sir_roland
27.10.14, 09:35
Postaram się krótko, choć to będzie trudne.
Mam 31 lat, żonę, dwójkę dzieci. Od początku naszego związku (ok 10 lat) mieliśmy z żoną udane życie erotyczne. Lubiliśmy wprowadzać od czasu do czasu różne urozmaicenia do łóżka (gadżety, bondage). Z czasem uświadomiłem sobie (a raczej utwierdziłem w przekonaniu), że femdom jest tym, co mnie kręci najbardziej. I im bardziej tego potrzebowałem, tym bardziej żona mi tego odmawiała. Początkowo różne moje pomysły trafiały na podatny grunt, jednak obecnie muszę wręcz prosić o kilkuminutową dominację, która i tak głównie opiera się na seksie oralnym z nią na górze.
Ona wie, jak ważne to jest dla mnie i często obiecuje taki wieczór, ale mijają lata i na obietnicach się kończy. Często robię dla niej różne rzeczy, które są niezbyt przyjemne (zerwanie kilku nocy pomagając jej z pracy, zdradzenie przyjaciela) wodzony takimi obietnicami, i ciągle nic.
Jeśli już się kochamy, to pod kołdrą na misjonarza. Chyba, że ja wyjdę z inicjatywą jakichś zabaw, to wtedy bardzo chętnie w nich partycypuje, o ile nie musi przy tym nic robić.
Seksuolog powiedział mi, że powinienem "wyżyć" się u prostytutki raz na jakiś czas i w domu mieć spokój, ale nie odpowiada mi taka terapia.
Kończy się na tym, że kipi we mnie frustracja a wszystkie myśli kłębią się tylko i wyłącznie wokół wspomnień seksu sprzed lat. Zaczyna to coraz bardziej rzutować na moje życie codzienne - relacje z otoczeniem, dziećmi... A przecież nie mogę zmusić, ani wymagać od żony, żeby mnie w ten sposób zaspokoiła.
Co z tym zrobić? Czytałem, że bromek potasu dobrze działa, ale boje się, że po nim już na żaden sposób nie będę mógł zaspokoić żony. A może powinienem z nią o tym porozmawiać? Tylko jak, aby nie zaczęła się zmuszać do czegoś, czego nie chce?
Niech mi ktoś pomoże.