loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 22:57 Słuchaj, trzeba stick to your man/woman. W każdym związku są problemy. Ja na przykład powiedziałem dzisiaj Partnerce - you take my wzwód for granted... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 23:01 Seks odbywa się 80% wg Jej preferencji (a tylko 20% wg moich), czasowych i technicznych... And I am always there for Her... Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 23:17 No widzisz, a ja ostatnio zainicjowałam seks. Przełamałam się i zrobiłam to pierwszy raz od nie pamiętam kiedy (bo on nie lubił gdy to ja inicjowałam)... I wiesz co? Zgodził się. I było beznadziejnie bo nie był wcale podniecony. Po całym zajściu czułam się jak szmata bo wolałabym, żeby mi odmówił niż z takim brakiem zaangażowania się do tego zabierał. Czyli niby się dogadaliśmy w kwestii tego, że mogę inicjować seks i mam to robić jeśli będę chciała, ale mój entuzjazm został skutecznie zgaszony. Może gdyby nie parę masturbacji po drodze, byłby w lepszej formie, ale niestety... A skoro u Ciebie w 80% jest seks kiedy ona chce i jak ona chce to jest to dowód na to że Tobie po prostu na tym bardziej zależy. U mnie jest wtedy kiedy on chce i często tak, jak on chce, bo mi bardziej zależy. Przy moich częstotliwościach seksu, wyciąganie jakichkolwiek statystyk byłoby jednak nadużyciem :). Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 23:09 Generalnie to się zgadzam. Dlatego tkwię w tym związku od 10 lat choć jak przeczytam sobie moje stare zapiski to jedyne co się zmienia to mój wygląd, pozycja zawodowa i moje poczucie własnej wartości. Ale trzeba kiedyś powiedzieć: "dość". Mój mąż jest uzależniony od masturbacji, a do tego, co gorsze, jest patologicznym kłamcą. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 23:20 Zaraz idę potańczyć - to mi dobrze robi. Ty też sobie potańcz, nie że ze mną bo ja z mężatkami nie tańczę. Mąż ma jak rozumiem to w dupie, a Tobie poczucie wartości wzrośnie w tańcu, bo taka jest natura tego boskiego ruchu - tańca. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 27.09.14, 23:38 Jest ciemno i zimno, gdzie ja bezbronna mam iść tańczyć :)? Mąż jest znów w pracy i oczywiście teoretycznie nie ma tego w dupie. Twierdzi, że był podniecony (bo przecież miał wzwód) tylko był delikatniejszy niż zwykle... I oczywiście wie, że jest idiotą i przeprasza, że się masturbował i kłamał... Odpowiedz Link
marek.zak1 Rozbij laptopa 28.09.14, 09:44 Moja pierwsza rada jest ciągle aktualna. Terapia szokowa i rozbicie lapropa na głowie (quasi)partnera. Inaczej sie naprawde nie da. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: Rozbij laptopa 28.09.14, 09:49 marek.zak1 napisał: > Moja pierwsza rada jest ciągle aktualna. Terapia szokowa i rozbicie lapropa na > głowie (quasi)partnera. > Inaczej sie naprawde nie da. Marek, a jak zabije go czy spowoduje jakies obrazenia to jeszcze pojdzie siedziec. Autorko, nie myslalas o kochanku? Chetnych chyba nie brakuje ;) Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Rozbij laptopa 28.09.14, 18:30 hello-kitty2 napisała: > marek.zak1 napisał: > > > Moja pierwsza rada jest ciągle aktualna. Terapia szokowa i rozbicie lapro > pa na głowie (quasi)partnera. Inaczej sie naprawde nie da. > > Marek, a jak zabije go czy spowoduje jakies obrazenia to jeszcze pojdzie siedziec. No dobra, lżej o glowę a potem o scianę. > Autorko, nie myslalas o kochanku? Chetnych chyba nie brakuje ;) Przecież ona go kocha. W przeciwnym wypadku nie wyplakiwałaby oczu po nocach. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: Rozbij laptopa 28.09.14, 19:10 Ja się nie nadaję na posiadanie kochanka. Jak kocham to na zabój, jak się angażuję to na 100%. Poza tym brzydzę się kłamstwem i nie mogłabym męża tak miesiącami okłamywać. Jak się zauroczyłam w podwładnym to miałam takie wyrzuty sumienia, że ledwo spałam, a co dopiero gdybym miała z kimś romansować. Podobam się jednemu sprzedawcy w pobliskim sklepie - zawsze gdy stoję w kolejce, otwiera nagle drugą kasę, żeby mnie obsłużyć, jest bardzo miły, zawsze się uśmiecha i mnie obserwuje. Dziś pierwszy raz od dawna poszliśmy do osiedlowego razem z mężem - jakaż to była przecudna sytuacja :). Pan sprzedawca obserwował mnie przeżywając szok, że nie robię zakupów sama, a mój mąż co chwilę pod nosem powtarzał "i co się na nią gapisz", "przestań się gapić" itp. Wspaniale się bawiłam :). Mąż jest jednak mocno zazdrosny czyli teoretycznie mu zależy. Odpowiedz Link
zyg_zyg_zyg Re: Rozbij laptopa 29.09.14, 18:26 > Mąż jest jednak mocno zazdrosny czyli teoretycznie mu zależy. Mężowi zależy na sto procent. I całkiem praktycznie. Nie chce, żebyś odeszła i pewnie zrobi wiele, żeby do tego nie dopuścić. Jak trzeba, to nawet i seks zorganizuje dwa razy w tygodniu (przez miesiąc maks, bo dłużej to będzie zbyt męczące...) Odpowiedz Link
burzowa.kejt Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 00:09 loppe napisał: > powiedziałem dzisiaj Partnerce - you take my wzwód for granted... Loppe, czy Wy macie seks tylko w soboty? Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 03:23 burzowa.kejt napisała: > loppe napisał: > > powiedziałem dzisiaj Partnerce - you take my wzwód for granted... > > Loppe, czy Wy macie seks tylko w soboty? Właśnie wróciłem z zabawy tanecznej, więc mogę odpowiedzieć - głównie w soboty, ale nie tylko. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
burzowa.kejt Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 00:07 notyouraveragegirl napisała: > ... i odejść? wiesz co? prędzej zobaczysz ucho od śledzia niż Twój mąż się zmieni. nie wiem jak można tak żebrać o seks, to upokarzające. weź się dziewczyno zacznij szanować, bo cytując klasyka "lepiej nie będzie, lepiej już było". powodzenia, choć czarno to widzę. Odpowiedz Link
ursyda Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 15:04 Jeszcze parę i odejdziesz. Jak się masturbuje to i będzie bo jest uzależniony, Własna ręka robi mu lepiej niż ty, więc po co się męczyć? Będzie to robił, będzie się krył a w nocy ściągał filmiki z kickass. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 19:16 Nie robi tego gdy jestem w domu. Tzn. nigdy kiedy oboje w nim jesteśmy. No jest uzależniony od tej pornografii na pewno, tylko kwestia czy z tego da się wyjść. Ludzie rzucają papierosy, alkohol. Może można porzucić też to...? No kocham tego drania cholera jasna i odkąd mu ostatnio zrobiłam awanturę, że daję nam czas do końca roku i że chcę widzieć namacalne zmiany i to nie chwilowe to widzę, że się stara. Seks uprawialiśmy w ciągu dwóch tygodni chyba z 4 razy (z czego trzy - gdy on inicjował - było całkiem fajnie). To więcej niż przez ostatnie pół roku ( mam na myśli prawdziwy seks). Czyli zależy mu na mnie i mam wrażenie jakby po raz pierwszy w życiu zorientował się, że naprawdę może mnie stracić. I pewnie dlatego nie umiem odejść - co chwilę daję się nabrać, że tym razem wszystko się zmieni... Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 20:53 Bitch pliz, to żenujące. Ludzie rzucają nałogi jeśli mają motywację i włożą w to kupę pracy, Twój mąż nie ma motywacji i zwyczajnie nie chce. Skoro przez X lat się nie zmieniło, to dlaczego miałoby się zmienić? Tracisz czas, ale w końcu to Twój czas i możesz go dowolnie marnować. Skończysz jako niedopchnięta, wiecznie sfrustrowana, wściekła kobieta, kąsająca wszystkich wokół i nikt Ci nie podziękuje za poświęcenie. Odpowiedz Link
burzowa.kejt Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 21:32 >Skończysz jako niedopchnięta, wiecznie sfrustrowana, wściekła kobieta, kąsająca wszystkich wokół i > nikt Ci nie podziękuje za poświęcenie. ale za to będzie osiedlową miss. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 21:43 triss i kate... ok, rozumiem, jestem żałosna. tkwię przy facecie, który jest uzależniony od masturbacji i nie potrafi docenić moich wdzięków. Oprócz tego wciąż kłamie, że nic nie zrobił by potem przyznać się, że jest idiotą. ale chciałabym przeczytać historię kogoś kto był w podobnej sytuacji, kto odszedł, komu się udało i nie żałuje. czy któraś z Was ma za sobą takie doświadczenia? albo idealny związek i możecie zaświadczyć o istnieniu takiego? możecie mi konkretnie poradzić jak mam się z tego wyplątać? to wszystko nie jest takie proste. Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 21:50 Ja odeszłam, ale znacznie szybciej, wczesniej znalazłam sobie kochanka (uprzedzałam lojalnie eksa, że znajdę, bo nie jestem stworzona do celibatu). Z kochankiem później się zeszliśmy, od 8 lat jesteśmy parą, z tego związku mam drugie dziecko. Nigdy nie żałowałam. Róznica taka, że problemem nie było walenie konia do pornoli, co nie zmienia faktu ze efekt był ten sam. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 22:01 A z eksem tworzyliście udaną parę? Mieliście dużo wspólnych zainteresowań, lubiliście razem przebywać, dużo się razem śmialiście? Ja mojego męża uwielbiam i świetnie się czuję w jego towarzystwie. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła zobaczyć go z inną kobietą. On mi się podoba, jest czuły, troszczy się o mnie - wiem, że jestem dla niego ważna. Wszystkie koleżanki mówią "Ale Ci się ten mąż trafił", "Gdzieś Ty takiego znalazła", "Jesteście najszczęśliwszą parą, jaką znam". Oczywiście nikt nie wie o uzależnieniu mojego męża, ale gdyby nie to, naprawdę byłoby bardzo, bardzo dobrze. Odpowiedz Link
burzowa.kejt Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 22:23 > On mi się podoba, jest czuły, troszczy się o mnie - wiem, że jestem dla niego w > ażna. Wszystkie koleżanki mówią "Ale Ci się ten mąż trafił", "Gdzieś Ty takiego > znalazła", "Jesteście najszczęśliwszą parą, jaką znam". Prawdziwy z niego Ferdynand Wspaniały, jest czego zazdrościć. Odpowiedz Link
triss_merigold6 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 28.09.14, 22:27 Kobieto, a jakie to ma znaczenie? Świetnie się czułam w jego towarzystwie dopóki moje podstawowe potrzeby były zaspokajane, jak przestały, to cała reszta stała się nieistotna. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 29.09.14, 22:43 > ale chciałabym przeczytać historię kogoś kto był w podobnej sytuacji, kto odsze > dł, komu się udało i nie żałuje. czy któraś z Was ma za sobą takie doświadczeni > a? albo idealny związek i możecie zaświadczyć o istnieniu takiego? > możecie mi konkretnie poradzić jak mam się z tego wyplątać? W podobne sytuacji nie bylam, bo w lozku zawsze pasowalo, ale niestety inne kwestie nie pasowaly. Po 3,5 roku rozstalam sie facetem, ktorego naprawde kochalam. Nie zaluje, bo inaczej nie znalazlabym mojego obecnego meza a jestem z nim szczesliwa. Mnostwo ludzi mialo juz zlamane serce i wiekszosc przezyla, czlowiek jest mocny. Przez bol muszisz przejsc sama, nic nie zrobisz, ale da sie. Moja przyjaciloka rozstala sie z facetem po 7 latach, nie ze wzgledu na brak seksu, tez go bardzo kochala. Teraz ma meza, dziecko, szczesliwa jest. Odpowiedz Link
sea.sea Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 29.09.14, 00:26 Za 2 -3 tygodnie zapomni o rozmowie i będzie po staremu. Do następnej "rozmowy". Ja też rzuciłam nierokującego chłopa po kilku latach związku. Zaowocowało to totalną rewolucją życiową, dzięki której polepszyło mi się nie tylko w życiu związkowym, ale także zawodowo i finansowo. Jak go rzucisz, to być może będzie lepiej, a być może będzie gorzej. Nie wiadomo. Jak go nie rzucisz, jedno jest pewne - nie ma szans, że będzie lepiej. Odpowiedz Link
rezolutnakobieta Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 29.09.14, 08:22 Od jakiegoś czasu czytam Cię w wątkach na tym forum, ale nie pamiętam, a nie chcę się znowu przekopywać przez wszystko - więc pytanie: czy rozmawiałaś z mężem o seksuologu? Niech facet idzie do specjalisty i się zacznie leczyć. Zmuś go, idźcie razem na początek. Sama nie dasz rady zmienić jego nawyków. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 29.09.14, 19:47 Rozmawiałam. Zagroziłam, że się wyprowadzę. Poszedł więc raz na terapię behawioralną do jakiegoś super specjalisty i mówił, że po tej całej pseudo - hipnozie miał dosyć. Specjalista życzył sobie 150 zł za spotkanie i proponował terapię 3-4 razy w miesiącu. Mąż zrezygnował. Odpowiedz Link
kraina_lodu Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 29.09.14, 09:15 Niekiedy całe życie a i tak się nie odchodzi.....szkoda czasu Kochana....będziesz cierpiała a i tak nie zmienisz męża na kogoś innego. Wyjścia są dwa. 1)odchodzisz ale i nie masz gwarancji że następny też będzie Ok bo to trzeba miesięcy lub lat aby poznać kogoś a niekiedy wcale się nie pozna 2)znajdź sobie kochanka, będziesz wówczas uśmiechnięta, będziesz miała dla kogo się ubrać i nie będziesz musiała się martwić że Twój mąż znowu nie chce i nie będziesz czuła się jak szmata bo nie ma nić gorszego niż uprawiać seks z kimś kto Cie nie pociąga i Cie nie kręci seksualnie. Seks nie jest najważniejszy ale jest wazy i jest wg mnie gwarantem poniekąd udanego związku.... Szczerze to bardzo Cie współczuję i wiem co czujesz bo to samo kiedyś przeprabiałem Powodzenia :) Odpowiedz Link
kruche_ciacho mnie zajelo pol roku :) 29.09.14, 10:19 i teraz mysle ze o pol roku za dlugo. Rozstanie sie nie jest takie straszne jak Ci sie wydaje a raczej....uwalniajace? I jak tak czytam Twoje posty to mam wrazenie ze tylko wydaje Ci sie ze go kochasz, jestes z nim po prostu z przyzwyczajenia. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: mnie zajelo pol roku :) 29.09.14, 19:50 Nie wiem na jakiej podstawie myślisz, że jestem z nim z przyzwyczajenia. Kocham go, podoba mi się fizycznie, uwielbiam z nim rozmawiać, kocham jego poczucie humoru, tęsknię gdy wyjeżdża i muszę sama zasypiać, lubię z nim wychodzić, uwielbiam jego zapach, wiem, że mogę na niego liczyć. Kiedy już jestem z nim w łóżku to zwykle jest mi bardzo dobrze. Ja wręcz boję się, że kocham go bardziej niż on mnie i że nigdy nie będę w stanie mu się spodobać tak jak on mi. Odpowiedz Link
kag73 Re: mnie zajelo pol roku :) 29.09.14, 22:19 > Ja wręcz boję się, że kocham go bardziej niż on mnie i że nigdy nie będę w stan > ie mu się spodobać tak jak on mi. Ooo i moze wlasnie tutaj jest pies pogrzebany, moze to prawda. Zreszta dlaczego niby mialabys mu sie nagle bardziej spodobac? Piszesz, ze maz jest zazdrosny, czyli mu zalezy. Klasyka: pies sasiada, sam nie zje a drugiemu nie da. W dodatku bardzo mozliwe, ze Ty rowniez jestes dla niego wspaniala towarzyszka zycia, milo spedzacie czas, dobrze Wam sie razem mieszka i rozmawia itd. Ale, no wlasnie, ale seksualnosc to on ma swoja wlasna: obrazki na ekranie i wlasna reka, tutaj nie ma miejsca dla Ciebie, niestety. On ma czego chce: mila towarzyszke zycia i satysfakcje seksulana. Ty masz: milego towarzysza zycia, ale niestety jestes sfrustowana seksualnie. Proste pytanie: kto tutaj chcialby/mial powod cos zmieniac, Ty czy on? Do tego glupi nie jest, zna swoje "skrzywienie", ktora go z nim zechce. Jezeli on chcialby cos zmienic a nie potrafi, znaczy to, ze jest uzalezniony od masturbacji/porno/jakies tam okreslonego schematu. Hmm, niektorzy ludzie wychodza z nalogu, ale najpierw musza sami tego chciec i cos z tym robic. Niektorzy uswiadamiaja sobie, ze musza cos zrobic w momencie kiedy wszystko traca albo juz stacili. Moza twac przy uzaleznionym/nalogowcu, mozna go wspierac, mozna miec nadzieje a mozna tez odejsc i zaczac ukladac sobie zycie na nowo. W zaleznosci jak drastyczna dla Ciebie jest ta sytuacja, usiadz, przeanalizuj, wybiegnij myslami w przyszlosc... A rozstac sie z osoba, ktora sie kocha jest bardzo trudno, prawie chcialo by sie na troche umrzec albo zasnac i obudzic sie jak bedzie po bolu:( Ale sama milosc to tez niestety za malo, zeby byc szczesliwym, jak widzisz. Jestes szczesliwa? Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 22:27 Z Twojego opisu wynika, że ten Twój "kłamca" i "onanista", poza tymi przywarami jest całkiem dobrze poukładanym facetem. Pytanie. Czy małżonek jest notorycznym kłamcą w ogóle, czy jedynie w kategorii porno i trzepania kapucyna? To ważne pytanie, bo jeśli łże tylko w kategorii porno i to drugie tam, to może Ty, złotych gór od niego oczekując, sama pośrednio przyczyniasz się do jego wycofania się? Może jesteś perfekcjonistką i wszystko u Ciebie musi być kompletne i na miejscu i w/g wzorców? A może Ci się jedynie zdarza poprzynudzać, a on nie potrafi sobie z tym poradzić? Według mnie, ta opcja z przynudzaniem jest bardzo prawdopodobna, bo ja osobiście nie znam pani, która sobie nie lubi poprzynudzać. Poważnie. Wielu facetów przy umiarkowanym naporze przynudzania radzi sobie w sposób różny, ale gdy ten napór nasila się, odpuszczając sobie walkę, potrafią się wycofać i problemy się potęgują. Co radzić? Może przyłącz się do niego. Razem coś oglądniecie, wybierzecie sobie Wam odpowiadające fikołki, tyłki sobie od środka wyszorujecie i hulaj dusza piekła nie ma. Kochana, odrzucając precz konwenanse i moralne hamulce, wiesz jakie odjazdy można sobie wzajemnie zafundować? Raz, że konsolidująca Was zabawa to będzie, a dwa, to obrazkowe porno przeniesiecie do realu, do Waszego łóżka. A jeśli małżonek w sztuczne fikołki jeszcze zaglądnie, to jedynie w poszukiwaniu inspiracji na następne orgietki, bo i po co? Wszak w realu to będzie miał. Co do onanizowania się, to raczej ograniczy tę sztuczność, albo odpuści sobie, bo natury posmakuje. Z autopsji to znam. Czyli, ciała Wasze, zabawki, fetysze i start. Rozwód, kochanek to ostateczność i póki co, nie myśl o tym. Tym bardziej nie, bo zbyt przejmującą się jesteś osobą. Odpowiedz Link
marek.zak1 Samotny odlot 29.09.14, 22:37 Generalnie uważam, ze w opisie Potworta jest duzo racji. Jednak przypominam sobie dyskusje z TB w ktorych powtarzalem, że masturbacja i porno sa objawami braku czegoś w realu, a nie uzależnieniem. Tak więc w masturbacji facet koncentruje sie w 100% na swoich przyjemnościach, podcza gdy w realu czuje presje, aby także partnerka została zaspokojona. Ta presja uniemozliwia mu odlot, ktory lubi najbardziej. Odpowiedz Link
kag73 Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 22:47 > Według mnie, ta opcja z przynudzaniem jest bardzo prawdopodobna, bo ja osobiści > e nie znam pani, która sobie nie lubi poprzynudzać. to sie nie nazywa "poprzynudzac" tylko "pomarudzic":)) Co do reszty niezle kwiatki jak tu technicznie podejsc do tego wspolnego pornusowania, tego nie wiem, ale jak zwykle doradze nie zapomniec o winie, tudziez innym alkoholu ;)) Odpowiedz Link
jesod To sie nie nazywa 29.09.14, 23:00 kag73 napisała: > to sie nie nazywa "poprzynudzac" tylko "pomarudzic":)) No, nie... Wykazujesz istotny brak orientacji. Marudzenie to bardziej zaangażowana forma przynudzania, rzekłabym... motywująca, będąca ostrzegawczym preludium do awanturki. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: To sie nie nazywa 29.09.14, 23:53 jesod napisała: > Marudzenie to bardziej zaangażowana forma przynudzania, rzekłabym... motywująca > , będąca ostrzegawczym preludium do awanturki. No. Lata temu, pani gwałt podniosła, że nie ma się czym malować, smarować, wpachnić, bo to co ma, to wszystko śmierdzi (większość kosmetyków z Pewexu). No i co biedna sierota miałem zrobić? Zapakowałem z jej bezuprzedzeniem wszystko do torby i fru, do śmietnika. Gdy zobaczyła pustą szafkę i zapytała, odpowiedziałem, że wszystkie te smrody w śmietniku wylądowały. Awanturki nie było. Przeciwnie, widok piękny miałem na wystające ze śmietnika, kształtne puzderko pani mojej. Odpowiedz Link
jesod Re: To sie nie nazywa 30.09.14, 00:01 potwor_z_piccadilly napisał: > jesod napisała: > > > Marudzenie to bardziej zaangażowana forma przynudzania, rzekłabym... moty > wująca > > , będąca ostrzegawczym preludium do awanturki. > > No. > Lata temu, pani gwałt podniosła, że nie ma się czym malować, smarować, wpachnić > , bo to co ma, to wszystko śmierdzi (większość kosmetyków z Pewexu). > No i co biedna sierota miałem zrobić? > Zapakowałem z jej bezuprzedzeniem wszystko do torby i fru, do śmietnika. > Gdy zobaczyła pustą szafkę i zapytała, odpowiedziałem, że wszystkie te smrody w > śmietniku wylądowały. > Awanturki nie było. > Przeciwnie, widok piękny miałem na wystające ze śmietnika, kształtne puzderko p > ani mojej. Jak widzę bardzo Cię poirytowała moja odpowiedź, a to niedobrze. Nie wyczułeś klimatu, ale za to ja wiem więcej... :) Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: To sie nie nazywa 30.09.14, 00:23 jesod napisała: > Jak widzę bardzo Cię poirytowała moja odpowiedź, a to niedobrze. Nie wyczułeś k > limatu, ale za to ja wiem więcej... :) Eeeee, aż taki tępy to ja nie jestem. Wyczułem, wyczułem, a przykład podałem jedynie w charakterze ciekawostki z okoliczności przyrody. Odpowiedz Link
jesod Re: To sie nie nazywa 30.09.14, 00:50 potwor_z_piccadilly napisał: > a przykład podałem jedynie w charakterze ciekawostki z okoliczności przyrody. Dla Ciebie jest/była to ciekawostka z okoliczności przyrody? Chyba nie tylko, skoro tak aktywnie zareagowałeś... Sądząc po reakcji to wystarczająco wyprowadziła Ciebie z równowagi. Odmawiasz kobiecie uzewnętrznienia emocji, a tymczasem sam nie reagujesz wcale inaczej. Poza tym, marudzenie o złej jakości kosmetyki mogło być raczej tylko pretekstem, ale faktycznie dało upust czemuś, co stanowiło zasadniczy, inny powód. Twoja natomiast reakcja miała charakter tresury... Dodam, że w kwestii miłości do morza kosmetyków nie w pełni rozumiem kobiety. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 23:27 kag73 napisała: > to sie nie nazywa "poprzynudzac" tylko "pomarudzic":)) Jak zwał, tak zwał. Są tacy, co cechę tę niewieścią, robieniem z gówna uwertury, nazywają. > Co do reszty niezle kwiatki jak tu technicznie podejsc do tego wspolnego pornus > owania, tego nie wiem. Też nie wiem. Moja rada bardziej facetowi przystoi, chociaż, kto wie? Kobitka kierownicze stanowisko piastuje. Może by panu rozpędu dodać, tę piosenkę ona mu zafunduje i to co artystka wyśpiewuje mu przeczyta? Wydaje ci się, ze czegoś mi odmawiasz Cóż, mam tego wiele To ty jesteś zagubiony Ale tego nie spostrzeżesz Dopiero po pięciu latach Jeśli będziesz tak długo żyć Obudzisz się Bez miłości Odważ się Podjąć się mnie Odważ się Pokazać mi swoje dłonie Jestem znudzona tchórzami Tym że mówią czego chcą Nie mogąc następnie tego znieść Nie potrafisz poradzić sobie z miłością Nie potrafisz poradzić sobie z miłością Po prostu nie potrafisz Odważ się Podjąć się mnie Odważ się Pokazać mi swoje dłonie Co jest tak straszne? Nie groźba w spojrzeniu Po prostu nie potrafisz poradzić sobie z miłością Nie umiesz poradzić sobie z miłością Nie umiesz poradzić sobie z miłością, kochanie Nie umiesz poradzić sobie z miłością To jest oczywiste Nie umiesz sobie poradzić Jestem znudzona tchórzami Tym że mówią czego chcą Nie mogąc następnie tego znieść Nie umiesz sobie poradzić z miłością, kochanie Nie umiesz sobie poradzić To jest oczywiste Nie umiesz sobie poradzić Odważ się, odważ się Odważ się, odważ się www.youtube.com/watch?v=qhkczZqSZdg Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 22:57 Nie wiem czy w innych kwestiach też kłamie. Nie przyłapałam go. Jest owszem rozsądnym facetem. Kiedyś próbowałam go namówić do wspólnego oglądania porno. Seks owszem, był odlotowy. Nie widzę w tym nic złego raz kiedyś, ale nie chcę tak funkcjonować na dłuższą metę. Nie chcę żeby się podniecał gapiąc się na te siliconowe panienki, a na mnie tylko wyładowywał tą energię seksualną. To ja chcę być żródłem jego podniecenia. Niczego mu nigdy w łóżku nie odmawiałam - chciał przebieranek, miał przebieranki, chciał wspólnych kąpieli, miał... Problem w tym, że chce rzadko bo radzi sobie sam. Robiłam mu kiedyś erotyczne niespodzianki, masaże, zorganizowałam mu kiedyś taki weekend, w który mógł sobie wybierać przyjemności z menu (seksualne i pozaseksualne). Nie docenił. Odpowiedz Link
kag73 Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 22:58 Potwor, tak apropos, a doczytales tam w jakims innym jej watku, ze jak ona byla aktywna i dzialala facet mowil, ze go "osacza" i sie wycofywal? To tak jakby ktos Ci ciagle wchodzil w droge i przeszkadzal w robiniu swojego. On chce wlasnie tak i jemu sie tak podoba, daje mu to najwiecej a ona inicjujac seks krzyzuje mu plany, bo on ma zamiar swoj odlot przezyc wlasnie przy jakichs tam obrakach, bez niej, albo juz go przezyl i nie ma sily/energii/checi na jej zaloty. Ale co tam niech probuje, moze sie udac. Ale do tracenia czasu to Ty jej nie zachecaj, bo ona i tak stracila go juz za wiele a zycie ma sie tylko jedno. Odpowiedz Link
potwor_z_piccadilly Re: Czuję, że przeginasz. 29.09.14, 23:41 kag73 napisała: > Potwor, tak apropos, a doczytales tam w jakims innym jej watku, ze jak ona byla > aktywna i dzialala facet mowil, ze go "osacza" i sie wycofywal? Doczytałem. Dlatego swoje rady uzupełniłem piosenką z odpowiednim tekstem. A w nałogowe umiłowanie porno, to ja nie wierzę. Może inaczej, w pale mi się nie mieści, a jeśli mi się jednak mieści, to nie nazywam tego nałogiem, tylko cymbalstwem. No bo, co dla faceta może być piękniejszego od odczuwania wszystkimi zmysłami kobiecej ekstazy? Odpowiedz Link
kag73 Re: Czuję, że przeginasz. 30.09.14, 10:14 > A w nałogowe umiłowanie porno, to ja nie wierzę. Może inaczej, w pale mi się ni > e mieści, a jeśli mi się jednak mieści, to nie nazywam tego nałogiem, tylko cym > balstwem. > No bo, co dla faceta może być piękniejszego od odczuwania wszystkimi zmysłami k > obiecej ekstazy? Jasne, jasne, bo Ty tego "skrzywienia" nie masz, a on pielegnuje je od lat. Idz teraz powiedz jakiemus alkoholikowi jaki kolorowy jest ten swiat na trzezwo ;) Albo powiedz nalogowemu palaczowi jak ladnie sie oddycha swiezym powietrzem bez dymu papierosowego, na pewno Cie z zainteresowaniem poslucha a 5 minutek pozniej zapali nastepnego papieroska. I czesto powie, ze pali bo lubi a nie bo musi. Wiem, ze to trudno wyobrazalne ale ten facet zdaje sie miec wlasna seksualnosc, ktora daje mu najwiecej satysfakcji i zmieniac tego nie chce/nie widzi potrzeby, bo to, ze zona od czasu do czasu "poprzynudza" albo po mojemu "pomarudzi" to normalka i da sie zdzierzyc, nawet male awanturki da sie zniesc a konia wali sie dalej, bo sie lubi. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Czuję, że przeginasz. 30.09.14, 10:25 Wiem, ze to trudno wyobrazalne ale ten facet zdaje sie miec wlasna seksualnosc, ktora daje mu najwiecej satysfakcji i zmieniac tego nie chce/nie widzi potrzeby, bo to, ze zona od czasu do czasu "poprzynudza" albo po mojemu "pomarudzi" to normalka i da sie zdzierzyc, nawet male awanturki da sie zniesc a konia wali sie dalej, bo sie lubi. Tak wlasnie jest. Jedna uwaga, słowo ,,lubi" jest za slabe. On to UWIELBIA, aseks z żona może i lubi. Odpowiedz Link
kruche_ciacho Re: mnie zajelo pol roku :) 30.09.14, 11:03 a na tej podstawie ze to twoj pierwszy i jedyny! partner i nie masz porownania przyzwyczailas sie i boisz sie zmian smutne to jak mloda atrakcyjna kobieta marnuje swoje zycie Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 00:01 Właśnie obejrzałem niezwykły film o życiu, miłości, survivalu w trudnościach. Bardzo polecam, pozwala zobaczyć nasze problemy w innej perspektywie... Historia tragedii w Andach w 1972r. www.youtube.com/watch?v=oS-30JuTW2I Odpowiedz Link
pomorzanka34 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 16:23 sytuacja podobna tylko bez uzależnienia męża tak myślę, kochanki pewnie tez nie ma ale z roku na rok coraz większe pretensje ,żale ,jego niedyspozycje moje frustracje tak właśnie więdnie kobieta..szkoda -- www.youtube.com/watch?v=3RLwuDQSkDI Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 16:27 Znam historie z happy endem. Twój mężczyzna ma problem, więc związek ma problem. Zanim zacznie się uzależnienie od pornografii - najpierw jakoś się na nią trafia. Często jest tak, że ma się z nią styczność w młodości, potem przez jakiś czas prowadzi się życie seksualne i w obliczu różnego rodzaju problemów - do pornografii się wraca. I wtedy się w nią wsiąka i rodzi się uzależnienie. Uzależnienie od pornografii w większości przypadków jest łatwe do wyleczenia. W wielu przypadkach wystarczy rozwiązanie problemów które w to uzależnienie wpędziły - i przymus oglądania porno znika. Zjedzą mnie za to, mam nadzieję, że nie wytną, ale piszę co widzę. Możliwe przyczyny uzależnień: 1. Specyficzne wychowanie w klimacie "katolicyzmu". Młody człowiek onanizując się i bojąc przyłapania, a także będąc pewny że grzeszy zaczyna wiązać uczucie przyjemności z okolicznościami takimi jak: ukrycie, poczucie osamotnienia, dokonywania czegoś niemoralnego. Nawet wyrzuty sumienia są potrzebne do pełnego cyklu. Pornografia spełnia takie zapotrzebowanie. Dodatkowo postrzeganie kobiet opiera się na wizerunku czystości, braku "brudnych żądz". Wszystko jest okej do etapu zdobywania - ale gdy kobieta objawia w związku własne potrzeby lub pożądanie - taka seksualność przeraża i tak wychowany mężczyzna nie umie na nią odpowiedzieć - wycofuje się. Po czym poznać - mężczyzna czasem "oburza się" przy pewnych tematach, jest z rodziny praktykującej w której zaganiano dzieci do kościoła, ale nie było życia wiarą, raczej jej pozorem. Jako dziecko chodził do spowiedzi. Onanizm przy poro daje mu przyjemność, ale potem czuje ogromny wstyd i wyrzuty sumienia. Raczej nie szuka bardzo udziwnionych filmów, szczyt wyrafinowania to anal, zbiorówki. Co z tym fantem zrobić? Rozmawiać - o początkach o rozwoju seksualności o radości z seksu, o grzeszności, o tym co czuł, gdy się onanizował, jak reagowali rodzice - i przywracać w rozmowach inna perspektywę seksualności. Stopniowo oswajać z seksualnością kobiety. 2. Pornografia i masturbacja jako sposób redukcji napięcia. Mężczyzna jest w stresie i taki mechanizm rozładowywania niepięcia wyrobił sobie już jako dziecko lub młodzieniec. Remedium? Nauka redukcji napięcia innymi sposobami. Objawy? Dość spora okresowa aktywność autoerotyczna. Poszukiwanie coraz mocniejszych bodźców. Mężczyzna często zaczyna nie będąc w ogóle podniecony i nie czując napięcia seksualnego. Z czasem ma zaburzenia wzwodu i potrzebuje mocnych bodźców. Mężczyźni z tej grupy często z czasem idą dalej - spotkanie z kobietami z sieci, dziwki. Do seksu z takim mężczyzna można wrócić dopiero gdy na dłużej odstawi porno i zacznie odczuwać napięcie seksualne. Wymaga rozbudzenia seksualnego reagowania - bo to co robi nie ma charakteru seksu, choć tak wygląda. 3. Wycofanie ze związku. Mężczyzna ma obawy związane z ujawnianiem się i swoich potrzeb w relacji Czuje sie przytłoczony. Unikanie seksu to sposób na "samoobronę", a partnerka postrzegana jest jako agresor. Pozornie w związku jest spokój, tylko seksu nie ma. To czestowie synowi bardzo silnych matek, które wymagały pełnego podporządkowania i wycofanych lub nieobecnych ojców. inne przyczyny unikowe- lek przed rodzicielstwem, nierozwiązane konflikty w związku, skrywane żale do partnerki. W tych wszystkich przypadkach porno jest po to, zeby zredukowac napięcie seksualne i tak rodzi sie uzlaleznienie. Zdarzaja sie przypadki mieszane. To głowne typy - sa i inne. W każdym przypadku praca z problemem a nie z sama ponografią daje większe szanse na rozwiązanie problemu. Podtsawą jest rozmowa z partnerem - a to nie jest łatwe - bo sie wstydzi, bo musiałby sie przyznac do słabosci, opowiedziec o emocjach itp. gdy partnerka nalega zdarza się nawet agresja. Inny mechanizm zaprzeczania to zwalanie winy na kobietę - że się zaniedbala, albo że z czasem sie opatrzyla, a z natury męskiej wynika zapotrzebowanie na nowe bodźce. To bzdety. Porno rodzi nierealne oczekiwania estetyczne. Żadna kobieta z realu im nie sprosta. Odstawienie porno likwiduje efekt - do dwóch tygodni i zaczyna sie postrzegac partnerkę jako nadającą sie do seksu. znam pary którym udało sie wbrnąć z matni porno - w sumie we wszystkich trzech typach. Odpowiedz Link
zawle Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 16:34 Bogini..Ty terapeutką też jesteś? Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 20:28 zawle napisała: > Bogini..Ty terapeutką też jesteś? Nie jestem. Ale lubię rozumieć to z czym się stykam. Dużo czytam w temacie, sporo rozmawiam, także z osobami zajmującymi się terapią, mam też swoje obserwacje i wnioski. Najwięcej uczę się od tych, którym się jednak coś z małżeństwem zrobić udaje. Jak sobie rozkminiam, to po swojemu - tworzę kategorie, szukam cech wspólnych. Stad mam "katoli", "stresowców" i "rozładowywaczy". Pewnie jest masa innych schematów, ale ci się powtarzają. Może akurat któryś schemat pasuje do męża autorki i na coś ją naprowadzi? Żaden = zero panów na przestrzeni ostatnich lat zgłosiło się do seksuologa z żoną przy trzepaniu konia. niektóre pary jednak sobie poradziły z problemem. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 22:11 Notyour...napisla, ze dlugo czekali z rozpoczeciem wspolzycia. Dlaczego? Ze wzgledu na przekonania obojgU? Czy bo on tak chcial czy dopasowal sie do niej? Tak czy siak nauczyl sie sobie radzic albo sobie wlasnie tak radzili, wkrecil sie, wyrobil sobie jakis tam schemat i trudno mu sie z tego wywinac. To jedno. Kolejna rzecz, moim zdaniem ludzie sa tak rozni a seksualnosc poniektorych tak specyficzna, ze czasem trudno to sobie wyobrazic. w zeszlym roku poznalam babke, ktorej ex mial fetysz: krecily go inwalidki, na wozkach, z jakimis uposledzeniami, cos takiego. Ta babka do takich nie nalezy, nic jej nie brakuje, jest zdrowa i bez zadnej niepelnosprawnosci i 2 lata nie bylo seksu, ona nie wiedziala dlaczego. No kiedys sie dowiedziala i odeszla, ale swoje przecierpiala(psychicznie). Mysle, ze aby udalo sie naprawic sytuacjie kiedy ktos jest uzaleniony od porno potrzeba prawdziwej checi uzaleznionego, bez niej ani rusz. Facet notyou...niby chce, sie nazywa, ale nie wychodzi mu to. Moim zdaniem brakuje mu motywacji. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 22:23 Mozemy tylko gdybac. Byc moze porno jest tutaj tylko srodkiem do celu, bo tak naprawde chodzi o jakis fetysz, ktory kreci, potrzebny jest do osiagniecia satysfacji, seksualnego spelnienia, nie wiem. Jak sie dowiedziec? Moze trzeba postwic przed wyborem woz albo przewoz? I znow przypomniala mi sie inna historia, pisalam juz kiedys o niej. Babka z facetem 6 czy 7 lat bez seksu. tez odwlekali ze wspolzyciem, ona tak chciala, on nie wiem, moze mu to odpowiadalo. Potem ona zachciala, bylo mizianie, calusy cos tam, facet mial stojaka ale nigdy nie doszlo do stosunku, bo nie. Ona byla dziewica, musialby go chyba zgwalcic, a raczej nie chciala. Odpowiedzia na jej prenesje bylo, ze to ona nie ma hormonow pod kontrola. W koncu go zdradzila, nie raz, wygarnela mu to w klotni, zaczela pakowac walizki a facet poprosil, zeby zostala. Po 7 latach wreszcie od niego odeszla ale do konca nie dowiedziala sie dlaczego nie chcial z nia sypiac. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:39 Czekaliśmy ze względu na przekonania obojga. Oboje wierzyliśmy w wieczną, nieskończoną miłość, w to, że to coś pięknego oddać się w całości drugiej osobie. On powtarzał, że się czuje doceniony, że wszystko ze sfery seksualnej ode mnie dostanie tylko on... Czekaliśmy do ... ślubu. Jak teraz o tym pomyślę to mnie nosi... Teraz nie czekałabym z tym tyle, choć nie wiem czy umiałabym odejść po roku, dwóch takiego marnego życia. Sporo czasu mi zajęło zanim zorientowałam się, że to nie przez okoliczności (stres, praca, uczelnia, bycie poza domem od rana do wieczora). Wcześniej go usprawiedliwiałam i nawet mu współczułam, że wiecznie jest taki zmęczony. Miałam przebłyski mądrości, ale zwykle zrzucałam winę na siebie i wmawiałam sobie, że "przecież jesteśmy jedyni i wyjątkowi"... Prawdziwą i pełną frustrację przeżywam od 2010 roku kiedy przyznał mi, że inne kobiety podobają mu się bardziej. Mówił, że mam piękną twarz, ale chciałby, żebym schudła. Schudłam 10 kilo. W życiu seksualnym zero poprawy. Oczywiście mówi mi, że wypiękniałam i powtarza częściej, że mu się podobam... I tego w żaden sposób nie przekłada na seks. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:44 Ad. Mówił, że mam piękną twarz, ale chciałby, żebym schudła. Schudłam 10 kilo. W życiu seksualnym zero poprawy. Uważacie? Parę godzin wcześniej było, że nie o wygląd chodzi... Psychologia głębi, a nie powierzchowności. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 14:43 Ważne jest to, że nigdy nie podał moich kilku nadprogramowych kilogramów jako powodu braku współżycia. Podawał tylko powody związane z jego zmęczeniem, złym samopoczuciem, jego masturbacją itp. Odpowiedz Link
urquhart Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 17:09 Politycznie poprawny znaczy :) Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 20:28 notyouraveragegirl napisała: > Czekaliśmy ze względu na przekonania obojga. Oboje wierzyliśmy w wieczną, niesk > ończoną miłość, w to, że to coś pięknego oddać się w całości drugiej osobie. On > powtarzał, że się czuje doceniony, że wszystko ze sfery seksualnej ode mnie do > stanie tylko on... Czekaliśmy do ... ślubu. Jak teraz o tym pomyślę to mnie nos > i... Teraz nie czekałabym z tym tyle, choć nie wiem czy umiałabym odejść po rok > u, dwóch takiego marnego życia. Sporo czasu mi zajęło zanim zorientowałam się, > że to nie przez okoliczności (stres, praca, uczelnia, bycie poza domem od rana > do wieczora). Wcześniej go usprawiedliwiałam i nawet mu współczułam, że wieczni > e jest taki zmęczony. Miałam przebłyski mądrości, ale zwykle zrzucałam winę na > siebie i wmawiałam sobie, że "przecież jesteśmy jedyni i wyjątkowi"... Prawdziw > ą i pełną frustrację przeżywam od 2010 roku kiedy przyznał mi, że inne kobiety > podobają mu się bardziej. Mówił, że mam piękną twarz, ale chciałby, żebym schud > ła. Schudłam 10 kilo. W życiu seksualnym zero poprawy. Oczywiście mówi mi, że w > ypiękniałam i powtarza częściej, że mu się podobam... I tego w żaden sposób nie > przekłada na seks. Aaha no to to jest proste. Chce nadrobic brakujace doswiadczenia seksualne z innymi kobietami. Tudziez MiL, stad paplanina o pieknej twarzy, a cipki,cycki i tylki to interesujace tylko u ladacznic. A Ty nie chcialabys sprobowac jak jest z innym facetem? Moze na tym sie skup. Jak bedziesz miala porownanie to sie zastanowisz co zrobic. Zyskasz szersza perspektywe ;) Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:07 I widzisz, kitty, jak religijnosc/religia potrafi ludziom popierd...lic w glowach, zryc berety i nawyrzadzac szkod. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:14 kag73 napisała: > I widzisz, kitty, jak religijnosc/religia potrafi ludziom popierd...lic w glowa > ch, zryc berety i nawyrzadzac szkod. Rzuciłem w wieku 21 lat pewną dziewczynę niezdolną do utworzenia seksualnej więzi bez ślubu, ale bynajmniej nie potępiam idealizmu z wpisu Nieprzeciętnej. A poza tym wszystko może zryć beret parom, ateizm czy bezideowość, konsumpcjonizm (!) również. Cheap shot Kag... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:18 Moi św. pamięci dziadek i babcia byli religijni i w szczęściu przeżyli ze sobą ponad 55 lat. W szczęściu powtarzam. Moje relacje z żoną również uległy poprawie gdy wreszcie po latach zbliżyłem się do Boga... Chwalmy Pana! Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:22 Ostatnio parom podobno, Kag, mocno berety ryje pornografia! (element konsumpcjonizmu!!) Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:28 Podobno, loppe. Dlatego trzeba minimalizowac, eliminowac co sie da :)) Ja pisze o przypadku autorki watku a nie o wszyskich mozliwych parach a wtracenie o zrytych beretach przez religijnosc mialo byc na potwierdzenie tego co napisalam do kitty w innym watku. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:31 kag73 napisała: > Podobno, loppe. Dlatego trzeba minimalizowac, eliminowac co sie da :)) > Ja pisze o przypadku autorki watku a nie o wszyskich mozliwych parach a wtracen > ie o zrytych beretach przez religijnosc mialo byc na potwierdzenie tego co napi > salam do kitty w innym watku. Zgoda, trzeba być uważnym w trakcie godów, ponieważ wady i zalety są rozmaite, a co ważniejsze często ukryte:) Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:27 kag73 napisała: > I widzisz, kitty, jak religijnosc/religia potrafi ludziom popierd...lic w glowa > ch, zryc berety i nawyrzadzac szkod. Czekaj, a to bylo z powodow religijnych? Jak on religijny to nie wie, ze biblia zabrania recznego spuszczania z krzyza, marnowania nasienia? Eee nie chce mi sie wierzyc. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:33 > Czekaj, a to bylo z powodow religijnych? Jak on religijny to nie wie, ze biblia > zabrania recznego spuszczania z krzyza, marnowania nasienia? Eee nie chce mi s > ie wierzyc. A kto/co ludziom mlodym wkreca i serwuje teksty o czystosci przedmalzenskiej i o nagryzionym jablku? Mnie 6 miesiecy wewnetrznej walki i rozsterek kosztowalo zanim poszlam do lozka z upragnionym mezczyzna, bo mialam w glowie czystosc przedmalzenka i seks dopiero z tym wlasciwym, po slubie. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:36 kag73 napisała: > > Czekaj, a to bylo z powodow religijnych? Jak on religijny to nie wie, ze > biblia > > zabrania recznego spuszczania z krzyza, marnowania nasienia? Eee nie chce > mi s > > ie wierzyc. > A kto/co ludziom mlodym wkreca i serwuje teksty o czystosci przedmalzenskiej i > o nagryzionym jablku? Mnie 6 miesiecy wewnetrznej walki i rozsterek kosztowalo > zanim poszlam do lozka z upragnionym mezczyzna, bo mialam w glowie czystosc prz > edmalzenka i seks dopiero z tym wlasciwym, po slubie. I jak było? Bo owoc zakazany bardziej podnica. To dlatego katolicy (i muzułmanie?) są podobno najlepszymi kochankami. Hiszpanie, Włosi, Polki... Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:49 loppe napisał: > I jak było? Bo owoc zakazany bardziej podnica. To dlatego katolicy (i muzułmani > e?) są podobno najlepszymi kochankami. Hiszpanie, Włosi, Polki... No, bylo fajowo, bo to, kochany, byl latin lover:)) To przez niego tak lubie minete ;) Niemniej jednak nie jestem pewna czy rzeczywiscie katolicy i muzulmanie sa najlepszymi kochankami, bo wielu moze byc zablokowanych, z hamulcami, roznymi tabu itd. Tutaj nie ma regul, mysle. No ale Latynos to wiadomo Latynos ;)) Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:59 kag73 napisała: > loppe napisał: > > I jak było? Bo owoc zakazany bardziej podnica. To dlatego katolicy (i muz > ułmani > > e?) są podobno najlepszymi kochankami. Hiszpanie, Włosi, Polki... > > No, bylo fajowo, bo to, kochany, byl latin lover:)) To przez niego tak lubie mi > nete ;) > Niemniej jednak nie jestem pewna czy rzeczywiscie katolicy i muzulmanie sa najl > epszymi kochankami, bo wielu moze byc zablokowanych, z hamulcami, roznymi tabu > itd. Tutaj nie ma regul, mysle. > No ale Latynos to wiadomo Latynos ;)) Wiesz Kag, ja myślę że tak, że te zahamowania są tam, ale one oczywiście są przełamywane przez siłę pożądania erotycznego i takie przełamania są właśnie w efekcie o wiele bardziej ekscytujące, kreatywne i dopieszczone (dla obu stron) niż jakieś "aaaahahaaa, dziś znowu jebanko..." jakiegoś bez zahamowań robota seksualnego:). Tak, tak... Gratuluję:), no ja nawet planowałem z 5 lat temu regularny objazd świata - tu Latina, tam Azjatka, z tym focusem ale... libido mi siada...:) Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:09 Żona mi właśnie przysłała SMSa że dojechała do pierwszego etapu swojej wycieczki autokarowej. Kiedyś się często rozstawaliśmy, nawet na pół roku raz (za dłuuuugo:(, a od kilku lat codziennie! jesteśmy razem. Uważam że krótkie rozstania są bardzo dobre dla związku. A Ty Kag wyjechałaś taka młodziutka z Polski? Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:14 Hmm, taka mlodziutka nie, 20 lat, ale przez ten katolicyzm taka spozniona:) A moze po prostu zaden Polak mnie nie chcial:( albo nie wystaczajaco mocno chcial:) Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:18 No to młodziutka, 20 lat... W każdym sensie, a ja myślałem najbardziej - trafnie jak się okazało - że wyjechałaś inaczej niż większość z nas przed studiami w kraju. Może i dlatego jesteś ukształtowana bardziej tam, a może taka już byłaś i dlatego wcześniej wyjechałaś. W każdym razie bardzo Cię lubię Kag:) Odpowiedz Link
kag73 off top do loppe, zasmiecamy watek 01.10.14, 23:26 Wyjechalam w trakcie studiow, potem na roku wrocilam do kraju, wyjechal znow i tak juz zostalo. Po prostu przejalam z tu i tam to co mi sie podoba a odrzucilam to co mi sie nie podoba albo mnie podoba:) Ale fundamenty mam polskie! Odpowiedz Link
loppe Re: off limits 01.10.14, 23:28 kag73 napisała: > Wyjechalam w trakcie studiow, potem na roku wrocilam do kraju, wyjechal znow i > tak juz zostalo. Po prostu przejalam z tu i tam to co mi sie podoba a odrzucila > m to co mi sie nie podoba albo mnie podoba:) Ale fundamenty mam polskie! A dobrze zgaduję że pochodzisz raczej z południowej części Polski?! Odpowiedz Link
loppe Re: off limits 01.10.14, 23:41 kag73 napisała: > Nie, ja jestem z Wielkopolski W każdym razie wiedziałem, że nie z rosyjskiego zaboru, bo wyczuwałem egzotykę (ja jestem od dziecka z Mazowsza). Ale nie zgadłem że z niemieckiego:). Myślałem o austriackim raczej. Bardzo mi miło:), naprawdę, uwielbiam Wielkopolan - kiedyś powiedziałem przy świadkach w pracy po doświadczeniach dwóch, powiedziałem - Tylko z Wielkopolski będę zatrudniać!:))))) Odpowiedz Link
loppe Re: off limits 01.10.14, 23:44 Właśnie, jakbyś się urodziła na Mazowszu, to byś tak Niemiec nie zdobyła ha ha Odpowiedz Link
kag73 Re: off limits 01.10.14, 23:53 > Bardzo mi miło:), naprawdę, uwielbiam Wielkopolan - kiedyś powiedziałem przy św > iadkach w pracy po doświadczeniach dwóch, powiedziałem - Tylko z Wielkopolski b > ędę zatrudniać!:))))) No wiedzisz, to wszystko wyjasnia. A z tym zatrudnianiem to dobrze wiedziec, w razie bym kiedys pracy szukala...;)) Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:26 Przez pierwsze 18 miesięcy po ślubie większość tych miesięcy mieszkaliśmy osobno w różnych krajach... Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:30 loppe napisał: > Przez pierwsze 18 miesięcy po ślubie większość tych miesięcy mieszkaliśmy osobn > o w różnych krajach... A to bywa niebezpieczne, ale nie zawsze. Znam/znalam sporo takich par. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:36 kag73 napisała: > loppe napisał: > > Przez pierwsze 18 miesięcy po ślubie większość tych miesięcy mieszkaliśmy > osobn > > o w różnych krajach... > A to bywa niebezpieczne, ale nie zawsze. Znam/znalam sporo takich par. Pamiętam jak moi ukochani ciocia i wujek zadziwili mnie swoim żalem nad tym rozstaniem: za wcześnie.... Ja tam byłem spokojny naiwnym spokojem, a oni widać wietrzyli rychły rozpad związku po takim eksperymencie. Niesłusznie. Ale z dzisiejszej perspektywy uważam, że niedobrze się stało, to nie powinno być aż tyle miesięcy (tęskniłem) i nie ukrywam że po półrocznym rozstaniu byliśmy dla siebie - Ona dla mnie zwłaszcza, bo kobiety bardziej potrzebują codziennej nieabstrakcyjnej więzi - strasznie obcy. Przez pierwszy tydzień. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:09 > Wiesz Kag, ja myślę że tak, że te zahamowania są tam, ale one oczywiście są prz > ełamywane przez siłę pożądania erotycznego i takie przełamania są właśnie w efe > kcie o wiele bardziej ekscytujące, kreatywne i dopieszczone (dla obu stron) niż > jakieś "aaaahahaaa, dziś znowu jebanko..." jakiegoś bez zahamowań robota seks > ualnego:). Tak, tak... Tez mozliwe. Jednak jest jeszcze opcja "cos pomiedzy", bo swiat nie dzieli sie na Katoli/religijnych i "robotow seksualnych"/sru jebanko ;)) To sa troche tez cechy osobnicze, mysle, czesto niezalezne od przekonan religijnych i swiatopogladu. Bo wbrew pozorom ateisci/niewierzacy tez maja cos takiego jak "etyke" czy moralnosc a plynie ona z wewnetrznych przekonan, empatii itd. > > Gratuluję:), no ja nawet planowałem z 5 lat temu regularny objazd świata - tu L > atina, tam Azjatka, z tym focusem ale... libido mi siada...:) Ach, mialam, wszystko mialam, wcale objezdzac nie musialam ;)) Ale, zaraz, Ty przeciez w malzenstwie jestes, czyzby bez umowy o wylacznosci seksualnej:)? Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:13 No tak, wrażliwi humanistyczni ludzie zachowają się podobnie, niezależnie czy są ateistami czy wierzącymi. Myślę że wrażliwość jest kluczowa. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 14:45 Chciałam :) Mam nawet jednego konkretnego w otoczeniu, z którym, raz na jakiś czas, chętnie bym spróbowała, ale z wielu powodów nie mogę tego zrobić. Poza tym, niewielu jest facetów, którzy oddziałują na mnie seksualnie. Odpowiedz Link
zawle Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 30.09.14, 23:00 twojabogini napisała: Dużo czytam w temacie, spo > ro rozmawiam, także z osobami zajmującymi się terapią I Ci terapeuci to pracują jak lekarz pierwszego kontaktu? Wypisują jeden lek? Na tego trzeba to, na tamtego to. Życie i człowiek jest bardziej skomplikowane. Przypominasz mi Glossatorra, który tu hasał lata temu. Nie tylko dzięki zawziętości w pisaniu elaboratów:)) Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 09:51 zawle napisała: > I Ci terapeuci to pracują jak lekarz pierwszego kontaktu? Wypisują jeden lek? N > a tego trzeba to, na tamtego to. Istnieją grupy osób szczególnie podatnych na różnego rodzaju nałogi. Kiedyś terapia nałogu polegała na wzmacnianiu "silnej woli", utrzymywaniu abstynencji. W większości przypadków były to terapie nieskuteczne. Obecnie wielu terapeutów zakłada, że metodą skłonienia człowieka do zaprzestania zachowań destrukcyjnych jest rozwiązanie problemów które stoją "za nałogiem". Za nałogiem może stać: destrukcyjny styl życia lub destrukcyjny światopogląd przejęty z domu rodzinnego, rodzaj traumy rodzinnej (np. eckman niejako na marginesie swoich prac stworzył interesujący portret mężczyzn prowadzących życie seksualne poza małżeństwem, którzy kompulsywnie "zaspokajają potrzebę ukrywania swoich spraw przed matką"), może to być nieumiejętność radzenia sobie ze stresem i wtedy nałóg służy rozładowaniu napięcia, nałóg może stanowić strategię unikania bliskiej relacji. Także za przymusem oglądania pornografii często stoją nieseksualne motywy. Ustalenie co nałóg kompensuje pozwala pracować w tym obszarze, co z kolei pozwala na trwałe zmiany. Wiem, bo znam pary, które z problemem oglądania pornografii przez mężczyznę sobie poradziły - nie zawsze korzystając z pomocy terapeuty. > Życie i człowiek jest bardziej skomplikowane. Każdy przypadek jest jednostkowy. To prawda. Z drugiej strony nie da się ukryć, że pewne sytuacje, okoliczności motywacje układają się w schematy. I psychologia tymi powtarzającymi się schematami się posługuje. Kiedyś szukano cech wspólnych u kobiet - ofiar przemocy ze strony partnerów, obecnie wiadomo, że jest jedna stała - zależność od sprawcy przemocy. Co do osób, których zachowania przyjmują charakter przymusowy istnieje kilka różnych "typów". Wymieniłam te z którymi stykam się najczęściej (także pośrednio, w relacjach, w literaturze). Nie twierdzę, że któryś z nich pasuje - naprowadzam autorkę na pewien sposób myślenia. Ewidentnie jest zadowolona za związku, chciałaby go utrzymać, jednak cierpi z powodu przymusowej abstynencji seksualnej. Pytała czy komuś się udało taki problem rozwiązać - tak udało się. Znam takie przypadki - i tak działali według "jednej recepty" - identyfikacji problemu, który stoi za nałogiem. Nie wystarczy, że zona zażąda zaprzestania oglądania - to podziała tylko na krótka metę. W przypadkach zaburzeń nietypowych - potrzeb seksualnych, których nie da się zaspokoić z partnerką aktualną (fetysz osób kalekich, starych, trzecia płeć, odmienna orientacja seksualna) - seks w parze się nie odbywa nigdy, lub nigdy nie jest satysfakcjonujący dla drugiej strony, nie dochodzi też do nawiązania kontaktu, bliskości. Jeśli w małżeństwie autorki do dających radość relacji seksualnych czasem dochodziło - jest szansa. Odpowiedz Link
zawle Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 11:02 twojabogini napisała: > Obecnie wielu terapeutów zakłada, że metodą skłonienia człowieka do zaprzestani > a zachowań destrukcyjnych jest rozwiązanie problemów które stoją "za nałogiem". Żaden terapeuta nie poczyni założenia że "skłoni" człowieka do czegokolwiek. Widzisz TB, ja deceniam że Ty dużo czytasz, ze sie interesujesz, że rozmawiasz. Ale na Boga, nie dziel się tą wiedzą z pozycji "wiem i umiem". Nawet tepapeuci tego tak nie robią, chociaż "wiedzą i umieją". Bo współczesna terapia zakłada że najlepiej żeby pacjent poznał siebie sam i sam doszedł do tego co mu jest potrzebne. Skończyły się czasy "terapii podającej". Co do reszty twoje wypowiedzi...co szkoła to sposób podejścia do problemu. Nie będę Ci tu błyskała wiedzą dostępną w internecie dotyczącą różnorodności terapii. Zresztą, uważam że sprowadzenie niektórych dziedzin nauk pod strzechy schamiło i zmniejszyło wartość wiedzy jako takiej. Każdy se poczyta i staje się specjalistą. > Ustalenie co nałóg kompensuje pozwala pracować w tym obszarze, co z kolei pozwa > la na trwałe zmiany. Wiem, bo znam pary, które z problemem oglądania pornografi > i przez mężczyznę sobie poradziły - nie zawsze korzystając z pomocy terapeuty. Oj nie...po prostu znasz taką parę ...i tu podaj przykład i sposób w jaki sobie owa para poradziła. Nie mieszaj w to pseudo ...diagnozy, słownictwa itd. Zostawmy to specjalistom. Nie radźmy żonom żeby przejmowały ich rolę i brały odpowiedzialność za "terapię" mężów....do cholery. Nie będę już dalej Cię cytować. nie znam jednak przypadku w którym terepeuta podjąłby się terapii jakiejś osoby poprzez jego współmałżonka. To działa tak...poznaj siebie, poznaj swoje potrzeby, zacznij zmieniać siebie, wtedy zmieniać się będzie to, co na zewnątrz. Nigdy...powiem Ci co zrobić, żeby zmienił się Twój mąż. Do tego nic nie wiesz na temat ich seksu. Bo to że jej się podobało, to że ona uważa że jemu było fajnie oznacza że jemu było fajnie. A nawet..jemu gdzie indziej mogło być NAPRAWDĘ fajnie...nie w domu. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:44 > Do tego nic nie wiesz na temat ich seksu. Bo to że jej się podobało, to że ona > uważa że jemu było fajnie oznacza że jemu było fajnie. A nawet..jemu gdzie indz > iej mogło być NAPRAWDĘ fajnie...nie w domu. > Przeraża mnie to co piszesz, ale masz rację... Po tych wszystkich kłamstwach boję się, że jeszcze bardzo dużo o nim nie wiem... Ma taką pracę, że mógł mnie zdradzić milion razy. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:46 notyouraveragegirl napisała: > > Do tego nic nie wiesz na temat ich seksu. Bo to że jej się podobało, to ż > e ona > > uważa że jemu było fajnie oznacza że jemu było fajnie. A nawet..jemu gdzi > e indz > > iej mogło być NAPRAWDĘ fajnie...nie w domu. > > > > Przeraża mnie to co piszesz, ale masz rację... Po tych wszystkich kłamstwach bo > ję się, że jeszcze bardzo dużo o nim nie wiem... Ma taką pracę, że mógł mnie zd > radzić milion razy. Jeśli by tak było to może nie chce zarazić HIV, to mu na plus BY WTEDY trzeba liczyć. Ale nie wiemy czy zdradza. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 10:37 Moim zdaniem typologia Bogini jest dosc trafna, bo owszem da sie cos podzielic na schematy, generalnie moze sie zgadza,c miec odniesienie do wielu osob, bo tak na chlopski rozum nalogi funkcjonuja podobnie;)) Tutaj dziewczyna nie ma pojecia co z tym fantem zrobic, kazda wskazowka jest dobra. Ja jestem wstretna i doradzalbym jej rozstanie a nie leczenie "nalogowca", niechetnego do zmian nalogowca, jezeli w ogole jest nalogowcem, bo tego tez nie wiemy. Moim zdnaniem czekala i czeka juz bardzo dlugo, marnuje sobie zycie. Teraz jest czas na dzialanie i bez prawdziwej checi meza i konkretnych dzialan po porstu powinna odejsc(nie czekam znow latami) i poszukac szczescia gdzie indziej. Niestety tak sie w zyciu zdarza, ze ludzie do siebie nie pasuja albo, mimo milosci, im nie po drodze :( Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 10:35 Jaka jest przyczyna wycofania przez Partnera swojego libido ze związku z NieprzeciętnąDziewczyną? Dlaczego właściwie odmawia swojego libido najważniejszej osobie w swoim życiu? To jest pytanie do wykwalifikowanego psychologa. Prawdopodobnie Partner jest b. mocno zaburzony wewnętrznie, ale natury tego zaburzenia nie znamy. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 10:59 Oczywiście - jak w zgoła każdym tego przypadku na forum - nie wolno pochopnie wykluczyć, że to jednak strona pisząca na forum wykastrowała swojego partnera albo partnerkę. A nie że tamto jest zaburzone. Oczywiście ja Dziewczyny o to nie podejrzewam, bo nie mam podstaw, mówię modelowo... Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:47 Był taki czas, kiedy nie miał już wymówek typu stres i zmęczenie, że próbował zrzucić winę na mnie i na awantury, które mu urządzałam... Ale przestałam je urządzać i seks nie przyszedł. Możliwe, że jest w tym jakaś moja wina, ale nie wiem jaka. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:55 Wina Twoja jest, ze kupilas kota w worku, zwiazalas sie z nieodpowiednim mezczyzna. To bardzo powazna i wazna decyzja. Moza popelnic blad w wyborze partnera zyciowego, ale najwiekszym bledem jest w tym tkwic, moim zdaniem. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 10:59 Wiesz co, loppe, ja tam jestem prosta kobieta, troche tak jak chlop krowie na rowie a czasem lopatologicznie. Tu nie jest, moim zdaniem, potrzebny zaden psycholog. Ten facet bardzo dobrze zna odpowiedz, on wie co jest jego "problemem" i zna swoja seksualnosc. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 11:09 Może wie, a może nie wie. Ale nawet nie o to chodzi. Ludzie nieraz wiedzą, ale nie umieją! Wiedzieć to dopiero wstęp do żyć po ludzku:) Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 11:40 Taki przykład - ludzie na ogół wiedzą że należy regularnie współżyć seksualnie z żoną albo mężem... Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 11:21 kag73 napisała: > olog. Ten facet bardzo dobrze zna odpowiedz, on wie co jest jego "problemem" i > zna swoja seksualnosc. Zna i nie zna. Działa mechanizm racjonalizacji - w które znaczna część osób o zachowaniach kompulsywnych wierzy. Na przykład: jestem mężczyzną i dzięki temu że się trzepie przy porno jestem wierny, moja żona nie jest atrakcyjna fizycznie (dla mężczyzn przyzwyczajonych do porno - nie mylić z tymi którzy oglądają nie kompulsywnie - żywe kobiety nie są atrakcyjne), to wina mojej zony, bo: osacza mnie, odmawia robienia tego co na filmach, bo..., bo..., bo.... Pornotrzepacze to i tak mały pikuś przy racjonalnych usprawiedliwieniach tych panów, którzy puszczają się na lewo i prawo bez wiedzy małżonki. Większość z nich jest przekonanych, że to wina żony. Zresztą niektórzy psycholodzy także upatrują wina za zdradę u osoby zdradzanej. Niemal każdy kto wykazuje zachowania kompulsywne ma cały system wytłumaczeń, w dodatku pozornie racjonalnych. Wtedy jedyna recepta - to trzymanie się normy - norma jest, że w parach małżeńskich istnieje więź seksualna a potrzeby seksualne, bliskości, poczucia atrakcyjności - są zaspokajane. Jeśli tak się nie dzieje - to winna jest osoba wycofująca się z relacji. Jeszcze jedna wskazówka - tam mi przyszło na myśl eckamie - wielu mężczyzn wycofujących się ze związku w płaszczyźnie seksualnej (czy to w porno, czy romanse), niezależnie od innych czynników utożsamia partnerkę z matką. W opozycji do kobiet do seksu - czy to pań z netu, czy realnych kochanek. Więc jeśli cokolwiek kobieta miałaby w związku zmieniać - to unikać sytuacji w których może to takich utożsamień dochodzić, jeśli ma do nich skłonność - przykładowo: obsługa męża typu mamusia (gotowanie, prasowanie, sprzątnie), kontrola i nakazywanie, zakazywanie, wręczanie listy obowiązków i rozliczanie z nich. Jak to wytłumaczył mi jeden z kolegów -" to jest wygodne, przyjemne, wpada się więc w taki układ jak w ciepłe błocko, ale na dłuższa metę to mnie udupia, przestaję być męski,bo przestaję o sobie decydować. Z innymi kobietami nadal mam sprawczość i kontrolę. Przy żonie jestem jak stale krytykowane dziecko. K.wa nawet nie mogę się skrzywić, że nie mam ochoty na kapuśniak, albo zjeść pizzy jak mam na nią ochotę, bo ona się przy garach nastała. Może jestem sukinsynem, ale mimo to wolę jak jest, bo inaczej musiałbym sam zacząć się obsługiwać, a tak mam aseksualną żonę w domu, za to pełną obsługę, a potrzeby załatwiam na mieście z kobietami, które poza niewielka kasą nic ode mnie nie chcą". To tak streszczając. Mechanizm racjonalizacji także działał, a jakże - "żona nie ma potrzeb seksualnych, a o seks awanturuje się, bo nie chce żeby on się puszczał, chce mu zabrać przyjemność, tak naprawdę wie, tylko woli być oszukiwana, żonie odpowiada rola służącej, bo jest niezaradna i to jedyne co może robić, sama by sobie nie poradziła." Urocze. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 13:59 Mnie chodzi o to, ze on zna odpowiedz dlaczego nie sypia z zona, bo np. trzepie kapucyna albo ma kochanke. I ma swoje subiektywne wytlumaczenie tego, bo np. mastrurbacja daje mu wiecej niz stosunek z kobieta, bo kreca go jakies tam konkretne obrazki albo bo sie tak przyzwyczail/uzaleznil i sie odzwyczaic nie moze/nie chce. Czy te powody sa prawdziwe? Moze nie, ale dla niego sa to powody i od tego trzeba by zaczac. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 14:29 kag73 napisała: > Mnie chodzi o to, ze on zna odpowiedz dlaczego nie sypia z zona, bo np. trzepie > kapucyna albo ma kochanke. I ma swoje subiektywne wytlumaczenie tego, bo np. m > astrurbacja daje mu wiecej niz stosunek z kobieta, bo kreca go jakies tam konkr > etne obrazki albo bo sie tak przyzwyczail/uzaleznil i sie odzwyczaic nie moze/n > ie chce. Czy te powody sa prawdziwe? Moze nie, ale dla niego sa to powody i od > tego trzeba by zaczac. Mozna tez zaczac od najprostszego: nie kocha sie z nia, bo go ona nie kreci. Byc moze panowie tez wpadaja w pulapki zlych wyborow. Bo skoro babki wiaza sie z niekrecacymi ich facetami (wg typologii Kutuzowa -> z nie 10tka), bo hormony, bo zegar biologiczny, bo najlepszy dostepny, to moze faceci tez popelniaja bledy typu: biore ta, bo jej uroda pokrywa sie z powszechnym meskim uznaniem np: klepsydra z naturalnym biustem i szczuplymi nogami, a trzepie konia do podniecajacej mnie fitneski bez bioder, kaloryferem, mocnym udem i silikonowym cyckiem. Szczerze mowiac pierwszy raz slysze zeby ktos sie masturbowal do fitneski wiec moze gosc ma specyficzny gust, w ktory partnerka sie nie wpisuje. Ten gust moze obejmowac np niski body fat, ktorego nawet szczuple laski ale nietrenujace nie osiagaja w naturze. Ma jakies szczegolne upodobania po prostu. Te upodobania moga tez dotyczyc zachowan. I nie wierze, ze wszystko da sie zagrac tylko powiedz mi jak chcesz. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 14:52 Bo nie kręci wyglądem, bo tkwi w pornografii i samogwałcie, albo bo ma kochankę - to wszystko ślizga się jednak po powierzchni imho i w zasadzie w ogóle nie jest w stanie tłumaczyć postawy młodego żonkosia odmawiającego własnej wybrance swojego libido. Tu trzeba głębiej! Dziewczyny, to jest młody nominalnie sympatyczny mężczyzna! I on popatrzcie, odmawia żonie swego libido. Tego nie da się raczej załatwić kochanką, nieidealną jeśli chodzi preferencje młodego jebaki posturą wybranki, ani pornografią. Kryptogej? - np. czy to sakramentalne w takich watkach a już głębiej sięgające wyjaśnienie było już oferowane? Psychologia głębi... Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 14:59 Nie kryptogej, bo laski na porno i zdjeciach oglada i do nich sie masturbuje, czyli krzyptogej odpada. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:04 No właśnie, nie np. kryptogej tylko coś jeszcze bardziej skomplikowanego! To jest młody mężczyzna, podobno życzliwy w małżeńskim obejściu poza problemem odmowy libido w sypialni. Czemu jej to robi? Zakładam że wzwodzi się i spuszcza prężnie przed komputerem, więc problemy biologiczne by odpadały. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:05 Spójrzcie na tytuł! Lubiana żona płacze, a on ot tak nie udzieli jej swego libido... Bzdury, problem jest głęboki. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:34 Z tym że - patrząc głębiej - są kryptogeje którzy sami przed sobą wypierają że są gejowscy i nawet sobie tego jeszcze nie uświadomili za młodu, próbując z mizernym właśnie animuszem z kobietami w łózkach, w komputerach (to pewnie dla nich łatwiejsze...) krypto i KRYPTO... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:36 Można powiedzieć, złej tańcownicy przeszkadza rąbek u spódnicy, jak młodemu nieświadomemu jeszcze gejowi wszelkie niedoskonałości ciała kobiecego... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:39 kryptogej - wiedzący o swoim gejowstwie, ukrywający je na zewnątrz KRYPTOgej - gej nawet nie wiedzący jeszcze, nieświadomy że jest gejem Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:03 To jak najbardziej mozliwa opcja, nie kreci go, albo kreci go mniej niz laski na obrazkach i masturbacja solo. Tak. I co teraz? Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:08 kag73 napisała: > To jak najbardziej mozliwa opcja, nie kreci go, albo kreci go mniej niz laski n > a obrazkach i masturbacja solo. Tak. I co teraz? Dobrze by bylo zeby potwierdzil ;) Wtedy mialaby 3 wyjscia: 1. pogodzic sie i zyc na jego warunkach, 2. przerabiac sie na laski, pod ktore sie masturbuje (chyba juz to robi), 3. podziekowac. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:25 hello-kitty2 napisała: > kag73 napisała: > > > To jak najbardziej mozliwa opcja, nie kreci go, albo kreci go mniej niz l > aski n > > a obrazkach i masturbacja solo. Tak. I co teraz? > > Dobrze by bylo zeby potwierdzil ;) Wtedy mialaby 3 wyjscia: > 1. pogodzic sie i zyc na jego warunkach, jezeli juz to dogadac sie co do zachowania statusu malzenstwa a sprawy seksualnie traktowac zupelnie oddzielnie. Inaczej zapewne nie uniknie frustracji i poczucia straconego czasu wczesniej czy pozniej, moim zdaniem. > 2. przerabiac sie na laski, pod ktore sie masturbuje (chyba juz to robi), Ja Cie przepraszam, warto w zyciu az tak sie poswiecac? Laska ma szanse spotkac takiego dla ktorego bedzie "wow, ach i och", I klasa a nie tylko jakims drugim gatunkiem. >3. podziekowac To wzdaje mi sie bardzo rozsadne. Ale kto potwierdzi, ze ktos go nie kreci. Z drugiej strony jak facet nie chce sypiac z chetna babka to ona go chyba nie kreci, sie rozumie samo przez sie. No chyba, ze sie rzeczywiscie pogubil, nalog silniejszy niz on. Wtedy moze terapia wstrzasowa: odchodze i odjesc. Co nie zmienia faktu, ze wrocic zawsze mozna, jezli ktos pojdzie po rozum do glowy i wyjdzie z nalogu. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:35 kag73 napisała: Ja Cie przepraszam, warto w zyciu az tak sie poswiecac? Laska ma szanse spotkac > takiego dla ktorego bedzie "wow, ach i och", I klasa a nie tylko jakims drugim > gatunkiem. Prawda ALE to tylko szansa, trzeba sie zatem liczyc z tym, ze do tego moze nie dojsc i to zawsze powstrzymuje laski od rozstania. Bo na ten moment to ona jest atrakcyjna we wlasnych oczach, tylko z nim jest cos nie tak, a jak sie zerwie z tej relacji to juz rynek oceni co ma do zaoferowania, a to moze byc nizej niz laska sama sie ocenia wiec mozna sie bac ;-) Krotko: trzeba sie liczyc, ze zostanie sie samemu. No wiec my kobiety przykladamy miarke i porownujemy: lepiej calkowicie samej czy jednak z nim i jego problemami? Poki bilans wychodzi, ze lepiej z nim niz samej to rady nie ma zmian nie bedzie. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:46 Kiedy postanowilam rozstac z exem przeszlo mi przez mysl "ojej, jak tu teraz kogos znalezc, znow ten small talk i moge nie zdazyc a moze jeszcze chcialbym dziecko i moze zostane sama, bo nikogo nie znajde". I wiesz, przemyslalam to wszystko i stwierdzilam ze lepiej byc samemu niz z niewlasciwa osoba i ze swojego szczescia nie moge uzalezniac od jakiegokolwiek mezczyzny, od faktu posiadania mezczyzny. Postanowilam, ze po prostu zajme sie soba(mialam wracac do kraju), poszukam dobrej pracy, mieszkania i bede sobie zyla po prostu a jak sie jakis facet napatoczy to dobrze a jak nie to nie. Takie tkwienie w niepelnym zwiazku, z jakims takim brakiem, moze bolec, wkurwiac i rozczarowywac bardziej niz bycie samemu, bo oczekiwania sa zupelnie inne. Jezeli ja mam chlopa w lozku to wkurwialo by mnie, ze nie chce ze mna sypiac jezeli ja chce. natomiast jezeli tego chlopa nie mam, to zwyczajnie seksu nie mam, albo mam ze soba, ale wtedy wiem czemu i po co i jest OK. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:57 No z pewnością kręcę go mniej niż laski do których się masturbuje. Nie wyglądam tak jak one, sama siebie też mniej kręcę :) Nie będę się przerabiać na laski, pod które mąż się masturbuje bo nie jestem w stanie. Biodra mam szerokie, ale nie będę miała tyłka jak J.Lo choćbym dziennie milion przysiadów z obciążeniem robiła. Ćwiczę bo dbam o siebie, nie mam ambicji by wyglądać jak miss bikini fitness i nie mam zamiaru mieć sześciopaka na brzuchu ani zarysowanych mięśni. Dziś jestem w nastroju na "podziękować". Zaplanowałam na wczoraj z okazji dnia chłopaka kolacyjkę, winko, deser i... biedak miał problemy żołądkowe... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:09 kag73 napisała: > To jak najbardziej mozliwa opcja, nie kreci go, albo kreci go mniej niz laski n > a obrazkach i masturbacja solo. Tak. I co teraz? Że kręci go mniej niż laski to bym odpuścił jako wyjaśnienie tak kuriozalnego zaniedbania. Znaj proporcjum mocium panie. Że go nie kręci? To interesujące, ale wymaga rozwinięcia, oni są już małżeństwem. Czar masturbacji solo, nałóg onanistyczny - nie jestem znawcą w tym obszarze, być może, ale żeby młody życzliwy żonie żonkoś tak się zaniedbał, do tego stopnia... Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:17 Nieprzeciętna jest bardzo inteligentna i zapewne wie o co chodzi, i to Ona powinna wyjaśnić a nie my:) Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:34 Ona juz wyjasniala w poprzednim wtku, ze gostek sie masturbuje i ze niby nie chce ale nie potrafi przestac. A dlaczego sie masturbuje chocia ma w lozku chetna zone? Bo: ona go nie kreci, ma jakis fetysz, przyzwyczail sie do konkretnych bodzcow i ich potrzebuje, nie chce marnowac swojej energii odbywajac stosunek i dochodzac z nia, bo wie, ze solo na swoj sposob lubi bardziej, ma z tego wieksza przyjemosc. A dlaczego tak robi? Bo lubi i wszystko sie jakos kreci, konsekwencji swoich czynow/bezczynnosci nie odczuwa. Czy zona go zostawi? Odejdzie od niego? Nie, do tej pory nie odeszla. Moze jemu potrzebna terapia wstrzasowa, jezeli jest w nalogu, jak alkoholikowi, zeby zrozumial i zaczal sie leczyc. A jezeli ma jakis fetysz i wlasna seksualnosc to zwyczajnie moze nie chciec/nie potrafic z niej zrezygnowac. Ze on ma problem, skrzywienie, to jedno i jasne, ale dlaczego ona ma go leczyc? Leczeniem musi chciec zajac sie on. Ona, moim zdaniem, moze co najwyzej odejsc i poszukac szczescia gdzie indziej. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:44 kag73 napisała: > Ona juz wyjasniala w poprzednim wtku, ze gostek sie masturbuje i ze niby nie ch > ce ale nie potrafi przestac. A dlaczego sie masturbuje chocia ma w lozku chetna > zone? Bo: > ona go nie kreci, ma jakis fetysz, przyzwyczail sie do konkretnych bodzcow i ic > h potrzebuje, nie chce marnowac swojej energii odbywajac stosunek i dochodzac z > nia, bo wie, ze solo na swoj sposob lubi bardziej, ma z tego wieksza przyjemos > c. To że ktoś bardzo woli renię grabowską nadal mi nie wyjaśnia na głębszym poziomie, że jednocześnie olewa żonę seksualnie. Woleć X to jeszcze nie bojkotować Y. Więc jest tu głębszy poziom (tu tkwi olewanie Y), albo facet jest jakoś tam rzeczywiście chory psychicznie na masturbację, wtedy OK. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 15:49 I mean normalny młody facet wolący brunetki przeleci i blondyny z pocałowaniem w ręke Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 19:02 Jaki Pan miły Panie loppe :). Bardzo dziękuję, jednak z przykrością stwierdzam, że nie wiem o co chodzi i nie jest to z pewnością ten przypadek, w którym jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o ... $ :) Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 18:52 Sprostuję tylko, że nie wiem czy mąż się masturbuje do zdjęć fitnessek :). On nie lubi mocno umięśnionych kobiet - ta laska, której zdjęcia wrzuciłam jako przykład miała grube uda, chude łydki, wielki odstający tyłek i siliconowe cycki - czyli typ latino w wersji fitness :). Wiem, że podniecała go idea płatnego seksu (podobno już nie podnieca) i boję się, że on to kiedyś zrobił... Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 19:06 Tak czytam co Ty tu dzis wypisujesz i mysle sobie, ze chyba jaja sobie robisz. Facet mowi, ze inne bardziej mu sie podobaja, schudlas dla niego 10 kilo, mowi o platnym seksie, wali konia, z Toba nie sypia a Ty nadal przy nim tkwisz, bo go kochasz? Kochana, jedna milosc to za malo. I sama milosc nie wystarczy. Masz czarno na bialym: nie krecisz go(nie ma to nic wspolnego z Toba, innego bys krecila), podobaja mu sie inne typy kobiet. Z tej maki chleba nie bedzie. Otrzasnij sie i zacznij zyc! Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 19:23 Kag, nie było przecież tak, że powiedział "Mała, fajna jesteś, ale inne mi się bardziej podobają". przecież jak każda namolna baba wypytywałam go, wyciągałam z niego co mu się nie podoba, co by zmienił bo jak kompletna idiotka (zwalmy to proszę na mój wiek :)) miałam nadzieję, że mogę stać się jego ideałem. 10 kilo schudłam dla siebie - źle się ze sobą czułam i postanowiłam doprowadzić się do stanu, w którym poczuję się dobrze. Cel osiągnęłam. Żeby zacząć żyć musiałabym najpierw umrzeć. Wiem, że odejście od niego będzie wymagało całkowitej zmiany życia. Nie czuję się na to gotowa. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 19:31 No to o co Ci właściwie chodzi w tym wątku? Tylko Ty wiesz ile nocy Ty musisz przepłakać by zdobyć się na odejście... Więc o co chodzi? O wypłakanie się nie tylko po nocach, ale i w wątku? Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 19:35 Właściwie - tylko Ty najlepiej ze wszystkich nie wiesz ile nocy; inni nie wiedzą znacznie gorzej, bo Ty znasz lepiej od nich siebie i Partnera, i związek Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 20:00 Tak, chciałam się wyżalić, wypłakać. Chciałabym być gotowa i mieć odwagę by zacząć wszystko od nowa. Ale boję się, cholernie się boję... Nie dlatego, że nie poradzę sobie sama. Sama się utrzymam, sama sobie ugotuję, sama też poprzybijam gwoździe :). Boję się, że stracę coś wyjątkowego. Nie mam porównania więc nie wiem czy może być lepiej. W kwestii seksu na pewno, ale czy w ogólnym rozrachunku może być lepiej? Nie znam takich szczęśliwych par. W moim otoczeniu to my służymy ludziom za przykład i jesteśmy obiektem zazdrości. Nikt nie wie o naszych łóżkowych problemach. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 20:08 notyouraveragegirl napisała: > Tak, chciałam się wyżalić, wypłakać. Chciałabym być gotowa i mieć odwagę by zac > ząć wszystko od nowa. Ale boję się, cholernie się boję... Nie dlatego, że nie p > oradzę sobie sama. Sama się utrzymam, sama sobie ugotuję, sama też poprzybijam > gwoździe :). Boję się, że stracę coś wyjątkowego. Nie mam porównania więc nie w > iem czy może być lepiej. W kwestii seksu na pewno, ale czy w ogólnym rozrachunk > u może być lepiej? Nie znam takich szczęśliwych par. W moim otoczeniu to my słu > żymy ludziom za przykład i jesteśmy obiektem zazdrości. Nikt nie wie o naszych > łóżkowych problemach. Ale już pieprzysz. Płaczesz niby, a jesteś w takiej szczęśliwej parze. Coś Ci powiem, albo jesteś tzw. co-dependant faceta toksyka (co możliwe bo wstrzymywanie ważnych karesów przy dostarczaniu innych partnerce wywołuje właśnie taki uzależniający efekt - taki miły, a taki niedobry zarazem...), albo kreujesz ten opis, inny od rzeczywistości. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 20:11 PS. Mieliśmy tutaj bardzo ważny wątek pani której niezwykle czarujący partner pozwalał jej tylko czasem...possać pałę. Może ktoś odnajdzie i zalinkuje. No ale Ty przelecialaś tysiąc watków na forum, to Ty zalinkuj. Ponad 200 postów ok. rok temu. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 15:12 > Ale już pieprzysz. Płaczesz niby, a jesteś w takiej szczęśliwej parze. Coś Ci p > owiem, albo jesteś tzw. co-dependant faceta toksyka (co możliwe bo wstrzymywani > e ważnych karesów przy dostarczaniu innych partnerce wywołuje właśnie taki uzal > eżniający efekt - taki miły, a taki niedobry zarazem...), albo kreujesz ten opi > s, inny od rzeczywistości. >PS. Mieliśmy tutaj bardzo ważny wątek pani której niezwykle czarujący partner pozwalał jej >tylko czasem...possać pałę. Może ktoś odnajdzie i zalinkuje. No ale Ty przelecialaś tysiąc >watków na forum, to Ty zalinkuj. Ponad 200 postów ok. rok temu. Loppe, po pierwsze jesteś niemiły, co nie do końca mi się zgadza z Twoimi poprzednimi postami, w których jawiłeś mi się jako fajny, pełen szacunku do innych, romantyczny facet z duszą, no, ale może ja popełniłam błąd na poziomie percepcyjno-interpretacyjnym. Po drugie, sam pieprzysz. Tak, płaczę przez niego po nocach - kiedy wiem, że znów się masturbował, lub co gorsza kiedy dowiaduję się, że mnie okłamał. Płaczę też kiedy czuję się niedoceniona, nieatrakcyjna dla niego i kiedy moja frustracja rzadkim pożyciem seksualnym, a raczej seksualnopodobnym sięga zenitu. Nie wyklucza to jednak faktu, że przez większość czasu czuję się w tym związku dobrze i że nie występują u nas problemy, które zaobserwowałam u innych par, które pozwalają mi myśleć, że układa się nam lepiej niż im (oczywiście według naszych preferencji). Inni, obserwując ten brak problemów u nich występujących i nie będąc świadomymi naszych problemów łóżkowych, mogą nas odbierać jako małżeństwo idealne. Najprościej rzecz ujmując - gdybym miała upragniony, satysfakcjonujący seks 3 razy w tygodniu i nie zostawiałby skarpetek koło łóżka, stwierdziłabym, że nie mamy właściwie żadnych problemów. Bardzo możliwe, że jestem współuzależniona. Jego nałóg ma ogromny wpływ na moje myślenie o nim, o sobie samej, o życiu, a przede wszystkim budzi we mnie niepokój i sprawia, że wiecznie myślę co robi, czy mnie zdradza, czy znów kłamie itp. Poza tym, nieustannie porównuje się do kobiet z jego otoczenia, albo naszego otoczenia kiedy gdzieś razem wychodzimy i mam pełną świadomość tego, że to nie jest do końca normalne. Po trzecie, nic nie podlinkuję bo fakt przejrzenia dużej ilości wątków na forum, nie musi iść w parze z zapamiętaniem charakterystycznych elementów poszczególnych wątków lub loginów osób się w nich udzielających, które z kolei pozwoliłyby na ich szybkie odnalezienie :). Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 18:50 Ad. Bardzo możliwe, że jestem współuzależniona. Jego nałóg ma ogromny wpływ na moje myślenie o nim, o sobie samej, o życiu, a przede wszystkim budzi we mnie niepokój i sprawia, że wiecznie myślę co robi, czy mnie zdradza, czy znów kłamie itp. Poza tym, nieustannie porównuje się do kobiet z jego otoczenia, albo naszego otoczenia kiedy gdzieś razem wychodzimy i mam pełną świadomość tego, że to nie jest do końca normalne. Klasyka współuzależnienia (Sorki że rzadko ale bywam nieuprzejmy, wybacz). Tylko w niezdrowym związku pojawia się takie zawładnięcie umysłem partnerki - niepokojącymi myślami. I teraz Ci coś powiem ważnego: gdy taka jak wyżej staje się baza psychiczna związku, zmienia się skala i byle korzystne zachowania drugiej strony są idealizowane ponad ich autentyczną wartość, i stąd wrażenie że on jest bardzo fajny poza tym niby jednym felerem. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 18:51 Tamten wątek ktoś Ci znajdzie, myślę że odnajdziesz w nim wiele. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 19:25 Wskazówka - wcale nie potrzeba analizować drobiazgowo partnera. Naprawdę wystarczy przeżycie własnych emocji w związku i... zaufanie do nich, a więc do siebie. Analiza jest przeceniana. Odpowiedz Link
zyg_zyg_zyg Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 09:49 forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147634131,147634131,O_co_chodzi_.html Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 17:37 zyg_zyg_zyg napisała: > forum.gazeta.pl/forum/w,15128,147634131,147634131,O_co_chodzi_.html To właśnie ten wstrząsający wątek, bravo Zyg! Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 22:26 Nie twierdzę, że go nie idealizuję, chociaż wydaje mi się, że ten etap mam już za sobą. Najpierw go idealizowałam, później nie doceniałam narzekając na wszystko, na co mogłam czerpiąc jednocześnie wizję wzorowego związku z komedii romantycznych (nie zdając sobie jeszcze wtedy sprawy, że wszystkie kończą się w momencie, gdy życie się tak naprawdę zaczyna :)). W efekcie moich narzekań i własnej potrzeby rozwoju, Mąż nad sobą pracował i aktualnie jestem świadoma jego wad, ale widzę też ogrom zmian, które w nim zaszły i je doceniam. Nie powiedziałabym, że jestem w niego ślepo zapatrzona, ale mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że on mnie naprawdę kocha. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 23:06 notyouraveragegirl napisała: . Nie powiedziałabym , że jestem w niego ślepo zapatrzona, ale mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że on mnie naprawdę kocha. I podczas Twojej nieobecności realizuje miłośc do Ciebie uczestnicząc w wirtualnych orgiach, bądź odwiedzajac nieodległą agencję towarzyskią. To jest oryginalna definicja miłości, ale skoro nie masz cienia watpliwości... Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 23:14 Nie wiem czy kiedykolwiek odwiedził agencję towarzyską. Uważam, że uzależnienie od masturbacji nie wyklucza miłości. Tak samo jak nie wyklucza jej nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, które objawia się w zbijaniu talerzy czy trzaskaniu drzwiami. Może padłam ofiarą błędu fałszywej powszechności, ale czy nie jest tak, że większość facetów się masturbuje? Czy wszyscy robią to tylko w intencji żony/partnerki :)? Nie bagatelizuję jego problemu - on rozwala nasze życie, ale nie możemy patrzeć na żadnego człowieka, również na mojego męża, tylko w czerni albo w bieli. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 10:04 notyouraveragegirl napisała: > Może padłam ofiarą błędu fałszywej powszechności, ale czy nie jest tak, że więk > szość facetów się masturbuje? Czy wszyscy robią to tylko w intencji żony/partne > rki :)? Marek chyba sie nie masturbuje ;) Sadze, ze dla czesci mezczyzn regularna masturbacja jest odbierana jako porazka. A wracajac do Ciebie: nie mozesz sie tez masturbowac? Kup sobie jakies zabawki i sama sie dopieszczaj. Moze z czasem zaczniesz rozumiec meza, moze jakies wspolne sesje. Nic tak nie zbliza jak wspolna pasja. Nie smieje sie. Ja tam odkrylam sesje masturbacyjne z facetem i mnie to kreci. Szczegolnie te gadzety. Taki Mr Gadzet sie zrobilam ;) Nie chcialabys sprobowac? A moze cos miedzy Wami zaskoczy. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 12:50 "Może padłam ofiarą błędu fałszywej powszechności, ale czy nie jest tak, że większość facetów się masturbuje? Czy wszyscy robią to tylko w intencji żony/partnerki :)?" Tak, moze padlas.Jezeli chodzi o ogolnienia "wszyscy, wiekszosc" mam swoja odpowiedz: "ja mam swojego/tego a nie wiekszosc i on mnie obchodzi a nie reszta". Na upartego mozna powiedziec, ze wiekszosc facetow i sporo kobiet sie masturbuje i nie ma w tym nic zlego jezli nie cierpi na tym zwiazek/pozycie we dwoje. A jest roznica gdy ktos seks z partnerem/partnerka zastepuje masturbacja i wybiera ja mimo dostepnosci i checi partnera, co innego jak ktos robi to dodatkowo, bo mu sie zachce albo bo ma wieksze potrzeby niz partner. Mialam troche podobna mysl jak Marek, zdefiniuj pojecie "milosc", bo moim zdaniem kto kocha ten uszczesliwia i chce dobra drugiej osoby. Kazdy moze kochac na swoj sposob, na to wychodzi. Pomijamy kwestie, ze zapewne mozna kogos kochac ale go nie pozadac, to jest mozliwe. Natomist do pozadania milosci nie potrzeba, mozna sie obyc bez niej. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 15:41 kag73 napisała: Na upartego mozna powiedziec, ze wiekszosc facetow i sporo kobiet sie masturbuje i nie ma w tym nic zlego jezli nie cierpi na tym zwiazek/pozycie we dwoje. A jest roznica gdy ktos seks z partnerem/partnerka zastepuje masturbacja i wybiera ja mimo dostepnosci i checi partnera, co innego jak ktos robi to dodatkowo, bo mu sie zachce albo bo ma wieksze potrzeby niz partner. Podpisuje sie całokiwicie. Przeciez sa różnice temperamentów, okresy choroby, czy nieobecności i masturbacja jest czymś normalnym w takich okolicznościach. Dramat robi sie wtedy, kiedy jest chętny partner, a wybierana jest masturbacja. Uwazam to za patologie i prostą droge dorozbicia związku. Pomijamy kwestie, ze zapewne mozna kogos kochac ale go nie pozadac, to jest mozliwe. To jak Nikodem Dyzma powiedział: ,,Po cholere mi taka miłość" Natomist do pozadania milosci nie potrzeba, mozna sie obyc bez niej. U facetów na pewno. Odpowiedz Link
hello-kitty2 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 15:59 marek.zak1 napisał: > Pomijamy kwestie, ze zapewne mozna kogos kochac ale go nie pozadac, to jest m > ozliwe. > > To jak Nikodem Dyzma powiedział: ,,Po cholere mi taka miłość" Bo jak wiadomo milosc ma sluzyc Tobie ;-) > Natomist do pozadania milosci nie potrzeba, mozna sie obyc bez niej. > > U facetów na pewno. Czyli z tego wynika: kochaj go czy tam niech on Ciebie kocha, a rznijcie sie na boku, bo cos sie w lozku dopasowac nie mozecie. Czyli skoro teraz nie stac Cie na rozpad zwiazku to zrob kolejny krok w strone rozpadu ;) ps. im dluzej czytam to forum tym bardziej przekonuje sie, ze milosc nie istnieje, miedzy kobieta, a mezczyna rzecz jasna. Wyglada na to, ze trwale pozadanie to juz nie byle co. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 05.10.14, 17:01 hello-kitty2 napisała: > marek.zak1 napisał: > > > Pomijamy kwestie, ze zapewne mozna kogos kochac ale go nie pozadac, to jest mozliwe. > > > > To jak Nikodem Dyzma powiedział: ,,Po cholere mi taka miłość" > > Bo jak wiadomo milosc ma sluzyc Tobie ;-). Miłośc nie służy a jest źrodłem radości, przyjemności i satysfakcji. Natomiast do pozadania milosci nie potrzeba, mozna sie obyc bez niej. > > > > U facetów na pewno. > > Czyli z tego wynika: kochaj go czy tam niech on Ciebie kocha, a rznijcie sie na boku, bo cos sie w lozku dopasowac nie mozecie. Nie mam takich doświadczeń. Ludzie sie dopasowuja i jednym to wychodzi, innym niekoniecznie. > ps. im dluzej czytam to forum tym bardziej przekonuje sie, ze milosc nie istnieje, miedzy kobieta, a mezczyna rzecz jasna. Wyglada na to, ze trwale pozadanie to juz nie byle co. Istnieje, istnieje, tylko że jest przepleciona założeniami i oczekiwaniami z obu stron, ktore bardzo często nie są wzajmnie przekazywane i przez to niespełniane. Ludzie spoczywają na laurach, rozaniedbuja się, przestaja się starać , a często oczekiwania są zwyczajnie nierealistyczne. Stąd rozczarowania. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:14 notyouraveragegirl napisała: > Kag, nie było przecież tak, że powiedział "Mała, fajna jesteś, ale inne mi się > bardziej podobają". przecież jak każda namolna baba wypytywałam go, wyciągałam > z niego co mu się nie podoba, co by zmienił bo jak kompletna idiotka (zwalmy to > proszę na mój wiek :)) miałam nadzieję, że mogę stać się jego ideałem. Aaa, jak wypytywalas to sie dowiedzialas, trza bylo nie pytac:)) Nigdy, przenigdy zadnego faceta, z ktorym bylam nie pytalam co by we mnie zmienil albo co mu sie nie podoba. Nigdy tez nie mowlam o tym co samej mi sie we mnie nie podoba. W razie mialabys jakas nowa przyszlosc, z innym facetem, polecam Ci robic tak samo. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 22:28 No niestety nauczyłam się po fakcie. Ale teraz stosuję odwrotną taktykę - opowiadam mu o wszystkich komplementach, które słyszę :). Z jednej strony nie wychwalam sama swoich atutów, z drugiej wkładam mu do głowy pozytywne rzeczy na mój temat :). Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:40 "Żeby zacząć żyć musiałabym najpierw umrzeć. Wiem, że odejście od niego będzie wymagało całkowitej zmiany życia. Nie czuję się na to gotowa." Alez ja Cie do niczego nie zmuszam, poczekaj az bedziesz gotowa. Powiem Ci tylko, ze niektrzy ludzie zyja tak/trwania czas tak jakby mieli przed soba 1000 lat zycia. Mozesz tez uwierzyc ludziom, dla ktorych jestescie szczesliwa para i byc szczesliwa para. Zapewne gdybys powiedziala o Waszych problemach lozkowych dla wielu przestalibyscie byc szczesliwa para. Z kolei z 20% kobiet moze by Ci nawet zazdroscilo, ze Ci chlop dupy z seksem nie zawraca;)) Odpowiedz Link
prosty_facet Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 17:49 twojabogini napisała: > Więc jeśli cokolwiek > kobieta miałaby w związku zmieniać - to unikać sytuacji w których może to taki > ch utożsamień dochodzić, jeśli ma do nich skłonność - przykładowo: obsługa męża > typu mamusia (gotowanie, prasowanie, sprzątnie), kontrola i nakazywanie, zakaz > ywanie, wręczanie listy obowiązków i rozliczanie z nich. Zauważyłem, że z tym co piszesz wiąże się też ciągła kontrola. Nie tylko kontrola faceta ale i samokontrola kobiety. Żeby czasem nie puścić bąka w towarzystwie faceta; "czy aby nie jestem za bardzo spocona na sex?" (muszę wziąć prysznic); "nie będę krzyczeć i jęczeć bo co sąsiedzi powiedzą" itd. itp. Facet czuje wtedy podświadomie że ten sex jest jakiś "nie halo". I wycofuje się. Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:45 Doszło sporo informacji. Po pierwsze - od lat autorka otrzymuje fałszywe przyczyny: a to zmęczenie, a to za gruba, a to awantury urządza i mężowi się odechciewa. Cokolwiek robi - reagując na sygnały, dostosowując się, zmieniając - niczego to nie zmienia pojawiają się kolejne "powody", czytaj zasłony dymne. Do autorki: wielokrotnie rozmawiałam z kobietami pozbawionymi przez męża płaszczyzny seksualnej. Większość z nich cechowało poczucie zaniżonej wartości, oraz przekonanie, że jest z nimi coś nie tak, że mogą być przyczyną niechęci partnera. Podzielam ocenę loppe - problem jest głębiej niż tylko sama masturbacja i pornotrzepanie. Nieheteroseksualną orientację raczej bym wykluczyła - relacje ich partnerek są odmienne, podobnie jak problem trzeciej płci. Tym głębszym problemem może być seksoholizm. W ramach schematów, których tak nie lubi zawle: Żony seksoholików relacjonują: zero seksu przez wiele lat, cały system usprawiedliwień zaprzeczeń, każde pozornie przekonujące, tylko, że starania partnerki nic nie dają. Partner mąż nie wyjaśnia, ale "daje sygnały" - opowiada o swoim zainteresowaniu innymi kobietami, o pragnieniu skorzystania z agencji. Przedstawia to jako marzenia, pragnienia - zazwyczaj jednak jest to bezpośrednie relacja z jego życia seksualnego. Żona jest wpędzana w kompleksy - za chuda, za gruba, biust nie taki, nie takie zachowanie, zbyt ofensywna, za mało ofensywna, za mało zmysłowa, zbyt, za bardzo itp.. Komunikaty bywają sprzeczne. Ale mąż w nie wierzy - i jest na tyle przekonujący, że żona często się obwinia. Z powodu kompleksów często boi się odejść, no bo kto ją taką zechce. Seksoholicy często i gęsto obok pornografii, z której korzystają głównie, gdy nie mogą się spotkać z kobietą, korzystają albo z agencji, albo ze spotkań nieodpłatnych z paniami z netu. Wielu z nich jest nosicielami różnych paskudnych chorób, bo część seksoholików ma do tego coś co nazywam pragnieniem ryzyka - uprawiają seks bez zabezpieczeń. Żony seksoholików mają typowe objawy osoby współuzależnionej i z tego powodu same wymagają terapii. Seksoholik, jak każdy uzależniony się nie przyzna. Przyznaje się tyle ile musi - do pornografii, romansu - ale nigdy nie ujawnia całego zespołu swoich zachowań. Terapia jest żmudna i mało skuteczna. To jak bycie z alkoholikiem - problem i ryzyko nawrotu pozostaje na całe życie. Jedyna metoda to powiedzieć sprawdzam i sprawdzić. Dokładnie i systematycznie. Zdobyć twarde dowody - inaczej uzależniony będzie się wypierał i dalej robił kobiecie wodę z mózgu. Ale zanim się to zrobi trzeba mieć plan, na wypadek gdyby podejrzenia się potwierdziły - co zrobię, gdzie będę mieszkać, czy zakończę związek rozwodem, czy będę walczyć o jego utrzymanie, do kogo się zwrócę o pomoc i komu się zwierzę żeby uzyskać wsparcie, czy i kiedy wykonam badania. Gdy podejrzenia się potwierdzają zalew emocji i rozpaczy jest tak duży, że nie ma szans na racjonalne podejmowanie decyzji. Wcześniej też warto przemyśleć kwestie rozwodu i podziału majątku - na jakich warunkach, czy z wina czy bez itp. Uwaga: nawet bardzo kochający mężowie w razie rzucenia im dowodów potrafią stać się agresywnie z przemocą fizyczna włącznie. Warto zadbać o swoje bezpieczeństwo. Dla swojego spokoju sprawdziłabym czy mąż nie jest aktywnym seksoholikiem, tym bardziej, że autorka ma swoje różne podejrzenia i obserwacje. Inna strategia to pogodzić się z brakiem seksu, znaleźć kochanka - ale nie polecam, bagno to bagno. Jeszcze jedno - seksoholicy w związek małżeński wchodzą już uzależnieni - odwlekanie seksu pod pozorem miłości i czystości to jedna ze strategii maskowania problemu - aż do ślubu. Piszę, bo panowie potrafią twierdzić, że to zona ich takimi uczyniła. To nieprawda. O ile przy pornotrzepaniu sądzę że warto próbować to przy wszystkich nałogach sensu stricte - lepiej wiać w mojej osobistej opinii. Szkoda życia na mękę przy pokręconym i manipulującym nałogowcu. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:52 Całkiem możliwe. Ten czarujący facet który współżycie z partnerką bardzo limitował, głównie do fellatio - pisałem wyżej, był bodaj seksoholikiem siedzącym w internecie i tam umawiającym się na takie niestysfakcjonujące kobiety seksualne akty ssania pały. Im się udzielał taki duch przemożnej chęci uzdrowienia czarującego faceta do pełniejszego życia seksualnego, ponieważ poza tym felerem był fajny. Typowe dla uzależnień. A to był już ZBLAZOWANY seksoholik... Myślę że ten wyraz jest ważny, wiecie który. Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 22:53 Jest jeszcze jedna metoda - po prostu odejść, koszt psychiczny dowiadywania się jest ogromny. Wystarczającą przesłanką rozwodu jest niezgodność charakterów. Orzeczenie o winie jest w większości przypadków zbędne, chyba, że kobieta zamierza np. ubiegać się o alimenty dla siebie i nierówny podział majątku na swoją korzyść. To daje pole do skupienia się na sobie. Trzeba jednak na wszelki wypadek wykonać badania oraz - jeśli nie ma się przed kim otworzyć (kobiety współuzależnione budują na zewnątrz związku taką wizję szczęścia małżeńskiego i utrzymują dystans do otoczenia - że po pierwsze nikt im nie uwierzy, po drugie nie mają nikogo bliskiego z kim mogą szczerze pogadać) - wtedy warto odbyć parę sesji z dobrym terapeutą. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:00 twojabogini napisała: > Jest jeszcze jedna metoda - po prostu odejść, koszt psychiczny dowiadywania się > jest ogromny. Wystarczającą przesłanką rozwodu jest niezgodność charakterów. O > rzeczenie o winie jest w większości przypadków zbędne, chyba, że kobieta zamier > za np. ubiegać się o alimenty dla siebie i nierówny podział majątku na swoją ko > rzyść. Wszystko sie zgadza, TB, ale...ONA GO KOCHA!!!! Odpowiedz Link
twojabogini Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:45 kag73 napisała: > Wszystko sie zgadza, TB, ale...ONA GO KOCHA!!!! Wszystko możliwe. Mąż bardzo bliskiej mi kobiety jest alkoholikiem - tzw. wysokofunkcjonującym alkoholikiem. Ona go autentycznie kocha, jest z nim, wspiera. Tyle tylko, że wyszła ze współuzależnienia, postawiła warunki których on musi przestrzegać, zaczęła zajmować się sobą. Skończyło się parę lat temu krycie, udawanie sielanki. Funkcjonują, tworzą rodzinę. Nie jest jej łatwo, ale daje radę. Najwięcej czasu zajęło jej zawalczenie o siebie, bo wcześniej jej życie kręciło się wokół męża, osłaniania go itp. Nigdy nie rozważała odejścia. Sądząc jednak z postów autorka ma więcej cech współuzależnienia, niż autentycznej miłości. Ale weszła w etap kiedy chce coś z tym zrobić, szuka, zastanawia się. Kobieta opisana wyżej, zanim coś zrobiła męczyła się jak autorka. Nikt nie domyśliłby się, że jej mąż pije i uchodzili za szczęśliwą rodzinę. Tylko ona dźwigała ogromny ciężar. Z tym kochaniem i lękiem przed zakończeniem małżeństwa - obok kredytów, dzieci i innych "utrwalaczy" - innym czynnikiem jest też wiara, katolicka postawa wobec małżeństwa i presja otoczenia. Dla wielu kobiet to także ma wpływ - albo stanowi doskonały pretekst żeby nie musieć podejmować decyzji. Za komunikatem "ale ja go kocham" kryje się jednak najczęściej lęk przed rozstaniem, niska samoocena, obawa, że życie zmieni się na gorsze, łudzenie się, że on jednak się zmieni, doceni, pokocha, strach, że nikt inny nie pokocha i taki tam miks. Ale tez lęk o partnera, który potrafi błagać, zaklinać - jesteś dla mnie wszystkim, czy grozić, że się zabije. Lek, że miną też dobre rzeczy. W ostatnich latach towarzyszyłam kilku kobietom w wychodzeniu ze związków z przemocą. To były hardcory. I wszystkie kobiety raz po raz wpadały w fazę "ale ja go kocham". Dwie wsiąkły z powrotem, po to, żeby w krótki czas później po krótkiej sielance znów doświadczyć upokorzenia, pobicia, gwałtu. Niektóre kobiety funkcjonują tak latami. Nie są głupie - tak działa współuzależnienie. To też rodzaj nałogu i dysfunkcji. Odpowiedz Link
loppe Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 01.10.14, 23:53 Bogini ma rację. Współuzależnienie łatwo pomylić z miłością, tym łatwiej... że jest uczuciem, przywiązaniem nawet silniejszym... Czasem ekstremalnym. Pamiętam jak kiedyś - szokujące przeżycie - w dysce naprawdę piękna dziewczyna tańczyła i rozmawiała ze mną i po prostu chciała zarobić pieniądze dla swojego - jak powiedziała gdy się wszyscy tam zebraliśmy przy jednym stoliku (!) - "mężczyzny", zaćpanego półprzytomnego faceta, który cały czas tam był. Wyszedłem natychmiast na ulicę! Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 15:31 Czy współuzależenienie wyklucza miłość? >Za komunikatem "ale ja go kocham" kryje się jednak najczęściej lęk przed rozstaniem, niska >samoocena, obawa, że życie zmieni się na gorsze, łudzenie się, że on jednak się zmieni, doceni, >pokocha, strach, że nikt inny nie pokocha i taki tam miks. Ale tez lęk o partnera, który potrafi >błagać, zaklinać - jesteś dla mnie wszystkim, czy grozić, że się zabije. - Lęk przed rozstaniem - występuje - Niska samoocena - może nie niska, ale zachwiana - występuje - obawa, że życie zmieni się na gorsze - występuje - łudzenie się, że on jednak się zmieni, doceni, >pokocha - występuje - strach, że nikt inny nie pokocha - a raczej, że inny nie pokocha tak mocno, bo ten teraz uważam, że kocha mocno - występuje - lęk o partnera, który potrafi >błagać, zaklinać - jesteś dla mnie wszystkim, czy grozić, że się zabije - nie występuje - występują zaklinania, że jestem dla niego wszystkim, ale nie groził, że się zabije. poza tym, ma dużo lepsze kontakty ze swoją rodziną niż ja z moją, więc w razie choroby, braku pracy i innych problemów - ma zdecydowanie większe możliwości otrzymania wsparcia. Ja jednak jestem trochę "Zosia Samosia" - nie nawiązuję bardzo bliskich relacji, nie lubię prosić o pomoc. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 15:23 Nie wiem czy jest seksoholikiem. Możliwe, że ma na to zadatki, ale jako człowiek nieśmiały się na to nie zdecydował. Możliwe też, że prowadzi/prowadził podwójne życie. Nie wiem jak miałabym to sprawdzić. Detektywa wynająć :)? Raczej szłabym w kierunku nieradzenia sobie ze stresem. Mąż wykonuje wolny zawód, jego zarobki są bardzo nieregularne, tak samo jak ilość zadań. Często zadania się na siebie nakładają co, przy jego umiarkowanych zdolnościach organizacyjnych, generuje duży poziom stresu. Poza tym, mąż często pracuje wieczorami i w weekendy - oznacza to, że wtedy gdy ja siedzę w korporacji, on jest często sam w domu. Ma więc ogromne możliwości żeby robić dokładnie to co chce. Może się więc dla rozrywki zabawić przy oglądaniu seksownych panienek na ekranie komputera. Z kolei, kiedy wraca wieczorem i mógłby się zabawiać ze mną, jest zmęczony i nie chce mu się wysilać. Zwłaszcza, że zabawił się wcześniej sam i następnego dnia, znów będzie miał taką możliwość w bardziej dogodnym momencie, kiedy będzie wypoczęty i zrelaksowany. Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 16:38 notyouraveragegirl napisała: Nie wiem czy jest seksoholikiem. Możliwe, że ma na to zadatki, ale jako człowiek nieśmiały się na to nie zdecydował. Możliwe też, że prowadzi/prowadził podwójne życie. Nie wiem jak miałabym to sprawdzić. Detektywa wynająć :)? Masturbator czesto jest facetem niesmiałym. Do panienek z komputera smiałosci nie potrzeba. > > Poza tym, mąż często pracuje wieczorami i w w > eekendy - oznacza to, że wtedy gdy ja siedzę w korporacji, on jest często sam w domu. Ma więc ogromne możliwości żeby robić dokładnie to co chce. Może się więc dla rozrywki zabawić przy oglądaniu seksownych panienek na ekranie komputera. Seks poranny powinien te sprawe rozwiązać skutecznie. Wieczorem jest już ,,po ptokach". Skoro ma duzy temperament, nie czeka do wieczoram tylko sam sprawia sobie fun. Z kolei, kiedy wraca wieczorem i mógłby się zabawiać ze mną, jest zmęczony i nie chce mu się wysilać. Zwłaszcza, że zabawił się wcześniej sam i następnego dnia, znów będzie miał taką możliwość w bardziej dogodnym momencie, kiedy będzie wypoczęty i zrelaksowany. Po porannym seksie sprawa stanie sie jakby nieaktualna. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 17:59 Marek, nie badz naiwny. Abstrahujac od tego, ze rano nie ma czasu, bo ona leci do korpo, on pozno poszedl spac i rano jest nieprzytomny, to trzeba miec ochote i chciec. Ona inicjatywy podejmowac nie chce, ma dosc, bo on sie czuje osaczony. A on ma/robi co lubi: masturbuje sie do obrazkow albo porno. Zmieniac nic nie chce, bo niby dlaczego? Powiedzial szczerze co jest i to musi/ma wystarczyc. I jak widac wystarcza. Motywacji typu: babka go kopnie w d...pe nie ma a niektorym jest ona potrzebna, bo dopiero jak cos traca pojmuja i widza co traca. Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 18:46 To prawda, rano nie ma czasu. Ja też rano lubię znacznie mniej niż wieczorem, choć w wyjątkowych, urlopowych i weekendowych sytuacjach oczywiście dochodzi do porannych zbliżeń. Jednak mąż motywację do zmian ma. Dałam mu czas do końca roku na wyraźną poprawę życia seksualnego i ją widzę. Nie chcę zapeszać bo krótkotrwałe poprawy miały już miejsce, ale widzę, że się stara. Odpowiedz Link
kag73 Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 20:39 notyouraveragegirl napisała: >Jednak mąż motywację do zmian ma. Dałam mu czas do końca roku na wyraźną popraw > ę życia seksualnego i ją widzę. Nie chcę zapeszać bo krótkotrwałe poprawy miały > już miejsce, ale widzę, że się stara. Aaa to pozostaje trzymac kciuki:) Apropos jezeli sie nie poprawi do konca roku to co? Odpowiedz Link
notyouraveragegirl Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 21:24 Powiedziałam mu, że odchodzę. Myślę, że tym razem uwierzył. Wie też, że miałam okazję nawiązać z kimś romans, a tego nie zrobiłam. Powiedziałam w jakiejś kłótni, że żałuję. Być może teraz opcja rozstania wydała mu się bardziej realna niż kiedyś. Odpowiedz Link
prosty_facet Re: ile nocy trzeba przepłakać by zdobyć się na o 04.10.14, 18:12 notyouraveragegirl napisała: > Mąż wykonuje wolny zawó > d, jego zarobki są bardzo nieregularne, tak samo jak ilość zadań. Często zadani > a się na siebie nakładają co, przy jego umiarkowanych zdolnościach organizacyjn > ych, generuje duży poziom stresu. Poza tym, mąż często pracuje wieczorami i w w > eekendy - oznacza to, że wtedy gdy ja siedzę w korporacji, on jest często sam w > domu. Ma więc ogromne możliwości żeby robić dokładnie to co chce. Też tak mam. Nie zmienia to faktu, że żywej kobiecie bym nie odmówił ;-) Odpowiedz Link