Dodaj do ulubionych

Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie...

29.07.14, 00:25
Jesteśmy razem od 3 lat, a od 2 małżeństwem. Ja 26, mąż 27 lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Oboje pracujemy, dobrze zarabiamy, mamy dom i ogólnie jesteśmy szczęśliwi. W codziennym życiu pełne zrozumienie, sporadyczne kłótnie o pierdoły etc. Kochamy się.

W łóżku od początku bywało różnie, ale mąż nadrabiał w innych dziedzinach życia. Sądziłam, że się rozkręci, że nauczy się mnie i będzie lepiej. Byłam jego drugą partnerką i nie do końca wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Ja za to mam za sobą wiele związków i romansów pełnych pożądania i seksu wszędzie i o każdej porze. Mam dużo większe potrzeby niż mąż. Na początku starał się bardzo, był na każde moje "zawołanie", ale z czasem było coraz gorzej. Mąż zaczął mieć kłopoty z potencją, w środku gry wstępnej lub tuż po tym, jak zaczęliśmy seks - opadał mu. Dla niego to było wstydliwe, a dla mnie stało się frustrujące. Początkowo byłam bardzo wyrozumiała i starałam się rozkręcić go ponownie, ale nie było już szans. Mąż wtedy też przestawał się reflektować, żeby chociaż mi sprawić przyjemność. Z tego powodu też zaczęłam odmawiać seksu i zauważyłam, że to trochę pomogło, bo jeśli kochaliśmy się rzadziej, problem z potencją znikał. Niestety na jego miejsce wkraczał wtedy przedwczesny wytrysk. Z dwojga złego wolałam to drugie, bo przecież mógł dokończyć inaczej. Niestety po swoim orgaźmie zapominał o mnie i nie dawał mi przyjemności. Zazwyczaj kończyło się na przeprosinach i... Chrapaniu zaraz po. Z tego powodu zaczęłam odmawiać seksu i odtrącać go. Próbowałam wiele razy rozmawiać, tłumaczyć, ale nic to nie dawało. Zazwyczaj kończyło się na jego przyjemności, a ja, niezaspokojona, ze łzami w oczach zasypiałam. Dlatego też coraz częściej unikałam seksu. Wszystko zaczęło się odbijać na relacjach pozałóżkowych. Chodziłam poddenerwowana, a on - M., nie rozumiał dlaczego...

Aktualnie uprawiamy seks tylko raz na miesiąc, ale co 2x kończy się klapą. Zdarza się, że wszystko się udaje, dlatego ciągle mam nadzieję na poprawę, ale niestety od ponad roku jej nie widać. Muszę zaspokajać się sama, chociaż mam obok siebie mężczyznę, który naprawdę mnie kręci. To wszystko sprowadza się do tego, że coraz częściej myślę o rozstaniu albo kochanku, ale wiem, że i tak do tego nie dojdzie, bo wciąż kocham M.

Czy taką sytuację da się jeszcze uratować? Mąż nie chce słyszeć o seksuologu... A ja zaczęłam być sfrustrowana i dusić się w tym małżeństwie...
Obserwuj wątek
    • marek.zak1 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 09:36
      Jak mysli o i patrzy, co u Cebie,, nic z tego nie wychodzi, bo od myślenia opada. Jak nie myśli - tzw ,,przedwczesny wytrysk". Czy jest rozwiązanie?
      Im wiecej seksu tym przedwczesny wytrysk mniej prawdopodobny. Pójscie w kierunku rzadkiego seksu bedzie tym owocowało. Nawet jak jest szybki wytrysk, to po kolejnych dniach jest coraz jednak dłuższy.
      Chcesz, co jest zrozumiałe, żeby w łóżku było, jak ty chcesz i wszystko się sypie. Z tego stresu i zapetlenia wyjscie jest coraz trudniejsze.
      • sabat.77 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 09:57
        Ona go zdominowala i chce orgazmu, wiec on sie wycofal i wali konia przy porno. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo on nie ma zasobow i jest ulegly, wiec pewnie ona go wkrotce zdradzi i pojdzie sobie na dziwki, bo jako samiec w zwiazku nie ma innej opcji. Wniosek - rzuc go, zacznij stosowac PUA, albo nie dawaj soba pomiatac przemocowcowi dziewczyno.
        • wont Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 11:38
          Kontynuując dobre rady cioci Ady - zróbcie sobie dziecko, na pewno się poprawi. Na trzy lata. A potem się rozwiedziesz albo znajdziesz sobie kochanka.
          • jesod Dobre rady 29.07.14, 12:03
            wont napisał:
            > Kontynuując dobre rady cioci Ady - zróbcie sobie dziecko,

            Ta ciocia Ada to lekko(?) trącona chyba jest...?
            No, ale może zmieniła płeć i ... poprzedniej zdecydowanie powiedziała: wont.
          • sabat.77 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 12:05
            Zrobcie sobie dziecko, to przestanie ci zalezec na seksie :)
          • druginudziarz Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 31.07.14, 12:45
            wont napisał:

            > Kontynuując dobre rady cioci Ady - zróbcie sobie dziecko, na pewno się poprawi.
            > Na trzy lata.

