Dodaj do ulubionych

Love supreme

22.02.14, 12:45
John Coltrane pomijając szczegóły, w pewnym momencie swojego życia zerwał z nałogiem narkotykowym, znalazł w życiu pokój i Boga. Jego znany na całym świecie album "Love Supreme" stał się hymnem pochwalnym na rzecz znalezionego w życiu sensu. Kompozycja ta została uznana za jedną z najważniejszych płyt w historii jazzu na świecie, ponieważ jest wspaniała a powstała w ciagu jednej sesji pod wpływem natchnienia człowieka ożywionego wiarą w pewne wartości dla nas wszystkich równie zrozumiałe.
Dlaczego album tytułowany jest love supreme co można tłumaczyć jako miłość doskonałą, czyżby miłość niosła ze sobą pewne uniwersalne wartości które oznaczają odnalezienie w życiu sensu i wybawienia? czy jest tym czego każdy szuka, na co liczy jako na sprawiedliwość? czy czymś co wszyscy możemy tak samo rozumieć jako sprawiedliwość i zadośćuczynienie dla nas za cierpienia? jako ideał zawarty w hymnie o miłości który brzmi jako spis warunków brzegowych które niewielu z nas czułoby się na sile wypełnić "miłość nie zazdrości?" "sprawiedliwa jest?"
Czy też obecności miłości u innych nikt nie powinien oceniać jak twierdzi sabat, gdyż każdy ma własną koncepcję i wie najlepiej co czuje?
Jak sądzicie?
Ja przychylam się do szerokiego rozumienia, zgodnego z moim przykładem Coltrane'a
dlatego gdy ktoś nie znajduje w swoim życiu sensu, pokoju wewnętrznego, gdy nadal szuka to
znaczy że jeszcze miłości nie znalazł. Owszem często tak jest gdy spotykamy kogoś kto nas zafascynuje to przestajemy szukać. Nauka twierdzi, że na trzy lata. A co dalej? Następna osoba która nas zafascynuje? A może jednak to tkwi gdzieś w jakiejś głębokiej wewnętrznej układance wartości?
W miłości najpiękniejsze też jest to że wszyscy którzy doświadczyli owego stanu "dobicia do portu" jak to się mówi, mają potrzebę aby go opisywać, podobnie jak tęsknotę za miłością i jej odwieczne poszukiwanie, ostateczny ból utraty tego czegoś co udało się uchwycić na trochę.
Bardzo to romantyczne.
Do mnie ogromnie trafia wiele z tych utworów muzycznych i tekstów, wszystko przybliża nas i definiuje w jakimś stopniu nasze uczucia. Ostatnio do tego co czuję pasuje najbardziej tekst piosenki Marvina Gaye "Please Stay" co można przetłumaczyć: zostań kochanie, nie odchodź, bo nie znajdę nikogo z kim będę się w ten sposób czuła:).

Baby please stay
Don't go away baby
Don't go away please stay
'Cause I could never find nobody
To make me feel this way

A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z poszukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości - choć nie chcę być świętokradcą, (zawsze szafowanie tymi pojęciami wydawało mi się umniejszaniem i świętokradztwem)?
Obserwuj wątek
    • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 12:57
      that.bitch.is.sick napisała:

      (...)"W miłości najpiękniejsze też jest to że wszyscy którzy doświadczyli owego stanu "dobicia do portu" jak to się mówi, mają potrzebę aby go opisywać, podobnie jak tęsknotę za miłością i jej odwieczne poszukiwanie, ostateczny ból utraty tego czegoś co udało się uchwycić na trochę.
      Bardzo to romantyczne (...)"

      Uchwycić na trochę, bo wszystko płynie, nie da się zatrzymać nieustającej przemiany.
      Można jedynie mieć satysfakcję,że się miało szczęście doświadczyć, rękami i nogami broniąc się przed poczuciem rozczarowania( ono też jest chwilowe na szczęście)

      A nie uważasz,że najbardziej fascynujący ci "wszyscy święci" którzy zanim przejrzeli i zobaczyli światło miłości nieżle pobłądzili i nagrzeszyli??? Paweł, Franciszek, Augustyn???
      Ten ostatni to miał ciekawe życie, zanim ostatecznie sformułował swe poglądy...
      Tak, ale co nagrzeszył, to jego;-)

      Piosenka, a jakże, ostatnio odświeżyłam i zasłuchuję się...
      Boba Dylana ale tu w wykonaniu Martyny:
      www.youtube.com/watch?v=moA7tZf8_C0
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:03
        mojemail3 napisała:

        >
        > Piosenka, a jakże, ostatnio odświeżyłam i zasłuchuję się...
        > Boba Dylana ale tu w wykonaniu Martyny:
        > www.youtube.com/watch?v=moA7tZf8_C0

        A propos Martyny, super Dylana zrobiła, miałam ci napisać ja też lubię Jakubowicz a najbardziej "Burzliwy błękit Joanny" czyli jej interpretacje piosenek Joni Mitchell.
        • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 13:19
          Sprowadzanie milosci do romantycznego uczucia miedzy kobieta a mezczyna jest zalosna proba wypelnienia glodu wsrod pogan. To jest forma zastepcza. Poza tym sprowadza sie do fizycznosci, a milosc do fizycznosci ma sie tak, jak piernik do wiatraka.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:00
            hello-kitty2 napisała:

            > Sprowadzanie milosci do romantycznego uczucia miedzy kobieta a mezczyna jest za
            > losna proba wypelnienia glodu wsrod pogan. To jest forma zastepcza. Poza tym sp
            > rowadza sie do fizycznosci, a milosc do fizycznosci ma sie tak, jak piernik do
            > wiatraka.

            Tak to brzmi jakby według Ciebie popęd seksualny przeszkadzał w czymś miłości a między kobietą i mężczyzną trwałą jakaś wojna uniemożliwiająca wyabstrahowanie z tego uczuć wyższych. To może zdefiniuj miłość po swojemu. Umieranie za kogoś jak kiedyś stwierdziłaś? Trafia do ciebie ponura wizja poświeceń i krwawej hekatomby bardziej niż zależności między kobietą i mężczyzną podyktowanych pożądaniem?
            • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 14:19
              that.bitch.is.sick napisała:

              > Tak to brzmi jakby według Ciebie popęd seksualny przeszkadzał w czymś miłości a
              > między kobietą i mężczyzną trwałą jakaś wojna uniemożliwiająca wyabstrahowanie
              > z tego uczuć wyższych. To może zdefiniuj miłość po swojemu. Umieranie za kogo
              > ś jak kiedyś stwierdziłaś? Trafia do ciebie ponura wizja poświeceń i krwawej he
              > katomby bardziej niż zależności między kobietą i mężczyzną podyktowanych pożąd
              > aniem?

              Tak bezwzglednie zdolnosc do oddania zycia to milosc. Tu nie chodzi zeby zaraz umierac ale zeby byc gotowym. Wiec to wcale nie musi byc krwawe. Ale dobrze wychwycilas, jesli juz rozmawiamy o milosci damsko meskiej to pozadanie stoi mi troche na drodze do milosci, bo jest warunkowane innymi czynnikami.
              • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 14:26
                Tutaj mam watpliwosci, co do bezinteresowności miłości. Jesli facet z tego, że kocha/jest kochanym ma fajny seks i z niego frajdę, to juz jest konkretne dobro wynikajace z miłości i nie ma bezinteresownosci. Sorry.
                A miłośc bezinteresowna jest do...Sowy :)
                zakbajka.blog.onet.pl/2014/02/22/pendolino-nie-dla-mnie/
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:02
                hello-kitty2 napisała:


                >
                > Tak bezwzglednie zdolnosc do oddania zycia to milosc. Tu nie chodzi zeby zaraz
                > umierac ale zeby byc gotowym. Wiec to wcale nie musi byc krwawe. Ale dobrze wyc
                > hwycilas, jesli juz rozmawiamy o milosci damsko meskiej to pozadanie stoi mi tr
                > oche na drodze do milosci, bo jest warunkowane innymi czynnikami.

                Rzeczywiście wizja gotowości na śmierć wyłącza u mnie wszelkie pożądanie:) Nie dziwię ci się. Skoro weszłaś na ścieżkę skrajnego radykalizmu w definiowaniu miłości w kontekście negatywnym, to oczywiście pożądanie jest najbardziej spójne z odczuwaniem pozytywnych emocji. Zdarzają się i zaburzenia i parafilie i ludzie których czynniki prowadzące do podniecenia są mroczne i indywidualne, czasem u "normalnych" ludzi emocja negatywna wywołuje odblokowanie seksualności. Jednak myślę że nastawienie "memento mori" istotnie może ci tu sie kłócić.
                • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 15:28
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > Rzeczywiście wizja gotowości na śmierć wyłącza u mnie wszelkie pożądanie:) Nie
                  > dziwię ci się.

                  Skoro weszłaś na ścieżkę skrajnego radykalizmu w definiowaniu mi
                  > łości w kontekście negatywnym, to oczywiście pożądanie jest najbardziej spójne
                  > z odczuwaniem pozytywnych emocji.

                  Mialam na mysli cos dokladnie odwrotnego. Mysle, ze przecietna matka oddala by zycie ratujac zycie swojego dziecka. Nie widze w tej postawie nic negatywnego wrecz przeciwnie.

                  Pozadanie z miloscia niewiele ma wspolnego i przynosi w ostatecznym rozrachunku wiecej zlego (zlych emocji) niz dobrego (dobrych emocji). Wiec znowu odwrotnie. Wystarczy spojrzec na przecietna definicje pozadania.
                  • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
                    hello-kitty2 napisała:


                    >
                    > Mialam na mysli cos dokladnie odwrotnego. Mysle, ze przecietna matka oddala by
                    > zycie ratujac zycie swojego dziecka. Nie widze w tej postawie nic negatywnego w
                    > recz przeciwnie.

                    macierzyństwo za wyjątkiem hormonów i instynktu, to taka sama więź z dziećmi jak z każdym innym człowiekiem, zależna od nastawienia i możliwości. jest w internecie historia pewnej kotki która wyniosła z ognia swoje kocięta i niemal śmiertelnie się poparzyła,niewąpliwie oddałaby życie, a to nie żadne uczucie wyższe, to nieświadomy instynkt przetrwania. Ta sama kotka potrafi zabić kotki lub po prostu przestać je karmić w skrajnych okolicznościach. Raz w piwnicy mojej kamienicy, wygrzebano zamkniętą tam kocicę bo okienko ktoś zamknął i została sama z kotkami część karmiła a jednego zjadła, żeby móc wykarmić pozostałe.
                    Łączenie tego z jakąś cnotą lub dobrem, to moim zdaniem lekka pomyłka. Martwiłabym się że znacznie mniej ludzkich matek, obdarzonych zdolnością refleksji, byłoby zdolnych do oddania życia za dziecko niż kotka u której to się odbywa z automatu. Właśnie ta zdolność refleksji czyni sprawę o wiele trudniejszą. Ale już głęboka wiara może spowodować zdolność do transcendencji co się odbywa na zupełnie innym poziomie, może dotyczyć macierzyństwa, idei i td.
                    >
                    > Pozadanie z miloscia niewiele ma wspolnego i przynosi w ostatecznym rozrachunku
                    > wiecej zlego (zlych emocji) niz dobrego (dobrych emocji). Wiec znowu odwrotnie
                    > . Wystarczy spojrzec na przecietna definicje pozadania.

                    To jest kwestia pewnego nastawienia na temat pożądania które w naszej kulturze zostało wygenerowane właśnie ze względu na podział sfery sacrum i profanum. Pożądanie może generować złe emocje, oczekiwania związane z miłością też mogą generować złe emocje.
                    Dobre emocje też to wszystko możę generować a w jakim stopniu to zależy od nastawienia i oczekiwań.
                    • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 16:19
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      Martwiła
                      > bym się że znacznie mniej ludzkich matek, obdarzonych zdolnością refleksji, był
                      > oby zdolnych do oddania życia za dziecko niż kotka u której to się odbywa z aut
                      > omatu. Właśnie ta zdolność refleksji czyni sprawę o wiele trudniejszą.

                      Masz racje co do zdolnosci refleksji. Mialam kumpele, ktorej zwiazek sie posypal z BSwM wlacznie, oczywiscie posypal sie wewnetrznie, bo na zwenatrz to jak u wiekszosci przykladny byl. Wiesz jak ona rozpoczela jego odbudowe? Zaczela zajmowac sie rozmysleniami typu: co by bylo gdyby dom sie zapalil przy zalozeniu, ze moglaby sie swobodnie uratowac z pozaru, a maz pozostawalby zagrozony. Pytala siebie czy narazilaby dla niego zycie. Od tego zaczela.
                      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 16:26
                        hello-kitty2 napisała:

                        > Masz racje co do zdolnosci refleksji. Mialam kumpele, ktorej zwiazek sie posypa
                        > l z BSwM wlacznie, oczywiscie posypal sie wewnetrznie, bo na zwenatrz to jak u
                        > wiekszosci przykladny byl. Wiesz jak ona rozpoczela jego odbudowe? Zaczela zajm
                        > owac sie rozmysleniami typu: co by bylo gdyby dom sie zapalil przy zalozeniu, z
                        > e moglaby sie swobodnie uratowac z pozaru, a maz pozostawalby zagrozony. Pytala
                        > siebie czy narazilaby dla niego zycie. Od tego zaczela.

                        To zdawanie się na emocje. Bardzo niebezpieczne wyzbywanie się odpowiedzialności. Ja jednego dnia bym Ciebie nie uratowała pożaru, a drugiego dnia wręcz przeciwnie:). Ale przecież wiadomo że uważam każdego za godnego ratunku. Potrafię sobie wyobrazić taką sytuację że ktoś odczuwa silny żal i negatywne emocje do jakiegoś partnera związku w którym źle się działo. Ale kierować się tym w życiu? To chyba bardzo smutne...stąd te paskudne rozwody i granie dziećmi. To nie brak miłości, to brak odpowiedzialności za swoje i cudze życie.
                      • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 17:19
                        Takie gdybania na sucho kompletnie nic nie wnoszą.
                        Ja się kiedys zastanawiałam, czy w roku 1944 walczyłabym w Powstaniu, czy bym się gdzies zadekowała?
                        Albo czy ukrywałabym Żyda, czy nie?
                        I jednego razu mi się wydaje, że kompeltnie sie nie nadaję na bohaterkę, a drugiego razu z kolei mam wrażenie, że mogłabym właśnie porwać się na jakiś heroizm.
                        Czyli w gruncie rzeczy nie mam pojęcia, jak bym się zachowała w realnej sytuacji.
        • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:22
          that.bitch.is.sick napisała:

          > A propos Martyny, super Dylana zrobiła, miałam ci napisać ja też lubię Jakubowi
          > cz a najbardziej "Burzliwy błękit Joanny" czyli jej interpretacje piosenek Joni
          > Mitchell.
          >
          Jeszcze niestety nie słyszałam...Kupię sobie na urodziny:-)

          Ps.Martyna to Ryba jak ja, w poniedziałek będą jej urodziny...
      • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:20
        sabat.77 napisał:

        > Ja tez w to wierzylem... Dlugo. No tak z 18-19 lat mialem, jak przestalem.

        To czy coś przeżyjesz w znaczeniu duchowym w mniejszym stopniu zależy od okoliczności zewnętrznych, w większym od tego co nosisz w sobie ( jakkolwiek egzaltowanie to brzmi...)
    • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:20
      To ja zacytuję ten biblijny tekst:
      " Miłość cierpliwa jest,
      łaskawa jest.
      Miłość nie zazdrości,
      nie szuka poklasku,
      nie unosi się pychą;
      nie dopuszcza się bezwstydu,
      nie szuka swego,
      nie unosi się gniewem,
      nie pamięta złego;
      nie cieszy się z niesprawiedliwości,
      lecz współweseli się z prawdą.
      Wszystko znosi,
      wszystkiemu wierzy,
      we wszystkim pokłada nadzieję,
      wszystko przetrzyma.
      Miłość nigdy nie ustaje"

      Bo właśnie on, moim zdaniem, oddaje to, czym jest "love supreme".
      Tyle że tutaj muszę się zgodzić z sabatem - nie sądzę, by miłość w relacji damsko-męskiej mogła być tego rodzaju.
      To raczej miłość do ludzkości, wynikająca z głębokiej wiary w jej naturalne dobro i z pełnej akceptacji siebie samego.
      Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w taki własnie sposób kocha ludzi.
      • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:25
        rekreativa napisała:

        (...)"Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w taki własnie sposób kocha ludzi (...)"

        A czytałaś obszerny wywiad z nią w styczniowym numerze WO extra? Taka piękna okładka z siostrą była...
        Niezwykła kobieta,aż mi brak słów...
        • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:32
          Czytałam wywiad.
          Siostra to żywy przykłąd na to, że ideę o miłości bliźniego można przekuć w praktykę, no ale to jest właśnie ten wyższy poziom, gdzie trzeba być duchowo między niebem a ziemią - dla większości niedostępny.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:38
          mojemail3 napisała:

          > rekreativa napisała:
          >
          > (...)"Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że
          > ona w taki własnie sposób kocha ludzi (...)"
          >
          > A czytałaś obszerny wywiad z nią w styczniowym numerze WO extra? Taka piękna ok
          > ładka z siostrą była...
          > Niezwykła kobieta,aż mi brak słów...

          Muszę posłuchać dziewczyny skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchają to musi być niezła ta siostra, ale ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść sprowadzania seksu do sfery profanum.
          • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:56
            " ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść spro
            > wadzania seksu do sfery profanum."

            Ja też. I wielu innych rzeczy nie mogę znieść. Stąd nie należę do żadnego kościoła.
            Z drugiej strony idea miłości bliźniego ma w sobie coś pociągającego, właśnie jako pewien ideał, który przecież, gdyby zaistniał w praktyce, dramatycznie zmniejszyłby ilość nieszczęścia na świecie.
            Kiedy spotykam osobę, która w jakiś sposób znaczący się do tego ideału zbliża, jestem pod wrażeniem.
          • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 13:59
            that.bitch.is.sick napisała:

            (...)"Muszę posłuchać dziewczyny skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchają to musi być niezła ta siostra, ale ja nie mogę w chrześcijaństwie znieść sprowadzania seksu do sfery profanum (...)"

            Nie, to nie tak, to może tak było,teraz na pewno seks nie jest w sferze profanum.
            Siostra Chmielewska w tym wywiadzie pisze tak:
            (...)"ostatnią rzeczą, o jakiej bym wówczas pomyślała, byłoby szukanie czegolwiek w kościele.
            Kiedy to się zmieniło?
            "Na studiach,studiowałam biologię i jak każdy młody człowiek szukałam prawdy, miłości. W różnych miejscach, w filozofii hinduskiej, u rozmaitych świeckich filozofów(...)
            I jeszcze:
            "Najpierw jestem kobietą, dopiero póżniej zakonnicą. I jest mi bardzo miło, gdy ktoś dostrzeże we mnie kobietę"
            "Niezrozumiały jest wybór celibatu, jeśli nie uwzględni się tego, dlaczego człowiek to robi.Na pewno nie dlatego,że seksualność jest zła, wprost przeciwnie, Bóg dał ją ludziom,żeby się nią cieszyli, żyli pięknie i mieli dzieci. Seksualność jest bardzo głęboką częścią naszej psychiki, generalnie, naszej istoty. Wyrzeczenie się relacji seksualnych z drugim człowiekiem,które są przejawem miłości, ma sens tylko wtedy, gdy człowiek odkryje wartość jeszcze większą, sięgającą ponad życie na ziemi"

            Tyle siostra Małgorzata, Sabat, daj poczytac żonie...
            --
            • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 14:48
              "Wyrz
              > eczenie się relacji seksualnych z drugim człowiekiem,które są przejawem miłości
              > , ma sens tylko wtedy, gdy człowiek odkryje wartość jeszcze większą, sięgającą
              > ponad życie na ziemi"

              No właśnie, właśnie. Nie chodzi o to, że seksualność to coś brudnego, o czym najlepiej zapomnieć. Nie. Ale wydaje mi się, że aby wznieść się na ten poziom miłości do wszystkich ludzi, to nie można być w relacji seksualnej z jedną osobą.
              Cholera, nie umiem tego dobrze wytłumaczyć.
              Seks jest czymś naprawdę fajnym i dał mi mnóstwo przeżyć pozytywnych, ale z drugiej strony na polu przeżywania seksualności i intymności z drugim człowiekiem pojawiały się też u mnie emocje bardziej ciemne, o których może wczesniej nie wiedziałam.
              Jeden raz w życiu zdarzyło mi się, że byłam blisko takiej naprawdę bezinteresownej, nie pragnącej nic dla siebie, a gotowej dać wszystko miłości do chłopaka, ale to było uczucie mocno platoniczne (nie wyszło poza pocałunki).
              • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 14:54
                Ciekawe jakby ludziom dac do wyboru - udane zycie uczuciowe z niemoznoscia seksualnego spelnienia, albo chlodny swiat pozbawiony uczuc, ale takim w ktorym ty jestes sprite a inni pragnienie i seksu masz do wyrzygania - to ilu i jaka opcje by wybralo :)
                • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 15:04
                  Ten tyemat jest w Tanhauserze Wagnera. Z jednej strony seksualne spełnienie i przezywanie rozkoszy z wieloma...z drugiej strony aseksualna miłość idealna.
                  Poprawnośc polityczna kazała potępić wersję I ale to b yło dawno, a sam autor tez sobie pozwalał.
              • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 21:41
                rekreativa napisała:

                (...)"No właśnie, właśnie. Nie chodzi o to, że seksualność to coś brudnego, o czym najlepiej zapomnieć. Nie. Ale wydaje mi się, że aby wznieść się na ten poziom miłości do wszystkich ludzi, to nie można być w relacji seksualnej z jedną osobą.
                Cholera, nie umiem tego dobrze wytłumaczyć(...)"

                No właśnie,że umiesz...Dokończyłaś myśl siostry Małgorzaty, której nie zdążyłam dopisać, bo juz musiałam jechać...

                No to ciąg dalszy:

                "Jeśli ono ( życie ludzkie) miałoby trwać tylko tu i teraz, to rezygnacja z seksualności, założenia rodziny nie miałaby sensu.Najzwyczajniej szkoda by było.Można dokonać takiego wyboru tylko wtedy, gdy się wierzy,że istnieje coś, ci jest większe niż zwykła ludzka miłość".
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 14:34
            that.bitch.is.sick napisała:

            > skoro takie mądre osoby i sympatyczne jak wy słuchaj
            > ą

            :-) Obstawiasz proznosc?, jak w Adwokacie diabla? A u mnie na co stawiasz?
            www.youtube.com/watch?v=qGXvj2BjZLA
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:32
              hello-kitty2 napisała:

              >
              > :-) Obstawiasz proznosc?, jak w Adwokacie diabla? A u mnie na co stawiasz?
              > www.youtube.com/watch?v=qGXvj2BjZLA

              Jakąż próżność, ja je zwyczajnie lubię i cenię. Ciebie zwyczajnie nie lubię i na kompletnie mi na twojej uwadze czy przychylności nie zależy.
      • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:25
        Tzn. moglaby byc miedzy mezczyzna i kobieta, ale musialaby krzyczec "yes mistress !" albo "yes master !" :)))
        Ty na mnie szczaj, a ja i tak wybaczam, bo kocham...
        "wszystko znosi, wszystkiemu wierzy". On dla mnie przestanie pic i nie bedzie mnie gwalcic :) Bo tak powiedzial. Ja mu wierze.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:36
          sabat.77 napisał:

          > Tzn. moglaby byc miedzy mezczyzna i kobieta, ale musialaby krzyczec "yes mistre
          > ss !" albo "yes master !" :)))
          > Ty na mnie szczaj, a ja i tak wybaczam, bo kocham...
          > "wszystko znosi, wszystkiemu wierzy". On dla mnie przestanie pic i nie bedzie m
          > nie gwalcic :) Bo tak powiedzial. Ja mu wierze.

          To jest bardziej okrężna droga niż ci się wydaje, człowiek który odnalazł jakąś spójność wartości które go prowadzą będzie stosował przemoc która prowadzi do rozkoszy a nie żadną inną. Nie wyobrażam sobie osoby która odnalazła spokój i spełnienie, która znęca się nad innymi, krzywdzi i ulega destrukcji. Coltrane zerwał np. z nałogiem bo sens w tym cały, że jednostka ze sobą pogodzona z takich rzeczy czuje potrzebę wyleczenia, a innych czynić nie ma potrzeby. Te wszystkie ekscesy to domena poszukiwań. Zaspokojenia, sprawiedliwości, zadośćuczynienia za cierpienia, zemsty itd.
          Jednostka spójna takim rzeczom nie ulega. To dla mnie proste.
          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 13:40
            A ktora jednostka jest na tyle spojna by jej uwierzyc ? Moze oddac stery jumbo jeta nawiedzonemu kaznodziei, ktory zapewnia, ze razem z zaloga poleci wprost do nieba ?
            Doswiadczenie uczy nieufnosci w takich kwestiach. Wladza deprawuje a okolicznosc i bezkarnosc czesto czynia zlodzieja.
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:55
              sabat.77 napisał:

              > A ktora jednostka jest na tyle spojna by jej uwierzyc ? Moze oddac stery jumbo
              > jeta nawiedzonemu kaznodziei, ktory zapewnia, ze razem z zaloga poleci wprost d
              > o nieba ?
              > Doswiadczenie uczy nieufnosci w takich kwestiach. Wladza deprawuje a okolicznos
              > c i bezkarnosc czesto czynia zlodzieja.

              Teraz się widzę role odwracają, najpierw mi zarzucałeś (nie bezpośrednio ale jednak) cynizm a teraz sam twierdzisz że nie ma miłości. Ja nie twierdzę żę jej nie ma bo to ludzie stworzyli pewien kanon na podstawie pewnych doświadczeń, filozofia się spiera czy jajko pierwsze czy kura. Czy można wyfantazjować absolut czy to doświadczenie absolutu. Ja twierdzę że trochę głupio nazywać miłością uniwersalne wartości i te brudne interesiki o których wspomniałeś. Na coś się trzeba zdecydować.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:32
        rekreativa napisała:


        > Bo właśnie on, moim zdaniem, oddaje to, czym jest "love supreme".
        > Tyle że tutaj muszę się zgodzić z sabatem - nie sądzę, by miłość w relacji dams
        > ko-męskiej mogła być tego rodzaju.
        > To raczej miłość do ludzkości, wynikająca z głębokiej wiary w jej naturalne dob
        > ro i z pełnej akceptacji siebie samego.
        > Ilekroć widzę i słucham siostry Małgorzaty Chmielewskiej mam wrażenie, że ona w
        > taki własnie sposób kocha ludzi.

        No tak ale czy konieczne jest aby to rozdzielać na sacrum i profanum? Czy trzeba potrzeby seksualne tak jak to ujmuje kitty wyżej sprowadzać do jakiś zaburzeń behawioralnych, czy też określać je jak niektórzy chrześcijańscy radykałowie jako "nieczyste" - co na jedno wychodzi.
        To jakaś zemsta osób którym seks wyrządził krzywdę? O co kaman? Niech ktoś mi uzasadni tezę jakoby fizyczność, pożądanie między dwojgiem ludzi umniejszało czymkolwiek absolutowi.:)
        --
        Freedom's just another word for nothing left to lose
        Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:41
            rekreativa napisała:

            > Eeee.... zgubiłam się.
            > Czy ja coś pisałam o tym, że seks jest be?

            Nie nie, pisałaś tylko że związek dwojga ludzi to jakby zupełnie co innego niż taka ogólna harmonia, ja w tym nie widzę jakoś sprzeczności, pragnę to przedyskutować. Jak można odnieść taki stan ducha jak poczucie spełnienia i sensu do związku i seksu. a jednocześnie można pójść w inną stronę jak kitty i powiedzieć że fizyczność w miłości to jakiś eksces.
            • rekreativa Re: Love supreme 22.02.14, 13:47
              To znaczy tak: temat wątku jest "love supreme", a dla mnie taki love to ten love z Hymnu bliblijnego.
              I teraz w odniesieniu do tego opisu nie wydaje mi się, by dwoje ludzi złączonych miłością erotyczno-romantyczną mogło się wyzbyć i zazdrości i gniewu i zawsze być sprawiedliym itd. itp.
              Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
              Mi się nie udało.
              • mojemail3 Re: Love supreme 22.02.14, 14:00
                rekreativa napisała:

                > Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
                > Mi się nie udało.

                Nie przejmuj się, mi też się nie udało, wyzbyć gniewu i zazdrości, nawet w relacji z dzieckiem;-)
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:41
                rekreativa napisała:

                > To znaczy tak: temat wątku jest "love supreme", a dla mnie taki love to ten lov
                > e z Hymnu bliblijnego.
                > I teraz w odniesieniu do tego opisu nie wydaje mi się, by dwoje ludzi złączonyc
                > h miłością erotyczno-romantyczną mogło się wyzbyć i zazdrości i gniewu i zawsze
                > być sprawiedliym itd. itp.
                > Oczywiście, mogę się mylić, możliwe, że jakimś parom się to udało.
                > Mi się nie udało.

                Jeśli patrzysz na to jak na jakiś stały dogmat, to tak jest to utopia, ale wyobraź sobie człowieka pod wpływem natchnionej wizji który opowiada o pewnym procesie, pewnej amplitudzie uczuć (bo wiemy że święci też upadali, grzeszyli, bali się, wątpili byli słabi), której pewne ekstremalne wychylenia osiągają ten ideał i dzięki temu dają pożywkę do takiego niemal doświadczenia.
                Tu jest mowa o wyraźnie o wybaczeniu, o wierze, o cierpliwości. Można to odnieść do związku, ja bym to odniosła do życia człowieka do jego sensu. Nasz umysł nie ma tendencji do wyciągani średniej z pewnych przeżyć, nasz obraz związków, nasze wspomnienia podlegają interpretacji.
                Mam doświadczenie kiedy umarł mi ktoś bliski, wówczas stanęły mi przed oczami jak jakiś film same dobre chwile, rozumisz.
                Ja bym to widziała tak że zarówno związki, jak i jakość naszego życia relacji w nim zależy od naszego nastawienia decyzji, wiary, chęci kontynuowania czegoś. Pytanie czy gdy ktoś był zazdrosny to wszystko przekreśla? Gdy zdradził? to przecież wszystko zależy.
            • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 13:59
              Love supreme jest ideałem i sklada się z wielu wymiarów, w tym lubienia drugiej osoby, jej pożądania (tu jesteśmy trochę blisko sprzeczności), magicznego porozumienia na tylko obojgu dostępnych falach, fizycznego podobania sie sobie, komfortowego samopoczucia we własnym towarzystkie, zaufania, emocjonalnej i intelektualnej więzi i jeszcze może mniej sprecyzowanych elementów. Facet powinien także czymś kobietę ująć, zaimponować jej, a może, jak pisze Kitty, w seksie musi byc też strach.
              A to wszystko ma trwać i trwać....
              Skomplikowane :)
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:13
                marek.zak1 napisał:

                > Love supreme jest ideałem i sklada się z wielu wymiarów, w tym lubienia drugiej
                > osoby, jej pożądania (tu jesteśmy trochę blisko sprzeczności), magicznego poro
                > zumienia na tylko obojgu dostępnych falach, fizycznego podobania sie sobie, kom
                > fortowego samopoczucia we własnym towarzystkie, zaufania, emocjonalnej i intele
                > ktualnej więzi i jeszcze może mniej sprecyzowanych elementów. Facet powinien ta
                > kże czymś kobietę ująć, zaimponować jej, a może, jak pisze Kitty, w seksie musi
                > byc też strach.
                > A to wszystko ma trwać i trwać....
                > Skomplikowane :)

                Ja tak to widzę tak że zdolność do przeżycia czegoś z drugą osobą bierze się z pewnej gotowości wewnętrznej, pewnego nastawienia w którym fiksacje i zaburzenia niektórych jak np. łączenie pożądania ze strachem i przemocą, to rzeczy kompletnie drugorzędne. Kiedy przeżywasz fascynację naprawdę tęgą drugą osobą, to nie widzisz innych kobiet dajmy na to, nie oglądasz porno i nie ciągnie cię do zdrady. Powiedzmy że to pewna iluzja, która mija gdy tę osobę oswoisz, czy cię rozczaruje w codziennym życiu, jednak to naprawdę mocny dowód że nasza percepcja rzeczywistości jest zmienna, nie jesteśmy obiektywni.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 13:44
            rekreativa napisała:

            > Eeee.... zgubiłam się.
            > Czy ja coś pisałam o tym, że seks jest be?

            Ja się o tyle zgadzam z tym co ty pisałaś, że nie można jednym pojęciem "miłości" nazywać wartości wyższych, uniwersalnych oraz jakiejś kulawej relacji w której aż piszczy z głodu powyższych wartości. A to się zdarza, samooszukiwanie. To tworzy chaos pojęciowy, natomiast idea love supreme oraz związek dwojga ludzi jest dla mnie do połączenia, jeśli nie traktuje się drugiej osoby jako realizacji tych postulatów.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 16:51
        Dziękuję siostrom za wskazówkę "Małgorzata Chmielewska". Nie znałem, posłucham tej Siostry, a i żonie podeślę link na youtube do niej. Żona ostatnio słucha tam pasjami buddyjskiego braciszka o imieniu Ajahn Brahm.

    • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:02
      Miłość jest prawdziwa, prawdziwa jest miłość
      Miłość jest uczuciem, uczucie miłością
      Miłość jest pragnieniem bycia kochanym
      Miłość jest dotykiem, dotyk miłością
      Miłość jest dążeniem, dążenie miłością
      Miłość jest prośbą, by być kochanym
      Miłość jest Tobą, Tobą i mną
      Miłość jest wiedzą, kim możemy być
      Miłość jest wolna, wolna jest miłość
      Miłość jest życiem, życie miłością
      Miłość jest potrzebą bycia kochanym.

      www.youtube.com/watch?v=umq6qFNVnxs

      Lubię proste odpowiedzi na pytania.
      Pozdrawiam.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 14:16
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Miłość jest prawdziwa, prawdziwa jest miłość
        > Miłość jest uczuciem, uczucie miłością
        > Miłość jest pragnieniem bycia kochanym
        > Miłość jest dotykiem, dotyk miłością
        > Miłość jest dążeniem, dążenie miłością
        > Miłość jest prośbą, by być kochanym
        > Miłość jest Tobą, Tobą i mną
        > Miłość jest wiedzą, kim możemy być
        > Miłość jest wolna, wolna jest miłość
        > Miłość jest życiem, życie miłością
        > Miłość jest potrzebą bycia kochanym.
        >
        > www.youtube.com/watch?v=umq6qFNVnxs
        >
        > Lubię proste odpowiedzi na pytania.
        > Pozdrawiam.

        O tak bardzo mi się podoba. Jest życiem (tym prawdziwym), jest potrzebą bycia kochanym. Jest dążeniem, jest procesem.
        • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:39
          that.bitch.is.sick napisała:

          > Jest życiem (tym prawdziwym), jest potrzebą bycia k
          > ochanym. Jest dążeniem, jest procesem.

          Ale nic za darmochę. By zbudować prawdziwą miłość, każda ze stron musi dobrowolnie zrezygnować z części siebie, ze swoich przyzwyczajeń, nawyków, ciągot i zasad.
          Po co ?
          Po to, by tworząc związek w swoich jestestwach zrobić miejsce na nowe przyzwyczajenia, nawyki, ciągoty i zasady, tyle ze już nie swoje, a wspólne.
          Ja to nazywam fundamentem i ci, którzy taki solidny fundament potrafili, potrafią, lub będą potrafili zbudować dostąpili/dostąpią dobrodziejstwa życia nawet na zasadzie "hulaj dusza, piekła nie ma".
          • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 14:45
            Z ta rezygnacją z części siebie, to byłbym ostrożny. Wielu z moich kolegów - tenisistów po slubie zaprzestało grać w tenisa, w turniejach, bo żony byty zazdrosne o przebywanie na kortach, towarzystwo, którego nie znały itp. Czy taka rezygnacja jest potrzebna. Moim zdaniem, druga osoba powinna raczej wspierać zainteresowania, hobby partnera, o ile oczywiscie nie jest to jakies ekstremum, jak himalaizm, a nie starać sie z tym walczyć.
            • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:53
              marek.zak1 napisał:

              > Z ta rezygnacją z części siebie, to byłbym ostrożny. Wielu z moich kolegów - te
              > nisistów po slubie zaprzestało grać w tenisa, w turniejach, bo żony byty zazdro
              > sne o przebywanie na kortach, towarzystwo, którego nie znały itp. Czy taka rezy
              > gnacja jest potrzebna. Moim zdaniem, druga osoba powinna raczej wspierać zainte
              > resowania, hobby partnera, o ile oczywiscie nie jest to jakies ekstremum, jak h
              > imalaizm, a nie starać sie z tym walczyć.

              Masz rację, dlatego napisałem o potrzebie rezygnacji z części siebie, a nie o całkowitym wyzbyciu się swojego ja.
              To jest tak jak z przeprowadzką do nowego domu. Część przydatnych maneli decydujemy się zabrać na nowe, a tę co to tylko potknąć się o nią można, bez żalu wypierdzielamy na śmietnik.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:20
            potwor_z_piccadilly napisał:


            >
            > Ale nic za darmochę. By zbudować prawdziwą miłość, każda ze stron musi dobrowol
            > nie zrezygnować z części siebie, ze swoich przyzwyczajeń, nawyków, ciągot i zas
            > ad.
            > Po co ?
            > Po to, by tworząc związek w swoich jestestwach zrobić miejsce na nowe przyzwycz
            > ajenia, nawyki, ciągoty i zasady, tyle ze już nie swoje, a wspólne.
            > Ja to nazywam fundamentem i ci, którzy taki solidny fundament potrafili, potraf
            > ią, lub będą potrafili zbudować dostąpili/dostąpią dobrodziejstwa życia nawet n
            > a zasadzie "hulaj dusza, piekła nie ma".

            Jak napisałam trafia to do mnie w szerszej perspektywie niż budowanie związku i szereg poświęceń chociaż wierzę że miłość jest w pewnej mierze aktem woli.
            Mnie wystarczy że załóżmy spotykam kogoś (nie pierwszy raz zresztą, to nie ma znaczenia czy w kontekście seksualnym czy nie to drugorzędne), ten ktoś mnie uleczył, dał szczęście, wiarę że ja na to zasługuję, wiarę w sprawiedliwość, w to że jestem mądra, piękna itd.
            czy ja to będę budowała z tym kimś jakąś twierdzę czy nie, to nikt mi już tego nie odbierze bo ja się mogę odwołać do tych wspomnień, wierzę że moja otwartość i moje pozytywne nastawianie umożliwia mi dostrzeżenie czegoś fantastycznego w drugim człowieku a jego nastawienie we mnie, moje otwarte nastawienie, mój brak pretensji, roszczeń pozwala mi naprawdę otrzymać znacznie więcej niż ci którzy stawiają warunki żeby ktoś za nich umarł żeby ktoś tylko na nich się patrzył itd.
            Moja wiara w miłość polega na tym że doświadczyłam wielokrotnie tego że można podziwiać ludzi, można się z nimi wiązać, można się rozstawać, bez zawłaszczania całości tej relacji w kontekście swoich bóg wie jakich oczekiwań. Ja mam oczekiwania względem siebie, względem swojego nastawienia, gdy je mam to potrafię z bardzo wieloma ludźmi nawiązać więź. To mnie cieszy. Jak wygląda rozwinięcie tego w związku na całe życie? Nie wiem. Nie sprawdzałam, nie wiem czy to możliwe gdybym w to wierzyła, to bym spróbowała:). Może kiedyś uwierzę, natomiast to nie wyklucza wiary w miłość czy przeżywania miłości.:)
            Tak trochę po hipisowsku to odbieram, trochę jak Martyna Jakubowicz.
            Może błąd to te oczekiwania i że jak coś jest takie piękne to musi trwać wiecznie.
            Miłość to dla mnie bardziej to pewna gotowość wewnątrz mnie.
    • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 14:06
      Bardzo ciekawie to przedstawiłaś.

      Mnie ostatnio w relacji do związku z żoną najczęściej się podśpiewuje stary polski szlagier:

      No i fajnie
      Dla ciebie, i dla mnie

      A w ogóle to często mnie nachodzą słowa piosenek akurat komentujących aktualny stan, wypływają jakby z podświadomości, szczególnie pod prysznicem w gymie... Pozdrawiam.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 19:19
        loppe napisał:

        > Bardzo ciekawie to przedstawiłaś.
        >
        > Mnie ostatnio w relacji do związku z żoną najczęściej się podśpiewuje stary pol
        > ski szlagier:
        >
        > No i fajnie
        > Dla ciebie, i dla mnie
        >
        > A w ogóle to często mnie nachodzą słowa piosenek akurat komentujących aktualny
        > stan, wypływają jakby z podświadomości, szczególnie pod prysznicem w gymie... P
        > ozdrawiam.

        Dodam, że dodaję personal touch do piosenki i śpiewam Jej np. w wersji M. no i fajnie, dla ciebie i dla mnie. Albo w słabszej wersji: No i fajnie M, dla ciebie i dla mnie. Ponadto, żeby nie było tak bez kolców - dziś powiedziałem Jej że dostanie 3 razy pasem po powrocie z teatru bo się za bardzo rozbrykała...:)
    • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 14:36
      Ja bym sie w tym wszystkim odwolal do piramidy potrzeb Maslova. Najpierw stoja potrzeby zwiazane z bezpieczenstwem i fizjologia. Dopiero na szczycie piramidy jest potrzeba uznania i milosci. W sumie mozna wiec przyjac, ze osoba poszukujaca milosci w wystarczajacym stopniu ma zaspokojona cala reszte. Miloscia sie nie najesz, nie napoisz, nie zbudujesz z niej schronienia, ani nie zaspokoisz nia popedu seksualnego.
    • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 14:36
      Nie da się podejść do tego tematu nie robiąc tradycyjnej wolty - miłość to słowo na różne emocje zależnie od ich adresata, i mówienie o miłości Chmielewskiej oraz miłości w związku w jednym zdaniu się nie sprawdzi, zawsze doprowadzi do nieporozumień (no chyba, że to może moje upośledzenie - po prostu nie potrafię sobie wyobrazić żywej miłości do czegoś tak abstrakcyjnego jak grupa)

      Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne, miłość rozumiana szerzej, należy w moim odczuciu do tej samej kategorii pojęć jak patriotyzm, solidarność itd itd. Komunitariańskie abstrakty - nuda.

      Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotykać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś - zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrobione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się dostarczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie, uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskości, potrzeba posiadania.
      • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 14:46
        bigbadpig napisał:

        > Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.

        Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.


        • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 14:54
          > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.

          A oświecisz mnie dlaczego mam to zrobić? Zakładasz, że jesteś dla mnie autorytetem i nie musisz niczego uzasadniać?
        • kotoshi Re: Love supreme 22.02.14, 15:09
          potwor_z_piccadilly napisał:
          > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.
          >

          Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji. Zabrzmiałeś jak osoba, która uważa, że ma prawo do oceny, kto myśli "dobrze", a kto źle - a Ty patrzysz ze szczytu i wyrokujesz.
          • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 15:38
            kotoshi napisała:

            > potwor_z_piccadilly napisał:
            > > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl.
            > >
            >
            > Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji.

            Taaaak, a mało tu na tym forum ludzie złotych, wyłożonych kawę na ławę rad otrzymali ?
            I co ?
            I nic.
            A wiesz dlaczego nic ?
            Bo nie sami do łagodzących ich problemy konkluzji doszli, lecz je otrzymali od obcych, a jak obcy coś radzi, to zakładają, że pewnie coś kombinuje, mądrzy się i niech sp.....la.

            • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
              potwor_z_piccadilly napisał:

              > kotoshi napisała:
              >
              > > potwor_z_piccadilly napisał:
              > > > Dobrze kombinujesz, ale nad tą "potrzebą posiadania" jeszcze pomyśl
              > >
              > > Sorry, ale zabrzmiałeś tu jak kaznodzieja w najgorszej z możliwych wersji
              > .
              > Taaaak, a mało tu na tym forum ludzie złotych, wyłożonych kawę na ławę rad otrz
              > ymali ?
              > I co ?
              > I nic.
              > A wiesz dlaczego nic ?
              > Bo nie sami do łagodzących ich problemy konkluzji doszli, lecz je otrzymali od
              > obcych, a jak obcy coś radzi, to zakładają, że pewnie coś kombinuje, mądrzy się
              > i niech sp.....la.

              Tez nie uwazam lekcewazenia rad ludzi starszych za madrosc. Jesli chodzi o forme to tez nie ma sie do czego przyczepic Potworowi. Inna sprawa, ze Swinia wg mnie ma spore zaburzenia odbioru wypowiedzi. Kazdy cos tam ma. Duzo daje nastawienie.
              • kotoshi Re: Love supreme 22.02.14, 18:25
                Uważam, że nikt tu nie „lekceważył rad ludzi starszych” (a kto tu w ogóle jest „starszy”, Potwór?).

                Jeśli ktoś nazywa swoje własne odczucia w takim temacie jak miłość, z założenia totalnie subiektywnym, nieokreślonym, pełnym emocji itp., a ktoś nagle wskakuje z oceną tego (a przy tym wypowiadający o nią nie prosił) - i to wskakiwanie jest na zasadzie „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawić” - to nie może być odebrany poważnie.
                Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dyskutuje, a poza tym - że mentorskim tonem w ogóle się nie dyskutuje.
                • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:52
                  kotoshi napisała:

                  > Uważam, że nikt tu nie „lekceważył rad ludzi starszych” (a kto tu w
                  > ogóle jest „starszy”, Potwór?).
                  >
                  > Jeśli ktoś nazywa swoje własne odczucia w takim temacie jak miłość, z założenia
                  > totalnie subiektywnym, nieokreślonym, pełnym emocji itp., a ktoś nagle wskakuj
                  > e z oceną tego (a przy tym wypowiadający o nią nie prosił) - i to wskakiwanie j
                  > est na zasadzie „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawićR
                  > 21; - to nie może być odebrany poważnie.
                  > Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dysku
                  > tuje, a poza tym - że mentorskim tonem w ogóle się nie dyskutuje.

                  Kotoshi, ja lubię dyskutować z oczywistościami, a potwór już ma taki mentorski ton:)
                • potwor_z_piccadilly Re: Love supreme 22.02.14, 20:28
                  kotoshi napisała:

                  > (a kto tu w
                  > ogóle jest „starszy”, Potwór?)

                  Choć jedna mnie obroniła.
                  Rzeczywiście, stary nie jestem.

                  > „Dobrze, dziecko, ale jeszcze musisz coś tam poprawićR

                  O przepraszam, ja nie radziłem poprawiać coś, a precyzyjnie określiłem co.
                  Na własność, to można mieć rzecz, a nie człowieka.
                  Zapoznaj się z wątkiem lebary1984, a domyślisz się co mam i miałem na myśli.

                  > Mądrość polega (też) na tym, żeby wiedzieć, że z pewnymi rzeczami się nie dysku
                  > tuje,

                  Co to są pewne rzeczy i jaka rolę pełni forum ?
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 15:43
        bigbadpig napisał:

        > Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotyk
        > ać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś -
        > zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.

        Dla mnie to jest typowy opis pozadania, a nie milosci. Zgodny z definicja chocby z Wikipedii: Pożądanie – stan silnego pragnienia posiadania czegoś lub odbycia stosunku płciowego.
        • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 16:53
          Jest tam w tej wikipedii coś na temat "której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują"? Tak, pożądam mojej żony i to również jest częścią mojej miłości. Jeśli spróbujesz rozbierać miłość na części i oddzielać te nie wystarczająco wzniosłe, to do czego chcesz dojść? Ja nie potrafię tak rozebrać swojego uczucia, aby skalpelem wyciąć z niego pożądanie i dyskutować o tym co pozostało. To jedna ze składowych które wymieniłem.

          Wycięłaś z mojej wypowiedzi fragmenty o pożądaniu i stwierdziłaś, że to pożądanie. Celna obserwacja, brawo! :P
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 17:12
            bigbadpig napisał:

            > Wycięłaś z mojej wypowiedzi fragmenty o pożądaniu i stwierdziłaś, że to pożądan
            > ie. Celna obserwacja, brawo! :P

            Jestes nieuczciwy Big. To (ponizej) wycielam. Tam nic nie bylo o Twojej wizji milosci, no moze oprocz jednego zdania "> Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne" ale powtorzyles to dokladnie w pierwszym zdaniu akapitu, ktory wkleilam "> Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotykać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują."

            Wyciete:
            > Nie da się podejść do tego tematu nie robiąc tradycyjnej wolty - miłość to słow
            > o na różne emocje zależnie od ich adresata, i mówienie o miłości Chmielewskiej
            > oraz miłości w związku w jednym zdaniu się nie sprawdzi, zawsze doprowadzi do n
            > ieporozumień (no chyba, że to może moje upośledzenie - po prostu nie potrafię s
            > obie wyobrazić żywej miłości do czegoś tak abstrakcyjnego jak grupa)
            >
            > Dla mnie miłość oznacza kobietę, to jedyne co jest realne, miłość rozumiana sze
            > rzej, należy w moim odczuciu do tej samej kategorii pojęć jak patriotyzm, solid
            > arność itd itd. Komunitariańskie abstrakty - nuda.
            • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 17:24
              Nie dość precyzyjnie się wyraziłem, nie zrozumiałaś mnie.

              Mówiąc "wyciąć", nie miałem na myśli wklejania cytatu; miałem na myśli, fakt że wybrałaś z mojej wypowiedzi na swój użytek to co oznacza się wiąże z porządaniem, pominęłaś to co nim nie jest i do tak zawężonego tego pożądania sprowadzasz moją wypowiedź. Zwróć uwagę, że - jak podejrzewam - w definicji z wikipedii pożądania raczej nie znajdziesz nic o współczuciu, czy zachwycie nad sposobem myślenia; dlatego to przemilczałaś, a ja to nazwałem wycinaniem. Mam nadzieję, że to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)
              • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 18:04
                bigbadpig napisał:

                Mam nadzieję, że
                > to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)

                Oczywiscie. Zakladalam, ze byc moze za szybko machnales odpowiedz. Poza tym ja naprawde uwaznie slucham co sie do mnie mowi. A juz kiedys tlumaczyles mi, ze jestes osoba o dobrych intencjach. Nie zapominam o wczesniejszych danych nawet w ferworze walki.

                > Nie dość precyzyjnie się wyraziłem, nie zrozumiałaś mnie.
                >
                > Mówiąc "wyciąć", nie miałem na myśli wklejania cytatu; miałem na myśli, fakt że
                > wybrałaś z mojej wypowiedzi na swój użytek to co oznacza się wiąże z porządan
                > iem, pominęłaś to co nim nie jest i do tak zawężonego tego pożądania sprowadzas
                > z moją wypowiedź. Zwróć uwagę, że - jak podejrzewam - w definicji z wikipedii p
                > ożądania raczej nie znajdziesz nic o współczuciu, czy zachwycie nad sposobem my
                > ślenia; dlatego to przemilczałaś, a ja to nazwałem wycinaniem. Mam nadzieję, że
                > to wyjaśnienie anuluje moją rzekomą nieuczciwość? ;)

                Zakladam, ze nic nie wystepuje w czystej postaci, nawet pozadanie. Odsialam zaklocenia i tak mi wyszlo. Ale duzo rzeczy pisze na czuja wiec zawsze zakladam, ze moge sie mylic. Moze dobrze to przypomniec od czasu do czasu :)

                Czemu w ogole w tym watku czepilam sie pozadania? Bo pozadanie mozesz czuc wobec kilku osob w tym samym czasie, a przeciez ich wszystkich nie kochasz. Czy nie mozesz? Bo ja moge.
                • bigbadpig Re: Love supreme 22.02.14, 20:00
                  > A juz kiedys tlumaczyles mi, ze jestes osoba o dobrych intencjach.

                  Nie pamiętam co tam napisałem kiedyś, nie wiem więc do jakich słów się konkretnie odnosisz, ale wiem - w ferworze dyskusji zdarza mi się być nieprzyjemnym. Do Ciebie samej nic nie mam, będę to jakiś czas powtarzał, żeby jakoś rekompensować mój zbyt ostry ton :P
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 15:44
        bigbadpig napisał:
        > Miłość oznacza kobietę z którą chcę się kochać, której chcę słuchać, chcę dotyk
        > ać, której cierpienie mnie martwi, której myśli mnie intrygują. Kocham kogoś -
        > zachwyca mnie na wielu płaszczyznach. Słyszałem, że miłość nie powinna być "za
        > coś", ale "do kogoś" - nie kupuję tego - ja kocham za rzeczy które zostały zrob
        > ione, słowa które zostały powiedziane, za działanie. Kobieta która stała się do
        > starczycielem autentycznego i kompleksowego szczęścia w życiu uwarunkowała mnie
        > , uzależniła. To jest dla mnie miłość, zachwyt, uzależnienie, potrzeba bliskośc
        > i, potrzeba posiadania.
        >

        Jeśli sens życia oznacza dla ciebie kobieta to bardzo pięknie, dla niektórych jest to bóg i tu nie ma absolutnie żadnej sprzeczności. Ktoś chce się zrealizować z bogiem to nie będzie się przecież z bogiem kochał, stara się ten człowiek potrzeby seksualne wyciszyć albo one mają mieć znaczenie drugorzędne. ja bym tak wybrać nie mogła ale to podejście już bardziej rozumiem niż stwierdzanie osób które nie są w celibacie, żę miłość jest piękna i czysta a pożądanie do osoby się z tą miłością kłóci. to jest jakieś niezrozumienie idei tego żę miłość to coś co ma nas leczyć, dawać sens życia i dodawać nam wartości, budować. Te bidne osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zaraz im się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian. Dla mnie to jakaś totalna bzdura i piszę to big do ciebie bo liczę żę to zrozumiesz. Wiadomo że każdy jest zdolny do heroizmu i do błędów natomiast liczy się wola i ogólne nastawienie.
        • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 17:00
          that.bitch.is.sick napisała:

          Te bidne
          > osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zaraz im
          > się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian.

          No czyli ja ;)

          Dla mnie to jakaś totalna bzdura
          > i piszę to big do ciebie bo liczę żę to zrozumiesz.

          Zrozumie, zrozumie, w koncu chcial, zebys tu wrocila i z nim pisala, napisal Ci caly watek o Erotykach a Ty mu sie nieladnie odwinelas folia z tamponu :-)

          Jaki to ma sens Bitch, te rozmowy? Tworzysz watki i prowadzisz rozmowy, ktore z gory maja mnie zdyskredytowac w oczach innych uzytkownikow. Nie wiem skad bierze sie Twoje zainteresowanie moja osoba i dlaczego ja Cie az tak draznie. Moze jestem przewrazliwiona. Trudno. Tak wiem, ze masz prawo do swojej opinii.

          W temacie milosci najtrafniej, najblizej moim odczuciom ujela swoja opinie Rekreativia tu:

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149720178,Re_Love_supreme.html
          i tu:
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149719371,Re_Love_supreme.html
          Wydawalo jej sie, ze nie potrafi wytlumaczyc ale udalo sie idealnie :)

          A temat bardzo fajny Bitch, szczerze.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:16
            hello-kitty2 napisała:

            > that.bitch.is.sick napisała:
            >
            > Te bidne
            > > osoby starają się nie zaangażować emocjonalnie w seks z kimkolwiek bo zar
            > az im
            > > się włączą oczekiwania z pieśni do koryntian.
            >
            > No czyli ja ;)

            Może ty a może milion innych osób, uważasz się za jakąś jedyną z tym podejściem?

            > Zrozumie, zrozumie, w koncu chcial, zebys tu wrocila i z nim pisala, napisal Ci
            > caly watek o Erotykach a Ty mu sie nieladnie odwinelas folia z tamponu :-)
            >
            Nie możesz mieć informacji co BBP chciał i dla kogo tworzy wątki.

            > Jaki to ma sens Bitch, te rozmowy? Tworzysz watki i prowadzisz rozmowy, ktore z
            > gory maja mnie zdyskredytowac w oczach innych uzytkownikow. Nie wiem skad bier
            > ze sie Twoje zainteresowanie moja osoba i dlaczego ja Cie az tak draznie. Moze
            > jestem przewrazliwiona. Trudno. Tak wiem, ze masz prawo do swojej opinii.
            >

            Ja tworzę wątki aby Ciebie zdyskredytować? Ty jesteś pępkiem świata w swoim mniemaniu?
            Nie wiem czy jakiś wątek był tobie poświęcony czy tobą inspirowany, nie wiem o co ci chodzi?
            Ja się nie staram ciebie zdyskredytować, ja dyskutuję z tobą bo mi odpowiedziałaś a zapamiętałam o tym umieraniu za kogoś, z którejś dyskusji forumowej. nawet nie uważam mojej opinii za bardziej uprawnioną niż twoja, tylko jak dyskutuję to staram się pokonać adwersarza w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Zresztą odpowiadam tobie i innym. Z telefonu odpowiadałam i wyszło to okropnie, narobiłam błędów i teraz mi wstyd jak to infantylnie wyszło. Przyjdzie orzech to sobie na mnie poużywa.

            > W temacie milosci najtrafniej, najblizej moim odczuciom ujela swoja opinie Rekr
            > eativia tu:
            >
            > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149720178,Re_Love_supreme.html
            > i tu:
            > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,149718585,149719371,Re_Love_supreme.html
            > Wydawalo jej sie, ze nie potrafi wytlumaczyc ale udalo sie idealnie :)
            >
            > A temat bardzo fajny Bitch, szczerze.


            Dzięki, te słowa love supreme chodzą mi po głowie od jakiegoś czasu, a jak te słowa to od razu Coltrane, miałam ten wątek dać na walentynki ale nie wyszło. Teraz chciałam udowodnić jak bardzo nie jestem cyniczna:).
    • twojabogini Re: Love supreme 22.02.14, 15:04
      Czytałam jakiś czas temu wywiad z Muńkiem Staszczykiem. Podziwiam go za odwagę, bo opowiedział o swoim doświadczeniu znalezienia pokoju i Boga. Jak wiele osób opisał swoje doświadczenie jako odnalezienie uniwersalnej miłości. Podobnie jak wielu innych, którzy odnaleźli taki pozytywny stan - twierdzi, że stało się to na drodze - choć nie użył tego słowa - "oświecenia"(nagły stan, kiedy po prostu odczuwasz uniwersalną miłość i jest to tak silne doświadczenie, że zmienia postrzeganie siebie, świata, wszystkiego). O takim nagłym doświadczeniu Boga-uniwersalnej miłości pisało także wielu świętych (m.in. polska święta - siostra od bożego miłosierdzia, nie pamiętam imienia). Niektórzy oświecenie opisywali w kategoriach ekstatycznych - gdyby nie znajomość kontekstu, można spokojnie przyjąć, że niektóre z opisów przypominają opis ekstazy seksualnej (tu przoduje moja ulubiona Hildegarda z Bingen, która takich ekstaz doznawała często).

      W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia. Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

      Są jednak kultury, które jako jedną z dróg do oświecenia wskazują praktykę seksualną. Część osób świeckich, które twierdzą, że udało im się odczuć stan miłości idealnej twierdzi, że doznało go w chwilę po głębokim orgazmie. Mało jest źródeł opisujących cokolwiek w tej materii. Doczytałam tyle, że jeden z nurtów tantry jako praktyki seksualnej jest właśnie nurtem poszukiwania oświecenia i Boga.
      Tantra jako zestaw ćwiczeń wzmacniających uczucie rozkoszy i zestaw praktyk seksualnych - to taka bardzo płytka, użytkowa odsłona.

      Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy podczas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten wymiar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza w sferę mistyczną.



      • marek.zak1 Re: Love supreme 22.02.14, 15:07
        Twoja Bogini napisała:

        W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia. Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

        To ani ja ani gros moich znajomych nie należymy wg Ciebie do naszej kultury. Ciekawe.
        • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:35
          sabat.77 napisał:

          > Nie mialem doswiadczen z seksem ocierajacym sie o absolut, wiec nie kazdy. Wsad
          > zanie i wyjmowanie, bez przesady.

          ONA zawsze ma ,kiedy łączy się ze mną"Absolutem":)
          i dedykuje mi :
          www.youtube.com/watch?v=LG6Jcg_RgRo&feature=related

          • sabat.77 Re: Love supreme 22.02.14, 16:46
            Ciekawe kiedy oskarza cie o bycie sabatem. Witaj kolego, na forum zaludnionym przez szlachetne istoty pelne milosci i jednego pokracznego hipokryte i klamce Sabata :)
            • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:51
              sabat.77 napisał:

              > Ciekawe kiedy oskarza cie o bycie sabatem. Witaj kolego, na forum zaludnionym p
              > rzez szlachetne istoty pelne milosci i jednego pokracznego hipokryte i klamce S
              > abata :)
              Cześć.
              Ja ,Sabat2?:)
              To byłby zaszczyt dla mnie,ale nie pocieszą się długo bo ja stąd znikam zaraz:)
              • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 17:16
                Tak jak mówiłem -znikam:)
                bo nie piszę na tego typu forach a na jakich to się chyba domyślasz?(bdsm)>>:)Zapraszam:)
                Było miło a tym wszystkim co tak cię tu "kochają" powiedz po prostu:
                www.youtube.com/watch?v=JD0Ya6TgAxU
                :))
                Powodzenia!
      • that.bitch.is.sick bogini dzięki za ten piękny tekst 22.02.14, 15:49
        twojabogini napisała:

        .
        >
        > Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy podc
        > zas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten wy
        > miar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza w sfer
        > ę mistyczną.

        Wspaniały tekst i podsumowanie. (chodzi o cały tekst). Nieumiejętność połączenia tych kwestii to zwykłe ograniczenia naszej wyobraźni:) i naszej kultury.
      • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 16:56
        Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard von Bingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie tak dawno i bardzo mnie zaciekawiła.
        • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:25
          loppe napisał:

          > Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard von B
          > ingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie tak d
          > awno i bardzo mnie zaciekawiła.

          Ale to tekst bogini był, to ona ma tu prawo pierwszeństwa do rozwijania swojej mądrej wypowiedzi.
          • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:27
            that.bitch.is.sick napisała:

            > loppe napisał:
            >
            > > Chciałbym zapytać i poprosić Bitch o rozwinięcie dlaczego i jak Hildegard
            > von B
            > > ingen tak bardzo Ci przypadła do serca czy umysłu? Poznałem tę postać nie
            > tak d
            > > awno i bardzo mnie zaciekawiła.
            >
            > Ale to tekst bogini był, to ona ma tu prawo pierwszeństwa do rozwijania swojej
            > mądrej wypowiedzi.
            >

            Najmocniej przepraszam Bitch i zwracam się z tym samym zapytaniem do Twojej Bogini. Jeszcze raz - sorki
            • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:37
              loppe napisał:

              > Bitch, John Coltrane tylko jeden raz wykonał Love Supreme na koncercie, live, o
              > ile pamiętam.

              Loppe, chodzi o album studyjny 1964 r. można posłuchać tutaj

              www.youtube.com/watch?v=TmD16eSy-Mg
              • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:38
                that.bitch.is.sick napisała:

                > loppe napisał:
                >
                > > Bitch, John Coltrane tylko jeden raz wykonał Love Supreme na koncercie, l
                > ive, o
                > > ile pamiętam.
                >
                > Loppe, chodzi o album studyjny 1964 r. można posłuchać tutaj
                >
                > www.youtube.com/watch?v=TmD16eSy-Mg


                ??
                    • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:46
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > loppe napisał:
                      >
                      > > Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?
                      >
                      > nie rozumiem?


                      Wyjaśnię - ja po prostu dodałem informację o Twojej lubianej kompozycji Love Supreme, że raz tylko została przez Johna Coltrane'a wykonana poza studiem nagraniowym, na koncercie...

                      Mogę jeszcze dodać, z historii tej fenomenalnej kompozycji, że Branford Marsalis zagrał to w hołdzie wiele lat później na ogólnie wysoko cenionym dvd...
                      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 18:49
                        loppe napisał:

                        > that.bitch.is.sick napisała:
                        >
                        > > loppe napisał:
                        > >
                        > > > Tym razem ja jestem zaskoczony:) O co Ci chodzi z tym chodzi?
                        > >
                        > > nie rozumiem?
                        >
                        >
                        > Wyjaśnię - ja po prostu dodałem informację o Twojej lubianej kompozycji Love Su
                        > preme, że raz tylko została przez Johna Coltrane'a wykonana poza studiem nagran
                        > iowym, na koncercie...
                        >
                        > Mogę jeszcze dodać, z historii tej fenomenalnej kompozycji, że Branford Marsali
                        > s zagrał to w hołdzie wiele lat później na ogólnie wysoko cenionym dvd...

                        Tak już zrozumiałam:), sorry jestem taka rozkojarzona jak moje odpowiedzi dzisiaj, może to wiosna albo fascynacja...
                        • loppe Re: Love supreme 22.02.14, 18:55
                          > Tak już zrozumiałam:), sorry jestem taka rozkojarzona jak moje odpowiedzi dzisi
                          > aj, może to wiosna albo fascynacja...

                          A więc zakochałaś się Baby:). Trzymaj się może tego tylko na tyle żeby nie trzymać się za bardzo - idealizacja Partnera sprawia że zaczyna on wątpić czy on jest kochany, czy jakiś abstrakt. Podobnie z potępieniem potem. Ale co tam, zagrajmy jakąś muzykę

                          www.youtube.com/watch?v=ZFsxfucBmcs
      • lybbla Mała iluminacja 22.02.14, 21:06
        twojabogini napisała:
        > W naszej kulturze odrzucamy miłość fizyczną jako drogę do oświecenia.
        > Sądzimy też, że związek miłosny z innym człowiekiem to jedynie atrapa
        > miłości doskonałej. A fizyczny aspekt miłości - seks, jest wręcz tej idealnej miłości zaprzeczeniem.

        Nie wiem co to jest nasza kultura, chyba jednak to
        www.youtube.com/watch?v=yzPq0En__90
        Proszę nie czepiać się chrześcijan oni są w porzo dopóki nie budują stosów
        www.eioba.pl/a/1xrk/encyklika-jana-pawla-ii-o-seksie-malzenskim
        Dwa pierwsze punkty wypowiedzi o. Ksawerego Knotza przywołam bo linki często giną
        -----------------------------------------------
        1. W seksie nie ma Boga. W rzeczywistości Kościół głosi, że w czasie pożycia małżeńskiego Bóg jest obecny między małżonkami. Takie przeświadczenie wypływa ze znanej prawdy, że małżeństwo jest sakramentem. Na mocy tego sakramentu Bóg jest obecny we wszystkich przejawach więzi jakie są między małżonkami. Miłość i więź wyraża się także poprzez współżycie seksualne. Akt małżeński jest szczególnym sposobem spotkania z Bogiem i współmałżonkiem.

        2. Bóg zakazuje korzystania z przyjemności seksualnych. W rzeczywistości Bóg jako Stwórca natury ludzkiej nigdy nie zakazał korzystania z przyjemności seksualnej i jej szukania, wprost przeciwnie tak stworzył człowieka, aby miłości między mężczyzną a kobietą towarzyszyła przyjemność seksualna aż do przeżycia orgazmu. Bóg jedynie ograniczył wolność człowieka w tym, że nie pozwala korzystać z przyjemności seksualnej poza małżeństwem i za cenę likwidowania zdrowych cech ludzkiego ciała.
        --------------------------

        Do powyższego dodałbym nawoływania do dbałość o kobiecy orgazm.

        Czyli żadna ATRAPA. Aspekt fizyczny jest aspektem miłości.

        > Są jednak kultury, które jako jedną z dróg do oświecenia wskazują praktykę
        > seksualną. Część osób świeckich, które twierdzą, że udało im się odczuć
        > stan miłości idealnej twierdzi, że doznało go w chwilę po głębokim orgazmie.

        My o tym wiemy, w tym przypadku jednak zazwyczaj jeden partner nie wystarczy.
        To inna droga. Wydaje mi się, że całkiem popularna.

        Bez względu na wybraną drogę należy weryfikować
        czy prowadzi ona do destrukcji uczestników tej gry czy wprost przeciwnie.

        > Każdy jednak ma myślę przynajmniej jedno takie osobiste doświadczenie, gdy > podczas seksu odczuł, że jest blisko absolutu, lub przynajmniej raz odnalazł ten > wymiar seksu, który wykracza poza sprawienie sobie przyjemności, a wkracza > w sferę mistyczną.

        Tak ale to nie był tylko seks, nagle wszystkie klocki układanki pasują do siebie.
        Coś co wydawało się skomplikowane robi się proste. Wspólne mega-orgazmy
        to konkluzja a nie cel.
        Mała iluminacja.

        Po niej człowiek się uspokaja.
    • rooll Re: Love supreme 22.02.14, 16:08
      that.bitch.is.sick napisała:


      > A jakie słowa, jaki tekst obecnie definiują wasze etapy i stany z związane z po
      > szukiwaniem tego uniwersalnego stanu, miłości


      www.youtube.com/watch?v=J0F2_nqZzlc
      :)))
    • radi_7 Re: Love supreme 22.02.14, 21:46
      Miłość to słowo które ma dwa zasadnicze znaczenia. Jedno to efekt emocjonalny stanu świadomości który osiąga się na skutek tak zwanego oświecenia. Dotyczy naszej relacji z rzeczywistością której jesteśmy częścią.
      I drugie, popularniejsze, to skutek wejścia w specyficzne relacje emocjonalne z jednym, konkretnym obiektem miłości. Najczęstsze relacje w tym zakresie to miłość między kobietą i mężczyzną, rodzicem i dzieckiem itp.
      Mimo że te dwa rodzaje miłości mają czasem punkty wspólne to jednak to są zupełnie inne zjawiska. Nie da się ich wrzucić do jednego worka. Nie ma też sensu ich wartościować, to zjawiska na tyle obiektywne i powszechne że można je co najwyżej spróbować zrozumieć. Na tyle na ile jest się do tego zdolnym.
        • mojemail3 Re: Love supreme 24.02.14, 00:21
          zawle napisała:

          > W czasie uprawiania seksu kocham. Czasami nawet bardzo:)) Miłość absolutną czuł
          > am raz w życiu...po sporej dawce morfiny;)

          Hmm, ale John Coltrane popełnił tytułową "Love Supreme" własnie po zerwaniu z nałogiem narkotykowym...
          No a jak o miłości, to mam piosenkę o Tobie, dla Ciebie...
          Martyny, a jakże..." I żeby ziemia zadrżała" tylko wsłuchaj się w słowa...
          www.youtube.com/watch?v=Dl_n_XN6R2k
          • zawle Re: Love supreme 24.02.14, 12:56
            mojemail3 napisała: > No a jak o miłości, to mam piosenkę o Tobie, dla Ciebie...
            > Martyny, a jakże..." I żeby ziemia zadrżała" tylko wsłuchaj się w słowa...
            > www.youtube.com/watch?v=Dl_n_XN6R2k

            Martynę bardzo cenię...niewiele kobiet tak pisało. Tym utworem dałaś mi do myślenia. Ona już się z czymś pogodziła, ja tkwię zawieszona pomiędzy młodością a dojrzałością. Kiedyś było prościej. Nie byłam tym kim jestem teraz. Czułam silniej. Mniej myślałam. Mniej chciałam.
      • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:28
        radi_7 napisał:

        > Miłość to słowo które ma dwa zasadnicze znaczenia. Jedno to efekt emocjonalny s
        > tanu świadomości który osiąga się na skutek tak zwanego oświecenia. Dotyczy nas
        > zej relacji z rzeczywistością której jesteśmy częścią.
        > I drugie, popularniejsze, to skutek wejścia w specyficzne relacje emocjonalne z
        > jednym, konkretnym obiektem miłości. Najczęstsze relacje w tym zakresie to mił
        > ość między kobietą i mężczyzną, rodzicem i dzieckiem itp.
        > Mimo że te dwa rodzaje miłości mają czasem punkty wspólne to jednak to są zupeł
        > nie inne zjawiska. Nie da się ich wrzucić do jednego worka. Nie ma też sensu ic
        > h wartościować, to zjawiska na tyle obiektywne i powszechne że można je co najw
        > yżej spróbować zrozumieć. Na tyle na ile jest się do tego zdolnym.

        Dość szybko się rozprawiłeś z pojęciem miłości. Tym bardziej że to jak się okazuje w pierwszej kolejności słowo. Mamy coraz większą liczbę desygnatów:) Muszę uznanie miłości za efekt stanu świadomości związanego z tzw. oświeceniem to mię zdziwiła ta konstrukcja. Cóż to jest tak zwane oświecenie i czy każdy rodzaj oświecenia prowadzi do owego emocjonalnego (jak się domyślam pozytywnie rozumianego stanu), to chętnie dowiedziałabym się czegoś bliżej.
        Rozumiem że rozróżniasz coś w rodzaju miłości do świata i więzi emocjonalnej z drugim człowiekiem i twierdzisz że ich nie da się do jednego worka wsadzić. Nie uważasz że osoba w ten szczególny sposób oświecona, związki z ludźmi może traktować jako pochodną czy uzupełnienie tego stanu, natomiast szczególny związek z drugim człowiekiem może być podobnym źródłem zmiany świadomości czyli "tak zwanym" oświeceniem?
        • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 00:39
          Z niczym się nie rozprawiłem, po prostu zasygnalizowałem tylko swoje widzenie tego, o czym myślę że chciałaś pogadać :-).
          Rzeczywistość jest jedna, niepodzielna. To tylko nasz umysł operuje pojęciami które dla potrzeb komunikacji zamieniamy w słowa. Nie da się ogarniać wszystkiego na raz, gadać o wszystkim na raz, no to musimy tą rzeczywistość szatkować na kawałki które ogarniamy.
          Oświecenia , przebudzenie czy jak to tam zwał.. mam na myśli to o czym mówią mistycy. Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzić to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jakiś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale nie o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacza, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny. Ale jako stan ducha mocno się różni od tego co przynosi za sobą miłość między kobietą a mężczyzną. To nie jest ta huśtawka od nieba do piekła, z którą zazwyczaj wiążę się ta drugą. Można by powiedzieć że ta pierwsza, mistyczna, to przychylna obojętność, chociaż zestawienie tych dwu określeń wygląda trochę na sprzeczność. Ale słowa to tylko słowa. Jakoś inne nie przyszły mi do głowy. Obojętność, bo tak naprawdę nic od nas nie zależy, w tańcu życia jesteśmy tańcem a nie tancerzem. Przychylność, bo główna siła sprawcza tego w czym uczestniczymy ma jednak w racjonalnym ujęciu charakter twórczy, dynamiczny, zgodny z naszą naturą. Jakże by inaczej skoro jesteśmy częścią tej jednej, niepodzielnej, całości. Jeśli jesteśmy jedną z jej emanacji.
          Ta, druga miłość, w uproszczeniu stan emocjonalny wywołany zakochaniem, żeby ograniczyć się do tego rodzaju, to jeden z mechanizmów działania tej głównej siły sprawczej której jesteśmy narzędziami. Czyli życia, jakby nie definiować tego pojęcia. I dlatego ta druga miłość ma jego siłę, siłę życia. Ma jego bogactwo. Form, środków ...
          Życie ma tysiące przejawów, ma różne mechanizmy funkcjonowania ale zawsze jeden kierunek. I chociaż niektóre jego drogi okazują się drogami ślepymi to jako całość trwa i nieustannie się przeobraża. Tak samo jest z miłością. Nie ogarniesz jej, tak jak nie ogarniesz wszystkich aspektów życia. W sumie to i po co. W rolę Boga i tak nie wejdziemy to skupmy się na byciu sobą, życiu własnym życiem, szukaniu własnego oświecenia i własnej miłości.
          Zgadzam się z Tobą że człowiek oświecony będzie umiał przeżywać swoją miłość ze świadomością jej natury, będzie umiał znaleźć w niej cząstkę uniwersalnej prawdy o rzeczywistości. I, że te szczególnie silne doznania, przeżycia, które się z miłością wiążą będą wzbogacać jego wiedzę prowadzącą do widzenia rzeczywistości taką, jaka jest. Tylko że, miłość daje do obu tych rzeczy szansę, nie daje niestety żadnej pewności, że tak się stanie.
          Niektóre szkoły mistyczne, metody, wprost wykorzystują miłość jako narzędzie do osiągania oświecenia. Najbardziej znany przykład to tantra i tak zwany seks tantryczny. Często pojmowany obecnie jako sposób na szukanie wyrafinowanych doznań, jako celu, jest tak naprawdę sposobem szukania w tych doznaniach wiedzy o mechanizmach które nimi rządzą. Tak dla jasności dodam że, wiedza w przypadku rozwoju duchowego, to nie tylko zasób informacji zgromadzonych w umyśle, a głównie doświadczenia przeżyte osobiście i budujące też podświadomą część naszego umysłu. Tą której nie widzimy a która w znacznym stopniu kieruje naszym działaniem.
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:20
            radi_7 napisał: Wiem że to brzmi jak jaki
            > ś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale ni
            > e o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz
            > jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacz
            > a, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny.

            Po morfinie tak się czułam. Doskonałość, bezpieczeństwo i miłość. Zrozumiałam że jestem we właściwym miejscu które ma swoją doskonała logikę i porządek. Wszyscy byliśmy sobie przychylni, bo świadomi całości. Zniknęły leki i skomplikowalność.
            • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 08:37
              zawle napisała:
              > Po morfinie tak się czułam. Doskonałość, bezpieczeństwo i miłość. Zrozumiałam ż
              > e jestem we właściwym miejscu które ma swoją doskonała logikę i porządek. Wszys
              > cy byliśmy sobie przychylni, bo świadomi całości. Zniknęły leki i skomplikowaln
              > ość.
              Pewnie coś w tym jest co piszesz. Morfina wyłącza ból i inne przykre doznania. A człowiek jest sterowany dwom rodzajami doznań przyjemnymi, które go przyciągają, i przykrymi które go odpychają. Można wręcz powiedzieć że w normalnym stanie ducha jest ich niewolnikiem i miota się między nimi bezwolnie. Morfina wyłączając działanie tych przykrych i pozostawiając, czy nawet potęgując te przyjemne, daj poczucie wolności, spełnienia. Przecież bodźce przyjemne to nagroda umysłu za działanie uważane przez niego za słuszne i właściwe. Mając w sobie tylko te przyjemne dostajemy dowód, że wszystko co robimy jest OK, że postępujemy najlepiej jak można w danym momencie. Stąd poczucie harmonii, doskonałości, zgodności z naturą.
          • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 09:01
            radi_7 napisał:

            (...)"Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzić to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jakiś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje (...)"

            Uświadamiam sobie, naturę tego świata, ale takiego stanu akceptacji jeszcze nie udało mi się osiągnąć, wciąż się miotam.
            Może nie rozumuję jak dziecko, nie chcąc przyjąć do świadomości istnienia zła lub za wszelką cenę żyć bajkami, gdzie dobro zawsze zwycięża, ale jeszcze mi daleko do pełnego zrozumienia rzeczy.
            Skłaniam się do filozofii sw. Augustyna, który pisał, że natura jest doskonała, dobra, a zło jest BRAKIEM, jest luką w tej doskonałości.

            Wątek Bitch jest o tyle wyjątkowy, że z każdego tutaj rozmówcy, wylazło to prawdziwe " Ja"...
            Tak mi się wydaje, w naiwności mojej;-)
            • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 09:35
              W kwestii prawdziwego "ja" wole wierzyc czynom niz slowom. Inaczej zawsze ulegniemy iluzji budowanej przez drugiego czlowieka. Spolecznej fasadzie, ktora potrafi byc skrajnie odmienna od gleboko ukrytego ja.
              • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:39
                sabat.77 napisał:

                > W kwestii prawdziwego "ja" wole wierzyc czynom niz slowom. Inaczej zawsze ulegn
                > iemy iluzji budowanej przez drugiego czlowieka. Spolecznej fasadzie, ktora potr
                > afi byc skrajnie odmienna od gleboko ukrytego ja.

                Społeczna fasada, czyli co, iluzja słowna tworzona przez polityków? Ładne życie na pokaz, a np.tu, na forum, co jest "społeczną fasadą"? Jak sprawdzisz te "czyny" w prawdziwym życiu???To co piszemy nie jest jednak z głębi trzewi?
                Nie zakładasz chyba,że jesteś niesprawiedliwie oceniany?

                Zamotałam chyba, bo nie zrozumiałam dobrze...
            • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 09:49
              mojemail3 napisała:
              > Skłaniam się do filozofii sw. Augustyna, który pisał, że natura jest doskonała,
              > dobra, a zło jest BRAKIEM, jest luką w tej doskonałości.
              Zło i dobro to kategorie subiektywne. Są konsekwencją istnienia Ego. To co jest dobre dla jednego Ego, może być złe dla drugiego. Dlatego pełna akceptacja jest możliwa dopiero gdy zniknie Ego. Czyli my sami :-). To kto ma wtedy akceptować? ;-P
              Dobra... mnie wystarczy ta akceptacja którą mam. Rozumienie, że konsekwencją mojego istnienia jest w równym stopniu radość i cierpienia. Że nie da się mieć tylko jednego (chyba że po morfinie ;-) ), że trzeba być czujnym i świadomym, szukać cały czas kompromisu, do końca mając wątpliwości.
              I żeby już całkowicie nie uciekać od tematu Bitch. To samo akceptuję i w miłości. I niebo, i piekło które daje. To że się rodzi, buduje, niszczy i kiedyś tam przemija, zostawiając w nas ślady których nigdy nie da się już usunąć. Taką miłość uważam za doskonałą. Nie taką która wypełni się według planu jaki sobie założymy, według oczekiwań jakie w sobie mamy. Ale taką dla której będziemy środkiem a nie celem. Która spełni się w nas według planu, zasad, stworzonych gdzieś poza nami. Dla której będziemy nie celem ale narzędziem. I jedyne czego pragnę, to by za każdym razem, co pewien czas uświadomić sobie jej doskonałość.
              • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:24
                radi_7 napisał:
                > Zło i dobro to kategorie subiektywne. Są konsekwencją istnienia Ego. To co jest
                > dobre dla jednego Ego, może być złe dla drugiego. Dlatego pełna akceptacja jes
                > t możliwa dopiero gdy zniknie Ego. Czyli my sami :-). To kto ma wtedy akceptowa
                > ć? ;

                Ja jako agnostyczka myślę o tym w kategoriach wiary/wiedzy jako pewności zasadności wiary, poprzez doświadczenie. Nie ma to według mnie nic wspólnego z Ego. Ego jest wrażeniem zmysłowym. Jest tym co czujemy w odpowiedzi na bodźce. Jest reakcją. Gdy wyłączymy wartościowanie, emocje, uczucia, ból, radość, pozostaje absolut. Nie ma zła/dobra, jest tylko doświadczanie i rozwój.

                Gdy staniemy się kłodą na rwącej rzece potrafiącą cieszyć się z podróży....
                • radi_7 Re: Love supreme 23.02.14, 11:01
                  zawle napisała:
                  > Ego jest wrażeniem zmysłowym.
                  Mhmm... no ja to obieram inaczej. Wszystko czym jesteśmy, przynajmniej w formie cielesnej, to tylko czasowa forma materii. Większość z tej materii przepływa przez nas nawet za trwania naszego życia. Komórki obumierają, rodzą się nowe itp. Ego to coś co stanowi o odrębności. Nie tylko chwilowej, materialnej, ale o też o tej rozciągniętej w czasie. Pomiędzy narodzinami i śmiercią. Duża część tej odrębności jest nieświadoma. A czy wrażenie zmysłowe może być nieświadome?
                  • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 12:00
                    radi_7 napisał:

                    > zawle napisała:
                    > > Ego jest wrażeniem zmysłowym.
                    > Mhmm... no ja to obieram inaczej. Wszystko czym jesteśmy, przynajmniej w formie
                    > cielesnej, to tylko czasowa forma materii. Większość z tej materii przepływa p
                    > rzez nas nawet za trwania naszego życia. Komórki obumierają, rodzą się nowe itp
                    > . Ego to coś co stanowi o odrębności. Nie tylko chwilowej, materialnej, ale o t
                    > eż o tej rozciągniętej w czasie. Pomiędzy narodzinami i śmiercią. Duża część t
                    > ej odrębności jest nieświadoma. A czy wrażenie zmysłowe może być nieświadome?

                    Dla mnie wrażenie odrębności jest świadomością. Najpierw jest niemożność oddzielenia siebie od zewnętrza ( cudze opinie, zdarzenia, emocje mieszają się tak, że nie potrafimy oddzielić och od siebie)- tak sądzę mają niemowlęta- co w bardziej świadomej formie pozostaje do końca życia. Potem jest świadomość własnej odrębności ( cudze opinie i zdarzenia nie mają na nas tak dużego wpływu potrafimy je oddzielić od siebie)- tak mają Ci co mają wyjebane;) Następny duzy etap to świadome rozpłynięcie się w absolucie, stanie się jego częścią, brak odrębności ( tak miałam po morfinie).
                    Wrażenie zmysłowe najczęściej są nieświadome. Dzieci trzeba uczyć że to co teraz czują to ból, co innego to smutek. Płaczą gdy są rozśmieszone, śmieją się gdy są przestraszone. Mają jeden worek. A dorosłych na terapiach się pyta: co czułeś, jak się z tym czułeś, opowiedz co się działo z twoim ciałem....
          • that.bitch.is.sick philos, eros, agape 23.02.14, 16:32
            radi_7 napisał:

            > Z niczym się nie rozprawiłem, po prostu zasygnalizowałem tylko swoje widzenie t
            > ego, o czym myślę że chciałaś pogadać :-).
            > Rzeczywistość jest jedna, niepodzielna. To tylko nasz umysł operuje pojęciami k
            > tóre dla potrzeb komunikacji zamieniamy w słowa. Nie da się ogarniać wszystkieg
            > o na raz, gadać o wszystkim na raz, no to musimy tą rzeczywistość szatkować na
            > kawałki które ogarniamy.
            > Oświecenia , przebudzenie czy jak to tam zwał.. mam na myśli to o czym mówią mi
            > stycy. Uświadomienie sobie natury świata którego jesteśmy częścią musi prowadzi
            > ć to jego pełnej akceptacji. Ta akceptacja to nie wybór umysłu ale konsekwencja
            > wiedzy jaką się dostaje na skutek rozwoju duchowego. Wiem że to brzmi jak jaki
            > ś slogan, ale uwierz mi coś takiego istnieje. Temat sam w sobie olbrzymi ale ni
            > e o to teraz chodzi. Chodzi o miłość jako skutek oświecenia, albo czasem wręcz
            > jako jego synonim, jak to niektórzy ujmują. Akceptacja wszystkiego co nas otacz
            > a, wszystkiego co nas spotyka, to też stan emocjonalny. Ale jako stan ducha moc
            > no się różni od tego co przynosi za sobą miłość między kobietą a mężczyzną. To
            > nie jest ta huśtawka od nieba do piekła, z którą zazwyczaj wiążę się ta drugą.
            > Można by powiedzieć że ta pierwsza, mistyczna, to przychylna obojętność, chocia
            > ż zestawienie tych dwu określeń wygląda trochę na sprzeczność. Ale słowa to tyl
            > ko słowa. Jakoś inne nie przyszły mi do głowy. Obojętność, bo tak naprawdę nic
            > od nas nie zależy, w tańcu życia jesteśmy tańcem a nie tancerzem. Przychylność,
            > bo główna siła sprawcza tego w czym uczestniczymy ma jednak w racjonalnym ujęc
            > iu charakter twórczy, dynamiczny, zgodny z naszą naturą. Jakże by inaczej skoro
            > jesteśmy częścią tej jednej, niepodzielnej, całości. Jeśli jesteśmy jedną z je
            > j emanacji.
            > Ta, druga miłość, w uproszczeniu stan emocjonalny wywołany zakochaniem, żeby og
            > raniczyć się do tego rodzaju, to jeden z mechanizmów działania tej głównej siły
            > sprawczej której jesteśmy narzędziami. Czyli życia, jakby nie definiować tego
            > pojęcia. I dlatego ta druga miłość ma jego siłę, siłę życia. Ma jego bogactwo.
            > Form, środków ...

            No cóż, całkowicie się nie zgadzam zarówno z twoją klasyfikacją pojęć, a już kompletnie kupy nie trzyma się twoje ujednolicanie pod hasłem miłość totalnej wielości form postaw a nawet wartości moralnych:) To nie klasyfikowanie pojęć to groch z kapustą.
            Po pierwsze nie zgadzam się twoim utożsamianiem oświecenia z pojęciem miłości, jeszcze mogę się zgodzić że w niektórych religiach w mistycyzmie dopuszcza się rozumienie pewnego doświadczenia absolutu (arche) jako źródła czegoś w rodzaju akceptacji, na jakiej podstawie to utożsamiasz z miłością? która u większości kulturowo nam bliskich mistyków jest drogą do celu, bądź w monizmie tantrycznym erotyka, zespolenie seksualne (które jednak w ramach tamtej kultury nijak się ma do pojęcia miłości w wymiarze zachodnim z elementami agape) jest ścieżką do jakiejś formy kundalini,mocy duchowej energii jedności. Co do oświecenia "tak zwanego" to jeśli chodzi o mistycyzm to zarówno dao, ein soft, łaska boża, kundalini to różniące się doświadczenia/cele, a droga do nich to wiedzie przez zupełnie odmienne stopnie wtajemniczenia - nie znoszę tego typowego dla zachodnich interpretatorów wrzucania wszystkich systemów filozoficznych, religii z różnych kultur do jednego wora, oznaczania go nazwą mistycyzm i dopisywania dowolnych znaczeń. Na przykład w buddyzmie tantrycznym miłość to totalne unikanie wszelkiego przywiązania, u mistyków chrześcijańskich miłość boża i żarliwe emocjonalne przywiązanie jest kluczowe, gnoza zaś definiuje miłość przy zupełnej rezygnacji z cielesności gdzie tu tantra, gdzie tu jednakowość znaczenia słowa "oświecenie"?
            Może skończmy z tymi religiami bo to nas nie doprowadzi donikąd, skąd ci przyszło do głowy by od mistycyzmu zacząć definiowanie miłości?
            I najgorsze jest to że zaangażowanie emocjonalne między kobietą i mężczyzną, gdzie dopuszczasz dowolność form (tu rozumiem przemoc też?) również oznaczasz pojęciem miłość.
            Najpierw trzeba rozróżnić doświadczenie bycia kochanym, od odczuwania miłości i wszystko się wyjaśni.
            Ponadto nie możesz ignorować faktu że miłość czy odnosi się do relacji między ludźmi czy do kwestii relacji względem absolutu to nie przyjmuje ona dowolnych form, gdyż sprzeczne wartości pod tym samym pojęciem to aberracja o czym pisałam wcześniej i jest ona wiązana z wartościami pozytywnymi a nie negatywnymi i to zasadnicza różnica, więc nie możesz tu poprzestawać na stwierdzeniu że to mnogość form i znaczeń. Miłość ma wydźwięk pozytywny to jest wspólne dla wszystkich kultur, jedynie zupełnie inne znaczenie pozytywność ma w różnych kulturach. W naszej kulturze w rozumieniu uniwersalnym to miłość niestety/stety łączy się pewnymi zasadami moralnymi rozumianymi jako cnoty, a fakt iż jej wymiar międzyludzki (agape) jest zasadniczy i uniwersalny, łączy się z takimi samymi wartościami (naśladuje) caritas (czyli miłość boga do człowieka) rozumie samo przez się iż każda forma oświecenia uzyskana w obrębie religii chrześcijańskiej musi odnosić się do miłości w wymiarze międzyludzkim. I to jest to samo.
            W kontekście tego o czym pisałeś potem, a z czym wiele osób na forum ma problem (tj. widzą sprzeczność pomiędzy tą doniosłością moralną miłości a jej erotycznym charakterem, trudność w jej połączeniu) polecam podział greków którzy nie mieli takich dylematów. Mamy u Greków philos, eros i agape - ładnie rozdzielone pojęcia żęby nie było problemu. Z tym że to wszystko jest rozumiane tak iż te trzy wymiary mogą występować rozłącznie ale też nie ma między nimi sprzeczności, mogą występować w dowolnych konfiguracjach. Dlatego twoje stwierdzenie iż jedno rozumienie pojęcia miłość się do drugiego nie odnosi to tak nie do końca mnie przekonuje. A pojęcia trzeba właściwie klasyfikować i precyzyjnie.

            Freedom's just another word for nothing left to lose
            Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
            • radi_7 Re: philos, eros, agape 23.02.14, 18:09
              Noo... ja próbowałem odpowiedzieć na konkretne pytanie które zadałaś w pierwszym poście tego wątku. Możesz sprawdzić jak brzmiało. Ale o co Tobie teraz chodzi?
              Jakby co, to moje wyżej możesz traktować jako pytanie retoryczne. ;-)
    • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 22:34
      hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko, albo jej się Jezus Chrystus objawił, albo naprawdę jest chora bo bredzi jak w malignie.
      Najlepszy tekst imo, że wyniosłaby Kitty z pożaru :D
      no zeszłam.
          • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 22.02.14, 23:13
            burzowa.kejt napisała:

            >
            > > Zaznaczyła że nie codziennie.
            >
            > a tak.
            > ale w pozostałe dni kocha ją :D
            > love actually :D
            > love supreme:D

            Nie wiem na ile serio jest ta rozmowa ale dziwię się. A ty byś człowiekowi którego nie lubisz w realu, nie mówiąc o forumowych animozjach pozwoliła spłonąć?
            To wszystko w porządku pod kopułką? Wesołe towarzystwo, te przyjaciółeczki zawle i kitty.
            A jak kogoś z forum nie lubicie wyjątkowo to co robicie? Dusicie mu psa czy podpalacie chałupę? Jeśli mieszka tam gdzie się da na miotle dolecieć.
            • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 23:34
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Nie wiem na ile serio jest ta rozmowa ale dziwię się. A ty byś człowiekowi któr
              > ego nie lubisz w realu, nie mówiąc o forumowych animozjach pozwoliła spłonąć?

              nie wiem, nie miałam okazji sprawdzić.
              ale myślę że wiele jest osób, którym dałabym splonąć bez jednego mrugnięcia.Mam spleśniałe serce po prostu i niektórych osobiście mogłabym posadzić na stosie.

              > Wesołe towarzystwo, te przyjaciółeczki zawle i kitty.
              widać że bardzo cię to boli.

              > A jak kogoś z forum nie lubicie wyjątkowo to co robicie? Dusicie mu psa czy pod
              > palacie chałupę?

              nic nie robimy.olewamy.
              • that.bitch.is.sick Re: Love supreme 23.02.14, 16:37
                burzowa.kejt napisała:


                >
                > nie wiem, nie miałam okazji sprawdzić.
                > ale myślę że wiele jest osób, którym dałabym splonąć bez jednego mrugnięcia.Mam
                > spleśniałe serce po prostu i niektórych osobiście mogłabym posadzić na stosie.

                Nie wiem czy to spleśniałe serce czy brak pomyślunku, gdyż serce nie podejmuje decyzji, tylko rozum. Trzeba wziąć odpowiedzialność z tego kto wyciąga wnioski, rozważa za i przeciw. Czym jest bezmyślna przemoc? Bezmyślnym poddawaniem się negatywnym emocjom. A to kwestia wyboru.
                >
                .
      • hello-kitty2 Re: Love supreme 22.02.14, 22:58
        burzowa.kejt napisała:

        > hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko,

        Aproppo zielska to slyszeliscie jakim rozpasaniem pojechali w Urugwaju, potem na polnocy w dwoch stanach bodajze Colorado i Washington? Zielsko mozna na sprzedaz hodowac :) Malo tego cos sie posunelo do przodu w temacie w Portugalii. Moze Rekreativia cos slyszala? Holandia az sie zawstydzila i te 30.000 nielegalnych szkolek konopii beda chyba legalizowac. Moze to bylby biznes dla mnie? :-) Swoja droga Wont do Czech blizej nie masz?
        • burzowa.kejt Re: Love supreme 22.02.14, 23:07
          hello-kitty2 napisała:
          > Aproppo zielska to slyszeliscie jakim rozpasaniem pojechali w Urugwaju, potem n
          > a polnocy w dwoch stanach bodajze Colorado i Washington? Zielsko mozna na sprze
          > daz hodowac :)

          hodować nie, ale w Kolorado od początku tego roku można legalnie kupić.
        • wont Re: Love supreme 23.02.14, 16:08
          hello-kitty2 napisała:
          Sw
          > oja droga Wont do Czech blizej nie masz?
          -------------
          "Swoją drogą" a'propos w odniesieniu do czego? Bo się już zgubiłem w tym wątku i drzewku... Rozmawiasz ze mną czy sabatem? Wbrew pozorom nie mieszkamy razem - Sabat mieszka zdaje się na Śląsku, ja w Wawie. I psy mamy nie takie same.

          PS. Już nie palę, ja to teraz taki bardziej święty jestem. No chyba, że ktoś poczęstuje.
          • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 16:35
            wont napisał:

            > hello-kitty2 napisała:
            > Sw
            > > oja droga Wont do Czech blizej nie masz?
            > -------------
            > "Swoją drogą" a'propos w odniesieniu do czego? Bo się już zgubiłem w tym wątku
            > i drzewku... Rozmawiasz ze mną czy sabatem? Wbrew pozorom nie mieszkamy razem -
            > Sabat mieszka zdaje się na Śląsku, ja w Wawie. I psy mamy nie takie same.
            >
            > PS. Już nie palę, ja to teraz taki bardziej święty jestem. No chyba, że ktoś po
            > częstuje.

            No przeciez post byl o zielsku. Chyba blednie rozumuje, ze jak z kims o czyms rozmawialam to on o tym pamieta. Jak piszesz za dwoch to rzeczywiscie moze Ci sie pieprzyc :-) Albo moze nie wiesz, ze w Czechach kupisz marihuane na legalu. Kiedys pytales czy w Rosendaal idzie cos zajarac na przyjezdnego. Wg google maps masz prawie polowe drogi np do Pragi.
            • wont Re: Love supreme 23.02.14, 16:48
              W Roosendaal to już się nie dało nic zapalić kilka lat temu, trzeba było jeździć do Bredy. A słuchy mnie dochodziły, że teraz to w ogóle w całej Holandii obcokrajowcy nie mogą korzystać z kofiszopów. Z tym "legalem" w Czechach to chyba nie jest tak 100 procent - zdaje się, że doniesienia medialne jakoby tam była już taka wolność to chyba mylne są. W każdym razie, ani takim fanem trawki ani takim legalistą nie jestem, żeby jechać pół Polski do Czech. A do Holandii wpadałem, bo miałem blisko z Belgii.
              • hello-kitty2 Re: Love supreme 23.02.14, 17:21
                wont napisał:

                W każdym razie, ani takim fanem trawki ani ta
                > kim legalistą nie jestem, żeby jechać pół Polski do Czech. A do Holandii wpadał
                > em, bo miałem blisko z Belgii.

                Nie jestes fanem trawki? Ooo, a ja myslalam, ze piszesz do mnie jak fan do fana. Chyba Ci dopisalam entuzjazmu, ktory Ci teraz jakby oklapl ;)


      • sabat.77 Re: Love supreme 23.02.14, 00:39
        burzowa.kejt napisała:

        > hmmm...wygląda że suka pali jakieś zielsko, albo jej się Jezus Chrystus objawił
        > , albo naprawdę jest chora bo bredzi jak w malignie.
        > Najlepszy tekst imo, że wyniosłaby Kitty z pożaru :D
        > no zeszłam.

        Nie ma to jak dokopać "suce" pod nowo założonym nickiem. Można się poczuć takim bezkarnym i odważnym, co nie ? Wstydź się.
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:14
            rekreativa napisała:
            > To zawle?

            Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworzyć żadnego swojego nowego alter ego.
          • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 08:14
            rekreativa napisała:
            > To zawle?

            Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworzyć żadnego swojego nowego alter ego żeby z chamem po chamsku
            • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 09:38
              zawle napisała:

              > rekreativa napisała:
              > > To zawle?
              >
              > Dzięki rekreativa, jestem na tyle chamska i z tym pogodzona, ze nie muszę tworz
              > yć żadnego swojego nowego alter ego żeby z chamem po chamsku


              Ponieważ darzę cię zawle dużą sympatią to pewnie nawet gdybyś to była ty to zrzuciłabym to na karb jakiejś chwilowej słabości, ze wzgledu na moją słabość do ciebie)) na pytanie rekreativy: czy to ty zawle? od razu uznałam może niesprawiedliwie ze to kitty- ale kitty jest manipulantka i sama dobrze wie o tym choć bitch oczywiście to ta sama szkoła jazdy. Myślę ze dziewczyny jakby się dogadały to byłyby dobrymi koleżankami.
              No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was
              • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:25
                bgz0702 napisała:

                (...)"No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujmować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to żeby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was(...)"

                Niesamowite, taki scenariusz i podział na role nie przyszedł by mi nawet do głowy...
                Nie wydaje mi się,aby Bitch miała potrzebę uciekac do roli ofiary aby zaistnieć;-)
                Niebywałe, są jednak rzeczy na świecie, które się fizjologom nie śniły...

                No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywale...
                • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:29
                  mojemail3 napisała:
                  > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywal
                  > e...

                  www.filmweb.pl/film/uwantme2killhim-2013-626115
                  Tyle szuflad...ale zawsze to lepsze niż bałagan;)
                  • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:41
                    zawle napisała:

                    > mojemail3 napisała:
                    > > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają ni
                    > ebywal
                    > > e...
                    >
                    > www.filmweb.pl/film/uwantme2killhim-2013-626115
                    > Tyle szuflad...ale zawsze to lepsze niż bałagan;)

                    Zdanie zrozumiałam, ale co z linka filmowego ma wynikać niestety nie...Idę sobie drugą kawę zrobić, miałam ciężką przeprawę rodzinną w sobotę...
                      • mojemail3 Re: Love supreme 23.02.14, 10:55
                        zawle napisała:

                        > Że nie tylko kobiety mają popieprzone pod sufitem:))) Ja też na kawkę....twoje
                        > zdrówko:)) Ja zaraz mykam do pracy....

                        Ale przecież nie napisałam,że mam męski umysł( co mi się zarzuca, lub rzuca jako komplement;-) tylko nieskomplikowany...
                        O, panowie też potrafią bez logiki i sensu gadać, a jakże;-)

                        A słowociągi i słowotoki erudytów zawsze mnie zadziwiały i wpędzały w kompleksy...

                • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 10:45
                  mojemail3 napisała:

                  > bgz0702 napisała:
                  >
                  > (...)"No a ze bitch jest nie mniej inteligntna od kitty, wiec nie można jej ujm
                  > ować i należy takze założyc że to mogą być jej teksty pod nowym nickiem po to ż
                  > eby zaistnieć w roli ofiary i zdyskredytować któraś z was(...)"
                  >
                  > Niesamowite, taki scenariusz i podział na role nie przyszedł by mi nawet do gło
                  > wy...
                  > Nie wydaje mi się,aby Bitch miała potrzebę uciekac do roli ofiary aby zaistnie
                  > ć;-)
                  > Niebywałe, są jednak rzeczy na świecie, które się fizjologom nie śniły...
                  >
                  > No i jednak prosty mam umysł, jak cep, babskie intrygi mnie zadziwiają niebywal
                  > e...

                  to nic skomplikowanego- nic nad czym trzeba dumać zacięcie i do czego potrzebny jest umysł bardzo skomplikowany, ja sama jestem prosta jak cep i lubię wszystko co proste i jasne a jednak nie są to akcje których nie mozna założyc na tym szczeblu relacji jakie łączą i dzielą dziewczyny to proste jak ciąg dalszy zagrywki między nimi. Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to manipulacja dla czyjejś korzyści
                  • zawle Re: Love supreme 23.02.14, 10:51
                    bgz0702 napisała: Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to manipu
                    > lacja dla czyjejś korzyści

                    Ale jakie korzyści? Bo nie widzę.
                    • bgz0702 Re: Love supreme 23.02.14, 10:56
                      zawle napisała:

                      > bgz0702 napisała: Ktoś to przecież napisał i nie sabat jeden wyczuł że to mani
                      > pu
                      > > lacja dla czyjejś korzyści
                      >
                      > Ale jakie korzyści? Bo nie widzę.

                      ośmieszanie suki to mało przyjazna postawa ktoś chciał coś ugrać i na tym zyskać