twojabogini
29.01.15, 13:48
Temat zasługuje moim zdaniem na osobny wątek.
Uśredniając różne badania prowadzone w naszym kręgu kulturowym jedynie dla 20% kobiet stosunek jest formą stymulacji, która daje im przyjemność i prowadzi do orgazmu. W gronie pozostałych 80% kobiet jedynie nieliczna grupa odczuwa stosunek jako dający im przyjemność fizyczną (jakieś 10% ogółu kobiet), za to aż 70% kobiet odczuwa stosunki jako neutralne - nie sprawiające przykrości, ale tez nie dające im przyjemności. Zaznaczam: mówimy o doznaniach fizycznych, bo wiele kobiet deklaruje, że stosunki jako takie lubi, na podobnej zasadzie jak mężczyźni lubią np. stymulować kobiety oralnie.
Nieliczna grupa kobiet 3-5% nie przeżywa orgazmów w ogóle. Często jest to skutkiem poważnych zaburzeń, złego stanu zdrowia, traum, czasem wad budowy. Aż 75 % kobiet odczuwa orgazm na drodze stymulacji łechtaczki. W ogólnej grupie kobiet 45%-50% kobiet jest w stanie przeżyć orgazm łechtaczkowy z partnerem (to ogromna zmiana, gdyż jeszcze 15 lat temu orgazmu z partnerem doświadczała nie więcej niż 1/5 kobiet, głównie na skutek niewiedzy o roli łechtaczki i dążenia do orgazmu "stosunkowego"). Pozostaje wciąż liczna grupa kobiet w zależności od danych wynosząca od 30% do 40%, które orgazm osiągają jedynie na drodze autostymulacji. Część z nich ma problem z tzw. uwarunkowaniami masturbacyjnymi - najczęściej orgazm osiągają poprzez zaciskanie ud, w pozycji na brzuchu, lub korzystając ze strumienia wody w prysznicu.
Pozostałe prawdopodobnie - bo nie ma tu twardych danych statystycznych, są tylko wieści z gabinetów seksuologów i jednostkowe dane empiryczne - nie są w stanie przekonać partnerów do stymulowania łechtaczki w odpowiedni sposób - albo się wstydzą, albo mają obawy, że ich potrzeby odbiegają od typowych, albo tez problem z akceptacją ich seksualności mają ich partnerzy.
Kulturowy obraz kobiecej seksualności bardzo się różni. Za najbardziej typowy i właściwy sposób zaspokajania seksualnego kobiety jest uważany stosunek. Najbardziej właściwy dla wielu kobiet sposób stymulacji - stymulacja łechtaczki - jest wciąż uważany za gorszy, mniej wartościowy, wymagający od mężczyzny wysiłku i przekroczenia jego własnej seksualności, polegającej na odbywaniu stosunków.
Poznanie właściwej techniki stymulacji oraz wzmocnienie mięśni (a także zbudowanie świadomości ciała "poniżej pasa" - bo dla wielu kobiet z wyłączeniem zewnętrznego zwieńczenia łechtaczki jest to obszar bezodczuciowy) u większości kobiet prowadzi do sytuacji, w której także stosunki stają się formą stymulacji dająca przyjemność oraz prowadząca do rozładowania napięcia seksualnego.
Teraz uwaga: powszechnie lansowany jest pogląd zgodnie z którym orgazm pochwowy jest lepszy od łechtaczkowego - w sensie doznań, głębi, stopnia w jakim prowadzi do redukcji napięcia seksualnego. To nieprawda. Satysfakcjonujący orgazm można przeżyć na wiele sposobów. Stymulacja zewnętrzna łechtaczki może prowadzić do równie głębokich, całościowych i totalnych orgazmów jak stosunek.
Wiele kobiet odczuwa orgazmy, ale są one płytsze i mniej satysfakcjonujące niż te, które przeżywały na dopingu hormonalnym (zakochanie) i w młodszym wieku. Wiele kobiet nie poznało też swojego potencjału orgazmicznego. Prowadzi do do narastania często nieuświadomionego napięcia seksualnego, także wtedy, gdy prowadzą życie seksualne i mają orgazmy. Przejawia się to często poprzez wybuchy złości, stany depresyjne, brak energii, poczucie brzydoty własnego ciała, niechęć do aktywności fizycznej, objadanie się, przebudzanie w nocy, często pomiędzy 3-5 rano,uczucie trudnego do zlokalizowania niepokoju, napięcia wewnętrznego.
Nie twierdzę, że kobiety mające udane życie seksualne, mają na siłę trenować, żeby nauczyć się orgazmów pochwowych jako "właściwszych". Aczkolwiek uważam za sensowne, żeby kobiety niezależnie od poziomu satysfakcji ćwiczyły mięśnie, szczególnie jeśli wykonują pracę obciążającą kręgosłup, mają mało ruchu, lub przeszły ciąże. Pomijam korzyści seksualne - po prostu pozwoli to uniknąć mimowolnego "przeciekania" i posikiwania po przekroczeniu 40 lat, a czasem nawet wcześniej. Jeśli kobieta popuszcza podczas śmiechy, wysiłku fizycznego czy kichania - to już ostatni dzwonek na to, żeby o sobie zadbać, potem robi się tylko gorzej. Samo się nie naprawi.
Sądzę, też, że kobiety, których seks często polega na odbywaniu stosunków mogą być zainteresowane nauczeniem się stymulacji, a dla wielu kobiet może to być eksperyment z poznawaniem własnego ciała i badaniem swojej seksualności. Z kolei dla kobiet, które mają problem z napięciem seksualnym trenowanie mięśni i pogłębiania orgazmu prowadzi do uwolnienia od napięcia seksualnego, od orgazmów przestrzelonych (które następują szybko, i nie dają uczucia spadku napięcia seksualnego, choć wyłączają nawet na parę godzin doznania zmysłowe).
Zatem wbrew temu co mi się przypisuje - absolutnie nie uważam, że istnieje hierarchia orgazmów, ani też że każda kobieta musi opanować wszystkie drogi osiągania orgazmu. Jest ważne co dana kobieta chce osiągnąć, z jakimi problemami się boryka (np. pociągowy spadek doznań seksualnych czy wysiłkowe nietrzymanie moczu), czego oczekuje od seksu, a co mogłoby polepszyć jego jakość - lub też jej ciekawość siebie, swoich granic, nowych doznań. Spotkałam kobiety, które z uwagi na zainteresowania partnera szukały drogi do osiągania satysfakcji i orgazmu na drodze stymulacji rzez stosunek analny. No i? Dlaczego miałyby być gorsze czy zdominowane przez męską seksualność, niż kobiety szukające satysfakcji seksualnej poprzez stymulację pochwy podczas stosunku? Albo gorsze od tych tych, które lubią dochodzić poprzez stymulacje łechtaczki i nie chcą ani nie potrzebują nowych doznań?
Swoją drogą ćwiczenia wzmacniają nie tylko jakość orgazmów, które niezależnie od innych poziomów na poziomie fizycznym są serią skurczów obejmujących większą lub mniejsza partię miednicy, ale także wzmacniają ogół seksualnych doznań - odczucie ciepła, napływu krwi do miednicy w stanie podniecenia, erekcję łechtaczki, reakcję na bodźce podczas samej stymulacji.
Do urqu - myślałam o tym poligonie ćwiczebnym. Najlepszym poligonem jest jedna stała partnerka. Jeśli nauczysz się zaspokajać jedna kobietę, odkrywać ją, wydobywać z niej jej seksualny potencjał - nauczysz się samego procesu odkrywania kobiety.