            E, to lepiej kredyt na mieszkanie wziąć wtedy poprawi się na 25 lat ;)
      • druginudziarz Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 31.07.14, 12:48
        marek.zak1 napisał:

        > Jak mysli o i patrzy, co u Cebie,, nic z tego nie wychodzi, bo od myślenia opad
        > a. Jak nie myśli - tzw ,,przedwczesny wytrysk". Czy jest rozwiązanie?
        > Im wiecej seksu tym przedwczesny wytrysk mniej prawdopodobny.

        To nie jest takie oczywiste.
        Przedwczesny wytrysk ma podłoże lękowe, "leczy się" go antydepresantami, które działają również przeciwlękowo, np. fluoksetyną (prozak).
        • marek.zak1 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 31.07.14, 13:01
          druginudziarz napisał:

          > marek.zak1 napisał:
          >
          > > Jak mysli o i patrzy, co u Cebie,, nic z tego nie wychodzi, bo od myśleni
          > a opad
          > > a. Jak nie myśli - tzw ,,przedwczesny wytrysk". Czy jest rozwiązanie?
          > > Im wiecej seksu tym przedwczesny wytrysk mniej prawdopodobny.
          >
          > To nie jest takie oczywiste. Przedwczesny wytrysk ma podłoże lękowe, "leczy się" go antydepresantami, które działają również przeciwlękowo, np. fluoksetyną (prozak).

          Lekowe? Od leku to jest brak wzwodu. A ja myslalem że PW jest zwiazany z niemoznoscią / nieumiejetnoscią / brakiem checi pohamowania rosęacego podniecenia.
          • druginudziarz Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 23.08.14, 15:24
            marek.zak1 napisał:

            > > To nie jest takie oczywiste. Przedwczesny wytrysk ma podłoże lękowe, "lec
            > zy się" go antydepresantami, które działają również przeciwlękowo, np. fluokset
            > yną (prozak).
            >
            > Lekowe? Od leku to jest brak wzwodu. A ja myslalem że PW jest zwiazany z niemoz
            > noscią / nieumiejetnoscią / brakiem checi pohamowania rosęacego podniecenia.

            Powtórzę: przedwczesny wytrysk leczy się m.in. antydepresantami mającymy działanie przeciwlekowe (np. fluoksetyna). Leczy się też (lub "leczy") oczywiście innymi sposobami, np. lydokainą, psychoterapią.
            "Pohamowywanie rosnącego podniecenia" znane z filmów czy dowcipów (np. wyobraź sobie coś okropnego) jest tyle skuteczne co chusteczka higieniczna na grypę.
    • zyg_zyg_zyg Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 13:21
      A o tym, że się dusisz i miewasz myśli o rozstaniu, mąż wie? Czy on ma ciągle taką wizję waszego związku, jaką opisałaś poniższymi słowami?

      >ogólnie jesteśmy szczęśliwi. W codziennym życiu pełne zrozumienie, sporadyczne kłótnie
      > o pierdoły etc. Kochamy się.

      Wychodzi na to, że dawanie mu do zrozumienia, że jest Ci źle, przy pomocy płakania w poduszkę i odmawiania seksu, jest nieskuteczne. Może zwyczajnie nie umiesz wyrażać złości, nie umiesz komunikować swoich potrzeb i podtrzymujesz iluzję, że wszystko jest w porządku?

      Inna wersja może być taka, że on widzi, że coś nie gra, ale nie ma żadnej szczególnej motywacji, żeby zmienić cokolwiek w Waszym seksualnym życiu, bo jemu jest całkiem dobrze. A Ty nie masz żadnej karty przetargowej, żeby go do tego skłonić. Bo Twoje myśli o rozstaniu są tylko fantazjami, które maja przynieść Ci ulgę (i tak do tego nie dojdzie, bo przecież go kochasz - a może za bardzo boisz się po prostu), a o których on najpewniej nie ma zielonego pojęcia. Możesz trwać w takim układzie miesiącami albo latami.

