmy, które widzisz w stosunkach damsko-męskich?
                      Z naciskiem, że opisujesz pewien aspekt tych stosunków, który Ciebie szczególnie dotknął.

                      > To chyba nie ma nic do rzeczy. Liczą się fakty, atrybuty. Atrakcyjna laska nie
                      > musi być miła dla facetów, atrakcyjny facet też nie - i tak będą zauważeni i
                      > docenieni. Bycie miłym często generuje bycie lubianym, ale pożądanym - niekoniecznie.

                      Nie wiem co to są fakty i atrybuty. Czy to chodzi o stroszenie piór?
                      Zauważeni na pewno ale docenieni? Wartość wychodzi w praniu.
                      • zawle Re: Love supreme 02.03.14, 08:19
                        No popatrzcie...a jak ma nieodparte wrażenie że ML kobiet nie znosi. Może i kiedyś lubił, ale coś się zadziało i teraz nie znosi. Ma w głowie gotową formułkę dotyczącą kobiet. Nie jest ich ciekawy. A kto wie, a nie chce poznać- ten ocenia. Ja często piszę tutaj że mi dobrze nie zrobi facet który UMIE, tylko ten który mnie chce poznać- zainteresowany, zaciekawiony, otwarty. ML nie chce poznawać kobiet, on je już ZNA. Trudno mu więc znaleźć taką która w własnej woli pozwoli się upchnąć w nabitą gwoździami klatkę. On nie ma szansy na rozwój, on ma gotowe recepty, gotowe leki i prędzej pacjent umrze niż on zauważy że nie ma racji. A podczas pogrzebu powie że zabiła ją jego wrażliwość i dobre serce.
                      • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 00:46
                        @lybbla
                        "Midnight a Ty potrafisz opisać co widziałeś ale tak bez inwektyw, opisać mechanizmy, które widzisz w stosunkach damsko-męskich? Z naciskiem, że opisujesz pewien aspekt tych stosunków, który Ciebie szczególnie dotknął."

                        Prowokacja? a niech będzie, niektóre panie się ucieszą.

                        1 - zamiłowanie do gruboskórnych, agresywnych troglodytów, do uroczych drani, słodkich brutali, niegrzecznych chłopców, rozrabiaków, przemocowców - takie są preferencje kobiet, gdy są młode i mają prawdziwy wybór. Nie wspomnę o zamiłowaniu do 2-3-krotnie starszych panów z konkretną kasą.

                        Wrażliwi, delikatni, spokojni, szanujący innych i pokojowo nastawieni rówieśnicy są przegrani na starcie.

                        To w istocie inżynieria genetyczna odpowiedzialna za świat pełen wojen, przemocy i podłości. To też przyczyna zaistnienia przemocowego patriarchatu.


                        Rozmowa dwóch młodych, eleganckich kobiet:

                        - to jak było na tej randce?
                        - tragedia, po pierwsze zaprosił mnie do parku, cóż, pomyślałam, że przyniesie wino, wypijemy i pójdziemy w krzaki, ale ten kretyn przyniósł jakieś kwiaty i zaczął mi mówić wiersze, uwierzysz?
                        - (z autentyczną troską i współczuciem) Boże, jak mi ciebie żal, trafić na takiego frajera ...

                      • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 00:49
                        @lybbla
                        "Midnight a Ty potrafisz opisać co widziałeś ale tak bez inwektyw, opisać mechanizmy, które
                        widzisz w stosunkach damsko-męskich? Z naciskiem, że opisujesz pewien aspekt tych stosunków, który Ciebie szczególnie dotknął."

                        2 - Lekkie traktowanie seksu - wbrew złudnym deklaracjom o potrzebie zaangażowania emocjonalnego kobietom podoba się seks bez uczuć i z łatwością oddzielają te dwie sprawy. Lepiej zadawać się z żonatym lub osobą znaną z posiadania wielu kobiet. Taki na pewno się nie zakocha, nie będzie robić scen.

                        Kobietom łatwo o seks, jest więc dla nich mało wartościowym towarem, chętnie go rozdają na prawo i lewo ... ale tylko tym panom z pkt 1. którzy mają tego dobra w nadmiarze i traktują równie przedmiotowo jak kobiety. A jednocześnie nakładają embargo na tych, którzy maja mało seksu lub wcale. Typowa pętla sprzężenia dodatniego czyli katastrofa.

                        Nasuwa mi się analogia, kobiety odbierające jedzenie głodującym, by wciskać je spasionym grubasom, którzy najpierw muszą zwymiotować świeżo skonsumowane mięso, by zrobić miejsce na następne kąski.

                        kolejna rozmowa:

                        ona: muszę się wyżalić, przykrość mnie wczoraj spotkała.
                        on: co się stało?
                        ona: poznałam faceta, poszliśmy do niego, uprawialiśmy seks, a potem w środku nocy mnie wyrzucił z mieszkania.
                        on: ale chamstwo... a właściwie to dlaczego poszłaś z takim prostackim gościem? przecież wiesz, że bardzo cię lubię i mam na ciebie ochotę, ja bym ciebie nigdy nie wyrzucił.
                        ona: no właśnie dlatego, że mnie lubisz, ja też cię lubię, jesteś moim najlepszym przyjacielem, nie chcę tego zepsuć.
                        on: no zaraz, a ten gość to ciebie nie lubił? przecież z nim poszłaś.
                        ona: nie, nie lubił, ja też go nie lubiłam...
                      • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 00:51
                        @lybbla
                        "Midnight a Ty potrafisz opisać co widziałeś ale tak bez inwektyw, opisać mechanizmy, które
                        widzisz w stosunkach damsko-męskich? Z naciskiem, że opisujesz pewien aspekt tych stosunków, który Ciebie szczególnie dotknął."


                        3 - Mentalność niewolnika - spokojny, szanujący kobiety mężczyzna może sobie zabiegać o względy miesiącami i latami, niestety ustawia się w ten sposób w roli "proszącego" - a skoro prosi, widocznie nie ma prawa do korzystania, więc nie dostanie.

                        Troglodycie wystarczy rzucić kilka "męskich" słów lub brać bez pytania - skoro bierze jak swoje, to widocznie ma prawo. Jasno widać po kobietach zachwyt wobec "Pewności Siebie", która wcale nie oznacza dobrego czy inteligentnego człowieka. Widać też zamiłowanie do uległości i chęć zdominowania - masochizm często jest spotykany u kobiet.
                      • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 00:54
                        @lybbla
                        "Midnight a Ty potrafisz opisać co widziałeś ale tak bez inwektyw, opisać mechanizmy, które
                        widzisz w stosunkach damsko-męskich? Z naciskiem, że opisujesz pewien aspekt tych stosunków, który Ciebie szczególnie dotknął."

                        4 - Zwierzęce schematy, cynizm i umiejętność kłamania - schemat jest jasny, przyjemność z
                        samcami alfa, a wychowywanie potomstwa spada na resztę samców w stadzie - samców beta.

                        Wcześni ludzie żyli krótko, na ogół te 30+ lat, ciekawie to współgra z zanikiem zainteresowania samców alfa kobietami w takim wieku. Widocznie dla Natury kobiety 30+ są takim samym, niepotrzebnym odpadem jak i samce beta. Swoje już zrobiły, przekazały geny troglodytów dalej.

                        Dziś żyjemy dużo dłużej i kobiety, starając się o jakiegokolwiek samca do opieki nad potomstwem po samcu alfa, nauczyły się dokonywać interesujących wolt, oczywiście jedynie w sferze deklaratywnej. Chociażby legenda o rzekomym "dojrzewaniu", o rzekomych "błędach młodości", które przecież każdy popełnia. I kilka cytatów.

                        "Związek i wychowywanie dziecka to duża odpowiedzialność, której nie sprosta byle kto. Samce alfa nie nadają się na ojców, oni nadają się tylko do seksu."

                        "Prawdziwym ojcem jest ten, kto wychowuje dziecko"

                        i moje ulubione:
                        "całe życie szukałam takiego wrażliwego i delikatnego faceta jak ty".

                        Oczywiście bazowym wzorcem mężczyzny jest nadal samiec alfa, więc taki nieszczęsny naiwniak, który da się omotać mamusi z dzieckiem musi się liczyć ze nieoczekiwanym wzrostem liczby dzieci. Ziomale nie lubią prezerwatyw.

                        kolejna prawdziwa historia ku przestrodze:

                        Pewna samotna mamusia postanowiła znaleźć sobie i dziecku "tatusia" i przyuważyła w pracy
                        właśnie takiego dobrego i spokojnego. Na imprezie integracyjnej doszli do porozumienia, są już parą, były przytulanki i pocałunki. Facet poszedł po piwo, nie było go z 10 minut, wrócił do
                        stolika, ale jej już nie było, szukał wszędzie i nic. Mamusia wróciła pijana po dwóch godzinach, i nie zauważając swojego "faceta" radośnie wyjaśniła zaniepokojonym koleżankom: poszła na zewnątrz lokalu "bzykać" się z ziomalami, tymi "prawdziwymi mężczyznami". Świętowała znalezienie "tatusia"?
                        Co ciekawe, gdy go w końcu spostrzegła i rozpłakała się, to jej koleżanki żądały od tego
                        nieszczęśnika, by pocieszył "swoją dziewczynę". Przecież biedactwo płacze.
                    • midnight_lightning Re: Love supreme 04.03.14, 00:34
                      @sabbat
                      "Ja wiem Lybbla, on tak pisze na zasadzie na złość babci, odmrożę sobie uszy."

                      Sabacie, teza całkiem udana i trafna, aczkolwiek ... uszy mam już dawno odmrożone:) Uściślając, nic nie tracę, gdyż już utraciłem to, co najważniejsze, tzn, najlepsze lata mojego życia. Inaczej nie pozwoliłbym sobie na całkowitą szczerość.

                      A cóż mógłbym zyskać? zużyte, bezwartościowe zabaweczki wyrzucone przez samców alfa na śmietnik? wielokrotnie przełożone panny, które łaskawie spojrzą na mnie tylko dlatego, że nikt inny ich już nie chce? Cóż warta jest ich lojalność?

                      Teraz jestem w wieku rzekomej zwiększonej atrakcyjności mężczyzn, i odwracam sytuację. W młodości to kobiety były dysponentkami miłości i seksu, i odmawiały mi tych podstawowych dla szczęśliwego życia dóbr. Teraz ja jestem dysponentem tej kasy, na której im tak zależy, i wyrzucam ją w błoto, na bzdury i nawet i rumuńskie tirówki, patrząc na samotne mamy lub rozwódki z dziećmi, harujące za te 1600 a może i 2000 zł, by utrzymać te swoje dzieci po swoich wspaniałych samcach. I mam dokładnie tyle współczucia dla nich, ile one miały dla takich jak ja.

                      Rzeczywiście, mam kobiecy mózg :)


                      Co do reszty, to ciekawe, ani wykluczeni i odrzuceni nie mają podstaw do ciepłych uczuć względem kobiet, ani ci tak przeinwestowani jakoś nie odwzajemniają się tym samym. Zawsze mnie zaskakiwała kobieca umiejętność podejmowania "właściwych" wyborów.
                  • midnight_lightning Re: Love supreme 03.03.14, 23:52
                    "Sabat tu się trochę rzeczy zmienia. Tekst Midnighta mnie rozbawił a Twój wcale.
                    Midnight chciał powiedzieć, że jego ulubiona ekranizacja to Biesy (Wajdy ekranizacja) a ulubiona postać to Szestow.

                    Ja podejrzewam, że Midnight chodzi regularnie chodzi na piwo z tymi co mieli bardzo dużo kobiet. Problem w tym, że on kobiety lubi. I nie może sobie z tym poradzić. "

                    Kolega mnie wyraźnie przecenia, moje kontakty z Dostojewskim skończyły się tym, że po lekturze "Idioty" wpadłem w depresję i przestałem czytać książki :)

                    Co do "tych, co mieli bardzo dużo kobiet", to byli w dużej mierze rzeczywiście istni troglodyci, obserwując ich początkowo NAIWNIE uznałem, że skoro nawet takie osoby mają wzięcie, to każdy ma szanse na swoją odrobinę szczęścia, w tym też i ja :) Naiwność do bólu.

                    W kwestii ostatnich dwóch zdań. Prawda i nieprawda. Co jest wart cud, który za późno przychodzi. Przypowieść o ginie zamkniętym w butelce się kłania.
      • mojemail3 Re: Love supreme 26.02.14, 08:51
        midnight_lightning napisał:

        > I przy okazji, przewrotnie w reakcji na "Dbaj o miłość" z sąsiedniego wątku, in
        > ny utwór Nalepy, z tej samej płyty, jak zwykle tekst autorstwa Loebla. Ciekawe,
        > obydwa podane przeze mnie utwory coś łączy.

        Dobra ML, gadaj, co mają wspólnego te utwory wczesniej zalinkowane ( Nalepa & Martyna)nie będziemy się bawić w kotka i myszkę( no chyba,że jak się zgodzi to baw się z Hello-Kitty2;-)

        No, toś pojechał po emocjonalnej bandzie, mi się wszystkie wspomnienia otworzyły ze studenckich czasów...Pamiętam takiego, co miał kolekcję starych płyt analogowych,m.in.Niemena, puszczaliśmy je sobie w akademiku, facet był przystojny bardzo i bardzo beznadziejny, więc krótko to trwało...
        Ale, był też taki kolega, uroczy niewysoki brzydal, aż pewnej nocy po imprezie przyszedł do nas do pokoju( damskiego) i zachrypniętym głosem recytował z emfazą wiersze Leśmiana...No nie będę mówić, do czego nas w tych łóżeczkach piętrowych prawie doprowadził...( i to zbiorowo-4 kobiety naraz...)
        Tak. No i jeszcze ML,nie miej żalu do wszystkich kobiet świata,że na swoją nie trafiłes, takich co mają serca otwarte na męską niedolę to jest niewiele...
        Jak się nie ma powołania do kochania wszystkich mężczyzn świata ( vide: divy pana Wonta:-)
        to się należy trzymać jednego...( plus przybudówki typu dzieci XY)

        I dla Ciebie, z dedykacją...

        www.youtube.com/watch?v=61iBRYalwi4
        • hello-kitty2 Re: Love supreme 26.02.14, 08:59
          mojemail3 napisała:

          > Tak. No i jeszcze ML,nie miej żalu do wszystkich kobiet świata,że na swoją nie
          > trafiłes, takich co mają serca otwarte na męską niedolę to jest niewiele...
          > Jak się nie ma powołania do kochania wszystkich mężczyzn świata ( vide: divy pa
          > na Wonta:-)
          > to się należy trzymać jednego...( plus przybudówki typu dzieci XY)
          >
          > I dla Ciebie, z dedykacją...
          >
          > www.youtube.com/watch?v=61iBRYalwi4

          No wlasnie pisalam ML, ze nie jest az tak zle i kobiety nie takie zle.
          Jakby co to ja jestem z tych z zamknietym sercem na meska niedole, zeby nie budzic niepotrzebnie jakis nadziei czy rozczarowan.
          • mojemail3 Re: Love supreme 26.02.14, 09:19
            hello-kitty2 napisała:

            "(...)moze dla Ciebie jest jakies swiatelko w tunelu wiec nie jest az tak zle (...)"

            Kitty, a dla siebie widzisz jakieś światełko w tunelu, jakieś widoki na otwarte męskie serce???
            Czy to tylko w bajkach bywa?
            • hello-kitty2 Re: Love supreme 26.02.14, 09:28
              mojemail3 napisała:

              > Kitty, a dla siebie widzisz jakieś światełko w tunelu, jakieś widoki na otwart
              > e męskie serce???
              > Czy to tylko w bajkach bywa?

              Wiesz co mojemail przeczytalam Twoj watek o milosci, poruszyl mnie ale nie wiedzialam nawet co napisac, chcialam go jakos wesprzec ale nie potrafilam nic stworzyc, co by moglo cos pozytywnego wniesc. Wyglada na to, ze u mnie to i tesknota za miloscia do mezczyzny/od mezczyzny porzadnie juz stlamszona jest. Ja mam inne milosci.
              • urquhart Wrażliwość? 26.02.14, 11:08
                Kitty, MM, macie chlopcow do przjrzyjcie się co ich czeka jak w mysl genderowych trendów wychowacie ich na wrazliwych :)
                Kobiety oczekuja otwarcie zeby je rozumic, rozbudzac, starac sie dla nich, zdobywać, byc idealnym kochankiem. Jak facet ma podobna wrazliwosc i tesknoty , mowi o oczekiwaniach jest jedynie żałosny i sie ośmiesza...
                Paradokalnie jak pisze Milska instytucja malzenstwa doby feminizmu pasuje jedunie gruboskornym damksim bokserom, oni nie ciepia i nie narzekaja na zamniete na nich kobiece serca.
                To tyle zeby sie nie ośmieszyć.
                • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:15
                  Wrazliwosc jest jezyku powiazana ze slaboscia, nieodpoornoscia (wrazliwosc, podatnosc na cos np. skora wrazliwa). Stad mezczyzna wrazliwy jest synonimem slabosci i nie daje oparcia. Natomiast ludziom mocnym, ktorzy wzbudzaja pozadanie kobiet czasem przypisuje sie wrazliwosc rzekoma (pod ta gruba skora jest wrazliwe serce, ktore bije tylko dla mnie). Taki psychologiczny fikolek, ktory czesto uczlowiecza brutali w oczach ich ofiar.
                • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:23
                  Czyli jak mają ich wychować?
                  Na niewrażliwych?
                  Serio pytam, bo nie rozumiem, jak wy sobie właściwie wyobrażacie, panowie, wychowanie chłopaka, skoro nie ma być wrażliwy, ale domyślam się, że również nie ma być gruboskórnym damskim bokserem.
                  To w końcu jaki on właściwie ma być, żeby was zadowolił? Ten chłopiec wychowywany, hę?
                  • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:29
                    Nas ? Nas zadowoli kazdy, bo to syn. Chodzi o to, zeby zadowolil soba kobiety i byl dzieki temu szczesliwy. Stawiam na wzorzec budowany przez PUA.
                    • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:37
                      Wzorzec PUA?
                      Ale jaki?
                      Bo wiesz, najbardziej popularny to jest ten: "jak nawciskać lasce kitów, żeby dała dupy".
                      W tym duchu wychowujesz swoich chłopaków?
                      • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:41
                        Nie. Byc wstrzemiezliwym w okazywaniu emocji, stanowczym, trzymajacym sie swojego zdania, znajacym swoja wartosc, twardym facetem + psychologia obfitosci, umiarkowanie w okazywaniu przyjaznych gestow, dystans wobec kobiet. Generalnie typ chlodny i mocny.
                        • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:47
                          Pięknie.
                          A teraz jeszcze powiedz, co ma zrobić rodzic, któremu przytrafił się dzieciak z natury wylewny emocjonalnie, prostoduszny, który za cholerę nie potrafi udawać chłodu i dawkować przyjaznych gestów?
                          Bić po łapach, aż się wyuczy robić zimne miny? Czy może jednak dac mu żyć ze swoją wrażliwością?
                          • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:52
                            Rozumiem. Pole manewru jest niestety niewielkie. Mozna wpajac zamilowanie do sportu, rywalizacji, pielegnowac idealy sily itd. Ale na tego typu konstrukcje psychiczna niewiele sie poradzi - taki facet jest przegrany z miejsca.
                            • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:05

                              Nie jest przegrany z miejsca, tylko musi być świadomy, że jego typ przyciąga więcej mętnej wody, niż typ inny.
                              Niech się nauczy cierpliwości. Niech da ludziom, którzy próbują się do niego zbliżyć, czas, by mógł ich poznać. Niech ćwiczy sztukę obserwacji.
                              Wrażliwość nie oznacza ani głupoty, ani służalczości, ani braku asertywności. Tego trzeba uczyć: ASERTYWNOŚCI. Uczyć, że nawet dobry człowiek czasem innemu sprawi przykrość, bo nie jest możliwe, by wszystkich zadowolić i zawsze w którymś momencie życia nasze interesy będą sprzeczne z cudzymi. Uczyć, że mimo tego, iż czujemy przykrość, bo komuś sprawimy przykrość, to jednak czasem własny interes musimy postawić na pierwszym miejscu - a przykrość przetrawić, przeczuć ją i zrozumieć, że takie uczucie też ma prawo się pojawiać.
                              Kiedy ten swój interes na pierwszym miejscu? Ano wtedy, gdy dotyczy spraw dla nas ważnych, zasadniczych. Więc nauczyć rozpoznawania, które to są sprawy. I w tych nie ustępować dla tak zwanego świętego spokoju - nigdy, choćby się łzy lały i cudze i nasze.
                              Tego ja się nauczyłam w życiu, niestety na ciężkich swoich błędach.
                              • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:12
                                rekreativa napisała:

                                "Kiedy ten swój interes na pierwszym miejscu? Ano wtedy, gdy dotyczy spraw dla nas ważnych, zasadniczych. Więc nauczyć rozpoznawania, które to są sprawy. I w tych nie ustępować dla tak zwanego świętego spokoju - nigdy, choćby się łzy lały i cudze i nasze.
                                Tego ja się nauczyłam w życiu, niestety na ciężkich swoich błędach "

                                Mnie te błędy zajęły prawie dekadę. Dlatego nie jestem pewna, czy chciałabym to przeżyc jeszcze raz i mieć znowu 20 lat, raczej nie, chyba jak mówią starzy ludzie " z dzisiejszym rozumem"...
                                --
                        • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:51
                          sabat.77 napisał:

                          > Nie. Byc wstrzemiezliwym w okazywaniu emocji, stanowczym, trzymajacym sie swoje
                          > go zdania, znajacym swoja wartosc, twardym facetem + psychologia obfitosci, um
                          > iarkowanie w okazywaniu przyjaznych gestow, dystans wobec kobiet. Generalnie ty
                          > p chlodny i mocny.

                          Trzeba miec taka konstrukcje psychiczna, wyprac sie z uczuc i emocji, nie kazdy tak umie.
                          Co to za zycie, jak cyborg....Jak zyc z cyborgiem??? Jak sie kochac...
                          • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:53
                            Najwyrazniej latwiej kochac cyborga, niz emocjonalnego mieczaka.
                            • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:03
                              sabat.77 napisał:

                              > Najwyrazniej latwiej kochac cyborga, niz emocjonalnego mieczaka.

                              Komu? Masochistkom?
                              No mam słabość do Ciebie, ale czasowo warto byłoby Cię kneblować...
                              Byłaby niezła zabawa;-)
                              • that.bitch.is.sick Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:14
                                mojemail3 napisała:

                                > sabat.77 napisał:
                                >
                                > > Najwyrazniej latwiej kochac cyborga, niz emocjonalnego mieczaka.
                                >
                                > Komu? Masochistkom?
                                > No mam słabość do Ciebie, ale czasowo warto byłoby Cię kneblować...
                                > Byłaby niezła zabawa;-)

                                On się dla konkretnych osób kryguje. Bo sobie wmówił że te osoby mają jakieś poglądy a nie przypadkowo naśladują innych. Ja wiem czego się sabat boi, urojeń że jak się przyzna że gotuje dzieciom to wszystko przepadnie. Dlatego mozolnie buduje wizerunek osoby bez złudzeń, trochę z songo, trochę z abrigado, przygotowuje prezentację w pp udowadniającĄ jego kompetencje, myśląc że tędy droga. A ten cel to chochoł.
                                Ale sabat jeszcze raz mnie napadniesz z powodu tych twoich romantycznych mrzonek to cię zdemaskuję, ostrzegam.
                                • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:20
                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                  (...)"On się dla konkretnych osób kryguje. Bo sobie wmówił że te osoby mają jakieś poglądy a nie przypadkowo naśladują innych. Ja wiem czego się sabat boi, urojeń że jak się przyzna że gotuje dzieciom to wszystko przepadnie (...)"

                                  Mój też, robi soki dla dziecka i zbiera zioła...
                                  Ale dlaczego Sabat ma kogoś naśladować? Po co mu to? Przecież to świetny facet jest,że tylko łyżkami jeść i się oblizywać;-)
                                  • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:49
                                    Bitch ma zapewne na mysli to, ze tworze na forum pewien wizerunek po to, zeby spodobac sie Kitty.
                                    Problem w tym, ze przeciez wszyscy wiedza jaki jestem, a na czele Kitty, ktora ma mnie za gowno - moze i slusznie. Ja nie jestem taki zimny jak wzor z PUA. Jestem walniety i przewrotny, to fakt, ale kurde, do tego chlodnego wzorca nigdy nie dojde, bo mam inna nature. Natomiast obserwowac potrafie i wyciagam wnioski, kto sie jakim kobietom podoba.
                                    Kitty, na wszelki wypadek nie zapewniaj, ze ci sie nie podobam, bo ja o tym dobrze wiem :)
                                    Zyj sobie w tej Holandii, ja nic do ciebie nie mam. Interesujesz mnie jako pewien wzorzec zachowan. Analizuje go.
                                    • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:54
                                      " Bitch ma zapewne na mysli to, ze tworze na forum pewien wizerunek po to, zeby s
                                      > podobac sie Kitty. "

                                      Gdyby tak było, to znaczyłoby, że jesteś pozbawiony zdolności logicznego myślenia, ponieważ Twój wizerunek forumowy tak pasuje do ujawnianego nieraz na forum typu faceta, który kręci kitty jak wół do karety. Mniej więcej.
                                      • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:04
                                        Oczywiscie, ze tak nie jest...
                                        Kazdy widzi jak jest...
                                    • that.bitch.is.sick Re: Wrażliwość? 26.02.14, 18:19
                                      sabat.77 napisał:

                                      > Bitch ma zapewne na mysli to, ze tworze na forum pewien wizerunek po to, zeby s
                                      > podobac sie Kitty.
                                      >
                                      Bidulu. Oczywiście teraz się będziesz tłumaczył. A tu chyba nie chodzi o kitty tylko o pewną grupę nicków meskich które niegdyś na forum dominowały i których deklarowane poglądy część osób przejęła z braku własnych refleksji, w tym przejęła je kitty poznawszy termin samiec alfa i tym podobną grupą eufemizmów.. Te męskie nicki to oczywiście osoby często inteligentne i błyskotliwe i nic do nich nie mam, jednak te osoby lansowały (i lansują) wizerunek bad boya jako wyłącznie i bezwględnie działającego na kobiety bez ich świadomości.(od razu tu bad boyom podziękuję, dyskutować o tym po raz tysiąc czterdziesty piąty nie zamierzam) To znaczy uwłaczający wszelkiej wnikliwości i szczegółowości schemat w jakoby mężczyzna retroseksualny i twardziel powodował wilgotność wszystkich cipek bez wyjątku. Co do sabata, ja się jego analizą osobowości i problemów nie zajmuję ale jak mniemam on nie do końca akceptuje to co natura mu ofiarowała w darze i nie porzuca mrzonek że choć bad boyem na forum i poza nim być nie może, to może przynajmniej wyznawać poglady bad boyów, natomiast do kitty się pewnie sabat odwołał bo obecnie tylko ona na forum chyba deklaruje upodobania potwierdzające jego romantyczne mrzonki że świat jest tak spolaryzowany i prosty. Taki świat byłby naprawdę piękny i dawałby sabatowi nadzieję że można sobie przyswoić zestaw uniwersalnych sposobów na kobietę, taki kamień filozoficzny trochę...
                                      Generalnie wiara w mit samca alfa sądzę że poprawia nastrój większości mężczyzn, jest gwiazdą zaranną do której się modlą, tak samo jak kobiety do żeńskich symbolów seksu
                                      to rodzi rozmaite fantazje, przymiarki przed lustrem, porównywanie się i jak wspomniałam.....krygowanie się. Daje nadzieję i sprawia że ma się coś sterotypowego do powiedzenia na forum w każdym temacie, nawet jak się własnymi przemyśleniami nie dysponuje. Jak orzech np., zawsze można powiedzieć: "współczuję", "gratuluję", "porozmawiaj z nim/z nią" itd. Trochę jak w ogólniaku w okresie pokwitania..
                                      • urquhart Re: Wrażliwość? 26.02.14, 18:34
                                        that.bitch.is.sick napisała:
                                        > Generalnie wiara w mit samca alfa sądzę że poprawia nastrój większości mężczyz
                                        > n, jest gwiazdą zaranną do której się modlą, tak samo jak kobiety do żeńskich s
                                        > ymbolów seksu
                                        > to rodzi rozmaite fantazje, przymiarki przed lustrem, porównywanie się

                                        Jakbyś zapomniała że większość samców tutaj dysponuje przede wszystkim doświadczalnie rozczarowaniami że dotychczasowy przekazany wychowaniem model nie działa i jest nieskuteczny...
                                        • that.bitch.is.sick Re: Wrażliwość? 26.02.14, 19:19
                                          urquhart napisał:

                                          > Jakbyś zapomniała że większość samców tutaj dysponuje przede wszystkim doświadc
                                          > zalnie rozczarowaniami że dotychczasowy przekazany wychowaniem model nie działa
                                          > i jest nieskuteczny...

                                          A ty uważam jesteś obłudny dlatego że przyczyna problemu o czym doskonale wiesz, że jest wadą monogamii samej w sobie i właśnie krzewienia konserwatywnych wartości (zakazywanie dzieciom edukacji seksualnej, bagatelizowanie roli dopasowania seksualnego w związku, akcentowanie idealistycznego modelu opartego na martyrologii i ofiarności względem partnera) próbujesz rozgrywać jako wady modelu wychowawczego gender. Generalnie manipulujesz jak każdy obznajomiony z retoryką klecha na ambonie i w tym samym celu: konserwatyzm grupy uprzywilejowanej. Wracając do przeszłości, jak wyglądała satysfakcja i pożądanie seksualne odczuwane przez kobiety w małżeństwach modelu patriarchalnego, z tradycyjnym modelem męskości, może byśmy to zbadali.
                                          • urquhart Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowana 27.02.14, 02:47
                                            that.bitch.is.sick napisała:
                                            > A ty uważam jesteś obłudny dlatego że przyczyna problemu o czym doskonale wiesz
                                            > , że jest wadą monogamii samej w sobie i właśnie krzewienia konserwatywnych war
                                            > tości (zakazywanie dzieciom edukacji seksualnej, bagatelizowanie roli dopasowan
                                            > ia seksualnego w związku, akcentowanie idealistycznego modelu opartego na marty
                                            > rologii i ofiarności względem partnera) próbujesz rozgrywać jako wady modelu wy
                                            > chowawczego gender. Generalnie manipulujesz jak każdy obznajomiony z retoryką k
                                            > lecha na ambonie i w tym samym celu: konserwatyzm grupy uprzywilejowanej.

                                            No i to są pytania celne.
                                            Czy jak byłem nastolatkiem i wiązałem się z moją partnerką myślałbym o takich sprawach myślisz? Ale z drugiej strony czy zabrałbym wiarę swoim dzieciom w świętego mikołaja? I czy to też obłuda?
                                            Idealistyczny model? Jaki egalitaryzm konkretnie proponujesz kontra konserwatyzm grupy uprzywilejowanej? Koleżanki oburzają się na seks z wymiany dóbr w związku, postulujac słusznie acz idealistycznie że seks powinien być darem, przyjemnością, ale czy psychoewo nie opisuje szeroko w sumie mizogińskiego modelu wyrachowanej kobiety i mechanizmu deficytu seksu ze strony kobiet i dysproporcji płciowego tego deficytu wpisanego w mechanizm partnera długoterminowego w pogoni za najlepszymi genami (grupy uprzywilejowanej?) i jako mechanizmu kontroli?
                                            Podobnie PE opisuje męską zdradę wpisanym mechanizmem jak najszerszego możliwego podswiadomego rozsiewania genów, tych których na to stać, znów uprzywilejowanych ale to jakoś mniej oburza jako bardziej oczywiste... Jedno i drugie rodzi krzywdę i poczucie niesprawiedliwości.
                                            Ile osób jest świadomych tak głęboko i wrażliwych by próbować przełamać podświadomą naturalną zaprogramowaną wredną determinację i szukać czegoś więcej w miłości? Ile nie ma szans bo w determinacje psychoweo nią nie wierzy, ale wierzy w uczucia i "ochotę" tak?
                                            Monogamia jako najsprawiedliwsza handlowa równość wymiany dóbr i potrzeb oburza i obrzydza tu co niektóre dyskutanki. Seks za zaangażowanie na poziomie biologicznym też. Fakt. Ale jest właśnie najbardziej egalitarna statystycznie dla tych biednych i nieatrakcyjnych w szczególności. Natomiast ci uprzywilejowani też obchodzą monogamię w w różnym, mniej lub bardziej obłudnym stylu, przemyślana strategią lub kierowani impulsem, Colin Farrell‎ był na przykład jest notorycznym kłamcą i dziwkarzem, Adam Hanuszkiewicz zmieniał liczne żony co 7 lat zanim jak mówi nadszedł kryzys w związku, a Sting urządzał swingerskie orgie do spółki z ciągle tą samą żoną Trudie. Dla mnie w szczegółach różnica bardzo duża.
                                            Ostatnie, satysfakcją seksualną kobiet było marniej kiedyś, fakt pomijając powody to ma być powód do usprawiedliwienia czy może zadośćuczynienia że dziś kobiety mają mandat żeby nie przejmować się satysfakcją seksualną mężczyzn? Bo chyba nie o to ci chodzi, a inne tego nie dostrzegają nawet.
                                            • mojemail3 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 09:31
                                              urquhart napisał:

                                              (...)"Podobnie PE opisuje męską zdradę wpisanym mechanizmem jak najszerszego możliwego podswiadomego rozsiewania genów, tych których na to stać, znów uprzywilejowanych ale to jakoś mniej oburza jako bardziej oczywiste... Jedno i drugie rodzi krzywdę i poczucie niesprawiedliwości (...)"

                                              Jakaż to jest karkołomna bzdura...Owszem, rozsiewanie genów proszę bardzo, tam gdzie samica sama wychowuje potomstwo bez pomocy samca.
                                              A u ludzi? Skąd się bierze więz między matką a dzieckiem? Nie tylko niestety z hormonalnego zakręcenie jak by to wielu chciało widzieć, żeby matka nawiązała z dzieckiem prawidłową więż i go nie porzuciła, musi mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa.
                                              Jakby tak radosnie swoje geny rozsiewać, to zamiast zastępów szlachetnych samotnych matek, będzie żniwo w postaci aborcji i porzuconych dzieci...
                                              Tych,których na to stać, owszem,ale to też skutek niesprawiedliwego podziału dóbr, walk o władzę itp.
                                              • mojemail3 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 10:03

                                                > urquhart napisał:
                                                >
                                                > (...)"Podobnie PE opisuje męską zdradę wpisanym mechanizmem jak najszerszego mo
                                                > żliwego podswiadomego rozsiewania genów, tych których na to stać, znów uprzywil
                                                > ejowanych ale to jakoś mniej oburza jako bardziej oczywiste... Jedno i drugie r
                                                > odzi krzywdę i poczucie niesprawiedliwości (...)"
                                                >
                                                mojemail3 napisała:
                                                > Jakaż to jest karkołomna bzdura..

                                                Nie, pomyliłam się,przepraszam, nie ma braku logiki w tym zdaniu twoim...
                                                "Zdrada jako mechanizm rozsiewania genów tych,których na to stać" ( materialnie)
                                                No to co rodzi poczucie krzywdy i niesprawiedliwości,że się nie jest niemoralnym gnojem, tylko uczciwym człowiekiem,który chce swoje dzieci na uczciwych ludzi wychować?

                                                Podobno furorę robi nowy film Martina Scorcese pt. "Wilk z Wall Street"

                                                www.filmweb.pl/film/Wilk+z+Wall+Street-2013-426597
                                                Co miał być moralitetem na rozpasaną konsumpcję, a jest o amerykańskim oszuście finansowym, co wykpił się od kary kosztem poszkodowanych, a w tle tylko seks, kasa i koks...
                                                Do wyrzygania dla naiwnych jak ja.
                                                • urquhart Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 10:49
                                                  Lista obłudych zyczeniowych ideałów którą karmi się społeczeństwo dla dobra większości albo by go kontrolować vs to ciekawy szerszy temat. Ale czy ktoś chce się nad rym zastanawiać ?
                                                  • mojemail3 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 10:52
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Lista obłudych zyczeniowych ideałów którą karmi się społeczeństwo dla dobra wi
                                                    > ększości albo by go kontrolować vs to ciekawy szerszy temat. Ale czy ktoś chce
                                                    > się nad rym zastanawiać ?

                                                    Myślisz, że dałam się nabrać? Czy to co mam w sobie wynika tylko z tego, co mi nakładli do głowy, czym się "dałam nakarmic"?
                                                    Przecież ja mam anarchistyczne skłonności, nie widać tego???

                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 10:57
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Myślisz, że dałam się nabrać? Czy to co mam w sobie wynika tylko z tego, co mi
                                                    > nakładli do głowy, czym się "dałam nakarmic"?

                                                    Ale jak wytłumaczyć wyznawany system wartości ? Uważasz, że wszystko jest wynikiem osobistych przemyśleń ?
                                                  • mojemail3 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:00
                                                    sabat.77 napisał:


                                                    > Ale jak wytłumaczyć wyznawany system wartości ? Uważasz, że wszystko jest wynik
                                                    > iem osobistych przemyśleń ?

                                                    No nie całkiem, masz rację, jeszcze mama i tata mieli na mnie wpływ:
                                                    www.youtube.com/watch?v=p3ziDdZDxmo
                                                    Podobno rodzimy się z dekalogiem w głowie...
                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:18
                                                    Oprocz Kalego, ktoremu dekalog musial przyniesc Mojzesz :) Inaczej dalej zabawialby sie z kozami, pil wino do nieprzytomnosci i slawil zlotego cielca.
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:32
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Oprocz Kalego, ktoremu dekalog musial przyniesc Mojzesz :) Inaczej dalej zabawi
                                                    > alby sie z kozami, pil wino do nieprzytomnosci i slawil zlotego cielca.

                                                    Sabat wysmiewasz sie z potrzeby jaka ma czlowiek, a mianowicie z potrzeby sluzenia 'wyzszym celom'. Podstawa kazdej religii jest czlowiecza potrzeba sluzenia czemus/komus wyzszemu. To nie religia narzuca czlowiekowi w co ma wierzyc, to czlowiek garnie sie do kosciola, bo ma pragnienie wiary w cos chocby w zlotego cielca.
                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:37
                                                    Wszyscy szukamy Boga prawdziwego. Chyba po to zyjemy. Ale sposob postepowania, moralnosc itd - to wszystko ulegalo wielu modyfikacjom przez wieki. Szczegolnie w sferze seksualnosci. Skoro w szesnastym czy dziesiatym wieku cos bylo grzeszne, czemu teraz nie mialoby byc ?
                                                  • urquhart Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:44
                                                    Dlaczego żyjący w anachronizmie uznają za grzeszne jedzenie wieprzowiny mięsa o potencjalnie największej liczbie śmiertelnie groźnych pasozytow?
                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:48
                                                    Nauczeni doswiadczeniem :) Tych co jedli swinki karalo grozne bostwo. Wszyscy to widzieli...
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:50
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Dlaczego żyjący w anachronizmie uznają za grzeszne jedzenie wieprzowiny mięsa o
                                                    > potencjalnie największej liczbie śmiertelnie groźnych pasozytow?

                                                    Nie wiem. Dlaczego?
                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:58
                                                    Ja rozumiem o co mu chodzi chyba. Ci co jedli swinie chorowali, co interpretowano jako kare gniewnego bostwa. Podobnie z rozwiazloscia seksualna - oznaczala mase problemow z dziedziczeniem, nadmiarowa iloscia potomstwa i narazeniem na wiele ciezkich chorob, bo przeciez nie znano prezerwatyw i pigulek. Dlatego seksualnosc mogla z czasem zostac uznana za grzeszna - niosla powazne zagrozenia.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 01.03.14, 02:06
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Ja rozumiem o co mu chodzi chyba. Ci co jedli swinie chorowali, co interpretowa
                                                    > no jako kare gniewnego bostwa. Podobnie z rozwiazloscia seksualna - oznaczala m
                                                    > ase problemow z dziedziczeniem, nadmiarowa iloscia potomstwa i narazeniem na wi
                                                    > ele ciezkich chorob, bo przeciez nie znano prezerwatyw i pigulek. Dlatego seksu
                                                    > alnosc mogla z czasem zostac uznana za grzeszna - niosla powazne zagrozenia.

                                                    Rozwiązłość seksualna była dopuszczana w różnych kulturach dla regulowania populacji, dotąd się tak robi np. zakazuje użycia środków antykoncepcyjnych i aborcji przy rozluźnieniu norm obyczajowych - tak robił Ceausescu i wcale nie ukrywał iż chodzi o zwiekszenie dzietności.
                                                    Nawet męska dominacja seksualna i jednostronny wymóg wierności kobiety był zawieszany oficjalnie bądź nie w okresach dużego ubytku w męskiej populacji, np. Poliandria w Indiach.
                                                    Jednak najistotniejszy chyba jest podział na kontakty seksualne oficjalne i pokątne. W tym ponoć jako gatunek jesteśmy mistrzami.
                                                    Ten podział na patriarchalną strukturę społeczną gdzie kontakty seksualne są oficjalnie unormowane prawnie tak by zabezpieczyć własność prywatną, kumulację kapitału jeśli chodzi o prawo do dziedziczenia, natomiast kontakty pokątne które istnieją w "szarej strefie" muszą być regulowane przez system norm społecznych, stratyfikacji (niski status prostytutki), moralność gdyż inaczej nie będąc jawnymi, mogłyby się wymknąć spod kontroli.
                                                  • hello-kitty2 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:48
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Wszyscy szukamy Boga prawdziwego. Chyba po to zyjemy. Ale sposob postepowania,
                                                    > moralnosc itd - to wszystko ulegalo wielu modyfikacjom przez wieki. Szczegolnie
                                                    > w sferze seksualnosci. Skoro w szesnastym czy dziesiatym wieku cos bylo grzesz
                                                    > ne, czemu teraz nie mialoby byc ?

                                                    No przeciez nadal jest. Natomiast jesli Twoim celem jest wykazac, ze religia byla/jest wykorzystywana jako opium dla ludu to sie zgadzam.
                                                  • sabat.77 Re: Miłość monogamia obłuda a grupa uprzywilejowa 27.02.14, 11:51
                                                    Religia jako element spolecznej lamiglowki - tak. Ale to element naszej kultury, niewiele ma juz wspolnego z Bogiem prawdziwym.
                                            • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac. 27.02.14, 10:28
                                              urquhart napisał:

                                              > Ostatnie, satysfakcją seksualną kobiet było marniej kiedyś, fakt pomijając powo
                                              > dy to ma być powód do usprawiedliwienia czy może zadośćuczynienia że dziś kobie
                                              > ty mają mandat żeby nie przejmować się satysfakcją seksualną mężczyzn?

                                              Eee tam, zadoscuczynienie. Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac.
                                              Jak mozesz zrzucic z siebie jeden obowiazek/zmartwienie i to nie ponoszac z tego tytulu dotkliwych konsekwencji, to zrzucasz. Zwyczajnie, z wygody, taka ludzka natura. Nie wiem po co dorabiasz do tego ideologie.
                                              • urquhart Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 10:39
                                                Ideologia pod którą podpisuje się postepowo i modnie tak wiele dyskutantek to jest że jedna płeć określa się z definicji pokrzywdzona i odczuwa z tego powodu moralną wyższość i domaga roszczeniowo. A jak jest w rzeczywistości sama zauważyłaś .
                                                • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:03
                                                  urquhart napisał:

                                                  > Ideologia pod którą podpisuje się postepowo i modnie tak wiele dyskutantek to
                                                  > jest że jedna płeć określa się z definicji pokrzywdzona i odczuwa z tego powodu
                                                  > moralną wyższość i domaga roszczeniowo. A jak jest w rzeczywistości sama zauwa
                                                  > żyłaś .

                                                  Kazda teorie mozna przetestowac. Jak nie przejdzie testu to pada. Co kim kieruje to latwo obnazyc, szczegolnie jak sie jest w relacji i ma dostep do niezliczonej liczby danych, i nie mowie tu o przeszpiegach tylko o zwyklej, uwaznej obserwacji, o ktorej pisal Kutuzow.

                                                  Ja mysle, ze Ciebie Urqu boli co innego. Ty bys chcial, zeby jednak rzeczywistosc byla inna. Ty bys chcial nie musiec ucikakac sie do stwarzania zagrozenia i innych trikow by Twoja parnterka pragnela tego samego w relacji z Toba czego Ty pragniesz w relacji z nia, sama z siebie, z wewnetrznego, rzeczywistego pragnienia, z potrzeby, a nie z zewnetrznych czynnikow stymulacji zachowaniem. To tak samo jak nauczycielowi marzy sie student, co pasjonuje sie zdobywana wiedza i pragnie dociekac szerzej i glebiej i przez to staje sie inspiracja dla nauczyciela, a nauczyciel staje sie dla studenta wzorem. Takie relacje sa wyjatkowe ale rzadko sie zdarzaja. Zbyt wiele rzeczy nas rozprasza i przez to stosujemy niezliczona liczbe skrotow w zyciu. Jedni uwazaja to za obrotnosc, a inni lapia jakas tam relfekcje, ze jednak to i owo jednak przegapili czy zaniedbali.


                                                  • mojemail3 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:06
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    (...)"To tak samo jak nauczycielowi marzy sie student, co pasjonuje sie zdobywana wiedza i pragnie dociekac szerzej i glebiej i przez to staje sie inspiracja dla nauczyciela, a nauczyciel staje sie dla studenta wzorem. Takie relacje sa wyjatkowe ale rzadko sie zdarzaja (...)"

                                                    To Ci się udało Kitty, niewątpliwie.
                                                    Dziś widzę dzień szczerości do bólu mamy...
                                                  • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:21
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > To Ci się udało Kitty, niewątpliwie.
                                                    > Dziś widzę dzień szczerości do bólu mamy...

                                                    Ja mam zwyczajnie wolny dzisiaj. A po 3 dniach niedospania i zapieprzu potrafie sie nim ucieszyc, niestety tylko dzisiaj, w kolejnych dniach wolnych zaczyna mnie lapac zblazowanie i len. A szczerosc na forum to fajna rzecz. Tu mozesz wszystko wylac i nikt nie musi potem posprzatac ;)
                                                  • urquhart Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:56
                                                    Czyli wbrew pozorom zgodnie z niespojnymi postulatami Bogini o mężczyźnie nauczycielu :-)
                                                  • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 14:25
                                                    urquhart napisał:

                                                    > Czyli wbrew pozorom zgodnie z niespojnymi postulatami Bogini o mężczyźnie naucz
                                                    > ycielu :-)

                                                    Ja akurat nie znam postulatow Boginii o mezczyznie nauczycielu. W swoim nauczycielskim przykladzie uwazam ucznia za ciagnacego caly uklad do przodu w sposob korzystny dla obu stron. Nauczyciele bez uczniow nie maja racji bytu.
                                                  • sabat.77 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:23
                                                    Mnie sie marzy, ze wreszcie ja bede Sprite, a wy pragnienie :)
                                                    Mieszkam w wysokiej wiezy otoczonej fosa, Mam parasol, ktory chroni mnie przed noca, Oddycham gleboko, stawiam piedestaly, Jutro bede duzy, dzisiaj jestem maly.
                                                  • mojemail3 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:30
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Mnie sie marzy, ze wreszcie ja bede Sprite, a wy pragnienie :)
                                                    > Mieszkam w wysokiej wiezy otoczonej fosa, Mam parasol, ktory chroni mnie przed
                                                    > noca, Oddycham gleboko, stawiam piedestaly, Jutro bede duzy, dzisiaj jestem mal
                                                    > y.

                                                    W cudzysłów weż poeto domorosły;-)
                                                    Ale miło było sobie Sztywny Pal Azji przypomnieć...I bardzo a propos tematyki...
                                                  • sabat.77 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:33
                                                    To taka klasyka, ze chyba nie ma potrzeby. A bardzo na temat, szczegolnie dalszy ciag piosenki :)
                                                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 16:45
                                                    jak mawiał Kondrat - "dżizas, ja pier...lę" .... tego to się nie spodziewałem - sabat cytuje klasyka tzw. harcerskiego rocka - szok, słowo daję i chylę kapelusza z uznaniem :)

                                                    tak przy okazji - nie tak dawno dopadłem jakąś składankę Sztywnego Pala Azji, posłuchałem, powspominałem późniejsze kompletnie nieudane próby powrotu na szczyt z kolejnymi tekstami, melodiami i aranżacjami, które trafiały w pustkę - wypisz wymaluj potwierdzenie, że "póki młodość w nas"....
                                                    www.youtube.com/watch?v=yDWFjPNYOeY
                                                    ps. ale i tak bardziej wolę to :) www.youtube.com/watch?v=ew0R33i_ZE0
                                                    ps2. wiem, że to offtop - ale miły dla ucha i serca :)
                                                  • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:41
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Mnie sie marzy, ze wreszcie ja bede Sprite, a wy pragnienie :)
                                                    > Mieszkam w wysokiej wiezy otoczonej fosa, Mam parasol, ktory chroni mnie przed
                                                    > noca, Oddycham gleboko, stawiam piedestaly, Jutro bede duzy, dzisiaj jestem mal
                                                    > y.

                                                    Sluchaj ja jestem w stanie uwierzyc w spelnienie pewnych pragnien. Dla przykladu: mialam kumpla co studiowal na dwoch kierunkach matme i fizyke, pochodzil z wielodzietnej rodziny, w ktorej ojciec znecal sie nad niepracujaca matka i dzieciakami typu kladl na stol w sobote (dzien zakupow na caly tydzien) 10 euro i mowil 'Zrob zakupy' czyli kumpel pochodzil z biedy, uciekl z niej na studia, bo byl utalentowany i klepal biede nadal. Wtedy mnie bylo stac i pomagalam mu finansowo. Mowil mi 'teraz nie mam pieniedzy ale kiedys bede mial' i ja mu wierzylam i to nie dlatego, zeby mi kiedys je oddal.
                                                  • sabat.77 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:46
                                                    Ja wierze w prace nad soba i determinacje. Na los nie mamy wplywu, ale mozemy mu sie sprzeciwic.
                                                  • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:52
                                                    sabat.77 napisał:

                                                    > Ja wierze w prace nad soba i determinacje.

                                                    To tylko wystarczy przekonac innych, by uwierzyli Tobie/ uwierzyli w Ciebie.
                                                  • rekreativa Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 11:57
                                                    Jakie sytuacje podpinasz pod los?
                                                  • sabat.77 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 12:00
                                                    No, jak dostane cukrzycy, raka, albo samochod mi polamie nogi, to moge to podciagnac pod los.
                                                  • urquhart Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 12:50
                                                    No nie do końca . Według buddystow i nie ttylko raka nabawissz się żyjąc w wyparciu, stresie, sprzeczie z systemem wartości. Choroba somy uzewnetrznia się w ciele. I odwrotnie mają oni sukcesy w leczeniu raka medytacja i przywracaniem harmonii w życiu ( odwrotnie niż u na postem i asceza).
                                                    Czyli wykuwasz swój los.
                                                    W przypadku wypadku jeszcze łatwiej uzasadnić uwaznoscia
                                                  • hello-kitty2 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 27.02.14, 14:16
                                                    urquhart napisał:

                                                    > No nie do końca . Według buddystow i nie ttylko raka nabawissz się żyjąc w wyp
                                                    > arciu, stresie, sprzeczie z systemem wartości. Choroba somy uzewnetrznia się w
                                                    > ciele. I odwrotnie mają oni sukcesy w leczeniu raka medytacja i przywracaniem h
                                                    > armonii w życiu ( odwrotnie niż u na postem i asceza).
                                                    > Czyli wykuwasz swój los.
                                                    > W przypadku wypadku jeszcze łatwiej uzasadnić uwaznoscia

                                                    Ooo a jak tlumacza smierc? :-)))))))))
                                                  • midnight_lightning Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 01.03.14, 23:49
                                                    @hello-kitty2 napisała

                                                    "Ja mysle, ze Ciebie Urqu boli co innego. Ty bys chcial, zeby jednak rzeczywistosc byla inna. Ty bys chcial nie musiec ucikakac sie do stwarzania zagrozenia i innych trikow by Twoja parnterka pragnela tego samego w relacji z Toba czego Ty pragniesz w relacji z nia, sama z siebie, z wewnetrznego, rzeczywistego pragnienia, z potrzeby, a nie z zewnetrznych czynnikow stymulacji zachowaniem."


                                                    Tak to już jest, że część mężczyzn chce być bezinteresownie akceptowana i doceniana, za to jakimi są, nawet pomimo takich "ogromnych wad" jak choćby wrażliwość. Ot, fanaberia.


                                                    Kobiety też mają swoje fanaberie, np. oczekiwanie wierności od partnera w "związku" będącym faktycznie umową handlową dot. wymiany dóbr jak młodość, atrakcyjność, status, pieniądze. Taka umowa o pracę?
                                                    Można zmienić firmę, gdy zyski z pracy są niewspółmierne do wysiłku, można brać na boku fuchy na umowę o dzieło, zlecenie. Dlaczego mężczyzna miałby być wierny, skoro kobieta nie jest z nim dla niego samego, tylko z innych, zewnętrznych przyczyn?
                                                  • bigbadpig Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 02.03.14, 00:03
                                                    Czytaj ze zrozumieniem, kitty nie krytykuje takich potrzeb (w ogóle ich nie ocenia) tylko twierdzi, że urqu nie wierzy w takie motywacje u swojej partnerki i mu ich brakuje. To ma być tłem czy źródłem jego poglądów. Tak więc twoja krytyka kobiecej potrzeby wierności, jako odpowiedź na krytykę potrzeb urqu (czy części mężczyzn mężczyzn wg. ciebie) jest w tym kontekście pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Łapiesz?
                                                  • mojemail3 Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 03.03.14, 08:58
                                                    midnight_lightning napisał:

                                                    (...)"Dlaczego mężczyzna miałby być wierny, skoro kobieta nie jest z nim dla niego samego, tylko z innych, zewnętrznych przyczyn?(...)"

                                                    Dlaczego? Może w imię własnego systemu wartości, wewnętrznej potrzeby lub wewnętrznej blokady? Zgodzę się z tym, że mimo pejoratywnego zabarwienia zdrady, można ją rozgrzeszyć.Ale uczciwiej jest odejść, wziąć na klatę problem a nie bawić się w ukrywanie po kątach swych występków...
                                                  • midnight_lightning Re: Nie przejmuja sie, bo moga sie nie przejmowac 03.03.14, 23:21
                                                    Ja niczego nie rozgrzeszam, a szczególnie już zdrady.

                                                    Jednak "systemy wartości" u mężczyzn i kobiet różnią się bardzo. Co to związek, w którym to nie mężczyzna jest kochany, lecz jego pieniądze, jego "zaradność", jego status. Co zrobi kobieta, gdy mężczyzna straci dobrze płatna pracę? Ja znam takie przypadki, że "miłość" kobiety wtedy się automatycznie kończyła, z wyrzucaniem z mieszkania włącznie.
                                • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:55
                                  Sluchaj, ja sie nie kryguje niestety. Ja nie mam zludzen. Moje zycie to pasmo czarnego gowna, tak je odbieram, a zrodlem tego scierwa jestem ja sam. Moja slabosc, moja indolencja. Jestem wrazliwy, na zasadzie neurotyka, ale to jest wlasnie najgorsze w tym wszystkim. Nienawidze samego siebie, a swojej konstrukcji psychicznej najbardziej. To co widzisz to destrukcja osobowosci a nie bal maskowy. Wiem ze ciezko sobie to wyobrazic, ale ten taniec masek dzieje sie w srodku, nie ma zadnego ukrytego rdzenia. To plynna osobowosc. Ona zmienia sie naprawde.
                                  • marek.zak1 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:03
                                    Sabat, co tak się oskarżasz. Daj innym mówić o Tobie.
                                    Co do wrażliwości, jest to, moim zdaniem, cecha charakteru, która czasami pomaga, czasami nie. Wrażliwość wcale nie oznacza słabości, ani braku konsekwencji, czy determinacji. Mogę być wrazliwy na punkcie zwierząt, ale wegetarianinem nie jestem.
                                  • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:07
                                    sabat.77 napisał:

                                    > Ja nie mam zludzen. Moje zycie to pasmo
                                    > czarnego gowna, tak je odbieram, a zrodlem tego scierwa jestem ja sam. Moja slab
                                    > osc, moja indolencja. Jestem wrazliwy, na zasadzie neurotyka, ale to jest wlasn
                                    > ie najgorsze w tym wszystkim. Nienawidze samego siebie, a swojej konstrukcji ps
                                    > ychicznej najbardziej. To co widzisz to destrukcja osobowosci a nie bal maskowy
                                    > . Wiem ze ciezko sobie to wyobrazic, ale ten taniec masek dzieje sie w srodku,
                                    > nie ma zadnego ukrytego rdzenia. To plynna osobowosc. Ona zmienia sie naprawde.

                                    No przykro mi, ten fragment literatury jest do niczego, moja cenzura tego nie puszcza.
                                    Proszę coś bardziej autentycznego, rzeczywistego, z głębi trzewi a nie wynaturzonego umysłu...
                                    Coś a la Stasiuk może?
                  • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:31
                    rekreativa napisała:

                    > Czyli jak mają ich wychować?
                    > Na niewrażliwych?

                    Wrazliwego z natury sie nie da na niewrazlwego wychowac. Zeby tylko na harpie nie trafil to bedzie dobrze;-) No chyba,ze mu takie beda pasowaly, to juz nie moja broszka...
                    • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:38
                      No wlasnie jakos ci "wrazliwi" maja ogolna tendencje trafiania na harpie. Ciekawe czemu...
                      • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:52
                        Przecież to proste.
                        Harpia, by być sobą, potrzebuje ofiary. Gdyby trafiła na drugą harpię, to by była notoryczna walka na noże, a w końcu sama by mogła zostać zjedzona.
                        To zresztą działa bez względu na płeć, bo takie dobre, słodkie, dużo znoszące kobiety też przyciągają specyficzny typ - bynajmniej nie anielski.
                        Czy jednak rozwiązaniem jest tłamszenie wrażliwości i trenowanie do cynizmu?
                        Wątpię.
                      • kutuzow Re: Wrażliwość? 28.02.14, 13:21
                        sabat.77 napisał:

                        > No wlasnie jakos ci "wrazliwi" maja ogolna tendencje trafiania na harpie. Cieka
                        > we czemu...

                        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,134065566,134065566,Grzeczni_faceci_placa_wiecej.html
                        • urquhart Re: Wrażliwość? 28.02.14, 13:52
                          Super było przypomiec sobie tą obłudę bab co do potrzeb macierzynkich vs seksualnych - tu związek jest zgodą z automatu - wyznaczyć deadline i egzekwować samemu bo czas ucieka...
                          • that.bitch.is.sick Re: Wrażliwość? 28.02.14, 15:09
                            urquhart napisał:

                            > Super było przypomiec sobie tą obłudę bab co do potrzeb macierzynkich vs seksua
                            > lnych - tu związek jest zgodą z automatu - wyznaczyć deadline i egzekwować same
                            > mu bo czas ucieka...

                            Zawsze można wykonać wazektomię i wszystkie toksyczne zależności znikną jak ręką odjął. Prostytutka zupełnie tanio wychodzi w porównaniu z rodzinnym kramem i żadna kobieta już z nas łosia nie zrobi.
                            • zawle Re: Wrażliwość? 28.02.14, 23:47
                              that.bitch.is.sick napisała: > Prostytutka zupełnie tanio wychodzi w porównaniu z rodzinnym kramem i
                              > żadna kobieta już z nas łosia nie zrobi.

                              Nie rozumiem czemu faceci uważają że jak dostają seks z bonusami w postaci zaangażowania, wzajemności, wspólnoty dusz to ma być już całkiem za nic.
                              • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 00:14
                                zawle napisała:

                                > Nie rozumiem czemu faceci uważają że jak dostają seks z bonusami w postaci zaan
                                > gażowania, wzajemności, wspólnoty dusz to ma być już całkiem za nic.

                                Rany boskie, a na ile wyceniasz ludzką duszę i wzajemność jej wspólnoty ?
                                Śmiertelnie zakochani, od 8:00 do 16:00 ? :) Może wystawić fakturę za tęsknotę, liryzm i natchnienie...
                                • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 08:50
                                  sabat.77 napisał: > Rany boskie, a na ile wyceniasz ludzką duszę i wzajemność jej wspólnoty ?
                                  > Śmiertelnie zakochani, od 8:00 do 16:00 ? :) Może wystawić fakturę za tęsknotę,
                                  > liryzm i natchnienie...

                                  Ludzka dusza? Z kościoła wróciłeś? Świadkowie Jechowy byli na pączku? Nawet nie wiem o czym do mnie mówisz....które wcielenie? Byś jakoś ponumerował....
                                  • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 08:50
                                    Jehowy
                                    • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 08:53
                                      zawle napisała:

                                      > Jehowy

                                      Ona powiedziała "Jehowa" !!! Stone her !!
                                  • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 08:59
                                    zawle napisała:

                                    > Ludzka dusza? Z kościoła wróciłeś? Świadkowie Jechowy byli na pączku? Nawet nie
                                    > wiem o czym do mnie mówisz....które wcielenie? Byś jakoś ponumerował....

                                    To ty mówiłaś o wspólnocie dusz :)
                                    Jeśli nie wiesz o czym mówię, to pytam, czy można wciąż cynicznie oceniać partnera pod kątem "przydatności do spożycia", jego wartości w sensie posiadania jakichś walorów, tego co wnosi do związku, o ile wytworzyła się między nami silna więź społeczna.

                                    Mnie martwi to co się tutaj mówi. Zaczynam dochodzić do wniosku, że może podstawowym problemem osób przebywających na forum, jest problem z tworzeniem więzi z drugim człowiekiem. W takim kontekście człowiek zawsze będzie towarem o określonej wartości, a jego osoba będzie nam tak długo potrzebna, jak będą istniały potrzeby, które zaspokaja.
                                    Czyli drugi człowiek jako wartość użytkowa. Sprzęt.
                                    • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 10:54
                                      sabat.77 napisał: > Jeśli nie wiesz o czym mówię, to pytam, czy można wciąż cynicznie oceniać partn
                                      > era pod kątem "przydatności do spożycia", jego wartości w sensie posiadania jak
                                      > ichś walorów, tego co wnosi do związku, o ile wytworzyła się między nami silna
                                      > więź społeczna.
                                      >
                                      > Mnie martwi to co się tutaj mówi. Zaczynam dochodzić do wniosku, że może podsta
                                      > wowym problemem osób przebywających na forum, jest problem z tworzeniem więzi z
                                      > drugim człowiekiem. W takim kontekście człowiek zawsze będzie towarem o określ
                                      > onej wartości, a jego osoba będzie nam tak długo potrzebna, jak będą istniały p
                                      > otrzeby, które zaspokaja.
                                      > Czyli drugi człowiek jako wartość użytkowa. Sprzęt.

                                      Wszystko zależy od Ciebie. Jaką drogę wybierzesz. O ile jest to uczciwa droga;)
                                      Czy to nie Ty byłeś święcie oburzony gdy pisałam że mi facet do niczego nie jest potrzebny???
                                      Możemy tu mnożyć skrajności...od ofiar które śpiewkami o wspólnocie dusz racjonalizują swoje trwanie w chorym układzie załatwiając sobie przy okazji cudowną i chwalebną rolę uczciwych, dobrych i wielkodusznych ludzi, po następne ekstrema w ludzkim pochodzie.
                                      Jestem PO. Po rozstaniu, po rozwodzie. Jestem dla siebie centrum wszechświata. jestem najważniejsza. Nie mam żadnej przyjemności ani w nadmiernym staraniu się, ani w noszeniu trupa na ramionach, ani w udowadnianiu czegokolwiek. Siebie i innych traktuję podmiotowo....daję sobie i innym prawo do dążenia do szczęścia czerpania radości. Nie znam pojęcia umowy bez prawa odstąpienia. Nie chcę być ani swoim, ani cudzym niewolnikiem. To egoizm? Więc niech będzie. Pozwolę sobie na luksus bycia złą, egoistyczną, zepsutą, traktującą ludzi jak rzeczy. Stać mnie.
                                      • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 11:17
                                        Ale ja nie mowie, ze ja jestem inny. Tez zalatwiam swoje sprawki za pomoca innych ludzi. Mowilismy o pewnych idealach, a ja jestem od nich daleki. Nie bylbym gotow na poswiecenia w imie innych ludzi, jestem oportunista i egoista. Chyba z wygody.
                                        • rekreativa Re: Wrażliwość? 01.03.14, 11:21
                                          "Nie bylbym
                                          > gotow na poswiecenia w imie innych ludzi, jestem oportunista i egoista. Chyba z
                                          > wygody."

                                          Tylko czy to można wiedzieć?
                                          Mnie się też czasem zdaje, że w razie jakiejś katastrofy, wojny, zagłady, schowam się w mysią dziurę i będę udawać, że nic nie widzę.
                                          Ale bywają takie dni, gdy czuję, że mogłoby być inaczej i że niejako mimo woli mogłabym odpierdzielić jakiś bohaterski wyczyn.
                                        • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 11:30
                                          sabat.77 napisał:

                                          > Ale ja nie mowie, ze ja jestem inny. Tez zalatwiam swoje sprawki za pomoca inny
                                          > ch ludzi. Mowilismy o pewnych idealach, a ja jestem od nich daleki.

                                          jakie sprawki? Możesz na przykładach? Każdy ma swoje ideały. Moje są takie żebym nigdy więcej nie znalazła się w sytuacji w której będę musiała siebie lub drugiego człowieka zatrzymywać i nakazywać sobie/komuś trwanie w czymś co nas nie czyni szczęśliwymi ( zwykłe, codzienne poczucie spełnienia ).
                                          • lybbla Re: Wrażliwość? 01.03.14, 12:09
                                            Jedni nazwą to dojrzałością inni starością.

                                            Sometimes I wish for falling.
                                          • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 13:01
                                            Zgadza sie, kazdy ma inna wizje siebie. Dla kogos, kto widzi sie w spolecznej roli meza i ojca, uklad malzenski moze byc nawet calkiem spora gratyfikacja, nawet jesli nie ma w nim seksu. Sam w sobie. Jesli widzisz sie jako samotny wilk, nawet taki z fajnym seksem predzej czy pozniej cie zacznie wkurwiac. Kwestia przyjetych wzorcow.
                                            Co do sprawek - np. tutaj na forum slucham ludzi by sie od nich uczyc. Czasem by dostac feedback w jakiejs sprawie. Czesto wartosciuje sie dzieki innym (co bywa tez destrukcyjne). Czuje przyjemnosc z dostawania glaskow. To wszystko w sumie dosc samolubne pobudki :)
                                            • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 15:00
                                              sabat.77 napisał:

                                              > Zgadza sie, kazdy ma inna wizje siebie. Dla kogos, kto widzi sie w spolecznej r
                                              > oli meza i ojca, uklad malzenski moze byc nawet calkiem spora gratyfikacja, naw
                                              > et jesli nie ma w nim seksu. Sam w sobie. Jesli widzisz sie jako samotny wilk,
                                              > nawet taki z fajnym seksem predzej czy pozniej cie zacznie wkurwiac. Kwestia pr
                                              > zyjetych wzorcow.

                                              A ja nie widzę się w żadnej społecznej roli. Nie chcę stać się społeczną rolą, nie chcę żyć według społecznych ról. Nie chcę poruszać się w ramach roli matki, żony, samotnego wilka. Nie pozwolę nikomu zbudować wokół mnie płotów, żebym wiedziała dokąd mogą się posunąć. Nie chcę żeby cokolwiek mnie określało, wiązało, ograniczało. Nie mam wzorców, chodzę bez majtek żeby nikt nie mógł mnie zawstydzić- to oczywiście przenośnia;)
                                              • zawle Re: Wrażliwość? 01.03.14, 15:01
                                                zawle napisała: > A ja nie widzę się w żadnej społecznej roli. Nie chcę stać się społeczną rolą,
                                                > nie chcę żyć według społecznych ról. Nie chcę poruszać się w ramach roli matki,
                                                > żony, samotnego wilka. Nie pozwolę nikomu zbudować wokół mnie płotów, żebym wi
                                                > edziała dokąd mogą się posunąć. Nie chcę żeby cokolwiek mnie określało, wiązało
                                                > , ograniczało. Nie mam wzorców, chodzę bez majtek żeby nikt nie mógł mnie zawst
                                                > ydzić- to oczywiście przenośnia;)

                                                Powiesz...nie da się tak żyć. Dlatego głupcom nie mówię całej prawdy o sobie.
                                                • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 17:04
                                                  Wcale tak nie powiem. Dla mnie w gruncie rzeczy istnieje malo wartosci, ktore bym respektowal. Co mnie rusza, to bol, jestem wrazliwy na cierpienie innych. Wzrusza mnie piekno. Szanuje emocje, prawo do szczescia, wolnosci, samostanowienia. Chyba tylko tyle.
                                    • rekreativa Re: Wrażliwość? 01.03.14, 11:18
                                      Sabacie, niepotrzebnie się martwisz.
                                      Przecież to taksowanie osobników i osobniczek odbywa się w sytuacji na zimno, kiedy żadne silniejsze emocje nie działają. Ty równiez jestes w stanie rozłożyć znajome babki na części pierwsze i wycenić: uroda tyle i tyle, charakter tyle i tyle, gospodarność tyle i tyle...
                                      Tylko że wszystko się diametralnie zmienia, gdy się człowiek zakocha, albo poczuje sporą namiętność. Wtedy to ocenianie, kalkulowanie, podliczanie schodzi na drugi plan. Po to zresztą natura wymysliła stan silnego zauroczenia, tej ślepoty miłosnej - bo gdyby nie on, to ludzie by już dawno wyginęli.
                                      Co może martwić, to sytuacja, gdy osoba weszła na taki etap, że nie odczuwa już emocji, serce jej nie drgnie, że tak się wyrażę. Taka osoba faktycznie może swoje kalkulacje robione na sucho przenieść na grunt rzeczywisty i użytkować drugiego człowieka.
                                      Czy na forum są takie osoby? Nie wiem, jest na pewno jedna, która tak się właśnie opisuje.
                                      • hello-kitty2 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 12:05
                                        rekreativa napisała:

                                        > Sabacie, niepotrzebnie się martwisz.
                                        > Przecież to taksowanie osobników i osobniczek odbywa się w sytuacji na zimno, k
                                        > iedy żadne silniejsze emocje nie działają. Ty równiez jestes w stanie rozłożyć
                                        > znajome babki na części pierwsze i wycenić: uroda tyle i tyle, charakter tyle i
                                        > tyle, gospodarność tyle i tyle...
                                        > Tylko że wszystko się diametralnie zmienia, gdy się człowiek zakocha, albo pocz
                                        > uje sporą namiętność. Wtedy to ocenianie, kalkulowanie, podliczanie schodzi na
                                        > drugi plan. Po to zresztą natura wymysliła stan silnego zauroczenia, tej ślepot
                                        > y miłosnej - bo gdyby nie on, to ludzie by już dawno wyginęli.
                                        > Co może martwić, to sytuacja, gdy osoba weszła na taki etap, że nie odczuwa już
                                        > emocji, serce jej nie drgnie, że tak się wyrażę. Taka osoba faktycznie może sw
                                        > oje kalkulacje robione na sucho przenieść na grunt rzeczywisty i użytkować drug
                                        > iego człowieka.
                                        > Czy na forum są takie osoby? Nie wiem, jest na pewno jedna, która tak się właśn
                                        > ie opisuje.

                                        Rekreativa to o mnie? ;) Masz mnie za osobe niezdolna do "poczucia sporej namiętnosci"? :-)
                                        Nie znam osoby, ktora jest pozbawiona calkowicie emocji chyba, ze po jakis lekach. Chyba, ze chodzi Ci o taka osobe, ktora swojego postepowania nie bazuje na emocjach.
                                        • sabat.77 Re: Wrażliwość? 01.03.14, 12:54
                                          Mysle ze jej chodzi o urqu i teorie o koniecznosci "dawania dupy" przez kobiete dla dobra zwiazku.
                                          • rekreativa Re: Wrażliwość? 01.03.14, 16:46
                                            O urqu mogę powiedzieć tylko tyle, że w moim odczuciu jest to człowiek do terapii.
                                            A miałam na myśli kitty, bo to ona pisywała, że "nic nie czuje".
                                          • urquhart Re: Wrażliwość? 01.03.14, 21:17
                                            sabat.77 napisał:

                                            > Mysle ze jej chodzi o urqu i teorie o koniecznosci "dawania dupy" przez kobiete
                                            > dla dobra zwiazku.

                                            Jak już to o konsekwencjach "nie dawania dupy" w świetle rzekomego dbania o dobro związku.
                                            Żałosna niska erystyczna manipulacja sposób 9, Sabat.
                                            Ale Rekreatywie się skutecznie podlizałeś , zaliczasz punkcik. :)
                                            • rekreativa Re: Wrażliwość? 01.03.14, 22:02
                                              On mi się podlizywać nie musi, bo go lubię i bez tego.
                • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:29
                  urquhart napisał:

                  (...)"Kobiety oczekuja otwarcie zeby je rozumic, rozbudzac, starac sie dla nich, zdobywać, byc idealnym kochankiem. Jak facet ma podobna wrazliwosc i tesknoty , mowi o oczekiwaniach jest jedynie żałosny i sie ośmiesza..."

                  Nieprawda, ja tylko oczekuje, ze mi powie co go boli i co mu w duszy gra, zebym sie nie musiala domyslac...
                  • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:31
                    Ale jak juz powie, to mozesz byc bardzo rozczarowana, wiec lepiej zeby nie mowil...
                    • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 11:34
                      sabat.77 napisał:

                      > Ale jak juz powie, to mozesz byc bardzo rozczarowana, wiec lepiej zeby nie mowi
                      > l...

                      Lepiej zeby mowil, ale zamiatal problem pod dywan. Jak wiesz, jestem meska kobieta wg klasyfikacji na tym forum i biore na klate...
                    • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:09
                      Tak, tak, lepiej nie mówić, żeby broń boziu nie rozczarować. Bo jakby ta nasza ukochana odczuła odrobinkę przykrych emocji, to koniec świata nastąpi. Tego naszego wygodnickiego.
                      Lepiej zamiatać pod dywan wszystkie nasze niezadowolenia małe i duże, a po 20 latach dywan szarpnąć w górę i zamiast "podaj mi sól" wrzasnąć:"zmarnowałaś mi życie, ty stara kurwo!"
                      • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:16
                        rekreativa napisała:

                        > Lepiej zamiatać pod dywan wszystkie nasze niezadowolenia małe i duże, a po 20 l
                        > atach dywan szarpnąć w górę i zamiast "podaj mi sól" wrzasnąć:"zmarnowałaś mi ż
                        > ycie, ty stara kurwo!"

                        Nie wiem, dlaczego mężczyzni często nie mówią latami, może własnie dlatego,że kreują się na twardzieli?
                        • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:28
                          Mąż sąsiadki taki twardziel, co to nie chciał jej martwić, bo przecież on jest facet i sobie świetnie poradzi, nie wspomniał, że narobił długów, nie wspomniał, że pożyczył na spłatę długów pieniążki od szemranego towarzystwa i nie wspomniał, że towarzystwo się upomina o swoje...
                          W efekcie musiał wspomnieć o wszystkim i to ze szczegółami, kiedy ku całkowitemu osłupieniu żony wylądował w areszcie, bo właśnie próbował sobie po twardzielsku poradzić.
                          Po wizytach komornika żona do dziś nie wyszła z tego osłupienia.
                        • urquhart Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:54
                          Bo co mają zrobić jak są ignorowani i olewani pomyśl ?
                          Wtedy dopiero obnażaja swoją bezsilność
                          Przyznać że są pizda?
                          To przynajmniej jedyną skuteczna ochrona ego przed bólem ale nie przyczynami bólu...
                          • sabat.77 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 12:56
                            A jak ktos jest pizda i do tego jest w miare szczery ? :)
                            • rekreativa Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:16
                              Nie, no zaraz wyjdzie, że najlepiej to z miejsca po urodzeniu popełnić seppuku.
                              Bo, kur..., nie ma wyjścia, albo dźwigasz swój krzyż w twardzielskim milczeniu, albo jesteś pizda, chooj i inne brzydkie wyrazy.
                              • mojemail3 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:20
                                rekreativa napisała:

                                > Nie, no zaraz wyjdzie, że najlepiej to z miejsca po urodzeniu popełnić seppuku.
                                >
                                > Bo, kur..., nie ma wyjścia, albo dźwigasz swój krzyż w twardzielskim milczeniu,
                                > albo jesteś pizda, chooj i inne brzydkie wyrazy.

                                Może rzeczywiście tak trudno być mężczyzną, dosłownie i w przenośni? Mężczyżni specjalnej troski??? Już na etapie embrionalnym jesteśmy silniejsze,potem tylko siłą fizyczną nieco ustępujemy...
                            • urquhart Re: Wrażliwość? 26.02.14, 13:38
                              To może liczyć że rozczuli najwyżej swoją mamusie...
                              No chyba że jest homo, ale to nie to forum.
                      • kutuzow Re: Wrażliwość? 28.02.14, 13:36
                        rekreativa napisała:
                        > Lepiej zamiatać pod dywan wszystkie nasze niezadowolenia małe i duże, a po 20 l
                        > atach dywan szarpnąć w górę i zamiast "podaj mi sól" wrzasnąć:"zmarnowałaś mi ż
                        > ycie, ty stara kurwo!"

                        Tak mi się podobnie skojarzyło:
                        static.fishki.pl/static/posts/39/39752/foto_b83493f936e06336e53229f451f10329_org.jpg
                • hello-kitty2 Re: Wrażliwość? 26.02.14, 21:48
                  urquhart napisał:

                  > Kitty, MM, macie chlopcow do przjrzyjcie się co ich czeka jak w mysl genderowyc
                  > h trendów wychowacie ich na wrazliwych :)
                  > Kobiety oczekuja otwarcie zeby je rozumic, rozbudzac, starac sie dla nich, zdo
                  > bywać, byc idealnym kochankiem. Jak facet ma podobna wrazliwosc i tesknoty , mo
                  > wi o oczekiwaniach jest jedynie żałosny i sie ośmiesza...
                  > Paradokalnie jak pisze Milska instytucja malzenstwa doby feminizmu pasuje jedun
                  > ie gruboskornym damksim bokserom, oni nie ciepia i nie narzekaja na zamniete na
                  > nich kobiece serca.
                  > To tyle zeby sie nie ośmieszyć.

                  A jak sie wychowuje ''na wrazliwego"? Przeciez to cecha charakteru, a nie sposob wychowania. Moj syn nie jest wrazliwy, bo jest podobny do mnie.


        • sabat.77 Re: Love supreme 26.02.14, 09:09
          Trzeba by dodac, ze mezczyzn co maja otwarte serca na babska niedole jest jeszcze mniej.
          • lybbla Re: Love supreme 26.02.14, 14:35
            sabat.77 napisał:

            > Trzeba by dodac, ze mezczyzn co maja otwarte serca na babska niedole jest jeszcze mniej.

            Sabat, wiemy, że Ci nie wyszedł skok w nadprzestrzeń.
            Cierpienie za miliony kobiet to nie jest dobra droga :)
            Zobacz do czego to prowadzi: ML się bardzo powoli odbudowuje.

            Nie sugeruj kobietom, że są w niedoli bo Ci udowodnią, że to Ty jesteś
            w niedoli i z bzykanka nici.
            Daj kobiecie wybór jak wybierze troglodytę to
            a) pewnie miała ochotę na troglodytę (na zdrowie!)
            b) myślała, że będąc numerem 347 troglodyty zdobędzie go na zawsze (głupota w stanie czystym)

            Są kobiety, które dokonają wyśmienitych wyborów to znaczy nie wybiorą ani Ciebie ani mnie.
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 26.02.14, 19:57
              lybbla napisał:


              >
              > Sabat, wiemy, że Ci nie wyszedł skok w nadprzestrzeń.
              > Cierpienie za miliony kobiet to nie jest dobra droga :)
              > Zobacz do czego to prowadzi: ML się bardzo powoli odbudowuje.
              >
              > Nie sugeruj kobietom, że są w niedoli bo Ci udowodnią, że to Ty jesteś
              > w niedoli i z bzykanka nici.
              > Daj kobiecie wybór jak wybierze troglodytę to
              > a) pewnie miała ochotę na troglodytę (na zdrowie!)
              > b) myślała, że będąc numerem 347 troglodyty zdobędzie go na zawsze (głupota w s
              > tanie czystym)
              >
              > Są kobiety, które dokonają wyśmienitych wyborów to znaczy nie wybiorą ani Ciebi
              > e ani mnie.

              Lybbla, no za tę wypowiedź to należy się jakiś PUCHAR PRZECHODNI weryfikatora monotonnych treści tego forum. Jednak sabat poda ci zasłyszany, nieweryfikowalny (a więc też nie do zbicia:)) argument, iż te wybory troglodytów odbywają się poza kobiecą świadomością, poza ich deklaracjami, choćby z normalnym wrażliwym facetem się związała, to jej występna cipka zawędruje gdzieś za krzak i tam się odda czyhającej na okazję małpie w celu dywersyfikacji ryzyka prokreacyjnego. A czemu troglodycie?Bo miał wiele kobiet..
        • midnight_lightning Re: Love supreme 01.03.14, 22:14
          "Tak. No i jeszcze ML,nie miej żalu do wszystkich kobiet świata,że na swoją nie trafiłes, takich co mają serca otwarte na męską niedolę to jest niewiele...

          I dla Ciebie, z dedykacją...

          www.youtube.com/watch?v=61iBRYalwi4"

          Znam, znam. Chciałoby się mieć taki wehikuł czasu, cofnąć się aż do chwili Big Bangu, a może i jeszcze dalej, gdy trawestując klasyka "nie było niczego". Albo powstrzymać matkę przed urodzeniem siebie samego. Nie byłoby łatwo, ale ponoć "należy próbować do skutku". :)



          "Dobra ML, gadaj, co mają wspólnego te utwory wczesniej zalinkowane ( Nalepa & Martyna)"

          Błyskotliwe partie gitary w wykonaniu Andrzeja Nowaka. A skoro już jesteśmy przy TSA to kolejny link muzyczny, tekst tego utworu dziwnie koresponduje z niektórymi wątkami poruszanymi tu ostatnio.

          www.youtube.com/watch?v=LFgExEWSZqc
    • smok-diplodok Re: Love supreme 26.02.14, 14:38
      that.bitch.is.sick napisała:

      > A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z po
      > szukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości - choć nie chcę być świętokradcą,

      3 Doors Down - When i'm gone.
      Jak mam głębszego doła to słucham właśnie tego i wtedy spadam jeszcze niżej :). Jestem chyba jeszcze tym poszukującym... zbyt wiele spraw dookoła zaprząta moją uwagę a mam takie nieodparte wrażenie, że gdybym to coś znalazł miałbym wszystko centralnie gdzieś. I może nawet te orgazmy byłby w końcu takie, jak powinny :P.
    • urquhart Re: Love supreme 01.03.14, 21:25
      > A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z po
      > szukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości - choć nie chcę być świętokradcą,
      > (zawsze szafowanie tymi pojęciami wydawało mi się umniejszaniem i świętokradzt
      > wem)?

      www.youtube.com/watch?v=Pp55f5xpTRI
    • sabat.77 slowa, tekst, etapy i stany... 01.03.14, 23:08
      that.bitch.is.sick napisała:

      > A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z po
      > szukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości - choć nie chcę być świętokradcą,
      > (zawsze szafowanie tymi pojęciami wydawało mi się umniejszaniem i świętokradzt
      > wem)?

      Szczerze mówiąc, to chyba jakoś tak by to szło:
      www.youtube.com/watch?v=xw_OEU2U4W8
      :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka