czarownica_natalia
09.06.14, 12:30
Chyba muszę zacząć od tego że pewnie jestem niemądrą kobietą. Potrafię przełknąć, że mój mąż się masturbuje albo ogląda gołe baby w necie. Ale nie mogę znieść jak łazi na striptiz z kolegami, albo chwali mi się jaki to 'jurny jest' bo laski na niego lecą w dyskotece, gdzie sobie potańczył do rana.
Najpierw płakałam. Potem postanowiłam wzniecić w nim zazdrość. A teraz.. ja też chcę się zabawić. Dlaczego tylko on może? Striptiz oczywiście mnie nie interesuje. Co najwyżej mnie śmieszy. Ja uwielbiam być adorowana. Uwielbiam spotkania, kolacje, atmosferę tajemniczości, kocham tańczyć i dostawać kwiaty. Przecież to chyba nie zdrada?? (sko striptiz i laski z dyskoteki nie są..?)
Nie chcę czuć się odrzucona, niekochana, nieatrakcyjna. Mój mąż jest durny. Jak woli gapić się na cudze cycki, zamiast na moje to jego strata. Chętni na pewno się znajdą.
Tylko jedno, jesteśmy małżeństwem, mamy dzieci, razem pracujemy. On jest ważny dla nich. Jest także ważny dla mnie. Czy to nie zrujnuje naszej relacji? Jeśli i ja zacznę to wszystko olewać? Oczywiście powiedziałam mu o moim planie i się wkurzył. Ja nie chcę tracić stabilizacji, nie chcę się przeprowadzać, dzielić koszul, tłumaczyć dzieciom gdzie jest tata. Nasze życia są tak mocno splecione, że nie możemy - przynajmniej teraz - się rozstać. Zresztą żadne z nas nie chce. Po prostu on nie jest skłonny do żadnych starań, żadnych rezygnacji ze swoich potrzeb.
A, pewnie ktoś z Was powie że pewnie jestem wredną żoną bo mu nie daję. Ale u nas jest dokładnie jak w kawale. Psychoanalitym pyta żonę: jak często się kochacie? Ona: Nieustannie. 3 razy w tygodniu.
Psychoanalitym pyta męża: jak często się kochacie? On: Prawie nigdy. 3 razy w tygodniu.
Macie podobne doświadczenia? Co sądzicie? Szczególnie liczę na męski punkt widzenia..