      To, co możesz zrobić, to oddać mu stery w ręce. Powiedzieć, że to od niego oczekujesz rozwiązania problemów z przedwczesnym wytryskiem i że to od niego również zależy być albo nie być Waszego małżeństwa. Że czasem myślisz o rozstaniu. Bez szantażowania i mszczenia się za niezaspokojenie, ale na spokojnie i z troską o Was. Może to spowoduje wytrącenie Waszego związku ze stanu chorej równowagi i może to przechyli szalę na którąś ze stron - albo ku wspólnemu działaniu, żeby poprawić Wasze małżeństwo, albo - gdy okaże się, że on ma gdzieś działanie - ku Twojemu przechodzeniu od fantazji o rozstaniu do decyzji o niej.
    • triss_merigold6 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 14:03
      Obstawiam, że jeszcze tak z rok pomyślisz i w kolejne lato znajdziesz sobie kochanka. a potem małżeństwo samo się rozpadnie.
    • mojemail3 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 16:00
      ktosiek48 napisała:

      "(...)Czy taką sytuację da się jeszcze uratować? Mąż nie chce słyszeć o seksuologu... A ja zaczęłam być sfrustrowana i dusić się w tym małżeństwie..."

      Szkoda,że większość poważnie myśli dopiero o rozwodzie, a niepoważnie o małżeństwie...
      Małżeństwo przecież nie rozwiązuje problemów seksualnych, ono je nasila, ale pocieszające jest to,że często po ponad 10 latach życie seksualne pary stabilizuje się i może być bardziej satysfakcjonujące niż na poczatku.
      No ale do tego czasu małżeństwa często się rozpadają, więc nie mają okazji tego modelu przetestować...
      Mąż nie chce słyszeć o seksuologu, bo sama nazwa tego specjalisty nasuwa problematyczne dla niego skojarzenia.Myślę,że doskonale wie, że jest problem, ale woli chować głowę w piasek. Twoja roszczeniowa postawa sprawia,że seks staje się dla niego zadaniowy i tym bardziej się wycofa, miejmy nadzieję,że nie w kochankę ( dla potwierdzenia męskości) czy w wirtualny seks różnego typu.
      Co do potrzeb, w trakcie trwania związku to są zmienne u każdego partnera( no chyba,że ktoś kompulsywnie uprawia seks) ale mam wrażenie,że to jest rodzaj złudzenia, o ile nie spotka się zdrowy chętny osobnik i osoba np.aseksualna. Te potrzeby da się zgrać, naprawdę,wprawa czyni mistrza.
      Jeśli on Cię przeprasza za nieudany seks, no to już równia pochyła jest, w Tobie nie ma bliskiej osoby, tylko kobietę, przy której czuje się jak śmieć, tak myślę.
      Nie chodzi o to,żebyś była jego terapeutką, też możesz czuć się odrzucona i skrzywdzona,ale może jednak nie oddalajcie się od siebie we wzajemnych pretensjach i niespełnieniach.
      Seksuolog by się przydał, ale może jeszcze lepiej terapia par, jeśli naprawdę zależy Ci na tym związku.
      Co do przedwczesnego wytrysku, Marek ma rację, im rzadziej ten seks uprawiacie, tym częściej będzie się zdarzał.
      A jednego nie rozumiem, nie można w dzisiejszych czasach mieć czasem beznadziejnego seksu? Czy to jakieś mistrzostwa są, nagrywane kamerą czy jak? Zawsze muszą być fajerwerki ??? Czasem lepiej, czasem gorzej,ważne żeby bliskości nie tracić,lepszy kiepski czasem seks z ukochanym partnerem niż perfekcyjna masturbacja.
      Ta presja na orgazm zawsze i wszędzie jest denerwująca.
      Ale to tylko moje skromne zdanie.
      Pozdrawiam.
      • zyg_zyg_zyg Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 16:15
        > A jednego nie rozumiem, nie można w dzisiejszych czasach mieć czasem beznadziej
        > nego seksu? Czy to jakieś mistrzostwa są, nagrywane kamerą czy jak? Zawsze musz
        > ą być fajerwerki ??? Czasem lepiej, czasem gorzej,ważne żeby bliskości nie trac
        > ić,lepszy kiepski czasem seks z ukochanym partnerem niż perfekcyjna masturbacja

        Co innego mieć czasem beznadziejny seks, a co innego mieć seks tylko czasem i to w dodatku beznadziejny :-)
        • sabat.77 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 16:39
          Ale - lepiej miec tylko czasem seks i to beznadziejny, niz nie miec go wcale...
          • rekreativa Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 18:38
            A to niby dlaczego?
            Ja wolę nie mieć wcale niż mieć byle co.
            • sabat.77 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 19:30
              Bo wolisz czekolade od wyrobu czekoladopodobnego, a ja wole czasem suchy chleb niz calkowity glod. Calkiem zrozumiale, jako ze dla babki seks to fajna opcja a dla faceta potezny imperatyw.
              • urquhart Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 29.07.14, 21:52
                sabat.77 napisał:

                > Bo wolisz czekolade od wyrobu czekoladopodobnego, a ja wole czasem suchy chleb
                > niz calkowity glod. Calkiem zrozumiale, jako ze dla babki seks to fajna opcja a
                > dla faceta potezny imperatyw.

                To nietrafne porównanie, bo wyborem jest nie nic a własna ręka i świat fantazji i to jest lepsze niż seks z osobą która jest odpychająca lub budząca obrzydzenie dla obu płci (przestańcie o tej tzw "żywej kobiecie" )
                Natomiast dla kobiet seks jako element poczucia bycia szczęśliwym ciekawe że w badaniach poczucia szczęścia wychodzi podobnie jak u mężczyzn co obala stereotyp (dopóki nie wpadną w narkotyk instynktu macierzyńskiego)
                >>>
                czasopisma.viamedica.pl/sp/article/view/33536/24579
                • kag73 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 30.07.14, 20:42
                  Ktosiek, a moze on by tak viagre raz zazyl, ciekawe co by wtedy bylo. Nawet jakby za szybko skonczyl, za chwile moglby znowu.
                  Warto przetestowac.
    • torado Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 01.08.14, 12:04
      ktosiek48 napisała:

      > Czy taką sytuację da się jeszcze uratować? Mąż nie chce słyszeć o seksuologu...
      > A ja zaczęłam być sfrustrowana i dusić się w tym małżeństwie...

      a powiedziałaś mu o swoich odczuciach. Bo skoro tworzycie udany związek w innych sferach to warto popracować i nad tą. On nie chce iść do seksuologa, bo może wydaje mu się to wstydliwe, takie "niemęskie", może trudno mu przyznać się, że ma problem ze wzwodem itp...ale jakbyś przedstawiła to właśnie tak, jak tu na forum, że problemy z seksem przekładają się na Twoje złe samopoczucie, frustrację i że Tobie chodzi o to, żeby czuć się dobrze w związku, że go kochasz i że zależy Ci na nim, ale że coraz gorzej się czujesz ze względu na ten nieudany seks....Tak pogadać bez tonu oskarżenia w głosie....może to go przekona by udać się po pomoc do seksuologa, a może sam spróbuje się zachowywać inaczej, dbać też o Ciebie w trakcie seksu...
    • inez1188 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 02.08.14, 11:07
      Jakbym o sobie czytała :) Też mam 27 lat, sytuacja kropka w kropkę identyczna, z tym że ja wzięłam sprawy w swoje ręce i zadowalam się sama. Filmów porno w necie do wyboru do koloru, do tego zainwestować w dobrej jakości wibrator i jazda ;) Etap płakania w poduszkę mam już chwała Panu za sobą, więc wiem, jakie to uczucie. Trzeba trochę zmienić podejście i sposób myślenia, ale można się przestawić na samozaspokajanie i mieć z tego frajdę.
      • prosty_facet Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 16.08.14, 21:58
        inez1188 napisał(a):

        > można się przest
        > awić na samozaspokajanie i mieć z tego frajdę.

        Otóż to.
      • cronos_pl Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 22.08.14, 13:52
        proponuje wyslac menza do sexuologa - pomoze :-) ... tez mialem z tym problem ... teraz i zona ma dosc bo stoi mi na okraglo i kochanke mam .. jak chcesz mozemy sie spotykac czasami dam rade ... :-) tylko nie wierz w te durne reklamy o Permanie czy co tam sprzedaja na te podniesienie konaru - to nie działa !!!!
        • jesod Uschnięty konar 22.08.14, 14:38
          cronos_pl napisał:
          > tylko nie wierz w te durne reklamy o P
          > ermanie czy co tam sprzedaja na te podniesienie konaru - to nie działa !!!!

          Aś Ty niekumaty.... Nie wiesz, że do tego trzeba sobie przynajmniej jeszcze namiot kupić...?
    • anais_nin666 Re: Zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie... 31.08.14, 12:19
      Ktosiek. Jesteś wysokolibidową kobietą. Masz energię seksualną, potrzeby i doświadczenie. Mąż nie. Swoją seksualnością prawdopodobnie zdominowałaś męża, który przestał zdobywać, przestał czuć, że ma inicjatywę, że jest facetem, co wpłynęło na to, że chciał coraz mniej, bo czuł, że niewiele zależy od niego. Jego męskość leżała i kwiczała. Może poczuł się wykastrowany emocjonalnie Twoją seksualnością. Różnice w chceniu, w intensywności mogą prowadzić do ogromnych problemów.
      Unikanie seksuologa jest złe. Własnie on mógłby jakoś pomóc. To, że Ty teraz będziesz chciała mniej niekoniecznie na długo Wam wystarczy. Jesteś otwarta, potrzebująca, dla niego, dla Waszego lepszego współżycia na jakiś czas swoje libido schowasz do kieszeni, ale ile czasu dasz radę oszukiwać naturę?
      Lekarza Wam trzeba...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka