Dodaj do ulubionych

Trudna miłość

04.09.04, 09:09
Czasami się zastanawiam nad tym jak trudno jest kochać w stałym związku, gdy
codzienność już dawno zagrzebała resztki emocji, świeżości i romantyzmu. Gdy
się trzeba zmagać z tyloma problemami i decydować na zbyt wiele kompromisów.
I wtedy przychodzi pytanie - wściekłość - po co ją w ogóle poznałem,
pokochałem. Potem to mija, odchodzi, ale powróci znów.
Marcin
Obserwuj wątek
    • archiwald4 Re: Trudna miłość 04.09.04, 12:12
      Hej Marcinie, skąd takie czarne myśli, gdzie Twoja odrodzona nadzieja? Pewnie,
      że łatwo nie jest, ale czy ktos mówił, że będzie? Zabijająca codzienność i
      upierdliwe problemy są i będą zawsze, niezależnie od tego czy będziesz sam czy
      z kimś i z kim. Już kiedyś na tym forum pytałam o to: czy naprawdę chiałbyś
      zamienić swój związek na inny? Odpowiedz sobie na to pytanie nie teraz, gdy
      jesteś w złym nastroju, ale wtedy, gdy twoja żona wstaje w nocy do chorych
      dzieci, podaje ci obiad, daje ci całusa na dobranoc, pamięta o imieninach
      twojej ciotki, z pamięci potrafi ci przez telefon wytłumaczyć na której półce w
      szafie leży niebieska bluzka twojego syna i wie czy mały woli chrupki z mlekiem
      ciepłym czy zimnym? Zamiast myśleć po co ją pokochałem pomyśl lepiej jak
      przyjemnie będzie sie z nia przywitac jak wróci z delegacji. Duzo miłości wam
      życzę.
      • marcin1973 Re: Trudna miłość 04.09.04, 16:46
        Nie...no pewnie, że nadzieja odrodzona i w ogóle. Ale tak czasami nachodzi. I
        pożegnanie przed wyjazdem było miłe a powitanie będzie zapewne takie samo.
        Akurat wiem z jakim mlekiem mały lubi jakie chrupki ale mniejsza z tym.
        Napatrzyłem się na różne obejmujące się parki w parku wczoraj i tak mnie naszło.
        Dziś poszliśmy do jordanka, więc we właściwsze miejsce.
        Pewnie, ze związku bym nie wymienił na inny, ale ot tak mnie naszło. A dziś mam
        mnóstwo energii. Wstałem o 7.00, obudziłem potwory, nakarmiłem mleczną zupą i
        wywlokłem na zakupy - po prawdzie starszy obiecywał zając się młodszym pod moją
        nieobecność- ale wolałem nie ryzykować. Poszliśmy do sklepu -no bo sobota a
        mieszkam na osiedlu "emerytek", więc do 8.00 to niemal wszystko wykupione.
        Potem gotownie obiadu (kasza z warzywami i mięsem, można pakowac w termosy,
        ojciec nam gotował jak mamy nie było) w tym czasie chodzi pralka, i karmię
        chłopaków, tzn. łapię co jakis czas który podleci ładuję do dzioba ile się da,
        interweniuję w bójce - bo jest do krwi i nie mam wyjścia, ale sporo wody
        utlenionej, i na jakiś czas zawierają rozejm, wieszam pranie, w końcu biorę
        prysznic -spociłem sie jak diabli- w asyscie potomstwa, które nagle nie chce
        psocić ani buszować po mieszkaniu, udzielajac po raz kolejny odpowiedzi
        dlaczego mama nie ma sikola, jak się wycieram chłopaki zrzucają wszystkie
        ksiązki z regału. No ale 10.37 w bojowych minach ruszamy rowerami. I mi
        wszystkie smętki przejśc musiały. Za to się od babć nasłuchałem, że
        jestem "nieczuły" bo jak mały spadnie, to się musi sam otrzepać, podnieść rower
        i jechac dalej, "nieodpowiedzialny"- bo kto to dzieci puszcza na drabinki moga
        spaść i się pozabijać itd...Teraz właśnie padli. Siedzą ciuchutko, ledwo żywi.
        I mam moment wytchnienia. I wszystkie wczorajsze wątpliwości wydają się
        odległe, niejasne, niepotrzebne.


        archiwald4 napisała:

        > Hej Marcinie, skąd takie czarne myśli, gdzie Twoja odrodzona nadzieja?
        Pewnie,
        > że łatwo nie jest, ale czy ktos mówił, że będzie? Zabijająca codzienność i
        > upierdliwe problemy są i będą zawsze, niezależnie od tego czy będziesz sam
        czy
        > z kimś i z kim. Już kiedyś na tym forum pytałam o to: czy naprawdę chiałbyś
        > zamienić swój związek na inny? Odpowiedz sobie na to pytanie nie teraz, gdy
        > jesteś w złym nastroju, ale wtedy, gdy twoja żona wstaje w nocy do chorych
        > dzieci, podaje ci obiad, daje ci całusa na dobranoc, pamięta o imieninach
        > twojej ciotki, z pamięci potrafi ci przez telefon wytłumaczyć na której półce
        w
        >
        > szafie leży niebieska bluzka twojego syna i wie czy mały woli chrupki z
        mlekiem
        >
        > ciepłym czy zimnym? Zamiast myśleć po co ją pokochałem pomyśl lepiej jak
        > przyjemnie będzie sie z nia przywitac jak wróci z delegacji. Duzo miłości wam
        > życzę.
        • heterosapiens Re: Trudna miłość 04.09.04, 18:54
          He he he ... bardzo ładna opowieść :)
          Też to często cwiczę bo żona czesto wyjeżdża, tylko że ja perfidnie
          wykorzystuję fakt że starsza córa skutecznie opiekuje się młodszym :)
          Ale wracając do tematu wątku - tak sobie myślę że nie mam chyba takich
          rozterek. Poza seksem tak bardzo kocham i cenię swoją żonę, że nie zamieniłbym
          jej na nikogo innego. I nawet w chwilach największej depresji myślę sobie ze
          mógłym sobie pójść ale tylko w samotnośc a nie do innej. Tak, ktoś mi tu kiedyś
          słusznie zarzucił że jestem od swojej żony uzależniony. Od nastu lat. I w sumie
          dobrze mi z tym :) ... (zobaczymy co powiem wieczorem analizując wnikliwie rysy
          na suficie)
          • marcin1973 Re: Trudna miłość 04.09.04, 20:55
            u mnie jest za mała różnica wieku (2.5 roku) żeby takie sztuczki się
            udawały....ale na pogrom rozbuchanej męskości przybyła babcia moja w wieku
            mocno pobalzakowskim ("ale jakby się jakiś wdowiec stateczny trafił tobym się
            jeszcze wydała") ...wyraziła oburzenie bałaganem....a wydawało mi się że jakoś
            posprzątaliśmy...zaległościami literackimi (moimi bo mnie na intecję ostatnich
            lektur wypytała)...dojrzała skarpetki wciśnięte w najdalszy kąt pokoju....
            ustawiła chłopaków po czy powiedziała "no!" my też...skońćzyło się ..kurka
            heterosapiens napisał:

            > He he he ... bardzo ładna opowieść :)
            > Też to często cwiczę bo żona czesto wyjeżdża, tylko że ja perfidnie
            > wykorzystuję fakt że starsza córa skutecznie opiekuje się młodszym :)
            > Ale wracając do tematu wątku - tak sobie myślę że nie mam chyba takich
            > rozterek. Poza seksem tak bardzo kocham i cenię swoją żonę, że nie
            zamieniłbym
            > jej na nikogo innego. I nawet w chwilach największej depresji myślę sobie ze
            > mógłym sobie pójść ale tylko w samotnośc a nie do innej. Tak, ktoś mi tu
            kiedyś
            >
            > słusznie zarzucił że jestem od swojej żony uzależniony. Od nastu lat. I w
            sumie
            >
            > dobrze mi z tym :) ... (zobaczymy co powiem wieczorem analizując wnikliwie
            rysy
            >
            > na suficie)
            • kate_30 Re: Trudna miłość 07.09.04, 11:19
              oj chłopaki czytam tak sobie to forum od jakiegos czasu, ale niestety jakoś
              nigdy nie zajełam głosu w dyskusji chociaz problem dobrze znam... bo u mnie
              dokładnie tak samo
              oboje atrakcyjni, dobrze nam sie wiedzie, dziecko udane... szanujemy się, miło
              rozmawiamy - z boku patrząc super szczęśliwa rodzina... ale wieczorem ...
              dramat oddzielne sypialnie... nieporozumienia, flustracje... i starszna złość i
              pytanie dlaczego???, czy tak musi być??? kiedy sie to skończy??? może jutro...
              postaram się... i tak codziennie i nic nic nic... i wciaż to samo

              częto też tak mam, że na takie zakochane pary sie napatrzę - jak całuja sie
              gdzieś tak spontanicznie, jak są pozbawieni wszelkich problemów będąc ze
              sobą... i tak szczesliwi z samej tylko obecności, że zazdroszcze im tego tak
              bardzo...
              a u mnie... dawno to minęło, życie napisało inny scenariusz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka