amyfarrahfowler
09.12.15, 02:33
Wróciłam na to forum przypadkiem po jakichś 10-ciu latach :)
Widzę, że niektóre nicki wciąż te same, ciągle aktywne i zaangażowane w dyskusje np glamorous, urquhart, triss :) Miło Was widzieć :)
Nigdy nic tu nie pisałam, ale śledziłam Wasze historie i łączyłam się z Wami w bólu.
Na forum trafiłam dawno temu z powodu problemów z seksem w związku. Byłam wtedy młoda i nie bardzo doświadczona, za to zakochana po uszy w moim facecie (obecnie mężu). Praktycznie od samego początku czułam, że z naszym seksem jest coś nie tak, bo on się do tego "nie pali". Tę jego "niechęć" czułam przez wszystkie te lata, choć seks uprawialiśmy dość regularnie (raz na tydzień, dwa, głównie z mojej inicjatywy), ale to nie był satysfakcjonujący seks, głownie z powodu braku entuzjazmu męża (choć twierdził, że seks lubi, a ja mu się podobam, to jednak seksu czasem unikał, albo angażował się z oporami, nic nie robił, aby go urozmaicać itp). Na wszelkie próby rozmowy, pytania, co jest nie tak, złościł się i mówił, że wszystko jest przecież ok. Jakoś tak nam upłynęło w ten sposób 11 lat, po drodze były różne problemy rodzinno-chorobowo-pracowo-emigracyjno-mieszkaniowe, więc miałam głowę zajętą "ważniejszymi" sprawami, a tamta zawsze schodziła na drugi plan.
Ostatnio w końcu odnalazłam w sobie jaja, żeby podjąć jakąś życiową decyzję, bo czas leci i do czterdziestki mi juz bliżej niż dalej.
Zastanawiam się, czy to ma sens, żeby spędzić resztę życia z człowiekiem, z którym nie zaznam nigdy fajnego seksu, bo on najwyraźniej z tą sferą ma jakiś problem. Zwłaszcza, że chcemy podjąć decyzję o staraniu się o dziecko (bo jeszcze dzieci nie mamy) i jeśli nam się uda, to wtedy dopiero będę "uziemiona". Z drugiej strony jest to dla mnie ostatni dzwonek, jeśli, pomimo tego, że kocham męża, chciałabym jednak poszukać innego partnera życiowego i z nim np. założyć rodzinę. W międzyczasie postawiłam sprawę na ostrzu noża i mąż obiecał się wybrać do terapeuty, ale nie chce mi się wierzyć, że jakaś terapia zrobi z niego romantycznego i namiętnego kochanka, który z ogniem w oczach się na mnie nagle rzuci. Jestem w totalnym rozdarciu, zwłaszcza, że (poza seksem) mąż jest naprawdę świetnym partnerem i cudownie mi z nim być.
Wątek ten założyłam, aby Was prosić drodzy forumowicze o podzielenie się, jak się potoczyły losy Waszych związków - skoro byliście tu już 10 lat temu, to przez ten czas prawdopodobnie Wasze sytuacje się jakoś rozwiązały (a może się mylę? ). Zdaję sobie sprawę, że pewnie opisywaliście to już w innych wątkach, ale pomyślalam, że może fajnie byłoby je zebrać w jednym miejscu (przepraszam, ale bardzo mi brakuje czasu, by czytać całe forum). Bardziej niż rad w mojej osobistej sytuacji, chciałabym się dowiedzieć jak to zazwyczaj w życiu bywa, jeśli para się nie dopasuje w sferze seksualnej.
Ciekawa jestem, czy sytuacja "Brak seksu w małżeństwie" miewa happy end? Czy można to jakoś naprawić, nie wiem - prośbą, groźbą, terapią? Czy raczej nie tracić czasu na terapie, tylko zwiewać jak najszybciej gdzie pieprz rośnie? A jeśli nie zwiewać - to czy da się w tym tkwić, bo można znaleźć sobie hobby, zająć się czymś, zacząć brać brom? ;-) A jeśli spieprzać - czy nie okazuje się potem, że jednak w małżeństwie nie było tak źle, bo samotność gorsza? A jeśli nie samotność, to z nowym partnerem podobne (albo inne) problemy po paru latach? Ech, bądź tu człowieku mądry...
Cokolwiek nie zdecydowaliście w Waszym przypadku - czy Wam się udało, czy jesteście szczęśliwi teraz?
Będę wdzięczna, jeśli podzielicie się doświadczeniem. Z góry dzięki.